czwartek, 21 września 2017

ZAPOWIEDŹ: "Niebezpieczna dziewczyna" K.L. Slater pod Patronatem ThievingBooks

"Niebezpieczna dziewczyna" K.L. Slater, Tyt. oryg. Safe with me, Wyd. Amber, Str. 352


POD PATRONATEM: ThievingBooks
PREMIERA: 29 września 2017r.

Nowa bestsellerowa autorka thrillerów psychologicznych! W ciągu roku aż 3 książki K.L. Slater na listach bestsellerów!

Bestseller z tajemniczą i mroczną bohaterką jak z Dziewczyny z pociągu, której nie wierzymy i której się boimy, ale od której nie możemy się oderwać.

Miała piętnaście lat, kiedy na jej rodzinę spadła tragedia. Anna wini za to jedną osobę. Poczucie krzywdy stało się jej obsesją. Odsunęła się od ludzi. Jest sama. Nie radzi sobie z życiem. Aż pewnego dnia jest świadkiem wypadku: samochód potrąca motocyklistę. Anna w mgnieniu oka rozpoznaję kierowcę. To Carla, kobieta,
która zniszczyła jej życie. Wreszcie ma szansę się zemścić. Z zimną krwią, dokładnie planuje każdy krok.
Ale żaden plan nie jest doskonały... Zwłaszcza kiedy wokół wszyscy kłamią i nikt nie jest tym, kim się wydaje...

Recenzja oraz konkurs (zapraszam do śledzenia FanPage bloga, gdzie pojawi się konkurs) bliżej premiery.

Jesteście gotowi na manipulację, cynizm i strach? Lubicie książki, w których emocje biorą górę i prawda nie jest taka prosta jak się wydaje? Jeśli tak, to powieść dla Was! :)

środa, 20 września 2017

PRZEDPREMIEROWO: "Pamiętam" Agnieszka Janiszewska

"Pamiętam" Agnieszka Janiszewska, Wyd. Novae Res
PREMIERA: 25 października 2017r.

Polska literatura najbardziej odpowiada mi w klimatach historii obyczajowych. A jeśli sięga jeszcze przy tym motywów wojennych - jestem jak najbardziej na tak. Tak właśnie skusiła mnie historia "Pamiętam"Agnieszki Janiszewskiej, która już samym tytułem obiecuje czytelnikowi emocjonalną podróż w przeszłość.

Dwadzieścia lat po zakończeniu II wojny z Paryża do Warszawy przyjeżdża Izabella Seigner. Ma tylko jeden cel - odnaleźć rodzinę swojej matki i poznać ich tak, jak przystało na łączące ich więzy krwi. Od dawna marzyła o tym, by w końcu spotkać się z najbliższymi. Jednak nie zawsze marzenia idą w parze z rzeczywistością, która w brutalny sposób przypomina o tym, że często trzeba przeżyć ból i rozczarowanie, by odnaleźć szczęście.

Fabuła w wiarygodny, realny i bardzo obrazowy sposób prowadzi czytelnika przez kobiecy świat, ponieważ bohaterek jest aż cztery - a każda z nich inna, wyjątkowa i na swój sposób inna niż wszyscy. Zagłębiając się w obraz rodziny Izabelli oraz targające nimi rozterki sama nie mogłam przestać myśleć o tym, jak zachowałabym się będąc na ich miejscu. To często spotykane emocje, które towarzyszą mi podczas lektur, w które angażuje się emocjonalnie. Nie mogę jednak ukrywać, że w przypadku tej książki nie można inaczej, bo przybliża ona nam realia pierwszej połowy XX wieku, czasów które od zawsze mnie fascynowały i w końcu są w pewnym sensie także i moją przeszłością.

Dostrzegłam zaangażowanie autorki i jej podejście do tematu w sposób rzeczowy a jednak nie pozbawiony emocjonalnych zapędów. Sama pozwoliłam sobie popuścić wodze fantazji i na moment znaleźć się w świecie głównej bohaterki, bo problemy z którymi przyszło się jej zmierzyć okazały się bardzo realne, możliwe do zrozumienia dla każdego, bo wyolbrzymione wyłącznie do skali emocjonalnej bazowały wyłącznie na znanych motywach. Czy miłość, intrygi i nienawiść mogą iść ze sobą w parze? Jak się okazuje - mogą, a autorka pokazuje, że nie zawsze należy łączyć ze sobą te światy by utrzymać jedną konkretną rzeczywistość.

"Pamiętam" to mądra i dojrzała powieść, która zmusza do myślenia. Nie tylko historia rodziny Izabelli okazała się dla mnie intrygująca, ponieważ tłem wydarzeń są czasy, w których dramatyzm życia wciąż był obecny. To dobrze skonstruowany portret rodziny, w której wszystko jest możliwe a ludzkie charaktery walczą o własną pozycję w świecie. Polecam tę powieść wszystkim fanom dobrej, polskiej literatury, bo jestem pewna, że nikt z Was nie rozczaruje się książką Agnieszki Janiszewskiej.

wtorek, 19 września 2017

"Ósmy cud świata" Magdalena Witkiewicz

"Ósmy cud świata" Magdalena Witkiewicz, Wyd. Filia, Str. 336

"Zdecydowanie czekaliśmy na coś więcej. Na coś, co rozpali nasze serca i zmysły tak, że nie będziemy w stanie o niczym innym myśleć."

Są w życiu każdego mola książkowego tacy autorzy, których nowa książka zawsze wywołuje uśmiech na twarzy. Nie ma tego wahania: "a co jeśli tym razem to nie będzie to?", tylko czysta chemia od pierwszej do ostatniej strony. Wiem to z własnego doświadczenia, ponieważ moja literacka przygoda z książkami pani Magdaleny rozpoczęła się trzy lata temu, kiedy miałam przyjemność czytać "Pierwszą na liście" i trwa do dziś. Uważam, że Magdalena Witkiewicz w gatunku powieści obyczajowych nie ma sobie równych.

Wielkim atutem autorki jest szczerość, która płynie z każdej jej książki. Każda kolejna publikacja to przygoda życia, a jednak historia opowiadająca o zwykłych ludziach. Czytelnik nie odczuwa najmniejszego problemu w utożsamianiu się z bohaterami czy kibicowaniu im ponad wszystko, nawet gdy ci podejmują nie do końca słuszne wybory. Można w zaskakującą łatwy sposób pokochać bohaterów wykreowanych przez autorkę przede wszystkim dlatego, że stawiani są w świetle dnia: ze swoimi wadami i problemami, bez żadnych ukrytych skaz. Anna, główna postać najnowszej książki jest tego doskonałym przykładem - popełniła w życiu decyzję, która wpłynęła nie tylko na jej dalsze życie, ale także na los ludzi z jej otoczenia. To konsekwencja ciągnąca się przez kilka ludzkich istnień, a jednak możliwa do zrozumienia i zbliżająca kobietę do czytelnika jeszcze bardziej.

Piękny obraz historii sprzed lat, zasłyszanej na drugim krańcu świata prowadzi do wydarzeń, których nikt nie przemyślał. Anna, trzydziestokilkuletnia singielka przeżyła kilka romantycznych chwil podczas swojego urlopu w Azji, jednak pozorne szczęście szybko uciekło w zapomnienie. Kobieta stanęła w obliczu wydarzeń wpływających także na czytelnika poprzez swój ponadczasowy wydźwięk. To właśnie najbardziej cenię w twórczości autorki - niezależnie od wieku, każdy czytelnik dostrzeże w jej książkach urok i magię. Tworząc bohaterkę dojrzałą, a jednak skorą do popełniania błędów pani Magdalena pokazuje, że człowiek wcale nie jest ideałem, ale ma szansę odbudować to co stracone. Anna prowadziła mnie przez proste życie, właściwie nieskomplikowane w swoim przesłaniu a trudne dla samej bohaterki. A jednak wyjątkowe właśnie dlatego, że możliwe do przytrafienia każdemu z nas.

Magdalena Witkiewicz prowadzi czytelnika przez świat ludzkich namiętności z precyzją zawodowca i maluje obraz emocjonalnych rozterek z sercem na dłoni. To kolejna niezwykle uczuciowa książka, która przepełnia czytelnika nadzieją i miłością, a jednak jest w tym wszystkim tragizm, który zawsze kryje się pod postacią podstępnego losu. Często mam zarzuty do polskich autorów o składnię i styl, który przeszkadza mi w prowadzonej narracji, ale nigdy nie miałam z tym problemu w przypadku książek tej autorki. Pisząc od serca przelewa na papier obraz powstały w jej głowie i to można poczuć - tą prawdę i realność płynącą z każdej strony. Szczególnie, że mamy narrację pierwszoosobową, z perspektywy Anny - kobiety pełnej sprzecznych emocji, odbijających się także w sercu czytelnika.

"Ósmy cud świata" to kolejna doskonała powieść w dorobku autorki. Do tej pory myślałam, że nic nie przebije fenomenu "Cześć, co słychać?", ale po "Czereśnie zawsze muszą być dwie" i obecnej książce nie zamierzam już nic z góry zakładać. Magdalena Witkiewicz to autorka ludzkich serc, dojrzała w swojej twórczości i bardzo ludzka. Jej książki trafiają do czytelnika przede wszystkim dlatego, że są szczere i prawdziwe, a przy tym po brzegi wypełnione trafnie zastosowanymi emocjami. Oto kolejna, cudowna i magiczna wręcz powieść o nadziei, która nigdy nie umiera.

poniedziałek, 18 września 2017

"Ludzie na drzewach" Hanya Yanagihara

"Ludzie na drzewach" Hanya Yanagihara, Tyt. oryg. The People in the Trees, Wyd. W.A.B., Str. 576

"Ja wszedłem w naukę dla związanej z nią przygody, dla nich natomiast przygoda byłą czymś, co trzeba znieść na drodze do nieuchronnej wielkości."

Hanya Yanagihara oczarowała mnie lekturą "Małego życia". Przejmujący i tragiczny obraz życia Jude'a pozwolił mi spojrzeć na życie w zupełnie inny sposób. Poprzez ból i rozpacz płynące z treści dostrzegłam także wszechogarniającą nadzieję na lepsze jutro. Jednak to bezgraniczna i lojalna przyjaźń okazała się motywem, który skradł moje serce. "Ludzie na drzewach" to debiutancka powieść Yanagihara, zupełnie inna niż "Małe życie" a jednak równie szczera i prawdziwa oraz co najważniejsze - dokładnie w takim samym stopniu intensywna i zapadająca w pamięć.

Norton Perina otrzymał rolę głównego bohatera. Młody lekarz bez planu na własne życie otrzymuje kuszącą propozycję naukowego wyjazdu. Wraz z dwójką towarzyszy wyrusza na wyspy Pacyfiku, gdzie podejmie się próby zbadana i poznania plemienia Ivu’ivu - dotąd nieodkrytego i pozostawionego samemu sobie. Jednak nowy świat odkrywa przed nim nowe wyzwania, a w tym - antropologiczne zapędy, które okażą się jego zbawieniem i przekleństwem.

"Ludzie na drzewach" to jedna z tych powieści, która powstawała przez lata. Autorce zajęło osiemnaście lat ukończenie i sprecyzowanie kierunku fabuły, którą obecnie możemy podziwiać. To zdecydowanie wpłynęło na postrzeganie realności wydarzeń, bohaterów - główny bohater to inspiracja życiem prawdziwego naukowca - czy świata przedstawionego, który w tej książce zachwyca i wzbudza nie mały zachwyt. Dzięki temu mogłam poznać historię w pełni dopracowaną i choć pisaną intensywnym stylem po części naukowca, a po części prawdziwego bajarza - wiarygodną i wciągającą od pierwszej strony. Jest w tym wszystkim również zasługa miejsca w jakim znalazł się główny bohater. Dawno nie spotkałam tak mądrze, drobiazgowo i barwnie opisanych miejsc, w których można było odnaleźć się w mgnieniu oka. Dżungla na moment otworzyła przede mną swoje nieodkryte dotąd miejsca i stworzyła wyjątkowy klimat dla plemienia Ivu'ivu ukazanego w świetle kulturalnym, językowym czy społecznym - jak na dłoni Yanagihara pokazała czytelnikowi w co wierzą tamtejsi ludzie i czym się inspirują, dzięki czemu doskonale zrozumiałam fascynację Nortona.

Bohater zafascynowany plemieniem, które miał badać zapomniał o wszystkim kierując się jedynie żywotnością tamtejszych ludzi. Wskazanie wieku okazało się nie lada wyzwaniem, gdy wiek ponad stu lat nie niósł ze sobą żadnych zmian. Ciała pozostawały w nienaruszonym stanie, umożliwiającym utrzymanie wysokiej formy a jedynie umysły traciły swoją dawną sprawność. To złudne szczęście dostarczyło Nortonowi możliwości uzyskania Nagrody Nobla, ale pociągnęło także szereg konsekwencji z którymi nie było prosto się zmierzyć. Autorka w fenomenalny sposób ukazała przejmujący tragizm wszystkich wydarzeń i oczarowała mnie bez konieczności wplatania do treści długich dialogów czy nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Wystarczyła namiastka człowieczeństwa w miejscu, które na pierwszy rzut oka nigdy go nie doświadczyło, by powieść nabrała innego wymiaru. Przejmująca, wiarygodna i barwna dzięki miejscu rozgrywanych wydarzeń ponownie pokazała mi jak wielką klasę i styl prezentuje sobą autorka. Yanagihara ma bez wątpienia talent, bo nie jest łatwo napisać powieść inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, w dodatku w pamiętnikarskiej formie, która zaskakuje mnogością samych opisów - a jednak zachwyca. W tej powieści znalazłam odpowiedź na pytanie ile człowieka kryje się w człowieku, dokąd prowadzi pęd życia oraz dostrzegłam przepaść między życiem a próbą życia w świecie technologii. Okazało się, że "Ludzie na drzewach" to nie tylko powieść, ale także wielka lekcja życia, której Hanya Yanagihara nigdy nie zapomnę.

niedziela, 17 września 2017

PRZEDPREMIEROWO: "Rdza" Jakub Małecki

"Rdza" Jakub Małecki, Wyd. SQN, Str. 288
PREMIERA: 27 września 2017r.

Pośród grona licznych autorów znajdują się ci, o których nie jest głośno, choć zdecydowanie powinno tak być. Tylko odważni czytelnicy, lubiący eksperymentować z gatunkami i nie mający obaw przed polską literaturą trafili na twórczość Jakuba Małeckiego. Znalazłam się w tym gronie z dokładnie takich powodów - szukałam czegoś nowego i świeżego. Tak rozpoczęła się moja przygoda z twórczością autora: najpierw w moje ręce wpadła powieść "Dygot" a tuż po niej "Ślady". Każda z tych książek co raz bardziej utwierdzała mnie w przekonaniu, że w dłoniach autorach spoczywa naturalny talent. Jednak to najnowsza powieść "Rdza", okazała się - według mnie - najlepszą.

Jakub Małecki lubi zaskakiwać czytelnika - bawi się formą i stylem, język nie ma dla niego żadnych granic a fabuła za każdym razem wprowadza w osłupienie swoją głębią i mnogością emocji. Jednak to co najlepsze w jego powieściach to sedno sprawy. Autor prowadzi czytelnika przez świat zwykłych ludzi, ich problemy i zmartwienia, które na tle całego życia wydają się jednocześnie błahostką i elementem zmieniającym bieg ich historii. Ukazując bohaterów, także w "Rdzy" dostrzegłam tą wielką drogę od narodzin do śmierci, gdzie bohaterowie zmagają się z życiem na swój własny sposób a jednak przypominają nas samych - zwykłych ludzi z normalnymi problemami, dzięki czemu utożsamienie się z wybraną postacią przychodzi nadzwyczaj łatwo. W tle, jako znak rozpoznawczy autora, pojawia się tematyka trudna i dotykająca całego społeczeństwa, ale to wyłącznie dodatek do życia intymnych niemal zwierzeń pierwszoplanowych postaci.

Fabuła, choć krótka, w sprawny sposób ujęła wszystkie ponadczasowe wartości. Niby zwykła podróż w czasie zmienia nowe pokolenia - w roku 2002 poznajemy Szymona, siedmioletniego chłopca wyczekującego powrotu rodziców. Nie spodziewa się, że jego świat już niebawem wywróci się do góry nogami a życie nierozerwalnie połączy się z babką, która kilkadziesiąt lat wcześniej podjęła decyzje rzutujące na współczesnym życiu. Jakub Małecki łączy ze sobą dwa odmienne światy i pokolenia, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego a jednak muszą zawiązać sojusz, który pozwoli im odbudować utraconą wiarę.

Lubię książki duże objętościowo, które prowadzą mnie przez fabułę kilka długich godzin o ile nie dni. Tym samym mogę zżyć się z bohaterami i wejść do ich świata. W przypadku książek autora jest inaczej - nie potrzebuję nadmiaru stron do tego, by zatracić się w jego historiach. To zasługa stylu, którym się posługuje: barwnego, malowniczego, obrazowego, który prowadzi czytelnika przez nadmiar emocji i burzę trudnych decyzji, choć nie używa przy tym zbyt wielu słów.  "Rdza" jest tego doskonałym przykładem, bo niespełna trzysta stron wywarło na mnie piorunujące wrażenie.

Niewiele słów a jednak dużo treści - przeplatanie dekad na początku przypomina przypadkowe połączenie czasów, ale w efekcie końcowym zaskakuje pomysłowością autora i jego zaangażowaniem. Każdy rozdział staje się dopełnieniem poprzedniego, wprowadza historie bohaterów i porusza czytelnika w sposób, którego się nie spodziewał. "Rdza" to sentymentalna podróż w czasie i mocne stąpanie po ziemi we współczesnej historii, która trafia do serca czytelnika. Po raz kolejny autor udowodnił, że drzemie w nim wielki talent.

sobota, 16 września 2017

"Dola aniołów" J.R. Ward

"Dola aniołów" J.R. Ward, Tyt. oryg. The Angels' Share, Wyd. Marginesy, Str. 512

"- Co się tu, do diabła, dzieje?"

Rodzina Bradfordów to szyk, klasa, elegancja i nieograniczone bogactwo. Opływając w luksusach nie martwią się światem zewnętrznym i pozwalają by dyskretna służba była na każde zawołanie. Zapominają jednak, że wpuszczając do swojego zamkniętego świata ludzi z zewnątrz, nawet tych, którzy mają im usługiwać, pozwalają na ingerencje osób trzecich w ich ściśle kontrolowane życie. W sytuacji grozy, takiej ka ta, gdzie samobójstwo patriarchy co raz bardziej przypomina morderstwo nie wiadomo kto jest winny, a kto poszkodowany.

Długo czekałam na kontynuację serii J.R. Ward, szczególnie że pierwszy tom wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Mnóstwo dyskretnie zamaskowanych intryg i tajemnic zaczynało ujawniać się ze strony na stronę przed czytelnikiem, który zdecydował się na lekturę sagi rodzinnej. A otrzymał wielopoziomowy obraz ludzi pozbawionych granic z dogłębną analizą psychologiczną każdego z bohaterów. Liczyłam na to, że ta zasada utrzyma się także w drugim tomie serii i wcale się nie pomyliłam - wręcz przeciwnie - odniosłam wrażenie, że autorka poszła o krok dalej i dopracowała wszystko bardziej niż mogłabym przypuszczać.

To bardzo angażująca książka. Szczególnie dla tego, kto uważa sagi rodzinne za najlepszy gatunek. Bradfordowie to dynastia, która doskonale czuje się jako samozwańcza władza amerykańskiego Południa a to co siedzi w ich umysłach szokuje każdego. Autorka wykonała mnóstwo dobrej pracy przede wszystkim przy bohaterach, których nie można jednoznacznie określić jako tych dobrych czy złych. W ich umysłach rodzi się mnóstwo intryg, sekretów i decyzji, które wciąż mącą w fabule, wprowadzają nieoczekiwane zwroty akcji i angażują czytelnika w rozwój wydarzeń nim ten zdąży choćby się zastanowić czy ma odwagę wkroczyć do świata tej szatańskiej rodziny. Chociaż usilnie starałam się rozłożyć na czynniki pierwsze charakter każdego bohatera i dostrzec coś więcej poza pozorami jakie wokół siebie roztacza - wciąż czułam się zaskoczona ich decyzjami. 

Każdy kłamie, skrywa mroczne tajemnice i dysponuje toksyczna wiedzą - tak w skrócie można opisać członków tej rodziny. Nie ułatwia to policyjnego śledztwa, które wciąż zatacza co raz szersze kręgi a jednak nic nie przynosi odpowiedzi. Główne podejrzenie pada na Edwarda, najstarszego syna, który zatracając się w alkoholu i miłosnych perypetiach traci kontakt z rzeczywistością. Wówczas pojawia się ktoś, kto staje się centralnym punktem powieści - a jednak nie wiadomo czy przyniósł ze sobą rozwiązanie, czy tylko kolejne nierozwiązane tajemnice. Oto świat wykreowany przez Ward - dobitny, pokręcony, przepełniony ludzkimi namiętnościami i tragediami a przede wszystkim szczery i szokujący. 

Misternie nakreślone intrygi, wielowymiarowi bohaterowie i akcja, która ani na moment nie zwalnia tempa to znak rozpoznawczy cyklu o rodzinie Bradfordów. "Dola aniołów" kusi, intryguje i wabi do mrocznego świata ludzi pozbawionych zasad, w którym wszystko jest możliwe. Autorka spisała się na medal idealnie konstruując świat przedstawiony i budując fabułę, której akcja zaskakuje na każdym kroku. Mocna, dosadna i piekielnie pewna siebie - drugi tom udowodnił mi, że Ward nie zwalnia tempa a Bradfordowie mają jeszcze kilka sekretów w zapasie.

piątek, 15 września 2017

"Moja Lady Jane" Cynthia Hand, Jodi Meadows, Brodi Ashton

"Moja Lady Jane" Cynthia Hand, Jodi Meadows, Brodi Ashton, Tyt. oryg. My Lady Jane, Wyd. SQN, Str. 432

"Każdemu głupcowi wydaje się, że jest mędrcem, tymczasem tylko mędrzec wie, ze jest głupcem."

Kiedy trzy cenione autorki łączą się w trio i piszą wspólną książkę wiadomo, że będzie wybuchowo. Wlicza się w to również niekontrolowane wybuchy śmiechu i wybuchową fabułę, która w przypadku książki "Moja Lady Jane" po prostu rozkłada na łopatki.

Szesnastoletnia Jane jest kuzynką Edwarda, obecnego króla Anglii. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że choroba Edwarda zmusza go do wydania za mąż jego kuzynki. Jane pada ofiarą zaaranżowanego małżeństwa z Giffordem i może zaczęłaby się martwić, gdyby w międzyczasie nie wmieszała się w intrygę mającą na celu obalenie króla. Nieświadomie oczywiście. Pech chce, że jeden problem ciągnie za sobą drugi, więc w konsekwencji Jane zaplątuje się w naprawdę zawiłą nić intryg i wielkich nieporozumień. Jak wybrnie z całej tej, pokręconej sytuacji?

Fabuła tej książki to jeden wielki misz-masz, który jednocześnie wciąga na całego. Każdy ruch bohaterki to ciąg przyczynowo skutkowy, który prowadzi czytelnika w nieznanym kierunku. Powieść historyczna płynnie przechodziła w młodzieżową, by za moment wprowadzić zaskakujące elementy fantasy. Przyznaję, że autorki spisały się na medal, bo podobnej lektury jeszcze w swoich rękach nie miałam. Patrząc z góry mam poczucie, że jest to przecież książka oparta na prawdziwych historycznych wydarzeniach (Jane Grey żyła w rzeczywistości), zatem mogę śmiało Was zapewnić, że pośród perypetii głównej bohaterki i jej przyjaciół wyciągniecie kilka cennych faktów historycznych. Ale jednocześnie jest to książka niezwykle optymistyczna, trochę przygodowa a trochę komediowa, w której dosłownie wszystko jest możliwe.

Ciekawa fabuła to także przemyślany pomysł. Bohaterowie to wiarygodne i charyzmatyczne postacie, których nie sposób nie polubić a wydarzenia - wbrew pozorom - stanowią logiczną całość. Jednak to co zaskoczyło mnie najbardziej to radość jaka biła z każdej czytanej strony. Lekcja historii na wesoło w połączeniu z naprawdę ważnymi tematami to pomysł, który przypadnie do gustu każdemu. Kto by pomyślał, że walka o tron, dworskie intrygi i konflikt kościoła anglikańskiego z katolickim mogą tak sprawnie połączyć się z wartościami takimi jak miłość, przyjaźń i bezsprzeczne oddanie? W dodatku autorki wplotły w fabułę uzupełnienia, które okazały się idealnym komentarzem do czytanej treści.To najlepsza propozycja z aktualnych literackich nowości.

Jest w tej książce świeżość i blask, które wyróżniają ją na tle innych. Szczere poczucie humoru, brak schematów i dojrzałość połączona z młodzieńczą nieprzewidywalnością - oto przepis na historię zwartą na stronach "Moja Lady Jane". Inna niż wszystkie, niepowtarzalna oraz jedyna w swoim rodzaju. Każde pozytywne słowo wypowiedziane na temat tej książki ma w sobie ziarno prawdy, ale dopiero w połączeniu może oddać jej wartość. Jednak całą prawdę odkryjecie sami, kiedy zdecydujecie się na lekturę. A jest ona absolutnie warta każdego poświęconego jej czasu. Gorąco polecam!

czwartek, 14 września 2017

"Na gigancie" Peter May

"Na gigancie" Peter May, Tyt. oryg. Runaway, Wyd. Albatros, Str. 400

"Po chwili doznał przyprawiającego o mdłości poczucia deja vu""

Peter May to autor, którego twórczość jest mi bardzo dobrze znana. Niezawodny "Czarny dom" czy "Człowiek z wyspy Lewis" to książki, które wspominam niezwykle pozytywnie. Brytyjski autor odnalazł się w kryminałach, jednak "Na gigancie" osadził w ramach thrillera wymieszanego z nutą sensacji, który zmusił mnie do myślenia i zaangażował w lekturę bardziej niż mogłabym przypuszczać.

Akcja prowadzona dwutorowo to pomysł na mocne napięcie w fabule, które autorowi zdecydowanie udało się osiągnąć. Stopniując wydarzenia skłaniał moje szare komórki do wysiłku i podążaniu za fabułą która kusiła i obiecywała finał jakiego nie mogłam przewidzieć. Styl autora jest do tego stworzony - spokojny, zdystansowany, kreujący wiarygodnych i pełnowymiarowych bohaterów oraz z pomysłem na rozwój fabuły.

Pięciu nastolatków osadzonych w fabule jako główni bohaterowie przedstawili się czytelnikowi jako ci, przed którymi żadne wyzwanie nie jest straszne. Z głową pełną marzeń wyruszyli ku Wielkiej Brytanii, która miała być spełnieniem wszystkich obietnic. Muzycy marzący o karierze i sławie chcieli uciec od rutyny i przeciętności - w roku 1965 wszystko było przytłaczające i złe, a tylko Londyn okazał się dla jednego z przyjaciół, Jack'a Mackay'a wart porzucenia obecnego życia. Przekonał członków swojego zespołu na to, by podążyli z nim. Jednak pięć dekad później, dokładnie w roku 2015 Sześćdziesięciosiedmioletni Jack Mackay boi się spojrzeć wstecz. Wie, że powrót do wspomnień wiąże się z latami bólu i nieopisanego strachu, bo wciąż nękają go obrazy tego, co wydarzyło się przed pięćdziesięciu laty.

Autor zabawił się z czytelnikiem, rzucając go w wir przejmujących wydarzeń. Kto z nas nie marzył o porzuceniu obecnego życia i podążaniu za realizacją własnych marzeń? Pięciu nastolatków z marzeniami zrobiło ten krok w nieznane i zapłaciło za to niezwykle wysoką cenę, ponieważ to co w przeszłości wydawało się pogonią za własnym szczęściem i spełnieniem, dziś budzi pierwotny strach. Koszmar wydarzeń sprzed pięćdziesięciu lat budzi się w bohaterach i wpływa na ich obecne życie równie mocno co na samego czytelnika, który sam może dostrzec moment, w którym wszystko obrało zły kierunek dzięki dwutorowej akcji - z podziałem na rok 1965 oraz 2015. To przemyślany zabieg i bardzo trafiony, bo w połączeniu z obietnicą mrocznej prawdy kryjącej się za wydarzeniami stopniował we mnie to poczucie nieuchronnej tragedii.

To dobra książka i mocno angażująca czytelnika. Zbrodnia w tle dręczy poczuciem bezradności w stosunku do rozgrywanych wydarzeń i zmusza do biernego śledzenia potyczek bohaterów z prawdziwym życiem. Nie jest to takie łatwe, gdy czytelnik na całego zaangażowany w fabułę nie może spokojnie patrzeć jak marzenia zderzają się z murem ponurej rzeczywistości. "Na gigancie" skupia na sobie całą uwagę i trzyma w napięciu do ostatniej strony. To rewelacyjnie skrojony thriller, który wywołuje lęk przez wzgląd na prawdę kryjącą się w tak pieczołowicie skrywanej tajemnicy. Odważycie się wejść do świata marzeń tak okrutnie odebranych przed podstępny los?

środa, 13 września 2017

PREMIEROWO: "Szamańskie tango" Aneta Jadowska

"Szamańskie tango" Aneta Jadowska, Wyd. Fabryka Słów, Str. 415
PREMIERA: 13 września 2017r.

"I żadnego kopania w dupę demonicznych golemów."

Pozytywnie zaskoczona lekturą "Szamańskiego bluesa" czym prędzej zabrałam się do lektury drugiego tomu. Liczyłam na równie dobrą, o ile nie jeszcze lepszą zabawę z Witkacym i wszystkimi nadprzyrodzonymi istotami, które uwielbiają zachodzić mu za skórę. Nie pomyliłam się, drugi tom dostarczył mi wrażeń, o których szybko nie zapomnę. 

Witkacy to bezsprzecznie jedna z najbardziej pozytywnych postaci w polskiej literaturze fantasy. Nieograniczony zasadami, językiem czy podejściem do życia dyktuje własne warunki w sprawie. Autorka obdarzyła go wielką charyzmą, która jednocześnie nie irytuje, ale na pewno intryguje. Witkacy nie jest typem człowieka, który przytłacza swoją osobą - odzywa się tylko kiedy trzeba, ale kiedy to robi od razu zwraca na siebie uwagę wszystkich. Lubię takie postacie, bo wiem, że przy nich mam zagwarantowaną dobrą zabawę i ich wszędobylstwo doprowadzi mnie w nieznane zakamarki fabuły.

Tym razem sprawa nie jest prosta, bo Witkacy zaczyna życie ze swoją córką. Ma już szesnaście lat, ale to nie zwalania bohatera z nieprzespanych nocy i bezwzględnego strachu. Co prawda wraz z nią zagościła również względna stabilizacja, ale czy to faktycznie możliwe, gdy podopieczni w Zaświatach domagają się spłaty długu? Jednak gdy motywem przewodnim staje się podwójne morderstwo Witkacy zabiera swoją córkę na miejsce brutalnej zbrodni. W końcu jej wrażliwość na dychu i talent do wywąchiwania sekretów mogą pomóc w wyścigu zbrodni.

Podoba mi się motyw tej historii. Po części kryminał, po części sensacja oparte na mocnych fasadach powieści fantasy. W tle wciąż przemykają nadnaturalne istoty i złośliwe duchy mocno ingerujące w przebieg fabuły. Nie da się dzięki temu nudzić podczas poznawania kolejnych sekretów śledztwa a w połączeniu z nieszablonowym stylem autorki czytelnik może na własnej skórze odczuć realność rozgrywanych wydarzeń. Mimo zaangażowania do roli postaci fantastycznych sami bohaterowie wydają się ludzcy i realni a świat przedstawiony - możliwy do zaakceptowania. Wszystko wydaje się na swoim miejscu, co potwierdzają dopracowane w każdym calu detale. To ważne i zawsze cenię sobie takie zaangażowanie ze strony pisarza.

Seria dedykowana jest dla osób poszukujących mocnych wrażeń, odważnych i pewnych siebie. Bo taka właśnie jest ta książka - indywidualistka na tle innych jej podobnych. Mocny, dosadny język w połączeniu z niespotykanymi do tej pory postaciami to połączenie wybuchowe, ale jakże potrzebne jednocześnie. Durgi tom to kolejne pozytywne doświadczenie z polską fantastyką i mam szczerą nadzieję, że to jeszcze nie koniec podobnych wrażeń. Polecam!

wtorek, 12 września 2017

"Szamański blues" Aneta Jadowska

"Szamański blues" Aneta Jadowska, Wyd. Fabryka Słów, Str. 420

"Czasem, jeśli nie możesz zrobić nic mądrego, robisz to, co właściwe."

Nowa seria Anety Jadowskiej to wolna seria, a jednak połączona ze wcześniejszą bohaterem. Wcześniej przewinął się on już w cyklu o Dorze Wilka a dziś powraca jako pierwszoosobowa postać skupiająca na sobie całą uwagę czytelnika. Przyznaję, że wcześniejszej serii nie czytałam dlatego do tej podeszłam ze świeżym i otwartym umysłem. Obawiałam się, że mogą pojawić się w fabule nawiązania, których nie będę rozumiała, ale moje obawy były niepotrzebne, bo już od pierwszej strony zaintrygowała mnie świeżość historii i jej nietuzinkowość.

Witkacy, główny bohater powieści, to mężczyzna który żyje w świecie na krawędzi - duchy, zjawy i inne nietypowe stwory są na porządku dziennym. W dodatku dookoła wszędzie można wyczuć ingerencję magii. Czy można się nudzić w takim świecie? Bohater bez wątpienia doskonale się w nim odnajduje i nie narzeka na brak wrażeń, chociaż nie przeczuwa, że prawdziwe kłopoty dopiero przed nim. Gdy u progu jego drzwi pojawia się Konstancja - jego dawna ukochana, która prosi o pomoc w rozwiązaniu zagadki umierających dzieci, mężczyzna podejmuje wyzwanie. 

Brzmi intrygująco? Możecie mi wierzyć, że dobrej zabawy w tej książce nie brakuje. Pomysł na fabułę okazał się strzałem w dziesiątkę, bo połączenie życia realnego z magią i dość zaskakującym wizerunkiem duchów wciąga od pierwszej strony. Autorka wprawną rękę prowadzi czytelnika prze pokręcony świat pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, w którym tak naprawdę wszystkie jest możliwe. Kto by pomyślał, że za śmierć noworodków odpowiada kolejny podstępny duch? Dla czytelnika to zaskoczenie, jednak główny bohater nawet nie mrugnął gdy dowiedział się, że w sprawę zamieszane są kolejne nadnaturalne istoty. To właśnie najbardziej spodobało mi się w całej historii - każdy najdrobniejszy element miał tutaj swoje specjalne miejsce i całość idealnie do siebie pasowała.

Z fantastyką już zawsze będę miała nie po drodze, ale nie oznacza to, że nigdy nie będę sięgała po ten gatunek. Szczególnie w tak dobrym wydaniu. To podnosi mnie na duchu - gatunek, który nie jest moim lubionym ciągnie mnie do siebie i zachęca do kontynuacji serii. Bo jedno jest pewne: na pewno nie przepuszczę kolejnej porcji przygód z Witkacym, bo to bohater nie byle jaki. Trochę sarkastyczny, odrobinę cyniczny, indywidualista i inteligentny jak mało kto. Jednak Witkacy nie jest jedynym pozytywnym bohaterem. Dopracowane postacie to kolejny plus, bo mimo nierealności świata można się z nimi bardzo szybko utożsamić i polubić każdego z osobna. 

"Szamański blues" to faktycznie szamańska książka. Jest w niej kilka niesztampowych motywów, które kuszą świeżością i zapraszają do kontynuowania lektury. W dodatku tekst przepikowany jest grafikami nawiązującymi do rozgrywanych wydarzeń, które idealnie łączą się z klimatem fabuły. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona książką pani Anety i bez wątpienia sięgnę po drugi tom historii Witkacego. Takiej dobrej zabawy nie przepuszczę!

poniedziałek, 11 września 2017

"Popiół za popiół" Jenny Han, Siobhan Vivian

"Popiół za popiół" Jenny Han, Siobhan Vivian, Tyt. oryg. Ashes to Ashes, Wyd. Feeria, Str. 376

"W tym samym momencie do naszego stolika podbiegła Jamie. W dłoni trzymała pojedynczą czerwoną różyczkę.
– Lillia, w całym tym zamieszaniu zapomniałam, że mam jeszcze jeden kwiatek dla ciebie – oświadczyła, wręczając mi różę z liścikiem, i po chwili już jej nie było.
– Przeczytaj liścik! – domagała się Ash.
Spojrzenia wszystkich skierowały się na mnie. Niespiesznie otworzyłam maleńką czerwoną kopertkę. „Pierwszy raz w życiu kupiłem różę komuś innemu niż moja mama. Gratuluję, Cho”. Momentalnie zapłonęły mi policzki."

Jak to często bywa - na finał ciekawych serii czeka się najbardziej. Seria Ból za ból przypominająca mi pierwszym tomem odrobinę serial Pretty Little Liars wciągnęła mnie bardzo szybko i chociaż dedykowana jest dla młodzieży, całkiem dobrze się w niej odnalazłam i polubiłam główne bohaterki. 

Zwieńczeniem przygód Mary, Kat i Lili miała być ostatnia już tajemnica. Taka, która wzbudzi zachwyt i wielki szok jednocześnie. Dziewczyny połączyła chęć zemsty, która stała się motywem przewodnim tej serii. Miała im pozwolić na wyrównanie dawnych krzywd i tym samym ruszyć do przodu nie oglądając się już za siebie. Jednak życie nie zawsze jest takie proste a podstępny los ma swoje plany. Trzy dziewczyny trafiły w sam środek piekła na ziemi, skupiającego na nich całą swoją uwagę.

Na pierwszy rzut oka trylogia duetu Han i Vivian przypomina prostą powieść młodzieżową o nieszczególnie ciekawej serii. To złudne przekonanie, ponieważ już pierwsza część szybko wyprowadziła mnie z błędu pokazując na przykładzie niefortunnych wydarzeń trzech bohaterek wartości, które dostrzeże także dojrzały czytelnik. Podejmując nieprzemyślaną decyzję dziewczyny zdecydowały się zabawić w prywatną zemstę, która nikomu nie przysłużyła się w odejściu od wydarzeń z przeszłości. Wręcz przeciwnie, spotęgowała dawne bóle i problemu od których przecież każdy chciałby uciec jak najdalej. 

Autorki zbudowały niewątpliwie jeden z bardziej klimatycznych cyklów. To duży plus tej serii, ponieważ przez wszystkie trzy tomy czułam się przyciągana poprzez uczucie ciągłej niepewności i tajemnicy. Miałam świadomość, że za moment może ujawnić się prawda, która zmieni moje postrzeganie fabuły i co ważniejsze - bohaterek. To bardzo dobre posunięcie, ponieważ szybko zaangażowałam się w rozgrywane wydarzenia i podążałam tropem kłamstw oraz intryg zaskakująco plastycznych w rękach trzech różnych dziewczyn. Tutaj ujawnia się kolejny plus: bohaterki, które przez cały czas wodzą czytelnika za nos i pokazują się przed nim jako typowe nastolatki z problemami. Ale gdy przyglądasz się im bliżej dostrzegasz, że pod pozorami kryje się charyzma i zaciętość, która nie zawsze może stawiać głównego bohatera w pozytywnym świetle. Autorki posługują się plastycznym językiem i nic dziwnego, że stworzyły wielowymiarowe postacie, które w połączeniu z tajemnicą i przemyślaną fabułą wypadły intrygująco.

Zwykłą powieść dla młodzieży nabrała kształtów za sprawą mocnego nawiązania do prześladowania. Kompleks Boga odezwał się w bohaterach za sprawą chorego pomysłu i wyciągnął szereg konsekwencji, które doprowadziły mnie do miejsca w którym się znalazłam. Finał okazał się godny prowadzonej akcji i czuję się nim usatysfakcjonowana. Przyznaję - nie spodziewałam się, że tak szybko dam się wciągnąć w sam środek wojny Mary, Kat i Lili a dziś żałuję, że to już koniec. Dlatego polecam, bez względu na wiek - tym którzy szukają czegoś, gdzie prym wiedzie klimat sekretów a młodzieżowy świat wywraca się do góry nogami.

http://dadada.pl/popiol-za-popiol-tom-3-vivian-siobhan-han--jenny,p454065

niedziela, 10 września 2017

"Pocałunek Żelaza" Patricia Briggs

"Pocałunek Żelaza" Patricia Briggs, Tyt. oryg. Iron Kissed, Wyd. Fabryka Słów, Str. 405

"Niektórzy ludzie są jak schodzące sprężynki. Do niczego tak naprawdę się nie nadają, ale spuszczeni ze schodów, zawsze wywołują uśmiech."

Są serie, z którymi wiążą się same pozytywne wspomnienia. Patricia Briggs jest jedną z moich ulubionych pisarek jeśli chodzi o pomysł i w pełni wykorzystany potencjał, ale to co wiąże mnie z nią najbardziej to sentyment do fabuły, która kiedyś była moją ulubioną pośród wszystkich gatunków. Dawny paranormal wraca w odnowionej formie i cieszy fanów jak za dnia pierwszej premiery.

Ten kto zna Mercedes Thomson wie, że to bohaterka, która nieświadomie przyciąga same kłopoty. I zawsze próbuje z nich wyjść obronną ręką, ale nie zawsze się jej to udaje. To dziewczyna jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna i niezwykle oryginalna. Nie mogę napisać na jej temat choćby jednego słowa, bo jej nieskrępowane i sarkastyczne poczucie humoru idealnie wpasowało się w mój gust zdobywając z miejsca moją ogromną sympatię dla Mercedes. Tym razem dziewczyna naprawdę pokazała się od swojej najlepszej strony, gdy wpadła w tarapaty większe niż do tej pory.

Zee, przyjaciel Mercedes, prosi ją o przysługę. Tak to się zwykle zaczyna. W rezerwacie dla nieludzi dochodzi do morderstw a dziewczyna idealnie nadaje się do tego by porozglądać się po cichu i dowiedzieć co tak naprawdę się dzieje. Tylko jest jeden problem - w sprawę zamieszane są mroczne istoty, które nie lubią gdy ktoś ingeruje w ich problemy. Kim jednak byłaby główna bohaterka gdyby pozwoliła by to odstraszyło ją od zadania? Problemy i sprzeczne informacje kuszą ją i przyciągają do siebie mimo grożącego niebezpieczeństwa a wraz z rozwojem sytuacji przyjdzie jej zmierzyć się z drastycznym obrotem sprawy.

Patricia Briggs bez wątpienia miała wielki pomysł na swoją serię i w pełni go wykorzystała. Na początku nie byłam przekonana do serii i przyznaję - trzymałam się od niej z daleka, ale wznowienie przyciągnęło mnie do siebie i pozwoliłam sobie spróbować. Jak się okazało: przepadłam. To seria pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, napisana lekkim i bardzo przyjemnym językiem a nie rzadko zdarzało się, ze dialogi przywoływały u mnie wesoły uśmiech. Bardzo łatwo można zżyć się z bohaterami a z tomu na tom robi się co raz ciekawiej. I - to co według mnie jest najważniejsze - każdą część można czytać swobodnie bez znajomości wcześniejszych tomów. Owszem, spoiwem łączącym są tutaj bohaterowie, ale właściwie to wszystko, ponieważ każda nowa książka w serii to nowe, nieograniczone wcześniejszą fabułą przygody.

Autorka kreśli przed czytelnikiem bogaty świat paranormalnych istot, które łączy z człowiekiem charakter i natura. Nie ma dla Briggs tematów tabu, a wręcz przeciwnie - uwielbia ona poruszać to co do tej pory było przez wszystkich pomijane. Wstrząsa czytelnikiem (w tym tomie nie jeden raz czułam się bardzo zaskoczona) i budzi dużo skrajnych emocji: od uwielbienia po nienawiść. Nie zdradzę Wam jednak jakie emocje z kim się wiążą, bo tą przyjemność musicie odkryć sami. Gorąco i serdecznie - polecam!

sobota, 9 września 2017

"Różaniec" Rafał Kosik

"Różaniec" Rafał Kosik, Wyd. Powergraph, Str. 510

"Głęboko wierzę, że celem nadrzędnym g.A.I.a jest dobro ludzkości."

Pamiętacie młodzieżową serię Felix, Net i Nika? Osobiście znam ją doskonale, ale przyznaję otwarcie - na młodzieżowym cyklu poprzestałam i nawet nie pomyślałam, że autor mógłby pójść o krok dalej i napisać książkę dla dorosłego czytelnika. Popełniłam wielki błąd, bo jak się okazało Rafał Kosik ma rękę do kreowania każdego, możliwego świata i nieograniczoną wyobraźnię.

Jeśli lubicie połączenie gatunkowe "Różaniec" jest idealną propozycją. W tej powieści zaistniało wszystko, co może zainteresować czytelnika - elementy kryminału, thrillera, polityczne rozgrywki, powieść akcji, postapokaliptyczna wizja świata - połączone klamrą science fiction w najlepszym wydaniu. Nie sądziłam, że kiedyś to napiszę: ale w moim życiu pojawiła się książka, która absolutnie nie trafia w mój gust literacki a jednak zachwyciła mnie od pierwszej do ostatniej strony.

Dobra, mocna literatura to podstawa dla każdego wymagającego czytelnika. Sama stawiam na powieści lekkie i przyjemne, ale lubię sięgać czasami po pozycje bardziej wymagające. Tak też trafiłam na najnowszą książkę Rafała Kosika i jestem pewna, że na tej jednej lekturze nie poprzestanę. Szczególnie, że akcja nie rozgrywa się w świecie zupełnie mi nieznanym, ponieważ "Różaniec" otwiera drzwi Warszawy z przyszłości, która uległa oprogramowanej wersji. Służby Eliminacji panują nad spokojem w społeczeństwie, bo przy wysokim stanie Punktów Zagrożenia usuwają z pola widzenia tych, którzy na to zasługują. Tylko Harpad potrafi kontrolować stan PZ i nielegalnie monitorować ich posiadanie. To prowadzi do zagrożenia, które może okazać się tragiczne w skutkach.

Autor postawił na wielowątkowość, mnogość scen i bohaterów. Trzeba zaczytać się w jej książce by dostrzec wszystkie jej atuty, szczególnie że styl ułatwia czytelnikowi całą tą literacką podróż. Rafał Kosik pisze z lekkością i swobodą, które w podobnych książkach są rzadkością. Owszem, wciąż w powietrzu wisi ciężka akcja i przytłaczająca aura rozgrywanych wydarzeń, ale nawet laik w powyższym gatunku będzie mógł się tutaj odnaleźć.

Jestem przekonana, że wielu odwróci się plecami do tej książki i powie, że to nie ich klimat. Doskonale to rozumiem, bo sama byłam do niej uprzedzona. Postanowiłam jednak złamać swoje nastawienie i dać tej powieści szansę z czego bardzo się cieszę. Może nie poczułam się nawrócona do tego gatunku, ale na pewno autor zdobył moje duże uznanie za styl i wyobraźnię, a to dla mnie najważniejsze. Nie kończę przygody z książkami Rafała Kosika i Was również zachęcam do tego, by dać mu szansę w nowej (dla mnie) odsłonie. Dobra, błyskotliwa i bardzo przemyślana - dla fanów gatunku: perełka.

piątek, 8 września 2017

ZAPOWIEDŹ: "Małżeństwo doskonałe" Julia Quinn pod Patronatem ThievingBooks

"Małżeństwo doskonałe" Julia Quinn, Tyt. oryg, Wyd. Amber

POD PATRONATEM: ThievingBooks
PREMIERA: 26 września 2017r.

Cóż za szczęśliwy zbieg okoliczności!
Elizabeth Hotchkiss natrafi a w bibliotece na książkę pod obiecującym tytułem „Jak poślubić markiza”. Napisaną jakby specjalnie dla niej.
Bo Elizabeth musi wyjść bogato za mąż. Jako skromna dama do towarzystwa nie zdoła zapewnić przyszłości trójce rodzeństwa.
Drugim szczęśliwym trafem jest pojawienie się Jamesa Sidwella, zarządcy majątku chlebodawczyni Elizabeth. Ma on tajne zadanie: zdemaskować podły szantaż. Jego pierwszą podejrzaną staje się… Elizabeth.
A równocześnie James jest zaintrygowany piękną dziewczyną.
Szarmancko oferuje jej swą pomoc w znalezieniu męża. Proponuje, by praktykowała na nim zaczerpnięte z książki wskazówki. Lecz zbyt doskonała praktyka niesie zgoła nieoczekiwane niebezpieczeństwa.
Zwłaszcza że Elizabeth nie jest tym, kim się Jamesowi wydaje. A on nie jest tym, kim wydaje się jej...

Recenzja oraz konkurs (zapraszam do śledzenia FanPage bloga, gdzie pojawi się konkurs) bliżej premiery.

Zaintrygowani? Kto z Was ma ochotę na płomienny romans historyczny z błyskotliwymi dialogami i uroczymi bohaterkami? :)

czwartek, 7 września 2017

PRZEDPREMIEROWO: "Dzikie królestwo" Gin Phillips

"Dzikie królestwo" Gin Phillips, Tyt. oryg. Fierce Kongdom, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 306
PREMIERA: 25 września 2017r.

"Nigdy nie siedział, marząc. Działał."

Ten dzień miał być dokładnie taki sam jak poprzedni. Joan po raz kolejny wybrała się z czteroletnim synkiem do zoo, w którym Lincoln czuł się jak w domu i czekała aż wymyśli kolejne historie dla swoich plastikowych przyjaciół. Nie spodziewała się, że wraz z zamknięciem zoo przyjdzie jej zmierzyć się z prawdziwym koszmarem, który wywróci jej uporządkowane życie do góry nogami.

Gin Phillips postanowiła zaskoczyć swojego czytelnika. I muszę przyznać - naprawdę się jej to udało. Opierając swoją powieść na thrillerze wzbudza w czytającym skrajne emocje i mocno miesza w jego umyśle z każdą czytaną stroną. Opierając swoją historię na dusznej atmosferze niepewności i niemożności przewidzenia kolejnego kroku w rozgrywce na śmierć i życie zaangażowała również emocje rodzicielskie, które zostały przedstawione z każdej możliwej strony. Jak zachowałabym się na miejscu Joan? Nie mam pojęcia, bo podczas całej lektury wielokrotnie próbowałam stanąć za bohaterką i zmierzyć się z jej decyzjami, ale nie jest to łatwe, kiedy nie czuje się na karku oddechu pierwotnego zła.

Joan mając u boku czteroletniego syna musiała zrobić wszystko, by wyciągnąć ich z pułapki w jaką zamieniło się zoo, gdy dwójka nastolatków zamarzyła sobie urządzić polowanie. I to nie tylko na zwierzęta. Przyznaję, że sam pomysł na fabułę bardzo przypadł mi do gustu - nie pomyślałam, że rozległe zoo w jednej chwili może zmienić się w klaustrofobiczne miejsce w którym nie ma miejsca gwarantującego bezpieczeństwo. Wokół groźnych zwierząt, otoczona lękiem przed nieznanym i walcząc o bezpieczeństwo własnego dziecka Joan musiała zrobić wszystko, by mordercy ich nie usłyszeli. Ale jak to osiągnąć, gdy dziecko ma zaledwie kilka lat i nie do końca rozumie sytuację? Lincoln to marzyciel,chłopiec o wielkim umyśle, który ma nieograniczoną wyobraźnię przez co czuje potrzebę mówienia. Gdy czytałam o momentach wątpliwości Joan, która nie wiedziała co począć z sobą i dzieckiem, zastanawiałam się jednocześnie jak autorka wpadła na taki pomysł fabuły. Bo bez wątpienia okazał się on dla mnie trafiony - nie tylko sam motyw przewodni, ale przede wszystkim poboczne wątki, które dały mi dużo do myślenia.

Zaangażowałam się emocjonalnie bardziej niż przypuszczałam. Zasiadłam do lektury mrocznego thrillera z cechami kryminału a otrzymałam powieść pełną ukryć znaczeń i pierwotnych instynktów, w której tak naprawdę nie ma jednego konkretnego rozwiązania. Phillips zabrała mnie w podróż do umysłu bohaterki przerażonej całą sytuacją i przepełnionej miłością do syna a jednak odrobinę egoistyczną. Bez wątpienia otrzymałam jedną z lepszych analiz psychologicznych, która pochłonęła mnie bez reszty. Pośród bardzo dusznej, niemal przytłaczającej atmosfery niepewności tego co czai się za kolejnym zakrętem widziałam człowieka rozdartego i śmiertelnie przerażonego. Joan w obliczu prawdziwego zagrożenia zaczęła dostrzegać prawdę w sposobie swojego postępowania - a przede wszystkim to co jest w stanie zrobić dla drugiego człowieka w obliczu zagrożenia.

Zamknięci w zoo jak zwierzęta, rzuceni na pastwę psychicznie niezrównoważonego mordercy bohaterowie musieli zmierzyć się nie tylko ze śmiertelnym zagrożeniem, ale także swoją prawdziwą naturą. "Dzikie królestwo" to nie jest łatwa książka, ponieważ zadaje mnóstwo pytań, na których nie znajdziecie odpowiedzi w książka, ale wyłącznie we własnej głowie. A jednak przy tym niezwykle prawdziwa i wiarygodna, pozostawiająca w głowie czytelnika echo własnych decyzji. Utrzymana w niesamowitym klimacie pozbawia tchu, budzi pierwotny strach i wyciska łzy - to piękna historia a przy tym niezwykle przerażająca.

środa, 6 września 2017

PREMIEROWO: "Królik w lunaparku" Michał Biarda pod Patronatem ThievingBooks

"Królik w lunaparku" Michał Biarda, Wyd. Novae Res

POD PATRONATEM: ThievingBooks
PREMIERA: 6 września 2017r.

Jeśli lubicie nietypowe, odrobinę zaskakujące książki propozycja od Michała Biarda jest idealną lekturą dla Was. Gdy zabrałam się do lektury "Królika z lunaparku" nie byłam pewna na co mogę liczyć, ale już pierwsze strony przekonały mnie, że niezależnie od tego jaki kierunek obierze fabuła - na pewno będę dobrze się bawić.

Historia została zaklasyfikowana do powieści obyczajowych i właściwie mogę się z tym zgodzić, ale nie jest to jednoznaczny gatunek. Poprzez liczne nawiązania do fantastyki i wiszącą w powietrzu atmosferę niepewności możecie liczyć na gatunkowy misz-masz, który zapewni Wam niezapomniane wrażenia. Szczególnie, że autor wykazał się dużą pomysłowością w kreowaniu swojej historii.

Michał Biarda postawił przed czytelnikiem konkretne pytanie: jak to jest pamiętać wszystko od dnia swoich narodzin? Jak czuje się człowiek wszechwiedzący, pamiętający rzeczy której jeszcze nie zdążyły się wydarzyć? Główny bohater powieści, Paweł, niedługo postara się odnaleźć odpowiedzi na te pytania. Jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że w jego rękach leży siła, którą może wykorzystać do swoich celów. Wręcz przeciwnie, Paweł żyje w nieświadomości, chociaż jego ego podbudowuje fakt, że pamięta o wiele więcej niż inni. I być może piękna dziewczyna, która zdecydowała się być z tak zwyczajnym chłopakiem. Czy takie życie nie wydaje się idealne? Splot nieoczekiwanych wydarzeń bardzo szybko otworzy bohaterowi oczy na niespotykaną sytuację i postawi go w sytuacji której nikt się nie spodziewał. 

Bez wątpienia pomysł na książkę ma w sobie wykorzystany potencjał. Każdy kto zdecyduje się na lekturę dostrzeże, że w głębi fabuły kryje się znacznie więcej niż można dostrzec na pierwszy rzut oka. Nawiązania do licznych gatunków pokażą, że nierealność rozgrywanych scen czasami może więcej powiedzieć o prawdziwym życiu niż niejedna fabularno-obyczajowa powieść bez konkretnego przesłania. 

"Królik w lunaparku" to książka, którą należy przeczytać by osobiście dostrzec i docenić jej urok oraz formę. Lubię takie nietypowe historie i po raz kolejny powtórzę: świeżość w literaturze jest tym co nie pozwala odejść od dobrej historii. Uważam, że autor spisał się na medal i zaskoczył mnie pozytywnie wydarzeniami, które niezwykle realnie pokazały mi jak ulotne są chwile naszego życia. Czasami coś co jest dla nas oczywiste wcale takie nie jest przy bliższym spotkaniu, ale dostrzec tą sprzeczność możecie wyłącznie po lekturze powyższej powieści. Polecam!

wtorek, 5 września 2017

"Zachód słońca w Central Parku" Sarah Morgan

"Zachód słońca w Central Parku" Sarah Morgan, Tyt. oryg. Sunset in Central Park, Wyd. HarperCollins, Str. 336


"W sprawach miłości można na niej polegać. Przede wszystkim ona wierzy w wieczną, szczęśliwą miłość, a to pomaga."

Sarah Morgan zaistniała w świecie literackim jako autorka schematycznych harlequinów. Przyznaję, że przez to miałam trochę oporów w stosunku do jej powieści romantyczno-obyczajowej, ale już na pewno nie romansowej. Dlatego odpuściłam sobie pierwszy tom tej serii (książki łączą bohaterowie, ale śmiało można czytać je jako odrębne tomy) i dopiero przy premierze drugiego postanowiłam przełamać swoje uprzedzenia.

Okazało się, że autorka ma talent do pisania ciepłych, nieskomplikowanych powieści. Cykl Pozdrowienia z Nowego Jorku opisuje przygody młodych dziewczyn, dopiero wchodzących w dorosłe życie, które przeżywają własne problemy ukrywane pod maską pozytywnego nastawienia. To trochę tak, jakby połączyć New Adult z powieścią obyczajową - połączenie może na pierwszy rzut oka nie wydaje się słuszne, jednak będąc już po lekturze książki Morgan mogę śmiało napisać, że warte uwagi.

Główna bohaterka, Frankie to dziewczyna, która ma własne zasady. Konkretna i rzeczowa nie pozwala sobie angażować się w niepotrzebne emocje, dlatego romantyczne związki nie są dla niej. Jednak czy na pewno? Nikt nie wie co dzieje się w głowie dziewczyny do czasu, gdy sam czytelnik nie zaczyna przygody z lekturą. Okazuje się, że Frankie przeżywa znacznie więcej niż inni, tylko głęboko w sobie a to dla niej bardzo trudne. Jestem pewna, że gdyby nie trzecioosobowa narracja dziewczyna nie otworzyłaby się przed czytelnikiem na tyle, by ten mógł poznać jej prawdziwe oblicze. A jednak polubiłam ją oraz jej przyjaciół, którzy przedstawieni w pozytywnym świetle umilili mi czas spędzony z książką i cieszę się, że mogłam ich poznać.

Autorka postanowiła napisać książkę o problemach ludzi wchodzących w dorosłe życie, ale w stonowanym tonie. Problemem Frankie nie są rzutujące na psychikę tragedie a rozwód rodziców i złośliwość rówieśników - złe doświadczenia, ale możliwe do przełknięcia. To także zbudowało jej charakter - jako twardzielka imponuje i nie daje się złamać. Jednak to wyłącznie pozory, które z czasem zaczynają pękać i tutaj pokazuje się serdeczna przyjaźń wykreowana przez Morgan - pozwoliła by jej bohaterka została otoczona prawdziwymi przyjaciółmi, którzy naprawdę imponują swoim zaangażowaniem w sprawę. Jest też Matt - brat jednej z przyjaciółek Frankie, który zaskakuje swoją otwartością do dziewczyny i ujawnia własny sekret, który okazuje się jeszcze bardziej pogarszać sytuację głównej bohaterki.

Nieskomplikowana i sympatyczna - idealna lektura na lato. Sarah Morgan pokazała się z pozytywnej strony i lekką ręką nakreśliła przyjemną historię dla młodzieży. Bardzo chętnie cofnę się do pierwszego tomy, bo jeśli jest w nim tyle samo uroku co w "Zachodzie słońca w Central Parku" to chętnie to powtórzę. Nie dajcie się zwieść pozorom - jeśli lubicie książki pozytywnie zakręcone i nie zmuszające do myślenia a jednak dające radość - trafiliście idealnie.

poniedziałek, 4 września 2017

ZAPOWIEDŹ: "Moja hiszpańska przygoda" Isabelle Broom pod Patronatem ThievingBooks

"Moja hiszpańska przygoda" Isabelle Broom, Tyt. oryg. Then. Now. Always, Wyd. Amber, Str. 368

POD PATRONATEM: ThievingBooks
PREMIERA: 17 września 2017r.

Cudownie optymistyczna i bezwstydnie romantyczna opowieść wypełniona słońcem Hiszpanii i odrobiną tajemnicy.

Lato w Hiszpanii z mężczyzną, w którym jesteś zakochana...
Czyż można o czymś więcej marzyć?
Ale uważaj na marzenia, bo mogą się spełnić!

Hannah Hodges nie może uwierzyć w swoje szczęście: dostała propozycję, o której nie śniła. Razem z kolegami ma przez miesiąc kręcić lm dokumentalny w malowniczym andaluzyjskim miasteczku. Będzie mogła spędzać długie słoneczne dni z Theo, jej szefem (i wymarzonym facetem)!Jeśli tylko Tom (jej przyjaciel i kamerzysta) i Claudett e (prezenterka i kompletna wariatka) przestaną psuć jej szyki.
A potem wszystko się jeszcze bardziej komplikuje, kiedy zjawia się Nancy, przyrodnia siostra Hannah.
A cóż ona tu robi?
Czy choć raz w życiu Hannah nie może mieć jednego idealnego lata, bez żadnego dramatu.

Czytając tę powieść, poczujesz delikatnie muśnięcie słońca na twarzy, zapach morza i tęsknotę za miłością, beztroską i namiętnością. 

Recenzja oraz konkurs (zapraszam do śledzenia FanPage bloga, gdzie pojawi się konkurs) bliżej premiery.

Zaciekawieni? Kto z Was ma ochotę zapoznać się z tym tytułem? :)

niedziela, 3 września 2017

"Zerwij z nią!" Ewa Nowak

"Zerwij z nią!" Ewa Nowak, Wyd. Egmont, Str. 288

"Ty naprawdę uważasz, że kilka kwiatków coś zmieni?"

Książki Ewy Nowak to literatura kierowana do młodzieży. Z jej dorobku literackiego miałam przyjemność poznać "Nie do pary" oraz "Błahostka i kamyk" - książki opowiadające o typowych nastoletnich problemach (16+), w których kryje się urok młodości i pierwszych odważnych decyzji.

"Zerwij z nią!" to kolejna już, trzecia książka, która przyciągnęła mnie do siebie nie tylko nazwiskiem autorki, ale i opisem z okładki, chociaż w zasadzie odchodzę już powoli od czytania podobnych historii. Niestety nie młodnieję i podobne fabuły nie dają mi już tyle satysfakcji co kiedyś. Muszę jednak przyznać, że przeczytałam tą książkę z dużą przyjemnością i chociaż nie wywołała rewolucji w mojej głowie, nie żałuję poświęconego jej czasu. 

Powieść ponownie dotyka problemów nastoletnich bohaterów, którzy nie tylko pogubili się w swoim życiu, ale przede wszystkim musieli zmierzyć się z problemami swoich własnych rodzin. Na podstawie kontrastu autorka ulokowała bohaterkę (Emilkę) w niezwykle ambitnej rodzinie lekarzy, która dążyła do tego by córka była idealna w każdym calu. Z kolei bohater (Jacek) trafił do podzielonej rodziny, w której matka zapatrzona w ojczyma i nowego syna nie dostrzega problemów pierwszego syna a ojciec alkoholik mieszkający z babcią właściwie nie ma swojego zdania. Jedynie babcia chłopaka wykazuje emocje w tej książce i pokazuje, że można kochać bez zobowiązań. Przyznaję, że wstrząsnęła mną świadomość bezradności ze strony Jacka, który chciałby być szczerze kochany a jednak nie może otrzymać żadnych pozytywnych emocji od rodziny, która przecież zawsze powinna go wspierać. O Emilce nie dowiedziałam się zbyt wiele, bo wydarzenia krążyły przede wszystkim wokół ich kiełkującego uczucia i problemów rodzinnych Jacka, ale dostrzegłam pomiędzy wierszami, że i ona nie miała w domu kolorowo. Nic więc dziwnego, że na wpół dzieci, na wpół dorośli bohaterowie zaczęli poszukiwać własnej drogi szczęścia. A jednak naznaczonej głosami rodzin, które w tym przypadku powinny wstydzić się swoich wniosków.

Nie ukrywam, że książka wzbudziła we mnie kilka silnych emocji, szczególnie w momentach nawiązujących do rodziny Jacka. Ojczym zapatrzony w siebie i swojego małego synka zrobiłby wszystko by pozbyć się niechcianego chłopaka, jednak nie mówi tego głośno. Widać to jednak jak na dłoni, a mama, która powinna być przecież sojusznikiem i rozjemcom w takiej sprawie bierze stronę emocjonalnego tyrana, bo sama nie wie czego chce od życia. Ewa Nowak fantastycznie pokazała prawdę o życiu, które nas otacza. Czy podobne problemy rodzinne nie są na porządku dziennym? Rodzice Emilki z kolei, zapatrzeni w siebie i własne ambicje pchają dziewczynę ku realizacji własnych niespełnionych marzeń. Zapominają przy tym o szczęści własnego dziecka. To straszne jak dużą krzywdę można wyrządzić niewinnej istocie, której zabrania się podejmowania własnych decyzji i nauki na błędach. I chociaż to wstrząsający i szczerze przedstawiony temat nie mogę zapomnieć, że w tym wszystkim znalazło się również miejsce dla kiełkującego uczucia. Emilka i Jacek zapatrzeni w siebie robią wszystko by być razem, jednak czy to możliwe, kiedy słyszą wciąż za plecami, że ta druga połówka nie powinna być obecna w ich życiu?

Ewa Nowak podejmuje w swoich książkach trochę naiwne tematy i równie naiwnie o nich pisze, ale nie mogę jednak zapomnieć, że wpływa to na czytelnika emocjonalnie. Wiem to po swoim przykładzie, bo chociaż jak pisałam wcześniej nie jest to powieść kierowana do mnie, to zaangażowałam się w fabułę i nawet trochę pozłościłam się na kierunek fabuły. Jestem pewna, że książka w rękach trochę młodszego czytelnika zdobędzie spore uznanie, bo idealnie oddaje kategorie myślowe młodych dorosłych, którzy bardzo chcą zapomnieć, że przecież wciąż są jeszcze dziećmi.

sobota, 2 września 2017

PRZEDPREMIEROWO: "Trzy dni i jedno życie" Pierre Lemaitre

"Trzy dni i jedno życie" Pierre Lemaitre, Tyt. oryg. Trois jours et une vie, Wyd. Muza, Str. 288
PREMIERA: 27 września 2017r.

"-Coś ci dolega?
-Nie, wszystko w porządku."

Jak daleko sięgam pamięcią - nigdy nie miałam okazji zapoznać się z francuskim kryminałem. Byłam ciekawa klimatu i stylu, który przecież mógł okazać się zupełnie inny niż ten znany mi z popularnych, amerykańskich powieści. Znajdując pierwszą wolną chwilę zabrałam się za powieść Pierre Lemaitre, która mimo niewielkiej objętości skusiła mnie intrygującym opisem fabuły.

Przyznaję, że musiałam przez kilka pierwszych stron przypominać sobie, że to coś dla mnie zupełnie nowego. Zaskoczył mnie styl autora - niby płaski, jakby trochę nijaki a jednak tak kuszący, że nie mogłam przestać czytać. Przypominał mi trochę ten, którym pisze włoski autor Moccia, ale bardziej realny, jakby plastyczność w wykonaniu zagranicznych autorów nie była tak istotna jak mogłoby się wydawać, a mimo wszystko tekst i rozgrywane wydarzenia kuszą samym swoim znaczeniem.

Fabuła jest wstrząsająca, jak zawsze gdy w tragicznych okolicznościach ginie dziecko. Tym razem autor w wydarzenia wplątał niewinnego sześciolatka, który ginie tragicznie z rąk kilkunastoletniego chłopaka. To trudny temat, dla wielu wręcz traumatyczny gdzie sprawcą i ofiarą są dzieci nie do końca pojmujące wszystko co je otacza. Sam Lemaitre w bardzo obrazowy sposób ukazał ogrom tragedii jaka spadłą na niewielką francuską społeczność. Subtelnie ciężki, dający się we znaki klimat niepewności, sekretów i tajemniczych zbrodni wodzi czytelnika za nos i przyznaję - naprawdę przypadło mi to do gustu.

Pojawia się oczywiste pytanie - czy morderca faktycznie jest zamierzonym zbrodniarzem czy ofiarą tragicznego w skutkach wypadku? Śledząc jego poczynania nacechowane piętnem ostatnich wydarzeń widziałam targające chłopcem brutalne i sprzeczne emocje, które także na mnie zaczęły wywierać konkretny wpływ. Wbrew wszystkiemu zaczęłam dostrzegać w nim dziecko, które pogubiło się w świecie dorosłych. Każdy kolejny dzień zmienia się w trudną rozgrywkę między obawą przed konsekwencjami i wyrzutami sumienia, które nieustannie będą szeptać do ucha wszystkie niemożliwe do zrealizowania pokusy. 

Jestem pod sporym wrażeniem książki Pierre Lemaitre. Autor w swojej - bądź co bądź - krótkiej historii zawarł wszystko co istotne: wyjątkowy klimat małomiasteczkowej społeczności, która odwraca się plecami do zbrodni, marne poczynania policji, która nie bardzo wie co zrobić oraz demony zbrodni, szargające kimś, kto powinien pozostać czysty i niewinny. Przyznaję, że nie tylko z wielkim zaangażowaniem śledziłam rozwój fabuły, ale i emocjonalnie pozwoliłam się porwać, bo w pewnych momentach czułam nieoczekiwane wzruszenie. Warto poznać autora i warto sięgnąć po "Trzy dni i jedno życie" to książka jakich mało.

piątek, 1 września 2017

Wydaniwctwo Albaros zapowiada: wrzesień

CZŁOWIEK Z SANKT PETERSBURGA
Ken Follett 

13 września 2017

JEDEN Z NAJWAŻNIEJSZYCH THRILLERÓW SZPIEGOWSKICH XX WIEKU
ROK 1914. NAD EUROPĄ WISI GROŹBA WOJNY.
Na imię miał Feliks. Przybył do Londynu, aby popełnić morderstwo, które zmieni historię świata. Przeciwko niemu postawiono na nogi całą angielską policję, zaangażowano pewnego przebiegłego i wpływowego lorda, a także młodego Winstona Churchilla. Takie siły powstrzymałyby każdego – oprócz człowieka z Sankt Petersburga…


 
KLUCZ DO REBEKI
Ken Follett 

13 września 2017

Rok 1942. Generał Rommel i jego dywizje pancerne są na najlepszej drodze do zajęcia Kairu. Sukces w Afryce Północnej Niemcy zawdzięczają nie tylko taktycznej maestrii generała, lecz także informacjom wywiadowczym. Zwłaszcza tym, które pochodzą od agenta o kryptonimie Sfinks.

Alex Wolff, genialny i bezwzględny hitlerowski szpieg, przybywa do Kairu. Jego dawna przyjaciółka, piękna i zepsuta do szpiku kości tancerka, pomaga mu w zdobywaniu informacji o kluczowym znaczeniu.

Mike Vandam, stacjonujący w Kairze oficer brytyjskiego wywiadu wojskowego, jest przekonany, że w mieście pojawił się wrogi superszpieg. Niestety przełożeni nie podzielają jego opinii. Vandam mimo to postanawia go wytropić, mając u boku tylko młodą Żydówkę, której dotychczasowa profesja z wywiadem miała niewiele wspólnego. Kiedy Niemcy zajmują Tobruk, a niebo nad Kairem przesłania dym pośpiesznie palonych dokumentów, nikt nie przypuszcza, że losy wojny w Afryce będą zależały od wyniku konfrontacji dwóch zdesperowanych mężczyzn

SŁUP OGNIA
Ken Follett

13 września 2017

DŁUGO WYCZEKIWANA KONTYNUACJA NAJPOPULARNIEJSZEJ SAGI HISTORYCZNEJ KENA FOLLETTA OBEJMUJĄCEJ POWIEŚCI FILARY ZIEMI I ŚWIAT BEZ KOŃCA

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia 1557 roku. Młody Ned Willard wraca do rodzinnego domu stojącego w cieniu katedry Kingsbridge. Ani on, ani mieszkańcy miasta jeszcze nie wiedzą, że rok 1558 wywróci do góry nogami nie tylko ich życie, lecz także losy wszystkich Europejczyków, przynosząc zupełnie nową epokę w dziejach świata.

Książka podejmująca temat, w którym Follett czuje się najlepiej – szpiegostwa i działalności tajnych agentów. Tym razem w szesnastowiecznej Anglii za panowania królowej Elżbiety I! 

 
CISZA. KRONIKA ŻYCIA PEWNEGO MORDERCY
Thomas Raab 

13 września 2017

Karl Heidemann od dziecka cierpiał na nadwrażliwość słuchową. Już w brzuchu matki czuł się przytłoczony przez kakofonię otaczających go zewsząd dźwięków. Podczas swojej pierwszej wycieczki poza mury dźwiękoszczelnej piwnicy, w której spędzał dzieciństwo, stał się naocznym świadkiem samobójstwa matki. Zamiast szoku chłopiec odczuł emanujący od śmierci spokój oraz bezwzględną, niczym niezmąconą ciszę. To wczesne odkrycie dało początek niezdrowej fascynacji śmiercią i wszystkim, co z nią związane. Swoje badania nad procesem umierania Karl rozpoczął od zabijania chorych zwierząt, by następnie poszukać materiału do badań również wśród ludzi. Jego dwie pierwsze ofiary to ludzie odpowiedzialni za śmierć jego matki.

Portret mordercy z wyboru, który pod koniec życia wreszcie odnalazł spokój w murach klasztoru, by tam czekać na śmierć.

 
W GODZINIE ŚMIERCI
Peter James

27 września 2017

Z luksusowej rezydencji w Brighton zostają skradzione kosztowności warte miliony funtów. Prowadzący śledztwo detektyw Roy Grace szybko ustala, że jedno ze skradzionych precjozów stanowiło bezcenną pamiątkę. Wpływowa familia zrobi wszystko, by odzyskać własność zamordowanej seniorki rodu. Detektyw Grace ściga się z czasem, a tropy wiodą go do mrocznego świata handlarzy dziełami sztuki. Jednak Brighton to dopiero początek, sprawa znajdzie finał w Nowym Jorku, gdzie przed stu laty popełniono brutalne morderstwo.

9. tom bestsellerowego cyklu kryminalnego Petera Jamesa z detektywem Royem Grace’em.

 
WE DWOJE
Nicholas Sparks

27 września 2017

32-letni Russell Green ma wszystko: wspaniałą żonę, uroczą 6-letnią córkę, prestiżową posadę dyrektora reklamy w dużej firmie oraz wygodny dom w Charlotte. Jego życie przypomina piękny sen, a szczęście skupia się wokół jego miłości, Vivian. Ale na lśniącej powierzchni idealnej bańki mydlanej zaczynają pojawiać się rysy… Ku rozpaczy i zaskoczeniu Russa, jego życie niespodziewanie wywraca się do góry nogami. W ciągu kilku miesięcy traci żonę i pracę. Musi zająć się córką i zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Przyjdzie mu zmierzyć się z nieznanym, pokonać własne słabości, sięgnąć po umiejętności, z których nigdy nie korzystał. Czeka go wielki emocjonalny test, ale też… niespodziewana nagroda. 

 
SCHRONIENIE
Harlan Coben

29 września 2017

Księga I trylogii z Mickeyem Bolitarem
Bratankiem Myrona Bolitara

Mickey próbuje rozwiązać zagadkę śmierci ojca

PODEJRZANY WYPADEK
ZMOWA MILCZENIA
TAJEMNICZE ZAGINIĘCIE
Mickey Bolitar, nastoletni bratanek detektywa Myrona Bolitara, ma za sobą traumatyczne przeżycia. Na jego oczach zginął ojciec. Matka trafiła na odwyk. A on sam musi zmienić szkołę i zamieszkać z nielubianym wujem.

Okazuje się jednak, że Mickey i Myron mają ze sobą wiele wspólnego. Zamiłowanie do zagadek i… nieodpowiednich dziewczyn. Takich, które znikają bez ostrzeżenia – jak Ashley, pozornie skromna nastolatka, która najwyraźniej nie była tym, za kogo się podawała.

Mickey rozpoczyna śledztwo. I spotyka samotną staruszkę, która wypowiada do niego tylko kilka słów: „Twój ojciec nie umarł, nadal żyje”. Bełkot wariatki…?


***

Które z powieści Was zainteresowały? Znaleźliście coś dla siebie? :) Osobiście już nie mogę się doczekać najnowszego Cobena!

czwartek, 31 sierpnia 2017

"Przeszłość" Tessa Hadley

"Przeszłość" Tessa Hadley, Tyt. oryg. The Past, Wyd. W.A.B, Str. 352

"Czytanie przynosiło pociechę, kiedy z góry wiedziało się o wszystko, co się wydarzy."

Szukacie książki idealnej do duetu z kubkiem gorącej herbaty? Powieści pełnej emocji, przejmującej, która wciąga i zapada w pamięć? Z subtelnym klimatem niepewności, rodzinnymi sekretami i pod złudnymi pozorami Tessa Hadley nakreśliła historię rodziny, która nigdy nie spodziewała się, że jej prawdziwe oblicze ujrzy światło dnia. 

Zazwyczaj nie czytam historii, których fabuła prowadzona jest w powolny, delikatny sposób ukazujący na pierwszym planie poszczególne szczegóły. Także w przypadku tej książki miałam obiekcje czy to na pewno książka dla mnie, ale postanowiłam zaryzykować, bo przeczytałam kiedyś, że autorka potrafi wzbudzić w czytelniku wiele emocji. Nie mogę oprzeć się takim stwierdzeniom, bo niezależnie od tempa akcji muszę czuć, że bohaterowie są mi w pewien sposób bliscy a ich życie odbija się w mojej głowie w postaci mnóstwa uczuć. 

Historia opowiada o rodzinie, której życie nie potoczyło się zgodnie z ich oczekiwaniami. Autorka pokazała tragiczny w swojej odsłonie obraz teraźniejszości, która okrutnie upomniała się o obietnice z przeszłości. Rodzeństwo w spotkaniu po latach postanawia spędzić wspólnie urlop na angielskiej wsi. Tylko rodzina ma wstęp do odziedziczonego po dziadku domku. Wraz z nimi pojawiają się wspomnienia, bolesne obrazy z przeszłości, które wpływają na rodzeństwo w równym stopniu co na czytelnika: czułam na własnej skórze gęstniejącą ze strony na stronę atmosferę, wiszące w powietrzu emocje i z niemałym zaciekawieniem śledziłam rozwój wydarzeń.

Autorka zaskoczyła mnie pomysłem na historię. Niby nic, zwykła lektura na lato, w której na pierwszy rzut oka nic się nie dzieje - a jednak ciekawi i aż sama się prosi by kontynuować lekturę w nadziei na szybkie rozwiązanie rodzinnych rozterek. To przykład książki, w której nie akcja się liczy a targające bohaterami emocje. Gdybym była mniej uważnym czytelnikiem mogłabym odłożyć lekturę i nigdy do niej nie wracać: kierując się pozorami widziałabym tylko proste wydarzenia i nieciekawą fabułę. A jednak to bohaterowie nadają tej książce wyrazistości - intrygujący, zawieszeni między obecnymi wydarzeniami a wspomnieniami z przeszłości, wykreowani przez autorkę w niezwykle rzeczywisty, namacalny sposób. To dzięki czwórce rodzeństwa książka zmienia swoje oblicze z prostej lektury w skomplikowany obraz rodzinnych problemów. A one zawsze kuszą najbardziej.

Lubię kiedy książki pozytywnie mnie zaskakują, dlatego Tessa Hadley zdobywa moje uznanie. Dobrze napisana, przemyślana historia rodziny w której mroki przeszłości wysuwają się na pierwszy plan i mieszają w głowie czytelnika. Można na chwilę zapomnieć o całym świecie, gdy podobna historia wkracza do naszego czytelniczego świata. Polecam - fanom historii obyczajowych i rodzinnych tragedii, tym którzy nie boją się powolnej fabuły i otwartym na nowe, nietypowe historie.

środa, 30 sierpnia 2017

"Dzień czwarty" Sarah Lotz

"Dzień czwarty" Sarah Lotz, Tyt. oryg. Day Four, Wyd. Akurat, Str. 416

"Jeśli zrobią to prawidłowo, po prostu znikną bez śladu."

Wycieczkowiec "Piękny Marzyciel" czwartego dnia swojego rejsu obarcza pasażerów awarią na środku Oceanu Atlantyckiego. Załoga traci kontakt ze światem zewnętrznym i wydaje się, że nikt nie może w tej sprawie pomóc. A co najgorsze - pasażerowie statku mają swoje demony. W tej sytuacji całą uwagę skupia na sobie Celine del Ray, kobieta podająca się za medium, której zachowanie budzi mnóstwo pytań. Jej asystentka, Madeleine Gardner zaczyna drążyć temat i próbuje działać na własną rękę. Tylko czy kobieta jest w stanie odwrócić bieg wydarzeń czy tylko wszystko pogorszy?

Po spektakularnej fabule książki "Troje" nadszedł czas na "Dzień czwarty" - historię, która według mnie jest jeszcze lepsza. Z tego co zdołałam zauważyć obie historie interpretowane są jako seria, ale nie uważam, by trzeba było je ze sobą łączyć. Owszem, w "Dniu czwartym" zaznajomiony ze wcześniejszą książką czytelnik odnajdzie mniej lub bardziej sugestywne łączenia, ale śmiało można czytać te dwie książki oddzielnie i nikt na tym nie straci. Najnowsza książka Lotz nie jest również podobna do poprzedniczki pod względem narracji - nie ma tego mieszania stylów i przekładania form, tutaj jest to bardziej ustabilizowane, z niemal w pełni utrzymaną formą standardowej narracji fabularnej.

Fabuła skusi czytelnika, który lubi klimat tajemnicy, niepewności i nawet subtelną dawkę grozy. Autorka tworząc literacki misz-masz pokusiła się wpleść do fabuły wszystko co możliwe, by utrzymać poziom poprzedniej historii i na nowo wzbudzić w czytelniku całą masę pytań. Na pierwszy rzut oka dałam się porwać złudnej opinii, że tym razem rozgryzienie zagadki okaże się znacznie łatwiejsze. Jednak nic nie jest w tej książce takie, na jakie wygląda. Narracja rozdysponowana na kilku członków wycieczkowca miesza czytelnikowi w głowie, bo każdy ma coś do powiedzenia, ale sam czytelnik nie jest do końca pewien czy to faktycznie prawda, czy jedynie wymysł osoby, która nie do końca rozumie całą sytuację. 

Nie chcę porównywać tej lektury do "Troje", bo chociaż obie historie oczarowały mnie w równym stopniu, to uważam że powinny być widziane z perspektywy dwóch różnych książek. Są połączenia, które owszem, wskazują na zażyłość tych dwóch lektur, ale "Dzień czwarty" ma inną zagadkę w tle i to nadaje lekturze odrębność. Tutaj, w obliczu konkretnego zagrożenia pasażerowie statku gromadzą się wokół jednej osoby, która utrzymując status medium rośnie w oczach poszkodowanych do rangi tego, kto wyprowadzi ich z sytuacji grozy. W podświadomości czytelnika od razu rodzi się pytanie, czy to możliwe, by w obliczu realnego zagrożenia ludzie skierowali swoją uwagę w stronę paranormalnych działań, ale Sarah Lotz tak skrupulatnie manipuluje fabułą, że rozwiązanie wydarzeń w pełni satysfakcjonuje.

Uwielbiam takie książki: intrygujące, błyskotliwe, jedyne w swoim rodzaju. To kolejna lektura Sarah Lotz przy której absolutnie nie można się nudzić! Uważam, że czytelnicy potrzebują takich świeżości, oddechu od schematów i powielanych motywów, bo "Dzień czwarty" to świeżynka w świecie kryminałów, thrillerów czy książek grozy. Czyta się jednym tchem a fabuła angażuje wszystkie zmysły. Naprawdę szczerze polecam!