niedziela, 22 września 2019

"River" Samantha Towle

"River" Samantha Towle, Tyt. oryg. River Wild, Wyd. Niezwykłe, Str. 318

"Potwory wcale nie chowają się w ciemnościach. Mogą być bardzo blisko, na widoku."

Szukała pocieszenia, spokoju i bezpieczeństwa a znalazła ulotną chwilę szczęścia. Czy była wart tragedii, która później się rozegrała? 

Samantha Towle już na wstępie daje jasno do zrozumienia swoim czytelnikom, że to nie będzie słodka powieść dla romantyczek. Przestrzega nas przed emocjami, lawiną niepowodzeń oraz dramatów, które rozegrają się na naszych oczach. I właśnie to ostatecznie przekonało mnie do tej historii, bo chociaż lubię czasami sięgać po słodkie i naiwne historyjki to zdecydowanie bardziej cenię sobie brutalną prawdę o prawdziwym życiu, która w przypadku tej powieści staje się niemal głównym bohaterem.

To historia dwójki zranionych ludzi, która właściwie zaczyna się banalnie. Ona nie potrzebuje teraz towarzystwa, on skutecznie odgradza się od ludzi. Typowa relacja od nienawiści (subtelnej) do miłości staje się tutaj wyznacznikiem dalszej fabuły, jednak daleko jej od schematów. Carrie Ford marzy tylko o tym, by zacząć wszystko od nowa. Jej życie bardzo się skomplikowało i potoczyło torem, którego zdecydowanie nie chciała. W dodatku poznała Rivera Wild'a, nowego sąsiada i piekielnie denerwującego człowieka. Myślała, że gorzej być nie może. A jednak pewnego dnia wspólnie uratowali porzuconego psa i od tej pory zrozumieli, że wspólnie dzielą ból oraz smutek. Zawiązali więc wstępny sojusz, który zaczął nabierać konkretnych kształtów.

Nie jest to typowo powieść romantyczna, chociaż dużo w niej miłości i zrozumienia. Przypomina bardziej samo życie, które kieruje nas w stronę zupełnie inną od tej, którą mieliśmy ochotę obrać. Carrie dużo przeszła, jej ból jest niemal namacalny a świadomość, że to jeszcze nie koniec tragedii jaka ją czeka wydaje się całkowitą klęską. Trzymałam mocno kciuki za to, by udało jej się zacząć od nowa, ale nie od dziś wiadomo, ze przeszłość uwielbia wracać. W dodatku ze zdwojoną siłą. Miała u swojego boku Rivera, człowieka o zmiennych humorach i wywołującego równie często uśmiech na twarzy co irytację, ale tylko ona sama musiała się zmierzyć z tym co ją czeka.

Autorka fantastycznie i realnie oddała kreację bohaterów oraz wszystkie emocje z jakimi przyszło im walczyć. Nie mam potrzeby kwestionować nic co byłoby mniej lub bardziej niewiarygodne, bo wszystko miało swoje podparcie w prawdziwym życiu. Lekki styl i prostota wypowiedzi w połączeniu z droczeniem się głównych bohaterów zbliżyło mnie do historii bardziej niż przypuszczałam i z przyjemnością oraz - pod koniec - z rozdartym sercem śledziłam przebieg ostatecznych wydarzeń. 

Dwa skrajne charaktery stają naprzeciw siebie w powieści "River". Przepełniona po brzegi różnymi emocjami równie często wywołuje śmiech co łzy wzruszenia. Jestem pod sporym wrażeniem twórczości Samanthy Towle i liczę, że w niedalekiej przyszłości będę miała okazję poznać jej inne dzieła. Tymczasem pozostaję pod urokiem relacji głównych bohaterów i z niecichnącymi jeszcze wrażeniami po lekturze zachęcam Was do wkroczenia wprost w objęcia szczerej miłości zamkniętej w tej powieści.

sobota, 21 września 2019

"Dziewięcioro nieznajomych" Liane Moriarty

"Dziewięcioro nieznajomych" Liane Moriarty, Tyt. oryg. Nine Perfect Strangers, Wyd. Znak, Str. 528

"Każda wspinaczka na szczyt wymaga podjęcia ryzyka."

Przyjechali, by poznać siebie na nowo. Wyjechali jako inni ludzie. Czy skrywane sekrety sprawiają, że jesteśmy kimś innym niż postrzegają nas ludzie?

Liane Moriarty i jej "Wielkie kłamstewka" to duet, którego szybko nie zapomnę. Zarówno książka jak i serial powstały na jej podstawie to mile spędzony czas oraz mnóstwo zaskoczeń na które zawsze czekam w podobnych historiach. Po tym spotkaniu zdecydowałam się poznać inne książki autorki i zawsze dobrze się bawiłam, jednak "Wielkim kłamstewkom" nic już nie dorównywało. Dlatego byłam więcej niż ciekawa "Dziewięciorga nieznajomych", książki która okazała się wielkim zaskoczeniem i jeszcze lepszym wykonaniem.

Tytułowe dziewięcioro nieznajomych przyjeżdża do ośrodka rehabilitacyjnego Tranquillum House. Frances pisząca romanse, młode małżeństwo - Jessica i Ben, Lars zajmujący się prawnym aspektem rozwodów, Tony odnoszący dawniej wielkie sukcesy w futbolu, rodzina Marconich - Napoleona, Heather i ich córka Zoe a także Carmel rozwódka i matka czterech córek. Przyjeżdżają, by odpocząć i uwolnić umysł od pędzących myśli. Przemycają swoje przyjemności mimo wyraźnego zakazu. Skrywają wielkie tajemnice, które już niedługo wyjdą na światło dnia za sprawą tajemniczej terapeutki.

Ależ to była smaczna przygoda! Autorka postawiła na thriller psychologiczny, który więcej miał w sobie psychologii i powieści obyczajowej, ale nie zmieniło to faktu, że lekturę przeczytałam jednym tchem. Jedynie na początku pojawiły się pewne wątpliwości, gdy więcej było opisów niż akcji, ale w dalszej części zrozumiałam, ze niezbędne było wprowadzenie do dalszych wydarzeń. Gdyby nie to, zapewne nie pojawiłoby się w mojej głowie tyle pytań bez odpowiedzi i szoku, gdy raz za razem na jaw wychodziły kolejne sekrety. To kompletna, przemyślana całość, która pod władzą Liane Moriarty nabrała rozpędu i otwiera przed czytelnikiem turnus wypoczynkowy pełen zaskoczeń.

Każdy z bohaterów ma swoje miejsce w fabule a także konkretny udział. Autorka wszystkim poświęciła odpowiednią ilość czasu, nawet gdy na wstępie wydaje się, że kilku zostało pominiętych. To specjalne podejście do tego, by początkowo ukryć prawdziwe oblicze każdego z nich. Jednak wchodząc głębiej w profile psychologiczne jakie udostępniła mi Liane Moriarty z zaskoczeniem zauważyłam, że chociaż dzieli ich wiek, oczekiwania oraz doświadczenia to łączy jedno - chęć zmian podparta problemami i tajemnicami nad którymi stracili kontrolę. Kłamstwa zatem rosną w siłę a czytelnik śmiało może przebierać między różnymi sylwetkami bohaterów utożsamiając się z każdym z nich.

"Dziewięcioro nieznajomych" to analiza zawiłej psychiki człowieka oraz historia, która ma wiele do powiedzenia. Tajemnicza Masza wyciągnie sekrety z każdego, nawet z nas samych, dlatego bądźcie czujni podczas czytania! Osobiście bawiłam się wybornie i czuję się bogatsza o nowe doświadczenia. Oto książka dla każdego - niezależnie od tego jaki gatunek lubicie. Tutaj znajdziecie dla siebie o wiele więcej niż przypuszczacie dzięki prawdziwe o prawdziwym życiu kryjącej się na każdym kroku.

piątek, 20 września 2019

"Rodzina" Louise Jensen

"Rodzina" Louise Jensen, Tyt. oryg. The Family, Wyd. Burda Książki, Str. 368

"Wszyscy popełniamy błędy, prawda? Dryfujemy między światłem a cieniem, błądzimy w odcieniach szarości."

Potrzeba wsparcia i akceptacji wyparła instynkt zachowawczy. Na moment stracono poczucie bezpieczeństwa, by stanąć w obliczu prawdziwego niebezpieczeństwa.

Książki Louise Jensen miałam przyjemność poznać już jakiś czas temu a każda kolejna lektura okazywała się intrygująca i niebanalna. To autorka thrillerów psychologicznych przy których warto się zatrzymać, pomyśleć i zastanowić nad losem bohaterów. Ani razu mnie nie zawiodła pod względem fabuły czy dopracowania dlatego moje oczekiwania były ogromne, gdy sięgałam po "Rodzinę". Na szczęście i tym razem Jensen stawiając sobie wysoko poprzeczkę dała niezwykły pokaz swoich umiejętności.

Zamknięte społeczeństwo, małe miasteczko, przekonanie e każdy zna każdego i nikt nie ma prawa mieć swoich sekretów. One jednak wiszą w powietrzu i nadają rytm temu miastu. Tak prezentuje się klimat tej powieści, który jest ciężki i zaskakujący, jednocześnie stanowiąc moc napędową dla całej fabuły. Przyjemnie było wkroczyć do tego miejsca, przyglądać się licznym bohaterom i obserwować zmiany jakie w nich zachodzą pod wpływem aktualnych wydarzeń. Autorka zaangażowała się przede wszystkim w emocje związane z tragedią, która spada na rodzinę głównej bohaterki i na tej podstawie kreowała każdą dalszą postać - by każdy wydawał się w jakiś sposób w to zaangażowany, chociaż tak naprawdę nie powinien przez wzgląd na godność drugiego człowieka.

Mąż Laury zginął w tragicznych okolicznościach. Pozostawił ją z córką Tilly oraz masą długów, które z dnia na dzień rosły w siłę. Świat kobiety okazał się wielką ruiną, która nie uszła uwadze rodziny i znajomych. Rodzina Gavana nie chce znać Laury, odszkodowanie będące na wyciągnięcie ręki wydaje się zamrożone w czasie a w dodatku Tilly zaczyna mieć kłopoty, których jej matka zawsze chciała uniknąć. Niegdyś lubiana i akceptowana teraz jej córka wydaje się wyrzutkiem, którego nie akceptuje nikt w szkole. Na szczęście w życiu ich obu już niedługo pojawi się ktoś, kto być może pozwoli im inaczej spojrzeć na przyszłość.

Czy tragedia nie powinna zbliżać do siebie ludzi? Zawsze słyszymy, że w trudnych sytuacjach pokazuje się twarz prawdziwego przyjaciela. Nic więc dziwnego, że Laura pozwoliła zauroczyć się postawą Alexa - właściciela biofarmy, który wyciągnął do niej rękę. Był uroczy, życzliwy i wyrozumiały, dokładnie taki jak powinna zachowywać się jej rodzina. Zabrał ją i córkę do siebie tworząc poczucie bezpieczeństwa. Jednak i ono okazało się ulotne, gdy wyszło na jaw, że w tym miejscu każdy skrywa mroczne tajemnice i nikt nie mówi prawdy Od tego momentu akcja nabiera szalonego tempa, czytelnik wraz z główną bohaterką próbuje zrozumieć sytuację w której się znalazła i wstrzymuje oddech, gdy na jaw wychodzą nowe rewelacje. 

Louise Jensen  pisze niesamowite thrillery psychologiczne czego dowodem jest "Rodzina". W tej książce zaskoczeń nie ma końca, podobnie jak pytań bez odpowiedzi, które ujawniają się dopiero w zaskakującym finale. Manipulacja, świat matki i córki, przekłamane poczucie wartości oraz  aktualne problemy podjęte w tej powieści sprawiają, że trudno oderwać się od lektury. To kolejna udana pozycja w dorobku autorki, która przypadnie do gustu nie tylko fanom gatunku. Moje uznanie ma za całokształt.

czwartek, 19 września 2019

"Oddać serce" Lindsay Harrel

"Oddać serce" Lindsay Harrel, Tyt. oryg. The Heart Between Us: Two Sisters, One Heart Transplant, and a Bucket List, Wyd. Dreams, Str. 368

Megan Jacobs od zawsze marzyła o zdrowym sercu. 

Chciała żyć jak jej rówieśnicy, ale choroba odebrała jej możliwości. Chciała być blisko siostry, ale tamta wydała się zbyt odległa. Czy czas zmieni jej życie i pozwoli odnaleźć swoje miejsce?

Od pierwszej zapowiedzi wiedziałam, że "Oddać serce" będzie powieścią, którą koniecznie muszę przeczytać. Konkretny opis fabuły wskazywał na historię pełną emocji, wiec gdy zasiadłam do lektury pełna byłam oczekiwań a autorka... spełniła je wszystkie. Lindsay Harrel zabrała mnie dosłownie w pełną emocji i uroków podróż po życiu, doświadczeniach i kryjących się głęboko w każdym człowieku uczuciach, która stała się dla mnie pewnego rodzaju inspiracją.

To opowieść o Megan Jacobs, zwykłej nastolatce. Chociaż jest coś, co odróżnia ją od reszty rówieśników. Jej serce nie funkcjonuje tak jak powinno, przez co dzieciństwo Megan oparte było przede wszystkim na licznych wizytach w szpitalach. W tym samym czasie jej siostra bliźniaczka Crystal żyła tak jak powinna: z pasją i zaangażowaniem poznając tajniki młodości. Wszystko zmienia się za sprawą pamiętnika darczyńcy serca dla dziewczyny. Zawarte zostały tam punktowe wytyczne co zrobić przed śmiercią. Megan postanawia więc skorzystać z okazji i wyrusza w świat mając u swojego boku Cystal. Tylko czy ta przygoda okaże się taka jak wstępnie miała wyglądać?

Autorka stworzyła inspirujący, podwójny motyw drogi. Z jednej strony mamy faktyczne wyjazdy, zwiedzanie świata, poznawanie nowych miejsc, ludzi oraz doświadczeń co stanowi inspirację do tego, by nie siedzieć w miejscu a zawsze korzystać z życia. Z drugiej strony pojawia się wewnętrzna zmiana oby sióstr, które podjęły się wyzwania z różnych powodów. Wydawać by się mogło, że bliźniaków na całe życie łączy nierozerwalna więź, ale w tym przypadku obie dziewczyny żyły tylko obok siebie. Dziś próbują odbudować to o utracone, ale niewiele o sobie wiedzą, w dodatku wyznają inne wartości, które zmieniają swój punkt widzenia na podstawie kolejno realizowanych punktów na liście.

Nowa szansa, nowy początek, nowa miłość. Tak w skrócie mogłabym opisać fabułę tej fascynującej powieści, szczerej i otwartej na czytelnika. Z zaskoczeniem stwierdzam, że to chyba najlepsza książka młodzieżowa jaką przeczytałam w tym roku, pięknie i szczerze napisana, chwytająca za serce oraz z masą przeróżnych emocji wyciągniętych na dłoni w stronę czytelnika. Towarzyszyłam Megan w jej podróży i jedyne o czym myślałam to fakt, by nie skończyła się zbyt szybko. A w tym wszystkim odrobina wiary, która nigdy nikomu nie zaszkodzi i słodka opowieść o odnajdywaniu siebie.

"Oddać serce" to humor, lekkość i swoboda mimo początkowo trudnego tematu choroby. Wszystko w tej historii ma swoje miejsce a bohaterowie idealnie oddają problemy i wybory nas samych. Lindsay Harrel napisała głęboką i poruszającą opowieść o drugich szansach w stylu bardzo lekkim i wiarygodnym, przez co utożsamienie się z bohaterkami jest banalnie proste. Dlatego mam nadzieję, że zdecydujecie się na lekturę i nie przejdziecie obok niej obojętnie. Warta jest poświęconego jej czasu.

środa, 18 września 2019

"Zimowe nawiedzenie" Dan Simmons

"Zimowe nawiedzenie" Dan Simmons, Tyt. oryg. A Winter Haunting, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 352

"Wszystko, czego nie straciłem, spieprzyłem. A wszystko, co utraciłem, straciłem dlatego, że to spieprzyłem."

Niebezpieczeństwo czai się w mroku i wydaje się nie mieć namacalnej postaci. Czy uda ci się uciec przed złem, które zastawiło na ciebie pułapkę?

"Zimowe nawiedzenie" to powieść spod pióra Dana Simmonsa, która chociaż jest niezależną książką ma swoje odbicie w "Letniej nocy", czyli wcześniejszej historii autora. Osobiście to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora, ale po lekturze wiem, że chętnie wrócę do innych jego dzieł a na pewno do historii poprzedzającej akcję w powyższej lekturze. To połączenie grozy i lęku w odczuciu nieuchronnej tragedii, które bardzo przypadło mi do gustu i okazało się przyjemną opowieścią od której nie miałam ochoty odchodzić.

Miasteczko Elm Haven wydaje się przyciągać strach i przerażenie. To tutaj ponownie rozgrywają się wszystkie wydarzenia. Dale Stewart stając w obliczu roli głównego bohatera musi zmierzyć się z tragedią, jaką sam na siebie ściągnął. Niegdyś ceniony wykładowca i uznany pisarz dziś wydaje się być ruiną człowieka. Powrócił do Elm Haven by znaleźć tutaj spokój, zamieszkał na obrzeżach w domu swojego przyjaciela, by wrócić do równowagi. Nie spodziewał się, że to dopiero początek jego przygody i wstęp do koszmaru na jawie.

Chociaż Simmons stawia na horror nie jestem pewna czy to odpowiedni gatunek dla tej historii. Może bardziej dreszczowiec, ponieważ klimat jest faktycznie zabójczy, może trochę thriller bo zło czai się w powietrzu. Ale nie ukrywam, że i elementy lekkiego horroru odnalazły w tej powieści swoje miejsce i całość wypadła wzorowo jako lektura do poczytania przed snem, która ma zadziałać na naszą wyobraźnię, trochę postraszyć, ale na pewno wciągnąć na całego. Autor bowiem napisał historię przy której spędziłam kilka wspaniałych chwil i z przyjemnością zagłębiłam się w atmosferę niepewności, którą stworzył.

Cieszę się, że to właśnie Dale został wyznaczony do roli głównego bohatera, ponieważ odnalazł się na tym miejscu idealnie. Nieudacznik, który niekoniecznie wie jak zaangażować się w życie raz po raz trafia na dziwne sygnały, których początkowo nie dostrzega. Widzi tylko swoją prywatną tragedię, ale nie dostrzega faktu, że dom w którym zamieszkał był kiedyś w posiadaniu jego przyjaciela o zachwianej reputacji. W dodatku coś czai się w mroku i przybiera zaskakujące, czasami przerażające formy. Wydaje się, że posiadłość odradza się na naszych oczach i rośnie w siłę zwiastując prawdziwą tragedię.

Atmosfera lęku, pierwszy śnieg powoli okraszający lekturę i historia poprowadzona z rozwagą to połączenie, które bardzo przypadło mi do gustu. "Zimowe nawiedzenie" to historia zaskakująca i bardzo wciągająca, którą dobrze czytać przy zgaszonym świetle dla podsycenia klimatu. Nie ma w niej zbyt wielu elementów grozy, nie sądzę, by miała Was wystraszyć, ale jednak ciekawi od pierwszej do ostatniej strony i zabiera do posiadłości, w której wszystko jest możliwe. A to zawsze jest atrakcją dla czytelników poszukujących poczucia strachu.

"Szczęście dla zuchwałych" Petra Hulsmann

"Szczęście dla zuchwałych" Petra Hulsmann, Tyt. oryg.  Das Leben fällt, wohin es will, Wyd. Initium, Str. 512

Szczęście nie rośnie na drzewach – czasem trzeba o nie zawalczyć. Zabawna i wzruszająca opowieść o kobiecie, która odważyła się być szczęśliwa.

Szczęście było na wyciągnięcie ręki. Dlatego bohaterka powieści Petry Hulsmann korzystała z niego ile mogła. A później wydarzyła się tragedia i wszystko się zmieniło...

Petra Hulsmann to autorka do której ogromnie mnie ciągnęło. Niemiecki Internet pęka w szwach od pozytywnych opinii na temat jej twórczości a i ja jestem wielką fanką niemieckiej literatury. Zatem, gdy pojawiły się wieści o pierwszej przetłumaczonej książce tej autorki - nie mogłam doczekać się lektury. "Szczęście dla zuchwałych" przeczytałam w jeden wieczór co tylko potwierdziło wszystko co do tej pory czytałam - że autorka ma ogromny talent, doskonale wie jak zaciekawić czytelnika a jej powieści są niezwykle realistyczne.

To opowieść o Marie, dziewczynie która wie jak korzystać z życia i na początku uczy nas czerpania radości z drobnych rzeczy. Jest zabawna, rezolutna i urocza w swoim przekonaniu, że życie nie może jej pokrzyżować planów. Szybko jednak okazuje się, że to wcale nie jest takie oczywiste a gdy jej siostra Christine zapada na ciężką chorobę Marie musi przygarnąć do siebie jej dzieci. I tak rozpoczyna się jej nowa przygoda, już nie tak beztroska jak wcześniej, ale kto wie? Może również czegoś ją to nauczy? Przyjdzie jej zmierzyć się z posadę w rodzinnej stoczni jachtowej i sztywnym Danielem, szefem którego wolałaby omijać z daleka. Czy uda jej się odnaleźć w nowej sytuacji?

Marie uczy nas jak żyć i to dosłownie. Jej historia jest wielką lekcją życia, czasami zabawną, kiedy indziej sentymentalną, zawsze bardzo wciągającą, ale miejscami również wzruszającą. Najpierw poznajemy ją w chwili rozchwiania, kiedy niekoniecznie jej życie jest świadome i poukładane, ale jednocześnie inspiruje do tego, by bawić się i cieszyć, kiedy nadarzy się okazja. Jest szalona, odważna, dlatego gdy przychodzi do stawienia czoła tym trudniejszym wyzwaniom: nie waha się tylko wkracza do akcji. A czytelnik od samego początku towarzyszy jej w tej podróży analizując jej zachowania oraz podejmowane decyzje.

Petra Hulsmann pisze zachwycająco. Jej język jest prosty, bohaterowie bardzo ludzcy a miejsca idealnie oddane. Powieść spod jej pióra bliższa jest filmowi aniżeli książce, ponieważ posługuje się trafnymi obrazami, które od razu mają odbicie w wyobraźni czytelnika. Jest w tym wszystkim sporo uroku, zabawy i humoru, chociaż głębia niepodważalnie widoczna jest od pierwszej do ostatniej strony. W tematyce choroby, zagubienia czy nawet niespodziewanej miłości rozgrywa się przepiękna powieść o bohaterce podobnej do nas a emocje wydają się nie mieć końca. Jestem zachwycona każdym przeczytanym słowem i jestem pewna, że i Wam ta nieodkryta jeszcze przez nas autora da sporo do myślenia.

"Szczęście dla zuchwałych" to jedna z tych obowiązkowych lektur dla każdego. Przepiękna! Uwielbiam jej bohaterów oraz całą historię a od dziś Petra Hulsmann dołącza do grona najlepszych dla mnie pisarzy. Mam nadzieję, że to nie pierwsza i ostatnia książka, którą poznam spod jej pióra a jedynie wstęp do kolejnych wielkich przygód. Bez wątpienia jednak teraz należy skupić się na przygodach Marie i poświęcić tej kobiecie każdą wolą chwilę - zapewniam Was, nie będziecie żałować.

wtorek, 17 września 2019

Przedpremierowo: "Gałęziste" Artur Urbanowicz

"Gałęziste" Artur Urbanowicz, Wyd. Vesper, Str.
PREMIERA: 23 listopada 2019r.

Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz… i w co do tej pory wierzyłeś.

Tajemnica, mrok, strach - tak zostałam przywitana przez powieść "Gałęziste", która z przytupem zabrała mnie w sam środek niesamowitej przygody. Fantastyczny prolog zmroził mi krew w żyłach i przekonał, że im dalej w lekturę tym mroczniejsza historia będzie na mnie czekać.

To powieść wyrazista, mocna w swoim odbiorze, która już od pierwszych słów gwarantuje dreszcz emocji. Osadzona w ramach horroru, thrillera oraz sensacji wprowadza paranormalne motywy, czyli coś co ucieszy każdego miłośnika mocnych wrażeń - niebanalny klimat, który z miejsca uderza do głowy i trzyma w przyjemnej atmosferze grozy. To świetna sprawa, bo powieść idealnie nadaje się do czytania po zmroku, zapewnia tak mocne wrażenia, tak intensywny odbiór tego co czytamy, że aż niemożliwe jest by była to debiutancka lektura autora. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie straszą nas zdziwaczałe strachy (jak to lubi robić Koontz w swoich powieściach), a typowe poczucie strachu w naszej głowie - my sami jesteśmy machiną napędzającą dreszcz przerażenia poprzez domysły, tajemnice i mroczną atmosferę.

Historia jak przystało na naszą rodzimą książkę nie ucieka gdzieś w zagraniczne miejsca, tylko swoją akcję rozgrywa w rejonach Suwalszczyzny. Liczne opisy tamtejszych miejsc dodają powieści uroku i wiarygodności, szczególnie gdy podążamy drogą głównych bohaterów (trochę tak jak filmie Blair Witch Project), gdzie trafiamy w sam środek mrocznego lasu. Tu też pośród tych opisów włącza się nasza wyobraźnia i podsuwa wszelkie możliwe rozwiązania - co czai się za następnym drzewem, co kryje się w mroku? Czyta się to wszystko z dużym zaangażowanie a stopniowane napięcie staje się niemal nie do zniesienia. To nowa wersja książki wydanej już wcześniej, którą miałam także możliwość przeczytać, więc mam porównanie i wiem, że lepsza redakcja zdecydowanie wpłynęła na korzyść całej historii. Skrócono opisy, dopracowano wydarzenia i dodano obłędne ilustracje.

Fabuła oparta jest na pogańskich wierzeniach, w których demony odgrywają główną rolę. Sprawa naprawdę fajna, bo przypomina powieści z dawnych czasów, najmroczniejsze horrory, które bazują na wewnętrznym lęku i w licznych dialogach czułam tą czystą, ludzką lękliwość i pewność co do swoich racji. Karolina i Tomek - główni bohaterowie, wpadają w sam środek tego jakby zaściankowego świata, próbując się odnaleźć w całej sytuacji. Ich postacie są szczegółowo opisane w historii, ale to chyba znak rozpoznawczy autora - lubi przekazywać czytelnikowi jak najwięcej stawiając przede wszystkim na wiarygodność.

"Gałęziste" to mocna powieść z dreszczykiem, którą koniecznie należy czytać po zmroku. Wówczas klimat będzie gwarantowany! Jestem pod sporym wrażeniem całokształtu i dopracowania, ale to klimat zdobył moje największe uznanie. Pozostaję pod urokiem twórczości autora i wróżę mu wielką przyszłość. Jego książki są niesamowite, więc odsyłam Was także do mojego ukochanego "Inkuba", ale "Gałęziste" to poziom tak wysoki, że niewielu znajdzie się takich, którzy spróbują mu dorównać.

Prapremiera książki będzie miała miejsce podczas Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie. 

"Cień i kość" Leigh Bardugo

"Cień i kość" Leigh Bardugo, Tyt. oryg. Shadow and Bone, Wyd. Mag, Str. 288

"Problem z pragnieniem polega na tym, że przez nie jesteśmy słabi."

Wybrana, by walczyć nie znała swojego przeznaczenia. Wybrana, by wyzwolić zdecydowała się walczyć. Czy wypełni przeznaczenie?

Uwielbiam Leigh Bardugo za jej nie oczywistość. Jej książki są świeże, odkrywcze, zrywające ze schematami. Nawet jeśli pojawia się wątek romantyczny to niczego nie można być ostatecznie pewnym - ani w jaką stronę się rozwinie, ani czy na pewno jest szczery, ani tym bardziej czy przetrwa kolejne wydarzenia. Takie podejście do tematu dotyczy każdego wątku: autorka kluczy między faktami, zaskakuje, zmienia zdanie, ale zawsze trzyma się wiarygodności, nigdy nie przekłamuje wydarzeń nawet jeśli zrani przy tym czytelnika. To ładnie wygląda na podstawie całej trylogii Griszy, ale możecie być pewni, że już pierwszy tom kryje w sobie mnóstwo dobrego.

Dwójka przyjaciół - Alina i Mal. Osieroceni, porzuceni, zdani na samych siebie. Poznali się w sierocińcu i nie spodziewali się, że ta znajomość przerodzi się w wielką przyjaźń dojrzewającą przez lata. Ich los splatał się ze sobą w sposób zaskakujący i chwytający za serce: gdy dążyli do szczęścia nie dostrzegając siebie nawzajem oraz gdy walczyli ze wszystkich sił zapominając o własnym poczuciu bezpieczeństwa. Tak rozpoczęła się ich historia, która w tomie "Cień i kość" jest dopiero wstępem do dalszych wydarzeń, ale nie mogę zdradzić zbyt wiele, by nie popsuć nikomu radości z czytania.

Można zachwycać się nad tą serią, szczególnie jeśli lubicie coś innego, oryginalnego. Widać to w kreacji bohaterów, którzy są silni i niezależni a którym autorka poświęciła wiele, wiele uwagi. Alina bierze na siebie niemal całą waleczność, chociaż Mal nie odbiega od niej temperamentem. Nie ma tutaj jednak mowy o smutnej, nieśmiałej dziewczynce, która tylko irytuje. Nie, kiedy każdy bohater odgrywa tutaj jakąś konkretną rolę. Jednak nie tylko bohaterowie zasługują na brawa, ponieważ świat przedstawiony, wydarzenia czy nawet potencjalna przyszłość - wszystko to jest czymś nowym w literaturze, czymś odkrywczym, czego jeszcze nie było a co intryguje niesamowicie i wciąga w sam środek niebezpiecznych rozgrywek.

Powyższe wydanie jest wznowieniem - nowa okładka, nowe tłumaczenie, dodatek w postaci listu Mala. Przyznaję, że całość prezentuje się przepięknie i nawet jeśli ktoś nie miałby większej ochoty sięgać po książkę (błąd) sama wizualna oprawa bardzo kusi. To fantastyka w nietypowej formie, oprawiona w niezbędną mapkę miejsc, która wciąga od pierwszej strony i zachęca do kontynuowania przygody chociaż styl pisania wymaga chwili, by się w nim odnaleźć.

"Cień i kość" to doskonałe wprowadzenie do serii. Imponująca rozmachem historia, w której każdy ruch bohaterów ma znaczenie. Zakochałam się w miejscach, które kreuje Bardugo i niezwykle polubiłam bohaterów, także tych stających po ciemnej stronie. Mimo fikcji wymyślonego przez autorkę świata w tle przejawia się kultura Rosji ze swoją monumentalnością, która staje się wspaniałym tłem dla wydarzeń. Znałam historię bohaterów z pierwszego wydania a drugie tylko utwierdziło mnie w wydaniu jak wyjątkowa jest ta trylogia ponownie dostępna w kategorii nowości.

poniedziałek, 16 września 2019

"Wszystko za życie. Niewiarygodna historia polskiej Żydówki, która przeżyła Zagładę" Gerda Weissmann-Klein

"Wszystko za życie. Niewiarygodna historia polskiej Żydówki, która przeżyła Zagładę" Gerda Weissmann-Klein, Tyt. oryg. All But My Life: A Memoir, Wyd. Bez fikcji, Str.

"Spisałam swoje wspomnienia żebyśmy mogli docenić cudowną zwyczajność nudnego popołudnia w domu."

Przeżyła piekło, poznała na własnej skórze smak okrucieństwa a jednak nigdy się nie poddała dziś stanowiąc wzór do podziwu i naśladowania.

Literatura obozowa nigdy nie będzie prosta. Zawsze odnajdziemy w niej przede wszystkim mnóstwo negatywnych emocji związanych z okrucieństwem tamtych czasów. Jednak uważam, że warto po nią sięgać w każdym wieku, chociaż z doświadczenia wiem, że należy do niej dorosnąć. Długo omijałam książki z tej tematyki aż niedawno zdecydowałam się przeczytać wiele trudnych historii i bardzo się z tego cieszę - znalazłam źródło inspiracji i zbliżyłam się do ludzi, którzy musieli przejść przez piekło.

Idąc tym tropem zdecydowałam się na "Wszystko za życie". To historia autorki, Gerdy Weissmann-Klein, która z oddaniem i pasją pisze o czasach, które przeżyła. Jej podróż jest emocjonująca i nie łatwa, ale niesie ze sobą także wielkie pokłady nadziei. Nie spodziewałam się, że w momencie gdy człowiek człowieka pozbawia godności ten poniżany potrafi wciąż trzymać głowę wysoko i walczyć do utraty tchu o namiastkę dumy oraz nadziei. Gerda w swojej historii przekazała mi wszystko co istotne, nie bawiła się w dramaty, które przecież i tak były obecne w jej życiu a snuła prostą opowieść, która chwyciła mnie za serce i wiem, że pozostanie w mojej pamięci już na zawsze.

Autorka wiodła zwykłe, proste życie u boku rodziny z którą czuła się bardzo związana. Gdy do Polski wkroczyli naziści i pozwolili im mieszkać w piwnicy poczuła pewnego rodzaju ulgę, ponieważ nie musiała opuszczać najbliższych ani Bielska w którym żyli. Jednak to nie trwało krótko, ponieważ brutalnie rozdzielono ją z rodziną i każdego z nich wysłano do innego obozu pracy. Gerda więc straciła to co najcenniejsze a jednak nie poddała się pracując w pocie czoła za marne racje żywnościowe oraz walcząc za inne więźniarki, by pokazać im, że nie są same.

Opisy losów autorki/głównej bohaterki wydają się początkowo niemożliwe. W dzisiejszych czasach, kiedy marnujemy jedzenie i nie dbamy o innych w stopniu jaki powinien być to co działo się wtedy wydaje się w jakiś sposób trudne do zrozumienia. Walka o niewidzialną porcję jedzenia, przyjaźń która trwa mimo wszechobecnej tragedii, człowieczeństwo o które walczyło się wszelkimi silami by zachować jedyną ludzką cechę. Gerda swoją opowieścią zaskakuje, często wzrusza do łez, ale zawsze prawdziwie i wiarygodnie oddaje to przez co przeszła, tym samym jej historia pozostaje żywa we wspomnieniach każdego czytelnika.

"Wszystko za życie" to głęboka powieść, która powinna trafić w ręce każdego z nas. To część naszej historii czy tego chcemy czy nie, oddana w sposób tak ujmujący i prawdziwy, że niemal bolesny. Gerda walczyła, chociaż miała świadomość, że nigdy nie zobaczy już swojej rodziny. Walczyła o siebie i o swoje nowe przyjaciółki, by pokazać im że można żyć. Ogromnie się cieszę, że mogłam poznać jej opowieść i mam nadzieję, że i Wy zdecydujecie się na tą przygodę.

niedziela, 15 września 2019

"Amityville Horror" Jay Anson

"Amityville Horror" Jay Anson, Tyt. oryg. The Amityville Horror, Str. 268

"Wpatrywałam się w lustro z niedowierzaniem. To nie ja! To nie mogę być ja."

Zło czai się w ciemności i tylko czeka na odpowiednią okazję, by zaatakować. Czy znajdziemy w sobie siłę, by obronić siebie i rodzinę? 

Horror to gatunek, który najczęściej wybieram w filmowej odsłonie. Lubię próbować swoich sił sięgając po straszne lektury, ale rzadko kiedy zdarzy się, że poczuję dreszcz strachu podczas czytania. Sądzę, że to gatunek, który wymaga od autorów ogromnego pokładu wrodzonego talentu i do tej pory pomogę chylić czoła jedynie przed Stephenem Kingiem oraz Arturem Urbanowiczem. Po "Amityville Horror" sięgnęłam więc z czystej ciekawości, znając i bardzo lubiąc filmowe wersje (których jest całe mnóstwo).

Cóż, wiele mogę napisać o tej powieści, ale nie to, że dałam się wystraszyć. To ciekawy obraz rodziny nawiedzonej przez demona, całkiem dobrze przedstawiona historia, która jednak nie ma w sobie odpowiedniej energii grozy w opisach i wydarzeniach, by móc porządnie wystraszyć. Forma książki bliższa była relacji ze zdarzeń, przez co próbowała przekonać czytelnika o swojej autentyczności a mniej skupiała się na emocjach, by budować odpowiednie napięcie. Z relacji rodziny, księdza czy nawet policji wywnioskować można było, że dom opętały złe moce, ale osobiście nie poczułam lęku związanego z nadnaturalnymi zjawiskami.

Książka jest krótka i czyta się ją w oka mgnieniu. Tekst jest prosty, opowieść bardzo przystępna a wydarzenia nie gnają na złamanie karku stawiając raczej na stonowane tempo. Całość pod względem opisowym wypada ciekawie - chętnie poznałam losy rodziny, skupiłam się na zagrożeniach związanych z przebywaniem w potencjalnie nawiedzonym domu i przyglądałam się zmianom zachodzącym w każdym bohaterze. W poczuciu, że być może to wszystko faktycznie miało miejsce w prawdziwym życiu otrzymałam historię, która balansowała na granicy zjawisk, które trudno racjonalnie wytłumaczyć.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ponieważ rozwój fabuły jest kluczowy dla oceny książki. Jednym przypadnie ona do gustu, inni będą kwestionować jej prostolinijność. Osobiście cieszę się, że sięgnęłam po "Amityville Horror" i w atmosferze przygaszonych świateł poznałam mroczną historię tajemniczej posiadłości. Nie rozpatruję kwestii tego w co wierzę a w co nie, porzucam na moment pogłoski, że to książka oparta na faktach - zatrzymuję się przy samej książce i jej fabule, która ma w sobie to coś i tak właśnie ją Wam polecam: jako lekturę do poduszki, która być może trochę Was postraszy albo chociaż zaciekawi.

"Wszystkie nasze tajemnice" Jess Ryder

"Wszystkie nasze tajemnice" Jess Ryder, Tyt. oryg. Ex-Wife, Wyd. Burda Książki, Str. 368

Jeśli podobała ci się "Dziewczyna z pociągu", to na pewno zakochasz się w tej książce.

Jak dobrze znasz swoją rodzinę? Czy jesteś pewny swoich najbliższych? A może nigdy nie będziesz wiedzieć jakie sekrety skrywają?

Od dnia pierwszej zagranicznej zapowiedzi powieści Jess Ryder nie mogłam doczekać się lektury. "Wszystkie nasze tajemnice" skusiły mnie ciekawym opisem i przeczuciem, że będzie to lektura warta uwagi. Nie pomyliłam się. To mocny dreszczowiec z dużą dozą thrillera w którym gęsta atmosfera przewiduje liczne zaskoczenia oraz nieoczekiwane zwroty w fabule. Napisany z pomysłem, odwagą i przypominający wydarzenia, które być może miały miejsce gdzieś w prawdziwym świecie co udowadnia, że autorka stawia przede wszystkim na wiarygodność.

Wszystko rozgrywa się na podstawie życiowych perypetii jednej rodziny. Pozorne szczęście jest tylko chwilowe. Natasha niedawno poślubiła wspaniałego mężczyznę i w dodatku ma u swojego boku ukochaną córeczkę Emily. Jej życie wydaje się kompletne i spokojne do czasu, gdy Jen, była żona Nicka przypomina o swoim istnieniu. Kobieta nie chce zostawić w spokoju dawnego ukochanego burząc to co zbudowali do tej pory. Jednak pewnego dnia Natasha staje w obliczu kolejnego wyzwania - jej mąż i córeczka zginęli bez śladu. Zrozpaczona i niepewna kieruje się po pomoc do Jen, ale czy można ufać byłej żonie męża?

To kompletny thriller w którym wszystko jest możliwe. Autorka wprowadziła kilku kluczowych bohaterów, którzy mają swoje tajemnice skrywane głęboko w mrokach przeszłości a które powoli wychodzą na światło dnia. Dużo zatem jest zaskoczeń oraz analizowania poszczególnych faktów co ułatwia nam narracja podzielona na każdego z nich. Mogłam zatem wejść do głowy wybranych postaci, spróbować zrozumieć emocje z którymi się mierzyli oraz podejmowane decyzje a profile psychologiczne jakie udostępniła mi autorka były zachwycające. Natasha, Jen czy Nick byli niczym różne światy - każdy oszukiwał na swój własny sposób, ale do samego końca nie byłam pewna kto kłamie na potrzebę chwili a kto zataja prawdę, by finał okazał się inny niż każdy przypuszczał.

Lekki styl, gęsta atmosfera, ogromna dawka wiarygodności i sporo emocji kryjących się na każdej stronie to w tym przypadku przepis na sukces. Nie mogłam oderwać się od lektury, śledziłam każdy ruch bohaterów i wyobrażałam sobie wszystko co możliwe by i tak w finale poczuć wielkie zaskoczenie. Ślepe zaułki, odkrywanie sekretów rodzinnych to wyznaczniki naprawdę dobrej zabawy nie tylko dla fana gatunku, ale przede wszystkim dla czytelnika, który oczekuje od książki czegoś więcej. 

To opowieść o tragedii, miłości nadszarpniętej przez trudne decyzje oraz o błędach z przeszłości. Zawiązują się sojusze, których nikt się nie spodziewał a ryzyko wisi w powietrzu. "Wszystkie nasze tajemnice" to porządnie napisany, w pełni przemyślany thriller przy którym można spędzić kilka dobrych godzin czytania. Ktoś kłamie, ktoś próbuje manipulacji a ktoś jest zupełnie nieświadomą ofiarą. Pytanie tylko do kogo dopasować te role? Odpowiedzi znajdziecie w książce, którą bardzo polecam.

"Podróż do Carcassonne" Agnieszka Janiszewska

"Podróż do Carcassonne" Agnieszka Janiszewska, Wyd. Novae Res, Str. 232
"Podróż do Carcassonne" Agnieszka Janiszewska, Wyd. Novae Res, Str. 214

"Od pewnego czasu nie wierzę już w przypadki. Wierzę za to, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Że jednak przeznaczenie naprawdę istnieje".

Trudne wybory, nieprzekonanie do własnego zdania. Oto przeszłość w której nikt nie wiedział jak będzie wyglądał kolejny dzień.

Dawno temu przekonałam się, że książki Agnieszki Janiszewskiej to lektury warte uwagi. Autorka pisze w przejmujący i bardzo emocjonalny sposób, kreuje wiarygodnych bohaterów i przede wszystkim ucieka się do zabiegu, który bardzo lubię: pisze o przeszłości, czasach które przeminęły nadając im nowe oblicze i na nowo powołując do życia.

"Podróż do Carcassonne" to dylogia, którą warto mieć pod ręką w obu tomach jeśli rozpoczynacie czytanie. Książki są króciutkie, śmiało mogłyby zostać zamknięte w jednej powieści i są ze sobą ściśle powiązane. Pierwszy tom to wprowadzenie do losów bohaterów żyjących w Warszawie w roku 1921, natomiast druga część to skok w czasie o zaledwie dwadzieścia trzy lata, czyli akcja rozgrywa się w 1944 roku. Wciąż zatem pozostajemy w tym samym klimacie, w obliczu wojny i katastrofy, kiedy psują się kontakty społeczne i każdy dba przede wszystkim o siebie.

Hrabina Stefania Leszczyńska zrobi dla swojego syna wiele, przede wszystkim aranżując dla Ksawerego korzystne małżeństwo. Nie pyta go o zdanie, nie zastanawia się do on czuje - stawia chłopaka przed faktem dokonanym. Tym samym mocno komplikuje jego życie, które próbował ułożyć sobie z Natalią Moore. Ona jednak nakłoniona przez hrabinę wyjechała z Warszawy porzucając swojego ukochanego. W kontynuacji natomiast poznajemy dalsze losy Natalii i jej córki Iwony, która zaczyna własne życie. Decyduje się na trudne małżeństwo oraz życie w okupowanej Warszawie i wie, że nadchodzą nie łatwe czasy.

To przejmująca i pełna emocji (nie zawsze tych dobrych) saga rodzinna, która wprowadza na scenę licznych bohaterów. Każdy z nich zasługuje na uwagę i poświęcony im czas, ponieważ wszystko odgrywają tutaj kluczowe role. Autorka doskonale wie jak skupić uwagę czytelnika na wybranej postaci nadając jej charyzmatyczne cechy i odróżniając od innych, dzięki czemu z każdym można się utożsamić lub zrozumieć skąd pomysł na takie a nie inne podejmowane decyzje.

Zawiłe relacje rodzinne, trudne wybory i zakręcone losy bohaterów to jedno. Natomiast klimat wojenny i ciężka atmosfera niepewności - to drugie. W tych dwóch książkach zamknięty został cały ogrom tragedii człowieka żyjącego w ówczesnych czasach w Warszawie i radzącego sobie z tą nie łatwą sytuacją. A jednak narodziła się w takich warunkach miłość, która miała trwać na wieki chociaż nie spodziewała się intryg i kłamstw przekazywanych przez postronne osoby. Wielopłaszczyznowy romans okazał się więc wyznacznikiem do kolejnych niełatwych wyborów bohaterów a także próbie odnalezienia w sobie poczucia zrozumienia i wybaczenia.

To piękna powieść, poruszająca i głęboka. Po raz kolejny Agnieszka Janiszewska pokazuje jak wielki talent w niej drzemie. "Podróż do Carcassonne" jest wyjątkową podróżą w głąb drugiego człowieka, naznaczona historią oraz mnóstwem emocji. Dobrze jest zatem poświęcić jej swój czas i poznać losy bohaterów, którzy budują własną historię.

sobota, 14 września 2019

"Pasażer na gapę" Adrian Bednarek

"Pasażer na gapę" Adrian Bednarek, Wyd. Novae Res, Str. 408

Ucieczka ze szpitala psychiatrycznego to dopiero początek...

Byli przekonani, że przechytrzyli wszystkich dookoła. Wolność była na wyciągnięcie ręki. Nie spodziewali się, że sprawiedliwość upomni się o nich pierwsza.

Adrian Bednarek wie jak zaskoczyć i przyciągnąć uwagę czytelnika. Bez dwóch zdań. Jego wcześniejsze książki to mnóstwo emocji zamkniętych w lepiej niż dobrze napisanych historiach a z każdą kolejną książką tego autora rośnie we mnie przekonanie, że jest co raz lepszy w tym co robi. "Pasażer na gapę" to zatem książka, po którą sięgnęłam przede wszystkim  z wielkimi oczekiwaniami i pewnością, że będzie to przygoda, której szybko nie zapomnę.

Uwielbiam, gdy fabuła opiera się na losach bohaterów z zawiłą psychiką. Autor stworzył fascynujące portrety psychologiczne, pozwolił mi wejść do głowy każdego ze swoich bohaterów jednocześnie ukrywając wiele kluczowych faktów, by potęgować tajemnicę i poczucie niepewności. Wiedziałam, że zbliża się coś wielkiego a finał na pewno będzie spektakularny, jednak starałam się czytać jak najwolniej, by przedłużać sobie tą przyjemność i próbować rozkładać na czynniki pierwsze emocje, zachowania oraz wybory Magdy, Maćka oraz ich niechcianego towarzysza.

Znakiem rozpoznawczym książek tego autora jest napięcie, które rośnie z każdą kolejno przerzuconą stroną. Kieruje swoją opowieść do czytelników o mocnych nerwach nie bojąc się sięgać po brutalne opisy, drastyczne morderstwa oraz zachwiane osobowości, które przerażają bardziej niż wzmianki o duchach w horrorach. Jego najnowsza książka opiera się na czterech perspektywach chociaż wciąż stawia na więcej opisów (lekkich i przystępnych) odchodząc raczej od dialogów, których i tak jak na książkę Adriana Bednarka jest naprawdę sporo.

Wszystko zaczęło się od pomocy ukochanemu. Magda wyciągnęła Maćka ze szpitala psychiatrycznego do którego trafił, by uciec przed więzieniem. Zakochani w sobie uknuli plan, który zmienił się wraz z pojawieniem się nowego pacjenta w sali Maćka. Zabrali go więc ze sobą nie spodziewając się, że ta decyzja zmieni wszystko. On bowiem okazał się kimś zupełnie innym. Wzbudzał strach i lęk pozwalając by motyw romantyczny zgrabnie przeszedł w thriller, którego napięcie i wszechobecne emocje wynosiły ponadprzeciętność.

Tytuł nie pozostaje bez znaczenia. "Pasażer na gapę" to opowieść o okrucieństwie i bezwzględności zamkniętej w ludzkim ciele. Mocny tytuł z wieloma zaskoczeniami, pędzącą akcją i wiarygodnością, która miejscami przeraża. To zdecydowanie najlepsza książka tego autora w moim odczuciu, najlepiej napisana i dopracowana. Opowiada o prawdziwym życiu w którym trudne wybory odgrywają kluczową rolę, o miłości, oddaniu i pechu, który wszystko komplikuje. Oto lektura, która wciąga na całego!

piątek, 13 września 2019

Przedpremierowo: "Kandydatka" Rachel E. Carter

"Kandydatka" Rachel E. Carter, Tyt. oryg. Candidate, Wyd. Uroboros, Str. 416
PREMIERA: 18 września 2019r.

"Prawdę mówi się w gniewie, nie żałuj, kochaj."

Dużo magii, niebezpieczeństwa i kolejnych wielkich przygód czeka na bohaterów oraz czytelników w najnowszej odsłonie cyklu Czarny Mag.

Na początku trochę sceptycznie podeszłam do pierwszego tomu i nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Nowy Harry Potter? Kolejna odsłona tego co już było? Rachel E. Carter jednak przekonała mnie, że ma swój własny styl i pomysł na historię, w dodatku udany i dobrze napisany. Dobrze bawiłam się więc podczas lektury, z przyjemnością sięgnęłam po drugą część, która okazała się równie udana a dziś - z wielkim wyczekiwaniem - postanowiłam odkryć to co zamknięte zostało w kontynuacji.

To seria, która ściśle łączy ze sobą wszystkie tomy, więc jeśli nie mieliście możliwości poznać wcześniejszych przygód bohaterów, odsyłam Was do "Pierwszy rok". Każda sytuacja, każdy podjęty motyw ma swoje znaczenie w czasie aktualnym czy najbliższej przyszłości, więc wszelkie wątki wyjaśniane są na bieżąco i bez znajomości całości na pewno zagubiłoby się po drodze kilka kluczowych faktów. A warto dać tej serii szansę i poświęcić jej uwagę, ponieważ chociaż wpisuje się w ramy młodzieżowego fantasy ma w sobie tyle uroku, ciekawostek i smacznej historii, że zaskoczy czytelnika w każdym wieku.

Do szkoły magii trafiła dwója rodzeństwa. Ryiah (zwana Ry) i jej brat bliźniak Alexander pierwszego dnia otrzymali zadanie, by stać się godnymi następcami. Jednak mijają lata a dwudziestoletnia już Ryiah jest czarną maginią frakcji bojowej, jednak nie jest Czarnym Magiem. Ma jednak poczucie, że upragniony tytuł jest już na wyciągnięcie ręki. Wystarczy, że stawi czoła niepokonanemu do tej pory księciu w turnieju magicznym. To jednak nie jest jedyny problem dziewczyny. Okazuje się, że nad królestwo nadciągają ciemne chmury niebezpieczeństwa a największe ukryte jest w samym pałacu.

Kontynuacja wypadła naprawdę ciekawie. Dużo się dzieje, historia nie zwalnia tempa a bohaterowie wciąż wpadają w sam wir przygody z naciskiem na spore niebezpieczeństwo. Trudno zatem oderwać się od lektury i nie zastanawiać nad potencjalnym finałem oraz możliwym sprawcom wszystkich wydarzeń. Autorka kontynuuje swój magiczny pomysł i wychodzi jej to zaskakująco oraz z naciskiem na sporo emocji.W tym wszystkim oczywiście kluczową rolę odgrywa kreacja głównych bohaterów, która przekonuje, że mimo wszechobecnej magii Ry jest równa nam a jej odwaga oraz determinacja potrafią zaimponować.

"Kandydatka" to lektura idealna na nadchodzącą jesień. Spokojna chociaż pełna przygód, zaskakująca chociaż napisana z naciskiem na rozwój wypadków. Dobrze bawiłam się przy lekturze trzeciego tomu i liczę, że niedługo będziemy czekać na czwartą część. Tymczasem polecam nadrobić zaległości lub przyjrzeć się historii rodzeństwa w świecie pełnym magii tak interesująco wykreowanym, że najchętniej sama osobiście odwiedziłabym szkołę do której uczęszczają.

czwartek, 12 września 2019

Przedpremierowo: "Kasztanowy ludzik" Soren Sveistrup

"Kasztanowy ludzik" Soren Sveistrup, Tyt. oryg. The Chestnut Man, Wyd. W.A.B., Str. 560
PREMIERA: 2 października 2019r.

Jeżeli znalazłeś kasztanowego ludzika, to znaczy, że jest już za późno...

Jesień to pora, kiedy liście lecą z drzew. Opadają kolorowymi falami na ziemię a wraz z nimi pojawiają się kasztany. Kiedyś to była idealna zabawa, by tworzyć z nich kasztanowych ludzi. Dziś jednak, po lekturze Sorena Sveistrupa wszystko może się zmienić.

Uwielbiam tą porę roku, uwielbiam krótkie dni, chłodne noce i poranki oraz ten klimat idealny do czytania. Dlatego chętnie zdecydowałam się na lekturę Sorena Sveistrupa, szczególnie że zarówno okładka, gatunek jak i treść wskazywały na bardzo jesienną lekturę. Nie od dziś wiadomo, że kryminały czyta się najlepiej jesienią. Szczególnie tak dobre, zaskakujące i niezwykle wciągające.

Kopenhaga, miejsce aktualnych wydarzeń. To tam tajemniczy psychopata terroryzuje swoje ofiary. Pozostawia krwawe, zmasakrowane zwłoki a tuż obok nich - kasztanowe ludziki. Policja podążając za wyznaczonymi tropami trafia na ślad dziewczynki, która została uznana za martwą. Córka minister spraw społecznych miała zostać porwana rok temu i zamordowana. W dodatku podejrzany przyznał się do popełnionej zbrodni. Jak to możliwe, że ta sprawa ponownie wraca do detektywów i wydaje się bardziej zawiła niż na początku? Co wspólnego ma z aktualnym mordercą?

Modus operandi pojawiający się w tej lekturze wydaje się być najgorszym z możliwych. Morderca wybrał sobie styl przypominający dziecko, zrywa tym samym ze schematem wspaniałej zabawy przypominającej najlepsze chwile a zastępuje to czymś  szyderczym i ociekającym krwią. To mocno działa na wyobraźnię czytelnika, który z łatwością potrafi wyobrazić sobie miejsca zbrodni tak drobiazgowo opisywane przez autora. To chyba jedna z największych zalet tej powieści, których i tak jest tutaj sporo - wiarygodność w połączeniu z trafnymi opisami i zaskoczeniami na każdym kroku buduje atmosferę niepewności i obraz zachwycającego kryminału dla czytelników o mocnych nerwach.

Dynamiczna akcja szybko podąża na przód, zmienia bieg wydarzeń, wprowadza nas w ślepe zaułki, krąży dookoła faktów, które wydają się być na wyciągniecie ręki. A jednak nie jest wcale takie proste, by rozwiązać tą zagadkę. Sveistrup drażni się z nami, pozwala wierzyć w coś co za moment okaże się nie prawdzie a to co istotne ucieka, gdy tylko się zbliżamy. To rewelacyjnie nakreślona struktura, przemyślana w pełni historia z wiarygodnie nakreślonymi sylwetkami bohaterów, którzy mają w zanadrzu kilka konkretnych tajemnic. Każda z postaci jest inna, każda ma głos w sprawie i warto bliżej przyjrzeć się nie tylko detektywom prowadzącym śledztwo, ale i ludziom z którymi rozmawiają.

"Kasztanowy ludzik" to rewelacyjne wprowadzenie do jesieni. Silny kryminał z masą zaskoczeń potrafi wcisnąć w fotel i nie odłożyć książki nim nie zamkniemy ostatnią stronę. To zdecydowanie jeden z moich ulubionych gatunków, więc mogłabym napisać, że czytałam już wszystko i nic mnie nie zaskoczy, ale gdy biorę do ręki powieści Sorena Sveistrupa - wszystkie moje przekonania mogę wyrzucić do kosza. Intrygująca fabuła, inteligentni bohaterowie oraz zakończenie na które warto czekać to coś co zdecydowanie mogę polecić fanom gatunku. 

środa, 11 września 2019

"Toxyczne dziewczyny" Rory Power

"Toxyczne dziewczyny" Rory Power, Tyt. oryg. Wilder Girls, Wyd. Niezwykłe, Str. 315

Powieść, niepodobna do niczego, co już znasz. 

Odcięci od świata, skazani na samych siebie. Czy walka z niewidzialnym przeciwnikiem jest możliwa?

Współczesna wersja "Władcy much" w wykonaniu Rory Power. To chyba najlepsze skrótowe określenie tej powieści. Przypomina klasykę, chociaż tak naprawdę różni się od niej diametralnie. "Toxyczne dziewczyny" to przede wszystkim ciekawy pomysł na przedstawienie młodzieżowej historii balansującej na granicy fantastyki, antyutopii czy nawet powieści społecznej jeśli chcemy zagłębiać się w podejmowane przez bohaterów problemy. Jednak mimo natłoku różnych gatunków nie jest to książka ciężka a wręcz - czyta się ją zaskakująco szybko.

Piękna okładka, niewiele zdradzające zapowiedzi i historia przy której warto na moment się zatrzymać. Na małej wyspie odciętej od świata zaczynają bowiem dziać się zaskakujące rzeczy. Wszystko dookoła zaczęła ogarniać niezidentyfikowana choroba, pogrążająca ludność, zwierzęta czy nawet rośliny w stanie przypominającym szaleństwo. W powietrzu wisi poczucie śmierci i nikt nie jest w stanie uciec od okrucieństwa, które drepcze niczym cień za mieszkańcami wyspy. A w tym wszystkim Hetty, Byatt i Reese - trzy bohaterki i uczennice szkoły, która już dawno przestała sprawiać pozory placówki wychowawczej.

Dużą rolę odgrywa w tej historii niewątpliwie klimat. Jest ciężki i zwiastujący nieuchronną tragedię, więc ciężko nie odczuwać na własnej skórze problemów z którymi radzą sobie bohaterowie. Nieustannie czuje się na karku oddech choroby, która masakruje wszystko co spotka na swojej drodze a niewypowiedziane pytanie jak można jej zaradzić jest kluczowym wyznacznikiem fabuły. Autorka miała naprawdę ciekawy pomysł dla swojej powieści chociaż jak na debiut przystało nie każdy rozdział czy podjęty wątek był rozbudowany tak jakbym tego chciała. Miejscami brakowało mi zagłębienia się w temat czy dodania do tego trochę więcej emocji.

Jeśli jest klimat mroku, musi być też tajemnica. I owszem, jest obecna. Dwie główne bohaterki przyjmują na siebie rolę narratorek w wymiennych rozdziałach i chociaż można łatwo przejrzeć ich intencje, podczas czytania na jaw wychodzą zaskakujące fakty. Nie każdy jest bowiem tym za kogo się podaje i w kryzysowych sytuacjach bohaterki powoli odkrywają swoją prawdziwą twarz. To wszystko osadzone w nietypowym świecie, niemal kameralnej wyspie i przy akompaniamencie sporej przygody. Otrzymujemy więc debiut godny uwagi i warty poświęconemu mu czasu.

"Toxyczne dziewczyny" skusiły mnie okładką a zatrzymały przy sobie treścią. Lubię takie świeże podejście do fabuły, lubię także oryginalność dlatego dobrze bawiłam się podczas czytania. Przymykam oko na kilka niedociągnięć będąc świadoma debiutu autorki i liczę, że to nie jej ostatnia lektura. Tymczasem polecam zajrzeć do świata dziewcząt z Raxter i rozwiązać zagadkę tajemniczej choroby.

wtorek, 10 września 2019

"Białe kłamstwa" Piotr Borlik

"Białe kłamstwa" Piotr Borlik, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 448

"Nie sposób dokonać analizy człowieka na podstawie pojedynczego zachowania."

Najpierw była kimś, później spadła na samo dno. Jak odsunąć się od podejrzeń, by móc udowodnić swoją niewinność?

"Białe kłamstwa" to ostatni, trzeci tom serii Piotra Borlika, która idealnie zamyka wcześniejsze wydarzenia. Jeśli zastanawiacie się czy zachować ciągłość chronologiczną - zdecydowanie. To mocno połączone ze sobą tomy, których kompletna historia pojawia się dopiero przy poznaniu całości. A jest co czytać! Pościgi, tajemnice, zaskoczenia, niebanalni bohaterowie oraz paskudne morderstwa wydają się nie mieć końca w tym cyklu kryminalnym dla ludzi o mocnych nerwach.

Motywem przewodnim są losy dwójki bohaterów na których bazuje cała trylogia. Agata Stec i jej brat Artur Kamińśki to dwa silne choć różne charaktery. Każdy z nich zasługuje na pełną uwagę, każdy także skrywa swoje prywatne sekrety. Ich role fantastycznie ewoluują co najlepiej widać od samego początku serii i właściwie te postacie, które spotkałam w pierwszym tomie tak mocno się zmieniły, że trzecia część przywitała mnie jakby nowymi bohaterami. To wielka zaleta tej powieści, ponieważ nigdy nie wiadomo jaki ruch wykona ta dwójka i czy nie będzie on zgubny dla wszystkich. Autor spisał się na medal tworząc kreację tej dwójki, ale i poboczni bohaterowie przewijający się przez fabułę okazali się w pełni dopracowani.

Są bohaterowie, musi być więc zagadka. Ona też ma swoje pięć minut w tej powieści i przyspiesza o bicie serca. Niby zwykłe morderstwo, które dla Agaty nie powinno być niczym nowym przeradza się w osobistą tragedię. I to podwójnie. Bliski jej Jacek Biernat, ważny świadek w sprawie, niespodziewanie pada ofiarą morderstwa a wszelkie podejrzenia padają na kobietę. Wysoka kaucja nałożona przez prokuratora nie pozwala, by sama mogła wybronić się w sprawie, więc Agata decyduje się na pomoc brata. Artur jednak ma swoje pięć minut w sprawie i nie chce tak łatwo się wycofać. Coś skrywa. Pytanie tylko co to jest?

Dużo dzieje się w tej powieści i właściwie musicie przygotować się na to, że przeczytacie ją za jednym razem. Trudno się oderwać od fabuły, która płynnie podąża na przód a zmiany w zachowaniach bohaterów dodają wydarzeniom koloru. Tutaj wszystko może się wydarzyć, nic nie jest pewne a zaskakujący finał trafnie zamyka całą serię. Wiarygodność płynie z każdego motywu, więc czasami zastanawiałam się czy nie jest to czasem historia zaczerpnięta z prawdziwego życia a cała masa emocji w tym także tych mrocznych nie pozwala zapomnieć, że to strach jest naszym największym przeciwnikiem.

"Białe kłamstwa" to doskonałe zakończenie trylogii. Jako fanka kryminałów mogę Was zapewnić, że Piotr Borlik świadomie kreuje swoich bohaterów oraz prowadzi nas przez akcję, w której każdy detal ma znaczenie. Doskonale bawiłam się podczas lektury a jedyne czego żałuję to faktu, że seria skończyła się tylko na trzech tomach. Jednak jak to się mówi: co za dużo to nie zdrowo i kompletna opowieść zamknięta w trylogii dostarczy mnóstwa frajdy zwolennikom gatunku.

poniedziałek, 9 września 2019

"Ciebie szukam" Anna Kasiuk

"Ciebie szukam" Anna Kasiuk, Wyd. Czwarta Strona, Str. 432

Czy nudne życie w urokliwym Kazimierzu Dolnym może się odmienić?

Życie nie zawsze jest kolorowe. Więcej w nim niepowodzeń niż radosnych chwil. Jednak czy nie warto walczyć o to, by odnaleźć szczęście?

Lubię sięgać po książki Anny Kasiuk, ponieważ są bardzo życiowe. Chociaż sporo w nich dramatów jak na motywy obyczajowe to akcja zawsze jest wiarygodna i zrównoważona. Najczęściej wracam myślami do "Andromedy" i "Kwiaciarki", czyli książek której najbardziej podobały mi się w dorobku tej autorki. Teraz jednak wiem, że po lekturze "Ciebie szukam" trudno będzie mi odnaleźć lepszą książkę. To piękna opowieść przy której warto się zatrzymać.

Prosta opowieść o ludzkich niepowodzeniach z rozwojem fabuły przeradza się w potrzebę akceptacji, poszukiwanie miejsca w świecie oraz miłości, która wydaje się motorem napędowym do dalszego działania. Anna Kasiuk w swojej najnowszej powieści porusza ponadczasowe wartości na temat oczekiwań jej bohaterów zbliżając przy tym czytelnika do postaci. A przyznaję, że zarówno główna bohaterka jak i poboczne charaktery przypominają zwykłych ludzi, którym nie mam do zarzucenia nic jeśli chodzi o ich kreację. Jednak to Marta skupia na sobie niemal całą uwagę, bo w końcu to jej prywatna opowieść.

Marta zawsze była przykładną żoną i matką. Nigdy jednak nie czuła się doceniana. Więc odeszła od męża i tym sposobem zaserwowała sobie wielką życiową rewolucję. Zostawia za sobą uzależnionego od alkoholu męża, zabiera córkę i odkrywa na nowo urokliwy Kazimierz Dolny. Powraca jej siostra z którą od lat nie miała kontaktu a liczne randki nie przynoszą zadowalających efektów. Jest za to tajemniczy Mikołaj, który wkrótce zniknie bez śladu. Czy to wstęp do nowej przygody życia dla Marty?

Na pierwszy plan z czasem wkroczy sporo dramatów. Nieoczywista miłość za którą będzie gonić główna bohaterka oraz tajemnicza postać ukochanego, który wydaje się mieć coś do ukrycia mocno namieszają w jej życiu. Na miejsce młodszego od Marty Mikołaja pojawi się kolejny chętny kandydat, ale ciężko zapomnieć o kimś tak silnie zakorzenionym w sercu. W dodatku niebezpieczeństwo zawiśnie nad najbliższymi kobiety i wszystko okażę się wielką katastrofą. Autorka jednak ne zatraca się w problemach i wszystko idealnie ze sobą łączy szukając złotego środka między prawdziwym życiem a zaskakującą akcją. Anna Kasiuk pisze lekko doprawiając wydarzenia sporą dawką emocji przez co fabuła szybko odnajduje uznanie w sercu czytelnika.

"Ciebie szukam" to w moim odczuciu najlepsza książka tej autorki. Jest mi bliska, ponieważ łatwo przyszło mi utożsamienie się z główną bohaterką, ale doceniam wszystkich bohaterów, którzy odegrali tu swoją rolę. To piękna, życiowa opowieść z nutą nostalgii i nadziei na to, że na każdego czeka coś dobrego. Jeśli lubicie przyjemne choć nie pozbawione dramatów powieści obyczajowe - koniecznie dajcie szansę tej autorce.

niedziela, 8 września 2019

"Nie mam więcej pytań" Gillian McAllister

"Nie mam więcej pytań" Gillian McAllister, Tyt. oryg. No Further Questions, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 464

Policja oskarżyła ją o zbrodnię. Ona przekonuje, że jest niewinna.

Wszystko zmieniło się w jednej chwili. Były sobie bliskie do czasu, gdy okazało się, że jedna z nich jest morderczynią. Tylko czy fakty mówią prawdę?

Thrillery psychologiczne mogę czytać zawsze, to jeden z moich ulubionych gatunków. Lubię zabawić się w poszukiwanie prawdy, podoba mi się, że mogę wejść w głąb umysłu głównych bohaterów i zawsze cieszy mnie fakt zaskakującego finału. Dlatego poświęciłam swoją uwagę Gillian McAllister i jej "Nie mam więcej pytań", czyli książce oryginalnej i bardzo pomysłowej. Tutaj strony przerzucają się same a prawdziwy dramat rozgrywa się nie tylko na podstawie słów, ale przede wszystkim emocji.

To rodzinny dramat, którego się nie spodziewałam. Jego intensywność uderzyła we mnie już od pierwszych stron i zabrała w zaskakującą podróż ku odkryciu prawdy. Dwie siostry, kiedyś bardzo sobie bliskie, dziś siedzą na sali rozpraw a każda z nich zajmuje inne miejsce. Becky i Martha ufały tylko sobie. Dlatego Martha wyjeżdżając na służbowe spotkania nie bała się pozostawiać z siostrą swojej ukochanej malutkiej córeczki. Jednak coś poszło nie tak, zaufanie zostało nadszarpnięte, gdy kilkutygodniowa Layla umiera pozostawiając rodziców w ogromnej rozpaczy. Wszystko wskazuje na to, że Becky dopuściła się prawdziwej zbrodni.

Niemożliwe? A jednak. W tej książce przede wszystkim jest cała masa przypuszczeń, podążanie po nitce do kłębka, odsłanianie faktów i wydarzeń. Nic nie jest oczywiste, niczego nie powinniśmy brać za pewnik. Historia opiera się na zeznaniach świadków, na scenach sądowych oraz wydarzeniach z dnia codziennego, dzięki czemu buduje napięcie, wprowadza do rozwoju sytuacji i powoli otwiera czytelnikowi oczy. Przez cały czas czułam na karku oddech obserwującej mnie osoby, kogoś kto śmieje się z moich nieporadnych prób zrozumienia przebiegu tej jednej nocy i chociaż uczucie to było niepokojące, muszę przyznać że oddało całości pazura.

Na sali rozpraw wychodzą na jaw zaskakujące fakty. Becky wydaje się kimś komu nikt nigdy nie powinien powierzać nic ważnego - nieodpowiedzialna, szalona, czasami agresywna. Ale czy to faktycznie cały obraz tej kobiety? Czy tylko zeznania części na potrzeby chwili? Obrona zaświadcza coś innego a obie siostry już same nie wiedzą w co powinny wierzyć. Wówczas na pierwszym planie pojawiają się ważne wartości - zrozumienie, akceptacja, miłości oraz relacja między poszczególnymi członkami rodziny, które sprawiają że ta powieść jest czymś więcej niż druzgocącą historią z zaskakującym zakończeniem.

W obliczu prawdziwej tragedii wychodzą na światło dnia prawdziwe charaktery. "Nie mam więcej pytań" to książka, która idealnie oddaje jak ciężko jest walczyć o własne zdanie, gdy wszyscy dookoła krzyczą coś innego. Jestem mile zaskoczona pomysłem i wykonaniem a także masą trudnych do zniesienia emocji. To dobra książka, chociaż wyciskająca z oczy łzy, którą polecam wszystkim - nie tylko fanom kryminałów czy thrillerów, ale przede wszystkim czytelnikom szukającym prawdy o drugim człowieku.

Przedpremierowo: "Moc" Anna Lewicka

"Moc" Anna Lewicka, Wyd. Jaguar, Str. 370
PREMIERA: 11 września 2019r.

"Wiesz, to nie tak, że ja w to wszystko zupełnie nie wierzę. Uwielbiam te stare podania, ale mam wrażenie, że większość z nich bazuje na zwykłych ludzkich lękach."

Duchy, przeciwności, podstępny los. Oto nadchodzi ostateczna rozgrywka, która wszystko wyjaśni. Czy bohaterowie opowiedzą się po odpowiedniej stronie?

Anna Lewicka i jej seria młodzieżowa to miły przerywnik dla ciężkiego dnia, lektura w sam raz na leniwe popołudnie czy po prostu historia dla tych, którzy odnajdują się w nietypowym fantasy. Przyznam, że na początku obawiałam się zdecydować na przygodę z tą trylogią, ale dałam porwać się wydarzeniom i chociaż miałam kilka małych zastrzeżeń w ogólnym rachunku podobała mi się propozycja autorki. Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po finał z nadzieją na wyczekiwane zakończenie losów bohaterów.

Sówka zrobi wszystko, by uwolnić Igę spod władzy złego ducha. To w końcu jej siostra i właśnie to dodaje jej sił. Dlatego chociaż nie ma na to ochoty, prosi o pomoc berserkerów. Z pomocą Gustava postanawiają stawić czoła przeciwnością, chociaż nie wiedzą, że w tym samym czasie wiedźmia zastawia na nich swoją pułapkę. Kim ona jest? Jaka jest jej historia? I co się stało z Igą? Mnożą się pytania na które odpowiedź okaże się bardziej niż zaskakująca. Nareszcie pojawiają się odpowiedzi, chociaż mogą one być zgubne nie tylko dla bohaterów.

Miłość, przyjaźń, zrozumienie czy potrzeba akceptacji to podstawowe wartości podejmowane w tej serii. Chociaż historia mocno bazuje na magicznych wydarzeniach oraz wprowadza nadnaturalne postacie to wydaje się bardzo przyziemna i świadoma swojej opowieści trafiającej do zwykłego czytelnika. Zatem na bazie doświadczeń Sówki i Gustava możemy odnaleźć nie tylko dobrą przygodę, ale wyjaśnienie kwestii które zawsze nas intrygują: miłości, która rodzi się niespotykanie czy potrzeby partnerstwa w najtrudniejszych czasach. Jednak w tym wszystkim pojawia się także silne uczucie zemsty kierujące biegiem wydarzeń, które swoje ujście znajdzie w finale serii.

Autorka pisze lekko i przyjemnie. Jej opowieść nie jest ciężka mimo wiedźm, berserkerów, magii i całego grona stworzeń czy wydarzeń wykreowanych na potrzeby gatunku. Łatwo odnaleźć się zatem w fabule i miło jest spędzić czas śledząc przygody bohaterów, którzy podróżują przez masę przeróżnych miejsc pozwalają nam wraz z nimi poznawać nowych bohaterów, zwiedzać krainy czy - co najważniejsze - odkryć w końcu prawdę oraz uratować Alicję oraz rodzinę.

"Moc" to finał na który zapewne czekało wielu z Was. Nieskomplikowany choć wciągający zabiera nas po raz ostatni w wir przygody i stawia naprzeciw siebie dobro oraz zło. Kto wygra ostateczną walkę? Czy bohaterowie, którzy zbliżyli się do siebie odnajdą siłę, by przeciwstawić się komplikacjom? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w ostatnim tomie serii, który na pewno zaskoczy pod tym względem, ponieważ wyjawi w końcu całą prawdę na wątki zapoczątkowane jeszcze w pierwszej części.

sobota, 7 września 2019

"Gentleman numer dziewięć" Penelope Ward

"Gentleman numer dziewięć" Penelope Ward, Tyt. oryg. Gentleman Nine, Wyd. Editio, Str. 288

"Czasem to, co niewypowiedziane, bywa głośniejsze niż słowa."

Byli przyjaciółmi i tak miało pozostać. Życie jednak szybko zweryfikowało ich plan. Okazał się nieskuteczny i zranił całą trójkę.

Penelope Ward powraca a wraz z nią kolejna sympatyczna historia dla każdego. Jeśli znacie już książki tej autorki pewnie wiecie, że nie jest ona zbyt odkrywcza i lubi bazować na schematach. Nie jest to jednak jej wada a wręcz jakiegoś rodzaju zaleta - wiedząc na co się decyduję za każdym razem otrzymuję miły dla wyobraźni i oczu obraz miłości pełnej perypetii. "Gentleman numer dziewięć" nie zaskakuje więc niczym nowym, ale jest opowieścią wartą uwagi i na pewno pełną emocji.

Zaczęło się od paktu, który zawarli. Playboy, mózgowiec i piękna dziewczyna. Dorastali razem i dzięki temu nawiązała się pomiędzy nimi silna więź przyjaźni. Dlatego nie chcąc psuć tego co mają postanowili, że nikt nigdy nie zwiąże się z Amber. Jednak lata mijały a oni z dzieci przerodzili się w młodych dorosłych. Channing wyjechał do college’u a Rory skorzystał z okazji i zerwał umowę. Związał się z Amber, by następnie ją porzucić. Złamał jej serce na które lekarstwem okazał się nieoczekiwany powrót drugiego przyjaciela. Okazało się, że Channing potrafi być czarujący i kochany a w dodatku słucha co się do niego mówi.

Trójkąt miłosny w literaturze nie jest niczym nowym. W tym przypadku wypadł jednak ciekawie, pojawiło się w związku z nim wiele emocji przede wszystkim dzięki ciekawej kreacji całej trójki. Amber to sympatyczna dziewczyna, która nie zasłużyła sobie na to co ją spotkało, jednak mam wrażenie, że to Channing skupił na sobie całą uwagę. Playboy i podrywacz na moich oczach zmienił się w serdecznego człowieka, który na potrzeby swojej miłości ukrywa własne uczucia. Owszem, popełnił błąd, który w dalszej części fabuły mocno namiesza w życiu całej trójki, ale jak dla mnie okazał się najlepszym z bohaterów stojącym naprzeciw Rory;ego, którego od początku nie lubiłam.

Swoboda i lekkość z jaką pisana jest ta historia przekłada się nie odbiór czytania. Strony przerzucają się same, tragedia goni tragedię, samo życie widoczne jest jak na dłoni a bohaterowie w centrum tego wszystkiego próbują odnaleźć swoje miejsce. Skąd zatem taki tytuł? Związany jest z najciekawszym motywem w tej historii - ekskluzywną agencją wynajmującą mężczyzn do towarzystwa do której otwarcie napisała Amber. Jednak wszystko potoczyło się nie tak jakby tego chciała o czym musicie przekonać się już sami.

Polecam i to bardzo. Każdemu. Aby się zrelaksować, odpocząć przy książce i poznać dobrą historię. Jak się okazuje nie trzeba szukać daleko, ponieważ Penelope Ward i jej "Gentleman numer dziewięć" śmiało mogą konkurować z wysoko ocenianymi książkami w tym samym gatunku. Ta autorka zawsze będzie mi bliska i zawsze chętnie będę sięgała po jej książki, ponieważ wiem, że nie tylko mnie zaciekawi, ale zbliży do rozgrywanych wydarzeń i pozwoli odetchnąć.