Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo: Papierowy Księżyc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo: Papierowy Księżyc. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 września 2022

"Dom nad błękitnym morzem" T.J. Klune

"Dom nad błękitnym morzem" T.J. Klune, Tyt. oryg. The House in the Cerulean Sea, Wyd. Muza, Papierowy Księżyc, Str. 416


"(...) życie bez nadziei nie jest prawdziwym życiem."


Obawiałam się tego co może nieść ze sobą "Dom nad błękitnym morzem", ponieważ tak silnie zachwalane przez wszystkich lektury czasami stoją ze mną w całkowitej sprzeczności i zupełnie mi się nie podobają. Jednak w twórczości T.J. Klune od samego początku było coś intrygującego, coś co przyciągało mnie do siebie niczym magnez, więc zaryzykowałam i... wcale tego nie żałuję.

To historia potencjalnie kierowana do młodszego czytelnika, ale świeżo po lekturze mogę śmiało ocenić, że odnajdzie się w niej każdy, bez względu na wiek. Autor sięga po ponadczasowe wartości, uczy nas poprzez losy swoich bohaterów i pokazuje świat z zupełnie innej perspektywy co dobrze wpłynie na kształtowanie młodych charakterów lub zmianę perspektywy dla tych, którzy myśleli, że mają już wyrobione pewne osądy. I chociaż historia wydaje się z pozoru banalna to im więcej stron przerzucamy, tym większej świadomości nabieramy, że pod płaszczykiem przyjemnej opowieści kryją się wartości, które towarzyszą nam każdego dnia.

Linus Barker zabiera nas w bardzo oryginalną, ekscytującą podróż. Jako pracownik w Wydziale Nadzoru nad Magicznymi Nieletnimi często musi stawać na wysokości zadania, ale zazwyczaj jego życie jest spokojne i poukładane. W końcu Linus ma już swoje lata, więc nie potrzebne mu dodatkowe wyzwania. A jednak pewnego dnia Niezwykle Ważne Kierownictwo wysypał go na tajemniczą wyspę, na której przebywa szóstka młodych postaci oznaczona wysokim stopniem niebezpieczeństwa. To zadaniem Linusa jest ich odnalezienie i zdegradowanie do odpowiedniej roli, ale mężczyzna nie spodziewa się, że na miejscu stanie oko w oko z największym wyzwaniem w swoim życiu.

Na wstępie wydarzenia są dość powolne. Autor wprowadza nas w temat, zarzuca szczegółami, które nie zawsze mnie interesowały, ale początkową monotonię szybko przełamała podróż głównego bohatera, która wyniosła akcję na wyższy poziom. Pojawienie się Linusa na wyspie zaowocowało mnogością podejmowanych motywów, zaangażowaniem ważnych wartości aż w końcu lawiną skrajnych emocji przez które śmiałam się wraz z bohaterami i smuciłam nad ich losem. Czytamy bowiem o wykluczeniu, odrzuceniu, błędnych osądach, braku poczucia własnej wartości, o ludzkich ograniczeniach, które nie pozwalają nam otworzyć się na drugiego człowieka. T.J. Klune serwuje nam lekcję ogłady, pokazując, że stereotypowe myślenie jest krzywdzące dla każdej strony.

"Dom nad błękitnym morzem" to lektura bardzo niepozorna, ale niosąca ze sobą ogromny bagaż doświadczeń oraz emocji. Czas spędzony w towarzystwie Linusa oraz poznanych przez niego pozostałych bohaterów okazał się dla mnie wielką, wartościową lekcją oraz przygodą, której na pewno szybko nie zapomnę. To nie jest jednocześnie tak, że autor zarzuca nas mądrościami i każde podążać wyznaczoną ścieżką. Nie. On jedynie pokazuje nam możliwości z których możemy skorzystać. Powieść jest jednocześnie lekka, przyjemna i bardzo wciągająca, więc każdy kto zdecyduje się na spotkanie z lekturą nie będzie żałował swojego wyboru. Niezastąpione  bestsellery znajdziecie w księgarni Taniaksiazka.pl.

niedziela, 22 maja 2022

"Boży ślepiec" Anna Stephens

 "Boży ślepiec" Anna Stephens, Tyt. oryg. The Godblind, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 531


Kiedyś ziemią rządzili Czerwoni Bogowie. Mroczna Pani i jej horda walczyli ze śmiercią, krwią i ogniem.


Bardzo dobrze zapowiadająca się powieść Anny Stephens od razu wpadła mi w oko. Wszystko wskazywało na to, że czeka mnie lektura pełna zaskoczeń, intrygujących zwrotów akcji oraz przygody niebezpiecznej a jednocześnie uzależniające. Z wielkimi nadziejami więc podeszłam do lektury "Bożego ślepca" a podstawowe pytanie brzmi: czy się nie rozczarowałam?

Nie. Choć przyznaję, że liczyłam na coś innego. Miałam w głowie zupełnie inny obraz fabuły, więc na początku czułam się skonsternowana biegiem wydarzeń, ale im więcej stron przerzuciłam, im więcej faktów poznałam, tym lepiej wszystko zaczęło się układać a ja porzuciłam swoje oczekiwania na rzecz propozycji autorki i przyznaję, że w ostatecznym efekcie czuję się miło zaskoczona. Podobał mi się styl Stephens, który okazał się plastyczny i bardzo dobrze oddający świat przedstawiony, ale to zasady panujące w nowo wykreowanym miejscu przykuły moją największą uwagę.

Potrzeba chwili, by odnaleźć się w tym wszystkim. Dużo jest nazw, symboli, stopni władzy. To wszystko ma jednak swoje uzasadnienie, ponieważ książka wpisuje się w gatunek grimdark fantasy, czyli jest krwawa, mroczna, skomplikowana, naznaczona działaniami politycznymi oraz bardziej skupiająca się na antybohaterach niż jakikolwiek inny gatunek. Dynamiczna akcja prowadzi nas skutecznie ku licznym pojedynkom i szalonym intrygom, ustępując pola bardziej brutalności aniżeli bliższemu poznaniu bohaterów, którzy wydają się jedynie pojedynczymi elementami w tej ogromnej układance.

Nie będę odnosić się do przebiegu fabuły, ponieważ jest ona tak zawiła i skomplikowana, że żadne opis trafnie nie odda tego co dzieje się w książce, więc po prostu zachęcam do lektury tych, którzy nie boją się mocnych tematów. To na pewno oryginalny i niespotykany zbyt często obraz fantasy, ale jednocześnie wprowadzający do gatunku świeżość oraz potrzebny mrok, który owiewa tematy takie jak polityczne starcia między dwoma państwami stojącymi w obliczu wojny czy religie, po stronie których opowiadają się zaangażowani wyznawcy. Te tematy zawsze prowadzą do nieprzyjemnych konfrontacji, więc na brak akcji nie możemy narzekać.

"Boży ślepiec" to mnóstwo bohaterów przewijających się przez całą fabułę. To krótkie rozdziały po brzegi wypełnione konkretną treścią, choć opisy stoją tutaj na równi z dialogami co bardzo mnie cieszy. Liczne pojedyncze historie składają się na kompletną całość, która nabiera kształtów wraz z poznaniem kolejnych szczegółów. I choć nie jest to na pewno lektura dla każdego, to ten kto zdecyduje się na tą oryginalną przygodę na pewno nie poczuje się rozczarowany.

wtorek, 7 grudnia 2021

"Żadnych bogów, żadnych panów" Grzegorz Dziedzic

"Żadnych bogów, żadnych panów" Grzegorz Dziedzic, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 472


"Żadnych bogów, żadnych panów" to czarny kryminał historyczny odsłaniający zapomniane i wyparte przez Polonię oraz praktycznie nieznane w Polsce fragmenty historii polskiej diaspory w Chicago.


Trochę sceptycznie podeszłam do powyższej książki, bo zapowiedź sugerowała, że autor pokusił się o sporą ilość wątków, w dodatku z różnych gatunków. Taki misz-masz nie zawsze jest łatwy, szczególnie gdy mówimy o debiucie, ale w tym przypadku Grzegorz Dziedzic poradził sobie rewelacyjnie a jego "Żadnych bogów, żadnych panów" to kawał dobrze napisanego wstępu do intrygującej trylogii.

To powieść oryginalna oraz zaskakująca, ponieważ inna niż wszystkie kryminały. Akcja osadzona jest w roku 1918, w Chicago a autor na całe szczęście zadbał o odpowiedni klimat, który jest ogromnym atutem tej powieści. Historia wprowadza na scenę głównego bohatera prowadzącego śledztwo, który - jak mogę się domyślać - będzie spoiwem łączącym całą trylogię.

Sierżant Teodor Rucki dopiero zaczyna swoją karierę w policji, ale jest waleczny i pewny siebie a to pozwala mu skutecznie realizować cele. Niestety zadanie, które przed nim stanie, będzie wymagać dużych pokładów sprytu i samodyscypliny. W polskiej dzielnicy Chicago podrzucone zostają zwłoki a pobliski kościół zostaje naznaczony anarchistycznym napisem. Rucki robi wszystko, by złapać przestępcę, ale ten wymyka mu się z rąk i morduje kolejne ofiary. Rozpoczyna się walka z czasem naznaczona strachem oraz niepewnością. Fabuła naszpikowana jest niespodziankami, które potęgują się wraz z rozwojem sytuacji. Najpierw czytelnik wprowadzany jest w sytuacje, chociaż od samego początku wyczuć można, że będzie to mocna i dosadna historia a im dalej w fabułę tym więcej pojawia się szczegółów, które uzupełniają kolejne wydarzenia. Przyznaję, że autor bardzo pomysłowo poprowadził nas przez całą akcję, która w dodatku kusiła nieustannym napięciem.

Klimat jest niesamowity, akcja dynamiczna a nieznane fakty nawiązujące do życia Polaków w Chicago, w czasach gdy rozgrywa się cała historia - bardzo smaczne i dające do myślenia. Wraz z ruckim przemierzamy dzielnice imigrantów, by uchwycić uciekającego mordercę a to co dowiadujemy się podczas śledztwa na temat życia poszczególnych bohaterów bardzo ładnie i ciekawie wypełnia zaplanowane przez autora historyczne fakty. Wszystko więc składa się na spójną i wciągającą całość, która bardzo dobrze rokuje na przyszłe tomy.

Trochę sensacji, mocna nuta historii oraz kryminał, który kluczy uliczkami Chicago składają się na "Żadnych bogów, żadnych panów" - lekturę mocną, dosadną, ale przy tym wciągającą od pierwszych stron. Bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury a moje początkowe obawy szybko uciekły w zapomnienie. Oto kryminał retro, który udowadnia, że ten gatunek nie powiedział ostatniego słowa a Grzegorz Dziedzic kusi obietnicą trylogii, której szybko nie zapomnimy.

środa, 15 września 2021

"Czas skrytobójców" R.J. Barker

"Czas skrytobójców" R.J. Barker, Tyt. oryg. Age of Assassins, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 514


Aby schwytać skrytobójcę, posłuż się innym skrytobójcą...


Uwielbiam kiedy okładka ani opis książki niewiele mi mówią. To znacznie lepiej pozwala mi wgryźć się w temat i polegać wyłącznie na mojej wyobraźni. Dlatego do "Czas skrytobójcy" podeszłam z otwartą głową oraz bez żadnych oczekiwań, może jedynie liczyłam na dobrą historię. I wiecie co? Podczas czytania bawiłam się wybornie!

Nie jest to gatunek, w którym dobrze się odnajduję. Nie jest to również historia po którą sięgnęłabym w pierwszej kolejności. A jednak świeżo po lekturze z dumą stawiam ją na półce moich ulubionych. Ogromie cenię sobie takie literackie zaskoczenia, szczególnie pisane w tak dobrym i smacznym stylu. Oczarowana fabułą, klimatem oraz cudowną kreacją bohaterów zachęcam Was do sięgnięcia po pierwszy tom tej wyjątkowej serii, bo jak widzicie - łamie ona granice i każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Fabuła opowiada o losach Girtona, postaci bardzo nietypowej i na pierwszy rzut oka niepozornej. Pozory jednak potrafią zmylić każdego, ponieważ jak się okazuje to również wyszkolony zabójca. W dodatku bardzo dobry w swoim fachu. Nie mniej nowa misja Girtona okaże się przełomem w jego karierze i w dodatku nie będzie tym co mu znane. Czas zweryfikuje wszystkie jego umiejętności a nowa przygoda okaże się niebezpieczna oraz inspirująca.

Wspaniały styl, barwne opisy i smaczne poczucie humoru, które uwielbiam w książkach a na dokładkę fabuła z mocną dawką angażującej wyobraźnię przygody. Bawiłam się wybornie podczas czytania a trochę ponad pięćset stron zleciało mi nawet nie wiem kiedy. Historia jest zaskakująca, nieoczywista, ma liczne zwroty, które wpływają na dalszy przebieg fabuły oraz zrywa z przyjętymi schematami przez co czyta się to jednym tchem. Pierwszoosobowa narracja nastoletniego bohatera pozwala nam zbliżyć się do wszystkich jego emocji a całość przypomina szczegółową baśń będącą dopiero wprowadzeniem do całej serii, więc nawet sobie nie wyobrażam co może dziać się dalej.

Spokojna, ale bogata w emocje oraz dynamiczną akcję, zabiera nas w sam środek nieoczywistych wydarzeń. Ciekawe życie głównego bohatera intryguje od początku do końca a tym samym "Czas skrytobójców" zmienia się w lekturę od której nie sposób się oderwać. Jestem zachwycona pomysłowością R.J. Barker i napiszę tylko - poproszę więcej!

wtorek, 16 lutego 2021

"Wszystko, co brzydkie i cudowne" Bryn Greenwood

"Wszystko, co brzydkie i cudowne" Bryn Greenwood, Tyt. oryg. All the Ugly and Wonderful Things, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 556
 

Piękna i prowokująca historia miłosna o ludziach, których nie miało prawa nic połączyć.

 

Oto książka, która budzi skrajne emocje. Kontrowersyjna, zaskakująca, bardzo nietypowa. Uzależniająca pod względem emocjonalnym, pozostająca w myślach nawet długo po zamknięciu ostatniej strony i bardzo, bardzo odważna.

Sięgając po "Wszystko, co brzydkie i cudowne" zupełnie nie spodziewałam się tego, co zastanę w środku. Liczyłam na powieść wciągającą, ale nie byłam pewna co do kierunku w jakim zmierzała fabuła. Mgliście sądziłam, że będzie to powieść obyczajowa, ale na pewno nie romans, który rozwinął się wraz z rozwojem sytuacji i okazał się bardzo nietypowy pod każdym możliwym względem. Nie mogę zdradzić toku wypadków bez spojlerowania, ale to nawet dobrze, ponieważ ocenić tą książkę może tylko ten, kto odważy się ją przeczytać i przeanalizować postawy bohaterów.

To jedna z tych powieści, która będzie miała tyle samo zwolenników co przeciwników. Sama nie jestem pewna po której stronie stoję, ponieważ z jednej strony jestem zauroczona i oczarowana stylem autorki, przez który nie mogłam oderwać się od lektury, z drugiej czuję spory niesmak. Bryn Greenwood balansowała na granicy co jakiś czas próbując ją przekroczyć i przez to budząc skrajne emocje, ale przez to nie było nudno, historia okazała się lekturą z przekazem, głębią, nawet z przytupem i uważam, że to podziałało na jej korzyść. I choć w głowie mam wiele myśli niestety wciąż nie przekonuje mnie ostateczny bieg wydarzeń.

To opowieść ośmioletniej Wavy, wychowanej wśród ludzi uzależnionych od narkotyków. Mimo młodych lat już czuje się najbardziej dorosłą w domu i to faktycznie widać podczas czytania. Nieustannie musiałam sobie przypominać o wieku bohaterki, ponieważ autorka wykreowała ją na dorosłego człowieka i chyba przez to powstało to całe zamieszanie. Wavy była mądra, inteligentna i dostrzegała wszystko to co ją otacza. Mimo, że się nie odzywała, była świetnym oraz pojętnym obserwatorem. Nie mam pojęcia co sprawiło, że postanowiła zaufać Kellenowi i obdarowała go tak silnymi emocjami, ale gdyby nie wiek bohaterów, gdyby autorka dodała Wavy lat i nie robiła tak wielkiej różnicy pomiędzy nimi, pokusiłabym się o stwierdzenie, że to piękna książka. Bo ona taka w rzeczywistości jest, Greenwood pisze piekielnie plastycznie, jej styl jest niesamowity, całość chce się czytać właśnie dla opisywanych wydarzeń i tylko ten główny wątek, ten konkretny szkopuł w postaci wieku bohaterów wszystko psuje, bo zamiast wielowymiarowej powieści romantycznej otrzymujemy po prostu niesmaczną relację, która miejscami budziła nawet moje obrzydzenie.

Stąd ta sprzeczność, przynajmniej u mnie, stąd brak konkretnej oceny. "Wszystko, co brzydkie i cudowne" porusza wiele ważnych kwestii, wartości i zasad moralnych, i właśnie ten motyw podobał mi się najbardziej. Podobały mi się także w pełni wiarygodne sylwetki bohaterów, sam plastyczny jeżyk opowieści, nie owijanie w bawełnę czy nawet brutalność rzeczywistości w jakiej poruszali się bohaterowie. Szokuje natomiast fakt samego głównego motywu a już na pewno obojętność otoczenia na to co się dzieje. Wiele drugoplanowych bohaterów wręcz przyklaskiwało relacji Wavy oraz Kellena! Rwałam włosy z głowy podczas czytania, gotowałam się ze złości i zachwycałam się pięknymi piórem autorki. Trudno zatem oderwać się od tej powieści, trudno także przejść obok niej obojętnie. Po lekturze w mojej głowie pozostała lawina sprzecznych emocji a nawet kilka dni po skończeniu wciąż nie miałam ochoty sięgać po inną lekturę mając w pamięci losy bohaterów i rozpatrując ich drogę. Myślę, że to jest najlepsza rekomendacja dla tej książki, którą bądź co bądź, musicie jednak przeczytać sami, by ocenić według własnego sumienia. Powieść znajdziecie w księgarni Taniaksiazka.pl na półce, gdzie stoją inne książki dla kobiet.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

"Córka lasu" Juliet Marillier

"Córka lasu" Juliet Marillier, Tyt. oryg. Daughter of the Forest, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 648

Córka Lasu jest początkiem cyklu Siedmiorzecze, niepodobnego do żadnego innego: zawiera w sobie mieszankę historii i fantastyki, mitu i magii, legendy i miłości.

Niebezpieczny las, wielka przygoda i historia od której ciężko się oderwać. Czy pierwsza część cyklu okaże się tak dobra jak chwali zagranica? 

Pisałam o tym wiele razy, ale nic nie zaszkodzi, jeśli powtórzę raz jeszcze: uwielbiam reinterpretacje baśni, ten klimat bajkowej aury, tą niepewność jak dany autor postanowi odwzorować znaną historię. Dlatego nie miałam najmniejszych obaw sięgając po propozycję Juliet Marillier a wręcz zacierałam ręce na dobrą przygodę biorąc pod uwagę pozytywne zagraniczne opinie oraz pokaźną liczbę stron.

"Córka lasu" zabiera czytelnika w bardzo oryginalną podróż do samego środka średniowiecznej Irlandii. To tu z każdej strony wojna domaga się ofiar, nie cichną walki oraz problemy międzyludzkie czy społeczne lęki. Ta niepewność, ten strach wyczuwalne są od pierwszej strony napędzając fabułę i sprawiając, że sam czytelnik czuje się zagrożony, chociaż przecież powinien być bezpieczny w swoim domu. Autorka jednak doskonale wie jak przedstawić wszystkie emocje, jej język jest żywy i odważny a serce włożone w przestawienie uczuć, miejsc czy wspaniałą kreację bohaterów sprawia, że historia bardzo szybko zaczyna żyć w naszej wyobraźni pełnią życia.

Wszystko rozpoczyna się od Sorchy, najmłodszej córki Lorda Columa, właściciela rozległych terenów bronionych przez otaczające je lasy. Sorcha wraz z sześcioma braćmi żyje więc w zgodzie z naturą, rozwija swój uzdrowicielski talent i czuje się przepełniona miłością oraz poczuciem bezpieczeństwa. Jednak pewnego dnia ojciec dziewczyny rujnuje równowagę, którą zbudowali przez lata przyprowadzając do domu swoją nową żonę, piękną choć niezwykle okrutną Lady Oonagh. Jej prawdziwa natura szybko wychodzi na jaw, gdy kobieta zmienia sześciu braci Sorchy w łabędzie i tylko dziewczynie udaje się uciec. Od tego czasu rozpoczyna się walka z czasem i prawdziwym niebezpieczeństwem.

Brzmi intrygująco, prawda? Tak jest w rzeczywistości. Bardzo trudno było mi oderwać się od tej historii i powracać do codziennych obowiązków a i tak moje myśli wciąż uciekały do losów młodej bohaterki oraz jej starań, by odczarować ukochanych braci. Emocji było przy tym znacznie więcej niż podejrzewałam, cała powieść bardzo mocno na mnie wpłynęła i z przyjemnością zatopiłam się w tym magicznym klimacie, celtyckiej opowieści oraz wyjątkowej interpretacji baśni o książętach zaczarowanych w łabędzie. 

Wielu bohaterów a każdy z nich w pełni dopracowany i ludzki, dzielna bohaterka doświadczona przez życie oraz wspaniały klimat tej powieści sprawiają, że pierwszy tom cyklu Siedmiorzecze wypada rewelacyjnie. "Córka lasu" to nie tylko dobra propozycja dla fanów fantastyki, ale przede wszystkim dla tych, którzy szukają czegoś świeżego, oryginalnego i dobrze napisanego. Ja jestem urzeczona tą pozycją i mam nadzieję, że nie przyjdzie mi długo czekać na kolejne tomy.

czwartek, 9 stycznia 2020

"Dwanaście żywotów Samuela Hawleya" Hannah Tinti

"Dwanaście żywotów Samuela Hawleya" Hannah Tinti, Tyt. oryg. Twelve Lives of Samuel Hawley, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 510

 Opowieść o cenie, jaką jesteśmy gotowi zapłacić, by chronić swoich najbliższych.

A gdyby Twoja córka domagała się poznania niebezpiecznej prawdy? Zgodziłbyś się, by przeprowadziła prywatne śledztwo?

Najbardziej lubię te thrillery czy kryminały, które wymykają się spod rąk policyjnych śledztw i rozgrywają się gdzieś w zwykłym świecie, w domu podobnych nam ludzi. Lubię razem z bohaterami odkrywać kolejne tajemnice, zagłębiać się w ich prywatne sprawy oraz czuć wraz z nimi ten szok z odkrycia prawdy. Dlatego nie mogłam oprzeć się lekturze Hannah Tinti, która tak dobrze się zapowiadała.

Historia chociaż dotyczy dorosłych bohaterów przede wszystkim skupia się na nastoletniej Loo, która powoli próbuje odkryć przeszłość swoich rodziców. Nie jest taka jak jej rówieśnicy, wciąż przeprowadza się z miejsca na miejsce i nigdzie nie czuje się jak w domu. Jej ojciec wciąż podróżuje, jakby przed czymś uciekał i dla dziewczyny wydaje się zaskakujące, że decyduje się na dłuższy pobyt w mieście, w którym dorastała jej matka. To właśnie w mieście Olympus, w stanie Massachusetts, Loo córka tytułowego Samuela Hawleya odkryje prawdę na temat tajemniczej śmierci swojej matki oraz udziału ojca w przeszłych zdarzeniach.

Muszę przyznać, że autorka bardzo mądrze poprowadziła swoją fabułę. Dobrze przedstawiła koczowniczy tryb życia głównych bohaterów, ciekawie oddała tajemniczą aurę otaczającą Samuela i idealnie odwzorowała dociekliwość młodej dziewczyny oraz nieustępliwość Loo w drodze ku odkryciu prawdy. A prawda ta okazała się bolesna, trudna i bardzo zaskakująca - w sam raz dopełniając historię pełną luk, nieoczekiwanych zwrotów akcji oraz szczerej brutalności, która w rekach rej autorki wydaje się czymś oczywistym. Zapewniam Was więc, że nie jest to zwykły kryminał a coś znacznie lepiej przemyślanego: połączenie dramatu, intrygującego wątku o miłości oraz thrillera z pazurem.

Wielowątkowość, dobrze dopracowana kreacja bohaterów oraz szczerość płynąca z historii i brak naciągania czy przekłamania sprawiły, że od początku do końca mogłam czerpać przyjemność z lektury. Hannah Tinti pozytywnie mnie zaskoczyła budując obraz głównego bohatera pełnego sprzeczności z przeszłością tak zakręconą, że nigdy nie wpadłabym na zaproponowane przez autorkę rozwiązanie. Czuję się jednak w pełni usatysfakcjonowana lekturą i mam nadzieję, że Wy również dacie się namówić.

Skąd dwanaście blizn po kulach na ciele tytułowego bohatera? Dlaczego Samuel wybrał życie od motelu do motelu i skazał swoją córkę na taki a nie inny los? O tym wszystkim dowiecie się sięgając po "Dwanaście żywotów Samuela Hawleya", odkrywczą i nietuzinkową lekturę, którą osobiście bardzo polecam. Zaskoczy Was spojrzenie autorki na świat oczami głównej postaci, wciągnie Was wir zagadki i zaimponuje zakończenie. Dla mnie ogromnym plusem pozostaje plastyczność stylu Tinti i mam nadzieję, że jeszcze nie jedna książka wyjdzie spod jej pióra.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

"Chłopiec jeden na milion" Monica Wood

"Chłopiec jeden na milion" Monica Wood, Tyt. oryg. One in a million boy, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 466

 "Historia ludzkiego życia nigdy nie zaczyna się na początku. Czego oni was uczą w tej szkole?"

Dwa skrajnie różne światy zbudowały jedną wspólną historię. Tylko czy to nie za późno, czy to już nie nadszedł kres?

Lubicie książki nostalgiczne, melancholijne i piekielnie wzruszające? Ja bardzo, chociaż nie często udaje mi się na takie trafić. Zazwyczaj gdzieś tam pojawi się łza wzruszenia, ale historie takie mocno szokujące, przy których płacz uniemożliwia mi dalszą lekturę mogę wyliczyć na palcach jednej ręki. Zawsze mam jednak nadzieję i tym razem skierowałam ją w stronę "Chłopiec jeden na milion", czyli obietnicę inteligentnej, choć smutnej opowieści.

Ona ma sto cztery lata i przez całe swoje życie nie straciła ani ułamka z upartości, która ją cechowała. Nie była serdeczną i życzliwą staruszką, z którą chciało się gawędzić tylko dziwną leciwą panią z własnymi nawykami. Dlatego tak trudno było jej zaakceptować przysłanego do pomocy jedenastego chłopca zafascynowanego rekordami Gunniessa. Ten jednak okazał się zupełnie inny niż Ona sądziła i przez to zaczęła wypatrywać go każdej soboty. Jednak pewnego dnia nie przyszedł a starsza pani zwątpiła w jego dobroć. Tydzień później natomiast pojawił się jego ojciec by kontynuować dzieło syna.

Jedyne zastrzeżenie jakie mam do tej lektury to zbyt powolnie rozwijające się tempo. Właściwie to jego brak. Zabrakło mi dynamizmu, takiego przytupu, chociaż wiem że miała to być książka właśnie taka: uderzająca w czytelnika przede wszystkim emocjami a dopiero na drugim planie treścią. To faktycznie się sprawdziło, ponieważ tych w całej historii jest ogrom a każda namiastka najmniejszych emocji skryta jest w kreacji bohaterów - począwszy od starszej pani na skrajnie różnych od siebie rodzicach chłopca kończąc.

Miło się patrzy na tak różnorodnych bohaterów. Tutaj każdy odegrał jakąś rolę, ważną dla całej historii, przyszłości oraz finału lektury. Przyglądałam się bohaterom z rosnącym zaciekawieniem: Onie Vitkus pełnej życiowych mądrości, tytułowemu pewnemu siebie chłopcu, który w całej historii nie doczekał się imienia a jednak odegrał tak ważną rolę aż w końcu jego rodzicom: matce zupełnie niepasującej do ojca, który tak walczył o pamięć swojego syna. Nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać, ponieważ trzeba ich poznać osobiście, by docenić te mądre, dojrzałe kreacje, ale zapewniam: bez takich bohaterów ta powieść nie byłaby już taka sama.

Przygotujcie sobie solidne pudełko chusteczek, bo bez niego przy tej książce ani rusz. "Chłopiec jeden na milion" to wyciskacz łez jakich mało, książka bardzo smutna i wzruszająca chociaż przepiękna jednocześnie. Jestem zachwycona, że trafiła w moje ręce i chociaż finał na pewno zostanie jeszcze ze mną bardzo, bardzo długo to już planuję, że pewnego dnia do niej wrócę. O takich książkach trzeba pamiętać, bo nie tylko nas uczą i motywują, ale dodają siły.

piątek, 28 czerwca 2019

"Cress" Marissa Meyer

"Cress" Marissa Meyer, Tyt. oryg. Cress, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 548

"Nie dziękuj mi za mówienie ci prawdy, kiedy kłamstwo byłoby dla ciebie zbawieniem. "

Baśniowe postacie łączą siły, by zdetronizować podstępną królową. Tylko czy można stawić czoła komuś, kto nie boi się nikogo?

Nie ma chyba w tym roku premiery, której wyczekiwałabym z takim oddaniem. W sercu każdego z nas są książki, które moglibyśmy czytać na okrągło, za każdym razem odkrywając w nich coś nowego. Dla mnie bez wątpienia taką przygodą jest seria Marissy Meyer i jej niezapomniana Saga Księżycowa, która łączy w sobie wszystko to co najlepsze w książkach - wyjątkowych bohaterów, mnóstwo emocji, niebanalną fabułę czy niezapomniane cytaty.

Wszystko w tej historii ma swoje miejsce. Wydawać by się mogło, że to nielogiczny misz-masz gatunkowy, a jednak autorka doskonale wie co robi i nie jeden pisarz mógłby czerpać z jej książek inspiracje, gdyby tylko dorastał jej do pięt. Meyer zabiera nas w fantastyczno-futurystyczną wersję na nowo zinterpretowanych baśni, gdzie znani nam barterowe spotykają się w jednym miejscu i budują swoją opowieść od początku. Każdy kolejny tom to jeszcze większa przygoda, niebezpieczeństwa oraz przeszkody do pokonania a wszystko jest skutkiem wcześniejszych wydarzeń, więc zachowanie chronologii to warunek konieczny do pełnego zrozumienia treści. Ale i o to chodzi by czerpać przyjemność z czytania a poznając pierwszy tom na pewno zdecydujecie się na kolejny i kolejny, szczególnie że trzeci wydaje się jak do tej pory (o ile to tylko możliwe) najlepszy ze wszystkich.

Wciąż trwa walka między Ziemią a Księżycem. Królowa Levana nie cofnie się przed niczym, dlatego Cinder, Scarlet, Wilk i Kapitan Thorne muszą połączyć swoje siły. Czy Cress okaże się ich jedynym ratunkiem? Lunarska skorupa, zamknięta od siedmiu lat w satelicie przypomina Roszpunkę zamkniętą w najwyższej komnacie z małym wyjątkiem - Cress nie jest biernym obserwatorem a doskonałą hakerką. I chociaż pracuje dla królowej zrobi wszystko, by wyrwać się spod jej rządków. Tylko czy uda się jej pomóc, gdy wszystko się komplikuje?

Wielowymiarowe, niebanalne kreacje bohaterów to ogromny atut tej powieści. Kopciuszek, Czerwony Kapturek czy Roszpunka zmieniają swoje oblicze w połączeniu z nowymi, zaskakującymi wydarzeniami i podejmując wyzwanie idealnie spisują się w tej roli. W obliczu wojny między Ziemią a Księżycem autorka stworzyła postacie z całą paletę indywidualnych cech charakteru, charyzmatyczne i świadome swoich działań, dzięki czemu każdego uwielbia się z osobna za sposób bycia oraz podejmowane działania. Są także ci, których lubi się najbardziej, ponieważ w całej tej plejadzie bohaterów nie trudno wyłowić swoich ulubieńców, ale to już kwestia bardziej indywidualna, ponieważ każdy zasługuje na uznanie i zrozumienie.

Miłość, wojna, przyjaźń - oto wartości, którymi kieruje się Meyer. I robi to lepiej niż dobrze! Pokazuje, że nie ma znaczenia czy to powieść obyczajowa, historyczna czy fantasy - ponadczasowe motywy zawsze mają siłę przebicia i wydają się być motorem napędzającym całą fabułę. Ta z kolei jest niesłychanie wciągająca, pomysłowa, z całą masą nieoczekiwanych zwrotów akcji, które dodatkowo wprowadzają nowe postacie i odkrywają liczne sekrety. Zatem wniosek jest jeden: podczas lektury tej serii nie można się nudzić. Każda kolejno przerzucana strona to przygoda, pasja i  oczekiwanie na kolejny krok.

"Cress" spełniło wszystkie moje oczekiwania. Także te o których nawet nie wiedziałam, że istnieją. Marissa Meyer nie zawiodła, podnosząc sobie poprzeczkę naprawdę wysoko. Saga Księżycowa to luźne nawiązanie do znanych nam baśni, odkrycie nowych kart związanych ze światem przedstawionym czy życiem głównych bohaterów oraz akcja, która nie zwalnia ani na minutę. W morzu przeróżnych emocji, gdzie szczęśliwe zakończenie wcale nie jest czymś pewnym nie mogłam przestać zachwycać się nad solidnie odrobioną przez autorkę lekcją.

sobota, 17 listopada 2018

"Powiedz, że zostaniesz" Corinne Michaels

"Powiedz, że zostaniesz" Corinne Michaels, Tyt. oryg. Say You'll Stay, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 474

"Nie przestajesz kogoś kochać tylko dlatego, że już go nie widujesz."

Zbudowała sobie życie, które miało być bajką. Zapomniała jednak zapytać czy na końcu tej drogi czeka na nią szczęśliwe zakończenie. Okazało się, że nie dla wszystkich pisane jest to o czym wszyscy marzą. Czy zatem istnieje możliwość rozpoczęcia wszystkiego na nowo?

Autorka cudownej powieści "Consolation" powraca z kolejną powieścią pełną emocji i miłosnych tragedii, w której prawdziwe życie będzie musiało zmierzyć się z potężnymi problemami. Czy i tym razem otrzymaliśmy piękną powieść, która zabierze nas w podróż przez ludzkie pragnienia? Czy wzruszenie będzie konkurowało ze szczerym uśmiechem? Zdecydowanie. To kolejna niezwykle udana historia o romantycznym wydźwięku, która porwała mnie na kilka cudownych godzi.

Główna bohaterka, Presley, pojawia się na scenie w najczarniejszym momencie swojego życia. Jej bajka, która przecież miała być tym co najlepsze, pękła jak mydlana bańka. Opuszczona przez męża pozostała z dwójką chłopców, którymi trzeba przecież się zająć i pokazać, że życie wcale nie jest tak złe jak wygląda. Podejmuje decyzję powrotu w rodzinne strony, chociaż obiecała sobie że już nigdy tu nie przyjedzie. Nie spodziewała się jednak, że na miejscu będą czekać na nią kolejne przeciwności. Pojawił się bowiem ktoś, kto przypomniał sobie o dawnym uczuciu. I postanowił zawalczyć.

Brzmi trochę znajomo? Owszem, autorka lubi podążać swoim prywatnym schematem fabuły, który przecież wykorzystała już we wcześniejszych książkach. Za każdym razem jednak kieruje opowieść na inne tory dzięki czemu tworzy swój indywidualny styl i historię charakterystyczną dla siebie. Polubiłam taką formę i właściwie cieszę się, że wykorzystuje coś co tak bardzo przypadło mi do gustu - i co prezentuje się naprawdę dobrze, gdy patrzy się na cudowną i niezwykle przejmującą fabułę powyższej powieści.

Wiarygodna kreacja bohaterów skupia na sobie niemal całą uwagę. Presley od samego początku zjednuje sobie sympatię czytelnika. jej problemy są szczere, życiowe i podobne do tych z którymi mierzymy się także my. Dlatego jej opowieść ma sens, jej historia jest przejmująca a sama bohaterka chwyta za serce, gdy wciąż dzielnie stawia czoła problemom. I gdy w końcu trafia na kogoś, kto dawniej był dla niej wszystkim - odradzają się uczucia. Czytelnik chłonie jej historie, chce poznać szczegóły miłości przed którą kobieta broni się jak może i liczy na to, że jednak szczęśliwe zakończenie będzie miało szansę zaistnieć. 

Mnóstwo emocji, które zarzucają na nas sidła. Mnóstwo sprzecznych uczuć, którym nie możemy się oprzeć. "Powiedz, że zostaniesz" to cudowna książka o miłości i drugiej szansie, która należy się każdemu. Daje do myślenia, nawiązuje do najważniejszych wartości rodzinnych i pokazuje siłę przyjaźni. Jest historią, którą czyta się z czystą przyjemnością i od której nie sposób się oderwać.
 

czwartek, 15 listopada 2018

"The Hate U Give. Nienawiść, którą dajesz" Angie Thomas

"The Hate U Give. Nienawiść, którą dajesz" Angie Thomas, Tyt. oryg. The Hate U Give, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 450

"Trzymaj ręce tak, żeby były widoczne. Nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów. Odzywaj się tylko wtedy, kiedy cię o coś zapytają."

Poważna literatura dla młodzieży? Okazuje się, że to możliwe. Napisana z rozumem, świadoma i pełna skrywanych emocji powieść o życiu czarnoskórych w Ameryce to lektura obowiązkowa - bez względu na wiek czy przekonania.

Długo czekałam na wydanie tej powieści w Polsce. A kiedy już mogłam trzymać ją w swoich rękach pojawiły się pierwsze obawy. Czy spełni oczekiwania? Czy okaże się tak dobra jak przypuszczałam? Czasami pojawiają się powieści, z którymi czujemy chemię zanim rozpoczniemy lekturą a w moim przypadku było tak z powyższą książką. Dlatego niepewnie podeszłam do pierwszych stron, które początkowo nie zapowiadały ciekawej historii. Wręcz trochę się dłużyły nie mówiąc kompletnie nic. A jednak wraz z rozwojem fabuły zaczęłam dostrzegać wszystko to czego spodziewałam się na samym początku i pomyślałam: to jest to!

Fabuła opowiada o losach szesnastoletniej Starr Carter, młodej bohaterki, która swoje w życiu przeszła. Balansując między dwoma światami zetknęła się z bezdenną biedą własnej dzielnicy oraz ekskluzywnym życiem elit w prywatnej szkole do której uczęszczała. Jednak nie czuje się pewnie żyjąc na granicy. Szczególnie, gdy pewnego dnia na jej oczach, z rąk policjanta ginie jej najlepszy przyjaciel. I tylko Starr może opowiedzieć prawdę o tamtej nocy. Co tak naprawdę się stało? I jak prawda wpłynie na jej życie?

To powieść napisana z sercem. I dzięki temu tak mocno przypadła im do gustu. Mimo ważnego i ponadczasowego przesłania, które kryje się na każdej stronie tryska optymizmem, sarkazmem, poczuciem humoru i dystansem, który w tej sytuacji był niezbędny. Rasizm i brak tolerancji będące w tej historii głównymi bohaterami poprowadziły mnie przez lawinę emocji, nie rzadko wywołując łzy wzruszenia. Widziałam jak ciężkie życie wiedli czarnoskórzy w tej powieści, jak silnie walczyli o swoje prawa, które nie były przestrzegane nawet w najmniejszym stopniu. Autorka fantastycznie ujęła los tamtejszego społeczeństwa bez ogródek nawiązując do niezwykle trudnych sytuacji.

Historia sama sobie jest opisem codzienności. Strasznej, ponurej i czasami brutalnej, ale wciąż realnej i wiarygodnej. Nawiązującej do losu czarnoskórych mieszkańców, którzy zastraszani przez policję nie mieli prawa głosu. Na podstawie wydarzeń dnia autorka przedstawiła trudne sytuacje w opozycji do terminacji młodej bohaterki. Bo chociaż ledwo otrząsnęła się z płaszczyka dzieciństwa Starr szybko musiała wziąć sprawy w swoje ręce i zawalczyć o to co jej należne. Gdyby nie ona, nic w tej historii nie miałoby sensu. Dzięki niej wszystko było kompletne. 

Starr to wzór do naśladowania. Bohaterka jedyna w swoim rodzaju. A "Nienawiść, którą dajesz" to powieść, którą przeczytać powinien każdy. Wyjątkowa, doskonale napisana, przejmująca i pełna skrajnych emocji. A przede wszystkim - prawdziwa. Tak dobrej książki już dawno nie miałam okazji czytać i cieszę się, że w końcu pojawiła się w moich rękach. Powieść płynąca z głębi serca opowiada o sensie miłości, przyjaźni, rodziny oraz cierpienia. Wyjątkowa pod każdym względem.

wtorek, 9 października 2018

"Małe ogniska" Celeste Ng

"Małe ogniska" Celeste Ng, Tyt. oryg. Little Fires Everywhere, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 423

"Większość miast po prostu powstaje, najlepsze są zaprojektowane."

Miałam przyjemność czytać pierwszą ukazaną u nas powieść autorki, czyli "Wszystko, czego wam nie powiedziałam". To dzięki tej książce dostrzegłam drzemiący potencjał w autorce i zdecydowałam się na jej kolejną historię. Moim zdaniem - jeszcze lepszą niż pierwsza.

Celeste Ng pisze niezwykle subtelnie, delikatnie, powoli zagłębiając się w świat który kreuje. To jedyna z tych autorek, której absolutnie nigdzie się nie spieszy i bawiąc się każdym kolejno pisanym słowem zabiera czytelnika w sentymentalną podróż, która absolutnie nie nudzi. Chodzi o to, by przyglądać się drobiazgom, by zwracać uwagę na szczegóły i nie być obojętnym na los każdego człowieka, który w tej powieści ma kluczową rolę.

Miejscem akcji jest Shaker Heights, małe choć postępowe miasteczko a obrzeżach Cleveland. Wszystko zostało tutaj zaplanowane od początku do końca. Nie tylko kierunki dróg, kolory domów, ale i przyszłe życia mieszkańców. Społeczeństwo zdaje sobie sprawę, że przestrzeganie zasad to rzecz święta i nikt nie przerywa harmonii dnia codziennego. Na pewno nie sama Elena Richardson, która jest najlepszym przykładem dobrego obywatela. Jednak pewnego dnia do małej miejscowości wprowadza się rodzina z zewnątrz, która nie przestrzega ustalony z góry norm. Wprowadza w życie mieszkańców chaos i odkrywa tajemnice, o których nikt wcześniej nie miał pojęcia.

Bardzo przyjemnie czyta się powyższą lekturę, szczególnie biorąc pod uwagę psychologiczną analizę głównych bohaterów. Z jednej strony mamy przykładną Elenę, która sama siebie stawia za wzór do naśladowania, z drugiej przyjezdną Mię Warren i jej córkę Pearl, które bardzo szybko udowadniają, że nie ma ludzi idealnych. Jednak w powietrzu wciąż wyczuwalny jest zapach tajemnicy, rodzinny sekret, który niedługo ujrzy światło dzienne. Bo to, że Mia coś ukrywa jest bardziej niż pewne. Pytanie tylko: co to takiego?

Jedna decyzja dzieli społeczeństwo na dwie strony. Jedni zdeterminowani by walczyć o swoje, inni o to, by przeciwstawić się sąsiadom. A przecież nikt nie chce źle. To tylko starzy przyjaciele Richardsonów chcą zaadoptować dziecko o chińskich korzeniach. Czy nikt nie zasługuje na to, by założyć rodzinę? Autorka porusza zatem istotną kwestię uprzedzeń, zasad moralnych i ludzkiego egoizmu, idealnie kreśląc sylwetki bohaterów i na różnych przykładach pokazując jak zmienia się człowiek pod wpływem nieoczekiwanych decyzji.

"Małe ogniska" to powieść, która zabiera czytelnika w sentymentalną podróż w głąb ludzkiej natury. Pokazuje jak silna jest matczyna miłość, jak ważne poczucie bezpieczeństwa u boku najbardziej kochających nas ludzi. Celeste Ng porusza tematy akceptacji, zrozumienia, tożsamości oraz wagę tajemnic w obliczu absurdu przestrzegania zasad. Powieść nie tyle obyczajowa co społeczna przypadnie do gustu wszystkim czytelnikom, którzy poszukują w głębi w literaturze. Polecam!

niedziela, 15 lipca 2018

"Wieczna prawda" Brodi Ashton

"Wieczna prawda" Brodi Ashton, Tyt. oryg. Evertrue, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 385

"Jesteś dla mnie spokojem i domem. Jesteś dla mnie wszystkim. Ten ból nie jest prawdziwy. Ale serca są."

Nadszedł czas na ekscytujący finał serii od Brodi Ashton, w której panuje mrok i wielkie niebezpieczeństwo. Jak potoczą się losy bohaterów? Czy wyjdą cało z sytuacji, która nie pozwala im normalnie żyć? Czy świat Podwieczności upomni się o to, co do niego należy?

Nikki, główna bohaterka serii i jednocześnie narratorka, stanęła w obliczu prawdziwej tragedii. Przyszło jej zmierzyć się nie tylko z czyhającym na nią niebezpieczeństwem, ale także sercem i rozumiem. Znając wcześniejsze tomy wiecie, że nie łatwo było jej odnaleźć się w nowej sytuacji, szczególnie biorąc pod uwagę dwóch stojących za nią bohaterów - Jack'a i Cole'a, światło i mrok. To oni byli wyznacznikami jej decyzji i wiążących się z tym konsekwencji. Czy nie nadszedł zatem czas, by w końcu podjąć decyzję korzystną dla samej siebie?

Szybka akcja, przyjemne zwroty w fabule, ciekawi bohaterowie i miłość, która nadaje bieg całej sytuacji. Oto motywy główne dla całej serii, które także w finalnym tomie dały o sobie znać. Muszę jednak przyznać, że trzecia część nie wypadła już tak korzystnie na tle dwójki poprzednich przygód Nikki. Autorka jakby ostatecznie chcąc się odciąć od bohaterów rzuciła im wielkie wyzwanie pod nogi i trochę po macoszemu potraktowała niezamknięte wątki, byle odgraniczyć od siebie grubą kreską ostatni rozdział historii 

To jednak nie odjęło ważności finału, który przecież miał być najbardziej wybuchowy. Nikki podjęła decyzję, by zniszczyć Podwieczność i choć pozostało jej niewiele czasu - zrobi wszystko, by odzyskać skradziony przez Cole'a kompas a przy tym ocalić ukochanego. Czas biegnie nieubłaganie, akcja nabiera rozpędu, każdy liczy się z kolejną mijającą minutą. Desperacja rośnie w siłę, bohaterowie niemal po omacku błądzą w lawinie nieprzyjemnych wydarzeń i w końcu pojawia się wyczekiwany moment kulminacyjnym, w którym emocje sięgają zenitu. Szczęście miesza się z prawdziwym wzruszeniem, gdy uświadamiamy sobie, że nie wszyscy bohaterowie podjęli decyzje zgodne z naszymi oczekiwaniami i przy tym, niestety, złamali nam serce. Czy zatem te emocje, związane z ulubioną serią, nie rekompensują słabszej akcji?

Pamiętajcie, że to seria typowo młodzieżowa, wpasowująca się w styl paranormal romance, gdzie rządzi miłość i dramat. Zatem nie oczekujcie od niej wiele, poza dobrą zabawą, wielką miłością i emocjami, których w finale na pewno nie zabraknie. Z subtelnym dystansem i świadomością, że niektóre sceny wypadną naiwnie czy schematycznie otrzymacie książkę bardzo sympatyczną w odbiorze i idealnie pasującą jako lektura na późny, spokojny wieczór. To seria odpowiadająca przede wszystkim na pytanie jak ważna jest miłość w życiu człowieka, pomysłowa i dobrze wykonana, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Dlatego polecam, od początku do końca, bo warto czasami wrócić do historii, które dają nam czystą radość.

piątek, 13 lipca 2018

"Wieczna więź" Brodi Ashton

"Wieczna więź" Brodi Ashton, Tyt. oryg. Everbound, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 404

"Muzyka jest pełna emocji i dlatego jest niestabilna."

Mnóstwo pytań bez odpowiedzi, wyborów które dopiero nas czekają, oczekiwań w związku z kolejnym krokiem głównej bohaterki. Oto drugi tom serii Podwieczność, w którym mrok konkuruje ze światłem dnia.

Typowa dla powieści paranormalnej forma trójkąta miłosnego przyciągnęła moją uwagę już w pierwszym tomie. Kto z nas nie lubi, gdy dzieje się wiele w związkach ulubionych bohaterów? Szczególnie, gdy motyw ten przechodzi na pierwszy plan i zwraca niemal całą uwagę czytelnika. Dobrze wykonany budzi wiele emocji a tych w kontynuacji na pewno nie brakowało. Kogo wybierze główna bohaterka i gdzie ulokuje swoje uczucia? Czy poświęci się dla dobra miłości czy może odda się w ręce nieprzewidywalnego losu?

Tym razem akcja nabiera tempa, zmienia się miejsce rozgrywanych wydarzeń i zalewa nas fala mroku. Podwieczność w końcu wychodzi naprzeciw czytelnikowi i otwiera bramy do świata Wiecznie żywych, pełnego okrucieństw, bólu i tajemniczych miejsc, gdzie wszystko może się wydarzyć. To świat, w którym nie ma miejsca na przyjemności i który - jak szybko się przekonamy - wystawi naszych bohaterów na nie jedną próbę.

Wydarzenia pierwszego tomu zaskoczyły finałem. Otworzyły drogę do wielu możliwości, które w kontynuacji zostały w pełni wykorzystane. Po raz kolejny głos otrzymuje Nikki, główna bohaterka, sympatyczna dziewczyna postawiona w obliczu trudnych decyzji. Nie jest jej łatwo w aktualnej sytuacji a emocje kłębiące się w jej umyśle pędzą przez powieść w tempie dorównującym samej akcji. 

Co tym razem dzieje się w fabule? Czego możemy się spodziewać i jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Wszystko zależy od decyzji dziewczyny, która będzie musiała opowiedzieć się po jednej ze stron. Ale to nie jest łatwe, bo Jack wciąż udowadnia jak wiele ma w sobie miłości i schodzi do podziemi by spłacić jej dług. Z kolei Cole nie pozostaje dłużny w działaniach mających na celu przekonanie do siebie dziewczyny i pokazuje, że jeszcze wiele asów kryje w rękawie. Wszystko to prowadzi do współczucia kierowanego w stronę głównej bohaterki, zrozumienia i nadziei, która czasami miesza się z wiszącą na krawędzi siłą przetrwania. 

"Wieczna więź" to nie tylko powieść o miłości. To nie tylko historia nowej interpretacji mitu o Orfeuszu i Eurydyce. To także próba odpowiedzenia na pytanie jak postąpiłby człowiek na skraju swoich wyborów. Jak zachowałby się w obliczu prawdziwego niebezpieczeństwa. Kogo wybrałby w otwartej grze o miłość i uznanie. Tak wiele pytań i wciąż zdecydowanie zbyt mało odpowiedzi zderza się z kolejnym emocjonującym zakończeniem, które w finale może ostatecznie rozwiązać wszystko. Brodi Ashton spisała się naprawdę dobrze pisząc kontynuację jeszcze lepszą niż jej poprzedniczka.

"Podwieczność" Brodi Ashton

"Podwieczność" Brodi Ashton, Tyt. oryg. Everneath, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 384

"Bohaterowie nie istnieją. A gdyby istnieli, ja nie byłbym jednym z nich."

Miłość, która nie ma prawa istnieć. Wybory, które niosą ze sobą bolesne konsekwencje. Oddanie, poświęcenie, walka o to co utracone. "Podwieczność" to pierwszy tom trylogii w której powraca sentyment do paanormal romance w historii, o której szybko nie zapomnimy.

Oparta na luźnej adaptacji mitu o Orfeuszu i Eurydyce fabuła zaskakuje pomysłem i zatrzymuje przy sobie treścią. Przypomina jednocześnie, że miłość odnaleźć można w każdym miejscu, szczególnie tym najmniej oczekiwanym. Tylko czy warto mówić tu o głębokim uczuciu, gdy bohaterów zmuszono do odgrywania roli i nikt nie pytał ich o to, czego sami oczekują od życia?

Wszystko rozpoczęło się zupełnie nieoczekiwanie. Nikki Beckett pewnego dnia zniknęła bez śladu, by wrócić z informacją, że czas swojej nieobecności zapełniła poznawaniem Podwieczności. Wszystko po to, by za sześć miesięcy wrócić tam ostatecznie. Jak zatem pożegnać się z rodziną i ukochanym chłopakiem, tu na ziemi? Jak zrezygnować ze wszystkiego co znane i stałe, by udać się w odludne miejsce bez perspektyw na przyszłość? Nikki próbuje racjonalnie podejść do swojej aktualnej sytuacji, ale nie jest to łatwe, gdy z samego serca podziemi przybywa za nią Cole i nie cofnie się przed niczym, by zabrać ją ze sobą.

Mitologia w tle, trójkąt miłosny na pierwszym planie i bardzo pomysłowe poprowadzenie akcji to jedne z wielu atutów pierwszej części serii Brodi Ashton. Z jednej strony świat realny z Nikki i jej chłopakiem Jack'iem na czele, z drugiej mrok kuszący postacią Cole'a. W tym wszystkim masa przeróżnych emocji i szybka akcja od której trudno się oderwać. To wszystko przypomina co tak bardzo uwielbiałam w tym gatunku - poczucie nieograniczonych możliwości, w których Brodi Ashton nieźle sobie poradziła.

Pierwszoosobowa narracja otwiera nam drzwi do umysłu Nikki i wyjaśnia problematyczne kwestie związane z podziałem na realny świat i królestwo Podwieczności. Autorka pokusiła się o pomysłowe rozwiązanie dzieląc akcję na teraz i wtedy, ukazując powody którymi kierowała się główna bohaterka w swoim wyborze i wszystkie sprzeczne emocje związane z dwoma poznanymi światami. To, w połączeniu z barwną osobowością Nikki i jej sympatycznym charakterem sprawiło, że z fabułą szybko można się zaprzyjaźnić i śledzenie akcji staje się czystą przyjemnością.

"Podwieczność" to książka z w pełni wykorzystanym potencjałem. Napisana z wyobraźnią, doskonale przedstawiająca nowy świat mroku i udowadniająca, że paranormal romance - szczególnie tak dobrze napisany - zawsze znajdzie swojego odbiorcę bez względu na wiek. Dużo miłości, jeszcze więcej uczuć, błędnych wyborów opartych na emocjach i mitologii, która zawsze podnosi wartość fabuły. Mrok przeniknie w Was szybciej niż się spodziewacie.

czwartek, 12 lipca 2018

Przedpremierowo: "Miejsce egzekucji" Val McDermid

"Miejsce egzekucji" Val McDermid, Tyt. oryg. A Place of Execution, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 582
PREMIERA: 30 lipca 2018r.

"Jeśli nie uda mu się odkryć, co spotkało Alison Carter, zostanie mu to kulą u nogi po wsze czasy."

Mała społeczność zamknięta na zewnętrzny świat. Zbrodnia, która nigdy nie została wyjaśniona. Prawda odkryta po latach. Val McDermid po raz pierwszy w polskim wydaniu "Miejsca egzekucji" zabiera nas w niebezpieczną podróż w głąb ludzkich umysłów.

Fani kryminałów wiedzą, że nie ma nic lepszego od ciężkiego klimatu małomiasteczkowej społeczności, która zamknięta w swoich przekonaniach nie pozwala obcym zagłębiać się w ich tajemnice. Ten motyw, dobrze poprowadzony, potrafi nie tylko wstrząsnąć, ale i wzbudzić lęk szczególnie w rękach Val McDermid, szkockiej pisarki, która zdobyła sympatię czytelników na całym świecie. Doskonale opisała w swojej powieści machinę napędową ludzi ograniczonych od wielkiego świata, którzy trzymając się w swoim małym światku nie pozwalają wymknąć się demonom przeszłości na światło dnia. To buduje niezwykłą atmosferę tajemniczości, która wisi w powietrzu niemal do ostatniej strony.

Połączenie kryminału i thrillera psychologicznego ładnie komponuje się z historią, w której jest mnóstwo ślepych zaułków i jeszcze więcej niedopowiedzeń. Wszystko rozpoczyna się w roku 1963, w przysypanej śniegiem wiosce Scardale. Wówczas młodziutka, zaledwie trzynastoletnia Alison Carter wychodzi z psem na spacer. I nigdy nie wraca. Bezradne śledztwo nie doszukuje się żadnych szczególnych śladów, motywów czy nawet ciała dziewczynki. Wszyscy jednak i tak zakładają, że dopuszczono się brutalnego morderstwa. A sprawcą jest ktoś z nich, mieszkaniec wioski odciętej od świata. Czy to znaczy, że jeszcze ktoś podzieli los Alison?

Niewiele początkowo wiemy o tym, co działo się przed laty. Dopiero trzydzieści lat po tragicznych wydarzeniach, dziennikarka Catherine Heathcote postanawia na nowo przyjrzeć się sprawie. Kontaktuje się z inspektorem, który prowadził wówczas śledztwo i po nitce do kłębka, powolnie - niemal zbyt powolnie - odkrywa mroczne tajemnicze małego miasteczka, które szokują, wzbudzają lęk i przekonują, że zaginięcie Alison było jedynie wstępem do prawdziwej tragedii. To wszystko prowadzi czytelnika do mrocznego świata współczesnej Anglii, gdzie tak naprawdę wszystko jest możliwe a granica między jawą i iluzją staje się niezwykle cienka.

Pamiętajcie jednak, że to powieść pierwotnie powstała w 1999 roku. Uznawana niemal za klasykę kryminału. Dlatego nie oczekujcie od niej cudów. Bądźcie czujni na zaskakujące zwroty akcji, klimat i świetne portrety psychologiczne, ale oczekujcie także przewidywalnej historii, zwłaszcza w połowie. To bardzo dobra powieść, pomysłowo poprowadzona, mroczna i tragiczna, ale jednocześnie typowa dla swojego gatunku, więc przy porzuceniu wielkich oczekiwań na pewno bardziej ją docenicie. 

Mroczna, ciężka, zaskakująca - oto wizja "Miejsca egzekucji" kryminału wciągającego w wir nietypowych wydarzeń. Co stało się z dziewczynką? Czy można mówić o morderstwie? Jakie demony odkryje Catherine? Jedno jest pewne - z powieścią Val McDermid na pewno nie można się nudzić.

sobota, 5 maja 2018

"Scarlet" Marissa Meyer

"Scarlet" Marissa Meyer, Tyt. oryg. Scarlet, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 500

"Nie dziękuj mi za mówienie ci prawdy, kiedy kłamstwo byłoby dla ciebie zbawieniem."

Znacie te uczucia, które towarzyszą Wam, gdy sięgacie po kontynuację ulubionej serii? Dreszcz niepewności, czy dany autor tym razem nie zawiedzie. Zaintrygowanie dalszymi losami bohaterów. Niepewność w stosunku do nowych wątków i zaskoczenie związane z finałem, gdy do kolejnego tomu wciąż nam daleko. Tak właśnie czuję się w przypadku Sagi Księżycowej Marissy Meyer, jednej z najlepszych serii dla młodzieży.

"Scarlet" to niekoniecznie typowa kontynuacja. Utrzymana w klimacie współczesnej interpretacji baśni o Czerwonym Kapturku ("Cinder" była ukłonem w stronę Kopciuszka) wprowadza do fabuły drugą główną bohaterkę, która kradnie uwagę czytelnika i jednocześnie wysyła Cinder na drugi plan (choć ona wcale nie poddaje się temu tak łatwo). Dzięki temu historia odżywa na nowo - wprowadzone zostały nowe wątki, nowe postacie i jeszcze więcej niezapomnianej przygody, która na równi z losami bohaterki z pierwszego tomu, intryguje czytelnika rozgrywaną akcją.

Marissa Meyer jest mistrzynią w kreowaniu niebanalnych bohaterów o całej palecie sprzecznych emocji, które niemal od pierwszych stron zjednują sobie sympatię czytelnika i przekonują do siebie swoimi postawami. Każda, choćby najmniej znacząca dla całej historii postać, jest szczegółowo dopracowana i niesłychanie wiarygodna. Potwierdziła to już sama intrygująca postawa Cinder w pierwszym tomie, która szybko trafiła do grona moich ulubionych bohaterek. Udowodniła ro również Scarlet, aktualna główna bohaterka, która obdarzona dumą i determinacją w dążeniu do celu imponowała mi od pierwszych stron. Jednak nie tylko kobiece postacie zdominowały fabułę! Pamiętacie niesamowitego księcia Kai'a z pierwszej części? Ujmował klasą, szczerością i wewnętrznym wdziękiem. Tym razem na scenę również wkroczyła męska postać w roli Carswella Throne'a, który dostarczył mi tyle samo dobrej zabawy co sprzecznych emocji, przyspieszających bicie serca.

Fabuła bazująca na wydarzeniach z pierwszego tomu nawiązuje do ucieczki Cinder, która zrobi wszystko by znaleźć się jak najdalej od otaczających ją kłopotów. Niespodziewanie z pomocą przychodzi jej Carswell Throne, łobuz jakich mało, który przyciąga kłopoty niczym magnes. Carswellowi nie brakuje uroku, tym samym wszystkie scen związane z jego osobą przepełnione są dawką smacznego humoru, który Marissa Meyer kreuje lekką ręką. Wiele razy dzięki duetowi tych nieudolnych uciekinierów radośnie śmiałam się w głos, choć nie ukrywam, że z tyłu głowy wciąż miałam wiele pyta dotyczących samego Kai'a który przecież też wpadł w nie małe tarapaty. Równocześnie śledziłam losy tytułowej Scarlet, dziewczyny zbuntowanej i indywidualnej w swoich przekonaniach, która zmuszona przez brak działań ze strony władz - udała się na własne poszukiwania zaginionej babci. I, zgodnie z pierwowzorem, spotkała Wilka (kolejną niebanalną i niesłychanie sympatyczną, choć pozostawiającą wiele do życzenia postać - ale o tym musicie przekonać się już sami), który wcale nie okazał się taki zły jak go malują. Niesłychane okazało się również połączenie tych dwóch wątków, które ostatecznie udowodniły mi, że wszystkie bajki jakie do tej pory poznałam mogą na podstawie nieograniczonej wyobraźni Marissy Mayer stworzyć kompletną, intrygującą całość!

"Scarlet" zachwyca ze zdwojoną siłą. To doskonała kontynuacja trzymająca poziom swojej poprzedniczki, w której dzieje się tak wiele, że nie można spuścić wzroku z książki, by nic nam nie umknęło. Napisana doskonałym stylem, z paletą indywidualnych postaci (jedną lepszą od drugiej) zaskakuje zwrotami akcji, trzyma przy sobie wielką przygodą i zapada w pamięć rozbrajającym poczuciem humoru. To jedna z tych serii, którą pokocha każdy bez wyjątku, bo ma w sobie urok i czar charakterystyczny tylko dla dzieł jedynych w swoim rodzaju. Polecam z całego serca!

poniedziałek, 18 grudnia 2017

"Zabawa w chowanego" Jack Ketchum

"Zabawa w chowanego" Jack Ketchum, Tyt. oryg. Hide and Seek, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 238

"Nagle trzymałem w rękach załzawioną, skrzeczącą małą bombę."

Po traumie jaką przeżyłam podczas innej lektury tego autora wiedziałam, że muszę się osobiście przekonać czy inne jego książki są równie brutalne i emocjonalne. Zdecydowałam się na "Zabawę w chowanego", która pod niewinnym tytułem niosła obietnicę niezapomnianych wrażeń.

Jack Ketchum to autor, który w bolesny i niezwykle prawdziwy sposób niesie prawdę o ludzkim świecie. Wyciąga na światło dnia wszystko to co pozornie staramy się maskować i nie boi się ujawniać sekretów ludzkiego umysłu. Po raz kolejny dostrzegłam, że w prostym stylu i nieskomplikowanym językiem autor snuje swoją dramatyczną opowieść w sposób zbliżony do prawdziwej tortury - powolny wstęp nie zwiastuje wydarzeń z finału, które mrożą krew w żyłach i budzą pytanie czy człowiek ma w sobie jeszcze choć trochę człowieczeństwa.

Fabuła - jak zdążyłam się przekonać - charakterystyczna dla autora, wprowadza grupę osób, które będą brały czynny udział w dalszych wydarzeniach. Tym razem nie dzieci a grupa studentów skorych do powrotu, do dziecinnych chwil bawią się tak jak za młodzieńczych lat. Jednak dorosłość otwiera umysł na inne potrzeby i gdy decydują się na prawdziwą grę - otwierają drzwi do mrocznego świata swoich lęków i pragnień. Cała grupa bierze udział w zabawie budzącej lęk przerażenia i piekielnie niebezpiecznej. Szalone i bogate dzieciaki nie mają żadnych zahamowań - żądni przygód powracają do spokojnego miasteczka Dead River by zburzyć jego spokój.

Po raz kolejny autor otworzył przed czytelnikiem zakamarki ludzkiego umysłu. Jednak tym razem stopniowanie akcji okazało się niemal bolesnym wstępem do dramatycznych wydarzeń. Zupełnie inaczej niż w przypadku "Dziewczyny z sąsiedztwa" Ketchum nie zrzucił na mnie bomby w postaci niemożliwych do zrozumienia scen a boleśnie powoli snuł swoją opowieść o szalonych dzieciakach, które dopiero w finale pokazały swoje prawdziwe oblicze. Z letnim powiewem wakacji, obietnicą braku ograniczeń i szczęśliwymi chwilami jakie się z tym wiążą weszłam do starej posiadłości o której wszyscy mówili, że jest nawiedzonym domostwem. Tam też zostawiłam bohaterów tej powieści, którzy zatraceni w ferworze szaleństwa dopuścili się ataku na ludzką psychikę czytelnika, który na początku nie może zrozumieć skąd tak chore zapędy w umysłach zwykłych nastolatków.

Powieść tym bardziej szokuje, że pisana jest z punktu pierwszoosobowej narracji. Mogłam zatem śledzić wydarzenia już z nacechowaniem emocjonalnym ze strony jednego z uczestników tej chorej gry. I chociaż ujrzałam ponowne okrucieństwo drzemiące w ludziach "Zabawa w chowanego" nie okazała się dla mnie ta spektakularną książką jak "Dziewczyna z sąsiedztwa". Wciąż widoczny jest obraz najlepszej strony autora, ponownie odbijają się w umyśle czytelnika lęki i strach, ale uważam że tym razem było tego zdecydowanie za mało. Zbyt szybko Jack Ketchum doszedł do finału i zbyt szybko całość dobiegła końca, ale nie mogę jednocześnie napisać by tak książka była słaba. To co czułam podczas lektury ponownie zbudziło we mnie grozę i lęk. To kolejna mroczna lektura jaka wyszła spod jego pióra i po raz kolejny przestrzegam - to powieść wyłącznie dla czytelników o mocnych nerwach.

niedziela, 17 grudnia 2017

"Dziewczyna z sąsiedztwa" Jack Ketchum

"Dziewczyna z sąsiedztwa" Jack Ketchum, Tyt. oryg. The Girl Next Door, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 380

"Złość, nienawiść i samotność są niczym pojedynczy przycisk, czekający na palec, który poprowadzi człowieka do destrukcji."

Miłośnicy książek pełnych wrażeń na pewno słyszeli o twórczości Ketchuma. Groza kryjąca się na kartach jego powieści szokuje, budzi wstręt i nie pozwala o sobie zapomnieć. "Dziewczyna z sąsiedztwa" była moją pierwszą lekturą tego autora, ale jestem pewna - nie ostatnią. 

Historia rozpoczyna się bardzo łagodnie i nie zwiastuje drastycznych wydarzeń jakie rozegrają się na kolejnych stronach. W roku 1958 dwunastoletni David poznaje o dwa lata starszą Meg, która wraz z niepełnosprawną siostrą Susan po śmierci rodziców zamieszkała w domu swojej ciotki Ruth Chandler. W tym miejscu rozpoczyna się najgorsza przygoda ich życia, ponieważ dom ciotki nie okazuje się przyjaznym miejscem a jej trzej synowie to demony w czystej postaci. Wciąż torturując fizycznie i psychicznie Meg sprawiają, że dziewczyna staje we własnej obronie co kończy się jeszcze większą lawiną nieszczęść. Meg staje się workiem treningowym w przypadku realizacji chorych zamysłów ciotki, jej synów i nawet dzieci z sąsiedztwa. Zamknięta w piwnicy dziewczyna staje się rozrywką dla osób o chorych umysłach.

Nikt nie odbierze tej powieści klimatu. Mocny, dosadny i miejscami bardzo brutalny wprowadza czytelnika w świat, gdzie ludzkie zahamowania pękają jak bańska mydlana.Czytając każdą kolejną stronę przeżywałam szok i przerażenie, nie mogłam oprzeć się poczuciu bezradności, które kiełkowało we mnie wraz z rozpoczęciem całego szaleństwa. Odpowiada za to realność rozgrywanych wydarzeń, ponieważ Jack Ketchum w niemal namacalny sposób nakreślił swoją powieść pełną prawdy i wiarygodności. Każde kolejne działania wywoływane ze strony katów uświadamiały mnie w przekonaniu, że człowiek jest najgorszą z bestii żyjących na świecie i wiedziałam - za sprawą stylu autora, wiarygodności jego bohaterów i braku przekłamania - że podobne wydarzenia nie są zwykłym wymysłem i mają możliwość zaistnieć w prawdziwym świecie. 

Szaleństwo panujące w tej powieści przyprawia o dreszcz przerażenia. Autor stawia przed czytelnikiem pytanie gdzie pojawiają się granice między dobrem i złem oraz czy takie w ogóle istnieją. Wystarczył tylko sygnał ze strony Ruth by ruszyła maszyna zbrodni i braku zahamowań.Tym bardziej było to przerażające, że w całej tej masakrze brały udział dzieci - mające przecież odwieczny status bezkarności i czystości. A jednak - bezwzględność i okrucieństwo które płynęły z ich czynów były największym katalizatorem do działań innych, jakby rozerwał się worek bez dna i cała frustracja oraz prawdziwa natura ujrzała światło dnia i uderzyła w Meg z siłą pocisku. Nie mogłam złapać tchu czytając o kolejnych wydarzeniach, braku chwili zawahania, która mogłaby przemówić na korzyść jasności umysłu bohaterów. Nawet David budził politowanie i wstręt swoim biernym udziałem w wydarzeniach - chociaż wiedział, że to wszystko jest złe, nikomu nie powiedział, nie zrobił nic by pomóc dziewczynie. A kiedy zdecydował się na krok przeciw innym było już za późno - w moich oczach pozostał marnym substytutem bohatera, którego nienawidziłam równie mocno co wszechobecnych w powieści katów.

"Dziewczyna z sąsiedztwa" to powieść, obok której nie przechodzi się obojętnie. Grozą sytuacji, tragedią płynącą z każdej strony przytłacza czytelnika, chwyta go w swoje szpony i nie wypuszcza - nawet długo po zakończonej lekturze. Szok, niedowierzanie, prawdziwa groza - to jedynie nikłe uczucia w morzu tego co odczuwałam podczas lektury. To powieść wyłącznie dla czytelników o mocnych nerwach, intensywna w swoim przesłaniu i odsłaniająca prawdę o brutalnych zapędach ludzkiego umysłu. Bezwzględna walka między mniejszym a większym złem jest tylko tłem dla brutalności scen i koszmaru rozgrywanego na oczach czytelnika.

sobota, 16 grudnia 2017

"Rozdarci" Neal Shusterman

"Rozdarci" Neal Shusterman, Tyt. oryg. UnWholly, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 550

"- Słowa nikomu nie robią krzywdy. - Co jest jednym z największych zbrodniczych kłamstw, jakie dorośli tego świata wmawiają swoim dzieciom. Bo słowa bolą bardziej niż jakakolwiek fizyczna rana."

Bałam się sięgać po kontynuację serii Neala Shustermana. Autor zgrabnie nakreślił przebieg wydarzeń w przypadku "Podzielonych" i uważam, że zamknął opowieść w jednym tomie. Finał pierwszej części nie pozostawiał żadnych niedomówień, był dla mnie kompletny i nie wymagający żadnych dalszych wydarzeń. Ale z drugiej strony kto nie chce poznać dalszych losów swoich ulubionych bohaterów? Pełna obaw i z dużą rezerwą zabrałam się do lektury "Rozdartych" będącą kontynuacją przygód Connora, Lisy i Leva.

Fabuła drugiego tomu nie ucieka daleko w przyszłość, stanowi zatem uzupełnienie wydarzeń po wcześniejszych wydarzeniach. Connor i Lisa dbają o losy Cmentarzyska i mają oko na uratowane dzieci, którym udało się uniknąć losu Podzielonych. Jednak poruszają się w świecie pozorów, bo nowe życia jakie otrzymali stanowią dla nich wielkie wyzwanie - Lisa poruszająca się teraz na wózku walczy o własną samodzielność. Connor każdego dnia próbuje pogodzić się z własnym ciałem a w szczególności z ręką przeszczepioną mu bez jego zgody. W tle Lev zaczyna budować własną indywidualną osobowość, która do tej pory była marną namiastką dziecka a teraz - dojrzewa i zdobywa uznanie.

Życie toczy się dalej a bohaterowie nie tracą nic na swojej autentyczności. Właśnie tego bałam się najbardziej - że moje ulubione postacie zmienią się nieodwracalnie i tym samym zatraci się mój obraz bohaterów z pierwszego tomu. A jednak autor podtrzymał charyzmatyczne osobowości i wiarygodność kreacji tej trójki na wzór tych samych dzieciaków, które w ferworze walki walczyły o własne bezpieczeństwo i indywidualność. Nie do końca osiągnęły to do czego dążyły a kontynuacja ich losów jest również bliższym spojrzeniem na życie, które teraz wiodą. Ale to nie jedyny plus jeśli chodzi o bohaterów, bo nowe wydarzenia wprowadzają także nowe towarzystwo - Starkey, Miracolina, Roberta czy Nelson - każdy trzymał rolę, którą odegrał z wprawą doświadczonego aktora co potwierdziło, że Neal Shusterman nie ma sobie równych jeśli chodzi o tworzenie bohaterów z krwi i kości.

Lekkość stylu i mnogość rozgadywanych wydarzeń prowadzą czytelnika przez trudny świat, w którym każda decyzja niesie za sobą pewne konsekwencje. Nie jest to lektura zaskakująca, nie szokuje wydarzeniami w finale i nie zmusza umysłu do cięższej pracy, ale jest jednocześnie historią wartą każdej poświęconej jej uwagi. Tutaj na pierwszym planie pojawiają się emocje - związane z trudami życia w świecie Podzielonych, z decyzjami podjętymi bez naszej wiedzy, z przekonaniem, że los wciąż ma w zanadrzu jeszcze nie jeden problem do rozwiązania. Śmiałam się z bohaterami i trzymałam za nich kciuki a nawet nie mogłam opędzić się od łez wzruszenia co dla mnie jest najlepszym wyznacznikiem dobrej powieści.

Niepotrzebnie obawiałam się kontynuacji, bo otrzymałam mądrą, dobrze napisaną historię równą swojej poprzedniczce. Zastanawiam się czy będzie nam dane przeczytać kolejne tomy, bo uzależniłam się od tej historii i trudno byłoby mi pozostawić wszystkie niedokończone wątki bez rozwiązania. "Rozdarci" to lektura, która jest doskonałym przykładem powieści dystopijnej - ukazuje wszystkie zalety jak na dłoni przez co angażuje czytelnika bardziej niż ten mógłby się spodziewać. Myślałam, że po lekturze "Podzielonych" już nic mnie nie zaskoczy, a jednak się myliłam. Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec.