niedziela, 15 lipca 2018

Przedpremierowo: "Zaginione laleczki" Ker Dukey, K. Webster

"Zaginione laleczki" Ker Dukey, K. Webster, Tyt. oryg. Pretty Lost Dolls, Wyd. Niezwykłe, Str. 250
PREMIERA: 18 lipca 2018r.

"Chcę, by ktoś mnie zrozumiał – i pokochał – pomimo chaosu, który mnie otacza."

Szok, niedowierzanie i wielkie zaskoczenie przywitało nas w pierwszym tomie serii duetu Ker Dukey i K. Webster. Zakończenie "Skradzionych laleczek" przekonywało, że to jeszcze nie koniec budzących lęk wydarzeń. Czy kontynuacja serii ponownie nas zaskoczy? Czy i tym razem nasze serca rozpadną się na kawałki przebite strzałą skrajnie różnych, niemal drastycznych emocji?

Nie można rozpocząć lektury "Zaginionych laleczek" bez znajomości pierwszego tomu. Jednocześnie nie powinno się czytać "Skradzionych laleczek" bez kontynuacji pod ręką. Obie książki idealnie się ze sobą łączą, dopełniają wątki, mieszają emocjami - sprawiają, że nie sposób odejść od czytanej akcji choćby na moment. Z obawy, że coś nam ucieknie. Z lękiem, że być może czeka na nas zbyt wiele.

Tym razem pierwsze rozdziały zabiera Benny. Choć to spore zaskoczenie, zostaje dopuszczony do głosu i opowiada historię ze swojego punktu widzenia. To w pewnym sensie pozwala oczyścić sprzeczne emocje pozostałe po wcześniejszych wydarzeniach, przede wszystkim przez wzgląd na chorą psychikę tego bohatera, jego niemoralne (nienormalne?) zachowanie i motywację, jaka nim kierowała. I chociaż wciąż pozostaje wielki niesmak do jego postaci, nagle odraza miesza się z delikatnym współczuciem, gdy w końcu możemy zrozumieć przez co przeszedł.

Jednak to tylko chwila, a może nawet pozory. Szczególnie, gdy pojawia się Jade, ta która w pierwszej części myślała, że Benny to już przeszłość. Szybko przekonała się, że to zaledwie początek, który dziś ujawnił się przed czytelnikiem w niezwykle brutalnej formie. Relacja tej dwójki przyprawia o zawrót głowy, frustrację i czasami także brak zrozumienia, przyspiesza bicie serca i miejscami sprawia, że przestaje ono bić - należy zatem mieć stalowe nerwy, by poddać się historii zaserwowanej przez autorki. To thriller w czystej formie, mocny, dosadny i bardzo prawdziwy - kto wie, czy podobna historia nie dzieje się gdzieś w świecie? Wymieszany z motywem miłości tak silnej, że dodającej odwagi. Oraz z formą psychologicznych zagrywek, które mieszają nam w głowach.

Motorem napędzającym historię jest adrenalina. Strony przerzucają się same, mimo że czasami nie mamy ochoty czytać dalszej akcji, która gna na złamanie karku. Tuż po niej pojawia się obłęd. Czy Benjamin nie czai się czasem za rogiem? Czy w tym cieniu nie poruszył się człowiek? Czy dopadnie Jade? Czy dopadnie mnie? Na całe szczęście jest przecież Dillon, który nie cofnie się przed niczym, by odbić ukochaną z rąk oprawcy. Ale czy ma w sobie tyle siły, by wygrać z człowiekiem pozbawionych skrupułów i zahamowań?

Strach miesza się z histerią, ból kontratakuje nadzieję, psychika przestaje prawidłowo pracować. "Zaginione laleczki" to powieść dla odważnych, dla czytelników o mocnych nerwach. Duet autorek napisał fenomenalną serię, w której wszystko jest możliwe, która burzy mury i śmieje się schematom prosto w twarz. Mroczna, dziwna i bardzo specyficzna, balansująca na granicy mrocznego romansu i prawdziwego horroru. Tym, którym śmiałość pozwoli - gorąco polecam.

"Wieczna prawda" Brodi Ashton

"Wieczna prawda" Brodi Ashton, Tyt. oryg. Evertrue, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 385

"Jesteś dla mnie spokojem i domem. Jesteś dla mnie wszystkim. Ten ból nie jest prawdziwy. Ale serca są."

Nadszedł czas na ekscytujący finał serii od Brodi Ashton, w której panuje mrok i wielkie niebezpieczeństwo. Jak potoczą się losy bohaterów? Czy wyjdą cało z sytuacji, która nie pozwala im normalnie żyć? Czy świat Podwieczności upomni się o to, co do niego należy?

Nikki, główna bohaterka serii i jednocześnie narratorka, stanęła w obliczu prawdziwej tragedii. Przyszło jej zmierzyć się nie tylko z czyhającym na nią niebezpieczeństwem, ale także sercem i rozumiem. Znając wcześniejsze tomy wiecie, że nie łatwo było jej odnaleźć się w nowej sytuacji, szczególnie biorąc pod uwagę dwóch stojących za nią bohaterów - Jack'a i Cole'a, światło i mrok. To oni byli wyznacznikami jej decyzji i wiążących się z tym konsekwencji. Czy nie nadszedł zatem czas, by w końcu podjąć decyzję korzystną dla samej siebie?

Szybka akcja, przyjemne zwroty w fabule, ciekawi bohaterowie i miłość, która nadaje bieg całej sytuacji. Oto motywy główne dla całej serii, które także w finalnym tomie dały o sobie znać. Muszę jednak przyznać, że trzecia część nie wypadła już tak korzystnie na tle dwójki poprzednich przygód Nikki. Autorka jakby ostatecznie chcąc się odciąć od bohaterów rzuciła im wielkie wyzwanie pod nogi i trochę po macoszemu potraktowała niezamknięte wątki, byle odgraniczyć od siebie grubą kreską ostatni rozdział historii 

To jednak nie odjęło ważności finału, który przecież miał być najbardziej wybuchowy. Nikki podjęła decyzję, by zniszczyć Podwieczność i choć pozostało jej niewiele czasu - zrobi wszystko, by odzyskać skradziony przez Cole'a kompas a przy tym ocalić ukochanego. Czas biegnie nieubłaganie, akcja nabiera rozpędu, każdy liczy się z kolejną mijającą minutą. Desperacja rośnie w siłę, bohaterowie niemal po omacku błądzą w lawinie nieprzyjemnych wydarzeń i w końcu pojawia się wyczekiwany moment kulminacyjnym, w którym emocje sięgają zenitu. Szczęście miesza się z prawdziwym wzruszeniem, gdy uświadamiamy sobie, że nie wszyscy bohaterowie podjęli decyzje zgodne z naszymi oczekiwaniami i przy tym, niestety, złamali nam serce. Czy zatem te emocje, związane z ulubioną serią, nie rekompensują słabszej akcji?

Pamiętajcie, że to seria typowo młodzieżowa, wpasowująca się w styl paranormal romance, gdzie rządzi miłość i dramat. Zatem nie oczekujcie od niej wiele, poza dobrą zabawą, wielką miłością i emocjami, których w finale na pewno nie zabraknie. Z subtelnym dystansem i świadomością, że niektóre sceny wypadną naiwnie czy schematycznie otrzymacie książkę bardzo sympatyczną w odbiorze i idealnie pasującą jako lektura na późny, spokojny wieczór. To seria odpowiadająca przede wszystkim na pytanie jak ważna jest miłość w życiu człowieka, pomysłowa i dobrze wykonana, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Dlatego polecam, od początku do końca, bo warto czasami wrócić do historii, które dają nam czystą radość.

sobota, 14 lipca 2018

Przedpremierowo: "Historia pewnej dziewczyny" Sara Zarr

"Historia pewnej dziewczyny" Sara Zarr, Tyt. oryg. Story of a Girl, Wyd. YA!, Str. 272
PREMIERA: 18 lipca 2018r.

"- Jak mam znaleźć własną drogę - powtórzyłam, zalewając się łzami - skoro gdziekolwiek się odwrócę... natykam się na mnie?"

Jedno zdarzenie wywróciło życie dziewczyny do góry nogami. Nikt nie pytał o jej racje. Nikt nie chciał wiedzieć dlaczego. Wszyscy oskarżyli i wygnali na skraj społeczeństwa, bo tak było łatwiej. Tak było prościej.

Tak właśnie prezentuje się powieś Sary Zarr, która mimo swojej niewielkiej objętości dotyka bardzo ważnego tematu i robi to w sposób jakże przyziemny. Na przykładzie sytuacji możliwej do zaakceptowania. Na przykładzie bohaterki podobnej do nas samych. Autorka w zaskakujący sposób - bez ogródek, zbędnego upiększania - stawia swoją bohaterkę w obliczu jej prywatnej tragedii, która wystawia na próbę relację dziewczyny z ojcem, sąsiadami i rówieśnikami.

Ponad trzy lata temu, gdy Deanna miała zaledwie trzynaście lat, jej ojciec nakrył ją w jednoznacznej sytuacji ze starszym chłopakiem. To zdarzenie zmieniło wszystko. Naderwały się ich relacje, a ludzie dookoła dowiedzieli się jakie oblicze skrywa dziewczyna. Pojawiły się plotki, które nie cichną do dziś, pojawił się ból ze strony ojca, który nigdy nie przebaczył córce. Jednak czy nie czas zapomnieć o dawnych ranach i zacząć żyć od nowa? 

Zrozumienie bohaterki przychodzi niezwykle łatwo. Kiedyś dziecko, teraz wchodzące w dorosła życie młoda dziewczyna stara się żyć normalnie, choć sprawa ta wydaje się z góry przegrana. Autorka wiele pracy włożyła w kreację bohaterów i widać to na pierwszy rzut oka - choćby za sprawą jednego z ciekawszych motywów w tej powieści, czyli rodzinnej relacji. Ojciec dziewczyny przez wiele lat żywiący urazę do córki nie przypomina kochającego rodzica. Zamiast wyjaśnić, porozmawiać, spróbować zrozumieć, odwraca się do Deanny plecami raniąc jej i tak złamane serce. Na szczęście po jej drugiej stronie stoi fenomenalna kreacja brata, który chociaż ma swoje za uszami, stoi murem za siostrą i przyprawia o chwile wzruszenia, gdy pojawia się na pierwszym planie. Daren w oka mgnieniu zdobywa serce czytelnika przez swoją szczerość i można pozazdrościć bohaterce kogoś takiego u swojego boku.

Chociaż powieść jest krótka a motywów w niej niewiele - historia Deanny czyta się sama. Dużo w niej emocji, niestety w większej mierze negatywnych, kierowanych w stronę małomiasteczkowego społeczeństwa nie dopuszczającego do siebie odstępstw od normy, miejsca które pamięta wszystkie pomyłki i nie wybacza, jedynie przemilcza i w stronę rodziny, zapracowanej, zatraconej w swoich problemach, która nie potrafi wyjść z sercem do zranionej córki. Jednak jest też w tym wszystkim promyk nadziei - związany z dwójką przyjaciół dziewczyny, którzy udowadniają, że na każdego czeka miłość i z samą Deanną, która mimo wielkich przeciwności losu nie poddaje się łatwo i z determinacją poszukuje własnego celu.

"Historia pewnej dziewczyny" to powieść bardzo aktualna. Trafiająca do czytającego masą emocji i ponadczasowymi wartościami. Mimo swojej prostoty i lekkości w pierwszoosobowej narracji, kryje prawdy, za którymi warto podążać. Porusza głęboko ukryte emocje, zmusza do myślenia i chwili refleksji - nad życiem wszystkich bohaterów tej powieści, ale w pewnym sensie także nas samych. Wiarygodna w swoim odbiorze, choć niekoniecznie skomplikowana na pewno trafi do każdego fana powieści młodzieżowej, w której warto poszukać głębszego przesłania.

piątek, 13 lipca 2018

"Wieczna więź" Brodi Ashton

"Wieczna więź" Brodi Ashton, Tyt. oryg. Everbound, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 404

"Muzyka jest pełna emocji i dlatego jest niestabilna."

Mnóstwo pytań bez odpowiedzi, wyborów które dopiero nas czekają, oczekiwań w związku z kolejnym krokiem głównej bohaterki. Oto drugi tom serii Podwieczność, w którym mrok konkuruje ze światłem dnia.

Typowa dla powieści paranormalnej forma trójkąta miłosnego przyciągnęła moją uwagę już w pierwszym tomie. Kto z nas nie lubi, gdy dzieje się wiele w związkach ulubionych bohaterów? Szczególnie, gdy motyw ten przechodzi na pierwszy plan i zwraca niemal całą uwagę czytelnika. Dobrze wykonany budzi wiele emocji a tych w kontynuacji na pewno nie brakowało. Kogo wybierze główna bohaterka i gdzie ulokuje swoje uczucia? Czy poświęci się dla dobra miłości czy może odda się w ręce nieprzewidywalnego losu?

Tym razem akcja nabiera tempa, zmienia się miejsce rozgrywanych wydarzeń i zalewa nas fala mroku. Podwieczność w końcu wychodzi naprzeciw czytelnikowi i otwiera bramy do świata Wiecznie żywych, pełnego okrucieństw, bólu i tajemniczych miejsc, gdzie wszystko może się wydarzyć. To świat, w którym nie ma miejsca na przyjemności i który - jak szybko się przekonamy - wystawi naszych bohaterów na nie jedną próbę.

Wydarzenia pierwszego tomu zaskoczyły finałem. Otworzyły drogę do wielu możliwości, które w kontynuacji zostały w pełni wykorzystane. Po raz kolejny głos otrzymuje Nikki, główna bohaterka, sympatyczna dziewczyna postawiona w obliczu trudnych decyzji. Nie jest jej łatwo w aktualnej sytuacji a emocje kłębiące się w jej umyśle pędzą przez powieść w tempie dorównującym samej akcji. 

Co tym razem dzieje się w fabule? Czego możemy się spodziewać i jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Wszystko zależy od decyzji dziewczyny, która będzie musiała opowiedzieć się po jednej ze stron. Ale to nie jest łatwe, bo Jack wciąż udowadnia jak wiele ma w sobie miłości i schodzi do podziemi by spłacić jej dług. Z kolei Cole nie pozostaje dłużny w działaniach mających na celu przekonanie do siebie dziewczyny i pokazuje, że jeszcze wiele asów kryje w rękawie. Wszystko to prowadzi do współczucia kierowanego w stronę głównej bohaterki, zrozumienia i nadziei, która czasami miesza się z wiszącą na krawędzi siłą przetrwania. 

"Wieczna więź" to nie tylko powieść o miłości. To nie tylko historia nowej interpretacji mitu o Orfeuszu i Eurydyce. To także próba odpowiedzenia na pytanie jak postąpiłby człowiek na skraju swoich wyborów. Jak zachowałby się w obliczu prawdziwego niebezpieczeństwa. Kogo wybrałby w otwartej grze o miłość i uznanie. Tak wiele pytań i wciąż zdecydowanie zbyt mało odpowiedzi zderza się z kolejnym emocjonującym zakończeniem, które w finale może ostatecznie rozwiązać wszystko. Brodi Ashton spisała się naprawdę dobrze pisząc kontynuację jeszcze lepszą niż jej poprzedniczka.

Przedpremierowo: "Wczoraj" Felicia Yap

"Wczoraj" Felicia Yap, Tyt. oryg. Yesterday, Wyd. W.A.B., Str. 400
PREMIERA: 2 sierpnia 2018r.

"Funkcjonariusz winien odkryć prawdę, nawet jeśli ta skrywa się za fałszywymi faktami."

Jak czuje się człowiek, który pamięta wyłącznie wydarzenia z poprzedniego dnia? Jest szczęśliwy, wolny od trosk? Czy może wręcz przeciwnie - zagubiony, pozbawiony sensu? Felicia Yap stawia przed czytelnikiem trudne pytania, na które sami musimy znaleźć odpowiedź.

Początkowo obawiałam się tej historii. Nie byłam pewna co czeka mnie w fabule, czy podołam niepewnemu gatunkowi. Zwyciężyła ciekawość, która pchała mnie w objęcia nietypowości i całe szczęście! Dałam się porwać historii niezwykłej i oryginalnej w swojej formie, może niekoniecznie idealnej, ale jakże ekscytującej.

Potrzeba czasu by zrozumieć fabułę. Chwili na wgryzienie się w treść i podążanie nurtem bardzo nietypowego połączenia gatunków. Z jednej strony mamy powieść fantasy ukazującą ludzkość pamiętającą wydarzenia zaledwie sprzed jednego, góra dwóch dni. Z drugiej kryminał, gdy pojawia się ciało. Jest też odwołanie do społecznych zachowań ludzi w podziale na warstwy. Nuta powieści obyczajowej, gdy śledzimy przebieg życiowych rozterek głównych bohaterów. Wszystko to łączy się w intrygującą całość, która ze strony na stronę prezentuje się co raz ciekawiej.

Jedyny zarzut jaki kieruję w stronę powieści Yap t potraktowany po macoszemu motyw samej pamięci. Owszem, autorka sprawnie łączy pamięć krótkotrwałą z prowadzoną historią, ale zabrakło mi głębi w tym wszystkim, przesłania, dłuższego przyjrzenia się przypadłości. Przyszło mi przyjąć fakt nietypowości społeczeństwa Brytyjczyków i ewentualnie na własną rękę poszukiwać odpowiedzi.

Jednak historia sama w sobie rekompensuje mi niedociągnięcia. Claire, główna bohaterka, jest monoską. Podobnie jak trzy czwarte Brytyjczyków jej pamięć krótkotrwała obejmuje zaledwie jeden dzień. Inaczej jest z jej mężem, Markiem, człowiekiem na wysokim stanowisku dzięki pamięci obejmującej wydarzenia sprzed dwóch dni. On jest duosem, czyli tym lepszym. Według dziennika Claire są szczęśliwym małżeństwem i wiodą spokojne, dostanie życie. Jednak wszystko zmienia się z dniem wyrzucenia na brzeg ciała kobiety. I tropów, które prowadzą do Marka. 

Pomysł to jedno, a wykonanie drugie. W obu przypadkach Felicia Yap spełniła moje oczekiwania. Napisała książkę oryginalną, ciekawą i zaskakującą, która miesza ze sobą wątki i kluczy między prawidłowymi odpowiedziami. "Wczoraj" przekonuje gęstym klimatem, kusi mroczną tajemnicą i budzi zaciekawienie w stosunku do głównych bohaterów, którzy nawet sami sobie nie mogą w pełni ufać. Co kryje się w przeszłości? Co niesie ze sobą wczorajszy dzień? Jetem pewna, że tak jak ja poczujecie się mile zaskoczeni rozwiązaniem zagadki.

"Podwieczność" Brodi Ashton

"Podwieczność" Brodi Ashton, Tyt. oryg. Everneath, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 384

"Bohaterowie nie istnieją. A gdyby istnieli, ja nie byłbym jednym z nich."

Miłość, która nie ma prawa istnieć. Wybory, które niosą ze sobą bolesne konsekwencje. Oddanie, poświęcenie, walka o to co utracone. "Podwieczność" to pierwszy tom trylogii w której powraca sentyment do paanormal romance w historii, o której szybko nie zapomnimy.

Oparta na luźnej adaptacji mitu o Orfeuszu i Eurydyce fabuła zaskakuje pomysłem i zatrzymuje przy sobie treścią. Przypomina jednocześnie, że miłość odnaleźć można w każdym miejscu, szczególnie tym najmniej oczekiwanym. Tylko czy warto mówić tu o głębokim uczuciu, gdy bohaterów zmuszono do odgrywania roli i nikt nie pytał ich o to, czego sami oczekują od życia?

Wszystko rozpoczęło się zupełnie nieoczekiwanie. Nikki Beckett pewnego dnia zniknęła bez śladu, by wrócić z informacją, że czas swojej nieobecności zapełniła poznawaniem Podwieczności. Wszystko po to, by za sześć miesięcy wrócić tam ostatecznie. Jak zatem pożegnać się z rodziną i ukochanym chłopakiem, tu na ziemi? Jak zrezygnować ze wszystkiego co znane i stałe, by udać się w odludne miejsce bez perspektyw na przyszłość? Nikki próbuje racjonalnie podejść do swojej aktualnej sytuacji, ale nie jest to łatwe, gdy z samego serca podziemi przybywa za nią Cole i nie cofnie się przed niczym, by zabrać ją ze sobą.

Mitologia w tle, trójkąt miłosny na pierwszym planie i bardzo pomysłowe poprowadzenie akcji to jedne z wielu atutów pierwszej części serii Brodi Ashton. Z jednej strony świat realny z Nikki i jej chłopakiem Jack'iem na czele, z drugiej mrok kuszący postacią Cole'a. W tym wszystkim masa przeróżnych emocji i szybka akcja od której trudno się oderwać. To wszystko przypomina co tak bardzo uwielbiałam w tym gatunku - poczucie nieograniczonych możliwości, w których Brodi Ashton nieźle sobie poradziła.

Pierwszoosobowa narracja otwiera nam drzwi do umysłu Nikki i wyjaśnia problematyczne kwestie związane z podziałem na realny świat i królestwo Podwieczności. Autorka pokusiła się o pomysłowe rozwiązanie dzieląc akcję na teraz i wtedy, ukazując powody którymi kierowała się główna bohaterka w swoim wyborze i wszystkie sprzeczne emocje związane z dwoma poznanymi światami. To, w połączeniu z barwną osobowością Nikki i jej sympatycznym charakterem sprawiło, że z fabułą szybko można się zaprzyjaźnić i śledzenie akcji staje się czystą przyjemnością.

"Podwieczność" to książka z w pełni wykorzystanym potencjałem. Napisana z wyobraźnią, doskonale przedstawiająca nowy świat mroku i udowadniająca, że paranormal romance - szczególnie tak dobrze napisany - zawsze znajdzie swojego odbiorcę bez względu na wiek. Dużo miłości, jeszcze więcej uczuć, błędnych wyborów opartych na emocjach i mitologii, która zawsze podnosi wartość fabuły. Mrok przeniknie w Was szybciej niż się spodziewacie.

czwartek, 12 lipca 2018

Przedpremierowo: "Miejsce egzekucji" Val McDermid

"Miejsce egzekucji" Val McDermid, Tyt. oryg. A Place of Execution, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 582
PREMIERA: 30 lipca 2018r.

"Jeśli nie uda mu się odkryć, co spotkało Alison Carter, zostanie mu to kulą u nogi po wsze czasy."

Mała społeczność zamknięta na zewnętrzny świat. Zbrodnia, która nigdy nie została wyjaśniona. Prawda odkryta po latach. Val McDermid po raz pierwszy w polskim wydaniu "Miejsca egzekucji" zabiera nas w niebezpieczną podróż w głąb ludzkich umysłów.

Fani kryminałów wiedzą, że nie ma nic lepszego od ciężkiego klimatu małomiasteczkowej społeczności, która zamknięta w swoich przekonaniach nie pozwala obcym zagłębiać się w ich tajemnice. Ten motyw, dobrze poprowadzony, potrafi nie tylko wstrząsnąć, ale i wzbudzić lęk szczególnie w rękach Val McDermid, szkockiej pisarki, która zdobyła sympatię czytelników na całym świecie. Doskonale opisała w swojej powieści machinę napędową ludzi ograniczonych od wielkiego świata, którzy trzymając się w swoim małym światku nie pozwalają wymknąć się demonom przeszłości na światło dnia. To buduje niezwykłą atmosferę tajemniczości, która wisi w powietrzu niemal do ostatniej strony.

Połączenie kryminału i thrillera psychologicznego ładnie komponuje się z historią, w której jest mnóstwo ślepych zaułków i jeszcze więcej niedopowiedzeń. Wszystko rozpoczyna się w roku 1963, w przysypanej śniegiem wiosce Scardale. Wówczas młodziutka, zaledwie trzynastoletnia Alison Carter wychodzi z psem na spacer. I nigdy nie wraca. Bezradne śledztwo nie doszukuje się żadnych szczególnych śladów, motywów czy nawet ciała dziewczynki. Wszyscy jednak i tak zakładają, że dopuszczono się brutalnego morderstwa. A sprawcą jest ktoś z nich, mieszkaniec wioski odciętej od świata. Czy to znaczy, że jeszcze ktoś podzieli los Alison?

Niewiele początkowo wiemy o tym, co działo się przed laty. Dopiero trzydzieści lat po tragicznych wydarzeniach, dziennikarka Catherine Heathcote postanawia na nowo przyjrzeć się sprawie. Kontaktuje się z inspektorem, który prowadził wówczas śledztwo i po nitce do kłębka, powolnie - niemal zbyt powolnie - odkrywa mroczne tajemnicze małego miasteczka, które szokują, wzbudzają lęk i przekonują, że zaginięcie Alison było jedynie wstępem do prawdziwej tragedii. To wszystko prowadzi czytelnika do mrocznego świata współczesnej Anglii, gdzie tak naprawdę wszystko jest możliwe a granica między jawą i iluzją staje się niezwykle cienka.

Pamiętajcie jednak, że to powieść pierwotnie powstała w 1999 roku. Uznawana niemal za klasykę kryminału. Dlatego nie oczekujcie od niej cudów. Bądźcie czujni na zaskakujące zwroty akcji, klimat i świetne portrety psychologiczne, ale oczekujcie także przewidywalnej historii, zwłaszcza w połowie. To bardzo dobra powieść, pomysłowo poprowadzona, mroczna i tragiczna, ale jednocześnie typowa dla swojego gatunku, więc przy porzuceniu wielkich oczekiwań na pewno bardziej ją docenicie. 

Mroczna, ciężka, zaskakująca - oto wizja "Miejsca egzekucji" kryminału wciągającego w wir nietypowych wydarzeń. Co stało się z dziewczynką? Czy można mówić o morderstwie? Jakie demony odkryje Catherine? Jedno jest pewne - z powieścią Val McDermid na pewno nie można się nudzić.

"#Delete" Sandi Lynn

"#Delete" Sandi Lynn, Tyt. oryg. #Delete, Wyd. Amber, Str. 272

"Mężczyźni. Totalne dupki, jeśli chodzi o traktowanie kobiet. Co do jednego."

Oto powieść o sile kobiet. O romantyczkach, które marzą o prawdziwych książętach a nie typowych bad boyach, porzucających nas nez skrupułów. O kobietach, które nie boją się głośno mówić o swoich uczuciach.

W taki sposób Sandi Lynn zaskakuje. Do tej pory znałam ją od strony banalnych, choć jakże sympatycznych, historii romantycznych, które były ciekawe, ale niekoniecznie wartościowe. Teraz utrzymując swoją najnowszą powieść w podobnym stylu wchodzi na wyższy poziom i tworzy historię, która nie tylko bawi i cieszy, ale pokazuje, że głos płci pięknej także ma znaczenie.

Eloise Moore, główna bohaterka powieści decyduje się na wprowadzenie w życie niebanalnego projektu. Po kilku nieudanych związkach i złych doświadczeniach z mężczyznami powołuje do życia #Delete, pokazując kobietą jak powinny zachowywać się w momencie, gdy mężczyzna je lekceważy. Pomysł jest prosty - nie chcesz się angażować, należy cię usunąć! Ostatecznie. Jednak jeden niefortunnie wysłany sms zmienia wszystko i wywraca projekt Eloise do góry nogami. Czy w życiu buntowniczki jest jeszcze miejsce na ostatnią szansę, dla mężczyzny, który idealnie pasuje do charakterystyki tego, z którym nie powinno się mieć nić wspólnego?

Pomysł trafny, wykonanie dobre, nawet humor znalazł się tutaj smaczny i wywołujący na twarzy szczery uśmiech. Nie jest to książka, która zmieni nasze życie czy wpłynie na nie w taki, bądź inny sposób, ale na pewno umili wolny wieczór i udowodni, że literatura kobieca potrafi porządnie tupnąć nogą. Sandi Lynn bawi barwnymi postaciami, zaskakuje pomysłem na dalsze wydarzenia i wprowadza do historii słowne przepychanki między dwójką głównych bohaterów, które na pewno przypadną do gustu fanką gatunku.

Eloise to silna dziewczyna walcząca o głos uznania, pomagająca na swoim blogu kobietą, by te mogły stanąć na własnych nogach. Jednak sama gubi się przy kontakcie z Christianem, idealnym odpowiednikiem mężczyzny pozbawionego skrupułów i wizji na wspólną przyszłość. Jak na złość on postanawia wygrać niewypowiedzianą rozgrywkę i zrobi wszystko, by przekonać do siebie główną bohaterkę. Czy skutecznie? O tym musicie przekonać się sami, ale zapewniam - dobrej zabawy przy tym nie zabraknie. 

Chociaż powyższa lektura nie łączy ze sobą zbyt wielu motywów i nie zaskakuje na każdym kroku, to przygodę z "#Delete" śmiało mogę uznać za bardzo udaną. Sandi Lynn pisze pomysłowo i zabawnie, słodko jak cukierek i bardzo romantycznie. Wszystko po to, by umilić nam czas, zabrać w podróż pełną miłosnych przepychanek i pokazać, że i przy tak niezobowiązujących powieściach można się dobrze bawić.

środa, 11 lipca 2018

"Patrick Melrose" Edward St Aubyn

"Patrick Melrose" Edward St Aubyn, Tyt. oryg. Never Mind, Bad News, Some Hope, Mother's Milk, At Last, Wyd. W.A.B, Str. 864

"Podążam za pięknem wszędzie tam, dokąd mnie ono prowadzi, również w najbrzydsze miejsca."

Z rodziną dobrze tylko na obrazku. A i tam czasami dochodzi do spięć. Jak przetrwać w takiej rzeczywistości? Jak żyć z poczuciem klęski i dobrze się przy tym bawić? Główny bohater powieści Edwarda St Aubyn'a odpowie Wam w zaskakujący sposób.

"Patrick Melrose" to cykl pięciu powieści, które nowe wydanie zamyka w jednym tomie. Słuszna decyzja zważywszy na ścisłe połączenie ze sobą wszystkich tomów oraz ich stosunkowo niewielką ilość. Tym sposobem otrzymujemy jedną, wartą przeczytania powieść dla wybranych - bo jak się niedługo przekonacie to książka tylko dla tych, którzy mają odwagę mierzyć się z nietypowością formy i samej fabuły.

Sagi rodzinne to jeden z najbardziej cenionych przeze mnie gatunków, więc z przyjemnością sięgam po wszystko co nowe i nieoczywiste. Jednak tym razem coś jeszcze przekonało mnie do lektury - wiele niekoniecznie przychylnych opinii innych czytelników. Postanowiłam sama przekonać się co takiego jest w cyklu autora, że dzieli swoich czytelników na fanów i w rogów z widoczną linią graniczną. Przyznaję, że ja zdecydowanie stoję jednak po stronie tych, którzy książki autora trzymają na ulubionej półce, bo i styl, i fabuła oraz - co najważniejsze - sam główny bohater, idealnie wpasowali się w mój gust.

Satyra nie-satyra, główny bohater, który odgrywa rolę anty-człowieka z pogranicza absurdu oraz parodii, typowość dnia codziennego oraz realne życie to temat przewodni całej serii. To bardziej niż osobliwa saga rodzinna mocno nawiązująca do wątków społecznych, w której otrzymujemy bardzo wiarygodny portret angielskiej klasy wyższej z przełomu XX/XXI wieku, poparty doświadczeniami samego autora. Opowiada o dziedzicu arystokratycznego rodu - Patricku Melrose'ie, człowieku zepsutym i pogrążonym w mrokach demonów, z traumatyczną przeszłością i heroinowym głodem na karku. Bohaterze innym niż wszyscy znani nam do tej pory, takim który ujawnia całą prawdę.

Arystokratyczna rodzina w której gościć będziemy podczas całej lektury to świat kompletnej pogardy i pustki, przepełniony blichtrem i pięknem, które nie wnosi absolutnie nic poza wszechobecnym egoizmem i głupotą. Może jeszcze emocje, których tutaj absolutnie nie brakuje - więcej tych złych, niż dobrych, które idealnie łączą się z wydarzeniami i pasują do całej tej wyższej klasy bufonów i lepszych od innych. Autor stworzył ciężki w odbiorze świat, ale jakże prawdziwy i konkretny w swoim przesłaniu, od którego chce się uciec, a mimo to on wabi nas i przyciąga.

W kręgu arystokracji, w grze pozorów i osobliwości narodził się anty-bohater, który prowadzi nas przez swoją historię z zaskakującą szczerością. Trzeba mieć odwagę, by wkroczyć do jego świata, bo nie będzie łatwo podczas lektury od nadmiaru błędnych decyzji i skrajnych emocji. Jednak wszystko to wynagrodzi Wam styl autora - trochę kąśliwy, ironiczny i niemal cały czas destrukcyjny A jednak bardzo, bardzo dobry, z dowcipem w tle i nutą filozofowania. 

"Patrick Melrose" bez dwóch zdań nie jest sagą dla wszystkich. Wymaga poświęcenia, czasu i oddania, ale ten kto czuje się na siłach i zdecyduje się na lekturę - będzie zachwycony. Przynajmniej ja jestem i nie ukrywam, że bardzo zaprzyjaźniłam się z głównym bohaterem, przepadłam w ułudzie arystokratycznego światka i z wielką ciekawością śledziłam wielki dramat rozgrywany na moich oczach. Przemoc, zło, podłość, brak skrupułów - wszystko to niestety czeka na Was w powieści, ale możecie mi wierzyć, że dzięki temu szybko nie zapomnicie o tej lekturze.

"Będziesz na to patrzył" Magda Rem

"Będziesz na to patrzył" Magda Rem, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 408

"Zawsze sądziła, że tylko na filmach umiera się znienacka. W prawdziwym życiu to musi wyglądać inaczej."

Szczęśliwa rodzina, nieświadoma zbliżającej się tragedii. List, który niebawem zmieni wszystko. Sekrety, przez które cierpieć będą niewinni. Oto przepis na najnowszą powieść Magdy Rem, autorki "Tysiąca róż". Czy brutalność przyciągnie czytelników?

Rodzina Barczów należała do tych, którym sąsiedzi zazdroszczą szczęścia. Mąż lekarz, żona tłumaczka, córka - przykładne dziecko i idealna uczennica. Jednak pewnego dnia ich sielanka została naruszona jednym niespodziewanym listem kierowanym w stronę Marka. Okazało się, że jego rodzina wpadła w sidła psychopaty, który nie spocznie nim nie dopełni dzieła. Kim zatem jest tajemniczy morderca? Czy niesie ze sobą sprawiedliwość? A może nie ma głębszych powodów? Jedno jest pewne, pozory rodziny Barczów nareszcie ujrzą światło dnia.

Tak prezentuje się powieść autorki, która w dodatku usiana została masą przemocy i krwi. Magda Rem bez mrugnięcia okiem rzuciła swoich bohaterów w wir prawdziwego niebezpieczeństwa, nie wahała się uśmiercić tych, którzy na to zasłużyli i tych, których życie powinno jeszcze trwać. Szokowała wyborami, zaskakiwała zwrotem akcji i wciąż rosnącym napięciem w oczekiwaniu na kolejny ruch psychopaty. Jednak zabrakło mi w tym głębszych emocji, bo choć to książka zdecydowanie dedykowana czytelnikom o mocnych nerwach - nie wprowadza napięcia, które mogłoby zmrozić krew w żyłach.

Mocny temat podjęty został z dystansem, jakby dramat rodziny miał być ich wewnętrznym problemem i jak najmniej dotyczył samego czytelnika. Gdyby nie to, historia na pewno nabrałaby rozpędu i stała się jedną z lepszych książek ze wszystkimi cechami dobrego thrillera. Nie mogę jednak zapomnieć o plusach, które zrównoważyły wymienione niedociągnięcia: dynamiczna akcja, sprawnie przeskakujące motywy i wciąż rosnące napięcie sprawiły, że powieść przeczytałam jednego wieczoru z dużą dozą ciekawości jak ostatecznie wszystko się rozegra. Także bohaterowie okazali się na tyle intrygujący, że ich wiszące na szali życie nie pozostawało mi obojętne, chociaż biorąc pod uwagę kolejne ruchy psychopaty, nie powinniśmy przywiązywać się do żadnej z postaci.

Innymi słowy - "Będziesz na to patrzył" to książka dobra, ciekawa, ale nie idealna. Przewidywalność akcji i niedopracowanie portretów psychologicznych zmniejszają poziom zaangażowania w fabułę, nie przekonuje także sam finał historii, którego motywy niekoniecznie łączą się z rozgrywaną akcją. Jednak historia sama w sobie jest wartka i czyta się ją błyskawicznie, sama tajemnicza zbrodnia kierowana w stronę rodziny Barczów budzi pytanie - dlaczego właśnie oni? Stąd, choć nie w pełni usatysfakcjonowana, nie napiszę również że zawiodłam się na tej książce. Wybór pozostawiając Wam.

wtorek, 10 lipca 2018

"Och, Elvis!" Marika Krajniewska

"Och, Elvis!" Marika Krajniewska, Wyd. Czwarta Strona, Str. 320

"Jeśli nie odnajdziesz własnego szczęścia, za które sam jesteś odpowiedzialny, wiecznie będziesz zrzucał winę za swój smutek na innych."

Z pomysłem, dystansem i humorem. Marika Krajniewska napisała powieść idealną na lato, do zabrania na wakacje, przeczytania leniwym popołudniem, do cieszenia się i bawienia razem z głównymi bohaterami.

Lubię wszystko co szalone i nietypowe, dlatego z przyjemnością zdecydowałam się na powyższą lekturę. Przeczuwałam, że odnajdę się w fabule od pierwszej strony i choć nadzieje miałam spore a nigdy nie czytała żadnej książki autorki - w żaden sposób nie poczułam się rozczarowana. Wręcz przeciwnie! Tak dobrze bawiłam się podczas lektury, że w finale żal było mi żegnać się z bohaterami.

A musicie wiedzieć, że oni są tutaj największą atrakcją. Barwni, sympatyczni, kompletnie pokręceni i - co najważniejsze - całkowicie od siebie różni. Tworzą paletę niesłychanych postaci, które doskonale wiedzą co chcą i nie boją się wychodzić na przód problemom. W dodatku nie rzadko sami wpędzają się w tarapaty, bo szalonych pomysłów im nie brakuje. Jednak czas spędzony w takim towarzystwie jest spędzony nie tylko mile, ale i zabawnie! Autorka postawiła na wiarygodność z nutą dystansu w stosunku do ich decyzji, co zaowocowało niesłychanie pokręconą fabułą.

Joanna, kobieta po trzydziestce, niespełniona marzycielka, która wciąż mieszka z matką, cały swój wolny czas poświęca podopiecznym domu spokojnej starości, w którym pracuje. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę ciągły zamęt jaki tam panuje. Potwierdza to pomysł kilku podopiecznych, które by spełnić ostatnie życzenie zmarłej koleżanki, zabierają urnę z jej prochami w daleką podróż... na grób Elvisa w Memphis. Policja rozkłada bezradnie ręce i wydaje się, że tylko Joanna może odnaleźć szalone staruszki. Pomaga jej wnuk Alicji, który nie jest przekonany do całej tej sytuacji. Jednak czy można mu się dziwić?

Poczucie humoru niemal od pierwszych stron zaprasza czytelnika w pomysłową podróż przez przygodę nieograniczoną wiekiem. Wydaje się, że życie rozpoczyna się dopiero po siedemdziesiątce, gdzie człowiekowi już nie zależy na konsekwencjach decyzji i nie musi liczyć się z potencjalnymi problemami. Czerpie wówczas z życia garściami i doskonale się przy tym bawi. Można tylko pozazdrościć staruszkom pomysłowości i odwagi! Można także spróbować odnaleźć się w ich skórze i żyć prawdziwym życiem, bez ograniczeń. Joanna natomiast początkowo przypomina nijaką postać, która szybko rozwiewa te pozory, gdy bierze sprawy w swoje ręce. Mierzy się z wnukiem zmarłej podopiecznej, próbuje zrehabilitować niedopilnowanie urny i czuje, że zbliżają się uczucia nad którymi może nie zapanować. Jak to wszystko się potoczy? Przekonajcie się sami!

"Och, Elvis!" to powieść, jakiej na lato poszukuje każdy z nas. Sympatyczna do granic możliwości, zabawna i oryginalna. Z bohaterami, którym kibicuje się na całego. Napisana lekkim stylem, z delikatnym dystansem i swobodą idealnie łączącą się z fabułą. Doskonale bawiłam się czytając powieść Mariki Krajniewskiej i Wam również polecam tą szaloną przygodę. Czy staruszką uda się zrealizować plan? Czy miłość do Elvisa pomoże im w spełnieniu marzenia zmarłej koleżanki? Czy w całej tej wyprawie wydarzy się jeszcze coś niespodziewanego? Oto książka, która bawi i zaskakuje na każdym kroku.

poniedziałek, 9 lipca 2018

Książka na wakacje od Taniaksiazka.pl


Wakacje rozpoczęły się na dobre, przed nami czas relaksu, chwil wytchnienia i zapomnienia
Dla tych, którzy poszukują wielkich przygód to także czas, kiedy nic nas nie ogranicza i czytać można do woli.
Dniami.
Nocami.
Dniami.
Nocami.
Bez przerwy!

Wypoczynek na plaży, w drodze, na leżaku czy w domowym zaciszu - zawsze najlepszy jest z dobrą książką. Szczególnie tą przecenioną, kupioną z całym kartonem innych książek... tak by uczcić czas wolny ;) Albo pocieszyć się, gdy inni wyruszają przed siebie, gdy my musimy codziennie rano dumnie maszerować do pracy...

Cały asortyment z Taniaksiazka.pl czeka na Was! Książki przecenione nawet do -80% to idealne rozwiązanie na wakacyjny relaks czy zwykły popołudniowy wypoczynek dla moli książkowych i nie tylko! Każdy kto zamarzy sobie zaprzyjaźnić się z dobrą książką czym prędzej powinien odwiedzić stronę księgarni. 


A to skrót kilku ciekawych książek przecenionych w aktualnej akcji:

 


To jak? Dacie się namówić? ;) Idźcie za moim przykładem! W moim domu zawsze jest miejsce na książki ;)

 http://www.taniaksiazka.pl/t/ksiazka-na-wakacje

"Bez lęku" Mia Sheridan

"Bez lęku" Mia Sheridan, Tyt. oryg. Midnight Lily, Wyd. Otwarte, Str. 328

"Niemądrze jest odwracać się plecami do rzeczy, którym nie można ufać."

Mistyczna postać, sny i wielki las budzący grozę. Czyżby Mia Sheridan w swojej najnowszej powieści "Bez lęku" postawiła na powiew świeżości i zaserwowała nam powieść inną niż te, które poznaliśmy do tej pory?

Miałam przyjemność poznać wszystkie powieści, które wyszły spod pióra Sheridan i chociaż nie nazwałabym jej jedną z moich ulubionych autorek, to zawsze z przyjemnością sięgam po kolejne jej pozycje. Jednak decydują się na "Bez lęku" miałam w głowie obraz tego co już znam, z czego słynie autorka, do czego jest zdolna. Ona tymczasem zaserwowała mi historię inną niż wszystkie z tak ważnym dla mnie powiewem świeżości, że tuż po skończonej lekturze zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć. 

Wszystko rozpoczyna się od Holdena, chłopaka który jeszcze do niedawna był panem swojego życia. Ale przestał rozróżniać granice, sięgał co raz dalej i dalej, aż w końcu pochłonął go świat mroku. Uciekając od pokus i chcąc zapomnieć o traumatycznych wydarzeniach zaszywa się w malowniczym domku na skraju lasu, gdzie ma rozpocząć poszukiwania prawdziwego siebie. Tylko jak to zrobić, gdy nocami wciąż pojawia się na skraju lasu postać? Nocna Lilia jest prawdą czy tylko wymysłem jego wyobraźni? I dlaczego znajduje się tu, na granicy między życiem a przyrodą, całkowicie sama?

Pierwszy raz autorka tak dobrze przyłożyła się do kreacji postaci i połączyła dwójkę głównych bohaterów całkowicie nowym węzłem wzajemnego porozumienia. Ten nowy motyw, wątek zaczerpnięty rodem z baśni stał się idealnym wstępem do dalszej fabuły. Holden zamknięty w szponach nałogu, walczący o odzyskanie kontroli nad ciałem i umysłem stanął na przeciw Lily, bohaterki niesłychanie innej niż wszystkie, które miałam okazję poznać do tej pory. Kim tak naprawdę jest? I jaką tajemnicę skrywa? A jakąś skrywa na pewno, podobnie jak sam Holden, bowiem obydwoje wielokrotnie zaskakiwali mnie swoimi sekretami, zbijając z tropu i dając poczucie, że cała prawda dopiero przede mną.

Byłabym niesprawiedliwa klasyfikując najnowszą powieść autorki w kategorii prostej historii New Adult. Nie w przypadku, gdzie mamy do czynienia z mnogością płaszczyzn i niemal mistyczną fabułą. W końcu nie bez przyczyny możemy ją włożyć na półki pomiędzy inne bestsellery. Pytania o to kim tak naprawdę jest Lily i na ile można wierzyć Holdenowi w jego ocenie sytuacji to jedno, ale sprzenie na fenomenalne przedstawienie namiętności to już zupełnie nowy wątek zasługujący na odrębną uwagę. Autorka w pięknych, niemalże intymnych słowach przedstawiła niewinną nić porozumienia wiążącą się między bohaterami otoczoną gęstą mgłą tajemnicy, która nie opadała aż do ostatniej strony. I która zaserwowała mi niezwykły klimat na zawsze zrywający z utartymi schematami typowych powieści o miłości.

Na tle surowej przyrody, samotności pośród roślin i zwierząt, gdzie słychać szum wiatru i śpiew ptaków rozgrywa się historia "Bez lęku", która skrywa w sobie jednak pewien dreszcz przerażenia. Zaskakująca, nietypowa, świeża i inna niż wszystkie prowadzi nas w pełną nieoczekiwanych zwrotów akcję z pogranicza jawy i snu. Kim jest tajemnicza Lily? I co wspólnego z tym wszystkim ma porzucony szpital psychiatryczny? Dlaczego podczas lektury poznacie dreszcz przerażenia, zaznacie smaku prawdziwej miłości i zapytacie, jak to wszystko możliwe? Oto Mia Sheridan w najlepszym jak do tej pory wydaniu, którego absolutnie nie możecie przeoczyć!

"Dom nie z tej ziemi" Małgorzata Strękowska-Zaremba

"Dom nie z tej ziemi" Małgorzata Strękowska-Zaremba, Wyd. Nasza Księgarnia, Str. 240

"Czy on, dom, nas widzi?"

Czasami nawet dorosły chce poczuć się dzieckiem. Przypomnieć sobie czasy pięknych historii, które zupełnie nieskomplikowane niosły ze sobą wartościowe przesłania. Gdy byłam młodsza nie potrafiłam czytać między wierszami. Teraz wychodzi mi to znacznie lepiej, dlatego sięgając po literaturę dziecięcą jestem bardziej krytyczna. Ale i sentyment rośnie we mnie większy.

Wybór książki Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby nie był łatwy. Bałam się tego, co może czekać na mnie wewnątrz, ponieważ od początku wszystko mówiło mi, że to nie będzie prosta lektura. Ani przyjemna. Ale za to jakże ważna. I choć podeszłam z dystansem do lektury nie żałuję ani jednego przeczytanego słowa. Wręcz przeciwnie. Jestem zachwycona treścią i wykonaniem, które stworzyły z prostej książki dla dzieci niezwykle ważną opowieść, która powinna znaleźć się na półce każdego dorastającego malucha.

Fabuła opowiada historię Daniela i Marysi. Chłopiec poznaję dziewczynkę, gdy ta z zaangażowaniem obserwuje dom po drugiej stronie ulicy. On nie widzi w nim nic niezwykłego. Ona z lękiem patrzy w stronę budynku. Marysia wciąż powtarza, że dom nie rzuca cienia, że nie pada na niego deszcz, ale wewnątrz jest zimno przez śnieg i lodowe podłogi. Zaintrygowany Daniel postanawia pomóc nowej koleżance w odkryciu tajemnicy i wraz ze śledztwem dostrzegają nowe, zaskakujące fakty. Okazuje się bowiem, że dom zmienia ludzi - mamę w niemy kamień, tatę w ryczącego lwa. I wydaje się, że to wszystko wina Marysi. Dziewczynka zatem bierze sprawy w swoje ręce i postanawia wypędzić zło, kryjące się wewnątrz strasznego domu.

Ukryte znacznie w tej książce jest banalnie proste. I tak piekielnie emocjonalne, że dla starszego czytelnika bardzo wzruszające. Przyznaję, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że przyjdzie mi wylać łzy wzruszenia czytając "Dom nie z tej ziemi" a jednak książka mnie pokonała. I znalazła przez to honorowe miejsce w moim sercu. To wszystko za sprawą połączenia gatunków: pięknej przygody - z nutą tajemnicy, zaskakującymi zwrotami akcji i momentami magicznymi, historią pouczającą - z ważnym przesłaniem, otwierającą oczy oraz lekturą uczącą - w dziecinny sposób wyjaśniającą jak radzić sobie z lękami.

Z pomysłem i pokorą autorka porusza temat przemocy domowej, który w tym przypadku nie pozostawia żadnych wątpliwości - jest boleśnie i ciężko, ale przy tym tak subtelnie jak tylko możliwe. Poważny problem przykrywa wielka przygoda i tylko sprytne oko wychwyci, że nie dom jest zły a ludzie, którzy w nim mieszkają. Tym sposobem otrzymujemy książkę pouczającą, wartościową, pokazującą że w trudnych sytuacjach dorośli popełniają błędy, ale to dzieci biorą na siebie ciężar odpowiedzialności. I zamiast wieść beztroskie dzieciństwo, kłamią by ratować to co już dawno przegrane, by szukać szczęścia w miejscu, które nigdy szczęśliwe nie było. To tematyka ciężka, ale jakże ważna książka - "Dom nie z tej ziemi" jest pozycją obowiązkową dla rodziców i ich dzieci. By nie tylko dostrzegać problem u siebie, ale i widzieć go w zachowaniach innych.

niedziela, 8 lipca 2018

"Normalni inaczej" Tammy Robinson

"Normalni inaczej" Tammy Robinson, Tyt. oryg. Differently normal, Wyd. Iuvi, Str. 336

"Przede wszystkim chcę ją chronić. Nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że kiedy zarzuca mi ręce na szyję i czuję na skórze jej gorący oddech, mam wrażenie, że miłość do niej rozsadzi mi pierś."

Poukładane życie, monotonia dnia, poświęcenie dla kogoś, kto wymaga pełnej uwagi. Czy w tym wszystkim jest miejsce na prawdziwe szczęście? Na szczerą miłość? Tammy Robinson w swojej pełnej bólu powieści pokazuje, że czasem należy przewrócić swój świat do góry nogami, by zrozumieć co liczy się najbardziej. 

Zastanawiałam się czy powyższa książka mnie zaskoczy. W końcu ile powstało już powieści w podobnym temacie? Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie dała jej szansy. Przeczytałam pierwszą stronę, następnie druga i pomyślałam, że to będzie naprawdę dobra historia. Że być może naprawdę czekają mnie te obiecane emocje i to w natężeniu większym niż mogłam przypuszczać. Gdy przeczytałam połowę, wiedziałam że przepadłam bez reszty, ale to finał okazał się dla mnie najlepszym potwierdzeniem, że Tammy Robinson naprawdę ma talent.

Powieść opowiada historię Maddy, która musiała poświęcić się dla siostry. Każdy jej dzień jest do bólu przewidywalny i podobny do poprzedniego, wszystko dlatego, że Bee cierpiąca na autyzm nie potrafi inaczej funkcjonować. Maddy żyje w rytm wymagań Bee i nie ma czasu na własne przyjemności, nie ma zatem w jej życiu miejsca na przyjaciół czy chłopaka. Wszystko jednak zmienia się z dniem pojawienia Alberta. Chłopca, który porządnie namiesza w życiu obu dziewczyn. Czy mimo wszelkich zasad i niepowodzeń jest w ich życiu miejsce na wzajemne zrozumienie i miłość?

Oto przygoda dwójki zagubionych bohaterów, którym życie dało nieźle w kość. Zagubieni, bezradni, szukający ostatnich pokładów sił we własnym wnętrzu zaskakują czytelnika determinacją i walką o to co dla nich najważniejsze. Poświęcili się innym porzucając własne cele i zmienili się tym samym wzór do naśladowania na przykładzie szczerości i lojalności. Jednak niezależnie od tego jak wiele poświęcili wciąż malują się przed czytelnikiem jako osoby z krwi i kości, wiarygodne i popełniające błędy, które także się boją tego co przyniesie jutro. To wszystko widoczne jest jak na dłoni dzięki pierwszoosobowej narracji ze strony obu bohaterów - zarówno Maddy jak i Albert otrzymują głos w tej historii, by wzajemnie przedstawić swój punkt widzenia i niczego nie pominąć.

Powyższa lektura jest tak naprawdę banalnie prosta. To uczucia w niej zamknięte wynoszą ją ponadprzeciętność. Napisana lekkim stylem, z dużą ilością swobodnych dialogów, pokazuje że poprzez zabawę i subtelne poczucie humoru można napisać powieść o bólu, cierpieniu i stracie. Chwyta za serce i pozostaje z nami na długo przede wszystkim dlatego, że jest tak bardzo oczywista i przyziemna - podobna historia bez problemu mogłaby wydarzyć się tuż za rogiem i pokazać jak wielkie ofiary jesteśmy w stanie ponieść dla tych, których kochamy najbardziej.

"Normalni inaczej" to powieść płynąca z serca. Bardzo łatwa w swojej formie, lekka i niesłychanie przyjemna, ale jednocześnie motywująca do działania i dająca do myślenia. Pozostanie z Wami na długo, tak jak zostanie ze mną. Jestem pewna, że jeszcze nie raz do niej wrócę, bo podobne historie warto sobie przypominać. To lekcja pokory na temat odwagi i prawdziwego człowieczeństwa, pozbawiona egoizmu i bardzo ludzka.

"Wyrok na miłość" Agata Kołakowska

"Wyrok na miłość" Agata Kołakowska, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 628

"I widział swoje odbicie w lustrze. Odbicie człowieka przegranego."

Agata Kołakowska, autorka wielu znanych i cenionych powieści obyczajowych, powraca z nową historią, napisaną z pasją i zaangażowaniem równym pozostałym jej dziełom. "Wyrok na miłość" zabiera nas w podróż poplątanych ludzkich relacji, które pomogą nam spojrzeć na świat z wielu różnych punktów wiedzenia.

Nie jest łatwo na początku i to musicie wiedzieć. Historia rozpoczyna się chaosem w życiu bohaterów, który przekłada się także na odbiór przez czytelnika. Dzieje się wiele, nikt za bardzo nie wie co konkretnie, bo seria przypadków i całkowite zrządzenie losu sprawiają, że realizują się marzenia jednego z głównych bohaterów. I gdy już zrozumie się ten kontrolowany misz-masz wypadkowy, odetchnie głęboko i bliżej przyjrzy się fabule - można dostrzec, że całość jednak nabiera sensu i to co było wcześniej nie jasne, teraz nagle jest całkiem logiczne!

Adam Mitoraj, specjalista od rozwodów, marzy by w jego życiu w końcu coś się wydarzyło. By jego chowane w szufladzie scenariusze, w końcu wynosiły go na szczyt tworząc z prostego prawnika cenionego dramaturga. Na całe szczęście w jego życiu szybko pojawia się Igor Niesłony, dyrektor teatru muzycznego, który szuka świeżych talentów. Chociaż współpraca z nim nie jest łatwa biorąc pod uwagę jego charakter. Tak łączą się ze sobą losy bohaterów: Adama i Igora, Zofii sprzątającej w teatrze oraz Marleny - sprzedawczyni w sklepie z sukienkami. Na pozór różni od siebie szukają w życiu jednego: spokoju i szczęścia, które zapewni im realizację porzuconych na rzecz rzeczywistości marzeń.

Oto przepis na powieść pokręconą dokładnie tak jak jej bohaterowie, odsłaniającą ludzkie pragnienia oraz oczekiwania, pokazującą że w życiu nic łatwo nie przychodzi oraz że realizacja marzeń wymaga samozaparcia w niełatwej, wyboistej drodze ku obranemu celowi. Jednak jest w tym wszystkim złoty środek: przyjaciele i znajomi, którzy łącząc siły są w stanie z większą siłą przebicia otrzymać to co upragnione. Pamiętajmy jednak, że ludzka natura to zagadka a w najmniej oczekiwanym momencie możemy poznać prawdziwe motywy i cele jednostki. To właśnie udowadnia autorka w swojej najnowszej powieści prezentując przed czytelnikiem bogatą paletę osobowości (nie zawsze pozytywnych), które jak na dłoni pokazują człowieka w prawdziwym, realnym świetle.

Agata Kołakowska włożyła w swoją lekturę wiele zaangażowania, ponieważ powstała nie tylko fabuła, ale i muzyka idealnie komponująca się z treścią. Muzyka do piosenek została skomponowana przez Łukasza Wójcika specjalnie na rzecz książki a utwory Wilda wody oraz Wyrok na miłość zaśpiewała aktorka Teatru Muzycznego Capitol Ewa Szelmo. To dla mnie wiele znaczy, ponieważ nie od dziś wiadomo, że książki i muzyka idą ze sobą w parze a całość dzięki małej płytce na końcu lektury nabiera mocnego wydźwięku - nie tylko dwa utwory wybrzmiewają nam w słuchawkach, ale i krótka informacja od samej autorki.

To mówi samo za siebie - "Wyrok na miłość" to książka pisana z pasją i oddaniem, godnych najlepszych autorów. Nie pisana pod publikę a dla wiernych fanów i czytelników, po to by ich uszczęśliwić i zapracować na nasze uznanie. Agata Kołakowska mój głos na tak ma już od dawna, ponieważ przepadam za jej książkami, ale przyznaję że "Wyrok na miłość" to jej najlepszy projekt. Dlatego polecam wszystkim szukającym sensacji w życiu zwykłych ludzi i tym, którzy od powieści obyczajowej wymagają czegoś więcej. Polecam!

sobota, 7 lipca 2018

"Odrobina brokatu" Shari L. Tapscott

"Odrobina brokatu" Shari L. Tapscott, Tyt. oryg. Glitter and Sparkle, Wyd. Kobiece, Str. 310

"No to jesteście w końcu tą parą?"

Kolorowo, słodko, młodzieńczo - oto propozycja idealnej lektury z motywem szczęścia w nieszczęściu, w której młodzi dorośli stawiają czoła trudnym dylematom właściwym dla ich wieku. Idealna dla relaksu, niezależnie od pory roku.

Kto by pomyślał, że odrobina brokatu pokoloruje ponury świat? Lekiem na wszystkie smutki okazuje się kilka mieniących się punkcików, które od razu poprawiają humor. Banalne i niesamowicie proste, a jednak nie zawsze możliwe do wykonania. Bo być może istnieją dookoła nas takie sprawy, których nie uleczy paleta barw. Szczególnie w przypadku perypetii głównej bohaterki, która niedługo stanie w nowej, trudnej dla siebie sytuacji.

Plan Lauren od początku był prosty - skończyć szkołę, kontynuować blog w stylu DIY i znaleźć sobie kandydata na męża. Najlepiej bogatego i sławnego. Wszystko po to, by przeżyć cudowny happy end z całą masą brokatu w tle. Jednak plany zaczynają zmieniać się z dniem pojawiania się Harrisona, szkolnego przyjaciela brata Lauren. Chłopak zajmuje domek gościnny jej rodziny i wywraca życie dziewczyny do góry nogami. Wydaje się być irytujący, ale jak mu się oprzeć, kiedy przyciąga urodą i zaskakuje poczuciem humoru?

Przepis na powyższą lekturę jest bardzo prosty - typowość w każdej formie. Niestety nie jest to książka, która zaskoczy nas kreatywnością, zerwie z przyjętymi schematami i wprowadzi do fabuły poczucie świeżości. Jest ciekawa, sympatyczna i miła w odbiorze, ale również podobna do innych książek młodzieżowych i przy tym - niestety szybko znikająca z pamięci. Dlatego choć czyta się przyjemnie i nawet miło kibicuje się głównej bohaterce w jej miłosnych perypetiach, nie znajdzie się tutaj miejsce na głębsze uczucia. Może poza przyjemnym poczuciem humoru w przypadku dialogowych przepychanek czy nieporadnych decyzji Lauren. 

Podobnie jest z bohaterami - tak jak fabuła są przyjemni w odbiorze, ale nie wyróżniają się niczym szczególnym na tle swojej konkurencji. Harrison jak na typowego przystojniaka przystało, przyciąga adoratorki w promieniu kilku kilometrów. Zabawny i inteligentny przyćmiewa Lauren, cichą dziewczynę zamkniętą w realizacji swoich pasji. I choć oboje są mili, to niekoniecznie przekonują do siebie swoimi wątpliwościami odnośnie wspólnego związku. Jakby na siłę doszukiwali się pretekstów, by jednak pierwsza prawdziwa miłość nie został dopuszczona tutaj do głosu.

Nie zrozumcie mnie źle. "Odrobina brokatu" nie jest w żadnym wypadku książką złą. Czyta się ją błyskawicznie, z zaciekawieniem i sympatią w stosunku do bohaterów. Brakuje jedynie głębszych emocji i wartości, które wyniosłyby tą historię ponad przeciętność. Tymczasem to książka idealna na późne popołudnie bądź jeden długi wieczór, dla tych którzy poszukują miłej miłosnej historii bez konieczności angażowania się. Słodka jak cukierek i kolorowa jak tytułowy brokat umili Wam niezobowiązująco czas.

piątek, 6 lipca 2018

"Więźniowie miłości" Grace Burrowes

"Więźniowie miłości" Grace Burrowes, Tyt. oryg. The Captive, Wyd. Amber, Str. 367

"Książęta odnajdują się w tych rejonach ,niej więcej raz na tydzień. Dają nam rozrywkę, odkąd żabojady się wycofały."

Kubek gorącej herbaty, późny wieczór bez zobowiązań i romans historyczny to połączenie idealne. Bez względu na porę roku.

Dwie autorki - Grace Burrowes oraz Julia Quinn przekonały mnie do gatunku już dawno temu. Pokazały mi wszystkie blaski i cienie niezobowiązujących powieści o miłości w humorystycznym stylu, z dystansem i z dużą dawką słodziutkiego lukru, którego tutaj nigdy nie powinno zabraknąć. Tak właśnie zakochałam się w tym gatunku i z przyjemnością zdecydowałam się na lekturę najnowszej książki Grace Burrowes.

Mężczyzna zamknięty na miłość i kobieta, która być może pokaże mu jak kochać na nowo. Oto fabuła pełna emocji i serdecznych uczuć, w której wszystkie miłosne chwyty dozwolone! Wszystko za sprawą księcia Christiana Severn'a, który przeżył wiele lat we francuskiej niewoli. To doświadczenie złamało go i podbudowało jednocześnie. Nabrał dystansu do życia i doświadczeń, których nigdy nie chciałby powtórzyć. Przy życiu trzymało go jedynie pragnienie zemsty, które teraz może zrealizować. Tylko czy wolność i zemsta to dobre połączenie?

Wszystko wskazywało na to, że będzie to powieść o upadku człowieka, który zatracił się w swoich mrocznych emocjach i przestał myśleć o konsekwencjach czynów. Jednak spotkał na swojej drodze hrabinę Gillian Greendale, kobietę która udowodniła mu, że w życiu liczy się coś więcej niż próba udowodnienia swoich sił. W dodatku Gillian doskonale wie jak boli okrucieństwo, w końcu doświadczyła go ze strony brutalnego męża. Nie ma już sił na kolejne negatywne emocje. Dlatego nie waha się ani chwili, gdy spotkanie z surowym księciem uwalnia w niej dawno zapomniane emocje.

Wiem co myślicie. To na pewno nie dla mnie, nie czytam takich książek. A szkoda! Ja również tak kiedyś myślałam, trzymałam się na dystans od wszelkich romansów historycznych. A później przeczytałam jeden, drugi i kolejny i tak zaczęłam zaczytywać się w tym gatunku. Tutaj wszystko jest proste, nieskomplikowane, nawet problemy wydają się trywialne i poczucie szczęśliwego zakończenia wcale nie wydaje się odległe. Dzięki temu to idealne lekarstwo na ponure dni, na monotonię życia i na wszystko co smutne.

"Więźniowie miłości" to kolejna sympatyczna lektura spod pióra Grace Burrowes, którą przeczytałam z przyjemnością. Opowiada o ludziach, którzy wycierpieli zdecydowanie zbyt wiele i gdy przyszło im kochać, postanowili się odważyć. Co z tego wyniknie? I czy ta dwójka ma szansę na wspólne szczęśliwe zakończenie? O tym musicie przekonać się sami. Bez zobowiązań, bez wielkich nadziei ale z dystansem i otwartym umysłem - polecam!

"Dalekie pawilony" Mary Margaret Kaye

"Dalekie pawilony" Mary Margaret Kaye, Tyt. oryg. The Far Pavilions, Wyd. Poznańskie, Str. 783 + 816

"A przecież angielskie prawo stanowi, że każdy człowiek jest niewinny, dopóki nie udowodni się mu winy."

Orientalny klimat Indii, miłość, wojna i strach przed nieznanym to nowa odsłona znanej i cenionej angielskiej klasyki w nowym, jakże pięknym wydaniu.

Nie trzeba wiele, by fan powieści klasycznych odnalazł się w historii proponowanej przez Mary Margaret Kaye. To ponadczasowa historia, która porusza, zaskakuje i wprowadza czytelnika w świat XIX-wiecznych Indii, wykreowanych przez autorkę z pasją i oddaniem, która słowem maluje przed nami obraz ówczesnych wydarzeń z niezwykłą wiarygodnością i precyzją. Trudno jest oprzeć się historii położonej u stóp mitycznych Himalajów, zwanych przez Hindusów Dalekimi Pawilonami.

Fantastyczny, lekki i bardzo przystępny (nie stylizowany na dawny) styl autorki to jedynie wstęp do fascynującej fabuły, od której nie mogłam się oderwać mimo licznych stron obu tomów. Nierozerwalna historia zamknięta w dwóch częściach składa się z ośmiu ksiąg podzielonych dodatkowo na rozdziały, dzięki czemu historia praktycznie czyta się sama i przewracanie kolejnych stron stanowi nie lada przyjemność.

To powieść otwarta na czytelnika, bogata w doświadczenia i emocje, o których ciężko zapomnieć. Opowiada o Ashtonie, Angliku urodzonym w Indiach oraz jego ukochanej, Andżuli, przyszłej żonie radży. Ich zakazane uczucie kiełkuje na oczach czytelnika, przyspiesza bicie serca i prowadzi do wielu sporów zagrażających życiu bohaterów wprowadzając do historii mnóstwo niebezpieczeństw i niezapomnianych przygód, które zmieniają postrzeganie klasyki - budując przed czytelnikiem jeden z najciekawszych obrazów wielowątkowej powieści pierwszy raz wydanej w 1978 roku.

Ash urodził się w brytyjskiej rodzinie, która w kolonialnych Indiach zapewniła mu życie w dostatku oraz przywilejach. Jednak los miał dla niego inne plany i jako osierocony, mały chłopiec trafił pod opiekę Hinduski, jednej ze służących na dworu radży. Dorastając nie spodziewa się, że niebawem stanie w obliczu wielu wyborów - Wschód czy Zachód? Żołnierski obowiązek czy prywatne uczucia? Wszystko to w obliczu niespodziewanej ucieczki skieruje go na drogę wielkich przygód i jeszcze większych niebezpieczeństw, gdy jako młody żołnierz brytyjskiego wywiadu będzie musiał zdecydować o losie swojej ukochanej. Targany sprzecznymi emocjami wdaje się w bójkę i wysłany do odległego pułku traci rozum niczym naiwny nastolatek. Dopiero nieoczekiwana szansa na odbicie ukochanej pozwala mu jasno spojrzeć na sprawę. Czy lata doświadczeń i wielkie emocje w stosunku do Andżuli pozwolą mu spełnić swoje obowiązki?

Oto przed Wam wyjątkowa powieść pełna emocji, uniesień i wzruszeń. To niezwykła podróż, która zapewni Wam wiele godzin wspaniałego orientalnego klimatu, któremu autorka poświęciła wiele uwagi. Wielowątkowa akcja ustąpiła miejsca drobiazgowym scenom hinduskich oraz angielskich obyczajów, pokazała podział w kulturach, objaśniła motywy kierujące bohaterami w stosunku do człowieka, ojczyzny i obowiązków, tworząc jednocześnie bogaty obraz fikcji literackiej zmieszanej z ustępami prawdziwych wydarzeń. Mary Margaret Kaye mocno bazując na prawdziwych wydarzeniach wplotła do fabuły wiele scen, które wydarzyły się na prawdę, a o których będziecie mogli przeczytać w ustępie drugiego tomu. To wszystko dodało historii ram jeszcze większej wiarygodności i poczucia, że każda historia ma w sobie ziarno prawdy.

Nie przeczytacie tej powieści szybko ze względu na sporą ilość stron, ale nie odczujecie także podczas lektury ani chwili nudy. Pamiętajcie tylko, że to historia dla wybranych, dla odważnych zwolenników dawnych historii o miłości w obliczu prawdziwej wojny i tych, którzy cenią sobie angielską literaturę klasyczną. Dla mnie "Dalekie Pawilony" okazały się wyśmienitą literacką ucztą bogatą w barwne opisy, wspaniałe i głębokie kreacje bohaterów oraz wydarzenia tak wciągające, że konkurujące z wieloma powieściami przygodowymi. Pamiętajcie tylko, by decydując się na lekturę zaopatrzyć się w oba tomy! To jedna i nierozerwalna powieść rozłożona na dwie książki i możecie mi wierzyć, że w finale pierwszej będziecie wdzięczni za drugi tom pod ręką. Gorąco polecam!

czwartek, 5 lipca 2018

"Smak ciebie" Kristen Proby

"Smak ciebie" Kristen Proby, Tyt. oryg. Savor You, Wyd. Amber, Str. 256

"Nie masz wyjścia, musisz za mnie wyjść."

Ile właścicielek restauracji Pokusa - tyle książek w serii. A może i nawet więcej? Kristen Proby w piątej już odsłonie swojego cyklu wprowadza na pierwszy plan kolejną osobowość o zaciętym charakterze. Czy wyróżni się na tle swoich poprzedniczek? 

Każda książka jest inna, podobnie jak różne są bohaterki które podjęły się prowadzenia restauracji. To ciekawy zabieg, pozwalający nam poznać kobiety z bliżej perspektywy, jednocześnie nie zapominając o poznanych wcześniej pierwszoplanowych postaciach. Jedne są mniej, drugie bardziej ciekawe, ale każda z nich ma pewną historię do opowiedzenia, które wielbicielki romansów na pewno chętnie wysłuchają.

Tym razem w roli czołowej bohaterki poznamy Mię Palazz, kobietę dla której gotowanie to coś więcej niż praca. To z jej inicjatywy restauracja Pokusa otrzymała wyjątkowo smaczne i... seksowne menu, w którym potrawy nie tylko spełniają wszystkie oczekiwania kubków smakowych, ale i rozpalają zmysły. Dzięki niej media w końcu zaczęły mówić o miejscu, w które włożyła tyle pracy. Wszystko idzie zgodnie z planem. Do czasu, gdy pojawia się Camden Sawyer. Ponowne spotkanie z tym mężczyzną zmienia wszystko w życiu Mii.

Czy dawna miłość może ponownie wzbudzić zapomniane uczucia? Czy zabliźnione rany mogą otworzyć się na nowo? Mia, bohaterka bardzo sympatyczna i otwarta na czytelnika ponownie wpada w pułapkę własnych uczuć i musi stawić czoła Camdenowi, kulinarnemu geniuszowi, który stanowi dla niej nie małą konkurencję. Razem z nim Mia wystąpi w kulinarnym show, by raz na zawsze udowodnić kto jest lepszy. Tylko czy łącząca ich chemia w obiektywie kamer może przenieść się również do sypialni? Camden zrobi wszystko, by udowodnić kobiecie, że są dla siebie stworzeni. Ona na początku będzie się opierać.Ale jak można odwracać się plecami do człowieka, który kiedyś tyle dla niej znaczył? I który złamał jej serce?

Kristen Proby po raz kolejny napisała prostą, słodko-gorzką rozgrywkę między głównymi bohaterami, która nie ma zbyt wielu motywów, nie ma także zaskakujących zwrotów akcji, ale jest lekka i swobodna, dzięki czemu czyta się ją błyskawicznie. Ciekawe wydarzenia z kategorii telewizyjnego show przenoszą się także w namiętne ramiona miłosnych perypetii głównych bohaterów, którzy przypomną nam, że powieść obyczajowa potrafi sprawnie łączyć się z nieskomplikowanym erotykiem. Co z tego wyniknie?

"Smak ciebie" to książka na leniwe popołudnie, z sympatycznymi bohaterami i miłą akcją. Nie ma w niej głębszych uczuć, nie ma także konkretnego przesłania, ale nie zawsze jest to potrzebne, by dobrze bawić się podczas czytania. Cała seria Kristen Proby jest miłą odskocznią od dnia codziennego, z delikatnym poczuciem humoru, silnymi męskimi bohaterami i zadziornymi kobietami. Dlatego polecam tym, którzy nie potrafią się oprzeć miłosnym perypetiom.

"Kocham tylko tak" Kate Sterritt

"Kocham tylko tak" Kate Sterritt, Tyt. oryg. Love My Way, Wyd. Kobiece, Str. 347

"Mam serce rozdarte na dwoje."

Powieść młodzieżowa podobna do wielu? A może głęboka lektura o stracie i odkupieniu? Wszystko wskazywało na to, że Kate Sterritt napisała lekką, sympatyczną powieść w sam raz na wakacje. Nic nie wskazywało na to, że będzie to powieść pamiętana przez lata.

Napisana z lekkością powieść o dziewczynie, która stanęła w obliczu wielkiego problemu, zabiera nas w podróż przez sercowe problemy głównej bohaterki. Wystarczy zaledwie kilka stron, by przekonać się, że czeka na nas historia z przesłaniem, z mocnym wydźwiękiem, wartościowa i pozwalająca czytać między wierszami. Taka, której nie powinno się w żaden sposób przyrównywać do innych z tego gatunku, bo "Kocham tylko tak" zasługuje na indywidualną uwagę.

Historia sama w sobie wydaje się bardzo prosta. Emerson poznała Merekiego jeszcze za czasów dzieciństwa. Połączyła ich wielka przyjaźń a następnie prawdziwa miłość. Jednak wydarzyło się coś, co zburzyło mury ich wspólnie budowanej sielanki. Wieź, która miała przetrwać wieczność, nagle została przerwana. Jednak na tym typowość akcji się kończy. Do gry wchodzą bowiem głębsze emocje, które zaprzątają głowę bohaterów i nie pozwalają im przestać myśleć o konsekwencjach swoich wyborów. Emerson bowiem po latach spotkała Josh'a. I chociaż próbowała zapomnieć, widziała w nim wyłącznie cechy swojej pierwszej miłości. Czy zatem los wybrał za nią? Czy w jej życiu nie ma już miejsca dla chłopca, który był jej przeznaczony?

Fabuła prowadzona dwutorowo, dzieli się na to co było kiedyś oraz to co dzieje się teraz. Buduje to napięcie, które nie pozwala zbyt szybko poznać tajemnicy związanej z przeszłymi wydarzeniami i zmusza do przerzucania kolejnych stron w nadziei, że w finale czeka nas zakończenie, jakiego oczekujemy. Jednak to wszystko nie jest takie proste, bowiem podczas fabuły czekają nas zaskakujące wydarzenia, sprzeczne emocje i lawina problemów, z którymi będziemy musieli się uporać wraz z bohaterami. W tym wszystkim jest miłość, problematyczna i ciężka, ale przy tym niezwykle piękna - taka, jaka istnieje tylko raz w życiu, do osoby którą kochamy pełnią serca.

To powieść o ludziach, którzy bardzo szybko stają się bliscy naszemu sercu. Emerson w oka mgnieniu łapie kontakt z czytelnikiem a Ki wraz Josh'em stają się ideałami prawdziwej sympatii i definicją wspaniałej miłości. W słodkiej, choć nie pozbawionej wielkiego bólu historii pokazują się ze strony wielkich osobowości zamkniętych w ciałach prostych ludzi, którzy przeżywają wielki dramat rozgrywany na oczach czytelnika. Bo choć każdy z nas łatwo zrozumie poczynania głównej bohaterki, nie zmienia to sytuacji naszego serca, które im dalej w lekturę, tym bardziej czuje się złamane.

"Kocham tylko tak" to lektura dla każdego. Szczególnie dla tych czytelników, którzy myślą, że nie ma książki która roztopiła by ich lodowe serce. Kate Sterritt udowodni Wam, jak łatwo można napisać powieść od której nie sposób się oderwać, kochając głównych bohaterów ze wszystkich sił. Ciepła, serdeczna, choć miejscami także gorzka, pokazuje siłę ludzkich wyborów w poczuciu niesamowitej miłości i ograniczeń wyznaczanych nam przez los. Niezapomniana lektura, która pozostaje z czytelnikiem na długo po przeczytaniu ostatniej strony.

środa, 4 lipca 2018

Premierowo: "Bez przeszłości" Keith Donohue

"Bez przeszłości" Keith Donohue, Tyt. oryg. The Motion of Puppets, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 408
PREMIERA: 5 lipca 2018r.

"Kiedy nagle w środku nocy zapaliło się górne światło, poczuła, jak w miejscu, gdzie kiedyś miała serce, rozpiera ją radość."

Nie brakuje w literaturze współczesnych interpretacji mitologicznych wydarzeń. Jednak z takim pomysłem, świeżością i... odwagą spotkałam się pierwszy raz. "Bez przeszłości" to nowa wersja mitu o Orfeuszu i Eurydyce w bardzo luźnej, choć nietypowej wersji.

To trochę tak, jakbym czytała przełożoną na papier bajkę Toy Story, tylko w wersji bardziej dla dorosłych. Zaskakującą, niebywałą i inną niż wszystkie historie czytane do tej pory. Być może właśnie dlatego tak wciągającą i trzymającą w napięciu do ostatniej strony.

Wszystko rozpoczyna się od lalki. To ona rozkochuje w sobie Kay Harper, pracującą w cyrku akrobatkę. Kobieta o wielkiej duszy i jeszcze większej wyobraźni dostrzega w zabawce coś, co nie widzi nikt poza nią. Nie spodziewa się jednak, że niebawem odkryje jej prawdziwe wnętrze. Pewnej nocy odczuwając na karku spojrzenie tajemniczego prześladowcy Kay zagląda do sklepiku z ukochaną lalką, by tam znaleźć schronienie. I już z niego nie wychodzi.

Kto by się spodziewał, że można napisać powieść fantasy, bajkę dla dorosłych i niezły dreszczowiec w jednym? Gdy Kay znika jej mąż rozpoczyna poszukiwania, ale nikt nie angażuje się zbyt głęboko w poszukiwania kobiety. To w nim policja dostrzega sprawce a zrozpaczony Theo nie wie co zrobić. Przemierza ulicę Starego Miasta i nie wie, że jego żona jest tuż obok - w sklepiku z zabawkami, sama zaklęta w lalkę ożywającą wyłącznie nocą. Kay wróci do swojej prawdziwej postaci tylko wówczas, gdy jej mąż odnajdzie ukochaną i rozpozna w niej prawdziwą twarz.

Brzmi niesłychanie prawda? A jednak wykonanie okazało się równe intrygującej treści. Autor wykreował ponury świat rzeczywistości, która nie przyciąga do siebie zwykłych ludzi. Obowiązki, praca, brak konkretnych celów w życiu - wszystko to prowadzi do fascynacji czym kolorowym, niecodziennym jak piękna lalka zamknięta za sklepową szybą. Tak właśnie rozmywają się granice między fantazją a rzeczywistością, gdzie nie do końca wiadomo co jest prawdą a co wyłącznie wymysłem naszej wyobraźni. Bo gdy nastaje noc i lalki ożywają, pojawia się klimat dreszczu przerażenia, intymności i niemalże grozy, która buduje napięcie nie do przebicia.

"Bez przeszłości" to książka prowadzona powolnym stylem, miejscami niemal nostalgiczna, powolna a jednak ciekawa i kusząca wydarzeniami kolejnych stron. Jest w niej nietypowa wariacja na temat jednego z ciekawszych mitów, owiana grozą i tajemnicą. Melancholia graniczy z dystansem do rzeczywistości, opowieść magiczna i bardzo działająca na psychikę czytelnika. Po lekturze tej książki krytycznym okiem spojrzycie na świat zabawek.