piątek, 24 listopada 2017

"Para idealna" Jennifer Echols

"Para idealna" Jennifer Echols, Tyt. oryg. Perfect Couple, Wyd. Jaguar, Str. 304

"Zamknij się i podziwiaj widoki."

Na twórczość Jennifer Echols trafiłam przez przypadek. Kiedy jeszcze nurt New Adult nie miał swojej nazwy i był po prostu powieścią dla młodzieży, pojawiła się książka "Dziewczyna, która chciała zbyt wiele" właśnie tej autorki. Zdecydowałam się na jej lekturę, ponieważ szukałam czegoś lekkiego, przyjemnego, gdzie miłość będzie grała pierwsze skrzypce i poczułam się pozytywnie zaskoczona wprawą z jaką autorka poprowadziła mnie przez jeden wątek za sprawą całej masy sprzecznych emocji. Od tamtej pory wszystkie książki Echols biorę w ciemno.

Lubię styl Jennifer Echols za lekkość i swobodę. Wiem, że nie muszę szczególnie skupiać się na rozgrywanych wydarzeniach i przedzierać przez zawiłe sieci nieporozumień między bohaterami, bo tak naprawdę wszystko zaczyna się i wyjaśnia na moich oczach. Autorka stawia wyłącznie na jeden główny motyw - miłość w jej książkach wiedzie prym, dostarcza mnóstwa pozytywnych wrażeń i zapewnia pocieszenie dla rozbitego serca. Nie trzeba włożyć wiele trudu w jej książki, by móc czerpać z nich maksymalną radość.

Także tym razem otrzymałam dokładnie to co oczekiwałam - piękna historię miłosną, w której różne perypetie bohaterów budziły we mnie zaciekawienie. Harper, uczennica ostatniej klasy liceum - narratorka i główna bohaterka - przedstawia się przed czytelnikiem jako niezwykle barwna osobowość. Wyróżnia się na tle swoich rówieśników charyzmą i indywidualnym podejściem do każdej sprawy. Nie boi się wyrażać swoich opinii i mieć własnego stylu a to zawsze wielki atut podobnych bohaterów, którzy nie giną gdzieś w schematyczności i monotonii własnych kreacji. Pech chciał, że jej spokojne i w miarę poukładane życie zaczęły przecinać pasma nieoczekiwanych niepowodzeń. Okazało się, że tytuł Idealnej Pary przypadł jej i Brody'emu, chłopakowi trudnemu w kontakcie, typowemu sportowcowi, który lubi bawić się dziewczynami. Różni ich wszystko, ale łączy jedno: obydwoje są już w związkach. Czy kontrast pomiędzy nimi zmieni wzajemne postrzeganie bohaterów czy wręcz przeciwnie, poróżni ich jeszcze bardziej?

Licealne perypetie młodych bohaterów to utarty już schemat. A jednak jeden z moich ulubionych. Gdy szukam odprężenia i lektury niezobowiązującej a jednak przyjemnej i wartej poznania - wybieram właśnie taką, gdzie wiem, że pozytywne emocje nie będą miały końca. "Para idealna" jest idealnym przykładem - dziewczyna z zasadami trafia na chłopaka, który nie ma żadnych i w plątaninie sporów oraz nieporozumień zaczyna nawiązywać się pomiędzy nimi nić porozumienia. W tle pojawiają się smutne odniesienia do rozwodu rodziców Harper, by nadać równowagę dla pozytywnych chwil, ale to jedynie ukłon w stronę stylu NA, a nie konkretny motyw tej powieści. Tutaj chodzi o to, by polubić bohaterów i zrobić wszystko, by życie ułożyło im się po ich myśli a właśnie tak jest - nie mogłam oprzeć się poczuciu, że muszę im kibicować, bo chociaż kreacja Harper i Brody'ego była typowym przedstawieniem bohaterów nastoletnich, którzy trochę naiwnie patrzą na niektóre sprawy, to obydwoje miało swoją własną historię i nieoceniony charakter czego nie mogłam pominąć.

"Para idealna" to drugi tom serii, ale historia dwójki bohaterów zamyka się w jednym tomie. Jennifer Echols napisała trylogię o przyjaciołach, a każdemu z nich poświeciła inny tom serii, dzięki czemu nie trzeba zachowywać chronologii by móc cieszyć się lekturą. A zabawy jest co nie miara, bo lekkość stylu autorki pozwala przeczytać lekturę w jeden wieczór i nie zapomnieć o niej szybko. Przede wszystkim za sprawą humoru i pozytywnego rozwoju wydarzeń. Może nie zaskakuje, nie pędzi akcją na złamanie karku, ale na pewno relaksuje i dostarcza mnóstwa pozytywnych wrażeń. A za to właśnie uwielbiam Jennifer Echols.

"Zamarznięte serca" Karolina Wilczyńska

"Zamarznięte serca" Karolina Wilczyńska, Wyd. Czwarta Strona, Str. 310

"Jedynym pragnieniem, jakie czułam, była chęć zniknięcia. Rozpłynięcia się, przestania istnieć."

Pierwszy śnieg już za nami, więc śmiało mogę sięgać po zimowe propozycje książkowe. Już czuję w powietrzu ten okres, kiedy idealnie sprawdzą się fabuły przyprószone śniegiem i topiące serca mimo panującego zimna. Bo jak wiadomo tam gdzie mróz na pierwszych stronach - z czasem przychodzi również ocieplenie klimatu.

Jeśli ciekawi Was chronologia serii Rok na kwiatowej, przyznam że sama rozpoczęłam swoją przygodę od drugiego tomu nie znając wcześniejszych wydarzeń. Czy słusznie postąpiłam - nie wiem, ale nie czułam się szczególnie poszkodowana podczas lektury. Serię łączą cztery bohaterki: Malwina, Róża, Wioletta i Liliana, którym jak przypuszczam, autorka postanowiła poświęcić osobne tomy. W pierwszej części czytelnik ma szansę poznać perypetię Malwiny, a w obecnej części - Liliany. I chociaż wszystkie kobiety przewijają się przez fabułę, każda z nich charakteryzuje się odmienną opowieścią.

Bardzo polubiłam postać Liliany. Zwyczajna kobieta, z własnymi słabostkami i nadziejami. Patrząca na świat z perspektywy realizmu i niekoniecznie realizująca własne marzenia. Obecnie stanęła w trudnej sytuacji, gdy w jej domu zagościła nastoletnia kuzynka. Kiedy kłopoty związane z dziewczyną zaczynają ją przerastać, Liliana postanawia przeprowadzić z kuzynką poważną rozmowę. Z niej dowiaduje się szokujących faktów - traumatyczne przeżycia dziewczyny widoczne są teraz jak na dłoni. Okazuje się nagle, że obie łączy tragedia. Czas zatem cofnąć się wstecz i wrócić do przeszłości by na nowo odpowiedzieć sobie na pytania, czy ich obecne decyzje zostały mądrze podjęte.

Chociaż Karolina Wilczyńska postawiła na powieść obyczajową nie zapomniała nawiązać również do trudnego tematu. Autorka klarownie ukazała cały tragizm sytuacji, w której nikomu nie było łatwo, ale należało w końcu stanąć przed obliczem wyzwania. Przeszłość upomniała się o uwagę i zmusiła także czytelnika do tego, by zaangażował się w rozgrywane wydarzenia. Na całe szczęście mogłam spojrzeć również na historię z pewnego dystansu, bo chociaż autorka wybrała pierwszoosobową narrację - podzieliła ją na przyjaciółki. Dzięki czemu nie tylko Liliana miała głos do wypowiedzenia się.

Zima zawsze zaskakuje, bo chociaż wiemy, że jest już niedaleko, przychodzi przeważnie w złym momencie. Podobnie jest z wydarzeniami z "Zamarzniętych serc". Mimo, że wyczuć można było, że coś wisi w powietrzu, nie spodziewałam się strony w jaką zmierzała fabuła. Uważam jednak, że to bardzo dobre nawiązanie do trudnego tematu w sposób bardzo ludzki i realny. Powieść jest idealną propozycją jako lektura na późny wieczór, kiedy marzymy wyłącznie o dobrej historii i kubku gorącej herabty.

czwartek, 23 listopada 2017

"Tysiąc odłamków ciebie" Claudia Gray

"Tysiąc odłamków ciebie" Claudia Gray, Tyt. oryg. A Thousand Pieces of You, Wyd. Jaguar, Str. 366

"Wiem teraz, że żałoba jest jak osełka. Szlifuje całą twoją miłość, wszystkie szczęśliwe wspomnienia, I czyni z nich ostrza, które rozrywają Cię od środka."

Tak, jeśli zdajecie sobie pytanie dlaczego zdecydowałam się na lekturę tej powieści, odpowiedź na pewno znajdziecie sami. Dla okładki, magicznej, przyciągającej wzrok, bardzo kuszącej. Nie będę ukrywać, że wizualna wersja książek nie jest dla mnie ważna, bo zawsze pierwsze wrażenie może czynić cuda. Być może, gdyby nie tak dobrze przemyślana szata graficzna przeszłabym obojętnie obok tej historii - a szkoda, bo jak się okazało spędziłam wraz z nią kilka miłych godzin.

Bohaterką książki jest Marguerite Caine, dziewczyna wychowywana przez zaangażowanych fizyków. Jej mama wynalazła cudowny wynalazek umożliwiający skoki do innych rzeczywistości i wcielanie się w alternatywne wersje samego siebie. Jednak wysoka technologia niesie ze sobą pewne ryzyko i zagrożenie. Przekonał się o tym ojciec dziewczyny, który zginął z rąk - przypuszczalnie - Paula Markova, a ten by ratować się przed sprawiedliwością uciekł do innego wymiaru. Chłopak nie zdaje sobie sprawy, że Marguerite zrobi wszystko by pomścić śmierć swojego ojca.

W tym miejscu rozpoczyna się wyścig z czasem, szalona wędrówka poprzez nieznane światy, w których nic nie jest takie oczywiste. Autorka miała doskonały pomysł na fabułę i uważam, że w pełni go wykorzystała - stworzyła masę odległych światów, a jednak takich, które wydają się być na wyciągnięcie ręki. Gdy Marguerite wraz z asystentem ojca wyrusza na poszukiwania mordercy przemierza nieznane światy i przedstawia czytelnikowi ogrom zaskakującej wiedzy. Nigdy nie byłam zwolenniczką nauk ścisłych, ale nie czułam się pominięta w tej historii - objaśnione zagadnienia były klarowne i oczywiste, tak by powieść nie męczyła, a jedynie niosła radość.

Powieść oparta jest na zasadzie wątku fantastycznego, z nurtem przygody, pościgu, sensacji i nawet motywu romantycznego w tle. Dzięki temu autorka zapewniła swoim czytelnikom dynamiczną, pędzącą przygodę od której trudno się oderwać, a i akcja nie zwalania nawet na minutę. W wir swojej przygody Claudia Gray wrzuciła ciekawe postacie, barwne i intrygujące. Marguerite szybko przekonała mnie do siebie swoją odwagą i walką wobec dobrego imienia rodziny, a pierwszoosobowa narracja z jej strony idealnie oddawała wszystkie targające nią emocje. Jednak musicie pamiętać, że jest to przede wszystkim powieść typowo młodzieżowa - z ciekawymi wydarzeniami i wartymi poznania bohaterami, ale czuć gdzieś w oddali młodzieżową naiwność. Nie uważam tego za minus, wręcz przeciwnie - skoki w różne wymiary, odkrywane nowych, niebezpiecznych światów, tajemnice i sekrety czające się na każdym kroku nie dawały mi wytchnienia i bawiłam się podczas lektury zaskakująco dobrze.

Claudia Gray napisała książkę niebanalną. Alternatywne światy zmusiły główną bohaterkę do poznawania siebie na nowo, a wraz z tym - własnej rodziny. Każdy nowy świat niósł ze sobą wiedzę, która do tej pory była dla Marguerite tajemnicą. Dzięki temu w powieści uformował się piękny wątek rodziny, nawiązywania wzajemnych relacji i ukazania wartości prawdziwego domowego ciepła. "Tysiąc odłamków ciebie" intryguje od początku do końca, prowadzi czytelnika od Londynu przez Rosję po podwodny świat. Nie da się przy tej powieści nudzić!

środa, 22 listopada 2017

"Bardzo biała wrona" Ewa Nowak

"Bardzo biała wrona" Ewa Nowak, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 304

"„Jakie to wspaniałe mieć nad kimś władzę” – pomyślał Norbert i natychmiast przyszła mu do głowy kolejna refleksja: „Jakie to łatwe”"

Myślę, że Ewy Nowak nie muszę Wam przedstawiać. Autorka podbiła serca czytelników miętową serią i historiami o młodzieży z życia wziętymi. Każda książka autorki to lekcja życia dla dzieci i ich rodziców, po którą warto sięgać.

"Bardzo biała wrona" to jedna z moich ulubionych powieści Ewy Nowak. Trochę inna niż wszystkie inne, ponieważ utrzymana w subtelnie mrocznym klimacie destrukcji i bólu. Nie po raz pierwszy autorka udowodniła, że potrafi pisać o prawdziwym życiu tak, jakby sama przeżyła daną historię na własnej skórze. Dzięki temu jej książki są realistyczne, a bohaterowie - możliwi do zaakceptowania, pełnowymiarowi, z wadami i zaletami.

Tym razem historia zmienia się jak w kalejdoskopie. Najpierw bajka niesie ze sobą szczęście i spełnienie marzeń, gdy Natalia - nieśmiała dziewczyna z kompleksami spotyka chłopaka. Szaleńczo zakochany w niej Norbert wydaje się księciem z bajki do czasu, gdy pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Idealny związek licealistów zmienia się w koszmar, gdy chłopak zmienia się w manipulanta i zazdrośnika, niemal budzącego lęk. To straszne jak szybko czarujący chłopak zmienia się w demona, który zaskakuje swoją porywczością i bezwzględnością. Natalia - dziewczyna która bardzo szybko zdobywa sympatię czytelnika trafia w towarzystwo, które nigdy nie powinno być blisko niej. Cicha, spokojna dziewczyna ma przecież prawdo do realizacji skrywanych marzeń o wielkiej miłości. A jednak gra pozorów ze strony Norberta wszystko rujnuje.

Książka budzi wiele mocji, bo wydarzenia niekoniecznie idą po myśli czytelnika. Dziewczyna zamiast uciekać od oprawcy jak najdalej - tłumaczy jego chore zachowania. Rozumiem ją i nie mam jej tego za złe: szukała miłości i gdy dostała złudne emocje, chciała się ich trzymać jak najdłużej. To Norbert stał się dla mnie emocjonalnym katem i to jego osobę uważam za jedyny czarny charakter w powieści. Stworzył on toksyczny związek, w którym zajął miejsce głównodowodzącego i pokazał czytelnikowi machinę relacji opartej na uzależnieniu i przemocy psychicznej. Dzięki temu powstała bardzo mądra, przejmująca i wartościowa powieść.

"Bardzo biała wrona" to historia dla młodzieży i dla dorosłych. Chwyta za serce, zmusza do myślenia i budzi mnóstwo skrajnych emocji. Czyta się ją z zapartym tchem i w błyskawicznym tempie, bo szalejące w powieści uczucia nie pozwalają odejść od lektury ani na moment. To jedna z lepszych - moim zdaniem - propozycji od Ewy Nowak, która idealnie podkreśla talent autorki do tworzenia powieści ważnych i ponadczasowych.

"Dla niego wszystko" Alexa Riley

"Dla niego wszystko" Alexa Riley, Tyt. oryg. His Alone, Wyd. Burda Książki, Str. 284

"Naprawdę myślałaś, że oni nie wiedzą, że już od dawna jesteś moja? To urocze."

Miłość to nie jest prosta sprawa. Burzliwe emocje, niespokojne chwile, walka o ukochaną osobę do ostatniego tchu. To znana tematyka wśród powieści romantycznych, bo w końcu jeśli dzieje się wiele - to znaczy, że akcja warta jest uwagi. W przypadku serii Riley nie jest to do końca odpowiednie stwierdzenie, ponieważ burzliwa relacja między bohaterami na pewno jest obecna to fabuła wcale nie jest taka skomplikowana. Nie skreśla to jednak powieści z góry, warto się przekonać czy to książka dla Was.

To drugi tom serii. Osobiście rozpoczęłam swoją przygodę z twórczością autorki właśnie od niego, więc trudno mi powiedzieć jak to wygląda z chronologią, ale mi osobiście dobrze się czytało drugi tom. Odnalazłam się również w rozgrywanych wydarzeniach a to dlatego, że nie są one szczególnie skomplikowane. To połączenie romansu z domieszką tajemnicy do rozgryzienia, dzięki czemu wydarzenia są bardziej wciągające.

Alexa Riley to tak naprawdę pseudonim dwóch przyjaciółek tworzących pod jednym nazwiskiem. Widać, że razem doskonale się bawią, bo powieść wyszła im naprawdę dobrze. Ciekawi bohaterowie wciągają do swojego problematycznego świata namiętności i przeprowadzają przez cienką linię erotycznego napięcia. Jest to co prawda typowa powieść kobieca, w której aż wrze od przeżywanych w bohaterach emocji, ale szybko można zaangażować się w akcję za sprawą pierwszoosobowej narracji podzielonej na dwójkę bohaterów. 

Główną postacią jest Paige Turner, która mocno przeżywa swoją przeszłość. Wciąż wraca myślami do wydarzeń, które zaważyły na jej szczęściu i nie pozwalają pójść naprzód. To mocna bohaterka, wyrazista, która nie boi się angażować w działania wyższe uczucia. A mam na myśli tutaj chęć zemsty, która jest jednym z najmocniejszych bodźców do działania. Wszystko jednak staje pod znakiem zapytania, kiedy na jej drodze staje Ryan - to mężczyzna silny, dorównujący charakterem Paige, który pasuje do niej idealnie. Szybko zajmuje honorowe miejsce w sercu dziewczyny, ale ich wzajemna relacja wcale nie będzie łatwa, bo los przygotował dla nich burzliwe wydarzenia.

"Dla niego wszystko" to ciekawa propozycja dla każdej kobiety poszukującej miłosnego uniesienia. Ciekawie napisana, wciągająca, umilająca późny jesienny wieczór. Rozgrzewa na moment serce i zaskakuje ukrytą tajemnicą, bo w końcu nie ma nic lepszego jak podążanie drogą bohaterów którzy maja coś do ukrycia. A gdy wszystko wychodzi na jaw - robi się naprawdę gorąco. Dla miłośniczek podobnej tematyki książka będzie jak znalazł.

wtorek, 21 listopada 2017

"Teatr snów" Iwona Anna Dylewicz

"Teatr snów" Iwona Anna Dylewicz, Wyd. Dygresje, Str. 341

"Snem jesteś mi i zapomnieniem, Kefasie. Twoja miłość... Dlaczego ona tak boli?"

Nietypowe propozycje lektur są zawsze kuszące. Szczególnie gdy są to nasze rodzime książki, w których być może akcja nas zaskoczyć i zapewni, że polskie debiuty rosną w siłę. Jako ryzykantka i fanka powieści wszelakich postanowiłam postawić na powieść "Teatr snów" i zaryzykować wejście do magicznego świata.

Skusiła mnie historia obiecana przez autorkę. Niedopowiedzenia, klimatyczne szaleństwo, akcja nietypowa i jedyna w swoim rodzaju. Z nadzieją zasiadłam do lektury i oczekiwałam wrażeń, które wcisną mnie w fotel. Być może moje oczekiwania były nazbyt wysokie w stosunku do debiutu, ale już nie jeden raz utwierdziłam się w przekonaniu, że pierwsza książka może być doskonała, jeśli poświęci się jej dużo uwagi i połączy z naturalnym talentem autorki. Jak się okazało - w tym wypadku wszystko zgrało się idealnie, ponieważ otrzymała to co oczekiwałam: mądrą i błyskotliwą akcją z naprawdę wartym poznania stylem literackim.

Autorka z lekkością i naturalną swobodą prowadzi czytelnika przez zaskakujący świat, który wykreowała. Na pierwszym planie stanęły nieoczywiste zdarzenia, magiczne cuda, które mieszały w mojej głowie i wzbudzały wiele pytań, pozostawionych nie rzadko bez odpowiedzi. To czytelnik postawiony w sytuacji bez wyjścia podąża tą mroczną drogą w głąb ciemnego korytarza, bo nie może - i przede wszystkim nie chce - już wrócić. Autorka kusi pomysłowością stylu, barwną kreacja głównej bohaterki i przeświadczeniem, że na każdym kroku może wydarzyć się coś zaskakującego. Uwielbiam takiem motywy w książkach - lubię czuć się niepewna co do dalszych wydarzeń, czuć subtelny dreszczyk przerażenia i bawić się wydarzeniami zawartymi w książce.

Główna bohaterka jest jasnym punktem tej historii. Ruda czarownica wiedzie życie pełne niespodzianek. Na scenie Teatru snów odgrywa własną indywidualną rolę, bo sny jakie śni zaczynają mieszać jawę ze snem. Za sprawą pozytywnej, charakternej głównej bohaterki akcja nabiera barw, przeplatają się światy i miejsca, a Ruda podąża z dumnie uniesioną głową do góry wytyczonymi przez nieznane ścieżkami. Nie poddaje się i prowadzi czytelnika przez liczne wątki w których przyjaźń, miłość i wspomnienia z przeszłości zaczynają z czasem tworzyć kompletną całość.

Na pewno nie jest to książka łatwa. Należy wczytać się w treść, by z czasem dostrzec jej konkretne przesłanie. Tym samym nie jest to lektura dla każdego. Uważam jednak, że ci którzy zdecydują się zaryzykować nie będę żałować swojego wyboru. Iwona Anna Dylewicz z precyzją dojrzałego gracza rozdaje zaskakujące karty w książce, w której wszystko jest możliwe. Pomysłowa, przenikająca rzeczywistość z fikcją prowadzi przez warte poznania połączenie gatunkowe - fantastykę, smaczną komedię, powieść obyczajową i nutę grozy. Moim zdaniem - bardzo udany debiut.

"Zapach domów innych ludzi" Bonnie-Sue Hitchcock

"Zapach domów innych ludzi" Bonnie-Sue Hitchcock, Tyt. oryg. The Smell of Other People's Houses, Wyd. Jaguar, Str. 380

"Czasami człowiek potrzebuje choćby i drobiazgów."

"Zapach domów innych ludzi" to powieść, która od pierwszych zapowiedzi była dla mnie intrygująca. Cudowna okładka, niemal poetycki tytuł oraz przekonanie, że czeka na mnie opowieść inna niż wszystkie w końcu namówiły mnie na zapoznanie się z lekturą. 

Ruth, Dora, Alyce i Hank to bohaterowie tej powieści. Młodzież, która w niej zagościła trochę mnie zaskoczyła, bo - nie ukrywam - byłam przekonana, że będzie to historia o dorosłych. Z tym większym zaciekawieniem zaczęłam czytać o losach całej czwórki, która znała się wzajemnie w mniejszym lub większym stopniu, ale wydarzenia rozgrywane w książce krok po kroku prowadziły do ich wzajemnego powiązania. 

Bonnie-Sue Hitchcock stworzyła cztery odmienne kreacje bohaterów, w których nie oszczędziła im trosk oraz zmartwień. Mimo młodego wieku przyszło im zmierzyć się z trudami życia. Ruth wychowywana przez babcię po tragicznej stracie rodziców nie może odnaleźć się w surowym świecie kobiety, która nie okazuje swoich uczuć. Dora natomiast nie może pogodzić się z tym, że nie znosi swojego ojca. I bardzo żałuje, że musi z nim żyć. Alyce pragnąć spełnić marzenia rozwiedzionych rodziców, przestaje realizować własne cele. Hank ucieka z domu wraz z rodzeństwem, bo nie jest w stanie pogodzić się z nowym wyborem swojej mamy. Wszystkie te historie przywodzą na myśl jedno - trudy życia w rodzinie, gdzie brakuje wzajemnego zrozumienia, rozmów i prawidłowych emocji. Nie ma lepszego tematu do manewrowania emocjami czytelnika niż relacje na linii rodzic dziecko, gdzie tak naprawdę autorka ma wielkie pole do popisu jeśli chodzi o rozgrywane wydarzenia.

Nie tego spodziewałam się sięgając po powieść. Wydawało mi się, że decydując się na lekturę otrzymam powieść obyczajową o... o czym dokładnie - nie mam pojęcia. A jednak autorka zaskoczyła mnie wyborem fabuły, wiekiem bohaterów i dojrzałym tematem. To debiut Bonnie-Sue Hitchcock co można wyczuć choćby w stylu czy pewnej naiwności płynącej z tekstu, ale nie mogę napisać by ta historia była zła. Do ostatniej strony czerpałam radość z lektury i chociaż dopracowanie jej wyniosłoby ją zdecydowanie na wyższy poziom - i tak uważam, że jest jedną z ciekawszych propozycji dla młodzieży.

Autorka przede wszystkim wykazała się dużą wrażliwością w stosunku do kreacji swoich bohaterów oraz wydarzeń w ich rodzinach. Opisała wzajemne powiązania, brak emocji lub ich nadmiar i potrzebę młodych ludzi do kochania i poszukiwania poczucia bezpieczeństwa. Początkowo niepowiązane ze sobą cztery historie z biegiem fabuły zaczynają łączyć się ze sobą w kompletną całość i tym samym ukazują ogrom przesłania jakie postanowiła pokazać autorka. 

Dzika, odległa Alaska wydaje się idealnym tłem dla fabuły. Uważam jednak, że "Zapach domów innych ludzi" to książka, która nabiera na wartości dopiero po przeczytani. Podchodząc do niej z dystansem, mając w głowie pełen obraz wydarzeń czytelnik może dostrzec wszystkie ważne motywy jakie chciała przekazać autorka. Na pierwszy rzut oka powieść wydaje się nierównomierna do pięknej okładki, nawet odrobinę naiwna i dziecinna. Ale z biegiem czasu ukazują się w treści ważne wartości, które dawkują emocje i zapadają w pamięć.

"Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie" Janusz Leon Wiśniewski

"Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie" Janusz Leon Wiśniewski, Wyd. Znak, Str. 576

"Nie można się umówić na przyjaźń. Ona jest albo jej nie ma."

Do niedawna mogłam jedynie na temat twórczości Janusza Leona Wiśniewskiego powiedzieć, że słyszałam mnóstwo pozytywnych opinii, ale nigdy sama nie sięgnęłam po jego książkę. Dlaczego? Trudno mi powiedzieć, ale mądrze byłoby zaznaczyć, że otacza nas zdecydowanie za dużo książek w porównaniu do czasu jaki możemy im poświęcić. Chciałam coś zmienić, miałam ochotę powiedzieć - czytałam i również uważam, że... Co takiego uważam na temat twórczości autorka? Przekonajcie się sami.

Nie jestem pewna czy dobrze zrobiłam sięgając właśnie po powyższą powieść jako pierwszą. Może powinnam zacząć od innej, wcześniejszej autora, ale tego już nie zmienię. Moja decyzja jednak sprawiła, że trudno jednoznacznie ocenić mi powieść - z jednej strony oczarowała mnie, urzekła, zmieniła postrzeganie miłości i kobiecości. Ale z drugiej czytając miałam świadomość, że nie powinnam zaglądać do tej książki, bo jest to niezwykle osobisty obraz historii autora. Czułam się trochę tak, jakbym była nieproszonym gościem, obserwatorem niepotrzebnym i wkraczającym w prywatną strefę. Nie mogłam jednak oderwać się od książki, więc niezależnie od sprzecznych myśli kłębiących się w mojej głowie czytałam przez cały czas, do ostatniej strony.

Prostota stylu i fabuły przywodzi na myśl prostą powieść obyczajową. Jednak przepełniona zmysłowością i kobiecością w wydaniu najciekawszym, bo interpretowanym oczami mężczyzny. Kiedyś myślał, że życiem rządzi logika, że wszystko można łatwo wytłumaczyć i poukładać po swojemu. Naukowiec z krwi i kości musiał zmienić swoje postrzeganie świata gdy otarł się o śmierć. Spędził kilka miesięcy w klinice w Amsterdamie i tam mógł spojrzeć na swoje życie z nowej perspektywy. Co mu w tym pomogło? Kobiety jego życia, które nie opuściły go w najważniejszej dla niego chwili.

Trzecioosobowy narrator, przekładany na język mężczyzny, opisuje nie tylko zewnętrze wydarzenia fabuły, ponieważ pozwala sobie na opisy wewnętrznych rozterek. Nie martwcie się, nie jest to nużąca kwestia tej powieści. Autor doskonale wiedział na ile może sobie pozwolić by jego powieść stała się osobista i emocjonalna, ale przy tym nie była nudna i przesadzona. Łatwy do przyswojenia język prowadzi czytelnika przez podróż życia bohatera - człowieka, który poznał mnóstwo kobiet: Natalię, Milenę, Ludmiłę i wiele innych. A każda odegrała inną rolę w jego historii. Poznałam jak się poznali, ile dla siebie znaczyli, jak zbudowali własną historię. I przyznaję, że spodobała mi się taka interpretacja relacji damsko-męskiej, w której głównym czynnikiem okazało się samo życie.

Dojrzała, emocjonalna i bardzo prawdziwa. Tak prezentuje się propozycja książki od Janusza Leona Wiśniewskiego. Jestem pewna, że osobiście nie poprzestanę tylko na niej, bo chętnie wrócę do jego wcześniejszych dzieł. Zdaję sobie jednak sprawę, że mogą nie być one tak intensywne jak "Wszystkie moje kobiety", bo w końcu w tej powieści kryje się najwięcej prawdy. Dla poszukiwaczy książek innych niż wszystkie i fanom autora - polecam.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Przedpremierowo: "Cinder" Marissa Meyer

"Cinder" Marissa Meyer, Tyt. oryg. Cinder, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 420
PREMIERA: 24 listopada 2017r.

"Łatwiej jest przekonać innych o swojej urodzie, jeśli samemu nie ma się co do niej wątpliwości. Lustra mają jednak nieprzyjemny zwyczaj przekazywania prawdy."

Saga Księżycowa to jedna z najpiękniejszych serii jakie mogłam czytać. Mam na swojej półce niewiele książek, które mogłabym w stu procentach nazwać najlepszymi i niepowtarzalnymi, ale powieść Meyer stoi na honorowym miejscu. To jedna z tych powieści, które chwytają za serce, zapadają w pamięć i pozostają w głowie czytelnika nawet na długo po skończonej lekturze.

Interpretacje różnych bajek w literaturze to jeden z moich ulubionych motywów. Marissa Meyer wykorzystała go by w nieoczywisty i zupełnie pozbawiony schematów sposób przedstawić historię Kopciuszka. Opowiedziana na nowo stała się dla mnie inspiracją i zapomniałam na moment o pierwowzorze - zdecydowanie lepiej wypadła współczesna interpretacja baśni o wielkiej miłości i niespełnionych marzeniach. 

Pomysł na fabułę to jedno, a wykonanie - drugie. Autorka w wielkim stylu stworzyła pełen zachwytu świat, w którym przyszło żyć nietypowym bohaterom. Na pół mechaniczni ludzie, odrzuceni przez społeczeństwo wiedli marny żywot gdzieś poza granicami królestwa, w którym żył piękny, ludzki książę. Nowy Pekin okazał się inspirującym miejscem, w którym rozpoczęła się cała historia. Cinder, dziewczyna cyborg mieszkająca wraz z podstępną macochą i jej dwiema córkami, prowadziła mały warsztat na uboczu. Nigdy nie pomyślałaby, że to miejsce odmieni jej życie aż do czasu, gdy zjawił się u niej Kaito - książę, z prośbą o pomoc. Tak rozpoczęła się nowa interpretacja bajki o Kopciuszku, w której Cinder: dziewczyna tak dobra i szczera, że od razu chwytająca czytelnika za serce otrzymała rolę samotnej sieroty, a Kai - książę o dwóch twarzach nie musiał niczego odgrywać.

Pokochałam bohaterów całym sercem - tak barwnej palety osobowości dawno nie spotkałam. Cinder zerwała ze schematycznością naiwnej dziewczynki i zawalczyła o własną godność dobrocią oraz pewnością siebie. Silna i odważna przeżyła chwile zawahania, ale nie pozwoliła się złamać. Kai z  kolei budził we mnie mnóstwo sprzecznych emocji: czasami kibicowałam mu ile sił, innym razem miałam ochotę zepchnąć go na bok i zapomnieć o jego istnieniu przez wybory, które nie zawsze były przez niego przemyślane. Jednak jak mogłabym zrobić to Cinder, która trafiła na prawdziwą miłość? W bajce o Kopciuszku przychodzi ona niespodziewanie i pozostaje na zawsze wraz z happy endem. W przypadku powieści Meyer nie jest to takie oczywiste - pięknie poprowadzony wątek romantyczny niemal rozrywa serce, bo losy tej dwójki są niepewne a ich rozwiązanie leży wyłącznie w rękach autorki, która nie cofnie się przed niczym.

Fabuła, postacie i pomysł to jedynie pomniejsze atuty tej powieści. Jest w niej wszystko a ona sama jest idealna. Nie wiem czy jestem w pełni obiektywna, bo kocham tę książkę całym sercem, ale dystansując się widzę mądrość płynącą z fabuły, wartką akcję, która niespodziewanie zmienia bieg i zaskakuje czytelnika oraz emocje: prawdziwe i chwytające za serce, które budują obraz jednej z piękniejszych powieści. "Cinder" to kunszt i klasa, bajka dla dzieci opowiedziana w całkowicie nowej interpretacji. Marissa Meyer spisała się na medal!

"Dziesięć tysięcy żyć" Michael Poore

"Dziesięć tysięcy żyć" Michael Poore, Tyt. oryg. Reincarnation Blues, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 512

"Nie był przystojnym mężczyzną. Czasami widziała ryby z jego twarzą."

Spoglądając na powyższą powieść pojawiło się w mojej głowie tylko jedno pytanie - czy tak piękna okładka skrywa równą jej treść? Wiem, nie powinno się oceniać... ale czy jesteśmy w stanie wizualnie odrzucić tak wyjątkowe zalety?

Nie wiedziałam czego spodziewać się po tej historii. Przygotowałam się na słodko-gorzki romans, a okazało się, że to nie takie proste. Pierwsze strony historii skutecznie rozwiały wszelkie moje podejrzenia i przestałam już zadawać pytania - zajęłam się tylko czytaniem. To wyszło mi na dobre, bo kiedy wczytałam się w treść otrzymałam książkę niebywałą, trochę inną niż wszystkie i na pewno wciągającą.

Fabuła nawiązuje do życia, które daje nam drugą szansę. A właściwie dziesięć tysięcy szans. Wszystko po to, by przeżyć życie dokładnie tak jak należy.  To pozwoli na to by osiągnąć pełnię mądrości i stać się Jednym ze Wszystkich. Milo - główny bohater powieści - miał do tej pory dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt pięć takich szans. Teraz pozostało mu jedynie pięć żywotów na to, by zrobić wszystko idealnie. Nie udało mu się tak wiele razy, więc pojawia się pytanie czy te kilka cokolwiek zmieni? To bohater specyficzny, trochę niepewny swego a przy bliższym spotkaniu niemal indywidualista. A jednak śledzenie jego historii przychodzi bardzo łatwo - czytelnik ma nieopisaną chęć poznania tej wielkiej nagrody czekającej na szczęśliwców.

Problem polega na tym, że jeśli Milo nie spełni wyznaczonych oczekiwań, zamieni się w nicość. Zatem rozgrywka warta jest swojej ceny. Tylko, że panujące zasady w świecie bohatera nie są dla niego tak ważne jak dla pozostałych rywali. Pragnie on jedynie wytchnienia, odpoczynku w ramionach Śmierci - lub Suzie, jak woli ją nazywać. Każde kolejne życie stanowi rozłąkę z ukochaną, do której wraca po zakończeniu danego życia i jedyne czego oczekuje - to w końcu zatrzymanie się w miejscu i możliwość spędzenia czasu z ukochaną. Nie jest to jednak motyw łatwy, bo kto by pomyślał, że kosmiczna przestrzeń może wyglądać na nietypowo - do tej pory malowała się w zupełnie innych kategoriach a Michael Poore postanowił to zmienić. Stworzył świat niebanalny, pozbawiony granic, w którym niemal wszystko jest możliwe. Włożył w o ogrom pracy, ale wyszło mu to na dobre, bo powieść dzięki temu nabrała głębi i ważnego przesłania.

Przed Milo i czytelnikiem pojawia się ważne zadanie - zrozumienie czym jest "coś wielkiego" i z czego jest to zbudowane. Każde życie rozpoczęte od narodzin do śmierci to inny zbiór doświadczeń, wartości z których warto czerpać odpowiednie lekcje. "Dziesięć tysięcy żyć" to nietypowa lektura, utrzymana w stylu nostalgicznym, niemal magicznym, opisuje wydarzenia pełne emocji i ukrytych znaczeń. To głęboka powieść z ukrytym dnem, którego odkrywanie stanowi największą zagadkę. Jeśli liczycie na historię o miłości - nie tym razem, to coś znacznie ważniejszego.

niedziela, 19 listopada 2017

"Pocałunek zdrajcy" Erin Beaty

"Pocałunek zdrajcy" Erin Beaty, Tyt. oryg. The Traitor Kiss, Wyd. Jaguar, Str. 472

"Czy tak właśnie wygląda śmierć - nic się nie widzi, nie słyszy i nie czuje, po wieczność błądzi się w ciemności?"

Z reguły staram się unikać porównać, ale nie ukrywam, że daję się czasami na nie złapać. W przypadku powieści Erin Beaty byłam ciekawa nawiązania do serii Rywalki, której nigdy nie czytałam, ale płynące z każdej strony pozytywne opinie umacniały mnie w przekonaniu, że to jedna z ciekawszych serii. Dlatego postanowiłam osobiście przekonać się, bez większych uprzedzeń, skoro nie znałam porównywalnej serii, czy "Pocałunek zdrajcy" przekona mnie do siebie.

Pisarski debiut Erin Beaty rozpoczyna trylogię Zdrajcy. Przyznaję, że autorka weszła z przytupem na salony powieści młodzieżowej, bo zanim się obejrzałam byłam zachwycona rozgrywającą się w powieści akcją. Szczególnie główna bohaterka przyciągnęła moją uwagę swoją zadziorną postawą wobec zamążpójścia. Dawniej wychowywała dzieci swojego wuja, ale dziś porzuciła naiwny zawód by pomóc innym jej podobnym odnaleźć szczęście w małżeństwie. Została prawą ręką najwybitniejszej swatki Darnessy i wraz z nią decydowała o dobrym zamążpójściu wybranych kandydatek. Ich zadanie było banalnie proste - odnaleźć najwybitniejsze panny na organizowane co pięć lat Concordium, gdzie zawierane są najpotężniejsze małżeństwa. Muszą zatem wyruszyć w podróż, pełną przygód i niebezpieczeństw, by odnaleźć najbardziej godne swojego miejsca kandydatki.

Motyw swatek w tej powieści osiągnął rangę najważniejszego zawodu. Traktowany z szacunkiem i należnym mu dystansem pełnił honory w wiecie najpotężniejszych władców. W rękach swatek leżały losy całego królestwa i to od nich zależało kto zasiądzie na tronie. Autorka w fantastyczny sposób przedstawiła w najdrobniejszych szczegółach zawód Sage i niebezpieczeństwa jakie były z nim związane. Narażona na działania dworu i wplątana w afery polityczne musiała nie rzadko wychodzić obronną ręką z trudnych sytuacji. To jeden z lepszych aspektów tej powieści - mnogość wątków, które logicznie się ze sobą przeplatają i ujawniają krok po kroku największą tajemnicę historii. 

Akcja chociaż nie gna do utraty tchu nie zwalnia tempa ani na moment. Sage pod przykrywką zawodu swatki wciela się w rolę szpiega, który zrobi wszystko by osiągnąć zamierzony cel. A jest to słuszny kierunek przede wszystkim przez wzgląd na jej osobowość. To barwna, zaskakująca i piekielnie charyzmatyczna bohaterka, która dzięki wpojonym przez ojca zasadom jest odważna i niesamowicie inteligentna. Autorka stworzyła niebanalną postać zamieszaną w zaskakującą akcję i nie oszczędziła jej trudów niebezpiecznej wyprawy. Chociaż była szpiegiem najlepszym ze wszystkich i rozkładała na łopatki potencjalnych kandydatów dla wpływowych panien nie pomyślała, że jej niechęć do małżeństwa będzie musiała zmierzyć się z nieoczekiwanym uczuciem. Spotkała na swojej drodze księcia, który bez pytania wkroczył w jej życie i rozpoczął tym samym szereg niebezpiecznych wydarzeń.

"Pocałunek zdrajcy" to doskonała powieść. Smaczna, przemyślana, dopracowana w każdym drobiazgu. Erin Beaty zapewniła mi wielką przyjemność czytania oraz dostarczyła mnóstwa emocji - szybsze bicie serca związane było z zaskakującymi obrotami sprawy i tajemnicami, które na dworach przepełnionych intrygami nie miały sobie równych. To wciągająca powieść, od której nie można się oderwać, pełna akcji i emocji, których nikt się nie spodziewał.

"Śpiące królewny" Stephen King, Owen King

"Śpiące królewny" Stephen King, Owen King, Tyt. oryg. Sleeping Beauties, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 736

"Wszyscy wiedzieli, co Maura Dunbarton zrobiła swojemu mężowi i dwójce dzieci. Od tego czasu minęło trzydzieści lat, ale niektórych zbrodni nie sposób zapomnieć."

Stephen King powraca ze swoją najnowszą powieścią pisaną w duecie z synem. Jak wypadli i czy został utrzymany styl mistrza grozy? A może to książka, jakiej King jeszcze nie napisał? W moje głowie pojawiło się mnóstwo pytań, które postanowiłam rozwiać sięgając po "Śpiące królewny" pełna nadziei i dużych oczekiwań.

Fabuła utrzymana jest w charakterystycznym dla Stehpena Kinga stylu. Powieść snuta w sposób przypominający opowieść starego bajarza nie budzi na samym początku żadnych głębszych emocji. Napięcie i niepewność rośnie wraz z biegiem fabuły, kiedy to czytelnik dostrzega, że autor w znany dla siebie sposób nie bał się zerwać z ramami wyznaczonymi przez poszczególne gatunki i utrzymał swoją powieść w konwencji thrillera, powieści grozy, fantasy i antyutopii.

Świat wykreowany w najnowszej książce mistrza grozy jest przepełniony realnymi obrazami rodem wyciągniętymi z prawdziwego życia. Ubrane w piórka elementów fantastycznych do złudzenia przypominają prześmiewczy ton współczesnych realiów choć wydarzenia w książce rozgrywane są dopiero w przyszłości. W sennym miasteczku, gdzie głównym pracodawcą jest więzienie dla kobieta i na pozór nie dzieje się nic szczególnego zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Tuta kobiety zapadają w sen i otaczają się dziwną substancją przypominającą kokon. W tym czasie przenoszą się do miejsca magicznego, w którym życie zdecydowanie smakuje lepiej. Jednak gdy ktoś zdecyduje się zbudzić je ze snu - nie cofną się przed niczym by powrócić do idealnego świata. Agresja budzi lęk, a przemoc nie ma ograniczeń, kiedy trzeba: walczą o to co do nich należy. W tym miejscu do głosu nie dopuszczane są męskie emocje, a przez to powracają pierwotne instynkty. Mężczyźni dzielą się na frakcje i biorą sprawy w swoje ręce. Na pierwszy cel obierają sobie Evie, która jako jedyna anomalia nie przenosi się we śnie tam gdzie pozostałe kobiety. Jedni chcą ją zgładzić, inni uratować. Jednak czy sprawa naprawdę jest taka prosta?

Jest w tej powieści wszystko co cenię u Stephena Kinga - nuta niepewności, wymieszana z dużą dawką mrożących krew w żyłach wydarzeń wywołanych nie zjawiskami paranormalnymi, ale działaniami bohaterów do złudzenia przypominających działania we współczesnym, realnym świecie. Pojawia się przemoc, pierwotne instynkty i ludzkie namiętności, które ukryte pod fasadą wydarzeń fantasy do złudzenia przypominają aktualne wydarzenia. 

Powieść utrzymana w stylu bajarza wodzi czytelnika za nos i ukazuje mu nieznane dotąd elementy fabuły. Wydarzenia gonią wydarzenia a akcja ani na moment nie zwalnia tempa - nieświadomość kolejnych wydarzeń kusi do kontynuowania lektury a nagromadzone w tym czasie emocje szybko znajdują zrozumienie u czytelnika. Jestem mile zaskoczona połączeniem duetu ojca i syna, który w najnowszej książce wypadł naprawdę dobrze. "Śpiące królewny" to mroczna wizja niedalekiej przyszłości, która intryguje i budzi niezrozumiały lęk - oto Stephen King w swojej formie.

sobota, 18 listopada 2017

KONKURS świąteczny - wygraj pakiet zimowych książek!


"Biblioteka jest dla mnie niczym ogromne pudło pełne cudownych książek, leżące w Boże Narodzenie pod choinką."
Audrey Niffenegger "Żona podróżnika w czasie" 

Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia przygotowałam dla Was razem z Wydawnictwem Czwarta Strona wielki, świąteczny pakiet książkowy! ;) Jedna osoba zgarnie aż cztery powieści: "Cztery płatki śniegu" Joanny Szarańskiej, "Wieczór taki jak ten" Gabrieli Gargaś, "Zamarznięte serca" Karoliny Wilczyńskiej oraz "Zakochaj się Julio" Natalii Sońskiej. Książki są nowe - nikt przed Wami ich nie czytał ;)

Będzie mi miło jeśli rozniesiecie wieści dalej o konkursie (im Was więcej, tym weselej) oraz polubicie mój blog wraz z Fan Page strony - Thievingbooks oraz Wydawnictwa - Czwarta Strona.

Wystarczy, że w komentarzu pod tym postem napiszecie odpowiedź na pytanie:
Lubicie święta Bożego Narodzenia? Uzasadnijcie swoją odpowiedź.


Nie musicie podawać swoich adresów mailowych. Wystarczy, że będziecie śledzić post, ponieważ to tutaj po zakończeniu pojawią się wyniki. Wytypowany komentarz zostanie oficjalnie pokazany w poście a wygrywająca osoba będzie miała 5 dni na skontaktowanie się ze mną i podanie adresu wysyłkowego. Uwaga! Osoby ANONIMOWE również mogą brać udział w konkursie. 

To od Was zależy w jakiej formie zostanie przedstawiona odpowiedź. Może być długa, krótka, prosta lub zaskakująca. Macie cały miesiąc na przemyślenia i opublikowanie wypowiedzi. Zatem - do dzieła! Trzymam za Was kciuki.

REGULAMIN:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: THIEVING BOOKS.
2. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Czwarta Strona.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest posiadanie adresu zamieszkania na terenie Polski.
4. Konkurs trwa: 18.11-18.12.2017r.
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w przeciągu 5 dni.
6. Zwycięzca o wygranej zostanie poinformowany w TYM POŚCIE! Zwycięzca będzie miał 5 dni na wysłanie adresu wysyłki drogą mailową.
8. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.). Facebook nie jest związany z żadnym konkursem organizowanym na moim fanpage

piątek, 17 listopada 2017

"Splątane korzenie" Virginia C. Andrews

"Splątane korzenie" Virginia C. Andrews, Tyt. oryg. Twisted Roots, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 416

"A czy twoja ucieczka nie byłaby też rodzajem okłamywania siebie?"

Uważam, że Virginia C. Andrews nie ma sobie równych w pisaniu sag rodzinnych. Oczarowała mnie serią Kwiaty na poddaszu i zatrzymała przy sobie na długi czas. To już moja trzecia saga, której przygodę kontynuuję i przyznaję - równie dobra co poprzednie.

"Splątane korzenie" to trzeci tom serii o rodzinie De Beers, w której pierwsze skrzypce grają tragiczne wydarzenia i burzliwe emocje. To seria, która nawiązuje do snobizmu i przepychu klas wyższych, gdzie do głosy dopuszczany jest egoizm i bezwzględność. Wśród tych zasad swoje miejsce znalazła Willow, bohaterka która rozpoczęła serię i której losy wciąż są kontynuowane. Jednak znakiem rozpoznawczym autorki jest świadomość nieuchronności losu - w książkach Andrews wszystko jest możliwe, śmierć przychodzi niespodziewanie i zabiera bohaterów, którzy odegrali już swoje role a los nieoczekiwanie odwraca bieg fabuły gdy tylko jest to konieczne. Właśnie za to uwielbiam powieści tej autorki - za brak granic, gdzie fabuła otwiera się na nowe i nie zamyka w ciasnym kręgu utartych schematów.

W najnowszej części serii po raz kolejny do głosu dopuszczane są w pierwszej kolejności emocje. Pierwszoosobowa narracja doskonale opisuje wszystkie lęki i gromadzone w głównej bohaterce emocje. Siedemnastoletnia Hannah Eaton żyje jak w bajce, gdzie posiadłość nad oceanem w Palm Beach przypomina scenerię z obrazu. Jednak nie wszystko jest tak pozytywne jak można by przypuszczać na pierwszy rzut oka - Hannha czuje się niezrozumiana i samotna, a nadmierna opiekuńczość matki i ojczyma jedynie zamykają dziewczynę przed światem zewnętrznym. Dziewczyna boleśnie przeżyła rozstanie z ojcem, który zdecydował się założyć nową rodzinę i nie potrafi odnaleźć zrozumienia w ramionach matki, która jako dojrzała kobieta urodziła chorowite dziecko. To na nim skupiła się rodzina zapominając o potrzebach dojrzewającej nastolatki. Wszystkie kłębiące się dookoła emocje w końcu zaczynają prowadzić bohaterkę w stronę buntu i zerwana z zasadami - wyrusza w drogę do Nowego Orleanu ku realizacji swoich muzycznych marzeń. Jednak droga, którą przyjdzie jej pokonać będzie kręta i niebezpieczna. Czy uda się jej przywrócić poczucie bezpieczeństwa?

Seria Andrews to klimatyczna, nacechowana mnóstwem emocji opowieść o demonach skrywanych głęboko pod pozorem złudnego szczęścia i rodzinie, która nie zawsze jest taka, o jakiej marzyliśmy. To indywidualna droga ku realizacji własnych marzeń, pełna wybojów i nieoczkowanych zwrotów akcji. Po raz kolejny autorka udowadnia, że indywidualizm widziany w bohaterach może zostać przełożony na nasze życie, bo jeśli nie zdecydujemy się na pierwszy krok w nieznane - na zawsze utkniemy w próżni. 

Styl autorki to malownicze połączenie prostoty i mądrości. Każde zdanie to obrazowe przedstawienie ne tylko bohaterów, ale i uczuć związanych z rozgrywanymi wydarzeniami. To kolejny dowód podkreślający, że rodzinne sagi Andrews są jedyne i niepowtarzalne - mnóstwo wątków, nieoczekiwanych zwrotów akcji i bohaterowie z krwi i kości, nie rzadko osadzeni w dwóch rolach jednocześnie: tych dobrych i tych złych, gdzie opowiedzenie się po jednej ze stron może w końcu wyzwolić spod jarzma przytłaczającego życia. Takie są właśnie "Splątane korzenie"- życiowa, mądra i bogata w doświadczenia opowieść, od której nie sposób się oderwać.

"Terapia" Kathryn Perez

"Terapia" Kathryn Perez, Tyt. oryg. Therapy, Wyd. Niezwykłe, Str. 470

"Mówią, że potwory żyją pod naszymi łóżkami. Mylą się, bo naprawdę potwory żyją w naszych umysłach."

Znacie te powieści, które kocha się i nienawidzi jednocześnie? Są piękna, przejmujące, chwytają za serce. Ale jednocześnie rozdzierają je również na miliony małych kawałków i nie składają go na nowo. Do tej pory udało mi się przeczytać niewiele takich powieści, ale za każdym razem kiedy trafiam na kolejną - mam czytelnicze zawieszenie. Po takich lekturach moją głowę przepełnia mnóstwo pytań i nie mam ochoty sięgać po inne powieści. Miałam nadzieję, że niedługo znów przydarzy mi się taka sytuacja. I wówczas trafiłam na "Terapię".

Historia zamknięta w powieści Kathryn Perez nie jest łatwa. To mocna, dosadna, przepełniona bólem historia nastolatki, która znalazła się w samym sercu prywatnego piekła. Jessica to mądra dziewczyna, sympatyczna - pasuje jej rola głównej bohaterki. Ale jednocześnie prowadząc czytelnika przez swoją trudną opowieść pokazuje wiele własnych twarzy: raz zadowolona i szczęśliwa, gdy chwilowe samookaleczenie niesie ze sobą ulgę od codzienności, raz załamana widokiem matki alkoholiczki i brakiem zrozumienia ze strony wiecznie nieobecnego ojca. Nie jest łatwe żyć w takiej rodzinie, ale jeszcze gorzej czuje się Jessica w szkole. Życie licealne niesie ze sobą wiele przykrości ze strony wciąż dokuczających dziewczynie rówieśników. 

Wszystko zmienia się w życiu głównej bohaterki, gdy w fabule pojawia się Jace Chłopak raz dwa rozkochuje w sobie czytelników i pokazuje dziewczynie inną perspektywę życia. I chociaż wszystko wskazuje, że może być przełomem dla Jessiki - nic nie jest takie oczywiste. Ich wspólne losy i indywidualne historie miałam przyjemność śledzić na zasadzie pierwszoosobowej narracji podzielonej na ich dwójkę. Tym samym zajrzałam do umysłów bohaterów pokiereszowanych przez życie, nie rzadko zmęczonych wyborami jakie podejmują i decyzjami, które dopiero przed nimi. Jednak najbardziej wstrząsającym elementem wydaje się podział rozdziałów na przeszłość i  teraźniejszość - powolne śledzenie rozwoju wydarzeń w dwóch strefach czasowych pozwoliło mi spojrzeć na fabułę z zupełnie innej strony.

Dawno nie czytałam tak przejmującej powieści. Autorka fantastycznie poradziła sobie z natłokiem emocji i mocno namieszała w mojej głowie. Prostym, zupełnie nieskomplikowanym językiem ukazała mi niezwykle bolesne życie zwykłych ludzi i - chociaż ogromnie tego chciałam - nie dała wytchnienia nikomu. Jeszcze nie spotkałam książki, w której problem depresji został tak prawdziwie i realistycznie ujęty za sprawą życiowych wydarzeń. Przejęta życiem bohaterów zaangażowałam się w fabułę bardziej niż mogłabym przypuszczać i raz za razem powalałam, by moje serce pękało na kawałki. Ale były też chwile, w których Perez pokazywała, że ból, złość i wszechogarniający smutek ma swój kres. Kiedy to nastąpi - nikt nie wie, ale warto wytrwać w nieszczęściu by móc odnaleźć upragnione zrozumienie.

Przejmująca i piekielnie wzruszająca, taka jest "Terapia". Jeśli zdecydujecie się na lekturę - a popełnilibyście wielki błąd przechodząc obok niej obojętnie - przygotujcie pod ręką niemałą ilość chusteczek. To bardzo prawdziwa książka, wyciskająca z oczu łzy. Być może dlatego, że jest niepozorna, bo patrząc na okładkę i czytając opis można by pomyśleć, że to historia jakich ostatnio dużo. A jednak element zaskoczenia budują emocje, tworzą wokół czytelnika kopułkę z której nie wypuszczają go na długo po skończonej lekturze. Jestem pod wielkim wrażeniem i cieszę się, że dzięki autorce otrzymałam tak mocno angażującą lekcję życia.

"Moja wina, twoja wina" Liane Moriarty

"Moja wina, twoja wina" Liane Moriarty, Tyt. oryg. Truly, Madly, Guilty, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 544

"Wzięła go za wariata. I wcale się nie pomyliła. Mijają dni, a jemu coraz bardziej odbija."

Pierwszą powieścią od Liane Moriarty, którą przeczytałam były "Wielkie kłamstewka". Siadając do lektury nie spodziewałam się tak dobrej, przejmującej i emocjonującej lektury. Dlatego postanowiłam kontynuować swoją przygodę z twórczością autorki i przetestować jej najnowszą książkę.

Lubię w książkach tej autorki ten dreszcz niepewności. Wiem, że fabuła uparcie dąży do jednego, zaskakującego finału, ale mnogość wątków skutecznie odwraca moją uwagę. To wielki atut w rękach Liane Moriarty, ponieważ nie gubi się w tym co robi a jedynie szczegółowo dopracowuje każdą kolejną scenę oraz wprowadza życiowych, pełnowymiarowych bohaterów. Tworzy to wszystko z pasją i zapałem, przystępnie dla każdego czytelnika dzięki czemu - mimo świadomości, że fabuła to wielkie wydarzenie, czytelnik nie gubi się w akcji czy nie ma problemu z rozróżnieniem postaci.

Podobnie jak w "Wielkich kłamstewkach" fabuła rozpoczyna się od nic nie zwiastującego spotkania tragedii. Na wspólnym grillu spotykają się przyjaciele o różnych statusach - rodzina z dziećmi i ta, która nie może mieć własnego potomstwa oraz rozwodnik spotykający się obecnie z byłą striptizerką. Trzy na pierwszy rzut oka zwykłe pary. A jednak, jedno spotkanie wywróciło życie wszystkich do góry nogami i postawiło pod znakiem zapytania wieloletnią przyjaźń. Co wydarzyło się tego dnia i dlaczego nikt nie chce o tym mówić?

Znowu w tle pojawia się zbrodnia, tajemnica i sekrety do rozwiązania. To - nie ma co ukrywać - przepis na doskonałą powieść, w której fabule szybko można się odnaleźć. Także tym razem autorka pokazała swój talent od najlepszej strony tworząc zawiły labirynt przypuszczań i podejrzeń. Pod lupę śmiało można brać zachowanie wszystkich bohaterów i tłumaczyć sobie kto może być winnym a kto tylko ofiarą. Jednak sprawa wcale nie jest taka prosta, a najlepiej wie to sam czytelnik po zaskakującym finale.

Uwielbiam Liane Moriarty za jej szczerość w stosunku do swoich bohaterów. Składa na ich ręce nie tylko życie, ale i problemy współczesnego świata. Szybko można polubić postacie i utożsamić się z ich problemami, bo są to życiowe nawiązania do tego, co boli nast najbardziej - rozwody, rodzinne tragedie, bezpłodność czy trauma. Autorka w otwarty sposób ukazuje ludzi w prawdziwym świetle, bez owijania w bawełnę i przykrywania trudnych chwil pozorami. "Moja wina, twoja wina" to kolejny, zaskakująco ludzki obraz emocji i wydarzeń kierowanych przez zrządzenie losu, w którym choć poszukujemy winnego, nie zawsze musi się on znaleźć. Autorka w fenomenalny sposób odkrywa przed czytelnikiem portret psychologiczny swoich bohaterów i udowadnia, że w życiu wszystko ma swoją cenę. Książka napisana z pomysłem i stylem lekkim, obrazowym oraz jednocześnie nacechowanym prawdziwymi emocjami jest doskonałym przykładem na to, że w Liane Moriarty drzemie ogromny talent.

czwartek, 16 listopada 2017

"Zdobyć Rosie. Czas próby" Kirsty Moseley

"Zdobyć Rosie. Czas próby" Kirsty Moseley, Tyt. oryg. Enjoying the Chase, Wyd. Harper Collins, Str. 303

"Gdybym umarł w tej chwili, byłbym niewiarygodnie szczęśliwym człowiekiem, bo ostatnią rzeczą na jaką bym patrzył, byłabyś ty."

Nate wie doskonale, że Rosie to ta jedyna. Ich wspólne życie dopiero się zaczęło, ale razem stanowią idealnie dobraną parę. Dzięki niej chłopak zmienił się nie do poznania - z podrywacza osiadł w jednym miejscu i ulokował swoje uczucia, kierując je w stronę tylko jednej dziewczyny. Dlatego zarówno Nate jak i Rosie pozwalają sobie na zaangażowanie się w związek i rozmowy o przyszłości. Także synek dziewczyny zaskarbia sobie serce chłopaka i znajduje w jego sercu specjalne miejsce. Jednak nie jest łatwo zapomnieć o przeszłości a demony Rosie wciąż wracają. Czy razem będą w stanie pokonać wspomnienia, by móc odważnie wyruszyć na przód?

"Czas próby" to kontynuacja losów bohaterów z pierwszej części, więc tym razem odsyłam najpierw do pierwszej części. Chociaż udałoby się odważnemu czytelnikowi przeczytać drugi tom bez znajomości pierwszego jestem zdania, że zbyt wiele by stracił, by móc w pełni cieszyć się lekturą. A jest ona na tyle ciekawa, że warto cofnąć się wstecz i poświęcić jej chwilę czasu, bo to jedna z tych książek, które czyta się błyskawicznie.

Cieszę się, że mogłam poznać kontynuację losów głównych bohaterów. Polubiłam Nate'a i Rosie i nie ukrywam, że byłam ciekawa w jakim kierunku potoczy się ich wspólna przyszłość. I czy w ogóle będzie ona miła miejsce. Dziewczyna wiele przeszła w przeszłości i nie miałam jej za złe wszystkich targających nią sprzecznych emocji. Chociaż Nate wiele dla niej znaczył, wciąż wstrzymywała się z ostateczną deklaracją. To z kolei prowadziło do mojej jeszcze większej sympatii kierowanej w stronę chłopaka. Kto jak kto, ale Moseley potrafi znacznie lepiej kreować postacie męskie i dzięki temu nabierają one w oczach czytelniczki większego znaczenia. Romantyczne dusze przystojniaków wysuwają się na plan pierwszy daleko w tyle pozostawiając buntowniczą naturę. I choć jest to w pewien sposób schematyczne - nie mam nic przeciwko temu.

Sama akcja oparta jest również na pewnym schemacie typowym dla powieści New Adult. Dwójka młodych bohaterów próbuje ułożyć sobie wspólnego życie, ale nie jest w stanie, bo demony przeszłości i tragiczne wydarzenia upominają się o całą uwagę. W tym wszystkim pojawia się oczywiście miłość - pięknie wykreowana przez autorką na miarę wartego uwagi uczucia, które nigdy nie odpuszcza. To duża wartość autorki: nie boi się pisać o emocjach, tych złych czy dobrych, tworzy piękne momenty w których czasami łza się w oku kręci a kiedy indziej - twarz rozświetla uśmiech. Moseley potrafi manipulować czytelnikiem nie za sprawą samej akcji a właśnie ukrytych emocji, od których trudno się oderwać.

Kontynuacja losów Nate'a i Rosie to słodko-gorzka historia w której wszystko jest możliwe. Być może trochę przewidywalna i zdecydowanie zbyt bardzo cukierkowa, ale jednak przyciągająca do siebie i zachęcająca do dalszej lektury. Możecie mi wierzyć - zawsze sobie obiecuję przy sięganiu po nową książkę tej autorki, że nie będę angażować się emocjonalnie w życie bohaterów i nigdy mi to ne wychodzi. Lubię ją za szczerość z jaką tworzy i tą nutę nadziei na to, że marzenia się spełniają.

"Dziewczyna ze złotej klatki" Anna Szafrańska

"Dziewczyna ze złotej klatki" Anna Szafrańska, Wyd. Novae Res, Str. 408

"Nie chciałam takiego życia. Chciałam się wyrwać z tej złotej klatki. Chociaż na miesiąc."

Osiemnastoletnia Amelia Raczyńska wiedzie z pozoru życie idealne. Zamożni rodzicie zapewniają córce wszystko co najlepsze i nie oszczędzają w realizacji jej marzeń. Dziewczyna obdarzona całym dobrem świata, prywatną ochroną, piękną rezydencją i nawet możliwością do uczęszczania, do najlepszego liceum w mieście - nie ma prawdziwego życia. Podporządkowana życiu rodziców nie ma prawa głosu - to oni wybrali dla niej studia i zapewnili jej spełnienie planów na przyszłość. Wymarzonych przez nich, bo nikt nigdy nie pyta ją o zdanie. Jednak pewnego dnia dziewczyna trafia do publicznego liceum w którym staje się anonimowa. Postanawia wykorzystać szansę i budując siebie na kłamstwie zdobywa miłość. Nikt jednak nie powiedział, że zatajone pochodzenie nie upomni się o uwagę w najmniej spodziewanym momencie.

Amelia to jedna z tych bohaterek, których życie chętnie śledzi się z uwagi nie tylko na jej nieoczywistą sytuację. Owszem, bogata a jednak pozbawiona wszelkich dóbr dziewczyna potrafi wzbudzić uwagę czytelnika, ale najbardziej ciekawi fakt jej decyzji. Postawiona w niezwykle trudnej sytuacji musi podjąć postawione przez samą siebie wyzwanie i odegrać rolę zupełnie nieznaną do tej pory. A jednak odnajduje się na miejscu zwykłej nastolatki, odcina się od zamożnej rodziny i cieszy się chwilą, którą otrzymała. To cieszy, bo Amelia bardzo szybko udowadnia, że warto ją polubić i trzymać za nią kciuki.

Nie czytałam wcześniej żadnej książki Anny Szafrańskiej, ale po powyższej lekturze myślę, że czas to zmienić Autorka ma w sobie swobodę z jaką tworzy i przelewa na karty swojej powieści historie z życia wzięte. Spodobał mi się jej styl pisania - lekki i jednocześnie obrazowy, przekonała mnie do siebie pomysłem na fabułę i kupiła bohaterami, wielowymiarowymi i ciekawymi, których losy intrygując do samego końca.

Fabuła oparta na motywie New Adult nie przypomina schematem znanych nam historii. Amelia i Robert poznają się w czasie złym dla głównej bohaterki, ale nie na tyle, bo nie móc pozwolić rozwinąć się uczuciu. Owszem, wydarzenia oparte zostały na kłamstwie i niedomówieniach a demony przeszłości upomniały się o uwagę szybciej niż mogłam przypuszczać, ale nie to jest najważniejsze. Autorka poprowadziła swoich bohaterów przez fabułę zaskakującą i często zmieniającą bieg, nawiązując nie tylko do trudnej miłości, ale i więzów rodzinnych wymagających uwagi i skupienia. Na zasadzie kontrastu ukazała trudność świata bogaczy i tych, którym w życiu nigdy się nie wiodło. Okazało się tym sposobem, że szczęścia nie można kupić, ale i walka o nie wcale nie jest taka łatwa.

"Dziewczyna ze złotej klatki" to mądra, błyskotliwa powieść o tym co w życiu liczy się najbardziej. Autorka w pełni wykorzystała potencjał swojej powieści i zauroczyła mnie bohaterami. Polubiłam Amielię i Roberta, starałam się kibicować im ze wszystkich sił i miałam nadzieję, że cała ta pokręcona sytuacja między nimi w końcu się rozwiąże. Jednak gdyby tego było mało i kłamstwa same się nie nawarstwiały autorka postawiła na punkt kulminacyjny przepełniający czarę goryczy. Ten moment okazał się zwrotną chwilą w życiu wszystkich bohaterów. Jak zakończyły się losy dziewczyny uszczęśliwianej na siłę, która chciała sama zbudować swoje życie? Przekonajcie się sami. Polecam!

środa, 15 listopada 2017

"Zakon Krańca Świata. Tom 1" Maja Lidia Kossakowska

"Zakon Krańca Świata. Tom 1" Maja Lidia Kossakowska, Wyd. Fabryka Słów, Str. 488

"Wieczność trwała bez końca, konsekwentna w swoim niemijaniu, sekunda za sekundą."

Lubię wznowienia książek, bo dzięki nim czasami mam możliwość przeczytania historii, obok której do tej pory przechodziłam obojętnie.  Czasami - nie ukrywam - bywa tak, że zmieniona szata graficzna zmienia moje nastawienie wobec danej książki. Maja Lidia Kossakowska do tej pory nie przyciągała mojej uwagi, ale to dlatego, że fantastyka i ja nie jesteśmy dobrym połączeniem. Ale wciąż próbuję i właśnie podobne historie przekonują mnie, że warto zmieniać swoje przekonania.

Fabuła tej powieści ucieszy wszystkich czytelników nastawionych na dobrą powieść fantasy. W noc Jesiennego Przesilenia dwunastu przywódców sekt dopuściło się niebywałego czynu. Trzymając w swoich rękach moc świata, zesłali na ziemię koniec świata. I to nie jeden. Każdy z nich postawił na koniec pasujący idealnie do jego wyznań. Stali się przez to niezwykli, a by utrzymać ten stan - odcięli się od prostego społeczeństwa wędrując do innego wymiaru. Ludzie na ziemi zmagali się z dwunastoma końcami świata a przywódcy zdecydowanie się od nich odcięli. Jednak nie przypuszczali, że znajdzie się grupa osób, które będą w stanie przekroczyć granicę  wyznaczone przez Mistrzów Blasku. Grabieżcy jednak nie spoczną, póki nie osiągną swojego celu.

Autorka postawiła na drobiazgowość świata przedstawionego i przyznaję, że naprawdę udało się jej stworzyć niebanalną wizję.  Wychodząc poza granice tego co oczywiste stworzyła dwanaście niemożliwych do przewidzenia końców ludzkości, w których nie technologia (jak to często bywa) ma kluczowe znaczenie, a nietypowe zastosowania pomysłów. Pojawiły się bomby niszczące tkanki mózgu czy sieć tnąca wszystko na kawałki. A w środku tych nieograniczonych niczym zagrożeń dla ludzi pojawili się ci, którzy postanowili przeciwstawić się obecnej sytuacji i zrobić wszystko by ochronić tych, którzy pozostali przy życiu.

Akcja mknie na złamanie karku, nieustannie dzieje się coś, co zakłóca racjonalne myślenie i chociaż czytelnik bardzo się stara - trudno nadążyć za wszystkimi oznakami końca świata.  Kiedy miałam już pewne przypuszczenia jak potoczy się dany wątek: niespodziewanie akcja zmieniała bieg, działo się coś niemożliwego i znowu angażowałam się w nowy wątek porzucając na jego rzecz ten, w którym zaczytywałam się przed chwilą. Mnogość bohaterów, wydarzeń i pomysłów w połączeniu z dobrym stylem autorki i fantastycznymi dialogami zaowocowało naprawdę intrygującą powieścią.

To jeden z ciekawszych postapokaliptycznych wizji świata jakie miałam przyjemność czytać. "Zakon Krańca Świata" to dobrze wykorzystany potencjał, od którego trudno się oderwać. Dużą wagę autorka przywiązała do mrocznego klimatu towarzyszącego fabule od końca dzięki czemu wydarzenia nabrały znaczenia, a i sam czytelnik doskonale bawił się podczas rozgrywanych wydarzeń. W połączeniu z grafiką dołączoną do fabuły wyobraźnia działa na wysokich obrotach a oryginalność fabuły przemawia na korzyść serii. Jestem pewna, że fani gatunku nie poczują się zawiedzeni.

"W szponach szaleństwa" Agnieszka Lingas-Łoniewska

"W szponach szaleństwa" Agnieszka Lingas-Łoniewska, Wyd. Novae Res, Str. 292

"Wówczas... nie wiedziałam jeszcze, że biorąc tę sprawę, wpadam w szpony szaleństwa. Z których wydostać się nie mogę do dzisiaj."

Motyw szaleństwa w literaturze jest jednym z najbardziej intrygujących wątków. Szaleństwo miesza w głowie, budzi do działania bez zastanowienia nad jego konsekwencjami i przywołuje największe ludzkie tragedie. Dzięki temu podobną historię, o ile zostanie ona dobrze napisana, czyta się z zapartym tchem, dreszczem przerażenia i przekonaniem, że nie można odejść od książki nim nie przeczytamy jej do ostatniej strony. Miałam wielkie nadzieje, że najnowsza powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej okaże się właśnie takim połączeniem.

Główna bohaterka, ponda trzydziestoletnia Ewa Barska to komisarz, która nie spodziewa się, że odegra w powieści kluczową rolę. Wezwana na miejsce tragedii zajmie się sprawą makabrycznej śmierci młodej studentki. Wraz z nią do akcji wkroczy Mateusz Herz, wybitny historyk, który wkradnie się nie tylko do zawodowego życia Ewy. To ciekawe połączenie w stylu kontrastu, bo wydaje się, że bohaterowie doskonale wzajemnie się uzupełniają. Ewa na początku przypomina typową postać policyjną, twardą sztukę, której nikt nie podskoczy. Z kolei Mateusz to bardziej romantyczna dusza, która poza rozumem kieruje się także sercem.

Motywem przewodnim historii jest bieszczadzka sekta. Autorka doskonale podeszła do tematu, bardzo obrazowo przedstawiła kult ofiary, starogreckie wierzenia i walkę rozumu z brakiem sumienia. Wszechobecne szaleństwo łączące się z żądzą zemsty prowadzi do pozornego braku logiki w działaniach, czytelnik gubi się w faktach, trafia na ślepe zaułki, podąża drogą bohaterów i widzi jak trudno jest rozgryźć cały ten nieład - kontrolowany jedynie przez samą autorkę, która stworzyła wszystko tak, by zaskoczyć nas w finale.

Ewa błądzi jak we mgle, by podejmować raz za razem kolejne próby schwytania mordercy. Czuć w powietrzu jej bezradność, gdy ofiar przybywa a ona zaczyna mieć przeczucie, że nie porusza się do przodu ani na krok. A jednak jej determinacja prowadzi do rozwiązania i jednocześnie ujawnia tajniki sekty. Tutaj dużym plusem jest zaangażowanie autorki w sprawę, bo fantastycznie ukazała cały proces manipulacji i mieszania zmysłów. Przekonanie członków o własnej niepodważalnej indywidualności i widoczny kompleks Boga niemal doprowadza czytelnika do szaleństwa. Fanatyzm religijny miesza się z chorymi technikami działania a obrazowość stylu autorki nie ułatwia sprawy.

To dobra książka, niezwykle wciągająca, zaskakująca i angażująca emocje. Nie mogłam przestać myśleć o działaniach bohaterów nawet po skończonej lekturze, bo prawda jaka płynie z tego wszystkiego niemal nie dawała mi spokoju. Gdzieś obok nas może rozegrać się podobna tragedia, a wiarygodność miejsc i postaci wykreowanych przez Agnieszkę Lingas-Łoniewską aż mrozi krew w żyłach. "W szponach szaleństwa" to thriller przeszywający, drastyczny, mroczny i bardzo wciągający. Zaskakuje, intryguje i zapewnia niezapomnianą przygodę. Polecam!

wtorek, 14 listopada 2017

"Jeśli tylko…" Karolina Klimkiewicz

"Jeśli tylko…" Karolina Klimkiewicz, Wyd. Novae Res, Str. 274

"Jeśli cuda zdarzają się tuż obok cierpienia, są jeszcze bardziej widoczne, jeszcze bardziej chcemy w nie wierzyć i nawet nie staramy się im zaprzeczyć. Mimo że zmienia się wszystko, każdy ma nadzieję, że w tym szaleństwie jest chociaż odrobina dobra."

Niepozorna powieść po raz kolejny pokazała, że debiut może być lepszą historią od niejednej powieści zaprawionego w bojach pisarza. Przemyślana, dobrze napisana i pełna niezapomnianych emocji - lektura idealna dla każdego kto nie obawia się uronić kilku łez i czerpać nadzieję z lepszego jutra dla bohaterów.

Fabuła tej historii nie przypomina szalonych uniesień, nie przyspiesza bicia serca ani nie zwala z nóg. Jest jednak napisana w sposób delikatny i zaskakująco subtelny, dzięki czemu czytelnik czuje się jak w jednej z piękniejszych powieści o nadziei i miłości, które tak naprawdę przeplatają się ze sobą nawzajem. Nie do końca poparłabym fakt, że jest to historia miłosna - właściwie lepiej pasuje mi tutaj powieść obyczajowa z wątkiem romantycznym.

Autorka prowadzi przez swoją historię lekkim i bardzo obrazowym stylem. Chociaż wprowadziła nutę niepewności w stosunku do kreacji głównej bohaterki, nie sposób nie polubić Leo i Leili. Jedno przypadkowe spotkanie na plaży zaowocowało nawiązaniem potężnej nici porozumienia i nic w tym dziwnego, bo czytelnik niemal od pierwszego spotkania z nimi dostrzega jak doskonale do siebie pasują. To nie jest częste, bo ostatnio podobni bohaterowie w literaturze muszą się wzajemnie dotrzeć i nierzadko potrzeba do tego solidnej dawki zgrzytów. A jak się okazuje wystarczy w łatwy sposób pokierować ku siebie dwójkę bohaterów by otrzymać bardzo wiarygodną relację.

Historia płynie przed siebie bez porywów, ale w tym przypadku to jej atut. Bohaterowie z krwi i kości odkrywają przed czytelnikiem swoją opowieść, a jest ona wciągająca ze względu na luki w opowieści. Sekrety i tajemnice powoli odkrywają się przed czytelnikiem i ujawniają prawdę o bohaterach. Dzięki temu ze strony na stronę buduje się obraz dobrej fabuły przypominającej układankę - każde słowo prowadzi do ostatecznego finału z ułożeniem wszystkim elementów w jedną całość.

To bardzo udany debiut. Jestem pod wrażeniem dojrzałości stylu i kreacji bohaterów. To jedna z tych powieści, które czarują i trzymają przy sobie na długo. "Jeśli tylko..." jest książką lekką i subtelną a jednak czarującą. Miłym zaskoczeniem okazał się finał powieści, który przyniósł ze sobą pewien morał. Jaki? Przekonajcie się sami, ale jestem pewna, że nie pożałujecie swojego wyboru.

"Gdy tu dotrzesz" Rebecca Stead

"Gdy tu dotrzesz" Rebecca Stead, Tyt. oryg. When You Reach Me, Wyd. Iuvi, Str. 210

"I wyznam ci jeszcze jedno: bałam się."

Miranda, główna bohaterka, ma skomplikowane życie mimo młodego wieku. Jej mama z powodu zbliżającego się konkursu staje się co raz bardziej nerwowa, przyjaciel przestał się do niej odzywać a na domiar złego ktoś zaczyn wysyłać do dziewczyny tajemnicze listy. Każda kolejna wiadomość przyprawia o zawrót głowy, bo tajemniczy nieznajomy z precyzją określa przyszłe wydarzenia. Jest tak dobry w przewidywaniu przeszłości czy szczęśliwie trafia w swoich zmyśleniach? Trudno określić, jednak on uparcie twierdzi, że komuś może grozić niebezpieczeństwo, wiec Miranda musi działać.

Rebecca Stead po raz trzeci udowodniła, że potrafi przekazać swoim czytelnikom coś więcej poza zwykłą historią dla powieści. Pozytywnie zaskoczyła mnie tendencja do łączenia gatunków - nie tylko obaczajową historia jej w głowie, bo była już przygoda szpiegowska, subtelny nurt New Adlt a obecnie - nawet szczypta fantastyki. W dodatku autorka pisze bardzo przyjemnym stylem, prostym i konkretnym stanowiącym tło dla rozgrywanych wydarzeń.

Nie jest to powieść wysokich lotów, więc nie ma potrzeby podchodzić do tej książki z nadzieją na refleksyjne chwile. Chociaż w finale pojawia się pewien morał to sama akcja jest jedynie czystą przyjemnością czytania i nie ma potrzeby doszukiwania się w niej drugiego dna. Sama akcja możliwa jest do przewidzenia jeszcze przed finałem, ale nie jest to absolutnie jej minus - to nawet urocze, że autorka pozwala czytelnikowi przewidzieć przyszłość dokładnie tak jak jeden z jej bohaterów.

Tematyka "Gdy tu dojdziesz" pozwala spojrzeć na życie z trochę innej perspektywy. Nie jest to powieść typowo egzystencjalna wyjaśniająca pytania dotyczące życia i śmierci, ale nawiązuje do ludzkiego życia, które jest niepewne jeśli chodzi o przyszłość. Przyjaźń Mirandy stoi pod znakiem zapytania bez konkretnej przyczyny, która zaczyna wyjaśniać się dopiero wraz z biegiem fabuły. Pojawiają się ludzie bezdomni i ci, którzy szukają celu w swoim życiu, ale nie potrafią go odnaleźć. Stead unikajac wątków filozoficznych w bardzo lekkim, młodzieżowym stylu pokazała uroki i upadki realnego świata.

Polubiłam twórczość autorki już przy pierwszej książki i moja sympatia trwa do teraz. Lubię, gdy ktoś prosto i delikatnie podsuwa mi pytania na które muszę sama odnaleźć odpowiedzi. Wraz z Mirandą rzuciłam się w wir krótkiej, ale bardzo emocjonującej przygody w której zaczęłam waz z nią rozwiązywać problemy. Historia zaskakuje i intryguje, bohaterowie ciekawą a styl aż sam się prosi o kontynuowanie lektury. To dobra powieść, idealna na jesienny wieczór.

poniedziałek, 13 listopada 2017

"Rycerze Krystalii" Brandon Sanderson

"Rycerze Krystalii" Brandon Sanderson, Tyt. oryg. The Knights of Crystallia, Wyd. Iuvi, Str. 312

"To... może nieodpowiednie miejsce żeby o czymś wspominać."

Powieść kierowana do młodzieży powinna mieć jeden konkretny cel - wciągać do przygody ukrytej na kartach książki. Powinna bawić, zaskakiwać, zapadać w pamięć. To właśnie takie książki są najlepszym umilaczem czasu, który nigdy się nie nudzi.

To już trzeci tom serii Alcatraz kontra Bibliotekarze, w której Brandon Sanderson nie odpuszcza przygody nawet na moment. Do tej pory autor zasłynął z naprawdę dopracowanych powieści fantasy kierowanych do starszych czytelników. Dużym zaskoczeniem była dla mnie zatem seria dla nastolatków i z niemałą obawą sięgnęłam po pierwszy tom, ale dawno już nie bawiłam się tak pozytywnie przy żadnej historii. 

Dedykowana dla młodzieży znajdzie uznanie także w gronie dorosłych czytelników. Dużo zabawy, pościgów, nieoczekiwanych zwrotów akcji i barwnych dialogów skrywanych na stronach tej powieści ceni z nią lekturę zdecydowanie wartą uwagi. To łączy się z dojrzałym stylem autora, który doskonale wie jak zainteresować każdego - swobodnie tworzy wydarzenia w które raz za razem wplątuje się młody Alcatraz i pokazuje, że w młodym wieku również można mieć wiele na głowie.

Tym razem główny bohater dociera do Nalhalli. Mieszkańcy uważają go za żywą legendę i nie pozwalają mu na chwilę wytchnienia. Pech chce, że chłopak nie może cieszyć się chwilą, bo w Wolnych Królestwach wciąż pozostają Bibliotekarze wraz z jego matką. Alcatraz podejmuje decyzję, że nie spocznie dopóki nie zakończy sporu i ponownie wkracza w wir przygody wraz ze swoją nowo odkrytą rodziną i przyjaciółmi. Muszę przyznać, że to właśnie bohaterowie nadają powieści uroku. Zabawni, barwni - jedyni w swoim rodzaju. Każda z postaci została obdarzona przez autora indywidualnym zbiorem cech, który stworzył z bohaterów charakterne i zadziorne osoby, a przy tym urocze i zabawne. Dawno nie śmiałam się tak serdecznie z poczynań książkowych bohaterów, a tutaj pojawiło się całe skupisko szalonych ojców, nieporadnych chłopców i wiecznie spóźniających się dziadków.

Bardzo lubię młodzieżową serię Sandersona i uważam, że nadaje się idealnie na poprawę humoru. Niezależnie kiedy sięgniecie po lekturę - będziecie zadowoleni. Nie skreślajcie jej również z góry ze względu na swój wiek - wiem to z własnego doświadczenia. Seria Alcatraz bawi, uczy i zaskakuje a całość dopełnia idealnie zgrana z treścią grafika. Polecam jednak rozpocząć przygodę od pierwszego tomu, bo ominie Was zbyt dużo dobrej zabawy!

"Love line" Nina Reichter

"Love line" Nina Reichter, Wyd. Novae Res, Str. 488

"Gdy spotkasz kogoś, w kim mógłbyś się zakochać, wiesz o tym od razu."

Fani twórczości Niny Reichter doskonale pamiętają niezwykle emocjonalną serię Ostatnia spowiedź. Miłość naprzemiennie mieszała się z dramatycznymi wydarzeniami i bohaterowie wciąż spotykali na swojej drodze przeszkody rzucane przez los. Była to seria zapadająca w pamięć, więc z dużymi oczekiwaniami podeszłam do jej najnowszej powieści "Love line". Czy słusznie?

Matthew i Bethany kilka lat temu spędzili ze sobą jeden dzień. Dziś ponownie spotykają się w zaskakującym miejscu i ich drogi nieoczekiwanie się łączą. Po tylu latach Matthew nie od razu rozpoznał Beth. I chociaż ich wzajemne uczucie zaczyna nabierać kształtów, wiedzą że nie mogą się związać. Pozostają zatem na stopie zawodowej, w której Matt powinien pomóc kobiecie w napisaniu artykułu marzeń.

Pierwsze co dostrzegłam po takim odstępie czasu w stosunku do Ostatniej spowiedzi to dojrzałość stylu autorki. Mam wrażenie, że nie próżnowała od ostatniej swojej powieści i nauczyła się doskonalić własną twórczość. W nowej historii Reichter pokazała się od najlepszej strony - wykreowała pełnowymiarowych bohaterów, stworzyła dla nich wiarygodne sytuacje i ponownie naszpikowała wydarzenia całą masą emocji. Matt zaskoczył mnie swoim zawodem - jako młody psycholog uczył kobiety jak stworzyć związek doskonały. Prowadząc tytułową audycję Love line tłumaczy jak nie pozwolić sobą manipulować i podpowiada jakie drogi w życiu wybrać by być najszczęśliwszym. I chociaż jego audycja przyciąga miliony kobiet sam nie jest zbyt szczęśliwy. Żyje z Bree, chociaż nie czuje do niej wielkich uczuć, to po prostu bardzo wygodne spotykać się z kimś takim. Jego przeciwieństwem jest Beth, która pracując w magazynie otrzymuje zlecenie napisania artykułu demaskacyjnego - metody stosowane przez trenerów podrywu w końcu mają stanąć w obliczu prawdy. Sama jest w trakcie rozwodu więc wie, że miłość nie jest czymś prawdziwym. Przynajmniej do czasu, kiedy ponownie spotyka na swojej drodze Matta.

Pomysł na fabułę okazał się trafiony idealnie. Akcja prowadzona w swobodnym stylu nawiązuje do prawdziwych emocji uderzających w wielu czytelników. Aktualny temat miłości stojącej pod znakiem zapytania został rozłożony na czynniki pierwsze a bohaterowie znajdujący się w nietypowej sytuacji pokazują czytelnikowi, że życie wcale nie jest takie proste. Gra pozorów zmienia się w plątaninę uczuć i emocji, z której ktoś na pewno wyjdzie poszkodowany. Autorka doskonale ukazała tajniki pracy kobiecych podrywaczy, przedstawiła działania manipulacyjnie i obnażyła całą prawdę o podejściu niektórych mężczyzn do kobiet. Aktualny temat trenerów podrywu stanął pod ostrzem wnikliwej analizy Niny Reichter, która nie bała się zagłębić w jakże aktualny temat.

Słodko-gorzka powieść o realiach prawdziwego życia ukazuje Niną Reichter w nowym wydaniu. Zdecydowanie wolę ją taką. "Ostatnia spowiedź" była dobą historią, ale moim zdaniem "Love line" jest znacznie lepsza. Przemyślana, dobrze napisana, wciągająca i zapadająca w pamięć. Ujawnia prawdę o ludzkiej duszy, demaskuję kłamstwa i ukazuje siłę prawdy.