czwartek, 30 czerwca 2016

"Coś pożyczonego" Emily Giffin

"Coś pożyczonego" Emily Giffin, Tyt. oryg. Something Borrowed, Wyd. Otwarte, Str. 400

"Nauczyłam się jednak, że sami tworzymy własne szczęście i że sięgnięcie po coś, czego pragniemy, oznacza również utratę czegoś innego. A kiedy gra toczy się o wysoką stawkę, strata może być bardzo dotkliwa."

Zaintrygowana twórczością Emily Giffin tym razem postanowiłam zmierzyć się z historią wydaną w dwóch częściach - miałam ochotę dłużej poczytać o bohaterach stworzonych przez autorkę. Choć przyznaję, że miałam pewne obawy. W końcu jedna dobra książka nie musi mieć przełożenia na pozostałe, prawda?

Tym razem historia na początku przypomina typowe romansidło z nutą depresji i typowości w tle. Sami powiedzcie: Darcy i Rachel przyjaźnią się od dzieciństwa i są dla siebie jak siostry. Jednak pewnego dnia ich przyjaźń pęka jak bańska mydlana, gdy Rachel budzi się u boku Deksa - narzeczonego Darcy. Brzmi bardzo schematycznie, prawda? W dodatku Rachel zakochuje się w Deksie, a nad tym wszystkim wisi co raz bliższe widmo ślubnego dnia. 

Nie powiem, sama po przeczytaniu opisu z tyłu okładki byłam pewna, że tym razem nie dostanę tak dobrej historii. Ale to wyłącznie moja wina, bo zapomniałam obdarzyć autorkę zaufaniem, którego tutaj zdecydowanie zabrakło. Mimo, że opis faktycznie brzmi typowo, nie zaznałam w całej fabule ani jednego momentu nudy. Właściwie to na nowo zaangażowałam się w rozterki bohaterów, tym bardziej że to kolejna powieść Giffin z życia wzięta - nieprzerysowana historia, trochę smutna i melodramatyczna, ale przy tym realna i rzeczywista, gdzie czytelnik bardzo łatwo może postawić się w sytuacji bohaterów.

Problem jest tym większy, że Darcy zawsze marzyła o tym, by być lepszą we wszystkim od Darcy. I chociaż ich przyjaźń była wielka to szczerość ze strony bohaterki nie była tak prawdziwa jest ze strony Rachel. Biorąc pod uwagę obie bohaterki i - nie inaczej - dzięki rewelacyjnie przedstawionej dogłębnej analizie obu pań mogłam wybrać tą, która bardziej zdobyła moje uznanie: zdradzona Darcy, czy Rachel. Wybór dla mnie był tylko jeden - Rachel. Jej przyjaciółka to typowa zazdrośnica, która egoistycznie idzie przez życie i nie patrzy na uczucia innych. Zgoda, Rachel zawiniła, ale łatwo ją ocenić z gór. Tak naprawdę to bohaterka, która kierując się w życiu zasadami popełniła jedne błąd, skreślając całe swoje dotychczasowe życie. Miłość nie wybiera, a o tym właśnie jest fabuła "Coś pożyczonego" - o tym, że kocha się tak mocno tylko raz i że życiowe wybory nie zawsze są trafione.

W twórczości Griffin można wyczuć powiew powieści obyczajowej z mocnym zaangażowaniem ze strony pisarza. Dobra ręka, lekki styl, ciekawa fabuła i pełnokrwiści bohaterowie to coś co w końcowym efekcie daje naprawdę wartą uwagi książkę. Niepotrzebnie obawiałam się kolejnej historii Giffin - oczarowała mnie dokładnie tak jak "Pewnego dnia" i przyniosła kolejne życiowe przesłanie. Jakie? Musicie poznać je sami - polecam!

Cykl Coś pożyczonego:
Coś pożyczonego | Coś niebieskiego 

5 komentarzy:

  1. "Coś pożyczonego" to była pierwsza powieść Emily Giffin, po którą sięgnęłam. Pamiętam, że czytało się ją naprawdę szybko i dość przyjemnie. Dobrym uzupełnieniem jest film ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Do tej pory jeszcze nie czytałam żadnej książki Emily Giffin, ale w tym przypadku muszę przyznać, że oglądałam film na podstawie tej książki i był nawet ciekawy. Po książkę zamierzam sięgnąć jesienią, tak jak po pozostałe tej autorki. Cieszę się, że spodobała Ci się ta książka.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka zapowiada się nieźle :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam jeszcze nic autorki, ale mam w planach ;) Może mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Griffin. Miałam okazję poznać ''Coś pożyczonego'', ale zniechęcił mnie opis fabuły. A po Twojej recenzji wnioskuję, że może bym się jednak nie rozczarowała :)

    OdpowiedzUsuń