poniedziałek, 14 stycznia 2019

Przedpremierowo: "Mroczne cienie" V.C. Andrews

"Mroczne cienie" V.C. Andrews, Tyt. oryg. Whitefern, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 368
PREMIERA: 17 stycznia 2019r.

"I jeśli ktoś miał przeczuwać nadejście tego dnia, to właśnie ja – najlepsza, jedyna, słodka Audrina."

Mroki, tajemnice, wydarzenia sprzed lat. Oto kolejne losy Audriny w kontynuacji serii V.C. Andrews. Czy i tym razem autorka nas nie zawiedzie?

Uwielbiam twórczość Andrews. Jako fanka sag rodzinnych dawno temu trafiłam na jedną z serii autorki i zakochałam się w tych opowieściach pełnych rodzinnych tajemnic, niedomówień, ucieczek od przeszłości, potrzeby blichtru i bezpieczeństwa. Każdy nowy cykl jest dla mnie wielką przygodą i zawsze pozwalam sobie na chwilę słabości, porzucając codzienność na rzecz kolejnych przygód ulubionych bohaterów.

Długo czekałam na wznowienie serii o Audrinie. Aktualny, drugi tom przenosi nas w czasie, w przyszłość, kiedy główna bohaterka wyrasta już z dziecinnych ram i wchodzi w dorosłe życie. Jednak to nie są łatwe chwile. Teraz jej czuły i kochający mąż Arden stał się chorobliwie ambitny, bezwzględny i okrutny. Szczególnie po śmierci jej ojca i odziedziczeniu w spadku praw do zarządzania firmą. Teraz w mrocznej posiadłości Whitefern budzą się demony. Ona nie chciała prowadzić firmy. On wbrew przeciwne. Zaczyna się walka o stanowisko, o udowodnienie kto lepiej potrafi funkcjonować. Dlaczego ojciec w ostatniej chwili przed śmiercią zmienił swój zapis?

Mroczne domostwo, złe emocje, trudne życiowe doświadczenia. Saga rodzinna, której losy sięgają daleko w przeszłość i zapowiadają równie burzliwą przyszłość. Nigdy nie wiadomo co wydarzy się dalej, kto odejdzie, kto zmieni swoje postanowienia. Taki jest zawsze znak rozpoznawczy serii autorki - pełne wykorzystanie wybranych bohaterów, zaangażowanie ich w fabułę i przedstawienie bogatych profili psychologicznych, by - ostatecznie - gdy nie są już potrzebni usunąć ich z planu. Uwielbiam ten zamysł, to świadome prowadzenie kreacji postaci od początku do końca, które przecież stają się nam bliskie już od pierwszej strony i przez cały czas żyjemy ich przygodami.

Lekko, swobodnie, bez zbędnych pomysłów a jednak z pomysłem i z potężną dawką emocji. Wiem jednak, że to dopiero początek, że to dopiero rozgrzewka przed dalszymi tomami serii. Widać jak rozwijają się postacie, jak nabierają pewności siebie i przygotowują na ostateczną rozgrywkę. To ścisła kontynuacja wcześniejszej części, więc pamiętajcie o zachowaniu chronologii. Inaczej nie odnajdziecie się w historii i nie zrozumiecie motywów kierujących bohaterami. A to najważniejsza część historii!

"Mroczne cienie" to powieść, która tonie w mroku. Nawiązuje klimatem do wcześniejszych powieści autorki, przypomina jak cenny jest motyw starych posiadłości. Udowadnia, że sagi rodzinne to najlepsze książki dla rozrywki i pełnego zaangażowania się w historię. Wciąż doskonale się czyta, wciąż intryguje i zapewnia doskonałą zabawkę. Uwielbiam przygody Audriny i już z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji.

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam twórczość tej autorki, jednak przyznaję, że dawno nie sięgałam po jej książki, dlatego z chęcią wznowię czytanie jej powieści, które potrafią zachwycić! :)

    Pozdrawiam,
    https://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2019/01/kirke-madelinemiller-recenzja.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie angażujące i klimatyczne książki, więc będę miała ją na uwadze. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię motyw starych posiadłości. Jestem na tak.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam jeszcze pierwszego tomu historii Audriny, ale mam ją w planach czytelniczych. Jak się z nią zapoznam i mi się spodoba, to na pewno sięgnę i po "Mroczne cienie" ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę nadrobić inne książki tej autorki, a dopiero zapisywać nowe tytuły

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  6. Na razie udało mi się przebrnąć przez dwa pierwsze tomy "Kwiatów na poddaszu", ale łatwo nie było... Wszystkie tytuły Andrews mam na czytniku, ale jej styl jest tak specyficzny i ciężki, że na razie jeszcze nie mogę przybrać się do nadrobienia zaległości.

    OdpowiedzUsuń