Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo: Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo: Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 kwietnia 2022

"The Inheritance Games" Jennifer Lynn Barnes

"The Inheritance Games" Jennifer Lynn Barnes, Tyt. oryg. The Inheritance Games, Wyd. Media Rodzina, Str. 400


Fortuna w spadku. Spadkobierczyni znikąd. Czterej rywale.


Uwielbiam historie zamknięte w starych posiadłościach, które wiele widziały i które mają wiele do powiedzenia. Prowadzi to do mnóstwa zawirowań, odkrycia nieoczywistych faktów a także przygody pełnej zaskoczeń oraz emocji. Wiele więc pokładałam w lekturze Jennifer Lynn Barnes, której pierwszy tom bardzo miło mnie zaskoczył.

Autorka otwiera przed nami fabułę pełną sekretów. Już na starcie wrzuca nas w wir nietypowych wydarzeń obiecując jednocześnie, że pierwszy tom jej serii to również wstęp do wielkiej przygody oraz historii, która może pochwalić się drugim tłem. I chociaż fabuła skupia się na motywach z gatunku powieści młodzieżowej to mnóstwo tutaj również elementów z innych dziedzin co zwiększa grono odbiorców i jednocześnie zapewnia, że każdy czytelnik odnajdzie w lekturze swój ulubiony moment.

Jennifer Lynn Barnes słusznie możecie kojarzyć z serii Naznaczeni, która swojego czasu zebrała pokaźne żniwo fanów. Dziś autorka powraca w tym samym, o ile nawet nie lepszym stylu, pisząc obrazowo, szczegółowo, emocjonalnie i bardzo trafnie oddając różnorodne kreacje bohaterów, którzy wyróżniają się charyzmą oraz skrywanymi sekretami. Nowa seria autorki to świeży, oryginalny projekt, który wciąga nas od pierwszych stron po części dlatego, że sami mamy ochotę znaleźć się na miejscu głównej bohaterki a po części dlatego, że cała sytuacja jest tak zaskakująca, że jak najszybciej chcemy poznać jej rozwiązanie.

Opowieść Avery Grambs angażuje czytelnika i zmusza nas do intensywnego myślenia. W tej książce nic nie przychodzi łatwo a my podążamy za pojedynczymi detalami, które skrupulatnie wyznacza nam autorka. Wciąż na wyciągnięcie ręki jest rozwiązanie zagadki, która wymyka nam się z dłoni, bo przecież nikt bez przyczyny nie staje się dziedziczką fortuny miliardera. Tobiasa Hawthorne pozostawił jednak swój majątek Avery a nie czekającym na wzbogacenie wnukom, więc już to wydało się dziwne, ale ostatecznie największe zamieszanie wywołało wprowadzenie się dziewczyny do pełnego zagadek Hawthorne House. Co tam zastanie i jaką prawdę odkryje? A może Avery jest zwykłą oszustką, która tylko tak dobrze udaje? O tym przekonacie się sięgając po pierwszym tom serii bardzo dobrze rokującej na przyszłość!

"The Inheritance Games" to lektura, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Uśmiecham się na myśl jak dobra była to opowieść, jak smaczna i błyskotliwa, która nieustannie wodziła mnie za nos, by w odpowiednim momencie całkowicie odwrócić bieg wydarzeń. Jennifer Lynn Barnes udowodniła, że u niej pomysł idzie w parze z wykonaniem co przełożyło się na rewelacyjną kreację bohaterów a także nieoczywistą fabułę, która zaostrzyła mi apetyt pierwszym tomem zapewniając, że dalej będzie jeszcze lepiej.

piątek, 21 stycznia 2022

Przedpremierowo: "Styczniowa letnia noc" Mika Modrzyńska

 "Styczniowa letnia noc"
Mika Modrzyńska, Wyd. Media Rodzina, Str. 344
PREMIERA: 26 stycznia 2022r.

Pasjonująca i gorąca historia o miłości i odkrywaniu siebie, dzięki której przeniesiesz się na drugi koniec świata.


O miłości, życiu pełnym wyzwań oraz drzemiącej w nas odwadze. Tak prezentuje się debiutancka powieść Miki Modrzyńskiej, bloggerki i podróżniczki. Czy pasja oraz wiedza na temat świata pomogły jej w napisaniu książki?

Przyznaję, że blog autorki poznałam dopiero w momencie pojawienia się pierwszych zapowiedzi jej książki. Jednak jedna wizyta zatrzymała mnie na dłużej i poznałam sporo wpisów autorki, które przekonały mnie co do dobrego stylu oraz trafności przedstawianych faktów. Mika Modrzyńska ma talent do przelewania na papier słów kiełkujących jej w głowie i to widać - na podstawie postów umieszczanych w Internecie, czy na podstawie jej debiutanckiej powieści, która prezentuje się równie dobrze co książki pisane przez cenionych pisarzy.

To powieść typowo obyczajowa, przeplatana wątkiem romantycznym. Przede wszystkim opisuje losy głównej bohaterki i skupia się na jej przeżyciach a dopiero na drugim planie opowiada o miłosnych perypetiach z jakimi zmaga się Zuza, ponieważ to ona poprowadzi nas przez masę licznych przygód oraz pokaże, że w życiu zmiany są naprawdę potrzebne. Po rozstaniu z narzeczonym Zuza rzuca wszystko i wyrusza z przyjaciółką do Nowej Zelandii, nie spodziewając się przy tym, że to wstęp do nowego życia. Poznaje tam bowiem tajemniczego chłopaka i podejmuje się pracy opiekunki, by z dystansem spojrzeć na swoje dotychczasowe działania. Tylko czy nowa znajomość nie okaże się kolejną porażką?

Bardzo polubiłam Zuzę. To sympatyczna bohaterka z którą wielu z nas bez problemu się utożsami. Jej historia to przykład tego co może wydarzyć się w naszym życiu, albo bodziec do działania, by w końcu coś zmienić. To czy Zuzie opłacił się wyjazd na drugi koniec świata dowiecie się sięgając po powieść, ale zapewniam, że czas spędzony w towarzystwie tej bohaterki to dobrze zainwestowane chwile. Było radośnie, zabawnie, kiedy indziej poważnie i z nutą konkretnego przesłania, ale ani przez chwilę nie żałowałam swojego wyboru. Na wstępie przekonał mnie styl autorki, później poprowadziła mnie trafiająca do serca i rozumu czytelnika historia, która wydaje się lekka i przyjemna, ale przede wszystkim niesie ze sobą coś bardzo ważnego, mówi bowiem o stracie i porzuceniu, o akceptacji, odwadze i stawianiu czoła przeciwnościom, czyli autorka składa na nasze dłonie wielopoziomową, dopracowaną, wartościową powieść.

Nie spodziewałam się, że "Styczniowa letnia noc" aż tak bardzo przypadnie mi do gustu a jednak - bawiłam się cudownie podczas lektury i jedyne czego żałuję to to, że przeczytałam ją w zaledwie dwa wieczory. To bardzo dobra propozycja na nowy rok, kiedy każdy z nas zakłada pewne postanowienia a później bojąc się nowości i zmian niekoniecznie je realizuje. Na przykładzie historii Zuzki można wiele się nauczyć, ale najważniejsze jest to, że to przede wszystkim bardzo smaczna, literacka uczta!

poniedziałek, 22 listopada 2021

"Okrutna siostra" Karen Dionne

"Okrutna siostra" Karen Dionne, Tyt. oryg. The Wicked Sister, Wyd. Media Rodzina, Str. 344

Spektakularny powrót autorki bestsellera Córka Króla Moczarów.


Po lekturze "Córki króla moczarów" byłam pozytywnie zaskoczona twórczością Karen Dionne, ale przyznaję, że nie spodziewałam się niczego ciekawszego od tej autorki. To była dla mnie klimatyczna, mroczna, ale jednocześnie spokojna historia, która zamykała się w kameralnej atmosferze. Nie sądziłam, że autorce uda się wyrwać przed szereg i napisać coś z mocniejszym przesłaniem a jednak "Okrutna siostra" skutecznie absorbuje uwagę czytelnika.

Tym razem przypatrujemy się historii widzianej oczami Rachel Cunningham, dwudziestosześcioletniej kobiecie, która od piętnastu lat przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Jej umysł płata figle, podsyła obrazy, które nie powinny mieć miejsca a w innym przypadku odbiera wspomnienia pozostawiając w głowie dziewczyny ogromne luki. Czy powrót w rodzinne strony pozwoli jej odzyskać wspomnienia związane ze śmiercią jej rodziców? Czy dom na moczarach udzieli w końcu konkretnych odpowiedzi?

Bardzo się cieszę, że autorka utrzymała klimat ze swojej pierwszej książki. To bowiem wyszło jej rewelacyjnie. Właściwie mam wrażenie, że nawet spotęgowała mrok oraz lęk, który towarzyszył mi podczas lektury "Córki króla moczarów". Może to fakt, że wiedziałam już poniekąd czego się spodziewać, może to sama historia Rachel wydała się bardziej przerażająca, ale przerzucałam kolejne strony z zapartym tchem mając na rękach gęsią skórkę. 

Sama historia jest właściwie prosta. To jeden motyw otoczony mnóstwem niedopowiedzeń oraz sprzecznymi emocjami. Wydarzenia sprzed lat rzucają cień na aktualne życie głównej bohaterki a Rachel mimo pewnych obaw jest postacią zdeterminowaną, by w końcu odkryć prawdę. Zabiera więc czytelnika ponownie w miejsce, które wydaje się koszmarem na ziemi a to co tam się wydarzy zaskoczy wielu z Was. Muszę przyznać, że moje sceptyczne nastawienie wobec lektury ulotniło się szybciej niż podejrzewałam a sama opowieść podobała mi się nawet dużo bardziej niż poprzednia, ponieważ autorka postawiła na wszechobecną tajemnicę oraz walkę z przeszłością co zawsze owocuje niezapomnianą przygodą.

"Okrutna siostra" to lektura, która na pewno zaskoczy wszystkich fanów Karen Dionne oraz miłośników oryginalnych lektur. Nic w tej książce bowiem nie jest oczywiste. Powieść napisana jest w taki sposób, że każdy się w niej odnajdzie a kameralny klimat oraz jeden, choć głęboki motyw, skupią uwagę czytelnika na tym co dzieje się tu i teraz. Osobiście uważam, że to doskonały wybór na jesienny ponury dzień, w duecie z kubkiem gorącej herbaty, ponieważ to tylko uatrakcyjni prezentowane wydarzenia. Nie mniej niezależnie od dnia i pory, kiedy zdecydujecie się na lekturę jestem pewna, że duszny klimat i mroczna atmosfera porwą Was w swoje ramiona.

poniedziałek, 25 października 2021

"Plagi na diabelskim poletku" Ransom Riggs

"Plagi na diabelskim poletku" Ransom Riggs, Tyt. oryg. The Desolations of Devil's Acre, Wyd. Media Rodzina, Str. 616

Plagi na Diabelskim Poletku to szósta powieść z serii Osobliwy Dom Pani Peregrine, a zarazem decydująca bitwa o świat osobliwców.


Seria Ransoma Riggsa to jedna z najpiękniejszych czytelniczych przygód jakie dane było mi przeżyć. Magiczna, nastrojowa, piekielnie wciągająca i od samego początku przywiązująca czytelnika do wspaniałych, niezapomnianych bohaterów.

Aż żal pomyśleć, że szósty tom to jednocześnie finał tej historii. Z jednej strony cieszę się, że w końcu mogłam poznać ostateczne losy postaci, z drugiej jednak żałuję, że nie powstaną nowe przygody osobliwców. To kawał dobrze napisanej sagi, która w pełni angażuje wyobraźnię czytelnika, pozwala mu wraz ze wszystkimi przeżywać rozgrywane wydarzenia i wydaje się niczym baśń dla dorosłych, która czasami bawi, kiedy indziej trochę przeraża a zawsze trzyma w sporym napięciu.

Cudowny klimat jest jednak tłem dla bohaterów, którzy stanowią centralny punkt tej serii. To w niej poznałam całą plejadę osobliwych i oryginalnych dzieciaków, które skradły moje serce. Autor poświęcił wiele czasu i zaangażowania, by kreacja każdego była w pełni wiarygodna oraz charyzmatyczna i to się czuje - polubiłam całą grupę oraz każdego z osobna obdarzając ich wielkim uczuciem, jaki bardzo rzadko kieruję w stronę książkowych bohaterów. W tym przypadku czuję jednak, że wszyscy osobliwcy to niemalże moja literacka rodzina i to wszystko za sprawą autora, któremu składam wielki pokłon.

Szósty tom to zakończenie jakiego mogliśmy się w pewien sposób spodziewać. Nie znaczy to oczywiście, że mówimy o psującej zabawę przewidywalności. Wręcz przeciwnie! Po ostatnich wydarzeniach oraz dramatycznej ucieczce Jacob Portman i Noor dołączają do pani Peregrine i osobliwych dzieci. Diabelskie Poletko nawiedza bowiem plaga zwiastun nadchodzącego potwora. Caul powraca a wraz z nim widmo prawdziwej wojny. Jacob wraz z przyjaciółmi nie zamierza się jednak tak łatwo podawać i w ostatecznej bitwie pokaże swoje wszystkie najmocniejsze strony.

Cała seria to hołd w stronę przyjaźni, zrozumienia oraz akceptacji. To piękna przygoda, która niesie ze sobą wiele wartości. Wiem, że autor chciał nas trochę postraszyć i w kilku momentach naprawdę mu się to udało (klimat jest cudowny!), ale już zawsze będę cenić Ransoma Riggsa jako autora udowadniającego, że nie ma w nas granic i jeśli tylko chcemy - możemy wszystko. "Plagi na diabelskim poletku" idealnie zamyka całą serię, po raz kolejny serwuje nam przygodę z przytupem i sprawia, że strony przerzucają się same. Jacobie, osobliwcy - będę za Wami ogromnie tęsknić!

sobota, 16 października 2021

"Córka króla moczarów" Karen Dionne

"Córka króla moczarów" Karen Dionne, Tyt. oryg. The Marsh King's Daughter, Wyd. Media Rodzina, Str. 336


"Wtedy, po raz pierwszy w całym swoim życiu, zdołałam sobie wyobrazić świat bez ojca."


Czy niepozorna na pierwszy rzut oka, krótka powieść z przyciągającą wzrok okładką może zaskoczyć czytelnika i zbić go z tropu na wiele różnych sposobów? Okazuje się, że bez problemu, szczególnie w wykonaniu Karen Dionne.

"Córka króla moczarów" to thriller psychologiczny, który idealnie wpasował się w ramy swojego gatunku. Autorka zadbała o to, by w czasie czytania nie zabrakło niczego: otrzymałam przede wszystkim fenomenalny klimat tajemnicy przesiąkniętej delikatną nutą grozy, niepewności i czegoś na pierwszy rzut oka trudnego do zdefiniowania - podszeptu podświadomości, która igra sobie z czytelnikiem przekonując go, że ten wie doskonale co się wydarzy. Ale rozwiązanie zagadki wcale nie jest takie oczywiste. Autorka ma dobrą rękę do pisana tego typu powieści: lekki styl prowadzi przez fabułę, która zaskakuje ze strony na stronę, wspominany klimat kusi szybką kontynuacją powieści a bohaterowie stają się pełnowymiarowymi postaciami.

Helena, bohaterka książki, mieszka na moczarach. Prosta, nieskomplikowana kobieta odkrywa przed czytelnikiem wszystkie swoje karty. Od początku wiadomo jak wygląda jej życie, co działo się w przeszłości i dlaczego nie ma matki. To historia przygnębiająca, budząca litość kierowaną w stronę Heleny i pewnego rodzaju sympatię, bardziej wypracowaną na podstawie poznanych faktów, niż poprzez charakter głównej bohaterki, bo ten skrywany jest przez nią głęboko i dopiero z czasem ujawnia ona swoje prawdziwe oblicze. A musi to zrobić przez wzgląd na tragiczne wydarzenia - jej ojciec ucieka z więzienia i podąża w stronę moczarów. W tym momencie rozpoczyna się polowanie z całą masą niewiadomych - kto jest tutaj zwierzyną, a kto łowcą?

Życie Heleny nie było łatwe. Pośród malowniczych krajobrazów, bogato i szczegółowo przedstawionych przez autorkę przebija się nie tylko piękno przyrody, ale wielkie osamotnienie. Kobieta nauczona przez ojca współistnienia z fauną i florą potrafi żyć w swojej samotni, jednak wbrew pozorom wszystko czego nauczył ją ojciec nie jest miłością do otaczającego ją życia a kwestią przetrwania. Wiele lat temu Helena wraz z matką zrozumiała, że dom na trzęsawiskach z samotni zmienił się w rodzinne więzienie, w których mąż - głowa rodziny, nad wyraz przesadnie zaplanował życie oby kobiet. To przełom w powieści, bo rolę zaczęły się odwracać: Helena znając realia świata, który ją otacza postanowiła stawić czoła podwójnemu wyzwaniu: naturze i ojcu, który może być zdolny do wszystkiego.

"Córka króla moczarów" to typowy thriller psychologiczny - kusi wydarzeniami na kolejnych stronach, budzi napięcie, ale sama historia opowiedziana jest subtelnie i boleśnie wolno. Nie ma zrywów w fabule, akcja nie mknie na złamanie karku. Wręcz przeciwnie! Spokój niektórych scen doprowadza do szaleństwa, kiedy czytelnik już, teraz, zaraz musi wiedzieć co się wydarzy. Za to cenię sobie ten gatunek, bo wówczas moja wyobraźnia działa na najwyższych obrotach. Spodobała mi się powieść Dionne i uważam ją za naprawdę udaną, szczególnie biorąc pod uwagę profil psychologiczny głównej bohaterki - z jej bolesną świadomością utraty rodzinnego ciepła. To książka dla tych którzy lubią bawić się w poszukiwaczy - przygód i tajemnic, pośród mroków ludzkiego umysłu.

piątek, 24 września 2021

"Krzycz!" Goldy Moldavsky

 "Krzycz!" Goldy Moldavsky, Tyt. oryg. The Mary Shelley Club, Wyd. Media Rodzina, Str. 400


Jeśli chodzi o horrory, zasady są proste: 
x Należy unikać opuszczonych budynków, takich jak stare domy czy magazyny. 
x Należy trzymać się razem – nie wolno się rozdzielać, nawet gdy tylko „chcemy coś sprawdzić”. 
x Jeśli gdzieś czai się morderca, trzeba sobie odpuścić wszelkie romansowanie.

Powieść powieści nierówna, dlatego gdy słyszę hasło "horror młodzieżowy" raczej mam się na baczności. Uwielbiam podobne klimaty, lubię się bać i przepadam za mroczną atmosferą, ale wiem również, że bardzo trudno osiągnąć coś podobnego w literaturze. To w końcu nie film, gdzie mamy szansę na liczne zaskoczenia a książka, która działa indywidualnie na wyobraźnię każdego czytelnika. Pytanie więc co osiągnęła lektura "Krzycz!" i czy oceniam ją jako powieść godną polecenia?

Zdecydowanie! Nie jest to co prawda historia, który mrozi krew w żyłach i budzi głębokie przerażenie, ale może pochwalić się klimatem idealnym dla historii z dreszczykiem. Pamiętajcie, że mówimy tutaj o historii dedykowanej nastoletniemu czytelnikowi (choć moim zdaniem nada się świetnie dla każdego, bez względu na wiek), więc nie będzie tutaj scen drastycznych czy silnie emocjonalnych. Z młodymi bohaterami wkraczamy jednak na odważne tory i przeżywamy przygodę godną poświęconej jej chwili.

Rachel Chavez wyróżnia się spośród swoich rówieśników. Lubi dreszczyk emocji, horrory ją uspokajają a od bogatych dzieciaków z ekskluzywnej szkoły w Nowym Jorku woli się trzymać z daleka. Nie spodziewa się jednak, że już niebawem w jej życie wkroczy solidna dawka emocji. Zostanie zaproszona do Klubu Mary Shelley, w którym rozgrywane będą sceny rodem z prawdziwego horroru, najpierw dla zabawy, co oczywiście wymknie się im z rąk. Razem z Rachel zmierzymy się więc z przygodą mroczną i zaskakującą, która będzie rozwijać się wraz z rozwojem fabuły.

Autorka postawiła na fabułę pełną zwrotów akcji i chociaż nie są one intensywne w odbiorze to tak idealnie wpasowują się w atmosferę napięcia oraz oczekiwania, że całość czyta się z rosnącą przyjemnością. Ciągle coś się dzieje, razem z główną bohaterką (wiarygodną, przesympatyczną, cudownie wykreowaną) pakujemy się w kolejne tarapaty i myślę, że bez nastawienia na thriller, ale z przekonaniem, że sięgamy po zwykłą młodzieżówkę - każdy z Was znajdzie w tej książce coś dla siebie. Ja bawiłam się lepiej niż dobrze, bardzo odpowiadał mi styl autorki oraz jej prowadzenie od jednej zaskakującej sceny do drugiej i z zaskoczeniem musze przyznać, że lektura szybko wpasowała się w mój gust czytelniczy swoją lekkością oraz oryginalnością.

Może i nie było strasznie, ale za to ciekawie, intrygująco i po prostu tak, że można było zaangażować myśli oraz puścić wodze fantazji. Uwielbiam takie lektury, które na pierwszy rzut oka wydają się niepozorne a z każdą kolejną przerzuconą stroną prowadzą nas przez lawinę niedomówień, tajemnic oraz ledwo hamowanych emocji. "Krzycz!" ma w sobie wszystko co niezbędne dla młodzieżowej literatury na wysokim poziomie - dla mnie to rewelacyjna historia, którą polecam czytać późnym popołudniem.

sobota, 4 września 2021

"Kill znaczy zabić" R.L. Stine

"Kill znaczy zabić" R.L. Stine, Tyt. oryg. Give Me a K-I-L-L, Wyd. Media Rodzina, Str. 352


Jedna z trzech książek serii „Ulica Strachu” powiązana z cyklem filmów o tym samym tytule. Produkcje dostępne na platformie Netflix od lipca 2021 roku.


Uwielbiam Gęsi skórkę, jestem fanką klimatów grozy, nie obce są mi historie z dreszczykiem w tle. Jak więc mogłam przejść obojętnie obok prozy R.L. Stine'a? Nie mogłam! Dlatego z przyjemnością piszę Wam dziś, że trzecia odsłona cyklu autora to kolejna porcja wielkich przygód.

Nie jest to typowy horror, bo kierowany do nastoletniego odbiorcy ma raczej sugerować straszne momenty aniżeli porządnie przyspieszać bicie serca. Nie mam jednak tego za złe autorowi, ponieważ wiedziałam od początku na co się piszę i miałam świadomość, że będzie to przede wszystkim intrygująca historia z dobrym klimatem a dodatkiem do tego wszystkiego będzie właśnie nuta grozy. Tym sposobem całość prezentuje się lepiej niż dobrze i wciąga od samego początku.

W serii wydano trzy książki, mam jednak nadzieję, że kiedyś ktoś zdecyduje się wydać całą twórczość autora, ponieważ to takie książki, które poprawiają humor, odrywają od codzienności i po prostu pobudzają wyobraźnię. Może w formie zbioru opowiadań, ponieważ pozostałe historie liczą sobie zazwyczaj po sto pięćdziesiąt stron? Mam nadzieję, że temat nie ucichnie, ale na razie szczerze polecam Wam trzy wydane do tej pory lektury, które łączy jedna seria, ale śmiało każdą możecie czytać jako indywidualną lekturę, bo właśnie tym są - osobnymi historiami, których wspólnym mianownikiem jest fantastyczny klimat. 

Tym razem fabuła skupia się na Gretchen, nowej uczennicy, wyjątkowej cheerlederce. Niestety dostanie się do drużyny nie będzie takie proste, ponieważ o jedyne wolne miejsce konkuruje również Devra. Niestety dochodzi do tragedii, ktoś ginie a wszyscy oskarżają Gretchen o udział w całej sprawie, więc historia zaczyna robić się mroczna, tajemnicza i zaskakująca. Bohaterów uwielbia się od początku, z przyjemnością śledziłam również ich poczynania oraz obstawiałam kto winny jest całej sytuacji, więc podsumowując bawiłam się lepiej niż dobrze!

Jeśli chcecie zrobić sobie odpowiedni klimat do czytania, polecam sięgnąć po lekturę wieczorem, przy niewielkim świetle. To zawsze dobrze wpływa na wyobraźnię, ponadto uważam że cała seria jest wręcz stworzona, by czytać ją w jesienne popołudnia. Jestem zauroczona prozą R.L. Stine'a, żałuję, że nie wydano więcej książek w cyklu, ale nie tracę nadziei, że jeszcze kiedyś pojawią się wznowienia. Tymczasem z czystym sumieniem wszystkie trzy książki ogromnie Wam polecam jako wielką, sympatyczną, troszkę mroczną przygodę.

czwartek, 12 sierpnia 2021

"Niemożliwa para" Emma Mills

"Niemożliwa para" Emma Mills, Tyt. oryg. Foolish Hearts, Wyd. Media Rodzina, Str. 384


Rozbrajająca historia o przyjaźni i miłości. Prawdziwa, szczera i śmieszna aż do bólu.


O miłości, młodzieńczych rozterkach oraz zabawie w życie, czyli nadchodzi nowa młodzieżówka pisana tym razem piórem Emmy Mills. Czy debiutująca na polskim rynku autorka zaskoczy nas i przekona do swojej powieści?

Odpowiedź nie może być inna - oczywiście. Trzymając w rękach "Niemożliwą parę" jeszcze zanim otworzyłam pierwszą stronę czułam, że będzie to lektura warta uwagi. To historia lekka, przyjemna, miejscami zabawna i rozbrajająca poprzez charyzmę niektórych bohaterów, idealna na okres wakacyjny, ale i nie tylko, ponieważ zabiera czytelnika w sam środek przyjemnej podróży bez względu na jego wiek czy upodobania, pozwalając na moment utożsamić się z bohaterami i tak jak oni, przeżywać młodzieńcze troski.

W tej lekturze łączą się losy trójki bohaterów - Gideona, Claudii oraz Iris. To postaci różne jak żywioły, oryginalne i nietuzinkowe, ale w jakiś trudny do wyjaśnienia sposób idealnie do siebie pasujące. Autorka stworzyła plejadę barwnych charakterów, których nie da się nie lubić a ich opowieść pełna jest śmiechu, radości oraz szczerego uroku. Przyznaję, że trudno mi wybrać z tego grona zaledwie jednego ulubionego bohatera, ponieważ każdy zasługuje na chwilę uwagi i ma w sobie zdecydowanie "to coś" co wyróżnia go spośród tłumu. Gideon, Claudia i Iris wywodzą się również z zupełnie innych środowisk i być może właśnie ta różnica pozwala im tak dobrze się porozumiewać. Co by to nie było ich relacje na fali przyjaźni czy miłości uważam za jedne z ciekawszych w literaturze młodzieżowej.

Powieść pisana jest wspaniałym stylem. Nie nudzi ani przez minutę, chociaż fabuła koncentruje się na życiu codziennym i nie ma w niej właściwie konkretnych zwrotów akcji. A jednak za sprawą bohaterów czytelnik nieustannie chwyta wszystko co oferuje nam autorka, ponieważ Emma Mills bardzo wiarygodnie, realnie oraz wielowymiarowo podchodzi do tematu. Tak, że ma się ochotę towarzyszyć tej przygodzie w realnym życiu, mając nadzieję, że to wszystko może wydarzyć się tuż obok nas.

Błyskotliwa, urocza, inteligentna, chwytająca za serce. Taka jest lektura "Niemożliwej pary". Uwielbiam tą książkę za wiele aspektów, ale najważniejsze z nich to bohaterowie, cudowne dialogi oraz szczera historia. To jedna z tych lektur, które bawią, uczą, zaskakują i rozbrajają emocjonalnie oraz pozostają w głowie i sercu czytelnika na długo po zamknięciu ostatniej strony. Co tu więcej mówić - po prostu ją uwielbiam.

sobota, 31 lipca 2021

"Zabójcze gry" R.L. Stine

"Zabójcze gry" R.L. Stine, Tyt. oryg. Party Games, Wyd. Media Rodzina, Str. 352

Jedna z trzech książek serii „Ulica Strachu” inspirowana cyklem filmów o tym samym tytule. Produkcje dostępne na platformie Netflix od lipca 2021 roku.


Zastanawialiście się kiedyś jakby to było, gdyby Wasze najskrytsze marzenia spełniły się jednego dnia? Czy dążylibyście do innych celów, czy może delektowalibyście się wielkim sukcesem? Rachel, główna bohaterka powieści, otrzymała od losu miłą niespodziankę, która niestety w późniejszym terminie przyniosła ze sobą przykre konsekwencje.

Seria Ulica Strachu podbija Netflix oraz półki we wszystkich księgarniach i wcale mnie to nie dziwi. To świetnie napisane, pomysłowe, oryginalne oraz przede wszystkim wciągające na całego lektury przy których miło spędza się czas niezależnie od literackich upodobań czy wieku czytelnika. Każdy w tej książce znajdzie coś dla siebie - od wielkiej przygody, przez lawinę przeróżnych emocji na doskonale wykreowanych bohaterach kończąc. I to nic, że seria kierowana jest do młodzieży a bohaterami są nastolatkowie - lektura wciągnie Was nim się obejrzycie.

Chociaż klasyfikuje się do horroru muszę zaznaczyć, że mnie osobiście nie wystraszyła. Autor właściwie nie stara się szczególnie przyspieszyć rytmu mojego serca a raczej skupia się na samej przygodzie, która faktycznie warta jest poświęconego jej czasu. Pojawiają się momenty straszniejsze, takie z pogranicza thrillera czy bardzo subtelnej grozy, ale to jedynie dodatek dla podsycenia cudownego klimatu.

W tym tomie rolę głównej bohaterki otrzymuje wspomniana wcześniej Rachel. Dziewczyna od dawna marzyła, by Brendan Fear w końcu zwrócił na nią uwagę aż stało się - zaprosił ją na swoją osiemnastkę. Dziewczyna nie przejmuje się ani przestrogą przyjaciółki, ani szeptami o klątwie wiszącej nad rodziną chłopaka. Nie spodziewa się, że mroczna posiadłość Fearów odsłoni swoje najgorsze oblicze w grze, która skończy się tragicznie. I chociaż Rachela zaślepiona młodzieńczą miłością popełniła błąd - dzięki niej czytelnik wkracza za bramy starej, ponurej posiadłości, która w mrokach swoich korytarzy skrywa niejeden sekret a dzięki temu zabawa jest przednia! Brawo za pomysł dla autora, jeszcze większe za wykonanie, bo nie poszłoby tak sprawnie, gdyby R.L. Stine nie mógł pochwalić się lekkim piórem oraz nieograniczoną wyobraźnią. 

Nie spodziewałam się, że książki z serii tak mnie wciągną a jednak szczerze mogę napisać, że zaliczam je do grona moich ulubionych lektur. Króluje tu dobra zabawa, niezapomniany klimat, świetnie wykreowani bohaterowie oraz historia, która wciąga od pierwszej strony. "Zabójcze gry" wydaje się lekturą banalną, ale nic bardziej mylnego - wszystko za sprawą R.L. Stine, który włada piórem z wprawą doskonałego bajarza. Uwielbiam go, uwielbiam jego historie i czekam na więcej. Zdecydowanie!

piątek, 30 lipca 2021

"Dziewczyna znikąd" R.L. Stine

 "Dziewczyna znikąd" R.L. Stine, Tyt. oryg. The Lost Girl, Wyd. Media Rodzina, Str. 352

Jedna z trzech książek serii "Ulica Strachu" inspirowana cyklem filmów o tym samym tytule. Produkcje dostępne na platformie Netflix od lipca 2021 roku.


Horror młodzieżowy? Dlaczego nie! Jeśli w dobrym, ciekawym wydaniu - biorę od ręki. Pytanie więc czy serię Ulica strachu faktycznie możemy zaliczyć do historii z dreszczykiem czy raczej jest to bardziej książka o perypetiach nastoletnich bohaterów? Nie byłabym sobą, gdybym nie postanowiła tego sprawdzić.

Zanim zdecydowałam się opisać moje wrażenia po lekturze, najpierw potrzebowałam chwilę, żeby zebrać myśli. Po pierwsze - na pewno nie możemy mówić tu o horrorze, bo strasznych momentów jest jak na lekarstwo. Ale! Po drugie - książka bardzo, bardzo mi się podobała! Autor podąża tropem strasznej historii dla młodzieży, więc może nie pochwalę się gęsią skórką, ale za to zaznaczę, że wciągnęłam się w wir wydarzeń już od pierwszej strony i jestem wręcz zauroczona towarzyszącym mi klimatem.

Na pierwszym planie pojawia się Lizzy Palmer, nowa uczennica w szkole, dziewczyna, która skupia na sobie uwagę nie tylko wszystkich dookoła, ale i samego czytelnika. Bije od niej aura zwiastująca dobrze spędzony czas w towarzystwie świetnie wykreowanej dziewczyny. Jej historia na początku wyda się banalna - zjednuje sobie przyjaciół, wyrusza z nimi na stok, by pościgać się na skuterach śnieżnych i nagle dochodzi do tragedii. Ktoś ginie, nie jedna osoba a wielu znajomych dookoła i nagle podejrzenia padają na Lizzy. Czy słusznie? Wokół dziewczyny jedna tajemnica goni drugą a czytelnik jest zachwycony, że może brać w tym czynny udział.

Trochę strasznie, trochę śmiesznie, kiedy indziej ironicznie i z dystansem. Przez całą książkę raczyłam się dobrą zabawą, taką, którą jednak nie często spotyka się w powieściach młodzieżowych - rezolutną, błyskotliwą a przy tym wiarygodną i zakręconą. Misz-masz wrażeń towarzyszył mi podczas czytania i przerzucam to zdecydowanie do walorów tej historii, ponieważ ogromnie polubiłam bohaterów oraz przygodę z jaką przyszło im się mierzyć i wcale nie miałam ochoty szybko zamykać ostatniej strony.

"Dziewczyna znikąd" to zdecydowanie w pełni wykorzystany potencjał. Lektura zaskakująca, pomysłowa, z dreszczykiem emocji w tle. Może nie jest straszna tak jakby można było po niej oczekiwać, ale przebija na głowę masę innych młodzieżówek i jak dla mnie wyróżnia się samymi plusami. Urzekł mnie styl autora, oczarowała historia, więc powiem jedno - nie mogę doczekać się kolejnych opowieści z serii!

środa, 9 czerwca 2021

"Nie odrzucaj mnie" Marah Woolf

"Nie odrzucaj mnie" Marah Woolf, Tyt. oryg. Götterfunke. Hasse mich nicht!, Wyd. Media Rodzina, Str. 480

Drugi tom pasjonującej, romantyczno-przygodowej serii z mitologią w tle.

Miłość wydaje się najtrudniejszym etapem w życiu każdego człowieka. Szczególnie ta rozczarowująca. Czy można zatem uniknąć bólu?

Marah Woolf jest autorką, która wie jak napisać dobrą trylogię romantyczną dedykowaną czytelniczkom poszukującym nie księcia na białym koniu a zniewalającego greckiego boga. Lubicie mity w połączeniu z wielką przygodą i sercowymi rozterkami? W takim razie trafiliście idealnie! Najpierw szybko nadróbcie lekturę pierwszego tomu ("Nie kochaj mnie"), jeśli do tej pory nie mieliście okazji i od razu zabierajcie się za kontynuację, która jest jeszcze lepsza.

Prosty język ustępuje miejsca zabawnym i sarkastycznym dialogom, które w książkach tego gatunku zawsze są dla mnie wielkim plusem a opisy miejsc oraz poszczególnych wydarzeń są tak żywe, że od samego początku można poczuć się jak dodatkowy bohater powieści. Nie muszę więc nikogo przekonywać, że osobiście jestem wielką fanką serii Iskra bogów, chociaż myślę, że to lektura dedykowana bardziej nastoletnim czytelnikom. Wiek jednak nie zawsze ma znaczenie, gdy dobra zabawa wysuwa się na pierwszy plan.

W kontynuacji losów Jess, głównej bohaterki, która nieświadomie wyruszyła na letni obóz, gdzie poznała prawdziwego greckiego boga, tym razem wracamy do przyziemnych spraw i jej codziennego życia. Przynajmniej tak na początku się wydaje. Tylko, że Cayden, tytan Prometeusz, wcale nie zamierza tak łatwo odpuścić. Jess marzy tylko o tym, by zapomnieć o ostatnich wydarzeniach jednak on pojawia się już kolejnego dnia ze swoimi nowymi planami. Jak więc usiec przed światem greckich bogów i czy to w ogóle jest możliwe?

Fabuła nie jest skomplikowana, nie ma w niej zaskakujących twistów czy tajemnic do odkrycia, ale i tak całość wypada dobrze i chętnie śledzi się losy Jess. To dziewczyna pełna sprzeczności, która nie zawsze wie jak postępować, ale ma prawo gubić się w tym wszystkim, ponieważ nie każdy na co dzień mierzy się z walkami wielkich bogów. Bohaterowie mają więc swoje dobre i złe strony, czasami się ich lubi, czasami trudno zaakceptować ich decyzje, (tak, Cayden też wbrew pozorom nie jest idealny), ale to nie oznacza, że są postaciami płaskimi czy pozbawionymi emocji - co to, to nie. Właściwie ich niemądre pomysły wywołują więcej uczuć niż sam wątek miłosny, który chociaż schematyczny jest jednocześnie niesłychanie uroczy czy same starcia pomiędzy bogami, które wyglądają naprawdę groźnie.

Podsumowując, "Nie odrzucaj mnie" to bardzo interesująca kontynuacja z wątkiem mitologicznym na pierwszym planie, która wzbudziła we mnie wiele emocji. A takie książki zawsze cenię sobie wysoko. Nie ma znaczenia ani wiek bohaterów, ani tym bardziej wiek czytelnika, jeśli rzecz rozchodzi się o dwa najciekawsze tematy: miłość i greckich bogów. Uwielbiam serię Marah Woolf, przymykam oko na pewne niedociągnięcia i już nie mogę doczekać się ostatniego tomu.


środa, 12 maja 2021

"Iskra bogów. Nie kochaj mnie" Marah Woolf

"Iskra bogów. Nie kochaj mnie" Marah Woolf, Tyt. oryg. Götterfunke. Liebe mich nicht, Wyd. Media Rodzina, Str. 448


Pierwszy tom miłosnej trylogii o starciu bogów i tytanów na Ziemi.

Zwykłe wakacje zmieniły się w przygodę życia. Śmiertelność zderzyła się z bóstwami w walce o uczucia i zrozumienie.

Często powtarzam Wam, że bardzo lubię sięgać po literaturę niemiecką. Jest w niej coś takiego, że zachwyca mnie wykonaniem, kreacją bohaterów oraz fabułą. Odnoszę wrażenie, że tamtejsi autorzy skupiają się na samych konkretach, zapominają o nużących dopisach i bardzo dobrze dopracowują przekazywanie przez bohaterów wszystkich emocji. Najlepszym przykładem jest pierwszy tom trylogii Marah Woolf "Iskra bogów", historii o bogach i miłości, czyli lekturze idealnej na każdą porę roku.

Fantastyka, romans mitologiczny, powieść typowo młodzieżowa a dla mnie - dawno zapomniany już gatunek romansu paranormalnego. Pamiętam czasy, kiedy ten gatunek był najczęściej pojawiającym się wśród nowości a każda kolejna książka przekonywała, że miłość jest na tyle silna, by mogła przezwyciężyć wszelkie niedogodności, także te nadnaturalne. Uwielbiałam te książki i cieszę się, że motyw powraca także dziś, ponieważ płynie z tego sama czysta przyjemność czytania, piękna opowieść ku czci wielkiej miłości oraz emocje, których w przypadku książki Woolf nie brakuje.

Fabuła jest prosta, język lekki a przygoda bohaterów zachwycająca. Akcja skupia się na wydarzeniach z domku letniskowego do którego przyjeżdża Jess. Dziewczyna marzy o wytchnieniu, chwytaniu dnia i cieszeniu się letnim czasem wraz z przyjaciółmi. Nie spodziewa się jednak, że spotka tam Caydena, tajemniczego chłopaka któremu człowieczeństwo jest bliższe niż jakiemukolwiek człowiekowi na ziemi. On bowiem musi walczyć na śmierć i życie, by udowodnić że zasługuje i wywalczyć dla siebie prawo do bycia człowiekiem. Jest jednak nieznośny i niekoniecznie przypada do gustu Jess. W dodatku  błysk w oku maluje go w oczach innych jako prawdziwego łobuza. Pojawiają się zatem liczne słowne przepychanki, zabawne dialogi i mnóstwo, mnóstwo uroku dzięki sympatycznej kreacji bohaterów. Przypominają oni (nawet ci mitologiczni) każdego z nas, dlatego czas spędzony w ich towarzystwie jest czystą przyjemnością.

Połączenie rzeczywistości z wątkiem mitologicznym okazało się trafionym pomysłem. Zeus zawiera umowę z Prometeuszem, na Olimpie wrze od plotek a na ziemi młodzi bohaterowie przeżywają swoje pierwsze miłosne uniesienia i stają w obliczu prawdziwych problemów. Otrzymujemy zatem książkę realną i ciekawą, każdy podjęty wątek budzi mnóstwo pytań a w tym wszystkim pojawia się boskie niebezpieczeństwo, dążenie do uchwycenia wielkich marzeń oraz ludzkie problemy z którymi musi sobie radzić każdy z nas. Ta historia zachwyca, wstrzymuje dech i pozostaje w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony.

"Iskra bogów" ma w sobie wszystkie elementy dobrej literatury. Pomysłowe połączenie mitologii z romansem, wspaniała kreacja bohaterów i historia wciągająca na całego. A ile w tym wszystkim emocji! Jestem urzeczona pierwszym tomem serii od Marah Woolf i już zacieram ręce w oczekiwaniu na kontynuację losów Jess oraz Caydena. Co będzie dalej? Jakie tajemnice wyjdą na jaw? Jedno jest pewne - nie zabraknie wrażeń! Powiedzieć, że trudno się od niej oderwać jest wielkim niedopowiedzeniem a fabuła urzeka od pierwszej do ostatniej strony.   

sobota, 1 maja 2021

"Pokój bez widoku" Grzegorz Gortat

"Pokój bez widoku" Grzegorz Gortat, Wyd. Media Rodzina, Str. 240
 

Przejmujący thriller, którego gęsta, naszpikowana niespodziankami akcja rozgrywa się w ciągu 24 godzin.

Krótka, ale treściwa. I to uwielbiam w książkach! Jeśli autor jest dobry potrafi na konkretnej, nieprzeciągniętej w nieskończoność treści stworzyć coś niesamowitego. Uwielbiam opasłe tomiska, mam do nich słabość, ale wiem też, że często są przegadane. Tutaj tego nie znajdziecie - krótsza forma niesie ze sobą niesłychany bagaż emocjonalny.

Nie znam wcześniejszych książek autorka, ale coś czuję, że na dniach nadrobię zaległości, bo w dłoniach Grzegorza Gortata drzemie wielki talent. Co ten autor zrobił z moją psychiką to sama jeszcze się zastanawiam! Niby prosta historia, niby typowy thriller, ale tak naszpikowany przeróżnymi emocjami i gęstą atmosferą grozy, że zdecydowanie wyróżniający się przez to na tle tłumu.

Wystarczyły zaledwie dwadzieścia cztery godziny, abym analizowała wszystko co działo się dookoła głównego bohatera. Tyle bowiem trwa akcja powieści. W zaledwie jeden dzień John M. Godart czy może właściwie Jan Michał Godruć wraca z USA do Polski i nie wie jeszcze, że ta jego decyzja okaże się zgubna w skutkach. Pośród fanów cenionego pisarza pojawia się jedna osoba szczególnie wyczekująca jego powrotu do ojczyzny. Dlaczego? Tego dowiecie się sięgając po powieść, ale uprzedzam, że zaskoczenia się gwarantowane.

Świetna kreacja bohaterów. To na pewno wyróżnia się na pierwszym planie. Główna postać ma w sobie wszystko, by w pełni przyciągnąć uwagę czytelnika. Jego historia jest ciekawa chociaż zamknięta w minimum. Drugim wartym uwagi aspektem jest sam klimat, który zdecydowanie dodaje powieści kilka plusowych punktów. Całość składa się na klaustrofobiczny, zaskakujący, dobrze napisany thriller, któremu jak na moje oko, zabrakło kilku detali. Chociaż bardzo podoba mi się krótsza forma i nie uważam, żeby był to minus dla całej książki to ostatecznie zabrakło mi kilku faktów i rozbudowania wątków, bo czasem czułam się po prostu troszkę niedoinformowana.

Każda książka ma plusy i minusy, więc nie zrażajcie się ostatnim akapitem. Całość oceniam bardzo dobrze i wystawiam lekturze solidną piątkę z plusem, ponieważ od początku czułam się wciągnięta w wir wydarzeń i "Pokój bez widoku" zmusił mnie do zarwania nocy. Zazwyczaj książki z takim klimatem zostawiam sobie na wieczorne czytanie i przyznaję - nie mogłam się oderwać. Cisza, spokój i półmrok w domu podbiły gęstą atmosferę a sama historia głównego bohatera ani przez moment nie była mi obojętna. Cieszę się, że zapowiedź książki nie zdradza praktycznie nic, ponieważ w tym tkwi cały jej urok.

wtorek, 13 kwietnia 2021

"Pustka wietrzna. Polowanie na Morrigan Crow" Jessica Townsend

"Pustka wietrzna. Polowanie na Morrigan Crow" Jessica Townsend, Tyt. oryg. Hollowpox. The Hunt for Morrigan Crow, Wyd. Media Rodzina, Str. 450


Seria o Morrigan i Nevermoor nawiązuje do najlepszych tradycji powieści dla dzieci o młodych wybrańcach, jakimi są np. książki o Harrym Potterze, którym los przygotował drogę do dorosłości pełną niespodzianek.

Kiedy pojawiły się zapowiedzi pierwszego tomu serii Jessiki Townsend a wszystko dookoła mnie aż krzyczało, że nadchodzi nowy, kobiecy Harry Potter - miałam wielkie obawy. Po pierwsze późno zaczęłam czytać książki Rowling, nad czym ubolewam do dziś. Po drugie, od razu zakochałam się w tym świecie i nie chciałam, by ktoś mi podsuwał marny substytut. Jednak potrzebowałam podobnej historii, równie inteligentnej, wciągające, pięknej, dlatego dałam szansę Townsend a ta nie tylko wypełniła lukę, ale i na nowo rozkochała mnie w świece magii.

To już trzeci tom przygód młodej czarownicy a ja na wstępie zaznaczam, że zachowanie chronologii czytania jest bardzo ważne! Pierwszy tom jest bardziej wstępem, drugi ciągiem przyczynowo-skutkowym, podobnie jak najnowszy, trzeci, który kontynuuje opowieść o losach Morrigan Crow. Zapewniam jednak, że wszystkie trzy tomy trzymają wysoki poziom, właściwie jeden wydaje się lepszy od drugiego a cała seria jest piekielnie emocjonalna, zaskakująca i zdecydowanie warta przeczytania przez każdego.

Morrigan Crow i jej przyjaciele mają za sobą pierwszy rok nauki w elitarnym Towarzystwie Wunderowym. I chociaż dowiedli swoich sił oraz determinacji do działania - nie mają wytchnienia. Dziewczyna staje w obliczu kolejnego wyzwania i musi opanować tajemnicze Sztuki Niegodziwe.  W dodatku szkołę opanowała dziwna choroba zwana pustką wietrzną, która zmienia uczniów w bezmyślne zoorzęta. Czy Morrigan uda się znaleźć lekarstwo i zapanować nad epidemią?

Pomysłowa fabuła to wielki plus całej serii. Każdy tom to nowa, niezapomniana przygoda, która zabiera nas w sam środek niezapomnianych atrakcji. Po raz kolejny Jessica Townsend udowadnia, że drzemie w niej wielki talent a to przekłada się na barwnych bohaterów, których uwielbia się od pierwszych stron a także ogromną dawkę magii. Jest zabawnie, zaskakująco, jest też nawiązanie do wielu wspaniałych cech od niezaprzeczalnie wspaniałej przyjaźni po miłość i zrozumienie. Uwielbiam tą serię za siłę przekazu, ponieważ nie tylko kryje w sobie moc atrakcji, ale i ponadczasowe wartości uchwycone w szczery, otwarty sposób.

"Pustka wietrzna" zaczyna się spokojnie, ale nabiera rozpędu z każdą kolejno przeczytaną stroną. Uwielbiam twórczość tej autorki, uwielbiam jej serię, która faktycznie idealnie zastępuje nam Harry'ego Potter'a. To nie jest jednak wierna kopia a Morrigan nie jest czarodziejem w sukience - to po prostu kolejna porcja niezapomnianej zabawy w świecie pełnym magii.

piątek, 9 kwietnia 2021

"Teraz i na zawsze" Mikki Daughtry, Rachael Lippincott

"Teraz i na zawsze" Mikki Daughtry, Rachael Lippincott, Tyt. oryg. All This Time, Wyd. Media Rodzina, Str. 380
 

Czy można znaleźć prawdziwą miłość, kiedy straciło się wszystko?

 

Pamiętacie wspaniałą powieść, niedawno zekranizowaną, "Trzy kroki od siebie"? To była jedna z lepszych młodzieżówek jakie czytałam, emocjonująca, wyciskająca z oczu łzy, ale miejscami również szczera, odważna i zabawna. Dziś autorki powracają z nową powieścią, równie dobrą co poprzednia.

Podoba mi się to, że autorki nie powielają schematów. Nie serwują nam kolejnej, podobnej do ostatniej lektury. Tym razem również otrzymujemy powieść obyczajową z wątkiem romantycznym, ale to wszystko - fabuła toczy się swoim rytmem, pokazuje trudy dorastania, wchodzenie młodzieży na etap podejmowania decyzji oraz radzenia sobie ze stratą.

Tak poznajemy Kyle oraz Kimberly, dwójkę nastolatków, którzy wydają się być dla siebie stworzeni. Idealnie dobrani, kochający się nawzajem. Jednak wszystko zmienia się na zakończenie szkoły, podczas uroczystego balu. Dochodzi do tragedii, w której ginie dziewczyna a chłopak z ranami ciała i serca musi stanąć w obliczu nowej sytuacji. I chociaż wydaje mu się, że nikt go nie rozumie, pewnego dnia pojawia się Marley, zjawiskowa dziewczyna, która odmieni jego złamane serce.

To piękna powieść, piekielnie romantyczna, emocjonalna, wzruszająca i zabawna kiedy trzeba. Głównych bohaterów nie da się nie uwielbiać, ponieważ są szczerzy wiarygodni i dojrzali. Ich relacja jest cudowna, pisana przez życie, w żaden sposób nie wyolbrzymiona. Dorównuje jej także fabuła, która chociaż powoli porusza się na przód, to niesie ze sobą wiele zaskoczeń, niekoniecznie tych dobrych i uczy nas, że życie potrafi być przewrotne a to co zakładamy, że będzie z nami do końca, może runąć niczym domek z kart.

"Teraz i na zawsze" ma w sobie znamiona powieści młodzieżowej, ale tej idealnej, wybijającej się spośród tłumu. Trudno opisać towarzyszące czytelnikowi podczas czytania emocje, trudno przestać rozmyślać o losach bohaterów, ponieważ powieść już od pierwszych stron staje się nam bardzo bliska i pozostaje w naszej głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony.

sobota, 3 kwietnia 2021

"Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow" Jessica Townsend

"Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow" Jessica Townsend, Tyt. oryg. Wundersmith: The Calling of Morrigan Crow, Wyd. Media Rodzina, Str. 400


"Owszem, jestem kłamcą, ale nie zawsze, i z pewnością nie tym razem."

Magia zmienia wszystko. Szczególnie, gdy otrzymuje ją w darze przebojowa bohaterka nowej magicznej serii. Czym tym razem zaskoczy nas Morrigan Crow?

Jessica Townsend pozytywnie zaskoczyła mnie pierwszym tomem swojej czarodziejskiej serii. Młoda bohaterka wkraczająca do świata magii miała być bliska historii czarodzieja, których podbił nasze serca, więc nic dziwnego, że miałam obawy. Jednak już pierwsze strony przekonały mnie, że to historia zupełnie inna, jednak równie dobra i piekielnie wciągająca! Z rosnącym zainteresowaniem wyczekiwałam kontynuacji, by przekonać się czy drugi tom okaże się równie dobry. A kiedy już miałam go w swoich rękach: ponownie przepadłam.

Nieograniczone pokłady wyobraźni autorki pozwoliły na stworzenie bogatego świata, w którym wszystko jest możliwe. Masa przygód, nieoczekiwanych zwrotów akcji, nowe wartości, zasady - wszystko to składa się na jedną kompletną, wciągającą całość, która porusza nasze szare komórki do myślenia i zabiera w podróż, której na pewno szybko nie zapomnę. To książka dojrzała, wielowymiarowa, śmiała w decyzjach głównej bohaterki i wkraczająca na wysoką pozycję wśród powieści jej gatunku. Kontynuacja wydaje się jeszcze lepsza, więc mogę jedynie przypuszczać, że z tomu na tom będzie co raz lepiej.

Townsend przekonała mnie także kreacją bohaterów. Słynna Morrigan Crow pojawiająca się na pierwszym planie otrzymała indywidualne cechy charakteru, które sprawiły że z miejsca ją polubiłam za bystrość i pewność siebie. W obliczu niebezpieczeństw, które autorka wciąż rzucała jej pod nogi, dzielnie radziła sobie z problemami, nie zatracając przy tym poczucia siebie oraz wierności wobec swoich przyjaciół. Ponownie więc zderzyłam się w powieści fantasy z cudownym wątkiem ponadczasowych wartości, które udowadniają, że nie ma takiej siły na ziemi czy w magicznej przestrzeni, by porzucić przyjaciół. 

To ciąg kolejnych wydarzeń, więc brak znajomości wcześniejszego tomu nie jest dobrym pomysłem. Tylko zachowanie chronologii zapewni Wam pełną przyjemność czytania. Wiem z doświadczenia! Losy młodej Morrigan Crow wędrują do fantastycznego miasta Nevermoor, w którym znalazła dom. Uniknęła klątwy, jednak czy to koniec problemów? Z nowym talentem i u boku przyjaciół będzie musiała rozwikłać tajemnicze zniknięcia członków Towarzystwa Wunderowego. Pojawiają się nowe zagrożenia. Czy Morrigan udowodni, że da sobie ze wszystkim radę?

Mnóstwo jest w tej powieści przygód, w których zatraci się czytelnik w każdym wieku. Czytam wszystkie gatunki literackie, lubię eksperymentować i testować, ale fantasy zawsze będzie dla mnie wyzwaniem. Jednak seria Nevermoor zrywa wszystko, nie ogranicza w żaden sposób, pobudza wyobraźnię, zabiera mnie do świata, w którym wciąż chciałabym przebywać. Jestem zachwycona wszystkim - od zasad rządzących tym światem, po problematyczne kwestie czy motywy przewodnie. Nie mogę wyjść z podziwu wiarygodności zawartej w każdym słowie, geście czy zachowaniu bohaterów.

"Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow" może pochwalić się wieloma atutami, ale na pierwszym miejscu stoi przede wszystkim główna bohaterka. To dla niej warto dać się porwać serii a późnej - możecie mi wierzyć - już nie będzie nic poza przygodami w świecie magii. Wspaniałe wykonanie, przemyślane zwroty akcji, cała masa motywów i mądrość płynąca z dialogów sprawiają, że losy Morrigan szybko znajdą wielu, wielu fanów. Śmiałam się i trzymałam kciuki za losy bohaterki, czyli bawiłam się podczas lektury wspaniale! 

piątek, 2 kwietnia 2021

"Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow" Jessica Townsend

 "Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow" Jessica Townsend, Tyt. oryg. Nevermoor: The Trials of Morrigan Crow, Wyd. Media Rodzina, Str. 432


Tu tryumfuje wyobraźnia, a smaku dodaje wyśmienity czarny humor. Zdecydowanie nadchodzi nowa era. Era Morrigan Crow!

Magia króluje w świecie literatury nie od dziś. Zachwyca czytelników światem o którym marzymy jako dzieci i zachęca dorosłych do marzeń. Jessica Townsend wpasowując się w ten trend proponuje nam nową serię o magicznych przygodach. Czy i tym razem czeka nas historia bez ograniczeń i z mnóstwem ponadczasowych wartości?

Dopiero niedawno nadrobiłam zaległości czytelnicze jeśli chodzi o powieści J.K. Rowling, więc miałam małe obawy jeśli chodzi o rozpoczynanie nowej serii w podobnym klimacie. Jednak wszystkie zagraniczne recenzje głosiły, że to powieść, której przegapić nie można (szczególnie fani HP), więc zaryzykowałam. I przyznaję - ryzyko się opłaciło, ponieważ odkryłam doskonały lek na tęsknotę za Hogwartem.

Jessica Townsend zaintrygowała mnie nie tylko pomysłem na fabułę - połączeniem tego co znane z oryginalnym światem, który jest czymś nowym, ale i wartym poznania z humorem (często czarnym i sarkastycznym) który idealnie wpasował się w moje poczucie dobrej zabawy. Dzięki temu śledząc poczynania głównych bohaterów nie rzadko uśmiechałam się sama do siebie lub szczerze zanosiłam śmiechem, gdy barwne postacie raz za razem zachwycały mnie swoją szczerością i pewnością siebie, szczególnie widoczną w dialogach. Autorka ma widoczną lekkość pisania, bawi się sytuacjami i światem, który wykreowała. Nie ma ograniczeń - a to uwielbiam najbardziej.

Powyższa powieść zabiera nas w powieść z pogranicza baśni i współczesnej historii. Roztacza przed nami świat pełen tajemnic i niespodzianek, bazujący na legendzie o przeklętej dziewczynce. Miała ona urodzić się w pechowy dzień, pod pechową gwiazdą i jedyną jej wartością było przynoszenie pecha. Jednak los już z góry przekazał ją na straty - miała bowiem dożyć jedynie jedenastych urodzin. Morrigan nie wierzy w te brednie. Nie daje wiary w los, który niestety zmienia się w dniu ich urodzin. Za sprawą pewnego dżentelmena, który nazywa się Jupiter North i ma dla Morrigan propozycję nie do odrzucenia.

Co to za historia! Co to za atrakcje! Cudowni bohaterowie, których nie da się nie lubić i wydarzenia, obok których nie sposób przejść obojętnie. Zaangażowanie się w rozgrywane wydarzenia przychodzi już z pierwszą stroną, ponieważ Morrigan to silna bohaterka, która skupia na sobie całą uwagę. Gdy pojawia się Jupiter i zabiera ją do tajemniczego miasta Nevermoor cała przygoda nabiera rozpędu - proponuje dziewczynie zajęcie miejsca w elitarnym stowarzyszeniu, gdy tylko pokona cztery próby (a każda z nich trudniejsza). Czy dziewczyna przynosząca pecha stanie na wysokości zadania?

"Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow" to historia, która godnie zastąpi Harry'ego Potter'a. Już nie mogę doczekać się kolejnych tomów, nie mogę doczekać się obserwowania jak wraz z rozwojem wydarzeń będą dojrzewać moi świeżo polubieni bohaterowie. Jessica Townsend wpadła na fantastyczny pomysł i łącząc kilka gatunków napisała historię pełną doskonałej akcji, intryg i tajemnic otoczonych smacznym poczuciem humoru. Fani HP - nadchodzi nowa era! 

poniedziałek, 29 marca 2021

"Projekt Prawda" Dante Medema

 "Projekt Prawda" Dante Medema, Tyt. oryg. , Wyd. Media Rodzina, Str. 352
 

Jeśli twoje życie zostało zbudowane na kłamstwie, skąd możesz wiedzieć, czy cokolwiek w nim jest prawdą?

 

"Projekt Prawda" to powieść bez wątpienia będąca pewnego rodzaju projektem, ale w najlepszym znaczeniu tego słowa. Uwielbiam nowe, odkrywcze, świeże podejście do literatury, więc chwytam każdą nowinkę i przyznaję - Dante Medema znacznie się wyróżnia.

Już kiedyś pojawiła się podobna książka a dokładnie "Crank" Elle Hopkins. Wówczas byłam zachwycona tą odkrywczą metodą przedstawienia treści i chociaż książka do dziś jest mi bliska, to wiem, że sporą częścią pozytywnego wrażenia był sposób zapisania fabuły. To wyjście naprzeciw oczekiwaniom czytelnika, który chce, by czytana przez niego powieść była bardzo osobista, trafiała w najczulszą nutę, splatała losy bohaterów i nas, czytających, w spójną całość. Taka jest lektura "Projekt Prawda" - pisana poprzez wiersz, maile, smsy, czyli naszą codzienność, tak dobrze nam znaną, w której potrafimy się odnaleźć i którą doskonale rozumiemy.

To opowieść siedemnastoletniej Cordeli Koenig, która miała tylko przeprowadzić projekt do szkoły. Badając swoje etniczne pochodzenie wysłała próbkę DNA do laboratorium i czekała. Wyniki które otrzymała okazały się jednak zmieniać całą jej rzeczywistość. Nagle prawda, którą się otaczała okazała się kłamstwem stworzonym przez rodziców a Cordelia straciła wiarę w swoją rodzinę. Na szczęście miała u swojego boku Kodiaka, chłopaka w którym się podkochiwała, ale i on wydawał się nie mówić dziewczynie całej prawdy.

To zaskakująca lektura, ale bardzo, bardzo dobra. Autorka z wprawą manewruje od jednej formy do drugiej i jednocześnie przedstawia czytelnikowi mnóstwo faktów. Nie nudzimy się więc podczas czytania, ponieważ nieustannie dowiadujemy się czegoś istotnego, co ma kluczowy wpływ na całą fabułę a dookoła krąży cała masa przeróżnych emocji. Poprzez krótkie teksty poznajemy nie tylko wspaniałą główną bohaterkę, ale także jej rodzinę, przyjaciół, a wszystko to jest w pełni wartościowe i wiarygodne, miejscami dużo lepsze niż nie jedna typowa powieść fabularna.

"Projekt Prawda" to wspaniała powieść. Mądra, dojrzała, szczera. Autorka nie bawi się w półśrodki i kiedy trzeba potrafi rzucić czytelnikowi prosto w twarz bolesną prawdę. Dzięki temu książka okazała się naturalna, obfita w codzienność oraz otaczające bohaterkę troski. Cordelia stanęła w obliczu prywatnego, bolesnego wyzwania, ale ma przy sobie cały czas czytelnika, który trzyma za nią kciuki i na własnej skórze czuje towarzyszące jej sprzeczności, przeżywając to samo co ona. Przyznaję - jestem zakochana w tej powieści! To cudowny przykład na to, by zachwycić nas niewielką liczbą konkretnych słów.

środa, 10 marca 2021

"Piętno Katriny" Agnieszka Bednarska

 "Piętno Katriny" Agnieszka Bednarska, Wyd. Media Rodzina, Str. 384
 

"Wszystko to, co w historii, którą właśnie zamierzasz przeczytać, jest najbardziej mroczne, przerażające i nieprawdopodobne, to fakty".

 

Twórczość Agnieszki Bednarskiej poznałam za sprawą jej książki "Dwa oblicza". Cóż to była za historia! Już wtedy zauważyłam wyraźnie wyróżniający się talent autorki oraz jej oryginalne podejście do podejmowanych tematów. Kiedy więc pojawiła się zapowiedź najnowszej jej książki, w dodatku w moim ulubionym gatunku, nie mogłam się oprzeć lekturze.

Na początku nie byłam do końca przekonana jeśli chodzi o tematykę, bo huragan Katrina, jakby straszny i przerażający nie był, średnio nadaje się na motyw powieści z dreszczykiem. To jednak jedynie tło dla rozgrywanych wydarzeń, bardzo klimatyczny plan dla poczynani bohaterów. I o ile początkowo zwątpiłam na chwilę w autorkę, teraz, znając całość, muszę przyznać, że jestem zachwycona pomysłem. I wcale nie o huragan tutaj chodzi a o balansowanie na granicy fikcji i zjawisk paranormalnych, o nietypowe nawiedzenie, o pobudzanie wyobraźni czytelnika i zmuszanie go do intensywnego myślenia.

Huragan Katrina dał się we znaki mieszkańcom Luizjany oraz Missisipi w sierpniu 2005 roku. Wówczas do jednej z doświadczonych tym piętnem miejscowości przyjechała młoda Polka, która chce zapomnieć o przeszłości i rozpocząć życie na nowo. Nie spodziewa się, że jej losy zostaną połączone z pewną rodziną, która wprowadzi się do tajemniczego domostwa a wszyscy bohaterowie zostaną narażeni na prawdziwe niebezpieczeństwo.

Zaskakująca. To przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o tej książce. Autorka nie zdradza wiele, pozwala by czytelnik sam domyślił się niektórych faktów, dzięki czemu podczas czytania nasz umysł działa na najwyższych obrotach a czytelnik analizuje wszystkie fakty, zastanawiając się w którą stronę ostatecznie potoczy się fabuła. Będzie mrocznie, niebezpiecznie, miejscami nawet strasznie a tajemniczy dom doda fabule odpowiedniego klimatu. Przyznaję, że podczas czytania z zapartym tchem śledziłam wydarzenia i z przyjemnością obserwowałam bohaterów, którzy wypadli bardzo wiarygodnie. Jednak najbardziej podobała mi się gęsta, mroczna atmosfera starego domostwa, która odegrała tutaj konkretną rolę.

"Piętno Katriny" to nie tylko dobrze skrojony thriller, ale i powieść, która porusza wiele ważnych kwestii. Opowiada o prywatnych demonach, pokazuje do czego zdolny jest człowiek w obliczu zagrożenia czy kryzysu oraz ukazuje siłę żywiołu w skutkach na długo po odejściu huraganu. To kawał świetnie wykonanej pracy, która może pochwalić się w pełni wykorzystanym potencjałem. Przyznaję - czasami potrafi porządnie przerazić. Powiem jedno, to była bardzo, bardzo dobra historia!

piątek, 19 lutego 2021

Przedpremierowo: "Wiosna koloru słońca" Carina Bartsch

  "Wiosna koloru słońca" Carina Bartsch, Tyt. oryg. Sonnengelber Frühling, Wyd. Media Rodzina, Str. 446
    PREMIERA: 10 marca 2021r.
 

"Wiosna koloru słońca" to trzecia (po "Lecie koloru wiśni" i "Zimie koloru turkusu") część historii o burzliwej miłości Emely i Elyasa.

"Wiosna koloru słońca" była dla mnie ogromnym wyzwaniem. Z jednej strony zacierałam ręce, bo w końcu, po tylu latach pojawił się trzeci tom mojej najukochańszej serii romantycznej. Z drugiej jednak nie byłam przekonana czy ta kolejna część była potrzebna. Uspokoiła mnie jednak sama autorka, która już na wstępie zaznaczyła, że przeanalizowała z każdej strony potrzebę powstania ciągu dalszego. I na szczęście postawiła na pisanie, ponieważ mimo moich obaw, zakochałam się w tej historii równie mocno co we wcześniejszych częściach.

Żeby docenić fabułę, polecam wrócić do tego co wydarzyło się na początku. Inaczej najnowszy tom może nie wypaść tak dobrze jak powinien, a to byłoby szkodą dla tej wyjątkowej serii. Odświeżenie sobie całej historii będzie na pewno przyjemną przygodą, ponieważ to najlepsza romantyczna historia jaka powstała i nawet po latach, gdy wróciłam do tego co tak mocno mnie oczarowało, czuję się jakby wygrała los na loterii otrzymując tak piękną, zabawną, dynamiczną, sarkastyczną historię. 

Uwielbiam Emely i Elyasa. Mogę to napisać z całą pewnością, ponieważ po latach darzę ich równie silnym uczuciem co podczas pierwszego czytania. To bohaterowie szczerzy, wiarygodni, pełnowymiarowi i bardzo inteligentni. Nie ma tu miejsca na głupiutkie czy naiwne dialogi, nie ma miejsca na bezsensowne sceny. W tej historii wszystko ma znaczenie a bohaterowie podejmują decyzje mające wpływ na całą fabułę. Wydawać by się mogło, że to już zamknięta opowieść, że już nic się do niej nie wciśnie a jednak Bartsch ponownie wrzuca bohaterów w sam środek przeciwności losu, by ich miłość wcale nie była taka łatwa.

Ponownie historia zaiskrzy od dowcipów, ciętych ripost i zabawnych dialogów. Pojawią się też wzloty i upadki, żeby początki związku Emely i Elyasa nie były takie łatwe. Na szczęście będą mieli u swojego boku wyjątkowych przyjaciół, którzy pomogą im pokonać wyzwania a sami bohaterowie docenią bycie blisko siebie jeszcze bardziej, gdy przyjdzie im zrozumieć, że razem łatwiej jest walczyć o swoje.

"Wiosna koloru słońca" uciekła klątwie kontynuacji i utrzymuje równie wysoki poziom co dwie poprzednie części. Bohaterowie są równie uroczy i sympatyczni co na samym początku, równie kochani i uzależniający. Podczas czytania było dużo śmiechu, dobrej zabawy, ale i niepewności co do losów ulubionych postaci, więc śmiało mogę napisać, że Carina Bartsch po raz kolejny oczarowała mnie na całego.