poniedziałek, 26 czerwca 2017

"Czerwień rubinu" Kerstin Gier

"Czerwień rubinu" Kerstin Gier, Tyt. oryg. Rubinrot, Wyd. Media Rodzina, Str. 341

"- Jest w nim zakochana.
- Nie, nie jest.
- Ależ tak, jest. Tylko jeszcze o tym nie wie."

O sławie Trylogii czasu słyszałam już dawno. Jednak dopiero dziś, po wznowieniu wydania miałam możliwość zapoznania się z niecichnącym zachwytem nad cyklem Kerstin Gier. Sama autorka nie jest mi obca, bo wcześniej przeczytałam całą trylogię Silver - księgi snów, ale wiem, że to właśnie powyższy cykl stał się przełomem w jej pisarskiej karierze. Czy faktycznie zasłużenie?

Pierwsze co skusiło mnie do lektury był motyw podróży w czasie. Czytałam już kilka dobrych powieści opartych na tym wątku ("Obca", "Podróże w czasie") by móc śmiało napisać, że jest on jednym z moich ulubionych. I faktycznie książka opiera się niemal w całości właśnie na skokach w czasoprzestrzeni, kiedy to główna bohaterka - Gwen - odkrywa w sobie gen, który umożliwia jej przenoszenie się do różnych epok. Tylko dlaczego właśnie ona zyskuje tą możliwość, skoro wszyscy wiedzieli, że to jej przemądrzała kuzynka Charlotta odziedziczy ten dar? Odpowiedzi na to pytanie wciąż poszukuję, bo chociaż jestem w pełni usatysfakcjonowana finałem tego tomu, czuję że to jeszcze nie koniec zaskoczeń ze strony autorki i dopiero kolejne tomy pozwolą mi w pełni zrozumieć dziedzictwo Gwen.

Kerstin Gier napisała powieść kierowaną do młodzieży, ale wydaje mi się, że jest ona bardziej dojrzała niż trylogia Silver. Jako starszy czytelnik bardziej odnalazłam się w Trylogii czasu i dostrzegłam więcej pozytywów. Znacznie bardziej polubiłam też główną bohaterkę, bo Gwen z miejsca zdobyła moją sympatię, chociaż powinno mi być trudno utożsamić się z szesnastoletnią bohaterką. A jednak Gwen ma w sobie tyle wewnętrznego uroku i jest na tyle błyskotliwe, że potrafi przekonać do siebie każdego. Nic więc dziwnego, że zauroczyła w sobie chłopca, również podróżnika w czasie, który okazał się nie tylko przystojny ale i całkiem urodziwy. Tylko czy w ich przypadku miłość jest możliwa, skoro gen przenoszenia w czasie nie pozwala im na spokojne nawiązanie znajomości? Autorka uraczyła mnie zaskakującym i pomysłowym motywem miłosnym, gdzie perypetie głównych bohaterów zostały wystawione na próbę. W mojej głowie wciąż na nowo pojawiało się pytanie kiedy tych dwoje odnajdzie wspólną drogę, bo jak na mój gust - nie ma lepszej pary.

Styl autorki ma w sobie dystans i spore poczucie humoru. Dzięki temu książka nabiera barw, bo przedstawiona w pozytywnym świetle dostarcza czytelnikowi czystej, pozytywnej zabawy. Gwen dostarcza atrakcji w postaci humorystycznych dialogów czy kąśliwych uwag, nie szczędząc opisów na temat intelektu swojej idealnej kuzynki o egoistycznych zapędach. Jak to często w literaturze niemieckiej bywa - całość zapięta jest na ostatni guzik, bohaterowie znają swoje miejsca, akcja logicznie (mimo fantastycznego wątku) porusza się do przodu a tajemnic i zaskoczeń nie brakuje.

Dzięki tej powieści odkryłam Londyn jakiego jeszcze nie znałam. Ale nie tylko to miejsce pojawiło się w historii. Razem z główną bohaterką przenosiłam się do malowniczych miejsc i odbyłam podróż, która okazała się być wielką przygodą. "Czerwień rubinu" to książka kryjąca w sobie same atuty - miłość mimo przeciwności, podróże bez ograniczeń i nieoczekiwane zwroty akcji. Czy można chcieć czegoś więcej? Może jedynie drugiego tomu pod ręką, bo jak na mój gust, pierwsza część skończyła się zdecydowanie za szybko.

niedziela, 25 czerwca 2017

"Biały Szanghaj" Elvira Baryakina

"Biały Szanghaj" Elvira Baryakina, Tyt. oryg. Белый Шанхай, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 512

"Rosjanie przypłynęli do Szanghaju w najgorszym możliwym momencie, kiedy płace uległy obniżeniu, a stosunki z obcokrajowcami zaostrzyły się niesłychanie. Jedynym, co powstrzymywało miejscowych od powstania, to wiara, że „białych diabłów” nie da się pokonać siłą, bo nie znają nawet pojęcia klęski."

"Miłość w czasach rewolucji", burzliwa historia pióra rosyjskiej pisarki wzbudziła we mnie wiele emocji. Przede wszystkim dlatego, że cenię sobie literaturę tego kraju. W dodatku bogata, wielowątkowa fabuła wciągnęła mnie do świata wojny i walki o własne szczęście. Z przyjemnością sięgnęłam po kontynuację, mając nadzieję, że dorówna swojej poprzedniczce.

Tym razem fabuła przeniosła mnie do Szanghaju, bardzo malowniczego miejsca. To zaleta twórczości autorki - tworzy ona piękne tło dla wydarzeń, gdzie opisywane miejsca są jak żywe. A przecież Szanghaj słynie ze swojego piękna, co widać jak na dłoni, chociaż żałuję, że autorka nie skupiła się bardziej na opisach. Tym razem nie miałabym nic przeciwko długim przedstawieniom miejsc akcji. Ale to jednak dodaje książce uroku - ten subtelnie dawkowany klimat, który wkrada się na strony książki jako coś oczywistego, o czym nie trzeba zbyt wiele pisać, by oddać cały jego urok.

Dużym kontrastem do tego miejsca jest społeczność. Bohaterowie, czyli Klim i Nina trafiają do metropolii, w której władze twardą ręką sprawują najzagorzalsi przedstawiciele. W tym miejscu zwykłą ludność nie ma prawa głosu. Tam, gdzie ludzie na to zasługują, gdzie uważane jest to za coś na wskroś oczywistego widać wielki przepych i bogactwo, gdzie przedstawiciele białej rasy nie kryją się ze swoim majątkiem. W oczy jednak razi skrajna bieda chińskich slumsów, o których nikt nie myśli. Przebija się w fabule niemal parodyjny egoizm, mocno ukazujący zatrważającą głupotę i samolubność na szczeblach władzy. Tylko czy bohaterowie mają prawo osądzać miejsce, które zgodziło się przyjąć pod swój dach rosyjskich uchodźców? Widząc skrajne podziały społeczne, ściśle wytyczające trasy całej chińskiej populacji muszą dostosować się do panujących zasad. Inaczej pożałują.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nowe miejsce nie akceptuje uchodźców. Co prawda zgodzili się ich przyjąć, ale z niechęcią i łaską widoczną jak na dłoni. W całej tej sytuacji muszą się odnaleźć Klim i Nina, którzy w poprzednim tomie przeszli przez prawdziwe piekło. A jednak teraz również nie mają łatwo. To bohaterowie dobrze wykreowani, mocno zarysowani na tle różnic rasowych, których sylwetki kontrastują z całą sytuacją. Trudno zdecydować na czym koncentrować wzrok - potędze chińskiej populacji czy kolejnych problemach bohaterów. Nina już podjęła decyzję, że rozstaje się z mężem. Z pokładu statku schodzi w towarzystwie innego mężczyzny a Klima skupia całą swoją uwagę na nastolatce, którą się zaopiekował. Wydarzenia z Sowdepii miały ich połączyć, a jednak rozdzieliło ich zupełnie inne piekło.

Bez wątpienia można poczuć konsternację czytając o losach bohaterów. Tak dobrze wykreowani zdobyli moją sympatię w pierwszej części historii a dziś malują się jako dwie zupełnie obce sobie postacie? Przecież mieli być razem, to miała być ich wspólna przyszłość... A jednak los ma inne plany, zarówno dla głównych bohaterów jak i dla samego czytelnika. Jedno jest pewne, od "Białego Szanghaju" nie można się oderwać - w grę wchodzi łut szczęścia i dawne znajomość. Kto wygra? A może już nie ma miejsca dla wygranych?

"Alight. Rozpaleni" Scott Sigler

"Alight. Rozpaleni" Scott Sigler, Tyt. oryg. Alight, Wyd. Feeria, Str. 488

"Decyzja została podjęta i jest ostateczna."

Ile książek, ile autorów - tyle różnych pomysłów na fabułę. Pojawiają się nowego gatunki wynikające z połączenia z tych starych i już dawno nieciekawych - gdzie nowe schematy rosną w siłę i choć brzmi to przerażająco: wcale tak nie jest. Czasami coś nowego oznacza również coś dobrego. Szczególnie, gdy tak jak w tym przypadku powieści Scotta Siglera historia jest na tyle ciekawa, że przekonuje mnie do motywu, który tak naprawdę nigdy nie był dla mnie interesujący.

A jednak okazało się, że dobrze napisana historia jest w stanie zaciekawić najbardziej opornego czytelnika. Mam tutaj na myśli swój własny przykład, bo książki sci-fi nigdy nie były moim ulubionym gatunkiem. Właściwie to chyba najrzadziej sięgałam po podobne historie, bo kompletnie nie mogłam się w nich odnaleźć. Jednak po lekturze pierwszego tomu serii Alight zmieniłam zdanie, bo zaskakująca fabuła udowodniła mi, że nie ocenia się danej historii z góry. Oczywiście wmieszał się tutaj ponadczasowy już motyw historii młodzieżowej i w tym chyba tkwi największy urok - to połączenie zaowocowało pomysłem i bardzo wciągającą fabułą.

Zaczęło się od tego, że nikt nie wiedział co się dzieje. Element niepewności i zaskoczenia pojawił się na pierwszych stronach startowego tomu, kiedy to czytelnikowi trudno było wyjaśnić całą sytuacją, a także bohaterowie nie do końca wiedzieli co się wydarzyło. Dziś już wszyscy wiemy, że to dwunastoletnia młodzież zamknięta w ciałach dwudziestolatków została postawiona w roli głównych bohaterów. Em - narratorka powieści w bardzo obrazowy i dojrzały sposób relacjonuje cały stres wynikający z zaistniałej sytuacji i robi to tak dobitnie, że kilkukrotnie balansowałam na granicy zaskoczenia i strachu, gdzie nieświadomie stawiałam się na miejscu głównych bohaterów starając się zrozumieć przepływające przez nich emocje. Em przejęła władzę nad grupą, gdzie okrzyknięto ją przywódczynią. Tylko czy w świecie bez zasad można poprowadzić swoją grupę do złudnego zwycięstwa? Walka i nieustanne zagrożenie rzucają jarzmo strachu i zmęczenia na wszystkich bohaterów, a sam czytelnik odczuwa niewypowiedziane poczucie braku bezpieczeństwa, kiedy Omeyocan okazuje się miastem potworów i niekończących się zagrożeń.

To dobra powieść. Błyskotliwa, pomysłowa z dopracowanymi szczegółami. Bohaterowie znaleźli się nie tylko w dziwnej sytuacji, ale i miejscu, które nie jest im przychylne. Na tej podstawie autor ukazał prawdziwą ludzką naturę, która ujawnia się w kryzysowych sytuacjach i z precyzją dokonał analizy psychologicznej każdego z uczestników tej chorej akcji - zobaczyłam w świetle dnia jak nastolatek dorasta w mgnieniu oka, jak dojrzewa jego umysł i również - niestety - jak zbaczają jego myśli w stronę, którą absolutnie nie powinny. Pod wpływem napięcia i nieoczywistej sytuacji na pierwszym planie ukazują się najbardziej skomplikowane ludzkie postępki, których rozdzielenie na dobre i złe jest niemal niemożliwe.

Akcja gna na złamanie karku. Nie ma chwili monotonni, nie ma czasu na nudę - w tej fabule dzieje się tak dużo, że odwrócenie wzroku choćby na moment zaowocuje utraceniem wątku. Trzeba śledzić wydarzenia przez cały czas, bo kuszą one swoimi nieoczekiwanymi zwrotami akcji i wciągają do historii na całego - po prostu nie sposób się od niej oderwać. Jest jednak coś co wyróżnia tą książkę na tle innych. "Alight" ma w sobie potencjał, z tomu na tom powieść nabiera na znaczeniu a ukryte na każdej stronie emocje wkradają się do umysłu czytelnika. Nie sugerujcie się wiekiem bohaterów - nie ma to zupełnie znaczenia, bo dojrzałość postaci przebija z każdej strony. I gdyby to Was nie przekonało jest jeden podstawowy element, najważniejszy w każdej lekturze - zakończenie, które po prostu oszałamia. Uwielbiam takie momenty, gdy moje przekonania legną w gruzach, bo okazuje się, że to co nigdy nie było moją mocną stroną zmienia się w mgnieniu oka i lektura z miejsca trafia na półkę moich ulubionych powieści.

sobota, 24 czerwca 2017

"Siostra burzy" Lucinda Riley

"Siostra burzy" Lucinda Riley, Tyt. oryg. The storm sister, Wyd. Albatros, Str. 576

"W chwilach słabości znajdziesz swoją największą siłę."

Lucinda Riley powróciła z drugim tomem cyklu o siedmiu siostrach, w którym tym razem skupiła się na innej siostrze - Ally D'Aplièse. Co przyniesie nieoczekiwany los? Jakiej prawdy o sobie dowie się Ally? Autorka stworzyła wyjątkowo klimatyczną historię, podczas czytania której nie zabraknie emocji.

Cykl przeznaczony jest siedmiu siostrom adoptowanym przez tajemniczego Pa Salta, głowę rodziny, który stworzył dziewczynką wyjątkowy dom. Stworzył im obraz nietypowej, ale i pełnej ciepła rodziny, dzięki czemu każda z dziewczynek, która przybyła do jego posiadłości mogła znaleźć swoje miejsce. Jednak jest też pewien posmak tajemnicy, niepewności związanej z przeszłością każdej z nich. I tutaj właśnie pojawia się kluczowy motyw przewodni serii - każdy tom poświęcony został innej siostrze, dzięki czemu książki można wedle uznania dzielić na pojedyncze tomy lub - co zapewne dzięki klimatowi serii bardziej przypadnie Wam do gustu - jako kompletną całość, w której każdy kolejny tom stanowi niezbędny element układanki do rozwiązania tajemnicy.

Ally o śmierci ojca dowiedziała się tuż przed startem w zawodach wyścigu jachtów. Rezygnując ze startu wraca do posiadłości przybranego ojca i tam, tak jak pozostałe jej siostry odkrywa tajemnicze wskazówki o swojej przeszłości. A jest co odkrywać, bo Pa Salt jeździł po całym świecie i z każdego jego zakątka przywiózł do swojego zamku inną dziewczynkę. Korzenie Ally sięgają Norwegii, gdzie dziewczyna postanawia się udać. W tym tkwi największy urok - nie jestem w stanie przewidzieć gdzie odbędę kolejną podróż, gdy myślę o kolejnych tomach. Wiem jednak na pewno, że każda kolejna powieść będzie niosła ze sobą jeszcze większą przygodę, bo w autorce drzemią nieskończone pokłady pomysłowości i wielkiej wyobraźni.

Dopracowani bohaterowie, wciągająca akcja i nieoczekiwane zwroty akcji to tylko podstawa, na której autorka zbudowała malowniczy obraz poszukiwania samego siebie w mrokach i sekretach przeszłości. Riley zgrabnie balansuje na granicy dawnych wydarzeń i ukazuje powiązanie między współczesnymi bohaterami - gdzieś w dawnym życiu istniały osoby, których czyny w łatwy sposób możemy przełożyć na nasze własne. Dostrzegłam to w historii Mai i także w podróży Ally, gdzie przeszłość dała o sobie znać odgrywając niemal pierwszoplanową rolę. Mając świadomość, że autora tworzy fikcję literacką nie mogłam się powstrzymać od przełożenia rozgrywanych wydarzeń na rzeczywistość i z zaskoczeniem odkryłam, że przychodzi mi to bardzo łatwo - podróż Ally w poszukiwaniu własnych korzeni niosła ze sobą mnóstwo ponadczasowych wartości. 

Magiczna, orientalna powieść o poszukiwaniu prawdy to nie tylko przygoda i powrót do przeszłości, ale bajkowy klimat, od którego nie sposób się oderwać. Historia ze strony na stronę zmienia się w baśniową opowieść o - bez wątpienia - rzeczywistych kształtach, gdzie barwny język prowadzi czytelnika przez historię dziewczyny, która otrzymała od życia drugą szansę. Nie można oderwać się od toczonej fabuły, której smaku dodają ukryte pomiędzy wierszami wciąż nieodkryte tajemnice Pa Salta - człowieka o nieodkrytej naturze. Kochał swoje córki, ale nigdy nie ukazał przed nimi swojego prawdziwego wnętrza. A teraz, po swojej śmierci znowu daje swoim córką lekcję życia. "Siostra burzy" to hipnotyzująca, magiczna powieść o trudach przeszłości i otwartej przyszłości. Lucinda Riley ze szczerością ukazuje przed czytelnikiem otwartą drogę ku temu co może się wydarzyć. Jednocześnie zaznacza, że przeszłość naszych przodków może odgrywać w naszym życiu ważną rolę. W niezwykle klimatyczny, niemal orientalny sposób autorka maluje przed czytelnikiem wyjątkowo emocjonalny obraz poszukiwania samego siebie. Uwielbiam ten cykl i już nie mogę się doczekać kolejnych tomów - przez wzgląd na skrywaną między wierszami tajemnicę i dla samej swobodnie prowadzonej akcji: wiem, że nie rozczaruję się na przygodach kolejnych sióstr, bo mam zaufanie do Riley.

"Kiedy byłyśmy siostrami" Marie Jansen

"Kiedy byłyśmy siostrami" Marie Jansen, Tyt. oryg. Als wir Schwestern waren, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 424

"Kochana siostro, bez Ciebie dom jest dziwnie pusty. Vivi, zapomniałaś, co sobie kiedyś przyrzekłyśmy? Na dobre i na złe – ponieważ jesteśmy siostrami!"

Wielokrotnie przekonałam się, że literatura niemiecka ma mocną pozycję wśród innych powieści. Pośród grona moich ulubionych lektur znaczna część to ta, która przyszła do nas z niedalekiej granicy. Mam wrażenie, że wyróżnia się przede wszystkim jednym - głębią rozgrywanych wydarzeń.

"Kiedy byłyśmy siostrami" to spełnienie marzeń niemieckiej autorki o tym, by napisać własną sagę rodzinną. Cieszę się, że autorka zdecydowała się na przelanie na papier tego co działo się w jej głowie, bo powieść nabrała przez to większego znaczenia. Widać niemal na każdej stronie zaangażowanie, dopracowanie i realność rozgrywanych scen. Oczywiście nie mam tutaj na myśli, że wydarzenia mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości - nie, autorka jasno zaznaczyła, że to fikcja literacka od początku do końca, ale to nie zmienia faktu, że wypłynęła prosto z jej serca. Jestem pewna, że myślała o tej fabule od dawna, bo widać to po przelanej treści - jest głęboka i przemyślana w każdym detalu.

Fabuła oparta jest na silnej więzi rodzinnej, która skupia wokół siebie całą fabułę. Dwie siostry - Viviane i Elisabeth urodziły się w czasach, gdy życie nie było łatwe. Ich więź zostaje rozerwana wraz z wojną, ponieważ wydarzenia mają miejsce w Hamburgu, w roku 1916. Obie dziewczynki mieszkają w mieszczańskiej rodzinie i tam dorastają pod czujnym okiem opiekunów, ale nikt nie mógł przypuszczać, że wraz z dorosłością zmienią się ich poglądy. Choć obie dziewczyny są sobie bardzo bliskie, kierują się w życiu innymi priorytetami. To prowadzi do rozłamu i katastrofalnej w skutkach przyszłości. Choć jednocześnie nie mogę nie zauważyć, że przez wybory tych dam fabuła nabrała mocnego znaczenia - choć rzecz dzieje się w przeszłości, to łatwo można przełożyć nietrafne wybory na współczesność i utożsamić z wybraną bohaterką. Obie te kreacje są jasne w odbiorze i wiarygodnie przedstawione, więc to żadna trudność stanąć oko w oko z jedną z nich lub nawet z obiema, bo chociaż różnią się jak woda i ogień, to wciąż łączy je silna siostrzana więź - a tego nikt nie może im odebrać.

Powieść Jansen jest bardzo emocjonalna. Sama świadomość wojny i wydarzeń z tamtego czasu wzbudza wiele emocji, ale najwięcej uczuć kierowałam w stronę Viviane i Elisabeth. Pierwsza z nich: żywiołowa i rządna przygód podjęła decyzję o ucieczce z Phillipe’em, francuskim członkiem grupy cyrkowej. Trudno mi jednoznacznie stwierdzić czy podjęła złą decyzję, bo chociaż dalsze wydarzenia zmieniły moje postrzeganie tego mężczyzny: wciąż miałam przed oczami płomienne uczucie dziewczyny, która znalazła swoją upragnioną miłość. Nie można jej za to winić, bo w końcu szczęście należy się każdemu. To z kolei prowadzi do drugiej z sióstr - Elisabeth, która niestety nie doznała tyle dobra co Viviane. Bardziej zgorzkniała, osamotniona choć zamężna nie doznała szczęścia macierzyństwa. Jej marzenia po części spełniły się w momencie, gdy znalazła przed swoimi drzwiami malutką dziewczynkę. Pojęła decyzję, że nikomu jej nie odda, ale czy mała nie ma rodziców?

Historia niemieckiej autorki to życiowa przeprawa, w której wszyscy muszą pokonać mnóstwo niepowodzeń. Zwodnicze szczęście prowadzi do katastrofalnych w skutkach konsekwencji, a odwrócone wybory mogą okazać się niewystarczająca. "Kiedy byłyśmy siostrami" to historia miłości w każdej formie, przejmująca saga rodzinna, która wciąga do swojego świata na kilka cudownych godzin. Jestem pod wielkim wrażeniem i mam nadzieję, że na tym nie koniec i Mari Jansen zaproponuje nam jeszcze nie jedną równe dobrą lekturę.

piątek, 23 czerwca 2017

PRZEDPREMIEROWO: "Replika" Lauren Oliver

"Replika" Lauren Oliver, Tyt. oryg. Replica, Wyd. Otwarte, Str. 390
PREMIERA: 05 lipca 2017r.

"Popełnia błędy jak każdy. Ale jest dobrym człowiekiem. W głębi serca jest naprawdę dobry."

Tajemnice, sekrety, nietypowe zachowania - to znak rozpoznawczy twórczości Lauren Oliver, która już kilkukrotnie udowodniła, że potrafi tworzyć doskonałe, niebanalne fabuły.

Tym razem autorka postanowiła napisać nie tylko nową powieść, ale oprzeć ją na nietypowym projekcie - historie są dwie, dokładnie jak bohaterki, które witają czytelnika, ale w zupełnie nowy sposób. Wystarczy, że odwrócicie książkę, by przenieść się do drugiej historii. Niemożliwe? A jednak - dzięki pomysłowości autorki otrzymałam możliwość spojrzenia na rozgrywane wydarzenia z dwóch różnych perspektyw, oczami Gemmy i Liry, ale nie w sposób znany mi do tej pory, gdzie dwie perspektywy dzielone były na rozdziały. "Replika" to nic innego jak dwie powieści w jednej książce, którą mogę obracać zależnie od chęci poznana przygód danej bohaterki.

Młoda dziewczyna dorastając zamarzyła by być taka jak jej rówieśnicy. Nie mogła jednak, bo nagromadzone kompleksy i blizna nad sercem skutecznie dawały o sobie znać. Gemma czuła się wykluczona i niechciana, bo nikt w szkole nie jest zainteresowany przyjaźnią z dziewczyną przebywającą co rusz w szpitalach. Nic dziwnego, że trudno jej jest się odnaleźć wśród rówieśników w szkole - znając tylko poczęci zasady rządzące na szkolnych korytarzach nie potrafi się dostosować i pada łatwą ofiarą naiwności i łatwowierności. A jednak nie mogę napisać by postać Gemmy była nijaka - wręcz przeciwnie, bardzo polubiłam ją za charakter i determinację. Śledząc jej próby odnalezienia się w normalnym świecie widziałam jak walczy o to by móc żyć jak inni. Dlatego gdy pojawia się możliwość wyjazdu na Florydę - widzi w tym szansę dla siebie. Jednak rodzice nie zamierzają jej pozwolić na podróż. Tu także rozpoczyna się zupełnie inna historia: naznaczona sekretem rodziców dziewczyny, którzy wiedzą znacznie więcej niż zdradzają. 

Lauren Oliver już wiele razy udowodniła mi, że swoje książki pisze nie tylko z pomysłem, ale przede wszystkim z dojrzałością i wyobraźnią. Chociaż jej historie osadzone są w ramach powieści młodzieżowych z naznaczeniem gatunku dystopijnego to jest w nich także głębia sięgająca do wartości ukrytych w rzeczywistym świecie - walki o samego siebie, indywidualności, charyzmy co w końcu wyróżnia jej bohaterów. Nie spotkałam się również z ckliwymi historiami, które wyszłyby spod jej pióra. Ona tworzy powieści wartościowe, często naznaczone pewnym piętnem. "Replika" jest tego świetnym przykładem, bo na podstawie tajemnicy autorka ukazała Gemmę w zupełnie nowym świetle. Najpierw dostrzegłam wycofaną i odrzuconą przez rówieśników dziewczynę, a następnie silną kobietę walczącą o odkrycie prawdy. Ale to jednak nie wszystko, bo choć Gemma skupia na sobie sporą uwagę czytelnika, nie możemy zapomnieć, że po odwróceniu książki otrzymujemy również historię Liry - dziewczyny równie ważnej co Gemma, której historia również zasługuje na uznanie za dojrzałość i aktualność rozgrywanych wydarzeń. Bo choć wydaje się, że są to dwa oddzielne charaktery to ich historie w pewien sposób się ze sobą łączą i nie mam tutaj na myśli wyłącznie jednej książki. O tym jednak musicie przekonać się sami, bo to najlepszy element tej lektury.

Oliver mnie nie zawiodła. Wręcz przeciwnie, jestem pod wielkim wrażeniem jej precyzji w kreowaniu bohaterów od podstaw, po brzegi wypełnionych charyzmą i wiarygodnymi postawami możliwymi do odszukania w realnym świecie. Podobnie jest z tematem - konkretnym, kluczowym i jak się okazuje: bardzo aktualnym. Dwie historie splotły się ze sobą w jedną wyjątkową całość, przepełnioną tajemnicami do odkrycia i sporą dawką niezapomnianych emocji. "Replika" to prawda i świeżość obok których nie powinno się przechodzić obojętnie. Dojrzałość, klasa i wielki talent - to wyróżnia Lauren Oliver na tle wszystkich współczesnych pisarzy. Trafiła do mojego serca serią Delirium, rozkochała w sobie 7 razy dziś, zaskoczyła Paniką i sprawiła, że nie wiedziałam co powiedzieć po lekturze Repliki.

"Na krawędzi" Meredith Wild

"Na krawędzi" Meredith Wild, Tyt. oryg. Over the Edge, Wyd. Burda Książki, Str. 288

"Olivio... Dostaniesz za to wszystko, co najlepsze, Jeszcze z tobą nie skończyłem."

Była historia Camerona, następnie Darrena, nadszedł więc najwyższy czas na Olivię. Trylogia Meredith Wild opowiada o losach trójki rodzeństwa mieszkającego w Nowym Jorku. Wielki świat, więc i wielkie namiętności. Jesteście gotowi na kolejny płomienny romans?

Każdy tom to historia jednej osoby, można je zatem śmiało czytać bez uwzględniania kolejności wydawania. Przyznaję, że chociaż podobały mi się wcześniejsze tomy to właśnie na opowieść o Olivii czekałam najbardziej, bo chyba najbardziej przypadła mi do gustu z całego rodzeństwa. Jej losy zaciekawiły mnie już przy pierwszej części, gdzie wyłącznie przewinęła się jako postać poboczna.

Największym problemem rodzeństwa Bridge są ich bogaci rodzice. Zapomnieli o rodzicielskiej miłości i próbowali przyćmić swoje dzieci własnymi ambicjami. To był moment przełomowy dla rodzeństwa, które postanowiło wyrwać się spod jarzma rodzicielskich problemów i żyć na własną rękę. Olivia zawsze była spokojna i posłuszna, próbowała żyć tak, by nikt nie czuł się przez nią pokrzywdzony, więc odejście od rodziców było dla niej naprawdę trudną decyzją. By zapomnieć o problemach poświęciła się pomocy swoim braciom, którzy otworzyli sieć fitness klubów w samym centrum Nowego Jorku. Miasto przez cały czas tętni życiem, więc nie brakuje pracy. Ale są też problemy, bo o serce Olivii walczą dwaj mężczyźni o - niestety - zachwianej reputacji.

Ku uciesze czytelników na finał serii autorka wybrała najbardziej spektakularną falę emocji. Olivia jest dziewczyną spokojną i zdystansowaną, bardziej tą z gatunku grzecznych dziewczynek. Więc gdy zaczyna angażować się w miłosne perypetie jej świat wywraca się do góry nogami. Mimo, że może wybrać pomiędzy dwójką kandydatów, to tak naprawdę nie dostrzega tego co najważniejsze - serca w jednym z nich. Bo ja jednego z kandydatów skreśliłam już na początku a co do drugiego wahałam się do ostatniej chwili. Przyznaję, zwątpiłam w Olivię a nie potrzebnie, bo jak się okazało dziewczyna doskonale wiedziała jak mądrze zająć się własnym życiem.

Jeśli chodzi o męskich bohaterów, z jednej strony był Will Donovan. Arogancki nudziarz, który myślał, że swoimi pieniędzmi zyska wszystko. Dziewczyna dostrzega jego atuty w postaci funduszy - mógłby w końcu spełnić marzenie jej braci. Nie widzi jednak, że Will marzy tylko o tym by ją złamać i pochwalić się zdobyciem jednej z najinteligentniejszych dziewczyn jakie zna. Po drugiej stronie barykady stanął z kolei Ian Sav, który nie ma żadnych zasad. Jak trzeba prześpi się z każdą dziewczyną, nawet tą najlepszego przyjaciela. Więc gdy Will przedstawia mu Olivię ten wie, że przyszła kolej na następna zdobycz. Tylko, że przewrotny los zaczyna mieszać pomiędzy tą trójką i bawić się uczuciami każdego z osobna, tak że zarówno bohaterowie jak i czytelnik nie mają już pojęcia co wyniknie z tego wszystkiego.

Autorka pisze lekko i przyjemnie. Jeśli ktoś lubi pokręcone historie miłosne oparte tylko i wyłącznie na tym wątku - nie pożałuje wyboru. Tak właśnie pisze Meredith Wild: angażuje wszelkie swoje siły tylko w kierunku perypetii miłosnych swoich bohaterów a wszystko pozostałe przerzuca na drugi plan. Z jednej strony to dobrze, bo chociaż nie otrzymałam szczególnie angażującej lektury mogłam przeczytać historię niezobowiązującą i umilającą mi czas, a takie książki też sobie cenię. "Na krawędzi" dobrze kończy serię i cieszę się, że mogłam poznać historię Olivii.

czwartek, 22 czerwca 2017

"MMA Fighter. Szansa" Vi Keeland

"MMA Fighter. Szansa" Vi Keeland, Tyt. oryg. Worth the Chance, Wyd. Kobiece, Str. 367

"Na szczęście nie nawiedzają mnie już wizje historii, którą muszę opisać."

Vi Keeland powróciła z drugą częścią serii o zawodnikach MMA - śmiało można czytać ją bez znajomości poprzedniego tomu, bo to jedna z tych historii która z tomu na tom opowiada o przygodach innych bohaterów.

Tym razem na pierwszoplanowe role autorka wytypowała Olivię i Vince'a, którzy chyba nie mogliby być bardziej od siebie odlegli. Ona - dziennikarka z krwi i kości , która realizuje się zawodowo i nie ma ochoty na związki z nieodpowiedzialnymi mężczyznami. On - rasowy sportowiec, dla którego najbardziej liczy się adrenalina. W żyłach buzuje mu krew przed każdym wejściem na ring. A jednak przekorny los pcha ich w swojej objęcia w najmniej oczekiwanym momencie. W dodatku poznali się już siedem lat wcześniej, a żadne z nich nie wspomina tego spotkania dobrze. Czy upływ czasu może zmienić niechęć pomiędzy nimi w płomienne uczucie?

Autorka zasmakowała w gatunku powieści erotycznych i na jej motywach przewodnich oparła swoją serię. Przyznaję, że jest ona w pewien sposób schematyczna, bo wciąż uparcie bazuje na utartych już schematach: nikt nie chce miłości, która i tak bardzo szybko odnajduje drogę do ich lodowych serc burząc mury i rzucając bohaterów w ramiona płomiennej miłości. Tylko czy właśnie nie za te schematy lubimy tą serię? Myślę, że trudno jest wymyślić coś świeżego w momencie, gdy wszystkie pomysły zostały już wykorzystane. Keeland podążyła śladami sportu porzucając wizerunek bogatego milionera na rzecz oddanego pasji mężczyzny naznaczonego problemami z przeszłości. Tu też robi się ciekawie, bo Vince nie jest tylko typowym macho szukającym poklasku, ale i człowiekiem naznaczonym piętnem problemów z którymi przyjdzie się zmierzyć Olivii. 

Mieszanie erotyki z motywem new adult to pomysł, który od jakiegoś czasu króluje wśród podobnych powieści. Czy się sprawdza? Wszystko zależy od tego kto zabiera się do pisania, ale to chyba problem wszystkich gatunków - dobry pisarz jest w stanie wymyślić coś z niczego, a zły... No właśnie, zły niewiele potrafi. Vi Keeland na całe szczęście odnalazła się gdzieś pośrodku, bo choć nie uważam, ją za wybitną pisarkę to lubię jej książki i dostrzegam w nich pewien potencjał. Tym bardziej, że jej seria zyskała trochę w moich oczach, bo drugi tom okazał się znacznie lepszy od pierwszego. Perypetie miłosne Olivii i Vince'a okazały się nie tylko ciekawsze, ale i bardziej dopracowane, warte uwagi, gdzie nie tylko płomienny romans królował w fabule, ale i inne, pomniejsze wątki na których warto było zwrócić uwagę.

"Szansa" to warta uwagi kontynuacja, choć obawiam się, że zginie w tłumie jej podobnych. Nie wyróżnia się niczym szczególnym co jest niestety jej kluczowym minusem, ale są też atuty o których warto pamiętać. Historia jest ciekawa i dopracowana, bohaterów można łatwo polubić a fabuła została wzbogacona o trudne wydarzenia z przeszłości. Delikatnie nakreślony sekret dodał historii uroku i dzięki temu pojawiło się też sporo emocji. A jeśli łączy się je z płomienną miłością - cóż - wówczas dzieją się rzeczy warte uwagi. Lektura idealna na lato, której śmiało można poświęcić całą uwagę w upalne popołudnie. Skusicie się zatem?


środa, 21 czerwca 2017

"Dziewczyna z nagietkowym szalem" Susan Meissner

"Dziewczyna z nagietkowym szalem" Susan Meissner, Tyt. oryg.A Fall od Marigolds, Wyd. Kobiece, Str. 368

"Wszystko co piękne, ma do opowiedzenia swoją historię."

Kiedyś trzymałam się z daleka od typowo kobiecych książek. Byłam przekonana, że to nijakie czytadła, które nie dostarczą mi żadnej przyjemności z lektury. Dzisiaj mam nauczkę, bo wiem, że przez swoje uprzedzenia na pewno straciłam kilka dobrych powieści. Dlatego dziś nie oceniam, tylko wybieram wszystkie potencjalnie ciekawe lektury i dopiero po przeczytaniu decyduję czy były złe, czy też nie. Tak trafiłam na piękną historię "Cytrynowy sad" czy też obecną "Dziewczynę z nagietkowym szalem".

Powieść rozpoczyna przygodę dwóch kobiet, która okazała się dla mnie wyjątkową i pouczającą historią. Jestem pewna, że długo o niej nie zapomnę, bo choćbym nawet chciała doszukać się minusów tej lektury - nie znalazłam ich. Dopracowani bohaterowie, przygoda na przestrzeni stu lat i ponadczasowe prawdy to motywy przewodnie tej wyjątkowej lektury od której po prostu nie sposób się oderwać.

Fabuła rozpoczyna się w roku 1911, kiedy to Clara, młodziutka pielęgniarka traci w wyniku pożaru swojego ukochanego Edwarda. By zapomnieć o tragedii oddaje się pracy i nowo poznanym osobom - pracuje przy pomocy imigrantom i tam też poznaje tajemniczego mężczyznę cierpiącego z powodu straty żony. Łączy ich ból, ale i pewna tajemnica mocno namąci w ich życiu, kiedy uwagę Clary przykuje nagietkowy szal, a tuż po tym - pewne dokumenty, które okażą się przełomem w ich życiu. Tuż po tych wydarzeniach przechodzimy do roku 2011 i poznajemy Taryn, kobietę tęskniącą za mężem, który zginął już 10 lat temu. Pech chciał, że padł ofiarą ataku na World Trace Center, a strata dla kobiety była tak szybka i drastyczna, że do dziś nie potrafi się z nią pogodzić. Jednak jest też tajemniczy mężczyzna, który uratował jej wtedy życie. Dziś na nowo przypomina sobie jego osobę, bo niedługo odegra on w jej życiu ponownie kluczowe znaczenie.

Jak widzicie powieść mocno osadzona w realiach tragedii i utraconej miłości na pierwszy rzut oka powinna być smutną historią przepełnioną bólem i stratą. W rzeczywistości wcale się tego nie odczuwa, bo jest w tym też dużo nadziei pozwalającej wierzyć, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Autorka doskonale radzi sobie w żonglowaniu emocjami i plastycznie przedstawić czytelnikowi wszelkie prawdy na temat życia - poczucie winy, tęsknotę czy samą niespełnioną miłość, która zdecydowanie zbyt szybko została przerwana. Jak odnaleźć się w życiu, kiedy został nam brutalnie odebrany jego sens? Czy można iść samemu przez życie, skoro zawsze robiło się to w duecie? Czy miłość warunkuje dalsze szczęście? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie podczas lektury i dostrzeżecie poprzez losy głównych bohaterek jak wielka jest potęga kobiet i jak wiele dają one od siebie.

Nagietkowy szal odegrał w tej powieści kluczową rolę, ale nie zdradzę Wam jego znaczenia. Musicie poznać je samemu i wówczas - możecie mi wierzyć - zrozumiecie całą magię tej historii. Susan Meissner napisała piękną historię o sile kobiet i o niespełnionych uczuciach, które kiedyś mogą odrodzić się na nowo, jeśli tylko odpowiednio o nie zadbamy. Pełna tajemnic, ciekawych zwrotów akcji i wyrzeczeń powieść wzruszająca i intrygująca. Zdecydowanie nie zasługuje na miano zwykłego kobiecego czytadła - jest w niej głębia i mądrość, obok których nie można przejść obojętnie. Polecam!

wtorek, 20 czerwca 2017

"Akademia Pennyroyal. Cienie kadetek" M.A. Larson

"Akademia Pennyroyal. Cienie kadetek" M.A. Larson, Tyt. oryg. The Shadow Cadets of Pennyroyal Academy, Wyd. Mamania, Str. 368

"- Tak mi przykro - powiedziała. - Takie życie..."

Evie, główna bohaterka cyklu Larsona udowodniła wszystkim swoją siłę i odwagę. Dzięki tamu przyjęto ją do elitarnego grona uczniów Akademi Pennyroyal, w której będzie mogła pobierać niezbędną naukę. Jeszcze do niedawna nikt nie chciał mieć z dziewczyną nic wspólnego, teraz - wszyscy chcieliby się z nią przyjaźnić. Tylko czy takie znajomości wpłyną dobrze na dziewczynę?

Rzesze nowych uczniów wypełniły mury Akademii po spektakularnym zwycięstwie Evie. Dziewczyna wychowywana przez smoki musiała zmierzyć się z wiedźmami, by móc odnaleźć swoje miejsce pośród szkolonych księżniczek. Nikt nie dawał jej szans na wygarną - a jednak osiągnęła zamierzony cel. Tylko co teraz? Dziewczyna jest już na drugim roku, ale to jedynie złudna chwila bezczynności, bo w powietrzu już wisi kolejna przygoda.

Seria M.A. Larsona to wielka przygoda, wymieszana z pędzącą akcją i czarodziejskimi zwrotami akcji. Nie da się przy tej książce nudzić, niezależnie od wieku czytelnika. Przewracając każdą kolejną stronę zastanawiałam się jak to jest, że mimo mojego dorosłego już wieku zachwycam się przygodami fantastycznymi w krainie wiedź i księżniczek. Czyżby właśnie te drugie tak pozytywnie na mnie wpływały? Nie jestem pewna, bo okazało się, że księżniczki, które znaliśmy do tej pory wcale nie są takie urocze i dostojne. Choćby teraz, na oczach Evie napadają na bezbronną kobietę i nikt nie interweniuje. Bo niestety nikt nie wierzy dziewczynie. A przecież prawda jest zawsze mile widziana, czyż nie tak?  Humor w tej powieści subtelnie otula czytelnika i nie pozwala mu opuścić fabuły do samego końca, ale tak naprawdę to przepełniona przygodami akcja jest tutaj największym atutem.

Autor zebrał w jedno podstawowe wartości - przyjaźń, która ujawnia się w najmniej spodziewanych momentach. Walkę dobra ze złem, gdzie zło wyraźnie wytycza nam granice. Szczęście w nieszczęściu, gdy przychodzi walczyć z kolejnymi problemami. To sprawia, że książka jest ciekawa i niezwykle wiarygodna, choć przecież akcja rozgrywa się na przestrzeni magicznego świata. A jednak czarownice, pokręcone księżniczki, smoki i inne stwory towarzyszyły nam od zawsze. Może właśnie te stworzenia stawiają książkę w pozytywnym świetle?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, bo pozytywnych elementów w tej powieści jest całe mnóstwo. Kontynuacja to lektura doskonale pasująca do pierwszego tomu - tyle samo dobrych przygód i wyjątkowych bohaterów. Nie spodziewałam się, że z zapartym tchem będę śledziła kolejną przygodę Evie, a właśnie tak się stało - trzymałam za nią kciuki do samego końca. To bardzo pomysłowa i dobrze napisana historia, od której mogliby się uczyć niejedni pisarze fantasy. Polecam!

"Płomienna miłość" Meredith Wild

"Płomienna miłość" Meredith Wild, Tyt. oryg. Into the Fire, Wyd. Burda Książki, Str. 300

"- Chyba nie chcesz...? [...]
- Chcę wszystkiego."

"Płomienna miłość" to kontynuacja serii, która pozwala czytać poszczególne tomy bez znajomości poprzednich części. Choć w pewien sposób połączona - opowiada odrębne historie.

Wcześniejsza część opowiadała historię Camerona i Mai. Teraz poznałam opowieść Darrena, brata Cama i Vanessy, przyjaciółki Mai. I choć chciałabym napisać, że autorka widocznie ewoluowała w swojej twórczości nie będę Was oszukiwać. Kontynuacja trzyma dokładnie ten sam poziom co pierwsza część, czyli dobra historia ale bez fajerwerków.

Zmieniła się tylko zasada charakterów. Tym razem to męska postać, czyli Darren okazał się czołowym bohaterem - męski łamacz kobiecych serc, który nie cofnie się przed żadnym wybrykiem który umożliwi mu zdobycie serca kolejnej wybranki. Bez oceniania i gdybania nad jego charakterem napiszę tylko jedno - ciekawy charakter i dobra kreacja, ale dopiero w drugiej połowie książki zobaczyłam w nim coś więcej pod fasadą sporej dawki egoizmu. Z kolei Vanessa to bohaterka trochę stłamszona przez Darrena. Zapatrzona w swoją pracę nie widzi nic poza nią, a kiedy trzeba odpocząć - ona po prostu nie potrafi. Można to zrozumieć, ale czy chcemy czytać o takich bohaterkach w powieściach o miłości? Według mnie jej postać jest zbyt nijaka w porównaniu z przebojową osobowością głównego bohatera i przez to na początku nie do końca widziałam ich w duecie.

Prawda jest jednak taka, że Meredith Wild nie jest wybitną autorką. Pisze ciekawie i nawet wciąga w swoje fabuły, ma lekki styl i swobodnie tworzy nowych bohaterów, ale na tym jej atuty się kończą. Nie zaskoczyła mnie w kontynuacji niczym nowym. Jednak poza burzliwym wątkiem romantycznym pojawiło się coś nowego - sceny erotyczne, które we wcześniejszym tomie nie rzucały się tak w oczy. Teraz nie byłam do końca pewna czy czytam powieść dla dorosłych czy może jednak obyczajówkę z dużą dawką miłosnych emocji. Nie chodzi jednak o to, że książka sama w sobie była zła - właściwie przeczytałam ją jednego dnia, nie żałuję też poświęconego jej czasu. Po prostu liczyłam na coś więcej, jakiś wybuch emocji, który skutecznie zapadłby mi w pamięć.

Nie mogę zapomnieć, że autorka prowadzi akcję swoich powieści ciekawie i tworzy przyjaznych bohaterów. Jej książki to typowe historie miłosne, mniej lub bardziej nacechowane dawką uniesień. Według mnie można czytać je w przerwach między bardziej wartościowymi lekturami, ale nie chcę odbierać też autorce talentu czy umniejszać jej zaangażowania - wiem, że dużo od siebie dała dla swojej serii i to widać. Tylko gdyby wrzucić do fabuły jeden poważniejszy czy bardziej wartościowy wątek myślę, że całość prezentowałaby się ładniej. Teraz otrzymałam książkę o miłości dwóch pokręconych światów - a co będzie w trzecim tomie? Na pewno zaryzykuję i sprawdzę.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Konkurs: "Powiem Ci, kim jesteś" - pod patronatem Thievingbooks

Moi Mili,
mam dla Was konkurs w którym do wygrania powieść Danuty Pytlak "Powiem Ci, kim jesteś". Autorka - przesympatyczna - napisała bardzo intrygującą powieść z tematem na czasie.
Nie zwlekajcie, jest o co walczyć! :)


ZADANIE KONKURSOWE:
Napisz w komentarzu pod postem odpowiedź na pytanie: W pracy zawodowej kierujesz się sercem czy rozumem?



POWIEM CI, KIM JESTEŚ 
Danuta Pytlak

Podczas wyjazdu integracyjnego Adam, nowy pracownik stołecznego banku, wchodzi w ostry konflikt z jednym z kolegów, Hubertem. Nie przeczuwa nawet, jakie będą tego konsekwencje, jak głęboko to wydarzenie wpłynie na jego życie prywatne i uczuciowe. W pracy poznaje Asię i po kilku tygodniach luźnej znajomości zostają parą. Wydaje się, że są dla siebie stworzeni. Tymczasem narasta spór z Hubertem, który rozpoczyna perfidną nagonkę na dziewczynę Adama.

Pojawienie się w zespole nowego pracownika od początku budzi wiele emocji. Układy i układziki, kolesiostwo i molestowanie – to rzeczywistość, z którą muszą się zmierzyć bohaterowie powieści. Czy tym, którym zależy na uczciwości i wzajemnej współpracy, uda się zmienić dotychczasowe zasady gry? Czy w takim środowisku prawdziwe uczucie ma szansę przetrwać?

Uwaga! W konkursie mogą brać również udział osoby anonimowe, nie posiadające bloga. Zwiększając szansę na wygraną możecie wejść na fan page ThievingBooks - tam również trwa konkurs.

REGULAMIN:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: THIEVING BOOKS
2. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Zysk i S-ka.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest posiadanie adresu zamieszkania na terenie Polski.
4. Konkurs trwa od 19 czerwca 2017 roku do 30 czerwca 2017 roku.
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w przeciągu 5 dni.
6. Zwycięzca o wygranej zostanie poinformowany w TYM POŚCIE! Proszę o obserwację bloga i sprawdzanie posta po zakończeniu konkursu - zwycięzca będzie miał 5 dni na wysłanie adresu wysyłki drogą mailową.
8. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

Do dzieła! :)

niedziela, 18 czerwca 2017

"Dzielnym będzie przebaczone" Chris Cleave

"Dzielnym będzie przebaczone" Chris Cleave, Tyt. oryg. Everyone brave is forgiven, Wyd, Świat Książki, Str. 460

"Błogosław te grube mury, chroniące przed chciwością i złem."

Nierzadko zdarza się, że przedsmak pierwszych emocji związanych z lekturą niesie ze sobą okładka. "Dzielnym będzie przebaczone" to doskonały przykład takiej książki, bo minimalistyczna szata graficzna wydana w jednak malowniczej formie idealnie oddaje wnętrze powieści.

Mary North, przekonana o swojej przebiegłości i pewności siebie postanawia porzucić swoją edukację na rzecz wstąpienia do wojska. Wybucha II wojna światowa, więc nic dziwnego, że wszyscy zaczynają szukać miejsca dla siebie. Mary widzi oczami przyszłości siebie w roli idealnego szpiega. Niestety los ma dla niej inne plany - w wyniku niefortunnych zdarzeń zostaje nauczycielką, a rola ta okaże się przełomowa w jej życiu i znacznie ważniejsza niż działalność szpiega.

Chris Cleave postanowił napisać książkę opartą na motywach wojny. Wątek znany i ceniony przez wielu czytelników, w tym także przeze mnie. Jednak byłabym niesprawiedliwa pisząc, że na tym koniec. Autor bowiem wyszedł o krok dalej i napisał nie tylko dobrą powieść na fasadach mocnego tematu, ale wplątał do swojej historii również błyskotliwość, urok i - nie inaczej! - subtelne poczucie humoru. Dzięki temu fabuła otrzymała tyle wartości ile tylko mogła otrzymać: w rewelacyjny sposób, na przykładzie kontrastu pokazywała jak trudne były realia życia w świecie naznaczonym wojną. Niezwykle cenne momenty śmiechu stawały się dla bohaterów elementem zaczepienia, gdy w międzyczasie przychodziło im walczyć o własne przetrwanie.

Chociaż polubiłam Mary z całego serca i kibicowałam jej do samego końca, nie mogę zapominać o Tomie i Alistairze. To dwójka męskich bohaterów historii, którzy idealnie odnaleźli się w fabule. Tom na początku nie miał zamiaru uczestniczyć w wojnie, jednak decyzja jego współlokatora wpłynęła także na niego. Nie wiem czy słusznie postąpili angażując się w konflikt zbrojny, bo może faktycznie lepszym rozwiązaniem byłoby zaszyć się gdzieś w pozornie spokojnym miejscu, ale jestem zdania, że bierna postawa jest postawą żadną. Także gdyby nie ich decyzja, nigdy nie poznaliby Mary - silnej, zdeterminowanej bohaterki, która mogłaby stanowić wzór dla wielu współczesnych kobiet. Jej odwaga, pewność siebie oraz wyznawane zasady zaskoczyły wszystkich - mnie jako czytelnika oraz Toma czy Alistaira, mężczyzn, który nie spotkali się z tak bojowym charakterem. To właśnie bohaterowie stanowili najjaśniejszy punkt tej historii, bo na własnym przykładzie pokazali potęgę miłości i przyjaźni.

Nie zabrakło w książce wątku romantycznego. Mary poznając Alistaira zaczęła dostrzegać coś więcej poza wojną i pozwoliła sobie na chwilę słabości w świecie naznaczonym okrucieństwem. Autor pokazał na przykładzie zwykłych ludzi wojenny tragizm - za sprawą niewielkich radości zbudował w sercach swoich bohaterów wielkie szczęście, ale i za sprawą tragedii pokazał jak silnie przeżywają ból. To fantastyczna paleta emocji towarzysząca trójce nowo poznanych postaci i temu, kto zdecydował się na lekturę - wartościową, wyjątkową, mocną w swoim przesłaniu a jednak lekką i subtelną przez opowieść o ludziach i dla ludzi. Uważam, że przykład "Dzielnym będzie przebaczone"  jest jednym z lepszych pośród książek o tematyce wojennej - wystarczy bowiem wziąć pod lupę życie zwykłych ludzi, by ukazać ogrom sprawy. Wielka miłość i wielkie dramaty rozegrały się na kartach tej książki a mimo wszystko nie straciła ona uroku i swobody. Jestem pod wrażeniem jak sprawnie autor połączył ze sobą szczęście i wszelkie smutki w prosty, zwyczajny sposób.

sobota, 17 czerwca 2017

"Grimm City. Bestie" Jakub Ćwiek

"Grimm City. Bestie" Jakub Ćwiek, Wyd. SQN, Str. 368

"- To znaczy żebyśmy się dobrze zrozumieli: tak, uważam, że jest bestią – doprecyzował. - Przemawia za tym szereg argumentów [...]. Tyle, że coś w świetle moich badań się w nim nie zgadza. Coś jest niespójne. Jakby... on sam, sztucznie, prowokował swoją dziką naturę.
- Co to znaczy?
- Och, szukam odpowiedniego sformułowania. - Profesor podrapał się wskaźnikiem po uchu. - On jest, jest...
- Niekonsekwentny jak religia? - odpowiedział Evans, prostując się w fotelu."

Czytałam kilka książek autora i zawsze sądzę o nich jedno - mocne. Chyba pod każdym możliwym względem. Autor nie bawi się w ogładę, wymyślne słownictwo czy jakieś kwieciste style. Ona po prostu pisze co myśli a przez to z jego książek bije czysta szczerość. Nawet jeśli jego książki mocno bazują na schematach powieści fantastycznych.

Grimm City. Wilk! zaskoczyło mnie pomysłem. To była książka nietypowa, zaskakująca, właściwie mogę nawet napisać - niebanalna. Dobrze napisany, inny niż wszystkie kryminał doczekał się swojej kontynuacji w postaci Grimm City. Bestie. Czy dobrej? Myślę, że trzymającej poziom swojej poprzedniczki, która może nie była wybitna, ale na pewno ciekawa i wciągająca, podobnie jak drugi tom, który przeczytałam w jeden wieczór.

Fabuła ponownie przeniosła mnie do Grimm City, gdzie dokonano morderstwa. Ginie członek wysoko postawionej mafijnej rodziny. Podejrzany bardzo szybko trafia przed sąd. Miasto zafascynowane procesem zapomina o wszystkich pozostałych tragediach - wciąż nie wiadomo gdzie jest Drwal, seryjny morderca kobiet. Ktoś jednak odkrył, że jego kryjówka może być ściśle związana z miejscem zamieszkania "Bestii" - emerytowanego boksera. O co w tym wszystkim chodzi? Czy prawda faktycznie jest na wyciągniecie ręki?

Jakub Ćwiek napisał niebanalny kryminał pełen nieoczywistych zwrotów akcji. Trzeba naprawdę mocno zaangażować się w fabułę, by móc bez problemów śledzić rozgrywane wydarzenia. Nagromadzenie dużej ilości wątków prowadzi do jednego prostego wniosku - przy tej książce na pewno nie można się nudzić. Samo Grimm City jest odbiciem naszego świata, ale mocniej osadzonym w konwenansach baśni - Bóg jest bajarzem, święta księga - baśniami, a miasto leży na zwłokach olbrzyma. Brzmi mrocznie? Tak jest w rezultacie, bo to podstawowy atut tej serii: pokręcone podejście do rzeczywistości a jednak kuszące i warte poznania. To trochę tak jakbym śledziła mroczną wersję naszego świata. Być może właśnie to było zamysłem autora, ale nie na tym skupiała się moja uwaga. Przede wszystkim starałam się odnaleźć w całej masie wątków, przeróżnych historii naprzemiennie wymieszanych ze sobą, gdzie odnaleźć sens naprawdę nie jest łatwo.

Oparta na schematach baśniowych stworzeń powieść noir kryje w sobie coś co nie jest moją mocną stroną. Nie odnalazłam się w tym gatunku, ale to nie oznacza, że go nie doceniam. Dostrzegam wszystko co ważne - dopracowanie, świetny styl, dojrzałość w kreacji. Od książki nie da się oderwać, bo nie dość że przyciąga do siebie tajemniczością, to jeszcze prowadzona jest w sposób który przy najmniejszej dekoncentracji burzy nasze postrzeganie fabuły. Dostrzegłam również metamorfozę bohaterów z pierwszego tomu, gdzie właściwie zmienili się nie do poznania. Dlatego uważam, że książka utrzymana jest na poziomie swojej poprzedniczki a fani serii na pewno nie poczują się rozczarowani.

"Kłamca i szpieg" Rebecca Stead

"Kłamca i szpieg" Rebecca Stead, Tyt. oryg. Liar and Spy, Wyd. Iuvi, Str. 208

"Safer przewiduje wszystko. Przez to trudno mu się odmawia."

Rebecca Stead stawia swoje pierwsze kroki w literaturze młodzieżowej. Jak udało mi się zauważyć, swoje książki kieruje raczej do młodszego grona czytelników, ale nie jest też tak, że starszy nie ma czego szukać przy jej książkach. Przekonała mnie do siebie lekturą "Całkiem obcy człowiek", lekką i niezobowiązującą a jednak dającą trochę do myślenia. Dlatego z czystą ciekawością sięgnęłam po "Kłamcę i szpiega", a co dostałam w zamian?

Na pewno nietypową fabułę. Myślę, że jeszcze nie jeden raz autorka zaskoczy nas akcjami swoich powieści, bo jak na drugą książkę którą czytam, śmiało mogę napisać, że fabuła mimo swojej niewielkiej objętości, podobnie jak wcześniejsza książka Stead intryguje od samego początku. W dodatku tym razem dostałam subtelną obietnicę nieprzewidzianego zakończenia, jak głosił opis z tyłu książki. Bardzo lubię nieoczekiwane zwroty akcji i rozwiązywanie przygód bohaterów w zaskakujący sposób, więc dałam się namówić i nie żałuję.

Wszystko zaczyna się gdy Georges wprowdza się do bloku na Brooklynie. Myślał, że nie spotka go tu nic dobrego, a jednak trafia na Safera, chłopaka totalnie pokręconego. To odludek i szpieg w jednym, który kreuje wizję świata według własnego uznania. Także jego rodzina do normalnych nie należy. Dlatego Georges tak dobrze czuje się w ich towarzystwie - może uciec od rodzinnych problemów i na moment zapomnieć o całym złu czającym się dookoła. Daje się przez to wciągnąć w grę Safera, którego najważniejszą rzeczą jest śledztwo. Tylko czy cała ta misja szpiegowska ma sens? I czy jest prawdziwa?

Polubiłam dwójkę głównych bohaterów, choć właściwie uważam, że historia była zdecydowanie za krótka. Autorka całkiem dobrze poradziła sobie z kreacją Georgsa czy Safera, o rodzinie tego drugiego nie wspominając, bo stanowiła ona najjaśniejszy punkt fabuł. A była przecież tylko wątkiem pobocznym. Ale nie o to tutaj chodzi - chcę Wam pokazać, jak dobrze Stead radzi sobie z literaturą młodzieżową, bo działa na kontrastach: dwie zupełnie różne rodziny zestawiono ze sobą w jednym rankingu i trudno powiedzieć, która jest lepsza, skoro każda z nich ma inne problemy. Całości dopełnia pierwszoplanowy motyw tej lektury, czyli śledztwo tajemniczego Iksa, o którym niewiele wiemy, a który wydaje się być największym wrogiem Safera.

Mogłabym napisać, że jest to dobra powieść detektywistyczna dla młodszych czytelników, ale nie jest to takie proste. "Kłamca i szpieg" to przede wszystkim powieść new adult, z prostym a jednocześnie wartym przemyślenia przesłaniem. Jakim? Tego Wam nie zdradzę, bo popsuję zabawę, ale wracając do jednej z kwestii, które poruszyłam na początku - ma to związek właśnie z tym obiecanym, nieprzewidywalnym zakończeniem. Przyznaję, że i ja poczułam się nim trochę zaskoczona, więc myślę, że to mówi samo za siebie. Dla dobrej zabawy i chwili relaksu - polecam!

piątek, 16 czerwca 2017

"Początek wszystkiego" Robyn Schneider

"Początek wszystkiego" Robyn Schneider, Tyt. oryg. The Beginning Of Everything, Wyd. Moondrive, Str. 317

"Wciąż uważam, że każde życie, nieważne jak mało wyjątkowe, ma swój jeden tragiczny punkt zwrotny, po którym dzieje się wszystko, co naprawdę ma znaczenie. Ta chwila to katalizator - pierwszy krok w równaniu. Ale poznanie pierwszego kroku nic ci nie da - dopiero to, co nadchodzi później, odpowiada za ostateczny wynik."

Bardzo lubię, gdy historie zaskakują mnie małymi, wbrew pozorom niewiele znaczącymi elementami. W tym przypadku pozytywnie wrażenie wywarła na mnie narracja - pierwszoosobowa, ale należąca do męskiego bohatera. Ezra otrzymał ważną rolę w swojej powieści i naprawdę muszę przyznać: wywiązał się z niej doskonale.

Ezra miał wszystko o czym może marzyć siedemnastolatek - w szkole był gwiazdą, której blask przelewał się na pozostałych. Wyglądał jak młody bóg, więc dziewczyny prześcigały się w drodze ku zdobyciu przystojniaka. Sport był dla niego całym światem, pozwalającym w realizacji wszelkich marzeń. Czy można zatem chcieć czegoś więcej do spełnienia? Ezra głęboko wierzył, że jego życie to realna bajka, w której zasłużenie odgrywa pierwszoplanową rolę. Dlatego przy pierwszym spotkaniu nie wywarł na mnie szczególnie dobrego wrażenia. Właściwie to miałam go za nijakiego chłopca, który zatracił się w swojej cudowności zapominając trochę o realiach życia.

Doskonale wiem jednak, że gdy podobny bohater wkracza na scenę to dostanie od życia solidną nauczkę. W przypadku Ezry nie było inaczej, bo jego świat bardzo szybko wywrócił się do góry nogami. W wypadku doznał kontuzji, która przekreśliła jego sportową karierę, dziewczyna zostawiła go na lodzie a przyjaciele - pozwolili sobie tylko na przesłanie marnej karki z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Gdzie podziała się zatem ta solidarność i wierność, towarzysząca Ezrze w dniach jego sławy? Jego otoczenie szybko zmieniło obiekt swoich upodobań, gdy ten który zawsze miał być na czele na moment stracił znaczenie. W tym kluczowym momencie w życiu głównego bohatera wraz z nim dostrzegłam przekąs życia i strukturę ludzkiej psychiki - tutaj także zmieniłam swojego podejście do Ezry i zaczęłam rozumieć jego przeżycia.

Sporym zaskoczeniem była dla mnie świadomość, że chociaż wszystko wskazywało na to, że trzymam w rękach typowy romans młodzieżowy, wcale tak nie było. "Początek wszystkiego" bazuję na pewnym schemacie, ale odbiega od normy bardziej niż można by przypuszczać. Owszem, Ezra po powrocie do szkoły poznaje nową uczennicę Cassidy Thorpe i pomiędzy tą dwójką rodzi się uczucie, to wcale nie jest to słodko-gorzka opowieść o perypetiach młodych zakochanych. Kreacja Cassidy to świetny przykład postaci, która mocno stąpa po ziemi a jednak potrafi oderwać się od niej na kilka minut. Dziewczyna został obdarzona przez autorkę tak zaskakująco dobrze dobranym zestawem cech, że z miejsca ją polubiłam - za to, że nie przejmowała się plotkami, że nie odczuwała parcia na sławę i przede wszystkim za jej szczere podejście do świata. Skrywając w sobie mroki przeszłości zbudowała wokół siebie klimat subtelnej tajemnicy, która w końcowym efekcie doprowadziła do naprawdę zaskakującego finału.

Nić porozumienia rodząca się pomiędzy dwójką głównych bohaterów jest naturalna i rzeczowa. Ucząc się od siebie nawzajem Cassidy i Ezra zaczęli dostrzegać to co do tej pory nie miało dla nich znaczenia. Jest to pewien przekór w stosunku do podobnych młodzieżówek, bo chociaż mamy odrzucenie przez innych, uczucie rodzące się w najmniej spodziewanym momencie i nawet subtelną tajemnicę, to jest też w tej książce coś bardzo ważnego - prawda, życiowa mądrość wychwytywana pomiędzy wierszami i w słowach bohaterów. Biorąc do ręki tą książkę nie spodziewałam się, że wychwycę w niej tak wiele życiowych mądrości, które skrupulatnie zapisywałam ku pamięci. "Początek wszystkiego" mimo swojej lekkiej formy i subtelnej historii niesie ze sobą wyjątkowe przesłanie. To plastyczny obraz niedocenianego życia, które w końcu mamy tylko jedno. I pamiętajcie - nie ma końców, są tylko same początki.

czwartek, 15 czerwca 2017

PRZEDPREMIEROWO: "Friendzone" Sandra Nowaczyk

"Friendzone" Sandra Nowaczyk, Wyd. Feeria, Str. 408

PREMIERA: 5 lipca 2017r.
POD PATRONATEM MEDIALNYM: ThievingBooks

"Ta noc należy do nas!"

Warto trzymać kciuki za młode pokolenie, bo jak się okazuje, drzemie w nim spory potencjał. Nastoletnia Sandra Nowaczyk zadebiutowała z książką "Friendzone" i udowodniła, że w młodej osobie drzemie wielki talent.

Historia oparta na powieści dla młodzieży opowiada o losach Tatum i Griffina - dwójki przyjaciół spędzających ze sobą każdą wolną chwilę już od najmłodszych lat. Jednak wszystko się zmieniło, gdy zaczęli dorastać. Do tej pory żyli jak brat i siostra, opierając swoją nić porozumienia na platonicznej, braterskiej zażyłości. Jednak jeden taniec na balu maskowym zmienił wszystko co do tej pory zbudowali. Czy jest szansa by tych dwoje spojrzało na siebie inaczej? Czy odnajdą szczęście w momencie zagubienia i bezradności?

Jak się okazuje, życie to skomplikowana sprawa w każdym wieku. Wydawać by się mogło, że rozterki młodzieży to błahe dylematy nad którymi nie warto się zatrzymywać, a jednak pokazane w sposób konkretny i jednocześnie bardzo plastyczny wywierają na czytelniku duże zainteresowanie. Sama przepadałam w tej historii już od pierwszych stron, bo pierwsze co mnie przy niej zatrzymało to dobry styl. Dobrze napisane zdania, brak zbędnych opisów, błyskotliwe dialogi i pomysł na rozwinięcie fabuły. Czy można chcieć czegoś więcej? Gdybym nie wiedziała, że mam przed sobą debiut, nawet nie pomyślałabym, że może być to pierwsza książka w dorobku autorki.

To jednak nie wszystko. Najważniejszym, centralnym punktem fabuły okazali się dla mnie bohaterowie. To im poświęciłam najwięcej swojej uwagi, bo polubiłam Tatum i Griffina już od pierwszych stron. Szczególnie, że poświęcono im osobne rozdziały co lubię najbardziej. W ten sposób dowiaduję się co siedzi im w głowie i mogę łatwiej zrozumieć wypływające z historii emocje. Szczególnie w tym przypadku było to dla mnie ważne, bo w przygodach tych dwójki kłębiących się dookoła uczuć nie brakuje. Tatum, błyskotliwa dziewczyna pełna pomysłów na życie pewnego dnia dostrzega, że jej przyjaciel wcale nie musi być tylko przyjacielem. Co więc w takiej sytuacji? W końcu zarówno ona jak i Griffin są w związkach. Czy można zatem porzucić coś pewnego i rzucić się w wir niepewnego szczęścia i złudnej nadziei?

Autorka otworzyła przede mną świat, w którym niepewność gra pierwsze skrzypce. Opierając swoją fabułę na wątku romantycznym pomiędzy dwójką głównych bohaterów nie poprzestała wyłącznie na relacji miłosnej. Wykreowała realne postacie i dopracowała szczegóły w każdym detalu - nie zabrakło ciekawych postaci drugoplanowych, wydarzeń w tle czy innych, pobocznych wątków. Dzięki temu fabuła nabrała znaczenia, stała się konkretna i wiarygodna, a plastyczny język dodał jej uroku i rzetelności akcji. Bez wątpienia "Friendzone" jest wyjątkowo dobrym debiutem, który rokuje autorce fantastyczną karierę pisarki. Szukając powieści dojrzałej, błyskotliwej i otwartej na czytelnika nie zwlekajcie - to powieść dla Was: o ludziach i dla ludzi, pełna miłości i niespełnionych nadziei, gdzie szczęście zawsze znajdzie drogę do spełnienia. 

środa, 14 czerwca 2017

"Friendzone" Sandry Nowaczyk pod patronatem ThievingBooks

Miło mi poinformować, że mój blog objął już kolejny patronat nad powieścią. I to nie byle jaką! Zaskakujący, dobrze napisany debiut Sandry Nowaczyk to moja duma pośród patronackich książek. Mamy pośród nas młodą gwiazdę literatury młodzieżowej, która żongluje emocjami czytelnika według własnych upodobań! ;)


PREMIERA: 5 lipca 2017r.

"Friendzone" Sandra Nowaczyk

Świetny debiut nastoletniej autorki!  

Tatum i Griffin przyjaźnili się prawie od kołyski. Byli dla siebie jak brat i siostra. Tak zawsze było i tak już miało pozostać. Jeden taniec na balu maskowym zmienił wszystko. Teraz oboje są pełni sprzecznych emocji. Czy będą chcieli za wszelką cenę pozostać przyjaciółmi? Przecież to ona zawsze miała być najważniejsza. Kiedyś sobie to obiecali. I do tego oboje mają partnerów. A co, jeśli tylko jedno z nich będzie chciało… no właśnie, czego? Gdy do głosu dochodzą uczucia, czasami wszystko zdaje się rozpadać… i kiedy nie masz na kim się oprzeć, czujesz, że spadasz i że już nigdy się nie podniesiesz.  

Przeczytaj pierwszą, pełną emocji książkę polskiej Estelle Maskame!


Jesteście ciekawi tego tytułu? Jutro zapraszam Was na przedpremierową recenzję powieści :)

"Poradnik dla smoków. Co zrobić, by twój człowiek zmądrzał" Laurence Yep, Joanne Ryder

"Poradnik dla smoków. Co zrobić, by twój człowiek zmądrzał" Laurence Yep, Joanne Ryder, Tyt. oryg. A Dragon's Guide to Making Your Human Smarter, Wyd. Iuvi, Str. 400

"- Zadbasz, by nasz gość najadł się i odpoczął?
- O, nie pogardził bym dżdżownicą - rozpromienił się posłaniec."

Wybór książki zawsze stanowi pewne wyzwanie. Czy ta lektura mnie nie zanudzi? Czy jest dobra dla mnie? Czy nie jest zbyt młodzieżowa? A może zbyt dojrzała? Dorosły czytelnik zmaga się z różnymi problemami podczas wyboru lektury, ale co ma powiedzieć młodsza publiczność, której nie ułatwiają sprawy liczne publikacje, w dodatku połączone z ilustracjami?

"Poradnik dla smoków" doczekał się swojej kontynuacji. Miałam przyjemność czytać pierwszy tom i dostrzegłam w nim sporo pozytywów - książka kierowana do młodzieży w pomysłowy sposób przekręciła perypetie bohaterów z bajki Jak wytresować smoka i to smoka właśnie postawiła na pierwszym planie. Bo kto właściwie powiedział, że to te istoty trzeba wychowywać? Jak się okazało smoki mają własną teorię na temat wychowania człowieka a ja uważam, że to bardzo dobry pomysł, bo poszerza wyobraźnię młodego czytelnika.

Autorzy w duecie stworzyli przyjemną w odbiorze historię z mądrym przesłaniem - zwierzęta też mają swój rozum i nie można ich traktować z góry. Każdy zasługuje na własne zdanie i prawo głosu, co w tej historii może na wyrost zostało pokazane na przykładzie smoków. Ale czy nie są one dosadnym przykładem? Smoki towarzyszą nam od najmłodszych lat, gdzieś w tle powinny być też księżniczki, ale tym razem nie jest to historia dla nich. Tutaj Winnie z Akademi Spriggs pokaże jak żyje się z panną Srake - mądrą smoczycą, uważającą dziewczynkę za swoją pupilkę.

Role się odwróciły a smoki przemówiły ludzkim głosem. Już w pierwszym tomie historii panna Drake pokazała smoczy pazur i jako postać głównodowodząca narzuciła młodej Winnie szybkie tempo szkolenia. Tylko pech chciał, że dziewczynka wcale nie przejmuje się mądrą smoczycą i doskonale się bawi. Kto zatem jest pupilem a kto właścicielem? I czy na pewno jest tu jakiś podział na role?

Seria "Poradnik dla smoków" stawia przyjaźń w pozytywnym świetle. Nie od dziś wiadomo, że zwierzęta dają nam największą lekcję życia - uczą pokory, miłości, przyjaźni i życia w duecie. Dlatego cieszę się, że powyższa seria znalazła swoje miejsce wśród grona powieści dla młodzieży. Czyta się ją szybko i z przyjemnością, a ten kto zacznie czytać między wierszami dostrzeże, że mimo wyraźnej różnicy w wyglądzie - nie ma większych podziałów. To ciepła historia z radosnym zabarwieniem, idealna dla młodych adeptów smoczych akademii.

wtorek, 13 czerwca 2017

"Piosenki o dziewczynie" Chris Russell

"Piosenki o dziewczynie" Chris Russell, Tyt. oryg. Songs about a Girl, Wyd. Feeria, Str. 384

"[...] w życiu liczą się przede wszystkim dwie rzeczy. Rodzina i przyjaciele. Kiedy masz ich wokół siebie, cała reszta jakoś się układa".

Nie zdążyłam zapoznać się z pierwszymi zapowiedziami na najbliższe tygodnie a już udało mi się dowiedzieć, że "Piosenki o dziewczynie" to jedna z lepszych książek nadchodzących premier. Obok podobnych rekomendacji nigdy nie udaje mi się przejść obojętnie dlatego na swoją kolejną lekturę wybrałam właśnie powieść Chrisa Russella.

Powieść opiera się na charakterystycznym schemacie motywu miłosnego, gdzie w roli głównej mamy trochę wycofaną dziewczynę i znanego światu chłopaka. Jednak do tego wszystkiego dochodzi również muzyka, która już nie raz udowodniła, że potrafi w powieści zdziałać cuda (choćby wyjątkowa historia Hoover "Maybe Someday"). Także w tym przypadku stała się jednym z czołowych bohaterów powieści i wplotła do historii znacznie więcej uczuć niż mogłam przypuszczać.

Gdy Charlie Bloo, dziewczyna spokojna i niemal przez cały czas schowana za obiektywem swojego aparatu otrzymuje propozycję sfotografowania od kulis znanego w Wielkiej Brytanii boysbandu Fire&Lights nie wie co o tym myśleć. Olly Samson kiedyś był jej bliski, ale czy dziś jest tą samą osobą i czy sława nie uderzyła mu do głowy? Mimo sprzecznych emocji do przedsięwzięcia Charlie zgadza się wstąpić do zespołu i wykonać dla nich zlecenie. I choć zupełnie tego nie podejrzewała - świat muzyki zaczyna być dla niej przychylny a zespół bardzo szybko akceptuje ją jako nowego członka ekipy. Tylko jedynie głęboko skrywane uczucia do jednego z wokalistów przeszkadzają dziewczynie w pełni otworzyć się na nowy świat. 

Charlie to naprawdę dobrze wykreowana bohaterka. Nie drażni swoim wycofaniem, nie irytuje ucieczką w spokojne miejsca, a powoli odkrywa przed czytelnikiem swoją spokojną naturę, którą w pełni akceptuję - rozumiałam jej pasję i zdolność do rozpoznawania uczuć skrytych za maskami pozornych emocji, gdy wkradła się cicho do zespołu i zaczęła rozkładać chłopaków na części pierwsze - to właśnie dzięki niej polubiłam ekipę, bo pokazała mi Olliego, Yuki, Gabriela i Aidena w prawdziwym świetle. To również pokazało jak łatwo autor operuje realizmem w swojej książce - nie idealizował, nie nadawał sztywnych ram tylko idąc razem z fabułą ukazywał wzloty i upadki swoich bohaterów jednocześnie stawiając naprzeciw sobie proste życie ze sławą celebryty. I choć wystarczyłoby to do tego, by powieść zasłużenie mogła otrzymać rangę dobrej lektury autor dodał to o najważniejsze - motyw miłości naznaczonej wyrzeczeniami i wystawionej na próbę. Charlie niespodziewanie wpadła w sam wir miłosnych perypetii, które wcale nie okazały się dla niej łatwe, bo choć odnalazła miłość - nie do końca mogłam stwierdzić czy jest ona stabilna. Nie dlatego, że emocje pomiędzy Charlie i jej wybrankiem nie byłby prawdziwe - o nie! - chodzi wyłącznie o to, że o uznanie dziewczyny nie walczył tylko jeden członek zespołu...

Jest w tej powieści wszystko czego zawsze poszukuję - realizm scen i postaci, prawda o życiu nawet ta najgorsza i problemy: zwykłe, ludzkie, możliwe do zrozumienia. A na deser: tajemniczość i zagadka do rozwiązania, gdy Charlie odkrywa, że teksty piosenek zna już od dawna, bo czytała je w pamiętniku swojej mamy. Jak to możliwe? Sama nie jestem przekonana czy znam już całą odpowiedź, bo choć finał powieści mnie zaskoczył, jestem pewna, że autor w kolejnym tomie wyciągnie z rękawa jeszcze nie jedno. "Piosenki o dziewczynie" to książka wyjątkowo dobrze napisana, wiarygodna i najprościej pisząc - piękna. Zasłużenie zdobyła sławę w oczach czytelników, bo nie tylko uczy życia, ale i każe na chwilę zastanowić się nad ukrytym w niej przesłaniem. Oby więcej takich powieści.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

"Nic do stracenia. Wreszcie wolni" Kirsty Moseley

"Nic do stracenia. Wreszcie wolni" Kirsty Moseley, Tyt. oryg. Nothing Left to Lose, Wyd. Harper Collins, Str. 335

"Odzyskałem ten brakujący kawałek siebie i znowu stałem się całością."

Twórczość Kirsty Moseley rozwija się bardzo dynamicznie. Niedawno jeszcze nie wiedziałam o istnieniu autorki a teraz wiem, że w przygotowaniu jest jej kolejna - piąta już, powieść. I chociaż będąc z Wami szczera autorka nie podbiła mojego serca w szczególny sposób, to bardzo lubię sięgać po jej książki. Dlatego zdecydowałam się na kontynuację losów Anny i Ashtona.

Autorka lubi balansować na granicy życia i śmierci, przez co jej fabułą już kolejny raz zeszła na tory niebezpiecznej rozgrywki. W poprzednim tomie było nieciekawie, ale dopiero teraz główni bohaterowie poczuli na własnej skórze co to znaczy być w niebezpieczeństwie. Choć tak naprawdę nic na to nie wskazywało, bo prześladowca Anny przecież został schwytany i zamknięty z dala od dziewczyny. Tylko, że los lubi być przewrotny a i dzięki temu możemy poznać kolejne problemy dwójki bohaterów.

Anna to dziewczyna, która raz zjednuje sobie sympatię czytelnika, a raz jakby schodzi na dalszy plan. Nie jestem przekonana do jej kreacji, bo ma w sobie urok pospolitej dziewczyny, która nie zawsze wie jak się zachować w danej sytuacji. Teraz stając w obliczu wyzwania jakim jest życie na językach milionów obywateli musiała trochę przewartościować swoje życie. Jej ojciec w końcu został wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych, więc obecne stanowisko zobowiązuje jego córkę do zmiany zachowania. I faktycznie tak jest - Anna w tym tomie nabrała trochę ogłady i gdyby nie kolejne wywody związane z tym, że nie zasługuje na miłość Ashtona - byłaby znacznie lepszą postacią niż ta, którą poznałam w pierwszym tomie. Nie ma jednak tego złego, bo dziewczyna się stara i to widać. Z kolei Ashton pozostał taki sam jak był - wyjątkowy chłopak o wielkiej odwadze, który skradnie nie jedno czytelnicze serce. Stając w obronie Anny przed rozemocjonowanym tłumem fanów nowego prezydenta będzie musiał mieć oczy dookoła głowy, ale jestem pewna, że dla niego to nie problem. Moseley zdecydowanie lepiej wychodzą męskie kreacje i to widać na przestrzeni wszystkich jej książek - bohaterowie w przeciwieństwie do bohaterek są bardziej zrównoważeni, logiczniej myślący, bardziej wiarygodni i mniej przerysowani.

Fabuła kontynuacji losów Anny i Ashtona wskakuje na odrobinę wyższy poziom pod względem wyzwania. Bohaterom przyszło stawić czoła kilku wyzwaniom na raz - jak to na powieść miłosną przyszło, ich uczucie zostało zachwiane. Ale pojawiły się też problemy z nowym statusem Anny, bo przecież jako córka prezydenta stała się obiektem zainteresowania całej masy nieznanych jej ludzi. Niewielu ma tak wielkie parcie na sławę, by radzić sobie z tym tłumem, a Anna jest wielką zwolenniczką samotności, więc to naprawdę okazał się spory problem. Jednak to wszystko jest tak naprawdę wstępem do głównego motywu - Carter, prześladowca dziewczyny, powraca i zamierza namącić w życiu postaci bardziej niż we wcześniejszym tomie. Jak się okazało - życie jest bardziej kruche niż myśleliśmy. Autorka całkiem dobrze poradziła sobie z nutą tragizmy i dramatyzmu wywołanego powrotem prześladowcy a to jak zakończyła się cała sytuacja - przypadło mi do gustu.

"Wreszcie wolni" to słodko-gorzka kontynuacja powieści o szczerej miłości. Jak to w podobnych powieściach bywa - jest tutaj zdecydowanie zbyt dużo lukrowej słodyczy a zbyt mało prawdziwego życia, ale nie uznaję tego za minus powieści. Patrząc na całość łaskawym okiem dostrzegam tylko dobrą historię, ciekawych bohaterów i miłość, która zawsze jest warta uwagi. Dlatego dla fanów autorki i nie tylko ta książka będzie miłą odskocznią od codzienności. Do poczytania i powzdychania - polecam.

"Kości skryby" Brandon Sanderson

"Kości skryby" Brandon Sanderson, Tyt. oryg. Alcatraz Versus the Scrivener’s Bones, Wyd. Iuvi, Str. 320

"Jak się strofuje rycerza Krystalii starszego o jakieś dwadzieścia lat? "Niedobry rycerz?". "Marsz do łóżka bez polerowania miecza?"."

Brandon Sanderson to znany pisarz w gronie wielbicieli książek fantastycznych. Wiele dobrego można przeczytać na temat jego twórczości także tej kierowanej do młodszego czytelnika. Pośród słów zaskoczenia, że seria okazała się tak ciekawa słychać też mój głos - nie spodziewałam się, że zagustuję w serii kierowanej do młodszego czytelnika.

Alcatraz zasłynął z niszczenia wszystkiego czego dotknął. Dziś już wie, że to nie pech a talent. Jak to możliwe? Jako Okulator posiada dar, który musi nauczyć się umiejętnie wykorzystywać. Dla chłopaka jednak to żaden problem, w końcu na swojej głowie ma poważniejsze zmartwienia. Czeka go przecież podróż do Biblioteki Aleksandryjskiej, by odnaleźć swojego ojca. A w dodatku jego tropem podąża mroczny Bibliotekarz - Kiliman, który nie cofnie się przed niczym. Na całe szczęście Alcatraz może polegać na swoich przyjaciołach a razem stawią czoła każdemu wyzwaniu.

To główny atut tej powieści. Chociaż przygoda z tomu na tom robi się ciekawsza, akcja płynnie idzie do przodu a bohaterowie są niezwykle sympatyczni to na pierwszy plan wysuwają się emocje i wielka przyjaźń. Moim zdaniem kluczowe jest by w powieściach dla młodzieży bazować na ważnych i ponadczasowych motywach, a Sannderson świetnie sobie z tym poradził - główny bohater jest jaki jest i czasami można pośmiać się z jego nieudolności, ale przyjaciół będzie mu zazdrościł nie jeden czytelnik.

Fabuła w drugim tomie została rozbudowana - przy pierwszym zdecydowanie za szybko jak dla mnie skończyły się przygody Alcatraza, dlatego teraz nie mam na co narzekać. Ciekawe zwroty akcji dodały historii uroku a pierwszoosobowa narracja z perspektywy niespotykanie pokręconego bohatera dodała do wydarzeń nuty przyjemnego poczucia humoru. Dlatego przy tej książce nie będzie się nudził żaden czytelnik - niezależnie od wieku każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Choć autor skusił się na bardzo prosty styl widać w nim dużą dojrzałość jego twórczości. Liczne dygresje w tekście do innych książek czy do spraw codziennych pokazują jak dużą uwagę Sanderson poświęcił swojej książce - wplótł do niej nie tylko ciekawą akcję, ale i kilka mądrości o których warto pamiętać. Żal mi jedynie faktu, że książkę czyta się tak szybko - to sama przyjemność, ale jeden wieczór to stanowczo za mało!