niedziela, 21 lipca 2019

"Szakal" L.J. Shen

 "Szakal" L.J. Shen, Tyt. oryg. Bane, Wyd. Edipresse, Str. 360

Nagi surfer. Naciągacz, kłamca, złodziej i oszust. Z tego co słyszałam, szantażuje bogaczy i podrywa ich żony dla kasy.

Była kwestią do rozpatrzenia interesem który mógł okazać się niezwykle zyskowny. Tylko czy faktycznie warto było ryzykować swoją godność dla pieniędzy? 

Lubię serię Święci grzesznicy od L.J. Shen chociaż nie są to książki szczególnie wybitne. Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę dobrze się je czyta, ale to jedne z tych historii pisanych dla przyjemności, bez morału czy zbędnego moralizatorstwa. Tutaj królują mężczyźni, silni i niezależni - w każdym tomie inni. I chociaż to już czwarta część serii wciąż nie mam ich dosyć. Lekki styl autorki i talent do przyjemnych dialogów sprawiają, że nim się obejrzę już jestem przy ostatniej stronie.

Tym razem fabuła nabiera tempa. Chodzi bowiem o to, by przekonać do siebie niepokorną, niezależną dziewczynę, która już dawno zrezygnowała ze związków. Nie ma ochoty na bycie z kimś, kto nie potrafi jej docenić. Tak jak surfer, który wciąż pokazuje się z inną, podrywa córki bogaczy i nie liczy się z niczym, ani z nikim. Jednak ma w sobie coś takiego co sprawia, że nie jest już chłopakiem w oczach Jesse a dorosłym mężczyzną. Ci z kolei wydają się jej niezwykle atrakcyjni. Czy zatem przemówi to na korzyść podstępnego podrywacza?

Oni są jak woda i ogień, zapatrzeni we własne racje zapominają o tym by pomyśleć co czuje ta druga strona. On wydaje się pozbawiony uczyć, nastawiony jedynie na zysk. Ona chce czegoś wartościowego, na pewno nie złodzieja i oszusta. Dlatego rozpoczyna się pomiędzy nimi rozgrywka, pomiar sił - kto jest lepszy i bardziej wytrzymały. On nie chce odpuścić, bo przecież zawarł z ojcem Jesse bardzo korzystną umowę. Ona nie chce ugiąć się pod jego urokiem, bo przeczuwa że może być kolejną ofiarą Szakala. Ale gdy w grę wchodzą emocje nic nie jest takie pewne. Zatem na naszych oczach rodzi się typowa relacja zaczynająca się od nienawiści, ale rozwijająca się już zupełnie nietypowo.

W morzu słownych przepychanek, niezależności i skrajnych emocji pojawia się tragedia. Jesse przeszła wiele, doświadczyła złych rzeczy i dziś nie jest już taka otwarta na świat. Dlatego mimo lekkości i sporej dawki poczucia humoru Shen nie zapomniała o prawdziwym życiu, nawiązała do wartościowych tematów i sprawiła, że jej romans nie jest kolejną historyjką ginącą w tłumie. Wręcz przeciwnie! Bardzo dobrze przyjrzeć się z bliska tym silnym postaciom, które także mierzą się z prywatnymi demonami.

Myślę, że "Szakal" śmiało może otrzymać tytuł najlepszej części w serii. Śmiech, wzruszenia oraz miłosne uniesienia wzajemnie przeplatają się ze sobą tworząc silną sieć wspólnych przeżyć bohaterów. Doskonale bawiłam się podczas lektury i cieszę się z finału jaki zaserwowała mi L.J. Shen. To było dobre! Dlatego szczerze polecam, jako relaks po ciężkim dniu i jako książkę, po którą warto sięgnąć dla czystej przyjemności.

sobota, 20 lipca 2019

"Teraz zaśniesz" C.L. Taylor

"Teraz zaśniesz" C.L. Taylor, Tyt. oryg. The Sleep, Wyd. Albatros, Str. 400

"Ten hotel to pieprzona śmiertelna pułapka."

Nigdy nie możesz być pewny zła czającego się w ciemności. Czy zaatakuje teraz? A może za chwile? Jedno jest pewne - zaatakuje na pewno.

C.L. Taylor poznałam przy jej dwóch wcześniejszych książkach i przypadł mi do gustu jej styl. Autorka pisze lekko i niezobowiązująco by w kolejnej chwili wyciągnąć na jaw jakieś zaskakujące smaczki związane z bohaterami. Dlatego chętnie zdecydowałam się na jej kolejną powieść, ponieważ w thrillerze Taylor odnajduje się fantastycznie i muszę przyznać, że podwyższyła swoją poprzeczkę o kilka wyraźnych szczebli. "Teraz zaśniesz" trzyma w napięciu i miejscami wciska w fotel.

Wszystko jest wynikiem tragedii i myśli, które nie powalają Annie normalnie funkcjonować. Za dnia męczą ją wizje przeszłości, w nocy koszmary nie pozwalają zmrużyć oka. Dlatego postanawia oderwać się od swojego życia, wyjechać na wyspę Rum i tam podjąć pracę w niewielkim hotelu. Nie spodziewa się, że to dopiero początek jej problemów. Gdy dołącza do niej siedmioro gości a sztorm  dogradza ich od świata w hotelu Bay View wychodzą na jaw najmroczniejsze sekrety każdego z nich. Dlaczego nikt nie mów prawdy? I w kim drzemie przyczajony morderca?

Autorka stworzyła klimat, który stopniuje ze strony na stronę. Rosnące w powietrzu napięcie wydaje się nie mieć końca a w połączeniu z wielką zagadką czytelnik nie może przestać zastanawiać się jaki kolejny demon wyskoczy z szafy. Taylor sięgnęła po klasyczną wersję thrillera psychologicznego i dołożyła wszelkich starań, by jej powieść szokowała w każdym aspekcie. Kameralny klimat, masa bohaterów skrywających się za maską przeróżnych kłamstw oraz niebezpieczeństwo czające się na każdym kroku wprowadzają nie tylko nerwową atmosferę, ale i mnóstwo emocji. 

Nie tylko zbrodnia pojawia się na pierwszym planie, ale i prywatne demony z którymi muszą mierzyć się bohaterowie. Anna po traumie, którą przeżyła musi stawić czoła wciąż powracającym wspomnieniom co wyniszcza ją od środka. Widać jak na dłoni, jak ciężko radzi sobie psychicznie i chociaż stara się jak może, nie zawsze potrafi obronić się przed własnym umysłem. Nie jest jednak przy tym męcząca - jest realna, ludzka i w pełni zaakceptowałam jej postać. Podobnie jak innych bohaterów, ponieważ każdy gość hotelu był wyjątkowy na swój sposób i wymagał skupienia na nim uwagi. Autorka pozwoliła mi lepiej ich poznać wprowadzając perspektywę spojrzenia na fabułę kilku bohaterów, chociaż nie ułatwiło to znalezienia odpowiedzi na pytanie kto i dlaczego jest mordercą kryjącym się w tym towarzystwie.

Błędne tropy, masa różnych wątków, hotel na uboczu i odcięci od świata goście. Oto przepis na thriller od którego nie można się oderwać. "Teraz zaśniesz" ma w sobie coś z klasycznego thrillera i chociaż łączy kilka schematów nie działa to na niekorzyść tej książki. Wręcz przeciwnie, C.L. Taylor wyciągnęła wszystko co najlepsze w tym gatunku budując ogromne napięcie oraz prowadząc nas do spektakularnego finału. Fanom i nie fanom gatunku, czyli każdemu kto lubi sięgać po dobrą literaturę - bardzo polecam.

piątek, 19 lipca 2019

"Może tym razem" Kasie West

"Może tym razem" Kasie West, Tyt. oryg. Maybe This Time, Wyd. Feeria, Str. 400

"Róża. To bez dwóch zdań najbardziej rozpoznawalny i najpopularniejszy z kwiatów. Swoją upojną wonią i aksamitną fakturą płatków może i skłania setki poetów, by kojarzyli ją z miłością i pięknem, ale co by nie mówić, jest przereklamowana, podobnie jak te skojarzenia. Ludzie chyba często zapominają o kolcach."

Miłość potrafi pokrzyżować wszystkie plany. Czy można zatem odgrodzić się od uczuć, zapomnieć o sercu i kierować się wyłącznie rozumem?

Nie w przypadku powieści Kasie West, kiedy serce wystukuje charakterystyczny rytm podczas czytania jej kolejnej powieści. Oto powrót autorki, która umiejętnie pisze słodkie, urocze opowieści o pierwszych silnych uczuciach oraz prawdziwym życiu, które bardzo szybko wprowadza korektę do wielkich planów i założeń. Czy i tym razem zatem możemy liczyć na wyjątkową komedię romantyczną w której wszystko może się wydarzyć? Zdecydowanie! W najnowszej książce autorki pojawiło się dużo perypetii młodych bohaterów, gaf oraz słownych przepychanek, które jedynie dodały całości uroku. Nie sposób było się zatem nudzić w tak intrygującym towarzystwie.

Sophie Evans jest wszędzie. Śluby, pogrzeby, imprezy - zawsze na czas. Pracuje w kwiaciarni a rodzinne miasto w którym mieszka jest wystarczająco małe, by zmusić ją do pojawienia się na każdej okoliczności. Andrew Hart natomiast jest synem szefa kuchni, który dopiero wprowadził się do miasta, więc wysyła wszędzie tam, gdzie Sophie. Pech chce, że on wydaje się jej całkowitym przeciwieństwem. I ciągle przeszkadza jej w pracy. Dlaczego musi być zawsze tam gdzie ona? I być tak uroczo arogancki?

To co uwielbiam w książkach tej autorki to dystans do wątków romantycznych. Niby są one głównym motywem do działania, niby najwięcej wnoszą do historii a jednak zawsze są gdzieś na drugim planie ustępując miejsca życiowym wydarzeniom. W ten sposób West nienachalnie próbuje nam udowodnić, że każdy znajdzie miłość w najmniej spodziewanym momencie i daje kuksańca wszystkim tym powieściom, w których bohaterowie zaślepieni wielkim uczuciem nie widzą nic poza miłością. A przecież jest jeszcze przyszłość, która w przypadku tych młodych bohaterów dopiero się kształtuje i której należy poświęcić najwięcej uwagi.

Wielkim plusem okazała się także kreacja bohaterów. Zwykli, niewymuszeni, młodzi dorośli, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w świecie poważnych decyzji. Zarówno Sophie jaki i Andrew okazali się tacy jak my - popełniający błędy, marzący o wielkiej przyszłości, realizujący swoje cele. Ale jednocześnie szukający szczęścia, bez którego ani rusz. I chociaż wydawało się na początku, że są niczym woda i ogień - pasowali do siebie jak ulał wzajemnie się uzupełniając. Ona była słodka i urocza, on arogancki i zdecydowanie zbyt pewny siebie. Połączyło ich zatem pierwsze, niekonieczne dobre wrażenie oraz miejsca, do których ciągle zaglądali 

"Może tym razem" to kolejna udana propozycja od Kasie West. Nie mam pojęcia jakich sztuczek używa autorka, by przekonać do swoich książek niemal każdego, ale niech robi to dalej. Mnie już od dawna trzyma w swojej literackiej garści. Tym razem  zauroczyła mnie słodycz pierwszego zakochania, która stanowiła idealny kontrast dla prawdziwego życia a zaskakujące losy bohaterów wciągnęły mnie na całego. Oby więcej takich radujących serce książek!

czwartek, 18 lipca 2019

"Walcząc z cieniami" Aly Martinez

"Walcząc z cieniami" Aly Martinez, Tyt. oryg. Fighting Shadows, Wyd. Niezwykłe, Str. 306

"Problemy nie potrzebują mapy. Podążą za tobą wszędzie."

Silni, niezależni, pewni siebie. Czym tym razem zaskoczą nas bohaterowie? Jakie ukryte talenty wyjdą na jaw w kolejnym z braci Page?

Każdy miłośnik powieści romantycznej, która ma w sobie coś więcej niż trywialną opowieść o cukierkowej miłości, powinien sięgnąć po serię Aly Martinez. Autorka postawiła na głębię oraz przekaz jednocześnie przekonując mnie, że można napisać książkę mającą znacznie w sposób bardzo lekki, chociaż nie pozbawiony jednocześnie mnóstwa emocji. Pierwsza część cyklu ("Walcząc z ciszą") ogromnie przypadła mi do gustu a kontynuacja dotrzymała jej kroku.

Polecam rozpocząć przygodę z serią od zachowania chronologii. Chociaż każdy tom dotyczy innego bohatera, ma ona ze sobą stosunkowo mocne połączenie i warto wiedzieć wszystko. Naładowana po brzegi emocjami historia każdego z braci ładnie przeplata się z kontynuacją i bazuje na ciągu przyczynowo-skutkowym - każdy motyw ma w tych książkach znaczenie, każdy krok będzie miał swoje odzwierciedlenie w przyszłości. To co działo się wcześniej odnalazło zatem swoje miejsce teraz i gdy na pierwszym planie pojawiła się postać Flinta, młodszego brata Tilla, mniej więcej wiedziałam czego mogę się spodziewać. A przynajmniej tak myślałam do czasu, gdy autorka wprowadziła całą masę licznych manewrów chwytających za serce.

Wydarzyło się coś, co przekreśliło karierę Flinta na zawsze. Uratował życie dziewczyny, którą kochał sam przekreślając swoje. Teraz mierzy się ze skutkami swojego czynu. Nie chce słyszeć o rehabilitacji, o mozolnej próbie stawania na nogi czy dążenia do odzyskania choćby częściowej sprawności. Stracił nadzieję, nie miał chęci. Do czasu, gdy poznał Ash Mabie, dziewczynę która pokazała mu jak może wyglądać prawdziwe życie. Ona przed nim uciekała, on chciał ją gonić. I tak zrozumiał, że świat leży w jego rękach.

Pierwsze co przyciąga uwagę to kreacja bohaterów. Szczera, wiarygodna oraz pełnowymiarowa. W każdej postaci tkwi cząstka prawdziwego człowieka, kogoś kto być może żyje tuż obok nas. Łącząc ich z emocjami na własnej skórze odczuwałam wszelkie dramaty oraz niepowodzenia, jednocześnie trzymając kciuki by wszystko dobrze się potoczyło. Nie obeszło się też bez łez wzruszenia, gdy Ash Mabie, dziewczyna której historia chwyta za serce, pokazywała Flintowi jak piękny potrafi być świat, gdy tylko odpowiednio się na niego patrzy. Była wspaniała w swojej roli, wyjątkowa w gronie podobnych jej postaci i miejscami przyćmiewała nawet braci Page, których przecież nie da się nie kochać.

Trudne tematy, ważne wybory, walka z demonami przeszłości. Dużo dzieje się w "Walcząc z cieniami" i tym sposobem nie mogłam oderwać się od lektury. To piękna, wzruszająca, bogata w skrajne emocje powieść o ludziach takich jak my. Problemy posiada każdy z nas i to nie jest nic nadzwyczajnego, siła bowiem tkwi w tym jak sobie z nimi radzić. Aly Martinez po raz drugi zabrała mnie w sam środek pięknej powieści o miłości wystawionej na próbę oraz o bohaterach, którym kibicuje się do utraty tchu. Uwielbiam ją!

środa, 17 lipca 2019

"Słowo do ciebie" Kandi Steiner

"Słowo do ciebie" Kandi Steiner, Tyt. oryg. Revelry, Wyd. Kobiece, Str. 360

"Czasami bardzo długo podążamy jakąś ścieżką, bo niczego nie chcemy bardziej, niż żeby się okazała tą właściwą, ale prawda jest taka, że nie możemy jej do tego zmusić."

Nadszedł czas zmian. Chwila by pomyśleć tylko o sobie. By zapomnieć, wybaczyć, zrozumieć. By - być może - odnaleźć prawdziwą miłość.

Kandi Steiner to autorka do tej pory mi nie znana, a przynajmniej jej książki jeszcze nie wpadły w moje ręce. "Słowo do ciebie" to pierwsza przygoda jaką z nią rozpoczynam, ale na pewno nie ostatnia. Autorka ma talent do kreowania wiarygodnych wydarzeń popartych całą masą przeróżnych emocji, dzięki czemu w jej lekturze nie zabrakło ani wzruszeń, ani tym bardziej śmiechu przez łzy. Steiner stworzyła piękną powieść romantyczną, w której nie miłość odgrywa pierwsze skrzypce a samo życie.

Wren Ballard potrzebuje czasu, by poukładać swoje życie na nowo. Do niedawna sądziła, że wszystko w jej życiu ma sens. Aż zakończyła małżeństwo i wyjechała do małej górskiej miejscowości, by tam spróbować odnaleźć siebie. Zagubiona, zraniona, niepewna swego nie wie, że los przygotował dla niej coś znacznie lepszego od trosk i rozpamiętywania przeszłości. Tylko czy Wren zdecyduje się pójść za głosem serca i powierzyć zaufanie tajemniczemu Andersonowi? Ich sąsiedzka znajomość rozpoczęła się od spięcia. Ale czy nie od nienawiści jest tylko jeden krok ku miłości?

Problematyczna przeszłość, trudna teraźniejszość. Tak w skrócie wygląda życie tych dwojga. Nie tylko Wren nosi w sobie blizny, które nie chcą się zaleczyć. Anderson również kryje w sobie tajemnice, która nie pozwoli mu stawi czoła możliwemu uczuciu. Obydwoje się boją, nie chcą podjąć ryzyka, trzymają w sercu żal nie chcąc wybaczyć samemu sobie. Emocje, które im towarzyszą widoczne są jak na dłoni, jednak ani przez moment nie czułam by były nachalne. Autorka w idealny sposób zrównoważyła życie bohaterów z ich rozterkami, stopniowo dawkując czytelnikowi niezbędne informacje, pozwalając mu jedynie zatopić się w całym morzu uczuć. Ich problemy są ludzkie, życiowe, w pełni zrozumiałe, dzięki czemu na naszych oczach z całej tej plątaniny przeżyć, doświadczeń oraz emocji tworzy się wielowymiarowa opowieść o ludziach, której właściwie nic nie można zarzucić. 

To nie jest kolejna przerysowania historyjka w której wszystkie wydarzenia torują sobie drogę do szczęśliwego zakończenia. Tutaj do samego końca nie byłam pewna jaki los będzie pisany tej dwójce, chociaż kibicowałam im ile sił. Poprzez ból i cierpienie przebijało się powoli poczucie, że być może, gdzieś na horyzoncie czeka ktoś kto zdejmie ciężar z naszych ramion. Steiner w piękny sposób pokazała jak wielka siła drzemie w zrozumieniu - nie tylko drugiej osoby, ale przede wszystkim siebie samego - jak ważna jest akceptacja oraz życzliwość drugiej osoby.

"Słowo do ciebie" to lektura do której na pewno jeszcze kiedyś wrócę. W chwili zwątpienia, gdy będę potrzebowała pocieszenia odnajdę historię Wren i Andersona, przypominają sobie jak silni i odważni byli. Chętnie będę czerpać inspirację z ich doświadczeń a jeszcze chętniej polecę Wam powieść, w której wszystko ma swoje konkretne przeznaczenie. Piękna, ponadczasowa, ludzka opowieść o tym, że każdy zasługuje na drugą szansę. Książki dla kobiet mają wielką siłę przebicia jeśli chodzi o nagromadzone w fabule emocje.

wtorek, 16 lipca 2019

"Diabelska działka" J.R. Ward

"Diabelska działka" J.R. Ward, Tyt. oryg. Devil's Cut, Wyd. Marginesy, Str. 432

"- Któregoś dnia zapłacisz za swoje grzechy.
- Zrobiłaś się religijna? Myślę, że twoje nawrócenie byłoby problematyczne nawet dla kogoś pokroju Chrystusa."

Twarda rzeczywistość dosięga ród Bradfordów. Nadszedł czas na ostatnią prostą finału, który zaskoczy nie tylko członków dynastii.

Długo czekałam na zamknięcie trylogii Królowie bourbona. Ogromnie polubiłam się z tą serią, chociaż miała swoje dobre i słabsze momenty. Uwielbiam sagi rodzinne, czytanie o problemach poszczególnych bohaterów sprawia mi przyjemność a J.R. Ward ma naprawdę dobre pióro, więc przez dwie wcześniejsze części przeszłam szybciej niżbym tego chciała. Dlatego wielkie oczekiwania kierowałam w stronę finałowego tomu i nie zawiodłam się.

Wszystko potoczyło się w złym kierunku dla Williama Baldwine’a. Jego śmierć zapoczątkowała szereg wypadków, które samoistnie się napędzały. Początkowe pogłoski o samobójstwie szybko rozwiało odkrycie sprawcy i mordercy, który okazał się również członkiem rodziny. Teraz Edward musi stawić czoła swoim prywatnym demonom przeszłości. W areszcie analizuje swoje życie pod kątem utraconej rodziny oraz miłości swojego życia. Sutton Smythe jest teraz prezeską konkurencyjnej firmy, więc ich związek już nie ma racji bytu. Czy zatem można w tym wszystkim jeszcze cokolwiek naprawić?

To jedna z tych powieści, które czytałam z dużą przyjemnością. Niczym telenowela opowiadała o burzliwych losach rodziny, która sama zagubiła się we własnym bogactwie. Blichtr zgubił rodzinę Bradfordów, zatracił ich wartości moralne oraz uczuciowe co widziałam na własnych oczach śledząc ich historię od samego początku. Autorka w umiejętny sposób uchwyciła rozpad rodziny, wyciągnęła na światło dnia wszelkie demony kryjące się w mrokach rezydencji i zadbała o portrety psychologiczne wszystkich bohaterów, aby czytelnik mógł wejść w głąb umysłu każdego z nich. Tak powstała cała paleta przeróżnych osobowości a każdy z nich miał coś na sumieniu i nikt nie był idealny.

Sekrety rodzinne wychodzą na jaw, gdy młodszy brat Edwarda postanawia odkryć jego niewinność. Akcja wówczas nabiera tempa, wszystkie rozpoczęte motywy nagle otrzymują swoje rozwiązanie a czytelnik nie może się nadziwić jak różnorodnie i zupełnie inaczej niż podejrzewał potoczyły się losy wybranych członków rodziny. Autorka zabawiła się w otwarte karty, wyjawiła wszystko co tylko mogła i dostarczyła mi ogromnej zabawy w śledzeniu ostatnich rozgrywek tej dynastii. Ward sięgnęła po intrygę, demony przeszłości, całą masę zaskoczeń oraz oczywiście wątki romantyczne budując finał pełen emocji i na długo zapadający w pamięć.

"Diabelska działka" to finał, który w pełni mnie usatysfakcjonował. A nawet otrzymałam więcej niż oczekiwałam! Dużo emocji i jeszcze więcej tragedii rozgrywa się na czach czytelnika, jednak to miłość wciąż domyka podjęte wątki pokazując, że potrafi stawić czoła każdym przeciwnością. J.R. Ward ma pewną rękę, nie boi sięgać się po trudne tematy a co najważniejsze pisze historie pisane samym życiem co fanom powieści obyczajowych czy sag rodzinnych na pewno przypadnie do gust. Osobiście jestem zachwycona całą serię i sądzę, że jesienią jeszcze raz do niej powrócę.

poniedziałek, 15 lipca 2019

"Muszę wiedzieć" Kasia Bulicz-Kasprzak

"Muszę wiedzieć" Kasia Bulicz-Kasprzak, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 352

"Rodzisz dziecko, patrzysz na nie każdego dnia, masz więcej wspomnień z nim związanych niż ono. Widziałaś jego pierwszy krok, słyszałaś pierwsze słowo, wydaje ci się, że wiesz wszystko. I nagle odkrywasz, że nie wiedziałaś nic."

Siła kobiet nie ma sobie równych, gdy ich opowieść zostanie dopuszczona do głosu. Nadszedł czas wielopokoleniowej historii, która zmieni postrzeganie bohaterów. 

Kasia Bulicz-Kasprzak to autorka, która zdobyła moje serce swoją pierwszą powieścią, czyli "Nalewka zapomnienia", radosna i optymistyczna historia pozytywnie nastraja mnie w ponurych chwilach i jest wspaniałym lekiem na wszelkie troski. Dlatego z przyjemnością zdecydowałam się kontynuować swoją przygodę z książkami tej autorki a jest ich co nie miara - jedne romantyczne, drugie życiowe. Za każdym razem jednak w pełni wiarygodne, dojrzałe i bardzo szczere. Taka jest również najnowsza powieść tej autorki - "Muszę wiedzieć", opowieść o sile kobiet oraz o dojrzewaniu w cieniu trudniej przeszłości.

Jak to jest, gdy dorasta się nie znając swoich najbliższych? Czy taka nieoczywista strata wpływa na człowieka zmieniając całe jego postrzeganie rodziny? W historii Haliny, Dominiki i Patrycji pojawiła się pewna luka, deficyt w poczuciu posiadania bliskiej osoby, brak emocji, brak prawdziwej historii. Żyły obok siebie, matka, córka oraz wnuczka jednak nie dostrzegały swojej obecności. Halina niepewna swojego miejsca w świecie uważa, że urodziła się tylko dlatego, że po śmierci Stalina została ogłoszona amnestia. Patrycja nie rozpamiętuje swojego życia, natomiast czuje wewnętrznie, że czegoś jej brakuje. Czy na obie kobiety wpłynęła nieobecność Dominiki, zagadki dla swojej matki i córki?

Autorka pięknie pisze o życiu, ludzkich pragnieniach oraz oczekiwaniach. W stylu powieści obyczajowej, z lekkością i swobodą snuje opowieść ponadczasową, o kobietach których kreacja sięga najwyższego poziomu. Nie da się nie polubić Patrycji, młodej bohaterki robiącej dopiero pierwsze kroki w dorosłym życiu czy czerpać inspiracji z Haliny, która między narzekaniami mówi samą prawdę. To one stworzyły historię o miłości, rodzinnych relacjach oraz o przyjaźni na tle życiowych doświadczeń oraz przeszłości, która wpłynęła na każdą z nich. Wspaniale czytało się o ich losach, poznawało kolejne zawiłe perypetie bohaterek, które musiały zmierzyć się z wieloma problemami.

Dużo życiowych prawd płynie z tej pozornie prostej powieści. Chwyta za serce, zaskakuje i drąży temat angażując się na całego w profile psychologiczne bohaterów. Nie jest to jednak historia nachalna, wręcz przeciwnie! Delikatna i pełna emocji opowiada o samym życiu dotykając ponadczasowych wartości rodzinnych. Co wiemy o ludziach którzy nas otaczają? Dlaczego nie dostrzegamy tego co najważniejsze? Sięgając po powieść Kasi Bulicz- Kasprzak spojrzycie nie tylko inaczej na losy trzech bohaterek, ale także własne, prywatne relacje.

"Muszę wiedzieć" to poszukiwania prawdy na temat najbliższych. To opowieść o dojrzewaniu, starości oraz byciu tu i teraz. Strony przerzucają się same, opowieść płynnie przeskakuje od wątku do wątku a czytelnik nie może przestać zachwycać się jak dobra jest to książka. Jestem zaskoczona tak głęboką, poruszającą historią, która miała być przecież tylko lekką lekturą na lato. A jednak okazała się historią, której szybko nie zapomnę i do której jeszcze wiele razy powrócę.

niedziela, 14 lipca 2019

"Zakochani rozbitkowie" Julie Johnson

"Zakochani rozbitkowie" Julie Johnson, Tyt. oryg. Uncharted, Wyd. Kobiece, Str. 264

"Nazywa mnie dzieckiem, ale ja nie jestem naiwna. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo często ludzie, których lubimy, nie darzą nas takim samym uczuciem."

Nigdy nie wiadomo kiedy wydarzy się tragedia. To miał być zwykły lot, nic szczególnego. A jednak nieodwracalnie zmienił losy pasażerów.

Julie Johnson snuje delikatną, przyjemną dla oka oraz wyobraźni historię, w której przede wszystkim widoczny jest urok. To opowieść prosta, zupełnie niezobowiązująca, w sam raz na leniwe popołudnie a jednak tak ciekawa i wprowadzająca do fabuły sympatycznych bohaterów, że z przyjemnością poświęciłam jej cały mój wolny czas.

Violet Anderson, główna bohaterka powieści, nie spodziewała się, że wszystko potoczy się w tak niemożliwym kierunku. W końcu wszystko zawsze się jej udawało. Piękna, mądra, w chłodząca w dojrzałe życie dziewczyna zawsze wychodziła cało z opresji mając u swojego boku rodzinę oraz przyjaciół. Teraz jednak została sama, skazana na dwójkę pozostałych pasażerów, którzy jako jedyni wraz z nią przeżyli tragiczny lot. Rozbili się na bezludnej wyspie, czekali na pomoc zdani jedynie na samych siebie. A nie było to łatwe, biorąc pod uwagę denerwujący charakter Becka. On i Violet od początku zapałali do siebie niechęcią, ale czy można obrażać się w tak tragicznych warunkach?

Ciekawi bohaterowie i ich relacja od nienawiści do... Nawet nie jestem pewna czy miłości. To lekki wątek romantyczny, prowadzony gdzieś na drugim planie miał bardziej osłodzić trudy życia, która na bezludnej wyspie były wielkim wyzwaniem. Autorka intrygująco uchwyciła wszelkie emocje targające Violet czy Beckiem, ich siłę by trzymać się na powierzchni, gdy czuli że życie nieustannie ich podtapia. W końcu nikt z nich nie był przygotowany na to, by natura i trudne warunki dyktowała im jak żyć. Tych dwoje mimo początkowych słownych przepychanek jednak z czasem odnajduje wspólny rytm i miło obserwuje się ich zacieśniające się zaufanie.

Wbrew pozorom to historia przy której warto się zatrzymać. Mimo lekkości i swobody z jaką autorka podeszła do tematu, profil psychologiczny bohaterów oraz wewnętrzne emocje które nimi targają znajdują zrozumienie u czytelnika. Śmiała się wraz z nimi i nawet rwz porządnie się wzruszyłam! Dlatego uważam, że jest w tej lekturze urok, który należy docenić. Połączenie romansu, przygody oraz kontaktu z nieznaną naturą może nie jest czymś nowym, ale w rękach Julie Johnson na pewno otrzymało nowe oblicze. 

"Zakochani rozbitkowie" to historia z potencjałem, urocza, zaskakująca, warta przeczytania. To wstęp do serii, którą z przyjemnością będę kontynuować jeśli kolejne książki będą utrzymane w podobnym klimacie. Autorka przyłożyła się do kreacji bohaterów, nie zapomniała o całej masie emocji i postawiła na fabułę, która idealnie pasuje na letnie dni.

sobota, 13 lipca 2019

"Zbyt blisko" Natalie Daniels

"Zbyt blisko" Natalie Daniels, Tyt. oryg. Too Close, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 352

"Sądzę, że wszyscy stosujemy taktykę uników."

Czasami przyjaźń nie jest tym, czym wydaje się na początku. Bliskie nam osoby zawodzą, by uzyskać konkretne korzyści. Czy powinniśmy być stale czujni dobierając sobie przyjaciół?

Nie zliczę ile było powieści i filmów z szalonymi przyjaciółkami, które w zazdrości, zawiści czy pod wpływem innych emocji życzyły swoim rywalką wszystkiego co najgorsze. Niemal wszystkie uwielbiam. Doceniam pomysł, motyw oraz wykonanie, ponieważ przekonuje mnie podejście do ludzkiej psychiki, która jest tak zakręcona, że nigdy nie jesteśmy w stanie zrozumieć co dzieje się w głowie drugiej osoby. Dlatego z wielką przyjemnością zdecydowałam się na lekturę "Zbyt blisko" od Natalie Daniels mając nadzieję, że i tym razem otrzymam wielki rollercoaster emocji.

Poznały się w parku, ponieważ nieświadomie dzieliły wspólny czas, gdy bawiły się ich dzieci. Connie i Ness szybko zrozumiały, że łączy ich wiele i jako bliskie sąsiadki nawiązały silną więź porozumienia. Dlatego Ness była pewna, że może liczyć na bliskość Connie, gdy rozpadło się jej małżeństwo. W końcu rola przyjaciela polega na tym, by wspierał nas w ciężkich chwilach. Prawda? Jednak jej oczekiwania były zbyt wysokie. Przywiązała się do Connie odciągając ją od rodziny i wypełniając każdą jej wolną chwilę. Popadła w obsesję i doprowadziła do wielkiej tragedii.

Thriller psychologiczny z elementami akcji wprawił mnie w osłupienie, gdy z zaangażowaniem przerzucałam każdą kolejną stronę. Doskonale bawiłam się podczas lektury, w której odkryłam pełno zaskoczeń i wielokrotnie myślałam: "To niemożliwe!". A jednak - autorka w fantastyczny sposób zakręciła fabułą swojej powieści tak, że nim się obejrzałam bieg wydarzeń kompletnie się zmienił. Nagle niespodziewanie znalazłam się wraz z Connie w szpitalu psychiatrycznym, gdzie kobieta oskarżona o straszną zbrodnię, z amnezją u boku mozolnie próbuje zrozumieć co tak naprawdę się wydarzyło. 

Doskonała kreacja bohaterów, wykorzystany pomysł i jeszcze lepsze wykonanie. Dawno żadna powieść z tego gatunku aż tak mocno mną nie wstrząsnęła! Z przyjemnością przyglądałam się bogatym profilom psychologicznym obu kobiet i na własną rękę próbowałam odkryć prawdę, chociaż to wcale nie było takie łatwe. Mnożą się pytania, dziwne wydarzenia i ani jednej odpowiedzi na to co być może mogło się wydarzyć. Czytelnik jest w szoku, łącznie z główną bohaterką, ale nikt się nie poddaje - każdy walczy do końca, bo najlepsze w tym wszystkim jest zrozumienie sensu wydarzeń.

Nie mogłam oderwać się od lektury do ostatniej strony, a nawet gdy odłożyłam powieść na półkę wciąż rozmyślałam o historii głównej bohaterki. To niesłychanie dobrze napisana powieść, wciągająca, intrygująca, wielokrotnie zaskakująca. "Zbyt blisko" to połączenie wszystkiego co najlepsze w literaturze: idealnej kreacji głównych bohaterów, nieoczekiwanych zwrotów w fabule oraz finału, którego nikt się nie spodziewał.

piątek, 12 lipca 2019

"Dzień Matki" Nele Neuhaus

"Dzień Matki" Nele Neuhaus, Tyt. oryg. Muttertag, Wyd. Media Rodzina, Str. 712

"Zło nie jest malownicze, ale bardzo ludzkie. Dzieli z nami łoże, je z nami przy stole."

Z rodziną dobrze wychodzi się na fotografii. Jednak wspólne życie potrafi dopiec. Nie od dziś wiadomo, że głęboko skrywane rodzinne sekrety potrafią zniszczyć wszystko co było budowane przez lata.

Myślę, że wśród fanów dobrego, mocnego kryminału, który wciąga na całego nazwisko Nele Neuhaus nie pozostaje obojętne. Nic dziwnego, ponieważ to jedna z tych autorek, które doskonale wiedzą jak skupić na swoich powieściach całą uwagę czytelnika oraz porządnie nim zakręcić, abyśmy do samego finału nie potrafili przewidzieć przebiegu fabuły. Głosy zachwytu zatem nie cichną nad powieściami Neuhaus a ja sama popełniam gafę rozpoczynając przygodę z autorką od samego końca. Muszę jednak przyznać, że nie czułam się zagubiona, mimo że "Dzień matki" jest dziewiątym tomem a jeśli wszystkie wcześniejsze są równie wyśmienite - z chęcią cofnę się do wcześniejszych tomów.

Rodzinne sekrety nigdy nie są bezpieczne. Szczególnie w powieściach dla których stają się motywem przewodnim. Neuhaus wykorzystała ten zabieg, by stworzyć opowieść z demonami przeszłości, zaskakującą, pomysłową i szokującą niemal na każdym kroku. Początkowo odkrywamy fakty związane z bohaterami, dowiadujemy się jak wszystko się rozpoczęło i liczymy ofiary a następnie wędrujemy do śledztwa, które prowadzi dwójka śledczych - Pia Sander i Oliver von Bodenstein - ścigających się z czasem. Tu zatem pojawia się nie tylko dynamika akcji, która nie zwalnia ani przez moment, ale i labirynt sekretów, tajemnic, zaskoczeń, zwrotów w fabule, które łączą się w jedną kompletną całość podsycaną klimatem oraz napięciem.

Minęło czternaście dni zanim ktokolwiek odkrył zwłoki osiemdziesięcioczteroletniego Theodora Reifenratha. A gdy ciało zostało już zidentyfikowane - pojawiły się kolejne ofiary. Dlaczego w ogrodzie staruszka znaleziono szczątki kilku kobiet? Theodor i Rita w oczach wszystkich sąsiadów uchodzili za przykładne małżeństwo, których związek mógł byś godny pozazdroszczenia. Razem prowadzili dom opieki dla dzieci, ofiarowywali najmłodszym miłość nie żądając nic w zamian. Teraz, już po śmierci zostaje rzucone na nich nowe światło. Czy starszy pan był seryjnym mordercą? I dlaczego jego żona popełniła samobójstwo w tajemniczych okolicznościach?

Mnożą się pytania chociaż początkowo niewiele jest odpowiedzi. Autorka zarzuca nas całą masą faktów, detali i szczegółów chociaż nie spieszy się, by wszystko łączyć. Pozwala czytelnikowi pobudzić do działania szare komórki a i tak na niewiele to się zdaje, gdy wysuwa kolejne wnioski. Doskonale bawiłam się śledząc poczynania śledczych łączących wszystkie tomy serii (którą śmiało można czytać bez zachowania chronologii) oraz odkrywając kolejne nowe tajemnice rodziny Reifenrath. Zaczęło się od historii ich rodzonej córki, która zmarła z przedawkowania narkotyków a później już falą poszły zdarzenia związane z nowymi ofiarami. W morzu tych wszelakich tajemnic czułam się jak ryba, gdy jako fanka kryminałów otrzymałam iście niebezpieczną przygodę.

Od dziś Nele Neuhaus ląduje na liście moich ulubionych autorów. Pomysłowość idzie tutaj w parze z dobrze wykorzystanym potencjałem. Akcja goni akcję a bohaterowie prowadzący sprawę są tak intrygujący, że z przyjemnością poznawałam fakty na temat ich prywatnego życia. "Dzień matki" to prawdziwa uczta dla każdego fana gatunku. Jestem zachwycona lekturą i już planuję swoją przygodę z innymi książkami autorki.

czwartek, 11 lipca 2019

Przedpremierowo: "Adwokat diabła" Andrew Neiderman

"Adwokat diabła" Andrew Neiderman, Tyt. oryg. The Devil's Advocate, Wyd. Vesper, Str. 336
PREMIERA: 17 lipca 2019r.

"Nasze uczucia, moralność i opinie musimy odłożyć na bok, żeby móc skutecznie bronic klientów, Kevin."

Dążenie do szczęścia i dostatku potrafi być zgubne. Czasami zatracamy się we własnych osiągnięciach nie zwracając uwagi na towarzyszy, którzy podszeptują nam jaki kolejny krok wykonać.

Historia Andrew Neidermana znana do tej pory była mi bardziej z ekranizacji niż książkowej wersji. Jednak jak wiadomo: książka zawsze jest lepsza od filmu, dlatego z dniem wznowienia wydania zdecydowałam się poznać od kuchni jak wygląda cała historia o pakcie między człowiekiem a szatanem. Nie jest to jednak w moim odczuciu horror jak się powszechnie uważa a thriller z krwi i kości w którym zagęszczająca się atmosfera robi swoje.

Fabuła opowiada o losach Kevina Taylora, zwykłego człowieka, który wkroczył na drogę niezwykłych wydarzeń. Nie spodziewał się, że awans zawodowy w w firmie prawniczej na Manhattanie przysporzy mu więcej szkody niż pożytku. Okazało się bowiem, że jego szef John Milton przydzielajac mu jedno z ważniejszych zadań doskonale wiedział co robi. Protokół sprawy opisywał zbrodnię, która jeszcze się nie wydarzyła a kolejne szczegóły związane z firmą wydają się więcej niż niepokojące. Jak to możliwe, że kancelaria wygrywa każdą sprawę? Dlaczego ich klienci są oczyszczani z zarzutów?

Ciekawie było śledzić losy głównego bohatera, szczególnie że od samego początku rozumiała jego aspiracje. Kevin dążył do doskonałości, mało było mu pieniędzy i sławy, chciał więcej i więcej a propozycja pracy w firmie prawniczej o tak dobrej renomie była spełnieniem marzeń. Kto nie marzy o takim rozwiązaniu wszystkich jego problemów? To bohater wykreowany w bardzo rozsądny sposób, wiarygodny, pełnowymiarowy, który potrafi przekazać czytelnikowi wszystkie swoje emocje. Nie stał mi się szczególnie bliski, bo jak można polubić kogoś kto sam zapędza się w machinę zła, ale w pełni doceniam pracę jaką autor włożył w jego budowę.

Jak już wcześniej wspomniałam dużą część zasług zbiera klimat. Nuta elementów horroru i bardzo dużo z thrillera stopniowały napięcie niemal od samego początku. Gdy na scenę wkroczył demoniczny szef głównego bohatera akcja się zagęściła i nie pozostało mi nic innego jak wraz z Kevinem odkrywać kolejne fakty o dziwne zjawiska. Ciekawa była to przygoda i bardzo oryginalna, dlatego nie miałam ochoty rozstawać się z lekturą do samego końca. 

"Adwokat diabła" to jedna z tych powieści, które moim zdaniem należy przeczytać, by poznać tajniki klasyki literatury. Silna i niezależna powieść nie ginie w tłumie zaskakując więzią pomiędzy diabłem a człowiekiem. Siły zła kumulują się w tej historii przyspieszając bicie serca zmierzając nieuchronnie do nieznanego finału. Cieszę się, że poznałam powieść Andrew Neidermana i żałuję, że najpierw zetknęłam się z filmową wersją jego powieści. Potwierdził się stary fakt, że książka jest zdecydowanie lepsza od filmu.

środa, 10 lipca 2019

"Dom wspomnień" Lauren K. Denton

"Dom wspomnień" Lauren K. Denton, Tyt. oryg. The Hideaway, Wyd. Burda Książki, Str. 336

"Schronienie zawsze było pełne przyjaciół i kochanków, matek i córek, powierników tajemnic i tych, którzy te tajemnice wyjawiali, ludzi, którzy mówili, co myśleli, oraz ludzi o siwych włosach i zwiotczałych ramionach. Przeżywaliśmy smutki i radości, ale nie zamieniłabym tego życia na żadne inne." 

Czasami dom bywa czymś więcej niż tylko miejscem w którym mieszkamy. To wspomnienia, czar i pamiątki czasów, w których byliśmy naprawdę szczęśliwi.

Oto propozycja dla miłośników powieści subtelnej, delikatnej i bardzo swobodnej. W której nie tempo akcji się liczy a jej urok, wdzięk i temperament. Gdzie na pierwszym planie pojawiają się wspomnienia oraz tęsknota a fabuła co rusz przypomina o ponadczasowych wartościach. Lauren K. Denton i jej "Dom wspomnień" to powieść idealna na każdą porę roku: porusza czułe struny duszy czytelnika i rozgrzewa serce. Zakochałam się w niej chociaż nie zdawałam sobie o tym sprawy do ostatniej strony. A jednak gdy zamknęłam książkę już czułam, że brakuje mi bohaterów oraz ich historii.

Ta książka nauczyła mnie jednego: każdy posiada nie tylko swoją historię, ale i tych którzy nas otaczają. Szczególnie domy. To one przez lata śledząc przewijające się przez nich pokolenia były świadkami radości i smutków, narodzin, śmierci oraz prywatnych dramatów. Patrząc na nie już nigdy nie będę wdziała jedynie budynku a opowieści kryjące się w murach. To właśnie miejsce jest głównym bohaterem powieści Lauren K. Denton i stanowi podstawę do dla dalszej fabuły. Autorka stworzyła pensjonat a następnie nadała mu niemal ludzkie cechy, by pokazać jak wiele krył w sobie opowieści i emocji zamkniętych w swoich ścianach.

Pensjonat "Schronienie" stał się własnością Sary po śmierci jej babki. Jednak na początku kobieta nie doceniła gestu. Stara, upadająca posiadłość oraz miejsce w którym się znajdowała nie były spełnieniem marzeń Sary. Jednak wszystko dzieje się nie bez powodu. Kobieta postanawia zostać na miejscu i wyremontować pensjonat, jednocześnie odkrywając liczne fakty na temat życia Maggs o których do tej pory nie miała pojęcia. Nie spodziewa się, że na miejscu spotka wielu nowych przyjaciół oraz - być może - miłość. Tylko czy to wystarczy, by zawalczyła o swoje nowe życie?

Ludzcy bohaterowie, delikatnie snuta opowieść, miejsce przy którym czas na moment się zatrzymuje. Na pierwszy rzut oka nie jest to historia wyjątkowa, bardziej przypomina zwykłą powieść obyczajową jakich wiele. Jednak to tylko pozory, które rozmywają się wraz z kolejno przerzucanymi kartkami. To po prostu samo życie i opowieść o bohaterach takich jak my. Sara rozdarta pomiędzy życiem w pędzie, miastowym zgiełkiem oraz pozornym spokojem trafia w sam środek nieznanego sobie świata i z góry zakłada, że to nie dla niej. Dopiero czas pokazuje jak wiele straciłaby odchodząc bez zapoznania się ze "Schronieniem". A czy i my nie postępujemy podobnie? Czy nie zdarza nam się odrzucić coś z góry, myśląc że dobrze czynimy? Bardzo łatwo przychodzi zrozumienie dla tej bohaterki oraz sympatia, która rośnie wraz z jej kolejnymi wyborami.

Słodka i urocza lekcja życia kryje się na kartach powieści "Dom wspomnień". Spędziłam przy tej książce cudowne chwile i mam nadzieję, że i Wy zdecydujecie się dać jej szansę. Warto czasami przystanąć, zatrzymać się w miejscy oraz pomyśleć a Lauren K. Denton nam to umożliwia. Jeśli jednak nie macie ochoty na głębsze analizy po prostu oddajcie się historii Sary a na pewno nie poczujecie się rozczarowani.

wtorek, 9 lipca 2019

Przedpremierowo: "Rana" Wojciech Chmielarz

"Rana" Wojciech Chmielarz, Wyd. Marginesy, Str. 414
PREMIERA: 14 sierpnia 2019r.

"Przegrana nie była klęską, tylko jedynie zmianą okoliczności, do których należało się dostosować."

Przed złem nikt nie ucieknie. Szczególnie, gdy mieszka ono w każdym z nas. Jak chronić się przed tym, by nie ujawniło się zbyt szybko?

Wojciech Chmielarz powraca ze swoją najnowszą powieścią i robi to we wspaniałym stylu. To chyba najlepsza jak do tej pory książka tego autora, najbardziej dopracowana, świadoma, logiczna i posiadająca mnóstwo ukrytych motywów. A przecież wcześniejsze powieści tego autora były niesamowite, wciągające i stawiające wysoko poprzeczkę wszelkim książką osadzonym w ramach gatunku kryminalnego. Dziś ta poprzeczka zostaje z zapasem przeskoczona przez samego Wojciecha Chmielarza.

Jak to zwykle się zaczyna, wszystko zapoczątkowała pierwsza śmierć. Marysia, uczennica ekskluzywnej prywatnej szkoły ginie pod kołami pociągu. Elżbieta, jej nauczycielka, podejrzewa że jej śmierć nie była przypadkowa. Dlatego rozpoczyna prywatne śledztwo aż w końcu sama ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Co się stało? Komu nacisnęła na odcisk? Wydaje się, że jedynym zorientowanym w sprawie jest Gniewomir, nieprzystosowany społecznie chłopak zafascynowany seryjnymi zabójcami. I Klementyna, nauczycielka na życiowym zakręcie. Ale oni nie mają najmniejszej ochoty brać udziału w śledztwie. Tylko czy na pewno mają jakiś wybór?

Niespieszna fabuła, snuta z rozwagą i dbałością o szczegóły prowadzi nas swobodnie od jednego wątku do drugiego. Wszystko wydaje się luźne, pozornie ze sobą nie związane chociaż wiszący w powietrzu klimat zbrodni oraz stopniowane napięcie z którym autor rewelacyjnie sobie radzi wskazują, że im dalej w fabułę tym większe powiązanie wytworzy się między wątkami. I tak się dzieje! Czytając nie mogłam wyjść z podziwu nad zwrotami w akcji, zmienną dynamiką oraz scenami zwykłego życia w których biorą udział bohaterowie. Wszystko to było wiarygodne, pełnowymiarowe i tak oczywiste w zaskakującym finale.

Chociaż fabuła jest w tej powieści na najwyższy poziomie, nie mogę zapomnieć o bohaterach. Autor zabawił się w różnorodną kreację osób poszkodowanych przez życie na własne życzenie, nieporadnych, nie potrafiących odnaleźć się w społeczeństwie. Z jednej strony się im współczuje, z drugiej chce się nimi porządnie potrząsnąć i krzyknąć, by w końcu wzięli się w garść. Klementyna, kobieta która cieszy się z małych rzeczy zamiast dążyć do czegoś wielkiego i Gniewomir, chłopak straszniejszy od samego diabła bronią się rekami i nogami od śledztwa, które i tak ich dogania. A później na jaw wychodzą mroczne sekrety nie tylko poszkodowanych ofiar, ale i ich samych - autor wyjawia sekrety, tajemnice, intrygi zaskakując na każdym kroku pokazując, że szkoła i pracujący w niej nauczyciele to studia niebezpieczeństwa bez dna.

"Rana" to powieść niepokojąca i bardzo mroczna. Trudno oderwać się od kolejno przerzucanych stron, trudno nie przyglądać się bliska każdemu z bohaterów a wszystko zachwyca kreacją i dopracowaniem. Wojciech Chmielarz po raz kolejny udowodnił jak wiele potrafi zdziałać w literaturze kryminalnej pisząc powieść, która spędziła mi sen z powiek. Niesłychane rzeczy dzieją się w tej fabule! A świadomość demonów drzemiących w drugim człowieku wydaje się straszniejsza niż jakiekolwiek zjawiska paranormalne. To bardzo smaczna powieść, bardzo dobrze napisana. Czytajcie zatem, podziwiajcie a na pewno nie będziecie żałować.

niedziela, 7 lipca 2019

"Vice versa" Milena Wójtowicz

"Vice versa" Milena Wójtowicz, Wyd. Jaguar, Str. 304

Niektórzy podpisują cyrograf, Żaneta Wawrzyniak podpisała umowę szkoleniową z PS Business Consulting.

Kiedy życie wywraca się do góry nogami czasami warto przymrużyć na to oko, podnieść głowę wysoko i po prostu wesoło się zaśmiać.

Najpierw "Post scriptum" teraz "Vice versa". Milena Wójtowicz dzielnie kontynuuje swoją sympatyczną serię w komediowym tomie, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Plejada zabawnych bohaterów, zwroty w fabule oraz misz-masz gatunkowy sprawiły, że pierwszy tom rozbawił mnie na całego i z przyjemnością zdecydowałam się na kontynuację losów bohaterów. Okazało się, że autorka nie zwalnia tempa i ponownie zaskakuje pełną oryginalnego podejścia do życia fabułą oraz zabawą, przy której giną wszelkie smutki. 

Fabuła jest prosta i nie ma w niej szczególnie dużo zawirowań (chociaż zdarzyło się kilka punktów zaskoczenia), więc nie chcę zbyt wiele Wam zdradzać. Czysta radość czytania płynie z poznawania kolejnych faktów z życia bohaterów, ich perypetii oraz decyzji mających odbicie w późniejszych konsekwencjach. To ciąg-przyczynowo skutkowy, coś się dzieje, by dać podparcie kolejnej akcji, ale bywało również i tak, że nie motywy w fabule pojawiały się od tak - beztrosko - a i z tym nie miałam większego problemu. Zaakceptowałam wszystko co zaproponowała mi autorka, ponieważ było to tak smaczne, urocze i relaksujące, że jedyne czego żałuję to zdecydowanie zbyt mała liczba stron.

Myślę, że najważniejszym elementem tej powieści są bohaterowie. Ludzie stoją na równi z istotami nadnaturalnymi i nikogo nie dziwi, że każdy w tej historii chce wtrącić swoje trzy grosze. Żaneta Wawrzyniak podpisując umowę szkoleniową z PS Business Consulting nie spodziewała się, że do jej życia wkroczą nienormatywni mentorzy i zmienią jej postrzeganie zasad pracy. Jak w poprzedniej części pojawili się szamani, wilkołaki, Złoty Cuś (którego uwielbiam najbardziej) czy łowcy potworów (tym razem prawdziwi). Więc jak sami widzicie różnorodność gatunkowa w plejadzie licznych bohaterów nie ma końca a każdy z nich ma charyzmatyczną osobowość, której nie sposób się oprzeć.

Połączenie gatunków wpłynęło na klimat. Z jednej strony mamy powieść obyczajową, która ładnie skleja ze sobą wszystkie wątki, gdzieś w tle przejawia się lekki kryminał jeśli macie ochotę na pogoń za nieuchwytnym celem, później przejawia się subtelny romans paranormalny, by wszystko połączyć nadnaturalną klamrą. Z takiego połączenia powstała komedia pomyłek, zwariowana, czasami sarkastyczno-ironiczna, kiedy indziej po prostu nieporadna życiowo opowieść o bohaterach, których miło byłoby spotkać w prawdziwym życiu. Króluje tu przyjaźń, zrozumienie, odwaga, brak podziału co jedynie potwierdza, ze nawet najlżejsza powieść może przemycić kilka kluczowych wartości.

Pozostaję pod urokiem serii Mileny Wójtowicz i odsyłam Was, jeśli również jesteście fanami, do krótkiego opowiadania zamieszczonego na stronie autorki. Ładnie dopełnia ono historii a jest przerywnikiem pomiędzy obiema częściami. Jeśli szukacie lektury na ciężkie dni, pocieszyciela i kogoś kto rozbawi Was do łez - "Vice versa" stanie na wysokości zadania. Ja na pewno jeszcze nie raz wrócę do tej książki, by po prostu zapomnieć o troskach i przywołać na twarz szczery uśmiech.

"Dotyk ognia" Patricia Briggs

"Dotyk ognia" Patricia Briggs, Tyt. oryg. Fire Touched, Wyd. Fabryka Słów, Str. 414

"Śmierci nie trzeba się bać. Śmierć jest prosta. To życie jest brutalne."

Źle dzieje się w świecie, gdzie nadnaturalne istoty otrzymują prawo głosu. Jak zatem przeciwdziałać złu, które rodzi się na naszych oczach?

Dawno temu wpadł w moje ręce pierwszy tom serii Mercedes Thompson od Patricii Briggs i od tamtej pory jestem wielką miłośniczką każdej kolejnej części. Autorka w intrygujący sposób połączyła świat ludzi i stworzeń z nadnaturalnymi właściwościami na bazie powieści fantasy przy której warto się zatrzymać. Tutaj akcja goni akcję, dynamika jest na wysokim poziomie a przyjemność czytania rośnie z każdą kolejno przerzuconą stroną. Miło popatrzeć, gdy tak wciągająca seria trzyma poziom z tomu na tom, szczególnie gdy ciągnie się on dalej niż na zwykłą trylogię.

Mercy i Adam ponownie zostali wezwani, by pomóc w misji, która wydaje się banalna. W końcu powstrzymanie szalejącego trolla to dla nich chleb powszedni. Jednak to dopiero wstęp do znaczne trudniejszej i niebezpiecznej akcji. Odkrywają coś co wpłynie na pokój między ludźmi i nadnaturalnymi istotami, więc gdy w powietrzu wisi wojna - muszą zacząć szybko działać. Ale nie jest to takie łatwe, gdy nimfy porywają ludzkie dziecko a uwolnienie go jest możliwe tylko poprzez konfrontację z najsilniejszym wilkołakiem w kraju. W dodatku chłopiec dotknięty przez ogień też wydaje się nie małym wyzwaniem.

Dużo dzieje się w fabule "Dotyku ognia" i to zdecydowanie przemawia na korzyść Patricii Briggs. Nie zwalnia akcji, nie osiada na laurach - wręcz przeciwnie! Odnoszę wrażenie, że każda kolejna przygoda nietuzinkowej bohaterki jest bardziej wciągająca i niebezpieczna. W najnowszym tomie pojawiło się całe mnóstwo nowych bohaterów, mniej lub bardziej istotnych dla całej historii ale na pewno zawsze ciekawych i oryginalnych. Jedni są niebezpieczni, inni zabawni, ale zawsze reguła jest ta sama: nigdy nie wolno nikogo ignorować, ponieważ autorka już wielokrotnie udowodniła, że każda postać w jej historii ma kluczowe znaczenie. Zatem u boku Mercy - najlepszej z najlepszych, odważniej, ironicznej, silnej dziewczyny oraz Adam, alfa wilkołaczej watahy pojawiają się wilkołaki, nimfy i inne osobniki, których poznanie może okazać się tragiczne w skutkach.

Wbrew pozorom to nie jest lekka powieść. Chociaż czyta się ją bardzo przyjemnie wymaga od czytelnika sporego zaangażowania. Być może to zasługa wciąż zmieniającej się akcji, która nie osiada na długo w jednym miejscu a może po prostu licznych postaci i niebezpieczeństwa wiszącego w powietrzu, ale skupienie się na tej historii jest istotne, by niczego nie przeoczyć. Nie pomyślcie sobie jednak, że to minus tej powieści - co to, to nie! Czyta się przyjemnie, języka autorki jest bardzo dobry a i o śmiechu nie można zapomnieć, gdy wkrada się do fabuły kilka zabawnych scen.

"Dotyk ognia" to gorąca historia! Okazuje się, że nikt nie może igrać z ogniem, nawet chłopiec nim obdarzony. Po raz kolejny spędziłam cudowne chwile w towarzystwie Mercy i Adama a Patricia Briggs pokazała, że w jej głowie są wciąż oryginalne pomysły na kolejne przygody bohaterów. To seria, która pomaga na moment oderwać się od rzeczywistości, bawi i intryguje a ja serdecznie ją Wam polecam!

sobota, 6 lipca 2019

"Z ciszy" Martyna Senator

"Z ciszy" Martyna Senator, Wyd. We need YA, Str. 384

"Być może jesteśmy połówkami tego samego jabłka, ale moją część pokryła pleśń. I jeśli się nie odsunę, oboje zgnijemy."

Miłość zaskakuje. Nie od dziś wiemy, że przychodzi niespodziewanie, w momencie kiedy jej potrzebujemy chociaż zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Martyna Senator pisze piękne historie. Uwielbiam każdą jej powieść, ponieważ przebija się przez nie prawdziwe życie w połączeniu z trudami losu. Nie jest łatwo jej bohaterom, ale zawsze udowadniają mi, że siłą i determinacją można wiele zdziałać. Dążą do miłości, poszukują szczęścia, nigdy się nie poddają. A ich losy malują na oczach czytelnika wspaniałą opowieść romantyczną. Dowodem jest seria Z popiołów, która z każdym kolejnym tomem co raz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że każdy zasługuje na szczerą, prawdziwą miłość.

"Z ciszy" to czwarty tom w serii, ale równie dobrze możecie właśnie od niego rozpocząć przygodę z książkami autorki. W każdej części pojawiają się nowi bohaterowie a opowiadana fabuła dotyczy wyłącznie ich losów, więc nie przejmujcie się zachowaniem chronologii. Delektujcie się za to fabułą, jej pięknym brzmieniem, subtelnością oraz delikatnością. Autorka buduje sceny z życia wzięte, nawiązuje do motywów właściwych problemom prawdziwego życia i tym sposobem zbliża nas do wybranych postaci. Nie miałam najmniejszego problemu, by utożsamić się z główną bohaterką czy polubić głównego bohatera, ponieważ widziałam w nich samą siebie - zwykłych ludzi z problemami, którzy potrzebują jedynie akceptacji i zrozumienia.

To opowieść Zojki i Filipa, dwóch odmiennych charakterów, którzy stanęli na swojej drodze w najlepszym momencie. Ona nie chciała się wiązać, potrzebowała spokoju i odbudowania swojego życia. On natomiast nie chciał zbyt wiele zdradzać chowając się za tajemnicami oraz niedomówieniami. Jednak spotkali się na neutralnym gruncie, Zojka w pracy, Filip ze strachem w oczach. Poprosił ją by wykonała dla niego tatuaż a ona dostrzegła w nim prawdziwą głębię.

Polubiłam głównych bohaterów bardziej niż mogłam przypuszczać. Zojka kryjąc się za maską waleczności, dzielności oraz odrzucając randkowanie nie mogła przestać rozpamiętywać swoich problemów. Była jednak w tym wszystkim bardzo wiarygodna, otwarta na czytelnika, zupełnie inna niż początkowe spotkania z Filipem. Ten bohater nie wyjawił od razu swojej tajemnicy. Zjawił się w studiu tatuażu prosząc o wykazanie dzieła, chociaż potwornie bał się igieł. Więc to musiało być dla niego ważne, znaczące i wyjątkowe. Zojka dostrzegła w tym wszystkim to co czytelnik zrozumiał dopiero później i dzięki temu powstała magiczna opowieść o bólu, stracie oraz odkupieniu.

"Z ciszy" to jedna z lepszych powieści New Adult jakie czytałam. To także kolejna wyśmienita propozycja od Martyny Senator. Wiarygodne problemy, dojrzałe decyzje oraz masa przeróżnych emocji sprawiły, że nie mogłam oderwać się od tej historii aż do ostatniej strony. Czy możliwa jest miłość w świecie obaw i leków? Przekonajcie się sami!

piątek, 5 lipca 2019

"Anioł stróż" Nicholas Sparks

"Anioł stróż" Nicholas Sparks, Tyt. oryg. The Guardian, Wyd. Albatros, Str. 464

"Ludzie dzielą się na dwie kategorie. Na tych, którzy patrzą przez przednią szybę oraz na tych, którzy zerkają we wsteczne lusterko."

Nigdy nie wiem na jaką powieść Nicholasa Sparksa trafię. Wielokrotnie przekonałam się, że nie mogę być pewna jego prozy, ponieważ są w jego dorobki powieści, które kocham ("Najdłuższa podróż") i te, które kompletnie mnie do siebie nie przekonały ("I wciąż ją kocham"). Jednak zawsze mam odwagę, by ryzykować, ponieważ liczę, że kolejna lektura uwolni we mnie masę przeróżnych emocji, które autor potrafi odnaleźć w moim wnętrzu, gdy tylko trafi z historią, z którą się utożsamiam. Mogę jednak śmiało napisać, że "Anioł stróż" zaliczam do tych opowieści, które na długo pozostaną w moim sercu.

Sparks pisze konkretnie, opisuje miłość męską ręką, jednocześnie nie zamykając się w kilku utartych emocjach. Nie zagłębia się w dramaty, nie zamęcza nas żmudnymi opisami, które niczego nie wnoszą a konkretnie nawiązuje do tu i teraz, dlatego każdego wydarzenie w jego powieści ma jakieś konkretne znaczenie. Właśnie to lubię w jego książkach - poczucie stabilizacji, które łączy się przecież z cudownym wątkiem romantycznym zawsze królującym w dziełach autora.

Tym razem nie było inaczej. Otrzymałam bogatą w emocję, wzruszającą i zmuszającą do myślenia opowieść o bólu, stracie i nadziei, która niesie ze sobą odkupienie. Dawno nie zaangażowałam się tak mocno w żadną książkę autora i muszę przyznać, że nie mogłam wyjść z podziwu jak sprawnie Sparks przemyślał swoją historię, by była zarówno wiarygodna jak i granicząca niemalże z mistycznym wydźwiękiem. Jednak zachowana równowaga sprawiła, że nie sposób odebrać akcji poczucia świadomości i cudownej aury otaczającej miłość w definicji Nicholasa Sparksa.

To historia młodej, zaledwie dwudziestopięcioletniej Julie. Straciła ukochanego męża a wraz z nim poczucie bezpieczeństwa i równowagi. Jim pozostawił po sobie jedynie list pożegnalny, w którym obiecał, że na zawsze pozostanie jej aniołem stróżem. I psa, doga niemieckiego, który miał ją kochać i strzec jej bezpieczeństwa. Dlatego po czterech latach Julie odważyła się wkroczyć w nowy związek, chociaż jej nowy przyjaciel nie akceptował Richarda. Zdecydowanie wolał Mike'a, najlepszego przyjaciela zmarłego męża. Zupełnie nie spodziewała się, że stając na rozdrożu sercowych problemów ściągnie na siebie prawdziwe niebezpieczeństwo. Tak rozpocznie się jej walka o życie, które przecież zawsze miało być strzeżone.

Słodko-gorzka a przy tym wyjątkowo piękna powieść zabiera nas w sam środek ludzkich problemów, życiowych rozterek i złamanych serc, jednocześnie udowadniając, że życie wciąż podąża na przód i nie zatrzymuje się ani na moment. Sparks sięgając o krok dalej decyduje się na wątek sensacyjny, w którym pojawiają się niebezpieczne sceny zagrażające życiu wybranych postaci. W gronie wiarygodnych, pełnowymiarowych bohaterów i przy wydarzeniach, które poruszą serce nawet lodowej góry śmiałam się i płakałam, nie mogąc (i nie chcąc) zatrzymać lawiny sprzecznych emocji, którą wywołała we mnie powyższa lektura. Niemal od pierwszych stron utożsamiłam się z główną bohaterką trzymając kciuki za jej powrót do wewnętrznej równowagi i z zapartym tchem śledziłam subtelne momenty obecności Jima w jej życiu. Nie mogłam przestać myśleć o tym, jak czułabym się będąc na jej miejscu a to najlepsze rekomendacja dla Sparksa - napisał bowiem powieść, która żyła we mnie.

"Anioł stróż" to powieść, którą musi przeczytać każdy czytelnik o romantycznej duszy. Nie ma mowy, żebyście mogli przegapić tak piękną, ujmującą, dojrzałą i magiczną historię o stracie, miłości i poczuciu bezpieczeństwa. Myślę, że to najlepsza powieść w dorobku autora, najbardziej przejmująca i inna niż wszystkie znane mi do tej pory - powiew świeżości w prozie Nicholasa Sparksa wyszedł mu na dobre. 

Za możliwość przeczytania dziękuję księgarni Gandalf.com.pl
gandalf.com.pl

środa, 3 lipca 2019

"Morderstwo po północy" Jessica Fellowes

"Morderstwo po północy" Jessica Fellowes, Tyt. oryg. Bright Young Dead, Wyd. Harper Collins, Str. 400

"Doprowadzeni na skraj rozpaczy jesteśmy zdolni do czynów, o jakie nigdy byśmy się nie podejrzewali."

W świecie arystokracji i blichtru wydaje się, że wszystko uchodzi na sucho. Małe grzeszki zamiatane są pod dywan do czasu... pierwszego morderstwa.

Jessica Fellowes serwuje nam kryminał zamknięty w przeszłych ramach czasowych, zabierając nas do Anglii roku około 1920. To klimatyczny moment, w którym morderstwa rozpatrywane są inaczej niż współcześnie, podobnie jak poszukiwania winnego. Autorka bawi się zatem w liczne detale, ładnie formuje fakty, prowadzi przez liczne zakamarki ówczesnych czasów i buduje naprawdę przyjemną atmosferę lekkiego kryminału na leniwe popołudnie.

Chodzi o to czasami, by po prostu dobrze bawić się czytając. I jeśli lubicie takie niezobowiązujące historie w których odkrycie podejrzanego wydaje się możliwe na wyciągnięcie ręki a i tak zabawa jest pełna wrażeń, gdy przerzucamy kolejne strony - polecam zdecydować się na serię Mitford Murders. Co prawda sama zaczęłam swoją przygodę od drugiego tomu, ale chętnie cofnę się do wcześniejszej powieści, bo wydaje się że to propozycja w sam raz na lato.

"Morderstwo po północy" to niemal kameralny kryminał, w którym wydaje się że każdy jest podejrzanym. Najpierw podejrzenie pada na podstawowego bohatera, a właściwie bohaterkę - służącą, która nigdy nie lubiła swojego szefa (a to on padł ofiarą morderstwa). Później natomiast wszystko już dzieje się niezupełnie tak jak każdy przypuszczał. Podejrzenia zatem się kumulują, bohaterowie denerwują zaistniałą sytuacją a jedynie Louise Cannon, służąca Mitfordów, która nie wierzy w winę Dulcie zachowuje zimną krew i poszukuje prawdy.

Im dalej w fabułę tym więcej zaskakujących faktów się pojawia. Życie arystokratycznej rodziny niekoniecznie usłane jest różami. Pieniądze potrafią zrobić z człowieka istnego egoistę zachłannie dążącego do pomnażania fortuny niekoniecznie legalnymi środkami. Tak właśnie Louise i jej nieprzeciętny charakter odkrywają powiązania między bogaczami a światem przestępców. A bohaterka doskonale wie jak zajrzeć w miejsca niedostępne dla zwykłych ludzi, zadaje świadome pytania i dąży do celu - czas spędzony w jej towarzystwie na pewno nie będzie czasem zainwestowanym w nudne chwile.

"Morderstwo po północy" to lekko napisana, przyjemna opowieść o tym, że mordercą może być każdy z nas. Utrzymana w niebanalnym klimacie lat 20-tych, XX wieku przede wszystkim intryguje ówczesnymi standardami oraz podziałami na warstwy społeczne. Kim jest morderca? I dlaczego akurat to nieprzyjemny arystokrata padł ofiarą? Tego dowiecie się sięgając po kryminał w sam raz na słoneczne dni.

Premierowo: "Zagubieni" Kevin Wignall

"Zagubieni" Kevin Wignall, Tyt. oryg. When We Were Lost, Wyd. Feeria, Str. 344
PREMIERA: 3 lipca 2019r.

Przetrwać. Grupa licealistów nigdy nie musiała się nawet zastanawiać nad znaczeniem tego słowa. 

Kiedy zostajesz sam w środku dżungli, zdany na dziką naturę - możesz być pewny, że nie uciekniesz przed niebezpieczeństwem, które czai się na każdym kroku.

Ostatnio co raz częściej pojawiają się thrillery dedykowane młodzieży a w morzu tego nowego gatunku można wyłowić kilka naprawdę smacznych kąsków. Idąc za ciosem decyduje się na kolejne historie i tak trafiłam na propozycję od Kevina Wignalla - mroczną opowieść o prawdziwej ludzkiej naturze, która ujawnia się w zderzeniu z prawdziwą tragedią. Czy dziki świat kontra strach i niebezpieczeństwo doprowadzą bohaterów na skraj wytrzymania?

Wypadek całkowicie zmienił ich życie. Grupa licealistów do niedawna nawet nie myślała o tym, że stanie w obliczu ogromnego zagrożenia. Nie myśleli także o tym jak to jest żyć zdanym wyłącznie na siebie. Jak przetrwać w dziczy. Jednak ich samolot rozbił się w lesie deszczowym a przetrwała tylko grupa młodzieży. Wszyscy dorośli zginęli. Teraz zdani na własne pomysły i narażeni na wszystkie niebezpieczeństwa związane z życiem w dżungli będą walczyć nie tylko o przetrwanie, ale i zrozumienie, dowództwo a także o walkę z traumą.

Motyw zawarty w fabule zdecydowanie wpływa na korzyść powieści. Grupa młodych ludzi, dopiero wchodzących w dorosłe życie narażona na trudy nieznanego świata powoli ujawnia swoje prawdziwe oblicze. Nie od dziś wiadomo, że w momencie zagrożenia człowiek pokazuje swoją prawdziwą twarz. Dzięki powieści Wignalla mogłam wejść w głąb psychiki jego bohaterów i przyjrzeć się jak młodzi radzą sobie z problemami przerastającymi nawet dorosłych. Autor dobrze uchwycił odmienne charaktery, różne spojrzenia na sprawę oraz zmiany w charakterze a wszystko to dopełnił mrocznym klimatem, który jedynie potęgował napięcie.

Tu nie ma duchów, nie ma zjawisk paranormalnych ani bezwzględnego mordercy. A mimo wszystko jest strasznie. Dżungla ujawnia swoje wewnętrzne ja, zabija poprzez zwierzęta, owady czy upał. Nie wybiera ofiar, po prostu starym, cenionym prawem niweluje najsłabsze osobniki. W tej zatrważającej, dramatycznej sytuacji grupa bohaterów ujawnia swoje sekrety, wyjawia tajemnice, rozstrzyga kwestie miłości,przyjaźni oraz wewnętrznego zrozumienia a czytelnik nie może wybrać co ciekawi go bardziej: obraz idealnie oddający mroki lasu deszczowego z wszelkimi jego zagrożeniami czy plejadę profili psychologicznych bliskich rówieśnikom bohaterów.

"Zagubieni" to idealna lekcja życia. Pokazuje jak radzić sobie z tragedią i jak postrzegać drugiego człowieka w obliczu zagrożenia. Wbrew pozorom to lektura lekka, prosta, ale i z wieloma zaskoczeniami. Dzięki czemu czytałam ją z wypiekami na twarzy wciąż zastanawiając się jak będzie wyglądała kolejna tragedia młodych bohaterów. Bo to, że pojawi się kolejne niebezpieczeństwo było jedynym pewnikiem w tej walce na czas. Polecam każdemu kto lubi oryginalność w powieściach młodzieżowych oraz kto nie boi się stawić czoła niebezpiecznej naturze.

wtorek, 2 lipca 2019

"Uwięziona królowa" Kristen Ciccarelli

"Uwięziona królowa" Kristen Ciccarelli, Tyt. oryg. The Caged Queen, Wyd. Iuvi, Str. 392

Na początku był Namsara – zrodzony z nieba i ducha – który wszędzie, gdzie się pojawił, przynosił miłość i śmiech. Lecz gdzie jest światło, tam musi być ciemność. Dlatego była też Iskari – zrodzona z krwi i blasku księżyca. Niszczycielka. Przynosząca śmierć.

Władza, szczególnie ta okrutna, zawsze domaga się ofiar. Czy w świecie pełnym zła i mroku głos jednej bohaterki zostanie usłyszany przez cały tłum?

Jakiś czas temu w moje ręce wpadł pierwszy tom serii Iskari od Kristen Ciccarelli. Podeszłam do tej historii z lekkością i bez żadnych oczekiwań a okazało się, że to powieść naprawdę dobra i napisana z pomysłem. Autorka pokazała mi nie tylko swój warsztat literacki od najlepszej strony, ale przede wszystkim wielką wyobraźnię, którą z łatwością potrafi przelać na papier. Zamknęła swoją opowieść w ramach gatunku fantasy i stworzyła tak wyjątkowe miejsce, że z przyjemnością powróciłam do niego w kontynuacji losów bohaterów.

Wszystko zaczęło się od dwóch sióstr, których więź była nierozerwana. Roa i Essie były dla siebie wszystkim i wspólnie zajmowały się magią. Do czasu nieszczęśliwego wypadku, w którym zginęła jedna z nich. Dusza Essie pozostała uwięziona w tym świecie a Roa nie spocznie dopóki nie uwolni siostry. Dlatego nawiązuje sojusz z Daksem, dziedzicem tronu Firgaardu i człowiekiem odpowiedzialnym za śmierć Essie. On ma uczynić ją królową, ona odda mu swoją armię. Zdetronizują króla i uwolnią lud. Jednak Roa nie wie, że Dax nie dotrzyma słowa. Wie natomiast, że jedynym ratunkiem dla niej i Essie jest zabicie króla.

Dużo dzieje się w tej historii i trudno oderwać się od rozgrywanych wydarzeń. Akcja dynamicznie zmienia tory fabuły, raz za razem zaskakuje, wprowadza nowe postacie, wydarzenia oraz motywy. Kiedy zatrzymywałam się na moment, by bliżej przyjrzeć danej scenie byłam pewna, że niebawem pojawi się coś co całkowicie zmieni bieg wydarzeń i nigdy się nie myliłam - autorka umiejętnie żonglowała działaniami swoich bohaterów, by zawsze utrzymywać niezbędne napięcie, klimat tajemnicy oraz wszechobecne intrygi.

Drugim atutem serii są bez wątpienia bohaterowie. Tutaj nie ma czarno-białych postaci, nie łatwo jednoznacznie określić kto jest dobry a kto zły. Są ci, którzy podążają do władzy po trupach, ale i tacy, którzy walczą w imię dobra manipulując i kręcąc. Nie jest im łatwo raz za razem stojąc w obliczu trudnych wyzwań, które serwuje im Kristen Ciccarelli a jednak się nie poddają. Roa, Ash oraz Dax podążają własnymi drogami, by pokazać czytelnikowi, że wciąż mają coś jeszcze do powiedzenia.

To historia, która wciąga na całego oraz przekonuje do siebie każdym elementem. Począwszy od wspaniale wykreowanego świata przedstawionego, w którego Kristen Ciccarelli włożyła sporo pracy, poprzez wartości moralne, którymi kierowali się bohaterowie, na zasadach panujących w królestwie oraz wyjątkowym klimatem kończąc. "Uwięziona królowa" to lektura, która dorównuje swojej poprzedniczce chociaż wciąż pozostawia wiele otwartych kwestii. Co spotka zatem bohaterów w kolejnym tomie? Czy otrzymają nareszcie to do czego dążą? Tego nie wiem, ale z przyjemnością sprawdzę na jaki pomysł wpadnie autorka.

poniedziałek, 1 lipca 2019

"Nóż" Jo Nesbø

"Nóż" Jo Nesbø, Tyt. oryg. Kniv, Wyd. Dolnośląskie, Str. 464

"Wszyscy uważamy się za działających racjonalnie, ale podporządkowujemy się temu, co nam dyktuje serce, prawda?"

Poukładane życie czasami może zmienić się w tragedię, w mgnieniu oka. Czy można temu zapobiec? Czy można uciec przed przeznaczeniem?

Fani Jo Nesbo na pewno ucieszą się z faktu, że kolejna - dwunasta - część przygód Harry'ego Hole'a trafiła na półki księgarń i zachęca do kontynuowania przygód z tym nietuzinkowym policjantem. Każdy kolejny tom to nowa przygoda, ale jak bywa w przypadku podobnych, kryminalnych serii zawsze jest centralny punk łączący wszystkie książki. W tym przypadku to prywatne życie głównego bohatera staje się istotnym spoiwem - ale nie martwcie się! Życie Harry'ego jest tak ciekawe i nigdy nie wieje w nim nudą, że można o jego losach czytać bez końca.

Niestety jednak teraz nie układa mu się najlepiej. To co piękne i spokojne odeszło w niepamięć przegonione przez czarne chmury, które zawisły nad jego życiem. Po tym jak Rakel wyrzuciła go z domu ponownie zamieszkał przy Sofies gate oraz zatracił się w piciu. Dlatego, gdy pewnego dnia budzi się z potężnym bólem głowy, nie dziwi się sytuacji. Wszystko zmienia się z odkryciem kolejnych, niepokojących faktów. Dlaczego na jego dłoniach oraz ubraniu są ślady krwi? Skąd się wzięły? I co wydarzyło się zeszłej nocy?

Nie ma to jak stary, dobry Jo Nesbo. Ten autor nigdy nie zawodzi, zawsze ciekawi, intryguje oraz - co lubię najbardziej - szokuje. Także w tym tomie pokazał się od najlepszej strony wprowadzając tyle niebanalnych zwrotów w akcji oraz życiu samego Harry,ego, że z czasem przestałam się już zastanawiać do jakiego finału zmierza fabuła i po prostu cieszyłam się dynamiką, oryginalnością a przede wszystkim moim ulubionym zabiegiem: połączeniem przeszłości z teraźniejszością. Nie jest łatwo zaakceptować postać głównego bohatera, jego sposób bycia, dążenie do destrukcji czy doświadczenia życiowe z którymi kompletnie sobie nie radzi, ale z czasem wszystko układa się w kompletną całość i chociaż prezentuje on sobą wszystko co najgorsze, nie można odmówić mu wiarygodności, wielowymiarowej kreacji czy po prostu ludzkich odruchów, które przybliżają go do czytelnika.

I chociaż prowadzący śledztwo skupia na sobie niemal całą uwagę, nie mogę zapomnieć, że to zagadka staje na pierwszym miejscu. Coś się dzieje, ktoś próbuje wrobić policjanta, on sam niewiele pamięta a wszystko wskazuje na to, że dawny wróg w końcu upomniał się o uwagę. A wszystko to owiane nutą tajemnicy zmieszaną z poczuciem niebezpieczeństwa, zagadkami, tajemnicami oraz ślepymi zaułkami, którymi karmi nas autor. Nesbo doskonale wie jak zrobić unik zanim zdradzi konkretny szczegół a my pozostajemy w szoku, że wcześniej nie wpadliśmy na takie rozwiązanie. Manipulacja oraz wodzenie za nos to punkty przełomowe w historii, która prowadzi do fantastycznego finału.

"Nóż" to kolejna doskonała część przygód Harry'ego Hole'a. Nie tylko polecam ją fanom autora czy zwolennikom losów HP, ale przede wszystkim tym czytelnikom, którzy od powieści kryminalnych oczekują czegoś więcej. Tutaj znajdziecie doskonale przemyślaną dynamikę, niebanalne zagadki oraz bohaterów, którzy mają coś do powiedzenia. Czyta się szybko i z dużą przyjemnością, jakby nie była to dwunasta a pierwsza część z serii. Nesbo nie traci na wartości!