czwartek, 12 grudnia 2019

"Morski ogień" Natalie C. Parker

"Morski ogień" Natalie C. Parker, Tyt. oryg. Seafire, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 328

Morski ogień to zapierająca dech w piersi opowieść łącząca kobiecą siłę Wonder Woman z wybuchową akcją Mad Maxa: na drodze gniewu.

W świecie pełnym zagrożeń odnalazły siebie - przyjaźń, zrozumienie, pomocną dłoń. Oto opowieść o kobietach, które walczyły o swoją przyszłość.

To czy "Morski ogień" jest lekturą dla mnie było pytaniem, które pojawiło się w mojej głowie od dnia pierwszej zapowiedzi. Chwytliwa okładka, żywioł wody, który zdecydowanie jest moim ulubionym oraz interesujący opis sugerowały, że być może odnajdę się w tej historii mimo mocnych znamion fantastyki, więc postanowiłam zaryzykować - i nie żałuję! Pierwszy tom serii Natalie C. Parker okazał się historią porywającą i inną niż wszystkie dzięki czemu z ciekawością przerzucałam kolejne strony.

Tutaj bez wątpienia rządzi siła kobiet. Panie zapanowały nad całą fabułą, ukazały swoje zalety w wielkiej krasie i walczyły lepiej niż mężczyźni przez co byłam pod ogromnym wrażeniem ich kreacji oraz przekonań. Autorka postawiła na silne charaktery, niewiele zatem w jej książce pojawia się narzekań czy chwil zwątpienia. Każda z bohaterek motywuje do działania, stawia siebie za przykład do naśladowania a pośród nich wyróżnia się ta najdzielniejsza - Caledonia Styx, najważniejsza postać dla całej fabuły, która choć pełna wątpliwości i nieufna do samego końca łączy drogę kobiet z mężczyznami, którzy do tej pory byli jedynie ich wrogami.

O ile przestrzeń kosmiczna nigdy nie była moją mocną stroną w powieściach o tyle woda przyciąga mnie niczym magnes. Jeszcze niedawno myślałam sobie, że z chęcią przeczytałabym coś o piratach i proszę: Parker spadła mi jak z nieba. Akcja powieści rozgrywa się niemal w całości na statku, gdzie otacza nas nie tylko woda, ale i niebezpieczeństwo zagrażające bohaterom z każdej strony. Krótkie zejścia na ląd nie są ucieczką od strzałów i walki, więc chęć zemsty widoczna jest na każdym kroku. To doprowadziło do wielu strat w ludziach, więc gdy Caledonia i jej przyjaciółka zostały same na statku otoczone widmem zamordowanej załogi postanowiły, że zemsta będzie ich wyznacznikiem. Aric Athar miał zginąć spod ich rąk a wraz z nim jego pomocnicy, Pociski, którzy charakteryzowali się bezwzględnością. Jednak pewnego dnia jeden z nich ocalił przyjaciółkę Caledonii a ta musiała niechętnie przyznać, że nie można wrzucać wszystkich do jednego worka.

Wspaniale się to czytało a jedyny zarzut jaki mam wobec tej powieści to zbyt krótka treść. Mam wrażenie, że gdyby autorka pociągnęła tą historię na więcej stron byłabym równie zachwycona. Parker dostosowała tempo akcji, wciąż zarzucała nas nowymi starciami i wydarzeniami, pięknie nakreśliła świat przedstawiony oraz emocje towarzyszące bohaterom dzięki czemu czułam się jak jedna z bohaterek walczących na statku i nie miałam ochoty schodzić na ląd. Smutne losy kobiet na statku czasami wywołują chwile wzruszenia, kiedy indziej są motorem napędzającym do działania a zawsze fascynują - autorka spisała się na medal pisząc wiarygodną, wielowymiarową i bardzo realistyczną powieść.

"Morski ogień" to historia inna niż wszystkie, oryginalna i pomysłowa. Czas poświęcony lekturze jest dobrą inwestycją, która na pewno zostanie doceniona w przyszłości, gdy pojawi się kontynuacja. Mam nadzieję, że nie przyjdzie nam długo na nią czekać, bo już teraz chętnie dowiem się co wydarzyło się dalej. Tymczasem zachęcam, by fani różnych gatunków porzucili na moment woje lektury i dali się porwać właśnie tej, która nawiązuje do wielu motywów jednocześnie dzięki czemu każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

"Chłopiec jeden na milion" Monica Wood

"Chłopiec jeden na milion" Monica Wood, Tyt. oryg. One in a million boy, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 466

 "Historia ludzkiego życia nigdy nie zaczyna się na początku. Czego oni was uczą w tej szkole?"

Dwa skrajnie różne światy zbudowały jedną wspólną historię. Tylko czy to nie za późno, czy to już nie nadszedł kres?

Lubicie książki nostalgiczne, melancholijne i piekielnie wzruszające? Ja bardzo, chociaż nie często udaje mi się na takie trafić. Zazwyczaj gdzieś tam pojawi się łza wzruszenia, ale historie takie mocno szokujące, przy których płacz uniemożliwia mi dalszą lekturę mogę wyliczyć na palcach jednej ręki. Zawsze mam jednak nadzieję i tym razem skierowałam ją w stronę "Chłopiec jeden na milion", czyli obietnicę inteligentnej, choć smutnej opowieści.

Ona ma sto cztery lata i przez całe swoje życie nie straciła ani ułamka z upartości, która ją cechowała. Nie była serdeczną i życzliwą staruszką, z którą chciało się gawędzić tylko dziwną leciwą panią z własnymi nawykami. Dlatego tak trudno było jej zaakceptować przysłanego do pomocy jedenastego chłopca zafascynowanego rekordami Gunniessa. Ten jednak okazał się zupełnie inny niż Ona sądziła i przez to zaczęła wypatrywać go każdej soboty. Jednak pewnego dnia nie przyszedł a starsza pani zwątpiła w jego dobroć. Tydzień później natomiast pojawił się jego ojciec by kontynuować dzieło syna.

Jedyne zastrzeżenie jakie mam do tej lektury to zbyt powolnie rozwijające się tempo. Właściwie to jego brak. Zabrakło mi dynamizmu, takiego przytupu, chociaż wiem że miała to być książka właśnie taka: uderzająca w czytelnika przede wszystkim emocjami a dopiero na drugim planie treścią. To faktycznie się sprawdziło, ponieważ tych w całej historii jest ogrom a każda namiastka najmniejszych emocji skryta jest w kreacji bohaterów - począwszy od starszej pani na skrajnie różnych od siebie rodzicach chłopca kończąc.

Miło się patrzy na tak różnorodnych bohaterów. Tutaj każdy odegrał jakąś rolę, ważną dla całej historii, przyszłości oraz finału lektury. Przyglądałam się bohaterom z rosnącym zaciekawieniem: Onie Vitkus pełnej życiowych mądrości, tytułowemu pewnemu siebie chłopcu, który w całej historii nie doczekał się imienia a jednak odegrał tak ważną rolę aż w końcu jego rodzicom: matce zupełnie niepasującej do ojca, który tak walczył o pamięć swojego syna. Nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać, ponieważ trzeba ich poznać osobiście, by docenić te mądre, dojrzałe kreacje, ale zapewniam: bez takich bohaterów ta powieść nie byłaby już taka sama.

Przygotujcie sobie solidne pudełko chusteczek, bo bez niego przy tej książce ani rusz. "Chłopiec jeden na milion" to wyciskacz łez jakich mało, książka bardzo smutna i wzruszająca chociaż przepiękna jednocześnie. Jestem zachwycona, że trafiła w moje ręce i chociaż finał na pewno zostanie jeszcze ze mną bardzo, bardzo długo to już planuję, że pewnego dnia do niej wrócę. O takich książkach trzeba pamiętać, bo nie tylko nas uczą i motywują, ale dodają siły.

niedziela, 8 grudnia 2019

"Słodki upadek" Tillie Cole

"Słodki upadek" Tillie Cole, Tyt. oryg. Sweet Fall, Wyd. Editio, Str. 368

Wydaje się, że oboje są skazani na szczęście i spełnienie marzeń.

Miłość, dramaty i prawdziwe życie ponownie wkraczają na scenę w kolejnej odsłonie serii Słodki dom.

Znacie twórczość Tillie Cole? To autorka, która w tym roku jest zdecydowanie na fali. Z jednej strony serwuje nam silne dark erotyki, które przyprawiają o dreszcze i zawrót głowy a tuż po nich przychodzi z propozycjami słodkich historii o życiu pełnym komplikacji. Zawsze powtarzam, że nie potrafię wybrać która odsłona Cole pasuje mi najlepiej, ponieważ tak dobrze równoważy swoje książki, że chętnie sięgam po wszystko co wychodzi spod jej pióra.

Seria Słodki dom to historie różnych par wybranych bohaterów. Najpierw otrzymaliśmy opowieść na wzór współczesnego dramatu Szekspira, teraz przyszedł czas na coś bardziej współczesnego. Autorka serwuje nam kolejne dramaty w stylu New Adult, odwołuje się do demonów przeszłości i udowadnia, że wielkie uczucie nigdy nie jest takie proste, szczególnie gdy do głosu dopuszczane zostają trudne doświadczenia i wielka nieufność wobec świata a nawet samego siebie.

Tym razem w rolę głównych bohaterów wcielili się Lexi Hart i Austin Carillo. Dwie różne na pierwszy rzut oka osobowości szybko odnalazły wspólną drogę, jednak na początku przyszło im zmierzyć się z kilkoma nieprzyjemnymi wydarzeniami. Ona ciężką pracą wypracowała sobie aktualną pozycję, zapominając o tym co było kiedyś a skupiając się na tu i teraz. On walczył o to, by jego sukcesy w końcu dostrzegł świat. Jednak los miał dla nich inne zadanie i pokrzyżował wszystko o co tak usilnie walczyli jednocześnie pozwalając, by w najtrudniejszym dla siebie momencie znaleźli siebie.

Podobała mi się ta historia i to nawet bardzo. Świadome i racjonalne problemy bohaterów były otoczone wiarygodnością i mądrymi wyborami, chociaż nie obyło się też bez tragedii. Lexi musiała radzić sobie z przypadłością, która ciągle brała nad nią górę a Austin niespodziewanie stanął oko w oko z rodzinną tragedią, która całkowicie zmieniła bieg jego kariery skrzydłowego. Nie było łatwo widzieć ich w pełni życia a następnie wraz z nimi przeżywać te wszystkie dramaty, ale to też stanowiło lekcje życia, którą ja chętnie przyswoiłam. Stałam murem za tymi bohaterami i z bijącym sercem przerzucałam kolejne strony mając nadzieję, że jednak z czasem wszystko się jakoś ułoży.

Tillie Cole pisze bardzo przejmująco. Jej powieści pełne są emocji czego doskonałym przykładem jest właśnie "Słodki dom". Doskonale bawiłam się podczas lektury, która utrzymana w stylu New Adult niosła ze sobą wiele nieprzyjemności, ale też wątek romantyczny, który swoim ciepłem i oddaniem dodawał nadziei na lepsze jutro. Cieszę się, że miałam okazję ponownie spotkać się z twórczością tej autorki, która po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczyła.

sobota, 7 grudnia 2019

"Dopóki nie zajdzie słońce. Tom II" Ewa Pirce

"Dopóki nie zajdzie słońce. Tom II" Ewa Pirce, Wyd. Niezwykłe

"Nie patrz w przeszłość, nie wybiegaj w przyszłość, żyj teraźniejszością."

Walczył o przyszłość swoją i swoich najbliższych chociaż nie spodziewał się, że to dopiero początek problemów. Czy uda mu się po raz kolejny stawić czoła złu?

Chyba każdy kto miał możliwość zapoznać się z jakąkolwiek książką Ewy Pirce zgodzi się ze mną, że ta autorka skrywa wielki talent. Osobiście odkryłam jej twórczość w tym roku i to był jeden z moich najlepszych czytelniczych wyborów. Piękny styl, obrazowe słownictwo i emocje które wydawać by się mogło, że nigdy się nie kończą odnalazły swoje miejsce także w serii Dopóki nie zajdzie słońce, której finał pierwszego tomu pozostawił we mnie wiele niewiadomych. 

Część pierwsza była przepiękną historią. Z silnym przekazem, masą angażujących emocji i bohaterami niezwykle dojrzałymi. Byłam ciekawa czy drugi tom nie rozmyje tego uroku, ale mam wrażenie, że autorka stając na wysokości zadania przedstawiła nam nawet jeszcze lepsze rozwinięcie. Od samego początku wkraczamy na drogę tragedii głównych bohaterów, którzy w szpitalnych korytarzach obrzucają się winią. Jessica nie zdołała ocalić Lucy przed porwaniem a Samuel nie mógł jej wybaczyć tego, że naraziła jego siostrę. Jednak czy warto rozpamiętywać to co było w obliczu nieuchronnej tragedii? 

Romans tak pięknie nakreślony w poprzedniej części tym razem schodzi na drugi plan. Teraz to walka o przetrwanie najbliższych staje się najważniejszym celem głównego bohatera a jednak przez to powieść ani na moment nie traci na swojej wartości. Wszystko jest idealnie wyważone, strony przerzuca się z rosnącym napięciem co będzie dalej, a los bohaterów nigdy nie był mi obojętny. Akcja jest dynamiczna przez natłok trudnych wydarzeń i kolejnych przeciwności losu, ale to nowe fakty na temat przeszłości głównych bohaterów wyciągnięte z retrospekcji oraz ich trudna przeszłość stają się dla nas najważniejsze.

Można zauroczyć się tą powieścią, tym wszystkim co w niej spotykamy. Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele z fabuły, bo największą przyjemnością jest jej samodzielne poznawanie, ale zapewniam, że nie będziecie rozczarowani. Ewa Pirce wspaniale operuje słowem, potrafi trafnie oddać każdą, choćby najmniejszą myśl bohaterów sposób taki, który odczuwamy indywidualnie na własnej skórze. I w tym tkwi właśnie urok tej powieści: każdy z nas odbierze ją inaczej, ponieważ utożsamiając się bohaterami przełożymy ich los na własne doświadczenia.

To opowieść o sile miłości, ale nie tylko tej romantycznej, ale przede wszystkim rodzinnej. O sobie samym, o walce z przeciwnościami oraz o bliskości drugiego człowieka. W "Dopóki nie zajdzie słońce. Tom II" nie brakuje dramatów oraz trudnych wyborów, ale znalazło się także miejsce dla chwil ulotnego szczęścia. Mnóstwo wzruszeń, masa emocji i chwytająca za serce fabuła podbiła mnie od pierwszych stron. Jestem zachwycona i mam nadzieję, że Ewa Pirce jeszcze nie raz zaskoczy nas swoim dziełem.

piątek, 6 grudnia 2019

"Czas wojny, czas miłości" Victoria Gische

"Czas wojny, czas miłości" Victoria Gische, Wyd. Kobiece, Str. 304

 Tęsknota za prawdziwą miłością jest zawsze taka sama, niezależnie od czasów.

Wielkie nadzieje, marzenia i miłości zderzone z prozą życia mogą okazać się rozczarowaniem lub nakłaniać nas do walki o swoje.

Piękna okładka, chwytliwy tytuł, tajemnicze nazwisko autorki - wszystko wskazywało na to, że trzymam w swoich rękach amerykańską powieść a tu taka niespodzianka! Victoria Gische to polka z krwi i kości, która napisała piękną sagę rodzinną o miłości, ponadczasowych problemach oraz historii, która w tej historii odgrywa kluczową rolę.

Bardzo lubię książki w tym temacie, więc nie wahałam się ani chwili i przy pierwszej możliwości zabrałam się do lektury. Nadzieje i oczekiwania miałam takie jak zawsze: że książka mnie oczaruje, szczególnie klimatem, bo wydawała się idealną propozycją na jesienny wieczór. Okazało się, że lektura przeszła nawet moje oczekiwania będąc opowieścią pełną zwrotów akcji, zaskakującą i pomysłowo napisaną mimo silnego wątku historycznego, który dla mniej zorientowanych może wydawać się nudny. Nic z tych rzeczy! 

Czas spędzony w towarzystwie tej rodziny na pewno nie był dla mnie czasem nudnym czy zmarnowanym. Autorka stworzyła silną sieć powiązań między bohaterami jak to w dawnych czasach bywało, stworzyła silny ród kobiet, które - miałam takie wrażenie - królowały nad bohaterami męskimi i przelewały we mnie tą swoją siłę oraz determinacje. Każda postać była barwna, otrzymała swój indywidualny charakter i wyróżniała się spośród tłumu, więc na kreacje bohaterów nie mogę narzekać.

Fabuła również okazała się ciekawa. Historia rodu z seniorką Różą von Goch na czele, sploty zaskakujących wydarzeń i rozterki młodych bohaterów oraz życie jej syna Henryka czy wnuczek Leny i Nory w obliczu miłosnych uniesień i uczuciowych zawirowań. Miło było spędzić czas w towarzystwie tych bohaterów, śledzić ich wybory oraz trudne czasy w których przyszło im żyć, ponieważ nie tylko miłe chwile były na tapecie, ale i wojna zmuszająca rodzinę do opuszczenia ukochanego Nieczujowa, by odnaleźć dla siebie nowe miejsce.

"Czas wojny, czas miłości" to lektura, która znajdzie uznanie wśród wielu czytelników: docenią ją fani powieści z wątkiem historycznym, romantycznym czy obyczajowym oraz ci, którzy szukają lekkiej choć wciągającej powieści na wieczór. Cieszę się, że dałam szansę autorce i poznałam tą zawiłą sagę rodzinną, bo to lektura w sam raz na jesień.

czwartek, 5 grudnia 2019

"Bądź moim światłem" Agata Przybyłek

"Bądź moim światłem" Agata Przybyłek, Wyd. Czwarta Strona, Str.

Czy jeden spacer może zmienić całe życie? Ta historia poruszy wasze serca...

Jedno spotkanie zmieniło ich na całe życie. Okazało się bowiem, że wybory nigdy nie są na zawsze.

Idą święta i tradycją staje się wówczas nowa książka Agaty Przybyłek. Jeśli śledzicie mój blog regularnie, wiecie że to jedna z moich ulubionych polskich autorek i cenię sobie ogromnie wszystkie jej powieści. Czasami pisze zabawnie, z trafionym w punkt poczuciem humoru a czasami przejmującą, tak jak właśnie zazwyczaj świąteczną porą. "Bądź moim światłem" to jedna z tych opowieści przy których warto zatrzymać się na moment i przełożyć na własne życie.

Agata Przybyłek zawsze tworzy życiowe fabuły. Niezależnie czy są one komediowe czy poważne - zawsze mają swoje odbicie w realnym świecie i nie można zarzucić im fałszu czy braku autentyczności. Tym razem jest podobnie - jej najnowsza książka to bardzo dojrzałe dzieło, przepełnione skrajnymi emocjami, idealnie oddające wszelkie ludzkie troski, lęki i marzenia. Chociaż książka jest świąteczna i kryje w sobie tą magię nie ukrywam, że miejscami dopadało mnie wzruszenie.

Wszystko miało miejsce pewnego listopadowego wieczoru, kiedy w całym mieście zgasły światła. Wówczas Magda szła do domu i nie spodziewała się, że z pomocą przyjdzie jej nieznajomy. Złapali wspólny język, świetnie się dogadywali, ale wzywała ich rzeczywistość. Ona musiała wrócić do męża, któremu przecież obiecywała wszystko na dobre i złe. Kolejne spotkanie z poznanym wcześniej mężczyzną uświadomiło kobiecie, że sama już nie jest pewna swoich uczuć. Czy zostać z mężem i tkwić w niepewności? A może pozwolić porwać się nowym emocjom?

Magda to przykład bohaterki, która przypomina każdego z nas. W jej zachowaniu oraz decyzjach bez problemu możemy odnaleźć własne obawy i lęki związane z codziennością. Autorka idealnie oddała jej relację, świadomość działań oraz wiarygodność. Było wielu bohaterów, którym koniecznie musicie poświęcić uwagę podczas czytania, ale moja uwaga wciąż wracała do Magdy bliskiej mi ogromnie i aż nie mogę się nadziwić jak trafnie autorka oddała jej rozterki, chociaż przecież już tyle jej książek przeczytałam i wiem, że drzemie w niej wielki talent.

Lekka, emocjonalna i szczera powieść o miłości wystawionej na próbę i różnych jej obliczach. "Bądź moim światłem" wpisuje się w zbiór powieści Agaty Przybyłek jako jedna z obowiązkowych lektur dla fanów powieści obyczajowych. To historia o wyborach, które nigdy nie są łatwe a które - w tym przypadku - okazały się kluczowe.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

"Gdyby ocean nosił twoje imię" Tahereh Mafi

"Gdyby ocean nosił twoje imię" Tahereh Mafi, Tyt. oryg. A Very Large Expanse of Sea, Wyd. We need YA, Str. 320

"Czasami myślałam, że bycie nastolatką to najgorsze, co mi się w życiu przydarzyło."

Miłość tylko wydaje się łatwa. Wymaga poświęcenia, czasu i rozwagi. Szczególnie, gdy rodzi się w świecie pełnym nienawiści.

Tahereh Mafi i jej pierwszy cykl Dotyk Julii ogromnie mnie poruszyły. To jedna z najważniejszych historii w mojej czytelniczej karierze i wracałam do niej wielokrotnie przez co pierwszy tom znam niemal na pamięć.Dlatego nie było żadnych wątpliwości gdy pojawiła się pierwsza zapowiedź nowej książki autorki - wiedziałam, że muszę ją przeczytać. I chociaż mniej więcej wiedziałam czego mogę się spodziewać i tak czuję się miło zaskoczona.

Styl tej autorki jest bardzo poetycki. Mimo, że pisze ona lekko i bez większych komplikacji to tworzy zdania i nawet pojedyncze słowa, które idealnie oddają poszczególne emocje bohaterów czy trafnie relacjonują wydarzenia. Można zatrzymać się przy każdej stronie i wypisać z niej wiele trafnych cytatów, które znajdą swoje odzwierciedlenie w wielu życiowych sytuacjach. Właśnie za to pokochałam Tahereh Mafi a jej najnowsza powieść jest tylko potwierdzeniem oryginalności i charyzmy w jakiej tworzy co nie bez powodu nadaje jej rangę jednej z najlepszych autorek. Przynajmniej w moim odczuciu.

Sama fabuła powieść również jest bardzo trafna. Nowy świat a jednak wydaje się nam bardzo bliski, podobny do naszego, chociaż opętany nienawiścią szerzącą się z każdej strony. Zamachy, starcia, krzyki i niepohamowane oskarżenia prowadzą do wielu przykrych i niebezpiecznych sytuacji a świat Shirin, szesnastoletniej muzułmanki, wydaje się jednym pasmem tragedii i okrucieństwa. Nauczyła się już jak podli potrafią być ludzie dlatego oddała się muzyce i tańcowi, by choć przez moment czuć na własnej skórze coś dobrego. Później na jej drodze stanął Ocean James i od tamtej pory wszystko się zmieniło.

Shirin to idealna bohaterka dla tej powieści. Jej kultura i pochodzenie napędzają machinę zła, która ją otacza a pasja dziewczyny i jej wytrwałość w dążeniu do tego, by wyzwolić się spod tej przyjętej nienawiści potrafią zaskakiwać i motywować do działania. Polubiłam ją od samego początku jednak dopiero w obecności Oceana dostrzegłam prawdę kryjącą się w tej bohaterce. Obydwoje byli różni, pochodzili z innych światów i wierzeń a jednak postanowili wyciągnąć z siebie wszystko co najlepsze mimo, że zaufanie nie było mocną stroną Shirin. Los tej dwójki nakreślił wyjątkową, wielopłaszczyznową i poruszającą historię o miłości, która okazała się wzruszającą opowieścią od której nie mogłam się oderwać.

"Gdyby ocean nosił twoje imię" to wielowymiarowa powieść przy której warto się zatrzymać. Pozbawiona schematów, oryginalna i odważna jest czymś więcej niż tylko opowieścią o miłości. To głos ludzi narażonych na ciągłe niebezpieczeństwo, to poszukiwanie własnego miejsca w świecie oraz walka o szczęście w miejscu samych tragedii. Mnóstwo skrajnych emocji i poruszająca historia to lektura obowiązkowa dla każdego.

niedziela, 1 grudnia 2019

"Chmura" Claudia Pietschmann

"Chmura" Claudia Pietschmann, Tyt. oryg. Cloud, Wyd. Media Rodzina, Str. 400

Paraliżująco realistyczny, porywający thriller dla młodzieży.

Internet skrywa wiele tajemnic. Może odnaleźć w nim szczęście, ale nie bez powodu powtarza się, że na każdym kroku czyha wiele niebezpieczeństw.

Byłam tej książki ogromnie ciekawa od samego początku. Wszystko za sprawą ważnego tematu, który podejmuje. Lubię sięgać po różne historie z miłością online, ponieważ zawsze ten motyw był dla mnie zarazem zaskakujący jak i bardzo kuszący. Czy można znaleźć drugą połówkę nie widząc jej wcześniej na oczy? Czy ci, którzy twierdzą, że znaleźli miłość w internecie mają rację? Postanowiłam się przekonać sięgając po "Chmurę", czyli thriller dla młodzieży z aktualnym tematem.

Do otwarcia pierwszej strony nie byłam pewna co czeka mnie w środku, ponieważ dość lakoniczny opis sugerował jedynie pobieżny kierunek fabuły. To jednak wystarczyło, by namówić mnie do czytania i już po kilku pierwszych stronach faktycznie dałam się porwać historii. Napisana jest lekko, bardziej w stylu młodzieżowym (chociaż na szczęście nie wprowadza slangu) i rozwija się powoli, ale ma w sobie wystarczająco dużo emocji, by intrygować już od początku. Z dużą ciekawością przerzucałam więc kolejne strony i z zaskoczeniem zauważyłam, że im bliżej finału tym więcej tajemnic się pojawia i napięcie wydaje się nie do zniesienia.

Chociaż wiek głównych bohaterów, styl i tematyka przekonują, że jest to powieść typowo młodzieżowa - tak naprawdę odnajdzie się w niej każdy. Temat jest tak powszechny, mądrze podjęty i aktualnie bardzo współczesny, że każdy zrozumie przekaz autorki na swój sposób a niezależnie jak odbierzemy treść zawsze poczujemy się zadowoleni z fabuły. 

Jak na thriller przystało ta historia zaskakuje. Są niedomówienia ze strony bohatera zamkniętego w ramach sieci online. Paul nie chce się ujawnić i ma ku temu powody a jego chorobliwa fascynacja zaczyna przerażać nie tylko młodą bohaterkę, ale i czytelnika. Powoli zaczęłam przerzucać akcję na prawdziwe życie i nie mogłam przestać rozmyślać jak ja zachowałabym się w podobnej sytuacji, ponieważ tak naprawdę to wszystko może aktualnie rozgrywa się gdzieś w świecie. Jak więc przestrzec tych, którzy dają się porwać uczuciu, że nie zawsze słowo pisane równe jest prawdziwe?

Emma i Paul poznali się w internecie a ona bardzo szybko zrozumiała, że chyba się zakochała. On był czarujący, znał jej myśli i wydawało się, że wspólnie przeżywali to samo. Jednak dzielenie się sekretami w sieci nie jest tym samym co spotkanie w realu. Tylko czy faktycznie warto przenosić coś do prawdziwego świata, gdy Paul niebezpiecznie zaczyna osaczać dziewczynę a jego uczucie wydaje się czymś więcej niż tylko nastoletnim zauroczeniem? I dlaczego nie chce ujawnić swojej prawdziwej tożsamości? Co takiego skrywa?

Tą mądra i pouczająca historia z ważną przestrogą. Finał "Chmury" był inny niż przypuszczałam, ale cieszę się z takiego zakończenia. Autorka świadomie poprowadziła swoich bohaterów w konkretnym kierunku, by dać nam, czytelnikom, trochę do myślenia. Lubię takie dojrzałe, uczące nas czegoś lektury i mam nadzieję, że i Wy dacie się na nią namówić. Miłość online jest możliwa? Przekonajcie się sami.

sobota, 30 listopada 2019

"Słuchaj głosu serca" Natalia Sońska

"Słuchaj głosu serca" Natalia Sońska, Wyd. Czwarta Strona, Str. 304

Kto w tej pięknej bajce okaże się złym wilkiem, a kto uratuje niewinne serce? Przekonajcie się same!

Uciekała od miłości, ponieważ bała się tego co może się z nią wiązać. Nie spodziewała się, że ta i tak odnajdzie ją w najmniej oczekiwanym momencie.

Natalia Sońska to tuż obok Agaty Przybyłek polska autorka po której książki sięgam chyba najczęściej. Obie te panie bardzo różnią się stylem, ale obie mają również ogromny talent do pisania, więc polecam nadrobić zaległości jeśli jeszcze nie mieliście okazji. Natalia Sońska pisze delikatnie, delektuje się detalami i zaskakuje nas pięknymi, trafnymi opisami uczuć, miejsc oraz przeżyć co widać także w jej najnowszej powieści.

Jagna to młoda bohaterka, której życie poukładało się tak a nie inaczej. Pod naporem doświadczeń i życiowych wyborów zrezygnowała z poszukiwania miłości i rozumiałam jej decyzję. Ta bohaterka nie działała pod wpływem chwili, nie była impulsywna - ona po prostu liczyła się z tym co ją może czekać w przyszłości a nie chciała zderzyć się z rozczarowaniem. To nie jest również tak, że nie chciała mieć u boku nikogo. Po prostu ciężko było znaleźć kogoś takiego, kto będzie je równy. Autorka stworzyła tą dziewczynę na nasz wzór: z wszelkimi problemami, zmartwieniami, słabostkami, więc bardzo szybko się z nią utożsamiłam i z zaciekawieniem śledziłam jej historię.

Miłość do gór odziedziczyła po mamie i babci, które pochodzą z Zakopanego. Nie odziedziczyła jednak ich silnego góralskiego charakteru. Więc gdy rodzina próbowała podsunąć jej pod nos kolejnych kandydatów na męża Jagna zaskoczyła ich w święta, w końcu własnym wyborem. Jednak nie takiej reakcji się spodziewała. Mama dziewczyny nie zapałała sympatią do jej wybranka a on sam wydał się jakby inny niż na początku. Czy wątpliwości rodziny okażą się słuszne?

Miłość ma różne oblicza co ładnie wychodzi na jaw w tej powieści. Mimo świątecznego klimatu, mimo obecnej magii i rodzinnej atmosfery coś się niedobrego dzieje w życiu głównej bohaterki i to od nas zależy odkrycie sekretu jej ukochanego. Dlaczego nie przypadł do gustu rodzinie? Co skrywa? Tego na początku nie wiedziałam, ale zapewniam Was że fabuła jest tak poprowadzona, że na początku poznajemy wszystkie profile psychologiczne bohaterów a później już przyjemnością śledzimy ich losy, by dowiedzieć się całej prawdy o tym czy Jagna doczeka się w końcu szczęśliwego zakończenia.

"Słuchaj głosu serca" bardzo mnie poruszyło. To jedna z czołowych polskich powieści, która stanie na mojej honorowej półce. Dawno tak nie przeżywałam, dawno tak nie roztrząsałam żadnej fabuły. Natalia Sońska po raz kolejny udowodniła, że potrafi tworzyć piękne i bardzo trafne życiowi historie. Mam nadzieję, że w okresie świątecznym, ale także poza nim zdecydujecie się na tą powieść i tak jak ja docenicie talent autorki.

piątek, 29 listopada 2019

"Milion małych kawałków" James Frey

"Milion małych kawałków" James Frey, Tyt. oryg. A Million Little Pieces, Wyd. Burda Książki, Str. 520

"Przejmuj się tym, co myślą inni, a zawsze będziesz ich więźniem."

Uzależnieni, odrzuceni, pozbawieni sensu życia. Jak interpretować uzależnionych od używek? Jak ich nazywać, jak definiować?

Mocna, odważna, miejscami przerażająca. Początkowo te chwytliwe hasła mnie nie kupiły, nie bardzo dawałam im wiarę i nie czułam się przekonana do lektury. Dlatego przeszłam obojętnie obok pierwszego wydania. Dziś wiem już, że to był błąd, ponieważ coś podpowiadało mi, żeby jednak zdecydować się na wznowienie tej książki a ta decyzja udowodniła mi jak wiele do tej pory straciłam. James Frey napisał niezwykle prawdziwą opowieść o problemie współczesnego świata, która trafia nie tylko do serca czytelnika, ale i odwołuje się do jego wyobraźni malując obrazy tak zatrważające, że czasami ciężko było mi czytać.

To na pewno nie jest książka dla każdego. Autor serwował mi wiele wulgarnych, wręcz obrzydliwych opisów przez które miejscami naprawdę trudno było mi przejść. Jednocześnie doceniałam tą otwartość z jaką podszedł do historii, tą prawdę płynącą ze wszech stron. W końcu ktoś poruszył wątek narkomanii i w sposób taki, jak powinno się do tego podchodzić - Frey nie ugładzał, nie słodził a otwarcie pokazywał jak podły jest to świat, jak ciężki do zniesienia dla każdego: obserwatora, członka rodziny czy w końcu samego poszkodowanego.

Główny bohater swoje w życiu przeszedł i trudno jednoznacznie go ocenić. Z jednej strony ma się poczucie, że wpadł w silne uzależnienie od alkoholu a następnie od narkotyków i jest to jakiegoś rodzaju choroba. Z drugiej jednak widzimy jak powoli stacza się w dół i targają w nas sprzeczne emocje: chce się mu współczuć równie mocno co krzyczeć na niego, że sam dopuścił się do takiego stanu. Plus jest taki, że na przykładzie losów tej postaci możemy wyciągnąć całą masę konkretnych wniosków, ale jednocześnie wszystko jest tak trudne do przeżycia, że czasami musiałam odłożyć książkę, żeby poukładać sobie w głowie emocje.

Los Jamesa (zbieżność imion z autorem nie jest przypadkowa) od początku nie był kolorowy. Obudził się na pokładzie samolotu kompletnie poturbowany, z obolałym ciałem i duszom. Wybite zęby miały być tylko wstępem do dalszej tragedii. Nie wiedział skąd się tam wziął ani dokąd zmierzał, ale podjął konkretną decyzję - czas wziąć życie w swoje ręce. Ma dwadzieścia trzy lata a od dziesięciu zmaga się z uzależnieniem od alkoholu. Od trzech z narkotykami. Zgłasza się więc na odwyk budząc w lekarzach wątpliwość jakim sposobem jeszcze żyje.

Bardzo prawdziwa, ponieważ oparta na prywatnych doświadczeniach, silnie działająca na czytelnika i skandaliczna za czasów swojego pierwszego wydania powieść dedykowana jest przede wszystkim osobom o silnych nerwach. Zaliczam się do takich a jednak podczas czytania wiele razy trudno było mi przyswoić niektóre seny. Ta książka ma siłę pięciu oraz motywacje do zmian tak potężną, że burzy mury. W idealnie trafny sposób oddaje potwora uzależnienia, który żywił się Jamsem nawet wtedy, gdy ten chciał walczyć. Walka była ciężka i wiele razy prowadziła do dramatów. Czy jednak skuteczna? O tym musicie przekonać się sami.

Polecam, jeśli to w ogóle dobre słowo, dać szansę powieści Jamesa Freya i zmierzyć się osobiście z "Milionem małych kawałków". To nie będzie łatwa droga, doświadczenia będą przerażające a emocje nie opuszczą Was na długo po skończonej lekturze. Mogę jednak zapewnić, że takie książki trzeba czytać, szczególnie tak mądrze i wiarygodnie napisane, w których los głównego bohatera od początku do końca jest naszym losem.

czwartek, 28 listopada 2019

"Jej ostatnie pożegnanie" Melinda Leigh

"Jej ostatnie pożegnanie" Melinda Leigh, Tyt. oryg. Her Last Goodbye, Wyd. Editio, Str. 312

 Czyim życiem zaryzykujesz dla sprawiedliwości? 

Niebezpieczne wydarzenia, tajemnicze zniknięcie i oskarżony mąż. W co tym razem wpakuje się Morgan Dane i jakie będą tego konsekwencje?

Kiedyś miałam ochotę na lekki i niezobowiązujący thriller, który po prostu zajmie mi wolne popołudnie. Sięgnęłam więc po pierwszy tom serii Melindy Leigh "Proś o przebaczenie", który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Nie wiem czy to przez brak moich większych oczekiwań, czy to historia po prostu niepozorna a jednak dobrze napisana - co by to nie było, dziś kontynuuję trylogię i po raz kolejny z zaskoczeniem zauważam, że nie mogłam oderwać się także od drugiego tomu.

Warto zachować chronologie czytania, ponieważ część połączone są główną bohaterką. Morgan Dane, matka której zbyt szybko przyszło pożegnać się z mężem to silna osobowość, która nie boi się wyzwań. Wychowuje samotnie trójkę dzieci, prowadzi praktykę adwokacką i podejmuje się wyjaśnienia tajemniczego zaginięcia Chelsei Clark, młodej matki, która nie dotarła na spotkanie z przyjaciółką a o której porwanie zostaje oskarżony mąż. Co wydarzyło się naprawdę? Tego nikt nie wie, ale Morgan zrobi wszystko, by rozwikłać zagadkę.

To bardzo sympatyczny thriller, pełen ukrytych znaczeń. Nie spodziewałam się, że autorka zaskoczy mnie tyloma ślepymi zaułkami, zaprowadzi w podejrzane miejsca, wprowadzi pościgi akcji i niebezpieczne postacie zagrażające życiu głównej bohaterki. A jednak - w dynamicznym tempie, bez przerwy na nudne momenty czy opisy, z pełną świadomością Melinda Leigh zabiera nas w sam środek wydarzeń, których finału nie można przewidzieć aż do ostatnich stron.

Autorka zgrabnie zmienia miejsca akcji, buduje napięcie, poddaje w wątpliwość zachowanie poszczególnych bohaterów i nie pozwala nam odpocząć ani przez minutę. Jej książka jest pełna atrakcji, wodzenia za nos i podsyłania niepewnych tropów, ale w tym wszystkim znalazło się także miejsce na inne motywy - traumę, niedowartościowanie, problemy rodzinne. Całość wypada naprawdę ciekawie, lektura nabiera nie tylko kryminalnych, ale i obyczajowych ram a historia wydaje się tworzyć na naszych oczach przez co bardzo łatwo zaangażować się w to wszystko.

"Jej ostatnie pożegnanie" okazało się dla mnie miłym zaskoczeniem. To porywający thriller, w którym wszystko jest możliwe. Silne kobiece bohaterki przekonały mnie, że to lektura dla mnie a rozbudowana kreacja wszystkich postaci tylko utwierdziła w przekonaniu, że warto kontynuować lekturę. Wykorzystany pomysł, strategicznie poprowadzona akcja i emocje to gwarantowana dobra zabawa.

środa, 27 listopada 2019

"Więcej upiornych opowieści po zmroku" Alvin Schwartz

"Więcej upiornych opowieści po zmroku" Alvin Schwartz, Tyt. oryg. More Scary Stories to Tell in the Dark, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 136

Witajcie w przerażającym świecie Upiornych opowieści, ponadczasowej kolekcji opowiadań o strachu, mrocznej zemście i nadprzyrodzonych zdarzeniach, okraszonych mrożącymi krew w żyłach ilustracjami.

Mrok, niebezpieczeństwo, strach. Oto nadciąga kolejna dawka zaskakujących opowieści. Jesteście gotowi?

Wiem, że trochę marudziłam na pierwszy zbiór strasznych opowiadań od Alvina Schwartza, ale mimo wszystko z chęcią zdecydowałam się na kontynuację. Teraz wiedziałam już czego się spodziewać, po raz kolejny uległam pokusie ślicznego wydania i tą porą roku, kiedy szybko robi się ciemno, wiat wieje za oknem a mróz czai się już w ukryciu postanowiłam, że horror, nawet ten mało straszny będzie idealnym wyborem.

Po raz kolejny otrzymujemy zbiór króciutkich historii wszelakiej maści. Pojawiają się straszące dusze, dziwne zwierzęta, tajemnicze miejsca czy nawet statki pełne duchów. Wszystko to okraszone morałem, który - jak autor zapowiedział - miał podziałać na wyobraźnię czytelnika. Na moją co prawda niewiele zadziałał, ale mimo wszystko miło było poznać wszystkie te opowiadania, które wprowadziły mnie w sympatyczny klimat lekkiej niepewności co do tego, co może czyhać na mnie w ciemnym kącie.

Lekkość, swoboda, brak szczegółowych opisów, skupienie się na treści, niekonieczna rozbudowa sylwetki bohaterów. Tak w skrócie można opisać każde opowiadanie dodając do tego dobrą przygodę, radość z czytania opowieści typowo ogniskowych czy ilustracje ładnie komponujące się z treścią. Ta książka nie jest zła - oczywiście, wspaniale by było gdyby autor pokusił się o głębię i rozwinął każdą z opowieści, ale widocznie taki był jego cel i niech mu będzie: do poczytania na raz, najlepiej przy niewielkim świetle.

Niewiele mogę napisać o tej lekturze, najlepiej jeśli sami osobiście przekonacie się czy to propozycja dla Was. Nie przyspiesza bicia serca, chociaż odniosłam wrażenie że w tym zbiorze autor zamknął ciekawsze historie. "Więcej upiornych opowieści po zmroku" to zatem lektura dla czytelnika, który nie lubi sięgać po mocne wrażenia a któremu przyjemność sprawi poznanie takich króciutkich historyjek. To także świetny pomysł na prezent dla fana horrorów.

wtorek, 26 listopada 2019

"Z całego serca" R.S. Grey

"Z całego serca" R.S. Grey, Tyt. oryg. With This Heart, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 308

"Miłość odbiera rozum. Potrafi wyciągnąć ciebie to, co rozsadek i strach zwykle powstrzymują w ryzach."

Jej życie było spisane na straty. Śmierć pukała do drzwi. Później poznała jego i wszystko się zmieniło. Tylko czy to nie jest za późno, by chwytać ulotne chwile szczęścia?

Piękna okładka, intrygujący opis i wiele pozytywnych opinii skłoniło mnie do sięgnięcia po "Z całego serca". I to był bardzo dobry wybór. W morzu podobnych do siebie powieści młodzieżowych z silnie zaznaczonym wątkiem romantycznym odnalazłam tą najlepszą z najlepszych, przejmującą i zaskakującą, której warto poświęcić każdą wolną chwilę. Wydaje się niepozorną lekturą, która może zginąć w morzu bardziej obiecujących a wierzcie mi - nie powinna.

R.S. Grey w swojej powieści podjęła wszystkie te motywy, które cenię sobie najbardziej. Najpierw lakonicznie nawiązała do choroby głównej bohaterki, by nie robić z niej mięczaka i nie zanudzać nas faktami. Następnie porwała w ramiona wielkiej, pięknej miłości i pozwoliła wyruszyć w podróż, nie tylko tą emocjonalną, ale i realną - pełną nowych doświadczeń i emocji, przez co nie mogłam oderwać się od lektury do ostatniej stronie a po zamknięciu czuję nawet niedosyt, bo chętnie poznałabym dalszą część niewypowiedzianej historii.

Domem Abby Mae przez większość życia był szpital. Przez wadę serca nie mogła czerpać z życia tak jak jej rówieśnicy. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło. Abby otrzymała nowe serce a wraz z nim nową nadzieję. Postanowiła więc wyruszyć w podróż, do której przyłączył się niespodziewanie także Beck, nieziemsko przystojny i pełen uroku chłopak, który już niebawem nauczy Abby prawdziwego znaczenia miłości. Tylko czy chwila szczęścia może być lekiem na wszelkie zło jakie spotyka nas w życiu?

Pełna humoru, nadziei, szczera i odważna powieść o życiu pełnym przeciwności. Tak w skrócie mogę podsumować tą opowieść. Jednak, żeby w pełni docenić jej treść i urok należy samemu sięgnąć po książkę i przekonać się, że piękna okładka skrywa równie piękne wnętrze. Bawiłam się wspaniale wraz z bohaterami, których kreacja była szczera i świadoma - popełniali błędy dokładnie jak my, czuli skrajne emocje i niekoniecznie byli pewni swoich decyzji, ale realizowali je, by udowodnić nam, że życie ma się jedno. Przyznaję, że to przesłanie dzięki nim stało się dla mnie nie tylko oklepanym frazesem, ale motywacją do działania. 

Do końca nie byłam pewna finału, chociaż trzymałam kciuki za bohaterów tak mocno, ze trudno było mi przewracać strony. R.S. Grey napisała piękną powieść o miłości, drugich szansach oraz o stracie, która wydaje się być jedynie motywatorem do dalszego działania. W atmosferze uroku, śmiechu i dobrej zabawy kryje się coś głębokiego i pięknego, dzięki czemu "Z całego serca" jest obowiązkową lekturą dla wszystkich romantyczek.

poniedziałek, 25 listopada 2019

"Łowcy płomienia" Hafsah Faizal

"Łowcy płomienia" Hafsah Faizal, Tyt. oryg. We Hunt the Flame, Wyd. Niezwykłe, Str. 506

"Kiedy nasze oczy przyzwyczają się do ciemności, dusza również się do niej dopasowuje".

Dwa światy, dwa skrajne charaktery a jedno przeznaczenie. Czy ich konfrontacja okaże się śmiertelnym zagrożeniem?

O "Łowcach płomienia" czytałam na zagranicznych forach i właściwie nie natrafiłam na negatywne opinie. Od tamtej pory wiedziałam, że muszę jak najszybciej sięgnąć po powieść Hafsah Faizal i osobiście przekonać się w czym tkwi jej potencjał. Tak się złożyło, że długo nie musiałam czekać na polskie tłumaczenie, zabrałam się więc do lektury - i przepadłam! To było naprawdę dobre, dokładnie tak jak wszyscy zapewniali a ja czułam się wspaniale śledząc losy tych oryginalnych bohaterów.

Świat przedstawiony w tej powieści jest tak rozległy i jednocześnie dopracowany w najmniejszym detalu, że nie mogłam oderwać się od lektury i czułam się jakbym wkroczyła osobiście do tej historii. Autorka ma bardzo malowniczy, plastyczny styl pisania, więc to co nam prezentuje chłonąć można jak gąbka a jednak wciąż będzie nam mało i mało. Mrok, niebezpieczeństwo, niesamowity klimat niepewności oraz zagadka i tajemnice czające się na każdym kroku są tutaj tak naprawdę wisienką na torcie, bo dobre jest wszystko i nie mogę tej powieści zarzucić niczego. Może poza faktem, że muszę czekać na kolejny tom a najchętniej już sięgnęłabym po kontynuację.

Chociaż chwalę wszystko to nie byłoby tej powieści gdyby nie bohaterowie. Dzięki nim akcja jest zaskakująca, ponieważ oni są nieprzewidywalni. Dwa skrajnie różne charaktery, dwie zupełnie inne osobowości zderzają się ze sobą w jednej fabule i chociaż wszystko wskazuje na to, że autorka ma dla nich wspólny plan to początkowo czytelnik kompletnie nie widzi by miało to wypalić. O ile ona jest silna, niezależna i stanowiąca wzór do naśladowania, o tyle on wydaje się zapatrzony w chore poglądy swojego ojca i przez to zatraca zdolność logicznego myślenia. Jednak obydwoje dynamicznie ewoluują wraz z rozwojem akcji i zupełnie zmieniają się po drodze.

Ona zabijała dla swoich ludzi. On nie przejmował się dobrem innych. Zafira jako Łowca narażała swoje życie wkraczając na polowanie do lasu Arz, by zdobyć pożywienie. Nasi, Książę Śmierci, dopuszczał się mordu na każdym, kto śmiał przeciwstawić się jego ojcu. Los jednak postawił ich na wspólnej drodze, gdy obydwoje zostali zmuszeni do podjęcia się misji zdobycia zaginionego artefaktu, który jest w stanie przywrócić magię. Każdy z nich kieruje się innymi wartościami w obliczu nadchodzącej wojny nie zdając sobie sprawy, że niedługo połączą siły by walczyć z jeszcze większym zagrożeniem.

O "Łowcy płomienia" mogłabym pisać wiele, ale wystarczy że napiszę: czytajcie, koniecznie! Ta historia ma w sobie potencjał, w dodatku wykorzystany a jednocześnie jest dopiero fascynującym wstępem do kolejnych części. Uwielbiam bohaterów, ich charaktery i los zgotowany im przez Hafsah Faizal oraz samą autorkę za tak dobrze napisaną serię. Nie trzeba być fanem fantastyki, by docenić magię obejmującą całą fabułę, ten dreszczyk emocji związany z niepewnością co do kolejnych kroków bohaterów czy emocje, których jest tutaj cała masa. Nie można przejść obok niej obojętnie.

niedziela, 24 listopada 2019

"First last night" Bianca Iosivoni

"First last night" Bianca Iosivoni, Tyt. oryg. Die letzte erste Nacht, Wyd. Jaguar, Str. 400

"Nie potrafiłam tego nazwać, nie umiałam dokładnie powiedzieć, co się zmieniło, ale może wcale nie musiałam tego robić. Oboje to czuliśmy. Tylko to się liczyło."
 
Młodzi, niedoświadczeni, pewni swego. Czy i tym razem powieść Bianki Iosivoni zaprowadzi nas nie tylko ku pięknej historii, ale i ważnym motywom?

To już trzeci tom intrygującej i niebanalnej serii utrzymanej w stylu New Adult, przy której warto się zatrzymać. To gatunek, po który sięgam często a Bianca Iosivoni, niemiecka pisarka, fantastycznie radzi sobie z prowadzeniem historii. Pierwszy tom mnie zauroczył, drugi urzekł, więc obok trzeciego nie mogłam przejść obojętnie a jak się okazało to był trafiony wybór, ponieważ mam wrażenie, że "First last night" nie tylko dorównuje swoim poprzedniczkom, ale jest nawet odrobinkę lepsza.

Serie łączy grupa przyjaciół a zależnie od wybranej części każdy z nich powoli wciela się w rolę głównych postaci. Tym razem to Tate i Trevor doczekali się pierwszoplanowych ról a ja chętnie poznałam ich perypetie. Autorka tworzy naprawdę dobre kreacje - mamy postacie złożone, w pełni wiarygodne, które popełniają błędy ale i uczą się czerpać z tego doświadczenia przez co nie sposób ich nie polubić. Bardzo łatwo jest także wejść w ich skórę i samemu przezywać wszystkie emocje, których w tej książce jest naprawdę sporo. W tym tomie problemy głównej pary były najcięższe jak do tej pory, zaskakujące i trudne do rozwiania czym autorka udowodniła, że nie idzie utartą ścieżką a stara się za każdym razem podjąć wymagające tematy, które i czytelnikowi przypadają do gustu.

Fabuła zaczyna się banalnie, ale nie czujcie się rozczarowani. To tylko wstęp, który z czasem rozwija się w nieoczywistym kierunku. Tate i Trevor łączyła pewnego rodzaju przyjaźń do czasu, gdy wylądowali wspólnie w łóżku. Od tamtej pory próbowali wspólnie się unikać, ale los miał wobec nich inne plany. W dodatku serce dyktowało im swoje warunki. Tylko, że Trevor skrywał pewien sekret, który mógł wszystko zaprzepaścić a Tate nie mogła skupić się w pełni na uczuciu, skoro szukała prawdy na temat tajemniczej śmierci swojego brata. Znalazła trop prowadzący do obskurnej siłowni i nielegalnych walk oraz dowiedziała się, że Trevor może nie być do końca tym za kogo się podaje.

Lekka i przyjemna historia porusza także aktualne tematy. Nie tylko wątek romantyczny skupia na sobie uwagę, ale i chęć odkrycia prawdy, wydarzenia z przeszłości nie dają spokoju bohaterom oraz miłość braterska, która pięknie się tutaj maluje. A to wszystko utrzymane w klimacie współczesnej opowieści dzielonej na narrację obu bohaterów, dzięki czemu nie tylko możemy wejść w ich skórę i samodzielnie poznać targające nimi sprzeczne emocje, ale i śmiać się razem z nimi, ponieważ chwile smutku skutecznie przeganiają radosne dialogi.

Po raz kolejny Bianca Iosivoni udowodniła, że zna się na rzeczy. Jej seria jest sympatyczna i przyjemna, ale nie z gatunku tych do przeczytania i zapomnienia, ale bardziej z historii do których ma się ochotę jeszcze powrócić. Każdy tom polecam Wam bez wahania, ale moją ulubioną parą na ten moment pozostają aktualni bohaterowie. Liczę jednak, że już niedługo się to zmieni i kolejna część jeszcze bardziej mnie zaskoczy.

sobota, 23 listopada 2019

"Zapach goździków" Agnieszka Lis

"Zapach goździków" Agnieszka Lis, Wyd. Czwarta Strona, Str. 336

Święta rozgrzeją nawet najbardziej skute lodem serca.

Tajemnicze spotkanie po latach, klimat świąt i atmosfera pojednania. Czym oczaruje nas Agnieszka Lis w nowej powieści?

Różnie bywało jeśli chodzi o moją przygodę z tą autorką. Czasami jej książki kompletnie nie były w moim guście. Kiedy indziej znowu naprawdę dobrze bawiłam się podczas lektury. Gdzieś w priorytetach innych autorów zrzuciłam twórczość Agnieszki Lis na dalszy plan, ale w okresie świątecznym grono pisarzy zbiera swoje siły, by pisać o świętach, miłości i pojednaniu do czego i ta pani się zalicza a tego nie mogę przegapić.

To lekka historia w której króluje po prostu samo życie. Prosto napisana, nieskomplikowana skupia się przede wszystkim na ludzkich problemach, marzeniach oraz oczekiwaniach. Autorka lubi nawiązywać do tego co nam znane, do charakterów i zwykłego, przyziemnego otoczenia, więc prosto jest odnaleźć się w tej lekturze i towarzyszyć bohaterom. Tutaj właściwie nie natknęłam się na nic skomplikowanego a jednak musiałam połączyć kilka faktów z historii, która początkowo wydawała się porozrzucaną układanką a jednak z czasem zaczęła tworzyć spójną całość.

W czasie świąt magia działa cuda co widać na podstawie i tej powieści. Topią się serca skute lodem, odżywają stare przyjaźnie, nadchodzi czas wybaczenia. Dowiedział się o tym Arkadiusz do którego zadzwonił dawny znajomy po czterdziestu latach ciszy. Spotykają się w klimatycznej restauracji, by mężczyzna poznał historię winnicy w Alzacji odziedziczonej przez jego dawnego przyjaciela. Dlaczego właśnie teraz miał poznać tą historię? Dlaczego musiało upłynąć tyle lat, by spróbowali odbudować przyjaźń?

Przyznam, że trochę zabrakło mi czegoś w tej książce choć trudno mi dokładnie sprecyzować co też by to mogło być. Arkadiusz był przyjemnym bohaterem, chociaż nie zdobył mojego serca tak jakbym tego chciała, więc może to ten powód. Atmosfera świąt była wspaniała, rodzinna i pełna nadziei, więc to zdecydowanie zaliczam na plus. Może więc chodzi o sam sekret spotkania, który tak naprawdę wcale nie był wielkim sekretem? Sama nie wiem, bo książka sama w sobie była przyjemna i nie miałam ochoty odkładać jej na bok, ale czuję po niej jakiś niedosyt. 

"Zapach goździków" na pewno spodoba się fanom autorki i tym, którzy lubią powieści obyczajowe. Jest w niej urok, ludzkie problemy i historia z nawiązaniem do marzeń, przyjaźni, miłości oraz rodziny. Dobrze napisana, ciekawa i - chociaż mam wobec niej mieszane uczucia - to na pewno warto mieć ją w planach jeśli chodzi o gwiazdkowe lektury.

czwartek, 21 listopada 2019

"Ostatnia wdowa" Karin Slaughter

"Ostatnia wdowa" Karin Slaughter, Tyt. oryg. Last Widow, Wyd. Harper Collins, Str. 528

Wydarzenia tego dnia zaprowadzą ich w odległe tereny Appalachów, ku przerażającej prawdzie o tym, co rzeczywiście stało się z Michelle Spivey. 

Jednego dnia zburzono cały pozorny spokój jednej rodziny. Dlaczego to właśnie ich dotknęła tragedia?

Wielu chwali, wielu poleca, więc i ja postanowiłam w końcu zapoznać się z twórczością Karin Slaughter, autorki cenionych thrillerów. "Ostatnia wdowa" to dziewiąty już tom w serii kryminalnej, ale właściwie nie musicie zamartwiać się, jeśli nie mieliście okazji poznać wcześniejszych tomów. Osobiście zaczęłam od końca i nie czuję się szczególnie poszkodowana. Wydaje się, że to niezależne historie połączone prowadzącym śledztwa jak to teraz często bywa.

Intrygująca fabuła nie gna może na złamanie karku, ale na pewno nie można powiedzieć o niej, że jest nudna. Autorka postawiła na opowieść mocno opartą na prawdziwym życiu, wplotła w to wszystko dużo realności, więc i sceny nie były przesadzone a co za tym idzie - nie skakały od jednego wątku do drugiego a balansowały pomiędzy dwoma wybranymi scenami, które powoli prowadziły do spójnego finału. Spodobało mi się takie poprowadzenie akcji, bo wszystko było mądre i przemyślane, więc śmiało mogłam spróbować utożsamić się z bohaterami.

Michelle Spivey ginie bez śladu w biały dzień. Nikt nie spodziewał się, że kobieta zostanie uprowadzona podczas codziennych zakupów, w biały dzień. Dlaczego właśnie ona padła ofiarą? Tego nie wie nikt, ale śledztwo trwa. Jej partner załamuje ręce, policja niewiele może a dopiero miesiąc później zaczynają dziać się dziwne rzeczy, w które wplątani zostają lekarka sądowa Sara Linton i jej chłopak Will Trent, agent Georgia Bureau of Investigation. Ona jest zakładniczką, on nie spocznie póki jej nie uwolni. Dziwnym trafem jednak podczas pościgu odkryją prawdę na temat zaginięcia Michelle.

Warto też bliżej przyjrzeć się kreacji postaci, ponieważ każda z pojawiających się osób odegrała w tej historii kluczową rolę. Z jednej strony mamy zwykłą rodzinę dotkniętą niezwykła tragedią, z drugiej prowadzących śledztwo którzy tym razem nie mogli polegać na swojej intuicji. Każdy więc zadręcza się w jakiś sposób, walczy z prywatnymi demonami i skrajnymi myślami, dzięki czemu nie tylko sam pościg za nieuchwytnym napędza emocje, ale właśnie bohaterowie którzy dzielą się z nami wszelkimi rozterkami. Nie ma w tym oczywiście przesady, nie uderza w nas lawina żalu czy rozgoryczenia - wszystko jest zrównoważone, tak by czytelnik łatwo mógł zrozumieć ich działania oraz wybory. 

"Ostatnia wdowa" to lektura w sam raz na leniwe popołudnie. Ciekawa propozycja dla fanów gatunku, którą miło są czytało. Czasami zaskakuje, przez cały czas wciąga. Miło było poznać styl i podejście autorki, wiem też że chętnie dam szanse innym jej powieściom. To taki thriller i kryminał w jednym w wersji dla osób o słabych nerwach, ale nie nudzi - co to, to nie!

"Pokój motyli" Lucinda Riley

"Pokój motyli" Lucinda Riley, Tyt. oryg. The Butterfly Room , Wyd. Albatros, Str. 528

 Piękna i nostalgiczna saga rodzinna autorki cyklu "Siedem Sióstr", pełna dramatycznych sekretów z przeszłości.

Nigdy nie wiadomo kiedy życie postanowi nas zaskoczyć. Może okazać się, że przez lata przyczajone w ukryciu zdecyduje się ujawnić dopiero pod kres naszych dni.

Mam przyjemność śledzić powieści Lucindy Riley od dnia wydania u nas jej pierwszej powieści. Wtedy do lektury namówiła mnie ciekawość, dziś jednak sięgam po kolejne jej dzieła, ponieważ wiem, że mogę liczyć na piękną, przejmującą fabułę, która wciągnie mnie na całego. Jeśli lubicie sagi rodzinne, których historia sięga daleko wstecz mierząc się z demonami przeszłości a przyszłość bohaterów jest zupełnie niepewna - oto autorka, którą koniecznie musicie poznać.

W swojej najnowszej powieści Riley po raz kolejny zabiera nas w podróż, której nikt szybko nie będzie miał ochoty opuszczać. Buduje sentymentalną, nostalgiczną opowieść, która rozpoczyna się bardzo powoli, ale to znak rozpoznawczy tej autorki. Nie zrażajcie się wstępem, w którym niewiele się dzieje - im dalej w historię robi się ciekawie. Wszystko co prawda jest niespieszne, ale nie zawsze trzeba pędzić z akcją by zaciekawić czytelnika. W tym przypadku wystarczają same pokrętne losy bohaterów. 

Wszystko rozpoczyna się od Posy Montague, która wkrótce skończy siedemdziesiąt lat. Wydaje się, że to zbyt sędziwy wiek, by przeżyć przygodę życia a i sama Posy ma już na swoim koncie sporo zatajonych faktów. Jednak teraz przyszedł czas na nowe wyzwanie. Chociaż kocha swój rodzinny dom w malowniczym miasteczku to wie, że musi pożegnać się ze wspomnieniami i podupadającym domostwem. W dodatku jej dzieci zarzucają ją własnymi problemami a dawny kochanek sprzed lat, który złamał jej serce nagle na nowo zagościł w jej życiu. Dlaczego akurat teraz? 

To na kreacji bohaterów powinniśmy skupić się najbardziej. Każda postać ma tutaj ważną rolę do odegrania a ich kreacja po raz kolejny zachwyca barwnymi osobowościami, świetnymi profilami psychologicznymi czy skrywanymi tajemnicami. Zaczyna się od Posy, która zmaga się z przeszłością i teraźniejszością, ale nie kończy się na niej. Jest też Freddie, który wraz z jej starym domostwem wydaje się skrywać wielki sekret. Są także synowie, pozostawiający wiele do życzenia, zarzucający matkę własnymi sprawami, nie potrafiąc dojść do porozumienia z własnym życiem. Ich historie łączą się w jedną, kompletną całość, która ma za zadanie nie tylko przekazać nam jak wielką rolę odgrywa bliskość drugiego człowieka czy jak ważne jest podejmowanie kluczowych decyzji, ale i ukazuje człowieka jako indywidualną jednostkę zależną od własnych czynów.

"Pokój motyli" to piękna, głęboka i bardzo rozbudowana powieść. Nie każdemu przypadnie do gustu, a przynajmniej nie tym, którzy nie będą przygotowani na melodyjny choć dość powolny styl autorki. Ja jednak pozostaję pod jej wielkim wrażeniem, nie mogę nadziwić się jaki talent w niej drzemie i wciąż rozmyślam o losach wspaniałej Posy. Czytajcie więc, bo naprawdę warto.

środa, 20 listopada 2019

"Podaruj mi szczęście" Robert Kornacki, Lidia Liszewska

"Podaruj mi szczęście" Robert Kornacki, Lidia Liszewska, Wyd. Czwarta Strona, Str. 300

W ten mroźny, zimny, grudniowy wieczór czyjaś dawno zgasła iskra zadrgała znów jasnym, kojącym blaskiem.

Zaczęło się od listów, dziś już są przede wszystkim wspomnieniem. Ich relacja trwa, także w świątecznej atmosferze.

Jeśli nie znacie jeszcze serii autorskiego duetu Lidia Liszewska oraz Robert Kornacki - koniecznie musicie nadrobić zaległości! Szczególnie jeśli powieści romantyczno-obyczajowe to Wasz gatunek. Pamiętam, że ja miałam małe wątpliwości sięgając po pierwszy tom, ale dziś już nawet nie wiem czego dotyczyły, ponieważ śledzę losy bohaterów od samego początku i moje zaangażowanie w fabułę rośnie wraz z nowymi ich doświadczeniami.

Ta dwójka autorów wie jak zaczarować. Piszą rewelacyjnie, ich słowa są trafione a opisy bardzo malownicze. Każda kolejna część to podróż w głąb ludzkiej duszy, pragnień i niespełnionych marzeń, więc emocji jest co nie miara. Jeśli chodzi o aktualną, czwartą część, mamy nawiązanie do świąt, klimatu bliskości i miłości więc wszystko wydaje się jakby spotęgowane, trafnie oddając atmosferę tego magicznego okresu.

Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele jeśli chodzi o fabułę, ponieważ ma ona kluczowe odniesienie do wcześniejszych tomów, ale zapewniam że to wciąż ta stara, dobra i jakże przejmująca opowieść. Autorzy chwytają za serce po raz kolejny, zmuszają nas do śledzenia perypetii Kosmy, który przecież wybrał taką a nie inną drogę. Dziś jednak spędza ten czas w gronie córek, które przygotowały dla niego świąteczną niespodziankę zatem dawka bliskości, zrozumienia oraz miłości jest tutaj gwarantowana.

Jeśli chodzi o dopracowanie to właściwie nie mam do czego się przyczepić. To doświadczeni autorzy, którzy sami najlepiej wiedzą jak wykreować postać, by ta była w pełni wiarygodna, szczera i otwarta na czytelnika. To się czuje od samego początku gdy subtelność relacji między Kosmą i Matyldą obejmuje także nas, gdy ich problemy oraz rozterki uderzają także w nasze uczucia. Ich opowieść jest pełna emocji, ale jakże ludzka i świadoma - szczególnie czwarta część, która łączy się z tymi emocjami, które potęgują się właśnie w świątecznym okresie.

"Podaruj mi szczęście" to lektura obowiązkowa dla fanów tej serii. Robert Kornacki i Lidia Liszewska nie zawodzą! Snują przyjemną, emocjonalną opowieść o miłości oraz ludzkich problemach w atmosferze rodzinnego ciepła. Święta widoczne są tu jak na dłoni a co nowego wydarzy się w życiu bohaterów? O tym musicie przekonać się już sami.

wtorek, 19 listopada 2019

"Devlin" Jennifer L. Armentrout

"Devlin" Jennifer L. Armentrout, Tyt. oryg. Moonlight Scandals, Wyd. Filia, Str. 488

"Prawdziwe zło zawsze miało twarz."

Mroczna prawda, tajemnice skrywane w każdym kącie. Czy ten który do tej pory uznawany był za wcielenie diabła dziś przyjdzie nam na ratunek?

Seria De Vincent od Jennifer L. Armentrout zamknięta w trzech tomach to jednocześnie potwierdzenie tego co najlepsze w twórczości autorki oraz ukazanie jej trochę innego oblicza. Jeśli mieliście tak jak ja przyjemność śledzenia jej poczynań od pierwszej książki wiecie, że świetnie się sprawdza we wspaniałych historiach romantycznych, gdzie miłość staje się głównym wyznacznikiem a wątki paranormalne są gdzieś na drugim tle. Tym razem wszystko spotęgowała, dodała ostrości, pikanterii tworząc serię dla bardziej odważnych, ale jednocześnie chyba najlepszą jak do tej pory czego "Devlin" ostatnia część jest idealnym przykładem.

Każdy tom to nowa historia chociaż połączona w subtelny sposób z poprzednimi. Chodzi o więzy krwi wspomnianych braci z których każdy jest różny i kieruje się innymi wyborami. W tym tomie przyszedł czas na najbardziej mrocznego z nich, wydającego się pozbawionym zahamowań wcieleniem diabła, którego jednocześnie nie można nie polubić za kreację. Charyzmatyczny główny bohater zaskakuje nas na każdym kroku, jest silny i niezależny a urok osobisty jaki od niego bije od razu chwyta za serce. Jest kontrastem dla głównej bohaterki, silnej dziewczyny która nie pozwoli sobą łatwo manipulować dzięki czemu od razu wiadomo, że idealnie do siebie pasują a ich słowne potyczki jedynie poprawiają nam humor.

Rosie Herpin zajmuje się polowaniem na duchy. Zwykła rzecz, przynajmniej w jej odczuciu. Jednak ta praca niesie ze sobą sporo konsekwencji. Choćby nieprzewidywalność wydarzeń, które prowadzą do spotkania z Devlinem de Vincentem, sławnym i piekielnie seksownym diabolicznym wcieleniem znanych braci. Ten spadkobierca rodzinnej klątwy doskonale jest znany w Nowym Orleanie, jednak Rosie wydaje się niewzruszona jego przytłaczającą osobowością. Dlatego postanawia rozwiązać mroczną zagadkę jego rodziny chociaż wie, że może wiązać się z tym śmiertelne zagrożenie.

Napięcie wisi w powietrzu już od pierwszej strony, chemia między bohaterami wyczuwalna jest na każdym kroku a ich romans wydaje się płonąć na naszych oczach. Krok po kroku, sukcesywnie do celu autorka prowadzi nas przez zagadki, tajemnice, klątwy i prawdziwe niebezpieczeństwa podsycając nasze zaangażowanie w fabułę i wprowadzając mnóstwo emocji. Byłam zachwycona lekturą i uważam, że ten finałowy tom wypadł najlepiej, chociaż i dwa pierwsze wydały mi się prawdziwą gratką dla fana romansów i paranormalnych zagrywek.

Nie powinno mnie już dziwić jak dobrze Jennifer L. Armentrout radzi sobie ze swoimi książkami a jednak za każdym razem przyłapuję się nad tym, że moje oczekiwania były mniejsze niż radość, która rosła w trakcie czytania. "Devlin" to pikantna wersja romansu pisanego ręką autorki, ale równie dobra, zagadkowa, pełna humoru i energii, która idealnie się sprawdzi jako lektura po ciężkim dniu. Aż żal wspominać, że to już koniec serii, bo chętnie sięgnęłabym po kontynuację. Tymczasem zachęcam i polecam - oto kolejna dobra propozycja książki dla kobiet.

poniedziałek, 18 listopada 2019

"Rhys" Agnieszka Siepielska

"Rhys" Agnieszka Siepielska, Wyd. Niezwykłe, Str. 309

 Niebezpieczni mężczyźni, mafia i zło, które czyha za każdym rogiem.

Jedna pomyłka zaważyła na losach ich wszystkich. Jedna decyzja zmieniła ich życie nie do poznania. Czy w świecie pełnym niebezpieczeństw znajdzie się miejsce na miłość?

Wiele dobrego czytałam o serii Agnieszki Siepielskiej, jeszcze zanim doczekała się ona daty premiery papierowego egzemplarza. Tematyka mafijna to zdecydowanie moje tematy, miłość w obliczu prawdziwego zagrożenia też wydaje mi się bardziej wiarygodna a i sam opis fabuły wypadł naprawdę intrygująco. Sięgnęłam więc po "Rhysa" z wielkimi oczekiwaniami i przyznaję, że autorka mnie nie zawiodła.

Plusem niewątpliwie okazał się pomysł na fabułę i jego skrupulatne wykonanie. Z jednej strony mamy przyjemną historię w typie romantyczno-obyczajowym, która wraz z rozwojem wydarzeń nabiera kształtów sensacji a nawet thrillera. Pościgi, wyzwania dla bohaterów, trudna przeszłość z którą muszą sobie radzić oraz emocje związane z uczuciem kiełkującym między zachłannym milionerem a niczego niepodejrzewającą dziewczyną to przepis na opowieść, która przyspiesza bicie serca i przy której rzeczywistość na moment się rozmywa.

Viviana Thomson nie spodziewała się, że praca w sklepie z ekskluzywną modą męską dostarczy jej tyle wrażeń. Początkowo nic na to nie wskazywało aż do pomyłki zamówienia dla Rhysa Millera. Mężczyzna otrzymał nie ten garnitur, który zamawiał i chociaż to nie była wina Viviany - to ona zgodziła się dostarczyć prawidłowe zamówienie. Nie miała świadomości, że to był jedynie podstęp by zwabić ją do jaskini lwa. Rhys bowiem od dawna miał plan związany z jej obecnością.

Nie da się nie polubić tych bohaterów. Nie da się im kibicować. Chociaż są różni od siebie jak woda i ogień to jednak łączy ich pewność siebie oraz świadomość czynów. On jest jak mrok, który ją przyćmiewa, ona jednak jak słońce które odbija jego bezwzględność. Słowne przepychanki, zaskakujące działania, niby miłość a jednak uczucie podszyte czymś innym, jakby skażonym sprawiają, że losy tej dwójki stoją pod znakiem zapytania do ostatniej strony a czytelnik nie ma pojęcia jak zniesie te kolejne dramaty.

Autorka stworzyła głębokie sylwetki bohaterów naznaczonych trudną przeszłością oraz rzuciła ich w sam środek zaskakującej rozgrywki. Jestem pewna, że "Rhys" Was zaskoczy, ponieważ i ja spodziewałam się czegoś innego. Dostałam jednak dużo lepszą opowieść do której na pewno chętnie wrócę przy kolejnych tomach jeśli autorka nie będzie zwalniać tempa i zaproponuje mi tyle samo emocji, niebezpieczeństw i dobrej zabawy.

niedziela, 17 listopada 2019

"Ostatni świadek" Liv Constantine

"Ostatni świadek" Liv Constantine, Tyt. oryg. The Last Time I Saw You, Wyd. Harper Collins, Str. 320

Prawda nie zawsze wyzwala… Nowy, przejmujący thriller psychologiczny Liv Constantine już w Polsce!

Zaskakujące zdarzenia zaczynają wymykać się spod kontroli. Do tej pory sądzono, że życie jest proste. A jednak nie mogło się bardziej skomplikować.

Nie miałam okazji czytać wcześniejszej książki Liv Constantine, ale nie ukrywam, że zdecydowałam się na jej najnowszą lekturę właśnie przez liczne pochwały, które dotyczyły "Zostać panią Parrish". Lubię wyzwania, chętnie sięgam po nowych autorów, więc z otwartym umysłem i sporymi oczekiwaniami wybrałam "Ostatniego świadka". Czy słusznie? Myślę, że tak.

Lektura okazała się ciekawa i wciągająca do ostatniej strony. To mocno bazujący na wątku psychologicznym thriller z wieloma zaskakującymi zwrotami akcji. Musiałam trochę pogłówkować podczas lektury, wraz z bohaterkami odkrywałam nowe fakty i naprawdę dobrze się bawiłam - co prawda nie zaangażowałam się w fabułę jakość szczególnie mocno, nie pochłonęła mnie intensywność emocji, które były raczej stonowane a jednak cieszę się, że dałam jej szansę, ponieważ spędziłam miłe chwile na odkryciu prawdy tajemniczej śmierci.

Dr Kate English do niedawna sądziła, że szczęście jej sprzyja. Wiele osiągnęła, dorobiła się majątku i założyła wspaniałą rodzinę. Jednak pewnej nocy wszystko się zmieniło. Śmierć jej matki okazała się czymś więcej niż tylko rodzinną tragedią. Lily została brutalnie zamordowana we własnym domu i nikt nie jest w stanie powiedzieć kto mógł dopuścić się tej zbrodni. Kate angażuje więc w prywatne śledztwo swoją przyjaciółkę sprzed lat i razem z Blair próbują zrozumieć co wydarzyło się tej jednej nocy. I dlaczego teraz to Kate jest zagrożona.

Dużo tajemnic, luk i ślepych zaułków. Tak mniej więcej wygląda fabuła. Kate po śmierci matki otrzymuje tajemniczą pogróżkę wskazującą, że będzie następną ofiarą, więc ściga się z czasem by dowieść kto za tym wszystkim stoi. Jej przyjaciółka zadaje nieprzyjemne pytania najbliższym osobom z otoczenia a oni wyraźnie nie są zadowoleni z tych przesłuchań. Pojawia się więc misternie utkana sieć kłamstw, którą uwielbiam w tego typu historiach a która i tym razem zaangażowała mnie w śledztwo.

Co wydarzyło się naprawdę? Kto stoi za morderstwem kobiety? Na te pytania znajdziecie odpowiedź w bardzo intrygującej powieści. "Ostatni świadek" to interesujący thriller psychologiczny idealny na leniwe, późne popołudnie. Lekkie pióro autorki i jej obrazowy styl sprawiły, że spędziłam kilka przyjemnych godzin przy lekturze, którą teraz polecam fanom zawiłych opowieści.