czwartek, 22 czerwca 2017

"MMA Fighter. Szansa" Vi Keeland

"MMA Fighter. Szansa" Vi Keeland, Tyt. oryg. Worth the Chance, Wyd. Kobiece, Str. 367

"Na szczęście nie nawiedzają mnie już wizje historii, którą muszę opisać."

Vi Keeland powróciła z drugą częścią serii o zawodnikach MMA - śmiało można czytać ją bez znajomości poprzedniego tomu, bo to jedna z tych historii która z tomu na tom opowiada o przygodach innych bohaterów.

Tym razem na pierwszoplanowe role autorka wytypowała Olivię i Vince'a, którzy chyba nie mogliby być bardziej od siebie odlegli. Ona - dziennikarka z krwi i kości , która realizuje się zawodowo i nie ma ochoty na związki z nieodpowiedzialnymi mężczyznami. On - rasowy sportowiec, dla którego najbardziej liczy się adrenalina. W żyłach buzuje mu krew przed każdym wejściem na ring. A jednak przekorny los pcha ich w swojej objęcia w najmniej oczekiwanym momencie. W dodatku poznali się już siedem lat wcześniej, a żadne z nich nie wspomina tego spotkania dobrze. Czy upływ czasu może zmienić niechęć pomiędzy nimi w płomienne uczucie?

Autorka zasmakowała w gatunku powieści erotycznych i na jej motywach przewodnich oparła swoją serię. Przyznaję, że jest ona w pewien sposób schematyczna, bo wciąż uparcie bazuje na utartych już schematach: nikt nie chce miłości, która i tak bardzo szybko odnajduje drogę do ich lodowych serc burząc mury i rzucając bohaterów w ramiona płomiennej miłości. Tylko czy właśnie nie za te schematy lubimy tą serię? Myślę, że trudno jest wymyślić coś świeżego w momencie, gdy wszystkie pomysły zostały już wykorzystane. Keeland podążyła śladami sportu porzucając wizerunek bogatego milionera na rzecz oddanego pasji mężczyzny naznaczonego problemami z przeszłości. Tu też robi się ciekawie, bo Vince nie jest tylko typowym macho szukającym poklasku, ale i człowiekiem naznaczonym piętnem problemów z którymi przyjdzie się zmierzyć Olivii. 

Mieszanie erotyki z motywem new adult to pomysł, który od jakiegoś czasu króluje wśród podobnych powieści. Czy się sprawdza? Wszystko zależy od tego kto zabiera się do pisania, ale to chyba problem wszystkich gatunków - dobry pisarz jest w stanie wymyślić coś z niczego, a zły... No właśnie, zły niewiele potrafi. Vi Keeland na całe szczęście odnalazła się gdzieś pośrodku, bo choć nie uważam, ją za wybitną pisarkę to lubię jej książki i dostrzegam w nich pewien potencjał. Tym bardziej, że jej seria zyskała trochę w moich oczach, bo drugi tom okazał się znacznie lepszy od pierwszego. Perypetie miłosne Olivii i Vince'a okazały się nie tylko ciekawsze, ale i bardziej dopracowane, warte uwagi, gdzie nie tylko płomienny romans królował w fabule, ale i inne, pomniejsze wątki na których warto było zwrócić uwagę.

"Szansa" to warta uwagi kontynuacja, choć obawiam się, że zginie w tłumie jej podobnych. Nie wyróżnia się niczym szczególnym co jest niestety jej kluczowym minusem, ale są też atuty o których warto pamiętać. Historia jest ciekawa i dopracowana, bohaterów można łatwo polubić a fabuła została wzbogacona o trudne wydarzenia z przeszłości. Delikatnie nakreślony sekret dodał historii uroku i dzięki temu pojawiło się też sporo emocji. A jeśli łączy się je z płomienną miłością - cóż - wówczas dzieją się rzeczy warte uwagi. Lektura idealna na lato, której śmiało można poświęcić całą uwagę w upalne popołudnie. Skusicie się zatem?


środa, 21 czerwca 2017

"Dziewczyna z nagietkowym szalem" Susan Meissner

"Dziewczyna z nagietkowym szalem" Susan Meissner, Tyt. oryg.A Fall od Marigolds, Wyd. Kobiece, Str. 368

"Wszystko co piękne, ma do opowiedzenia swoją historię."

Kiedyś trzymałam się z daleka od typowo kobiecych książek. Byłam przekonana, że to nijakie czytadła, które nie dostarczą mi żadnej przyjemności z lektury. Dzisiaj mam nauczkę, bo wiem, że przez swoje uprzedzenia na pewno straciłam kilka dobrych powieści. Dlatego dziś nie oceniam, tylko wybieram wszystkie potencjalnie ciekawe lektury i dopiero po przeczytaniu decyduję czy były złe, czy też nie. Tak trafiłam na piękną historię "Cytrynowy sad" czy też obecną "Dziewczynę z nagietkowym szalem".

Powieść rozpoczyna przygodę dwóch kobiet, która okazała się dla mnie wyjątkową i pouczającą historią. Jestem pewna, że długo o niej nie zapomnę, bo choćbym nawet chciała doszukać się minusów tej lektury - nie znalazłam ich. Dopracowani bohaterowie, przygoda na przestrzeni stu lat i ponadczasowe prawdy to motywy przewodnie tej wyjątkowej lektury od której po prostu nie sposób się oderwać.

Fabuła rozpoczyna się w roku 1911, kiedy to Clara, młodziutka pielęgniarka traci w wyniku pożaru swojego ukochanego Edwarda. By zapomnieć o tragedii oddaje się pracy i nowo poznanym osobom - pracuje przy pomocy imigrantom i tam też poznaje tajemniczego mężczyznę cierpiącego z powodu straty żony. Łączy ich ból, ale i pewna tajemnica mocno namąci w ich życiu, kiedy uwagę Clary przykuje nagietkowy szal, a tuż po tym - pewne dokumenty, które okażą się przełomem w ich życiu. Tuż po tych wydarzeniach przechodzimy do roku 2011 i poznajemy Taryn, kobietę tęskniącą za mężem, który zginął już 10 lat temu. Pech chciał, że padł ofiarą ataku na World Trace Center, a strata dla kobiety była tak szybka i drastyczna, że do dziś nie potrafi się z nią pogodzić. Jednak jest też tajemniczy mężczyzna, który uratował jej wtedy życie. Dziś na nowo przypomina sobie jego osobę, bo niedługo odegra on w jej życiu ponownie kluczowe znaczenie.

Jak widzicie powieść mocno osadzona w realiach tragedii i utraconej miłości na pierwszy rzut oka powinna być smutną historią przepełnioną bólem i stratą. W rzeczywistości wcale się tego nie odczuwa, bo jest w tym też dużo nadziei pozwalającej wierzyć, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Autorka doskonale radzi sobie w żonglowaniu emocjami i plastycznie przedstawić czytelnikowi wszelkie prawdy na temat życia - poczucie winy, tęsknotę czy samą niespełnioną miłość, która zdecydowanie zbyt szybko została przerwana. Jak odnaleźć się w życiu, kiedy został nam brutalnie odebrany jego sens? Czy można iść samemu przez życie, skoro zawsze robiło się to w duecie? Czy miłość warunkuje dalsze szczęście? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie podczas lektury i dostrzeżecie poprzez losy głównych bohaterek jak wielka jest potęga kobiet i jak wiele dają one od siebie.

Nagietkowy szal odegrał w tej powieści kluczową rolę, ale nie zdradzę Wam jego znaczenia. Musicie poznać je samemu i wówczas - możecie mi wierzyć - zrozumiecie całą magię tej historii. Susan Meissner napisała piękną historię o sile kobiet i o niespełnionych uczuciach, które kiedyś mogą odrodzić się na nowo, jeśli tylko odpowiednio o nie zadbamy. Pełna tajemnic, ciekawych zwrotów akcji i wyrzeczeń powieść wzruszająca i intrygująca. Zdecydowanie nie zasługuje na miano zwykłego kobiecego czytadła - jest w niej głębia i mądrość, obok których nie można przejść obojętnie. Polecam!

wtorek, 20 czerwca 2017

"Akademia Pennyroyal. Cienie kadetek" M.A. Larson

"Akademia Pennyroyal. Cienie kadetek" M.A. Larson, Tyt. oryg. The Shadow Cadets of Pennyroyal Academy, Wyd. Mamania, Str. 368

"- Tak mi przykro - powiedziała. - Takie życie..."

Evie, główna bohaterka cyklu Larsona udowodniła wszystkim swoją siłę i odwagę. Dzięki tamu przyjęto ją do elitarnego grona uczniów Akademi Pennyroyal, w której będzie mogła pobierać niezbędną naukę. Jeszcze do niedawna nikt nie chciał mieć z dziewczyną nic wspólnego, teraz - wszyscy chcieliby się z nią przyjaźnić. Tylko czy takie znajomości wpłyną dobrze na dziewczynę?

Rzesze nowych uczniów wypełniły mury Akademii po spektakularnym zwycięstwie Evie. Dziewczyna wychowywana przez smoki musiała zmierzyć się z wiedźmami, by móc odnaleźć swoje miejsce pośród szkolonych księżniczek. Nikt nie dawał jej szans na wygarną - a jednak osiągnęła zamierzony cel. Tylko co teraz? Dziewczyna jest już na drugim roku, ale to jedynie złudna chwila bezczynności, bo w powietrzu już wisi kolejna przygoda.

Seria M.A. Larsona to wielka przygoda, wymieszana z pędzącą akcją i czarodziejskimi zwrotami akcji. Nie da się przy tej książce nudzić, niezależnie od wieku czytelnika. Przewracając każdą kolejną stronę zastanawiałam się jak to jest, że mimo mojego dorosłego już wieku zachwycam się przygodami fantastycznymi w krainie wiedź i księżniczek. Czyżby właśnie te drugie tak pozytywnie na mnie wpływały? Nie jestem pewna, bo okazało się, że księżniczki, które znaliśmy do tej pory wcale nie są takie urocze i dostojne. Choćby teraz, na oczach Evie napadają na bezbronną kobietę i nikt nie interweniuje. Bo niestety nikt nie wierzy dziewczynie. A przecież prawda jest zawsze mile widziana, czyż nie tak?  Humor w tej powieści subtelnie otula czytelnika i nie pozwala mu opuścić fabuły do samego końca, ale tak naprawdę to przepełniona przygodami akcja jest tutaj największym atutem.

Autor zebrał w jedno podstawowe wartości - przyjaźń, która ujawnia się w najmniej spodziewanych momentach. Walkę dobra ze złem, gdzie zło wyraźnie wytycza nam granice. Szczęście w nieszczęściu, gdy przychodzi walczyć z kolejnymi problemami. To sprawia, że książka jest ciekawa i niezwykle wiarygodna, choć przecież akcja rozgrywa się na przestrzeni magicznego świata. A jednak czarownice, pokręcone księżniczki, smoki i inne stwory towarzyszyły nam od zawsze. Może właśnie te stworzenia stawiają książkę w pozytywnym świetle?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, bo pozytywnych elementów w tej powieści jest całe mnóstwo. Kontynuacja to lektura doskonale pasująca do pierwszego tomu - tyle samo dobrych przygód i wyjątkowych bohaterów. Nie spodziewałam się, że z zapartym tchem będę śledziła kolejną przygodę Evie, a właśnie tak się stało - trzymałam za nią kciuki do samego końca. To bardzo pomysłowa i dobrze napisana historia, od której mogliby się uczyć niejedni pisarze fantasy. Polecam!

"Płomienna miłość" Meredith Wild

"Płomienna miłość" Meredith Wild, Tyt. oryg. Into the Fire, Wyd. Burda Książki, Str. 300

"- Chyba nie chcesz...? [...]
- Chcę wszystkiego."

"Płomienna miłość" to kontynuacja serii, która pozwala czytać poszczególne tomy bez znajomości poprzednich części. Choć w pewien sposób połączona - opowiada odrębne historie.

Wcześniejsza część opowiadała historię Camerona i Mai. Teraz poznałam opowieść Darrena, brata Cama i Vanessy, przyjaciółki Mai. I choć chciałabym napisać, że autorka widocznie ewoluowała w swojej twórczości nie będę Was oszukiwać. Kontynuacja trzyma dokładnie ten sam poziom co pierwsza część, czyli dobra historia ale bez fajerwerków.

Zmieniła się tylko zasada charakterów. Tym razem to męska postać, czyli Darren okazał się czołowym bohaterem - męski łamacz kobiecych serc, który nie cofnie się przed żadnym wybrykiem który umożliwi mu zdobycie serca kolejnej wybranki. Bez oceniania i gdybania nad jego charakterem napiszę tylko jedno - ciekawy charakter i dobra kreacja, ale dopiero w drugiej połowie książki zobaczyłam w nim coś więcej pod fasadą sporej dawki egoizmu. Z kolei Vanessa to bohaterka trochę stłamszona przez Darrena. Zapatrzona w swoją pracę nie widzi nic poza nią, a kiedy trzeba odpocząć - ona po prostu nie potrafi. Można to zrozumieć, ale czy chcemy czytać o takich bohaterkach w powieściach o miłości? Według mnie jej postać jest zbyt nijaka w porównaniu z przebojową osobowością głównego bohatera i przez to na początku nie do końca widziałam ich w duecie.

Prawda jest jednak taka, że Meredith Wild nie jest wybitną autorką. Pisze ciekawie i nawet wciąga w swoje fabuły, ma lekki styl i swobodnie tworzy nowych bohaterów, ale na tym jej atuty się kończą. Nie zaskoczyła mnie w kontynuacji niczym nowym. Jednak poza burzliwym wątkiem romantycznym pojawiło się coś nowego - sceny erotyczne, które we wcześniejszym tomie nie rzucały się tak w oczy. Teraz nie byłam do końca pewna czy czytam powieść dla dorosłych czy może jednak obyczajówkę z dużą dawką miłosnych emocji. Nie chodzi jednak o to, że książka sama w sobie była zła - właściwie przeczytałam ją jednego dnia, nie żałuję też poświęconego jej czasu. Po prostu liczyłam na coś więcej, jakiś wybuch emocji, który skutecznie zapadłby mi w pamięć.

Nie mogę zapomnieć, że autorka prowadzi akcję swoich powieści ciekawie i tworzy przyjaznych bohaterów. Jej książki to typowe historie miłosne, mniej lub bardziej nacechowane dawką uniesień. Według mnie można czytać je w przerwach między bardziej wartościowymi lekturami, ale nie chcę odbierać też autorce talentu czy umniejszać jej zaangażowania - wiem, że dużo od siebie dała dla swojej serii i to widać. Tylko gdyby wrzucić do fabuły jeden poważniejszy czy bardziej wartościowy wątek myślę, że całość prezentowałaby się ładniej. Teraz otrzymałam książkę o miłości dwóch pokręconych światów - a co będzie w trzecim tomie? Na pewno zaryzykuję i sprawdzę.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Konkurs: "Powiem Ci, kim jesteś" - pod patronatem Thievingbooks

Moi Mili,
mam dla Was konkurs w którym do wygrania powieść Danuty Pytlak "Powiem Ci, kim jesteś". Autorka - przesympatyczna - napisała bardzo intrygującą powieść z tematem na czasie.
Nie zwlekajcie, jest o co walczyć! :)


ZADANIE KONKURSOWE:
Napisz w komentarzu pod postem odpowiedź na pytanie: W pracy zawodowej kierujesz się sercem czy rozumem?



POWIEM CI, KIM JESTEŚ 
Danuta Pytlak

Podczas wyjazdu integracyjnego Adam, nowy pracownik stołecznego banku, wchodzi w ostry konflikt z jednym z kolegów, Hubertem. Nie przeczuwa nawet, jakie będą tego konsekwencje, jak głęboko to wydarzenie wpłynie na jego życie prywatne i uczuciowe. W pracy poznaje Asię i po kilku tygodniach luźnej znajomości zostają parą. Wydaje się, że są dla siebie stworzeni. Tymczasem narasta spór z Hubertem, który rozpoczyna perfidną nagonkę na dziewczynę Adama.

Pojawienie się w zespole nowego pracownika od początku budzi wiele emocji. Układy i układziki, kolesiostwo i molestowanie – to rzeczywistość, z którą muszą się zmierzyć bohaterowie powieści. Czy tym, którym zależy na uczciwości i wzajemnej współpracy, uda się zmienić dotychczasowe zasady gry? Czy w takim środowisku prawdziwe uczucie ma szansę przetrwać?

Uwaga! W konkursie mogą brać również udział osoby anonimowe, nie posiadające bloga. Zwiększając szansę na wygraną możecie wejść na fan page ThievingBooks - tam również trwa konkurs.

REGULAMIN:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: THIEVING BOOKS
2. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Zysk i S-ka.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest posiadanie adresu zamieszkania na terenie Polski.
4. Konkurs trwa od 19 czerwca 2017 roku do 30 czerwca 2017 roku.
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w przeciągu 5 dni.
6. Zwycięzca o wygranej zostanie poinformowany w TYM POŚCIE! Proszę o obserwację bloga i sprawdzanie posta po zakończeniu konkursu - zwycięzca będzie miał 5 dni na wysłanie adresu wysyłki drogą mailową.
8. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

Do dzieła! :)

niedziela, 18 czerwca 2017

"Dzielnym będzie przebaczone" Chris Cleave

"Dzielnym będzie przebaczone" Chris Cleave, Tyt. oryg. Everyone brave is forgiven, Wyd, Świat Książki, Str. 460

"Błogosław te grube mury, chroniące przed chciwością i złem."

Nierzadko zdarza się, że przedsmak pierwszych emocji związanych z lekturą niesie ze sobą okładka. "Dzielnym będzie przebaczone" to doskonały przykład takiej książki, bo minimalistyczna szata graficzna wydana w jednak malowniczej formie idealnie oddaje wnętrze powieści.

Mary North, przekonana o swojej przebiegłości i pewności siebie postanawia porzucić swoją edukację na rzecz wstąpienia do wojska. Wybucha II wojna światowa, więc nic dziwnego, że wszyscy zaczynają szukać miejsca dla siebie. Mary widzi oczami przyszłości siebie w roli idealnego szpiega. Niestety los ma dla niej inne plany - w wyniku niefortunnych zdarzeń zostaje nauczycielką, a rola ta okaże się przełomowa w jej życiu i znacznie ważniejsza niż działalność szpiega.

Chris Cleave postanowił napisać książkę opartą na motywach wojny. Wątek znany i ceniony przez wielu czytelników, w tym także przeze mnie. Jednak byłabym niesprawiedliwa pisząc, że na tym koniec. Autor bowiem wyszedł o krok dalej i napisał nie tylko dobrą powieść na fasadach mocnego tematu, ale wplątał do swojej historii również błyskotliwość, urok i - nie inaczej! - subtelne poczucie humoru. Dzięki temu fabuła otrzymała tyle wartości ile tylko mogła otrzymać: w rewelacyjny sposób, na przykładzie kontrastu pokazywała jak trudne były realia życia w świecie naznaczonym wojną. Niezwykle cenne momenty śmiechu stawały się dla bohaterów elementem zaczepienia, gdy w międzyczasie przychodziło im walczyć o własne przetrwanie.

Chociaż polubiłam Mary z całego serca i kibicowałam jej do samego końca, nie mogę zapominać o Tomie i Alistairze. To dwójka męskich bohaterów historii, którzy idealnie odnaleźli się w fabule. Tom na początku nie miał zamiaru uczestniczyć w wojnie, jednak decyzja jego współlokatora wpłynęła także na niego. Nie wiem czy słusznie postąpili angażując się w konflikt zbrojny, bo może faktycznie lepszym rozwiązaniem byłoby zaszyć się gdzieś w pozornie spokojnym miejscu, ale jestem zdania, że bierna postawa jest postawą żadną. Także gdyby nie ich decyzja, nigdy nie poznaliby Mary - silnej, zdeterminowanej bohaterki, która mogłaby stanowić wzór dla wielu współczesnych kobiet. Jej odwaga, pewność siebie oraz wyznawane zasady zaskoczyły wszystkich - mnie jako czytelnika oraz Toma czy Alistaira, mężczyzn, który nie spotkali się z tak bojowym charakterem. To właśnie bohaterowie stanowili najjaśniejszy punkt tej historii, bo na własnym przykładzie pokazali potęgę miłości i przyjaźni.

Nie zabrakło w książce wątku romantycznego. Mary poznając Alistaira zaczęła dostrzegać coś więcej poza wojną i pozwoliła sobie na chwilę słabości w świecie naznaczonym okrucieństwem. Autor pokazał na przykładzie zwykłych ludzi wojenny tragizm - za sprawą niewielkich radości zbudował w sercach swoich bohaterów wielkie szczęście, ale i za sprawą tragedii pokazał jak silnie przeżywają ból. To fantastyczna paleta emocji towarzysząca trójce nowo poznanych postaci i temu, kto zdecydował się na lekturę - wartościową, wyjątkową, mocną w swoim przesłaniu a jednak lekką i subtelną przez opowieść o ludziach i dla ludzi. Uważam, że przykład "Dzielnym będzie przebaczone"  jest jednym z lepszych pośród książek o tematyce wojennej - wystarczy bowiem wziąć pod lupę życie zwykłych ludzi, by ukazać ogrom sprawy. Wielka miłość i wielkie dramaty rozegrały się na kartach tej książki a mimo wszystko nie straciła ona uroku i swobody. Jestem pod wrażeniem jak sprawnie autor połączył ze sobą szczęście i wszelkie smutki w prosty, zwyczajny sposób.

sobota, 17 czerwca 2017

"Grimm City. Bestie" Jakub Ćwiek

"Grimm City. Bestie" Jakub Ćwiek, Wyd. SQN, Str. 368

"- To znaczy żebyśmy się dobrze zrozumieli: tak, uważam, że jest bestią – doprecyzował. - Przemawia za tym szereg argumentów [...]. Tyle, że coś w świetle moich badań się w nim nie zgadza. Coś jest niespójne. Jakby... on sam, sztucznie, prowokował swoją dziką naturę.
- Co to znaczy?
- Och, szukam odpowiedniego sformułowania. - Profesor podrapał się wskaźnikiem po uchu. - On jest, jest...
- Niekonsekwentny jak religia? - odpowiedział Evans, prostując się w fotelu."

Czytałam kilka książek autora i zawsze sądzę o nich jedno - mocne. Chyba pod każdym możliwym względem. Autor nie bawi się w ogładę, wymyślne słownictwo czy jakieś kwieciste style. Ona po prostu pisze co myśli a przez to z jego książek bije czysta szczerość. Nawet jeśli jego książki mocno bazują na schematach powieści fantastycznych.

Grimm City. Wilk! zaskoczyło mnie pomysłem. To była książka nietypowa, zaskakująca, właściwie mogę nawet napisać - niebanalna. Dobrze napisany, inny niż wszystkie kryminał doczekał się swojej kontynuacji w postaci Grimm City. Bestie. Czy dobrej? Myślę, że trzymającej poziom swojej poprzedniczki, która może nie była wybitna, ale na pewno ciekawa i wciągająca, podobnie jak drugi tom, który przeczytałam w jeden wieczór.

Fabuła ponownie przeniosła mnie do Grimm City, gdzie dokonano morderstwa. Ginie członek wysoko postawionej mafijnej rodziny. Podejrzany bardzo szybko trafia przed sąd. Miasto zafascynowane procesem zapomina o wszystkich pozostałych tragediach - wciąż nie wiadomo gdzie jest Drwal, seryjny morderca kobiet. Ktoś jednak odkrył, że jego kryjówka może być ściśle związana z miejscem zamieszkania "Bestii" - emerytowanego boksera. O co w tym wszystkim chodzi? Czy prawda faktycznie jest na wyciągniecie ręki?

Jakub Ćwiek napisał niebanalny kryminał pełen nieoczywistych zwrotów akcji. Trzeba naprawdę mocno zaangażować się w fabułę, by móc bez problemów śledzić rozgrywane wydarzenia. Nagromadzenie dużej ilości wątków prowadzi do jednego prostego wniosku - przy tej książce na pewno nie można się nudzić. Samo Grimm City jest odbiciem naszego świata, ale mocniej osadzonym w konwenansach baśni - Bóg jest bajarzem, święta księga - baśniami, a miasto leży na zwłokach olbrzyma. Brzmi mrocznie? Tak jest w rezultacie, bo to podstawowy atut tej serii: pokręcone podejście do rzeczywistości a jednak kuszące i warte poznania. To trochę tak jakbym śledziła mroczną wersję naszego świata. Być może właśnie to było zamysłem autora, ale nie na tym skupiała się moja uwaga. Przede wszystkim starałam się odnaleźć w całej masie wątków, przeróżnych historii naprzemiennie wymieszanych ze sobą, gdzie odnaleźć sens naprawdę nie jest łatwo.

Oparta na schematach baśniowych stworzeń powieść noir kryje w sobie coś co nie jest moją mocną stroną. Nie odnalazłam się w tym gatunku, ale to nie oznacza, że go nie doceniam. Dostrzegam wszystko co ważne - dopracowanie, świetny styl, dojrzałość w kreacji. Od książki nie da się oderwać, bo nie dość że przyciąga do siebie tajemniczością, to jeszcze prowadzona jest w sposób który przy najmniejszej dekoncentracji burzy nasze postrzeganie fabuły. Dostrzegłam również metamorfozę bohaterów z pierwszego tomu, gdzie właściwie zmienili się nie do poznania. Dlatego uważam, że książka utrzymana jest na poziomie swojej poprzedniczki a fani serii na pewno nie poczują się rozczarowani.

"Kłamca i szpieg" Rebecca Stead

"Kłamca i szpieg" Rebecca Stead, Tyt. oryg. Liar and Spy, Wyd. Iuvi, Str. 208

"Safer przewiduje wszystko. Przez to trudno mu się odmawia."

Rebecca Stead stawia swoje pierwsze kroki w literaturze młodzieżowej. Jak udało mi się zauważyć, swoje książki kieruje raczej do młodszego grona czytelników, ale nie jest też tak, że starszy nie ma czego szukać przy jej książkach. Przekonała mnie do siebie lekturą "Całkiem obcy człowiek", lekką i niezobowiązującą a jednak dającą trochę do myślenia. Dlatego z czystą ciekawością sięgnęłam po "Kłamcę i szpiega", a co dostałam w zamian?

Na pewno nietypową fabułę. Myślę, że jeszcze nie jeden raz autorka zaskoczy nas akcjami swoich powieści, bo jak na drugą książkę którą czytam, śmiało mogę napisać, że fabuła mimo swojej niewielkiej objętości, podobnie jak wcześniejsza książka Stead intryguje od samego początku. W dodatku tym razem dostałam subtelną obietnicę nieprzewidzianego zakończenia, jak głosił opis z tyłu książki. Bardzo lubię nieoczekiwane zwroty akcji i rozwiązywanie przygód bohaterów w zaskakujący sposób, więc dałam się namówić i nie żałuję.

Wszystko zaczyna się gdy Georges wprowdza się do bloku na Brooklynie. Myślał, że nie spotka go tu nic dobrego, a jednak trafia na Safera, chłopaka totalnie pokręconego. To odludek i szpieg w jednym, który kreuje wizję świata według własnego uznania. Także jego rodzina do normalnych nie należy. Dlatego Georges tak dobrze czuje się w ich towarzystwie - może uciec od rodzinnych problemów i na moment zapomnieć o całym złu czającym się dookoła. Daje się przez to wciągnąć w grę Safera, którego najważniejszą rzeczą jest śledztwo. Tylko czy cała ta misja szpiegowska ma sens? I czy jest prawdziwa?

Polubiłam dwójkę głównych bohaterów, choć właściwie uważam, że historia była zdecydowanie za krótka. Autorka całkiem dobrze poradziła sobie z kreacją Georgsa czy Safera, o rodzinie tego drugiego nie wspominając, bo stanowiła ona najjaśniejszy punkt fabuł. A była przecież tylko wątkiem pobocznym. Ale nie o to tutaj chodzi - chcę Wam pokazać, jak dobrze Stead radzi sobie z literaturą młodzieżową, bo działa na kontrastach: dwie zupełnie różne rodziny zestawiono ze sobą w jednym rankingu i trudno powiedzieć, która jest lepsza, skoro każda z nich ma inne problemy. Całości dopełnia pierwszoplanowy motyw tej lektury, czyli śledztwo tajemniczego Iksa, o którym niewiele wiemy, a który wydaje się być największym wrogiem Safera.

Mogłabym napisać, że jest to dobra powieść detektywistyczna dla młodszych czytelników, ale nie jest to takie proste. "Kłamca i szpieg" to przede wszystkim powieść new adult, z prostym a jednocześnie wartym przemyślenia przesłaniem. Jakim? Tego Wam nie zdradzę, bo popsuję zabawę, ale wracając do jednej z kwestii, które poruszyłam na początku - ma to związek właśnie z tym obiecanym, nieprzewidywalnym zakończeniem. Przyznaję, że i ja poczułam się nim trochę zaskoczona, więc myślę, że to mówi samo za siebie. Dla dobrej zabawy i chwili relaksu - polecam!

piątek, 16 czerwca 2017

"Początek wszystkiego" Robyn Schneider

"Początek wszystkiego" Robyn Schneider, Tyt. oryg. The Beginning Of Everything, Wyd. Moondrive, Str. 317

"Wciąż uważam, że każde życie, nieważne jak mało wyjątkowe, ma swój jeden tragiczny punkt zwrotny, po którym dzieje się wszystko, co naprawdę ma znaczenie. Ta chwila to katalizator - pierwszy krok w równaniu. Ale poznanie pierwszego kroku nic ci nie da - dopiero to, co nadchodzi później, odpowiada za ostateczny wynik."

Bardzo lubię, gdy historie zaskakują mnie małymi, wbrew pozorom niewiele znaczącymi elementami. W tym przypadku pozytywnie wrażenie wywarła na mnie narracja - pierwszoosobowa, ale należąca do męskiego bohatera. Ezra otrzymał ważną rolę w swojej powieści i naprawdę muszę przyznać: wywiązał się z niej doskonale.

Ezra miał wszystko o czym może marzyć siedemnastolatek - w szkole był gwiazdą, której blask przelewał się na pozostałych. Wyglądał jak młody bóg, więc dziewczyny prześcigały się w drodze ku zdobyciu przystojniaka. Sport był dla niego całym światem, pozwalającym w realizacji wszelkich marzeń. Czy można zatem chcieć czegoś więcej do spełnienia? Ezra głęboko wierzył, że jego życie to realna bajka, w której zasłużenie odgrywa pierwszoplanową rolę. Dlatego przy pierwszym spotkaniu nie wywarł na mnie szczególnie dobrego wrażenia. Właściwie to miałam go za nijakiego chłopca, który zatracił się w swojej cudowności zapominając trochę o realiach życia.

Doskonale wiem jednak, że gdy podobny bohater wkracza na scenę to dostanie od życia solidną nauczkę. W przypadku Ezry nie było inaczej, bo jego świat bardzo szybko wywrócił się do góry nogami. W wypadku doznał kontuzji, która przekreśliła jego sportową karierę, dziewczyna zostawiła go na lodzie a przyjaciele - pozwolili sobie tylko na przesłanie marnej karki z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Gdzie podziała się zatem ta solidarność i wierność, towarzysząca Ezrze w dniach jego sławy? Jego otoczenie szybko zmieniło obiekt swoich upodobań, gdy ten który zawsze miał być na czele na moment stracił znaczenie. W tym kluczowym momencie w życiu głównego bohatera wraz z nim dostrzegłam przekąs życia i strukturę ludzkiej psychiki - tutaj także zmieniłam swojego podejście do Ezry i zaczęłam rozumieć jego przeżycia.

Sporym zaskoczeniem była dla mnie świadomość, że chociaż wszystko wskazywało na to, że trzymam w rękach typowy romans młodzieżowy, wcale tak nie było. "Początek wszystkiego" bazuję na pewnym schemacie, ale odbiega od normy bardziej niż można by przypuszczać. Owszem, Ezra po powrocie do szkoły poznaje nową uczennicę Cassidy Thorpe i pomiędzy tą dwójką rodzi się uczucie, to wcale nie jest to słodko-gorzka opowieść o perypetiach młodych zakochanych. Kreacja Cassidy to świetny przykład postaci, która mocno stąpa po ziemi a jednak potrafi oderwać się od niej na kilka minut. Dziewczyna został obdarzona przez autorkę tak zaskakująco dobrze dobranym zestawem cech, że z miejsca ją polubiłam - za to, że nie przejmowała się plotkami, że nie odczuwała parcia na sławę i przede wszystkim za jej szczere podejście do świata. Skrywając w sobie mroki przeszłości zbudowała wokół siebie klimat subtelnej tajemnicy, która w końcowym efekcie doprowadziła do naprawdę zaskakującego finału.

Nić porozumienia rodząca się pomiędzy dwójką głównych bohaterów jest naturalna i rzeczowa. Ucząc się od siebie nawzajem Cassidy i Ezra zaczęli dostrzegać to co do tej pory nie miało dla nich znaczenia. Jest to pewien przekór w stosunku do podobnych młodzieżówek, bo chociaż mamy odrzucenie przez innych, uczucie rodzące się w najmniej spodziewanym momencie i nawet subtelną tajemnicę, to jest też w tej książce coś bardzo ważnego - prawda, życiowa mądrość wychwytywana pomiędzy wierszami i w słowach bohaterów. Biorąc do ręki tą książkę nie spodziewałam się, że wychwycę w niej tak wiele życiowych mądrości, które skrupulatnie zapisywałam ku pamięci. "Początek wszystkiego" mimo swojej lekkiej formy i subtelnej historii niesie ze sobą wyjątkowe przesłanie. To plastyczny obraz niedocenianego życia, które w końcu mamy tylko jedno. I pamiętajcie - nie ma końców, są tylko same początki.

czwartek, 15 czerwca 2017

PRZEDPREMIEROWO: "Friendzone" Sandra Nowaczyk

"Friendzone" Sandra Nowaczyk, Wyd. Feeria, Str. 408

PREMIERA: 14 lipca 2017r.
POD PATRONATEM MEDIALNYM: ThievingBooks

"Ta noc należy do nas!"

Warto trzymać kciuki za młode pokolenie, bo jak się okazuje, drzemie w nim spory potencjał. Nastoletnia Sandra Nowaczyk zadebiutowała z książką "Friendzone" i udowodniła, że w młodej osobie drzemie wielki talent.

Historia oparta na powieści dla młodzieży opowiada o losach Tatum i Griffina - dwójki przyjaciół spędzających ze sobą każdą wolną chwilę już od najmłodszych lat. Jednak wszystko się zmieniło, gdy zaczęli dorastać. Do tej pory żyli jak brat i siostra, opierając swoją nić porozumienia na platonicznej, braterskiej zażyłości. Jednak jeden taniec na balu maskowym zmienił wszystko co do tej pory zbudowali. Czy jest szansa by tych dwoje spojrzało na siebie inaczej? Czy odnajdą szczęście w momencie zagubienia i bezradności?

Jak się okazuje, życie to skomplikowana sprawa w każdym wieku. Wydawać by się mogło, że rozterki młodzieży to błahe dylematy nad którymi nie warto się zatrzymywać, a jednak pokazane w sposób konkretny i jednocześnie bardzo plastyczny wywierają na czytelniku duże zainteresowanie. Sama przepadałam w tej historii już od pierwszych stron, bo pierwsze co mnie przy niej zatrzymało to dobry styl. Dobrze napisane zdania, brak zbędnych opisów, błyskotliwe dialogi i pomysł na rozwinięcie fabuły. Czy można chcieć czegoś więcej? Gdybym nie wiedziała, że mam przed sobą debiut, nawet nie pomyślałabym, że może być to pierwsza książka w dorobku autorki.

To jednak nie wszystko. Najważniejszym, centralnym punktem fabuły okazali się dla mnie bohaterowie. To im poświęciłam najwięcej swojej uwagi, bo polubiłam Tatum i Griffina już od pierwszych stron. Szczególnie, że poświęcono im osobne rozdziały co lubię najbardziej. W ten sposób dowiaduję się co siedzi im w głowie i mogę łatwiej zrozumieć wypływające z historii emocje. Szczególnie w tym przypadku było to dla mnie ważne, bo w przygodach tych dwójki kłębiących się dookoła uczuć nie brakuje. Tatum, błyskotliwa dziewczyna pełna pomysłów na życie pewnego dnia dostrzega, że jej przyjaciel wcale nie musi być tylko przyjacielem. Co więc w takiej sytuacji? W końcu zarówno ona jak i Griffin są w związkach. Czy można zatem porzucić coś pewnego i rzucić się w wir niepewnego szczęścia i złudnej nadziei?

Autorka otworzyła przede mną świat, w którym niepewność gra pierwsze skrzypce. Opierając swoją fabułę na wątku romantycznym pomiędzy dwójką głównych bohaterów nie poprzestała wyłącznie na relacji miłosnej. Wykreowała realne postacie i dopracowała szczegóły w każdym detalu - nie zabrakło ciekawych postaci drugoplanowych, wydarzeń w tle czy innych, pobocznych wątków. Dzięki temu fabuła nabrała znaczenia, stała się konkretna i wiarygodna, a plastyczny język dodał jej uroku i rzetelności akcji. Bez wątpienia "Friendzone" jest wyjątkowo dobrym debiutem, który rokuje autorce fantastyczną karierę pisarki. Szukając powieści dojrzałej, błyskotliwej i otwartej na czytelnika nie zwlekajcie - to powieść dla Was: o ludziach i dla ludzi, pełna miłości i niespełnionych nadziei, gdzie szczęście zawsze znajdzie drogę do spełnienia. 

środa, 14 czerwca 2017

"Friendzone" Sandry Nowaczyk pod patronatem ThievingBooks

Miło mi poinformować, że mój blog objął już kolejny patronat nad powieścią. I to nie byle jaką! Zaskakujący, dobrze napisany debiut Sandry Nowaczyk to moja duma pośród patronackich książek. Mamy pośród nas młodą gwiazdę literatury młodzieżowej, która żongluje emocjami czytelnika według własnych upodobań! ;)


PREMIERA: 14 lipca 2017r.

"Friendzone" Sandra Nowaczyk

Świetny debiut nastoletniej autorki!  

Tatum i Griffin przyjaźnili się prawie od kołyski. Byli dla siebie jak brat i siostra. Tak zawsze było i tak już miało pozostać. Jeden taniec na balu maskowym zmienił wszystko. Teraz oboje są pełni sprzecznych emocji. Czy będą chcieli za wszelką cenę pozostać przyjaciółmi? Przecież to ona zawsze miała być najważniejsza. Kiedyś sobie to obiecali. I do tego oboje mają partnerów. A co, jeśli tylko jedno z nich będzie chciało… no właśnie, czego? Gdy do głosu dochodzą uczucia, czasami wszystko zdaje się rozpadać… i kiedy nie masz na kim się oprzeć, czujesz, że spadasz i że już nigdy się nie podniesiesz.  

Przeczytaj pierwszą, pełną emocji książkę polskiej Estelle Maskame!


Jesteście ciekawi tego tytułu? Jutro zapraszam Was na przedpremierową recenzję powieści :)

"Poradnik dla smoków. Co zrobić, by twój człowiek zmądrzał" Laurence Yep, Joanne Ryder

"Poradnik dla smoków. Co zrobić, by twój człowiek zmądrzał" Laurence Yep, Joanne Ryder, Tyt. oryg. A Dragon's Guide to Making Your Human Smarter, Wyd. Iuvi, Str. 400

"- Zadbasz, by nasz gość najadł się i odpoczął?
- O, nie pogardził bym dżdżownicą - rozpromienił się posłaniec."

Wybór książki zawsze stanowi pewne wyzwanie. Czy ta lektura mnie nie zanudzi? Czy jest dobra dla mnie? Czy nie jest zbyt młodzieżowa? A może zbyt dojrzała? Dorosły czytelnik zmaga się z różnymi problemami podczas wyboru lektury, ale co ma powiedzieć młodsza publiczność, której nie ułatwiają sprawy liczne publikacje, w dodatku połączone z ilustracjami?

"Poradnik dla smoków" doczekał się swojej kontynuacji. Miałam przyjemność czytać pierwszy tom i dostrzegłam w nim sporo pozytywów - książka kierowana do młodzieży w pomysłowy sposób przekręciła perypetie bohaterów z bajki Jak wytresować smoka i to smoka właśnie postawiła na pierwszym planie. Bo kto właściwie powiedział, że to te istoty trzeba wychowywać? Jak się okazało smoki mają własną teorię na temat wychowania człowieka a ja uważam, że to bardzo dobry pomysł, bo poszerza wyobraźnię młodego czytelnika.

Autorzy w duecie stworzyli przyjemną w odbiorze historię z mądrym przesłaniem - zwierzęta też mają swój rozum i nie można ich traktować z góry. Każdy zasługuje na własne zdanie i prawo głosu, co w tej historii może na wyrost zostało pokazane na przykładzie smoków. Ale czy nie są one dosadnym przykładem? Smoki towarzyszą nam od najmłodszych lat, gdzieś w tle powinny być też księżniczki, ale tym razem nie jest to historia dla nich. Tutaj Winnie z Akademi Spriggs pokaże jak żyje się z panną Srake - mądrą smoczycą, uważającą dziewczynkę za swoją pupilkę.

Role się odwróciły a smoki przemówiły ludzkim głosem. Już w pierwszym tomie historii panna Drake pokazała smoczy pazur i jako postać głównodowodząca narzuciła młodej Winnie szybkie tempo szkolenia. Tylko pech chciał, że dziewczynka wcale nie przejmuje się mądrą smoczycą i doskonale się bawi. Kto zatem jest pupilem a kto właścicielem? I czy na pewno jest tu jakiś podział na role?

Seria "Poradnik dla smoków" stawia przyjaźń w pozytywnym świetle. Nie od dziś wiadomo, że zwierzęta dają nam największą lekcję życia - uczą pokory, miłości, przyjaźni i życia w duecie. Dlatego cieszę się, że powyższa seria znalazła swoje miejsce wśród grona powieści dla młodzieży. Czyta się ją szybko i z przyjemnością, a ten kto zacznie czytać między wierszami dostrzeże, że mimo wyraźnej różnicy w wyglądzie - nie ma większych podziałów. To ciepła historia z radosnym zabarwieniem, idealna dla młodych adeptów smoczych akademii.

wtorek, 13 czerwca 2017

"Piosenki o dziewczynie" Chris Russell

"Piosenki o dziewczynie" Chris Russell, Tyt. oryg. Songs about a Girl, Wyd. Feeria, Str. 384

"[...] w życiu liczą się przede wszystkim dwie rzeczy. Rodzina i przyjaciele. Kiedy masz ich wokół siebie, cała reszta jakoś się układa".

Nie zdążyłam zapoznać się z pierwszymi zapowiedziami na najbliższe tygodnie a już udało mi się dowiedzieć, że "Piosenki o dziewczynie" to jedna z lepszych książek nadchodzących premier. Obok podobnych rekomendacji nigdy nie udaje mi się przejść obojętnie dlatego na swoją kolejną lekturę wybrałam właśnie powieść Chrisa Russella.

Powieść opiera się na charakterystycznym schemacie motywu miłosnego, gdzie w roli głównej mamy trochę wycofaną dziewczynę i znanego światu chłopaka. Jednak do tego wszystkiego dochodzi również muzyka, która już nie raz udowodniła, że potrafi w powieści zdziałać cuda (choćby wyjątkowa historia Hoover "Maybe Someday"). Także w tym przypadku stała się jednym z czołowych bohaterów powieści i wplotła do historii znacznie więcej uczuć niż mogłam przypuszczać.

Gdy Charlie Bloo, dziewczyna spokojna i niemal przez cały czas schowana za obiektywem swojego aparatu otrzymuje propozycję sfotografowania od kulis znanego w Wielkiej Brytanii boysbandu Fire&Lights nie wie co o tym myśleć. Olly Samson kiedyś był jej bliski, ale czy dziś jest tą samą osobą i czy sława nie uderzyła mu do głowy? Mimo sprzecznych emocji do przedsięwzięcia Charlie zgadza się wstąpić do zespołu i wykonać dla nich zlecenie. I choć zupełnie tego nie podejrzewała - świat muzyki zaczyna być dla niej przychylny a zespół bardzo szybko akceptuje ją jako nowego członka ekipy. Tylko jedynie głęboko skrywane uczucia do jednego z wokalistów przeszkadzają dziewczynie w pełni otworzyć się na nowy świat. 

Charlie to naprawdę dobrze wykreowana bohaterka. Nie drażni swoim wycofaniem, nie irytuje ucieczką w spokojne miejsca, a powoli odkrywa przed czytelnikiem swoją spokojną naturę, którą w pełni akceptuję - rozumiałam jej pasję i zdolność do rozpoznawania uczuć skrytych za maskami pozornych emocji, gdy wkradła się cicho do zespołu i zaczęła rozkładać chłopaków na części pierwsze - to właśnie dzięki niej polubiłam ekipę, bo pokazała mi Olliego, Yuki, Gabriela i Aidena w prawdziwym świetle. To również pokazało jak łatwo autor operuje realizmem w swojej książce - nie idealizował, nie nadawał sztywnych ram tylko idąc razem z fabułą ukazywał wzloty i upadki swoich bohaterów jednocześnie stawiając naprzeciw sobie proste życie ze sławą celebryty. I choć wystarczyłoby to do tego, by powieść zasłużenie mogła otrzymać rangę dobrej lektury autor dodał to o najważniejsze - motyw miłości naznaczonej wyrzeczeniami i wystawionej na próbę. Charlie niespodziewanie wpadła w sam wir miłosnych perypetii, które wcale nie okazały się dla niej łatwe, bo choć odnalazła miłość - nie do końca mogłam stwierdzić czy jest ona stabilna. Nie dlatego, że emocje pomiędzy Charlie i jej wybrankiem nie byłby prawdziwe - o nie! - chodzi wyłącznie o to, że o uznanie dziewczyny nie walczył tylko jeden członek zespołu...

Jest w tej powieści wszystko czego zawsze poszukuję - realizm scen i postaci, prawda o życiu nawet ta najgorsza i problemy: zwykłe, ludzkie, możliwe do zrozumienia. A na deser: tajemniczość i zagadka do rozwiązania, gdy Charlie odkrywa, że teksty piosenek zna już od dawna, bo czytała je w pamiętniku swojej mamy. Jak to możliwe? Sama nie jestem przekonana czy znam już całą odpowiedź, bo choć finał powieści mnie zaskoczył, jestem pewna, że autor w kolejnym tomie wyciągnie z rękawa jeszcze nie jedno. "Piosenki o dziewczynie" to książka wyjątkowo dobrze napisana, wiarygodna i najprościej pisząc - piękna. Zasłużenie zdobyła sławę w oczach czytelników, bo nie tylko uczy życia, ale i każe na chwilę zastanowić się nad ukrytym w niej przesłaniem. Oby więcej takich powieści.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

"Nic do stracenia. Wreszcie wolni" Kirsty Moseley

"Nic do stracenia. Wreszcie wolni" Kirsty Moseley, Tyt. oryg. Nothing Left to Lose, Wyd. Harper Collins, Str. 335

"Odzyskałem ten brakujący kawałek siebie i znowu stałem się całością."

Twórczość Kirsty Moseley rozwija się bardzo dynamicznie. Niedawno jeszcze nie wiedziałam o istnieniu autorki a teraz wiem, że w przygotowaniu jest jej kolejna - piąta już, powieść. I chociaż będąc z Wami szczera autorka nie podbiła mojego serca w szczególny sposób, to bardzo lubię sięgać po jej książki. Dlatego zdecydowałam się na kontynuację losów Anny i Ashtona.

Autorka lubi balansować na granicy życia i śmierci, przez co jej fabułą już kolejny raz zeszła na tory niebezpiecznej rozgrywki. W poprzednim tomie było nieciekawie, ale dopiero teraz główni bohaterowie poczuli na własnej skórze co to znaczy być w niebezpieczeństwie. Choć tak naprawdę nic na to nie wskazywało, bo prześladowca Anny przecież został schwytany i zamknięty z dala od dziewczyny. Tylko, że los lubi być przewrotny a i dzięki temu możemy poznać kolejne problemy dwójki bohaterów.

Anna to dziewczyna, która raz zjednuje sobie sympatię czytelnika, a raz jakby schodzi na dalszy plan. Nie jestem przekonana do jej kreacji, bo ma w sobie urok pospolitej dziewczyny, która nie zawsze wie jak się zachować w danej sytuacji. Teraz stając w obliczu wyzwania jakim jest życie na językach milionów obywateli musiała trochę przewartościować swoje życie. Jej ojciec w końcu został wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych, więc obecne stanowisko zobowiązuje jego córkę do zmiany zachowania. I faktycznie tak jest - Anna w tym tomie nabrała trochę ogłady i gdyby nie kolejne wywody związane z tym, że nie zasługuje na miłość Ashtona - byłaby znacznie lepszą postacią niż ta, którą poznałam w pierwszym tomie. Nie ma jednak tego złego, bo dziewczyna się stara i to widać. Z kolei Ashton pozostał taki sam jak był - wyjątkowy chłopak o wielkiej odwadze, który skradnie nie jedno czytelnicze serce. Stając w obronie Anny przed rozemocjonowanym tłumem fanów nowego prezydenta będzie musiał mieć oczy dookoła głowy, ale jestem pewna, że dla niego to nie problem. Moseley zdecydowanie lepiej wychodzą męskie kreacje i to widać na przestrzeni wszystkich jej książek - bohaterowie w przeciwieństwie do bohaterek są bardziej zrównoważeni, logiczniej myślący, bardziej wiarygodni i mniej przerysowani.

Fabuła kontynuacji losów Anny i Ashtona wskakuje na odrobinę wyższy poziom pod względem wyzwania. Bohaterom przyszło stawić czoła kilku wyzwaniom na raz - jak to na powieść miłosną przyszło, ich uczucie zostało zachwiane. Ale pojawiły się też problemy z nowym statusem Anny, bo przecież jako córka prezydenta stała się obiektem zainteresowania całej masy nieznanych jej ludzi. Niewielu ma tak wielkie parcie na sławę, by radzić sobie z tym tłumem, a Anna jest wielką zwolenniczką samotności, więc to naprawdę okazał się spory problem. Jednak to wszystko jest tak naprawdę wstępem do głównego motywu - Carter, prześladowca dziewczyny, powraca i zamierza namącić w życiu postaci bardziej niż we wcześniejszym tomie. Jak się okazało - życie jest bardziej kruche niż myśleliśmy. Autorka całkiem dobrze poradziła sobie z nutą tragizmy i dramatyzmu wywołanego powrotem prześladowcy a to jak zakończyła się cała sytuacja - przypadło mi do gustu.

"Wreszcie wolni" to słodko-gorzka kontynuacja powieści o szczerej miłości. Jak to w podobnych powieściach bywa - jest tutaj zdecydowanie zbyt dużo lukrowej słodyczy a zbyt mało prawdziwego życia, ale nie uznaję tego za minus powieści. Patrząc na całość łaskawym okiem dostrzegam tylko dobrą historię, ciekawych bohaterów i miłość, która zawsze jest warta uwagi. Dlatego dla fanów autorki i nie tylko ta książka będzie miłą odskocznią od codzienności. Do poczytania i powzdychania - polecam.

"Kości skryby" Brandon Sanderson

"Kości skryby" Brandon Sanderson, Tyt. oryg. Alcatraz Versus the Scrivener’s Bones, Wyd. Iuvi, Str. 320

"Jak się strofuje rycerza Krystalii starszego o jakieś dwadzieścia lat? "Niedobry rycerz?". "Marsz do łóżka bez polerowania miecza?"."

Brandon Sanderson to znany pisarz w gronie wielbicieli książek fantastycznych. Wiele dobrego można przeczytać na temat jego twórczości także tej kierowanej do młodszego czytelnika. Pośród słów zaskoczenia, że seria okazała się tak ciekawa słychać też mój głos - nie spodziewałam się, że zagustuję w serii kierowanej do młodszego czytelnika.

Alcatraz zasłynął z niszczenia wszystkiego czego dotknął. Dziś już wie, że to nie pech a talent. Jak to możliwe? Jako Okulator posiada dar, który musi nauczyć się umiejętnie wykorzystywać. Dla chłopaka jednak to żaden problem, w końcu na swojej głowie ma poważniejsze zmartwienia. Czeka go przecież podróż do Biblioteki Aleksandryjskiej, by odnaleźć swojego ojca. A w dodatku jego tropem podąża mroczny Bibliotekarz - Kiliman, który nie cofnie się przed niczym. Na całe szczęście Alcatraz może polegać na swoich przyjaciołach a razem stawią czoła każdemu wyzwaniu.

To główny atut tej powieści. Chociaż przygoda z tomu na tom robi się ciekawsza, akcja płynnie idzie do przodu a bohaterowie są niezwykle sympatyczni to na pierwszy plan wysuwają się emocje i wielka przyjaźń. Moim zdaniem kluczowe jest by w powieściach dla młodzieży bazować na ważnych i ponadczasowych motywach, a Sannderson świetnie sobie z tym poradził - główny bohater jest jaki jest i czasami można pośmiać się z jego nieudolności, ale przyjaciół będzie mu zazdrościł nie jeden czytelnik.

Fabuła w drugim tomie została rozbudowana - przy pierwszym zdecydowanie za szybko jak dla mnie skończyły się przygody Alcatraza, dlatego teraz nie mam na co narzekać. Ciekawe zwroty akcji dodały historii uroku a pierwszoosobowa narracja z perspektywy niespotykanie pokręconego bohatera dodała do wydarzeń nuty przyjemnego poczucia humoru. Dlatego przy tej książce nie będzie się nudził żaden czytelnik - niezależnie od wieku każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Choć autor skusił się na bardzo prosty styl widać w nim dużą dojrzałość jego twórczości. Liczne dygresje w tekście do innych książek czy do spraw codziennych pokazują jak dużą uwagę Sanderson poświęcił swojej książce - wplótł do niej nie tylko ciekawą akcję, ale i kilka mądrości o których warto pamiętać. Żal mi jedynie faktu, że książkę czyta się tak szybko - to sama przyjemność, ale jeden wieczór to stanowczo za mało!

PRZEDPREMIEROWO: "Powiem Ci, kim jesteś" Danuta Pytlak

"Powiem Ci, kim jesteś" Danuta Pytlak, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 360

PREMIERA: 19 czerwca 2017r.
POD PATRONATEM MEDIALNYM: ThievingBooks

Są takie książki, które na pierwszy rzut oka wydają się nieskomplikowaną historią na jeden wieczór. To złudne spostrzeżenie bardzo szybko ucieka w niepamięć gdy rozpoczynamy lekturę. Wówczas ze strony na stronę zaczynamy dostrzegać, że to co braliśmy za błahą historię zmienia się w piękną powieść o mocnym przesłaniu.

O twórczości autorki już nie jeden raz czytałam, że to fantastycznie napisane powieści obyczajowe z nutą historii o miłości i głębią, która nadaje każdej książce wiarygodności. Na własnej skórze przekonałam się o tym dopiero przy lekturze "Powiem ci, kim jesteś", książce wbrew pozorom spokojnej, ale po przeczytaniu pierwszych kilku stron ukazującej huragan emocji.

Adam, główny bohater powieści to spokojny, może nawet trochę zdystansowany mężczyzna, który poszukuje swojego miejsca w świecie. Jako nowy pracownik stołecznego banku zgadza się na wyjazd integracyjny, na którym dochodzi do niefortunnego wydarzenia - Adam daje się ponieść emocjom i popada w konflikt z Hubertem, kolegą z pracy. Wydawać by się mogło, że przecież to życiowa sytuacja, nie pierwsza i nie ostatnia w każdej firmie, a jednak z niepozornej sprzeczki narasta poważny problem. Jak na złość spór nie cichnie a jedynie rośnie w siłę, jakby dziecko w przedszkolu znalazło sobie doskonałą rozrywkę w postaci krzywdzącego dokuczania innym. Czy w dorosłym życiu również zdarzają się takie sytuacje? Jak się okazuje - tak, a ich konsekwencje są bardziej poważne niż można by przypuszczać.

Danuta Pytlak w bardzo obrazowy sposób pokazała nakręconą spiralę nieporozumienia, która niepotrzebnie rozrosła się do rangi wielkiego problemu. Po lekturze jej najnowszej książki już rozumiem dlaczego czytelnicy cenią sobie jej historie - są życiowe, głębokie i pełne wartości, które otaczają nas na co dzień. Gdy obserwowałam sytuację Adama próbowałam wyobrazić sobie siebie w podobnej sytuacji i przyznaję, że naprawdę nie wiem jak zachowałabym się na jego miejscu. Łatwo ocenia się kogoś, gdy obserwuje się jego poczynania z dystansu, ale trudniej jest ocenić sytuację będąc w samym jej środku. Adam to mężczyzna z charakterem, ale nie ma jednocześnie problemu w kontrolowaniu swoich emocji. Sprawa jednak komplikuje się w momencie, gdy do fabuły wkracza Asia - pracownica tego samego zespołu, która bardzo szybko nawiązuje wspólną nić porozumienia z głównym bohaterem. Rodzące się gdzieś w tle uczucie jeszcze nie wie, że będzie musiało przejść trudną drogę, która wystawi dwójkę bohaterów na próbę. Przetrwa miłość czy dobre imię? A może jedno nie ma w tej sytuacji nic wspólnego z drugim?

Jak samo widzicie - książka wywołuje sporo emocji. Zmusza do myślenia, porusza ponadczasowe tematy układów w pracy i koleżeństwa zakręconego w grę pozorów. Kto jest przyjacielem a kto tylko go udaje? I czy w pracy w ogóle można pozwolić sobie na przyjaźń, o miłości nie wspominając? Danuta Pytlak stworzyła bardzo realny i wiarygodny świat układów i maskowanych tragedii. Świat ludzkich namiętności widziany od kuchni. Książka uderza czytelnika szczerością i otwartością, ale to co zaskakuje najbardziej to wiarygodność scen i postaci. Jestem pod wrażeniem drogi pokonanej przez Adama i determinacji jaka od niego biła. Czy miłość jest faktycznie warta wyrzeczeń i chwil pełnych cierpienia? Odpowiedź znajdziecie w lekturze "Powiem ci, kim jesteś", która zmieni Wasze spojrzenie na codzienność. Gorąco polecam!

niedziela, 11 czerwca 2017

"Bez Ciebie" Kate Eberlen

"Bez Ciebie" Kate Eberlen, Tyt. oryg. Miss You, Wyd. Harper Collins, Str. 496

"Kotku, chodzi mi o to, że masz ukryty potencjał. Pozwolisz mi go wydobyć?"

Czy zastanawialiście się kiedyś co straciliście nawet o tym nie wiedząc? Może mijana w pośpiechu osoba przy bliższym kontakcie stałaby się naszym najbliższym przyjacielem? Może mamy miłość na wyciągnięcie ręki a nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy? Przekonali się o tym Tess i Gus - bohaterowie książki Kate Eberlen.

Po skończonej szkole średniej Tess i Gus mijają się na florenckiej ulicy. I to całe ich spotkanie. Nie mają pojęcia, że są sobie przeznaczeni. Nie mają szansy przekonać się na własnej skórze jak idealnie do siebie pasują. Wielka szkoda. Jednak po szesnastu latach los ponownie zamierza wkroczyć do ich życia. Najpierw przygotował ich na najgorsze - nie szczędząc życiowych porażek raz za razem pokazywał przewrotność życia. A potem, w Londynie, ponownie umożliwił im spotkanie. Tylko czy tym razem wykorzystają okazję?

Książka Kate Eberlen na pierwszy rzut oka przypomina prostą love story, może nawet trochę przesłodzoną. Owszem, zgodzę się z tym, że jest to książka o miłości, ale zupełnie nietypowa. Bo w końcu jak to jest, że bohaterowie przeznaczeni sobie od zawsze nie mogą wciąż na siebie trafić? Jeśli myślicie o powieści w stylu "Love, Rosie" czy "Jeden dzień" to podążacie w tym samym kierunku co ja - po przeczytaniu opisu byłam niemal pewna, że czeka mnie podobna historia. Ale właściwie, choć jest tu pewne podobieństwo, "Bez ciebie" opiera się na innych zasadach.

Podoba mi się przede wszystkim podział narracji na głównych bohaterów - poznałam punkt widzenia Tess i Gusa, a to moja ulubiona forma śledzenia wydarzeń. Wkradając się do umysłu każdego z bohaterów mogłam dostrzec ich przemyślenia i zabawić się w psychologa typując kto kocha bardziej i czy kocha w ogóle. Szczególnie, że autorka ułatwiła mi sprawę, bo powołała do życia realnych, wymiarowych bohaterów, których życie nie rozpieszczało a mimo wszystko nie stracili hartu ducha. Bardzo ich polubiłam, przez co nie mogłam się doczekać kiedy w końcu wykorzystają nadarzającą się okazje. To bardzo pomysłowy zabieg ze strony autorki - stopniowanie napięcia w czytelniku, który już chciałby dostrzec ta dwójkę razem a jednak wciąż oni sami nie potrafią dostrzec nadarzających się okazji. Na całe szczęście pobyt w Toskanii przesądza sprawę, bo jeśli ktoś jest sobie pisany - w końcu trafi na tą drugą połówkę. 

"Bez ciebie" jest idealną pozycją na nadchodzące lato. Ciepła, pomysłowa historia z poczuciem humoru o przewrotności życia z niefortunnym losem na karku. Bohaterów można polubić już od pierwszych stron a ich perypetie, choć czasami pełne niepowodzeń, w końcu zaczynają nieść ze sobą spokój i nadzieję. Lektura kobieca, choć nie tylko dla kobiet - pełna pozytywnych chwil i widoków idealnych w wakacyjnym czasie.

sobota, 10 czerwca 2017

"Srebrny widelec" Wanda Majer-Pietraszak

"Srebrny widelec" Wanda Majer-Pietraszak, Wyd. Muza, Str. 320

"Cicho... cicho... Antonio, chcesz mnie rozśmieszyć? Miej wzgląd na moje żebra."

Laura i Antonina to kobiety, które łączy tylko jedno - zawód. Jako aktorki realizują własne marzenia, ale jako osobne postacie różnią się od siebie tak bardzo jak tylko można. Bo przecież wiek idzie w parze z doświadczeniem, a kiedy ma się je już u swoich stóp, można nauczać innych. Tylko czy te dwie zagubione kobiety, które wciąż szukają swojego miejsca w świecie nie powinny uczyć się od siebie nawzajem zapominając o granicy życiowych doświadczeń?

Wanda Majer-Pietraszak pisze swoje książki bazując na przewrotności życia. Do tej pory przeczytałam tylko "Kwitnący krzew tamaryszku", ale dostrzegam pewne powiązanie - trudny los rzucający kłody pod nogi w końcu prowadzi do osiągnięcia pewnego stałego punktu w życiu. Tym razem na przykładzie dwóch pokoleń autorka pokazała jak różne osoby mogą wzajemnie się dopełniać pod względem psychicznego komfortu. Dobrze dopracowana i rozłożona na czynniki pierwsze analiza głównych bohaterek pomaga czytelnikowi zrozumieć trud zwykłego życia i przełożyć sytuację z fabuły na realny świat.

Wierzę w historie które pisze autorka, bo wiem że także ona może pochwalić się życiowym doświadczeniem. Jako aktorka i pisarka przeżyła wzloty i upadki, które przełożyła na karty swoich książek. Muszę przyznać, że "Srebrny widelec" to książka, która bardziej przypadła mi do gustu niż "Kwitnący krzew tamaryszku", bo bardziej utożsamiłam się z głównymi postaciami. Może to za sprawą lepszego dopracowania bohaterek, może temat lepiej mi podpasował, ale uważam, że to całkiem ciekawa i pouczająca lektura.

Lekki styl i swobodne prowadzenie akcji mogą trochę przeszkadzać. To jedyny minus tej powieści, ale i znak rozpoznawczy powieści obyczajowych. Nie dzieje się nic szczególnego, nie ma zaskakujących zwrotów akcji. Z jednej strony trochę żałuję, że tempo nie było szybsze, ale również to rozumiem. Nie ma po co gnać na złamanie karku z fabułą, która ma w prosty sposób pokazać, że dramaty rozgrywają się nie tylko na scenie. Obie bohaterki w pewnym momencie tracą cą nadzieję na lepsze jutro i załamują ręce do czasu, gdy życie zmienia bieg - powraca miłość, sprzyja kariera i odnajdują się przyjaciele. Czyli nie inaczej jak w prawdziwym życiu - raz coś się wali, a raz dopisuje szczęście.

Kobieca przyjaźń ma zbawienną moc co autorka udowodniła na kartach swojej najnowszej książki. To dobrze napisana historia, lekka i przyjemna, choć nacechowana początkowymi dramatami. Przewrotność losu pokazuje, że ne warto od razu się poddawać tylko walczyć o swoje. Jak się okazuje, niejedno może się wydarzyć gdy burzowe chmury ustępują miejsca promieniom słońce. "Srebrny widelec" ma w sobie pewien urok, który warto poznać na własnej skórze.

"Żyjemy jeno w snach o sobie" Beata Bużan

"Żyjemy jeno w snach o sobie" Beata Bużan, Wyd. Novae Res, Str. 356

Niepozorna okładka czasami może skrywać równie niepozorne wnętrze. Szczególnie, gdy opis z okładki niewiele mówi o fabule. Ale w przypadku debiutanckiej powieści Beaty Bużan nie mogę napisać, by była to książka niepozorna - jej historia jest intrygująca i bardzo wciągająca, szczególnie że w swoim tle ma również wojenne wydarzenia.

Sięgając wstecz autorka postanowiła napisać powieść bardzo życiową, opierającą się poniekąd na wspomnieniach z przeszłości. To historia poruszająca, bo bardzo prawdziwa - przypominająca opowieści snute przez naszych dziadków, kiedy widząc na własne oczy całe okrucieństwo przeszłych czasów nie boją się przestrzegać młodego pokolenia przed ich błędami.

Łatwo się ocenia książkę po okładce. Ale zdecydowanie trudniej jest ocenić jej wnętrze. Gdybym patrzyła na tą historię z góry mogłabym napisać - nudna, bo ma w sobie niemal same opisy, mało dialogów i historia bardziej z życia wzięta niż wymyślona na potrzeby czytelników. Ale pisząc tak byłabym w swojej ocenie bardzo niesprawiedliwa. Bo tak naprawdę wszystko to co wymieniłam powyżej złożyło się na historię ponadczasową, głęboką, pełną życiowych przemyśleń spokojnie stanowiących wzór dla obecnego pokolenia.

Helena, główna bohaterka książki to postać, dla której pierwowzorem była babcia autorki. Dlatego ta historia zyskuje na wartości - płynie z niej prawda, która uczy i motywuje. Helena żyje w czasach, gdy człowiek samo musi troszczyć się o własne, pozorne szczęście. A jej walka o to przypomina syzyfową pracę, bo gdy tylko kobieta myślała, że jest już wszystko w porządku - jej przekonania waliły się jak domki z kart, gdy w jej życie integrowali postronni ludzie. Pryzmat jej błędów zaczyna stanowić tutaj elementarne znaczenie, gdy mając nieślubne dziecko kobieta musi zmierzyć się z uprzedzeniami i absurdalnymi zasadami moralnymi. Pamiętajcie, że historia utrzymana jest w granicach II Wojny Światowej. Co działo się za kulisami, gdy o własne życie walczyli zwykli ludzie do tej pory nie uznawani za honorowych bohaterów?

Kto z Was jest gotowy podążyć drogą Heleny - bohaterki, która będąc inna niż wszyscy zaczyna budować swoją tożsamość od nowa? Uważajcie tylko na tajemnice, kłamstwa i wielką mistyfikację. Autorka w piękny i zaskakująco dobitny sposób pokazała jak wielka jest siła poświęcenia. Książka jest nietuzinkowa i poruszająca, napisana niezwykle plastycznym językiem opowiadająca o ludzkich słabościach, która skłania do myślenia i zapada w pamięci na długi czas. Beata Bużan przedstawiła nowe reguły dla gry pozorów. W sposób bardzo obrazowy pokazała jak wiele ścieżek ma ludzkie życie. Po lekturze powieści już wiem, że przeszłość i teraźniejszość to nierozerwalne czynniki tworzące podwaliny dla być może lepszej przyszłości.

piątek, 9 czerwca 2017

"Żniwiarz. Pusta noc" Paulina Hendel

"Żniwiarz. Pusta noc" Paulina Hendel, Wyd. Czwarta Strona, Str. 432

"Może wcale nie wiedzą, że po śmierci znajdujecie nowe ciało?"

Trudna sprawa z polską fantastyką. Wciąż mam dystans do tego gatunku, a sami wiecie jak to bywa z naszymi rodzimymi powieściami - czasami powalają na kolana a czasami po prostu rozbrajają niedopracowaniem i nudą. Jednak dałam się namówić opisowi, bo lubię takie pokręcone fabuły. Poza tym kto nie ryzykuje, ten traci. Prawda?

Zaczęła się bardzo przyjemnie. Poznałam przewrotną główną bohaterkę Magdę, która żyje w świecie otwartym dla zjaw, zmor i innych tego typu cudaków. Nie są to może istoty szczególnie lubiane na ziemi, ale za to wprowadzają niezły chaos. W duecie z Magdą pracuje Feliks - żniwiarz, który doskonale sobie radzi z usuwaniem wszelkich nieumarłych. Dziewczyna stara się jak może by pomóc swojemu wujkowi, jednak jako zwykły śmiertelnik nie jest jej łatwo. Szczególnie, że jak na złość nocne mary zaczęły się niepokojąco mnożyć.

Przyznaję - pomysł trafiony w dziesiątkę. Jestem zachwycona poprowadzoną fabułą i jej rozwinięciem, bo właściwie nie spodziewałam się tak dobrze skrojonego wątku. Nie jest on straszny czy budzący grozę, ale pomysłowy i dopracowany w najmniejszym szczególe. Może jest w nim nawet subtelny motyw z książki "Alicja w krainie zombi" choć tutaj mamy cały arsenał niepokojąco rzeczywistych stworzeń. Bez wątpienia jest to wciągająca historia, która chociaż bazuje na schematach powieści fantastycznej, niewiele poza stworzeniami nie z tego świata ma wspólnego. To przede wszystkim dobrze napisana książka pełna przygód, od których nie ma się ochoty odrywać.

Oczywiście dobra powieść nie byłaby sobą, gdyby nie poboczny wątek romantyczny. Magda jest bardzo pomysłową bohaterką, trochę wygadaną, trochę sarkastyczną, bardzo pewną siebie i przebojową. Nie da się jej nie lubić i nie obdarzyć jej sympatią, bo to przychodzi naturalnie. Zaskakujące jest też to, że w świecie tak nierzeczywistym na pierwszy rzut oka, dziewczyna stanowi wyraźnie zarysowaną postać, ale przy tym pełnowymiarową i rzeczywistą. Dlatego dla tak barwnej postaci zmory nie są niczym strasznym. Ale jest to też wyzwanie dla drugiej połówki, która nie może być żadnym nijakim chłopakiem bez wyrazu. Magda potrzebowała kogoś kto jedynie umocni jej postać i faktycznie ktoś taki zawitał na horyzoncie, ale nic więcej Wam nie zdradzę.

"Żniwiarz" to pomysł i dobre wykonanie. Akcja na początku może nie gna na złamanie karku, ale bardzo szybko odnalazłam się w rozgrywanych wydarzeniach i już teraz wypatruję z niecierpliwością kontynuacji. Bohaterka, której nikt się nie przeciwstawi, fabuła jakiej dawno nie było i nieoczekiwane zwroty akcji to coś co lubię najbardziej. Jak się okazało, polska fantastyka też może być dobra!

czwartek, 8 czerwca 2017

"Ogień, który ich spala" Brittainy C. Cherry

"Ogień, który ich spala" Brittainy C. Cherry, Tyt. oryg. The Fire Between High & Lo, Wyd. Filia, Str. 450

"Kiedy znajdziesz kogoś, kto rozśmieszy Cię w chwili, w której twoje serce chce płakać- trzymaj sie go. Będzie tym, który zmieni twoje życie na lepsze."

Powieści Brittainy C. Cherry zajmują honorowe miejsce na mojej półce. Po zaskakująco głębokiej i wartościowej historii "Kochając pana Danielsa" nie mogłam przejść obojętnie obok żadnej kolejnej książki autorki. Każda następna książka zaskakiwała mnie przesłaniem i ponadczasowymi wartościami - to nie jest tak, że Cherry pisze proste powieści młodzieżowe. Ona faktycznie opiera swoje fabuły na tym motywie, ale jednocześnie nie boi się sięgać znacznie dalej.

"Ogień, który ich spala" jest drugim tomem w serii Żywioły, ale książki są od siebie tak różne jak żywioły, które nas otaczają. Każda z nich opiera się na zupełnie innej fabule, dzięki czemu przygoda z tą serią jest bardziej wartościowa, niż można by przypuszczać. To zasługa przede wszystkim dużego talentu, który drzemie w autorce i ujawnia się na przykładzie jej książek - wartościowych i bardzo emocjonujących. Także tym razem, choć już przygotowałam się na możliwe wzloty i upadki, otrzymałam historię, która przepełniła mnie na wskroś całą feerią uczuć. Drugi tom tej serii okazał się bardziej żywiołowy, tak jak motyw na którym się opierał - czyż nie jest tak, że ogień pochłania wszystko na swojej drodze, by pozostawić po sobie bolesny ślad?

Fabuła zaskoczyła mnie torem, jaki obrała. Wiedziałam na co stać autorkę, ale spodziewałam się tak przemyślanego zwrotu akcji, który jednocześnie obrócił bieg wydarzeń na tyle, że czytając kolejne strony nie mogłam się od nich oderwać. Czując, że finał powieści przyciąga mnie jak magnes przedzierałam się przez całą masę sprzecznych emocji - od łez smutku, po rozdrażnienie, na rozbawieniu kończąc. W końcu autorka podarowała nam - bądź co bądź - historię miłosną opartą na podwalinach trudnej przeszłości. Ale jednocześnie posunęła się o krok dalej, tworząc wyraziste postacie na tle trudnej przeszłości, których przeznaczeniem było połączyć się w jedność, a dla których los wybrał inną drogę. Tak właśnie powinny być pisane książki dla kobiet.

Mocna i dopracowana historia wymusiła na bohaterach zaangażowanie się w swoje role najbardziej jak potrafią. Pierwszoplanowo przywitali mnie Logan i Alyssa, ale byłabym niesprawiedliwa zapominając o pobocznych postaciach, które doskonale odnalazły się w swoich zadaniach. Razem nadali powieści większej wartości, bo jako pełnowymiarowe, wiarygodne postacie udowodnili, że być może, gdzieś w świecie faktycznie wydarzyła się podobna historia. Tym bardziej, że przygoda dwójki głównych bohaterów jest znana od dawna - przyjaciele, różniący się od siebie jak ogień i woda, ciągną do siebie nawzajem niczym nierozerwalne połówki tego samego jabłka. Ona, dziewczyna z dobrego domu doskonale potrafi zasłonić się pozorami, on - chłopak, który obrał życie po złej stronie mocy, potrzebuje wsparcia, którego do tej pory nie dostał od nikogo. I choć wydawałoby się, że tak rozpoczyna się każda schematyczna historia - nie tym razem, nie w twórczości Brittainy C. Cherry.

Przyznaję, przeżyłam tą powieść mocno i bardzo emocjonalnie. Zaangażowałam się w życie dwójki pokiereszowanych bohaterów i śledziłam ich relację, która pozostawała wiele do życzenia. Czy miłość zawsze ma pozytywny posmak, czy ma prawo także do toksycznego wydźwięku? Autorka skutecznie udowodniła mi, że nic nie jest ani czarne, ani białe. Jestem pod wrażeniem szczerości i prawdy, które biją od tej fabuły - trudnej, wartej przemyślenia, o której nie sposób szybko zapomnieć. To historia z tych, do których warto wracać.

środa, 7 czerwca 2017

"Nic zobowiązującego" Magdalena Kalisz

"Nic zobowiązującego" Magdalena Kalisz, Wyd. Novae Res, Str. 367
PREMIERA: 30 maja 2017r.

"Ja chyba śnię... Nie można tak po prostu gasić światła, robić komuś masażu, a po chwili zmieniać temat, jak zmienia się pas na drodze!"

Powieść obyczajowa musi mieć w sobie coś takiego, co skłoni mnie do czytania. Bardzo lubię i szanuję ten gatunek, ale zdecydowanie stawiam na dynamizm i akcję, a historie o spokojnym życiu domowym pozostawiam w tyle. Książki pani Kalisz zaciekawiła mnie tytułem, bo ja bardzo lubię zobowiązującego książki. Postanowiłam zatem pójść na przekór sobie i autorce i zaryzykować.

Fabuła tej historii opiera się na perypetiach głównej bohaterki, Mileny - która swoje życie rozgrywa nie do końca na własnych zasadach.  Jej opowieść to prosta, zwykła przygoda może trochę niezwykłej dziewczyny, ale na pewno nie takiej, która przyciągnęłaby uwagę każdego. A jednak jest w niej pewna przekora, która przyciąga do książki czytelnika - może to nieokiełznany charakter Mileny, może jej subtelność w ironii, a może po prostu cała kreacja, ale - choć zazwyczaj podobne bohaterki mnie nudzą - polubiłam jej postać. 

Postać Mileny to bardzo charakterystyczna kreacja kobiety, która coś osiągnęła, choć gdy patrzy się na nią z góry, widać jak na dłoni, że nie osiągnęła jednak nic. Pracuje jako przedszkolanka, mieszka w starym mieszkaniu z niemodnymi meblami i ogólnym chaosem nie do okiełznania. Codziennie wychodzi na ulice ponurego miasteczka, w którym czas jakby się zatrzymał i nikomu nigdzie się nie spieszy. Tak to już bywa - że główna bohaterka staje się ofiara własnego losu. A co w momencie, gdy jej zadaniem jest wziąć na własne barki całą fabułę? Wówczas może zrobić się nieciekawie. Ale wbrew wszystkiemu perypetie Mileny nie były takie jak można by przypuszczać - nie nudziły a bawiły, nie ciągnęły się w nieskończoność a w mgnieniu oka przeskakiwały z wątku na wątek.

Magdalena Kalisz bardzo dobrze pisze. To jej wielki atut, bo przede wszystkim przy lekturze jej książki trzymał mnie styl autorki. Nie jestem pewna czy gdyby nie swoboda z jaką zostały napisane przygody Mileny i pomysł na rozgrywane wydarzenia książka byłaby warta uwagi. A jednak jest - może właśnie na przekór wszystkiemu za sprawą kreacji głównej bohaterki, jako tej odsuniętej z życia społecznego. Smutna, pełna melancholijnych myśli blada postać snująca się po przedszkolu i wychowująca pociechy innych nie stanowi wzór do naśladowania. Kto by pomyślał, że jest zdolna do nieoczekiwanego zwrotu w swoim życiu i przewrócenia wszystkiego do góry nogami? Pewnego dnia ta szara i nieciekawa kobieta loduje w jednym łóżku z facetem, którego wcale nie zna! I choć na początku wydaje się to szalone... z czasem taki nieplanowany skok zaczyna się jej podobać!

"Nic zobowiązującego" to lektura lekka i przyjemna, którą czyta się z przyjemnością. Miło spędzony czas zawdzięczam autorce, która napisała zaskakująco pomysłową fabułę opartą na perypetiach bohaterki zbliżonej kreacją do każdego z nas. Kto nie zastanawiał się czasem czy jego życie nie jest zbyt monotonne i ponure? A może właśnie taki nieoczekiwany zwrot odmieni nasz los? Tak stało się z życiem głównej bohaterki. Jesteście ciekawi co zrobiła Milena już po całej tej szalonej przygodzie? Zapraszam do lektury!

"Z góry widać tylko nic" Arek Borowik

"Z góry widać tylko nic" Arek Borowik, Wyd. Dobra literatura, Str. 397

"Oto, czym kończy się frustracja człowieka, któremu wydawało się, że ma talent."

Napisać o człowieku wcale nie jest łatwo. Można stawiać bohaterów w przeróżnych życiowych sytuacjach, ale stworzyć książkę, której podstawowym motywem będzie sam bohater - nie jest takie proste. A już na pewno nie wówczas, gdy miesza się to z przekąsem i poczuciem humoru.

Do takich książek zawsze podchodzę z dystansem. Poczucie humoru to pojęcie względne, jednego bawi coś, co drugiego po prostu nudzi. Do tej pory szczerze śmiałam się przy polskich książkach autorstwa Agaty Przybyłe, Joanny Chmielewskiej czy niektórych powieściach Olgi Rudnickiej. Ale lubię też eksperymentować i nie boję się sięgać po kolejne historie. Tak właśnie trafiłam na książkę Arka Borowika i bardzo się cieszę.

Autor to człowiek orkiestra - nie tylko napisał książkę, ale i scenariusze do znanych seriali oraz współtworzył grę: sławnego Wiedźmina. Z takim doświadczeniem wyszedł do czytelników wraz ze swoją powieścią - zbiorem opowieści o ludzkich namiętnościach, gdzie prym wiodą emocje i uczucia innych. Wypadło to naprawdę dobrze, każą z opowieści czytałam z dużą ciekawością, choć nie jestem przekonana do tego humoru. Co prawda kilka raz uśmiechnęłam się sama do siebie szczerze, ale nie zaśmiewałam się do łez, choć trochę na to liczyłam.

Na całe szczęście nie o humor tutaj chodziło a o pokazanie człowieka w prawdziwej krasie. To akurat wypadło naprawdę dobrze. Nie tyle sam wątek psychologiczny poszczególnych postaci, ale przedstawienie bohaterów w zwykłych, życiowych sytuacjach. Fabuła oparta została na emocjach towarzyszących nam każdego dnia, w sytuacjach wywołanych przez zrządzenie losu oraz zaplanowanych przez nas samych. Innymi słowy - można się w tych opowieściach odnaleźć, bo przecież najlepszym towarzyszem jest ta książka, w której widzimy odzwierciedlenie nas samych.

"Z góry widać tylko nic" pokazuje, że z góry widać tak naprawdę wszystko. Autor napisał książkę dla każdego - kobiet i mężczyzn, którzy chcą zwrócić uwagę na innych ludzi pokręconych i dziwnych a tym samym odwrócić uwagę od siebie samego. Bo choć nie chcemy się do tego przyznawać, w każdym z nas drzemie trochę dziwaka. Odważycie się sięgnąć po książkę niebanalną i zaskakującą w swojej prostocie?

wtorek, 6 czerwca 2017

"Lato Eden" Liz Flanagan

"Lato Eden" Liz Flanagan, Tyt. oryg. Eden Summer, Wyd. Iuvi, Str. 312

"Odgrywa napisany z góry scenariusz i idzie jej nieźle. Widać, że jest świetna w tym, co robi, ale ten wyćwiczony tekst wytrąca mnie z równowagi."

Dwa światy różne od siebie jak woda i ogień zdecydowały się na wielką przyjaźń. Eden i Jess wiedzą o sobie wszystko, jednak gdy ta pierwsza znika, Jess nie do końca wie co może zrobić. Nie waha się jednak wyruszyć w drogę, by odnaleźć przyjaciółkę. Biorąc za punkt odniesienia wspólne spędzone lato i krok po kroku szuka wskazówek, które pomogą jej rozwiązać zagadkę. Tylko, że czas goni...

Przyznaję, że zupełnie nie spodziewałam się tak głębokiej historii. Piękna okładka jak się okazało skrywa w sobie równie wyjątkowe wnętrze, bo historia Eden i Jess to nie tylko podróż ku odnalezieniu zaginionej dziewczyny, ale przede wszystkim ku prawdzie, które jak się okazuje, może szokować każdego. Jess z każdym krokiem zaczyna dostrzegać tajemnice i sekrety o których nie miała pojęcia, a prawda uderza w nią brutalnie i znienacka - kim tak naprawdę jest Eden?

Autorka pokusiła się o powieść głęboką i wyszło jej to znakomicie. Wielka przyjaźń staje pod znakiem zapytania z dniem zaginięcia Eden - dziewczyny, która doskonale poradziła sobie z grą pozorów. To kluczowy aspekt tej powieści - siła przyjaźni i wzajemnego zrozumienia w momencie, który najbardziej tego potrzebuje. Autorka pokazała, że czasami jedna decyzja może wywrócić życie do góry nogami a przerwanie nieświadomie utkanej sieci kłamstw jest bardzo trudne. Jess pokazała na przykładzie własnej historii jak to jest, gdy oddaje się serce osobie o której w zasadzie niewiele się wie. I choć w głowie czytelnika pojawia się pytanie, czy czasem dziewczyna specjalnie nie przymykała oka na nieme sygnały od strony Eden, ale to naprawdę trudne do rozgryzienia. Czy jesteśmy w stanie dostrzec wołanie o pomoc, kiedy ktoś usilnie próbuje je zatuszować?

Fabuła tej powieści budzi wiele pytań. Miesza w głowie i naprawdę daje do myślenia. To nie tylko historia oparta na moim ulubionym motywie drogi, ale także psychologiczna układanka, która może stanowić interpretację rzeczywistych wydarzeń. W dodatku sama przyjaźń pomiędzy dziewczynami jest naprawdę wartościowym przesłaniem - Eden pochodząca ze świata elity nawiązuje nić porozumienia z wycofaną i samotniczą Jess, która mocno wyróżnia się na tle swoich rówieśników. A jednak zrywając z wszelkimi niepisanymi zasadami i stereotypami dziewczyny znajdują w sobie oparcie. Piękno i wartości płynące z tej książki są przede wszystkim zasługą barwnego stylu autorki, która w niezwykle obrazowy i wiarygodny sposób przedstawiła losy Jess i Eden. 

"Lato Eden" to książka, która zdobędzie szerokie grono fanów. Opowiada o przyjaźni i zaufaniu, które wystawiono na próbę. Czy zdrada może prowadzić do odkrycia prawdy o samym sobie? A może strata otwiera nam oczy na świat? Bez wątpienia odpowiedzi na pytania oraz wiele, wiele więcej znajdziecie w tej historii, która porusza, zaskakuje i intryguje. Podzielona na trzy części historia przywołuje wspomnienia z teraźniejszości i wspomnienia z ubiegłego lata a przy tym urzeczywistnia przedstawianą historię. Otwiera czytelnikowi drogę do analizy głównych bohaterek i po prostu zaprasza w podróż, o której nie da się szybko zapomnieć.