poniedziałek, 23 kwietnia 2018

"Harry Potter i Komnata Tajemnic" J.K. Rowling

"Harry Potter i Komnata Tajemnic" J.K. Rowling, Tyt. oryg. Harry Potter and the Chamber of Secrets, Wyd. Media Rodzina, Str. 368

"Nigdy nie ufaj niczemu i nikomu, jeśli nie wiesz, gdzie jest jego mózg."

Seria o Harry'm Potterze, wydana kilka lat temu, do dziś cieszy się niegasnącą sławą i przepełnia miłością do magii i czarodziejstwa miłośników na całym świecie. Nic w tym dziwnego biorąc pod uwagę nie tylko dobrze napisaną historię, ale i styl autorki, która spisała się na medal tworząc w swoim cyklu ponadczasowe przesłania o miłości i przyjaźni.

Drugi tom, czyli "Komnata tajemnic" to czysta kontynuacja wydarzeń z pierwszego tomu. Wciąż młody główny bohater spędza wakacje w domu wujostwa za którym niekoniecznie przepada i z utęsknieniem wypatruje powrotu do Hogwartu. Dzień urodzin spędza zamknięty w malutkim pokoju, zapomniany i porzucony przez wątpliwą rodzinę na rzecz zaproszonych gości. Jednak pojawia się ktoś, kto odmienia wszystko - Zgredek, domowy skrzat. Niestety nie przynosi ze sobą dobrych wieści. Jednak czy może pojawić się cokolwiek, co przeszkodzi Harry'emu w powrocie do szkoły Magii i Czarodziejstwa?

Zgredek to fenomen całej serii i zdecydowanie jedna z moich ukochanych postaci. Intrygujący, niebanalny, mający wiele do powiedzenia domowy skrzat umilał mi czas raz za razem rzucając Harry'emu pod nogi same problemy, by ten nie mógł dotrzeć do bram Hogwartu. Jednak spotkał godnego sobie przeciwnika, młodego czarodzieja który absolutnie nie boi się wyzwań i z determinacją - mając przy sobie najlepszych przyjaciół - uparcie dąży do celu. Za to właśnie pokochałam serię autorki: za jej prawdomówność wobec wszystkich postaci. Każda z kreacji wyróżniała się na tle pozostałych, została obdarzona innym bagażem cech oraz doświadczeń dzięki czemu otrzymałam bogaty kalejdoskop osobowości. Obok tytułowego bohatera po raz kolejny stanęli Ron i Hermiona utożsamiający najpiękniejszą definicją przyjaźni i inni, mniej lub bardziej znaczący w fabule, bez których całość nie byłaby taka sama.

Drugi tom serii to także zwiększona dawka przygód, nieoczekiwanych zwrotów akcji i intryg, na które natkną się bohaterowie. Ich zdaniem po raz kolejny będzie walka z ciemną stroną, która przypomina w pewnym sensie disney'owską wersję walki dobra ze złem, ale tutaj samo zło nie jest tak łatwe do rozgryzienia. Przemawia to na korzyść doświadczenia autorki, która doskonale wie jak zaskoczyć czytelnika nieoczekiwanym ruchem wybranego bohatera i jednocześnie rozwiać wszystkie nasze dotychczasowe przypuszczenia. Jednak to nie nie jedyny atut tej historii: poza mnogością wątków, pędzącą akcją i bardzo prostym stylem (pamiętajcie, że pierwotnie była to powieść dla młodzieży) w tej historii można znaleźć wiele ponadczasowych nawiązań do poszukiwania własnej drogi w życiu oraz odkrywania swojej prawdziwej natury.

J.K. Rowling  stworzyła historię pierwotnie kierowaną do młodego czytelnika, jednak z czasem okazało się, że seria o Harry'm Potterze jest idealną propozycją dla każdego, bez względu na wiek. Mogą to potwierdzić ponadczasowe prawdy kryjące się w fabule, fantastycznie wykreowani bohaterowie czy choćby historia: intrygująca i wciągająca na całego, obok której absolutnie nie można przejść obojętnie. Żałuję, że tak długo zwlekałam z rozpoczęciem przygody z całą serią, ale jednocześnie cieszę się, że kolejne tomy dopiero przede mną. Już dziś wiem, że na pewno nie jeden raz wrócę do lektury o młodym czarodzieju.

"Tajemna historia czarownic" Louisa Morgan

"Tajemna historia czarownic" Louisa Morgan, Tyt. oryg. A Secret History of Witches, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 560
PREMIERA: 24 kwietnia 2018r.

"Magia nocy się rozproszyła. Pojawiła się i w okamgnieniu odeszła"

Sagi rodzinne potrafią intrygować. To jeden z moich ulubionych gatunków literackich przede wszystkim dlatego, że mogę w nich liczyć na bogatą historię i mnogość wątków. Szczególnie lubię te rozgrywane w przeszłych czasach, a kiedy do głosu dopuszczane są legendy i wierzenia - jestem zachwycona. Tak właśnie skusiła mnie historia "Tajemna historia czarownic", której obietnicą było spełnienie wszystkich moich oczekiwań.

Powieść rozpoczyna się w roku 1821, w Bretanii. Kiedy grand-mère Ursule oddaje życie, by uratować rodzinę, wydaje się, że magia umiera razem z nią. To wydarzenie prowadzi do historii rodu Orchire, kobiet walczących o własne miejsce w świecie jednocześnie utrzymując kulturę. Szepczą dawno zapomniane zaklęcia, przygotowują wszystkie rytuały, by pamięć o nich wciąż była świeża. Magia powraca wraz z osiągnięciem dojrzałości najmłodszej córki. Od tego czasu kobiety zrobią wszystko by utrzymać magię przy sobie i sprawić, by rosła w siłę.

Motyw czarownic to jeden z ciekawszych wątków jakie można podjąć w literaturze. Louisa Morgan  podołała wyznaczonemu sobie zadaniu i w niespieszny sposób poprowadziła mnie przez zakręty kobiecej natury, w której magia i czary są na porządku dziennym. Z niemałym zaciekawieniem śledziłam wszystkie wydarzenia i przyglądałam się przeprowadzanym rytuałom, jednak najbardziej intrygowały mnie bohaterki rodu Orchire. To silne - jak na czarownice przystało - osobowości o nieprzeciętnych charakterach, które zarysowały się na tle historii wraz z rozpoczęciem II wojny światowej. Okazało się bowiem, że ten czas, jak żaden inny potrzebował cudów i nadnaturalnych działań, by - być może - móc odmienić bieg historii.

Autorka w charakterystycznym dla powieści obyczajowej stylu poprowadziła mnie powoli przez historię rodu z drobiazgową dokładnością. Ujawniała przede mną tajniki magii, wizji i eliksirów, jednocześnie ujawniając sekrety kobiet rodu o którym pisała. Z biegiem czasu dostrzegłam jak dużą rolę odegrała Louisa Morgan odegrała w swojej powieści, by jej historia wydała się jak najbliższa prawdy. Muszę jednak przyznać, że zabrakło mi żywiołowości w tej historii, głębszych emocji, które momentami przyspieszyłyby bicie mojego serca: czasami przytłaczały mnie opisy, a kiedy indziej dopadał przestój w fabule. Jednak całość ratowała mnogość wątków, do których mogłam przeskakiwać w kryzysowych momentach i szukać tych wydarzeń, które najbardziej mnie ciekawiły. Obok samej historii rodu Orchire stanęły motywy dramatycznych wydarzeń, tragicznych miłości oraz prawdy o kobiecej naturze jako matce czy córce ukazując wielką nić rodzinnych powiązań.

"Tajemna historia czarownic" to propozycja lektury dla czytelników poszukujących sagi rodzinnej opartej na motywach dawnych wierzeń. Widoczny wkład własny autorki i jej determinacja do zbierania materiałów zmieniły tekst w wiarygodną historię z intrygującymi bohaterami. Pomijając kilka mniejszych niedociągnięć z przyjemnością poddałam się lekturze i dostrzegłam prawdziwą, dojrzałą interpretację kobiecego świata. To wielowątkowa, epicka saga pokoleniowa zapewniająca kilka godzin dobrej historii osadzoną w wiarygodnych realiach i obdarzoną zdystansowanymi emocjami.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Przedpremierowo: "Sześć Cztery" Hideo Yokoyama

"Sześć Cztery" Hideo Yokoyama, Tyt. oryg. Six Four, Wyd. Literackie, Str. 747
PREMIERA: 23 maja 2018r.

"Ty mi raczej powiedz, co takiego musisz usłyszeć, żebyś był zadowolony?"

Największy koszmar rodziny, tajemnice sprzed lat, przeszłość która nie daje o sobie zapomnieć. Oto podstawy powieści Hideo Yokoyama "Sześć cztery", książki mającej zadatki na ciekawy thriller.

Yoshinobu Mikami, główny bohater w powyższej powieści, od kilku miesięcy bezskutecznie poszukuje swojej zaginionej córki. Przez trzy miesiące nie pojawił się żaden ślad jej obecności ani najmniejsza informacja o tym, co może się z nią dziać. Znikają kolejne nastolatki, pojawiają się pytania i żadnych odpowiedzi. Wszystko to prowadzi na jeden trop sprzed kilkunastu lat, do roku 1989, kiedy to rodzice zaginionej siedmiolatki spełniali prośby porywacza i nigdy nie zobaczyli już córki żywej. Sprawca nie został ujęty a sprawa "sześć cztery" trafiła do akt niewyjaśnionych zbrodni. Wszystko wskazuje na to, że sprawa sprzed lat powraca do bohaterów ze zdwojoną siłą.

Tak rozpoczyna się pościg za nieuchwytnym celem, który niemal do ostatnich stron będzie stanowił zagadkę nie tylko dla Mikami, ale również dla samego czytelnika. Tym sposobem niespieszna akcja na którą postawił Hideo Yokoyama zmienia się w świadomą wędrówkę za porywaczem oraz szczegółowe rozkładanie na czynniki pierwsze zbrodni i zawikłanego śledztwa. Wydawać by się mogło, że ten gatunek wymusza na autorach pędzącą na złamanie karku fabułę, w której wciąż od nowa pojawiają się ślepe tropy i ciemne zaułki, ale autor skutecznie zrywa z tym stereotypem. Niemal boleśnie powolna akcja przyprawia o zawrót głowy, gdy wciąż niewyjaśnione pytania nie dają spokoju a kolejne ofiary giną bez wieści.

Tempo akcji idealnie łączy się z podjętym tematem, który mocno bazuje na wydarzeniach z przeszłości. Główny bohater dostrzegając pewne podobieństwo między wcześniej niewyjaśnioną sprawą "sześć cztery" prowadzi czytelnika na liczne tropy i nie rozwiązane do tej pory tajemnicze ślady. Wszystko to zaskakująco łączy się w czasie, dzięki czemu przeszłość nakłada się na teraźniejszość i czytelnik może czuć się miło zaskoczony obrotem sprawy oraz ujawnionym w finale sekretem, którego trudno było się domyślić. Jednak to całość fabuły od początku do końca najbardziej intryguje - niemal leniwa akcja kolejno ujawniająca na światło dnia nieodkryte do tej pory tajemnice, główny bohater który dystansuje się od czytelnika i przekazuje mu jedynie skrawki swoich emocji (a przecież łączy w sobie rolę zrozpaczonego ojca oraz samozwańczego łowcy porywacza), szczegółowość scen oraz wciąż zbyt mała wiedza na temat porywacza sprawiają, że książkę czyta się szybko i z większym niż można przypuszczać na początku zaangażowaniem.

W samym środku pościgu za nieuchwytnym celem Hideo Yokoyama ukazał ciemne strony japońskiej biurokracji oraz funkcjonowanie japońskiego społeczeństwa. Zabarwił powieść nowym, nieznanym mi do tej pory klimatem japońskiej kultury i sprawił, że otrzymałam ciekawą historię. Jednak "Sześć cztery" to nie jest powieść dla każdego - to bardziej propozycja dobrej lektury na leniwy wypoczynek, niewiele mająca wspólnego z charakterystycznym dla tego gatunku dynamicznym tempem. Jednak wciąż pojawiające się nowe fakty nie pozwalają odłożyć książki do ostatniej strony co zostaje nam wynagrodzone w intrygującym finale. Dlatego polecam przekonać się samemu, czy odnajdziecie się w fabule jednocześnie zapewniając, że ja jestem mile zaskoczona.

sobota, 21 kwietnia 2018

"Dziwne losy Jane Eyre" Charlotte Brontë

"Dziwne losy Jane Eyre" Charlotte Brontë, Tyt. oryg. Jane Eyre, Wyd. MG, Str. 608


"Daleko lepiej jest cierpliwie znosić ból, którego nikt nie odczuwa prócz ciebie, niż popełnić czyn nierozważny, którego złe następstwa rozciągnęłyby się na wszystkich twoich bliskich."

Pośród piętrzących się stosów najnowszych książek znajdują się lektury wydane dawno temu. Nie wszyscy decydują się na powrót do nich, tak jak nie każdy gatunek jest naszym ulubionym. Jednak wznowienia starych wydań są zawsze pretekstem do tego, by przemyśleć swoją decyzję. Ja osobiście uwielbiam klasykę literatury i zawsze z wielką przyjemnością sięgam po kolejne historie. Tym razem jednak to nie wznowienie namówiło mnie na lekturę "Jane Eyre" a sama powieść, którą w przeszłości czytałam już kilka razy.

Pośród grona wszystkich powieści sióstr Brontë jest wiele książek, które zapadają w pamięć - znane (np. "Wichrowe wzgórza") oraz mniej znane (np. "Villette"). Tak się złożyło, że przeczytałam wszystkie wydane u nas powieści jakie wyszły spod pióra Anne, Charlotte i Emily Brontë, ale to właśnie "Dziwne losy Jane Eyre" zdobyły moją największą sympatię. Dlaczego? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ powodów było wiele: przez przejmującą historię, fantastyczny klimat i niebanalnych bohaterów. Ale przede wszystkim dlatego, że uczucia w tej powieści odgrywają rolę pierwszoplanowego bohatera.

Powieść opowiada historię młodej dziewczyny, która po stracie rodziców trafia do domu brata swojej matki. Nie przypuszcza jednak, że to ostateczny koniec jej dzieciństwa. Ciotka dziewczyny nie potrafi zaakceptować nowego domownika i robi wszystko, by pozbyć się Jane z domu. Wysyła ją do szkoły dla sierot, gdzie niezwykle rygorystyczne zasady są na porządku dziennym. To jednak motywuje dziewczynę do pracy, buduje w niej pewność siebie i odwagę, która w dalszym życiu pozwoli jej podjąć pracę jako guwernantka w domu Edwarda Rochestera. Czy to szansa na odnalezione szczęście? A może pozory, które nieoczekiwanie zmienią się w kolejne dramaty dziewczyny?

Wiele można byłoby pisać o tej powieści, ale na próżno szukać w niej negatywów. Dla mnie to historia wyjątkowa, która trafia do serca czytelnika i pozostaje w nim na stałe. Wiele razy wracałam do tej lektury i za każdym razem odkrywam w niej coś nowego. Może to za sprawą wiarygodnych bohaterów, których sylwetki zbudowane z krwi i kości budzą sympatię i zaskakują czytelnika swoimi wyborami. Może wpływ na moją ocenę ma również niepodważalnie wyjątkowy klimat - pełen tajemnicy i niespełnionych oczekiwań, ściśle związany z historią życia. A może dla samego stylu autorki, bogatego i kwiecistego, a jednak zrozumiałego dla każdego. Niezależnie od pojedynczego czynnika to całość budzi największą sympatię i uznanie - wyjątkowa historia, która od lat jest nieśmiertelna.

"Dziwne losy Jane Eyre" to powieść dla każdego. Opowiada o uczuciach, które odbijają się w sercu czytającego i zdobywają jego zrozumienie - bo sam potrafi odnaleźć się na podobnym miejscu, gdzie zagubienie, strach i niepewność towarzyszące głównej bohaterce nieustannie mieszają się z nadziejami. To także opowieść o człowieku, który szuka własnego miejsca w świecie i akceptacji drugiej osoby. Prawdziwa, przejmująca historia, która zapada w pamięć i staje się ponadczasową lekcją życia.

"O człowieku, który stracił cień" Joyce Carol Oates

"O człowieku, który stracił cień" Joyce Carol Oates, Tyt. oryg. The Man Without a Shadow, Wyd. Rebis, Str. 552

"Skąd mamy wiedzieć, kim byliśmy, skoro nie wiemy, kim jesteśmy? Skąd mamy wiedzieć, kim jesteśmy, skoro nie wiemy, kim byliśmy?"

Skok w nieznane budzi we mnie zawsze przyjemny dreszcz niepewności. Szczególnie w przypadku tych autorów, których powieści zjednują sobie sympatię na całym świecie. Nie wiem jak to się stało, że do tej pory nie miałam okazji przeczytać żadnej książki Joyce Carol Oates, ale lektura "O człowieku, który stracił cień" pokazała mi, że wiele straciłam i czas nadrobić zaległości.

Kiedy decydowałam się na pewność wiedziałam tylko, że wielu czytelników potwierdziło talent autorki. Nie spodziewałam się jednak historii oryginalnej i niebanalnej, która osnuta ciężką atmosferą niepewności poprowadzi mnie przez nieograniczony świat ludzkiego umysłu. A jednak autorka zapewniła mi wiele godzin atrakcyjnej historii, dogłębnej kreacji bohaterów oraz fabularnej niespodzianki - prawdziwej perełki z gatunku literatury pięknej.

Trzecioosobowa narracja dystansuje bohaterów od czytelnika snując opowieść samemu sobie. To od nas samych zależy w jakim stopniu zaangażujemy się w rozgrywane wydarzenia i na ile pozwolimy sobie zbliżyć się do bohaterów. W tym przypadku podobny zabieg odnalazł się w całej historii idealnie, ponieważ fabuła sama w sobie okazała się ciężka i wymagająca a dogłębna, szczegółowa kreacja bohaterów zmuszała do analizy ich zachowań z większym niż dotychczas dostrzeganiem szczegółów. Wszystko rozpoczyna się od spotkania Margot Sharpe, która pracuje w laboratorium Miltona Ferrisa, wybitnego naukowca w dziedzinie neuropsychologii i Elihu Hoops'a, mężczyzny cierpiącego na amnezję. Jego nietypowy przypadek intryguje kobietę pod względem prowadzonych badań a sama osoba Elihu zaczyna przyciągać ją pod względem ludzkiej natury. Badania Margot zmieniają się w niezdrową fascynację, która niedługo zmusi ją do przeinterpretowania swoich zasad moralnych.

Temat powieści nie jest prosty. Właściwie wydawać by się mogło, że mamy do czynienia z nużącą fabułą przepełnioną badaniami i analizą ludzkich zachowań bez głębszych emocji. Sama na początku myślałam, że właśnie tym torem pobiegnie akcja. Pomyliłam się jednak całkowicie, ponieważ otrzymałam obraz dwóch skrajnie różnych ludzkich charakterów postawionych naprzeciw siebie. Tym sposobem autorka otworzyła przede mną bogaty świat ludzkiego umysłu, pokazała jak łatwo jest zatracić się w świecie własnych dążeń na przykładzie Margot oraz jak ciężko jest żyć w świecie, który wciąż na nowo budzi w nas lęk i wydaje się obcą planetą na przykładzie Elihu. Przypatrując się bohaterom nie dostrzegłam żadnego uroku w młodej Margot, której niezdrowa fascynacja i skrajne emocje niemal przekonały mnie, że w bohaterce nie pozostało nic z zasad moralnych. Skupiłam się za to na Elihu, człowieku którego przypadek mnie samą zaskoczył a jednak jego neuropsychologiczna przypadłość została uchwycona przez autorkę w na tyle przystępny sposób, że nie miałam najmniejszych problemów w zrozumieniu wszystkich pojawiających się zagadnień.

"O człowieku, który stracił cień" to dogłębne studium ludzkiego umysłu, powieść fascynująca i niezwykle oryginalna. Jednak nie brakuje w niej również przyziemnych tematów ludzkich namiętności, kiedy pomiędzy bohaterami rodzi się poruszające miłosne uczucie. Jednak czy można pokochać kogoś, kto za parę chwil przestanie dla nas istnieć? Jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić by choć na moment porzucić jarzmo samotności? Joyce Carol Oates w swojej powieści nie boi się dotykać trudnych tematów jednocześnie pokazując jak ludzcy i przyziemni są jej bohaterowie. To trudna, choć jednocześnie piękna powieść o miłości i własnych pragnieniach, która przekonuje, że w autorce drzemie wielki talent pisania dzieł ambitnych i ponadprzeciętnych.

"Miłość barona" Grace Burrowes

"Miłość barona" Grace Burrowes, Tyt. oryg. Thomas, Wyd. Amber, Str. 384

"Każda dama, nawet największa skrupulantka, zdejmuje rękawiczki do stołu."

Raz na jakiś czas poszukuję książki lekkiej i niezobowiązującej, przy której będę się dobrze bawić i poznam sympatycznych bohaterów. Okazało się, że w tej roli idealnie sprawdzają się powieści z gatunku romansu historycznego, które od niedawna stały się moim lekiem na ciężkie dni.

Pierwsza zasada czytania podobnych powieści? Żadnych oczekiwań, zero zobowiązań. To powieść, która ma cieszyć i umilać czas, a jeśli chcecie historii z morałem odsyłam do klasyki czy głębszych powieści obyczajowych. Tutaj liczy się wdzięk i elegancja głównych bohaterów, którzy zabierają nas w przeszłe czasy, by przypomnieć jak żyło się kiedyś oraz ile mocji związane było z tytułami praz moralnymi oczekiwaniami.

Lektura Grace Burrowes jest idealnym przykładem powyższego gatunku. Opowiada o miłości, która rodzi się z niczego, o przygodach związanych z tajemniczymi wydarzeniami oraz o zrywaniu z przyjętymi zasadami. Wszystko rozpoczyna się z dniem przybycia barona Thomasa Jenningsa do nowo nabytej posiadłości. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie zaskakujące zaginięcie zarządcy, który przez niedawny skandal postanowił zrezygnować z posady. Jego miejsce zajęła Loris Tanner pieczołowicie wykonując obowiązki wbrew tamtejszej społeczności, która nie może pogodzić się z faktem, że kobieta podjęła się męskiego stanowiska pracy. Jedynie nowy właściciel posiadłości wydaje się nie mieć nic przeciw obecnej sytuacji, bo doskonale wie jak boli brak akceptacji.

Lekkość fabuły i swoboda stylu autorki przemawiają na korzyść dobrej historii, którą miło czyta się od samego początku. Jest jednak pewna wada, która momentami daje się we znaki i należy o niej wspomnieć - przestoje w akcji. Autorka postawiła na dynamizm i pewien wiszący w powietrzu sekret, który wprowadza ciekawy klimat, jednak chciałabym by taka aura utrzymała się od pierwszej do ostatniej strony. Całość na szczęście ratuje wszechobecna tajemnica związana z trudnymi do wyjaśnienia zdarzeniami, które mają miejsce po przyjeździe barona. Nikt nie spodziewał się, że sielankowe wydawać by się mogło zarządzanie utrudni intryga i dziwne zjawiska, których przyczyny szybko można się domyślić, co nie zmienia jednak faktu, że dzięki nim znacznie przyjemniej czyta się powyższą powieść.

Mimo jednego małego mankamentu, "Miłość barona" to sympatyczna lektura mocno bazująca na zasadach swojego gatunku. Dużo emocji, miłość pojawiająca się w najmniej oczekiwanym momencie, pomieszanie z poplątaniem ról bohaterów: od kobiety pracującej, po niedoświadczonego barona i duża liczba zagadek - to wszystko buduje wartą poznania historię, która umiliła mi jeden z wieczorów i przypomniała za co tak bardzo lubię romanse historyczne.

piątek, 20 kwietnia 2018

Przedpremierowo: "Sprzedawca marzeń" Richard Paul Evans

"Sprzedawca marzeń" Richard Paul Evans, Tyt. oryg. The Broken Road, Wyd. Znak, Str. 320
PREMIERA: 9 maja 2018r.

"Wszedłem na inną ścieżkę, a może w końcu zacząłem dostrzegać swoje otoczenie."

Uwierzycie, że nigdy nie poznałam żadnej książki autora? Nawet słynnych "Stokrotek w śniegu". Kiedyś nawet byłam już bliska lektury, ale coś pokrzyżowało moje plany i tak książki Richarda Paula Evansa oddalały się ode mnie z dnia na dzień. Postanowiłam przełamać tą złą passę i zmierzyć się z pierwszym tomem otwierającym najnowszy cykl autora. I nie żałuję.

Nie miałam pojęcia czego mogę się spodziewać otwierając pierwszą stronę, ale przyznaję, że wiązałam autora z bardziej trywialnymi powiastkami o miłości, które karmią nas ładnymi słówkami i nic nie wnoszą do naszego życia. Muszę zatem zwrócić honor, ponieważ "Sprzedawca marzeń" to powieść zupełnie inna od moich przypuszczeń - dojrzała, ponadczasowa, mądra i zaskakująca. Taka, do której chce się wracać latami, napisana ładnym językiem chociaż pozbawionym kwiecistego stylu: w tej książce panuje prostota słów i bogactwo przesłania.

Charles James, główny bohater powieści, to inspiracja poznana w prawdziwym życiu. Richard Paul Evans podróżując Route 66 - drogą łączącą Chicago z Los Angeles, w jednym z przydrożnych barów poznał historię człowieka, który sprzedawał marzenia rujnując życia innych. Jak to możliwe? Na podstawie rozmów i dzienników autor opisał przejmujące wydarzenia o tym, że w życiu możemy zagubić się na każdym etapie oraz odnaleźć - gdy tylko jesteśmy na to gotowi. Tak właśnie wygląda historia głównego bohatera, skrzywdzonego w dzieciństwie brakiem rodzicielskiej miłości, który współcześnie postanowił zrobić wszystko, by pokochał go świat. Determinacja w działaniach zmieniła go w najlepszego sprzedawce marzeń i najgorszego człowieka jednocześnie. 

Bohater dostał od życia drugą szansę jednocześnie potwierdzając o czym jest ta historia: o wybaczaniu samemu sobie, odnajdywaniu własnego miejsca w świecie oraz motywowaniu do działania współgrającego z otoczeniem. Nie spodziewałam się, że na przykładzie prostej historii otrzymam lekcję życia, której długo nie zapomnę oraz fantastyczną kreację głównego bohatera, którego osobowość rozłożona na czynniki pierwsze pozwoli mi przyjrzeć się z każdej strony motywacjom i celom jakimi Charles kierował się w życiu. Na przykładzie jego historii poznałam działania losu, który odbiera wszystko co najważniejsze by pokazać na czym polega prawdziwe szczęście.

Pierwsze spotkanie z książkami Richarda Paula Evansa uważam za bardziej niż udane. "Sprzedawca marzeń" to napisana z pomysłem, życiowa książka pełna mądrości, która rozpoczyna niezwykle intrygujący cykl. Podobno każdy zasługuje na drugą szansę. Jednak tylko od nas samych zależy jak ją wykorzystam. Czy Charles odnalazł się w nowej sytuacji? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w najnowszej powieści autora, która - mam nadzieję - oczaruje Was tak samo jak mnie. Polecam!

czwartek, 19 kwietnia 2018

"Uwięziona dziewczyna" K.L. Slater

"Uwięziona dziewczyna" K.L. Slater, Tyt. oryg. Blink, Wyd. Amber, Str. 304

"Żebrak nie może wybrzydzać."

K.L. Slater zadebiutowała książką "Niebezpieczna dziewczyna", historią z pogranicza thrillera i kryminału, która przyjemnie mnie zaskoczyła. Byłam pewna, że czeka na mnie dość typowa historia z dreszczykiem, bardziej dedykowana kobietom niż rasowym fanom kryminałów a jednak otrzymałam coś intrygującego i klimatycznego. W nadziei, że po raz drugi autorka mnie zaskoczy zdecydowałam się na "Uwięzioną dziewczynę".

Czy zastanawialiście się kiedyś jak to jest być w sytuacji bez wyjścia? Główna bohaterka wie, że może pomóc swojej zaginionej córeczce, ale czuje się kompletnie bezradna. Nie ma pojęcia jak wydostać się z otchłani nicości, która ją otacza i wciąga w wir zapomnienia. Wie tylko, że czeka na nią najważniejsza osoba i musi zrobić wszystko, by prawda wyszła na jaw. To dzielna kobieta, która walczy nie tylko z przeszłością, ale i aktualną rzeczywistością a autorka w dość prosty sposób pokazuje, że jest jej naprawdę ciężko. Niemal cała uwaga czytelnika wkracza na tory myśli kobiety, która robi co może by odszukać córeczkę przez co nie sposób, nie trzymać kciuków za powodzenie tej misji.

Sam temat fabuły jest bardzo ciekawą interpretacją znanego schematu tajemniczego zaginięcia. Trzy lata temu pięcioletnia córka Toni zaginęła. I ślad po niej zaginął. Powieść zatem opiera się na jednym motywie próby odnalezienia dziewczynki. Jednak nie ma w tym żadnej monotonii. Autorka poprowadziła fabułę przez klimat tajemnicy i niepewności, dzięki czemu czytelnik w licznych, najbardziej wciągających momentach otrzymuje do kompletu atmosferę intrygi i zagadki z pozoru niemożliwej do rozwiązania.

Toni wie, że trzy lata temu wydarzyło się coś strasznego, nie potrafi sobie tylko przypomnieć co to było. Powoli składa w całość wszystkie szczegóły umożliwiające jej dostrzeżenie prawdy w przeszłości i jednoczesne odnalezienie córeczki. Tylko, że autorka niecnie zaplanowała całą intrygę i nie zostawiła poszukującym (matce czy policji) wielkiego pola do popisu: żadnego zapisu z monitoringu, żadnych świadków, nawet nie ma tropów fałszywych czy też nie. Dlatego w głowie czytelnika ze strony na stronę pojawiają się nowe teorie i pokłada się wiarę w nadzieję matki. Ona w końcu powinna chociaż czuć czy jej dziecko jeszcze żyje. Prawda? 

Autorka ma lekkie pióro, więc powieść czyta się w mgnieniu oka. Przyjemna i zaskakująca w finale intryga usatysfakcjonuje fanów powieści z dreszczykiem. Jednak "Uwięziona dziewczyna" to nie tylko dobra historia czy ciekawa kreacja bohaterów, ale i temat - ważny oraz poruszony w emocjonujący sposób. Do mnie kolejna propozycja od K.L. Slater przemówiła i mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec. W końcu kolejne książki autorki już są gotowe.

Przedpremierowo: "Miłość i inne zadania na dziś" Kasie West

"Miłość i inne zadania na dziś" Kasie West, Tyt. oryg. Love, Life, and the List, Wyd. Feeria, Str. 416
PREMIERA: 9 maja 2018r.
POD PATRONATEM: ThievingBooks

"Zdaje się, że dobrana z nas para. Ty sprowadzasz mnie na ziemię, a ja rozbudzam w tobie marzenia."

Czyżby Kasie West wróciła ze zdwojoną siłą? Jej najnowsza książka to obietnica dobrej zabawy, subtelnego morału i historii romantycznej, zabawnej oraz - co najważniejsze - piekielnie wciągającej!

Nie da się oprzeć urokowi książek autorki a na pewno ja tego nie potrafię. Czytałam wszystko co wyszło spod jej pióra i chociaż wciąż utrzymuje, że moją najlepszą propozycją od Kasie West jest "P.S. I like you" to każda z jej książek ma swój indywidualny urok i czar. Na skali od mniej do najbardziej intrygujących wszystkie plasowałyby się na jednym miejscu, łącznie z najnowszą lekturą. Czytając "Miłość i inne zadania na dziś" dostrzegłam nie tylko dobrą opowieść, ale wszystko to z czego słynie autorka: lekkość przekazu, pomysłowe kreacje bohaterów i - przede wszystkim - przesłanie na czasie, z którym wielu czytelników będzie mogło się utożsamić.

Siedemnastoletnia Abby Turner, główna bohaterka powieści, właśnie zostawiła za sobą szkołę by rozpocząć lato pełne przygód. Jednak z paczki jej przyjaciół został tylko Cooper, chłopak który dawno temu zignorował jej miłosne wyznanie. W dodatku jej tata jest gdzieś daleko, a pod jego nieobecność mama nie jest sobą. Dosłownie. Jak więc korzystać z lata, skoro nic nie jest takie, jak być powinno? Nawet marzenia Abby zostały przegnane wraz z odmową umieszczenia jej dzieł w galerii. Podobno brakowało w nich głębi i dojrzałości. To najbardziej wpływa na dziewczynę i sprawia, że ta postanawia dorosnąć. Tylko jak tego dokonać?

Postać Abby jest przykładem zwykłej dziewczyny, z którą utożsamić się może każdy z nas. W życiu nie bardzo jej się układa, rodzina nie należy do najlepszych a przyjaciele rozjechali się po całym świecie. Pozostała sama ze swoimi problemami i trudno nie trzymać za nią kciuków w drodze ku odnalezieniu samego siebie. Bo właśnie o tym jest najnowsza książka Kasie West: o poszukiwaniu miejsca na ziemi oraz o odnalezieniu prawdziwego ja w głębi siebie. Abby w swoim postanowieniu o przyspieszonej dorosłości spisuję "Listę serca", jedenaście rzeczy do zrobienia, które pomogą jej przyspieszyć realizację zamierzonego celu i doroślej spojrzeć na świat. Daje sobie miesiąc na wykonanie wszystkich punktów z listy, oferując tym samym czytelnikowi doskonałą zabawę. Pomysłów dziewczynie nie brakuje a śledzenie rozwoju wypadków okazało się dla mnie nie tylko zabawne, ale i niezwykle emocjonalne.

Gdzie w tym wszystkim miłosne perypetie? Pamiętajcie, że znakiem rozpoznawczym Kasie West jest umieszczanie love story w tle, nienachalne przekazanie czytelnikowi, że miłość czeka na nas w najmniej spodziewanym momencie, ale nie powinna być też centrum naszego świata. Za to właśnie cenię ją najbardziej: nie zamęcza mnie cukierkowymi wyznaniami bohaterów a prowadzi przez konkretne, wciągające wydarzenia jednocześnie pokazując, że każdy zasługuje na szczęście. Abby też z czasem dostrzega, że realizacja jej listy jest dobrym pomysłem, ale być może to nie wystarczy by zostać prawdziwą artystką. W całym tym zgiełku pogmatwanych emocji, poszukiwaniu samego siebie oraz trafianiu na odwzajemnione uczucie pojawia się szczera historia od której nie sposób się oderwać napisana z lekkością i swobodą charakterystyczną dla twórczości autorki.

Długo mogłabym pisać o książkach Kasie West w samych superlatywach, ale prawda jest taka, że musicie sami przeczytać jej historie by zrozumieć w czym tkwi fenomen. Dla mnie to autorka idealna jako propozycja relaksu, odpoczynku z książką czy zwykłego zatracenia się w lekkiej love story, w której pisaniu autorka jest mistrzynią. Potwierdza to właśnie jej najnowsza lektura - "Miłość i inne zadania na dziś" idealnie oddająca całą pozytywną energię Kasie West. Takie historie to czysta przyjemność, obok której po prostu nie można przejść obojętnie.

środa, 18 kwietnia 2018

"Zobacz, co zrobiłam" Sarah Schmidt

"Zobacz, co zrobiłam" Sarah Schmidt, Tyt. oryg. See What I Have Done, Wyd. W.A.B., Str. 352

"- Poznałeś już diabła?
- Być może."

Zbrodnia, którą wiele miesięcy żyła niemal cała Ameryka. Tragedia, która do dziś nie została wyjaśniona. Jedna, mrożąca krew w żyłach historia. Sarah Schmidt postanowiła osobiście podjąć próbę znalezienia odpowiedzi na niewyjaśnione kwestie, które do dziś spędzają sen z powiek zainteresowanym.

W 1892 roku, w Fall River, pewnego sierpniowego dnia wydarzyła się prawdziwa zbrodnia. Lizzie Borden, młodą kobietę z Massachusetts, oskarżono o zabicie ojca i macochy. Zbrodnia miała być nie tylko przerażająca, ale i okrutna ponieważ kobieta wybrała sobie za broń siekierę i to nią miała doprowadzić do śmierci swoich najbliższych. Jak było naprawdę? Nikt nie zna odpowiedzi do dziś, bowiem w procesie ostatecznie Lizzie została uniewinniona poprzez brak konkretnych dowodów. Inne czasy i mniej skuteczne niż współcześnie śledztwo przemówiło na korzyść - być może - jednej z najokrutniejszych kobiet chodzących po tym świecie. Ona sama przez trzydzieści pięć lat żyła w rodzinnej miejscowości nie zważając na sąsiadów, z których niemal wylewała się nienawiść wobec jej osoby.

Nie ma lepszego thrillera niż ten oparty na prawdziwych wydarzeniach. "Zobacz co zrobiłam" to przykład właśnie takiej historii. Tym mocniejszej, że żyjącej w głowach i sercach ludzi. Byłam ogromnie ciekawa jak autorka ugryzie temat i czy podejdzie do niego jak do fikcji literackiej opartej na rzeczywistości czy może podejmie temat w sposób bliższy reportażowi. Okazało się, że autorka wybrała inny kierunek i opisała wydarzenia na podstawie pierwszoosobowej narracji bohaterów, którzy byli najbliżej rozgrywanych wydarzeń. Tak właśnie powstała powieść o rodzinie Brodenów opisana z perspektywy samej oskarżonej, jej najbliższych oraz przyjaciół. Wszystko to w celu kolejnej próby zrozumienia, co naprawdę zdarzyło się w tej rodzinie.

Muszę przyznać, że powyższa lektura intryguje niemal od pierwszych stron i wprowadza mocny, niepewny klimat wiszącej w powietrzu tajemnicy. Świadomość prawdy płynącej z fabuły potęguje niepewność w stosunku do rozgrywanej akcji a zdystansowany styl autorki pozwala czytelnikowi na własną interpretację wydarzeń. Tym samym książkę czyta się z ogromnym zaangażowaniem i razem z autorką docieka się prawdy tego co naprawdę się wydarzyło analizując dialogi i postępowania bohaterów występujących w fabule. A jest ich naprawdę sporo: Lizzie, Benjamin,Bridget - oni wszyscy opowiadają własną historię z roku, w którym wydarzyła się tragedia oraz po procesie, gdy wszystko powoli wracało do normy.

"Zobacz, co zrobiłam" to nietypowa lektura, ale warta uwagi. Mimo świadomości dialogów stworzonych przez autorkę przypatrywałam się słowom wypowiadanym przez bohaterów z nadzieją, ze może wypatrzę coś więcej, czego nie dostrzeżono w czasie procesu. Analizowałam postawy wiarygodnych bohaterów i z zaciekawieniem śledziłam rozwój wypadków mając nadzieję, że otrzymam odpowiedzi choćby na połowę interesujących mnie faktów. Bez wątpienia Sarah Schmidt dołożyła wszelkich starań, by jej książka wypadła wiarygodnie i szczegółowo co potwierdza treść oraz przypis na finalnych stronach. To idealna propozycja do poszukiwaczy książek niebanalnych, które swoje korzenie mają w prawdziwym życiu.

KONKURS: wygraj "Story of Bad Boys" Mathilde Aloha!

Cześć Moliki ;)
Dziś premiera powieści "Story of Bad Boys" Mathilde Aloha objętej patronatem ThievingBooks. Z tej okazji mam dla Was konkurs!

1. Będzie mi miło, jeśli polubicie i udostępnicie post konkursowy.
2. Będzie mi miło, jeśli polubicie Thieving Books oraz Feeria young.
3. Zgłoszenia przyjmuję w komentarzach pod tym postem.

Nagroda: 2x "Story of Bad Boys" Mathilde Aloha
Pytanie konkursowe: Happy end czy realizm - jakie zakończenia powieści lubisz najbardziej?


"Story of Bad Boys" Mathilde Aloha
PREMIERA: 18 kwietnia 2018r.
Wydawnictwo: Feeria

Liliana Wilson nie spodziewała się, że jej życie tak bardzo się zmieni, gdy zacznie studia dziennikarskie na uniwersytecie w Los Angeles. Strasznie tęskni za swoją najlepszą przyjaciółką Rosie, być może na zawsze pogrążoną w śpiączce. 

Wie jednak, że wyjazd z rodzinnego miasta, z którym wiąże się tyle przytłaczających wspomnień i trudnych relacji, był dla niej jedynym wyjściem. Zaplanowała sobie jasną i bezpieczną przyszłość – dyplom za kilka lat, a potem podróże po świecie. 

Jej plany pokrzyżowali jednak nowi współlokatorzy: Evan i Cameron. Pierwszy jest dla niej bratem, którego nigdy nie miała, drugi zaś, zdystansowany i chłodny, budzi w niej uczucia, których sama nie może zrozumieć. Kiedy Lili odkrywa, że ci dwaj regularnie wracają do domu poobijani, czuje narastający niepokój. O co chodzi? Czy to jakieś męskie sprawy honoru? A może mroczne sekrety niegrzecznych chłopców? Jeden z nich niezwykle ją pociąga, ale przecież obiecała sobie, że skupi się wyłącznie na studiach.

Gdy nie można oprzeć się zakazanej miłości, a niechciana przeszłość przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć, szansa na spokój jest bliska zeru...



REGULAMIN:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: THIEVING BOOKS.
2. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Feeria.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest posiadanie adresu zamieszkania na terenie Polski.
4. Konkurs trwa: 18-25.04.2018r.
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w przeciągu 5 dni.
6. Zwycięzca o wygranej zostanie poinformowany w TYM POŚCIE! Zwycięzca będzie miał 5 dni na wysłanie adresu wysyłki drogą mailową.
7. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

wtorek, 17 kwietnia 2018

"Złe serce" Leisa Rayven

"Złe serce" Leisa Rayven, Tyt. oryg. Wicked Heart, Wyd. Otwarte, Str. 352

"Miłość to kawał drania. Ma w nosie nasze plany. Nigdy nie przychodzi w wygodnym momencie. Zjawia się nieproszona i każe ci czuć, czy ci się to podoba czy nie. I nawet kiedy wiesz, że powinnaś przestać kogoś kochać, dalej cię trzyma."

Jest coś takiego w książkach Leisy Rayven, co nie pozwala przechodzić obok nich obojętnie. Seria Starcrossed, chociaż nie pozbawiona wad, wciąż kusi mnie obietnicą dobrej historii i skłania do sięgania po kolejne tomy. Tym razem "Złe serce" to finał, ale jakby z zupełnie innej perspektywy. Dlaczego? Ponieważ, jak to się już zdarzało, opowiada o nowych bohaterach.

Podzielona na trzy części seria dopiero w finalnym tomie zrezygnowała z ról Cassie i Ethana, których losy już przecież poznaliśmy. Na pierwszy plan wkroczyła siostra chłopaka - Elissa i zapoczątkowała nową historię. Dzięki temu znajomość dwóch pierwszych części nie jest konieczna do cieszenia się lekturą, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że "Złe serce" to najlepszy tom w całej serii. Może odpowiada za tym świeża historia, może bohaterowie, albo - co widać na pierwszy rzut oka - podciągnięcie się autorki we wszystkich niedoskonałościach, które raziły w przypadku opowieści o wcześniejszych bohaterach.

Nie jest to jednak powieść w pełni idealna. Po raz kolejny Leisa Rayven postawiła na pikantność scen, rzuciła swoich bohaterów w wir bardzo emocjonalnej rozgrywki, w której to uczucia odgrywają pierwsze skrzypce. Przysłania to trochę całościowy obraz, bo historia sama w sobie jest niezwykle sympatyczna, zabawna i pełna wciągającej akcji. W takiej roli widziałabym bardziej wyszukane momenty scen zbliżenia między bohaterami, w których subtelność miałaby prawo głosu a nie po części zwierzęce instynkty do których tak mocno ciągnie autorkę. Jednak nie umniejsza to historii tak mocno, jak w przypadku historii Cassie i Ethana. Odchodząc od nieroztropnej i lekkomyślnej bohaterki autorka wykreowała Elissę w sposób całkowicie różny od wcześniejszej pierwszoplanowej postaci i to dodało wydarzeniom barw - powieść nie zmieniła się w tani romans bez znaczenia a nabrała kształtów i obroniła w momentach, gdy chciałoby się uniknąć niektórych niepotrzebnych opisów. Tym samym zyskała idealnie miano książki dla kobiet.

Podobnie jest z nowym bohaterem męskim. Liam Quinn – rozchwytywany hollywoodzki gwiazdor dużego ekranu staje naprzeciw Elissy, organizatorki przedstawień teatralnych, która uważa aktorów za zło wcielone. Dziewczyna unika wszelkich możliwych konfrontacji z chłopakiem, który ma odmienne zdanie co do wzajemnej relacji i przywołuje na twarzy czytelnika szczery uśmiech. To chłopak z kategorii tych, od których rozum podszeptuje trzymać się jak najdalej a serce mów: to właśnie ten jedyny! I chociaż Elissa próbuje, to serce zawsze wygrywa z rozumiem. Nic dziwnego, bo ich wzajemna i bardzo burzliwa relacja odgrywa się w najbardziej dramatycznym miejsc: na scenach Nowego Jorku oraz Broadway'u, czyli idealnej scenerii dla wszystkich dramatów.

Pierwszoosobowa narracja, lekkość stylu i płomienność historii sprawiają, że "Złe serce" czyta się jednym tchem. To znacznie lepsza wersja poprzedniej love story od autorki i moim zdaniem - bardziej dopracowana. Słodko-gorzkie perypetie głównych bohaterów na przemian wywołują w czytelniku niedowierzanie oraz szczery uśmiech, gdy do głosu dopuszczany jest lekki humor Leisy Rayven. A jeśli tęsknicie za Cassie i Ethanem - nic straconego, ponieważ autorka zadbała o to, by wszystkie wątki domknąć ostatecznie i epizodycznie wprowadzić na scenę tych, którym wcześniej również kibicowało się w drodze ku szczęściu. To przyjemna propozycja z gatunku New Adult, która idealnie sprawdzi się jako lektura w duecie z kubkiem gorącej herbaty.

"Wieczór filmowy" Lucy Courtenay

"Wieczór filmowy" Lucy Courtenay, Tyt. oryg. Movie Night, Wyd. Ya!, Str. 320

"No wiesz, zanim zrobimy coś, co rzeczywiście odmieni nasze życie. Jeśli odmówisz, to jesteś tchórz."

Hasło "wieczór filmowy" od razu przywodzi mi na myśl komedię romantyczną, zapach popcornu i relaks, jakiego potrzebujemy po ciężkim dni. Jaki film jednak wybrać na złamane serce i próbę odbudowy swojego świat? Czy taki film w ogóle powstał? Główni bohaterowie powieści postanowili znaleźć odpowiedź na to pytanie oraz samemu przekonać się czy podczas filmowych spotkań, można zbudować coś nowego.

"Wieczór filmowy" to utrzymana w lekkim tomie młodzieżowa powieść o tym, że w życiu nigdy nie jest tak, jak być powinno. Hanna, główna bohaterka i narratorka jednocześnie wpadła w sidła podstępnej miłości, która niestety skończyła się zdecydowanie za szybko. Jej chłopak, Dan, postanowił zakończyć związek bez większego powodu. Teraz on stał się celem jej koleżanek (w końcu taki chłopak nie może być długo sam), a dziewczyna postanowiła chwilę pomyśleć nad swoim życiem. W tym czasie przychodzi jej na ratunek niespodziewany towarzysz - dawno przyjaciel, Sol (również narrator), który rzuca Hannie wyzwanie: raz w miesiącu obejrzą wspólnie jeden film, by dziewczyna mogła w nich znaleźć pocieszenie po rozstaniu. Jednak czy comiesięczny wieczór filmowy będzie w stanie ukoić ból?

Oto przed nami pojawiła się kolejna słodko-gorzka propozycja dla młodzieży i nie tylko, która - uwaga! - zdecydowanie wyróżnia się na tle innych. Nie tylko pomysł na fabułę wydał mi się intrygujący, ponieważ okazało się, że można stworzyć coś z niczego. Autorka wybrała bardzo błahą jak na nasze czasy historię i zmieniła ją w urokliwą opowieść o niespełnionej miłości. Motyw przewodni w postaci comiesięcznych spotkań przerodził się w historię o zwykłym życiu, gdzie przyjaciele nagle przestają odgrywać swoje rolę i odwracają się od Hanny by szukać własnych korzyści, a ci, którzy mieli na zawsze zniknąć z jej życia nagle chcą w nim aktywnie uczestniczyć. Tak autorka prowadzi nas do kolejnego pozytywnego aspektu swojej książki: bohaterów. Młodość tutaj rządzi się swoimi prawami prezentując bogate sylwetki pierwszo- oraz drugoplanowych postaci, które mają wiele do powiedzenia.

Lucy Courtenay napisała lekką powieść, którą czyta się z zapartym tchem licząc, że na samym końcu czeka nas szczęśliwe zakończenie. Czy tak jest naprawdę, musicie przekonać się sami. Zapewniam Was jednak, że to lektura zaskakująca i wprowadzająca kilka nieoczekiwanych zwrotów akcji, które w finale mogą odmienić wszystko. Tak sympatycznej książki potrzebowałam, z barwnymi bohaterami i zabawnymi dialogami, która - kiedy tylko wymagała tego sytuacja - potrafiła zmienić się w poważną i wartościową lekturę. I chociaż motywem przewodnim jak na dłoni widoczne jest nieodwzajemnione uczucie oraz tęsknota za akceptacją, jest tutaj mnóstwo innych - równie ważnych tematów. Autorka nawiązana do rodzinnych relacji, definicji prawdziwej miłości oraz sile plotki, która zawsze potrafi wyrządzić wiele niepotrzebnych szkód. W tym wszystkim przyszło żyć dwójce bardzo sympatycznych bohaterów, których nie sposób nie polubić już na starcie.

"Wieczór filmowy" to przyjemna historia o tym, że życie może skomplikować się w każdym momencie. Ważne jednak, by mieć przy sobie szczerych przyjaciół. I być może znaleźć również miejsce na nieoczekiwaną miłość. Napisana z pomysłem i swobodą czasami rozbawia, a kiedy indziej zmusza do myślenia. To jedna z tych książek, które szybko znajdą honorowe miejsce na Waszej półce i wymuszą obietnicę, że jeszcze kiedyś do niej wrócicie. Ja właśnie tak zrobię. Na pewno.

"Między falami" Sarah Moss

"Między falami" Sarah Moss, Tyt. oryg. The Tidal Zone, Wyd. Poznańskie, Str. 383

"Musiałem mówić ludziom, że świat jest inny, niż im się wydaje."

Jak potoczy się życie zwykłych ludzi, którzy stanęli pod znakiem niezwykłej, tragicznej wręcz sytuacji? Jak pogodzić się z nieuchronną tragedią? Co zrobić, by uszczęśliwić najbliższych wiedząc, że sami już nigdy nie będziemy szczęśliwi? Trudne temat  i trudne decyzje to motyw przewodni najnowszej powieści Sarah Moss. 

Subtelność ma znacznie, co doskonale udowadnia autorka w swojej najnowszej powieści. Prowadziła mnie przez zawiły świat ludzkich pragnień i nadziei jednocześnie pokazując potwornie trudną drogę do realizacji zamierzonych - często z góry skazanych na porażkę - celów. Jednocześnie podróż ta była delikatna i subtelna, choć emocjonalna i na pewno nie zdystansowana od czytelnika. Na własnej skórze odczuwałam dramat głównego bohatera przede wszystkim dzięki niespiesznej akcji, która drobiazgowo pokazywała mi jak wiele pytań bez odpowiedzi drzemie w każdym z nas.

Adam, główna postać dramatu oraz jednocześnie narrator opowiedział mi przejmującą historię własnego życia. Zaskoczył mnie swoją męską wrażliwością i przyznaję, że jego łatwość w nawiązywaniu do podjętego tematu czasami nawet mnie peszyła. Nie sądziłam, że w takiej sytuacji bez ogródek będzie mógł relacjonować wszystkie, nawet najdrobniejsze fakty. Jednak od początku. Adam zajmuje się córkami i pisze książkę o historii katedry w Coventry. Pewnego dnia telefon ze szkoły informuje go, że jedna z córek - Miriam - nagle upadła i przestała oddychać. Od tej pory rozpoczyna się prywatne piekło na ziemi dla mężczyzny, który szuka ratunku dla własnej córki, ale nikt nie potrafi udzielić mu konkretnej pomocy.

Temat choroby dziecka to motyw przewodni, wokół którego pojawia się mnóstwo mniejszych, pobocznych wątków - równie ważnych. Autorka z wprawą i precyzją przeprowadziła mnie przez świat zwykłych ludzi, którym przytrafiła się wielka tragedia jednocześnie opowiadając historię o wielkiej, rodzicielskiej miłości wzruszającej do głębi, ponurej codzienności, która często przytłacza oraz o relacjach rodzinnych, które w tej książce nie ułatwiały życia bohaterom. Jednak lekkość i swoboda pisania Sarah Moss pozwoliła mi przyjrzeć się z bliska każdej poruszanej przez nią kwestii i indywidualnie analizować poruszane wątki. Tym samym otrzymałam bogatą, życiową powieść o problemach widocznych dookoła nas relacjonowaną w bardzo przyziemny, niemal pozbawiony emocji sposób.

Sarah Moss pozostawia czytelnikowi swobodę interpretacji jej książki. Nie angażuje czytelnika od pierwszych stron pozwalając mu na decyzję, w którym momencie sami utożsamimy się z bohaterami i rozgrywanymi wydarzeniami. Jednocześnie porusza najczulsze struny naszej duszy i przywołuje emocje, o których istnieniu mogliśmy zapomnieć. "Między falami" intryguje delikatnością i zaskakuje szczerością. To powieść niespieszna, a jednak kończąca się zdecydowanie zbyt szybko.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

"Spacer na krawędzi" Sherri Smith

"Spacer na krawędzi" Sherri Smith, Tyt. oryg. Follow Me Down, Wyd. Harper Collins, Str. 432

"Kolejny gest, który miał z niego zrobić prawdziwego gangstera."

Rodzina może być trudna. Przekonała się o tym bohaterka powieści Sherri Smith, kiedy zrozumiała, że być może jej matka wplątana jest w tragedię. Okazało się, że nie - tym razem to nie ona. Ale czy można odciąć się od pozostałych bliskich, by zamknąć w końcu rozdział problemów? Okazuje się, że nie, szczególnie gdy do głosu dopuszcza się ludzkość i serce.

Mia, główna bohaterka powieści, odbierając telefon od szeryfa myślała, że matka dźgnęła nożem kolejnego pensjonariusza domu opieki. Tym razem matka jednak była spokojna a problemów przysporzył Lucas, brat dziewczyny. Oskarżony o zamordowanie swojej nastoletniej uczennicy, zniknął bez śladu. Gdzie się podział i czy to ostatecznie przemawia za faktem, że popełnił zbrodnię? Nikt nie zna prawdy, ale Mia wie, że jej brat ma w sobie pokłady człowieczeństwa i nie byłby zdolny do takiej zbrodni. Rozpoczyna śledztwo na własną rękę jednak ktoś próbuje jej w tym przeszkodzić. Dlaczego?

Sherri Smith zaproponowała mi niezwykle sympatyczny kryminał napisany lekką ręką. Zupełnie nie spodziewałam się, że można z taką swobodą podejść do fabuły i napisać intrygującą powieść z jednocześnie nieskomplikowanymi dialogami. Nie mylcie jednak niewymagającego zaangażowania stylu z samą fabułą, która w tym wypadku okazała się wciągająca i zaskakująco intrygująca. Przyznaję, że podeszłam do powyższej lektury z dużym dystansem licząc raczej na nieskomplikowaną zagadkę niż emocjonujące wydarzenia a mój brak oczekiwań został wynagrodzony dynamiczną akcją i intrygą wiszącą w tle niemal od pierwszych stron.

Mia podejmuje grę, w której nic nie jest pewne. Jako bohaterka niekoniecznie pewna siebie wie jedynie, że jej brat nie stoi za popełnioną zbrodnią i robi wszystko by udowodnić to zaangażowanym w śledztwo detektywom. Rozpoczyna podróż przez zakłamanie i niedomówienia, by dowieść swoich racji jednocześnie mierząc się z demonami przeszłości, ponieważ powrót do Wayoaty - rodzinnego miasta - nie jest dla niej żadną przyjemnością. Autorka doskonale ukazała przekonanie małomiasteczkowej społeczności do własnych interesów, odcięła miasteczko od świata zewnętrznego tworząc zamknięty krąg dilerów narkotykowych i ludzi gotowych zabić, byle tylko ich sekrety nie wyszły na jaw. Pośród takich osobowości i z oddechem tajemniczej osoby na karku Mia prowadzi czytelnika przez sieć niebezpieczeństw i tym samym - doskonałej kryminalnej rozgrywki.

Miło zaskoczyła mnie powieść Sherri Smith, która zaproponowała mi lekki niczym piórko kryminał z dobrze przemyślaną zagadką. "Spacer na krawędzi" to nic innego jak książka będąca propozycją relaksu, odpoczynku po ciężkim dniu przy pewniku, historii która nie zawiedzie, zaangażuje i jednocześnie nie zmęczy. Wydaje się, że to doskonałą propozycja na nadchodzące ciepłe dni wypoczynku, ale tak naprawdę możecie czytać ją o każdej porze roku a zagadka i tajemnica wciąż będzie taka sama: zaskakująca i gotowa do odkrycia. Właśnie takich książek czasami potrzebuję, więc droga Sherri Smith - poproszę o więcej.

niedziela, 15 kwietnia 2018

"Okrutna pieśń" Victoria Schwab

"Okrutna pieśń" Victoria Schwab, Tyt. oryg. This Savage Song, Wyd. Czwarta Strona, Str. 432

"Chciałeś się czuć jak człowiek, prawda? Nie ma znaczenia, kim jesteś. Życie boli."

Potwory to część mitów, legend i wierzeń. Do tej pory znaliśmy je jako podstępne stworzenia o wyjątkowo nieprzyjemnym wyglądzie. Jednak nikt nigdy nie wspomniał o bohaterach, którzy są potworami w czystej postaci a żyją pośród ludzi i pozornie nie wyróżniają się z tłumu. Jak rozpoznać tych, od których powinniśmy trzymać się z daleka?

August nie miał wyboru. Nikt nie zapytał go o to kim chce być. Chociaż jego dusza nie jest tak mroczna jak każdy podejrzewa, narodził się z okrucieństwa ludzi. Przewagi dodaje mu wygląd - dokładnie taki sam jak wszystkich ludzi, co ułatwia skrywanie mrocznego pochodzenia. Jednak wszystko powoli zmienia się z pojawieniem w jego życiu Kate, dziewczyny która nie jest pewna jaką drogę w życiu obrać. Dzieli ich przepaść w postaci realizacji zamierzonych celów, ale łączy jedno - kruche porozumienie umożliwiające ocalenie niewinnych. Czy to w ogóle możliwe? 

Dawno nie spotkałam się z tak świeżą i niebanalną powieścią. Nagle młodzieżowe fantasy nabrało znaczenia i napisane z pomysłem oraz nieograniczoną wyobraźnią zmieniło się w interesujące przesłanie. Dwójka głównych bohaterów pochodząca z zupełnie innych światów nieświadomie połączona została jednym celem - realizacją wierzeń własnych ojców. Jednak różni ich sposób działania, bo gdy Kate próbuje się odnaleźć w okrucieństwie stosowanym przez swoją rodzinę August na przekór wszystkiemu chce być jak człowiek, który go wychował i uratować jak najwięcej niewinnych istnień. Taka kreacja na zasadzie kontrastu idealnie pasuje do dwójki głównych bohaterów, którzy prezentują sobą dwa ponadczasowe światy: starcie dobra i zła, które na przekór wszystkiemu ujawnia się w istotach, które nigdy byśmy o to nie podejrzewali.

Autorka otworzyła przed sobą drzwi do świata, w którym ma nieograniczone możliwości. Podjęła się trudnego tematu z moralizatorskim przesłaniem i z gracją utalentowanego pisarza prowadzi czytelnika przez duszną atmosferę potworności i sekretów wiszących nad głowami bohaterów. Chociaż powieść niesie ze sobą przekonanie o gatunku powieści dla młodzieży wcale nie jest lekka w swojej formie czy naiwna w przesłaniu. To mocny i głęboki obraz ludzkich pragnień i namiętności, który zmusza do zadania jednego konkretnego pytania: gdzie kończy się granica dobra i zła? A może inaczej: gdzie kończy się człowiek a rozpoczyna potwór? To historia, która spróbuje odpowiedzieć na to pytanie w sposób zaskakujący i tak nietypowy, że nikt  Was nie spodziewa się akcji jaką otrzymacie: balety barw i kontrastów, dosadnych opisów i angażujących wydarzeń. Historii, w której tak naprawdę wszystko jest możliwe w starciu między okrucieństwem a prawdziwą determinacją do ratowania świata.

Wiarygodność bohaterów i drzemiąca w nich siła wznoszą powieść na wysoki poziom. Ich walka ku temu by stać się tym kim marzą by być i charakterność zamknięta w ramach niepewności doprowadzą do wielu konfrontacji i nieprzyjemnych w skutkach konfrontacji. "Okrutna pieśń"  to paranormalna dystopia od której nie sposób się oderwać, napisana z pomysłem i rozwagą, gdzie dopracowanie każdego drobiazgu zmieniło znaczenie wypowiadanych przez bohaterów słów. Takich książek nam potrzeba - ponadprzeciętnych, nawiązujących do współczesnych prawd i jednocześnie angażujących ze wszystkich sił bez pominięcia skrajnych emocji. Cienka granica między człowiekiem a potworem zaczęła się zatracać dzięki poetyckiemu stylowi autorki i jednej z najlepszych powieści swojego gatunku. Jeśli szukacie powieści nie tylko interesującej, ale i wielowymiarowej - oto idealna propozycja dla Was.

sobota, 14 kwietnia 2018

"Twardziel" Laurelin Paige

"Twardziel" Laurelin Paige, Tyt. oryg. Star Struck, Wyd. Kobiece, Str. 344

"Nie doświadczyła całkowitego przeobrażenia, ale zrozumiała, czym była ta chwila – początkiem wyzwolenia."

Kiedy spotykają się ze sobą dwa skrajne światy, może prowadzić to do wybuchu. Jednak czy woda i ogień wzajemnie się nie uzupełniają? Po raz kolejny Laurelin Paige udowadnia, że miłość czeka nas w najmniej spodziewanych momentach.

Heather Wainwrigh, ceniona aktorka wciąż na nowo odnajdująca się w świetle reflektorów nie jest przekonana do osoby Setha Rafferty'ego. Jednak on widzi w niej coś więcej, coś czego Heather nie chce ujawniać przed obiektywem fleszy. To jednak złudne pozory, które ulatują wraz z pierwszą wymianą zdań. Seth zauważa, że kobieta nie różni się niczym od podobnych jej aktorek. Jedno nieporozumienie pozwala mu na moment zmienić tożsamość i zabawić się z zarozumiałą diwą, by ta choć na moment straciła rezon. Jednak w podświadomości mężczyzny kiełkuje pewne uczucie, które już niedługo doszczętnie rozbije wszystkie jego założenia.

Autorka po raz kolejny zaproponowała nam typowy, niegrzeczny romans na trasie od nienawiści do miłości. Czym zasłużyli sobie bohaterowie na to, by przechodzić katusze emocjonalnych rozterek? Tego nie wiem, ale dzięki temu otrzymałam płomienny romans z dreszczykiem namiętności oraz humorystycznymi dialogami rozładowującymi napięcie. To znak rozpoznawczy Laurelin Paige - lekkość tworzenia barwnej fabuły i przyjemnych bohaterów, o których losach i miłosnych perypetiach chętnie się czyta. Jednak w tym wszystkim pojawiło się coś, co niekoniecznie przypadło mi do gustu. Zamiast wszechobecnej arogancji i uszczypliwości, którą tak bardzo lubię dostałam obraz niechęci bohaterów, którzy zbyt kulturalnie - skrywali swoje emocje w sercu i niewiele ujawniali czytelnikowi. Zabrakło mi tej drapieżności, która na pewno dodałaby kolorytu rozgrywanym wydarzeniom.

Historia o wzajemnej namiętności narodziła się jednak między ciekawymi bohaterami i to oni skupili na sobie całą uwagę. Ich kreacja przyciągnęła moją uwagę dwutorową postawą jak na aktorów przystało - z jednej strony surowi i profesjonalni, z drugiej zagubieni i poszukujący własnego szczęścia. Polubiłam oboje i chętnie śledziłam ich miłosne perypetie mając nadzieję, że mimo niektórych płaskich momentów w fabule, emocje rodzące się między nimi wynagrodzą mi niedostatki. Po części właśnie tak się stało, ponieważ otrzymałam humorystyczną grę przepychanek między bohaterami, którzy skupili na sobie całą uwagę z racji braku pomniejszych wątków pobocznych.

"Twardziel" to książka dla fanów twórczości Laurelin Paige i tych, którzy lubią się z gatunkiem powieści typowo kobiecych. Ciekawe kreacja bohaterów przyciągają całą uwagę czytelnika i zapewniają kilka godzin sympatycznej historii. I chociaż sama książka nie jest pozbawiona wad, na pewno dobrze odnajdzie się jako umilacz czasu po ciężkim dniu przede wszystkim za sprawą lekkiej fabuły, przystępnego języka czy gorącego głównego bohatera. Nie mówicie nie, zanim nie spróbujecie!

Przedpremierowo: "Story of Bad Boys" Mathilde Aloha

"Story of Bad Boys" Mathilde Aloha, Tyt. oryg. Story of Bad Boys, Wyd. Feeria, Str. 300
PREMIERA: 18 kwietnia 2018r.
POD PATRONATEM: ThievingBooks

"Czas, żebym skoncentrowała się na przyszłości, która mnie przyzywa i oczekuje ode mnie tylko jednej rzeczy: żebym rzuciła się w jej ramiona, ciałem i duszą."

Planowane życie nigdy nie jest idealne. Zazwyczaj bywa tak, że wszystkie nasze przyszłe nadzieje i marzenia burzy podstępny los, który uwielbia bawić się naszą historią i wplątuje w karty historii nieszczęście. Główna bohaterka najnowszej, gorącej serii dla młodzieży miała nadzieję, że plany na przyszłość pomogą jej w dążeniu do celu i osiągnięciu prostej drogi ku realizacji zawodowych celów. Nie spodziewała się jednak, że już sam początek nowego życia zburzy jej idee niczym domek z kart.

Wraz z zapowiedzią gorącego lata pojawiają się powieści - równie intensywne co wakacyjne przygody, pełne niespodzianek i emocji, obok których nie sposób przejść obojętnie. Seria Story of Bad Boys idealnie wpasowała się w ten klimat, a pierwszy tom zapowiedział nie lada podróż przepełnioną zachwycającą love story i opowieścią o życiu z demonami przeszłości. Jak potoczą się losy głównych bohaterów i czy przyjaźń zmieni się w prawdziwą miłość poznacie już w startowym tomie od Mathilde Aloha.

Główna bohaterka, Liliana Wilson, już od pierwszych stron pozytywnie nastraja czytelnika. Zauroczyła mnie jej chęć do walki o własną przyszłość, determinacja która pojawiła się na chwilę przed samą bohaterką oraz jej lekkość bycia, naturalny sposób osoby charyzmatycznej, z którą chce się nawiązać dłuższy kontakt. Polubiłam ją już na starcie, dlatego z każdą przemijającą stroną z niecierpliwością wyczekiwałam szczęśliwych dla niej rozwiązań, ale nie taki był zamysł autorki. Miała być to powieść o trudnych momentach w życiu i taka faktycznie się okazała od początku do końca, choć Lili dzielnie walczyła o prywatne chwile szczęścia jeszcze bardziej budując moją sympatię. Jednak nie tylko ona stała się centralnym punktem powieści, ponieważ jak się okazało autorka z wprawą kreowała kolejnych bohaterów o intrygujących charakterach i zaskakujących pomysłach na życie. Tak w historii pojawili się Evan i Cameron - nowi współlokatorzy Lili, którzy różni jak woda i ogień zaczęli budzić pewne wątpliwości, gdy regularnie wracali do domu poobijani. Czy to męska duma kazała im stawiać czoła wyzwaniom, a może wmieszali się w mroczne interesy? O tym musicie przekonać się sami.

Mathilde Aloha postawiła na dynamiczną akcję w której ciągle coś się dzieje, a uroku dodają dialogi: zabawne i pomysłowe. Dzięki temu cała historia jest smaczna i niezwykle lekka, czyta się ją z ogromnym zaangażowaniem i chęć poznania dalszych losów bohaterów pojawia się jeszcze przed zamknięciem ostatniej strony. Wisząca w powietrzu tajemnica i pojawiające się w tle demony przeszłości przemawiają na korzyść fabuły budując motyw historii z konkretnym przesłaniem a sam motyw love story o którym wcześniej wspomniałam bardziej przypomina próbę odnalezienia prawdziwej miłości niż cukierkową wersję naiwnego uczucia. Tym samym mogę śmiało napisać: oto przepis na naprawdę udaną historię idealną dla każdego!

"Story of Bad Boys" to idealna propozycja na nadchodzące gorące dni. Angażuje, budzi mnóstwo emocji i z miejsca buduje wzajemną, pozytywną relację między czytelnikiem a bohaterami. Smaku dodaje tajemnica a całość wypada wzorowo pod względem lekkiego stylu autorki. Jednak w gronie wszystkich tych pozytywów jeden aspekt świeci najjaśniej: to książka otwarta dla każdej romantycznej duszy, która szuka prawdziwych uniesień i przyspieszonego bicia serca. Gorąco polecam!

piątek, 13 kwietnia 2018

"Pod włos, czyli kiedy powinnaś zmienić fryzjera?" Tomasz Schmidt

"Pod włos, czyli kiedy powinnaś zmienić fryzjera?" Tomasz Schmidt, Wyd. Czwarta Strona, Str. 253

"W dziedzinie, której bez reszty się poświęciłem, osiągnąłem niemal wszystko."

Nie często sięgam po książki pisane przez gwiazdy. Nie lubię, nie chcę, mało mnie to interesuje. Ale raz na jakiś czas robię wyjątek dla osoby, która przyciągnęła moją uwagę. Powyższa książka właśnie tak trafiła na moją półkę - ponieważ od dawna śledzę karierę autora - fryzjera z pasji i powołania.

Jak każda kobieta lubię ładnie wyglądać a włosy to moje oczko w głowie. Dbam o nie, pielęgnuje, narzekam że są za cienkie, za słabe, za matowe, w ogóle zdecydowanie za... Nie ufam też za grosz fryzjerom, zawsze poszukuję jednego sprawdzonego i trzymam się go tak długo jak mogę. Dlatego co tydzień zasiadam przed telewizorem i chwytam się za głowę widząc jak kolejne salony fryzjerskie wycinają szlaczki na włosach biednych dziewczyn. A oglądam dlatego, że lubię postacie prowadzących, którzy otwarcie i bez upiększeń mówią jak jest. Tak właśnie napisana jest powyższa książka: prosto i rzeczowo, bez kolorowania i wciskania niepotrzebnych mądrości.

Tomasz Schmidt ma na koncie doświadczenie godne pozazdroszczenia, jest cenionym fryzjerem i współprowadzącym program "Ostre cięcie". Uznanie zdobył przede wszystkim przez koloryzacje: odważne i idealnie dobrane do charakteru i kształtu twarzy. Jednak jego książka nie jest podręcznikiem do nauki fryzjerstwa. To otwarte podejście do kobiecości, pokazanie że każda z nas może być piękna poprzez wkład własny. Jak się okazało nie trzeba być celebrytką, by poczuć się piękną i wyjątkową a rady na to, by faktycznie tak było udziela właśnie autor powyższej książki.

Czytając i przypatrując się fotografiom czegoś się nauczyłam. Może nie będę ekspertem w dziedzinie idealnego dobierania fryzur, ale mniej więcej zrozumiałam co jest dla mnie dobre, a co niekoniecznie. Sam autor pisze, że to nie jest lektura, która działa cuda - zatem nie oczekujcie ich po książce "Pod włos" a interpretujcie ją jako lekcje co wypada a co nie nosić na głowie, by poczuć się jak celebrytka najwyższej klasy. Na licznych zdjęciach widać jak fryzury zmieniają twarz, jak makijaż wpływa na postrzeganie całokształtu oraz jak zadbać o siebie, by odpowiednio odsłonić swoje atuty. W tym wszystkim jest też tekst - równie istotny co fotografie, w którym Tomasz Schmidt mówi otwarcie o tym co przeszedł i doświadczył, jak wyglądało jego życie i jak wygląda obecnie. Dzięki temu poznałam nie tylko książkę, ale i autora a całość przez to wydała mi się znacznie bardziej wiarygodna i przyjemniejsza w odbiorze.

Jestem mile zaskoczona powyższą lekturą. Wystarczył jeden wieczór, żebym przeczytała ją od deski do deski, bo więcej w niej fotografii niż narracji, ale to jedna z tych publikacji do których wraca się wielokrotnie. "Pod włosy" to nie tylko dedykacja dla fanów ikony fryzjerstwa, ale przede wszystkim propozycja dla kobiet, które boją się wyjść z cienia. Okazuje się, że w domowym zaciszu możemy przejść metamorfozę, która zaskoczy naszych najbliższych. Odrzucając na bok wszystkie magazyny mody, zapominając o swoich faworytach w świecie celebrytów zdecydujcie się na szczerą, otwartą na czytelników lekturę wdzięku i klasy w stylu fryzjerskich metamorfoz.

"Słowa w ciemnym błękicie" Cath Crowley

"Słowa w ciemnym błękicie" Cath Crowley, Tyt. oryg. Words in deep blue, Wyd. Jaguar, Str. 288

"Podróż w przeszłość jest niemożliwa. Czasoprzestrzeń posuwa się tylko w jednym kierunku – do przodu."

Autorka "Graffiti Moon", zaskakującej powieści młodzieżowej powraca z nową propozycją książki o życiowych rozterkach niebanalnych bohaterów. Jak wypadła tym razem i czy jej książka odniesie kolejny sukces?

Życie Rachel nie należy do najłatwiejszych. Dzień przed wyprowadzką z rodzinnej miejscowości zostawiła w jednej ze staruch książek w antykwariacie list do Henry'ego. Wyznała w nim swoje uczucia do chłopaka, ale nigdy nie otrzymała odpowiedzi. Wyjechała zrozpaczona, wiedząc że utraciła nie tylko miłość swojego życia, ale i przyjaźń. Teraz, po latach Rachel wraca do miejsca swoich największych problemów, jednak zupełnie zmieniona. Wydaje się, że dziecinne rozterki są niczym w porównaniu do obecnej straty brata, który kilka miesięcy temu utonął w oceanie. Jednak przeszłość wraca do dziewczyny ze zdwojoną siłą wraz z rozpoczęciem pracy w antykwariacie i ponownym spotkaniem z Henry'm, który wciąż z utęsknieniem patrzy w stronę Amy.

Fabułę budują bohaterowie i to oni są tutaj kluczowym punktem. Rachel, postać po przejściach z masą sprzecznych emocji w głowie nie może pogodzić się ze stratą brata i wciąż wraca do przeszłości, która aktualnie rozgrywa się jakby na nowo. To ciekawa bohaterka, z którą łatwo jest się utożsamić i zrozumieć otaczający ją ból. Z przyjemnością śledziłam jej wątek, który ze strony na stronę wnosił w jej życie co raz więcej nadziei, chociaż początkowo sprawa wydawała się z góry przegrana. Inaczej ma się postać Henry'ego - artystycznej duszy, która nie zawsze przekonywała mnie swoją postawą. To chłopak z przecenionymi marzeniami, który goni za iluzją zamiast twardo stąpać po ziemi. Nie mogę mu jednak odebrać wiarygodności kreacji, z którą autorka doskonale sobie poradziła - każda postać to inny bagaż życiowych doświadczeń i emocjonalnych rozterek, dzięki czemu nie brakuje w powieści indywidualizmu także w drugoplanowych bohaterach.

"Słowa w ciemnym błękicie" to nic innego jak powieść miłosna oparta na ponadczasowych problemach bohaterów. Niespełniona miłość jest znakiem rozpoznawczym wszystkich dobrych historii i tak było także tym razem. Henry gonił za uczuciem do Amy, która wciąż wymykała mu się z rąk nie widząc jaki skarb w postaci Rachel ma pod nosem. Ona z kolei zderzając się z dawnym uczuciem nie była pewna jak rozegrać aktualne wydarzenia. Wyratował ich z opresji antykwariat w którym pracowali a dokładniej dział z książkami nie przeznaczonymi do sprzedaży. To tam odkładano książki z notatkami, dedykacjami czy listami. Dzięki temu motyw miłości został podbudowany wieloma miłosnymi wyznaniami, historiami anonimowymi oraz bohaterów, którzy pojawili się w fabule, tworząc niepowtarzalny klimat szczerego, ponadczasowego uczucia. Autorka spisała się na medal z takim pomysłem i sprawiła, że motyw ten sprawnie zmieszał się z pierwszoosobową narracją głównych bohaterów, tworząc tym samym kompletną całość.

Chociaż historia sama w sobie nie jest niczym szczególnym oraz nie zaskakuje oryginalnością, na pewno jest lekturą ciepłą, sympatyczną i wytwarzającą wzajemne przyciąganie z czytelnikiem. Nie mogłam się oprzeć przerzucaniu kolejnych stron, by dowiedzieć się jak wszystko ostatecznie  zostanie rozegrane. Prosta narracja wykłada na pierwszy plan myśli głównych bohaterów a pojawiające się w tekście listy dodają tylko uroku.  Całość okraszona została swobodnym stylem autorki z ładną tendencją do pisania zwykłych choć zabarwionych całą paletą emocji historii z morałem w tle. "Słowa w ciemnym błękicie" to idealna lektura na lato, opowiadająca o smutku i stracie oraz przepełniona radością związaną z lepszym jutrem. Jestem pewna, że wielu z Was - tak jak ja - doceni najnowszą powieść autorki i zaangażuje się w problemy młodych bohaterów.

"Wszystko, czego pragnę" Lucy Dillon

"Wszystko, czego pragnę" Lucy Dillon, Tyt. oryg. All I Ever Wanted, Wyd. Prószyński i Sk-a, Str. 424

"Zakończmy na pozytywnej nucie."

Łatwo jest osądzać innych patrząc jedynie z boku na ich życie. Łatwo jest również uważać, że inni mają lepiej. Doceniamy zawsze to, czego nie mamy. Uważamy, że lepsze jest to, co dla nas niemożliwe. Przekonała się o tym główna bohaterka najnowszej powieści Lucy Dillon, która stanęła w obliczy problemów analizowanych przez otaczających ją ludzi.

Kiedy rozpadało się życie Caitlin - to idealne, o którym wszyscy zawsze szeptali - nikt nie mógł w to uwierzyć. Ona również nie mogła dać wiary, że szczęście, które zdobyła dla siebie i swojej rodziny tak łatwo zostało jej odebrane. To podważyło poczucie pewności siebie kobiety i sprawiło, że w szarych barwach zaczęła patrzeć na świat. Ale nie poddała się i postanowiła szukać szczęścia od nowa. Tym samym wiele mogę powiedzieć o głównej bohaterce: że zapomniała na moment jak żyć, że zatraciła się w monotonii i smutku bez szansy na odbicie się od dna, ale na pewno nie mogę jej odebrać determinacji - powolnej, ale skutecznej - ku temu, by na nowo znaleźć szczęście.

Lucy Dillon lubi pisać niespieszne, delikatne powieści o życiu i rodzinnych problemach w sposób bardzo przyziemny. Czytelnik od razu może utożsamić się z bohaterami jeśli ma na to ochotę, przyjrzeć bliżej każdej postaci, ponieważ autorka nie skąpi szczegółów czy po prostu oddać się swobodnej historii o trudach zwykłego życia. "Wszystko, czego pragnę" jest właśnie taką książką: opisującą życie kilku wybranych bohaterów, którym los nie sprzyjał i na nowo muszą szukać siebie. Jednak jest w tej historii także coś ważnego, czemu warto przyjrzeć się bliżej.

Nie tylko Caitlin ucierpiała podczas rozpadu jej małżeństwa. Nancy, czteroletniej córeczce Caitlin do tej pory buzia się nie zamykała. Dziewczynka mówiła o wszystkim i wszędzie, ale z dniem wyprowadzki taty zamilkła. To wyraźny punkt w fabule, ponieważ dziewczynka z czasem stanie się bodźcem do zmian: dla matki, siebie samej i ciotki Nancy, która zdecydowała się, by co dwa tygodnie odwiedzały ją dzieci brata. Tak wygląda słodko-gorzka historia o wzajemnym zrozumieniu, szukaniu wsparcia u drugiej osoby i niechęci do przyznania się o samotności i zatraceniu poczucia bezpieczeństwa, którą autorka snuje w powolny sposób. Powieść o dwóch kobietach być może stanie się kluczem do rozwiązania wielu problemów pośród czytelników, którzy zdecydują się na lekturę.

Lucy Dillon potrafi poruszyć czułe struny i na pewno powieścią "Wszystko, czego pragnę" tego dokonała. Miło czyta się powieść pełną nadziei na przyszłość, mimo że opowiada na starcie o trudnych chwilach. Optymistyczna, motywująca, subtelna powieść dla każdego, idealna w duecie  kubkiem gorącej herbaty.