środa, 19 czerwca 2019

"Everless" Sara Holland

"Everless" Sara Holland, Tyt. oryg. Everless, Wyd. Jaguar, Str. 380

"Nie wiesz, co to złamane serce, dopóki ktoś kogo kochasz, nie skona w twoich ramionach."

Niebezpieczna kraina, królestwo rządzone żelazną ręką królowej i niesłusznie oskarżeni bohaterowie. Oto przepis na historię, w której króluje potężna przygoda!

Sara Holland napisała powieść niebanalną, wciągającą i dość oryginalną. Na bazie historii fantastycznej wykreowała nowy, pomysłowy świat a wraz z nim wartych uwagi bohaterów. Jednak to co imponuje najbardziej to pomysł w połączeniu z jeszcze lepszym wykonaniem. Dawno nie bawiłam się tak dobrze podczas lektury, gdzie przywitała mnie cała masa przeróżnych emocji i ciąg wydarzeń, które wydawało się, że nie mają końca!

Początkowo nie było łatwo rozeznać mi się w fabule. Wydawała się odrobinę toporna, jakby toczona gdzieś obok czytelnika i nie starająca się załapać z nim indywidualny kontakt. Jednak wystarczyło chwilę zaangażowania, by okazało się, że całkowicie się mylę i powieść, którą otrzymałam wciąga na całego. Strony zaczęły przerzucać się same, los głównej bohaterki nie był mi obojętny i cała siła historii YA odnalazła swoje miejsce w oryginalnym pomyśle pozbawionym schematów, który zaskoczył mnie całą masą intryg, tajemnic czy nawet nutą czystej magii. Jednak to co najlepsze w tej historii to świat przedstawiony dopracowany w każdym detalu - Holland wymyśliła królestwo z jego zasadami, wartościami oraz istotnymi jednostkami, które odegrały kluczową dla fabuły rolę.

Jules zna pałacowe zasady, w końcu wychowywała się na dworze jako córka jednego z pałacowych sług. Jednak pewnego dnia życie na równi z dorastającymi książętami zostało jej odebrane. Nikt nie przewidział tych wydarzeń, nikt też nie zamierzał ich wyjaśniać. Dziś ukrywają się wraz z ojcem przed możliwym wyrokiem. Jednak jak długo można żyć w nędzy? Jules decydując się na ostateczny krok powraca po latach do pałacu w nadzieję, że nikt jej nie rozpozna. Przyjmuję posadę sługi i odkrywa przeszłość, której luki wciąż pozostają niewypełnione. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że w królestwie gdzie krew jest najcenniejszą walutą niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku.

Jules to jedna z tych bohaterek, której nie można odmówić uroku osobistego. Jej silna, indywidualna kreacja przemawia na korzyść w świecie, który upomina się o ofiary. Nie gubi się zatem w całej tej potworności, nie załamuje rąk a silnie walczy o swoje miejsce w historii i nie boi się podążać własną ścieżką. Autorka włożyła wiele solidnej pracy w kreację tej dziewczyny tworząc jednocześnie najjaśniejszy punkt fabuły - a tuż obok niej drugoplanowe postacie wnoszące kluczowe wartości przyjaźni, miłości (wątek romantyczny jest niezwykle przyjemny, absolutnie nie nachalny) oraz te skrajnie tragiczne, wyznaczające granice zła i bezwzględności.

Bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury, przeżywając na własnej skórze wszystkie emocje. Śmiałam się i płakałam wraz z bohaterami, bałam się o ich losy oraz trzymałam kciuki za powodzenie misji. Od początku do końca dobrze wykonany pomysł przekonał mnie każdym fragmentem historii - początkiem, rozwinięciem aż w końcu niebanalnym finałem, który wszystko odmienił. A wszystko to owiane nutą niebezpieczeństwa i tajemnic, która - gdy zostanie zdemaskowana - odmieni cały przebieg historii.

"Everless" to powieść pełnowymiarowa, pomysłowa i niezwykle wciągająca. Pełnowymiarowi bohaterowie zapraszają w wir wielkiej przygody od której nie sposób się oderwać. W świecie, w którym wszystko jest możliwe stanęłam tuż obok młodej bohaterki, by wraz z nią stawić czoła prawdziwemu wyzwaniu. To była historia, której zdecydowanie szybko nie zapomnę i którą - mam taką nadzieję - będę mogła szybko kontynuować w następnym tomie.

wtorek, 18 czerwca 2019

"Dziennik singielki. Jak upolować mężczyznę" Małgorzata Mroczkowska

"Dziennik singielki. Jak upolować mężczyznę" Małgorzata Mroczkowska, Wyd. Czwarta Strona, Str. 544

"A cierpliwości cały czas się uczę."

Wydawać by się mogło, że miłość przychodzi sama. A jeśli to tylko chwyty marketingowe dla wzruszających powieści? Jeśli prawdziwa miłość... nie istnieje?

Jeśli szukacie powieści, która Was rozchmurzy, potrzebujecie relaksu, zrozumienia, odpoczynku, radości lub czegokolwiek co poprawi Wam nastrój i pozytywnie nastawi na kolejne dni, polecam zdecydować się na powieść Małgorzaty Mroczkowskiej. Historie tej autorki są lekkie i sympatyczne, podobnie jak bohaterowie których kreuje, ale co najważniejsze - życiowe. Każdy z nas znajdzie motyw przewodni kluczowy dla swoich problemów i chętnie pozna możliwe rozwiązania.

Tym razem otrzymałam historię singielki, która nie ma szczęścia w miłości. Będąc sama z wyboru, niekoniecznie swojego, Julia sama nie wie czy w życiu coś jeszcze ją zaskoczy. Ze swoim lekkim podejściem do życia nie jest fanką pracy, którą wykonuje - przychodzi ostatnia, wychodzi pierwsza a i czasami w ciągu dnia zdarza jej się zagapić. Jednak w końcu nie samą pracą człowiek żyje! Są zakupy, przyjaciele i miłość... której w tym przypadku jeszcze, dokładnie - jeszcze - nie ma. Czy Julia odnajdzie swojego partnera w aplikacji randkowej? A może niespodziewanie spotka go na ulicy?

Muszę przyznać, że z Julią trzymałam sztamę od samego początku. Kreacja tej bohaterki ogromnie przypadła mi do gustu, ponieważ w jej charakterze, działaniach i przychodach widziałam samą siebie. Chociaż starała się jak mogła, wszystko leciało jej z rąk, pech jej nie opuszczał a nowo poznani towarzysze potencjalnego, przyszłego życia wydawali się mało atrakcyjni lub już zajęci. Chociaż uparcie twierdzili, że wcale im to nie przeszkadza. Julia jednak nie załamywała rąk a z uśmiechem na ustach szła przez kolejne wydarzenia, pokonywała kłody rzucane jej pod nogi przez życie i cieszyła się z tego co ma. A czy nie o to chodzi, by zawsze żyć w zgodzie z samym sobą?

Powieści Małgorzaty Mroczkowskiej są lekkie i przyjemne, a prawda w nich ukryta zawsze ma swoje poparcie w prawdziwym świecie. W dobie internetowych randek, wielkich oczekiwań i wciąż nieuchwytnej miłości trudno się dziwić, że młodość Julii przemija pod znakiem poszukiwania idealnego wybranka. Chociaż jest w jej przygodach wiele przekąsu i smacznego poczucia humoru, za wszystkim kryje się także prawda o życiu w samotności, potrzebie akceptacji, zrozumieniu i wielkiej chęci bycia kochanym bezinteresownie. Jak zatem nie zrozumieć głównej bohaterki, nie trzymać za nią kciuków oraz nie śledzić jej historii? Nie da się! Szczególnie, gdy wszystko jest tak pomysłowo uchwycone i wciągające od samego początku.

Na poprawę humoru, w leniwe popołudnie czy po prostu - by na moment zapomnieć o ciężkim dniu, przychodzi z pomocą "Dziennik singielki". To jedna z tych historii podczas czytania której uśmiech nie schodzi z twarzy a historia przeplata się z naszym życiem i już nie wiadomo czy czytamy o losach bohaterów, czy może naszych własnych. Lekka, emocjonująca i pełna zakręconych zwrotów akcji to propozycja w sam raz na aktualną, słoneczną porę roku.

"Jeszcze będziemy szczęśliwi" Enrico Galiano

"Jeszcze będziemy szczęśliwi" Enrico Galiano, Tyt. oryg. Eppure cadiamo felici, Wyd. SQN, Str. 432

"Prawdziwi szaleńcy, moja droga, to ci, którzy widzą tylko to, co mają przed oczami."

Kiedyś czuła się nieszczęśliwa, zapomniana, niechciana. Dziś dostrzega coś więcej w sobie, dzięki nowej znajomości która ukazała jej głębię życia.

Powieść Enrico Galiano bardzo mnie zaskoczyła. Chociaż lubię eksperymentować w literaturze to włoscy autorzy zawsze budzą we mnie pewien sceptycyzm. Może dlatego, że do tej pory nie trafiłam jeszcze na historię godną powrotów a może dlatego, że mają one swój charakterystyczny klimat. Dziś jednak wiem, że po lekturze "Jeszcze będziemy szczęśliwi" inaczej spojrzę na książki z tego kraju. Więcej! Z przyjemnością poznam inne historie w tym klimacie, ponieważ Galiano oczarował mnie pomysłem oraz wykonaniem.

To historia utrzymana w nurcie New Adult, nawiązująca do problemów bohaterów, które nie są nam obce. Dzięki temu utożsamienie się z Gioią przychodzi natychmiast, w dodatku naturalnie a sama dziewczyna imponuje swoim chartem ducha oraz oryginalnym sposobem bycia. Autor wykreował ją na postać pełnowymiarową, życiową, dziewczynę taką jak my, z którą podążanie drogą wyznaczoną przez Galiano to nie tylko fantastyczna przygoda, ale i wielka lekcja życia. Podobnie jest z innymi bohaterami, którym autor poświęcił wiele swojej uwagi - wykreował wspaniałego, tajemniczego Lo, postać nietuzinkową i wprowadzającą do fabuły konkretny motyw oraz pobocznych towarzyszy wielkiej przygody Gioi, którzy za każdym razem gdy pojawiali się w fabule - mieli swoje znaczenie.

Gioia ma zaledwie siedemnaście lat, ale już wie, że odbiega od swoich rówieśników. W domu nie dzieje się dobrze, rodzice nie wydają się kimś z kogo można czerpać przykład a przyjaciół brak. Dlatego dziewczyna czuje się samotna, odrzucona i niechciana do czasu, gdy pewnego dnia poznaje Lo. To tajemniczy chłopak, który nie chce spotykać się w miejscach publicznych i zdecydowanie woli umawiać się po zmroku. Jednak jego obecność wpływa na Gioię kojąco. Dlatego gdy pewnego dnia znika, dziewczyna zrobi wszystko, by odkryć jego tajemnicę.

To nie jest byle jaka powieść młodzieżowa, która ma wyłącznie wypełnić czas. To coś znacznie większego, poważniejszego, głębszego. Chociaż fabuła płynie niespiesznie, jest subtelna i delikatna, nie ma w niej czasu na choćby jeden moment nudy czy zawieszenia. Autor w pełni przemyślał swoją opowieść, stworzył bogaty obraz oparty na życiowych problemach, filozoficznych poglądach oraz wewnętrznych rozterkach z którymi połączy się wielu czytelników. Na własnej skórze odczuwałam skrajne emocje targające bohaterami, rozumiałam ich problemy oraz decyzje. Prostym językiem, piękną stylistyką i w klimacie idealnym dla tej powieści powstała historia, która mimo kilku znanych schematów wprowadziła poczucie świeżości i oryginalności. Nie mogłam oderwać się od historii i nie mogłam przestać myśleć o bohaterach, gdy przyszło mi na chwilę odłożyć powieść a to - moim zdaniem - najlepsza rekomendacja.

"Jeszcze będziemy szczęśliwi" to jedna z tych powieści, których nie zapomina się szybko. Których być może nie zapomina się wcale. Jestem pewna, że przynajmniej raz jeszcze powrócę do powieści Enrico Galiano, by zaobaczyć czy wpłynie na mnie w takim samym stopniu. A może nauczy mnie czegoś nowego? Może właśnie tak się stanie, ponieważ sądzę, że każdy z nas odbierze historię Gioi i Lo na swój własny sposób poprzez wszechobecną tajemnicę i niebanalne rozwiązanie. Poważne tematy wbrew pozorom napawają optymizmem a historia sama w sobie wydaje się być porządną oraz niezapomnianą lekcją życia.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

"Gdzie jest Olga?" Danka Braun

"Gdzie jest Olga?" Danka Braun, Wyd. Prozami, Str. 352

"Zło może kryć się za sympatyczną twarzą i miłym uśmiechem."

Najwięcej sekretów skrywa własna rodzina. Dlaczego dostrzegamy to dopiero, gdy wydarzy się tragedia? Czy można uniknąć przyszłości odkrywając wszystkie tajniki teraźniejszości?

Danka Braun powraca z kontynuacją swojej serii Akta Mirka Filera i zabiera swoich czytelników w zaskakującą podróż. Pierwszy tom serii przypadł mi do gustu, zaskoczył i wypełnił czas tak, że nie miałam ochoty powracać do rzeczywistości, więc z przyjemnością zdecydowałam się na drugą część. Byłam ciekawa jaki los tym razem autorka zgotowała swoim bohaterom oraz jaka zagadka czeka na swoje rozwiązanie.

To historia mocno obyczajowa, nawiązująca do życia bohaterów i dopiero na drugim planie podejmuje wątek kryminalny. Przyznaję, jest on dopracowany, ciekawy i potrafi porządnie namieszać, jednak najbliższa mi stała się opowieść głównego bohatera, który stanął oko w oko z prywatnym dramatem rodzinnym i musiał przeorganizować całe swoje życie. Z dużą ciekawością śledziłam losy Mirka Filera, mężczyzny który rzucił się w wir niecodziennych wydarzeń, by rozwikłać niecodzienną zagadkę. Ten mężczyzna pozostawia wiele do życzenia, jednych zaciekawi innych raczej nie przekona na starcie, ale ma w sobie charyzmę i coś przyciąga czytelnika do jego osobowości. Trzydziestolatek z kompleksem Piotrusia Pana musiał przejrzeć na oczy, by z rozsądkiem zacząć samotnie wychowywać swoją pięcioletnią córeczkę i to zauważalnie go zmieniło. Pojawiła się dynamiczna zmiana postaci, którą autorka dobrze uchwyciła, tym samym przekonując mnie, że faktycznie jest to pierwszorzędna powieść obyczajowa z całą plejadą charakterów, emocji oraz trudnych tematów.

Sama fabuła również jest pełna uroku i kluczowych momentów, z kilkoma zgrabnymi zwrotami akcji. Prywatny detektyw zmagając się z urokami ojcostwa musi podjąć się jednocześnie najtrudniejszego w swojej karierze wyzwania. Ginie bliski mu przyjaciel, Roman Głowacki a okoliczności tego zdarzenia są bardzo niejasne. W dodatku jego żona, Olga, znika bez śladu. Dlaczego? Czy może być winna aktualnym wydarzeniom? Odnalezienie kobiety jest najważniejszym etapem śledztwa, dlatego Mirek nie spocznie, nim nie zrozumie co wydarzyło się w rodzinie jego przyjaciół.

Autorka zgrabnie manewrowała między ukrytymi znaczeniami i pozwoliła mi kilkukrotnie czytać między wierszami, więc moja prawda a ta odkryta w finale odrobinę się różniły. Takie poszukiwanie klucza w historii zapewniło mi jednak nie lada frajdę i już czekam na kolejne przygody pod znakiem tej serii. Dużo się dzieje, chociaż przede wszystkim istotny jest motyw ludzkich trosk i zmartwień co jednocześnie zbliża do bohatera, ponieważ każdy z nas stanął w obliczu rodzinnych problemów. Pojawiają się zatem emocje istotne dla całej fabuły oraz historia pisana przez samo życie.

"Gdzie jest Olga?" to lekka i przyjemna historia dla tych, którzy poszukują wytchnienia po ciężkim dniu. Nie męczy, nie nudzi, nie zmusza do intensywnego myślenia a jednak wciąga w wir przygód i pozwala wcielić się w rolę detektywa. Z sympatycznymi bohaterami u boku, kilkoma istotnymi zwrotami w fabule oraz szczerością w każdym aspekcie historii spędziłam miło czas i chętnie to powtórzę.

niedziela, 16 czerwca 2019

"Uciekinier" Richard Bachman

"Uciekinier" Richard Bachman, Tyt. oryg. The Running Man, Wyd. Albatros, Str. 336

"Bóg nie zawsze ciska ci piaskiem w oczy. Przeważnie, ale nie zawsze."

Liczy się tylko dobra zabawa, przedstawienie które wciąż trwa. Nawet kosztem innych. Społeczeństwo oczekuje rozrywki, która będzie ich odskocznią od codzienności. Nawet za cenę śmierci.

Richard Bachman a raczej znany i ceniony Stephen King stworzył powieść intrygującą już od pierwszych stron, która przeraża wizją prawdopodobnej przyszłości. W charakterystycznym dla siebie stylu starego bajarza porusza kwestie ludzkiej moralności, jednocześnie rzucając czytelnika w wir prawdziwej, niebezpiecznej rozgrywki, w której wszystko jest możliwe.

Akcja rozgrywa się w Ameryce, w której zdegradowane środowisko naturalne dorównuje tragedii w mocno zarysowanym podziale na biednych i bogatych. Morderstwo już nikogo nie dziwi, nikogo nie przeraża, nikt się nie boi drugiego człowieka. Jedynie telewizja Free Vee wydaje się ratunkiem na wszechobecną nudę i teleturnieje, które towarzyszą na każdym kroku uczestnikom ryzykującym swoje życie. Wśród nich króluje Uciekinier, program losujący ludzi z ulicy, którzy mają szansę wygrać miliard nowych dolarów. Zadanie jest proste: przez trzydzieści dni należy zwodzić polujących na nich myśliwych. I nie dać się złapać. Tylko czy to na pewno jest możliwe?

Historia przypomina wersję Igrzysk Śmierci w bardziej rozbudowanym klimacie zła wiszącego w powietrzu. Ben Richards, główny bohater powieści podejmuje wyzwanie, by zdobyć pieniądze na leczenie swojej malutkiej córeczki. I to on wprowadza nas w wir niebanalnej przygody, często przerażającej, mrożącej krew w żyłach, zmuszającej do przewartościowania swoich zasad moralnych, która ukazuje człowieka jako zwierzynę a obserwatorów jako biernych zwolenników ludzkiej tragedii. 

Śledząc losy Bena czytelnik zastanawia się kiedy nastąpi podobny problem w naszym współczesnym świecie. Każdy krok bohatera jest odwzorowaniem naszych problemów. Czyż nie jest tak, że i my co raz bardziej zatracamy się w niskobudżetowej rozrywce, by wypełnić sobie czas i zająć myśli? Czy myślimy o prywatnym życiu uczestników reality show? Odpowiedzi na te pytania musicie znaleźć sami, ale jestem pewna, że powyższa powieść pozwoli Wam wiele zrozumieć. I na pewno zaintryguje tak mocno jak mnie, trzymając w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Nie można bowiem oprzeć się wciąż rosnącemu dramatyzmowi scen, nie można odwrócić wzroku od drastycznych środków po jakie sięga Ben.

Autor wykreował świat, którego wizja przytłacza. Bezwzględne oszustwa ze strony władzy prowadzą do wielkiego bezrobocia, biedy i braku podstawowych środków do życia, gdy bogacze żyją niczym nie zmąconym życiem. Ten mocny przekaz udowadnia jak łatwo jest zatracić się w bogactwie, jak łatwo zatracić przy tym swoje człowieczeństwo. Nie znajdziecie w tej powieści fałszu, nie szukajcie mydlenia oczu ani nie domyślajcie się faktów - tutaj wszystko widoczne jest jak na dłoni. I chociaż przeraża, przekonuje do siebie przede wszystkim prawdą płynącą z każdego słowa czy okrutnych wydarzeń. Potrzeba zatem solidnych nerwów, by znieść przekaz jaki niesie ze sobą naprawdę niesamowita fabuła.

Czy nie ma ratunku dla takiego społeczeństwa? Stephen King bez ogródek wprowadza nas w bezwzględny, pozbawiony skrupułów świat zakłamanego, pełnego degeneracji społeczeństwa, które bezmyślnie podąża tropem kamery ulubionego reality show. "Uciekinier" to rewelacyjne napisana powieść, która nie tylko uchwyciła aktualny problem, ale jednocześnie ukazała go w prawdziwym świetle. Szczera, mocna i głęboka opowieść, która rozwija się ze strony na stronę, by w końcowym efekcie zaskoczyć nas niesamowitym zakończeniem. To książka, która na długo zostanie w mojej głowie.

Za możliwość przeczytania dziękuję Księgarni Gandalf.com.pl
gandalf.com.pl

"Ziemia w ogniu" Daniel Arenson

"Ziemia w ogniu" Daniel Arenson, Tyt. oryg. Earth Lost, Wyd. Niezwykłe

"Wiedzieli, że świat jest piękny, ale stoi na barkach tych, którzy przelali za niego krew wyjąc z bólu, żeby inni mogli się śmiać, kochać, dać nam coś za co warto walczyć."

Wielkie zagrożenie omiotło ziemię. Czy jest szansa, że oswobodzi się spod jarzma potworów, które ją dopadły?

Jakiś czas temu wspominałam, że pierwszy tom serii Daniel Arensona przypadł mi do gustu mimo, że jest to czysta powieść fantasy. Nie przepadam za tak dominującymi motywami tego gatunku, przestrzeń kosmiczna również nie jest moją mocną stroną, ale z niewyjaśnionych przyczyn dałam się porwać historii, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Dlatego dziś zdecydowałam się na kontynuację serii Wschód Ziemi, ponieważ przede wszystkim byłam ciekawa jak autor pociągnie rozpoczęte wątki.

Wijce pozwalają sobie na co raz więcej. Pustoszą, pożerają, panują nad światem. Przybyły z kosmosu i są okrutne, bezwzględne. Nic nie wskazuje, że maja się wycofać, wojna wciąż trwa a Marco Emery wyrusza w przestrzeń kosmiczną, by tam podjąć kolejne wyzwanie. Czy uda mu się ocalić kolejne miejsce? Czy tym razem wygra? Nic nie jest pewne w czasach, które nastały a wijce zrobią wszystko by uśmiercić ludzi co do ostatniej żyjącej istoty. Jak można je zatem pokonać?

To powieść z mocnym, niemal brutalnym klimatem. Mocno osadzona w ramach gatunku sci-fi przekonuje, że w głowie autora drzemie nieograniczona wyobraźnia. Potężne światy, rozległe przestrzenie, nowe miejsca to nic w porównaniu do istot jakie czyhają na czytelnika oraz samozwańcze wojsko w ciemnościach. Żołnierze przeszli szkolenie, nauczyli się jak walczyć z wrogiem i jak zachować się w kryzysowej sytuacji, ale nikt z nich nie spodziewał się jak wielkie wyzwanie tym razem stanie bezpośrednio przed nimi. Pojawiają się jednocześnie nowy bohaterowie, nowe rządy które przestaną akceptować aktualny porządek. Dojdzie zatem do starć, słownych potyczek i prób, które pozwolą zrozumieć komu można zaufać.

Dobrze przedstawiony świat, nowe miejsca oraz starcia, których w tej powieści na pewno nie zabraknie to jedne z atutów tej historii. Są też bohaterowie, których jest tutaj całe, rozległe grono a każdy z nich jest inny. Przyjemnie było poznać całą tą plejadę osobowości - jedni byli zawistni, inni egoistyczni, jeszcze inni skorzy do przyjaźni lub sarkastyczni. Nie zabrakło więc wielu emocji, nie rzadko sprzecznych, od śmiechu po łzy, od zrozumienie i akceptację po niesłuszne odrzucenie. Autor zatem poruszył wiele istotnych kwestii, ponadczasowych motywów, które niepostrzeżenie wkradły się do fabuły i dodały jej wartości.

Ludzkie podejście do odległego tematu, dynamiczna akcja, oryginalne rozwiązania - oto przepis na "Ziemię w ogniu", powieść która zaskoczy nie jednego czytelnika. Ja, czytelniczka, która woli romanse i powieści obyczajowe doskonale bawiłam się podczas lektury o ile opisy walk i wszechobecne niebezpieczeństwo można nazwać zabawą. Daniel Arenson pokazał mi najlepszą stronę powieści sci-fi i po raz kolejny udowodnił ogrom swojej wyobraźni. Już dziś wypatruję trzeciego tomu, nie mogłabym inaczej!

sobota, 15 czerwca 2019

"Głowa do góry, Sunny" Jennifer L. Holm, Matthew Holm

"Głowa do góry, Sunny" Jennifer L. Holm, Matthew Holm, Tyt. oryg. Sunny Side up, Wyd. Jaguar, Str. 224

"Po co komu godzina seniora?"

Raz na jakiś czas sięgam po literaturę dziecięcą, by odświeżyć sobie pamięć co dawniej dawało mi tyle radości i sprawdzić, czy wciąż historie dla najmłodszych trzymają poziom. Nie szukam takich książek, one same mnie znajdują a najlepszy przykładem jest "Głowa do góry, Sunny"


To lekka, sympatyczna opowieść w której nawet dorosły czytelnik odkryje wiele radości. Nie jest to bowiem powieść fabularna! A może jest, ale nie w konkretnym znaczeniu. To komiks, który czyta się w oka mgnieniu i zanim zdążyłam otworzyć pierwszą stronę już kierowałam się w stronę finału. Być może to historia, która wciąga na całego a może lekki tekst czy sympatyczne ilustracje - a może po prostu bardzo dobrze wykonana całość.

Główna bohaterka, Sunny Lewin, wyrusza na wakacje w podróż, która wszystko zmieni. Na Florydzie mieszka jej dziadek i wszystko wskazuje, że czas tam spędzony będzie najlepszą formę zabawy. Jednak okazuje się, że tam mieszkają niemal sami starsi ludzie! Ma szczęście są też inne dzieci oraz Buzz - chłopiec, który uwielbia komiksy. To wraz z nim Sunny przeżyje całą masę niezapomnianych przygód oraz odkryje prawdziwy powód wyjazdu na Florydę. Nadszedł czas odkrycia wszystkich tajemnic.


Zabawna historia małej dziewczynki, która wplątuje się w różne wydarzenia pomysłowe dla młodego czytelnika. Jestem pewna, że rówieśnicy głównej bohaterki będą doskonale bawić się podczas lektury przeżywając wyjątkowe atrakcje wraz z piłkożernymi aligatorami, zagadkowymi zniknięciami sąsiadów czy nawet nietypowymi kotami. Wszystko to napisane w pomysłowy, wciągający sposób sprawia, że historię Sunny czyta się szybko i z dużą przyjemnością niezależnie od wieku.

Na prezent, dla dziecka czy nawet przypominając sobie co w literaturze dziecięcej jest najlepszego "Głowa do góry, Sunny" będzie dobrym wyborem. W jedno leniwe popołudnie zapoznałam się z losami rezolutnej dziewczynki, która zaskarbiła sobie moją sympatię. A przecież już dawno zapomniałam jak to jest być dzieckiem! Takie książki są potrzebne, przypominają to co przeminęło, ale nie zostało utracone.

"Słodki dom" Tillie Cole

"Słodki dom" Tillie Cole, Tyt. oryg. Sweet Home, Wyd. Editio, Str. 352

"To niesamowite jak głośny dźwięk ciszy może nieubłaganie na ciebie krzyczeć, przypominając, że jesteś zdany na samego siebie."

Marzyła o wielkim świecie, o rozwoju i własnym miejscu. Odnalazła coś znaczenie cenniejszego, coś czego nie można się wyuczyć ani kupić.

Tillie Cole powraca z historią równą tytułowi - słodką, uroczą i przepiękną. Autorka porzuca na moment swoje oblicze mrocznej miłości, demonicznych bohaterów oraz ciężkich tematów na rzecz codzienności, postaci takich jak my oraz oczekiwań, które kryją się w każdym z nas. Uwielbiam powieści autorki i trudno mi zdecydować, które jej oblicze wolę bardziej, jednak muszę przyznać, że wciąż pozostaję pod urokiem powyższej lektury i już wypatruję kontynuacji.

Historię rozpoczyna Molly Shakespeare i to właściwie jej prywatna opowieść. Pozwala czytelnikowi wkroczyć do swojego świata i ujawnia krok po kroku wszystkie tajemnice związane z jej przeszłością, lękami oraz oczekiwaniami. Już jako dziecko straciła rodziców i jedyne oparcie odnalazła w babci, która zawsze powtarzała jej, że jedynie ciężka praca pozwoli jej cokolwiek osiągnąć. Dlatego Molly, chcąc zrobić doktorat z filozofii i osiągnąć więcej niż inni porzuciła rodzinną Anglię i udała się do Alabamy. Tam świat okazał się zupełnie inny. Głośny, męski, zaskakujący. Futbol, zabawa i bycie sobą są na porządku dziennym w miejscu tak różnym od tego jakie zna Molly. Jednak wszystko zmienia się, gdy do jej świata wkracza Romeo Prince i pokazuje jej na czym wygląda prawdziwe życie.

Bardzo polubiłam główną bohaterkę. Cole wykreowała Molly na dziewczynę taką jak my - inteligentną, błyskotliwą, z prywatnymi dramatami, która marzy o tym, by zdobyć w życiu coś więcej. Początkowo na każdym kroku odczuwałam także jej samotność oraz wycofanie jakby świat ją przerastał. Czułam na sobie jej ciężar i emocje te były dla mnie intensywniejsze niż mogłam przypuszczać, jednak nie zamieniłabym ich na nic innego. Tak ukształtowana była Molly, którą w pełni zaakceptowałam. Podobnie jak Romeo - jej przeciwieństwo. Bogaty, zapatrzony w siebie, z wielkim ego, gwiazda futbolu to zupełnie nie taki typ człowieka jakiego oczekiwała w nowym miejscu dziewczyna. A jednak to on, ten który mógłby mieć każdą dziewczynę, postanowił stanąć u jej boku i to był wybór najlepszy z możliwych.

To była piękna powieść, wyjątkowa, z mnóstwem emocji na czele. Powoli rodzące się uczucie pomiędzy dwójką różnych bohaterów nakreśliło chwytający za serce wątek romantyczny. Być może nie jestem obiektywna, ponieważ od pierwszej przeczytanej książki pozostaję fanką autorki, jednak czytałam powyższą powieść z wypiekami na twarzy i nie mogłam się od niej oderwać. To wszystko za sprawą prawdy płynącej z każdej strony - na miejscy głównych bohaterów mógłby stanąć każdy z nas.

"Słodki dom" to historia jakich mało. Słodka jak jej tytuł, ze wspaniałymi bohaterami na pierwszym planie. Jednak najważniejsze jest to, że inteligencją dorównuje Molly - jest błyskotliwa, czasami zabawna, kiedy indziej wzruszająca. Jestem zachwycona tym romantycznym obliczem Tillie Cole, jej autorskim doświadczeniem oraz pomysłem na tak wyjątkową powieść. Wspaniale bawiłam się podczas lektury, jestem wdzięczna za wszystkie emocje i wiem, że jeszcze nie jeden raz powrócę do losów Molly oraz Romea. 

czwartek, 13 czerwca 2019

"Drive" Kate Stewart

"Drive" Kate Stewart, Tyt. oryg. Drive, Wyd. Filia, Str. 464

"Każdy w którymś momencie życia odnajduje się poprzez piosenki, ale dla mnie oznaczały one codzienną terapię."

Muzyka potrafi uleczyć złamaną duszę. Potrafi przegonić smutki, troski i burzowe chmury. Pomaga także spojrzeć na świat z zupełnej nowej perspektywy o czym przekonali się bohaterowie powieści Kate Stewart.

Od razu wiedziałam, że to powieść dla mnie. Uwielbiam motyw muzyki wpleciony do fabuły a w tym przypadku wydawał się od samego początku wcielać w rolę głównego bohatera. Więc zabrałam się do lektury i z każdą kolejną stronę przekonywałam się, że lepiej wybrać nie mogłam. Co to była za historia! Ile w niej emocji! Wspaniała, dojrzała, bardzo mądra. Nie mogłam oderwać się od lektury przy której czas jakby zatrzymywał rzeczywistość dookoła mnie.

Stella, główna bohaterka, od zawsze wiedziała że muzyka jest w jej życiu ważna. Dlatego poświęciła jej całe swoje życie. Ale w pewnym momencie pogubiła się i zatraciła poczucie bezpieczeństwa. Chciała trwać u boku Reida, który wydawał się odrzucać wszystkich po kolei. Ją także porzucił, zostawiając ze złamanym sercem. Jego decyzje dyktowane były niezwykle trudną przeszłością, która wpłynęła na jego charakter. Jednak pojawił się też Nate, człowiek znacznie prostszy, zdecydowanie mniej skomplikowany. Zatem którego wybrać? Któremu ostatecznie oddać swoje serce?

W tej powieści emocje nie mają końca. Od samego początku żyłam życie bohaterów, na własnej skórze odczuwałam ich dramaty orz tragedie, boleśnie powracałam do demonów przeszłości i czułam się rozdarta dokładnie tak jak Stella, gdy przyszło jej mierzyć się z najtrudniejszym wyborem w jej życiu. Wszystko to za sprawą wspaniałej kreacji bohaterów, którzy wraz ze swoimi wadami i zaletami wydawali się bardzo ludzcy i wiarygodni. Reid z całym bagażem trudnych doświadczeń wydawał się zamknięty w sobie, kryjący w mroku, ale Stella krok po kroku otwierała go na świat. Byli dla siebie idealni, chociaż i Nate nie pozostawał mi obojętny. Do samego końca  nie byłam pewna jej wyboru, chociaż całkowicie pozostawiłam go dziewczynie. Nie mam pojęcia jak postąpiłabym na jej miejscu.

Połączenie silnej osobowości Stelli, jej determinacji oraz pracowitości z wrażliwością charakterystyczną dla muzyka zaowocowało przyjemnym dla oka kontrastem. Był on widoczny nie tylko w jej działaniach, ale i emocjach. Pojawiły się chwile uniesienia, prawdziwego szczęścia i poczucia stabilizacji oraz smutne momenty, depresyjne chwile, nawet załamanie. Wszystko to charakterystyczne dla zwykłego człowieka postawionego na drodze życia, który myli się oraz dokonuje nie zawsze dobrych wyborów. Trudniej było mi zrozumieć Reida, który wciąż był w konflikcie z samym sobą i do samego końca nie wiedział jak wybrnąć z tej sytuacji. Jednak znając jego doświadczenia oraz trudną przeszłość rozumiałam każdy jego akt desperacji i na własnej skórze odczuwałam jego cierpienie.

"Drive" to podróż przez emocje wplecione we wspaniałą muzykę. Historia ze wspaniale wykreowanym motywem drogi nie tylko tej fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej. Chwytająca za serce, wzruszająca, do bólu prawdziwa. Jestem pod wielkim wrażeniem pomysłu Kate Stewart oraz wspaniałego wykonania. Podarowała mi powieść, której na pewno szybko nie zapomnę oraz bohaterów, których życiowe doświadczenia już zawsze będą dla mnie swoistą lekcją. To propozycja książki dla kobiet, ale i nie tylko - każdy znajdzie w niej kawałek siebie.   

"Rozstanie" Stylo Fantôme

"Rozstanie" Stylo Fantôme, Tyt. oryg. Separation, Wyd. Niezwykł, Str. 269

"Bycie z Jamesonem jest jak branie heroiny. Wysoce uzależniające i śmiertelnie niebezpieczne."

Miłość to gra, a czasami gra jest miłością. Dowiedzieli się o tym bohaterowie powieści Stylo Fantôme, którzy zderzyli się z murem wyrządzonej sobie krzywdy.

Autorka powraca z kontynuacją swojej pikantnej serii a wraz z nią - bohaterowie. Długo nie musiałam czekać by dowiedzieć się co wydarzyło się tuż po finale z pierwszego tomu oraz jak cała ta sytuacja aktualnie wpłynęła na postacie. Z ciekawością śledziłam przebieg kolejnych wydarzeń i zastanawiałam się czy ich wybory faktycznie wymagały tylu dramatów. Niezależnie jednak od wszystkiego po raz kolejny dobrze bawiłam się podczas lektury.

Jameson Kane wyrządził Tatum prawdziwą krzywdę. Przekroczył wszystkie granice i pozwolił, by ona zdecydowała na zawsze wyrzucić go ze swojego życia. Dopiero później zrozumiał, że stracił przez to coś wyjątkowego. Dziś próbuje odpokutować swoje winy, ale wie, że to nie będzie łatwa droga. Nie lubi zasad, więc jego działania będą nie tylko odważne, ale i szalone. Tylko czy to na pewno odpowiedni wybór w postępowaniu z dziewczyną, która już wszystko to przecież przeżyła na własnej skórze? I dokładnie od tego uciekła? Jednak Jameson proponuje grę, ostatnią, zamykającą wszystkie wcześniejsze rozgrywki. Niebezpieczną, ale i konieczną.

To kolejny skok w nieznane, kolejne zderzenie się z historią balansującą na granicy, które przyprawia o zawrót głowy. Pewne jest, że nie jest to historia dla każdego. Tylko czytelnik, który lubi gdy w historii aż płonie a niebezpieczeństwo wkrada się do życia bohaterów jak coś zupełnie naturalnego odnajdzie się w losach Jamesona i Tatum. Dużo erotyki, namiętności, sarkazmu, ciętych dialogów - wszystko to sprawia, że powieść praktycznie czyta się sama a życie bohaterów na moment staje się nam bliższe niż wszystko dookoła. Bawią się oni bowiem w pewną grę, wyznaczają granice a później je przekraczają, manipulują uczuciami, budzą wątpliwość kto jest większym złem. Są nietypowi w swoich dziwnych rozgrywkach, ale jednocześnie kuszący i wabiący tak, że nie sposób przejść obojętnie obok ich losów.

Dynamiczna, zaskakująca, inna niż wszystkie powieść o miłości, która jest wyłącznie rozgrywką to mnóstwo emocji połączonych w jedną całość. Od śmiechu po łzy, od zastanowienie po kompletne zerwanie z logicznym myśleniem - wszystko po to, by zabawa była wciąż na pierwszym planie a czytelnik nie mógł się oderwać od losów głównych bohaterów. A ich kreacja na pewno przyciągnie uwagę nie jednego, ponieważ mają w sobie pazura niezbędnego dla podjętej fabuły. On zrywa wszelkie zasady, ona nie pozostaje dłużna jego zaczepkom i razem stanowią duet niczym woda i ogień, niebezpieczny choć współgrający jednocześnie.

Niestety muszę przyznać, że Stylo Fantôme zasługuje na jeden, choć konkretny minus. Pisze zdecydowanie zbyt krótkie historie! Poproszę znacznie więcej Jamesona oraz Tatum, ich strać oraz emocji, które im towarzyszom. Miłość, rozkosz, uniesienia w połączeniu z ciętym językiem stanowią mieszankę godną uwagi. "Rozstanie" rozgrzewa i pozostawia czytelników w przekonaniu, że gorące powieści mają w sobie prywatny urok a ja wciąż pozostają pod urokiem tej historii!

środa, 12 czerwca 2019

Przedpremierowo: "Księżyc jest pierwszym umarłym" Karina Bonowicz

"Księżyc jest pierwszym umarłym" Karina Bonowicz, Wyd. Initium, Str. 592
PREMIERA: 19 czerwca 2019r.

Według legendy, wiele stuleci temu czwórka przyjaciół została wygnana z rodzinnej wioski, gdyż ludzie lękali się ich czarów.

Dawno, dawno temu... Pojawiła się legenda o grupie bohaterów wygnanych poprzez posądzenie o czary. Dziś przeszłość ponownie daje o sobie znać. 

Na początku nie byłam przekonana. Powiedziałam sobie, że to nie jest historia dla mnie, że być może się w niej nie odnajdę. Jednak kiedy już zdecydowałam się ją odrzucić, nie chciałam. Coś podszeptywało mi, że warto zaryzykować i - faktycznie! Zanim się obejrzałam zapomniałam o całym świecie z przyjemnością towarzysząc głównym bohaterom w ich wędrówce po świecie, który wielokrotnie mnie zaskakiwał.

Legenda głosiła, że wiele stuleci temu grupa przyjaciół została wypędzona z wioski, ponieważ oskarżono ich o czary. Chociaż każdy z nich rozszedł się na inną stronę świata, los skierował ich drogi w to samo miejsce. W czarcim kamieniu połączyli siły, by przywołać diabła i dobić z nim targu. Nie przejmowali się przyszłymi pokoleniami, nie martwili co zadzieje się lata po ich istnieniu. Dbali o tu i teraz a dziś ich potomkowie walczą ze skutkami tego zaskakującego paktu. Czy można zrobić cokolwiek, by powrócić do normalności i odwrócić to co kiedyś zostało obiecane?

To była historia przy której zdecydowanie zapomniałam na moment o całym świecie. Przede wszystkim króluje w niej niebanalny styl autorki, który jest lekki i przyjemny niczym piórko, wciąż zachęcający do przerzucania kolejnych stron. Autorka pisze z pasją, angażuje się na całego w swoją historię i to widać od pierwszych stron nie tylko w ładnie skonstruowanych zdaniach czy dialogach, ale i kreacji bohaterów oraz przy przedstawieniu świata w którym żyją bohaterowie. Całość ma sens, ładnie przeskakuje od jednego wątku do drugiego, czasami zaskakuje, kiedy indziej intryguje, zawsze jednak cieszy gdy czyta się o kolejnych niebanalnych przygodach ludzi, którzy na swoim karku odczuwają piętno paktu z samym diabłem.

Dobre wykonanie stoi na równi z pomysłem. To powieść fantasy, której niczego nie brakuje. Jest w niej przeszłość mocno naciskająca na aktualne wydarzenia, jest strach, świetny klimat a co za tym idzie wyjątkowi bohaterowie, którzy otrzymali różnorodne cechy charakteru. Najpierw ci odpowiedzialni za całą sytuację, następnie ich dalecy krewni, którzy zaczęli poszukiwać prawdy o swoim pochodzeniu oraz rozwiązaniu tajemnicy magicznego problemu. W małym miasteczku odgrodzonym od świata pojawią się trudne do rozwikłania problemy, niepewne decyzje oraz zadania, jakich nikt się nie spodziewał. Jedna z bohaterek, Alicja, zaczyna żałować że opuściła Warszawę, ale nie ma czasu na rozpamiętywanie przeszłych decyzji. W podkarpackiej wiosce Czarcisław dzieją się rzeczy o których nigdy się jej nie śniło.

"Księżyc jest pierwszym umarłym" to historia, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Dobry pomysł, jeszcze lepsze wykonanie i historia od której naprawdę trudno się oderwać. Autorka stanęła na wysokości zadania i napisała tom wprowadzający, który stanowi wielką, magiczną przygodę. Co będzie dalej? Sądzę, że co raz lepiej! Jednak pozostając tu i teraz ogromnie polecam powieść Kariny Bonowicz, która przypadnie do gustu nie tylko fanom gatunku.

"Odkupienie" Ewa Pirce

"Odkupienie" Ewa Pirce, Wyd. Niezwykłe

"Gdyby nie Brian, nie poznałabym smaku szczęścia, nie dowiedziałabym się, czym jest prawdziwa miłość."

Złożona dawno temu obietnica dziś wydaje się już mnie ważna. Swoją rolę odegrały emocje, które dyktują warunki rozumowi. Czy miłość zwycięży i tym razem?

Po "Obietnicy" przyszedł czas na "Odkupienie" czyli kolejną powieść Ewy Pirce oraz kolejną dawkę potężnych emocji. Gdy pierwszy raz zetknęłam się z lekturą tej autorki nie spodziewałam się, że wywrze ona na mnie tak wielkie wrażenie. Dziś jestem zachwycona talentem, stylem, pomysłem a przede wszystkim kreacją bohaterów i kolejne historie pochłaniam z prędkością światła. Potrzebuję czasami emocjonalnych rollercoasterów, które zabiorą mnie daleko od rzeczywistości a Ewa Pirce oferuje mi właśnie taką możliwość. 

Brian Wild nigdy się nie cofał. Dążył do założonego celu i robił wszystko by go osiągnąć. Tak było i tym razem. Nie liczył się z nikim, nie patrzył na konsekwencje, działał ponieważ tak właśnie założył. Nie wiedział jednak, że miłości nie zdobędzie się siłą czy ciężką pracą. Nie można jej też kupić a już na pewno nie oszukać. Dlatego zderzył się z potężnym murem niezrozumienia i ciężko było mu pogodzić się z porażką. W końcu Olivia też była jego celem, mimo że była córką jego wroga. Tylko, że pewnego dnia złożył ojcu obietnicę i dokonał zemsty. Stracił tlącą się nadzieję na miłość, ukochaną i własną godność. Dziś próbuje odbudować wszystko co stracone, mając poczucie że nic już nie przyjdzie mu z taką łatwością jak kiedyś.

To historia, w której kryje się wielki potencjał. Oczywiście - w pełni wykorzystany. Wspaniały motyw miłosny snuty przez całą fabułę przeżywał wzloty i upadki, gdy bohaterowie popełniali błędne decyzje oraz gdy udało im się wkroczyć na prawidłową drogę. Towarzyszyłam im od początku do końca i nie mogłam przestać zastanawiać się co będzie dalej, jaki następny krok wykona Brian czy Olivia. Zaskakiwali mnie wciąż na nowo a ja ślepo im wierzyłam, ponieważ polubiłam ich kreację bardziej niż miałam to w planach. Brian był mężczyzną mrocznym, zapatrzonym we własne cele, ale gdy przejrzał na oczy zmienił się nie do poznania. Olivia natomiast nie zmieniła się zbyt wiele, wciąż pozostają bohaterką która intryguje i fascynuje.

Jednak nie tylko miłość króluje w tej powieści. Jest też zdrada, intryga, tajemnice, mrok napędzający akcję. Wszystko to ładnie się łączy, nieustannie intryguje, napędza tą maszynę emocji, która nie ma ochoty się zatrzymać. To potężna powieść w której właściwie odnaleźć można wszystko a której dopracowane detale dają poczucie, że autorka od samego początku miała pomysł na swoją historię. W mojej głowie wciąż pojawiały się pytania na które powoli otrzymywałam wszystkie odpowiedzi i na całego zaangażowałam się w losy bohatery, trzymając kciuki za to by Brian w końcu odnalazł prawidłowy cel. Czy uda mu się odzyskać Olivię? O tym przekonajcie się sami, ale możecie mi wierzyć, że nie pożałujecie czasu poświęconego lekturze.

"Odkupienie" to godna kontynuacja "Obietnicy" i jednoczesne zamknięcie serii. Dawno nie zaangażowałam się tak mocno w rozgrywane wydarzenia i jestem zachwycona piórem Ewy Pirce. Doskonała kreacja bohaterów, lawina emocji, historia od której trudno się oderwać. Czy można zatem chcieć czegoś więcej? Może jedynie kolejnej książki autorki, bo jestem pewna, że dorówna swoim poprzedniczkom.

wtorek, 11 czerwca 2019

"Romans po brytyjsku" Vi Keeland, Penelope Ward

"Romans po brytyjsku" Vi Keeland, Penelope Ward, Tyt. oryg. Dear Bridget, I Want You, Wyd. Editio, Str. 288

"To doświadczenia życiowe czynią z ciebie dojrzałą osobę."

Miłość znajdzie drogę do serca, nawet tych najbardziej niechętnych na nowe uczucie. Czasami jest słodka, czasami porywcza, ale zawsze zbiera swoje żniwo nikogo nie pytając o zgodę.

Ten duet autorek potrafi wpłynąć na wyobraźnię. I porządnie ją rozpalić! To kolejna już moja historia spod pióra Vi Keeland oraz Penelope Ward, i kolejne udane spotkanie. Autorki wiedzą na czym stoi literatura kobieca, potrafią zaciekawić, rozbawić, wzbudzić zainteresowanie losami niebanalnych bohaterów. Po raz kolejny udowodniły, że w tym gatunku jeszcze nie wypowiedziano ostatniego słowa, które być może należy właśnie do nich. Czas spędzony przy ich historiach to dobrze zainwestowane chwile co udowadnia właśnie "Romans po brytyjsku".

Bridget Valentine to wdowa po trzydziestce, która samotnie wychowuje ośmioletniego synka. Wie, że przy takim trybie życia nie będzie jej łatwo znaleźć mężczyznę, który będzie dla niej oparciem. Dlatego niekoniecznie się stara a okazja jak zwykle pojawia się sama. Simon Hog jest młodym, nieziemsko przystojnym lekarzem, który wpada jej w oko (z wzajemnością) i który postanawia zdobyć swoją pacjentkę. Ona jednak trzyma go na dystans, nie chce być z kimś takim jak on. W końcu musi myśleć także o swoim synku. Jednak przeznaczenia nie da się oszukać i gdy już myślimy, że udało nam się zapomnieć o naszych pragnieniach, te powracają z podwójną siłą.

To sympatyczna komedia pomyłek z mocno nakreślonym wątkiem romantycznym. Wielokrotnie szczerze śmiałam się z sytuacji, w które raz po raz wpadała Bridget i z przyjemnością śledziłam jej nieporadne kroki ucieczki przed nadchodzącym uczuciem. Bohaterka idealnie odnalazła się w swojej roli, była oryginalna i pomysłowa, nawet gdy przy pierwszym spotkaniu z Simonem przyszło im usuwać haczyk wędkarski z jej pośladka. Atmosfera się zagęszczała, gdy okazuje się że on już niebawem będzie jej współlokatorem. Będą więc spotkania, które zbliżą ich nie tylko do wspólnego czytania czy sympatycznych żartów, ale i... O tym musicie przekonać się sami!

Chociaż wydaje się, że Simon nie jest odpowiednim kandydatem dla Bridget wszystko dookoła nich aż krzyczy, ze czas paść sobie w ramiona. Ona się tego obawia, Brendan jest zachwycony nowym przyjacielem a główny bohater wyjawia tajemnicę, która wszystko zmienia. Tak to już jest, sekrety z przeszłości zawsze potrafią wszystko popsuć. Jednak trosk jest znacznie mniej niż szczęścia, radości i poczucia humoru, więc nawet gdy nadciągają burzowe chmury, pamiętajcie że po nich zawsze pojawia się słońce. Jest zatem dużo uroku w tym wszystkim i historia czyta się sama w zaskakującym tempie.

"Romans po brytyjsku" to słodka i urocza lektura na leniwe popołudnie. Nie odbiega od innych powieści tego typu, ale jest w niej tyle uroku, że czyta się ją z wielką przyjemnością. Uwielbiam duet tych autorek, nigdy mnie nie zawodzą a tym razem tylko potwierdziły, że są dobrym lekiem na wszelkie troski. W gronie sympatycznych bohaterów, z miłością w tle spędziłam popołudnie, które nie tylko mnie zrelaksowało, ale i rozbawiło.

"Sekret Heleny" Lucinda Riley

"Sekret Heleny" Lucinda Riley, Tyt. oryg. Helena's Secret, Wyd. Albatros, Str. 512

"Helena siedziała na skraju wody, patrząc na dzieci bawiące się w morzu. Była zadowolona, że wyrwała się z dusznej atmosfery Pandory, gdzie miała wrażenie, że jej życie tkwi pośrodku kompasu i może popłynąć w dowolnym kierunku. Odetchnęła z ulgą i zrobiła to co zawsze w trudnych chwilach: skupiła się na błogosławieństwach losu."

W magicznym miejscu możliwe są magiczne rzeczy. Niestety piękne chwile zbyt szybko przemijają. Czy po latach możliwy jest powrót do tego co było dla nas najcenniejsze?

Wyjątkowe i niepowtarzalne są powieści Lucindy Riley, dlatego towarzyszę jej opowieściom od samego początku. Swoje historie rozgrywa w malowniczych miejscach, angażuje mnóstwo emocji oraz nie pozwala, by życie bohaterów było nudne a ja - jako fanka powieści obyczajowych - nie mogę się nadziwić jak zgrabnie łączy przeszłość z teraźniejszością. W swojej najnowszej powieści Riley zabrała mnie w niesamowitą, niezapomnianą podróż, wydaje mi się, że jedną z najlepszych jakie do tej pory mi zaprezentowała.

Wszystko rozegrało się w przeszłości. W czasie zaledwie jednych wakacji na Cyprze, dokładnie dwadzieścia cztery lata temu. Wówczas Helena pierwszy raz się zakochała, doświadczając wspaniałych chwil pod znakiem wielkiej miłości. Dziś kobiecie pozostały jedynie wspomnienia i rodzina, którą założyła. Mając u boku męża i trzynastoletniego syna Alexa nie spodziewa się, że już niedługo powróci na wyspę, by wraz z rodziną spędzić tam wakacje. Ojciec chrzestny pozostawił jej w spadku podupadającą willę Pandora a wraz z nią - sekrety z przeszłości oraz dawne wspomnienia. Czy spotkanie z dawną miłością oraz dążenie Alexa do prawdy odmienią świat Heleny?

Z przyjemnością oddałam się lekturze, która pochłonęła mnie już od pierwszych stron. Wyjątkowy klimat Cypru, mała wyspa, niemal kameralna, promienie słońca na skórze, spokój, cisza, natura - wszystko to połączyły się w idylliczną całość, przy której czas na moment się zatrzymał. Oderwałam się od rzeczywistości śledząc losy głównej bohaterki i jedyne czego żałuję to zbyt szybkiego zakończenia całej tej opowieści. To była wyjątkowa podróż wśród problemów zwykłego człowieka, pośród tajemnic z przeszłości, które miały być już dawno temu zapomniane a dziś zderzyły się z poczuciem winy, sekretami rodziny, teraźniejszością, która domagała się odpowiedzi na kilka kluczowych pytań.

Bohaterowie jak zawsze, gdy do głosu zostanie dopuszczone pióro Lucindy Riley, przypominali nas samych - zwykli ludzie z problemami podobnymi do nas, zatraceni we własnym życiu, skrywające sekrety by ratować swoją rodzinę. Polubiłam Helenę od pierwszych stron, byłam zafascynowana jej historią oraz sposobem bycia. Nie męczyła mnie wewnętrznymi rozterkami tylko podejmowała konkretne decyzje i nie uchylała się od ich ewentualnych konsekwencji. Jej mąż, William, zgubił się gdzieś w tłumie i nie przyciągnął mojej większej uwagi, ponieważ tuż po Helenie inspiruje Alex, jej nastoletni syn, który nie spocznie, nim nie pozna całej prawdy. Z przyjemnością więc śledziłam losy tej rodziny i zachwycałam się kolejno poznanymi faktami.

"Sekret Heleny" to kolejna wyjątkowa powieść autorki. Wspaniały klimat, dojrzali bohaterowie, malownicze miejsce którego nie chce się opuszczać. Na moment zapomniałam o otaczającym mnie świecie i - tak jak główna bohaterka - zaczęłam odkrywać uroki willi Pandora. Co tam odkryłam? Sekrety, których zupełnie się nie spodziewałam. To niezapomniana lektura, do której na pewno jeszcze powrócę.

niedziela, 9 czerwca 2019

Przedpremierowo: "Nie szukaj mnie" Clare Mackintosh

"Nie szukaj mnie" Clare Mackintosh, Tyt. oryg. Let Me Lie, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 552
PREMIERA: 13 czerwca 2019r.

"Umarłbyś dla mnie, a ja w tamtym momencie wierzyłam, że mogłabym umrzeć dla ciebie."

Czy jedno kłamstwo może mieć wiele możliwości? A może nie ma konkretnej prawdy, tylko kilka pomniejszych, zależnie od tego kto angażuje się w wydarzenia?

Thriller psychologiczny to gatunek, po który zawsze sięgam z przyjemnością. Lubię gdy dany autor prowadzi mnie przez różnorodne wydarzenia, trudne do zrozumienia, pokręcone i zaskakujące aż do fascynującego finału, który wszystko wyjaśnia. Dlatego poszukuję wciąż nowych autorów, którzy przekonają mnie do swojego stylu i pomysłu oraz zaskoczą napisaną powieścią. Tak trafiłam na Clare Mackintosh, której "Widzę cię" miło mnie zaskoczyło a dziś "Nie szukaj mnie" próbowało podnieść poprzeczkę.

Wszystko rozpoczęło się dokładnie rok temu, gdy Caroline Johnson postanowiła popełnić samobójstwo. Zrobiła wszystko dokładnie tak samo jak kilka miesięcy wcześniej jej mąż. Szokujące wydarzenia najbardziej uderzyły w ich córkę, Annę, która nie mogła pojąć dlaczego tak łatwo ich straciła. Dlatego zdecydowała się wyjaśnić motywy rodziców i zrozumieć drogę przez którą przeszli, by zdecydować się na tak radykalny krok. Okazuje się, że przeszłość woli pozostać nietknięta i dążenie do prawdy naraża Annę na prawdziwe niebezpieczeństwo. Co wydarzyło się więc rok temu? Czy jej rodzice naprawdę dobrowolnie odebrali sobie życie?

Dobry temat, troszkę słabsze wykonanie. Przyznaję, że spodziewałam się większych zaskoczeń czy nieoczekiwanych zwrotów akcji. Tym razem autorka skupiła się przede wszystkim na motywie obyczajowym, przedstawiła Annę jako zagubioną kobietę, która po starcie matki nie może pogodzić się z własnym życiem i wychowując córkę tęskni za tym co było kiedyś. To wszystko było zrozumiałe, wcale nie miałam za złe bohaterce, że skupia się na sobie i własnych uczuciach, ponieważ na jej miejscu prawdopodobnie postąpiłabym podobnie. Żałuję jednak, że Mackintosh nie wdrożyła więcej momentów zapierających dech, demonów przeszłości w szafie czy czegoś bardziej dosadnego poza historią snutą swobodnie i stosunkowo powoli. Przyznaję jednak, że klimat tajemnicy i powolne odkrywanie przeszłości zrobiły swoje, więc podczas lektury się nie nudziłam a wręcz chętnie odkrywałam wraz z Anną prawdę kryjącą się pod pozorami.

To jednak wciąż dobrze napisany thriller psychologiczny i autorka nie umniejsza swojej wartości. Pozwoliła mi wejść w psychikę bohaterów, zrozumieć co nimi kierowało oraz jakie aktualnie mają cele. Chętnie śledziłam poczynania głównej bohaterki, jej wahania oraz sprzeczne emocje, które jej towarzyszyły a to wszystko pokrywało się z faktami powoli wychodzącymi na światło dnia. Emerytowany policjant odegra tutaj rolę rozjemcy, gdy zostanie przekonany przez córkę samobójców, że być może tragedii można było uniknąć. Córka nada kierunek poszukiwaniom. Rodzice zmienią postrzeganie wydarzeń. Wszystko to połączy się w spójną całość, by w charakterystycznym dla autorki, szokującym finale wyjawić całą prawdę.

To lektura, której warto poświęcić wolny czas. Pomysłowa, wciągająca, napisana bardzo dobrym stylem. Clare Mackintosh pisze tak lekko i świadomie, że przez jej historie płynie się z czystą przyjemnością. "Nie szukaj mnie" potwierdza talent autorki i wciąga w wir szokujących wydarzeń, pozwalając na moment zapomnieć o otaczającej nas rzeczywistości. Mimo kilku niedociągnięć to bardzo dobra powieść, którą fanom gatunku polecam.

"Nigdy, trochę, do szaleństwa" Adi Alsaid

"Nigdy, trochę, do szaleństwa" Adi Alsaid, Tyt. oryg. Never Always Sometimes, Wyd. Feeria, Str. 352

1# Nigdy nie umawiaj się z najlepszym przyjacielem.
2# Nigdy nie bądź taki jak inni.
3# Nigdy nie farbuj włosów na tęczowo.

Czy życie, w którym zrywamy z niepisanymi zasadami może okazać się łatwiejsze? A może wręcz przeciwnie. Gdy unikamy schematów tracimy coś cennego?

W młodzieżowym stylu, z dorastającymi bohaterami, z tematyką znaną każdemu Adi Alsaid zabiera nas w podróż ku rozterkom licealistów. Jej powieść to lekka, czasami ironiczna oraz sarkastyczna, ale zawsze prawdziwa opowieść o tym co w dojrzewającym życiu liczy się najbardziej - podążanie własną drogą, poszukiwanie siebie. Zatem główni bohaterowie powieści autorki postanowili odpowiedzieć na pytanie czy warto żyć według licealnych zasad, czy nadszedł czas by w końcu coś zmienić.

Dave i Julia są nierozłączni. Łączy ich wyjątkowa przyjaźń i obydwoje mają nadzieję, że to nigdy się nie zmieni. razem także wkraczają na drogę licealnych potyczek, w której przyjdzie im stawić czoła zasadom spisanym na kartkach. Postanowili bowiem sporządzić listę rzeczy, których nigdy nie zrobią. Nie chcą być tacy jak inni. Julia jednak nie wie, że Dave złamał jedną z zasad. A gdy obydwoje decydują się dla żartu wcielić w życie swoją listę i podążać drogą rzeczy, których przecież nigdy nie mieli robić, coś się zmienia. Dostrzegają, że być może uciekając od schematów stracili szansę na to, by być szczęśliwi.

To prosta powieść, wcale nie skomplikowana. Jednak ma swój urok i na pewno każdy zrozumie rozterki bohaterów. Wszyscy byliśmy na ich miejscu - próbowaliśmy znaleźć własną drogę podążając tą wyznaczoną przez naszych poprzedników lub budując własną trasę. Nic więc dziwnego, że Dave i Julia przypominają nas za czasów licealnych - są szczerzy w tym co robią, wiarygodni a czasem także nieprzewidywalni co jedynie dodaje uroku powieści i sprawia, że z większą przyjemnością śledzi się osy bohaterów, na miejscu których równie dobrze, moglibyśmy stanąć my sami. Nie zawsze popierałam ich decyzje, czasami miałam ochotę krzyczeć i wejść do historii by porządnie nimi potrząsnąć, ale to tylko dowodzi jak mocno zaangażowałam się emocjonalnie. Smutek, żal, szczęście i zrozumienie na zmianę towarzyszyły mi przy czytaniu a bohaterowie stali się mi bliscy niż podejrzewałam.

Tajemnica Dave'a nie daje mu spokoju a i czytelnik jest ciekaw jak chłopak rozegra całą sytuację. Ma w końcu u swojego boku dwie piękne dziewczyny - obie warte uwagi. To, komu kibicujemy nie ma znaczenia, ponieważ on sam musi dokonać wyboru, ale wątek miłosny w tej powieści został naznaczony wieloma emocjami co niezmiernie przypadło mi do gustu. Wraz z bohaterami zaangażowałam się w całą sytuację i przeżywałam na własnej skórze ich prywatne dramaty. Zupełnie nie spodziewałam się, że po tylu latach na nowo pochłonie mnie licealny świat. Wiele w tym wszystkim prawdy, szczerości, otwartości - historia przypomina pierwsze zakochania, pocałunki, miłosne dramaty, które sami doświadczyliśmy. Stąd ta bliskość z fabułą, połączenie z bohaterami, którzy przypominali mi o moich własnych doświadczeniach.

"Nigdy, trochę, do szaleństwa" dla dorosłego czytelnika jest nostalgią, powrotem do nastoletniego życia. Dla młodego fana literatury lekcją życia oraz poczuciem, że gdzieś tam, w świecie są ludzie, którzy czują i myślą tak samo jak my. Powieść Adi Alsaid jest prosta, życiowa i pełna emocji a właśnie za to cenię sobie podobne historie. Czas poświęcony tej powieści to inwestycja, której nie żałuję a którą z przyjemnością powtórzę przy kolejnych powieściach autorki.

sobota, 8 czerwca 2019

"Szczęki" Peter Benchley

"Szczęki" Peter Benchley, Tyt. oryg. Jaws, Wyd. Replika, Str. 320

"Będzie na potrzebna większa łódź..."

W głębinach oceanu kryje się prawdziwe zło. Nie chodzi o legendarne wierzenia, mity czy legendy a o prawdziwą bestię, którą zna każdy.

Legendarna klasyka, która zdobyła swoich fanów dzięki ekranizacji Stevena Spielberga doczekała się wznowienia. W odświeżonej wersji, wciąż w tym samym stylu ponownie skupia wokół siebie fanów fantastyki, grozy i powieści obyczajowej, by przyjrzeć się bliżej zagrożeniom wywołanym przez żądnego kry rekina.

Nie wiem dlaczego zdecydowałam się na tą powieść, ponieważ zazwyczaj nie czytam takich historii. Znam jednak kultową ekranizację i chyba dlatego, idąc za ciosem (a wiadomo, że najczęściej książka jest lepsza od filmu) rozpoczęłam swoją przygodę z twórczością Petera Benchley'a. A to nie byle jaka podróż, ponieważ jak się okazało autor nie skupiał się wyłącznie na atakach rekina i jego ofiarach a zwykłym życiu malutkiej miejscowości narażonej na niebezpieczeństwo zwierzęcia, które odstraszało turystów zapewniających prawidłowe funkcjonowanie.

Wszystko bowiem rozgrywa się na przestrzeni Amity, miejscowości gdzie każdy z każdym się zna i nikt nie ma przed sobą sekretów. Martin Brody, tamtejszy szef policji będzie musiał zmierzyć się z nie lada wyzwaniem, gdy w przybrzeżnych wodach swoje panowanie obejmie rekin. I zbiera śmiertelne żniwo. Co raz więcej ofiar, co raz mniej czasu. Czy zamknąć plażę i odciąć mieszkańców od napływu turystów, którzy są ich jedynym zarobkiem? A może wyciszyć sprawę, dokładnie tak jak sugeruje burmistrz?

Czasami wkradł się cień uśmiechu, gdy czytałam o kolejnych wydarzeniach, ponieważ niewiele z tego było realne i wiarygodne, jeśli o samego rekina chodzi. Jednak losy Amity już bardziej mnie zaciekawiły i to na nich skupiłam swoją uwagę. Autor świadomie uchwycił ich prywatny dramat, przejęcie utratą zysku i dramatem rodzin, które mniej przejmują się niebezpieczną bestią niż nadchodzącą przyszłością. Na równi zatem z życiem miasteczka śledziłam walkę Martina by uchwycić rekina, który przy kolejnym spotkaniu wydał się bardziej krwiożerczy niż przypuszczano. Akcja tocząc się na wielu płaszczyznach pokazała wiele perspektyw, chociaż czasami miałam wrażenie, że nie jest równa ani dopracowana tak, jakbym tego chciała.

"Szczęki" to nie jest lektura dla każdego, nie jest też straszna czy wypełniona emocjami. Po prostu jest - ot zwykła historia miasteczka, które stawiło czoła złu w morskiej postaci. Nie żałuję czasu poświęconego tej powieści, ale równocześnie wybór pozostawiam Wam - jeśli lubicie film, spróbujcie przeczytać książkę. Jeśli poszukujecie czegoś bardzo lekkiego i niezobowiązującego w klasyce, również dajcie jej szansę.

"Morderstwo w winnicy" M.L. Longworth

"Morderstwo w winnicy" M.L. Longworth, Tyt. oryg. Death in the Vines, Wyd. Smak Słowa, Str. 269

"Gdy spadał, czuł, jak mistral owiewa jego ciało. Spojrzał w górę w okno strychu, zobaczył słabe światło swojej latarki i słyszał wiatr - nie był to świst, lecz raczej jęk."

Jedna kradzież prowadzi do nietypowej zbrodni. Dlaczego ktoś postanowił zepsuć dobre imię winnicy? A może problem tkwi znacznie głębiej?

Ten kto lubi powieści kryminalne bardziej stonowane i mające umilić czas po ciężkim dniu, powinien bliżej przyjrzeć się serii M.L. Longworth. Cykl Verlaque i Bonnet to niezależne historie połączone jedynie osobami prowadzącymi śledztwo, które czyta się lekko i bardzo przyjemnie. Nim się obejrzałam przygodę z trzecią częścią miałam już za sobą a zagadka morderstwa była na tyle wciągająca, że z przyjemnością rzuciłam się w wir poszukiwania sprawcy.

Pewnego dnia, właściciel winnicy Olivier Bonnard, odkrywa że doszła do koszmarnej zbrodni. Ktoś skradł cały jego zapas bezcennego wina. Było ono wystarczająco stare i wyjątkowe, by mogło stanąć na czele najważniejszych win w winnicy. Jednak nie tylko ta kradzież jest problemem. Okazuje się, że zaginęła silna i niezależna Pauline, która od niedawna zaczęła dziwnie się zachowywać. Zaniepokojony mąż robi wszystko, by odnaleźć żonę, niestety jej ciało zostaje odnalezione w winnicy. Czy to zbieg okoliczności? Do śledztwa ponownie angażują się Verlaque i Bonnet nie spodziewając się, że będzie to najtrudniejsza sprawa w ich karierze.

Prosta fabuła, nie za wiele wątków pobocznych, jedno główne śledztwo podążające tropem mordercy. Nie jest to zatem kryminał skomplikowany, ale na pewno nie mogę odmówić mu temperamentu. Wszystko za sprawą bohaterów, których w powieści jest cała masa a każdy z nich posiada indywidualne cechy charakteru. Jedni się wykłócają, inni mieszają w śledztwo, jeszcze inni fabrykują dowody - zabawy jest z nimi co nie mara, podejrzenia padają na każdego z osobno a wszystkich niezależnie od tego czy są dobrzy czy źli, lubi się za sposób bycia i udział w fabule. Autorka skupiła się w dużej mierze na prostych portretach psychologicznych, ale jednocześnie jej bohaterowie są nie tylko sympatyczni, ale i wiarygodni co najbardziej przypadło mi do gustu.

Mimo stosunkowo powolnej fabuły nie jest ona nużąca. To spokojny, kameralny kryminał, który ma przede wszystkim bawić a nie wprowadzać dreszcz przerażenia, więc warto spojrzeć na niego bardziej łaskawie. Dynamika jest w porządku, akcja nie zwalnia tempa, są liczne zaskoczenia, zmiany, ślepe zaułki - wszystko co niezbędne, by wprowadzić trochę zamieszania. W tym wszystkim oczywiście wyjątkowy klimat winnicy, wyjątkowe widoki i urok, którego nie można tej powieści odebrać.

Nie czytałam dwóch wcześniejszych tomów w serii, jednak po lekturze "Morderstwo w winnicy" mam ochotę nadrobić zaległości. To powieść idealna na obecną porę roku - by relaksować się na dworze z dobrą książką pod ręką. A bez dwóch zdań powieść Longworth do takich lektur się zalicza, ponieważ idealnie umila czas i angażuje na całego, gdy wciąż ma się świadomość, że morderca jest na wolności. Jaka jest jego tożsamość? O tym musicie już przekonać się sami! 

"Nigdzie indziej" Tommy Orange

"Nigdzie indziej" Tommy Orange, Tyt. oryg. There There, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 392

"Rana, jaką nam zadano, kiedy pojawili się tutaj biali ludzie i odebrali nam wszystko to, co nam odebrali, nigdy się nie zagoiła. W taką nieleczoną ranę zwykle wdaje się zakażenie."

Kilkanaście historii składa się na jedną, spójną całość w której każde słowo ma znaczenie. Głosy przeszłości stają się podporą dla teraźniejszości.

Tommy Orange podejmuje się nie łatwego wyzwania, by przywołać historię rdzennych Amerykanów i w jak najbardziej wiarygodny sposób przywołać ich losy. Z otwarciem i zaangażowaniem snuje swoją opowieść w przejmujący sposób, gdzie prawda zderza się z wiarygodnością a czytelnik nie może się nadziwić jak obojętny pozostawał do tej pory na drugiego człowieka i ile stracił zajmując się jedynie swoimi sprawami. Debiut autora wydaje się historią, którą powinien poznać każdy - wyjątkową i ponadczasową.

Dwanaście osób, dwanaście opowieści pozornie nie połączonych ze sobą w żaden sposób. Jednak im dalej czytałam, im więcej faktów poznawałam zrozumiałam, że dążę do jednego punktu kulminacyjnego, w którym wszystkie te historie połączą się w jedną, kompletną całość. To wielopokoleniowa lektura o najważniejszych dziejach w życiu każdego człowieka - przemocy, tożsamości, pamięci, zrozumieniu. Wszystko to prowadzi do jednego miejsca, gdzie zjazd plemienny w Oakland połączy dzieje dwunastu osób, które miały różne powody by zjawić się na spotkaniu. W niesamowity sposób pozornie niezwiązane ze sobą losy tych ludzi łączą się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki a czytelnik nie może wyjść z zachwytu jak misterny plan powołał do życia Orange.

Każdy z bohaterów jest inny. Każdego wyróżniają dane cele i oczekiwania. Nie można skupić się tylko na jednym z nich, ponieważ każdy odgrywa taką samą, istotną rolę. Autor nadał im zatem cechy osobowości typowe dla zwykłego człowieka, wyróżnił ich charakterem oraz prywatnym życiem, pozwalając by każdy z nas odnalazł najbliższą sobie postać i utożsamił się z jej losami. Tak więc poznałam Jacquie Czerwone Pióro, która walczy z nałogiem i wydaje się, że wygrywa. Opal Viola Wiktoria Niedźwiedzia Tarcza chce zobaczyć występ swojego siostrzeńca, który pierwszy raz zamierza przedstawić na spotkaniu wyuczony indiański taniec. Edwin Black poszukujący swojej tożsamości mimo wyuczonego poczucia swojego pochodzenia. Oni i inni tworzą powieść pełną wspomnień i aktualnych wydarzeń, nawiązującą do przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości, pokazującą że każdy dźwiga krzyż niepowodzeń oraz prywatnych tragedii.

Nie jest to historia łatwa. Oryginalna, nietypowa, nawiązująca do historii oraz tematyki, która być może nie przypadnie do gustu każdemu. Warto jednak dać jej szansę, podejść z otwartym umysłem i zdecydować się poznać losy bohaterów. Wówczas zrozumiecie, że to ponadczasowa powieść w której nie cichnie głos wielu sprzecznych emocji, chwytających za serce a czasami wstrząsających. Autor mając na swoim koncie prywatne doświadczenia i rdzenne pochodzenie z pasją i fascynacją oddał to co istotne dla całej historii.

"Nigdzie indziej" zaskakuje. Nawiązuje do fascynujących losów rdzennych Amerykanów nie zapominając o drobiazgowym tle kulturalnym oraz historycznym. Cieszę się, że miałam okazję poznać tą fascynującą podróż w nowym, nieznanym mi do tej pory świecie. To wielowątkowa, złożona książka skłaniająca do refleksji i chwili zatrzymania się w życiu, które wciąż pędzi do przodu. Przeczytajcie, dajcie jej koniecznie szansę.

czwartek, 6 czerwca 2019

"Dom lalek" Edyta Świętek

"Dom lalek" Edyta Świętek, Wyd. Replika, Str. 368

"Samotność jest stanem, do którego łatwo przywyknąć. Czasami bywa tak naturalna, że wręcz przestaje się ją dostrzegać. Jeżeli ktoś całe życie spędza sam, bardziej dziwi go nagła obecność drugiej istoty obok niż permanentny spokój i pustka."

Jedno wydarzenia prowadzi do drugiego. Jeden prezent może być wstępem do powrotu ku przyszłości. Czy można zapomnieć o tym co działo się wiele lat temu?

Edyta Świętek pisze wyjątkowe powieści o ludziach i dla ludzi. Wielokrotnie miałam okazję poznać jej wizję na świat, życie oraz miłość, która w ujęciu tej autorki jest prawdziwa i szczera. Dlatego za każdym razem gdy pojawia się zapowiedź jej kolejnej książki - nie mogę się doczekać! "Dom lalek" jest jednak zupełnie inną lekturą niż te znane mi do tej pory, wciąż wiarygodna i świadoma, ale więcej w niej sytuacji z dnia codziennego, dzięki czemu niemal każdy czytelnik zinterpretuje opowieść na swój sposób.

Anita, główna bohaterka powieści to dorosła kobieta, która kryje w sobie wiele smutku. Niska samoocena mająca swoje podłoże w trudnej przeszłości i niezrozumieniu przez rówieśników przekłada się na jej aktualne życie. I chociaż próbuje otwarcie patrzeć na świat wciąż w głowie ma to co kiedyś o niej myślano - że jest taka sama jak jej niepełnosprawna intelektualnie siostra. Jej kreacja została niezwykle wiarygodnie przedstawiona dzięki otwartemu profilowi psychologicznemu. Anita tym samym przypomina każdego z nas - wszyscy mamy kompleksy, wszyscy się czegoś obawiamy, każdy z nas patrzy na świat przez pryzmat swoich doświadczeń. Ogromnie polubiłam bohaterkę i trzymałam kciuki, by wszystko w końcu się ułożyło.

Kobieta nigdy nie czuła się pewne w swoim życiu. Wycofana, niedowartościowana bała się czerpać radość ze zwykłych chwil. Jednak pewnego dnia przewrotny los zmusza ją, by inaczej spojrzała na to co dookoła niej się dzieje. Znajduje na masce swojego samochodu tajemnicze pudełko z lalką. I lekceważy wydarzenie. Do momentu, gdy poznaje Mikołaja. Wydaje się idealny, troskliwy i kochany przez co podnosi samoocenę Anity. Tylko, że skrywa sekret, który może wszystko zmienić.

Lekki styl, swobodne podejście do tematu, ujęcie wydarzeń bez ogródek. Edyta Świętek wie jak zaciekawić czytelnika, jak wzbudzić jego zainteresowanie historią, która bez problemu mogłaby się wydarzyć w prawdziwym świecie. Akcja była wciągająca, płynnie przechodziła od wątku do wątku, czasami zaskakiwała, kiedy indziej wzruszała. Bohaterowie wykazali się całym bagażem różnorodnych cech charakteru a zaskoczeń nie było końca, gdy pojawiły się pierwsze sygnały powrotu do przeszłości Anity. Z przyjemnością podążałam wraz z bohaterką drogą zrozumienia, by w końcu odkryć tajemnicę Mikołaja i przypisać mu konkretną rolę w fabule. 

Zapytacie zatem gdzie ta wielka miłość, która zawsze pojawia się na pierwszym planie? Jest, tylko bardziej życiowa, mniej wyidealizowana. "Dom lalek" to powieść o życiu, odważna, prawdziwa, kryjąca w sobie wiele emocje. Nie spodziewałam się, że tak bardzo przypadnie mi do gustu a jednak stało się - trudne tematy, wartościowe motywy oraz tajemnica w tle sprawiły, że nie mogłam oderwać się od lektury.