niedziela, 8 lutego 2026

"Kino drugich szans" Thea Weiss

 
"Kino drugich szans" Thea Weiss, Tyt. oryg. The Second Chance Cinema, Wyd. Czwarta Strona, Str. 416

 

Wspomnienia, które leczą. Magia, która przynosi zrozumienie. 

 

Nastrojowa, nietuzinkowa, pokazująca życie w zupełnie innej odsłonie. Propozycja od Thei Weiss bardzo miło mnie zaskoczyła, poruszając w moim sercu najczulsze struny.

To opowieść o bohaterach na miejscu których mogliśmy stanąć my sami. Proza obyczajowa, subtelnie romantyczna, momentami nasiąknięta magią. Wszystko jednak od pierwszej do ostatniej strony było na swoim miejscu, jakby autorka od początku miała jasny plan, który zrealizowała z podziwu godną precyzją. Sięgając po lekturę spodziewałam się opowieści podobnej do innych, przyjemnej dla wyobraźni, ale jednocześnie szybkiej do zapomnienia. A jednak styl Weiss, jej umiejętność żonglowania emocjami oraz budowania złożonych sylwetek bohaterów zatrzymały mnie myślami przy fabule na długo po zamknięciu ostatniej strony. 

Ellie i Drake mieli jasny plan na przyszłość i widzieli siebie na ślubnym kobiercu. Jednak pewnej nocy trafili do starego kina a tam ujrzeli film z ich udziałem. Jak to możliwe, że na wielkim ekranie pojawiły się wspomnienia z ich dzieciństwa? Każdy seans ujawnia pewne tajemnice, każdy nowy film zbliża bohaterów do teraźniejszości. Nie wiedzą jednak co odkryją przed zakończeniem spektaklu i czy ujawniona prawda pozwoli im przetrwać. 

Trudno opisać słowami wyjątkowość fabuły, ponieważ główną rolę odgrywają tutaj silne emocje. Kameralna przestrzeń ciemnego kina, nawiązanie do wspomnień, które nie każdemu się podobają oraz mocna analiza bohaterów, ich myśli, zachowań oraz podejmowanych decyzji, budują obraz związku opartego na pewnych kłamstwach. A jak wiadomo, nie tak powinna wyglądać droga do budowania wspólnej przyszłości. Autorka w ciekawy sposób pokazała różnorodność charakterów, skonfrontowała ze sobą inne światy, uchwyciła momenty strachu, niepewności oraz poczucia, że być może Ellie i Drake nie znali siebie tak dobrze jak podejrzewali. Gdy oni mierzli się z własnymi demonami, my z zachwytem przerzucaliśmy kolejne strony, wraz z nimi siedzieliśmy na kinowych fotelach i zajadając popcorn z zapartym tchem obserwowaliśmy bieg wypadków.

Napisać, że jestem zachwycona powyższą powieścią to jakby nie napisać nic. Dawno nie czytałam tak inteligentnej książki na miarę współczesnych czasów o ponadczasowym wydźwięku. Trzymałam kciuki za bohaterów, zżyłam się z ich opowieścią, na własnej skórze odczuwałam wszystkie zmiany zachodzące w nich zależnie od obejrzanego seansu. Thea Weiss stworzyła akcję z niezwykle osobistym wydźwiękiem, mądrą, dojrzałą i tak smaczną, że pozostaje apetyt na więcej. 

sobota, 7 lutego 2026

"Frankenstein" Mary Shelley

 
"Frankenstein" Mary Shelley, Tyt. oryg. Frankenstein or The Modern Prometheus, Wyd. Filia, Str. 288

"Bo nic się tak nie przyczynia do uspokojenia umysłu jak zdecydowany cel- najlepszy punkt zaczepienia dla duszy i niczym nie zaślepionego intelektu."

Dawno temu, kiedy nikt jeszcze nie miał pojęcia o wampirach podbijających serca nastolatek, o wilkołakach toczących bój o swoje miejsce w życiu niewinnych dziewcząt, Mary Shelley powołała do życia jedną z istot, która potrafi zmrozić krew w żyłach samych swoim istnieniem. I wcale nie zamierzała podbijać niczyich serc, ale kto wie - może chętnie by je zjadła?

Nie ma nic dziwnego w tym, że "Frankenstein" trafił do kanonu klasyki, o której wspomina się przez lata. Trudno mi jednak określić w jaki tak właściwie gatunek mogłabym wpleść tą powieść. Po części jest to historia fantastyczna, czego idealnym przykładem jest sam tytułowy bohater. Jednak wszystko to jest również trochę straszne, więc czy mogłabym zaliczyć tekst do powieści grozy? A może zakwalifikować tą lekturę jako idealny przykład dawnej powieści społecznej, trochę przerysowanej (bo co tu robi ten Frankenstein?), ale jednak trafnie rozkładającej na czynniki pierwsze ludzką psychikę? Nie mam pojęcia, który z tych motywów przewodnich jest odpowiedzialny za przydzielenie tej powieści do jednego konkretnego gatunku, ale wiem jedno - całość wypadła naprawdę wzorowo.

Jak to już bywa z klasykami pisanymi dawien dawno - nie jest to książka łatwa, a czasami nawet męcząca. Trudno przebrnąć przez pierwsze strony historii, w której narrator zwraca się w swoim liście do siostry i opisuje swoją przygodę. Robi to trochę niefortunnie, bo właściwie nie zainteresował mnie ani jednym zdaniem i gdybym nie liczyła na dobre rozwinięcie, istniała duża szansa porzucenia przeze mnie lektury już na wstępie. Ale im dalej w fabułę, tym wszystko zaczynało się rozwijać, pojawiła się pierwsza wzmianka o Frankensteinie, później druga i kolejna, a każda następna wydawała się co raz bardziej intrygująca. Narrator słowami tytułowego bohatera opisuje postępowanie oszalałego z ambicji naukowca i jego historię. Victor Frankenstein nie wyjawił jednak zbyt wiele z samego procesu powstawania jego dzieła i owiał nutą tajemnicy sam akt tworzenia. To wzbudziło moją ciekawość i popuściłam wodzę wyobraźni, szczególnie że sam wygląd Frankensteina też nie został konkretnie przedstawiony. Może poza tym, że okazał się istotą silniejszą od człowieka i budzącą wstręt od jednego spojrzenia.

Można tutaj zaangażować swoją wyobraźnię, by ta podsuwała nam co raz to okrutniejsze obrazy. To najlepszy aspekt tej książki - fabuła jest zaskakująca i intrygująca, ale jednocześnie nie podaje wszystkiego na tacy. Czytelnik zaczytuje się w każdej kolejnej stronie i wciąż ma ochotę na więcej, ale to powieść o trochę innym znaczeniu - niesie ze sobą przesłanie społeczne, w której natura człowieka staje na pierwszym planie. Myślę, że każdy z Was odczuję tą lekturę inaczej, bo właśnie tak została napisana - by pobudzać ludzkie odruchy i emocje o których dawno zapomnieliśmy.