środa, 16 października 2019

"Pan Doubler zaczyna od nowa" Seni Glaister

"Pan Doubler zaczyna od nowa" Seni Glaister, Tyt. oryg. Mr Doubler Begins Again, Wyd. HarperCollins, Str. 416

Ciepła, zaprawiona nutą nostalgii i dyskretnego humoru opowieść o przyjaźni, dobroci i o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany. 
A gdyby tak wywrócić swoje życie do góry nogami i nie oglądać się na innych? Zacząć żyć z pasją i porzucić poczucie, że nikomu na nas nie zależy?
Seni Glaister zaskoczyła mnie swoją powieścią. Ogromnie! Przyznam szczerze, że właściwie nie miałam wobec niej większych oczekiwań, ot pomyślałam sobie, że przeczytam i zapomnę. Nic nie wskazywało, że ta historia wywróci moje życie a tak właśnie się stało. Znacie te lektury, po zakończeniu których kompletnie nie wiecie co powiedzieć i wydaje się, że żadna inna książka nigdy im nie dorówna? To właśnie przeżyłam z "Pan Doubler zaczyna od nowa". Absurdalna zapowiedź fabuły zmieniła się w moją prywatną przygodę życia do której - tego jestem pewna - jeszcze wiele razy powrócę.
Tytułowy pan Doubler postanowił zająć się hodowlą. Miał zmienić świat, zdobywać nagrody, zaskakiwać wszystkich dookoła. W końcu kto jak kto, ale on o ziemniakach wie dosłownie wszystko. I rozmawia z nimi znacznie częściej niż z własnymi dziećmi. Dlatego z zapałem i entuzjazmem objaśnia swoje plany gospodyni, pani Millwood. Ona jednak sprowadza go na ziemię. Okazuje się, że jest ciężko chora i musi trafić do szpitala. Dlatego pan Doubler postanawia dotrzymać jej towarzystwa, choćby telefonicznie i codziennie odbywają rozmowy, które otwierają mężczyźnie oczy na świat i ludzi.
Mi również wiele pomogły te rozmowy telefoniczne. Chociaż byłam niemym bohaterem tej powieści ogromnie zżyłam się z obiema postaciami i pan Doubler już od pierwszych stron skradł moje serce. Podziwiałam go za walkę, widziałam jak smuci się brakiem zainteresowania ze strony własnych dzieci i jak zaczął szukać sobie zajęcia, by zrekompensować samotność. Od razu poczułam tą indywidualną lawinę emocji spadającą na głównego bohatera i to sprawiło, że historia stała mi się bliższa. Poczułam więź także z panią Millwood, kobietą wspaniałą i zaskakującą ogromem życiowej mądrości. Nie poddała się mimo choroby, wpłynęła na drugiego człowieka i nieświadomie także na czytelników, którzy będą pamiętać o jej radach przez wiele lat. 
Dzięki tylu emocjom zamkniętym w tej historii czuję, że jest ona nie tylko kameralna, ale i bardzo prywatna. Mądra, dojrzała, świadoma i poprowadzona w subtelnym kierunku dobrego humoru zaskakuje motywacją do działania oraz nauką, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Autorka pisze lekko, nie sięga po kwiecisty styl czy ubarwienia, tylko konkretnie (choć pięknie) prowadzi nas przez swoją opowieść. O przyjaźni, o życiu, o marzeniach w cudownym stylu.
Pozostaję pod urokiem powieści Seni Glaister i mam nadzieję, że Wy również dacie się namówić. To jedna z tych niepozornych książek, obok których łatwo przejść obojętnie. Zapewniam jednak, że "Pan Doubler zaczyna od nowa" to w każdym aspekcie wyjątkowa i dojrzała historia przy której można spędzić kilka wspaniałych godzin. Przeczytajcie, poznajcie losy człowieka, który odważył się na zmiany a później zainspirujcie się jego losami. Wzruszenia gwarantowane!

"Iskra bogów. Nie kochaj mnie" Marah Woolf

"Iskra bogów. Nie kochaj mnie" Marah Woolf, Tyt. oryg. Götterfunke. Liebe mich nicht, Wyd. Media Rodzina, Str. 448

Pierwszy tom miłosnej trylogii o starciu bogów i tytanów na Ziemi.

Zwykłe wakacje zmieniły się w przygodę życia. Śmiertelność zderzyła się z bóstwami w walce o uczucia i zrozumienie.

Często powtarzam Wam, że bardzo lubię sięgać po literaturę niemiecką. Jest w niej coś takiego, że zachwyca mnie wykonaniem, kreacją bohaterów oraz fabułą. Odnoszę wrażenie, że tamtejsi autorzy skupiają się na samych konkretach, zapominają o nużących dopisach i bardzo dobrze dopracowują przekazywanie przez bohaterów wszystkich emocji. Najlepszym przykładem jest pierwszy tom trylogii Marah Woolf "Iskra bogów", historii o bogach i miłości, czyli lekturze idealnej na każdą porę roku.

Fantastyka, romans mitologiczny, powieść typowo młodzieżowa a dla mnie - dawno zapomniany już gatunek romansu paranormalnego. Pamiętam czasy, kiedy ten gatunek był najczęściej pojawiającym się wśród nowości a każda kolejna książka przekonywała, że miłość jest na tyle silna, by mogła przezwyciężyć wszelkie niedogodności, także te nadnaturalne. Uwielbiałam te książki i cieszę się, że motyw powraca także dziś, ponieważ płynie z tego sama czysta przyjemność czytania, piękna opowieść ku czci wielkiej miłości oraz emocje, których w przypadku książki Woolf nie brakuje.

Fabuła jest prosta, język lekki a przygoda bohaterów zachwycająca. Akcja skupia się na wydarzeniach z domku letniskowego do którego przyjeżdża Jess. Dziewczyna marzy o wytchnieniu, chwytaniu dnia i cieszeniu się letnim czasem wraz z przyjaciółmi. Nie spodziewa się jednak, że spotka tam Caydena, tajemniczego chłopaka któremu człowieczeństwo jest bliższe niż jakiemukolwiek człowiekowi na ziemi. On bowiem musi walczyć na śmierć i życie, by udowodnić że zasługuje i wywalczyć dla siebie prawo do bycia człowiekiem. Jest jednak nieznośny i niekoniecznie przypada do gustu Jess. W dodatku  błysk w oku maluje go w oczach innych jako prawdziwego łobuza. Pojawiają się zatem liczne słowne przepychanki, zabawne dialogi i mnóstwo, mnóstwo uroku dzięki sympatycznej kreacji bohaterów. Przypominają oni (nawet ci mitologiczni) każdego z nas, dlatego czas spędzony w ich towarzystwie jest czystą przyjemnością.

Połączenie rzeczywistości z wątkiem mitologicznym okazało się trafionym pomysłem. Zeus zawiera umowę z Prometeuszem, na Olimpie wrze od plotek a na ziemi młodzi bohaterowie przeżywają swoje pierwsze miłosne uniesienia i stają w obliczu prawdziwych problemów. Otrzymujemy zatem książkę realną i ciekawą, każdy podjęty wątek budzi mnóstwo pytań a w tym wszystkim pojawia się boskie niebezpieczeństwo, dążenie do uchwycenia wielkich marzeń oraz ludzkie problemy z którymi musi sobie radzić każdy z nas. Ta historia zachwyca, wstrzymuje dech i pozostaje w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony.

"Iskra bogów" ma w sobie wszystkie elementy dobrej literatury. Pomysłowe połączenie mitologii z romansem, wspaniała kreacja bohaterów i historia wciągająca na całego. A ile w tym wszystkim emocji! Jestem urzeczona pierwszym tomem serii od Marah Woolf i już zacieram ręce w oczekiwaniu na kontynuację losów Jess oraz Caydena. Co będzie dalej? Jakie tajemnice wyjdą na jaw? Jedno jest pewne - nie zabraknie wrażeń! Powiedzieć, że trudno się od niej oderwać jest wielkim niedopowiedzeniem a fabuła urzeka od pierwszej do ostatniej strony.

wtorek, 15 października 2019

"Więźniowie Szarości" Christine Lynn Herman

"Więźniowie Szarości" Christine Lynn Herman, Tyt. oryg. The Devouring Gray, Wyd. Bukowy Las, Str. 360

Czy znajdzie przyjaciół wśród skłóconych potomków innych założycielskich rodów? 
Czy razem zdołają powstrzymać tajemniczą Bestię 
przed pochłanianiem kolejnych ofiar? 

Tajemnica pochodzenia, małe społeczeństwo które nie wyjawia prawdy oraz przepowiednia od której wszystko się zaczęło.

Zauważyłam, że rośnie trend na powieści młodzieżowe w tonie thrillerów i fabuły wypełnionej po brzegi zagadkami. Dla mnie to świetna sprawa, ponieważ odnajduje się w tym klimacie i jeśli historia napisana jest z pazurem nie mam problemów z nastoletni wiekiem bohaterów. W przypadku "Więźniowie szarości" niekoniecznie wiedziałam co mogę więcej spodziewać się po fabule, ale zabrałam się za książkę z optymizmem i nie rozczarował się. Pierwszy tom okazał się dobrze rokującym wprowadzeniem i chętnie zdecyduję się na kontynuację.

Trochę fantastyki, trochę thrillera, mocna baza powieści młodzieżowej oraz obyczajowy wątek małego miasteczka czyli misz-masz gatunków w przyjemnym wydaniu. To opowieść o młodej bohaterce, która nie radzi sobie ze śmiercią siostry i czuję żal do oziębłej matki. Violet wyrwana ze swojego życia musi zamieszkać w niewielkim miasteczku gdzie każdy się zna a w dodatku w powietrzu wyczuwa się pewien rodzaj dziwnej wspólnoty. Okazuje się, że rodziny założycieli dysponują mocami, których zadaniem jest obrona Czterech Ścieżek przed potworem uwięzionym w Szarości. W dodatku Violet także wplątana jest w historię dziedzictwa. Czy mogło być jeszcze gorzej?

Fajna historia z dobrym potencjałem. Książkę czyta się bardzo szybko a nowe, nieoczekiwane fakty dodają wydarzeniom odpowiedniego smaku. Autorka stworzyła interesujący świat małej, ściśle powiązanej ze sobą społeczności w której wielka tajemnica jest motorem napędowym wszystkich działań. Dzieje się zatem wiele, młoda i rezolutna główna bohaterka prowadzi czytelnika w świat magii, proroctwa i dziedzictwa a różnice między mieszkańcami i ich codzienne sprzeczki nie zapominają, by wpleść do fabuły trochę prawdziwego życia.

Czuję, że autorka nie ujawniła jeszcze wszystkich kart i to dopiero wstęp do kolejnych wydarzeń, ale już teraz mogę potwierdzić, że historia warta jest uwagi. Fajna młodzieżówka z dobrze poprowadzonym klimatem, która ma coś w sobie i przekonuje kreacją głównej bohaterki, wizją społeczności przesiąkniętej magicznymi mocami oraz podejmowanymi tematami. Poza dziedzictwem bowiem pojawia się Bestia z którą trzeba walczyć oraz ludzkie problemy: ból po stracie ukochanej siostry, niezrozumienie ze strony matki czy poszukiwanie przyjaciół w nowym miejscu. Ja jestem na tak i liczę, że kolejny tom będzie jeszcze lepszy. 

"Więźniowie szarości" jak na misz-masz gatunkowy, który wcale nie jest rzeczą łatwą wypada zaskakująco dobrze. Historia trzyma poziom, pozostawia apetyt na więcej i sprawia, że nić sympatii bardzo szybko nawiązuje się między czytelnikiem a Violet. Chirtine Lynn Herman wykorzystała potencjał swojego pomysłu i stworzyła interesujący, po części magiczny świat w którym warto spędzić wolne popołudnie.

poniedziałek, 14 października 2019

"Hope Again" Mona Kasten

"Hope Again" Mona Kasten, Tyt. oryg. Hope Again, Wyd. Jaguar, Str. 328

"Niestety, samą siłą woli nie można nikogo uszczęśliwić, choćby człowiek nie wiadomo jak się starał. A już na pewno nie, jeżeli to oznacza twoje cierpienie."

Poznała miłość swojego życia i liczyła, że to ją odmieni. Szukała stabilizacji i bezpieczeństwa. Nie spodziewała się, że czeka na nią zupełnie inna historia.

Znam książki Mony Kasten od podszewki, czytałam wszystko co zostało u nas wydane i przyznaję, że jestem jej wielką fanką. Podoba mi się styl pisania tej autorki, szczere podejście do tematu oraz otwartość na czytelnika. W książkach Kasten bardzo łatwo jest odnaleźć cząstkę siebie czy utożsamić się z bohaterami, bo prawda kryje się za każdym słowem a wiarygodne działania bohaterów tylko potwierdzają, że to o czym czytamy bez problemu mogłoby zostać przeniesione do realnego świata. Taka jest właśnie seria Begin again, której czwarty już tom na nowo zachwyca fabułą oraz losami głównych bohaterów.

Ta seria opowiada o różnych obliczach miłości, o ludzkich słabostkach, potrzebach czy oczekiwaniach. Jest bliska czytelnikowi, ponieważ odzwierciedla jego pragnienia a każdy tom to opowieść innych bohaterów, więc każdy znajdzie kogoś bliskiego swojemu sercu. Kogoś z życiem, które wpłynie także na nas. Czwarty tom różni się troszkę od poprzednich, mam wrażenie że jest bardziej intensywny i silniej przekazuje emocje za sprawą nowego tematu.

Życie głównej bohaterki nie było łatwe, doświadczenia z przeszłości rzutują na jej aktualną teraźniejszość i przez to nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji. A nie jest ona łatwa, ponieważ dziewczyna zakochuje się w chłopaku, który wydaje się spełnieniem jej marzeń. On jednak skrywa sekret, jak to często bywa, który nie jest już taki kolorowy i tym samym burzy wszelkie oczekiwania tej dwójki. To czy sobie poradzą z brzmieniem konsekwencji zależy wyłącznie od nich, ale i czytelnik nie pozostaje obojętny na ich los.

Everly o Nolan nie byli sobie obcy. Znali się od dawna a ich relacja bliska była przyjaźni. Nie spodziewali się, że połączy ich coś więcej. Ona miała plany na przyszłość, w których nie uwzględniała miłości. On nie zamierzał wiązać się ze swoją uczennicą. Jednak ich relacja okazała się silna a zrozumienie przyszło samo. Nolan czarował uśmiechem i inteligencją, nic więc dziwnego że Everly znalazła w nim oparcie. Polubiłam ją, cieszyła się że znalazła kogoś komu może zaufać, dlatego chociaż i główny bohater skradł moje serce, byłam trochę zła na jego sekrety. To one doprowadziły do całej tej sytuacji i nadszarpnęły wątłe nadzieje dziewczyny.

Szczerość w działaniach bohaterów (mimo tajemnic), lekkość stylu autorki oraz zakazane uczucie które rodzi się na naszych oczach zmieniają się w piękną historię od fabuły której ciężko się oderwać. Nauczyciel i studentka zmieniają się na naszych oczach w ludzi ze zwykłymi słabościami, którzy każdego dnia walczą o swoje szczęście. Ich opowieść pełna była emocji i chociaż po stronie narratora stanęła Evelyn, także Nolan potrafił swoją osobą przekazać wszystko co niezbędne. Pogubili się na początku swojego życia a ja z wielkimi nadziejami obserwowałam czy odnajdą właściwy kierunek. 

"Hope again" to kolejna udana historia w serii Begin again. Chociaż czyta się ją lekko i z dużą przyjemnością to mnóstwo w niej skrajnych emocji od śmiechu po łzy wzruszenia. Spędziłam wspaniałe chwile w towarzystwie dwójki głównych bohaterów i cieszę się, że Mona Kasten jeszcze nie kończy swojej serii. O miłości w takim stylu i pisanej tak ładnymi słowami można czytać bez końca.

niedziela, 13 października 2019

Przedpremierowo: "Sadie" Courtney Summers

"Sadie" Courtney Summers, Tyt. oryg. Sadie, Wyd. We need YA, Str. 312
PREMIERA: 16 października 2019r.

"Ta historia rozpoczyna się, jak wiele innych, od martwej dziewczyny."

Wiedziała, że zrobi wszystko, by pomścić swoją siostrę. Nie spodziewała się, że jej historia rozpocznie się od tragedii.

Czekałam z niecierpliwością na premierę tej powieści. Podświadomość szeptała mi, że to historia wprost mi dedykowana, bo z opisu wynikało, że kryje w sobie wszystkie moje ulubione elementy dobrego thriller. Kryminały to moja bajka, uwielbiam ciężki klimat tajemnicy, pościg za nieuchwytnym i mrok, który otacza bohaterów. Nie ma znaczenia czy dedykowane są starszym czytelnikom czy tak jak Courtney Summers napisała powieść bardziej młodzieżową - dobre wykonanie broni się samo. "Sadie" potwierdza, że można tworzyć opowieści dla każdego, bez względu na wiek.

Na początku nic nie zwiastowało takiego obrotu wydarzeń. co nie co czytałam o fabule na zagranicznych forach, więc miałam świadomość nadchodzącej akcji, ale i tak czułam się miło zaskoczona gdy każda kolejna strona przepełniona była wartką akcją i elementami rodem z rasowych pościgów. Zaczęło się od siostrzanej miłości pomiędzy tytułową bohaterką a Mattie, przeszło przez tragiczną śmierć, ale to pościg za mordercą dziewczynki okazał się motorem napędowym dla fabuły. To co wydarzyło się dalej można nazwać piekłem: emocjonalnym i psychicznym, bo fabuła wpływa na czytelnika mocniej niż możecie przypuszczać.

Łatwo jest stanąć tuż za Sadie i śledzić jej historię, chociaż to nie ona jest główną bohaterką. Jej opowieść poznajemy z podcastów zagorzałego Westa prowadzącego audycje radiowe. Założył on bowiem, że losy Sadie i Mattie będą idealnym tematem dla jego słuchaczy i popadł w obsesję próbując odnaleźć zaginioną. Sadie przepadła bez wieści podczas poszukiwań mordercy swojej siostry a to co stało się z nią naprawdę okaże się niezwykle szokujące i zaskakujące. West McCray nie cofnie się przed niczym by odnaleźć dziewczynę i odkrywa przed nami karty jej powieści a to co stanie się po drodze jest najprzyjemniejszym choć i drastycznym elementem fabuły.

Całość to przemyślana kompozycja losów różnych bohaterów, przy której można spędzić kilka dobrze zainwestowanych godzi. Długo czekałam na przetłumaczenie powieści Courtney Summers a kiedy już się to stało pozostaje pełna podziwu dla wiarygodnej kreacji bohaterów, zaskakujących zwrotów akcji, świetnie przemyślanej tajemniczy czy w końcu zagadki, którą rozwiązywałam z czystą i rosnącą ze strony na stronę przyjemnością. Autorka nie zapomniała o prawdziwym życiu, poruszyła istotne kwestie i wplotła w to tyle emocji, że jej historia stała się dla mnie niemal namcalna.

"Sadie" to książka, która mnie oczarowała. Jako fanka gatunku śmiało mogę napisać, że każdy powinien dać jej szansę. Tajemnica robi swoje, zbrodnia nie pozwala zapomnieć, że tragedia to kluczowy element powieści a bohaterowie zaskakują skrywanymi tajemnicami. Ta powieść ma kilka oblicz a odkrywanie ich jest wielką i niezapomnianą przygodą. Odważcie się zaryzykować a na pewno nie poczujecie się rozczarowani.

"Morderstwo to nie wypadek" Ann H. Gabhart

"Morderstwo to nie wypadek" Ann H. Gabhart, Tyt. oryg. Murder is No Accident, Wyd. Dreams, Str. 384

"Będziesz żałował, że mnie nie popchnąłeś."
Nieszczęśliwy wypadek czy zbrodnia zaplanowana z prawdziwym okrucieństwem? A może po prostu niefortunny splot obu tych wydarzeń? Czy to w ogóle możliwe?

Ann H. Gabhart i jej seria Zagadki Hidden Springs prezentują trzeci już tom czyli "Mordestwo to nie wypadek". Oto lekka, sympatyczna historia kryminalna, która tylko sprawia pozory banalnie prostej. Osobiście zaczęłam przygodę z nią dopiero od drugiego tomu, ale szybko nadrobiłam zaległości, bo styl autorki i jej pomysł na poszczególne historie bardzo przypadł mi do gustu. Nie musicie zachowywać chronologii, by odnaleźć się w fabule, ponieważ całość łączy jedynie postać zastępcy szeryfa Michaela Keane'a a zawsze jest to odrębna i niezależna zagadka.

Tym razem to nastoletnia Maggie Greene odkrywa coś czego nigdy nie powinna widzieć. A przynajmniej nie w tak młodym wieku. Starsza, wiktoriańska rezydencja w której od dawna nikt nie mieszkał była jej ulubionym schronieniem. W wielkim pokoju na wieży pisała pamiętnik i zdradzała mu wszelkie swoje troski. Wiedziała, że nie może zostać tam przyłapana, nie spodziewała się jednak, że czekają ją prawdziwe kłopoty. Gdy w budynku pojawia się agentka nieruchomości - nie jest sama, choć chwilę później leży zamordowana na schodach a po towarzyszu nie ma ofiary. Czy to faktycznie był niefortunny wypadek? Michael Keane podejmuje się wyzwania, by odkryć prawdę o tym dniu.

Jak widzicie czyta się to naprawdę dobrze. Pomysł jest, wykonanie mu dorównuje a bohaterów nie sposób nie polubić. Każda postać ma swoje pięć minut i indywidualny zbiór cech charakteru dzięki czemu różni są od siebie i wiarygodni na tle całej fabuły. Bardzo lubię Michaela, kibicuję mu w każdej podejmowanej misji i ciekawi mnie jego życie osobiste, chociaż rzadko decyduję się na zagłębianie prywatnych spraw tych, którzy prowadzą śledztwo. W tym przypadku jednak wszystko układa się w spójną całość i jest tu równowaga: więcej śledztwa, więcej tajemnic niż problemów niezwiązanych z wydarzeniami.

Sama kryminalna zagadka na pewno zaskakuje. Początkowo zastępca szeryfa wątpi w udział osób trzecich i wcale mu się nie dziwię, ponieważ nie wiedział tego co ja odkryłam z Maggie na początku. Dużo jest więc niedomówień, szukania na ślepu, zagrożeń dla młodej dziewczyny, która jedyna zna prawdę. Świetnie się to czyta, akcja jest płynna i świadoma a strony praktycznie przerzucają się same. Pojawiają się kolejne ciała, więc morderca w końcu zostaje uznany za obecnego, ale kim jest ? I czym się kieruje? To już musicie odkryć sami! 

"Morderstwo to nie wypadek" to książka przy której można na moment się zatrzymać. Oryginalna, kryminalna, chociaż tak napisana, że trafi w gust każdego - tego kto poszukuje mocnych wrażeń i bardziej przyziemnej akcji. Jestem zauroczona serią od Ann H. Gabhart i liczę, że jeszcze nie jednak książka ukaże się w cyklu. W sam raz na leniwe popołudnie, gdy pada za oknem a naszymi przyjaciółmi okazują się koc i kubek gorącej herbaty.

sobota, 12 października 2019

Przedpremierowo: "Szeptacz" Alex North

"Szeptacz" Alex North, Tyt. oryg. The Whisper Man, Wyd. Muza, Str. 480
PREMIERA: 16 października 2019r.

"Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę, szeptać zacznie ktoś wieczorem."

Zaproszono mnie do podjęcia wyzwania. Nie wahałam się ani chwili. Nie spodziewałam się, że ta historia tak mną wstrząśnie.

Z każdej strony pojawiały się hasła o niesamowitej lekturze spod pióra Alexa Northa. Miał to być zaskakujący, wręcz mrożący krew w żyłach thriller, który powinien wciągać na całego. Sięgnęłam więc po lekturę z ogromnymi oczekiwaniami i muszę przyznać: ten autor naprawdę zna się na rzeczy. Otrzymałam historię wciągającą, doskonale przemyślaną i tak niepokojącą, że nie trzeba czytać jej po zmroku, by poczuć na karku dreszcz przerażenia.

Wszystko zaczęło się od śmierci i tęsknoty. Pisarz Tom Kenned nie mógł znieść straty żony a pogarszająca się relacja z synem tylko wszystko jeszcze bardziej komplikowała. Dlatego mężczyzna postanowił zmienić środowisko i zacząć wszystko od nowa. Przeprowadził się wraz z chłopcem do Senne Featherbank, sennego miasteczka z mroczną przeszłością. Okazało się, że tu, przed laty seryjny morderca pozbawił życia pięciu kilkuletnich chłopców. Dziś przeszłość powraca ze zdwojoną siłą a policjanci dopatrują się ponownego ataku Szeptacza.

Brzmi intrygująco? Możecie mi wierzyć, że tylko osobiście czytając powieść Northa docenicie jej urok i potężny klimat. Poczucie lęku, przekonanie, że coś złego wisi w powietrzu, tajemnica, morderstwo, jedna wielka niepewność co do kolejnych kroków bohaterów. Nie mogłam oderwać się od lektury! Strony przerzucały się same a połączenie kryminału z elementami horroru i mocnym wątkiem psychologicznym okazały się strzałem w dziesiątkę. Nie mogłam oderwać się od fabuły, która kompletnie mieszała mi w głowie skutecznie zacierając granicę między jawą a fikcją.

"Szeptacz" to nie tylko kryminał w którym tytułowym bohaterem jest nieuchwytny przez lata morderca. To także wejście do umysłu bohaterów, zrozumienie relacji ojca ze zranionym synem, patrzenie na męża zatracającego się w żałobie po śmierci żony. Tom i Jake to pełnowymiarowe postacie, ludzie zbliżeni do nas samych, którzy nadają historii wiarygodności i nie pozwalają, by choćby na moment (nawet jeśli trudno wyjaśnić pewne zjawiska) fabuła okazała się jedynie fikcją literacką. To prawdziwe życie, którego propozycję podsuwa nam autor a my z przyjemnością decydujemy się zrobić krok w nieznane, ku świadomej historii i emocjom towarzyszącym nam na każdym kroku. 

Liczyłam na dobrą powieść, ale nie spodziewałam się, że będzie ona aż tak wciągająca. Nuta grozy wyciągnięta rodem z horrorów, trudne do wyjaśnienia zjawiska, napięcie które można byłoby ciąć nożem. "Szeptacz" sprawia, że po lekturze zaczynamy oglądać się za siebie, by upewnić się że nasz cień nie zmienił się w mordercę. Straszna i zaskakująca prowadzi do mocnego finału a ja nie mogę wyjść z podziwu jak dobrze Alex North zadziałał na moją wyobraźnię.

piątek, 11 października 2019

"Córeczki" Adrian Bednarek

"Córeczki" Adrian Bednarek, Wyd. Novae Res, Str. 614

"Ciesz się życiem, dziewczynko. Nie zmarnuj go na żal i nienawiść."

Tragedia sprzed lat także dziś zbiera żniwo. Czy dwie różne od siebie kobiety zjednoczą siły, by w końcu odnaleźć swojego oprawcę? 

Poznanie twórczości Adriana Bednarka było dla mnie wielką przyjemnością. Kiedyś rękami i nogami broniłam się przed polską literaturą bez konkretnego powodu a dziś śmieję się sama z siebie. Tyle dobrych pisarzy i pisarek odkryłam od czasu, kiedy zdecydowałam się zaryzykować! Oczarowały mnie powieści obyczajowe, zaskakiwały młodzieżówki, ale prawdziwe skarby znalazłam w kryminałach - mowa właśnie o panu Bednarku - oraz horrorach kiedy przypominam sobie wspaniałe historie pisane przez Artura Urbanowicza. Dziś jednak przyglądam się kryminałowi rodem z prawdziwego życiowego piekła, lekturze od której bardzo trudno się oderwać.

Klimatyczna, zagadkowa i mroczna historia najpierw wprowadza nas do życia głównych bohaterek. Skrajne różne, kierujące się w życiu innymi zasadami pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Autor niespiesznie wprowadza nas do ich historii, osobno opisuje każdą z pań, by przybliżyć nam ich historie i wyjaśnić co, gdzie oraz dlaczego. Możemy zatem z bliska poznać Ewę i Polę, zrozumieć czym się kierują a także dlaczego podejmują takie a nie inne decyzje. Adrian Bednarek przybliża czytelnika do życia obu pań, by za moment, gdy już czujemy się z nimi w jakiś sposób związane, zrzucić bombę tragedii która je spotkała a która wciąż nie daje o sobie zapomnieć. 

Ewa zapomniała o karierze w policji zajmując się prowadzeniem butiku w centrum Częstochowy. Pola żyje od krawędzi do krawędzi udzielając lekcji pole dance i niemal zapominając, że przecież wróżono jej karierę medyczną. Dzieli je tak wiele a łączy postać Stracha na Wróble, mordercy który doprowadził ich rodziny na skraj wytrzymałości. Dziś w połączeniu z masą zaskoczeń, świetnym klimatem oraz poczuciem namacalnego zagrożenia czytelnik jednoczy siły wraz z Ewą i Polą, by udać się w pościg za nieuchwytnym mordercą i odkryć w końcu jego tożsamość.

Zaskoczenia. Zawiła sieć kłamstw. Mnóstwo sekretów z przeszłości. Dramaty. Lawina skrajnych emocji. Oto najnowsza powieść Adriana Bednarka, która napisana jest z pomysłem i wykonana z rozwagą, dzięki czemu akcja dynamicznie porusza się do przodu a czytelnik może zatrzymać się przede wszystkim nad fantastyczną kreacją bohaterek, które wraz z rozwojem fabuły ujawniają swoje prawdziwe, bezwzględne oblicze. 

"Córeczki" to historia nie byle jaka. Silny obraz kobiety zranionej, która nie ma już nic do zdradzenia. Fascynujący thriller, gdzie tożsamość mordercy pozostaje zagadką do samego końca. Doskonale bawiłam się podczas lektury i po raz kolejny nie zawiodłam się na twórczości autora. Silny wątek psychologiczny działa na wyobraźnię a przyjemność z lektury wydaje się nie mieć końca.

"Lex. Zastępca trenera podrywu" Rachel Van Dyken

"Lex. Zastępca trenera podrywu" Rachel Van Dyken, Tyt. oryg. The Matchmaker's Replacement, Wyd. Niezwykłe, Str.

"Nie zyskałem przydomku „Lex Luthor”, dlatego że byłem dżentelmenem noszącym koszule na guziki, który używał w sypialni słów „proszę” i „dziękuję”.
Byłem złoczyńcą.
Z Ciemnej Strony.
Niegrzecznym."

Dwójka przyjaciół. Jeden pomysł. Dwie kobiety, które zmieniają wszystko. Czy szkoła dla niepewnych swego okaże się dobrym rozwiązaniem?

Podobno Rachel Van Dyken albo się kocha, albo nienawidzi. Jej styl jest charakterystyczny i faktycznie nie każdemu przypadnie do gustu, chociaż osobiście jestem jego sporą fanką. Lubie lekkie historie romantyczne, w sam raz na leniwe popołudnie a w wykonaniu tej autorki już szczególnie. Pisze dobrze, zaskakuje, idealnie oddaje emocje i kreuje takich bohaterów, których nie sposób nie polubić. "Lex" to drugi tom serii Skrzydłowi, którą możecie czytać bez zachowania chronologii, chociaż polecam trzymać pod ręką oba tomy, bo przyjemności z czytania jest sporo!

Był Ian, nieświadomy z uczucia, którym obdarzył nieśmiałą Blake. Teraz jest Lex, który szczerze nienawidzi pyskatej Gabi. Ona odwzajemnia się tym samym, więc za każdym razem gdy się ze sobą konfrontują aż kipi od emocji. W ciągu kliku tygodni Lex miał nauczyć Gabi wszystkich tajników działania jego spółki a następnie zerwać z nią wszelkie kontakty. Nienawiść wspólnie ich nakręcała. Dlatego z zaskoczeniem odkryli, że poza negatywnymi uczuciami kiełkuje powoli coś jeszcze. Coś jakby... pociąg seksualny, który rósł z dnia na dzień. Próbowali z nim walczyć, ale czy można walczyć z własną naturą?

W tym tomie więcej jest dramatów. Może nie są one szczególnie wygórowane i zaskakujące, ale na pewno tajemnica skrywana przez Gabi w pewnym momencie stanie się motorem napędowym dla dalszej fabuły. Pojawia się zatem więcej emocji, bohaterowie wydają się nam bliżsi, gdy odkrywają przed czytelnikiem swoje najgłębiej skrywane pragnienia a akcja sama przerzuca kolejne strony, więc zanim się obejrzymy cała historia jest już za nami. W tym wszystkim dużo romansu, miłości kiełkującej na naszych oczach oraz subtelnej porcji erotyki, która scala relacje między Lexem a Gabi.

Mam wrażenie, że ta część wypadła lepiej. Może przez to, że lepiej zrozumiałam głównych bohaterów, może pomysł na fabułę był lepszy, ale w ostatecznej ocenie tej dylogii, którą bardzo lubię i nie rozgraniczam ob tomów, szalę pozytywów przechyliłabym raczej w stronę Lexa i Gabi. Kryją się za maskami, udają innych niż są w rzeczywistości, ponieważ boją się zranienia a to chwyta za serce i rozczula. Łatwo ich zrozumieć a im bliżej ich poznawałam tym wolnej starałam się czytać, by zatrzymać na dłużej przyjemność czytania.

Ponownie z dużą dawką poczucia humoru, ze słownymi przepychankami i sympatycznym romansem Rachel Van Dyken wita nas historią dwójki bohaterów, którzy idealnie do siebie pasują. "Lex" jest lekturą dla rozrywki, nie ma w niej morałów, nie ma przesady a za to jest mnóstwo przyjemnych scen, zaskakujących wyznań oraz - oczywiście - miłości, która wszystko łączy. W poszukiwaniu czegoś lekkiego, ale jednocześnie niesamowicie przyjemnego w moje ręce wpadła dylogia do której na pewno jeszcze kiedyś wrócę.

czwartek, 10 października 2019

"Morze ciemności" Elżbieta Sidorowicz

"Morze ciemności" Elżbieta Sidorowicz, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 515

"Czy można kiedykolwiek oswoić w sobie myśl o śmierci? Czy można oswoić rozpacz i bezradność"

To miał być nowy początek. Nowy start. Plany jak zawsze pokrzyżował los, który wtrącił swoje okrutne zdanie. 

Rusza nowy cykl Okruchy gorzkiej czekolady a otwiera go "Morze ciemności", czyli książka spod pióra Elżbiety Sidorowicz. Bardzo emocjonalna, zaskakująca i przywołująca wiele emocji. Autorka zabrała mnie w podróż, której szybko nie zapomnę odwołując się do trudnych wyborów, nieoczekiwanych tragedii oraz problemów, które towarzyszą nam na każdym kroku. Lekka powieść młodzieżowa zmieniła się w lekcje życia, którą doceni wielu z nas.

Rodzice Ani postanowili zacząć od nowa. Kupili stary, wymagający renowacji dworek na obrzeżach miasta i robili wszystko, by przywrócić go do życia. Jednak coś poszło nie tak i dobrze zapowiadająca się przyszłość zmieniła się w prawdziwą tragedię. Teraz licealistka została sama, w domu bez wody i telefonu, gdzie normalne życie wydaje się jedynie mrzonką. Ania próbuje walczyć o swoje szczęście, jednak to co kiedyś dawało jej radość, sztuka z której czerpała inspirację, stała się wypłowiała i nic nie znacząca. Czy jest jeszcze dla niej szansa? Czy nauczy się żyć na nowo?

Niewiele wiedziałam o fabule, gdy decydowałam się na lekturę. Wystarczyła mi jednak zachęta w postaci realnej historii i subtelne sygnały sugerujące, że stoi przede mną książka z nurtu New Adult w dojrzałym stylu. Zdecydowałam się więc na lekturę Elżbiety Sidorowicz i nie żałuję - spełnia ona nie tylko oczekiwania wobec każdej książki, ale przede wszystkim staje się niezwykle emocjonującą podróżą w głąb psychiki głównej bohaterki. Ania to silna dziewczyna, chociaż wcale nie jest jej łatwo. Życie odebrało jej całe szczęście i z rodzinnej sielanki rzuciło w sam środek bolesnej samotności. To co czuła ona czułam także ja, dlatego wielokrotnie dałam się ponieść wzruszeniu nad losem dziewczyny na miejscu której tak naprawdę mógł znaleźć się każdy z nas.

Autorka pisze bardzo prawdziwie. Nie bawi się w zbędne opisy, wystarczy ludzki dramat, który wypełnia po brzegi skrajnymi emocjami każdą kolejno czytaną stronę. Skupia się na życiu, pokazuje że czasami radość dają nam drobiazgi a miłość - ta rodzicielska oraz kierowana do drugiej połówki jest najważniejszym czynnikiem szczęścia. Tak, pojawia się silnym motyw romantyczny, który jednak nie koliduje z ważnym tematem podjętym na początku historii a jedynie dopełnia wszystko zamykając spójną klamrą.

"Morze ciemności" to piękna powieść. Bardzo niepozorna a jednak szlachetna w swoim przesłaniu i wzruszająco napisana. Nie spodziewałam się tylu emocji, wylanych łez oraz nadziei, która towarzyszyła mi na każdym kroku. Z przyjemnością patrzę jak polska literatura młodzieżowa dorównuje tej zagranicznej silnie z nią konkurując - powieści Elżbiety Sidorowicz niczego nie brakuje a każdy z nas odnajdzie w losach Ani cząstkę siebie.

środa, 9 października 2019

"Miłość z aksamitu" Valentina Fast

"Miłość z aksamitu" Valentina Fast, Tyt. oryg. Liebe aus Samt, Wyd. Media Rodzina, Str. 352

"Wbrew wszystkim przeciwnościom Henry krok po kroku stawał się moim najlepszym przyjacielem i nieodłącznym towarzyszem, stałą częścią mojego życia."

Nadszedł finał historii, w której role się odwróciły. Czy otrzymamy zakończenie, jakiego się spodziewaliśmy?

Valentina Fast bardzo zaskoczyła mnie swoją serią. Pozorna i przypominająca lekturę dedykowaną młodszemu czytelnikowi okazała się wspaniałą przygodą, którą kontynuowałam przez wszystkie tomy. Poruszająca ponadczasowe tematy okazałą się serią idealną dla każdego bez względu na wiek a ja z nostalgią wspominam to co było, mając świadomość finału. Przyznam, że liczyłam na inne zakończenie, ale to nie znaczy że czuję się rozczarowana - wręcz przeciwnie, autorka spełniła wszystkie moje oczekiwania pod względem dopracowania i towarzyszących mi emocji.

W szóstym tomie serii Royal źle się dzieje. Królestwo zaatakowane przez wroga nie radzi sobie z odpieraniem najeźdźców a pośród swoich pojawiają się kolejni zdrajcy. Tatiana uciekła, jednak zostawiła w ogniu walk swoich najbliższych. Dziewczyna wie, że tylko ona i jej determinacja odwrócą bieg wydarzeń. Postanawia więc zebrać sojuszników i stawić czoła wyzwaniu na moment zapominając o własnych marzeniach. A przecież od początku dążyła jedynie do tego, by spędzić przyszłość u boku księcia. To już nie ma znaczenia?

W ostatnim tomie przygód Tatiany wychodzą na jaw wszystkie tajemnice. Autorka zamyka podjęte wcześniej motywy, wyjaśnia zachowania bohaterów i często zaskakuje. Jestem mile zaskoczona tropem jakim zdecydowała się podążać Valentina Fast - już nie słodko, nie uroczo, nie w poszukiwaniu wymarzonego księcia a z wojną na pierwszym planie i realnym zakończeniem. Z perspektywy znajomości wszystkich części mogę śmiało zaznaczyć, że nie tylko fabuła diametralnie się zmieniła, ale i cele bohaterów dzięki czemu historia okazała się bardziej dojrzalsza niż na początku i zdecydowanie bardziej przekonująca.

Akcja pędzi, bohaterowie stawiają czoła wyzwaniu a emocji jest naprawdę sporo. Całość wypada lepiej niż dobrze i w końcu można zrozumieć dlaczego królestwo Viterry próbowało się odciąć od zewnętrznego świata. Zamykając się w mentalnej szklanej bańce chcieli stworzyć poczucie bezpieczeństwa, które i tak zostało wystawione na potężną próbę. Czy zatem można żyć w pełni szczęścia nie licząc się z problemami, które nas otaczają? Czy można martwić się pozornie ważnymi sprawami, gdy wojna dziesiątkuje społeczeństwo? Fast sięga po kluczowe dla współczesnych czasów tematy maskując je zgrabnie w królewskiej rzeczywistości i sprawia, że mimo lekkości i pewnego rodzaju słodyczy czającej się w pierwszych tomach serii jej opowieść jest w pełni prawdziwa.

"Miłość z aksamitu" to opowieść o bohaterach, którzy ośmielili się marzyć. O miłości wystawionej na wielką próbę. O porażce ujawniającej się na wielu płaszczyznach. Jestem pod wrażeniem dojrzałości i wiarygodności tej serii oraz szczerości przekazu. Valentina Fast spisała się na medal tworząc historię dla każdego a finałowy tom mimo silnie emocjonalnego zakończenia jest tym na co tak długo czekałam.

"Ian. Twój osobisty trener podrywu" Rachel Van Dyken

"Ian. Twój osobisty trener podrywu" Rachel Van Dyken, Tyt. oryg. The Matchmaker's Playbook, Wyd. Niezwykłe, Str. 308

"- Zakochujesz się w niej?
- Co? - Zaśmiałem się. - Nie. Widziałeś jej klapki?" 

Postanowił zarobić na tym, by uszczęśliwiać innych. Nie spodziewał się, że to on staną w obliczu potencjalnego szczęścia.

Rachel Van Dyken, autorka poczytnych powieści romantycznych powraca a wraz z nią seria przy której warto się zatrzymać. Dedykowana romantyczkom, wielbicielkom sercowych podbojów oraz tym, którzy szukają relaksu przy lekturze, sympatycznych bohaterów oraz zrównoważonego poczucia humoru, dzięki czemu wszystkie troski można śmiało odłożyć na bok. Pierwszy tom serii Skrzydłowi to historia lekka i przyjemna, w której los bohaterów odgrywa kluczową rolę.

Pomysł na fabułę jest dość schematyczny. To właściwie historia jakich wiele, ona nieśmiała, on zdecydowanie zbyt pewny siebie. Początkowo wcale się nie dostrzegają, by w finale w końcu zrozumieć, że być może jest za późno. Przyznam, że po przeczytaniu opisu trochę się zawahałam. Ile już znamy takich historii? Ile schematów już powielono? A jednak czasami warto sięgnąć po to co znane i zinterpretowane na nowo, szczególnie gdy za pracę zabiera się autorka, która wie co robi. W tej historii wszystko ma swoje miejsce, ani przez moment nie pojawia się przestój w fabule a uśmiech sam wkrada się na usta nie opuszczając nas nawet po zakończonej lekturze. 

Ian Hunter to były futbolista. Dziś już nie może grać w drużynie z powodu kontuzji, jednak nie przestaje analizować jak rozwinąć swój potencjał. Niekoniecznie sportowy. Zakłada więc z przyjacielem zakłada spółkę Skrzydłowi. To tam, dzięki swojemu talentowi do łamania kobiecych serc uczy nieśmiałe dziewczęta jak rozkwitać i imponować płci przeciwnej. Nie spodziewa się jednak, że na jego drodze stanie Blake Olson - przypadek beznadziejny. To wyzwanie zmusi go do działania a gdy dojrzy w świetle dnia pełną metamorfozę dziewczyny sam odkryje jej wewnętrzny urok. Tylko, że ona zmienia się dla kogoś innego. Czy więc jest szansa, by skraść jej serce?

Efekt metamorfozy, zmiana z brzydkiego kaczątka, księżniczka w finale. Blake to dziewczyna, której nie da się nie lubić. Autorka stworzyła dwie przyjemne dla oka i wyobraźni sylwetki bohaterów którym chętnie się kibicuje i za których trzyma się kciuki. Słowne przepychanki czy perspektywa wydarzeń z punktu widzenia Iana w połączeniu z lekkością i świadomością prowadzenia akcji zaowocowały naprawdę wciągającą historią. Nie ma tutaj zbyt wielu dramatów a problemy, które się pojawiają znajdują swoje rozwiązanie w mgnieniu oka. Nie zostajemy więc zarzuceni zbędnymi emocjami - wszystko jest zrównoważone i szczere.

Cieszę się, że autorka skusiła się na dwa tomy, ponieważ jeden to zdecydowanie za mało! Druga część dopiero przede mną, ale już nie mogę doczekać się kolejnej przygody, tym razem z innym bohaterem w roli głównej. Seria Skrzydłowi to idealna propozycja, by oderwać się na moment od rzeczywistości i zatracić się w przyjemnym romansie ze sporą dawką poczucia humoru. Rachel Van Dyken powraca w charakterystycznym dla siebie stylu z książkami, które trafią do każdej romantyczki.

poniedziałek, 7 października 2019

"Posłaniec burzy" J.C Cervantes

"Posłaniec burzy" J.C Cervantes, Tyt. oryg. The Storm Runner, Wyd. Galeria Książki, Str. 480

Oparta na mitologii Majów, pełna przygód opowieść z serii "Rick Riordan Przedstawia"!

Dziecięca zabawa zmienia się w wielką przygodę, gdy tylko odważymy się poszerzyć granice wyobraźni. I wierzyć.

"Posłaniec burzy" to moje pierwsze spotkanie ze światem Rick Riordan Przedstawia. Wstyd przyznać, ale nigdy nie miałam także przyjemności sięgać po książki pióra samego Riordana. Doceniam jednak jego talent z daleka, dostrzegam jak grono jego fanów wciąż rośnie w siłę i jestem pod wrażeniem, że ustępuje miejsca innym autorom, by wraz z nimi tworzyć światy uniwersum dla swojej pierwszej serii. Powyższa książka jest bowiem historią J.C Cervantesa, który zna się na mitologii Majów i prowadzi nas przez ten wątek w pierwszym tomie serii.

Trzynastoletni Zane Obispo postawił sobie za punkt honoru przeprowadzenie badań nad wulkanem, który skrywa się za jego domem. To tam spędza większość swojego czasu uciekając od rówieśników, którzy nie rozumieją, że jest inny. Wystarczyły problemy z chodzeniem i laska na której wciąż musiał się podpierać, by dzieci okrutnie szydziły z jego problemów. Jednak to właśnie Zane okazał się wyjątkowy gdy Brooks, tajemnicza dziewczyna wyjawiła mu że jego los ściśle powiązany jest z wulkanem i bogiem śmierci Majów. I to właśnie chłopiec został wytypowany do wielkiej przygody, która właśnie się rozpoczęła.

Nie wiem jaki jest styl Riordana, poznałam jednak ten Cervantesa i przypadł mi do gustu. W bardzo przygodowym stylu, z domieszką fantastyki i subtelnym poczuciem humoru zabrał mnie w sam środek nastoletniej wyprawy, gdzie główny bohater już dawno nie należy do mojej kategorii wiekowej. A jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało, bawiłam się dobrze, chętnie przyglądałam się poczynaniom młodych bohaterów i wraz z nim odkrywałam tajniki mitologii Majów na której przecież zbudowano całą fabułę. To ciekawy wstęp do serii, która na pewno rozwinie się w kolejnych tomach, ale już teraz widać w niej silny potencjał.

Płynna akcja co prawda potrzebuje chwili, by nabrać tempa, w pełni rozkręca się wraz z pierwszą wzmianką o bogu śmierci. Stworzony na wzór prawdziwego antybohatera ma budzić w czytelniku jedynie negatywne emocje. Jego postać to solidny fundament dla całej historii, jednak nie jest jedynym interesującym zjawiskiem, które fascynuje Zane'a. Demony, olbrzymi i mitologiczni bogowie to coś zupełnie nowego a jednak wydaje się, że chłopak szybko odnajduje się w nowej rzeczywistości prowadząc czytelnika ku nowym przygodom.

"Posłaniec burzy" to sympatyczna lektura fantasy, która znajdzie swoje poparcie nie tylko wśród fanów Riordana. Osobiście przeskoczyłam wiele etapów i wydaje się, że zaczęłam czytać od końca a jednak odnalazłam się w historii i cieszę się, że dałam jej szansę. Wielka przygoda, sympatyczni bohaterowie, nuta humoru i spora dawka mitologii to w tym przypadku przepis na młodzieżowy sukces, który mnie osobiście skłonił do oczekiwania na drugi tom perypetii młodego Zane'a.

"Zaraza" Laura Thalassa

"Zaraza" Laura Thalassa, Tyt. oryg. Pestilence, Wyd. Filia, Str. 400

"Jadę z jednym z jeźdźców Apokalipsy. [...] To się nazywa miejsce w pierwszym rzędzie podczas końca świata."

Przybyli, by nas zniszczyć. Pozbawieni skrupułów, silni i niezależni. Byli pewni wygranej. Nie spodziewali się jednak siły człowieka.

Uwielbiam wizje apokaliptyczne. Lubię, gdy w literaturze autorzy odnoszą się do tych motywów i przedstawiają na bazie antyutopijnego świata. Dlatego z przyjemnością zdecydowałam się na lekturę Laury Thalassa, która - nie ma co ukrywać - kusi także przepiękną okładką. To połączenie mrocznej wizji końca świata z silnym wątkiem romantycznym a i emocji nie zabrakło już na starcie. "Zaraza" jako książka inna niż wszystkie w oryginalny i odważny sposób wkracza do świata miłości, gdzie niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku.

Plus za prowadzoną akcję. Autorka nie bawi się w zbędne opisy ani wprowadzenia tylko od razu wrzuca nas w wir przygody. Zaraz w piątym roku Ery Jeźdźców przemierza świat, by rozsiewać strach i epidemię Mesjanistyczną. Nie boi się ludzi, drwi sobie z ich słabostek. Dlatego porywa Sarę w niewolę. Ona miała go zgładzić jako to najodważniejsza, ale nie udało jej się wypełnić misji. Zrobiła coś znacznie ważniejszego - nauczyła Zarazę odczuwać emocję a ten przestraszył się nie na żarty. Bał się, że przez to zatraci swoją wielkość. Ale czy już teraz nie zaczął czuć czego więcej do dziewczyny, którą uwięził?

Na pewno nie jest to kolorowa, słodka historyjka. Właściwie to zaskoczyła mnie swoją bezwzględnością i odsłoną Zarazy jako pierwszego z obudzonych jeźdźców. Niósł on ze sobą prawdziwą zagładę, sprawił że ludzkość stanęła pod znakiem zapytania a świat opanowały straszne choroby. Ale jednocześnie okazał się bohaterem intrygującym - jego wewnętrzny spokój oraz równowaga w poczuciu wyższości czy pewności siebie łamały się krok po kroku w kontakcie z Sarą. Tak rozpoczął się zaskakujący romans między tą dwójką, który jak dla mnie zbyt szybko nabierał tempa. Wizja mroku i zagłady panująca dookoła wystarczyła, by podbudować napięcie i chociaż miło było patrzeć na tą dwójkę, odebrałabym im trochę z tej rosnącej z czasem słodyczy.

Chociaż jest to jakiś mały minus dla historii, muszę przyznać, że całość wypada zaskakująco dobrze. Spędziłam przyjemnie czas w towarzystwie tej dwójki, która wyruszyła w świat i poznawała nowych ludzi mniej lub bardziej znaczących dla kolejnych wydarzeń. Akcja płynnie poruszała się na przód a dialogi okazały się lepiej niż dobre - czasami siła emocji i różnica charakterów oraz poglądów między tą dwójką doprowadzały do napięcia widocznego w wyrażanych przez nich zdaniach. Pierwszoosobowa narracja ze strony Sary dopełniła dzieła i przyznaję, że to jedna z ciekawszych młodzieżówek, która rozpoczyna naprawdę intrygującą serię.

Są plusy, są minusy, ale w ogólnym rozrachunku "Zarazę" oceniam na książkę bardzo dobrą. Więcej! Już nie mogę doczekać się kontynuacji. Mimo pewnych schematów jest inna niż wszystkie i wprowadza powiew świeżości, który bardzo sobie cenię. Co będzie dalej? Jaki okaże się kolejny jeździec? Jestem pewna, że  Laura Thalassa jeszcze nam pokaże co ma w zanadrzu i po raz kolejny zaskoczy. Tymczasem zachęcam do poznania mroku i miłości w świecie opanowanym przez Zarazę - zapewniam, że wrażenia będą niezapomniane. To nie tylko lektura z kategorii książki dla młodzieży, ale historia, która zaskoczy każdego.

niedziela, 6 października 2019

"Magia cierni" Margaret Rogerson

"Magia cierni" Margaret Rogerson, Tyt. oryg. Sorcery of Thorns, Wyd. Niezwykłe, Str. 561

"Nie wiem co mnie napadło. Oczywiście, że z przyjemnością wesprę cię w śmiertelnie niebezpiecznym akcie heroizmu, Scribener. Wystarczy jedno twoje słowo."

Magiczna biblioteka? Brzmi jak miejsce wymarzone dla każdego zagorzałego fana książek. Z przyjemnością wkraczam więc do świata Margaret Rogerson, by choć na moment osobiście poczuć magię na własnej skórze.

Długo czekałam na tą powieść. Chociaż premiery z gatunku fantasy nie są u mnie na pierwszym miejscu to po pierwszej zapowiedzi ta historia od razu wydała się idealna dla mnie. Intrygująca i niebanalna zapowiadała historię świeżą i oryginalną, których zawsze poszukuję. Pozwoliłam więc porwać się urokowi Margaret Rogerson i bliżej przyjrzeć się jej pomysłowi, który - szczerze przyznaję - okazał się równie trafiony co dobrze wykonany.

Wejście do świata wykreowanego przez autorkę to przede wszystkim porzucenie na kilka ładnych godzin otaczającej nas rzeczywistości. Podczas czytania niewiele się dla mnie liczyło poza przerzucaniem kolejnych stron, poznawaniem nowych miejsc, tajników oraz wszystkich istot magicznych. To było wielkie przeżycie! Rogerson spisała się na medal jeśli chodzi o wiarygodne przedstawienie postaci czy miejsc, jej styl okazał się bardzo obrazowy i plastyczny, dzięki czemu wszystko żyło na moich oczach a wyobraźnia wydała się barwna i przypominająca wielowarstwowy film. Robiłam wszystko, by przedłużyć sobie przyjemność czytania, ale strony same przerzucały się w ekspresowym tempie.

Siedemnastoletnia Elisabeth żyła otoczona książkami od dnia, gdy jako niemowlę porzucono ją pod drzwiami biblioteki. Nauczyła się kochać te osobliwe istoty oraz ich historie, znosić humory wielkich tomów i przyjaźnić się z lekturami. Tak, w świecie tej dziewczyny książki żyją własnym życiem, plują atramentem, gryzą w palce lub mroczą z zadowolenia. Elisabeth marzyła, by zostać ich Strażniczką, jednak nie spodziewała się, że los szybko pokrzyżuje jej plany i zmieni całkowicie bieg opowieści.

Intrygująca fabułą to jedno, kreacja bohaterów - drugie. Postać Elisabeth to inspirująca kreacja dziewczyny silnej i walecznej, która nie poddaje się w obliczu wyzwania. Z przyjemnością śledziłam jej drogę oraz dynamiczny rozwój widoczny jak na dłoni podczas wydarzeń, które na nowo ją kształtowały. Podobno było z Natanielem, męskim bohaterem który szybko wkroczył na drogę dziewczyny. Zaskakujący, intrygujący i z ciętym językiem nie tylko doprawił akcję swoim męskim urokiem, ale przede wszystkim charyzmą oraz poczuciem humoru. Trudno było więc przejść obojętnie obok ich relacji, wiedząc że idealnie do siebie pasują.

Chociaż wolę pierwszoosobową narrację muszę przyznać, że w tym przypadku trzecia okazała się dobrym posunięciem. Zakradała się w każdy kont, ujawniała to co konieczne i w kluczowych momentach, więc nie mam nic do zarzucenia narratorowi. Wręcz czułam się niczym mała dziewczynka poznająca nowy, nieodkryty świat i cieszyłam się również jak dziecko za co zawsze będę już wdzięczna Margaret Rogerson.

"Magia cierni" to historia dla młodzieży i starszych czytelników. Dla fanów romansów, fantastyki czy powieści w której po prostu akcja ma kluczowe znaczenie. Każdy odnajdzie się w tej książce i dostrzeże jej liczne atuty. Świetnie napisana baśń dla miłośników książek zabrała mnie w podróż, której szybko nie zapomnę i do której - jestem tego pewna - jeszcze powrócę.

sobota, 5 października 2019

"Mapa dni" Ransom Riggs

"Mapa dni" Ransom Riggs, Tyt. oryg. A Map of Days, Wyd. Media Rodzina, Str. 528

Bohaterowie, znani z kart poprzednich tomów oraz z filmu, ponownie przeżywają wiele niebezpiecznych przygód, walcząc z potworami i zjawami – tym razem we współczesnej Ameryce.

Wielka przygoda wpisana jest w los osobliwych dzieciaków i towarzyszy im na każdym kroku. Czy i tym razem wspólnie pokonają wszystkie przeciwności?

Oto nadeszła kontynuacja na którą zapewne wielu z Was czekało. Osobiście od dnia pierwszej zapowiedzi nie mogłam doczekać się premiery, żeby w końcu dowiedzieć się co dalej dzieje się w historii zapoczątkowanej przez Ransoma Riggsa  i jakie kolejne przygody staną na drodze moich ulubionych bohaterów. Teraz z perspektywy czasu z rozbawieniem przypominam sobie moje obawy co do pierwszego tomu i pytania czy to na pewno historia dla mnie. Odpowiedź jest banalnie prosta: ta seria jest idealna dla każdego!

Na początku było odrobinę strasznie. Autor zasiał sporo niepewności a charakterystyczne dla całej serii fotografie przyprawiały o dreszcz przerażenia. Jednak aura grozy zniknęła w oka mgnieniu, gdy tylko bliżej poznałam wybrane postacie oraz los z jakim przyszło im się zmierzyć. Teraz przy lekturze czwartego tomu niemal zapomniałam, że gdzieś tam na początku czaiła się możliwość strachu a pozwoliłam sobie delektować się kolejną wielką przygodą tym razem rozgrywaną we współczesnym świecie.

Cała plejada bohaterów, których losy są różne i związane z przeszłością ponownie pojawia się na pierwszym planie, by wciąż intrygować czytelnika. Riggs spisał się na medal jeśli chodzi o kreację postaci oraz podejście do ich indywidualnych wad oraz zalet sprawiając, że mimo swojego nadnaturalnego wydźwięku są wiarygodni od początku do końca oraz prawdziwi w tym co robią. Jacob Portman stanowiący spoiwo łączące świat osobliwości ze współczesnymi czasami oraz odkrycie jego dziadka ponownie dają o sobie znać gdy chłopiec powraca na Florydę. Towarzyszą mu pani Peregrine, Emma i osobliwi przyjaciele i chociaż starają się walczyć z przyziemnością los szybko weryfikuje ich prawdziwe pochodzenie po raz kolejny stawiając na ich drodze masę niepowodzeń czy zagrożeń.

Twórczość autora cechuje spora wyobraźnia i umiejętność przelania tego co w głowie na papier. Jego historia jest otwarta na czytelnika i niemal od pierwszych stron wciąga w wir potężnej przygody. Przyjemnie było mi ponownie wkroczyć do tego świata i przywitać się z bohaterami, których miałam wrażenie, że znam już doskonale. Okazało się jednak, że Riggs przemycił kilka nowych faktów i subtelnych zaskoczeń, by dopełnić dzieła i nie pozwolić zapomnieć mi, że to opowieść, która pisze się na moich oczach.

"Mapa dni" To kontynuacja, która bez dwóch zdań dorównuje poprzedniczkom. Silnie rysuje się na tle całej serii, jest równie odważna i pełna pędzącej akcji. Cieszę się, że Ransom Riggs zdecydował się na cykl przekraczający trylogię i już z niecierpliwością wyczekuję kolejnej historii. Przyjaźń ponad wszystko, przeszłość oraz miłość w towarzystwie wielu przygód zabiorą każdego chętnego czytelnika do świata, którego nie ma się ochoty opuszczać.

piątek, 4 października 2019

"Cynamon, kłopoty i ja" Dagmar Bach

"Cynamon, kłopoty i ja" Dagmar Bach, Tyt. oryg. Zimt und zurück, Wyd. Media Rodzina, Str. 384

"Jak to ładnie mówi moja babcia?
„Życie jest czasem jak drabinka do kurnika. Zasrane od góry do dołu”.
Trudno nie przyznać jej racji."

Miłość, alternatywna rzeczywistość i wielka życiowa przygoda - oto nadchodzi młodość w najlepszym wydaniu.

Jeśli lubicie literaturę młodzieżową i w dodatku niemiecką (osobiście uwielbiam), warto bliżej przyjrzeć się twórczości Dagmar Bach. To autorka, która napisała bardzo lekki, sympatyczny i radosny hołd w stronę dojrzewania, czystej zabawy oraz przygody, która powinna być częścią naszego życia. Już pierwszy tom okazał się historią, która wyciągnęła mnie z ponurej rutyny a kontynuacja w niczym od niego nie odbiega. I chociaż historia kierowana jest bardziej do młodszego czytelnika - bawiłam się podczas lektury wybornie.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele z fabuły, ponieważ czystą radością jest poznawanie kolejnych losów młodej bohaterki, ale przypomnę że to wciąż tematyka przenoszenia się do równoległego świata, gdy tylko w pobliżu wyczuć można zapach cynamonu. A tam - w tym miejscu - dzieje się niby to samo, chociaż w zupełnie inny sposób, dzięki czemu akcja nabiera tempa, wydarzenia przyjemnie mkną do przodu a Vicky, czyli główna bohaterka, ma pełne ręce roboty. Nie powiedziałabym jednak, że jest to historia fantasy mimo pewnego ukłony w stronę tego gatunku. To bardzo dziewczęca historia w której po prostu wszystko może się wydarzyć.

Młoda czytelniczka szybko utożsami się z główną bohaterką. Dojrzalsza będzie czerpała radość z czytania. Niezależnie jednak od wieku każdy znajdzie coś w tej historii co go zaciekawi, zainspiruje i po prostu umili czas. Przygód jest sporo, podobnie jak wyzwań w obliczu których także tym razem stanie Vicky. To bohaterka, której nie sposób nie polubić, w dodatku wykreowana w bardzo wiarygodny sposób. Poznałam jej wszystkie troski i zmartwienia, otwarła się przede mną ujawniając wszelkie emocje i tym sposobem zbliżyła mnie do jej opowieści a także wspaniałego wątku romantycznego, który także okazał się wiarygodny i bardzo dojrzały. Niepewność pierwszej miłości, przyspieszone bicie serca, wzloty i upadki - wszystko to widoczne jest jak na dłoni i poparte życiowymi doświadczeniami.

Lekkość i swoboda z jaką tworzy Bach to podstawowa zaleta serii. Pomysł równoważy się z wykonaniem, potencjał widać już od pierwszych stron a po zakończeniu ostatniej strony obok radości pojawia się smutek, że tak szybko nadszedł czas rozstania. Na szczęście czeka nas jeszcze jeden tom pełen przygód! Skupiając się jednak na tym aktualnym przyznaję, że nie ma w nim większych wad, gdy tylko podejdziemy do historii jak do nieskomplikowanej acz bardzo uroczej i przyjemnej historii młodego pokolenia bohaterów.

"Cynamon, kłopoty i ja" ujawnia nowe fakty na temat bohaterów, zbliża nas do postaci oraz zapewnia kilka godzin czystej zabawy. Dużo się dzieje, dialogi między bohaterami przywołują uśmiech na twarzy a historia przegania wszelkie troski. To miłe oderwanie się od rzeczywistości, możliwość spojrzenia z dystansem na równoległe światy, które mimo swoich różnic jednak w pewien sposób się na siebie nakładają. Po raz kolejny przekonałam się, że niemiecka literatura jest mi niesłychanie bliska i mam nadzieję, że Wy także dostrzeżecie w niej urok.

środa, 2 października 2019

"Pani Dymu" Laura Sebastian

"Pani Dymu" Laura Sebastian, Tyt. oryg. Lady Smoke, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 512
POD PATRONATEM: ThievingBooks

"Nie jesteśmy zdefiniowani przez rzeczy, które robimy, aby przetrwać. Nie przepraszamy za nie. Może cię złamali, ale z tego powodu stałaś się tylko ostrzejszą bronią. Nadszedł czas, by uderzyć."

Dla ludu i królestwa poświęciła wiele. Jednak wciąż nie udało się jej odzyskać w pełni tego co do niej należy. Co zatem zrobić, by uwolnić swoich podwładnych i pozwolić im na spokojne życie?

Pierwszy tom serii Trylogia księżniczki popiołu mam wrażenie, że przeszedł trochę bez echa. A szkoda, bo warto przyjrzeć się tej historii, która doczekała się kontynuacji w drugim, równie ciekawym tomie. To połączenie antyutopii z fantastyką i nurtem feministycznym, gdzie główna bohaterka ratuje się sama i robi wszystko, by wciągnąć spod jarzma niewoli swój lud. Połączenie gatunkowe jest oryginalne, ale to zdecydowanie przemawia na korzyść tej książki i pozwala wierzyć, że nie trzeba silnego męskiego bohatera, by otrzymać równą mu bohaterkę.

Laura Sebastian po raz drugi zabiera nas w kolorowy świat królestwa, gdzie dworskie intrygi wydają się na porządku dziennym. Dawne oskarżenia kierowane w stronę głównej bohaterki przestały być istotne i teraz liczy się to, że Księżniczka Popiołów powstała, by zrzucić koronę z popiołu i odzyskać należny jej tytuł. Ma u swego boku zakładnika, Prinza Sorena i nie spocznie, dopóki nie zrozumie jak może ocalić swój lud. Tylko jak Theo może znaleźć armię w miejscu, gdzie nie zna nikogo? Wydaje się, że jedynym pomysłem jest zaufanie przerażającej piratce Dragonsbane, która uparcie twierdzi, że dziewczyna zdobędzie armię jedynie wychodząc za mąż.

Chociaż fabuła wydaje się zagmatwana, wcale taka nie jest. Wystarczy poświęcić jej troszkę uwagi, by zrozumieć kto jest kim a już po kilku pierwszych stronach można śmiało rozpoznawać wszystkie postacie. A jest ich faktycznie sporo, chociaż autorka nie pominęła żadnego, poświęcając im czas i tworząc indywidualne cechy charakteru. Oczywiście najważniejszą jest sama Theo, silna dziewczyna która przechytrzyła swoich wrogów błyskotliwym umysłem. Jest głosem rozsądku w kobiecym świecie, namawia do działania, staje na miejscu wzoru do naśladowania. Podąża wyznaczoną drogą nie zapominając o wartościach, które przyjęła i to wyróżnia ją na tle pozostałych bohaterek.

Prosty język, lakoniczne opisy i tylko konkretne fakty sprawiają, że powieść czyta się bardzo szybko. Każda podjęta kwestia z czasem zostaje mądrze wyjaśniona a kilka rozpoczętych wątków ładnie komponuje się w wielką przygodę. W drugim tomie pojawia się sporo niebezpieczeństwa, tajemniczych bohaterów oraz zagadek do rozwiązania, sprawiając że atmosfera się zagęszcza i przyjemność czytania rośnie ze strony na stronę.

"Pani Dymu" to ciekawe rozwinięcie serii. Zaskakuje przede wszystkim oryginalnością, jest powiewem świeżości za sprawą kreacji głównej bohaterki. Miło jest obserwować tak dynamiczny rozwój postaci i mam nadzieję, że finałowy tom nie odbierze jej charyzmy. Liczę, że osiągnie cel, ale prawdę mówiąc w tej przygodzie wszystko jest możliwe. Zaryzykujcie zatem, przeczytajcie i zobaczcie czy takie nowe oblicze silnej bohaterki Wam odpowiada.

"Warta ryzyka" K. Bromberg

"Warta ryzyka" K. Bromberg, Tyt. oryg. Worth the Risk, Wyd. Editio, Str. 460

"Jesteś ryzykiem, które wybrałam. Jesteś tym, którego wybieram."

Marzyli tylko o tym, by zostawić przeszłość za sobą. Okazało się jednak, że nie powiedziała ostatniego słowa i dziś przypomina o sobie ze zdwojoną siłą.

Lubię sięgać po lektury K. Bromberg. To lekkie, niezobowiązujące romanse, które zawsze umilają mi czas po ciężkim dni i pozwalają zrelaksować się przy danej historii. Dlatego chętnie sięgnęłam po "Wartą ryzyka" z nadzieją, że i tym razem przyjdzie mi spotkać sympatycznych bohaterów oraz prostą historię ich życia. Niewiele się pomyliłam, poza tym że autorka wyszła o krok dalej budując opowieść o wzlotach i upadkach konkretnie zaznaczając, że jest to powieść także z morałem i przesłaniem.

To opowieść o Graysonie i Sidney. Kiedyś byli parą a ich historia miała być wieczna. Ona jednak była bogatą snobką dostrzegającą wyłącznie czubek własnego nosa. Porzuciła więc mężczyznę, który kochał ją nad życie i odeszłą od synka, którego nie chciała. On więc musiał stanąć na nogi i stworzyć dom dla Luke'a, którego pokochał nad życie. Nabrał doświadczenia i zmienił się w silnego choć skrytego mężczyznę oraz ojca. Nie spodziewał się, że Sidney nie powiedziała ostatniego słowa i już niebawem ponownie wkroczy do jego życia z przytupem i wielkim hałasem.

Prosta fabuła to tylko pozory. Czas spędzony w towarzystwie tych bohaterów to przede wszystkim mnóstwo różnorodnych emocji. Trudno nie obdarzyć Graysona sympatią i nie trzymać kciuków za to, by wszystko mu się ułożyło. Na podstawie jego historii widzimy silnego mężczyznę zranionego przez egoistkę, którą na starcie skreślamy. Zatem pojawienie się w fabule Sindey wywołuje nie lada chaos: z jednej strony byłam ciekawa jaką rolę odegra i jak to się wszystko rozegra, z drugiej miałam ochotę pogonić ją jak najdalej od Graysona i jego synka, którzy wydawać by się mogło, że ułożyli sobie jakoś wspólne życie. Jednak autorka wiedziała co robi i w umiejętny sposób pokierowała losami każdego z nich w sposób, który nie pozwalał mi nawet na moment odejść do lektury.

Lekkość i swoboda konkurują o uwagę z życiowym tematem. Wybaczenie, nadszarpnięte zaufanie, wielkie zranienie i brak poczucia pewności co do lokowania swoich uczuć. Wielka miłość zderzona z murem rzeczywistości. Powrót w którym dopiero na drugim planie widać skruchę. Lata rozłąki zmieniły głównych bohaterów co widać doskonale, ale wciąż wydaje się że kierują się nie tym co potrzeba. W poczuciu osamotnienia i zdrady rodzi się namiętność przesycona bólem i oczekiwania, które mogą okazać się niespełnione. Jednak warto poznać to wszystko, warto zagłębić się w losy Sidney i Graysona, ponieważ to lektura obowiązkowa dla wszystkich romantyczek.

Nie czytałam wcześniejszych tomów tej serii, nie wiem czy powiązanie jest duże czy nie, jednak myślę, że śmiało możecie czytać ją bez zachowania chronologii, ponieważ ja się w "Wartej ryzyka" bardzo szybko odnalazłam. Może to za sprawą głównego bohatera, którego urok osobisty świeci jasnym światłem a może po prostu dzięki dobrze napisanej i wciągającej fabule. Niezależnie od powodu - polecam sięgnąć, przeczytać i pozachwycać się trochę nad współczesnymi wartościami i romansem innym niż wszystkie.

Premierowo: "O północy w Czarnobylu" Adam Higginbotham

"O północy w Czarnobylu" Adam Higginbotham, Tyt. oryg. Midnight in Chernobyl: The Untold Story of the World's Greatest Nuclear Disaster, Wyd. SQN, Str. 
PREMIERA: 2 października 2019r.

Śledztwo, propaganda, tajemnica i mity, które przyćmiły nieznaną historię największej katastrofy nuklearnej XX wieku.

Tragedia, która zmieniła świat. Katastrofa, której się nie spodziewano. Jak wygląda świat po wydarzeniach w Czarnobylu?

Nie jestem czytelnikiem, który często sięga po literaturę faktu. Właściwie to zdecydowanie stawiam na powieści fabularne i tylko w wyjątkowych sytuacjach decyduję się zmierzyć z poradnikiem, biografią czy właśnie czymś typowo związanym z prawdziwymi wydarzeniami i suchymi faktami. Nie mogłam jednak przejść obojętnie obok "O północy w Czarnobylu", ponieważ temat jest ważny, książka ciekawa (o czym przekonacie się po lekturze) a świadomość wydarzeń niezbędna.

Dużo ostatnio można usłyszeć o wydarzeniach w Czarnobylu, temat ponownie wraca na języki a naukowcy sięgają po fakty i dowody, by przybliżyć innym co tak naprawdę miało miejsce podczas prawdziwej katastrofy nuklearnej i jak do niej doszło. Nawet ten kto nie był wcześniej zainteresowany poznaniem prawdy szybko zmieni zdanie podczas lektury Adama Higginbotham, ponieważ to książka szczera i mądra, przekazująca same konkretny w naprawdę ciekawy sposób.

Autor sięga po wywiady z osobami, które widziały wszystko na własne czy, obala mity, przywołuje kluczowe dowody poparte badaniami i faktami i robi to w takim stylu, że ciężko oderwać się od lektury. Chłonęłam jego słowa, z przerażeniem obserwowałam ujawnianie prawdy o największej tragedii XX wieku i przyznaję, że po skończonej już lekturze zupełnie inaczej spojrzałam na przeszłość. Okazało się, że żyłam w zupełniej nieświadomości a dziś cieszę się, że moja wiedza została wzbogacona o tak istotną prawdę.

Nieznana do tej pory historia Czarnobyla zamknięta w tej książce to wiele odkrytych dopiero niedawno wspomnień. Higginbotham przywołuje akta, które przez tyle lat pozostawały w ukryciu, zaskakuje siłą wspomnień tych, którzy byli naocznymi świadkami jednak nie skupia się wyłącznie na skutkach wybuchu, działaniach propagandowych czy przebiegu tragedii. Sięga po całość, opowiada o ludziach, społeczeństwie Prypeci oraz wszelkich absurdach ZSRR budując konkretną, świadomą historię.

Adam Higginbotham pracował nad "O północy w Czarnobylu" ponad dziesięć lat, ale ta praca zdecydowanie przyniosła zamierzone skutki. Prawda wyszła na jaw, szokująca i silna a sam czytelnik czuje się przerażony tym co tak świadomie było tajone i zamiatane pod dywan. Jestem wdzięczna za takie książki i cieszę się, że możemy odkrywać przeszłość nawet kiedy ta próbuje się przed nami zamknąć. Uważam, że to pozycja obowiązkowa dla każdego, niezależnie od gatunku jaki Was interesuje. Zdecydowanie polecam.

poniedziałek, 30 września 2019

"Księżniczka i fangirl" Ashley Poston

"Księżniczka i fangirl" Ashley Poston, Tyt. oryg. The Princess and the Fangirl, Wyd. We need YA, Str. 400

"Spójrz w gwiazdy. Obierz kurs. Leć."

Walczyła o swoje marzenia, udowodniła że każdy jest istotny. Chciała, by jej ukochana historia miała szczęśliwe zakończenie.

Ponownie wkraczamy do świata baśni zinterpretowanej na nowo, by bliższa była współczesnym czasom. Ashley Poston już przy lekturze "Geekerelli" pokazała nam swoją umiejętność przekładania tego co znane w zupełnie nowej odsłonie i dziś tylko podnosi sobie poprzeczkę. Wcześniej świat Kopciuszka, teraz opowieść o Księżniczce i Żebraku w fanowskiej odsłonie jakiej jeszcze nie było. Innymi słowy: oto lektura w sam raz na leniwe popołudnie.

Zapomnijcie na moment o prostych powieściach młodzieżowych, porzućcie ponadczasowe wartości, moralne kwestie oraz wielkie oczekiwania. Podejdzie do tej książki z potrzebą poprawy humoru, z poszukiwaniem radości z przyjemniej historii, która ma coś do powiedzenia. Otwiera się bowiem przed nami świat filmów i seriali, świat pasjonatów ukochanych historii oraz postaci w zakręconej interpretacji baśni znanej od lat a dziś przełożonej na nasze czasy. Jestem po raz kolejny pozytywnie zaskoczona talentem oraz wyobraźnią Poston!

Z lekkością i swobodą idealnej dla takiej zakręconej historii autorka zabiera nas do świata Imogen Lovelace. To bohaterka taka jak my - ma swoje marzenia, swoje ulubione książki i seriale o które walczy z podziwu godnym zapałem. Dlatego podejmuje się wielkiej wizji i nie spocznie dopóki nie uratuje księżniczki Amary, jej ukochanej postaci z aktualne kręconej filmowej serii. Tylko jak radzić sobie w świecie, który wydaje się nie rozumieć dziewczyny? Jak ominąć wrogów oraz wytypować sprzymierzeńców? I - oczywiście - jak nie ulec nadchodzącej miłości?

Uwielbiam Imogen i właściwie utożsamiłam się z jej postacią prawie natychmiast. To prosta dziewczyna przepełniona wiarą i nadzieją, która często jest najlepszym wyznacznikiem do pisania wspaniałych opowieści. Dziewczyna jest zabawna, przesympatyczna i piekielnie odważna za co ogromnie dziękuję autorce, ponieważ rozświetliła całą historię swoim niepowtarzalnym urokiem. Charakter Imogen ma swoje odbicie w całej powieści - jest to lektura lekka, swobodna, zabawna i radosna, przy której spędzony czas na pewno nie będzie zmarnowany. Odsyłam Was jednak na początek do "Geekerelli", ponieważ mimo że nie jest to ściśle połączona kontynuacja, wielu bohaterów ma swoje miejsce w obu książkach.

"Księżniczka i fangirl" to pomimo kilku nierealnych scen zawartych w tej historii jest książką wiarygodną i aktualną jeśli chodzi o nasze współczesne czasy. Opowiada o statusie celebryty, o porzuceniu własnych wartości, o próbach zmierzenia się z internetowym światem, który wydaje się znacznie groźniejszy od realnego. Ta słodka i idealna na poprawę humoru lektura zaskoczy wielu z Was, więc zdecydowanie polecam i zachęcam!