czwartek, 27 lipca 2017

"Na pastwiska zielone" Anne B. Ragde

"Na pastwiska zielone" Anne B. Ragde, Tyt. oryg. Ligge i grønne enger, Wyd. Smak Słowa, Str. 312

Rodzinna saga skandynawska w rękach Anne B. Ragde okazała się niezwykle plastyczną scenerią do kreowania nowych wydarzeń i jedynie utrzymywania starych bohaterów. Wartościowa, mądra i pełna emocji historia o ludzkich problemach, od której nie sposób się oderwać.

Zauroczyła mnie historia rodziny Neshov i przyznaję, że dałam się porwać ich dramatom. Dawno nie czytałam tak prostej a jednocześnie głębokiej lektury, która kusiłaby mnie tajemnicą z pozoru prostą do rozwiązania. Jednak trzymając w rękach trzeci już tom serii wiedziałam, że w tym przypadku nic nie jest takie proste. A w połączeniu z niebanalnym klimatem Norwegii, przyciężkawą atmosferą chwili i dramatem zwykłej rodziny historia nabrała znaczenia i zatrzymała mnie przy lekturze kontynuacji na moment nie tylko zaangażowania się w fabułę, ale także chwilę refleksji.

Autorka w pewien sposób pogrywa sobie z czytelnikiem, ponieważ najpierw angażuje go emocjonalnie w rozgrywane wydarzenia a następnie kończy wybrany tom w taki sposób, że po prostu nie sposób nie sięgnąć po ciąg dalszy. Z zapartym tchem śledziłam losy braci Neshov w drugim tomie i kiedy przyszło już do finału myślałam, że mam w głowie poukładaną każdą emocję. Nie spodziewałam się jednak, że losy bohaterów przyjmą zupełnie nieoczekiwany obrót. Tak właśnie trafiłam do trzeciej części serii - historii ponownie opisanej z perspektywy braci i Torunn.

Autorka w swojej sadze skupiła się na jednym motywie przewodnim - życiu rodziny bardzo pokiereszowanej przez los, która niemal każdego dnia zmaga się z problemami. To zbliża ją do czytelnika, który emocjonalnie angażuje się w życie bohaterów i dzięki bogatej analizie psychologicznej braci zrozumieć ich wybory. Wejście do głowy wybranego bohatera i dostrzeżenie mechanizmu decydującego o jego życiu to wielka zaleta książek, jednak udostępniają ją tylko nieliczni autorzy, którzy mają naturalny talent do pokazywania swoich postaci od kulis. Ragde potrafi to doskonale, dlatego jej książki są takie wartościowe - nie tylko opis miejsc, akcji czy wydarzeń są tutaj dopracowane w każdym detalu, ale właśnie bohaterowie odzwierciedlają wszystkie ludzkie problemy, dzięki czemu bardzo łatwo odnaleźć w ich sylwetkach samego siebie. Szczególnie, że seria dotyka problemów jednej konkretnej rodziny - walczą oni z mrokiem życia i demonami przeszłości żyjąc chwilą obecną i próbując radzić sobie z wydarzeniami na swój własny sposób. Ale przez wszystkie tomy obserwujemy tych samych bohaterów, przez co przywiązujemy się do nich emocjonalnie i jak na sagi rodzinne przystało - zaczynamy żyć ich życiem.

Chociaż saga jest wyjątkową i piękną historią - nie miejcie złudzeń. Tak naprawdę to smutna opowieść o życiu i jego trudach. To pouczająca i wartościowa lekcja życia w której dostrzec można wiele dylematów moralnych - na temat uprzedzeń, rodziny czy miłości. Uczy, angażuje, ale wciąż pozostawia po sobie posmak smutku i tragedii, która stanowi nieodzowny element tej rodziny. Autorka po raz trzeci już udowodniła, że ma wielki talent i cieszę się, że jeden spontaniczny wybór zaprowadził mnie do tak wartościowej serii, która wciąż dotyka jednego, głównego problemu - wyborów i decyzji, które zmuszają nas żyć pod ich dyktando.

środa, 26 lipca 2017

"Czereśnie zawsze muszą być dwie" Magdalena Witkiewicz

"Czereśnie zawsze muszą być dwie" Magdalena Witkiewicz, Wyd. Filia, Str. 496

"Czekanie na coś, co ma się wydarzyć, niesie ze sobą więcej emocji niż samo wydarzenie, które może nawet okazać się rozczarowaniem."

Długo czekałam na najnowszą powieść Magdaleny Witkiewicz. W między czasie udało mi się nadrobić jej pozostałe lektury i przeczytać w końcu jedną z piękniejszych książek jakie czytałam - "Cześć, co słychać?". Wiedząc już na co stać autorkę nie mogłam doczekać się dnia premiery, by móc sprawdzić czy i tym razem powieść mnie oczaruje oraz wyróżni się na tle pozostałych nowości.

Tym razem przeniosłam się do Łodzi, gdzie mieści się malowniczy dworek z urokliwą historią w tle. To on w pewnym sensie przejął rolę bohatera lektury, bo choć stanowił jedynie tło dla rozgrywanych wydarzeń - był obecny wszędzie, w historii, w pamięci bohaterów i w przeszłości, którą właściwie sam zapoczątkował. Uwielbiam podobne motywy w literaturze, gdzie występują stare domostwa skrywające liczne sekrety, dlatego ucieszyłam się, że autorka po niego sięgnęła. Wiedziałam, że w jej rękach może to przerodzić się w historię wyjątkową i faktycznie tak się stało. Stary dworek w dawnych czasach był niemym świadkiem miłosnej tragedii i niezwykle emocjonalnego uczucia, które po dziś dzień  jest widmem w posiadłości. 

Tajemnicę przeszłości odkrywa powoli Zosia, główna bohaterka powieści, która otrzymała w spadku od pani Stefanii podupadającą posiadłość. Dziewczyna uciekła tutaj z Gdańska by leczyć złamane serce, ale nie martwcie się - nie zalewa się łzami i nie tonie w rozpaczy. To dziewczyna bardzo rezolutna, ciekawska świata i chętna do odkrywania tajemnic. Polubiłam Zosię za jej podejście do sytuacji, bo zamiast załamywać ręce, zakasała rękawy i ruszyła do działania. Historia dworku zajęła myśli dziewczyny i sprawiła, że ta powoli zaczęła zapominać o swoich problemach. Angażując się w odkrywanie tajemnicy z dawnych lat nie zauważyła także, że na jej drodze powoli zaczął pojawiać się Szymon - człowiek pełen sprzeczności, który pokazał jej jak naprawdę powinna wyglądać miłość.

Magdalena Witkiewicz po raz kolejny udowodniła, że zwykła historia miłosna w jej rękach zmienia się w coś zupełnie niezwykłego. Od jej najnowszej książki - podobnie jak od pozostałych - po prostu nie można się oderwać. Wszystko w tej lekturze wydaje się być na swoim miejscu: dopracowani, bardzo wiarygodnie bohaterowie, emocje pojawiające się na każdej stronie i akcja, która z miejsca intryguje i wciąga na tyle, że czytelnik od razu chciałby poznać zakończenie tej historii. Jednak to powrót do przeszłości stał się dla mnie najciekawszym motywem tej powieści - autorka w bardzo obrazowy i jednocześnie subtelny sposób pokazała przeszłą historię o miłości, która wydarzyła się w dawnych czasach a jednak żyje do dziś. Powrót wstecz okazał się zbawienny nie tylko dla Zosi, bo jak się okazało jest w tej opowieści pewna lekcja, warta wykorzystania.

"Czereśnie zawsze muszą być dwie" to dojrzała, pełnowymiarowa powieść o emocjach. To one wiodą tutaj prym i to od nich czytelnik uzależnia się od pierwszych stron. Wydaje mi się, że to jedna z lepszych książek w dorobku autorki. Bohaterowie swoimi postawami odzwierciedlają podejście do świata wielu z nas a na ich przykładzie możemy odnaleźć prawdę kryjącą się między wierszami. I choć jest to przede wszystkim powieść o wyjątkowo pięknej miłości, nie zapominajmy, że autorka wplata w treść swoich książek także mnóstwo ponadczasowych prawd. Co w życiu najważniejsze? Odpowiedź znajdziecie w lekturze najnowszej książki Magdaleny Witkiewicz, a pewne jest jedno - na pewno się nie zawiedziecie.