piątek, 1 maja 2026

"Alfa" Grzegorz Brudnik

 
"Alfa" Grzegorz Brudnik, Wyd. Filia, Str. 528
 

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Do czasu.

 

Jak to dobrze, że możemy pochwalić się przeróżną paletą charyzmatycznych polskich autorów, których powieści wybijają się spośród tłumu. Autorów pomysłowych, błyskotliwych i piszących tak, że nie można się oderwać! Do tej elity bez wątpienia należy Grzegorz Brudnik a swoją najnowszą książką podbija stawkę. 

Zazwyczaj wybieram powieści kryminalne, w których prowadzącymi sprawę są zwykli ludzie. A jednak w tym przypadku komisarz postawiony na pierwszym planie koncentruje pełną uwagę czytającego. Jego wiarygodnie wykreowana, złożona postać zachęca do głębszej analizy a emocje z nią związane szybko pozwalają nam nawiązać nić porozumienia. W takim towarzystwie zostajemy wprowadzeni w sam środek nieprzewidywalnej gry potęgowanej mrocznym klimatem oraz gęstniejącym napięciem, więc z zachwytem przerzucamy kolejne strony, by w końcu odnaleźć prawdę. 

Trudno jest opisać fabułę, aby nie zdradzić podstawowych informacji. W tej rozgrywce wszystko ma bowiem swoje znaczenie. Podążając po nitce do kłębka obserwujemy bogaty, wielowątkowy proces w pełni angażujący naszą wyobraźnię i ukazujący jak przeszłość oraz wiejskie wierzenia potrafią wpłynąć na proces myślenia. Co z tym wszystkim będą miały przekazywane miejskie legendy oraz wspominane po cichu czarownice? O tym musicie przekonać się sami! 

Trzeba przyznać, że autor ma doskonałe wyczucie i wie gdzie oraz kiedy tupnąć nogą, żeby wywołać największe zamieszanie. Czytasz sobie spokojnie o wszystkich wypadkach, łączysz fakty, doszukujesz się tego co ukryta pomiędzy wierszami a tu bum!, ni z tego, ni z owego akcja zmienia bieg, bohaterowie nagle wylewnie ujawniają nowe informacje i niby z zachwytem podejmujesz ten trop, by za moment trafić na ślepy zaułek. Uwielbiam takie kręte fabuły! Jednak tylko autor o odpowiednim literackim wyczuciu potrafi wszystko posklejać w sposób tworzący spójną, ekscytującą, emocjonalną całość. Brudnik robi to rewelacyjnie, bawi się z czytelnikiem w grę, której zasady zna tylko on i podsyca nasz apetyt na więcej. Z jednej strony delektujemy się dynamiczną fabułą, z drugiej analizujemy decyzje bohaterów, z trzeciej pocieramy ramiona, gdy zimne mazurskie powietrze dostaje nam się pod ubrania. Autor stawia na podszepty, pokazuje sytuacje z różnych perspektyw i udowadnia ile człowieka jest w człowieku, gdy stanie on oko w oko z prawdziwym zagrożeniem. 

To niepokojąca opowieść, w której wszystko może się wydarzyć. Polecam wcześniejszej sięgnąć po pozostałe książki z komisarzem Lichym, ponieważ jego postać budowana jest jako całokształt (chociaż pojedyncze tomy w postaci samej kryminalnej przygody również warte są uwagi). Fani gatunku nie poczują się rozczarowani, docenią natomiast styl i pomysłowość autora, który z książki na książkę wydaje się wypadać (o ile to tylko możliwe) jeszcze lepiej. Bardzo dobra historia, bardzo dobry klimat, bardzo dobra podstawa do tego, by zaszyć się z lekturą gdzieś poza codzienne obowiązki i pozwolić wciągnąć się w wir wydarzeń. 

czwartek, 30 kwietnia 2026

"Zły opiekun" Marcel Moss

 
"Zły opiekun" Marcel Moss, Wyd. Filia, Str. 368

 

Są rany, które nigdy się nie zabliźniają. I zemsta, która domaga się finału. 

 

Kornel Malicki nie spodziewa się, że już niebawem pojawi się przed nim kolejny problem do rozwiązania. Czy i tym razem uda mu się wygrać z czasem?

Nie ma nic przyjemniejszego od oddania się nowej lekturze ulubionego autora. Szczególnie gdy ten nie zwalnia tempa i po raz kolejny zaskakuje nieprzeciętnym umysłem oraz plastycznym stylem. Marcel Moss nie pierwszy raz pokazał mi jak dobrze czuje się w świecie thrillera, tworząc zawiłą opowieść pełną pułapek oraz mylnych tropów. Brawurowo rozegrał banalny na pierwszy rzut oka pomysł, grając przede wszystkim na emocjach czytelnika oraz jego fantazji. Barwne opisy, mroczny klimat, zagadki wiszące w powietrzu oraz przejmujące napięcie zbudowały historię od której trudno było mi się oderwać. 

W lipcu 2007 roku nad Jeziorem Solińskim zorganizowano obóz, który dla uczniów zakończył się tragedią. Jeden z nich otworzył ogień strzelając do rówieśników a z kolei inna obozowiczka przepadła bez wieści. W tej sytuacji zrodziło się więcej pytań niż odpowiedzi. Wiele lat później Kornel Malicki przyjeżdża do Wołkowyi zbierając materiał do swojej książki. Nie spodziewa się, że rozdrapując stare rany sprowadzi na siebie prawdziwe niebezpieczeństwo. 

Fabuła biegnie na dwóch przestrzeniach czasowych. To jeden z moich ulubionych zabiegów, dzięki któremu mogę nie tylko lepiej wczuć się w rozgrywane wydarzenia, ale i doszukiwać się tego co ukryte pod powierzchnią. Pozornie niezwiązane ze sobą wydarzenia zaczynają łączyć się w spójną całość, ale nim do tego dojdzie, po drodze czeka nas cała masa pomysłowych perturbacji. W pełni przemyślana, dynamiczna oraz angażująca akcja przygląda się z bliska wszystkim bohaterom, pokazuje ich destrukcyjną tendencję oraz udowadnia, że wielu wie więcej niż raczy wyjawić. Wszechobecne niebezpieczeństwo mocno zaciska swoje sidła, kontrolowany przez autora chaos zaczyna nabierać kształtów, gdy zagadka decyduje się odkrywać pewne fakty a prywatne problemy głównego bohatera dodadzą całości odpowiedniej wiarygodności. Powoli, po nitce do kłębka, podążamy wyboistą drogą i nie potrafimy zdecydować na czym bardziej skupić naszą uwagę: na głębokiej, psychologicznej analizie postaci czy na samym epickim klimacie.

Doskonale wiemy, że niebawem wydarzy się coś naprawdę złego a jednak i tak czujemy się mile zaskoczeni. "Zły opiekun" to barwna gra pozorów bazująca na podszeptach i niedopowiedzeniach, które ze strony na stronę nabierają rozpędu. Marcel Moss doskonale wie jak bawić się z czytelnikiem, żonglować emocjami, stosować odpowiednie napięcie, dzięki czemu otrzymujemy powieść kompletną, spójną oraz inteligentną, nie tylko trzymającą poziom poprzedniczki, ale i delikatnie podnoszącą poprzeczkę. Zarezerwujcie dla tej książki kilka wolnych godzin, ponieważ zapewniam, że nie będziecie mieli ochoty szybko jej odłożyć.