piątek, 16 sierpnia 2019

"Skryba ze Sieny" Melodie Winawer

"Skryba ze Sieny" Melodie Winawer, Tyt. oryg. The Scribe of Siena, Wyd. Rebis, Str. 528

Romans z przeszłością czy bezpieczeństwo teraźniejszości?

Zaskakujące odkrycie, powrót do przeszłości oraz płomienne uczucie - oto propozycja lektury, w której czas odgrywa kluczową rolę.

Zazwyczaj nie daję się wciągać w chwytliwe hasła, ale tym razem nie mogłam przejść obojętnie. Lubię serię Outlander i trochę brakuję mi kolejnych potężnych tomów od Diany Gabaldon, dlatego postanowiłam zobaczyć czy książka Melodie Winawer sprawdzi się w roli zamiennika. I chociaż kłóciłabym się z porównywaniem tych dwóch autorek to nie żałuję swojego wyboru - dobrze bawiłam się w średniowiecznych czasach, które zaskoczyły mnie swoją kulturą i poglądami.

Dwutorowa akcja skupia się na dwóch wątkach czasowych. Na początku liczy się Nowy Jork w XXI wieku oraz życie Beatrice. Po nagłej śmierci brata kobieta obejmuje w spadku wspaniałą posiadłość i postanawia odkryć zagadkowość Sieny nad którą pracował Ben. Prowadzi więc prywatne badania podczas których odkrywa malownicze freski a na nich... swoją twarz. Tak przenosi się do Sieny w roku 1347 i do malarza, który nareszcie odnajduje swoją muzę. Tylko czy uda mu się stworzyć wielkie dzieło w spisku, który zagraża nie tylko im, ale i całemu miastu?

Wielka przygoda, namiętność oraz miłość wystawiona na próbę. Tak w dużym skrócie wygląda fabuła debiutanckiej powieści Winawer, która kryje w sobie pewien urok. Nie obeszło się bez kilku potknięć: niedociągnięcia w wątkach, przestoje w fabule, trochę za mało emocji jak na mój gust, ale patrząc z dystansu na perspektywę całej historii oceniam ją jako bardzo dobrą przygodę, przy której warto się zatrzymać. Dużo się bowiem dzieje w tej historii, pojawia się sporo kluczowych wątków i motywy ładnie przeplatają się między przeszłością a teraźniejszością. Autorka umiejętnie poradziła sobie ze skokami czasowymi, stworzyła intrygującą kreację głównych bohaterów i zatrzymała mnie przy swojej lekturze na kilka sympatycznych godzin.

Niepozorna a jednak warto poświęconego jej czasu książka to połączenie romansu historycznego, przygody fantasy w której przenoszenie się w czasie to nic trudnego oraz wojennych rozgrywek w walce o terytorium. Każdy zatem znajdzie coś dla siebie i będzie zadowolony, ponieważ wszystkie podjęte przez autorkę motywy nie zostały pominięte czy niedopracowane. Zaangażowanie widać na każdym kroku co odbija się w zawiłej fabule i licznych zaskoczeniach. To dobry pomysł na poprowadzoną akcję i warte pochwały wykonanie.

"Skryba ze Sieny" na pierwszy rzut oka może wydawać się ciężką książką. Okładka niczego nie sugeruje, tytuł jak dla mnie wskazuje na jakąś powieść historyczną, ale nie miłosną a opis niewiele wyjaśnia. Dlatego zaryzykujcie, dajcie jej szansę i wskoczcie w sam wir przygody. Takie niepozorne lektury zazwyczaj okazują się niedoceniane. A szkoda, bo i w tej dostrzegam spory potencjał, który - mam nadzieję - Wy również odkryjecie.

"Nielubiana" Nele Neuhaus

"Nielubiana" Nele Neuhaus, Tyt. oryg. Eine unbeliebte Frau, Wyd. Media Rodzina, Str. 408

"Proszę bardzo, ma pan okazję opowiedzieć swoją wersję wydarzeń z dwudziestego siódmego sierpnia. Tylko mam prośbę, tym razem proszę trzymać się faktów, bo bajek mamy kilka godzin nagrań."

Pozornie niepowiązane ze sobą morderstwa, zaskakujące fakty oraz bohaterowie, którzy nie chcą zdradzać swoich motywów. Nadchodzi zło w ludzkiej formie.

Tak zapowiada się pierwszy tom serii Nele Neuhaus, autorki którą dopiero niedawno odkryłam a do książek której zapałałam czystą sympatią. Powieści kryminalne zawsze były moim konikiem, historiami po które sięgałam najczęściej dlatego trochę smuci mnie fakt, że tak późno sięgnęłam po twórczość tej autorki. Patrząc jednak na pozytywne strony: cała przygoda z serią dopiero przede mną! I to jest coś czemu warto się przyjrzeć, ponieważ Neuhaus jak nikt tworzy zawiłe kryminalne przygody, przy których na moment można oderwać się od rzeczywistości.

Uwielbiam małe społeczności zamknięte na obcych, ludzi którzy chociaż nie przepadają a sobą na co dzień - gdy przychodzi kryzys, kryją siebie nawzajem. W przypadku "Nielubianej" było podobnie: duszna atmosfera przestępstwa niemal nie pozwalała racjonalnie i z dystansem spojrzeć na kolejno odkrywane fakty przez bohaterów, którzy ewidentnie coś ukrywali. Przyznaję, że kluczenie pomiędzy wszystkimi podejrzanymi było dla mnie wielką przyjemnością a i tak nie udało mi się odkryć podejrzanego aż do zaskakującego finału.

Seria łączy się jedynie poprzez bohaterów prowadzących śledztwa, dlatego właściwie można czytać ją bez zachowania chronologii. Polecam jednak rozpocząć przygodę od początku, szczególnie jeśli jesteście fanami kryminałów. Komisarz Oliver von Bodenstein i jego współpracowniczka Pia Kirchhoff to barwne postacie, których życie prywatne odkrywane powoli wydaje się równie interesujące co śledztwa, w które zostają zaangażowani, więc wszystko łączy się jedną spójną całość napakowaną po brzegi fantastyczną atmosferą od której naprawdę trudno się oderwać.

Zwłoki prokuratora odnalezione przez policję to dopiero wstęp do kolejnych zaskakujących wydarzeń. Zwroty w akcji, niedomówienia, liczne ślepe zaułki prowadzą od wydarzeń do wydarzeń, które z czasem układają się w pewną logikę. Oliver i Pia przyjeżdżając na miejsce odnalezienia ciała nie spodziewają się, że już po godzinie znajdą się u stóp wieży Atzelberg w Kelkheim, by tam zrozumieć skąd wzięły się zwłoki kobiety. Dwa pozornie nie związane ze sobą śledztwa z czasem doprowadzą do luksusowej stadny koni, która odegra tutaj kluczowe znaczenie.

Dobry styl, lekkość pisania, dużo detali idealnie pasujących do rozgrywanej akcji oraz bohaterowie, których kreacja zaskakuje i przybliża do czytelnika. Tak w dużym skrócie prezentuje się pierwszy tom będący zaledwie wstępem do serii, która dopiero przede mną. Niemniej już teraz wiem, że jest to przygoda, którą zdecydowanie chcę kontynuować. "Nielubiana" ma w sobie potencjał prawdziwego, rasowego kryminału, który wysoko podnosi poprzeczkę pozostałym rywalom w gatunku. 

czwartek, 15 sierpnia 2019

"Ukryty pokój" Jørn Lier Horst

"Ukryty pokój" Jørn Lier Horst, Tyt. oryg. Det innerste rommet, Wyd. Smak Słowa, Str. 412

Komisarz William Wisting wkracza w świat wielkiej polityki!

Jedna śmierć doprowadzi już niedługo do ujawnienia wielu zaskakujących faktów. Tylko czy wszyscy są na to gotowi?

Literatura norweska nie od dziś skupia na sobie uwagę wielu czytelników przodując w powieściach kryminalnych. Obok Jo Nesbo czy Camilli Lackberg pojawia się także nazwisko Jørn Lier Horst, czyli autora który całkiem nieźle radzi sobie z gatunkiem i wielokrotnie wciągał mnie w wir swoich wymyślnych przygód. "Ukryty pokój" to dwunasty tom serii o komisarzu policji Williamie Wistingu przy pominięciu prequel'a ("Gdy mrok zapada").

Przyznam szczerze, że po przeczytaniu opisu na tyle okładki pomyślałam sobie: chyba tym razem się ponudzę. Nie przekonał mnie zarys fabuły, nie przekonały losy jakiegoś tam wysoko postawionego człowieka. Na moment zwątpiłam w autora i chyba muszę odpokutować zachęcając Was do lektury, ponieważ nie przebrnęłam przez pierwszych kilka stron a już doskonale się bawiłam. To co miało być nudne i nieciekawe okazało się niesamowicie ciągające przez nieoczywiste zwroty w akcji i odkrywanie nowych faktów w sprawie.

Komisarz William Wisting, czyli ten który łączy wszystkie tomy w serii, nagle zostaje wciągnięty w sam środek politycznych rozgrywek. Po śmierci działacza Partii Pracy, Bernharda Clausena, prokurator krajowy powołuje go do sprawy, która może okazać się najtrudniejsza w jego karierze. W domku letniskowym Clausena bowiem dochodzi do odkrycia, które zaważy na wiarygodności zmarłego i partii której był członkiem. Czy można zatem rozwiązać zagadkę tak, by nie dowiedział się o niej nikt spoza prowadzących śledztwo? 

Aby dowiedzieć się co tak naprawdę wydarzyło się w życiu działacza Wisting będzie musiał cofnąć się daleko w przeszłość. Pomoże mu przy tym córka, która nie pierwszy raz wspiera go przy nietypowych zagadkach oraz Adrian Stiller, czyli ten z którym komisarz nie za dobrze się dogaduje. Razem przyjdzie im się zmierzyć ze sprawą przypominającą nietypową łamigłówkę, w której każdy element będzie miał kluczowe znaczenie. Jak więc w tym labiryncie detali odnaleźć jedne, najważniejszy? W tym wszystkim właśnie ten pościg za nieuchwytnym jest największym atutem, przyprawiającymi miejscami o zawrót głowy.

Ponadczasowa, polityczna tematyka, sympatyczny bohater bez destrukcyjnego zachwiania oraz fabuła, przy której warto się zatrzymać to najnowsza powieść spod pióra Jørn Lier Horst. "Ukryty pokój" to lektura dla każdego, lekka i przyjemna oraz - co dla mnie jest najważniejsze - porządnie dopracowana. Dlatego fanom autora i nie tylko naprawdę polecam: dla czystej przyjemności czytania.

"Jeszcze się kiedyś spotkamy" Magdalena Witkiewicz

"Jeszcze się kiedyś spotkamy" Magdalena Witkiewicz, Wyd. Filia, Str. 450

"Dowiedziałam się, że tego, kim jesteśmy, nie zawdzięczamy tylko genom, jakie przekazali nam przodkowie, ale też temu, co w ich życiu się wydarzyło."

Wspomnienia to nie tylko wspaniałe chwile, trudne wydarzenia czy prywatne opowieści. To przede wszystkim wielkie lekcje życia, które należy przekazywać potomnym.

Dawniej uciekałam od polskich autorów. Kompletnie nie potrafiłam przekonać się do rodzimej twórczości. Na szczęście to przeszłość dzięki takim autorką jak Magdalena Witkiewicz. Mam swoje grono ulubionych polskich pisarzy po książki których sięgam zawsze z przyjemnością i ta autorka bez wątpienia do tego klubu należy. Wszystko zaczęło się od najpiękniejszej historii pisanej samym życiem jaką kiedykolwiek czytałam, czyli "Cześć, co słychać?". I tak trwa moja podróż z książkami specjalistki od szczęśliwych zakończeń.

"Jeszcze się kiedyś spotkamy" to jakby zupełnie nowa opowieść w dorobku tej autorki. Inna, nietuzinkowa, bardziej sentymentalna i emocjonalna. Snuta ze wspomnień, utkania niczym koc, opowiada o losach wielu bohaterów z przeróżnym bagażem doświadczeń. Być może właśnie to pozwoliło tej powieści wznieść się na szczyt a może tragedia wojny, która zawisła nad nimi wszystkimi. Bez względu na detal - cała fabuła okazała się trafiona w dziesiątkę nie tylko jako piękna opowieść, wspaniałe doświadczenie czy mnóstwo emocji, ale przede wszystkim dzięki prawdzie kryjącej się za każdym słowem czy czynem bohaterów.

Adela, Franciszek, Janek, Rachela, Joachim i Sabina. Oto grupa przyjaciół, których nie interesowało pochodzenie ani nazwiska. Byli po prostu beztroscy, szczęśliwi, chwytali dzień. Każdy z nich miał swoje wielkie plany i marzenia. Ich przyjaźń kwitła a pierwsze miłości kiełkowały. Następnie nadeszła wojna i wszystko zmieniła. W oka mgnieniu przyjaciele dorośli oraz na własne oczy dostrzegli prawdziwe zło. Po latach ich wspomnienia powracają w opowieści, którą krok po kroku odkrywa Justyna, wnuczka Adeli.

To była wyjątkowa powieść, piekielnie prawdziwa. Każde słowo, każda emocja, każdy czyn bohaterów odbijał piętno w moim sercu i sprawiał, że wzruszeń nie było końca. Byłam przygotowana na piękną historię, ale nie spodziewałam się, że będzie w niej tyle prawdy, wartości oraz prawdy o życiu. Autorka bez zbędnych upiększeń opowiedziała o wojnie, która zmieniła wszystkie plany i marzenia zwykłych ludzi. Odkrywając wraz z Justyną opowieść babki oraz jej przyjaciół dostrzegłam wiele różnych obliczy miłości malujących się na tle zbrodni, trudnych wyborów, życiowych rozterek oraz tajemnic, które pilnowane były przez lata. Autorka zaczarowała mnie swoją opowieścią, sprawiła że nie mogłam przestać myśleć o losach bohaterów i po prostu zrobiło mi się ciepło na sercu gdy zamknęłam ostatnią stronę.

Z obliczem wojny w tle, z nastawieniem na powieść obyczajową autorka snuje przejmującą opowieść o ludziach i dla ludzi. "Jeszcze się kiedyś spotkamy" to mnóstwo wzruszeń i przeróżnych emocji, powrotów do przeszłości oraz rodzinnych tajemnic mających swoje odbicie w teraźniejszości. Kolejna udana pozycja w dorobku autorki po którą warto sięgać zawsze i wszędzie, ponieważ udowadnia, że po każdej burzy w końcu wychodzi słońce. To idealna propozycja książki dla kobiet.  

środa, 14 sierpnia 2019

"Kiedyś się odnajdziemy" Gabriela Gargaś

"Kiedyś się odnajdziemy" Gabriela Gargaś, Wyd. Czwarta Strona, Str. 445

"Czasami mam wrażenie, że wszystko musi się stać. Nawet jeśli czegoś nie chcemy, to i tak się dzieje."

Życie nie rozdziela trudności po równo, potrafi zaskakiwać i wystawiać nas na próbę. Czasami na jedną osobę zrzuca więcej tragedii niż można znieść. Gabriela Gargaś uczy nas jednak, że nigdy nie wolno się poddawać.

Jeśli szukacie polskiej autorki, która zaskoczy fabułą i oczaruje emocjami - bez zastanowienia sięgajcie po powieści Gabrieli Gargaś. Wiele razy przekonałam się, że jej szczere i wzruszające książki są lekiem na wszelkie troski i wspaniale odciągają od codzienności. "Kiedyś się odnajdziemy" to najlepszy dowód na to, że polska literatura nie powinna zostać bez echa a ujmująca za serce wojenna historia napisana z precyzją i oddaniem zaskoczy nie jednego czytelnika.

Początkowo wydawało się, że losy dwóch bohaterów to dwie odrębne historie. Inne miejsce, inne decyzje a jednak ten sam los, który w odpowiednim momencie wiedział jak skrzyżować ich drogi. Poznałam więc Jankę, która uciekając z ogarniętego wojną Wołynia musiała rozstać się ze swoją młodszą siostrą. Nie ma pewności, że jeszcze kiedyś się z nią zobaczy. W tamtych czasach rozstania mogły być na zawsze. Jednak pewnego dnia na jej drodze staje inna dziewczynka, która próbuje zdobyć jej serce. W tym samym czasie Tadek poznaje Annę i przepada w jej oczach bez reszty. To naraża na szwank jego wieloletnią przyjaźń. Jednak czy można uciec przed miłością? Po latach droga Janki i Tadka połączy się w zaskakujący sposób tworząc historię pełną wzruszeń.

Bez wątpienia podczas czytania tej książki warto zaopatrzyć się w całe pudełko chusteczek. Emocjonalna fabuła wpływa na czytelnika nie tylko przekazem, ale i odbiorem głównych bohaterów, którzy bardzo szybko łapią kontakt z czytelnikiem i przeciągają go na swoją stronę. Osobiście bardziej zainteresowały mnie losy Janki, ale to nie oznacza, że Tadek został mi obojętny - życie obojga było pełne dramatów i niebezpieczeństw a ja trzymałam kciuki, by wszystko dobrze się ułożyło i pasmo niepowodzeń w końcu zostało przerwane. 

Popełnione błędy, wielka miłość, zdobyte doświadczenia, wojenne dramaty, przyjaźń, ulotne szczęście - to zaledwie garstka z całej masy motywów, z której zbudowana jest ta powieść. Odnalazłam sporo ponadczasowych wartości, odwołanie do istotnej historii oraz rzetelność i pomysłowość. Autorka pisze lekko, nie zagłębia się w zbędne detale bazując przede wszystkim na odczuciach bohaterów dzięki czemu nie wiadomo kiedy nadchodzi przejmujący finał.

"Kiedyś się odnajdziemy" to wspaniała powieść przy której zatrzyma się nie tylko fan literatury obyczajowej. Miłość, wojna, niebezpieczeństwo kształtują losy bohaterów kierując ich na ścieżki, których się nie spodziewali. A czytelnik z zapartym tchem śledzi przebieg wydarzeń zastanawiając się jak on sam czułby się na miejscu Janki czy Tadka. To piękna powieść z głębią i przesłaniem, kolejna której warto dać szansę.

wtorek, 13 sierpnia 2019

Przedpremierowo: "Był sobie pies 2" W. Bruce Cameron

"Był sobie pies 2" W. Bruce Cameron, Tyt. oryg. A Dog's Journey: Another Novel for Humans, Wyd. Kobiece, Str. 408
PREMIERA: 4 września 2019r.

"Teraz wszystko było jasne: tak jak podejrzewałem, moim nowym sensem życia było opiekowanie się Clarity. Tego chciałby Ethan. To dlatego znowu byłem szczeniaczkiem - moja misja jeszcze nie dobiegła końca."

Psi towarzysz powraca, by ponownie zabrać nas w wielką przygodę. Czym tym razem zaskoczy nas merdający bohater? 

Jeśli chodzi o książki, o zwierzętach to jedno jest pewne: będę płakać. Nie ma znaczenia czy będzie to historia radosna, czy smutna. Jeśli zwierzęta odgrywają w książkach czy filmavh pewną rolę moje emocje wskakują na najwyższe obroty. Dlatego bardzo polubiłam powieści W. Bruce Camerona - przygody jego małych, psich bohaterów zawsze wciągają mnie na całego. Zatem gdy powrócił Bailey, nie mogłam się mu oprzeć. 

Pies, który wcielał się w kolejne życia, by ratować swojego pana i przeżywać na nowo liczne przygody powrócił w kontynuacji, która okazała się równie ciekawa co poprzedniczka. Chociaż miał różne imiona, zawsze pozostał tym samym ukochanym pieskiem, który teraz znajdował się pod opieką małej Clarity June. Jednak dziewczynka wyjechała do miasta, zostawiając go z babcią. I mimo upływu lat Bailey jej nie zapomniał. Wrócił w nowym wcieleniu, by ponownie strzec swojej ukochanej pani. 

Widzicie? Ledwo zdążyłam napisać tych kilka słów a już czuję wzruszenie. Tak już mam a książki Camrona na pewno nie ułatwiają mi zadania, ponieważ napisane są z sercem i lekkością psiego toku rozumowania. Złośliwy mógłby się przyczepić i powiedzieć, że to lektura dla dzieci, że nic nie wnosi i jest zbyt prosta. Ja jednak uważam, że nie zawsze dużo znaczy dobrze a w tym przypadku książka ma wszystko co potrzeba: uroczego, głównego bohatera który przyciąga uwagę, ciekawą historię oraz mnóstwo emocji. 

Serce Baileya jest wielkie, równe miłości psa do swojego właściciela. Kochał Clarity czystą miłością i walczył o to, by i ona pokochała. Wracał w nowych wcieleniach, pomagał jej szukać drugiej połówki i nigdy nie odpuszczał. Fabuła prowadzona z lekkością i swobodą sprawiła, że spędziłam naprawdę miłe chwile w towarzystwie wszystkich bohaterów. Jedynie czego chciałabym więcej to zwrotów akcji, może trochę więcej motywów, by nie było tak jednolicie. Ale i bez tego cieszę się, że zdecydowałam się na kontynuację. 

"Był sobie pies 2" to historia nie tylko dla miłośników zwierzęta, ale i dla - a może w szczególności - tych, którzy zwierząt nie doceniają. Spójrzcie z jakim oddaniem i szczerością Bailey walczył o szczęście swojej właścicielki nie baczą na swoje. Oto więc książka dla każdego, lekka i przyjemna, przy której można czasami porządnie się wzruszyć.

"Dzień zero" David Baldacci

"Dzień zero" David Baldacci, Tyt. oryg. Zero Day, Wyd. Dolnośląskie, Str. 448

"Jesteśmy tylko ludźmi, a co za tym idzie, nikt nie jest doskonały."

Pościg za nieuchwytnym, morderca czający się w ciemnościach. Czy uda się schwytać zbrodniarza, zanim ten dopuści się kolejnej zbrodni? 

Moje pierwsze spotkanie z Davidem Baldaccim miało miejsce przy serii z Amosem Deckerem. Wówczas ten bohater o nadnaturalnych zdolnościach zabrał mnie w wir wielkiej i niebezpiecznej kryminalnej przygody, która ogromnie przypadła mi do gustu. Była to seria nietuzinkowa, ponieważ inna niż wszystkie. Dlatego postanowiłam zaryzykować i zobaczyć jak autor odnajdzie się na polu kryminału w bardziej przyziemnym stylu. Sięgnęłam po "Dzień zero", pierwszy tom serii z Johnem Pullerem - i nie żałuję!

Z książkami Baldacciego jest tak, że albo się je lubi, albo trzyma się od nich z daleka. To autor, który lubi spektakularne zwroty akcji, mocne wybuchy, dramatyzm i czasami przerysowuje niektóre sceny. Dla mnie nie jest to wadą, jestem za jego twórczością i żadna z czytanych książek mnie nie zawiodła. Musicie jednak przygotować się na kryminał, który przykłada większą uwagę do wydarzeń i pędu akcji niż wiarygodności. Nie zrozumcie mnie źle - wydarzenia w tej książce są świadome i czyta się wszystko od deski do deski z zapartym tchem, jednak czytelnik który lubi doszukiwać się błędów w detalach będzie miał problem ze światem kreowanym przez Baldacciego.

Trochę o momentach nieprzychylnych, teraz czas na zalety, których w moim odczuciu jest tu zdecydowanie więcej. Autor buduje napięcie od którego trudno się oderwać, zaskakuje na każdym kroku, buduje portret nieuchwytnego mordercy, który czai się w ukryciu i przez cały czas gotowy jest zagrozić kolejnym ofiarom. Z przejęciem przerzucałam każdą kolejną stronę, zastanawiałam się do jakiego finału doprowadzą mnie wydarzenia i nie mogłam nadziwić się jak zręcznie manewrowano tu faktami, by w końcowym rezultacie obalić wcześniej snutą teorię. Ten typ kryminału przypomina dreszczowiec naszpikowany sporą dawką emocji, które towarzyszą czytelnikowi do ostatniej strony.

Wszystko zaczyna się od brutalnej zbrodni której wyjaśnienia podejmuje się John Puller. To on będzie agentem łączącym kolejne tomy i to jego problemy życiowe oraz zawodowe będziemy śledzić przez cały czas. To sympatyczny bohater z prywatnym bagażem trudnych doświadczeń,które dodają mu wiarygodności i zbliżają do czytelnika. Chociaż nie jestem fanką poznawania prywatnych losów osób prowadzących śledztwo to życie Johna okazało się naprawdę nietypowe. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach autor zdradzi coś więcej jeśli chodzi o jego losy.

"Dzień zero" to kryminalna sensacja na popołudnie po ciężkim dniu. Zaciekawi, pobudzi do myślenia, ale jednocześnie pozwoli zrelaksować się przy lekturze. To dobry wstęp do serii, kolejna udana lektura spod pióra Davida Baldacciego. Jeśli lubicie kryminały mniej dramatyczne, ale za to pełne emocji i angażujące czytelnika uczuciowo - oto lektura dla Was. Osobiście staję po stronie fanów autora i nie odpuszczę kolejnych tomów serii. 

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

"Na moment przed świtem" Magdalena Wala

"Na moment przed świtem" Magdalena Wala, Wyd. Czwarta Strona, Str. 343

Dwie kobiety, dwie różne epoki, te same dylematy i tak podobne koleje losów.

Przeszłość i teraźniejszość jeszcze nigdy nie były sobie tak bliskie. Czy opowieść starszej kobiety wpłynie na młode pokolenie?

Jeśli literatura polska nie jest Wam obojętna a powieści obyczajowe to historie po które sięgacie najczęściej - naprzeciw Waszym oczekiwaniom wychodzi Magdalena Wala. To autorka, której twórczość miałam przyjemność poznać od samego początku i czytając każdą kolejną książkę widzę jak rozwija skrzydła, dojrzewa i tworzy co raz to nowsze, głębsze i bardziej przejmujące opowieści. Nie zdziwiło mnie zatem, że "Na moment przed świtem" okazała się lekturą, która z miejsca przypadła mi do gustu.

Bardzo cenię sobie w przypadku książek tej autorki prostotę. Magdalena Wala nie zagłębia się w nudnawe analizy, nie zamęcza nas niepotrzebnymi opisami. Tworzy konkretne miejsce, wydarzenia oraz bohaterów i na tej podstawie dopasowuje emocje, których w przypadku jej najnowszej książki jest co nie miara. Tematyka sięgająca teraźniejszości - aktualne wydarzenia codziennego życia, które nie są nam obce łatwo pozwalają się utożsamić z główną bohaterką a nawiązania do przeszłości oraz historii polskiego miasta przyłączonego do III Rzeszy powoli udowadniają, że to o co walczono kiedyś, dziś pielęgnowane jest równie mocno.

Fabuła opiera się na losach Adriany, kobiety która przechodzi przez nie łatwy okres swojego życia. Tkwiąc w nieszczęśliwym małżeństwie dopiero po rozmowie z Agnes, starą Ślązaczką, zaczyna dostrzegać, że życie to coś więcej niż pasmo prywatnych niepowodzeń. Dlatego Adriana decyduje się zrobić krok na przód, ale by go tego dokonać najpierw musi powrócić do przeszłości - wybaczyć rodzinie i pozwolić, by oni wybaczyli jej. 

Równomiernie prowadzona jest opowieść o kobiecie, która próbuje odbudować swoje życie na nowo oraz o staruszce, która wspomina to co przeminęło. Powracamy zatem miejscami do roku 1939, do trudnych decyzji, walki o własną tożsamość, do miłosnych uniesień i wielkich dramatów. Magdalena Wala nie zapomina, że w jej powieściach wątki historyczne i miłosne stają na równi, pielęgnuje pamięć o swoich bohaterach i nie pozwala ani przez moment pomyśleć źle o ich wyborach. Nie tylko Adriana odnalazła ukojenie w opowieści Agnes, ponieważ ponadczasowa historia Ślązaczki skłoni wielu czytelników do prywatnych przemyśleń dzięki szczerości i prawdzie kryjącej się w każdym zdaniu.

Wszystko wskazuje na to, że "Na moment przed świtem" to kolejne udane dzieło autorki. Historia o ludziach i dla ludzi, ponadczasowa, pełna niezapomnianych wartości. W towarzystwie dwóch głównych bohaterek, które żyły w różnych epokach spędziłam wspaniale czas, odkrywając ich wspólne dylematy. Cieszę się, że to dopiero pierwszy tom w serii, która - mam nadzieję - z tomu na tom będzie jeszcze lepsza.

"Złość piękności szkodzi" Joanna Szarańska

"Złość piękności szkodzi" Joanna Szarańska, Wyd. Czwarta Strona, Str. 336

"- Ty? - Babunia zaniosła się śmiechem. - Ty wcale nie musisz szukać kłopotów! One same cię znajdują!"

Życie lubi komplikacje. Szczególnie te najmniej planowane. Chociaż czy w ogóle można cokolwiek zaplanować, gdy nigdy nie wiemy co czeka na nas za rogiem?

Joanna Szarańska to jedna z polskich autorek, która w komediach obyczajowych czuje się jak ryba w wodzie. Miałam przyjemność czytać niemal wszystkie powieści tej autorki i chociaż lubię je wszystkie to zdecydowanie najlepiej podobały mi się komedie pomyłek, w których zakręcone bohaterki odgrywają główne role. Śmiało zatem mogę napisać, że Kornika pechowych wypadków to idealna seria na każdą porę roku - poprawia humor, motywuje do działania i zbliża ogromnie do głównej bohaterki.

Zojka to przebojowa dziewczyna. Nie musi szukać kłopotów, one same ją znajdują. Przez trzy wcześniejsze tomy utwierdziłam się w przekonaniu, że do pecha trzeba mieć tendencję a ta dziewczyna bez wątpienia przyciąga go jak magnes. Tylko, że bez tego nie byłoby tyle śmiechu, dobrej zabawy i poczucia humoru, które rozwiewa wszelkie troski. Uwielbiam tą bohaterkę za jej temperament, sposób bycia oraz podejście do świata. Autorka włożyła dużo pracy w jej kreację, tworząc dziewczynę taką jak my - szukającą szczęścia, mającą nieszablonowe pomysły, trzymającą w garści miłość. Jak zatem nie utożsamiać się z nią i nie trzymać kciuków za jej kolejne powodzenia?

A jest za co trzymać, ponieważ Zojka ma na oku kolejną misję. Redaktor Kordecki wyjeżdża na otwarcie nowego hotelu i nie zabiera jej ze sobą. Za to ma u boku swoją partnerkę co dziewczynie zupełnie nie w smak. Postanawia zatem wyruszyć drogą swojego ukochanego i mieć na niego oko. W końcu kto jej zabroni? Przy okazji trochę zrelaksuje się w spa i odpocznie. O ile to tylko możliwe w przypadku konfrontacji tej trójki. W międzyczasie natomiast aspirant Chochołek zrobi wszystko, by wcisnąć się w garnitur. Ślub już za pasem!

Miło było pożegnać się z tymi bohaterami. Miło było ponownie śledzić ich losy w czwartym tomie i ponownie śmiać się serdecznie z kolejnych niepowodzeń. Jest w tym wszystkim pewien urok, szczerość i otwartość, które nie pozwalają śmiać się z Zojki a wraz z nią. Na jej miejscu czasami widziałam siebie, wielokrotnie utożsamiałam z bohaterką, która śmieje się ryzyku prosto w oczy a następnie żałuje swoich pochopnych decyzji, jednak nigdy nie rezygnuje. Ponownie pojawią się niebezpieczeństwa, wizja morderstwa oraz cała masa przygód, przy których czas na moment zatrzymuje się w miejscu.

"Złość piękności szkodzi" zamyka wszystkie podjęte wcześniej wątki. Przyszedł czas pożegnań, ale taki szczery i przyjemny. Zojka doczekała się zakończenia, którego nie mogę zdradzić, ponieważ wszyscy chyba czekaliśmy od pierwszego tomu na to jak ostatecznie wszystko się rozegra. Mogę Was jednak zapewnić, że była to wspaniała przygoda do której na pewno jeszcze nie jeden raz powrócę - na poprawę humoru i chwile beztroski.

niedziela, 11 sierpnia 2019

"Seksowny kłamca" Christina Lauren

"Seksowny kłamca" Christina Lauren, Tyt. oryg. Wicked Sexy Liar, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 400

"Ale czy kiedykolwiek dostrzegamy coś ważnego, zanim to się stanie? Przewidywalne życie nigdy nikogo nie zmieniło."

 Nie chcieli związku, obawiali się zobowiązań. Dlatego zdecydowali się tylko na jedną wspólną noc. A ona zmieniła wszystko.

Christina Lauren (czy raczej duet autorski Christina Hobbs oraz Lauren Billings kryjący się pod jednym pseudonimem) pisze ekscytujące, lekkie niczym wiatr powieści romantyczne, w których nie miłość pojawia się pierwsza a wzajemne przyciąganie. Zawsze obecna w powietrzu chemia także tym razem dała o sobie znać. Czwarty tom serii o przyjaciółkach, które zdecydowały się na jedną szaloną noc po raz kolejny zabrał mnie w przygodę z uśmiechem na ustach, gdzie nie zabrakło emocji i zaskoczeń.

London i Luke wydają się różni od siebie niczym woda i ogień. Ona nie szuka zobowiązań, dopiero zastanawia się co może robić po studiach i wybiera wyłącznie przygodę. On nie chce ryzykować, boi się zaryzykować własne uczucia, woli więc zamknąć się w skorupie podrywacza i... wybiera wyłącznie przygodę. Obydwoje dostrzegają coś w sobie, jakiś błysk w oku i wzajemne przyciąganie, dlatego decydują się na jedną wspólną noc. Tylko jedną, chociaż zgubną dla obojga. Nie spodziewają się, że już niebawem razem przyjdzie im zmierzyć się z prywatnymi demonami, by móc ruszyć do przodu.

Dzikie imprezy, szaleństwa do rana, brak kontroli, brak zasad. Tak mniej więcej wygląda San Diego, tło dla aktualnych wydarzeń. To książka pełna imprez, nawołująca do chwytania życia w garść i po prostu bycia szczęśliwym. Nie jest przy tym nachalna, ładnie komponuje się z przygodą głównych bohaterów. Oni natomiast szybko zajmują centralne miejsce w powieści i zaskakują swoją dojrzałością. London obawiająca się związku, który ją zrani nie potrafi w pełni oddać się miłości. Luke natomiast nie wie właściwie jak to jest poświęcić się w pełni drugiej osobie. Dlatego powoli odkrywają siebie w szczerych dialogach, prostych wyzwaniach oraz - oczywiście - łóżkowych momentach, których w przypadku tych autorek nie mogło zabraknąć.

Skoro mamy serię, pojawi się pewnie pytanie, które słyszę najczęściej: czy można czytać ją bez zachowania chronologii? I tak, i nie. Każda książka w cyklu opowiada o losach innych bohaterów. Jednak znają się poprzez jedną noc, która ich połączyła. I ten istotny fakt jest punktem wyjścia dla wszystkich tomów, poza tym same historie są bardzo lekkie i wciągające a romanse pomiędzy poszczególnymi parami sympatyczne i zabawne, więc polecam zdecydować się przeczytanie wszystkich książek w serii Wild Season. Nie jest to jednak przymus, jeśli zaczniecie akurat swoją przygodę z twórczością Christiny Lauren - też będzie dobrze.

Dużo śmiechu, radości, poczucia humory oraz miłości, która przychodzi nieplanowana to przepis na kolejną pełną optymizmu powieść Christiny Lauren. Doskonale bawiłam się podczas lektury "Seksownego kłamcy" i cieszę się, że kolejni bohaterowie okazali się tak inteligentni i wiarygodni. Romans przerodził się w szczerą opowieść o własnych lękach, która na pewno zbliży do siebie nie jednego czytelnika. Okazuje się, że zaufanie wcale nie jest takie proste jakby się wydawało. Śmiało możecie jednak powierzyć je duetowi autorskiemu, który doskonale wie jak wprowadzić nas w romans z nutą czegoś poważniejszego. 

sobota, 10 sierpnia 2019

"Zjazd absolwentów" Guillaume Musso

"Zjazd absolwentów" Guillaume Musso, Tyt. oryg. La jeune fille et la nuit, Wyd. Albatros, Str. 320

"Aby skutecznie okłamywać innych, trzeba najpierw okłamać samego siebie."

Wydawało się, że zbrodnie z przeszłości nigdy nie ujrzą światła dnia. Jednak jeden niepewny ruch popsuł wszystko co zostało do tej pory zbudowane.

Da mnie książki Musso są jednym z tych, po które chociaż obawiam się sięgać to z przyjemnością powracam do lektury. Odkładając na bok książkę autora zastanawiam się co będzie dalej, analizuję losy bohaterów i właściwie na bieżąco przeżywam wszystko do czasu, kiedy ekscytujący się finał (a to jest jedna z zalet twórczości tego autora) wszystko mi wyjaśni i pozwoli dać upust wszelkim emocjom, które wcześniej mi towarzyszyły. Dokładnie tak samo było w przypadku "Zjazdu absolwentów", gdzie każdy element fabuły miał znaczenie a każdy drobiazg swoje odniesienie w przyszłych zdarzeniach. Dlatego chociaż od lektury naprawdę ciężko było mi się oderwać to na czas innych obowiązków wciąż nie mogłam przestać myśleć co tak naprawdę się wydarzyło oraz w którą stronę wszystko zmierza. 

Zimą 1992 roku 19-letnia Vinca Rockwell znika. Zakochana w nauczycielu filozofii miała uciec z nim, by razem zbudować piękny związek. Nigdy jednak się nie odnalazła. Po latach trójka jej przyjaciół ponownie spotyka się razem, tym razem na spotkaniu absolwentów. Fanny, Thomas i Maxime nie kontaktowali się ze sobą od czasów szkolnych a dziś ponownie wraca nad ich głowy widmo zbrodni popełnionej w sali gimnastycznej. Czy nadchodząca budowa budynku na zawsze pogrzebie ich tajemnicę?

W charakterystycznym dla siebie stylu autor prowadził mnie przez podział na przeszłość i teraźniejszość, skupiając się na aktualnych wydarzeniach, które podparte były zbrodnią popełnioną wiele lat temu. Rok 1992 oraz 2017 przeplatają się ze sobą pozornie tworząc niezwiązaną ze sobą historię. Jednak im dalej w fabułę, im więcej faktów zostaje odsłoniętych zaczyna pojawiać się pewne powiązanie między kiedyś a teraz. Pojawiają się zatem zaskoczenia, solidne i przyspieszające dech zwroty akcji oraz kto tak naprawdę jest tutaj czarnym charakterem.

Grupa przyjaciół odgrywająca główne role także zasługuje na chwilę uznania. Trójka znajomych z licealnych lat, kiedyś zapatrzeni w siebie jak w obrazek dziś nie chcą mieć ze sobą nic wspólnego. Męczą ich wyrzuty sumienia, wspomnienia popełnionych czynów oraz demony własnych emocji, które nie pozwalają nawet na minutę zapomnieć o tym co się wydarzyło. Fanny, Thomas i Maxime to trzy niezależne charaktery, zatem każdy z nich odreagowuje inaczej a dla mnie wielką przyjemnością było śledzić ich zachowania i na podstawie podejmowanych decyzji wyciągać wnioski co do możliwych motywów działania.

Przyznaję, Guillaume Musso wykonał kawał dobrej roboty. "Zjazd absolwentów" to połączenie kryminału, thrillera, powieści obyczajowej i nuty romansu w tak pomysłowym stylu, że trudno oderwać się od lektury. Po raz kolejny autor udowodnił mi, że na znanym schemacie potrafi zbudować coś nieoczywistego a finał potwierdza jedynie teorię, że nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Doskonała lektura, świetna zabawa, historia przy której czas leci zdecydowanie zbyt szybko czyli lektura, którą zdecydowanie Wam polecam.

piątek, 9 sierpnia 2019

"Dla Ellison" M.S. Willis

"Dla Ellison" M.S. Willis, Tyt. oryg. Because of Ellison, Wyd. Niezwykłe, Str. 302

"Cisza. Pozwala mi zastanowić się nad swoimi myślami, rozważyć co jest ważne w życiu, a co nie ma znaczenia. Nie chcę być jedną z osób, które pod koniec życia spojrzą wstecz i zdadzą sobie sprawę, że przeciekło im ono przez palce."

Nieszczęścia podobno chodzą parami. Nie pytają o zgodę, nie rozczulają się nad ofiarami. Po prostu są, przychodzą w zgodzie z losem i zawsze dopełniają dzieła. Czy zatem można je pokonać?

W poszukiwaniu powieści pełnej emocji i mocno bazującej na prawdziwym życiu trafiłam na lekturę M.S. Willis. To miała być lekka, niezobowiązująca lektura w sam raz na lato i faktycznie taka się okazała. W bonusie jednak otrzymałam sporo emocji, momentów wzruszeń oraz niepohamowanego śmiechu wywołanego codziennymi perypetiami głównych bohaterów. Spędziłam przyjemne chwile w towarzystwie tej powieści i przyznaję: to był bardzo dobrze zainwestowany czas.

Gdyby nie wcześniejsze wybory Huntera, być może nigdy by się nie spotkali. Jego młodzieńcze nastawienie do świata niemal doprowadziło go do zguby. Alkohol i narkotyki były jego towarzystwem równie często co piękne kobiety. W końcu był młody i bogaty - dlaczego miał z tego nie korzystać? Rodzice odesłali go zatem do wuja, na Florydę, by tam zrozumiał, że życie to coś więcej niż jedna wielka impreza. I tak poznał Ellison, dziewczynę z pazurem, która pokazała mu jak można cieszyć się dniem.

Czasami nie potrzeba wymyślnej fabuły. Wystarczy zwyczajna historia przypominająca prawdziwe życie. Takie książki lubię najbardziej - mogę wyobrażać siebie na miejscu głównych bohaterów, zastanawiać się jak ja postąpiłabym na ich miejscu i łatwiej rozumieć ich wybory. Willis to wszystko mi umożliwiła zbliżając do bohaterów tak bardzo jak to tylko możliwe. Polubiłam tą dwójkę od pierwszych stron, z przyjemnością brałam udział w ich słownych potyczkach i na własnej skórze odczuwałam posmak przeszłości, która nie chciała ich opuścić. Nawet nie zauważyłam, kiedy zamknęłam ostatnią stronę a już miałam ochotę otworzyć książkę ponownie i rozpocząć ją na nowo.

Na początku myślałam, że to niepozorna lektura z gatunku romansu obyczajowego, podobna do wielu. Autorka jednak szybko rozwiała moje podejrzenia prezentując przede mną książkę o życiu, o uczuciach i oczekiwaniach, o prawdziwych wydarzeniach które być może miały faktycznie miejsce w świecie. Śmiałam się i płakałam razem z bohaterami, uczyłam się wraz z nimi jak czerpać od życia to co najważniejsze i z przyjemnością patrzyłam jak zagubienie Huntera ustępuje miejsca zrozumieniu.

Miłość, która pojawia się nieoczekiwanie. Przygoda, której nie sposób zapomnieć. "Dla Ellison" to powieść, która bawi do łez, zmusza do myślenia i chociaż nie zauważa się tego na pierwszy rzut oka - jest wielką lekcją życia. Jednak to co zapamiętam z niej najbardziej to emocje: przeróżne i dojrzałe, świadome każdego kroku. Pozostaję pod wrażeniem książki M.S. Willis i mam nadzieję, że i Wy zdecydujecie się dać jej szansę.

czwartek, 8 sierpnia 2019

"Oko pustyni" Richard Schwartz

"Oko pustyni" Richard Schwartz, Tyt. oryg. Das Auge der Wüste, Wyd. Initium, Str. 400

"Poczułem jej dotyk i zapach róż. Położyła mi palec na ustach i popatrzyła na mnie wzrokiem, od którego ugięły się pode mną kolana."

Niebezpieczeństwo, walka, poszukiwanie sojuszników. Bohaterowie narażeni na konfrontację ze złem nie odpuszczą, dopóki nie osiągną zamierzonego celu.

Trzeci tom serii Tajemnice Askiru tylko potwierdzają jak dobry jest Richard Schwartz w tym co robi i jak wielką ma wyobraźnię. Ten autor przekonał mnie, że można polubić high fantasy jeśli tylko umiejętnie się je wykreuje. Schwartz nie zwalnia zatem tempa, nie osiada na laurach - wciąż walczy o to, by jego przygoda była zaskakująca, odważna i pełnia nieoczekiwanych zwrotów akcji na które czekają nie tylko bohaterowie powieści, ale i czytelnicy.

Można wymieniać w nieskończoność zalety tej serii, ale podstawą są tutaj bohaterowie. Ich oryginalność, świeżość oraz indywidualność charakterów sprawiają, że każdy znajdzie swojego ulubieńca. Nie ma znaczenia czy lubicie spokojne jednostki czy bardziej dynamiczne postacie - tutaj cała plejada pojawia się jak na zawołanie. Sypie się sarkazm, pojawia się złość, jest też zrozumienie, przyjaźń czy oddanie. Można zatem pozazdrościć Havaldowi jego towarzyszy, można zauroczyć się pół-elfką Leandrą, można stanąć oko w oko z mroczną Elką Zokorą. Każdy z tych bohaterów, niezależnie od tego czy stoi na pierwszym, drugim czy trzecim planie ma swoją rolę do odegrania i robi to z podziwu godnym zaangażowaniem.

Pierwszy tom przywitał mnie wspaniałą opowieścią, drugi zatopił się w miejscach wspomnianych wcześniej. Teraz kontynuujemy tą przygodę w świecie, którego detali Richard Schwartz nam nie skąpi. Z przyjemnością oczekiwałam kolejnych bogatych opisów miejsc czy zasad rządzących nową krainą, trzymałam kciuki za powodzenie w walce z Thalakiem czy odnalezienie się w Besarajnie. To miejsce stanie się kluczowe dla losów bohaterów, gdy przyjdzie im odbić z rąk niewolników Leandrę i gdy ponownie będą musieli rozwikłać zagadkę całej masy intryg.

Im dalej w historię, im więcej tomów czytam, tym większe odnoszę wrażenie, że autor dopiero się rozkręca. Powoli przenosi akcję w konkretne miejsca, bez pośpiechu wyjawia sekrety głównych bohaterów, pozwala tylko czasami zajrzeć w przeszłość poszczególnych postaci. Trzeci tom to kolejna porcja nowych bohaterów, walk, przygód, słownych pojedynków, intryg, wyzwań - jednym słowem wszystkiego co najlepsze w połączeniu dobrej przygodówki z high fantasy. Ani przez moment nie nudziłam się podczas lektury przechwytując każde słowo i chociaż to nie jest moja tematyka - miałam cichą nadzieję, że opowieść zbyt szybko się nie skończy.

"Oko pustyni" to kolejna porcja niezapomnianych wrażeń. Nie wiem co takiego ma w sobie Richard Schwartz, ale przyciąga mnie do swoich powieści i nie pozwala odejść choćby na minutę. To się nazywa wyzwanie! Wśród magicznych wydarzeń, wspaniałych bohaterów oraz dynamicznej fabuły odnalazłam swoje miejsce i mam nadzieję, że ta podróż szybko się nie skończy. Nie wahajcie się zatem, nie pytajcie czy to książka dla Was, nie kręćcie nosem - po prostu spróbujcie. Okazuje się, że nie ma podziału na gatunki, gdy w rękach autorka drzemie prawdziwy talent.

środa, 7 sierpnia 2019

"Czyste serce" Jennifer L. Armentrout

"Czyste serce" Jennifer L. Armentrout, Tyt. oryg. Pure, Wyd. Filia, Str. 450

"Drogi mają wiele zakrętów, nigdy nie są proste."

Kiedy przeznaczenie dyktuje warunki, nikt nie ma nic do powiedzenia. Jak odnaleźć się zatem w nowej sytuacji? Jak stawić czoła wyzwaniu?

Nie mam pojęcia skąd Jennifer L. Armentrout bierze pomysły na swoje serie, ale jeśli każda kolejna książka wychodząca spod jej pióra będzie równie dobra - nie potrzebuję znać odpowiedzi. Wcześniej miałam okazję poznać serię Lux, teraz przyszedł czas na drugi tom Covenant utrzymaną w tym samym paranormal romance stylu. Dużo jest tutaj miłosnych rozterek, dużo nastoletnich dramatów i jeszcze więcej nadnaturalnych problemów, ale każdy w tej powieści znajdzie coś dla siebie bez względu na wiek. Przemawia za tym wspaniały, lekki styl autorki, jej pomysłowość do kreowania kolejnych scen oraz przesympatyczni bohaterowie, którym trudno się oprzeć.

Drugi tom to ścisła kontynuacja wydarzeń z pierwszej części. Bohaterowie dopiero odnajdują się w nowej sytuacji, wciąż stąpając po niepewnym gruncie. Autorka nie spieszy się także z wyjaśnianiem podjętych motywów, powoli snuje swoją opowieść, której oczywiście nie brakuje dynamiki czy nieoczekiwanych zwrotów. Jednak to przede wszystkim historia, która ma cieszyć, dawać satysfakcję z wyboru lektury i zbliżać do bohaterów, więc mimo problemów widocznych na pierwszym planie najważniejsze wydają się rozterki młodych dorosłych, którzy stanęli w obliczu niecodziennej sytuacji. Dzięki temu całość czyta się w oka mgnieniu a strony praktycznie przerzucają się same. Nie zrozumcie mnie jednak źle: to nie jest kolejna błaha lektura bez ładu i składu, wręcz przeciwnie! Zaangażowałam się na całego w akcję, bo w przypadku powieści Jennifer L. Armentrout  nie można inaczej.

Alex według przepowiedni została stworzona, by czynić wielkie rzeczy. Ale co to właściwie znaczy? W świecie gdzie rzeczywistość musi zostać połączona z mitologicznym światem wydawać by się mogło, że nie ma granic, których nie można przekroczyć. W dodatku Seth nie ułatwia dziewczynie sprawy pojawiając się tam gdzie ona. Zazwyczaj w najmniej odpowiednich momentach. Jednak wieź pomaga także Alex przerwać koszmary, które wywołują niemal fizyczny ból. W dodatku ich połączenie już niedługo zostanie wystawione na próbę, gdy bogowie zdecydują się wysłać na ziemię zabójcze furie.

Akcja goni akcję, wciąż wiele się dzieje, pojawiają się momenty zarówno intrygujące i niebezpieczne jak i charakterystyczne dla stylu autorki chwile sarkastycznych dialogów czy scen wywołujących szczery uśmiech. To zaleta wspaniale wykreowanych bohaterów z którymi Armentrout radzi sobie wzorowo. Nie po raz pierwszy udowodniła, że potraf powołać do życia pełnowymiarowe postacie z krwi i kości, których los ani na moment nie jest mi obojętny. Tym razem jednak posunęła się do rozterek romantycznych tak silnie emocjonalnych, że relacja na linii Alex, Seth oraz Aiden rozpędziła potężny, uczuciowy rollercoaster.

"Czyste serce" to historia przy której na moment zapomniałam o całym świecie. Lekka, przyjemna, z masą niebezpieczeństw na każdym kroku przywołała wszystko co najlepsze w tym gatunku. Połączenie mitologii ze światem zewnętrznym zadziałało na plus klimatu oraz dynamiki akcji a a co najważniejsze bohaterowie odnaleźli się w sytuacji dzielnie stawiając czoła przeciwnością. Mogę zatem napisać tylko jedno: Jennifer L. Armentrout po raz kolejny porządnie mną wstrząsnęła dawką emocji i uniesień za co jestem jej ogromnie wdzięczna. Ta historia warta jest każdej poświęconej jej chwili, polecam zatem porzucić na jej rzecz inne nowości.

wtorek, 6 sierpnia 2019

"Imperium grzechu" Meghan March

"Imperium grzechu" Meghan March, Tyt. oryg. Sinful Empire, Wyd. Editio, Str. 258

"Nigdy nie byłaś pionkiem, od pierwszego dnia byłaś królową. Najpotężniejszą figurą na całej szachownicy."

Kiedyś nieznajomi, dziś kochankowie. Miłość namieszała w ich głowach, nie dopuściła do głosu rozsądnych myśli. Czy niebezpieczeństwo pozwoli im w końcu podjąć ostateczną decyzję związaną z losem ich obojga?

Kiedy lato w pełni a żar leje się za oknem powieści romantyczne wydają się najlepszym wyborem. Meghan March i jej ostatni tom trylogii wychodzą naprzeciw naszym oczekiwaniom, by w wirze płomiennych emocji i romantycznych uniesień zaskoczyć finałem bohaterów, którzy zaskarbili sobie moją sympatię już przy pierwszym tomie. Od początku zastanawiałam się jak ostatecznie potoczą się losy bohaterów oraz jak zakończy się ich historia i przyznaję - autorka spełniła moje oczekiwania całkiem rozsądnym zakończeniem wszystkich wątków.

Keira Kilgore zawsze miała cięty język. I zaskakiwała swoją pewnością siebie. Jednak w towarzystwie Lachlana Mount'a wszystko się zmieniało. Władca miasta trzymał ją w garści, nie pozwalając ani na moment decydować o swoim ciele. Kiedyś Keira nienawidziła go całym serce. Dziś to serce nie potrafi przestać go kochać. Tylko czy w morzu nienawiści płynącej dookoła nich oraz wielkiego niebezpieczeństwa ich związek wystawiony na próbę ma szansę przetrwać?

Lubię romanse, których sceny erotyczne balansują na krawędzi, jeśli tylko napisane są one z rozumem i nie przesadzają swoją ordynarnością. W przypadku tej serii przyznaję, że chociaż niektóre momenty w fabule przyprawiały o zawrót głowy to nie mogę im zarzucić niczego złego - wszystko zamknęło się w ramach dość intensywnego romansu pomiędzy głównymi bohaterami, których przecież sama relacja była już nietypowa. A to ważne, ponieważ praktycznie cała trylogia opiera się wyłącznie na przeciąganiu liny między Keirą i Lachlan'em, więc gdyby kreacja bohaterów czy niedopracowanie ich nietypowego związku kulały - na pewno trylogia nie byłaby tak wciągająca.

Polecam zaopatrzyć się we wszystkie trzy tomy od razu, jeśli seria March jest Wam jeszcze obca. Dla mnie najgorsze było oczekiwanie na ciąg dalszy, gdy zderzałam się z nierozstrzygającymi finałami. Niebezpieczeństwa, intrygi, sekrety, zło czające się na każdym kroku w finalnym tomie otrzymują pole do popisu, by w końcu wszystko wyszło na jaw i ostatecznie zamknęło podjęte watki. Możecie zatem domyślać się, że "Imperium grzechu" przebija dynamiką dwie poprzednie części zaskakując równocześnie całkowitą zmianą zachodzącą w głównych bohaterach. Nie jest to historia idealna, ale doskonale sprawdza się jako lekka powieść bez zobowiązań, która w dodatku zaskakuje wykorzystanym potencjałem.

"Imperium grzechu" to zakończenie jakiego oczekiwałam. Dużo emocji, zmian w losach bohaterów i jeszcze więcej nietypowych wyborów przekonało mnie, że także te niepozorne książki potrafią skupić na sobie całą moją uwagę. Oblicze miłości nietypowe dla wielu z nas dla Keiry i Lachlana okazało się wstępem do najważniejszych zmian. Dla mnie natomiast losy tej dwójki były sympatyczną przygodą, którą przeżyłam dzięki Meghan March.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

"The World of Lore: Niegodziwi śmiertelnicy" Aaron Mahnke

"The World of Lore: Niegodziwi śmiertelnicy" Aaron Mahnke, Tyt. oryg. The World of Lore: Wicked Mortals, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 392

"Plotka jest jak pożar, a umysły miejscowych zwykle są łatwopalne" 

Kiedy świat opanowują potwory, nie pozostaje nic innego, jak wszem i wobec wyjaśniać im prawdziwe oblicze. W końcu potwór bardziej znany jednocześnie wydaje się mniej przerażający. Prawda?

Chociaż powyższa książka to lektura jednotomowa a właściwie wzór opowiadań - zalicza się do serii Lore autorstwa Aaron Mahnke. Pierwsza książka otwierająca cykl, czyli "Potworne istoty" przywoływała losy wszelkich wierzeń i mitów nawiązujących do nadnaturalnych postaci. Była lekka i zabawna, gdy brało się poprawkę na wszelkie domysłu ludzi, jednak nie ukrywam, że miejscami także zaskakująca i straszna, gdy wyobraźnia osiągała najwyższe obroty. Nie mogłam się oprzeć kolejnym opowiadaniom, więc zdecydowałam się na kolejną lekturę w serii. Tym razem opowiadania były bardziej mroczne, intensywniejsze w odbiorze: teraz bowiem już nie istoty wymyślone a prawdziwi ludzie okazali się demonami.

Jeśli często powtarzacie, ze wszelkie antologie nie są dla Was - zatrzymajcie się przy lekturach Mahnke. Ten autor szybko rozwiewa wątpliwości niedowiarków potwierdzając, że krótka forma może okazać się lepsza niż pełnowymiarowa powieść fabularna. Mahnke zaskakuje, buduje nietypowe sceny, balansuje na prawdziwe, która wydarzyła się w przeszłości. Każde kolejne opowiadanie czyta się z prędkością światła a brutalność zadana ludzką ręką przyprawia o dreszcz przerażenia.

W tej książce każdy bohater wydaje się posiadać drugą naturę. Na pierwszy rzut oka przypomina zwykłego, prostego człowieka - czasami szanowanego, czasami lubianego, zwykłego, prostego. Każdy tutaj odnosi swoje prywatne sukcesy, pracuje i wiedzie normalne życie. Jednak na drugim planie pracuje nad swoimi mrocznymi działaniami, brutalnym hobby wybranym przez nadszarpniętą psychikę. Wydarzenia wydają się nadzwyczajne, fabuła szokuje ale to ludzka natura kazała mi porządnie zastanowić się na każdą opowieścią.

Aaron Mahnke z zaskakującą lekkością i tendencją do czarnego humoru kreśli portrety osobowości, które zdolne były do najgorszych czynów. I chociaż opowiadania czyta się z wielką przyjemnością, pozostaje niesmak po odkrytej prawdzie. Nie mogę jednak zapomnieć, że to lektura, którą czyta się z przyjemnością - podobnie jak jej poprzedniczka przypomina bardziej gawędy opowiadane przy ognisku niż zwykły zbiór opowiadań. W tym kryje się wielki talent autora a w połączeniu z trafnymi ilustracjami lektura pobudza wyobraźnię do odtwarzania czytanych historii.

"The World of Lore: Niegodziwi śmiertelnicy" to połączenie komedii i grozy, horroru oraz nuty ironii. Nie zawsze potrzeba demonów zza światów by bać się tego co staje nam na drodze. Prawdziwe oblicze człowieka wielokrotnie budziło mój szok a cała lektura dostarczyła mnóstwa niezapomnianych wrażeń. Aaron Mahnke stworzył serię przy której zdecydowanie warto się zatrzymać.

niedziela, 4 sierpnia 2019

"Drugi Legion" Richard Schwartz

"Drugi Legion" Richard Schwartz, Tyt. oryg. Die zweite Legion, Wyd. Initium, Str. 464

"Nadzieja. Bez nadziei człowiek umiera."

Zagadka, wyzwania, wielka przygoda. Czym tym razem zaskoczą nas bohaterowie? Z jakimi niebezpieczeństwami przyjdzie się im zmierzyć?

Do powieści fantasy podchodzę jak do jeża. Boję się, że dany autor nie spełni moich wymagań, że będzie za ciężko, za nudno, zbyt byle jak. Nie jestem fanką, nie znam się na tym kto jest dobry, kto lepszy, po kogo lepiej nie sięgać. Ale jeśli ktoś kiedyś zapyta mnie co sądzę o twórczości Richarda Schwartza, odpowiem jedno: czytać w ciemno! Ten autor pokazał mi uroki czystej powieści fantasy, zabrał mnie w świat, którego nie miałam ochoty opuszczać oraz wykreował bohaterów w towarzystwie których nie sposób się nudzić.

Ponownie wkroczyłam do zajazdu Pod Głowomłotem jako, że "Drugi Legion" to druga część Tajemnic Askiru. Akcja podejmuje wątek w miejscu, w którym tajemniczy wędrowiec opowiada o losach Askiru zdecydowany nacisk kładąc na wyjaśnienie funkcjonowania magicznych wrót. Havald wraz z nowo poznanymi przyjaciółmi decyduje się odnaleźć magiczne przejście, by ostrzec mieszkańców miasta oraz znaleźć dla nich pomoc. Niestety plan wcale nie jest taki prosty w realizacji, gdy na swojej drodze spotykają zawirowania polityczne oraz bezwzględnych wrogów.

Richard Schwartz kładzie nacisk na wszelkie detale, jednocześnie dbając o świeżość i lekkość swojej powieści. Kontynuacja ani na moment nie odbiega od swojej poprzedniczki a nawet - o ile to tylko możliwe - wydaje się odrobinę lepsza. Potęgują się przygody, high fantasy rośnie w siłę a stara dobra gospoda rozpoczynająca także tą część przywodzi na myśl mroczny, duszny klimat gwaru i tłumu. Jednak nasi bohaterowie długo nie zostaną w gospodzie, która była tłem pierwszego tomu. Teraz czas wyruszyć w podróż, podjąć wyzwanie, zwiedzić nowe miejsca - te, które wcześniej słyszeliśmy tylko z opowieści. Autor wciela w życie bogaty świat przedstawiony, legendy, wierzenia oraz nutę magii a wszystko to ożywa na oczach czytelnika budząc nie mały zachwyt.

Havald wciąż pozostaje narratorem, ale nie przeszkadza to w poznawaniu. Tajemniczy, uwielbiający sekrety główny bohater, którego nie odkryłam wszystkich sekretów nawet w kontynuacji jest wielowymiarowy i prawdziwy w każdym detalu, jednak jego towarzyszom również niczego nie brakuje. Są oryginalni, czasami sarkastyczni, kiedy indziej po prostu nieokrzesani, ale wprowadzają tyle barw do powieści, że nie wyobrażam sobie lektury bez któregokolwiek z nich. Autor ma rękę do kreacji postaci, doskonale żongluje cechami charakteru i niezależnie kogo poznajemy - zawsze pozostawia po sobie ślad.

Innymi słowy wciąż pozostaję pod urokiem serii Richarda Schwartza. Ten autor ma wielką, wielką wyobraźnię. Doskonale pisze, lekko i z zaangażowaniem ogromnych pokładów wyobraźni buduje opowieść pełną tajemnic, intryg oraz niezapomnianej przygody. "Drugi Legion" to klimat, magia oraz otwartość na nowe doświadczenia. Przy tej lekturze na moment zapomniałam o codzienności wraz z bohaterami wybierając się w sam środek nieznanego.

sobota, 3 sierpnia 2019

"Okruchy życia" Judith Lennox

"Okruchy życia" Judith Lennox, Tyt. oryg. Hidden Lives, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 608

"Zawsze wiedziałam, że to nicpoń."

Przeszłość puka do drzwi teraźniejszości i prosi o uwagę. Czy warto wpuścić ją do środka i pozwolić, by na nowo odegrała historię sprzed lat?

Znana z romansów historycznych Judith Lennox powraca z nową powieścią podobną do poprzedniczek. To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, ale jestem pewna że nie ostatnie. Jako czytelnik, który uwielbia wszelakie sagi rodzinne otrzymałam kawał ciekawej historii, przy którym spędziłam kilka godzin. Dużo wątków, wiele bohaterów i przeplatanie teraźniejszości z przeszłością zaowocowało całkiem ciekawą opowieścią.

Rose Martineau nie spodziewała się, że już niedługo trafi do Sussex, pośród lasów i łąk. Odziedziczyła bowiem po swojej babce Egg, wyjątkowy dom. Tam powoli zacznie odkrywać tajemnice swojej rodziny, dowie się o Sadie, młodszej siostrze swojej babki i zdecyduje się odkryć wydarzenia, które poróżniły siostry. Judith Lennox na podstawie poszukiwań Rose opowie o skandalach i niecnych uczynkach lat trzydziestych dwudziestego wieku udowadniając, że przeszłość i teraźniejszość wcale nie różni się od siebie tak bardzo.

Duża liczba bohaterów to jeden z atutów tej opowieści. Główna bohaterka prowadzi nas nie tylko przez swoje życie, ale także losy swojej babki powracając do przeszłości. Losy Rose początkowo wydają się niezależne i inne od tych, przez które przeszła jej rodzina, jednak to tylko pozory. Krok po kroku bohaterka wyjaśnia wszelkie tajemnice związane z jej życiem, dostarcza nam wrażeń związanych z sekretami jej babki oraz odkrywa nowe, zaskakujące fakty. Rose to ciekawa bohaterka, twardo stąpa po ziemi, nie łatwo dostać się do jej serca a uczucia raczej skrywa w głębi siebie, jednak każdy kolejny krok w przeszłość ujawnia jej prawdziwe oblicze. Podobnie jest z jej babką czy Sadie, kobietą która ma wiele kart do odkrycia.

Powieść historyczna rządzi się swoimi prawami i w tym przypadku są one bardzo wyraźne. Dlatego pamiętajcie, że to nie jest powieść dla każdego. Ciężki, stylizowany na starszy styl powieści nie każdemu przypadnie do gustu i potrzeba czasu, by przywyknąć do wysławiania się bohaterów. Podobnie jest z fabułą, która rozwija się powolnie i czasami wprowadza przestoju. Nie jest to jednak minus dla tej powieści, a przynajmniej dla mnie, ale charakterystyka gatunku, którą trzeba polubić. Patrząc na całość z mojego punktu wiedzenia doceniam twórczość Lennox i chociaż wolałabym trochę więcej dynamiki w fabule, cieszę się że zdecydowałam się na jej powieść.

Subtelnie podążająca na przód fabuła, ciekawe zwroty akcji i odkrywanie sekretów rodzinnej przeszłości w tej powieści zostały podzielone na dwie strefy czasowe. Miałam okazję zatem dostrzec wydarzenia w czasie, gdy były one faktycznie rozgrywane i na własnej skórze poczuć emocje jakie towarzyszyły bohaterom. "Okruchy życia" to lekka choć wciągająca powieść o rodzinie, która zbudowała swoje życie na fasadach wielkiego kłamstwa. Nie zabrakło także wątku romantycznego, który wprowadził kluczowe emocje. Co zatem wydarzyło się w przeszłości i dlaczego poróżniło siostry? Jeśli dobrze czujecie się w gatunku - sięgnijcie po książkę w sam raz na leniwe popołudnie.

piątek, 2 sierpnia 2019

"Dopóki starczy mi sił" Karolina Klimkiewicz

"Dopóki starczy mi sił" Karolina Klimkiewicz, Wyd. Novae Res, Str. 286

"Czuję się jak przeżuta guma. Zmęczona ciągłym udawaniem i walką z samą sobą. Codziennie zadawaniem sobie pytania, ile jeszcze dam radę uciekać?!"

Kiedy Twoje życie zmienia się nieustannie, nigdy nie możesz czuć się bezpieczna. Jak zatem zatrzymać tą karuzelę niepewności?

Pamiętam "Jeśli tylko...", pierwszą powieść Karoliny Klimkiewicz. To był debiut, który pozytywnie mnie zaskoczył. Przemyślany, rozsądny i nawet zaskakujący w finale. Lubię odkrywać młode talenty autorskie, dlatego idąc za ciosem zdecydowałam się na kolejną książkę tej autorki. I ponownie miło zaskoczyła mnie historia - dopracowana fabuła, widocznie ulepszony warsztat, dobra kreacja bohaterów.

Zola Henderson, młoda dziewczyna otrzymała od życia wiele bogactwa. Jednak nie prosiła się o majątek, gdy ten zaburzył jej spokój. Dlatego ucieka, nieustannie, wielokrotnie. Zmienia swoją tożsamość, wygląd i miejsca zamieszkania, by uciec od tego co wciąż ją goni. Nie spodziewa się, że pewnego dnia trafi do małego miasteczka, w którym jej los się odmieni. Zola nie spodziewa się, że chwila szczęścia okaże się ulotna i niezwykle niebezpieczna.

Pozorne dobre życie zbudował dla Zoli jej ojciec polityk. Zapewnił dobry start, pieniądze, szkołę. Pozwolił, by miała wszystko poza poczuciem miłości ze strony rodziny. Autorka poświęcając sporo uwagi emocjom towarzyszącym głównej bohaterce nakreśliła zrozumiałą i wiarygodną postać, którą szybko polubiłam. Chętnie zatem wyruszyłam z nią w podróż, w nieznane, chociaż widziałam że odczuwa piętno demonów przeszłości i chociaż bardzo się starała, nie potrafiła uciec przed wspomnieniami. Chociaż poznała Liama, który miał być lekarstwem na aktualne troski zdawała sobie sprawę, że konfrontacja z rzeczywistością jest nieunikniona.

Ludzkie problemy, zrozumiałe wydarzenia i duża dawka prawdziwego życia zbijają się w jedną, dobrą powieść przy której spędziłam miło czas. Nie przypadły mi do gustu jednak obcojęzyczne imiona. Zostańmy w Polsce, jeśli książka jest naszym rodzimym dziełem i obdarzmy bohaterów naszymi pięknymi imionami. Cała reszta właściwie była bez zarzutów: ciekawie poprowadzona fabuła, ekscytujący finał, kilka życiowych prawd oraz przede wszystkim współczesne problemy społeczeństwa. A to wszystko bardzo realne, jakby samo życie przeniesione zostało na katy tej powieści.

"Dopóki starczy mi sił" to ciekawa propozycja od polskiej autorki, która na pewno ładnie przedstawiła zmianę (na lepsze) w twórczości Karoliny Klimkiewicz. Życiowa historia z nutą romansu w tle skupiła się na konkretach nie zaśmiecając fabuły niepotrzebnymi opisami. Lekka, sympatyczna to książka oparta na współczesnych wartościach, bogata w emocje i prowadząca do zaskakującego finału.

czwartek, 1 sierpnia 2019

"Nowa Ewa. Początek" Giovanna Fletcher, Tom Fletcher

"Nowa Ewa. Początek" Giovanna Fletcher, Tom Fletcher, Tyt. oryg. Eve of Man, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 496

Elektryzująca historia miłosna, która rozgrywa się w przyszłości. 

Niepewna przyszłość. Świat, który uległ zmianie. Jedna dziewczyna, której powierzono zbyt wielkie zadanie. Czy ta misja okaże się powodzeniem?

Trochę romansu, dużo powieści dystopijnej i garść przygody składają się na pierwszy tom trylogii od autorskiego duetu Fletcher. Uwielbiam wszelkiego rodzaju antyutopijne wizje świata w literaturze, szczególnie gdy autor podejdzie do tematu na poważnie i zaserwuje mi prawdziwą fabularną ucztę pełną szczegółów. Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po powyższą historię, z nadzieją że i tym razem nie będę zawiedziona.

Tego jeszcze nie było. Świat, w którym nie rodzą się już dziewczynki. Świat opanowany przez mężczyzn. I ona, pierwsza od pięćdziesięciu lat, wymodlona, upragniona. Ewa jest pierwszą od wielu lat urodzoną dziewczynką, której los został z góry naznaczony. Teraz żyje jak każda zwykła nastolatka, jednak gdy skończy szesnaście lat przyjdzie jej wybrać swojego życiowego partnera z trzech, ściśle wyselekcjonowanych kandydatów. Zgodziła się na taki los, ponieważ nie znała innej opcji. Do czasu, gdy poznała Brama. Wówczas Ewa zrozumiała, że ona też ma coś do powiedzenia w tej historii.

Dobry pomysł na fabułę, ciekawe wykonanie. Swoją uwagę skupia przede wszystkim główna bohaterka, Ewa wymarzona przez lud, która na swoich barkach będzie musiała dźwigać ogromną odpowiedzialność. Jednak pomimo powierzonej jej roli to przyjazna, sympatyczna młoda dziewczyna, która pogodziła się ze sowim losem, ponieważ tak należało. Matka zmarła przy porodzie, ojciec okrzyknięty chorym psychicznie, czyli brak rodziny stojącej murem za jej szczęściem pociągnął do spraw decyzyjnych tym, którym niekoniecznie zależało na dobru dziewczyny. Polubiłam ją, ale nie była tak skomplikowana jak Bram, którego rozdziały przyciągały moją uwagę od razu. Ten chłopak przeszedł swoje a tajemnicza otoczka, która się za nim ciągnęła dodawała mu jedynie uroku. Na podstawie ich relacji poznałam przeszłość i teraźniejszość Ewy i Brama w formie bardzo lekkiej i naprawdę ciekawej.

Nie tylko na bohaterach opiera się cała historia. Świat przedstawiony w rękach Fletcher'ów to drobiazgowa analiza wartości społecznych i moralnych wyznawanych w przyszłości, w której nie rodzą się dziewczynki. Autorzy poświęcili sporo uwagi na kreację miejsc i wydarzeń, skupili się na przyjemnym romansie od pierwszego wejrzenia (trochę przesłodzonym jak na moje oko, ale co tam - przekonała mnie taka wersja) i stworzyli sympatyczny wstęp do trylogii. Nie jest to może dzieło ambitne, ale zdecydowanie warte uwagi - nie tylko dla fanów gatunku.

Spędziłam miłe chwile w towarzystwie bohaterów i jestem pewna, że zdecyduję się na kolejne tomy. "Nowa Ewa. Początek" to nie tylko romantyczna historia w potencjalnej przyszłości, ale i głos rozsądku w świecie pozbawionym praw wyboru. Okazuje się, że każdy otrzymuje prawo decydowania o sobie, nawet gdy jest jednostką wybitną. Autorzy przekonali mnie do swojej wizji świata, polubiłam wykreowanych przez nich bohaterów i liczę, że nie każą mi długo czekać na rozstrzygnięcie losów Brama i Ewy. 

wtorek, 30 lipca 2019

"Mój Torin" K. Webster

"Mój Torin" K. Webster, Tyt. oryg. My Torin, Wyd. Niezwykłe, Str. 270

"Jesteśmy dwiema duszami, które w pewien sposób potrzebują siebie nawzajem."

Czasami nie wystarczy patrzyć, by widzieć. Czasami nie wystarczy słuchać, by słyszeć. Czasami potrzeba zrozumienia dla drugiego człowieka bez oceniania i założeń.

Znana z ekscytującej serii Laleczki K. Webster zaskoczyła mnie swoją najnowszą propozycją. Wcześniej otrzymałam bardzo mroczną, klimatyczną opowieść z niebezpieczeństwem w tle. Obecnie "Mój Torin" to całkowite przeciwieństwo tego jak postrzegałam twórczość autorki. Na podstawie baśniowej historii Webster opisała historię bardziej realną niż można by przypuszczać, opartą na życiowych doświadczeniach i pełną mądrości. Jedynym jej minusem wydaje się być zdecydowanie zbyt krótka ilość stron.

Mnóstwo emocji pojawiło się w tej powieści, wzruszeń, oczekiwań, chwil z przyspieszonym biciem serca. Wszystko przez realność zarówno bohaterów jak i samej akcji, która - takie odniosłam wrażenie - żyła na moich oczach, nabierała pełnowymiarowych kształtów i śmiało mogłaby odnaleźć swoje miejsce gdzieś w prawdziwym świecie. Zasługą zalet tej książki jest podjęty temat - ludzka choroba, wciąż pozostawiająca poczucie niezrozumienia. Autyzm, ADHD, zamykanie się we własnym świecie w tej książce otrzymało rolę jednego z głównych bohaterów i pozwoliły inaczej spojrzeć nie tylko na bohaterów zmagających się z takimi problemami, ale i ludzi którzy nas otaczają w prawdziwym życiu.

Nie dziwi mnie fakt, że za granicą ta powieść podbija serca. To silna, niezależna lektura, która mimo swojej niewielkiej liczby stron potrafi wejść w głąb czytelnika i na jedna znaczącą chwilę odwrócić jego uwagę od codzienności. Opowiada o losach trójki bohaterów, Casey, Tylera i Torina, którzy bardzo szybko łapią emocjonalny kontakt z czytelnikiem i zapraszają go w głąb swojej przejmującej historii. Dziewczyna porzucona w dzieciństwie przez matkę narkomankę nie potrafiła znaleźć miejsca w żadnym z zastępczych domów. Nikt nie rozumiał jej nadpobudliwości, nikt nawet nie próbował wyjaśnić problemu. Terapia nie przynosiła skutków a Casey marzyła wyłącznie o tym, by po osiągnięciu pełnoletności żyć na własną rękę. Jednak wtedy spotkała na swojej drodze Tylera, który zaproponował jej wszystko co tylko zapragnie. Pod warunkiem, że nigdy nie opuści jego rodziny.

Zagadkowa akcja nabiera tempa, strony praktycznie przerzucają się same a emocje raz za razem zmieniają swoje barwy, by zaskakiwać, bawić, rozśmieszać i - oczywiście - wzruszać. Nie miłość króluje na pierwszym palnie a przynajmniej nie ta romantyczna. Webster postawiła na zrozumienie dla drugiego człowieka, wplotła w poznanie Casey i Torina wiele bezsilności, początkowego braku rozumienia, niemalże frustracji prowadzącej w końcu do odnalezienia spokoju i poczucia, że każdy zasługuje na chwilę uwagi i ludzkiego ciepła.

Mogłabym zachwycać się nad "Mój Torin" naprawdę długo, ale prościej będzie od razu zagonić Was do lektury. Nie zwlekajcie, nie myślcie za długo - ta książka zasługuje na każdą uwagę. To nie jest kolejny banalny romans, który ma zamydlić nam oczy i pozostać w pamięci jedynie przez krótki czas. To książka, która za każdym razem nauczy nas czegoś nowego i nigdy się nie znudzi. Jestem zachwycona historią i kreacją bohaterów, którzy stali mi się bliżsi niż mogłam przypuszczać.