poniedziałek, 6 lutego 2017

Przedpremierowo: "Straceńcy" Ingar Johnsrud

"Straceńcy" Ingar Johnsrud, Tyt. oryg. Kalypso, Wyd. Otwarte. Str. 504
PREMIERA: 15 lutego 2017r.

"Umysł nie bez powodu się zamyka. Pański mózg jest sprytniejszy od pana."

Klimat skandynawskich kryminałów to niemal klasyka. Przyjęło się, że jeśli dana powieść wywodzi się z Norwegii musi czarować przyciężką, trochę mroczną atmosferą i tajemnicą na pierwszy rzut oka niemożliwą do rozwiązania. Nie da się ukryć - takie historie są najlepsze, więc nic dziwnego, że oczekujemy od nich jak najwięcej. 

Ingar Johnsrud jest autorem, który dopiero stawia pierwsze, odważne kroki w świecie kryminału norweskiego, ale jego kariera zapowiada się naprawdę imponująco. Przede wszystkim dlatego, że autor nie boi się mieszać w schematach i zrywać z przyjętymi założeniami. Odważnie stawia swojego bohatera - Fredrika Beiera - w trudnych dla człowieka sytuacjach i pozwala czytelnikowi obserwować jak stacza się na dno ("Naśladowcy", tom pierwszy) oraz jak z tego dna się odbija ("Straceńcy", drugi tom). Choć robi to powolnie, na drżących nogach, więc jest nadzieja, że Johnsrud dynamicznie rozwinie swojego detektywa. Aż miło pomyśleć, że pojawi się trzeci, być może jeszcze lepszy tom.

Fredrik Beier swoją osobą prezentuje postać bohatera, którego niewiele osób polubi przy pierwszym spotkaniu. Po wydarzeniach z poprzedniego tomu załamał się totalnie i nie miał motywacji by stanąć na nogi. Kto ma ochotę czytać o detektywie, który zamiast znowu wkroczyć do akcji spadł na samo dno? Na pewno ten, kto zapoznał się z pierwszą częścią i wie, na co stać Beiera. Nie dziwcie się zatem, że miałam szczerą ochotę potrząsnąć nim i przywrócić do działania. To prowadzi natomiast do kolejnego wniosku - Ingar Johnsrud potrafi pisać tak, że czytelnik ma ochotę żyć życiem stworzonych przez niego bohaterów i angażować się w sprawy z nimi związane. Nie bawi się w ładne słówka, nie czaruje tylko pokazuje wydarzenia w surowym świetle feralnych wydarzeń. Autor ma talent, który dopiero się ujawnia i jeśli się nad nim popracuje, kto wie? Może jeszcze nie jeden raz nas zaskoczy.

Fabuła książki początkowo opiera się na powrocie do życia zdruzgotanego Fredrika, którego głównym celem jest wyjście z depresji. To może trochę rozczarować, bo przecież jeśli trzymamy w rękach skandynawski kryminał, oczekujemy, że już od pierwszych stron rzuci nas w wir kryminalnych wydarzeń. Faktycznie, mogłoby tak być, gdyby nie sam tragizm głównego bohatera. Jego cierpienie jest niemal namacalne, więc nietaktem byłoby wymagać od niego zatopienie żalu w rozgrzebywaniu zwłok. Ale gdy w tym samym czasie jego partnerka Kafa Iqbal odkrywa cztery ciała w różnych dzielnicach Oslo i wydaje się, że to nie koniec morderstw wszyscy liczą, że to Beier rozwiąże zagadkę. A tajemnica - przyznaję - jest całkiem dobrze dopracowana, na tyle, że niemal do samego końca nie wiedziałam jak to wszystko się zakończy.

Powieść "Straceńcy" ma w sobie potencjał serii, która skupi na sobie uwagę wielu czytelników. Dobrze napisana, dopracowana w najważniejszych szczegółach, intrygująca i zaskakująca na koniec. Czy można chcieć czegoś więcej? Nie wówczas, gdy życie głównego detektywa wydaje się absorbować niemal całą uwagę czytelnika. Polecam jednak wrócić do pierwszego tomu, warto poznać Beiera z każdej strony, bo czuję, że jeszcze nie jeden raz nas zaskoczy.

11 komentarzy:

  1. Na razie mam lekki przesyt skandynawskich kryminalow,ale jak mi minie, to czemu nie?

    OdpowiedzUsuń
  2. To rzeczywiście ciekawa seria z tego co widzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam ostatnio na Znaku promocję na pierwszy tom i chyba się skuszę, żeby potem sięgnąć i po drugi. ;) Chyba czas dać szansę Norwegom. ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś zraziłam się do skandynawskich kryminałów, ponieważ zazwyczaj akcja wlecze się jak flaki z olejem, chociaż klimat faktycznie mają trochę mroczny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak namacalne cierpienie głównego bohatera tylko mnie intryguje. Mam te książkę w czytelniczych planach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie sięgnę po dobry kryminał :) Będę miała tytuł na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę koniecznie nadrobić pierwszy tom. No cóż, autor ma bardzo wysoką poprzeczkę (wszyscy wiedzą, jak dobre są skandynawskie kryminały), więc jestem bardzo ciekawa, jak to wszystko się rozwinie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja zdecydowanie jestem zwolenniczką czytania serii od pierwszego tomu :) powinnam się skusic :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja już tez mam lekturę "Straceńców" za sobą :) Bardzo ciekawa lutowa propozycja...

    OdpowiedzUsuń