środa, 16 października 2019

"Pan Doubler zaczyna od nowa" Seni Glaister

"Pan Doubler zaczyna od nowa" Seni Glaister, Tyt. oryg. Mr Doubler Begins Again, Wyd. HarperCollins, Str. 416

Ciepła, zaprawiona nutą nostalgii i dyskretnego humoru opowieść o przyjaźni, dobroci i o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany. 
A gdyby tak wywrócić swoje życie do góry nogami i nie oglądać się na innych? Zacząć żyć z pasją i porzucić poczucie, że nikomu na nas nie zależy?
Seni Glaister zaskoczyła mnie swoją powieścią. Ogromnie! Przyznam szczerze, że właściwie nie miałam wobec niej większych oczekiwań, ot pomyślałam sobie, że przeczytam i zapomnę. Nic nie wskazywało, że ta historia wywróci moje życie a tak właśnie się stało. Znacie te lektury, po zakończeniu których kompletnie nie wiecie co powiedzieć i wydaje się, że żadna inna książka nigdy im nie dorówna? To właśnie przeżyłam z "Pan Doubler zaczyna od nowa". Absurdalna zapowiedź fabuły zmieniła się w moją prywatną przygodę życia do której - tego jestem pewna - jeszcze wiele razy powrócę.
Tytułowy pan Doubler postanowił zająć się hodowlą. Miał zmienić świat, zdobywać nagrody, zaskakiwać wszystkich dookoła. W końcu kto jak kto, ale on o ziemniakach wie dosłownie wszystko. I rozmawia z nimi znacznie częściej niż z własnymi dziećmi. Dlatego z zapałem i entuzjazmem objaśnia swoje plany gospodyni, pani Millwood. Ona jednak sprowadza go na ziemię. Okazuje się, że jest ciężko chora i musi trafić do szpitala. Dlatego pan Doubler postanawia dotrzymać jej towarzystwa, choćby telefonicznie i codziennie odbywają rozmowy, które otwierają mężczyźnie oczy na świat i ludzi.
Mi również wiele pomogły te rozmowy telefoniczne. Chociaż byłam niemym bohaterem tej powieści ogromnie zżyłam się z obiema postaciami i pan Doubler już od pierwszych stron skradł moje serce. Podziwiałam go za walkę, widziałam jak smuci się brakiem zainteresowania ze strony własnych dzieci i jak zaczął szukać sobie zajęcia, by zrekompensować samotność. Od razu poczułam tą indywidualną lawinę emocji spadającą na głównego bohatera i to sprawiło, że historia stała mi się bliższa. Poczułam więź także z panią Millwood, kobietą wspaniałą i zaskakującą ogromem życiowej mądrości. Nie poddała się mimo choroby, wpłynęła na drugiego człowieka i nieświadomie także na czytelników, którzy będą pamiętać o jej radach przez wiele lat. 
Dzięki tylu emocjom zamkniętym w tej historii czuję, że jest ona nie tylko kameralna, ale i bardzo prywatna. Mądra, dojrzała, świadoma i poprowadzona w subtelnym kierunku dobrego humoru zaskakuje motywacją do działania oraz nauką, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Autorka pisze lekko, nie sięga po kwiecisty styl czy ubarwienia, tylko konkretnie (choć pięknie) prowadzi nas przez swoją opowieść. O przyjaźni, o życiu, o marzeniach w cudownym stylu.
Pozostaję pod urokiem powieści Seni Glaister i mam nadzieję, że Wy również dacie się namówić. To jedna z tych niepozornych książek, obok których łatwo przejść obojętnie. Zapewniam jednak, że "Pan Doubler zaczyna od nowa" to w każdym aspekcie wyjątkowa i dojrzała historia przy której można spędzić kilka wspaniałych godzin. Przeczytajcie, poznajcie losy człowieka, który odważył się na zmiany a później zainspirujcie się jego losami. Wzruszenia gwarantowane!

"Iskra bogów. Nie kochaj mnie" Marah Woolf

"Iskra bogów. Nie kochaj mnie" Marah Woolf, Tyt. oryg. Götterfunke. Liebe mich nicht, Wyd. Media Rodzina, Str. 448

Pierwszy tom miłosnej trylogii o starciu bogów i tytanów na Ziemi.

Zwykłe wakacje zmieniły się w przygodę życia. Śmiertelność zderzyła się z bóstwami w walce o uczucia i zrozumienie.

Często powtarzam Wam, że bardzo lubię sięgać po literaturę niemiecką. Jest w niej coś takiego, że zachwyca mnie wykonaniem, kreacją bohaterów oraz fabułą. Odnoszę wrażenie, że tamtejsi autorzy skupiają się na samych konkretach, zapominają o nużących dopisach i bardzo dobrze dopracowują przekazywanie przez bohaterów wszystkich emocji. Najlepszym przykładem jest pierwszy tom trylogii Marah Woolf "Iskra bogów", historii o bogach i miłości, czyli lekturze idealnej na każdą porę roku.

Fantastyka, romans mitologiczny, powieść typowo młodzieżowa a dla mnie - dawno zapomniany już gatunek romansu paranormalnego. Pamiętam czasy, kiedy ten gatunek był najczęściej pojawiającym się wśród nowości a każda kolejna książka przekonywała, że miłość jest na tyle silna, by mogła przezwyciężyć wszelkie niedogodności, także te nadnaturalne. Uwielbiałam te książki i cieszę się, że motyw powraca także dziś, ponieważ płynie z tego sama czysta przyjemność czytania, piękna opowieść ku czci wielkiej miłości oraz emocje, których w przypadku książki Woolf nie brakuje.

Fabuła jest prosta, język lekki a przygoda bohaterów zachwycająca. Akcja skupia się na wydarzeniach z domku letniskowego do którego przyjeżdża Jess. Dziewczyna marzy o wytchnieniu, chwytaniu dnia i cieszeniu się letnim czasem wraz z przyjaciółmi. Nie spodziewa się jednak, że spotka tam Caydena, tajemniczego chłopaka któremu człowieczeństwo jest bliższe niż jakiemukolwiek człowiekowi na ziemi. On bowiem musi walczyć na śmierć i życie, by udowodnić że zasługuje i wywalczyć dla siebie prawo do bycia człowiekiem. Jest jednak nieznośny i niekoniecznie przypada do gustu Jess. W dodatku  błysk w oku maluje go w oczach innych jako prawdziwego łobuza. Pojawiają się zatem liczne słowne przepychanki, zabawne dialogi i mnóstwo, mnóstwo uroku dzięki sympatycznej kreacji bohaterów. Przypominają oni (nawet ci mitologiczni) każdego z nas, dlatego czas spędzony w ich towarzystwie jest czystą przyjemnością.

Połączenie rzeczywistości z wątkiem mitologicznym okazało się trafionym pomysłem. Zeus zawiera umowę z Prometeuszem, na Olimpie wrze od plotek a na ziemi młodzi bohaterowie przeżywają swoje pierwsze miłosne uniesienia i stają w obliczu prawdziwych problemów. Otrzymujemy zatem książkę realną i ciekawą, każdy podjęty wątek budzi mnóstwo pytań a w tym wszystkim pojawia się boskie niebezpieczeństwo, dążenie do uchwycenia wielkich marzeń oraz ludzkie problemy z którymi musi sobie radzić każdy z nas. Ta historia zachwyca, wstrzymuje dech i pozostaje w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony.

"Iskra bogów" ma w sobie wszystkie elementy dobrej literatury. Pomysłowe połączenie mitologii z romansem, wspaniała kreacja bohaterów i historia wciągająca na całego. A ile w tym wszystkim emocji! Jestem urzeczona pierwszym tomem serii od Marah Woolf i już zacieram ręce w oczekiwaniu na kontynuację losów Jess oraz Caydena. Co będzie dalej? Jakie tajemnice wyjdą na jaw? Jedno jest pewne - nie zabraknie wrażeń! Powiedzieć, że trudno się od niej oderwać jest wielkim niedopowiedzeniem a fabuła urzeka od pierwszej do ostatniej strony.