środa, 6 lipca 2016

Premierowo: "Pierwsza przychodzi miłość" Emily Giffin

"Pierwsza przychodzi miłość" Emily Giffin, Tyt. oryg. First Comes Love, Wyd. Otwarte, Str. 456
PREMIERA: 6 lipca 2016r.

"Obrazy, które wolelibyśmy wyrzucić z pamięci, wracają z uporem i brutalną wyrazistością, a szczegóły, które pragniemy zatrzymać, wymykają nam się niczym sen tuż po przebudzeniu."

Po ostatnim bogatym w emocje maratonie z autorką nie mogłam się oprzeć jej najnowszej historii, która skusiła mnie naprawdę intrygującym opisem. I oczywiście obietnicą historii pełniej wzlotów i upadków od której nie będę mogła się oderwać do samego końca. 

Tym razem opowieść trochę mnie zaskoczyła. Myślałam, że czeka na mnie kolejna małżeństwa rozterka a tak naprawdę spotkałam się z dobrą historią o całym życiu - rodzinnym, przyjacielskim i tym indywidualnym, poszczególnych bohaterów. Josi i Meredith to siostry wykreowane za sprawą autorki na dwa różne sposoby. Meredith jest mężatką z bogatym życiowym doświadczeniem, ma dwójkę dzieci i chociaż mogłoby się wydawać, że to wystarczy do pełni szczęścia - wcale tak nie jest. Z kolei Josi to bezdzietna singielka, która również nie jest zadowolona ze swojego życia. I chociaż Josi żyje według własnych zasad, nie słucha nikogo i w przeciwieństwie do swojej siostry - nic nie musi, brakuje jej sensu życia, który trzymałby ją w ryzach. 

Uwielbiam w twórczości Giffin to, że potrafi podejść do każdego swojego bohatera w pełni indywidualnie i stworzyć zupełnie odmienne światy. Josi i Meredith łączą więzy krwi i to, że marzą o czymś uparcie i silnie, a mimo tego nie mogą tego mieć. Jednak to wszystko, bo później ich drogi emocjonalne się rozchodzą i każda zmaga się z własnymi demonami. Przyznaję, że bardziej polubiłam Josi, ale to Meredith skupiła z kolei większą uwagę swoim brakiem wolności. Mając rodzinę wciąż szukała nowych doświadczeń, czego co wyrwie ją z rutyny i narzekała na świat, tak jakby to on był temu wszystkiemu winien. A może tak naprawdę jest? Kiedyś siostry miały brata, a dziś są tylko we dwie. Właśnie to warunkuje ich dalszą przyszłość, która przez cały czas opiera się na wydarzeniach z przeszłości.

Zaskoczeni brakiem wątku romantycznego? Niepotrzebnie. Chociaż fabuła faktycznie tym razem skupia się przede wszystkim na rodzinnych więziach, to autorka nie zapomniała o intrygujących wątkach pobocznych, w których na nowo nawiązała do swoich ponadczasowych rad - siły przyjaźni i miłości, która jest w stanie stawić czoła największym problemom. 

Obawiałam się tej książki, bo znając już autorkę z tej dobrej i tej złej strony nie miałam pojęcia, jak tym razem wypadnie jej powieść na tle wszystkich pozostałych. Teraz już wiem, że moje podejrzenia były zupełnie niepotrzebne. "Pierwsza przychodzi miłość" to kolejne dobre dzieło w kolekcji autorki, które na pierwszym planie stawia wartości rodzinne i tęsknotę za niemożliwymi marzeniami. Fanom i nie fanom - polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

A w ramach niespodzianki mam dla Was darmowy fragment najnowszej powieści Giffin! - Klik ;)

12 komentarzy:

  1. Żałuję, że nie czytałam jeszcze nic Giffin. Muszę to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam dotychczas jedną jej książkę i zachwytu niestety nie było, ale ta nowość zbiera póki co same pozytywne opinie, więc... Pewnie się skuszę :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przeczytałam jeszcze niczego autorstwa Giffin i jeszcze nie wiem, czy chcę zmienić ten stan rzeczy.


    Zapraszam do siebie :) W lipcu blog obchodzi urodziny i z tej okazji będzie sporo konkursów. Pierwszy z nich już na blogu.
    http://www.recenzjezpazurem.pl
    Diane Rose

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mnie kusi ta książka i mam nadzieję, że niebawem ją poznam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam tę książkę! :) Zapowiada się iście wakacyjnie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczynam dopiero czytać i mam podobne obawy do tych, jakie Ty miałaś :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę o życiu, codzienności, tajemnicach, żałobie. Jestem zadowolona z lektury:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnimi czasy mam chwilowy przesyt historiami miłosnymi, mam ochotę na coś mroczego, jakiś thriller lub kryminał :D. Jednak książka zapowiada się bardzo ciekawie, więc być może kiedyś po nią sięgnę :)

    Pozdrawiam
    ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś przepadałam za książkami tej autorki! Twoja recenzja zachęciła mnie, by sięgnąć po "Pierwsza przychodzi miłość" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię książki tej pisarki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cieszę się, że ta książka wypada dobrze na tle pozostałych. Również czytam Emily Giffin, lecz teraz jestem w trakcie lektury "Sto dni po ślubie". Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń