Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo: Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo: Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 sierpnia 2019

"Dzień zero" David Baldacci

"Dzień zero" David Baldacci, Tyt. oryg. Zero Day, Wyd. Dolnośląskie, Str. 448

"Jesteśmy tylko ludźmi, a co za tym idzie, nikt nie jest doskonały."

Pościg za nieuchwytnym, morderca czający się w ciemnościach. Czy uda się schwytać zbrodniarza, zanim ten dopuści się kolejnej zbrodni? 

Moje pierwsze spotkanie z Davidem Baldaccim miało miejsce przy serii z Amosem Deckerem. Wówczas ten bohater o nadnaturalnych zdolnościach zabrał mnie w wir wielkiej i niebezpiecznej kryminalnej przygody, która ogromnie przypadła mi do gustu. Była to seria nietuzinkowa, ponieważ inna niż wszystkie. Dlatego postanowiłam zaryzykować i zobaczyć jak autor odnajdzie się na polu kryminału w bardziej przyziemnym stylu. Sięgnęłam po "Dzień zero", pierwszy tom serii z Johnem Pullerem - i nie żałuję!

Z książkami Baldacciego jest tak, że albo się je lubi, albo trzyma się od nich z daleka. To autor, który lubi spektakularne zwroty akcji, mocne wybuchy, dramatyzm i czasami przerysowuje niektóre sceny. Dla mnie nie jest to wadą, jestem za jego twórczością i żadna z czytanych książek mnie nie zawiodła. Musicie jednak przygotować się na kryminał, który przykłada większą uwagę do wydarzeń i pędu akcji niż wiarygodności. Nie zrozumcie mnie źle - wydarzenia w tej książce są świadome i czyta się wszystko od deski do deski z zapartym tchem, jednak czytelnik który lubi doszukiwać się błędów w detalach będzie miał problem ze światem kreowanym przez Baldacciego.

Trochę o momentach nieprzychylnych, teraz czas na zalety, których w moim odczuciu jest tu zdecydowanie więcej. Autor buduje napięcie od którego trudno się oderwać, zaskakuje na każdym kroku, buduje portret nieuchwytnego mordercy, który czai się w ukryciu i przez cały czas gotowy jest zagrozić kolejnym ofiarom. Z przejęciem przerzucałam każdą kolejną stronę, zastanawiałam się do jakiego finału doprowadzą mnie wydarzenia i nie mogłam nadziwić się jak zręcznie manewrowano tu faktami, by w końcowym rezultacie obalić wcześniej snutą teorię. Ten typ kryminału przypomina dreszczowiec naszpikowany sporą dawką emocji, które towarzyszą czytelnikowi do ostatniej strony.

Wszystko zaczyna się od brutalnej zbrodni której wyjaśnienia podejmuje się John Puller. To on będzie agentem łączącym kolejne tomy i to jego problemy życiowe oraz zawodowe będziemy śledzić przez cały czas. To sympatyczny bohater z prywatnym bagażem trudnych doświadczeń,które dodają mu wiarygodności i zbliżają do czytelnika. Chociaż nie jestem fanką poznawania prywatnych losów osób prowadzących śledztwo to życie Johna okazało się naprawdę nietypowe. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach autor zdradzi coś więcej jeśli chodzi o jego losy.

"Dzień zero" to kryminalna sensacja na popołudnie po ciężkim dniu. Zaciekawi, pobudzi do myślenia, ale jednocześnie pozwoli zrelaksować się przy lekturze. To dobry wstęp do serii, kolejna udana lektura spod pióra Davida Baldacciego. Jeśli lubicie kryminały mniej dramatyczne, ale za to pełne emocji i angażujące czytelnika uczuciowo - oto lektura dla Was. Osobiście staję po stronie fanów autora i nie odpuszczę kolejnych tomów serii. 

poniedziałek, 1 lipca 2019

"Nóż" Jo Nesbø

"Nóż" Jo Nesbø, Tyt. oryg. Kniv, Wyd. Dolnośląskie, Str. 464

"Wszyscy uważamy się za działających racjonalnie, ale podporządkowujemy się temu, co nam dyktuje serce, prawda?"

Poukładane życie czasami może zmienić się w tragedię, w mgnieniu oka. Czy można temu zapobiec? Czy można uciec przed przeznaczeniem?

Fani Jo Nesbo na pewno ucieszą się z faktu, że kolejna - dwunasta - część przygód Harry'ego Hole'a trafiła na półki księgarń i zachęca do kontynuowania przygód z tym nietuzinkowym policjantem. Każdy kolejny tom to nowa przygoda, ale jak bywa w przypadku podobnych, kryminalnych serii zawsze jest centralny punk łączący wszystkie książki. W tym przypadku to prywatne życie głównego bohatera staje się istotnym spoiwem - ale nie martwcie się! Życie Harry'ego jest tak ciekawe i nigdy nie wieje w nim nudą, że można o jego losach czytać bez końca.

Niestety jednak teraz nie układa mu się najlepiej. To co piękne i spokojne odeszło w niepamięć przegonione przez czarne chmury, które zawisły nad jego życiem. Po tym jak Rakel wyrzuciła go z domu ponownie zamieszkał przy Sofies gate oraz zatracił się w piciu. Dlatego, gdy pewnego dnia budzi się z potężnym bólem głowy, nie dziwi się sytuacji. Wszystko zmienia się z odkryciem kolejnych, niepokojących faktów. Dlaczego na jego dłoniach oraz ubraniu są ślady krwi? Skąd się wzięły? I co wydarzyło się zeszłej nocy?

Nie ma to jak stary, dobry Jo Nesbo. Ten autor nigdy nie zawodzi, zawsze ciekawi, intryguje oraz - co lubię najbardziej - szokuje. Także w tym tomie pokazał się od najlepszej strony wprowadzając tyle niebanalnych zwrotów w akcji oraz życiu samego Harry,ego, że z czasem przestałam się już zastanawiać do jakiego finału zmierza fabuła i po prostu cieszyłam się dynamiką, oryginalnością a przede wszystkim moim ulubionym zabiegiem: połączeniem przeszłości z teraźniejszością. Nie jest łatwo zaakceptować postać głównego bohatera, jego sposób bycia, dążenie do destrukcji czy doświadczenia życiowe z którymi kompletnie sobie nie radzi, ale z czasem wszystko układa się w kompletną całość i chociaż prezentuje on sobą wszystko co najgorsze, nie można odmówić mu wiarygodności, wielowymiarowej kreacji czy po prostu ludzkich odruchów, które przybliżają go do czytelnika.

I chociaż prowadzący śledztwo skupia na sobie niemal całą uwagę, nie mogę zapomnieć, że to zagadka staje na pierwszym miejscu. Coś się dzieje, ktoś próbuje wrobić policjanta, on sam niewiele pamięta a wszystko wskazuje na to, że dawny wróg w końcu upomniał się o uwagę. A wszystko to owiane nutą tajemnicy zmieszaną z poczuciem niebezpieczeństwa, zagadkami, tajemnicami oraz ślepymi zaułkami, którymi karmi nas autor. Nesbo doskonale wie jak zrobić unik zanim zdradzi konkretny szczegół a my pozostajemy w szoku, że wcześniej nie wpadliśmy na takie rozwiązanie. Manipulacja oraz wodzenie za nos to punkty przełomowe w historii, która prowadzi do fantastycznego finału.

"Nóż" to kolejna doskonała część przygód Harry'ego Hole'a. Nie tylko polecam ją fanom autora czy zwolennikom losów HP, ale przede wszystkim tym czytelnikom, którzy od powieści kryminalnych oczekują czegoś więcej. Tutaj znajdziecie doskonale przemyślaną dynamikę, niebanalne zagadki oraz bohaterów, którzy mają coś do powiedzenia. Czyta się szybko i z dużą przyjemnością, jakby nie była to dwunasta a pierwsza część z serii. Nesbo nie traci na wartości!

środa, 30 stycznia 2019

"Cinder i Ella. Tak się kończy bajka" Kelly Oram

"Cinder i Ella. Tak się kończy bajka" Kelly Oram, Tyt. oryg. Happily ever after, Wyd . Dolnośląskie, Str. 376

"Może jeśli całkowicie ci zaufam i pozwolę, byś kochał moje wady za mnie, w końcu sama się przekonam, że nie są aż tak straszliwe."

Wydawać by się mogło, że żyjąc w wirtualnym świecie, wszystko było jakby prostsze. Łatwiej było uciec od problemów, łatwiej udać, że dana sytuacja nie miała miejsca. Teraz, gdy króluje prawdziwe życie, bajka zaczyna się rozmywać.

Jeśli nie mieliście okazji poznać pierwszego (cudownego!) tomu serii, od razu odsyłam Was do zaległości. To typowa kontynuacja, która zdradza wszystkie sekrety, które w pierwszej części miały swój klimat i urok, więc nie psujcie sobie zabawy. Jednak jeśli jesteście już po lekturze - koniecznie dajcie szansę dalszym wydarzeniom. W końcu doskonale wiecie, że dawno nie było tak słodkiej i przyjemnej jednocześnie powieści młodzieżowej, której czytanie było czystą przyjemnością.

Prawdę mówiąc powyższa książka nie wnosi w życie głównych bohaterów wiele nowego. To bardziej dodatek do wydarzeń z pierwszego tomu, choć wciąż uroczy i zdecydowanie warty uwagi. Opowiada o realiach prawdziwego życia, gdy spada z niego miano najpiękniejszej z baśni. Otrzymujemy typową kontynuację, rozpoczynającą się w dwa tygodnie po finale pierwszego tomu. Brian i Ella narażeni na opinię publiczną będą musieli poradzić sobie ze światem mediów i rozgłosem, którego próbowali uniknąć. Nie wszyscy bowiem dobrze im życzą. Czy wielka miłość przegoni na bok wszystkie troski?

Współczesna interpretacja baśni o Kopciuszku w wykonaniu Kelly Oram mocno odbiega od oryginału, jednocześnie pozostawiając po sobie sporą dawkę magicznego, baśniowego pyłu. Liczne nawiązania do disneyowskiej historii i ich odpowiednik w prawdziwym życiu to jeden z najciekawszych motywów tej historii. I chociaż wszystko jest w tej powieści urocze, słodkie i do schrupania - gdzieś pod powierzchnią kryje się prawda o trudnej rzeczywistości (absolutnie nie bajkowej), która stawia przed głównymi bohaterami wyzwanie.

Brian i Ella jednak nie poddają się tak łatwo. To postacie charyzmatyczne, niebanalne, zrywające ze schematami młodzieżowych naiwności. Świadomie prowadzą nas przez swoją historię pokazując nie tylko jak trudno przejść z wirtualnego do prawdziwego świata, ale i budują własną definicję miłości, która powinna stanowić wzór do naśladowania. Zakochany po uszy w dziewczynie, która okazała się spełnieniem jego marzeń Brian wydaje się ideałem chłopaka, którego powinna szukać każda dziewczyna. Nie tylko księżniczka, którą Ella na pewno nie jest, ale prosta dziewczyna właśnie taka jak ona - z problemami, zmartwieniami i osamotnieniem, potrzebująca poczucia bezpieczeństwa i niepodważalnej miłości.

Zabawna, pewna siebie i błyskotliwa, czyli dokładnie tak samo jak pierwsza część, "Cinder i Ella. Tak się kończy bajka" przekonuje, że w życiu wszystko jest możliwe. Odsuwa na bok wszystkie troski, zabiera nas w sam środek bajkowej przygody i sprawia, że na moment pragniemy stanąć na miejscu Elli. Ważna dla każdego fana serii, niebanalna i bardzo dobrze napisana, nawiązująca także do ważnych, ponadczasowych tematów. Nie możecie tego przegapić. 


wtorek, 29 stycznia 2019

"Zabójcza biel" Robert Galbraith

"Zabójcza biel" Robert Galbraith, Tyt. oryg. Lethal White, Wyd. Dolnośląskie, Str. 656

"Czasami zachowywanie się tak, jakby wszystko było z tobą w porządku, sprawia, że rzeczywiście jest w porządku. Czasami trzeba po prostu zrobić dobrą minę do złej gry, wyjść do świata, i po chwili się okazuje, że to wcale nie takie trudne, że to zupełnie naturalne."

Nowa sprawa, nowe wyzwania. Czy i tym razem bohaterowie wygrają wyścig z czasem i odnajdą winnego? A może ta zagadka będzie inna? Może tym razem wszystko potoczy się inaczej?

Robert Galbraith (tak, to wciąż stara, dobra J.K. Rowling) powraca z kontynuacją swojej wyśmienitej kryminalnej serii i udowadnia, ze wszystko co dobre dopiero przed nami. Autor nie zwalnia nawet na moment, wciąż zaskakuje i intryguje oraz - co najważniejsze! - przekonuje do siebie niebanalnymi wyzwaniami, które stoją na drodze głównych bohaterów. Zrywając z rutyną i schematami zabiera nas w sam środek przestępstwa, które wydaje się, że nie ma końca.

Prywatny detektyw Cormoran Strike w duecie ze swoją nieocenioną asystentką Robin Ellacott będą musieli zbadać zagadkę, która rozegrała się daleko w przeszłości. Billy, ich nowy klient uważa, że w dzieciństwie był świadkiem prawdziwej historii. Tylko czy można mu wierzyć, skoro wszystko wskazuje, że cierpi na zaburzenia psychiczne? Wciąż miesza się w zeznaniach i myli fakty. Ale jest w tym także szczery i jakaś część jego opowieści wydaje się aż nazbyt prawdziwa. Dlatego Strike decyduje się podjąć wyzwanie. I jeszcze nie spodziewa się konsekwencji jakie to za nim pociągną.

Nie jest łatwo zrozumieć tajemnicę, w której jest tyle luk i niedopowiedzeń. Billy zdradził zaledwie garstkę informacji, które mogą przydać się w odkryciu prawdy, ale jego sprzeczna ze sobą opowieść może być równie dobrze wymysłem szaleńca. Otwierają się przed nami mroczne, zapomniane uliczki Londynu. Wskazówki zaprowadzą do wewnętrznego kręgu w Parlamencie a później będzie tylko lepiej, gdy na malowniczej wsi zajrzymy prosto w zbiór tajemnic złowieszczego dworku. Brzmi intrygująco? Właśnie tak jest: akcja nie zwalnia nawet na minutę podążając za wątpliwą zagadką a nowe miejsce, bohaterowie i mroczny klimat sprawiają, że od lektury trudno się oderwać. 

W towarzystwie takich bohaterów nie sposób się nudzić. Dwie mocno stąpające po ziemi, charyzmatyczne postacie skupiają na sobie niemal całą uwagę. Przerzucają się nie tylko pomysłami, ale i docinkami, próbują oszukać siebie i czytelnika, twierdząc, że nic nigdy ich nie połączy. Ale chemia wisi w powietrzu. Tylko czy to czas na rozstrzyganie prywatnych problemów, kiedy rozgłos Strike'a nie pozwala mu już działać z ukrycia a kolejne fakty odkrywają przerażającą sieć poplątanej intrygi? 

Robert Galbraith tworzy historię od początku do końca. Każdy szczegół ma znacznie i ważny jest dla całej historii choć jednocześnie nie zamęcza nas mnogością faktów. Wydaje się, że wszystko w tej powieści ma swoje miejsce i tak jest w rzeczywistości - patrząc z perspektywy czasu wiedzę jak ważne były wszystkie wskazówki powoli podsuwane mi przez autora (autorkę?). Z lekkim piórem i pewnością siebie na naszych oczach pojawiła się czwarta już odsłona doskonale poprowadzonej serii.

"Zabójcza biel" nie zwalnia nawet na moment. Wciąż w atmosferze pewności siebie i niebywałej tajemnicy odnajdujemy się w labiryncie kłamstw i niedomówień. Mnóstwo mądrze połączonych ze sobą wątków, fantastyczna kreacja głównych bohaterów i opowieść sama w sobie sprawiają, że to jedna z ciekawszych serii w swoim gatunku jaką miałam okazję czytać.

czwartek, 25 października 2018

"36 pytań, które zmieniły wszystko między nami" Vicki Grant

"36 pytań, które zmieniły wszystko między nami" Vicki Grant, Tyt. oryg. 36 Questions That Changed My Mind About You, Wyd. Dolnośląskie, Str. 280

"Boję się, że zostanę sama, bo wszystkich do siebie zrażę. Nawet troje moich idealnych dzieci, zakładając, że zajdę tak daleko, w co szczerze wątpię, sądząc po obecnej sytuacji."

Czy słowa wystarczą, by skłonić kogoś do miłości? Czy zaledwie trzydzieści sześć tytułowych pytań jest w stanie zmienić wszystko między głównymi bohaterami?

Powyższa powieść skierowana do nastoletnich czytelników została oparta na słynnym eksperymencie doktora Arona, który w 1997 roku przyjrzał się bliżej aspektom budowania relacji międzyludzkich z naciskiem na bliskość i intymność. Test ten miał wytypować dwójkę nieznajomych, którzy zadając sobie wspomniane trzydzieści sześć pytań mieli zapałać do siebie szczerą miłością. Celem Arona było udowodnienie, że więź buduje się podczas wspólnego ujawniania przed sobą skrywanych tajemnic i emocji. Każde kolejne pytanie miało być bardziej prywatne i trudniejsze, wymuszając tym samym na odpowiadającym szczere wyznania. Okazało się, że test sprawdził się dokładnie tak jak podejrzewano i kojarzył pary, które pozostawały ze sobą w związku. Niemożliwe? A jednak! Vicki Grant w swojej fabularnej wersji pokazała, że coś oczywistego może całkowicie zmienić nasze życie.

Hildy i Paul, główni bohaterowie powieści decydują się podjąć wyzwanie. To dwa skrajnie różne światy, które konfrontują się ze sobą zupełnie nieoczekiwanie. Typowy podział na nastolatkę zamkniętą w sobie i szkolnego bad boy'a, który nie liczy się z nikim. Ona - zakompleksiona, osamotniona, niepewna siebie. On - sarkastyczny, niemal zarozumiały. Nikt nigdy nie wróżyłby im wspólnej przyszłości. Oni sami nie wierzyli w skuteczność testu. Jednak każde z nich kierując się inną zasadą doprowadzenia eksperymentu do końca nie zamierza odpuścić. Czy wygrają? A może zyskają coś, czego nikt się nie spodziewał?

Sympatycznie wykreowani bohaterowie prowadzą nas przez bardzo prostą fabułę, w której właściwie nie dzieje się nic odkrywczego. A mimo wszystko całość czyta się bardzo dobrze, niczym romantyczną historię kierowaną do każdej romantycznej duszy, gdzie przyszłość stoi pod znakiem jednego, konkretnego testu. Myślę, że to za sprawą świadomych postaci, które wiedzą czego oczekują od życia, nuty tajemnicy związanej z postacią Paula, wycofaniem Hildy i ogólnym napływem nastoletnich problemów - to wszystko bowiem pokazuje czytelnikowi, że historia jest prawdziwa i wiarygodna, ponieważ bazuje na tym co znane i oczywiste.

Lekkość i swoboda to podstawowe atuty powieści Grant. Jest w niej humor i urok płynący od głównych bohaterów, nawet nuta sarkazmu którą tak bardzo lubię. Sama historia płynie niezwykle szybko dzięki połączeniu prostego stylu autorki oraz formie dialogów, które królują nad (dobrymi!) opisami. Nie można zatem zarzucić tej książce nic, jeśli nie macie większych oczekiwań jeśli chodzi o prostą treść historii dla młodzieży, w której miłość odgrywa główną rolę. Czy Hildy i Paul zatem połączą się w parę? Czy test się powiedzie? A może jednak tym razem wyjątek potwierdzi regułę?

Żałuję, że powieść nie okazała się dłuższa, ponieważ czytanie "36 pytań, które zmieniły wszystko między nami" to naprawdę doskonała zabawa. Relaksuje, bawi, intryguje, czasami nawet budzi zastanowienie - więc czego można chcieć więcej od podobnej historii? Nastoletnia powieść dla każdego, przy której czas leci zdecydowanie zbyt szybko a dobry humor nie ma końca. Polecam!

środa, 24 października 2018

"Love & Luck" Jenna Evans Welch

"Love & Luck" Jenna Evans Welch, Tyt. oryg. Love & Luck. Wyd. Dolnośląskie, Str. 280

"Jak to możliwe, że trafiłam na jedyną osobę na świecie, która miała serce złamane jeszcze bardziej niż ja?"

Autorka pełna uroku i czaru powraca z kolejna powieścią. Czy i tym razem zabierze nas w niezapomnianą podróż? Czy powtórzy sukces "Love & Gelato"? Myślę, że tak!

Pierwsza książka autorki trafiła w mój gust niemal od pierwszych stron. Zabrała mnie w przyjemną podróż, przedstawiła bardzo sympatycznych bohaterów i zapewniła lekki klimat, który idealnie połączył się z rozgrywaną akcją. Dlatego bez mrugnięcia okiem sięgnęłam po kolejną powieść autorki z nadzieją, że powtórzy swój sukces. I nie pomyliłam się! Chociaż tym razem otrzymałam historię troszkę krótszą (nad czym bardzo ubolewam) to utrzymaną w dokładnie takim samym stylu - z motywem drogi, który uwielbiam i metamorfozą głównej bohaterki w obliczu cudownej miłości.

Tym razem przyglądamy się wielkiej przygodzie życia, w którą wyrusza Addie - bohaterka pełna nadziei na lepszą przyszłość i świadoma swoich wyborów. Ktoś wcześniej bardzo ją zranił i przez to zatraciła poczucie własnej wartości. Ale powoli stając na nogi postanowiła, że nie pozwoli by złamane serce dyktowało własne warunki. Dlatego Addie zainspirowana przewodnikiem Irlandii dla osób takich jak ona (czyt. po przeżyciach związanych z trudnymi rozstaniami) wyrusza na wyprawę po Szmaragdowej Wyspie, małym autem razem z bratem Ianem i jego irlandzkim kumplem Rowanem. Nie spodziewa się jednak, że ta podróż całkowicie ją zmieni.

Po raz kolejny otrzymałam sympatyczne kreacje głównych bohaterów, którzy przekonali mnie do siebie przede wszystkim wiarygodnymi postawami i ludzkimi zachowaniami. Popełniali błędy, wspominali o swoich małych marzeniach, szukali swojego miejsca w świecie oraz szczęścia, które pomogłoby im zapomnieć o trudach przeszłości. W końcu Addie wyruszyła w podróż nie bez powodu - złamane serce zawsze pcha nas w nieznane rejony, by móc oczyścić umysł. Kto zatem nie zrozumie zachowania bohaterki lub nie zechce się z nią utożsamić? Ja nie miałam z tym najmniejszego problemu kibicując Addie w drodze ku odnalezieniu własnej drogi i - oczywiście! - prawdziwej miłości.

Motyw drogi to jeden z moich ulubionych nawiązań w literaturze. A przyznaję, że w przypadku książek Welch lubię go jeszcze bardziej, ponieważ autorka bardzo dobrze radzi sobie z posyłaniem bohaterów w znane i mniej znane miejsca, zapewniając tym samym czytelnikom zwiedzanie malowniczych zielonych wzgórz Irlandii, wspaniałych zamczysk i baśniowych lasów, które w tej powieści ożywają na naszych oczach. Doskonale bawiłam się podczas lektury, nie mogłam nacieszyć się kolejnymi opisami i chociaż co jakiś czas wracałam myślami do Addie i jej sercowych rozterek - marzyłam przede wszystkim o tym, by znaleźć się tam gdzie ona.

Miłość, trudne wydarzenia, problemy o których należy zapomnieć - autorka po raz kolejny serwuje nam szereg ponadczasowych wartości zamkniętych w zupełnie nieskomplikowanej lekturze dla młodzieży, którą bez problemu polubią także starsi czytelnicy. Jenna Evans Welch ma pomysł na swoje powieści i całkowicie się w nie angażuje, tworząc wiarygodne sytuacje, cudownych bohaterów i przygody, o których nie chce się zapomnieć.

Powtórzę to, co pisałam przy pierwszej książce autorki - jestem pewna, że "Love & Luck" znajdzie swoje miejsce na półce ulubionych powieści wielu czytelników. Osobiście zachwyciłam się prostotą i lekkością, która aż bije od tej powieścią a mimo wszystko nie tworzy z niej banalnej historyjki w stylu "przeczytaj i zapomnij". Na pewno wrócę do niej nie jeden raz: by poprawić sobie humor i wybrać się w podróż, która dostarczy mi mnóstwa wrażeń i emocji. 

wtorek, 23 października 2018

"Love & Gelato" Jenna Evans Welch

"Love & Gelato" Jenna Evans Welch, Tyt. oryg. Love & Gelato, Wyd. Dolnośląskie, Str. 328

"Życie bez miłości jest jak lato bez słońca."

Przychodzi taki czas w naszym życiu, kiedy wszystko ulega radykalnej zmianie. Nie zawsze musi to być wielki bodziec czasami wystarczy bowiem niewielka iskra. Jednak nigdy nie wiemy, kiedy stanie przed nami wyzwanie, obok którego nie będziemy mogli przejść obojętnie.

Słodko, lekko i bardzo upalnie. Tak zapowiadała się powieść Welch, która zdecydowanie wpasowała się klimatem w atmosferę letnich dni. Idealna na relaks po ciężkim dniu, opowiadająca o nieskomplikowanej relacji pierwszej miłości i trudnych relacjach rodzinnych zabiera nas w podróż do Włoch, gdzie na własnej skórze będziemy mogli poczuć niezapomnianą aurę Florencji, jej nie często uczęszczanych uliczek czy nawet smak tytułowych lodów (czyt. gelato). Na moment zapomnimy przy tej historii o troskach dnia codziennego oddając się wyprawie, która dostarczy nam samych przyjemności.

Wszystko zaczyna się od głównej bohaterki. Lina niespodziewanie będzie musiała zmierzyć się ze śmiercią swojej mamy i powrotem do korzeni. Okazuje się, że wraz z tragedią przyjdzie jej przemeblować całe swoje życie. Przenosi się bowiem do Włoch, gdzie będzie zmuszona poznać swojego ojca - którego swoją drogą  nie widziała od kilkunastu lat. Jednak nie spodziewa się, że na miejscu odnajdzie trop rodzinnej tajemnic. Czytają pamiętnik swojej mamy zaczyna podążać tropem przeszłych wydarzeń, by odkryć kim byli najbliżsi dla niej ludzie. Kto wie, może w tym wszystkim odnajdzie także siebie?

Bez wątpienia powyższa lektura to uroczy przewodnich po Włoszech, w którym znajdziemy wszystko co istotne - opisy cudownych miejsc, przygód, smak lodów oraz (co nieuniknione) przyjemny motyw włoskiego romansu, gdy na drodze dziewczyny niebawem stanie chłopak, który szybko trafi do jej serca. W tym wszystkim będziemy mieli szansę poznać nie tylko zmagania głównych bohaterów, ale ich przeżycia w których tle znajdą się charakterystyczne zabytki zatopione w promieniach słońca. Dzięki temu urok i czar Włoch stanie się jednym z głównych bohaterów.

To ciepła, sympatyczna i bardzo optymistyczna (mimo pierwszego etapu) powieść, w której każdy z nas znajdzie cząstkę siebie. Mimo, że kierowana przede wszystkim do młodzieży przekona do siebie także czytelnika bardziej doświadczonego. W końcu na drugim planie otrzymujemy ważne wartości, o których nie możemy zapomnieć: śmierć, zagubienie, poczucie braku bezpieczeństwa. A wszystko to zrównoważone i pomyślnie napisane - tak by nie zalewać nas potokiem łez, a jedynie falą przyjemnego wzruszenia.

"Love & Gelato" to urok i czar. Idealna na lato, jesień i zimę: rozgrzeje serce każdego czytelnika i bez wątpienia znajdzie miejsce wśród ulubionych powieści Wielu z Was. Dla mnie również to książka, którą na pewno przeczytam jeszcze nie jeden raz, bo przyciąga do siebie przyjemną historią i zapewnia opowieść, która zamyka w sobie wszystko to co najważniejsze: miłość, piękne miejsca oraz emocje.

sobota, 10 marca 2018

"Roar" Cora Carmack

"Roar" Cora Carmack, Tyt. oryg. Roar, Wyd. Dolnośląskie, Str. 376

"Jestem tu. Chcę to robić. Muszę to robić."

Los zawsze ma w zanadrzu kilka niespodzianek, które mogą nie przypaść do gustu samym zainteresowanym. Potrafi mieszać, mącić i rzucać kłody pod nogami nawet tym, którym w życiu już na starcie nie było łatwo. Główna bohaterka powieści "Roar" na własnej skórze przekonała się jak to jest walczyć z przeciwnościami losu i dźwigać na barkach wielkie brzemię odpowiedzialności.

Aurora to bohaterka, która idealnie pasuje do roli jaką zaaranżowała jej Cora Carmack. Mądra i pewna siebie dziewczyna od pierwszych stron łapie kontakt z czytelnikiem. W jej osobowości zamknięte zostały dwie najważniejsze cechy charakteru, które wyróżniają bohatera z tłumu - uczuciowość nieprzekłamana lekkomyślnością i inteligencja, która pomaga jej stawiać czoła wyzwaniom. Nie ukrywam, że doskonale bawiłam się śledząc jej losy i trzymałam kciuki w najtrudniejszych sytuacjach.

Fabuła graniczy z powieścią fabularną, przygodową i nawet nutą miłosnych perypetii. Główna bohaterka, jedyna dziedziczka królewskiego rodu od dziecka wiedziała co ją czeka. Przygotowywała się do roli potężnej władczyni królestwa Pavanu i robiła wszystko by ukryć brak daru, który pozwoliłby jej zapewnić bezpieczeństwo swoim poddanym. Mając jednak u boku matkę, która aranżuje jej małżeństwo Aurora jest pewna, że mimo wszystko da się utrzymać w tajemnicy ten wstydliwy sekret. Nikt jednak nie podejrzewa, że Cassius nie jest do końca tym, za kogo się podaje. Tak właśnie rozpoczyna się historia pełna przygód i zaskakujących zwrotów akcji od której nie sposób się oderwać.

Historia jest niezwykle klimatyczna i przez to - wiarygodna. Wykreowany świat wciąga bez reszty, hipnotyzuje drobiazgowością dostrzegalną w opisach, których nie skąpi autorka i intryguje wierzeniami ludu. W centrum tego wszystkiego pojawiają się główni bohaterowie z krwi i kości, którzy skrywają własne sekrety i żyją pod dyktando podstępnego losu, który raz za razem rzuca ich w wir nieoczekiwanych zwrotów akcji. To spory plus tej historii, która we wstępie i finale niemal gna na złamanie karku. Jedynie punkt centralny powieści jakby stopuje z dynamiką fabuły, ale nie stanowi to problemu: jedynie pomaga czytelnikowi zatrzymać się przy konkretnych wydarzeniach i z bliska przyjrzeć się efektom magii. 

Cora Carmack pozytywnie mnie zaskoczyła. Lekkość stylu i swoboda z jaką pisała o kolejnych wydarzeniach sprawiły, że "Roar" okazała się niezwykle sympatyczną powieścią. Pisana z perspektywy trzecioosobowej narracji wnika w umysły bohaterów i wyszukuje sekrety magicznego świata, jednocześnie proponując czytelnikowi odkrywanie soczystych tajemnic i intryg królewskiego dworu. To powieść o sile marzeń, determinacji i miłości, która tym razem jedynie zaznaczyła swoją obecność. Co będzie dalej? Czas pokaże w kontynuacji obok której na pewno nie przejdę obojętnie.

czwartek, 8 marca 2018

"Cinder i Ella" Kelly Oram

"Cinder i Ella" Kelly Oram, Tyt. oryg. Cinder & Ella, Wyd. Dolnośląskie, Str. 344

"Potrzebujesz dobrych rzeczy w swoim życiu, żeby zrównoważyć te złe."

Bajka o Kopciuszku to historia pełna miłosnych uniesień i spełnionych marzeń. Pozwalająca zupełnie inaczej spojrzeć na przyszłość i zapewnić, że szczęśliwe zakończenia również mają rację bytu. Jednak... czy to faktycznie tylko historia bez podparcia w rzeczywistości? A może spróbować przerzucić wydarzenia do realnego świata i zobaczyć jak wszystko się potoczy?

"Cinder i Ella" to swobodna, współczesna interpretacja bajki o Kopciuszku, która niezwykle mnie urzekła. Rozpoczęło się od bohaterów z krwi i kości, którzy zaciekawili mnie swoimi postawami a skończyło na swobodnym stylu autorki, który śmiało prowadził mnie przez nieprzekłamane wydarzenia - realne i konkretne, bez słodkiej otoczki kłamstw i niedomówień. Dzięki temu otrzymałam historię mocną w swoim przekazie, ponieważ nawiązującą do kilku ponadczasowych prawd a jednak przyjemną i lekką niczym piórko.

Wszystko rozpoczął wypadek, w którym uczestniczyła Ella i jej mama. Dziewczyna mimo obrażeń  wyszła z wypadku obronną ręką, ale niestety straciła najbliższą sobie osobę. Liczne rehabilitacje i dni spędzone na sali szpitalnej przeszły w kolejne smutne dni, gdy Ella trafiła pod opiekę ojca widzianego ostatnio dziesięć lat temu i macochy z jej dwiema córkami. I chociaż próbuje odnaleźć się w tym wszystkim - nowa rodzina nie ułatwia jej adaptacji. Dlatego Ella powraca do anonimowego przyjaciela, Cindera, który jako jedyny jest stałym punktem w jej życiu.

Czy właśnie w tym momencie pojawia się płomienny romans rodem wyciągnięty z disneyowskiej adaptacji? Co zaskakujące - nie. Otrzymałam powieść, która niezwykle mnie zaskoczyła zrywając ze wszystkimi utartymi schematami. Autorka postawiła na realność nie tylko bohaterów, ale i samych wydarzeń dzięki czemu akcja została wzbogacona w dwa pierwszoplanowe wątki: szczerą przyjaźń, która polega na wzajemnej akceptacji i zrozumieniu, na rozmowach i nawet chwilach milczenia oraz rodzinnych więzach, które tylko w pierwszych chwilach wydają się z góry przegrane.  Kelly Oram ze swobodą i lekkością pokazała mi jaką wartość ma otwarta i niewymuszona rozmowa, która pozwala zrozumieć racje każdej ze stron i spojrzeć na rozgrywane wydarzenia z różnych punktów widzenia. To dodało powieści realności, wiarygodności którą bez żadnych problemów można przełożyć na wydarzenia realnego świata.

W poszukiwaniu mądrych i racjonalnych bohaterek oraz powieści dla młodzieży, gdzie romans nie jest punktem centralnym warto zwrócić uwagę na "Cinder i Ella". Zabawna i poruszająca historia budowania rodzinnych więzów w wykonaniu Kelly Oram wypadła zaskakująco dobrze i okazała się być dla mnie sporą lekcją życia. Mam nadzieję, że nie przejdziecie obok tej książki obojętnie, bo ona absolutnie na to nie zasługuje. Polecam!

wtorek, 5 grudnia 2017

"Gdy słowa zawodzą" Julie Buxbaum

"Gdy słowa zawodzą" Julie Buxbaum, Tyt. oryg. What To Say Next, Wyd. Dolnośląskie, Str. 302

"Jestem tak bezużyteczna, jak się czuję."

Czy można jednoznacznie powiedzieć co odstrasza innych, a co przyciąga? Choroba czasami jednoczy, a w innym przypadku - skazuje na samotność. Julie Buxbaum podjęła się wyjaśnienia zagadki tego nieoczywistego zjawiska pokazując czytelnikowi, że życie nie jest ani czarne, ani białe.

David, jeden z bohaterów powieści, cierpi na zespół Aspergera. Tym samym nie ma przyjaciół, a wszyscy dookoła postrzegają go jako wyrzutka społeczeństwa. Wyśmiewając się z chłopaka i odrzucając go ze swoich ściśle wybieranych grup skazują na życie w samotności i odrzuceniu. Jednak David nie poddaje się tak łatwo - stworzył swój mały, prywatny świat, by móc czuć się w nim dobrze. Zakładając słuchawki na uszy z muzyką dopasowaną do każdej minuty nie musi słuchać gwaru na szkolnych korytarzach czy niewybrednych wyzwisk kierowanych w jego stronę. To wyjątkowy bohater, wykreowany z fantastycznym pomysłem. Od początku do końca postać Davida przyciąga uwagę, intryguje i zmusza do myślenia - to bohater, który stanowi idealny przykład do zrozumienia jego problemu z otwartą (pierwszoosobowa narracja) analizą psychologiczną umożliwiającą wejście w głąb problemu.

Po drugiej strony historii stoi Kit. Dziewczyna, która wkracza w życie Davida bez żadnej zapowiedzi. Pewnego dnia siada obok niego podczas lunchu i wprowadza w ich wspólne życie zmiany. Jej idealne życie legło w gruzach wraz z dniem gdy zginął jej ojciec. Kiedyś była idealną kopią swoich rówieśniczek, a dziś nie potrafi już wrócić do życia, którym żyła. Nie bawią jej trywialne tematy, a słowa nie wychodzą z jej ust tak łatwo jak kiedyś. To obecny stan skłonił ją do zajęcia miejsca obok Davida - miała nadzieję, że nie będzie musiała nic mówić. A jednak nawiązała z nim kontakt, a on sam okazał się kimś zupełnie innym niż myślała. Julie Buxbaum zestawiła ze sobą chorobę znaną, ale wciąż traktowaną po macoszemu -bez przerysowania i zbędnego wyolbrzymiana ukazała problemy człowieka cierpiącego na zespół Aspergera łącząc go z nastolatką o życiowych problemach. Kit również doskonale odnalazła się w swojej roli, ukazała (również za sprawą pierwszoosobowej narracji), ogrom tragedii jaka na nią spadła oraz podejście do choroby Davida od strony ściśle naturalnej. Nic w relacji tej dwójki nie było wymuszone, dzięki czemu realność rozgrywanych wydarzeń okazała się największym atutem tej książki.

Narracja podzielona na Davida i Kit jednocześnie oddaje ich tok rozumowania. Widoczne różnice w podejściu do jednej sprawy pokazują, że nic nie jest takie oczywiste jak nam się wydaje. Świat nie jest zero jedynkowy i choć każdy zmaga się z własną tragedią - dla pobocznego obserwatora może ona być zupełnie inaczej postrzegana. Autorka w lekki i delikatny sposób pokazała, że poważna choroba wcale nie musi skreślać człowieka, że warto się śmiać i czerpać z życia garściami. W nieoczekiwany sposób Julie Buxbaum zachwyciła mnie pomysłem na fabułę i humorem z jakim podeszła do tematu. Wzajemne przeplatanie się trudnych tematów i radosnych chwil pozwoliło powieści nabrać barw prawdziwego życia, bez wyolbrzymiania i przekłamywania prawdy - płynęła, a wraz z nią czytelnik, który sam odszukiwał w tekście odpowiedzi na własne pytania.

"Gdy zawodzą słowa" to doskonały przykład powieści młodzieżowej po którą warto sięgać. Chociaż nie wyciska z oczu łez, nie przytłacza lawiną emocji to intryguje i zmusza do myślenia. Wartościowy motyw przewodni okraszony został dawką subtelnego poczucia humoru i swobodą z jaką płynie akcja. Jestem pewna, że wielu czytelników odnajdzie się w powieści, szczególnie tych, którzy po lekturze "Coś o tobie i coś o mnie" wiedzą, że autorka potrafi pozytywnie zaskoczyć.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

"Ten nowy" Tracy Chevalier

"Ten nowy" Tracy Chevalier, Tyt, oryg. New Boy, Wyd. Dolnośląskie, Str. 232

"Jakim cudem on znosi tyle zainteresowania?"

Z okazji przypadającej w 2016 roku 400. rocznicy śmierci Szekspira brytyjski wydawca Hogarth Press zaprosił do współpracy bestsellerowych pisarzy. Tak powstał Projekt Szekspir w którym każdy autor przekłada wybraną powieść na współczesną historię. Utrzymaną oczywiście w klimacie pierwowzoru. 

Współczesna interpretacja "Otello" Tracy Chevalier to piąta już uniwersalna historia dramaturga wszech czasów opowiedziana na nowo. Pierwsza historia "Zimowa opowieść" spod pióra Jeanette Winterson oczarowała mnie pomysłem i wykonaniem, dlatego do tamtej pory nie ominęłam ani jednej książki wydanej w serii. Jedne były lepsze, drugie gorsze - ale o żadnej nie mogę napisać by była zła. Dużo zależy od twórczości wybranego autora, jego stylu i wyobraźni. Jeśli chodzi o Tracy Chevalier - nigdy nie czytałam żadnej jej książki, więc nie nastawiałam się na nic. Pozwoliłam, by jedną z moich ulubionych serii porwała mnie i sama do siebie przekonała. 

Czy jej się udało? Zdecydowanie tak, bo lekkie pióro poprowadziło mnie przez równie lekką historię. Zaskoczyła mnie jednak wiekiem bohaterów, bo głównym bohaterem okazał się jedenastoletni chłopiec. Akcja rozgrywa się w latach siedemdziesiątych, w których dyplomata z Ghany przeprowadza się z rodziną na przedmieścia Waszyngtonu. To stanowi początek dla całej fabuły, ponieważ pretekst przeprowadzki pozwolił jego synowi, Osei, odnaleźć przyjaźń z najpopularniejszą dziewczynką w klasie. 

Niestety - życie nie jest łatwe, o czym Osei bardzo szybko się przekonał. Jako jedyny czarnoskóry uczeń, w dodatku przyjaźniący się ze szkolną gwiazdą, musiał zmierzyć się z pasmem niepowodzeń. A przecież miał dopiero jedenaście lat. Jednak nie od dziś wiadomo, że dzieci potrafią być okrutne. Autorka powołując się do współczesnych problemów dyskryminacji oddała na ręce czytelnika bardzo emocjonującą powieść o trudach młodego życia, w którym zazdrość mocno konkuruje z dziecięcymi marzeniami. Początkowo nie byłam przekonana czy wiek bohaterów jest słuszny i czy odnajdę się w tej historii, ale teraz - już po lekturze - wiem, że autorka nie mogła postąpić lepiej. Nikt nie opowie historii lepiej od dziecka, ze swoją szczerością i naiwnością wobec świata, bez koloryzowania prawdy.

Przyznaję, że "Ten nowy" to dla mnie jedna z lepszych powieści w projekcie. Napisana dosadnie i utrzymująca nawiązanie do ponadczasowych wartości doskonale oddaje historię z "Otella" a jednocześnie tworzy również nową powieść. Ciekawi, intryguje i przede wszystkim poucza - niewielka liczba stron nie była tutaj żadnym problemem. Wystarczył za to jeden wieczór abym mogła poznać piękną i pouczającą opowieść o dziecięcej przyjaźni, którą można bez trudu przełożyć na dorosłe życie.

wtorek, 8 sierpnia 2017

"Pragnienie" Jo Nesbø

"Pragnienie" Jo Nesbø, Tyt. oryg. Tørst, Wyd. Dolnośląskie, Str. 464

"Szaleniec? Tępe durnie, wszyscy durnie co do jednego[…]. On miał dokładnie taką osobowość, jakiej pragnął. Bo skoro istnieje napój, czy jest coś przyjemniejszego, bardziej racjonalnego i normalnego niż odczuwanie pragnienia?"

W ścisłym gronie moich ulubionych pisarzy od dawna przejawia się nazwisko Nesbo - za jego talent, pomysł i fabuły od których nie sposób się oderwać. "Pragnienie" wciąż pozostawało w zasięgu mojego wzroku, ale niewiele było czasu by móc w końcu sięgnąć po lekturę. Jednak gdy nareszcie znalazłam chwilę by się zdecydować nic nie było w stanie oderwać mnie od lektury. 

Harry Hole powrócił po trzyletniej przerwie w najnowszej książce autora. Jo Nesbo długo kazał czekać swoim fanom na jedenasty tom serii, ale myślę, że się opłaciło, bo historia ani na moment nie zeszła z drogi wyznaczonej przez autora. Rozpoczęło się jak zawsze - z przytupem, gdy młoda kobieta po powrocie z randki internetowej pada ofiarą brutalnego morderstwa. Liczne ślady na jej ciele wskazują, że morderca doskonale bawił się podczas całego aktu co przypadło do gustu mediom - rozgłosiły sprawę na cały świat i przedstawiły tragedię według własnej interpretacji. By zapobiec kryzysowi i odnaleźć mordercę policja decyduje się na ostateczny krok: przywołać do służby ustatkowanego już Harry'ego, który nie ma ochoty na powrót. Jednak dawne nawyki dają o sobie znać. Czy zatem najlepszy z najlepszych odkryje zagadkę, która powiązana jest ze sprawą sprzed lat?

Zastanawiacie się na pewno, czy serię można czytać z podziałem na poszczególne tomy. Można. Sama rozpoczęłam przygodę z twórczością Nesbo bez zachowania chronologii wydania i nie narzekam. Jednak musicie mieć świadomość, że obecna fabuła "Pragnienia"w dość intensywny sposób nawiązuje do wydarzeń z "Policji" i chociaż bez znajomości poprzedniego tomu można również delektować się fabułą - w tym przypadku fanów odsyłam najpierw do wcześniejszej historii. Harry balansując na granicy walki o własną przyszłość oraz zamiłowania do gonitwy za mordercą decyduje się wrócić do sprawy. Czy słusznie? Zdecydowanie. Nikt inny nie odnalazłby się w tej roli tak dobrze i gdyby autor w jakimś nieoczekiwanym zabiegu literackim zdecydował się pociągnąć serię z innym bohaterem pierwszoplanowym - zdecydowanie nie byłoby to już to samo.

Chociaż od poprzedniej części minęło kilka lat Nesbo nie wyszedł z wprawy. Napisał powieść zaskakującą i niezwykle wciągającą. Oslo ponownie przyćmiło blaskiem tajemnicy i morderczych demonów przeszłości. Klimat norweskiego kryminału z precyzją działań kryminalnych ponownie powalił mnie na kolana - autor z dbałością o szczegóły nakreślił dogłębne portrety psychologiczne głównych bohaterów oraz podzielił akcję na poszczególne etapy, by pozwolić czytelnikowi zagłębić się w fabułę i w najmniej oczekiwanym momencie wstrzymać oddech z zaskoczenia. Nesbo po raz kolejny udowodnił, że kryminalna intryga nie ma dla niego tajemnic i operując znaczącym językiem oraz wielką wyobraźnią stworzył historię mordercy bez żadnych granic.

"Pragnienie" to idealny przykład norweskiej powieści na najwyższym poziomie. Najnowszej książce autora absolutnie niczego nie brakuje - dynamiczna akcja, nieoczekiwane zwroty akcji i przede wszystkim Harry Hole. Przenika do krwi i wciąga na wiele długich godzin. Oto Jo Nesbo jakiego znam i kocham.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

"Słońce też jest gwiazdą" Nicola Yoon

"Słońce też jest gwiazdą" Nicola Yoon, Tyt. oryg. The Sun is Also a Star, Wyd. Dolnośląskie, Str. 336

"- Nie wierzę w miłość.
- Miłość to nie religia - odpowiada. - Istnieje bez względu na to, czy w nią wierzysz, czy nie."

Natasza mieszka w Stanach od ósmego roku życia. Jednak nie tutaj są jej korzenie - jej rodzinny dom znajduje się na Jamajce. Nielegalny pobyt jej rodziny zostaje w końcu zdemaskowany a wszyscy - deportowani. Dziewczyna nie wierzy we własnego pecha, bo w jednym czasie przytrafiło się kilka tragedii jednocześnie - deportacja, zdrada jej chłopaka i porzucenie wiary w miłość. Czy może być jeszcze gorzej?

Autorka pokazała się przy pierwszej swojej powieści "Ponad wszystko" z bardzo pozytywnej strony. Także jej najnowsza powieść niesie ze sobą nie tylko dobrą historię, ale również nawiązuje do nie często przypominanych wartości, Natasha w dniu deportacji dowiaduje się, że istnieje ceń szansy na to, by zapobiec tragedii. Decyduje się skorzystać z rady prawnika i poznaje tam drugiego narratora powieści - Daniela, którego życie od początku do końca zostało zaplanowane przez jego rodziców. To jedna podstawowa zasada, która łączy głównych bohaterów: brak zdecydowania na to by przerwać nić rodzicielską i zacząć żyć w końcu własnym życiem. Nie mogę jednak napisać, że mam to za złe bohaterom. Wręcz przeciwnie! Bardzo łatwo przyszło mi zrozumienie ich emocji i podejścia do całej sytuacji dlatego z dużym zaciekawieniem śledziłam rozwój fabuły.

Gdybym mogła czytać w Waszych myślach na pewno wychwyciłabym jedno słowo: "Banał". Czy nie o tym pomyśleliście czytając o czym jest ta książka? Zupełnie niepotrzebnie, bo chociaż fabuła faktycznie opiera się na młodzieżowym wątku to jest w tej historii również delikatnie nakreślona głęboka myśl, która wznosi powieść Yoon na wyższy poziom. Bo historia tak naprawdę zaskakuje na każdym kroku. Zaczynając jednak od początku musicie wiedzieć, że akcja opiera się wyłącznie na jednym dniu - a jednak nie ma tutaj ani momentu nudy. Liczne wstawki między rozdziałami umożliwiają spojrzenie na fabułę z szerszej perspektywy i zachęcają nasze szare komórki do mylenia - by samemu zrozumieć jaka przyszłość czeka bohaterów. 

Swobodnie prowadzona fabuła pokazała mi, że pod postacią lekkiej akcji można ukryć naprawdę wartościowe przesłanie. Jednodniowa akcja, przypadkowe spotkanie i nowa znajomość to nic w porównaniu do kluczowych tematów tej historii - religijności, emigracji, rasizmowi i walce o przetrwanie w świecie, który robi wszystko by nam zaszkodzić. I chociaż wydaje się, że obrane tematy przytłoczą fabułę wcale tak nie jest - podobnie jak cudowna szata graficzna książka jest jednym wielkim pozytywem i nadzieją na lepsze jutro.

Dobrze wykreowani bohaterowie prowadzą czytelnika przez jeden bardzo wyjątkowy dzień. Po raz drugi Nicola Yoon pokazała, że potrafi napisać powieść młodzieżową z konkretnym przesłaniem, które bardzo łatwo można przełożyć na współczesne czasy. Jestem pod wrażeniem w jak sprytny sposób zmieszała ze sobą trudne tematy i lekkość samej historii. Bo nie jest to absolutnie książka ciężka czy wymagająca - wręcz przeciwnie! Jest nadzieją na lepsze jutro. Jesteście ciekawi jak jeden przypadek może odmienić czyjeś życie? Podejmiecie próbę zrozumienia przyszłości głównych bohaterów? Czeka Was niezwykle pomysłowe wyzwanie idealne na lato!

wtorek, 4 lipca 2017

"Miłość ze snu" Lucy Keating

"Miłość ze snu" Lucy Keating, Tyt. oryg. Dreamology, Wyd. Dolnośląskie, Str. 280

"Widziałam, że im szybciej zasnę, tym szybciej się obudzę i znowu spotkam mojego chłopaka ze snów."

Sen to moja ulubiona pora dnia. Nie żartuję. Wiem co sobie myślicie - zwariowała i pisze od rzeczy. Ale ja mam pełną świadomość moich słów: uwielbiam noc, ale sen jest dla mnie czymś zupełnie odrębnym i kiedy przychodzi czas na spanie, nie mogę się doczekać tego niezbędnego dla mnie relaksu. Dlatego tak bardzo lubię motyw snu w literaturze: "Wyśnione miejsca", "Pożeracz snów" i teraz "Miłość ze snu" to lektury, które lubię najbardziej.

 Lucy Keating zaskoczyła mnie swoją książką. Liczyłam na dobrą młodzieżówkę z zabarwieniem romantycznym, ale dostałam coś znacznie lepszego. Dojrzałą historię dopracowaną w każdym szczególe. Alicja, główna bohaterka książki, żyje tylko dla swoich snów. W nich może zwiedzać świat i poznawać wszystko o czym tylko zamarzy, także te nierealne istoty czy krainy - otwiera się przed nią perspektywa nieograniczonych możliwości. I choć samo to jest już wielką przygodą, to dla Maksa Alicja wciąż chce powracać do krainy swoich snów. Chłopak towarzyszy jej na każdym kroku i choć jest wyśniony, wydaje się niezwykle realistyczny. Czy zatem można go dostrzec na jawie czy Maks na zawsze zostanie tylko snem?

Powrót do rodzinnego domu jest przełomowym punktem w życiu dziewczyny. Nowa szkoła miała być dla niej największą przeszkodą do pokonania, ale nie spodziewała się, że spotka w niej swojego Maksa. Może nie do końca jej, bo chłopak, który do złudzenia przypomina tego ze snów w ogóle jej nie poznaje. I jak na złość - ma dziewczynę. Cała ta sytuacja mogłaby okazać się słodkim melodramatem, gdyby nie rewelacyjna kreacja głównych bohaterów. Alicja to urocza nastolatka z charakterem, której uwagi wywołują u czytelnika szczery uśmiech. Bardzo łatwo odnalazła się w całej sytuacji i nie dała się wyprowadzić z równowagi - działała skutecznie i z logicznym rozumowaniem, co nie jest wcale takie oczywiste u nastoletnich bohaterek. Może jedynie Maks wydał mi sie trochę zbyt idealny, ale czy nie o to chodzi, by szukać w powieściach swoich ideałów?

Chociaż fabuła jest łatwa i przyjemna, a książka sama w sobie liczy właściwie niewiele stron, to czyta się ją z dużym zaangażowaniem. Keating udało się wszystko sprawnie dopracować i wyjaśnić motyw snów na przestrzeni tych niewielu kartek i pokazać przy tym same sny głównej bohaterki. Dzięki czemu w książce dzieje się naprawdę wiele, akcja jest szybka i dynamiczna, ale nim się obejrzymy - książka dobiega końca. Trochę żałuję, bo chciałabym poznać jeszcze trochę przygód tej dwójki, ale sami wiecie: co za dużo, to nie zdrowo.

Magiczny klimat snów dopełnił tutaj dzieła. Jestem pod urokiem lektury "Miłości ze snu" i uważam, że to naprawdę dobra powieść młodzieżowa. Czyta się ją z dużym zaangażowaniem, a mnogość wątków zaskakuje - jest romans, jest tajemnica, jest też bezkresna kraina snów. Czy można chcieć czegoś więcej? Według mnie autorka doskonale się spisała i mam nadzieję, że dacie się namówić na romantyczną przygodę w krainie snów. Polecam!

poniedziałek, 3 lipca 2017

"Szukam Cię, Zoe" Alyson Noël

"Szukam Cię, Zoe" Alyson Noël, Tyt. oryg. Saving Zoe, Wyd. Dolnośląskie, Str. 278

"Jakie to cudowne mieć ją z powrotem; tak cudowne, że gaszę światło i zamykam oczy, ocalając Zoe na kolejny dzień."

Alyson Noël znam od strony typowo młodzieżowej. Jeszcze w pamiętnych czasach, gdy królowały powieści paranormalne, ta autorka wiodła prym. Dziś przyszła do swoich czytelników z propozycją młodzieżówki, ale w trochę poważniejszym wydaniu. Czy sobie poradziła? Postanowiłam to sprawdzić.

Zaskoczył mnie sam początek fabuły, bo przyznaję, że właściwie nie zapoznałam się z opisem na okładce, tylko po prostu zaczęłam czytać. Byłam przekonana, że tytułowa Zoe będzie również główną bohaterką. I po części tak się stało, ale tylko we wspomnieniach jej siostry, bo Zoe odeszła w nastoletnim wieku i pozostawiła swoją siostrę Echo samą. To właśnie motyw przewodni tej powieści - ból po stracie ukochanej osoby i próba odnalezienia się w świecie, który na naszych oczach zmienił się nie do poznania.

Historia została napisana lekko i bardzo przystępnie. Proste zdania, nieskomplikowane wydarzenia i realni bohaterowie pozwolili wysunąć się na pierwszy plan emocjom związanym z całą tą sytuacją. Nie jest łatwo stracić siostrę, szczególnie w tak młodym wieku. Echo relacjonując swoją historię z punktu pierwszoosobowej narracji całkiem dobrze oddaje ogrom tragedii, jednocześnie nie budząc wielkich emocji - rozumiałam jej stratę i to z czym się borykała, ale jednocześnie nie czułam się wstrząśnięta prezentowaną opowieścią ani nie miałam potrzeby uronienia łez nad stratą Echo.

Na pewno mogę potwierdzić, że siostra zmarłej bohaterki to ciekawa postać. Polubiłam ją i chętnie śledziłam jak toczy się jej życie po stracie Zoe. Powieść o Echo stała się tym ciekawsza, że dziewczyna z dnia na dzień została sama, bo straciła nie tylko siostrę, ale i rodziców, którzy popadli w życiowe otępienie. Ciężko się o tym czytało i miałam kilka razy ochotę potrząsnąć dorosłymi postaciami w tej lekturze, bo nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to nastolatki są tutaj znacznie mądrzejsze. 

Gdy Echo trafiła do nowe szkoły - zaczynają się kłopoty. Trudno było się przystosować i odnaleźć w nowej sytuacji a jak na złość los podrzucał pod jej nogi kolejne kłody. Przełomowym punktem w fabule okazało się pojawienie Marca - chłopaka Zoe, który był w posiadaniu pamiętników zmarłej dziewczyny. Razem więc z Echo postanowił prześledzić na nowo przebieg życia Zoe i to co odnajdują w środku okazuje się wielką lekcją życia dla każdego z bohaterów.

"Szukam Cię, Zoe" to lekka, niezobowiązująca lektura, choć nacechowana większymi emocjami i nawiązująca do trudniejszego tematu. Poszukiwanie siebie i powrót do przeszłości jak się okazało mogą być zbawiennymi krokami ku lepszej przyszłości. Czy Noel pokazała się z lepszej strony? Trudno jednoznacznie stwierdzić - jej nowa książka jest dobra, ale nie idealna. Chociaż fabuła jest ciekawa to nie wnosi nic szczególnego do życia czytelnika nawet biorąc pod uwagę tragiczne wydarzenia. To dobra lektura do poczytania w wolnej chwili, ale nie taka, która mogłaby zwalić z nóg. Polecam fanom autorki i miłośnikom lekkich powieści młodzieżowych.

niedziela, 19 marca 2017

"Coś o tobie i coś o mnie" Julie Buxbaum

"Coś o tobie i coś o mnie" Julie Buxbaum, Tyt. oryg. Tell Me Three Things, Wyd. Dolnośląskie, Str. 304

Wiem o czym myślicie. Okładka - do schrupania. Prawda? Od razu przyciąga wzrok. Aż chce się po nią sięgnąć i zajrzeć do środka by przekonać się czy wnętrze jest również takie apetyczne.

Powieść Julie Buxbaum to typowa historia młodzieżowa, skierowana do tych, którzy mają ochotę na coś lekkiego i przyjemnego. Utrzymana w niezwykle sympatycznej atmosferze nawiązuje do problemu, który w gruncie rzeczy mógłby przydarzyć się każdemu z nas. Zatem pojawia się pierwszy pozytyw - realna historia, możliwa do zrozumienia.

Jessie, główna bohaterka, ma pecha w życiu. Właśnie trafiła do obcego miasta, w którym kompletnie nie może się odnaleźć. Samotna w obcym, nieznanym domu trafia do jeszcze gorszej szkoły, w której nie ma ani jednej życzliwej osoby. I gdy dziewczyna traci już wszelkie nadzieje na normalne życie - otrzymuje e-mail od tajemniczej osoby. Ich korespondencja: pełna zrozumienia, ciepłych słów i wzajemnego budowania przyjaźni zmienia się w namacalną nić porozumienia. Tylko jest jeden problem: to wirtualna przyjaźń, którą czas przerzucić na realny świat. Tylko czy Jessie i jej tajemniczy nieznajomy są na to gotowi? Trudna sprawa, bo Jessie jest przesympatyczną bohaterką i kibicowałam jej w całej tej pokręconej historii bardziej niż mogłam przypuszczać. Jednak obawiałam się przeniesienia jej znajomości do realnego świata. Sami wiecie - czasami druga osoba zza ekranu może okazać się kimś zupełnie innym. Trudno wyobrazić sobie gorsze zakończenie dla dziewczyny, która przeszła w życiu tak wiele.

Oczywiście mamy tutaj powieść, która w żaden sposób nie zagraża naszej bohaterce, co nie zmienia faktu, że poruszony został bardzo ważny temat budowania własnego charakteru. Bywa tak, że pisanie lepiej wychodzi niż mówienie, więc łatwiej jest budować pozory. Autorka bardzo lekko nakreśliła problem ówczesnego społeczeństwa - poprzez technologię do prawdziwego świata. Fabuła nakreślona lekkim, przyjemnym językiem ani na moment nie zeszła na moralizatorki ton, którego możecie się obawiać. Nic z tych rzeczy, to przede wszystkim niezwykle sympatyczna powieść o trochę pokręconym życiu prostej dziewczyny. Jessie nie jest idealna, ma pewne wady, których nie da się skorygować, a jednak stanowi wzór do naśladowania, gdy z podniesionym czołem stawia światu wyzwanie,

Historię bohaterki śledziłam z czystą przyjemnością i wielkim zaangażowaniem. Autorka fantastycznie nakreśliła nutę tajemnicy nad nieznajomym adresatem wiadomości i skłoniła mnie do poszukiwania osoby, która za tym wszystkim stoi. Przyznaję, że Buxbaum naprawdę się do tego przyłożyła, bo na zakończenie spotkała mnie miła niespodzianka. Stopniowo nawiązywana relacja między tą dwójką wprowadza wiele niewiadomych, przez co bardzo łatwo wytypować kilku podstawowych podejrzanych, ale w rezultacie tajemniczym adresatem może być każdy. I choć sam czytelnik w oka mgnieniu rozpozna tajemniczego "ktosia", nie ominie go dobra zabawa i przyjemna lektura.

"Coś o tobie i coś o mnie" to słodko-gorzka opowieść o urokach samotności. Czasami brakuje nam wyłącznie kogoś z kim moglibyśmy porozmawiać i wyrzucić z siebie to co nas dręczy. Potrzebujemy zrozumienia i oparcia, o czym rewelacyjnie napisała autorka w swojej powieści. I choć to subtelna, lekka i niezobowiązująca historia dla każdego - ma w sobie pewien urok tych lektur, w których możemy doszukać się drugiego dna. Jedynie pozostaje nuta żalu, że czyta się ją tak szybko. Bez cukru, z subtelnymi schematami do przełknięcia i bardzo sympatyczną bohaterkę - powieść idealna dla każdego.

"Maestro" Geir Tangen

"Maestro" Geir Tangen, Tyt. oryg. Maestro, Wyd. Dolnośląskie, Str. 320

Po raz kolejny napiszę: Norwegia ze swoim klimatem to idealne miejsce do rozgrywania wydarzeń kryminalnych. Tangen to wykorzystał i napisał zaskakująco dobrą powieść. Jednak czy powinnam się dziwić? Przecież norweskie kryminały od lat są tymi najlepszymi.

Haugesund, miejsce akcji, to malownicza miejscowość, która stanowi tło akcji. Niewiele dowiedziałam się na temat tej miejscowości, bo autor raczej nie zagłębiał się w jej opisy, ale nawiązywał do niej wystarczająco często, by przywołać klimat małomiasteczkowej społeczności. W gronie mieszkańców pojawił się także Viljar - główny bohater powieści wzbudzający wiele sprzecznych emocji. 

Viljar jest dziennikarzem, którego dotknęło wypalenie zawodowe. Na samym początku nie przekonał mnie do siebie swoim narzekaniem i depresją. Sam doprowadzał swój umysł do przywoływania nieistniejących lęków i zakrawających na absurd sytuacji. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy po jego poznaniu to pytanie, czy aby na pewno mam do czynienia z kimś poważnym. Bo czy tak zachowuje się rasowy dziennikarz? Gdy otrzymuje e-maile obiecujące samosąd praktycznie nie reaguje, zbywając całą sytuację wzruszeniem ramion. Ale gdy tajemniczy nadawca realizuje swój plan, w głowie Viljara w końcu pojawia się chęć działania. I w tym momencie bohater dynamicznie przeskakuje z nijakiej postaci do pierwszoplanowego głównego śledczego, w którego śledztwie aż chce się uczestniczyć.

To wielki plus tej powieści - dynamizm nie tyle Viljara, co i akcji, która rozpoczyna się bardzo klasycznie: najpierw powolna, niemal przestojowa opowieść o tym jak wiele złego ofiaruje nam świat i nagle tragedia, która otwiera wszystkim oczy. Gdy na pierwszy plan wkracza Maestro, rozpoczyna się prawdziwa symfonia. Morderca ma wszystko idealnie zaplanowane i aż strach pomyśleć do czego jeszcze jest zdolny, bo igra sobie z policjantami jak mu się tylko podoba. Bez wątpienia dziennikarza i mordercę łączy nić powiązania, ale Lotta Skeisvoll - prowadząca śledztwo, nie jest w stanie rozgryźć tej zagadki. Więc łączy swoje poszlaki z tymi, które ma dziennikarz i razem rozpoczynają pościg za tajemniczym Maestro.

Geir Tangen utrzymał niebanalny klimat tajemniczości i intrygująco rozwinął swoją fabułę. Zamydlił mi oczy bezbarwnym bohaterem, który okazał się jedynie przykrywką do dynamicznego rozwoju i zaangażował w pościg za szaleńcem. To wszystko ładnie się ze sobą połączyło i zbudowało kompletną całość: z dobrą zagadką, ciekawym zakończeniem i wyrazistymi bohaterami. A w tle - problemy depresji, które mogą dotknąć każdego i o których nie powinno się zapominać. "Maestro" to dynamicznie rozwijający się kryminał, zaskakujący i przenikliwy. Nie da się z nim nudzić. Polecam!

piątek, 10 lutego 2017

"Ostatnia mila" David Baldacci

"Ostatnia mila" David Baldacci, Tyt. oryg. The Last Mile, Wyd. Dolnośląskie, Str. 400

"Prawdę mówiąc, teraz ból nawet sprawiał przyjemność. Jeśli czujesz ból, to znaczy, że żyjesz. To naturalnie może się zmienić."

Trochę potrwało, zanim pojawił się kolejny tom serii pióra Baldacci'ego, a im bliżej było do dnia premiery, tym bardziej nie mogłam się doczekać lektury. Są takie książki, które idealnie trafiają w nasz gust czytelniczy, a seria z detektywem Amosem Deckerem stanowi mój idealny przykład - coś całkowicie niebanalnego w otoczce dobrego kryminału.
  
Seria ma to do siebie, że można czytać ją śmiało bez znajomości wcześniejszych tomów. To rzecz, którą bardzo cenie, bo nie zawsze mam możliwość rozpoczęcia przygody z danym cyklem od pierwszego tomu. W tym przypadku jednak mi się poszczęściło i cieszę się ogromnie, że podążam pokręconą drogą przygód Amosa dosłownie od pierwszej strony. To jedna z tych serii, po którą będę sięgać w ciemno, kiedy tylko pojawi się wizja kolejnych tomów, bo po prostu nie będę mogła tego przegapić - za nic nie ominę kolejnej dobrej przygody.

Amos Decker trochę przypomina mi Sherlocka Holmsa. Nie jest to kluczowe porównanie, więc nie przywiązujcie do niego wagi. To tylko luźna wizja, która pojawiła się w mojej głowie przy pierwszej części cyklu ("W pułapce umysłu"). Główny bohater, detektyw, to postać o tyle niebanalna, że niemal niemożliwa do zaakceptowania - niemal, bo igra sobie z cienką granicą rzeczywistości, jednak ja w pełni kupuję jego postać. Na skutek urazu z przeszłości dziś nie ma rzeczy o której by zapomniał, myśli krążą w jego umyśle nie mając granic i zagrzewają czytelnika do pobudzenia szarych komórek. To doskonała zabawa - gra warta świeczki, w której na równi prowadzimy własne śledztwo razem z Amosem i opierając się na przebłyskach jego pamięci próbujemy ustalić własny przebieg wydarzeń. Główny bohater jest fantastyczną postacią, zbliża się do czytelnika jak tylko to możliwe i choć nie jest łatwo się z nim utożsamić, bo przecież i charakter i talent ma znacznie powyżej przeciętnej, to nie drwi sobie z pobocznego obserwatora a pomaga mu aktywnie uczestniczyć w śledztwie. Uwielbiam go w całego jego osobie - kreacji, charyzmie, otyłej formie sprawiającej, że wydaje się bardziej ludzki.

Postać detektywa przekonała mnie do siebie już w pierwszym tomie, ale to nie jedyne atuty, którymi posługuje się autor. Potrafi rewelacyjnie kreślić sylwetki swoich bohaterów i pomijając samego Amosa warto na moment zatrzymać się przy głównym podejrzanym, oskarżonym o morderstwo swoich rodziców - Melvinie Marsie. To postać z charakterkiem, która dodaje koloru całej fabule swoją nieufnością i grubiaństwem. Można by pomyśleć, że nikt nie ma ochoty zadawać się z podejrzanym o niesamowicie opornym sposobie bycia, ale prawda jest taka, że zaintrygował mnie swoją postacią. Razem z Amosem zbudowali fantastyczną relację, trochę gruboskórną i do dopracowania pomiędzy nimi, ale przez to bardziej wiarygodną.

Przyznaję, że mocno skupiłam się na postaciach, bo to one najbardziej mnie zaintrygowały. Ale nie chcę przy tym umniejszać fabule, która zasługuje na uwagę w równym stopniu co bohaterowie. Rewelacyjnie zaplanowane śledztwo wprowadza czytelnika w wir ślepych zaułków, pościgów i dynamizmu, bez którego całość nie mogłaby zaistnieć. "Ostatnia mila" ma w sobie wszystko to co powinien zawierać doskonały kryminał wymieszany z nutą sensacji - nieoczekiwane zwroty akcji, intrygującą fabułę i całą masę emocji, od których po prostu nie da się oderwać. Jak dla mnie - to powieść jeszcze lepsza od pierwszego tomu. Polecam!

poniedziałek, 2 stycznia 2017

"Burza. Czarci pomiot" Margaret Atwood

"Burza. Czarci pomiot" Margaret Atwood, Tyt. oryg. Hag-seed, Wyd. Dolnośląskie, Str. 328

"Czarci pomiot" to czwarta już lektura w serii Projekt Szekspir. Z okazji 400. rocznicy śmierci Szekspira zaproszono do współpracy znanych i cenionych autorów, którzy podjęli się współczesnego przekładu dzieł wielkiego dramaturga. Powstały już kolejno współczesne interpretacje: "Zimowej opowieści" Winterson, "Kupca weneckiego" Jacobson oraz "Poskromienie złośnicy" Tyler. 

Można by pomyśleć, że współczesna reinterpretacja przytłoczy postać Szekspira. Zawsze jest strach, kiedy ktoś próbuje odtworzyć klasyczne już historie. Sama nie byłam przekonana do całej akcji, ale już pierwsza lektura z serii, czyli "Zimowa opowieść. Przepaść czasu" całkowicie zdobyła moje uznanie. Po tym czytałam kolejno wszystkie wydane książki i każda po kolei czarowała mnie na swój sposób. To wielki gest ze strony wszystkich autorów, że podjęli się naprawdę trudniej rzeczy, bo nie tylko przypomnieli o Szekspirze, ale przede wszystkim zrobili jakby bardziej zrozumiałe przekłady dla tych, którzy zawsze bali się, że nie zrozumieją dzieł autora.

Każdy autor ma swój własny styl i każda historia ma swoje własne przesłanie, więc łącząc to w jedno nie możecie oczekiwać, że każda książka cyklu będzie w pewien sposób do siebie podobna. Nie, to jakby odrębne historie, zupełnie od siebie niezależne i wcale niepodobne do siebie. Mnie rozkochała w sobie "Przepaść czasu" i przyznam, że trochę porównywałam kolejne książki właśnie do niej, ale nie powinnam tego robić, bo wszystkie mają swój indywidualny wydźwięk i są równie dobre. Jeśli chodzi o najnowszą książkę, interpretację Szekspirowskiej "Burzy", czyli "Czarci pomiot" to kieruję wielki ukłon w stronę pani Atwood. Wzorowo odtworzyła klimat, zachowała ciągłość wydarzeń, a jednak napisała jakby nową historię. 

Głównym bohaterem książki jest reżyser, który popada w niełaskę przez knowania i wymysły swojego współpracownika. Jak na złość traci posadę tuż przed wystawieniem "Burzy", która miała być swoistym uhonorowaniem śmierci jego żony i córeczki. Więc gdy głównemu bohaterowi nie pozostaje nic innego - chowa się na uboczu, podejmuje mniej efektowną pracę i popada w rozpacz. Feliks jak to na Szekspira przystało został utrzymany w nurcie postaci tragicznej, która dostała w kość od życia i prezentuje swoją postawą ludzką niedolę. Antwood doskonale utrzymała jego postać w realiach pierwowzoru, bo Feliks dokładnie tak jak mag Prospero pała żądzą zemsty i za nic nie chce odpuścić temu, kto zmarnował jego życie.

"Czarci pomiot" to powieść niesamowita, dobra w każdym calu i trafiająca do serca czytelnika z siłą pocisku. To jedna z lepszych książek, jakie znalazły się w tym cyklu. Świat teatru miesza się tutaj z ludzkimi problemami, gdzie zagubiony mężczyzna pragnie wyłącznie zemsty. Zapominając, że w życiu można kierować się też innymi zasadami. Atwood mocno osadziła swoją powieść w ramach Szekspirowskiej "Burzy" i stworzyła bajeczną reinterpretację powieści, w której sama "Burza" otrzymała pierwszoplanową rolę. To niesamowite, że kolejne książki z serii wychodzą poza wszelkie ramy, zrywają ze schematami ustalonymi przez dramaturga a jednocześnie są utrzymane w jego konwencji. Jestem zachwycona i nie mogę wyjść z podziwu nad pomysłowością i przede wszystkim wielkim talentem autorki. Gorąco polecam - wszystkie tomy z serii!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskie.

wtorek, 29 listopada 2016

"Chemia naszych serc" Krystal Sutherland

"Chemia naszych serc" Krystal Sutherland, Tyt. oryg. Our Chemical Hearts, Wyd. Dolnośląskie, Str. 256

"Kiedy patrzę w niebo, uświadamiam sobie, że jestem zaledwie popiołem po dawno umarłych gwiazdach. Człowiek to zbiór atomów, które przez krótki czas tworzą określony układ, a potem znów się rozpadają. Moja maluczkość przynosi mi pocieszenie."

Po przeczytaniu pierwszych kilku stron powieści miałam w głowie totalny chaos. Aż trudno mi przekazać Wam ile emocji na raz próbowało się przebić do mojej podświadomości, bo spotkałam się z fabułą, jakiej kompletnie się nie spodziewałam. Trochę wyczuwałam tutaj wpływ Greena, którego powieści nie lubię, a który tutaj jedynie zainspirował i zrobił to tak wzorowo, że jestem skłonna dać mu drugą szansę.

Główny bohater - swoją drogą płci męskiej - Henry Page jest tak pokręcony jak jego rodzina. Nie żartuję. Nie jestem pewna kto jest bardziej sympatyczny, chłopak nieprzystosowany kompletnie do otaczającej go rzeczywistości, ukrywający się pod postacią małomównego, wzorowego ucznia czy jego rodzice o zupełnie niespotykanym światopoglądzie. Nie wspominając już o Grace Town - przerażająca, pokiereszowana przez życie, wyrwana jakby z innej rzeczywistości dziewczyna, która trafia do serca Henry'ego z siłą pocisku.

Nie spodziewałam się, że historia poruszy mnie swoją szczerością, błyskotliwością i naprawdę smacznym poczuciem humoru. Wszystko to złożyło się na kompletną całość, która po prostu rozłożyła mnie na łopatki. I chociaż temat książki nie rzadko dotykał trudniejszych tematów, to sarkastyczne poczucie humoru bohaterów raz dwa potrafiło rozładować całą atmosferę. To z kolei doprowadziło do całkiem kontrastowej fabuły, która uświadamia czytelnikowi kilka ważnych faktów i skłania go do myślenia, ale jednocześnie nie przytłacza.

Powieść Sutherland dotyka wszelkich problemów związanych z trudnym okresem dorastania i to zaprowadziło mnie do fabuły z mnóstwem młodzieżowych slangów i odwołań. Zazwyczaj nie jestem fanką tego języka i wolę bardziej klasyczną treść, ale tutaj o dziwo świetnie się odnalazłam i wcale nie przeszkadzało mi prześciganie się bohaterów w co raz to nowszych ciekawostkach młodzieżowego świata, cytatach ze znanych filmów czy nawiązywaniu do nieznanych utworów muzycznych. 

"Chemia naszych serc" to barwna, wielowymiarowa powieść z niesamowitymi bohaterami, których po prostu nie da się nie lubić. Indywidualne postacie, kontrastowa fabuła, intrygujące wydarzenia i poczucie humoru - to składniki książki wyjątkowej i zdecydowanie wartej poznania. Podczas jej lektury bawiłam się wyśmienicie i żałuję, że tak szybko dobiegłam końca. Pomysłowa, przebojowa, po prostu świeża. Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.