Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 listopada 2018

"Pocałunek miłości" Shana Galen

"Pocałunek miłości" Shana Galen, Tyt. oryg. I Kissed a Rogue, Wyd. Amber, Str. 336

"- Nie chcę tak żyć, żeby przysparzać sobie nieprzyjaciół."

Miłość zawsze ma wiele imion. I barw. Czasami potrafi porządnie nami wstrząsnąć nim zorientujemy się, że ukochana osoba jest tuż na wyciągnięcie ręki.

Shana Galen to autorka, którą znamy z typowych powieści historyczno-romantycznych. Pisze bez zbędnych udziwnień, nie przesadza z nadmiarem emocji, nie koloryzuje ani nie wprowadza dramatycznych bohaterów, których działanie możemy poddać pod wątpliwość. Jej książki mają cieszyć i zabierać nas w piękną podróż ku prawdziwej miłości co potwierdza najnowsza lektura pióra Galen.

To nie jest głęboka powieść, która zmieni Wasz świat i postrzeganie niektórych zasad. Ale nie tylko takich historii potrzebujemy. Napisana z lekkością i swobodnym przekąsem prowadzi czytelnika przez romantyczną podróż w głąb ludzkich namiętności. Podczas lektury dostrzeżecie zwykłe oczekiwania głównych bohaterów - potrzebę akceptacji, zrozumienia, poczucia bezpieczeństwa, miłości.

To także opowieść o silnych bohaterach. A takie cenię najbardziej. Silna kobieta zdeterminowana, by walczyć o swoje. Mężczyzna, który nie cofnie się przed niczym, by spełnić zamierzone cele. Autorka bardzo dobrze radzi sobie z kreacją swoich bohaterów, którzy przypominają ludzi takich jak my, mimo czasów, w którym przyszło im żyć. Dzięki temu losy postaci czyta się z przyjemnością, zastanawiając się jak potoczą się ich kolejne losy pod znakiem trudnych decyzji i niepewnych wyborów.

Sir Brook Derring to najlepszy angielski detektyw. Wiele jego działań potwierdziło ten tytuł. Zawsze stawiał czoła niebezpiecznym przestępcom, ale dziś stanął pod naporem zadania, które być może okaże się ponad jego siły. Ma bowiem odnaleźć porwaną córkę księcia Lennoxa. W dodatku ta sama dziewczyna kiedyś złamała mu serce. Jak więc podejść do tej sprawy wyzbywając się emocji?

Będzie radośnie, kolorowo i dramatycznie. Chociaż fabuła nie gna na złamanie karku to zagadka, gdzie podziała się Lady Lillian-Anne Lennox wciąga nas do fabuły i zatrzymuje przy sobie bardzo sympatycznym wydźwiękiem. To jedna z tych książek, która umila czas i wypełnia nam zmęczone godziny po ciężkim dniu. "Pocałunek miłości" to historia Londynu i jego ciemnych zaułków oraz miłości, która zawsze znajdzie miejsce wśród mroków i burz.

czwartek, 12 lipca 2018

"#Delete" Sandi Lynn

"#Delete" Sandi Lynn, Tyt. oryg. #Delete, Wyd. Amber, Str. 272

"Mężczyźni. Totalne dupki, jeśli chodzi o traktowanie kobiet. Co do jednego."

Oto powieść o sile kobiet. O romantyczkach, które marzą o prawdziwych książętach a nie typowych bad boyach, porzucających nas nez skrupułów. O kobietach, które nie boją się głośno mówić o swoich uczuciach.

W taki sposób Sandi Lynn zaskakuje. Do tej pory znałam ją od strony banalnych, choć jakże sympatycznych, historii romantycznych, które były ciekawe, ale niekoniecznie wartościowe. Teraz utrzymując swoją najnowszą powieść w podobnym stylu wchodzi na wyższy poziom i tworzy historię, która nie tylko bawi i cieszy, ale pokazuje, że głos płci pięknej także ma znaczenie.

Eloise Moore, główna bohaterka powieści decyduje się na wprowadzenie w życie niebanalnego projektu. Po kilku nieudanych związkach i złych doświadczeniach z mężczyznami powołuje do życia #Delete, pokazując kobietą jak powinny zachowywać się w momencie, gdy mężczyzna je lekceważy. Pomysł jest prosty - nie chcesz się angażować, należy cię usunąć! Ostatecznie. Jednak jeden niefortunnie wysłany sms zmienia wszystko i wywraca projekt Eloise do góry nogami. Czy w życiu buntowniczki jest jeszcze miejsce na ostatnią szansę, dla mężczyzny, który idealnie pasuje do charakterystyki tego, z którym nie powinno się mieć nić wspólnego?

Pomysł trafny, wykonanie dobre, nawet humor znalazł się tutaj smaczny i wywołujący na twarzy szczery uśmiech. Nie jest to książka, która zmieni nasze życie czy wpłynie na nie w taki, bądź inny sposób, ale na pewno umili wolny wieczór i udowodni, że literatura kobieca potrafi porządnie tupnąć nogą. Sandi Lynn bawi barwnymi postaciami, zaskakuje pomysłem na dalsze wydarzenia i wprowadza do historii słowne przepychanki między dwójką głównych bohaterów, które na pewno przypadną do gustu fanką gatunku.

Eloise to silna dziewczyna walcząca o głos uznania, pomagająca na swoim blogu kobietą, by te mogły stanąć na własnych nogach. Jednak sama gubi się przy kontakcie z Christianem, idealnym odpowiednikiem mężczyzny pozbawionego skrupułów i wizji na wspólną przyszłość. Jak na złość on postanawia wygrać niewypowiedzianą rozgrywkę i zrobi wszystko, by przekonać do siebie główną bohaterkę. Czy skutecznie? O tym musicie przekonać się sami, ale zapewniam - dobrej zabawy przy tym nie zabraknie. 

Chociaż powyższa lektura nie łączy ze sobą zbyt wielu motywów i nie zaskakuje na każdym kroku, to przygodę z "#Delete" śmiało mogę uznać za bardzo udaną. Sandi Lynn pisze pomysłowo i zabawnie, słodko jak cukierek i bardzo romantycznie. Wszystko po to, by umilić nam czas, zabrać w podróż pełną miłosnych przepychanek i pokazać, że i przy tak niezobowiązujących powieściach można się dobrze bawić.

piątek, 6 lipca 2018

"Więźniowie miłości" Grace Burrowes

"Więźniowie miłości" Grace Burrowes, Tyt. oryg. The Captive, Wyd. Amber, Str. 367

"Książęta odnajdują się w tych rejonach ,niej więcej raz na tydzień. Dają nam rozrywkę, odkąd żabojady się wycofały."

Kubek gorącej herbaty, późny wieczór bez zobowiązań i romans historyczny to połączenie idealne. Bez względu na porę roku.

Dwie autorki - Grace Burrowes oraz Julia Quinn przekonały mnie do gatunku już dawno temu. Pokazały mi wszystkie blaski i cienie niezobowiązujących powieści o miłości w humorystycznym stylu, z dystansem i z dużą dawką słodziutkiego lukru, którego tutaj nigdy nie powinno zabraknąć. Tak właśnie zakochałam się w tym gatunku i z przyjemnością zdecydowałam się na lekturę najnowszej książki Grace Burrowes.

Mężczyzna zamknięty na miłość i kobieta, która być może pokaże mu jak kochać na nowo. Oto fabuła pełna emocji i serdecznych uczuć, w której wszystkie miłosne chwyty dozwolone! Wszystko za sprawą księcia Christiana Severn'a, który przeżył wiele lat we francuskiej niewoli. To doświadczenie złamało go i podbudowało jednocześnie. Nabrał dystansu do życia i doświadczeń, których nigdy nie chciałby powtórzyć. Przy życiu trzymało go jedynie pragnienie zemsty, które teraz może zrealizować. Tylko czy wolność i zemsta to dobre połączenie?

Wszystko wskazywało na to, że będzie to powieść o upadku człowieka, który zatracił się w swoich mrocznych emocjach i przestał myśleć o konsekwencjach czynów. Jednak spotkał na swojej drodze hrabinę Gillian Greendale, kobietę która udowodniła mu, że w życiu liczy się coś więcej niż próba udowodnienia swoich sił. W dodatku Gillian doskonale wie jak boli okrucieństwo, w końcu doświadczyła go ze strony brutalnego męża. Nie ma już sił na kolejne negatywne emocje. Dlatego nie waha się ani chwili, gdy spotkanie z surowym księciem uwalnia w niej dawno zapomniane emocje.

Wiem co myślicie. To na pewno nie dla mnie, nie czytam takich książek. A szkoda! Ja również tak kiedyś myślałam, trzymałam się na dystans od wszelkich romansów historycznych. A później przeczytałam jeden, drugi i kolejny i tak zaczęłam zaczytywać się w tym gatunku. Tutaj wszystko jest proste, nieskomplikowane, nawet problemy wydają się trywialne i poczucie szczęśliwego zakończenia wcale nie wydaje się odległe. Dzięki temu to idealne lekarstwo na ponure dni, na monotonię życia i na wszystko co smutne.

"Więźniowie miłości" to kolejna sympatyczna lektura spod pióra Grace Burrowes, którą przeczytałam z przyjemnością. Opowiada o ludziach, którzy wycierpieli zdecydowanie zbyt wiele i gdy przyszło im kochać, postanowili się odważyć. Co z tego wyniknie? I czy ta dwójka ma szansę na wspólne szczęśliwe zakończenie? O tym musicie przekonać się sami. Bez zobowiązań, bez wielkich nadziei ale z dystansem i otwartym umysłem - polecam!

czwartek, 5 lipca 2018

"Smak ciebie" Kristen Proby

"Smak ciebie" Kristen Proby, Tyt. oryg. Savor You, Wyd. Amber, Str. 256

"Nie masz wyjścia, musisz za mnie wyjść."

Ile właścicielek restauracji Pokusa - tyle książek w serii. A może i nawet więcej? Kristen Proby w piątej już odsłonie swojego cyklu wprowadza na pierwszy plan kolejną osobowość o zaciętym charakterze. Czy wyróżni się na tle swoich poprzedniczek? 

Każda książka jest inna, podobnie jak różne są bohaterki które podjęły się prowadzenia restauracji. To ciekawy zabieg, pozwalający nam poznać kobiety z bliżej perspektywy, jednocześnie nie zapominając o poznanych wcześniej pierwszoplanowych postaciach. Jedne są mniej, drugie bardziej ciekawe, ale każda z nich ma pewną historię do opowiedzenia, które wielbicielki romansów na pewno chętnie wysłuchają.

Tym razem w roli czołowej bohaterki poznamy Mię Palazz, kobietę dla której gotowanie to coś więcej niż praca. To z jej inicjatywy restauracja Pokusa otrzymała wyjątkowo smaczne i... seksowne menu, w którym potrawy nie tylko spełniają wszystkie oczekiwania kubków smakowych, ale i rozpalają zmysły. Dzięki niej media w końcu zaczęły mówić o miejscu, w które włożyła tyle pracy. Wszystko idzie zgodnie z planem. Do czasu, gdy pojawia się Camden Sawyer. Ponowne spotkanie z tym mężczyzną zmienia wszystko w życiu Mii.

Czy dawna miłość może ponownie wzbudzić zapomniane uczucia? Czy zabliźnione rany mogą otworzyć się na nowo? Mia, bohaterka bardzo sympatyczna i otwarta na czytelnika ponownie wpada w pułapkę własnych uczuć i musi stawić czoła Camdenowi, kulinarnemu geniuszowi, który stanowi dla niej nie małą konkurencję. Razem z nim Mia wystąpi w kulinarnym show, by raz na zawsze udowodnić kto jest lepszy. Tylko czy łącząca ich chemia w obiektywie kamer może przenieść się również do sypialni? Camden zrobi wszystko, by udowodnić kobiecie, że są dla siebie stworzeni. Ona na początku będzie się opierać.Ale jak można odwracać się plecami do człowieka, który kiedyś tyle dla niej znaczył? I który złamał jej serce?

Kristen Proby po raz kolejny napisała prostą, słodko-gorzką rozgrywkę między głównymi bohaterami, która nie ma zbyt wielu motywów, nie ma także zaskakujących zwrotów akcji, ale jest lekka i swobodna, dzięki czemu czyta się ją błyskawicznie. Ciekawe wydarzenia z kategorii telewizyjnego show przenoszą się także w namiętne ramiona miłosnych perypetii głównych bohaterów, którzy przypomną nam, że powieść obyczajowa potrafi sprawnie łączyć się z nieskomplikowanym erotykiem. Co z tego wyniknie?

"Smak ciebie" to książka na leniwe popołudnie, z sympatycznymi bohaterami i miłą akcją. Nie ma w niej głębszych uczuć, nie ma także konkretnego przesłania, ale nie zawsze jest to potrzebne, by dobrze bawić się podczas czytania. Cała seria Kristen Proby jest miłą odskocznią od dnia codziennego, z delikatnym poczuciem humoru, silnymi męskimi bohaterami i zadziornymi kobietami. Dlatego polecam tym, którzy nie potrafią się oprzeć miłosnym perypetiom.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

"Ptaki w ogrodzie. Jak je rozpoznawać" Daniela Strauss

"Ptaki w ogrodzie. Jak je rozpoznawać" Daniela Strauss, Tyt. oryg. Gartenvögel lebensgroß, Wyd. Amber, Str. 112

Raz na jakiś czas lubię sięgnąć po książkę popularno-naukową, szczególnie gdy dotyczy świata zwierzęcego. Tak w moje ręce wpadła powyższa książka, która zaciekawiła mnie nie tylko możliwością poznania nowej wiedzy, ale i rozpoznaniem w świecie ptaków, z którymi mamy przecież styczność każdego dnia.


"Ptaki w ogrodzie" to mała, niepozorna lektura a jednak sporo wnosząca do życia czytelnika, który odważy się z nią zmierzyć. Ja osobiście dużo się z niej nauczyłam. Do tej pory myślałam, że mam podstawową wiedzę na temat ptaków, ale po lekturze zrozumiałam, że to zdecydowanie za mało by móc rozpoznać wszystkie obserwowane przeze mnie ptaki. Nie chodzi o to, że wychodzę z domu i siedzę godzinami na otwartym terenie wyszukując nowych gatunków, ale wychodzę na spacer i miło wówczas mieć świadomość, że potrafię wymienić nazwę widzianego aktualnie ptaka. I właśnie dla takich prostych ludzi jak ja jest to publikacja.


Uczy jakie ptaki żyją z nami na co dzień. W prosty i bardzo przystępny sposób pokazuje znaki rozpoznawcze danego gatunku, ich podstawowe elementy zachowania czy upierzenia oraz sposób migracji czy spędzania czasu. To drobiazgi, które warto znać i przyswajać, ale w ten sposób przyjrzałam się wróblowi, strzyżykowi, różnym rodzajom sikorek i wielu innym ptakom o których nie miałam pojęcia - razem aż 60 gatunków.

Dużym plusem książki jest fakt, że pokazuje ptaki w ich naturalnej wielkości. Na nowo identyfikuje ptaki, klasyfikuje je i w bardzo prostej formie udostępnia całą wiedzę czytelnikowi. To naprawdę genialne i wręcz banalnie proste!


Osobiście jestem bardzo zadowolona z lektury, która wiele mi wyjaśniła i jeszcze więcej nauczyła. Poznałam nazwy ptaków, które widziałam wiele razy za swoim oknem i nauczyłam się jak rozpoznawać nowe gatunki. "Ptaki w ogrodzie" to zatem idealna lektura nie tylko dla nas, ale i dla innych - idealnie sprawdzi się w formie prezentu nie tylko dla dziecka, ale i dorosłego, któremu warto przypomnieć o otaczającej nas faunie.

czwartek, 31 maja 2018

"Terapia" Sebastian Fitzek

"Terapia" Sebastian Fitzek, Tyt. oryg. Die Therapie, Wyd. Amber, Str. 320

"Nadzieja jest jak okruch szkła w stopie. Dopóki w niej tkwi, sprawia ból przy każdym kroku. Kiedy jednak zostanie wyjęty, to co prawda rana przez chwilę krwawi i trzeba trochę czasu, żeby wszystko się zagoiło, ale w końcu można normalnie chodzić."

Sebastian Fitzek, niemiecki mistrz thrillerów psychologicznych, to nazwisko znane na całym świecie. Jego książki przez długie tygodnie nie schodzą z pierwszych miejsc list bestsellerów a każda kolejna lektura to historia warta poznania. Czy i tym razem autor spełnił oczekiwania swoich czytelników?

Polubiłam książki autora za jego pociąg do stanu psychicznej tortury - mnóstwo ślepych zaułków, wszechobecnego obłędu, szaleństwa w zachowaniu bohaterów oraz niemal boleśnie powolnego tempa, które w finale zawsze zaskakuje. Tak właśnie powinien wyglądać każdy rasowy thriller i wcale się nie dziwię, że autor zyskał tyle głosów poparcia do swoich książek. Jednak ścieżka kariery nie jest łatwa i zawsze w tle pozostają debiuty, którym w przypadku Fitzek'a jest "Terapia".

To ciekawa, napisana w stylu autora lektura, która jednak widocznie wskazuje na pierwsze kroki w świecie literackim. Zagadka, która zawsze była kwintesencją każdej książki okazała się trochę zbyt banalna i możliwa do rozwiązania jeszcze przed zakończeniem akcji. Jednak byłabym niesprawiedliwa pisząc, że to wpłynęło na mój odbiór tej powieści - właściwie podobnie jak w przypadku późniejszych książek autora cieszyłam się akcją oraz dopracowanymi postawami bohaterów i chętnie śledziłam rozwój wypadków.

Victor Larenza, znany psychiatra, cztery lata tamu stracił w niewyjaśnionych okolicznościach swoją ukochaną córkę. Nikt nie był w stanie odnaleźć sprawcy zaginięcia przez brak jakichkolwiek śladów. Mężczyzna uciekając od poczucia klęski zaszył się na samotnej wyspie. Jednak traumatyczne wydarzenia odrodziły się na nowo wraz z pojawieniem się tajemniczej kobiety, która usilnie próbuje przekonać lekarza do pomocy. Uważa, że nawiedza ją mała dziewczynka a kolejne fakty łączą się z przeszłością Victora. Tak rozpoczyna się jego prywatne śledztwo, które w szybkim tempie zmienia się w konfrontacje z trudnymi wydarzeniami.

"Terapia" chociaż nosi ślady debiutu nie jest złą powieścią. Mroczny klimat opuszczonego miejsca dodaje uroku rozgrywanym wydarzeniom a narastające poczucie paniki i obłędu buduje atmosferę lęku. Ciemność, sekrety i tajemnicze wydarzenia sprawiają, że historia czyta się sama a finał choć subtelnie przewidywalny wciąż zaskakuje. Nie jest to może najlepsza książka Fitzek'a, ale mimo wszystko polecam ją wszystkim fanom mrocznych klimatów.

czwartek, 24 maja 2018

"Wszystkie nasze pocałunki" Julia Quinn

"Wszystkie nasze pocałunki" Julia Quinn, Tyt. oryg. The Sum of All Kisses, Wyd. Amber, Str. 335

"Szekspir wiedział, o czym mówi."

Ten kto choć raz szukał powieści zupełnie niezobowiązującej i lekkiej niczym piórko, która ma zapewnić czystą przyjemność czytania - musiał natknąć się na romans historyczny. Nic w tym dziwnego, ponieważ ja właśnie tak poznałam się z tym gatunkiem i bardzo się z nim polubiłam. Szczególnie z twórczością Julii Quinn, która potrafi pisać takie historie, że nie sposób się od nich oderwać!

"Wszystkie nasze pocałunki" to miłosne uniesienia, przyspieszone bicie serca, zabawne sceny i szczęście w nieszczęściu. Tak w skrócie można opisać kolejną książkę autorki, która zapewnia kilka godzin doskonałej zabawy. Bez wielkich oczekiwań, z dystansem i poczuciem, że zabieracie się za lekturę książki bardzo lekkiej w swojej formie i uroczej pod względem wydarzeń - absolutnie nie poczujecie się rozczarowani. Wręcz przeciwnie! Być może historia nawet Was subtelnie zaskoczyć odejściem od typowej słodkiej historii miłosnej, gdy już na pierwszych stronach przywita Was problematyczna relacja między bohaterami bardziej przypominająca nienawiść, niż głębsze uczucie.

Lady Sarah Pleinsworth i lordowi Hugh Prentice to dwa zadziorne charaktery, które wciąż skaczą sobie do oczu. On najchętniej nie wchodziłby jej w drogę, ona zapomniała o jego istnieniu. Niestety los ma dla nich inne plany - zmusza ich do spędzenia wspólnego tygodnia i zmiany nastawienia, czas bowiem poudawać trochę, że pałają do siebie sympatią. Dlaczego? O tym przekonacie się już podczas niesamowicie lekkiej i przyjemnej lektury, z przesympatycznymi bohaterami wciąż szukającymi waśni. Jednak pewnego dnia wszystko zmieni się za sprawą pocałunku. I to nie jednego! Czy zatem dwa skrajnie różne od siebie światy będą mogły połączyć się w jedno?

Nie szukajcie tutaj świeżości, zrywania ze schematami czy czegoś, czego jeszcze nie było. W książkach Julii Quinn chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę, a tutaj absolutnie jej nie brakuje. Obserwując nieporadną relację między Sarah a Hugh'em wiele razy uśmiechałam się sama do siebie, bo sympatyczne dialogi rozbrajały atmosferę i zachęcały do kontynuowania lektury.

"Wszystkie nasze pocałunki" to doskonały wybór na późne popołudnie, który pomoże się zrelaksować i odpocząć. Podobnie jak wszystkie inne książki autorki charakteryzuje się ciekawą akcją, subtelnymi zwrotami akcji i bohaterami, których nie sposób nie polubić. Dobrze się czyta i ja jestem bardzo zadowolona ze swojego wyboru. Powiem więcej - to na pewno nie będzie moja ostatnia książka tej autorki. Polecam!

Premierowo: "Zemsta Kolekcjonera" Fiona Cummins

"Zemsta Kolekcjonera" Fiona Cummins, Tyt. oryg. The Collector, Wyd. Amber, Str. 336
PREMIERA: 24 maja 2018r.

"- Już nie żyjesz – wykrakał gwarek. – Jesteś martwy, jesteś martwy, już nie żyjesz."

 Los lubi bawić się z nami w chowanego. I kiedy już myślimy, że nic złego się nie stanie - ten wyskakuje niczym królik z kapelusza rzucając nam pod nogi kłody nie do przejścia. Bohaterka najnowszej książki Fiony Cummins przekonała się o tym ze zdwojoną siłą, kiedy po raz kolejny przyszło jej zmierzyć się z prawdziwym, ludzkim złem.

"Zemsta Kolekcjonera" jak sam tytuł wskazuje to kontynuacja serii o bezwzględnym mordercy. Drugi tom jest dosyć mocno powiązany z pierwszym, więc warto cofnąć się do początku by lepiej zrozumieć poszczególne fakty. Wówczas cała sprawa również nabiera rozpędu, bo wiecie czego być może się spodziewać - sam Kolekcjoner co prawda jest nieprzewidywalny, ale jego sposób działania pozostaje niezmieniony.

Muszę przyznać, ze nie spodziewałam się tak wciągającej fabuły. Dwa wątki główne wzajemnie przeplatają się ze sobą pokazując jak wiele zła uczynił bezwzględny człowiek. Z jednej strony pojawia się ciężko chory Jakey, chłopiec który cudem ocalał i teraz z rodziną próbuje rozpocząć wszystko od nowa. Z drugiej strony pojawia się Clara, dziewczynka wciąż więziona przez Kolekcjonera i ten motyw zaintrygował mnie najbardziej: strach rodziny o to, czy dziecko powróci do nich żywe, powolne gubienie nadziei, która jedynie tli się w sercu matki i rozpad rodziny, która nie potrafi znieść obecnej tragedii. Autorka sprytnie połączyła ze sobą te dwie historie pokazując przełomowe momenty w życiu dwóch różnych rodzin i ich działania w nowych sytuacjach.

Lubię kryminały, które angażują mnie emocjonalnie, a bezsprzecznie powyższa lektura do takich należy. Co prawda nie jest to historia z najwyższej półki, ma wady związane z przestojem w fabule czy niedopracowaniem drugoplanowych postaci, które czasami wydają się płaskie i nijakie, ale wątek przewodni samego Kolekcjonera i dramat rodzin porwanych dzieci zasługuje na uwagę. Podążałam tropem sprzecznych emocji kłębiących się w głowach obu rodzin, które doskonale wiedziały, że bezwzględny morderca przebywa na wolności i nie miały żadnej wiedzy jaki będzie jego kolejny krok. Ja również wypatrywałam kolejnych decyzji z jego strony z dreszczem niepokoju obserwując jego fascynację Jakey'em, chłopak którego stracił czy detektyw Ettą Fitzroy, której oddech wciąż czuł na plecach.

"Zemsta Koronera" to książka z klimatem. Wszechobecny dreszcz niepokoju motywuje do tego, by przerzucać kolejne kartki i z zaciekawieniem śledzić obrót wydarzeń. Sam styl autorki jest wręcz banalny, więc nie przeszkadza w snuciu własnych domysłów. To lekki, choć przepełniony napięciem kryminał, który można stosunkowo szybko rozgryźć i nie zapada szczególnie w pamięć, ale na pewno umila czas i zachęca do kontynuowania przygody.

środa, 9 maja 2018

Premierowo: "Mistrz ceremonii" Sharon Bolton

"Mistrz ceremonii" Sharon Bolton, Tyt. oryg. The Craftsman, Wyd. Amber, Str. 400
PREMIERA: 10 maja 2018r.

"- On jest blisko, czuję to. – Linda nie puszczała. – On nie uciekł. Jest gdzieś blisko i chce tylko wrócić do domu."

Sharon Bolton to autorka, która doskonale wie jak zaintrygować czytelnika. Jej pozornie lekkie kryminały ze strony na stronę nabierają rozpędu, by w finale mocno zaskoczyć. Podobnie jest z nową powieścią - "Mistrz ceremonii", która od pierwszych stron pokazuje to co w twórczości autorki najlepsze.

Zacznę od stylu, bez którego - moim zdaniem - nie byłoby tego wszystkiego. Zawsze cenię kryminały napisane przystępnym językiem, bo chodzi o to by zagadka wciągnęła mnie na całego a nie dialogi i opisy przysłaniające wszystko co najlepsze. U Bolton właściwie tekst jest tylko tłem dla rozgrywanych wydarzeń, chociaż łatwo też zauważyć, że wszelkie dialogi i opisy akcji to czysta przyjemność: swoboda obrazowości scen połączona z pomysłem i dużą wyobraźnią. Tym sposobem z wielką przyjemnością czytam każdą kolejną książkę autorki, bo wiem że nie tylko mnie zaciekawi, ale i prosto wyjaśni wszystkie kryminalne kwestie.

Fabuła opowiada dość schematyczną historię rozpoczynającą się zaginięciem trójki dzieci. Ktoś dokonał na nich bestialskiej zbrodni, ale sprawce pojmano i ukarano. Brzmi znajomo, prawda? Wiele podobnych historii zostało opartych na tym motywie. Jednak dobrze przemyślana i mądrze poprowadzona fabuła - nawet taka, która trochę zderza się ze schematycznością - wciąż może zaskakiwać. I tak właśnie jest w przypadku powyższej lektury, ponieważ otrzymałam zaskakujący, pełen zwrotów akcji kryminał goniący za mordercą, od którego trudno było mi się oderwać.

Florence Lovelady, bohaterka powieści, rozpoczęła swój zawodowy sukces od pojmania mordercy, który bestialsko mordował dzieci. Wszystko wydarzyło się trzydzieści lat temu, skazany przyjął na siebie całą winę i sprawę zamkniętą. Aż do dnia jego śmierci, kiedy ten wysłał kobiecie tajemniczy list. I okazało się, że nic nie jest takie jak się wydawało. Tym samym rozpoczął się pościg a nieuchwytnym celem, bestią w ludzkiej skórze, która na nowo rozbudziła we Florence wszystkie traumatyczne przeżycia. Demony przeszłości pukają do drzwi a wydarzenia sprzed lat na nowo rozgrywają się w teraźniejszości. Czy faktycznie kobieta pomyliła się w swojej ocenie? Czy morderca nie był tym, za kogo go uważano? Pościg trwa - a tym samym w fabule nie brakuje zaskoczeń, dynamicznych zwrotów akcji i finału (możliwego do rozgryzienia jeszcze przed zakończeniem), który idealnie łączy się ze wszystkimi tropami.

"Mistrz ceremonii" to potwierdzenie pomysłowości Sharon Bolton. Jej powieści - często niesłusznie niedoceniane - potrafią zapewnić kilka godzin pełnych atrakcji. Wiszący w powietrzu klimat, tajemnica sprzed lat i ciekawi bohaterowie to tylko początek atutów najnowszej książki autorki napisanej fantastycznym stylem, który trzyma w napięciu do ostatniej strony. Subtelna zagadka i dynamiczny pościg to propozycja dla tych, którzy szukają spokojnego kryminału z mroczną tajemnicą w tle. Zapewniam, szybko odkryjecie talent Sharon Bolton.

sobota, 21 kwietnia 2018

"Miłość barona" Grace Burrowes

"Miłość barona" Grace Burrowes, Tyt. oryg. Thomas, Wyd. Amber, Str. 384

"Każda dama, nawet największa skrupulantka, zdejmuje rękawiczki do stołu."

Raz na jakiś czas poszukuję książki lekkiej i niezobowiązującej, przy której będę się dobrze bawić i poznam sympatycznych bohaterów. Okazało się, że w tej roli idealnie sprawdzają się powieści z gatunku romansu historycznego, które od niedawna stały się moim lekiem na ciężkie dni.

Pierwsza zasada czytania podobnych powieści? Żadnych oczekiwań, zero zobowiązań. To powieść, która ma cieszyć i umilać czas, a jeśli chcecie historii z morałem odsyłam do klasyki czy głębszych powieści obyczajowych. Tutaj liczy się wdzięk i elegancja głównych bohaterów, którzy zabierają nas w przeszłe czasy, by przypomnieć jak żyło się kiedyś oraz ile mocji związane było z tytułami praz moralnymi oczekiwaniami.

Lektura Grace Burrowes jest idealnym przykładem powyższego gatunku. Opowiada o miłości, która rodzi się z niczego, o przygodach związanych z tajemniczymi wydarzeniami oraz o zrywaniu z przyjętymi zasadami. Wszystko rozpoczyna się z dniem przybycia barona Thomasa Jenningsa do nowo nabytej posiadłości. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie zaskakujące zaginięcie zarządcy, który przez niedawny skandal postanowił zrezygnować z posady. Jego miejsce zajęła Loris Tanner pieczołowicie wykonując obowiązki wbrew tamtejszej społeczności, która nie może pogodzić się z faktem, że kobieta podjęła się męskiego stanowiska pracy. Jedynie nowy właściciel posiadłości wydaje się nie mieć nic przeciw obecnej sytuacji, bo doskonale wie jak boli brak akceptacji.

Lekkość fabuły i swoboda stylu autorki przemawiają na korzyść dobrej historii, którą miło czyta się od samego początku. Jest jednak pewna wada, która momentami daje się we znaki i należy o niej wspomnieć - przestoje w akcji. Autorka postawiła na dynamizm i pewien wiszący w powietrzu sekret, który wprowadza ciekawy klimat, jednak chciałabym by taka aura utrzymała się od pierwszej do ostatniej strony. Całość na szczęście ratuje wszechobecna tajemnica związana z trudnymi do wyjaśnienia zdarzeniami, które mają miejsce po przyjeździe barona. Nikt nie spodziewał się, że sielankowe wydawać by się mogło zarządzanie utrudni intryga i dziwne zjawiska, których przyczyny szybko można się domyślić, co nie zmienia jednak faktu, że dzięki nim znacznie przyjemniej czyta się powyższą powieść.

Mimo jednego małego mankamentu, "Miłość barona" to sympatyczna lektura mocno bazująca na zasadach swojego gatunku. Dużo emocji, miłość pojawiająca się w najmniej oczekiwanym momencie, pomieszanie z poplątaniem ról bohaterów: od kobiety pracującej, po niedoświadczonego barona i duża liczba zagadek - to wszystko buduje wartą poznania historię, która umiliła mi jeden z wieczorów i przypomniała za co tak bardzo lubię romanse historyczne.

czwartek, 19 kwietnia 2018

"Uwięziona dziewczyna" K.L. Slater

"Uwięziona dziewczyna" K.L. Slater, Tyt. oryg. Blink, Wyd. Amber, Str. 304

"Żebrak nie może wybrzydzać."

K.L. Slater zadebiutowała książką "Niebezpieczna dziewczyna", historią z pogranicza thrillera i kryminału, która przyjemnie mnie zaskoczyła. Byłam pewna, że czeka na mnie dość typowa historia z dreszczykiem, bardziej dedykowana kobietom niż rasowym fanom kryminałów a jednak otrzymałam coś intrygującego i klimatycznego. W nadziei, że po raz drugi autorka mnie zaskoczy zdecydowałam się na "Uwięzioną dziewczynę".

Czy zastanawialiście się kiedyś jak to jest być w sytuacji bez wyjścia? Główna bohaterka wie, że może pomóc swojej zaginionej córeczce, ale czuje się kompletnie bezradna. Nie ma pojęcia jak wydostać się z otchłani nicości, która ją otacza i wciąga w wir zapomnienia. Wie tylko, że czeka na nią najważniejsza osoba i musi zrobić wszystko, by prawda wyszła na jaw. To dzielna kobieta, która walczy nie tylko z przeszłością, ale i aktualną rzeczywistością a autorka w dość prosty sposób pokazuje, że jest jej naprawdę ciężko. Niemal cała uwaga czytelnika wkracza na tory myśli kobiety, która robi co może by odszukać córeczkę przez co nie sposób, nie trzymać kciuków za powodzenie tej misji.

Sam temat fabuły jest bardzo ciekawą interpretacją znanego schematu tajemniczego zaginięcia. Trzy lata temu pięcioletnia córka Toni zaginęła. I ślad po niej zaginął. Powieść zatem opiera się na jednym motywie próby odnalezienia dziewczynki. Jednak nie ma w tym żadnej monotonii. Autorka poprowadziła fabułę przez klimat tajemnicy i niepewności, dzięki czemu czytelnik w licznych, najbardziej wciągających momentach otrzymuje do kompletu atmosferę intrygi i zagadki z pozoru niemożliwej do rozwiązania.

Toni wie, że trzy lata temu wydarzyło się coś strasznego, nie potrafi sobie tylko przypomnieć co to było. Powoli składa w całość wszystkie szczegóły umożliwiające jej dostrzeżenie prawdy w przeszłości i jednoczesne odnalezienie córeczki. Tylko, że autorka niecnie zaplanowała całą intrygę i nie zostawiła poszukującym (matce czy policji) wielkiego pola do popisu: żadnego zapisu z monitoringu, żadnych świadków, nawet nie ma tropów fałszywych czy też nie. Dlatego w głowie czytelnika ze strony na stronę pojawiają się nowe teorie i pokłada się wiarę w nadzieję matki. Ona w końcu powinna chociaż czuć czy jej dziecko jeszcze żyje. Prawda? 

Autorka ma lekkie pióro, więc powieść czyta się w mgnieniu oka. Przyjemna i zaskakująca w finale intryga usatysfakcjonuje fanów powieści z dreszczykiem. Jednak "Uwięziona dziewczyna" to nie tylko dobra historia czy ciekawa kreacja bohaterów, ale i temat - ważny oraz poruszony w emocjonujący sposób. Do mnie kolejna propozycja od K.L. Slater przemówiła i mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec. W końcu kolejne książki autorki już są gotowe.

sobota, 31 marca 2018

"Porażka księcia" Grace Burrowes

"Porażka księcia" Grace Burrowes, Tyt. oryg. The Duke's Disaster, Wyd. Amber, Str. 256

Noah Winters, ósmy książę Anselm, ma kłopot. Niedługo skończy dokładnie trzydzieści dwa lata, a rodzinne zobowiązania jasno potwierdzają, że ostatecznie przed dniem urodzin musi poślubić kobietę, która stanie u jego boku jako żona. Niestety - na widoku nie ma żadnej panny, która mogłaby śmiało zająć miejsce jego ukochanej. Czas zatem postąpić o krok na przód i podjąć małżeństwo z... rozsądku. I porzucić na moment pragnienia o wielkiej miłości. Tylko czy to nie jest zbyt ryzykowne posunięcie?

Grace Burrowes upodobała sobie romans historyczny i napisała kilka ciekawych książek w tym gatunku. Sami doskonale wiecie, że podobne książki nie zajmują wysokiej pozycji w rankingu najbardziej cenionych lektur, ale i takie opowieści są potrzebne. Dla mnie ten gatunek otworzył się niedawno - do tej pory omijałam szerokim łukiem wszystkie romanse historyczne i kompletnie nie mogłam odnaleźć się w fabule. Ale później przeczytałam jedną powieść i kolejna aż stwierdziłam, że wcale nie jest tak źle. Grace Burrowes to jedna z autorek, której książki tego gatunku przeczytałam w pierwszej kolejności, więc mam do niej delikatny sentyment.

"Porażka księcia" to wznowione wydanie pierwszego tomu serii o prawdziwych gentelmenach. Na pierwszy plan wyszedł Noah, którego wyzwanie okazało się trudniejsze niż przypuszczał, ale przyznaję że bohater poradził sobie w tej roli - co prawda przeżył kilka ciekawych perypetii nim ostatecznie zrozumiał cel swojej miłosnej podróży, ale to tylko dodało książce uroku. Wybierając sobie na żonę lady Araminthę Collins, z hrabiowskiej rodziny Noah nie spodziewał się, że będą z nią same kłopoty. Dziewczyna po śmierci rodziców musiała zdobyć pieniądze na swoje utrzymanie i zatrudniła się jako dama do towarzystwa. Niestety książę ma błędne oczekiwania wobec swojej wybranki i to doprowadzi do kilku zaskakujących i zabawnych sytuacji, które umilą czas czytelnikowi.

Styl autorki to lekkość i swoboda. Lubię romans historyczny za błahość fabuły i zabawne akcenty a Burrowes wie jak subtelnie mnie rozbawić i wprowadzić do fabuły zgrabnie przemyślane i sympatyczne momenty przypominające komedię pomyłek. Miłość to temat przewodni i małżeństwo z rozsądku nie znajdzie tutaj swojego miejsca, ale to jedynie zwiększa burzliwość scen. Nie miejcie jednak zbyt dużego oczekiwania wobec tej historii - to prosta i absolutnie nieskomplikowana lektura dla miłośniczek powieści o wielkich miłościach i burzliwych wydarzeniach, gdzie na pierwszym planie pojawiają się uczucia i emocje. "Porażka księcia" to typowo słodko-gorzka powieść o tym, że w życiu nie można kierować się dumą i wielkimi oczekiwaniami, bo los zawsze niesie w zanadrzu nieoczekiwaną zmianę miejsc.

sobota, 24 marca 2018

"Korporacyjny as" Sandi Lynn

"Korporacyjny as" Sandi Lynn, Tyt. oryg. Corporate A$$, Wyd. Amber, Str. 272

Od Sandi Lynn wszystko się zaczęło. Przynajmniej u mnie. To była pierwsza autorka, która pokazała mi pierwsze kroki w świecie gatunku New Adult i zaczarowała historiami o prawdziwej miłości. Jeśli mam być szczera dziś wiem, że są autorki które znacznie lepiej radzą sobie z tematem, ale nie mogę zapomnieć o sentymencie jakim darze powieści Lynn. Dlatego z wielką przyjemnością sięgam po każdą nową propozycję od niej i z dreszczem niepewności czy i tym razem odnajdę się w fabule - zaczynam czytać.

Sandi Lynn lubi podążać pewnym utartym schematem, który bądź co bądź - obrała jako jedna z pierwszych. Nie mam jej tego za złe, właściwie zdziwiłabym się nawet, gdyby zaprezentowała w swojej książce coś nowego. Z jednej strony nie przemawia to na korzyść autorki, ale z drugiej... jeśli robisz coś dobrze, to dlaczego masz przestać? A bez wątpienia Lynn pisze dobre historie, wciągające i warte uwagi co potwierdza jej najnowsza propozycja. Na korzyść jej atutów przemawia również sam styl, który jest prosty i przyjemny a jednocześnie na tyle dopracowany, że zaprasza czytelnika w podróż bogatą w emocje. 

Bohaterowie w burzy namiętności na chwilę zatracają siebie. Fiona, piękna i niezależna nie jest wielką fanką mężczyzn. Przejmując rodzinną firmę stojącą na granicy bankructwa musi mierzyć się ze wszystkim co złe. Dlatego nie ma przekonania do płci przeciwnej. Szczególnie, że jej chłopak nie okazał się dobrym kandydatem do tej roli i postanowił ją zdradzić. Życie Fiony to pasmo niefortunnych i niekończących się nieszczęść, które raz za razem przypominają jej o bezwzględnej stronie życia. Nic więc dziwnego, że pojawił się największy problem w momencie, gdy na jej drodze stanął Nathan. Bezczelny kobieciarz, który może okazać się jedynym rozwiązaniem dla jej firmy. On jednak nie przepada za kobietami i zrobi wszystko by im dopiec. Ale Fiona zaczyna go intrygować, szczególnie w momencie gdy nie pozwala przejąć na sobą kontroli tak jak wszystkie znane mu do tej pory kobiety.

Schemat trochę podobny do tego, jaki znamy z powieści erotycznych. Bogaty, pewny siebie mężczyzna zrobi wszystko by wziąć we władanie stającą mu na drodze kobietę. Jednak tym razem problem jest w jej charakterze, bo zamiast uległości dostrzegamy silną pozycję niezależnej, pewnej siebie bohaterki, która doskonale wie czego chce. To mieszanka wybuchowa, która przyciąga całą uwagę czytelnika i z czystą przyjemnością śledzi się losy dwójki zadziornych postaci. Sandi Lynn wykreowała barwne, pomysłowe charaktery, które w starciu potrafią wywołać lawinę sprzecznych emocji. Polubiłam oboje i kibicowałam im do końca, chociaż miałam też pewną satysfakcję pozostawiając ich los w rękach autorki i po prostu śledziłam przebieg kolejnych wydarzeń.

Miłość to zawsze skomplikowany temat, a w rękach Sandi Lynn to także podróż pełna wrażeń. "Korporacyjny as" to słodko-gorzka powieść o miłości, bez większych uniesień i bez żadnych zaskoczeń - ot przyjemna książka do poczytania, jak każda inna z repertuaru autorki. Nie znaczy to jednak, że powinniście przejść obok niej obojętnie. O nie! Warto czasami się zatrzymać przy podobnych historiach i porozkoszować samą nieskomplikowaną historią o miłości. Od siebie - polecam.

"Ich obietnice" Tessa Dare

"Ich obietnice" Tessa Dare, Tyt. oryg. Say Yes to the Marquess, Wyd. Amber, Str. 302

"Tylko nie mów, że cię nie ostrzegałem."

Tessa Dare autorka "Romantycznego księcia" powróciła z drugim tomem swojej serii. Napisana z pomysłem, lekka i przyjemna powieść idealnie sprawdzi się jako wybór książki na późny wieczór po ciężkim dniu, kiedy marzymy tylko o spokoju i relaksie. Nie po raz pierwszy autorka pokazała, że doskonale wie jak zaciekawić czytelnika jednocześnie nie zamęczając go wszechobecną nudą.

Jedno jest pewne - należy polubić ten gatunek, bo na siłę nigdzie nie zajdziecie. Wiem, że okładki nie przyciągają wzroku a słowo "romans historyczny" może być czasami skutecznym przesłaniem do tego by jednak po książkę nie sięgnąć. Niepotrzebnie. Sama kiedyś wychodziłam z podobnego założenia i omijałam lektury o wielkich namiętnościach mylnie przyrównując je do harlequinów. Raz zaryzykowałam i od tamtej pory to jeden z gatunków po który sięgam najwcześniej - wiem, że mnie nie zawiedzie, bo chociaż lubię podobne powieści, nie oczekuję od nich niczego więcej poza miło spędzonym czasem w ich towarzystwie. 

Tessa Dare na pewno wie, jak zaciekawić czytelnika jednocześnie skupiając całą jego uwagę wyłącznie na głównej parze bohaterów. Jej lekki styl przyjemnie komponuje się ze spokojną aczkolwiek płynną akcją i pozwala na moment przenieść się do wykreowanego świata. Nie trzeba wielkich słów by nakreślić przyjemną historię o miłości, bo bazując wyłącznie na emocjach autorka skomponowała zaskakująco wciągający obraz wielkich namiętności, burzy uczuć i niepowodzeń na drodze ku szczęściu głównych bohaterów. W dodatku jest coś co wyróżnia Tesse Dare spośród innych podobnych - umiejętność kreowania humorystycznych scen, pozytywnych dialogów i zmysłowych zwrotów akcji. 

Śmiało możecie sięgać po części cyklu bez zachowania chronologii. Każda część to nowa historia, nastawiona przede wszystkim na poszukiwanie miłości. Niekoniecznie szczęśliwej z założenia. Połączona pojedynczymi wątkami co prawda, jednak traktując je z przymrużeniem oka odnajdziecie się w kontynuacji także bez znajomości tomu startowego. Tym razem książę Ashbury chociaż cierpi - musi spełnić rodowy obowiązek. Aby podtrzymać ciągłość rodu wybiera się na poszukiwania żony.  Na całe szczęście pojawia się Emma, ubrana w suknie ślubną krawcowa, którą żąda zwrotu pieniędzy. W zamian otrzymuje jednak od księcia pewną propozycję - z warunkami. Czy zgodzi się podjąć wyzwanie? Myślę, że bez tego nie byłoby dobrej zabawy a w tak ciekawym towarzystwie jakim jest książę i krawcowa z charakterem nie sposób się nudzić. Główni bohaterowi wprowadzają do historii dynamikę i życie, skupiają na sobie wzrok i robią wszystko, by czytelnika raz dwa polubił ich za całokształt.

"Ich obietnice" to dobrze napisana kontynuacja, w której można śmiało zaczytywać się przede wszystkim dla relaksu. Nie wiążcie z tą powieścią wielkich nadziei a na pewno nie poczujecie się zawiedzeni - wręcz przeciwnie! Jeśli pozwolicie po prostu jej swobodnie płynąć przed siebie napotkacie przyjaznych bohaterów, burzliwe miłosne uczucia i wszystkie cechy dobrze napisanego romansu historycznego. Ciepła, zabawna i nawet chwilami wrażliwa - oto kolejna odsłona Tessy Dare.

wtorek, 13 marca 2018

Premierowo: "Misterium życia zwierząt" Karsten Brensing

"Misterium życia zwierząt" Karsten Brensing, Tyt. oryg. Das Mysterium der Tiere, Wyd. Amber, Str. 416
PREMIERA: 13 marca 2018r.

"Ludzka twarz jest dużo więcej warta niż każdy dowód osobisty nie tylko dlatego, że czyni nas rozpoznawalnym dla innych, lecz również dlatego, że najczęściej wpisana jest w nią nasza przeszłość, teraźniejszość a nawet przyszłość."

Ostatnio często możemy spotkać się z literaturą faktu odkrywającą aspekty życia fauny i flory. Osobiście, chociaż jestem wielką fanką powieści fabularyzowanych i od poradników raczej trzymam się na dystans, chętnie sięgam po wszystko co dotyczy nowinek na temat roślin i zwierząt. Niektóre pozycje są zaskakująco dobre, inne - nudne i nieciekawe. To czy dana lektura przypadnie mi do gustu jest jedynie kwestią ze strony autora: po jego stronie leży takie przedstawienie tekstu by nie tylko zwrócił moją uwagę, ale trzymał mnie w zaciekawieniu do samego końca.

Karsten Brensing w swojej publikacji postawił na świat zwierząt w nieskategoryzowanej formie. Opisywał życie i zwyczaje najciekawszych gatunków od ssaków, przez ryby czy ptaki. Dzięki temu jego książka przedstawiła mi dość bogate kompendium wiedzy na temat zwierząt. Poznałam wiele ciekawych zwyczajów, które mogę śmiało zaobserwować osobiście, a które - jeszcze do niedawna - omijałam nieświadomie.

Autor pisze w pierwszoosobowej narracji, która przypomina bardziej dialog z czytelnikiem niż przedstawienie suchych faktów. To zdecydowanie przemawia na korzyść jego lektury, ponieważ można łatwo zrozumieć co chce nam przekazać za pomocą prostego i obrazowego języka. Karsten Brensing często rozpoczyna wstęp do wybranego zagadnienia opisując o najpierw na podstawie ludzkich zachowań a dopiero później przekłada je na życie zwierząt i zestawia ze sobą w ramach porównania. To ciekawy zabieg, bo pokazuje, że ludzie od zwierząt tak właściwie niewiele się różnią.

Tematów w książce jest wiele: intymne życie zwierząt, kultura poszczególnych gatunków, życie w społeczeństwie, postrzeganie świata czy choćby uczuciowość. To i wiele więcej opisane jest w krótkich rozdziałach i podrozdziałach by nie nudziło a jedynie przekazywało tyle co trzeba. Wszystko podparte jest dowodami, ponieważ autor jest biologiem morskim oraz doktorem etologii, na podstawie własnych badań i doświadczeń opisuje to co jemu wiadome i robi to w wiarygodny sposób. 

"Misterium życia zwierząt" to książka, która stawia zwierzęta na równi z człowiekiem. Pokazuje ich zwyczaje i życie w sposób niewiele odbiegający od ludzkich zachowań, przez co jednocześnie zbliża czytelnika do tego świata i utwierdza w przekonaniu, że otacza nas wielki skarb. Osobiście jeśli chodzi o zwierzęta jestem bardzo uczuciowa i wszystko co czytam biorę sobie do serca, ale na powyższą publikację starałam się spojrzeć jak najbardziej obiektywnie i muszę przyznać, że Karsten Brensing przekonał mnie do tego o czym pisał. W sposób łatwy to przyswojenia i zaskakująco obrazowy wprowadził mnie do tajnego życia fauny poprzez lekturę, do której na pewno jeszcze kiedyś wrócę.

wtorek, 20 lutego 2018

"Oszustwa pamięci" dr Julia Shaw

"Oszustwa pamięci" dr Julia Shaw, Tyt. oryg. , Wyd. Amber, Str.

"Im więcej potencjalnych ścieżek prowadzących do zapamiętanej treści (im więcej powiązań skojarzeniowych), tym szybciej i z większą pewnością docieramy tam, gdzie mamy dotrzeć, kiedy próbujemy ją sobie przypomnieć."


Jeśli zastanawiacie się skąd taki wybór publikacji do czytania - podążacie w tym samym kierunku co ja, kiedy decydowałam się na lekturę. W zasadzie nie czytam podobnych książek i nie mam też wielkiego przyciągania do naukowych publikacji, ale jestem w wieku kiedy czas pomyśleć o swojej pamięci. I właściwie z biegu, niewiele się zastanawiając postanowiłam dać szansę lekturze jaka nigdy wcześniej nie zagościła na mojej półce. Czy słusznie?

Julia Shaw ma spore doświadczenie w tematyce własnej książki. Jako psycholog sądowy i - co ważne - światowy autorytet w dziedzinie badań nad pamięcią ma duże doświadczenie w dziedzinie badań nad pamięcią. Autorka nazywa siebie "hakerką pamięci" wychodzi do ludzi nie tylko z publikacją, ale i własną osobą wykładając kryminologię w London South Bank University. Należy do grona niewielu na świecie ekspertów prowadzących badania nad  komplikowanym zjawiskiem błędów pamięciowych związanych ze zdarzeniami osobistymi, o silnym ładunku emocjonalnym – tzw. "fałszywych wspomnień". To spory zasób wiedzy i doświadczeń, który mnie osobiście przekonał do wyboru lektury. Szczególnie, że poczytałam sobie trochę na temat autorki, znalazłam liczne jej prace i zapoznałam się z komentarzami osób postronnych, takich jak ja. To wszystko skusiło mnie do sięgnięcia po "Oszustwa pamięci".

Podobał mi się styl jakim została napisana książka. Każda kwestia wyjaśniała jasno i logicznie poszczególne fakty, przekładała na język prostych ludzi a nie naukowców czy filozofów fakty dotyczące najistotniejszej funkcji naszego umysłu. W dodatku rozdziały uporządkowane zostały w logiczną całość, autorka najpierw wyjaśnia kwestie związane z pamięcią, wyjaśnia jej funkcjonowanie i postrzeganie. Opisuje jak to jest z kwestiami pamięciowymi wydarzeń z dzieciństwa, przekładana funkcjonowanie mózgu na fizjologię, pokazuje jak powstają wspomnienia skąd one się biorą i co je kształtuje. Na samym końcu pojawia się największy plus - gry umysłu, rozdział najbardziej moim zdaniem wciągający i warty przeczytania, bo ten rozdział wyjaśnia najwięcej.

Nie będę ukrywać - to nie jest łatwa książka. Ale zaskakująco intrygująca i wciągająca. Ja, przeciwniczka książek popularnonaukowych i wszelkich wynurzeń na temat funkcjonowania organizmu przeczytałam powyższą publikację od deski do deski i nawet przez chwilę nie poczułam, że to zły wybór. Podeszłam do "Oszustów pamięci" z otwartym umysłem i niespodziewanie wyciągnęłam z tej publikacji wiele ważnych kwestii. Teraz trochę inaczej patrzę na postrzeganie pamięci i funkcjonowania mózgu a przede wszystkim - poszerzyłam zakres swojej wiedzy za co jestem autorce bardzo wdzięczna. Nie jest to książka dla każdego i pewnie wielu z Was powie, że nie czas na to by czytać podobne lektury. Ja dokładnie tak samo myślałam jeszcze do niedawna. Ale teraz sama już nie jestem pewna, czy nie warto byłoby powieści fabularne przepleść od czasu do czasu podobnymi książkami. Warto - dla nas samych.

wtorek, 23 stycznia 2018

"Najpiękniejsza" Kristen Proby

"Najpiękniejsza" Kristen Proby, Tyt. oryg. The Beauty of Us, Wyd. Amber, Str. 272

Znacie cykl Pokusa autorstwa Kristen Proby? To seria, która opiera się na dwóch wątkach: romansowym i erotycznym. Podobnie jak wszystkie książki autorki ma za zadanie przyciągnąć uwagę czytelników nastawionych na wielkie romantyczne emocje. Czy słusznie?
 
To już czwarta część serii, którą możecie czytać bez konieczności zachowania chronologii, ponieważ opowiada o przygodach bohaterów w znany nam już sposób - każdy tom to inna para, znana wcześniej z bycia postacią drugoplanową. Lubię podobne zabiegi, bo mogę wybierać te historie, które bardziej mnie ciekawią bez konieczności przechodzenia przez części niekoniecznie warte poznania. W przypadku tej serii - znam wszystkie części, jednak uważam że najciekawsza jest właśnie ta aktualna.
 
Riley Gibson, właścicielka restauracji Pokusa, która w ostatnim czasie stała się bardzo popularna dostała propozycję wzięcia udziału w telewizyjnym show. To szansa na zdobycie jeszcze większej ilości zainteresowanych klientów i uzyskanie niezbędnego pogłosu. Niestety nie dla każdego kamery na każdym kroku są dobrym pomysłem na sukces. Mia, przyjaciółka Riley i szefowa kuchni nie jest przekonana do całego pomysłu. Jednak czego się nie robi dla przyjaźni? Tutaj pojawia się całkiem przyjemny wątek wzajemnego zrozumienia - nie wszystko musi nas przekonywać, ale przyjaźń czasami wymaga poświęceń dlatego relacja między Mią i Riley wydała mi się ciepła i serdeczna. Lubię czytać o tak pozytywnych relacjach między bohaterami, bo to przypomnienie, że przyjaźń jest jednym z najważniejszych czynników naszego życia.
 
Oczywiście autorka nie byłaby sobą, gdyby nie oparła swojej powieści na intensywnym wątku romantycznym. To motyw przewodni dla całej serii i zmieniają się tylko bohaterowie. Tym razem Riley staje na przeciw Trevora Coopera, producenta programu i niezwykle apetycznego mężczyzny. To on zawraca kobiecie w głowie i skłania ją do wzięcia udziału w programie, by móc zbliżyć się do mężczyzny, który wydaje się inny niż wszyscy. Riley nie wie, że Trevor ma za sobą przeszłość, która go prześladuje. Ona jednak boi się ufać mężczyzną. Czy mimo wszystko uda im się odnaleźć wzajemne porozumienie? W rękach autorki wszystko jest możliwe, a jej relacje damsko-męskie zawsze wywołują lawinę emocji.
 
Dobrze napisana, lekka propozycja dla fanów Kristen Proby. "Najpiękniejsza" jest bardzo podobna do swoich trzech poprzedniczek - tak samo napisana, utrzymana w identycznym stylu, różni się tylko przygoda głównych bohaterów i właśnie sami bohaterowie. Jeśli jesteście ciekawi jaki pomysł miała tym razem autorka - oto książka dla Was.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

"Nasza miłość, Moja zdrada, Twoja śmierć" Ray Kluun

"Nasza miłość, Moja zdrada, Twoja śmierć" Ray Kluun, Tyt. oryg. Komt een vrouw bij de dokter, Wyd. Amber, Str. 320
POD PATRONATEM: ThievingBooks

Zapowiedziana jako mocna, kontrowersyjna i piekielnie emocjonalna. Książka jakiej jeszcze nie było. Czy jesteście na nią gotowi?

Kontrowersyjny, budzący szok i mieszane uczucia bestseller prosto od Raya Kluuna był dla mnie książką trudną do przejścia. Przez moją głowę podczas lektury przewinęło się mnóstwo sprzecznych emocji, ponieważ to nie tylko mocna fabuła, ale przede wszystkim oparta na faktach. To fabularyzowana powieść oparta na prawdziwym życiu, opowiadająca o przeżyciach autora, gdy jego żona zachorowała na raka. To dwa lata życia małżeńskiego od diagnozy do śmierci.

Stijn i Carmen, małżeństwo z niewielkim stażem mają wszystko o czym marzą - bogactwo, szczęście, powodzenie. Ich córka budzi podziw przyjaciół a wzajemne zrozumienie między małżeństwem budzi zazdrość obserwatorów. Wszystko burzy się jednego dnia, gdy niewinne zwyrodnienie zmienia się w tragiczną diagnozę - Carmen stała się ofiarą niezwykle agresywnej odmiany raka. Nie pomaga żadna próba leczenia a po roku pojawiają się przerzuty. Stijn nie mogąc poradzić sobie ze stresem i bólem związanym z chorobą żony za dnia jest kochającym mężem, nocami zaś zmienia się w nieokrzesanego kochanka na prawo i lewo zdradzając Carmen. I kiedy powinien trwać przy żonie - wdaje się w romans, którego absolutnie nie chce kończyć. Powód jest jeden: Stijn się zakochał.

Nie mam pojęcia co myśleć o tej fabule. Bez dwóch zdań jest to powieść piekielnie kontrowersyjna, bo nie tylko romans jest tutaj motywem przewodnim, ale i trudna choroba, która w rezultacie prowadzi do eutanazji. Bardzo trudno znieść to wszystko czytelnikowi i przyznaję, że podczas lektury puszczały mi nerwy. Nie polubiłam Stijna i miałam do niego ogromny żal, wręcz nie mogłam znieść jego osoby, która doprowadzała mnie do szału. To mężczyzna pozbawiony jakichkolwiek zasad, bo zdradzał żonę jeszcze przed jej chorobą. Co można myśleć o kimś takim? Z mojej strony nie znajdziecie wobec niego żadnego zrozumienia, ale cieszę się, że zdecydował się napisać książkę. Ku przestrodze i by otworzyć oczy czytelnikom.

Autor w wywiadach utrzymuje, że bardzo kochał żonę, ale nie radził sobie z natłokiem emocji. Biedny pokrzywdzony mężczyzna nie radzi sobie z cierpieniem i za nic ma uczucia umierającej żony. Liczy się tylko jego duma, jego żal i jego osoba. Zwariować można! Miałam ochotę porządnie nim potrząsnąć, krzyknąć mu w twarz i zrobić cokolwiek. Ale w oczach miałam nieustannie łzy, bo wiedziałam, że już za późno. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten człowiek naprawdę potrafi pisać - oddał cały tragizm sytuacji, ukazał prawdziwość emocji i wstrząsnął czytelnikiem. Nie można odejść od tej książki i trzeba ją przeczytać do ostatniego słowa.

Strzeżcie się tego tytułu i nie przechodźcie obok niego obojętnie. To lekcja życia - pozwala uniknąć błędów i otworzyć oczy. Przygotujcie się jednak na powieść jakiej nigdy do tej pory nie czytaliście, wstrząsającą i piekielnie kontrowersyjną, w której aż kipi od nadmiaru emocji. To straszna książka - mocna, dosadna, tragiczna. Nigdy jej nie zapomnę.

czwartek, 11 stycznia 2018

"Sto dni szczęścia" Eva Woods

"Sto dni szczęścia" Eva Woods, Tyt. oryg. How to Be Happy, Wyd. Amber, Str. 400
POD PATRONATEM: ThievingBooks

Ile potrzeba czasu by zaznać prawdziwego szczęścia? Czy jest ono osiągalne i możliwe do zdobycia? Na wyciągnięcie ręki mamy propozycję szczęśliwych chwil, które urozmaicą nasze życie, ale czy można funkcjonować w świecie tak, by przez cały czas być szczęśliwym? Na to pytanie może odpowiedzieć bohaterka powieści Evy Woods - Annie Hebden.

Annie niestety nie jest szczęśliwa. I wszystko zapowiada się na to, że już nigdy nie będzie. Straciła nadzieję dawno temu i nie jest w stanie zrobić cokolwiek by na nową ją uchwycić. Zamknięta w bólu i rozpaczy odsunęła od siebie wszystko i wszystkich. Zamknęła się w sobie i odsunęła w cień. To smutne, ponieważ Annie pokazuje się przed czytelnikiem jako sympatyczna bohaterka, która zasługuje na szczęście i czytelnik ma ochotę zrobić wszystko, by kobieta mogła się uśmiechnąć.

Na całe szczęście do fabuły wkracza Polly - rezolutna i pomysłowa postać, która nie cofnie się przed niczym by zaznać szczęścia. Rzuca Annie wyzwanie by ta każdego dnia zrobiła rzecz jaka ją uszczęśliwi. Tym samym podejmuje misję udowodnienia kobiecie, że w sto dni jest w stanie nauczyć się być szczęśliwą. To bardzo ciekawy pomysł na fabułę i przyznaję, że motywujący. Kto z nas nie miałby ochoty być szczęśliwym od końca swoich dni i nie przeżywać gorzkich chwil rozczarowania? Biorąc przykład z Polly można śmiało spróbować podążać wyznaczoną przez nią drogą i odnaleźć własne szczęście. 

Nie spodziewałam się, że wybierając lekturę Evy Woods poczuję tak miłe zaskoczenie. Autorka z lekkością stworzyła barwne i intrygujące postacie z krwi i kości, gdzie każda z nich wyróżnia się czymś innym. W dodatku Woods wplotła do fabuły subtelne poczucie humoru i sprawiła, że - bądź co bądź - ciężki temat został zmieniony w wartościowe i jednocześnie lekkie do przyswojenia przesłanie. Jest jednak pewien minus w tej książce: zbyt proste potraktowanie tematu. Moim zdaniem książka ma wielki potencjał wykorzystany wyłącznie w połowie. Szkoda, by w obecnym wykonaniu książka jest bardzo dobra i gdyby pochylić się nad nią jeszcze bardziej mogłaby być jedną z lepszych historii jakie pojawiły się w propozycjach książek obyczajowych z przesłaniem.

Nie myślcie jednak, że "Sto dni szczęścia" to książka zła. Wręcz przeciwnie! Czyta się ja błyskawicznie i z ogromną przyjemnością. Wiele razy mój uśmiech przeplatały łzy i w pewnym momencie nie wiedziałam już naprawdę czy powinnam się smucić czy cieszyć. Polly uczy życia, sprawia że chce się czerpać z niego garściami i udowadnia, że z pozoru nic nie znaczące chwile można bez większego wysiłku obrócić w szczerą radość. Okazuje się, że wystarczy tylko chcieć, by szczęście, przyjaźń i miłość były na wyciągnięcie ręki. To bardzo mądra i warta każdego przeczytanego słowa historia z przesłaniem, od której nie można się oderwać i która pozostaje w głowie na długo. Polecam!

poniedziałek, 11 grudnia 2017

„Małżeństwo ze snu” Julia Quinn

„Małżeństwo ze snu” Julia Quinn, Tyt. oryg. The Girl with the Make-Believe Husband, Wyd. Amber, Str. 336

Romans historyczny to gatunek literacki, który ma swoje dobre i złe strony. Napisany dobrze - potrafi intrygować i bawić czytelnika aż do ostatniej strony. Napisany źle - nudzi i zniechęca do sięgania po inne podobne historie. Na całe szczęście Julia Quinn jest autorką z tej pierwszej kategorii i to ona zachęciła mnie do kontynuowania przygody z romansem historycznym.

Jej najnowsza powieść trafiła w mój gust czytelniczy bardziej niż mogłabym przypuszczać. Lubię styl tej autorki, bo chociaż zazwyczaj sięgam po lektury z pędzącą akcją i zaskakującymi zwrotami akcji potrzebuję również wytchnienia. Ta autorka ma w sobie pewien urok, jej książki są rozgrzewające i niezwykle sympatyczne, chociaż napisane w subtelnym, nawet trochę naiwnym stylu powieściopisarki przekonanej, że miłość wszystko zwycięża.

Fabuła jest jedną z ciekawszych swojego gatunku jakie mogłam czytać. Trochę jak słodko-gorzka historia o miłości i stracie, a trochę jak powieść o poświęceniu i przekonaniu, że silną wolą można wszystko osiągnąć. Cecilia Harcourt to bohaterka pozytywna, przemyślana w swojej kreacji i przekonująca do swoich postępowań. Przyznaję, że polubiłam ją bardzo szybko, bo trochę przypominała mnie samą - walczącą o swoje ponad wszystko. Kiedy dziewczyna otrzymuje wiadomość o tragicznym stanie brata nie decyduje się ani zamieszkać z nielubianą ciotką, ani wyjść za mąż za podstępnego kuzyna. Wbrew oczekiwaniom wszystkich dookoła postanawia wyjechać i odnaleźć brata, który jako jedyny był zawsze jasnym punktem jej życia. Podróż jednak nie okaże się tak pomyślna jak podejrzewała, a po drodze spotka nieoczekiwaną miłość.

Gatunek nie byłby sobą, gdyby nie oparł fabuły na mocnym wątku miłosnym. Podróż przez Atlantyk, poszukiwanie rannego brata to wyłącznie tło dla spotkanego Edwarda, przyjaciela brata. Przystojny oficer potrzebuje pomocy Cecilii i z dnia na dzień przekonuje ją do siebie swoim urokiem osobistym. Determinacja dziewczyny do ocalenia oficera jest wielka, jednak znalezienie się u jego boku nie jest takie proste. Tylko jedno kłamstwo umożliwia jej zdobycie upragnionego celu, jednak konsekwencje mogą być opłakane w skutkach. Julia Quinn odpowiada na pytania wielu czytelniczek jak wielka jest siła miłości na przykładzie miłosnych perypetii Cecilii i Edwarda.

Ten kto chociaż raz miał w swoich rękach romans historyczny wie czym się on charakteryzuje. Nieodmiennie powielane są pewne schematy w postaci wielkich namiętności i bohaterów mogących wiele poświęcić dla miłości. Julia Quinn jest jedną z lepszych autorek tego gatunku i warto sięgać po jej powieści: dla relaksu, w poszukiwaniu odpoczynku po ciężkim dniu.