Potrzebują zapewnienia, że mają po co żyć.
Jeśli chodzi o thrillery psychologiczne, John Marrs nie ma sobie równych. Każda jego powieść pełna jest domysłów i zaskoczeń, tak zręcznie przedstawionych, że analizujemy je w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony.
Od samego początku uderza w nas gęsta atmosfera niepokoju. Znając prozę autora wiedziałam, że lada moment wybuchnie wielka sensacja, ale i tak nie mogłam wyjść z podziwu jak umiejętnie skonstruował intrygę i pokierował nią inteligentnie w nieprzewidywalną stronę. To znak rozpoznawczy Marrsa, jego kluczenie w zawiłym labiryncie podszeptów i czytania pomiędzy wierszami, które dla poszukiwaczy motywów psychologicznych są najlepszą formą czytelniczej uczty. Odpowiednie dawkowanie emocji w połączeniu z dojrzałą, solidnie przedstawioną kreacją wszystkich bohaterów to przepis na niewątpliwy sukces.
Laura pracuje pod numerem Ostatniego Przystanku, ale zupełnie nie zależy jej na ludziach szukających ratunku. Dla niej mogliby umrzeć. A jednak sprawia pozory i jest w tym doskonała. Utrzymuje stan tych, którzy poszukują pomocy, ponieważ sama odżywia się ich nieszczęściem. Pozostawiła za sobą trudną przeszłość, ale ta zdążyła silnie wpłynąć na jej charakter. Ktoś przejrzał zamiary kobiety, ale ta nie pozwoli na zdemaskowanie.
Fabuła pełna jest pułapek i do samego końca trudno przewidzieć, w którą stronę potoczą się losy bohaterów. Zawiłość zdarzeń to zdecydowanie najmocniejsza strona tej książki, ale każdy najmniejszy detal odpowiada za misternie skonstruowaną opowieść pełną ukrytych znaczeń. Ważny temat zaburzeń poczucia wartości odpowiada za podejmowane przez bohaterów decyzje, które czasami były błędne przez wgląd na prywatne demony. To podbiło stawkę tworząc fabułę bardziej wiarygodną i dojrzałą a same napięcie wynikające z działań nieprzewidywalnych postaci dopełniło dzieła. Marrs sięga po moralne dylematy, pokazuje, że człowiek postawiony w trudnej sytuacji jest znacznie łatwiejszy do manipulowania a samotność wyznacza własny rytm dnia. Tym sposobem otrzymujemy powieść głęboką, z duszą, która poza niezaprzeczenie wybuchową psychologicznie akcją oferuje szerszy kąt patrzenia na kogoś po drugiej stronie. Bardzo smaczna, nieszablonowa, otwierająca drzwi do miejsca, w którym wszystko może się wydarzyć.
Wstrząsająca, dająca mocno do myślenia, inna niż wszystkie i - chociaż uwielbiam całą twórczość Marrsa - uważam, że "Dobra samarytanka" to jego najlepsze dzieło. W tej książce wszystko ma podwójną wartość, nie tylko sam tekst, ale i działania podejmowane przez wszystkich bohaterów. A jak wiemy takie historie czyta się z jeszcze większym apetytem. Dlatego jeśli szukacie lektury gwarantującej niebezpieczną przygodę na kilka długich godzin - zdecydowanie polecam.

