sobota, 15 maja 2021

"Tracker's End" Chantal Fernando

 
"Tracker's End" Chantal Fernando, Tyt. oryg. Tracker's End, Wyd. Niezwykłe, Str. 293
 

Nie przywykł do takich dziewczyn a jego styl życia z pewnością by jej się nie spodobał.

Stary świat, nowi bohaterowie. Chantal Fernando zabiera nas ponownie w niebezpieczną przygodę, gdzie gangi motocyklowe rządzą się swoimi prawami. Czy zaskoczy nas i zauroczy romantycznymi uniesieniami?

Lubię styl autorki, ponieważ pisze lekko i obrazowo, nie bawi się w zbędne opisy a przykłada w dialogach. Jej książki są stosunkowo krótkie, więc najczęściej wystarczą na jeden wieczór, ale są przy tym konkretne, naszpikowane akcją i przedstawiające liczne grono dopracowanych bohaterów. Trzecia część nie odbiega nic a nic jeśli chodzi o kreację postaci czy dynamikę fabuły, ponieważ całość wciąga już od pierwszych stron.

Jest za to pewien mały minus dla tej historii, który dawał mi się trochę we znaki. Nie jest to lektura zła, nie umniejsza całej serii i wciąż dobrze się czyta losy bohaterów, ale tym razem autorka odeszła od zaskoczeń i pomysłowości, stawiając na fabułę podobną do wcześniejszych. Lubię w tej serii to, że jest ona ucieczką od schematycznych gangów motocyklowych, o których czytamy w innych książkach, więc stawiam jej wysoko poprzeczkę, ale tym razem trzeci tom jej nie przeskoczył. Nie jest to na tyle złe, by odkładać lekturę, o nie! Szkoda tylko, że nie pojawiło się nic nowego.

Tym razem na pierwszym planie pojawili się Lana oraz tytułowy Tracker. To dwójka bardzo ciekawych, wartych bliższego poznania bohaterów, których znamy gdzieś z tła pozostałych części. Byłam ciekawa ich historii, polubiłam ich od razu i przyznaję, że autorka spisała się jeśli chodzi o otaczające tą dwójkę emocje - było namiętnie, zmysłowo i uroczo, gdy Lana od pierwszego wejrzenia poczuła się zauroczona niebezpiecznym acz seksownym Trackerem. Razem stanowią połączenie całkowitych przeciwieństw, ale to nawzajem ich uzupełnia a dzięki temu historia buduje na naszych oczach motyw silnej, konkretnej miłości.

Fabuła porusza się jednym torem, ale to wystarczy, by zaciekawić czytelnika. Chantal Fernando opowiada o życiu w gangu motocyklowym oraz o mrocznej naturze członków tej grupy. W tym wszystkim rodzi się miłość, porywcza i odważna, więc otrzymujemy historię pełną emocji co bardzo sobie cenię. "Tracker's End" to opowieść o sile oddania, cierpliwości i mocy pokonywania przeciwności, która jest idealną rozrywką na leniwe popołudnie.

piątek, 14 maja 2021

"Projekt Hail Mary" Andy Weir

"Projekt Hail Mary" Andy Weir, Tyt. oryg. Project Hail Mary, Wyd. Akurat, Str. 512
 

Samotny astronauta musi uratować Ziemię przed katastrofą.

Zapomniałam już jak dobrym stylem posługuje się Andy Weir. To on przekonał mnie, że książki rozgrywające się w przestrzeni kosmicznej mogą być wciągające i to za jego sprawą przeżywałam skrajne emocje za sprawą "Marsjanina", którego uwielbiam. Byłam więc ogromnie ciekawa czy autor dorówna tej historii w przypadku swojej najnowszej książki i muszę przyznać, że było nawet lepiej!

Myślę, że książki Weir'a są ciekawe przede wszystkim za sprawą jego wyjątkowego stylu. Autor w jednym akapicie potrafi zaskoczyć czytelnika, przerazić, rozbawić i wzruszyć. I wszystko to wychodzi mu bardzo naturalnie. Plastyczny język powieści pozwala czytelnikowi z miejsca wkroczyć do opisywanego świata a plastyczne przedstawienie przestrzeni kosmicznej na moment zmienia nas w zawodowych członków załogi. Dzięki temu całość okazuje się lekturą ambitną, ale i lekką , taką, od której bardzo ciężko się oderwać.

To opowieść Rylanda Gracea, ostatniego ocalałego członka załogi wysłanej na straceńczą misję. To od niego zależy czy ludzkość wywinie się z rąk nadchodzącej niechybnie śmierci. Do Ziemi zbliża się wielkimi krokami katastrofa, która okaże się tragiczna w skutkach, więc powstaje tytułowy Projekt Hail Mary, by stawić czoła nadchodzącej tragedii. Niestety nikt nie spodziewał się tragicznego wypadku po drodze i tego, że Grace zostanie sam. Z amnezją, która na początku nie pozwoli mu nawet zrozumieć co się dookoła dzieje, nie mówiąc o uratowaniu ludzkości.

Kreacja głównego bohatera to strzał w dziesiątkę. Ryland jest bardzo dynamiczną postacią, zmienia się wraz z rozwojem fabuły a to, że na początku budzi się ze śpiączki w towarzystwie swoich martwych współpracowników i nie ma pojęcia co jest jego zadaniem, tylko dodaje historii pazura. Będzie więc niebezpiecznie, zaskakująco i piekielnie emocjonalnie, ale największym plusem tej powieści jest walka z czasem, poneiważ kibicując głównemu bohaterowi ile sił, do samego końca nie mamy pewności, że uda mu się postawić na swoim. W dodatku myśli, że pozostał zdany wyłącznie na siebie a to nie są emocje, które będą mu sprzyjać. 

"Projekt Haily Mary" dorównuje "Marsjaninowi", zdecydowanie. To kolejna niesłychanie dobrze napisana powieść, która porywa od pierwszych stron. Losy Rylanda Gracea ani przez moment nie były mi obojętne a świat przedstawiony na zmianę zachwycał mnie i przerażał. A nie jest łatwo nastawić mnie pozytywnie na akcję rozgrywającą się w kosmosie, która jest moją słabą stroną. Tymczasem bawiłam się wspaniale, śmiałam w kilku momentach oraz nieustannie czułam napięcie związane z uciekającym czasem, więc stawiam tej powieści solidną piątkę z plusem.

czwartek, 13 maja 2021

"Chłopak, który oszalał na moim punkcie" Kirsty Moseley

"Chłopak, który oszalał na moim punkcie" Kirsty Moseley, Tyt. oryg. Stand-In Saturday, Wyd. Harper Collins, Str. 352
 

Dwa złamane serca. Jedna umowa na udawane randki. Co może pójść nie tak? 

 

Kirsty Moseley powraca z drugim tomem swojej najnowszej serii. Czy zaskoczy nas romantyczną historią? A może kreacją bohaterów? Jedno jest pewne, na pewno staniemy w obliczu burzliwych przygód postaci.

Z książkami Kirsty Moseley bywa różnie. Na początku lubiłam jej twórczość, później nieźle się nudziłam czytając jej kolejne książki. Czasami potrafi napisać dobry romans, kiedy indziej jej lektura jest schematyczna, przerysowana i z naiwnymi bohaterami. Nigdy więc nie wiem na co trafię, ale zawsze chętnie sięgam po jej nowe książki z nadzieją, że trafię na coś takiego jak "Chłopak, który oszalał na moim punkcie", czyli jedną z lepszych w jej dorobku.

Nie będę Was oszukiwać, otrzymujemy bardzo prostą fabułę. Niewiele w tej książce się dzieje poza losami głównych bohaterów, którzy rzuceni są w wir burzliwego, wystawionego na próby związku. Plusem niewątpliwie jest fakt, że na pierwszym planie pojawiają się starsze postacie, pracują, budują trwałe związki, mają cele w życiu. Taka jest właśnie Lucie, dziewczyna, która do niedawna sądziła, że ma wszystko. Aż odkryła swojego narzeczonego w jednoznacznej sytuacji ze swoją trenerką. Na szczęście los ma dla niej inny plan i stawia na jej drodze Theo, zabawnego i sympatycznego mężczyznę z którym połączy ją nić porozumienia. I tak nawiąże się przyjaźń, szczera i z wymianą wzajemnych przygnębiających doświadczeń, z nadzieją na coś więcej. Miło więc obserwuje się połączenie głównych bohaterów od samego początku, gdy obydwoje poznają siebie nawzajem a nie rzucają się sobie w ramiona. 

Książka jest zabawna, urocza i sympatyczna. Idealny romans na leniwe popołudnie. Nie burzy murów, nie moralizuje, po prostu urzeka akcją, która czasami jest zwariowana a kiedy indziej typowo romantyczna. W końcu Moseley postarała się o bohaterów z pazurem, którzy mają coś do powiedzenia i nie giną w tłumie, bohaterów wartych bliższego poznania i takich, którzy wzajemnie siebie uzupełniają. Ich historia jest zwariowana, ale o to chodzi, by nie nudzić się podczas czytania a wraz z bohaterami przeżywać ich przygodę.

"Chłopak, który oszalał na moim punkcie" może i nie jest lekturą zaskakującą, ale na relaks po ciężkim dniu wystarczy z nawiązką. Przyjemna komedia romantyczna w której więcej jest romansu niż humoru, ale i tak można się uśmiechnąć podczas czytania a nawet zaśmiać przy niektórych dialogach. Nie idealna, ale lekka i przyjemna, w sam raz na nadchodzące ciepłe dni.

środa, 12 maja 2021

"Iskra bogów. Nie kochaj mnie" Marah Woolf

"Iskra bogów. Nie kochaj mnie" Marah Woolf, Tyt. oryg. Götterfunke. Liebe mich nicht, Wyd. Media Rodzina, Str. 448


Pierwszy tom miłosnej trylogii o starciu bogów i tytanów na Ziemi.

Zwykłe wakacje zmieniły się w przygodę życia. Śmiertelność zderzyła się z bóstwami w walce o uczucia i zrozumienie.

Często powtarzam Wam, że bardzo lubię sięgać po literaturę niemiecką. Jest w niej coś takiego, że zachwyca mnie wykonaniem, kreacją bohaterów oraz fabułą. Odnoszę wrażenie, że tamtejsi autorzy skupiają się na samych konkretach, zapominają o nużących dopisach i bardzo dobrze dopracowują przekazywanie przez bohaterów wszystkich emocji. Najlepszym przykładem jest pierwszy tom trylogii Marah Woolf "Iskra bogów", historii o bogach i miłości, czyli lekturze idealnej na każdą porę roku.

Fantastyka, romans mitologiczny, powieść typowo młodzieżowa a dla mnie - dawno zapomniany już gatunek romansu paranormalnego. Pamiętam czasy, kiedy ten gatunek był najczęściej pojawiającym się wśród nowości a każda kolejna książka przekonywała, że miłość jest na tyle silna, by mogła przezwyciężyć wszelkie niedogodności, także te nadnaturalne. Uwielbiałam te książki i cieszę się, że motyw powraca także dziś, ponieważ płynie z tego sama czysta przyjemność czytania, piękna opowieść ku czci wielkiej miłości oraz emocje, których w przypadku książki Woolf nie brakuje.

Fabuła jest prosta, język lekki a przygoda bohaterów zachwycająca. Akcja skupia się na wydarzeniach z domku letniskowego do którego przyjeżdża Jess. Dziewczyna marzy o wytchnieniu, chwytaniu dnia i cieszeniu się letnim czasem wraz z przyjaciółmi. Nie spodziewa się jednak, że spotka tam Caydena, tajemniczego chłopaka któremu człowieczeństwo jest bliższe niż jakiemukolwiek człowiekowi na ziemi. On bowiem musi walczyć na śmierć i życie, by udowodnić że zasługuje i wywalczyć dla siebie prawo do bycia człowiekiem. Jest jednak nieznośny i niekoniecznie przypada do gustu Jess. W dodatku  błysk w oku maluje go w oczach innych jako prawdziwego łobuza. Pojawiają się zatem liczne słowne przepychanki, zabawne dialogi i mnóstwo, mnóstwo uroku dzięki sympatycznej kreacji bohaterów. Przypominają oni (nawet ci mitologiczni) każdego z nas, dlatego czas spędzony w ich towarzystwie jest czystą przyjemnością.

Połączenie rzeczywistości z wątkiem mitologicznym okazało się trafionym pomysłem. Zeus zawiera umowę z Prometeuszem, na Olimpie wrze od plotek a na ziemi młodzi bohaterowie przeżywają swoje pierwsze miłosne uniesienia i stają w obliczu prawdziwych problemów. Otrzymujemy zatem książkę realną i ciekawą, każdy podjęty wątek budzi mnóstwo pytań a w tym wszystkim pojawia się boskie niebezpieczeństwo, dążenie do uchwycenia wielkich marzeń oraz ludzkie problemy z którymi musi sobie radzić każdy z nas. Ta historia zachwyca, wstrzymuje dech i pozostaje w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony.

"Iskra bogów" ma w sobie wszystkie elementy dobrej literatury. Pomysłowe połączenie mitologii z romansem, wspaniała kreacja bohaterów i historia wciągająca na całego. A ile w tym wszystkim emocji! Jestem urzeczona pierwszym tomem serii od Marah Woolf i już zacieram ręce w oczekiwaniu na kontynuację losów Jess oraz Caydena. Co będzie dalej? Jakie tajemnice wyjdą na jaw? Jedno jest pewne - nie zabraknie wrażeń! Powiedzieć, że trudno się od niej oderwać jest wielkim niedopowiedzeniem a fabuła urzeka od pierwszej do ostatniej strony.   

wtorek, 11 maja 2021

"A Bloody Kingdom" J.J. McAvoy

 "A Bloody Kingdom" J.J. McAvoy, Tyt. oryg. A Bloody Kingdom, Wyd. Niezwykłe, Str. 350
 

Ale czy można mieć za dużo władzy? Czy Liam i Melody będą w stanie udźwignąć swoje role?

Mam wrażenie, że dobre serie zdecydowanie za szybko dobiegają końca. Chociaż zazwyczaj lubię stawiać na powieści jednotomowe, w niektórych przypadkach nie mam nic przeciwko, gdy autorzy wychodzą poza typowe trylogie. W przypadku cyklu od J.J. McAvoy cieszę się, że powstały aż cztery części.

Finał serii Ruthless People był wielkim zaskoczeniem. Autorka na przestrzeni całej historii wielokrotnie udowadniała, że potrafi nieźle namieszać w fabule, zbaczała z głównych motywów, dokładała nowe, pozbywała się bohaterów oraz niektórych kreśliła nieoczekiwane ścieżki przyszłości. Co więc czekało mnie w ostatniej części nie wiedziałam do samego końca, ale już teraz, świeżo po lekturze, mogę śmiało napisać, że jestem bardzo zadowolona z takiego zakończenia.

Warunkiem poznania historii J.J. McAvoy jest znajomość wszystkich wydanych tomów z zachowaniem chronologii. Autorka prowadzi nas przez połączoną ze sobą fabularnie historię, więc jedna część jest konsekwencją drugiej i największą przyjemność sprawi Wam czytanie całości. Jest to seria mocna w odbiorze, mroczna i brutalna, bardzo oryginalny romans choć nie dla każdego. To raczej cykl dedykowany tym, którzy lubią powieści z dreszczykiem niepewności oraz stawiają na zaskakujących, mocno zakręconych bohaterów. Osobiście przyznaję, że uwielbiam Melody oraz Liama a ich historia ani przez moment nie była mi obojętna.

W ostatnim tomie autorka zamyka wszystkie podjęte wcześniej wątki. Dowiadujemy się jednocześnie jak dalej radzą sobie główni bohaterowie a jest o czym czytać, ponieważ obydwoje stanęli na szczycie władzy. Melody zajęła miejsce gubernatora i politycznie reprezentuje swoją rodzinę, Liam natomiast stał się przywódcą Irlandczyków oraz Włochów. I chociaż zrobili wszystko o czym marzyli to utrzymanie władzy wcale nie będzie takie proste o czym szybko się przekonają. Nie będzie łatwo być jednocześnie rodziną i żołnierzem, ale w mafijnym świecie wszystko ma swoją rolę do odegrania.

"A Bloody Kingdom" to dobre zakończenie serii. Pojawiło się mnóstwo emocji, zaskoczeń oraz nieoczekiwanych zwrotów akcji. Bohaterowie zmienili się na przestrzeni wszystkich części co oceniam zdecydowanie na plus a sama fabuła nieustannie gnała do przodu porywając czytelników w wir niebezpiecznej przygody. Żałuję, że to już koniec historii Melody i Liama, ale cieszę się również, że mogłam przez cztery części być gościem w ich świecie.

poniedziałek, 10 maja 2021

"Słodki smak marzeń" Aneta Krasińska

 
 "Słodki smak marzeń" Aneta Krasińska, Wyd. Jaguar, Str. 328
 

W końcu kobieta podejmuje ważną życiową decyzję, lecz kiedy wszystko jest na najlepszej drodze do szczęścia, pojawia się przeszkoda nie do przebycia, a świat Laury nagle traci sens.

Chociaż Aneta Krasińska wydała już wcześniej kilka powieści - to moje pierwsze spotkanie z autorką. Nie byłam więc pewna czego mogę oczekiwać po "Słodki smak marzeń" chociaż okładka sugerowała iście wakacyjną lekturę. Nie jest to do końca prawda, bo akcja powieści skupia się po prostu na życiu wchodzących w dorosłość bohaterów, ale niewątpliwie ma w sobie urok typowego życia.

Poznajemy historię Laury Kosińskiej, młodej dziewczyny wyjeżdżającej z rodzinnej wsi do wielkiej Warszawy. Tam studiuje i podejmuje pracę w agencji reklamowej, chociaż nie jest tak jak sobie wyobrażała. Apodyktyczna szefowa daje się we znaki, na szczęście koledzy po fachu wydają się być bardziej przyjaźnie nastawieni. Tylko czy nowe wyzwania nie odbiorą Laurze uroku życia?

Główna bohaterka przypomina wielu z nas. Porwał ja pęd za marzeniami i przez to porzuciła świadome postrzeganie otaczającej ją rzeczywistości. Przyznaję, że nie jest to moja ulubiona bohaterka, ale nie polubiłam się z nią nie przez złą kreację a po prostu odmienne wybory. Nie potrafiłabym się odnaleźć na jej miejscu, praca w korporacji stanowczo nie jest dla mnie i czasami podczas czytania czułam się przytłoczona tą monotonią życia w jaką Laura się wpędziła. Kibicował jej w tej drodze, tego nie mogę przeoczyć, ale liczyłam że w końcu zmieni swój światopogląd i to na szczęście nastąpiło w momencie poznania Igora. Tu mogę śmiało napisać - uwielbiam go! Za to jak zmienił główną bohaterkę, za nastawienie do życia, za postrzeganie siebie. To bohater, który zdecydowanie namieszał na plus w fabule i gdyby nie on nie wiem czy ostatecznie tak bardzo by mi się podobała.

To historia nie o miłości, chociaż i ona znajdzie tutaj swoje kluczowe miejsce, ale o pędzie, gonitwie za obowiązkami, o przytłaczającej pracy i niełatwych stosunkach z przełożonymi. Często się zdarza, że kierowani potrzebą zarobku czy osiągnięcia sukcesu zawodowego pozwalamy, by życie przeciekało nam między placami i ta powieść bardzo dobrze to oddaje - zagubienie, odrzucenie siebie na potrzeby innych, walkę z wiatrakami. Autorka w punkt oddała współczesne problemy wielkiego świata i chociaż fabuła nie jest może przez to szczególnie dynamiczna czy wielowątkowa to niesie ze sobą konkretny przekaz, który doceniam.

Miałam inne oczekiwania co do "Słodki smak marzeń", bo sądziłam, że będzie to letni romans dla każdego. Zmyliła mnie okładka, ale ostatecznie jestem zadowolona z lektury, bo otrzymałam mądrą, współczesną historię. W dodatku z cudownym głównych bohaterem, który pomógł Laurze inaczej spojrzeć na świat. Uwielbiam Igora i to dla niego zachęcam Was do sięgnięcia po lekturę, której drugi tom pojawi się jeszcze w tym roku.

"Shirley" Charlotte Brontë

 
"Shirley" Charlotte Brontë, Tyt. oryg. Shirley, Wyd. MG, Str. 640


"Ludzkie serce potrafi wiele ścierpieć. Potrafi pomieścić w sobie więcej łez, niż ocean mieści w sobie wody. Nigdy nie wiemy, jak głębokie - jak szerokie jest nasze serce, póki nieszczęście nie napędzi nad nie chmur i nie zacznie na nie spływać czarny deszcz."

Nikt nie potrafi pisać tak pięknie o ludzkiej duszy, nadziejach i pragnieniach jak siostry Brontë. Ich książki zarysowały się w klasyce literaty jako miłosne historie o których pamięta się przez lata, prawdziwe obrazy ludzkich słabostek, portrety społeczeństwa do cna prawdziwe. I choć nie jestem w stanie powiedzieć, którą z sióstr lubię najbardziej - Charlotte Brontë dzielnie pracuje na ten tytuł.

Potrzeba czasu, by odnaleźć się w fabule "Shirley", podobnie jak we wszystkich książkach z ówczesnych czasów. Jednak przydługi wstęp, który mogłabym ewentualnie uznać jako momentami nudnawy ze strony na stronę wprowadza nas do historii od której z czasem nie można się oderwać. Nagle opisy miejsc i wydarzeń ustępują miejsca prawowitej historii tytułowej bohaterki, która ulegając zwykłym, ludzkim emocjom rzuciła się w wir pierwszej prawdziwej miłości.

Jednak nie tylko Shirley kradnie uwagę czytelnika. Na równi z nią udział w fabule przejmuje Karolina Helston, dziewczyna stanowiąca całkowite przeciwieństwo swojej przyjaciółki. Zupełnie inne od siebie, wyróżniają się także na tle swoich rówieśników - nie błahostki im w głowach, nie plotki i świecidełka, a ludzka sprawiedliwość i dobroć, o którą dookoła nich jak widać trudno. Obie jednak ulegają namiętności związanej z miłosnymi rozterkami, gdy w obliczu problemów muszą wybrać która nadaje się na wybrankę dla Roberta Moore'a, właściciela fabryki i dalekiego kuzyna Karoliny. Jedna darzy go prawdziwym uczuciem, druga wydaje się być wyborem wyłącznie z obowiązku, bo kocha kogoś z kim nie może być. Jak zatem pogodzić serce z rozumem tak, by nikt nie cierpiał?

Charlotte Brontë otwiera przed czytelnikiem przygodę pełną uniesień i emocji, nie zawsze tych pozytywnych, gdzie głos serca konkuruje z przyziemnymi obowiązkami kobiet. Opowiada o losach młodych panien, przejmująco kreśli ich zasługi i zobowiązania, bazując na bogatej palecie osobowości i charakterów, którą sama stworzyła. Z wprawą doskonałej autorki oddaje wszystkie emocje targające głównymi bohaterkami, pokazuje ich nieśmiałe nadzieje i pragnienia w obliczu naprawdę trudnych decyzji.

Droga przez mękę, zmaganie się z próbą sił między człowiekiem a zapisanym mu losem to nie jedyne motywy powieści. Zakręcone losy rodzin, miłosne mezalianse, wiara i przygody młodych panien wchodzących w dorosłe życie prowadzą nas przez historię o miłości, która początkowo nie wydaje się szczęśliwa, ale z czasem zmienia się nieoczekiwanie udowadniając bohaterkom, że warto walczyć o to co dla nich ważne. 

"Shirley" tuż po "Dziwnych losach Jane Eyre" to jedna z moich ulubionych powieści. Chociaż nie zaskakuje zwrotami akcji, nie pędzi na złamanie karku to zatrzymuje przy sobie piękną historią dwóch młodych kobiet. W typowo społeczno-obyczajowym stylu autorka prowadzi nas przez mnóstwo gotyckiego klimatu, wewnętrznych monologów i uczących klasy monologów tworząc jedną z powieści wszech czasów, obok której absolutnie nie można przejść obojętnie.  

niedziela, 9 maja 2021

"Diabelski układ" P.K. Farion

 "Diabelski układ" P.K. Farion, Wyd. Akurat, Str. 352
 

Ta historia pokazuje, że przyjaciel nie zawsze jest przyjacielem a wróg nie zawsze jest wrogiem

Pozory potrafią mylić. Szczególnie w tym przypadku. Wydawać by się mogło, że ta dość kiepska okładka będzie skrywać dorównywać jej wnętrzem a jednak było inaczej - romantyczna opowieść P.K. Farion miło mnie zaskoczyła.

Doceniam polskie imiona, nieprzekombinowane, normalne, które w końcu dobrze pasują do książki. Brawo! Nareszcie autorka, która nie odcina się od swojego pochodzenia. A co do samych postaci - sympatyczni bohaterowie to podstawa tej lektury. Sara oraz Błażej otrzymali różnorodne cechy, przez co w ich towarzystwie nie można się nudzić a oni sami nawzajem się uzupełniają. Przypominają wielu z nas, odgrywają kluczową rolę w fabule i mają przy tym coś do powiedzenia.

Bohaterowie uczą się siebie nawzajem, poznają od początku, nawiązują najpierw przyjaźń. Bardzo podobał mi się taki zabieg, cieszę się, że mogłam śledzić przebieg ich relacji. Dzięki temu byłam z nimi przez cały czas i nie czułam się wykluczona. Sama powieść opiera się silnie na wątku romantycznym, więc ciężko byłoby ją czytać, gdy postacie były nijakie - tutaj dają radę, na ich barkach spoczywa wiele, ale nie jest to słodka parka, która nas oczaruje, ponieważ ich historia jest trudna, pełna przeciwności, poprowadzona przez wiele lat życia.

Chociaż książka wydaje się niepozorna to przyznaję, że podczas czytania bardzo dobrze się bawiłam. W sumie piszę to z zaskoczeniem, ponieważ nastawiłam się na banalny romans. Otrzymałam jednak silne emocje, romans, który został nadszarpnięty przez zniknięcie Błażeja, ochroniarza mającego sporo do ukrycie. On jednak wraca po latach i ponownie miesza Sarze w głowie. A ona chociaż walczy ile może to ciężko jej oprzeć się miłości i ja to rozumiem. W to wszystko miesza się wątek kryminalny, mafia na drugim planie a całość wypada lepiej niż dobrze.

Jeśli szukacie lekkiego choć wciągającego romansu to "Diabelski układ" śmiało mogę Wam polecić. Trzeba przymknąć oko na okładkę, która mi osobiście wcale się nie podoba, ale za to treść jak najbardziej wciąga i sprawdza się jako miły przerywnik po ciężkim dniu. Było romantycznie, niebezpiecznie oraz zaskakująco, więc zdecydowanie na plus.

"Intruzi" Claire McFall

"Intruzi" Claire McFall, Tyt. oryg. Trespassers, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 344
 

Kontynuacja historii o niezwykłej miłości, której udało się pokonać śmierć Dylan i Tristanowi udało się zrobić coś nieprawdopodobnego – oszukać przeznaczenie i uciec z zaświatów. 

Na kontynuację serii Claire McFall czekałam ogromnie. To jak bardzo podobał mi się jej pierwszy tom jest wręcz nie do opisania. Historia romantyczna dwójki bohaterów skradła moje serce i nie mogłam się doczekać, by ponownie móc wkroczyć do ich świata.

Część druga zaczyna się w miejscu zakończenia wcześniejszych wydarzeń, więc obowiązkowo odsyłam Was do pierwszego tomu, jeśli jeszcze nie mieliście okazji go przeczytać. Autorka porusza się torem przyczynowo-skutkowym, wszystko powiązane jest ze sobą w ścisłej komplikacji przygód i niebezpieczeństwa a historia bohaterów ma swój konkretny ciąg dalszy co bardzo mi odpowiada. Styl autorki jest prosty, ale bardzo obrazowy. Idealnie radzi sobie z dialogami, chociaż w książce jest więcej opisów. Nie są one jednak męczące, ponieważ kryją w sobie wiele emocji a sama historia jest bardzo ciekawa, więc z przyjemnością poznaje się kolejne detale.

To fantastyka o silnie nakreślonym wątku romantycznym. Pojawia się zatarg z zaświatami, są martwe dusze a także trochę ukrytej magii. W tym tomie jednak, gdy już znamy bohaterów oraz ich historię, autorka pozwala sobie na większe rozwinięcie opowieści pod względem fabularnym. Dużo się dzieje, jest niebezpiecznie, zaskakująco i piekielnie wciągająco. Dylan i Tristan to jedna z ciekawszych postaci literackich jakie poznałam, uwikłani w konflikt ze śmiercią, której bezwzględnie się postawili. Ona powinna była zginąć w wypadku kolejowym, on dalej powinien przewozić duszę na drugi brzeg a na pewno nie była im pisana wspólna przyszłość. A jednak walczyli uparcie o to, by być w miejscu w jakim obecnie się znajdują, chociaż los wciąż im nie sprzyja.

Uwielbiam pomysł na fabułę, styl autorki oraz jej bohaterów. Z jakiegoś powodu ta powieść bardzo mocno odbiła się w mojej czytelniczej duszy i trafiła w punkt jeśli chodzi o mój gust. Myślę, że chodzi tu o wątek romantyczny, który jest tak przenikliwy i pełen emocji, że nie sposób przestać myśleć jakby to było znaleźć się na miejscu głównych bohaterów. Klimat jest cudowny, ale tym razem to sama fabuła najbardziej przypadła mi do gustu, ponieważ nieustannie drżałam o losy bohaterów. Ich dusze pozostały ze sobą wspólnie powiązane, więc gdyby się rozdzielili - oboje by umarli. W dodatku musieli naprawić konsekwencję swojej ucieczki, gdy wypuścili dusze do świata żywych, więc spora liczba wątków, mnogość wydarzeń a przy tym bardzo dynamiczna akcja nie pozwoliły mi na choćby chwilę wytchnienia.

Podjęto się ekranizacji trylogii i wcale mnie to nie dziwi. Z przyjemnością poznam filmową (lub serialową) wersję przygód Dylan i Tristana chociaż i tak pozostanę wierna pierwowzorowi. To wspaniała powieść, mądra i przepełniona emocjami, dająca takiej romantyczce jak ja wielkie pole do manewru. "Intruzi" łączy w sobie romans, przygodę a także chwile prawdziwej grozy budując kontynuację dorównującą poprzedniczce. O ile nie lepszą. Mam nadzieję, że finałowy tom pojawi się już niebawem!

sobota, 8 maja 2021

"Niewidzialne życie Addie LaRue" Victoria Schwab

"Niewidzialne życie Addie LaRue" Victoria Schwab, Tyt. oryg. The Invisible Life of Addie LaRue, Wyd. We need YA, Str. 608
 

Nigdy nie módl się do bogów, którzy odpowiadają po zmroku.

Zazwyczaj staram się unikać czytania książek popularnych w danym czasie, bo zagłusza to mój subiektywny osąd. Jeśli jednak chodzi o "Niewidzialne życie Addie LaRue" to trudno było mi czekać. Szczególnie, że to książka, która szybko podzieliła czytelników na dwa obozy. Byłam ciekawa jak ja odbiorę lekturę Victorii Schwab, autorki, którą bardzo sobie cenię, więc zdecydowałam się nie czekać, tylko od razu zabrać za lekturę.

Pomysł na powieść wydawał się świeży i oryginalny a to coś co bardzo sobie cenię. Schwab już kilka razy udowodniła mi, że potrafi wymykać się schematom i tworzyć niebanalne historie przez co stała się moją ulubienicą. W przypadku jej najnowszej książki nie było inaczej - całość pod względem pomysłu wypada w moich oczach wzorowo, ponieważ nieustannie zastanawiałam się jak dalej potoczą się losy głównej bohaterki i do samego finału nie byłam pewna kolejnych zwrotów w fabule.

Sama postać Addie LaRue również przypadła mi do gustu. To dobrze wykreowana postać dziewczyny, która ma w sobie potrzebną ikrę. Jej historia liczy sobie nie mało stron, więc byłoby ciężko, gdyby bohaterka okazała się nudnawa czy bez polotu, szczególnie że skupia na sobie niemal całą uwagę czytelnika. W tym przypadku tego nie ma, Addie popełnia błędy, bo jest człowiekiem, szuka swojego miejsca w świecie, dąży do czegoś co wydaje się dla niej nieuchwytne a cała ta przygoda trwa setki lat, ponieważ dziewczyna uciekając sprzed ołtarza zawarła umowę z diabłem. Otrzymała wieczne życie, ale pod warunkiem, że nikt nigdy jej nie zapamięta. Trudno postawić się na miejscu bohaterki i ocenić ją pod względem moralnym, ale doceniam jej starania, by czuć się jak najbliżej uczucia bycia szczęśliwym.

To powieść młodzieżowa, która subtelnie przemyca pomiędzy wierszami kilka ważnych wartości. Mówi o konsekwencjach podejmowanych decyzji, o upływie czasu, o samotności, tęsknocie oraz potrzebie otrzymania czegoś co samemu się zaprzepaściło. Wszystko w tej historii wydaje się być warte zapamiętania, uznania i chwytające za serce. Opowieść Addie jest piekielnie emocjonalna a sama jej przygoda mocno daje do myślenia. Szczególnie, gdy fabuła rozkręca się na dobre w dniu poznania człowieka, który w końcu jest w stanie powiedzieć, że ją pamięta. Jednak tuż za dziewczyną, krok w krok podąża postać zwana Cieniem, przypominająca o jej dawnych decyzjach. Nie martwcie się jednak - pojawi się w tej powieści silny wątek romantyczny, cudowny i urzekający od początku do końca.

Plastyczny styl autorki, liczne miejsca które odwiedzamy wraz z tytułową bohaterką podczas jej trzystu lat tułaczki a także emocje i niezapomniana przygoda sprawiły, że pokochałam "Niewidzialne życie Addie LaRue". To powieść, która skradła mi serce i okazała się na tyle inteligenta abym chciała do niej wrócić jeszcze w przyszłości. O tym jak radzić sobie z prozą życia, kiedy nikt nie jest w stanie nas zapamiętać Schwab pisze z przejęciem i pasją sprawiając, że nie ma miejsca na nudę czy obojętność w stosunku do rozgrywanych wydarzeń. To powieść, która przebija się w tłumie i zasługuje na miano najlepszej z najlepszych. Nic dziwnego, że zajmuje godne miejsce na półce w księgarni Taniaksiazka.pl gdzie inne bestsellery.

piątek, 7 maja 2021

"Mroczna wiedza. Scholomance. Lekcja pierwsza" Naomi Novik

"Mroczna wiedza. Scholomance. Lekcja pierwsza" Naomi Novik, Tyt. oryg. A Deadly Education, Wyd. Rebis, Str. 336
 

Szkoła dla wybrańców obdarzonych magicznymi zdolnościami, gdzie porażka oznacza... śmierć!

 

Są historie, które wydają się intrygujące, gdy tylko spojrzy się na okładkę i to idealnie oddaje moje uczucia względem "Mrocznej wiedzy". Wystarczył mi jeden rzut oka przy przeglądaniu nachodzących zapowiedzi i wiedziałam, że obok tej lektury na pewno nie przejdę obojętnie.

Nie czytałam wcześniejszych książek Naomi Novik, więc wskoczyłam na głęboką wodę. Pamiętałam jednak czasy, gdy wielu czytelników zachwycało się jej historiami a dziś to wszystko do mnie wróciło, gdy połączyłam nazwisko z pozostałymi cyklami. Wzrosły więc oczekiwania co do jej najnowszej serii, szczególnie że opis na okładce wypadł bardzo intrygująco. Czy w rzeczywistości otrzymałam intensywną powieść fantasty pełną zaskoczeń i zwrotów akcji? I tak, i nie, bo chociaż książka bardzo mi się podobała to czegoś mi zabrakło, jakiegoś punktu przełomowego, który mam nadzieję nadejdzie w kolejnych tomach.

To opowieść o szkole innej niż wszystkie. Takiego miejsca jeszcze nie poznaliśmy. Scholomance to miejsce bez nauczycieli, bez wakacji, za to z nastawionymi przeciw sobie uczniami. Tam nie ma miejsca na przyjaźnie, ewentualnie ciche i chwiejne sojusze, ponieważ młodzi magowie nie mogą opuścić szkoły. Albo ja ukończą, albo zginą. W takiej atmosferze wiadomym jest, że nie cofną się przed niczym, by wygrać tą rozgrywkę. Autorka bardzo ciekawie opisała świat przedstawiony, chociaż trochę zabrakło mi szczegółów, które wniosłyby to miejsce do rangi pełnowymiarowego, wiarygodnego budynku. Było dobrze, ale chętnie dowiedziałabym się więcej, ponieważ świat w którym żyli bohaterowie okazał się naprawdę intrygujący.

Im dalej w fabułę tym lepiej. Otrzymujemy rasową fantastykę z mnóstwem magii, która niekoniecznie w pełni słucha bohaterów. Uczą się dopiero władać tym co im się należy, więc dochodzi do wpadek. Główna bohaterka, El, włada potężną mocą, ale boi się ją w pełni wykorzystać, ponieważ mogłaby zgładzić nie tylko potwory czające się w zakamarkach Scholomance, ale i mieszkających tam uczniów. To solidne wyzwanie, chociaż El jest cudowną bohaterką i uważam, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. W dodatku nieustannie towarzyszy nam podczas czytania ciężkawy, mroczny klimat, który idealnie łączy się z rozgrywanymi wydarzeniami.

"Mroczna wiedza" nie jest idealna, wymagałaby trochę dopracowania, usunięcia kilku nudnawych momentów i dopieszczenia terenu szkoły, ale i tak utrzymuję, że to wciągający wstęp do serii, którą z przyjemnością dalej będę poznawać. Magia, niebezpieczeństwo, szkoła bez dorosłych i czyhające potwory wciągnęły mnie w wir oryginalnych wydarzeń przez co stawiam tej powieści solidną piątkę z małym minusem i czekam na więcej!

czwartek, 6 maja 2021

"Żelazna kraina" Holly Black

 "Żelazna kraina" Holly Black, Tyt. oryg. Ironside, Wyd. Jaguar, Str. 352
 

Roiben, jako nowy władca Dworu Termitów, musi zmierzyć się z Królową Silarial – swą dawną ukochaną. Czy stanie do walki i pozostanie wierny swoim ideałom?

Trzeci tom nowej serii zabiera nas ponownie do świata elfów i ich nietypowych zasad. Czy i tym razem bohaterom uda się stawić czoła trudnej rzeczywistości oraz otaczających ich problemom?

Autorka wprowadza nowe fakty i to na pewno jest plusem dla tej serii. Z tomy na tom dowiadujemy się czegoś nowego o uniwersum w jakim tworzy, pojawiają się szczegóły związane z krainą elfów oraz światem ludzi. Miło jest spędzać czas w tych miejscach, miło jest też śledzić losy bohaterów, gdy w zanadrzu ma się kolejne fakty do odkrycia.

Sama fabuła nie przebija poprzedniczki, czyli dalej utrzymuję, że drugi tom wypada najciekawiej. Historia jest lekka, ma kilka zaskoczeń i konkretny motyw przewodni, więc nie mogę zarzucić jej nudy, ale chyba zabrakło mi większej dynamiki, abym mogła w pełni wciągnąć się w rozgrywane wydarzenia. W tym tomie wracamy do historii Kaye i Robina a ich losy będą zawiłe, pełne przeciwności a także niepotrzebnie wypowiedzianych słów. Jednak jak już wiemy łączy ich coś wyjątkowego, więc żadne z nich nie chce tak łatwo odpuścić i dzięki temu otrzymujemy więcej uczuć buzujących w bohaterach niż można przypuszczać przez co ich historia nabiera kolorytu.

Wydaje mi się, że otrzymujemy lepiej dopracowane kreacje bohaterów. Dużo milej spędzało mi się czas w ich towarzystwie a ich wybory były bardziej znośne. Autorka postarała się tym razem, nadała postaciom pazura a do fabuły wplotła tak bardzo wypatrywaną przeze mnie przygodę. Było dynamicznie, niebezpiecznie a także zaskakująco i miejscami romantycznie, ale nie w pełni wiarygodnie, zbyt mało bowiem było konkretnych emocji, które w pełni wciągnęłyby mnie do tego świata, tym bardziej że krainy elfów było jak na lekarstwo. 

Nie mam na myśli, że to zła lektura. O nie, wciąż miło wracam do świata wykreowanego przez Holly Black i jestem ciekawa jej kolejnych książek. Po prostu dalej wypatruję głębi, która sprawi, że książka stanie mi się bliska i bardziej osobista. Na razie dobrze się bawię, ale bez fajerwerków. Nie mniej "Żelazną krainę" uważam za książkę, która na pewno zaskoczy fanów autorki.

środa, 5 maja 2021

"Trędowata" Helena Mniszkówna

 
"Trędowata" Helena Mniszkówna, Wyd. MG, Str. 594  
 

Historia miłości trudnej, a jednocześnie doskonałej, zmysłowej i duchowo idealnej, a zakończonej tak, jak kończyły się największe romanse wszechczasów: Romeo i Julia czy Tristan i Izolda.

Im jestem starsza tym chętniej sięgam po powieści znane mojej mamie czy babci. To one nauczyły mnie kochać książki, ale pozwoliły bym sama dokonywała wyborów, więc nigdy nie nalegały, abym czytała to co o one uwielbiają. Teraz staram się to zmienić, chcę przeczytać powieści, które je ukształtowały a które - mam nadzieję - na mnie również mocno wpłyną. Cieszę się więc z mody na wznawianie wydań starszych książek, bo w ten sposób mam szansę na to, by łączyć pokolenia.

"Trędowata" to historia znana mi z ekranizacji. Widziałam ją setki razy a jednak nigdy nie pomyślałam, by zdecydować się na powieść. Gdyby nie wznowienie, pewnie dalej nieświadomie uciekałabym od tej lektury a szkoda, bo przyznaję, że jest ona pięknie napisana a historia jest tak urzekająca, że wcale mnie nie dziwi już jej ponadczasowy wydźwięk.

Ona zbyt idealnie nieidealna, on zbyt dobrze usytuowany. Bohaterowie naznaczeni piętnem ówczesnych im czasów, zamknięci w sporach między podziałami, oznaczeni pochodzeniem oraz warstwą społeczną. Mimo wielkiej miłości, która ich połączyła, zbyt silne naciskanie ze strony otoczenia doprowadziło do prawdziwej tragedii. I choć autorka maluje na oczach czytelnika wspaniałych romans będący motywem przewodnim tej powieści to kryjące się tuż pod powierzchnią wartości dopełniając dzieła.

Nie jest to książka idealna i nie będę kłócić się z tymi, którzy zarzucają jej przestoje w fabule czy nudnawe momenty. Niestety i ja zauważyłam nierówność tekstu i czasami po prostu czekałam aż skończy się dana, niewiele wnosząca scena. Trudno, każda powieść ma większe plusy i minusy, tego uniknąć się nie da a ja zafascynowana całokształtem powieści absolutnie nie skreślam jej przez te małe mankamenty. To powieść pisana w innych czasach, w innym stylu, z innymi, konkretnymi przekonaniami, więc różni się od współczesnej literatury którą znamy a to może być po części jej słabym punktem. A szkoda, bo wciąż uważam, że to zachwycająca historia miłości, która wzrusza do łez i na pewno będzie bliska mojemu sercu równie dobrze co moim najbliższym.

"Trędowata" to szlacheckie dwory, wystawne bale, intrygi, plotki i ludzka duma. To opowieść o dziewczynie pięknej, ale uznanej za trędowatą przez jej pochodzenie. To mezalians, który doprowadził do tragedii, ale i również przepiękna, ponadczasowa powieść o miłości silniejszej niż uprzedzenia. Mimo, że oglądając wiele razy film wiedziałam co czeka mnie w fabule i tak czułam się jakbym pierwszy raz trzymała tą historię w swoich dłoniach, bo książka zawsze będzie lepsza niż film a szczególnie ta - odrobinę melodramatyczna, ale za to piekielnie prawdziwa.

"Trogirskie wakacje" Hanna Dikta

  

"Trogirskie wakacje" Hanna Dikta, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 296
 

– Ja nie czuję się wolna – powiedziała.
– Może dlatego, że nie przeżyłaś tego co ja.
– Przeżyłam. Przeżyłam dokładnie to samo co ty.

Hanna Dikta powraca z nową książką i jednocześnie solidnym łamańcem językowym jeśli chodzi o sam tytuł. "Trogirskie wakacje" może i niełatwo na początku wymówić, ale samą historię połyka się w jeden wieczór!

Stosunkowo krótka, ale w pełni satysfakcjonująca. Powieść obyczajowa z bardzo dobrze nakreślonym wątkiem psychologicznym porywa od pierwszej strony i zabiera nas w sam środek przygody, której nie ma się ochoty opuszczać. Autorka już wielokrotnie udowodniła nam, że wie jak pisać a jej styl warty jest każdego przeczytanego słowa, więc dzisiaj tylko podnosi swoją poprzeczkę i pobudza naszą wyobraźnię. 

Olga, główna bohaterka powieści, zabiera nas do Trogir, chorwackiego miasteczka w samym środku upalnego sierpnia. Wyobrażacie już sobie ten klimat i cudowne widoki? Autorka przemyciła do powieści kilka uroczych opisów, więc można na moment odpłynąć myślami do wakacyjnej przygody. Niestety historia Olgi już nie jest taka kolorowa. Przyjechała tutaj, do hotelu w którym już kiedyś była, z mnóstwem problemów na koncie, by zakończyć swoje życie. Dlaczego zdecydowała się na tak trudny krok? O tym przekonajcie się sami.

Autorka zabiera nas w przejmującą podróż w głąb ludzkich troski i problemów. Otwarcie opowiada o bólu po stracie ukochanej osoby, nie boi się stawiać przed bohaterami drugich szans i tylko czeka aż zdecydują się je uchwycić. To niełatwa powieść, pełna skrajnych emocji, czasami również silnie wzruszająca, ale także niosąca nadzieję i promyk słońca wychylający się zza deszczowych chmur. Historia jest stosunkowo prosta, opowiada o dorosłej kobiecie, która w nowym miejscu poznaje serdecznych jej ludzi i to wszystko odmienia - ludzka dobroć, szczerość czy bezinteresowność. 

Obserwując zmianę zachodzącą w Oldze doceniamy przekaz autorki. Hanna Dikta nie pozwala też, by czytelnik od razu dowiedział się wszystkiego co istotne, więc odkrywa karty wraz z rozwojem fabuły. To pozbawiona schematów opowieść wypełniona smutkiem, która ma w sobie zadatki na powieść zmieniającą postrzeganie świata. A sam finał... cóż, pozostawia czytelnika w pewnym zaskoczeniu, więc mam nadzieję, że autorka pokusi się o kontynuację.

"Trogirskie wakacje" to piękna powieść chociaż niełatwa. Wprowadza czytelnika w wiele stanów emocjonalnych, gdy ten z zaangażowaniem towarzyszy głównej bohaterce w jej niełatwej drodze, ale właśnie to cenię sobie najbardziej w dobrych lekturach. Chwyta za serce, pozostawia w głowie wiele pytań i w dodatku pozwala na moment zapomnieć o otaczającej nas rzeczywistości. Nie pozostaje mi nic innego jak serdecznie ją Wam polecić.

"Gdy nikt nie patrzy" M.M. Perr

 
 "Gdy nikt nie patrzy" M.M. Perr, Wyd. Prozami, Str. 416

 

Czy rok wcześniej dopuszczono się rażących zaniedbań w tej sprawie? W prokuraturze robi się gorąco...

Na liście polskich pisarzy są nazwiska zdecydowanie niedocenione. A może po prostu nie odkryte, bo chociaż wydają swoje powieści, zbyt mało czytelników decyduje się na ich lekturę. A szkoda, ponieważ M.M. Perr bardzo ciekawie pisze, tworzący fabuły w sam raz na leniwe popołudnie.

Po "629 kości", pierwszym tomie serii kryminalnej, przyszedł czas na "Gdy nikt nie patrzy". Książki możecie czytać bez zachowania chronologii, ponieważ łączą je detale a w każdej podążamy tropem nowej zagadki. To stonowane kryminały, spokojne choć wciągające, w sam raz na leniwe popołudnie z ciekawą książką, która nie zwalnia tempa, ale jednocześnie nie zmusza też naszych szarych komórek do zbyt intensywnego myślenia.

Akcja opowiada po części o zagadce kryminalnej, którą należy rozwiązać nim morderca uderzy ponownie, po części o prywatnym życiu prowadzących śledztwo. Przyznaję, że nie jest to moja ulubiona forma, bo zdecydowanie bardziej pasuje mi, gdy w kryminalne czy thrillerze śledztwo prowadzą cywile, ale tutaj nie czułam się zmęczona problemami bohaterów. Właściwie to byłam nawet ciekawa co dzieje się u Soni Czech i Roberta Lwa, bo to sympatyczni, dobrze wykreowani bohaterowie w towarzystwie których nie można się nudzić.

Fabuła jest dynamiczna, nie ma przestojów, łączy w całość kilka wątków. Wszystko jest dobrze pomyślane i równie dobrze napisane. Dynamicznie podążamy do przodu za kolejnymi wskazówkami, poszukujemy sprawcy morderstwa, bezwzględnego człowieka, który morduje i ćwiartuje ofiary chowając je później w workach. Brzmi przerażająco? Opisy niektórych scen potrafią czasami przyprawić o ciarki co zdecydowanie zaliczam na plus dla tej historii. Pojawiły się też emocje, zaskoczenia oraz ślepe zaułki, więc jak najbardziej bawiłam się lepiej niż dobrze poszukując sprawcy zamieszania.

"Gdy nikt nie patrzy" to idealny wybór książki na odpoczynek po ciężkim dniu. Kubek gorącej herbaty w dłoń, ulubiony fotel, lektura M.M Perr i nic więcej nie trzeba. To kryminał wciągający i dobrze napisany, ale nie szokujący czy brutalny, więc świetnie sprawdzi się w przypadku tych, którzy lubią zaskakujące kryminały i bardziej stonowane - czyli do wyboru, do koloru, lektura bowiem dostosuje się do Was a ja zachęcam do czytania, bo naprawdę warto.

wtorek, 4 maja 2021

"Pozwól, że ci opowiem... bajki, które nauczyły mnie, jak żyć" Jorge Bucay

"Pozwól, że ci opowiem... bajki, które nauczyły mnie, jak żyć" Jorge Bucay, Tyt. oryg. Recuentos para Demián, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 228
 

Pozwól, że będę Twoim przyjacielem. Pozwól, że będę dla Ciebie kochającym rodzicem, opowiadającym mądre bajki, żebyś stał się odpowiedzialnym człowiekiem. Obiecuję, że nie będę mieszał Ci w głowie, po prostu posłuchaj historii, jakie znam... 

Chociaż lektura "Pozwól, że ci opowiem..." bardzo mnie intrygowała to miałam wobec niej również pewne obawy. Zazwyczaj sięgam po współczesne interpretacje bajek, baśni czy mitów, ale uwielbiam wszystko co z tym związane. Martwiłam się jednak czy tym razem dobrze wybrałam, ponieważ nie jest to typowy zbiór opowiadań a lektura mająca pewne elementy psychoterapeutyczne. Czy umoralnia zatem i dyktuje jak powinno się żyć? Na szczęście nie i wolna jest od osądów, więc można śmiało czytać.

Piękne wydanie, interesujący środek. To zbiór opowiadań z całego świata, nawiązujący do przeróżnych kultur oraz religii. Jedne historie są ciekawe i pouczające, drugie nie bardzo. Stoi za tym bardziej sam przekaz nić przedstawienie poszczególnych opowiadań czy anegdot, ponieważ autor utrzymuje wszystko w jednym, dość dobrze poprowadzonym stylu.

Opowiadania mają za zadanie głęboko wpłynąć na psychikę czytelnika. Pozwalają spojrzeć na siebie oraz swoje życie z dystansem, lepiej zrozumieć podejmowane decyzje, lęki, problemy czy relacje z innymi ludźmi. Taki był ich cel od pokoleń i zebrane w jeden zbiór faktycznie mają siłę przebicia. Nie są szczególnie nachalne jeśli chodzi o wpływ na czytelnika, ale jeśli wczytać się w ich treść oraz przesłanie to można wyciągnąć nie jedną i nie dwie życiowe lekcje.

Cieszę się, że dałam szansę tej lekturze, ponieważ ma w sobie mnóstwo wartości. Jest nie tylko ciekawa, ale i mądra. Demián, główny bohater, trafia pod skrzydła terapeuty, który stosuje na nim pewną metodę leczenia i tak to wszystko cię zaczyna. Książka jest krótka, liczy sobie niewiele ponad dwieście stron choć nie da się jej przeczytać w jeden wieczór, bo jest dość ciężkawa. Nie zmienia to jednak faktu, ze warto po nią sięgnąć, warto przeżyć tą przygodę wraz z Demiánem, bo niewątpliwie to bardzo oryginalna lektura.

"Pozwól, że ci opowiem... bajki, które nauczyły mnie, jak żyć" to nie jest książka dla każdego. To lektura dla dorosłego czytelnika, który lubi czytać między wierszami, wyciągać wnioski z czytanych historii a także rozkładać na czynniki pierwsze poczynania bohaterów. Powieść trudna, ale  satysfakcjonująca, szczególnie że uczy i jednocześnie nie jest przy tym nachalna. Myślę, że osobiście jeszcze nie jeden raz wrócę do lektury Jorge'a Bucay'a, ponieważ to jedna z tych książek, które za każdym razem uczą czegoś nowego.

poniedziałek, 3 maja 2021

"Mała księżniczka" Frances Hodgson Burnett

 "Mała księżniczka" Frances Hodgson Burnett, Tyt. oryg. A Little Princess, Wyd. MG, Str. 448

Zachwycająca i wzruszająca powieść o szlachetności, która potrafi przetrwać najcięższe próby.

Moda na powieści klasyczna trwa z czego bardzo się cieszę. Szukamy nowości wśród współczesnych powieści i zapominamy o tych wydanych w przeszłości, oryginalnych, wspaniałych, ponadczasowych. Kiedyś stroniłam od klasyków i trzymałam się od nich z daleka - dziś mam wiele ulubionych powieści, które czytałam wielokrotnie.

"Mała księżniczka" to powieść dedykowana każdemu. Nie ma znaczenia wiek czytelnika, gdy historia przenosi nas w miejsce pobudzające wyobraźnię, skłaniające do myślenia, możliwe do interpretacji na wszelakie sposoby. Uwielbiałam tą opowieść jako dziecko a dziś wróciłam do niej jako dorosła już osoba i jedyne co mogę napisać to potwierdzenie, że wciąż jest mi ogromnie bliska.

Myślę, że wielu z Was zna historię małej Sary Crewe. Opływająca w luksusu i uwielbiana przez ojca trafia pod skrzydła panny Minchin, która miała być dla niej jak druga matka. Los jednak szybko pokazał, że nie traktuje wszystkich równo. Chociaż przełożona pensji nie znosi dziewczynki, przez uwagę na majątek jej ojca, traktuje ją niemal po królewsku. Do czasu, gdy na jaw wychodzą kłamstwa ojca małej Sary a ona sama staje się posługaczką i porzuconą przez wszystkich, niechcianą dziewczynką.

Małą Sarę można stawiać jako wzór do naśladowania. Bogata czy biedna, zawsze wykazywała szczerość, serdeczność i jednocześnie hart ducha. Jej losy ani przez moment nie były mi obojętne właśnie przez jej wspaniałą osobowość, dążenie do uszczęśliwiania innych, podnoszeni ich na duchu, niesienia ze sobą nadziei. Nie rzadko wzruszałam się nad losem Sary, bo łzy wzruszenia są nieodzowną częścią tej historii, ale jest w niej także miejsce na miłość, nadzieję i wiele wartych zapamiętania, ponadczasowych wartości. 

"Mała księżniczka" to powieść, którą każdy powinien przeczytać dwa razy. Raz, gdy jesteśmy młodzi i szukamy swojego miejsca w świecie. Drugi raz, gdy jesteśmy już starci i inaczej patrzymy na świat. Za każdym razem odbierzemy historię małej Sary inaczej, ale zawsze będzie ona piękna, dojrzała i szalenie wzruszająca a ponadto - niosąca wartości, którymi warto kierować się w życiu.

"Zapłacisz mi za to" Teresa Driscoll

 "Zapłacisz mi za to" Teresa Driscoll, Tyt. oryg. I Will Make You Pay, Wyd. SQN, Str. 400
 

 Co środę, jak w zegarku, wraca strach.

Teresa Driscoll znana ze swojej wcześniejszej powieści "Obserwuję cię" powraca z nowym thrillerem psychologiczny. Czy i tym razem nas pozytywnie zaskoczy? A może wypadnie jeszcze lepiej?

Fabuła na początku trochę przypomina powieść obyczajową, ponieważ autorka wprowadza nas w zakamarki życia głównej bohaterki. To jednak złudny spokój, który rozwiewa się wraz z dalszą akcją. Wydawać by się mogło, że czeka nas ciekawa, ale dość powolna historia co jednak jest kolejnym pozorem, który umyka po tym, jak pojawia się strach. Całość ma więc wiele obliczy, ale każde warte jest uwagi i składa się na kompletną, spójną historię, która potrafi trzymać w napięciu do ostatniej strony.

Alice Henderson, główna bohaterka, pada ofiarą tajemniczego stalkera. Telefon, który uważała za głupi żart, podobnie jak wymierzone w nią groźby, okazały się mieć pokrycie w rzeczywistości i być w pełni uzasadnione. Alice jako dziennikarka przysłużyła się lokalnej społeczności i przez to podejrzewa, że ktoś chce jej zagrozić. Ale czy to na pewno jest główny powód?

Otrzymujemy silną główną bohaterkę z masą sekretów na koncie. Jej życie pozornie poukładane zaczyna się walić wraz z telefonem od tajemniczego nieznajomego. To wciągający wątek, gdy obserwujemy jak bohaterka zmienia się na naszych oczach oraz walczy o zatrzymanie godności, która jest jej jedynym autem. Jednak gdy środowe groźby zaczynają być kierowane również w stronę rodziny Alice, wszystko się zmienia i rozpoczyna się wyścig z czasem. Wraz z bohaterką będziemy szukać prawdy i rozwiążemy zagadkę stalkera. Pytanie tylko czy wszyscy jesteśmy na to gotowi?

Chociaż konstrukcja tej powieści jest prosta, czytelnik szybko zostaje wciągnięty w wir wydarzeń. Historię czyta się w oka mgnieniu, myślę że wystarczy na jeden wieczór, ale to nie znaczy, że szybko ucieka z naszej głowy. Opowieść jest gęsta od emocji, mroczna i zaskakująca, więc ma w sobie wszystko co niezbędne, by zatrzymać myśli czytelnika i to prawda - ciężko ją odłożyć choćby na chwilę.

"Zapłacisz mi za to" zabiera nas w zaskakującą podróż w głąb ludzkich słabości. Książka jest pozornie prosta w przesłaniu, ale za to bogata w masę przeróżnych emocji. Trzyma w napięciu do ostatniej strony i przekonuje do siebie kreacją głównej bohaterki, więc otrzymujemy dwie największe zalety najlepszych thrillerów. Z zaskoczeniem zauważam, że bawiłam się jeszcze lepiej niż w przypadku pierwszej książki autorki i chętnie to powtórzę jeśli Teresa Driscoll zdecyduje się wydać coś jeszcze.

niedziela, 2 maja 2021

"Terapeutka" B.A. Paris

 "Terapeutka" B.A. Paris, Tyt. oryg. The Therapist, Wyd. Albatros, Str. 384
 

Mieszkańcy ekskluzywnego osiedla pilnie strzegą swoich sekretów. I nie są tak doskonali, jak się na pozór wydaje...

 

B.A. Paris powraca z nową książką, kolejnym thrillerem, którego celem jest porządnie wstrząsnąć czytelnikiem. Od samego początku śledzę twórczość autorki i wiem, że ma swoje wzloty i upadki. Czasami jej powieść jest bardzo dobra, kiedy indziej można trochę ponarzekać. Tym razem jednak przygotujcie się na jazdę bez trzymanki.

"Terapeutka" to flagowa powieść autorki. Bez wątpienia. Już od pierwszych stron wciąga czytelnika w wir zaskakujących wydarzeń, buzuje od emocji, napięcia i powstrzymywanej adrenaliny. W dodatku wprowadza jeden z moich ulubionych motywów - dom, który skrywa tajemnicę, przepełniony intrygami, niedomówieniami oraz burzący pozory, dom niebezpieczny, uzależniający i będący zgubą dla mieszkających w nim bohaterów.

Alice i Leo znaleźli swoją przystań. A przynajmniej tak myśleli. Świeżo wyremontowany dom na ekskluzywnym zamkniętym osiedlu to spełnienie ich marzeń. Niestety oczekiwania i wspaniała przyszłość ulatniają się wraz z dniem poznania nowych sąsiadów. Nagle cudowna rzeczywistość okazuje się ułudą a dom w którym zamieszkali odkrywa wszystkie swoje mrożące krew w żyłach tajemnice.

Mała, zamknięta na innych społeczność. Dom będący jednym z bohaterów tej powieści. Postacie, które odgrywają w fabule kluczową rolę a przy tym każdy z nich wykreowany jest w pełni wiarygodnie i z bagażem wartych poznania doświadczeń. Do tego gęsta atmosfer, trudne do wyjaśnienia wydarzenia,świetny styl autorki, doskonale poprowadzona fabuła, brak mylnych momentów - wszystko to składa się na kawał świetnego psychologicznego thrillera, najlepszego jaki wyszedł do tej pory spod pióra autorki. 

Alice popada w obłęd. Wydarzenia z przeszłości, które miały miejsce w jej nowym domu nie dają jej spokoju. Wciąga czytelnika w grę pozorów i sekretów a ten podąża za nią na ślepo, bo sam musi już teraz, zaraz, natychmiast dowiedzieć się co wydarzyło się lata temu. "Terapeutka" uzależnia i wciąga na kilka wspaniałych godzin, ale to co w tym wszystkim jest najlepsze to przekonanie, że każdy skrywa jakąś tajemnicę.

sobota, 1 maja 2021

"Pokój bez widoku" Grzegorz Gortat

"Pokój bez widoku" Grzegorz Gortat, Wyd. Media Rodzina, Str. 240
 

Przejmujący thriller, którego gęsta, naszpikowana niespodziankami akcja rozgrywa się w ciągu 24 godzin.

Krótka, ale treściwa. I to uwielbiam w książkach! Jeśli autor jest dobry potrafi na konkretnej, nieprzeciągniętej w nieskończoność treści stworzyć coś niesamowitego. Uwielbiam opasłe tomiska, mam do nich słabość, ale wiem też, że często są przegadane. Tutaj tego nie znajdziecie - krótsza forma niesie ze sobą niesłychany bagaż emocjonalny.

Nie znam wcześniejszych książek autorka, ale coś czuję, że na dniach nadrobię zaległości, bo w dłoniach Grzegorza Gortata drzemie wielki talent. Co ten autor zrobił z moją psychiką to sama jeszcze się zastanawiam! Niby prosta historia, niby typowy thriller, ale tak naszpikowany przeróżnymi emocjami i gęstą atmosferą grozy, że zdecydowanie wyróżniający się przez to na tle tłumu.

Wystarczyły zaledwie dwadzieścia cztery godziny, abym analizowała wszystko co działo się dookoła głównego bohatera. Tyle bowiem trwa akcja powieści. W zaledwie jeden dzień John M. Godart czy może właściwie Jan Michał Godruć wraca z USA do Polski i nie wie jeszcze, że ta jego decyzja okaże się zgubna w skutkach. Pośród fanów cenionego pisarza pojawia się jedna osoba szczególnie wyczekująca jego powrotu do ojczyzny. Dlaczego? Tego dowiecie się sięgając po powieść, ale uprzedzam, że zaskoczenia się gwarantowane.

Świetna kreacja bohaterów. To na pewno wyróżnia się na pierwszym planie. Główna postać ma w sobie wszystko, by w pełni przyciągnąć uwagę czytelnika. Jego historia jest ciekawa chociaż zamknięta w minimum. Drugim wartym uwagi aspektem jest sam klimat, który zdecydowanie dodaje powieści kilka plusowych punktów. Całość składa się na klaustrofobiczny, zaskakujący, dobrze napisany thriller, któremu jak na moje oko, zabrakło kilku detali. Chociaż bardzo podoba mi się krótsza forma i nie uważam, żeby był to minus dla całej książki to ostatecznie zabrakło mi kilku faktów i rozbudowania wątków, bo czasem czułam się po prostu troszkę niedoinformowana.

Każda książka ma plusy i minusy, więc nie zrażajcie się ostatnim akapitem. Całość oceniam bardzo dobrze i wystawiam lekturze solidną piątkę z plusem, ponieważ od początku czułam się wciągnięta w wir wydarzeń i "Pokój bez widoku" zmusił mnie do zarwania nocy. Zazwyczaj książki z takim klimatem zostawiam sobie na wieczorne czytanie i przyznaję - nie mogłam się oderwać. Cisza, spokój i półmrok w domu podbiły gęstą atmosferę a sama historia głównego bohatera ani przez moment nie była mi obojętna. Cieszę się, że zapowiedź książki nie zdradza praktycznie nic, ponieważ w tym tkwi cały jej urok.

piątek, 30 kwietnia 2021

"Moja droga Emmie Blue" Lia Louis

"Moja droga Emmie Blue" Lia Louis, Tyt. oryg. Dear Emmie Blue, Wyd. Słowne, Str. 368 
 

Ale wielu ludzi tylko robi dobre wrażenie. A za zamkniętymi drzwiami pewnie są równie pogubieni jak cała reszta.

Słodka, urocza i naiwna? Nie tym razem! Oto powieść, która przebija się pośród tłumu, wyróżnia inteligencją oraz serdecznością a przy tym jest dojrzała i piekielnie wciągająca. Nie naiwna aż głowa mała a będąca wzorem do naśladowania dla innych autorów.

Utrzymana w tonie powieści New Adult, historii obyczajowej, młodzieżowa historia o nastoletniej bohaterce, która dorasta wraz z biegiem fabuły. Od szesnastolatki do trzydziestoletniej kobiety, której losy ani przez moment nie są nam obojętne. Tak mniej więcej nakreśla się fabuła "Mojej drogiej Emmy Blue", historii o dorastaniu, miłości, poszukiwaniu siebie i nieoczekiwanym darze od losu w postaci wspaniałej przyjaźni pokonującej wiele barier.

Tytułowa Emmie stojąc na szkolnym boisku wysłała list balonem. I tak zaczęła się jej historia. Nie spodziewała się, że jej wiadomość dotrze aż do Francji, do Lucasa, który okaże się wspaniałym chłopakiem i jeszcze lepszym przyjacielem. Los złączył tych dwoje wspólnym przeznaczeniem, ale postanowił trochę namieszać w ich historii i nie zaserwował typowej, romantycznej opowieści, która nie ma żadnego przesłania. O nie! Chociaż nie jest to lektura, która zaskakuje twistami fabularnymi to na pewno nie jest też typową historią jakich wiele - to opowieść o wieloletniej, wyjątkowej przyjaźni, która pokonując liczne przeciwności pozwoliła bohaterom odnaleźć nie tylko siebie nawzajem, ale swoje miejsce w świeci.

Doskonała kreacja bohaterów to tuż obok przemyślanej fabuły najlepsze aspekty tej książki. Emmie i Lucas różnią się od siebie w ten cudowny sposób, charakterystyczny dla najlepszych przyjaciół - on uzupełnia jej cechy, ona jego. Są przy tym w pełni wiarygodni, szczerzy i pełnowymiarowi, więc nie da się ich nie uwielbiać ani tym bardziej nie kibicować im w drodze ku szczęściu. Do tego dochodzi masa przeróżnych emocji idealnie wypełniających szczeliny tej powieści tworząc niezapomnianą całość, bo otrzymujemy kompletną opowieść o przeszłości, teraźniejszości oraz potencjalnej przyszłości bohaterów, wiemy zatem o nich ile tylko można i wraz z nimi, na własnej skórze odczuwamy zawody, smutki czy szczęśliwe momenty.

Kiedy myślę o "Moja droga Emmie Blue", już po skończonej lekturze, uśmiecham się sama do siebie. Ależ to była dobrze napisana, pełna emocji lektura. Nie spodziewałam się, że aż tak mnie poruszy, ale wiem, że jeszcze nie jeden raz do niej wrócę, bo w morzu podobnych do siebie, nic nie znaczących lektur, powieść Lii Louis niesie ze sobą wiele wartości i pozwala nam spędzić czas w gronie cudownych bohaterów. O takich książkach warto więc pamiętać, warto również czytać je więcej niż raz, ponieważ za każdym razem wpłynie na czytelnika w inny sposób.

czwartek, 29 kwietnia 2021

"Wichrowe Wzgórza" Emily Jane Brontë

 
"Wichrowe Wzgórza" Emily Jane Brontë, Tyt. oryg. Wuthering Heights, Wyd. MG, Str. 448

"Nie mogę żyć bez mego życia! Nie mogę żyć bez mojej duszy!"

Miłość to temat w literaturze znany i lubiany. Nie ma nic lepszego od płomiennego uczucia czy wybuchu emocji, gdy dwójka bohaterów - a może nawet i trójka czasami - nie może dojść do ładu z własnymi porywami serca. Na tym motywie powstało mnóstwo mniej lub bardziej ciekawych powieści, ale są też takie, które od wielu lat zajmują pierwsze miejsce w sercu wielu czytelników bez względu na wiek. Doskonałym przykładem jest historia zawarta na kartach powieści "Wichrowe wzgórza", która wzbudza mnóstwo skrajnych emocji i pozostaje z czytelnikiem na długo po zakończonej lekturze.

Emily Brontë napisała piękną, porywającą historię o trudniej miłości, w której losy dwójki bohaterów przeplatają między sobą szczęście i tragedię. Współcześnie znamy powieści o miłości szczęśliwe i przepełnione radosnymi chwilami, zupełnie inne niż mroczna historia namiętnego uczucia, które nigdy nie powinno mieć miejsca. A jednak to "Wichrowe wzgórza" stały się swojego rodzaju prekursorem dla dramatycznych miłosnych uniesień i jeszcze nie znalazłam powieści, która mogłaby dorównać jej fabułą czy płynącymi z każdej strony emocjami.

Emily Brontë włożyła w swoją powieść całe serce i widać to w każdym czytanym słowie. Piękny, niemal kwiecisty język mocno konkuruje z częstymi chwilami mrocznej atmosfery i złowieszczego klimatu. Dramatyczne chwile rozgrywane z subtelnym stopniowaniem akcji wspierane są przez dogłębne analizy wszystkich bohaterów - autorka zaprezentowała bogatą paletę osobowości, charyzmatycznych i indywidualnych postaci, które przyciągają do siebie jak magnes i intrygują zachowaniem, podejściem do życia i patrzeniem na sprawy w odmienny niż współczesny czytelnik sposób. A jednak to tworzy nieodmienny klimat tej powieści, który nadaje jej ram historii ponadczasowej i jedynej w swoim rodzaju, dzięki czemu nie sposób się od niej oderwać i każde kolejne przeczytane zdanie trafia do czytelnika o romantycznej duszy z siłą pocisku, bo ten nieświadomie chłonie wszystko co prezentuje mu Emily Brontë - kolosalny emocjonalny rollercoaster w którym każdy ruch ma znaczenie.

Heathcliff, mały cygański chłopiec który trafił do domu starego Earnshawa zapoczątkował swój losy nawet o tym nie wiedząc. Wielka przyjaźń z Katarzyną została przerwana przez Hindleya, by po latach z nadzieją wrócić do życia. Jednak Katarzyna nie czekała już na chłopca, którego tak kochała. Zaślepiona nadzieją na dostatnie życie wyszła za mężczyznę z wysoką rangą społeczną by poczuć się dowartościowana i ważna. Zapomniała jednak, że w życiu liczy się szczęście, którego na próżno szukać w domu z nieszczęśliwą miłością. Postać Katarzyny budzi wiele sprzecznych emocji przez jej podejście do życia, stosunek do Heathcliffa i egoistyczne pobudki. Jednak to Heathcliff skupia na sobie całą uwagę - prosty chłopiec nagle zmienia się w mrocznego mężczyznę, który czując na własnej skórze rozczarowanie wielką miłością zaczyna walkę ze światem. To najważniejszy motyw przewodni tej powieści - rozpacz, samotność, żądza zemsty, czyli emocje, które zmieniają człowieka nie do poznania.

To jedna z piękniejszych powieści o miłości jakie czytałam i zdecydowanie moja ulubiona lektura sióstr Brontë. Emily zaczarowała mnie bajkowymi opisami, siłą uczucia i życiowym tematem objętym ramami tajemnicy, mroku i niepewności. "Wichrowe wzgórza" czytałam niezliczoną ilość razy, poszczególne fragmenty znam nawet na pamięć a każde nowe wydanie jest dla mnie bodźcem do ponownego zagłębienia się w fabule. Tym razem nie było inaczej a ja zyskałam kolejną możliwość do tego by ponownie zachęcić Was do lektury tej niepowtarzalnej i ponadczasowej powieści chwytającej za serce.  

środa, 28 kwietnia 2021

"Ty będziesz następna" Jennifer Hillier

 "Ty będziesz następna" Jennifer Hillier, Tyt. oryg. Jar of Hearts, Wyd. Muza, Str. 416
 

Jak głęboko można pogrzebać tajemnice i ukrywać rozpacz? Jak długo można kłamać? Jak długo można z tym żyć?

 

Zniknęła bez śladu i nikt nie wie co mogło się wydarzyć. A może wie każdy, tylko boi się do tego przyznać? Kameralny thriller Jennifer Hillier zabiera nas w niebezpieczną, ale i niezwykle elektryzującą podróż, która nie chce wyjść z głowy czytelnika ani na moment.

Mała społeczność zamknięta na innych, niechętnie ujawnia swoje sekrety. Przyjaciele z nastoletnich lat, którzy dziś w dorosłym życiu dostrzegają swoje słabe strony. Liczne sekrety, niedomówienia oraz dziwne zachowania będą spoiwem łączącym poszczególne wątki fabuły, która okaże się wciągająca od początku do końca, niebanalna, świeża i ze wspaniałym klimatem godnym rasowego thrillera.

To opowieść o dziewczynie, znanej i lubianej, która zniknęła bez śladu. Nikt nie potrafił powiedzieć co mogło się z nią stać. Jej szczątki odnaleziono po czternastu latach a przyjaciele z dzieciństwa okazali się w pełni zamieszani i zaangażowani w śledztwo. Seryjny zabójca zbierał żniwo i choć trafił do wiezienia mocno namieszał w śledztwie. Czy kolejne odnalezione ofiary to również jego sprawka?

Na początku, kiedy zdecydowałam się na lekturę, byłam zła na siebie, że przeczytałam opis książki. Byłam pewna, że zbyt dużo zdradza i nic mnie już nie zaskoczy. Okazało się jednak, że to tylko wstęp wyjaśnienia, wprowadzenie czytelnika do tego dziwnego świata, w którym bohaterowie odgrywają kluczową rolę i nie zdradzają się ze swoimi motywami aż do bardzo dobrze pomyślanego finału.

Autorka bardzo dobrze poprowadziła ciąg przyczynowo-skutkowy w fabule. Tutaj jedno wynika z drugiego, każde działanie bohaterów będzie miało wpływ na przyszłość a wszystko jest rozsądne i mądrze przemyślane. Powieść silnie skupia się na wątku psychologicznym, łączy ze sobą przeszłość i teraźniejszość a jedyne co mogę jej zarzucić to zbyt niespójne skoki w czasie. Czasami chwilę mi zajęło rozeznanie się w akcji, ale mogę Was zapewnić, że to nic w porównaniu do całokształtu, jaki otrzymujemy, bo powieść jest niesłychanie wciągająca i zaskakująca.

"Ty będziesz następna" to kawał świetnie przedstawionej powieści. Rasowy thriller z bardzo dobrze poprowadzonym klimatem. Fabuła od początku do końca jest sensowna i jasno poprowadzona, mimo że często wodzi czytelnika za nos co zdecydowanie się jej chwali. To książka, która ma w sobie wszystko, by wbić w fotel każdego czytelnika bez względu na upodobania gatunkowe.

wtorek, 27 kwietnia 2021

"Utraceni" Marcel Moss

 "Utraceni" Marcel Moss, Wyd. Filia, Str. 368
 

Jedni chcą żyć, lecz nie mogą. Inni nie chcą, a muszą.

 

Marcel Moss powraca z nową książką a ja pokładałam w niej wielkie nadzieje już od dnia pierwszych zapowiedzi. W końcu to autor, który wielokrotnie pokazał nam jak dobrze radzi sobie z thrillerami wpływającymi na umysł czytelnika i nie jeden raz pozytywnie mnie zaskoczył. Miałam nadzieję, że i tym razem historia wciągnie mnie od pierwszych stron i nie przeliczyłam się.

Podoba mi się to jak autor kreuje rzeczywistość. Dopracowuje swoją fabułę w najmniejszych detalach, pozwala by czytelnik drążył, doszukiwał się powiązań pomiędzy licznymi szczegółami, których nie brakuje w całej powieści, ponieważ jest ona szczera, wiarygodna i oparta na otaczającej nas rzeczywistości. Dzięki temu z jednej strony śledzimy przebieg wydarzeń z drugiej czytamy między wierszami a losy bohaterów zyskują na wartości.

Po raz kolejny Marcel Moss łączy wiele wątków. Na początku wydają się ze sobą luźno powiązane, albo wcale od siebie nie zależne, ale z czasem, idąc po nitce do kłębka każda decyzja bohaterów zaczyna mieć wpływ na kolejne wydarzenia i zaczyna budować jedną, konkretną, spójną całość. W ten sposób poznajemy historię Ryszarda Hajduka, kontrowersyjnego działacza społecznego, którego syn zaginął w tajemniczych okolicznościach. Jego prywatne śledztwo nie przynosi rezultatów dlatego prosi o pomoc profesjonalistów. Tylko czy pracownicy Agencji Poszukiwań Osób Zaginionych zdążą odnaleźć Ziemowita nim wydarzy się tragedia?

Im mocniej zagłębiamy się w powieść tym więcej dostrzegamy emocji towarzyszących bohaterom. Nagle historia zmienia się z thrillera w powieść bardzo osobistą, opowiadającą o stracie, sprzecznych emocjach, bezowocnych poszukiwaniach, wyrzutach sumienia czy utraconych szansach. Jednocześnie książka nie traci na wartości, wciąż bowiem podążamy tropem mrocznej, dosadnej, przerażającej prawdy, która odkrywa się wraz z kolejno przewróconą kartką a całość jedynie wypada bardziej wiarygodnie, dojrzalej, świadomiej dzięki umiejętnemu uchwyceniu otaczającej bohaterów rzeczywistości.

"Utraceni" to aktualna powieść nawiązująca do wydarzeń, które miały miejsce nie tak dawno. Łatwiej jest więc wkroczyć do tego świata, łatwiej zrozumieć działania bohaterów, choć wciąż trudno przyzwyczaić się do tak ponurej rzeczywistości będącej niestety obliczem tego co nas otacza w prawdziwym życiu. Marcel Moss napisał zaskakującą powieść ze świetnym klimatem, która wciąga od pierwszych stron i pozostaje w głowie czytelnika nim ten nie dowie się całej prawdy o zaginięciu bohatera.