środa, 25 maja 2022

"Loveless" Alice Oseman

"Loveless" Alice Oseman, Tyt. oryg. Loveless, Wyd. Jaguar, Str. 400


Georgia nigdy nie była zakochana.


Miłość to zawsze wyzwanie. Nawet ta, która jeszcze nie zmaterializowała się w ciele wybranej osoby a jest jedynie westchnieniem, marzeniem, oczekiwaniem. To zawsze próba sił, nerwów oraz rosnących oczekiwań. Czy zatem młoda bohaterka powieści Alice Oseman udźwignie ten ciężar i pozna miłość od tej najlepszej strony?

Autorka znana z cudownej serii Heartstopper tym razem zabiera nas w nową podróż, ale równie emocjonalną, szczerą i dojrzałą. Za każdym razem zaskakuje mnie jak Alice Oseman trafnie oddaje otaczającą nas rzeczywistość oraz potrafi na czynniki pierwsze rozłożyć troski towarzyszące bohaterom. Tym razem poznajemy cudowną Georgia, którą obdarzamy sympatią już od pierwszych stron i towarzyszymy jej na miłosnej drodze ku poznaniu tego nieznanego jej do tej pory uczucia. Wielka romantyczka będzie musiała zweryfikować swoje marzenia względem rzeczywistości, ale to tylko utwierdzi nas w przekonaniu jak wiarygodna i świadoma jest to powieść.

Nie oszukując nikogo muszę przyznać, że na początku Georgia jest dość naiwna. Ma wystarczająco dużo lat, by wiedzieć, że szczere uczucie nie spadnie z drzewa jak dojrzałe jabłko a jednak zakłada, że na studiach już w pierwszych dniach pozna przeznaczoną sobie osobę. Kto by tak nie chciał? Dziewczyna szybko orientuje się jednak, że oczekiwania nijak mają się do tego co ją spodka a popełniane błędy oraz liczne niepowodzenia pokażą jej w końcu, że świat mimo swojej barwnej formy nie zawsze jest przychylny romantyczką. Na szczęście bohaterka ma u swojego boku przyjaciół, którzy świadomie kierują ją w odpowiednią stronę i bardzo doceniam ich poboczne kreacje, które wiele wniosły do fabuły.

Lekka historia jak na powieść młodzieżową przystało, kryje w sobie również drugie tło z subtelnym morałem. Prosty język prowadzi nas przez fabułę szybciej niżbyśmy tego chcieli, zacieśniamy więzi z bohaterami i kibicujemy Georgii w osiągnięciu celu a sam wątek romantyczny jest jedynie tłem pobocznym - pięknym oraz subtelnym, udowadnia bowiem, że w życiu miłość jest ważna, ale nie najważniejsza o czym w swoim czasie przekona się również bohaterka. Oseman nawiązuje do aktualnych tematów, szczerze pisze o aromantyczności czy o aseksualności pokazując, że każdy człowiek jest inny i oczekuje od życia czegoś zależnego od indywidualnych potrzeb.

"Loveless" pokazuje, że wchodzenie w dorosłość to pasmo prób i błędów. Udowadnia, że nikt nie zostaje oszczędzony przez los a każdy z nas pisze własną historię na podstawie podejmowanych decyzji. To prosta historia z którą utożsami się wielu z nas a opowieść głównej bohaterki tym mocniej trafi do naszego serca, bo znajdzie oparcie w naszych własnych doświadczeniach. Bardzo podobała mi się lektura powieści Alice Oseman i jedyne czego żałuję to faktu, że przeczytałam ją zdecydowanie zbyt szybko.

wtorek, 24 maja 2022

"Miłość w rytmie punk rocka" Karolina Hejmanowska

 "Miłość w rytmie punk rocka" Karolina Hejmanowska, Wyd. Novae Res, Str. 870


Miłość przyjdzie do ciebie tylko wtedy, gdy przestaniesz się jej bać.


Na początku byłam nastawiona do powieści Karoliny Hejmanowskiej dość sceptycznie, bo chociaż uwielbiam poruszanym przez nią motyw i opasłe tomiska są mi również bliskie, to nie sądziłam, że na aż tak dużej ilości stron uda się uniknąć przegadanych momentów. Nie mówimy przecież o thrillerze, który wprowadza liczne zaskoczenia a o romansie w którym akcja dzieje się dość dynamicznie i konkretnie. A jednak autorka mnie zaskoczyła i to w pozytywnym stylu.

Przede wszystkim kupił mnie klimat. Akcja powieści rozgrywa się w moich ukochanych latach 90., które autorka rewelacyjnie przelała na karty swojej powieści i zabrała mnie w podróż ku nostalgicznej przeszłości. Cudownie było śledzić losy bohaterów w tak wyjątkowej otocze, która została dopracowana i obdarzona odpowiednimi emocjami. Przenosimy się na Śląsk a podróż ta będzie obfitować w konkretne wartości przy których zdecydowanie warto się zatrzymać.

Zafascynowany subkulturą punkową Aleks nie ma łatwego startu w dorosłe życie. Wychowywany tylko przez ojca, bez matki, za to z bagażem trudnych doświadczeń, nie może pogodzić się z uzależnieniem rodzica i jego frustracją. Całkowitym przeciwieństwem chłopaka wydaje się być Julia, córka znanego reżysera, bogata, piękna i otoczona grupką przyjaciół. A jednak los łączy ich w zaskakujący sposób i nawet jeśli na początku są wobec siebie wrogo nastawieni to czas szybko zweryfikuje uczucia udowadniając, że przeciwieństwa nie bez powodu się przyciągają.

Autorka sięga po trudne doświadczenia, nie oszczędza bohaterów i pokazuje, że życie naszpikowane jest pasmem niełatwych momentów oraz wielkich wyzwań. Pozwala jednocześnie utożsamić się z bohaterami a rozbudowana ilość stron oraz odniesienie do konkretnych detali pozwala stworzyć więź z bohaterami, dobrze ich zrozumieć oraz utożsamić się z ich historią. Wielokrotnie czułam podczas czytania wzbierające we mnie łzy wzruszenia a lektura pochłonęła mnie na tyle, że ilość stron nie była żadnym wyzwaniem. Karolina Hejmanowska bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła składając na dłonie czytelnika nieoczywisty romans z masą przeróżnych emocji na pierwszym planie.

"Miłość w rytmie punk rocka" to opowieść o codziennych niepowodzeniach, o wyzwaniach, ambicji a także weryfikowaniu planów przez nieubłagane życie. Powieść pokazuje różnice między bohaterami, które zacierają się pod naporem przeżytych doświadczeń, sięga po samotność, brak akceptacji czy zrozumienia oraz udowadnia, że każdy z nas pragnie bliskości drugiej osoby. To piękna historia romantyczna oparta na prawdzie i szczerości, która trafi do serca każdej romantyczki i pozostanie w nim na długo po zamknięciu ostatniej strony.

"Uważaj, czego pragniesz" Adele Parks

 "Uważaj, czego pragniesz" Adele Parks, Tyt. oryg. Just my luck, Wyd. Kobiece, Str. 496


A co, jeśli wygrana oznacza utratę… wszystkiego?


Adele Parks po raz drugi zagarnia dla siebie scenę. Po bardzo udanej lekturze "Kłamstwa, wszędzie kłamstwa" miałam przeczucie, że autorka i tym razem mnie nie zawiedzie. Parks zaserwowała nam bowiem historię pełną intryg i niedopowiedzeń, która trzyma w nieustannym napięciu.

To kolejna opowieść o małżeństwie po brzegi naszpikowanym pozorami, ale dobry motyw w jeszcze lepszych rękach potrafi być niezawodny. W tym przypadku również od pierwszych stron wczytujemy się w rozgrywane wydarzenia, ponieważ autorka szczerze i umiejętnie wprowadza nas w temat. Wszystko wydaje się dopracowane i dojrzałe, bohaterowie nie powielają schematów tylko mogą pochwalić się charyzmą i mnóstwem otaczających ich tajemnic a w powietrzu wisi ciężki klimat, który dodaje szlifu całości.

Lexi i Jake Greenwoodowie to małżeństwo z dwudziestoletnim stażem. Mogą się pochwalić jednak nie tylko długoletnią historią, ale i przyjaciółmi z którymi często spędzają czas. W towarzystwie Heathcote'anów i Pearsonów czują, że mogą mówić o wszystkim. Jednak pewnego dnia ich wspólna sielanka przerwana zostaje chaosem a w grę wchodzą kłamstwa i duże pieniądze. Jeden kupon, sześć liczb oraz głęboko skrywane sekrety doprowadzą do wielkiej tragedii. Czy piętnaście lat wzajemnej szczerej przyjaźni jest w stanie pęknąć jak bańka mydlana w zaledwie kilka minut?

Zawiła fabuła zabiera nas w podróż podczas której wszystko jest możliwe. Na jaw wychodzi ludzka natura, ujawniająca się w obliczu największych potrzeb. Autorka podejmuje zachodzące w człowieku zmiany wywołane przypływem wielkiej gotówki, ale to nie najważniejszy temat tej powieści. Czytamy bowiem o pozorach od lat spychających na drugi plan mroczne tajemnice, o przyjaźni, która tak naprawdę nigdy nie była szczera oraz dojrzała a także o ludzkiej zaciętości, bezduszności, o ludzkim egoizmie, który pojawia się w momencie wielkiej wygranej.

To kolejna udana powieść Adele Parks, a nawet więcej - "Uważaj, czego pragniesz" wypada jeszcze lepiej niż jej poprzedniczka. To historia zaskakująca, zmuszająca do myślenia, ani na moment nie pozostawiająca czytelnika obojętnym na rozgrywane wydarzenia. Do samego końca trudno przewidzieć zakończenie, ponieważ autorka udowadnia, że pod napływem niespotykanych emocji oraz wielkiej wygranej człowiek zmienia się bardziej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. W bardzo wiarygodnym stylu, ze spostrzegawczością wobec świata oraz masą niedomówień Parks zabiera nas w sam środek szokujących wydarzeń.

poniedziałek, 23 maja 2022

"Dziewczyna sapera" Rina Dark

 "Dziewczyna sapera" Rina Dark, Wyd. Novae Res, Str. 264


Saper może pomylić się tylko raz. A jego dziewczyna?


Zawsze ciągnęło mnie do romansów z żołnierzami na pierwszym planie. Czy to zasługa legendarnego już munduru? A może poświęcenia, bohaterstwa bohaterów? Nie wiem co konkretnie kusi mnie w przypadku podobnych historii, ale z racji faktu, że jest ich jak na lekarstwo, z wielką przyjemnością sięgam po wszystko co odwołuje się do walki o przetrwanie - na froncie oraz w sercu.

To moja druga powieść autorki i jednocześnie miłe zaskoczenie. Okazało się, że styl Riny Dark rozwinął się w dobrą stronę a kreowane przez nią dialogi stały się bardziej wiarygodne. "Dziewczyna sapera" skupia na sobie uwagę czytelnika w wielu istotnych kwestiach: bohaterów, emocji czy samej historii a każdy ten motyw wydaje się dopracowany oraz przemyślany.

Inga studiowała filologię orientalną nie bez powodu. Cieszy się więc, że może wyruszyć na misję do Afganistanu i nieść konkretną pomoc. W świecie przemocy, brutalności i odgłosu wystrzałów poznaje Wiktora, intrygującego sapera z którym szybko nawiązuje nić porozumienia. Jednak czy w takim otoczeniu miłość ma szansę zaistnieć? Witając z ulgą każdy nowy dzień Inga nie spodziewa się, że zagrożenie pojawi się również tuż obok niej co zagrozi i tak już niepewnej relacji z nowo poznanym saperem.

Wojenna rzeczywistość w tej powieści została nakreślona w bardzo dobry, szczery, emocjonalny sposób. Książka liczy sobie niewiele stron a jednak zdążyła mnie zaskoczyć, poruszyć i zmusić do analizy niełatwej dla bohaterów sytuacji. Bardzo polubiłam tych dwojga, którym kibicowałam od samego początku, ale miałam również świadomość wszechobecnej tragedii, która być może odbije się na ich życiu. Autorka zaserwowała mi serie mocnych opisów, które idealnie dopełniły dzieła, ale wojna była jedynie tłem wydarzeń dla wspólnej historii Ingi i Wiktora, którym przyszło zmierzyć się z miłością, poświęceniem oraz walką o przetrwanie.

"Dziewczyna sapera" to piękna powieść romantyczna, w której spodziewać możemy się wszystkiego. Realia wojny, tak brutalne, tak ostatnio dobrze nam znane, odbijają swoje piętno w sercu czytelnika, który z zaangażowaniem śledzi losy bohaterów. O miłości, o walce z własnym demonami, o wyścigu z czasem w nowej powieści Riny Dark przeczytacie z równym co u mnie zaangażowaniem.

"Extasia" Claire Legrand

"Extasia"
Claire Legrand, Tyt. oryg. Extasia, Wyd. Jaguar, Str. 464


Książka o kobiecej potędze ‒ pełna tajemnic czyhających w mroku i mocy czerpiącej z krwi i miłości.


Nim sięgnęłam po lekturę zdążyłam przeczytać wiele dobrych słów na temat twórczości Claire Legrand. Zagraniczne fora wychwalały "Extasie" jako lekturę inną niż wszystkie i zrywającą z przyjętymi schematami, więc od razu wiedziałam, że będzie to propozycja idealna dla mnie. Zapowiadany mroczny klimat oraz występująca na pierwszym planie silna główna bohaterka kusiły mnie niczym syreni śpiew a jednak już przy pierwszych stronach zauważyłam, że powieść jest dużo lepsza niż zakładałam.

To co już na wstępie rzuca się w oczy, to przepiękny styl autorki. Posługuje się ona lirycznym językiem, który bardzo trafnie oddaje wszystkie emocje, miejsca czy nawet kreację bohaterów. Czytając miałam wrażenie, że Legrand snuje swoją opowieść w typie wprawionego bajarza, który nie boi się sięgać po mrok kiedy trzeba ani po drastyczne, sugestywne opisy, by odkryć szczerą prawdę. Bardzo podobał mi się sposób prowadzenia przez autorkę fabuły i myślę, że gdyby nie jest wyjątkowa liryczność całość nie wypadłaby aż tak dobrze, bo otrzymujemy w bonusie cudowny klimat, który szybko wkrada się do naszej głowy i nie opuszcza myśli nawet po zamknięciu ostatniej strony.

Mrok wodzi nas za nos i kusi, by wkroczyć w jego nieprzewidywalne ramiona. Od pierwszych stron nie możemy być do końca przekonani co przyniesie nam dalszy przebieg fabuły a zachowanie bohaterów często wywołuje sprzeczne emocje. Nie jest to więc lektura na jeden wieczór, ponieważ zmusza do intensywnego myślenia i analizowania, ale płynie z tego ogromna przyjemność, ponieważ nie śledzimy biernie fabuły a w pełni się angażujemy w to co dzieje się tu i teraz. Obserwujemy losy Przystani, malutkiej religijnej wioski, która w fanatyczny sposób czci Boga i zarzuca wszelkie grzechy rodzącym się tam kobietą. To mężczyźni mają władzę i to oni uważają, że wyzwalają wioskę spod jarzma grzechu, ale ich zachowanie budzi skrajne emocje i budzi wręcz szczery niesmaku. Muszę jednak oddać autorce, że rewelacyjnie ujęła klimat oraz skrajność poglądów, które rzutowały na dalszy przebieg wydarzeń.

Łatwo jest zrozumieć jaki był cel bohaterów, czym się kierowali oraz co zamierzali osiągnąć, więc nie można na wstępie oceniać działań głównej bohaterki. Zaślepiona przez wmawiane jej od lat poglądy biernie podążała za wyznaczonymi jej zadaniami. Więcej! Cieszyła się na to co nadchodzi a ja miałam ochotę nią porządnie potrząsnąć, by w końcu zrozumiałam swój błąd. Uwielbiam takie powieści, które budzą we mnie wiele przeróżnych uczuć i tym samym jestem ogromnie wdzięczna autorce za możliwość przeżycia tej okrutnej, brutalnej, ale i żywiołowej przygody.

"Extasia" zrywa ze schematami. Wprowadza powiew świeżości i udowadnia, że można jeszcze stworzyć powieść inną niż wszystkie. Claire Legrand wkradła się w głąb mojego umysłu, przemówiła do serca i w pełni zaangażowała mnie w trudne losy Amity oraz towarzyszących jej przyjaciółek. Ani przez moment nie pozostałam bierna na to co się dzieje a klimat oraz trafne oddanie życia w tej wiosce sprawiły, że na samą myśl o pobycie tam czułam dreszcz przerażenia. To kawał dobrze napisanej, wiarygodnej historii do której - jestem tego pewna - jeszcze kiedyś powrócę.

niedziela, 22 maja 2022

"Zimna sprawa" Katarzyna Bonda

 "Zimna sprawa" Katarzyna Bonda, Wyd. Muza, Str. 352


To najdziwniejsze i najbardziej przerażające śledztwo, w jakim Hubert Meyer brał udział.


Kryminał w rękach Katarzyny Bondy bywa dla mnie wyzwaniem. Nie zawsze zgadzam się z perspektywą autorki i czasami jej powieści wydają mi się bardziej obyczajowe niżbym tego chciała, ale jednak pasuje mi jej styl oraz spojrzenie na świat, więc każda kolejna powieść jest dla mnie swojego rodzaju sprawdzianem. 

Lubię cykl z Hubertem Meyerem, ponieważ kreacja tego bohatera bardzo przypadła mi do gustu. To postać z którą łatwo można się utożsamić a on sam nie jest skory do wyjawiania swoich prywatnych problemów, więc tym ciekawsze wydaje się odkrywanie jego życia poza pracą. Trzeba jednak przyznać, że Hubert rewelacyjnie radzi sobie z prowadzeniem śledztwa i zawsze potrafi wpaść na nieoczywisty trop, więc to zawsze podsyca atmosferę niepewności i pozwala zagłębić się w kryminalnej zagadce.

Tym razem autorka serwuje nam silną w przekazie fabułę. Już na wstępie stajemy oko w oko z brutalnym morderstwem kobiety i trójki dzieci. Kto odważył się dokonać tego czynu? I gdzie podziało się jego sumienie? Sposób pochówku wskazuje na mord rytualny, ale najbardziej dziwi pojawienie się rodziny, która od dawna uchodziła za zaginioną. Czy zawinił ojciec i mąż? A może sprawa ma znacznie głębsze dno? Bohaterowie rzucają się w wir poszukiwań, by jak najszybciej rozwiązać tajemnicę, ale nikt nie spodziewa się, że odkryta prawda okaże się nie tylko szokująca, ale i dla wielu bardzo osobista.

Katarzyna Bonda z dbałością o szczegóły prowadzi nas przez śledztwo, pozwala zajrzeć za kulisy policyjnych działań i  nie zanudza a intryguje detalami związanymi z prowadzoną akcją. Czasami czułam się niczym członek zespołu, ale to momenty w których Hubert wychodził do ludzi były dla mnie najciekawsze. Wydawało się, że sąsiedzi i otoczenie związane z ofiarami nabierało wody w usta i chowało się za tajemnicami, które przyciągały mnie niczym magnes, więc przerzucałam strony bardzo szybko, by w końcu sięgnąć po wyczekiwany finał.

"Zimna sprawa" to kawał dobrze napisanego kryminału. Autorka zawarła wszystko co niezbędne, by skupić na sobie uwagę czytelnika i kilka razy w niebanalny sposób zmieniała bieg wydarzeń. Nic więc nie mogło być tutaj oczywiste a pozornie typowa sprawa morderstwa zmieniła się w zagadkę pełną wyzwań. Dynamiczna akcja, wyraziści bohaterowie oraz wszechobecne sekrety sprawiły, że czytałam lekturę z rosnącą przyjemnością i analizowałam wszystkie fakty, które i tak ostatecznie wyprowadziły mnie w pole.

"Boży ślepiec" Anna Stephens

 "Boży ślepiec" Anna Stephens, Tyt. oryg. The Godblind, Wyd. Papierowy Księżyc, Str. 531


Kiedyś ziemią rządzili Czerwoni Bogowie. Mroczna Pani i jej horda walczyli ze śmiercią, krwią i ogniem.


Bardzo dobrze zapowiadająca się powieść Anny Stephens od razu wpadła mi w oko. Wszystko wskazywało na to, że czeka mnie lektura pełna zaskoczeń, intrygujących zwrotów akcji oraz przygody niebezpiecznej a jednocześnie uzależniające. Z wielkimi nadziejami więc podeszłam do lektury "Bożego ślepca" a podstawowe pytanie brzmi: czy się nie rozczarowałam?

Nie. Choć przyznaję, że liczyłam na coś innego. Miałam w głowie zupełnie inny obraz fabuły, więc na początku czułam się skonsternowana biegiem wydarzeń, ale im więcej stron przerzuciłam, im więcej faktów poznałam, tym lepiej wszystko zaczęło się układać a ja porzuciłam swoje oczekiwania na rzecz propozycji autorki i przyznaję, że w ostatecznym efekcie czuję się miło zaskoczona. Podobał mi się styl Stephens, który okazał się plastyczny i bardzo dobrze oddający świat przedstawiony, ale to zasady panujące w nowo wykreowanym miejscu przykuły moją największą uwagę.

Potrzeba chwili, by odnaleźć się w tym wszystkim. Dużo jest nazw, symboli, stopni władzy. To wszystko ma jednak swoje uzasadnienie, ponieważ książka wpisuje się w gatunek grimdark fantasy, czyli jest krwawa, mroczna, skomplikowana, naznaczona działaniami politycznymi oraz bardziej skupiająca się na antybohaterach niż jakikolwiek inny gatunek. Dynamiczna akcja prowadzi nas skutecznie ku licznym pojedynkom i szalonym intrygom, ustępując pola bardziej brutalności aniżeli bliższemu poznaniu bohaterów, którzy wydają się jedynie pojedynczymi elementami w tej ogromnej układance.

Nie będę odnosić się do przebiegu fabuły, ponieważ jest ona tak zawiła i skomplikowana, że żadne opis trafnie nie odda tego co dzieje się w książce, więc po prostu zachęcam do lektury tych, którzy nie boją się mocnych tematów. To na pewno oryginalny i niespotykany zbyt często obraz fantasy, ale jednocześnie wprowadzający do gatunku świeżość oraz potrzebny mrok, który owiewa tematy takie jak polityczne starcia między dwoma państwami stojącymi w obliczu wojny czy religie, po stronie których opowiadają się zaangażowani wyznawcy. Te tematy zawsze prowadzą do nieprzyjemnych konfrontacji, więc na brak akcji nie możemy narzekać.

"Boży ślepiec" to mnóstwo bohaterów przewijających się przez całą fabułę. To krótkie rozdziały po brzegi wypełnione konkretną treścią, choć opisy stoją tutaj na równi z dialogami co bardzo mnie cieszy. Liczne pojedyncze historie składają się na kompletną całość, która nabiera kształtów wraz z poznaniem kolejnych szczegółów. I choć nie jest to na pewno lektura dla każdego, to ten kto zdecyduje się na tą oryginalną przygodę na pewno nie poczuje się rozczarowany.

sobota, 21 maja 2022

"Śpij, dziecinko, śpij" Jolanta Bartoś

"Śpij, dziecinko, śpij" Jolanta Bartoś, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 320


Czy kobieta nie oszalała? Czy jej odczucia są prawdziwe? I czy zdąży poznać dawno zapomnianą historię, której nikt nie chce wyjawić?


Jolanta Bartoś ma w swoim dorobku wiele powieści, ale niestety nie doczekały się one dużego rozgłosu. A szkoda, bo po lekturze "Śpij, dziecinko, śpij" uważam, że drzemie w autorce ogromny talent a horror jaki składa na nasze dłonie wart jest każdej poświęconej jej minuty.

Pierwszy rzut oka może sugerować, że czeka nas kryminał z krwawymi elementami. To zasługa okładki, która faktycznie jednoznacznie wskazuje na mordercze zapędy bohaterów. Niestety (a może właśnie stety?) nie otrzymujemy powieści tak oczywistej jakbyśmy tego oczekiwali, ponieważ autorka zaskakuje nas gmatwaniną motywów, manipulacją psychologiczną oraz zmusza do intensywnego czytania między wierszami, bo nic w tej książce nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. 

Skupmy się najpierw na motywach. To powieść, która łączy w sobie kilka gatunków i robi to w naprawdę smaczny sposób. Głównym tłem jest powieść obyczajowa, która scala wszystko w kompletną całość oraz raczy czytelnika ważnymi szczegółami. Później pojawiają się elementy grozy, które może nie są tak straszne, by od razu osiwieć podczas czytania, ale niewątpliwie kilka razy pojawiło się przyspieszone bicie serca co uważam za wielki atut! Do tego wszystkiego wisienką na torcie okazał się rewelacyjnie poprowadzony motyw psychologiczny co ostatecznie zaowocowało lekturą od której po prostu nie można się oderwać.

Alicja Rogowska kupuje wymarzone mieszkanie w starej kamienicy. Nie wie, że to jej pierwszy poważny błąd. Trzeba jednak przyznać, że to miejsce wiąże się z wyjątkowym, mrocznym, wręcz dusznym klimatem, więc jeśli chodzi o zapewnienie miejsca akcji - lepiej być nie mogło. Alicja uwija się z remontem, żeby wprowadzić się jeszcze przed rozwiązaniem, ponieważ nasza bohaterka spodziewa się dziecka. To jej drugi błąd, bo okazuje się, że dziecko będzie w obliczu ogromnego zagrożenia. Co będzie dalej? Tajemnicze znaki, intrygujące wydarzenia, niedomówienia oraz pukająca do drzwi przeszłość, czyli Alicja nie będzie miała ani chwili spokoju a czytelnik otrzyma historię pełną emocji oraz dynamicznej akcji.

Bardzo, bardzo podobała mi się lektura powieści "Śpij, dziecinko, śpij". Pisałam już, że bardzo? Bardzo! Uwielbiam horrory, choć rzadko się zdarza, że w świecie literackim trafiam na naprawdę straszne. Próbuję jednak, szukam i tak odkrywam nowe talenty, które niewątpliwie ma Jolanta Bartoś, ponieważ jej książka była dobrze napisana, miejscami subtelnie straszna, nieustannie trzymająca w napięciu i tak wciągająca, że los Alicji ani przez moment nie był mi obojętny. Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że lektura przypadnie wielu czytelnikom bez względu na ich konkretne gatunkowe upodobania.

"Give me love" Maja Loks

"Give me love" Maja Loks, Wyd. Editio, Str. 368


Zostawiła przeszłość za sobą... ale nie spodziewała się tego, co ją czeka.


Motyw przeprowadzki w nieznane miejsce kiedyś był bardzo popularny, szczególnie w powieściach młodzieżowych. Później odszedł w niepamięć na rzecz innych historii nad czym ubolewam do dziś, ponieważ to wciąż otwartym, niewykorzystany potencjał. Na szczęście Maja Loks pokusiła się, by sięgnąć po to co lubię najbardziej i w efekcie otrzymałam dobrą, wciągającą lekturę pełną emocji oraz intrygujących zwrotów akcji.

Przeprowadzki nie są łatwe i to wie każdy z nas, więc nie dziwię się, że autorzy sięgając po ten motyw starają się nas zapewnić, że z każdej zmiany może wyniknąć coś dobrego. Chociaż główna bohaterka powieści wzbraniała się przed reorganizacją swojego życia, szczególnie na aktualnym etapie wchodzenia w dorosłość to ostatecznie i tak otrzymała przygodę, której jak mogę się domyślać, nie żałuję. Podobnie jest z czytelnikiem, który sięgnął po historię mocno angażującą i pozwalającą utożsamić się z Adele, której osobiście kibicowałam do ostatniej strony.

Bardzo podobał mi się pomysł a jeszcze bardziej wykonanie. Adele cieszy się, że ucieczka ze starej szkoły zagwarantuje jej lepszy start, bo tutaj była gnębiona przez zbyt pewny siebie samozwańczy gang. I chociaż bała się skoku w nieznane, każdy nowy ruch był dla niej lepszym rozwiązaniem niż tkwienie w aktualnej sytuacji. Nowy Jork otworzył więc przed dziewczyną swoje ramiona, pozwolił poznać serdecznych przyjaciół oraz aroganckiego, ale jakże przystojnego Alana i pozwolił uwierzyć, że Adele ma w sobie więcej pasji wobec życia niż wcześniej przypuszczała.

Historia utrzymana w stylu New Adult z jednej strony cieszy przygodami wchodzącej w życie, wiarygodnej oraz dojrzałej bohaterki, z drugiej pokazuje, że na każdym kroku zawsze czekają nas wyzwania. Nie było więc nudno podczas czytania, ponieważ autorka zadbała, by w historii nieustannie coś się działo i jak ognia unikała przegadanych momentów jednocześnie najbardziej skupiając się na dopracowaniu szczegółów oraz wiarygodności. Wszystko więc okazało się być na swoim miejscu a sam romans będący motywem przewodnim dostarczył mi mnóstwa emocji. 

"Give me love" opowiada o tym jak doświadczenia z przeszłości wpływają na naszą ocenę sytuacji. Udowadnia, że żaden czyn nie pozostaje bez echa w sercu czy umyśle i tylko od nas samych zależy jak odważni będziemy na nowe doświadczenia. To jednocześnie przyjemna, sympatyczna lektura z wiarygodnymi bohaterami na pierwszym planie, często przywołująca na usta szczery uśmiech, udowadniająca, że miłość zawsze zawalczy o swoje. Maja Loks napisała powieść przy której czas przestaje mieć znaczenie a strony praktycznie przerzucają się same.

piątek, 20 maja 2022

"Drań" Agnieszka Kowalska-Bojar

 "Drań" Agnieszka Kowalska-Bojar, Wyd. Akurat, Str. 352


Mimo dręczących ją wątpliwości, Magda podejmuje wyzwanie.


To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale jakże udane! Nie spodziewałam się, że "Drań" dostarczy mi tylu wrażeń a skrajne emocje czasami zapędzą mnie w nieznane rejony, ale dziś wiem, że szybko nie zapomnę tej powieści i z przyjemnością nadrobię pozostałe dzieła Agnieszki Kowalskiej-Bojar.

Sądzę, że nie jest to typowy romans dla każdego, ponieważ sama książka nie wpasowuje się w ramy gatunku tak łatwo jak pozostałe. Jest intensywna w odbiorze, nie przebiera w słowach a bohaterowie nawet nie stali w pobliżu grzecznych postaci. Tutaj wszystko toczy się swoim własnym, oryginalnym rytem i jest to najlepszy aspekt tej powieści, ponieważ pochwalić się może ona oryginalnością oraz tak potrzebnym powiewem świeżości.

Ona stoi na skraju przepaści, on doskonale wie czego chce. Różni ich wszystko a łączy jedno rozwiązanie, które okaże się mieć tragiczne konsekwencje. Nie mam pojęcia jakim cudem autorka wpadła na tak niebanalny pomysł, ale w pełni wykorzystała kryjący się pod tym potencjał. Zaserwowała mi opowieść bogatą w skrajne emocje, wywołującą nawet pewne kontrowersje a jednak trzymającą w swoich ramionach do ostatniej strony. Skupiamy się na opowieści Magdaleny, która po śmierci swojego męża została sama z dziećmi i masą niespłaconych należności. Groziło jej więzienie i odebranie córek do momentu, gdy na scenie pojawia się Daniel, bogaty i arogancji, z potrzebą posiadania dziecka. On szuka kobiety, która mu je urodzi, ona szuka kogoś kto uwolni ją z długów. Czy możemy więc powiedzieć, że to układ idealny? 

Od samego początku można było przypuszczać, że to się źle skończy. Bohaterowie tkwili we własnych pułapkach zbyt mocno, by dało się z nich uwolnić i otworzyć na coś nowego. Daniel był bezczelny w zachowaniu, zbyt arogancki i przesiąknięty pieniędzmi, Dagmara zbyt zrozpaczona, by móc jasno myśleć. I chociaż widzimy to ich skrajne nastawienie to jednak dopracowane tło co raz mocniej wciąga nas w rozgrywane wydarzenia a my sami zaczynamy dostrzegać motywy kierujące bohaterami. Nie zmienia to jednak faktu, że w głowie rodzi się wiele pytań a najważniejsze z nich brzmi: czy Dagmara będzie w stanie oddać swoje dziecko?

Długo szukałam lektury szokującej i budzącej wiele wątpliwości, która wciągnie mnie znienacka i opanuje wszystkie moje myśli. Agnieszka Kowalska-Bojar bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła mimo, że nie zawsze zgadzałam się z decyzjami bohaterów. "Drań" to powiew świeżości, nieoczywista historia w bardzo wciągającym i emocjonalnym stylu. Lektura dla odważnych, ale wynagradzająca poświęcony jej czas z nawiązką. Książkę znajdziecie pośród innych nowości w księgarni Taniaksiazka.pl.

czwartek, 19 maja 2022

"Zagrabione życie i inne opowieści niesamowite" Susan Hill

"Zagrabione życie i inne opowieści niesamowite" Susan Hill, Tyt. oryg. Dolly, Printer's Devil Court, The Man in the Picture, The Travelling Bag, Boy Twenty-One, Alice Baker, The Front Room, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 464


Czy to mgliste ulice wiktoriańskiego Londynu, czy upiorna perfekcja przedmieść z lat 50., w codzienność wdziera się zło z innego świata.


Wspominałam już jak uwielbiam horrory? Nie ma znaczenia czy jest to krótka forma czy pełnowymiarowa lektura - wszystko co kryje w sobie dreszczyk przerażenia biorę w ciemno! Susan Hill już wcześniej zabrała mnie w sympatyczną podróż po bezkresach zaskoczeń grozy, więc tym chętniej sięgnęłam po jej nowe dzieło, które śmiało mogę przyrównać do równie udanej poprzedniczki.

W książce zamknięto kilka opowiadań, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Motywy są różne, więc nie będę Wam streszczać historii, polecam bowiem zajrzeć do nich samemu i na własnej skórze przekonać się, która historia trafi do Was najbardziej. W moim odczuciu wszystkie były pomysłowe i dobrze wykonane, więc naprawdę bardzo trudno wybrać mi tą jedną ulubioną a tym samym potwierdzam, że jako fan grozy podczas czytania bawiłam się lepiej niż dobrze.

Hill rewelacyjnie radzi sobie ze stopniowaniem napięcia. Buduje elementy zaskoczenia, które zawsze przywołują sporo emocji, ale to ciężki klimat, mroczna atmosfera i uczucie nieuchronnych strasznych wydarzeń napędza nas do przerzucania kolejnych stron. W typowo angielskim stylu autorka prowadzi nas przez kolejne opowiadania bawiąc się oryginalnością oraz rozciągając schematy, by w ostatecznym efekcie zaserwować nam nie tylko wydarzenia z dreszczykiem w tle, paranormalnymi zjawiskami czy niebezpiecznymi istotami, ale i pewnym wartym zapamiętania morałem.

"Zagrabione życie i inne opowieści niesamowite" to kolejna bardzo udana propozycja od Susan Hill. Jeśli macie obiekcje przed krótką formą i nie przekonują Was odpowiadania - oto idealny moment, by zmienić zdanie. To książka idealna do poduszki, ponieważ można poczytać przed snem wybrane historie, pobudzić tym samym wyobraźnię do intensywnego działania i zaserwować sobie koszmary, bo autorka posługuje się plastycznymi i obrazowym językiem, który pozwala odgrywać w naszej głowie żywe obrazy.

środa, 18 maja 2022

"A między nami wspomnienia" Gabriela Gargaś

"A między nami wspomnienia" Gabriela Gargaś, Wyd. Czwarta Strona, Str. 416


Pamięć i wspomnienia. Tylko one pozostaną.


Głęboka, szczera i poruszająca. Taka jest powieść Gabrieli Gargaś. A właściwie wypada powiedzieć, że takie są wszystkie jej powieści, ponieważ ta autorka doskonale wie jak wzruszyć czytelnika i jak w pełni wiarygodnie podejmować codzienne problemy w swoich pełnych emocji fabułach. 

Wydaje się, że powyższa książka jest odpowiedzią na wiele niezadanych pytań. Sięga po historię, która mogła wydarzyć się każdemu z nas i która niczym żywy obraz wyciągnięty z prozy naszych codziennych dni opowiada o problemach współczesnego świata. Młoda bohaterka wystawiona na trudną próbę będzie musiała zmierzyć się z licznymi niepowodzeniami, ale czy właśnie nie na tym polega życie?

Ada wcześnie zaszła w ciążę i w dodatku nie mogła czuć wsparcia ze strony partnera. Na jej barki spadło wiele problemów przez co przestała czuć radość z pojedynczych chwil. Nowe tragedie, rozstanie i ciągłe negatywne emocje, które ją otaczały co raz mocniej ciągnęły kobietę na dno. Jedynym ratunkiem okazuje się babcia Marysia, która zabiera Adę w podróż ku przeszłości i opowiada historię, która sięga czasów wojny, udowadniając jednocześnie, że żadna tragedia nie jest warta ostatecznej rozpaczy.

Ze wszystkich bohaterów to właśnie babcię głównej bohaterki polubiłam najbardziej. Maria oceniana przez rodzinę uchodziła za tą oziębłą i zdystansowaną wobec życia wcale nie była tak zimna jak każdy myślał. Po prostu naznaczona piętnem doświadczeń oraz mająca w sercu wspomnienia wielkiej, niezapomnianej miłości nie czułam potrzeby, by dzielić się ze światem niepotrzebnymi detalami. Jej opowieść okazała się nie tylko piękna, ale i w pewien sposób pouczająca, ponieważ okazało się, że przeszłość zawsze w jakiś sposób rzutuje na teraźniejszość.

"A między nami wspomnienia" to sentymentalna podróż w głąb skrywanych wspomnień. Historia pełna skrajnych emocji, nie rzadko wyciskająca z oczu łzy. Szczera, prawdziwa i otwarta na czytelnika pozwala by ten w pełni utożsamił się z rozgrywanymi wydarzeniami i na własnej skórze czuł niepowodzenia i troski bohaterów. Gabriela Gargaś składa na nasze dłonie książkę, która otwarcie mówi, że mimo niepowodzeń i otaczających nas tragedii musimy szukać w sobie siły do dalszej walki.

"Diabeł kontra paragraf" Aldona Skrzypoń-Powroźnik

"Diabeł kontra paragraf" Aldona Skrzypoń-Powroźnik, Wyd. Editio, Str. 240


Gdy prawniczka spotyka mężczyznę, który jest na bakier z prawem…


Cięte dialogi, romantyczny pojedynek między sercem a rozumem oraz zaskakujące zwroty akcji, które nie pozwalają nam przewidzieć zakończenia. "Diabeł kontra paragraf" zabiera nas w podróż ku zrozumieniu co w życiu liczy się najbardziej.

Chociaż Aldona Skrzypoń-Powroźnik składa na nasze ręce stosunkowo krótką historię, wydaje się, że wszystko jest w niej dopięte na ostatni guzik. Wystarczająca ilość szczegółów, dopracowani bohaterowie oraz konkretne emocje zapewniają nam przygodę romantyczną oraz pomysłową. Owszem, nie narzekałabym, gdyby autorka pokusiła się o większą liczbę stron, ponieważ bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury, ale wybierając między tym co otrzymałam a potencjalnie rozciągniętą czy przegadaną fabułą pozostaję przy oryginalne, który jednocześnie stawiam na półce pośród ulubionych lektur.

Plusem o którym muszę wspomnieć jest historia osadzona w polskich realiach. Rodzime imiona, akcja tocząca się w Warszawie, realia typowe dla naszego kraju. Lubię, gdy autorzy pamiętają skąd pochodzą i bardzo to doceniam choć niewątpliwie w prozie Aldony Skrzypoń-Powroźnik jest dużo więcej pozytywnych aspektów. Już sama postać głównej bohaterki pozostawia po sobie miłe doświadczenia,  Dagmara Baranowska to bowiem dziewczyna, której w życiu się poszczęściło jeśli chodzi o zawodowy start. Inaczej ma się poznawanie nowych osób czego skutki Dagmara pozna już niebawem po pewnej bardzo intensywnej imprezie.

Główna bohaterka poznaje Marcela w noc, kiedy miała na moment zapomnieć o zasadach, by już nazajutrz stać się dorosłą i pewną siebie prawniczką. Nie spodziewała się, że mężczyzna mocno wpłynie na jej przyszłość. Wokół tajemniczego i bardzo pociągającego mężczyzny kłębiły się sekrety oraz niedomówienia a wszystko wskazywało na to, że ich spotkanie nie do końca było przypadkowe. Dlaczego? Jaki był jego zamiar? Tego dowiecie się sięgając po historię równie mocno romantyczną co sensacyjną, z licznymi zwrotami akcji oraz potrzebnymi emocjami.

Gdybym miała typować powiedziałabym, że historia przypadnie do gustu sporej liczbie czytelników. Połączenie gatunków oraz dobry styl autorki sprawiają, że opowieść wydaje się w pełni wiarygodna a przy tym bardzo wciągająca. "Diabeł kontra paragraf" nawiązuje do popełnianych błędów, do wyciągania wniosków oraz do bycia w zgodzie z własnymi wyborami bez względu na wszystko. Innymi słowy historia romantyczno-obyczajowa idealna w duecie z kubkiem gorącej herbaty.

wtorek, 17 maja 2022

"Ostatni absolwent" Naomi Novik

 "Ostatni absolwent" Naomi Novik, Tyt. oryg. The Last Graduate, Wyd. Rebis, Str. 400


Szkoła dla wybrańców obdarzonych magicznymi zdolnościami, gdzie porażka oznacza... śmierć!


Pierwszy tom serii od Naomi Novik wprowadził nas do niecodziennego magicznego świata. Było ciekawie, ale jednocześnie w powietrzu wisiało poczucie wprowadzenia do całej historii z mniejszym naciskiem na wielką przygodę, więc byłam ciekawa jak autorka wybrnie w kontynuacji i czy zaserwuje nam coś więcej. "Ostatni absolwent" na szczęście może pochwalić się wysokim poziomem i rozbudowaną fabułą, która ujawnia nowe smaczki z życia bohaterów.

Scholomance to szkoła o mrocznym charakterze. Przez wiele lat dążyła do uśmiercania swoich uczniów bez faworyzowania i skupiania się na konkretniej osobie. Teraz jednak wszystko się zmieniło i wydaje się, że jedynie El może czuć się naprawdę zagrożona. Nie chcąc zaakceptować mrocznej przepowiedni dziewczyna robi wszystko, by uciec przed złowrogami, ale nawet mając przy sobie sprzymierzeńców, trudno jest pokonać Scholomance. 

Dobry pomysł przełożył się na znacznie lepszą kontynuację. Mimo ciekawie spędzonego czasu w towarzystwie książki Novik miałam pewne zastrzeżenia, które w drugim tomie przepadły już przy pierwszych stronach. Pojawiła się znacznie lepsza dynamika fabuły, więcej wydarzeń, więcej faktów z życia bohaterki, co pozwoliło mi bardziej zaangażować się na fabule i lepiej przyjrzeć niecodziennej konstrukcji mrocznej szkoły. To tutaj bowiem uczniowie w przerwie między zajęciami walczą o swoje przetrwanie i jest to efekt naprawdę intrygujący - mrok, niebezpieczeństwo, strach przed nieznanym łączą się z przyjaźnią i budowaniem własnej tożsamości w nieprzychylnym świecie.

Zmieniają się także bohaterowie. El nie jest już dziewczyną skupiającą się wyłącznie na sobie a dostrzega otoczenie i wyciąga wnioski z popełnionych błędów. Lepiej poznajemy jej przyjaciół, pojawiają się nowe informacje na temat zdolności Oriona i Galadriel, czyli autorka sięga po motywy, których zabrakło w części pierwszej. Wszystko wydaje się lepiej dopracowane, świat przedstawiony bardziej rozwinięty, mniej jest pustej gadaniny, więcej działania oraz sekretów Scholomance, które pozwalają wierzyć, że ta wyjątkowa szkoła nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Drugi tom zakończył się w intrygujący sposób, więc liczę, że na kontynuację nie przyjdzie nam długo czekać. Podoba mi się w jakim kierunku zmierza ta historia, cieszę się również, że Naomi Novik przyłożyła się do zadania i wyciągnęła wnioski. W ten sposób po ciekawej, ale zbyt przegadanej pierwszej części "Ostatni absolwent" zdecydowanie zyskuje i nabiera tempa, wciągając nas w oryginalny świat magii oraz niebezpieczeństw.

poniedziałek, 16 maja 2022

"Zgodne małżeństwo" Aleksandra Tyl

"Zgodne małżeństwo" Aleksandra Tyl, Wyd. Prozami, Str. 300


W tej komedii nie odnajdziecie romantycznych uniesień.


Aleksandra Tyl, autorka wielu niebanalnych powieści, tym razem zabiera nas w sam środek bardzo życiowego tematu. Otwarcie mówi o kryzysie małżeńskim, w którym wydaje się, że wypaliły się wszystkie emocje a pozostał jedynie sentyment i w subtelnie komediowej formie udowadnia, że podobne problemy zdarzają się w niejednym małżeństwie. 

Bardzo lubię powieści autorki. Odpowiada mi jej styl oraz spostrzegawczość otaczającego nas świata co przekłada się na wiarygodną, trafną oraz błyskotliwą fabułę. Znam autorkę bardziej od strony obyczajowej i romantycznej a mniej pod znakiem komedii pomyłek, ale przyznaję, że i w tej roli Aleksandra Tyl dobrze się spisała, ponieważ czytając jej najnowszą powieść doskonale się bawiłam a szczery uśmiech nie schodził mi z twarzy.

Joanna i Jacek to para z dwudziestoletnim stażem. Nie przejmują się za bardzo tym, że nie mają już o czym ze sobą rozmawiać, że właściwie mijają się zamiast żyć wspólnie a emocji nie wyczuwa się pomiędzy nimi już od bardzo dawna. Obydwoje nie są już nastolatkami, więc gdy wiek zaczyna im doskwierać nagle i rutyna wydaje się być zwadą. Jacek postanawia więc zakasać rękawy i wprowadzić w swoim życiu szereg zmian zaczynając od kochanki na dużych pieniądzach kończąc. Niestety nie spodziewa się, że Joanna tak szybko zacznie coś podejrzewać.

To jedna z najciekawszych par bohaterów jakie poznałam. Antyromantyczna, antymiłosna, robiąca wszystko na przekór, pozwalająca mieć nadzieję, że w naszych związkach jeszcze nie dzieje się najgorzej. Bawiłam się wybornie śledząc przeciąganie liny pomiędzy tą dwójką, ich intrygujące pomysły na kolejne wbicie sobie szpilki, bo przecież nie można rozstać się normalnie. Autorka wpadła na genialny pomysł i wyciągnęła z niego wszystko co możliwe tworząc zaskakująco wiarygodną fabułę ze szczerymi bohaterami na pierwszym planie.

"Zgodne małżeństwo" to idealna lektura na poprawę humoru. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, zabawnego i przy tym piekielnie wciągającego to nowa lektura Aleksandry Tyl na pewno przypadnie Wam do gustu. Autorka już wielokrotnie pozytywnie mnie zaskakiwała, ale mam wrażenie, że tym razem przeszła samego siebie, ponieważ trudno było mi choćby na moment odłożyć jej lekturę albo nie rozmyślać o tych pomysłowych bohaterach, których oryginalne działania czasami mnie samą szokowały. Innymi słowy, bardzo polecam!

"Zagubiony" Josie Williams

"Zagubiony" Josie Williams, Tyt. oryg. The Wanderer, Wyd. Harper Collins, Str. 304


Nic jednak nie może stanąć na drodze miłości, nawet śmierć.


Lubicie powieści, które podążają wedle znanego schematu? Dla mnie czasami takie historie mają więcej uroku niż te oryginalne, tworzone na siłę, szczególnie jeśli chodzi właśnie o powieści młodzieżowe. Josie Williams serwuje nam dość schematyczną opowieść o miłości, która nie powinna się wydarzyć, ale jest w tym wszystkim tyle uroku, że lekturę pochłonęłam w zaledwie jeden wieczór.

Prosta fabuła nie oznacza, że podczas czytania wieje nudą. Wręcz przeciwnie. Spędziłam bardzo sympatyczny czas w towarzystwie dobrze wykreowanych, w pełni wiarygodnych bohaterów, których obdarzyłam sympatią już na starcie. Mam wrażenie, że Josie Williams sięgnęła głęboko w serca wszystkim romantyczek i złożyła na nasze dłonie opowieść, którą chciałby przeżyć każdy z nas: słodko-gorzki ukłon w stronę wielkiej, szczerej choć naznaczonej niepowodzeniem miłości.

Maggie ma zaledwie piętnaście lat a już musi radzić sobie z trudnym życiem. Nie ma nikogo, żadnej kochającej rodziny a kolejne rodziny zastępcze nie zapewniają jej poczucia bezpieczeństwa ani komfortu. Jedyną ostoją wydaje się babcia dziewczyny, ale cierpi na demencję i nie potrafi już odwzajemnić uczuć wnuczki. Jest jednak Ryder, pojawiający się znienacka chłopak, który ratuje dziewczynie życie, ale on przecież nie powinien nigdy pojawić się w życiu Maggie. Zakochał się, złamał zasady i poniesie karę, ale do tej pory będzie walczył o miłość, która podobno wszystkim się należy.

Maggie to cudowna dziewczyna, której los ani przez moment nie był mi obojętny. Autorka sporo uwagi poświęciła jej kreacji, pokazała jak czuje się w nowych rodzinach zastępczych, o czym marzy, do czego dąży, jak ciężko jej na sercu, gdy odwiedza chorą babcię. Serce mi pękało czytając o tym wszystkim, ale promykiem nadziei był cudowny Ryder, który dla dziewczyny był w stanie pokonać prawdziwe przeciwności, ponieważ balansował na granicy życia i śmierci. Nie żył od pięciu lat, uwięziony między światami zakochał się bez pamięci i to pozwoliło stworzyć piękną, przejmująca opowieść o przesuwaniu granic oraz walce o swoje marzenia.

Przyznaję, że "Zagubiony" to lektura, która poruszyła moje serce. Piękna, prosta a jednak składająca się na liczne wartości wywołała u mnie na równi uśmiech i łzy wzruszenia. Przywiązałam się do bohaterów, kibicowałam im ile sił a styl autorki idealnie trafił w mój gust zabierając mnie w pełną emocji podróż do której - jestem tego pewna - jeszcze nie raz powrócę. Wszystkim romantyczkom oraz tym, którzy uważają, że prawdziwa miłość nie istnieje: bardzo polecam!

niedziela, 15 maja 2022

"Performens" Karolina Wilczyńska

"Performens"
Karolina Wilczyńska, Wyd. Czwarta Strona, Str. 338

"A to uczucie, które ją przepełniało, było jej szczęściem."

Czy miłość naprawdę ma wiele odcieni? A może raz utracona nigdy więcej do nas nie powróci? Na miłosne problem narzeka znaczna część książkowych bohaterów, którzy z podobnymi problemami radzą sobie na różne sposoby. Jak poradziła sobie Nadia, bohaterka książki Karoliny Wilczyńskiej?

Główna bohaterka zrywając z obecnym życiem przenosi się na wieś w nadziei, że to pomoże spojrzeć jej inaczej na własne życie. W pogoni za niezrealizowanymi marzeniami zatraciła się w zgiełku wielkiego miasta i stała się jedną z wielu, zamiast samą sobą. Postanowiła to zmienić, w nadziei że nowe miejsce okaże się regenerujące. Nie spodziewała się jednak, że wieś to nie sielanka jaka widnieje na kartach powieści obyczajowych a miejsce społeczności, która nie łatwo akceptuje nowych mieszkańców. Nadia miała wielkie plany i zbyt naiwnie podeszła do własnego życia. Chciała dużo, ale wszystko pękło jak bańka mydlana. Nie przekonała mnie swoją osobą, nawet przy późniejszych wydarzeniach, kiedy już zrozumiała, że życie wcale nie jest takie zero-jedynkowe. Prosta postać bez większych przemyśleń i zagłębiania się w emocjach wydała mi się płaska i nieciekawa, podobnie jak jej życie, które wciąż ją rozczarowywało.

Na szczęście przeciwieństwem Nadii okazali się wszyscy pozostali bohaterowie. Bardzo szybko w otoczeniu głównej bohaterki zaczęła pojawiać się bogata paleta osobowości - zwolenników i przeciwników nowo przybyłej do malowniczej posiadłości Rozstaje na skraju niewielkiej wsi. Każdy z bohaterów wniósł coś ze sobą do fabuły - pasję, marzenia, nadzieje - co stanowiło mocny kontrast ze słabą bohaterką, która nie wiedziała do samego końca czego oczekuje od życia. Autorka postarała się o to, by w powieści pojawiło się sporo bohaterów, ale nie każdy był postacią pozytywną. Karolina Wilczyńska rzucając swoją bohaterkę na pastwę bezwzględnej społeczności niewielkiej wsi idealnie oddała wierzenia i poglądy ludzi żyjących w ściśle zwartej grupie. Czytając miałam wrażenie, że jestem nie w fabule powieści a w realnym miejscu, gdzie ludzie pełni uprzedzeń wytykają palcami nowo przybyłego nie dając mu absolutnie żadnych szans na wkupienie się w ich łaski. To - moim zdaniem - najlepszy motyw powieści, wiarygodny i obrazowo przestawiony oraz budzący w czytelniku wiele emocji: od rozbawienia podejściem mieszkańców do złości na ich krótkowzroczność.

Fabuła sama w sobie jest prosta i przewidywalna. Główna bohaterka zrywa z doczesnym życiem mieszczucha i przenosi się na wieś z nadzieją, że spędzi tam spokojne chwile. Los jednak wszystko komplikuje i sprawia, że Nadia nie ma ani chwili spokoju. Dziewczyna bezmyślnie wpada na własne życzenie w wielkie tarapaty i wywołuje nie małe zamieszanie w gronie niewielkiej społeczności. Zabrakło mi jednak w tym wszystkim głębszych emocji, dynamiki i chęci do działania - czasami wydarzenia stały w miejscu by od razu przejść do kolejnej sytuacji zapominając o płynnym przejściu i słowie wyjaśnienia. Podobny problem odbił się w relacji bohaterów, którzy zaprzyjaźniali się ze sobą w oka mgnieniu, ale sam proces nawiązywania znajomości autorka potraktowała po macoszemu i nie przedstawiła czytelnikowi jak to wszystko kiełkowało. Trochę szkoda, bo być może to dodałoby powieści uroku, wprowadziło emocje i rozwiało to poczucie sztuczności w przypadku niektórych wydarzeń.

"Performens" to książka ciekawa, ale nie pozbawiona wad. Nawiązuje do ponadczasowych wartości poszukiwania sensu życia i odnajdywania samego siebie, ale zatraca przy tym wiarygodność poprzez brak głębszych emocji. Muszę jednak przyznać, że zakończenie historii ratuje ją w oczach czytelnika i kłóci się ze schematycznością widoczną przez znaczną część fabuły. Mnie ta powieść niekoniecznie do siebie przekonała, choć przeczytałam ją do ostatniej strony z ciekawości jak zakończy się przygoda głównej bohaterki. Nie odnalazłam wspólnego języka z Nadią, ale może z Wami będzie inaczej? Szukajcie, czytajcie i koniecznie podzielcie się opinią jak to było u Was!

"Jestem otchłanią" Donato Carrisi

"Jestem otchłanią" Donato Carrisi, Tyt. oryg. Io sono l'abisso, Wyd. Albatros, Str. 352


"Śmieci wyrzucane przez człowieka opowiadają jego prawdziwą historię. Bo, w przeciwieństwie do ludzi, śmieci nie kłamią".


Donato Carrisi pojawia się na scenie jak zawsze - z przytupem i pewnością siebie. Wszystkie jego powieści trzymają wysoki poziom a każdy nowy tytuł jest obietnicą wielkiej, niebezpiecznej przygody. Nic więc dziwnego, że z niecierpliwością czekaliśmy na premierę "Jestem otchłanią", która na szczęście okazała się idealnym odzwierciedleniem charyzmatycznego stylu autora. 

Uwielbiam takie mroczne, nieprzewidywalne, przeszywające historie. Uwielbiam również pomysłowość Carrisi oraz jego brak zahamowań. Otrzymujemy więc mieszankę wybuchową, lekturę, która porządnie miesza nam w głowie, zmusza do intensywnego myślenia oraz prowadzi przez bardzo zagadkową opowieść, której rozwiązania nie możemy być pewni do samego końca. Jeśli miałabym porównywać nowe dzieło autora do jego wcześniejszych książek to przyznaję, że pod względem intrygi oraz dopracowania ta historia śmiało mogłaby stanąć na czele.

Nikt nie spodziewał się, że na podstawie tego co wyrzucamy do kosza wnikliwy obserwator potrafi wyłowić swoją ofiarę. Zwykły mężczyzna zajmujący się spotkaniem okazał się bezwzględnym drapieżnikiem.  Donato Carrisi gra na naszych emocjach udowadniając, że w pędzie życia umykają nam istotne szczegóły a każdy najmniejszy ruch może być wstępem do tragicznych wydarzeń. O tym przekonał się nasz główny, niepozorny bohater, uratowana przez niego dziewczynka oraz pewna kobieta z misją. Co ich łączy? Pozornie nic, ale według otchłani - wszystko.

Fabuła na początku może wydawać się banalna, ale zadaniem autora było porządne jej zagmatwanie wraz z pojawiającymi się wątkami i Carrisi wykonał swoją pracę wzorowo. Otrzymujemy mroczną, niepokojącą, budzącą wiele skrajnych emocji fabułę, która wielokrotnie szokuje. Na równi z intrygującymi i dobrze wykreowanymi bohaterami poznajemy opowieść pełną ukrytych znaczeń, o człowieczeństwie, naturze, ludzkich odruchach, o niewinności dziecka oraz wychowaniu, które rzutuje na naszą przyszłość. Spodziewajcie się niespodziewanego a autor na pewno pozytywnie Was zaskoczy.

"Jestem otchłanią" to głęboki obraz składający się na wiele warstw. Thriller zagadka, pozwalający czytać między wierszami, nie pozostawiający czytelnika biernego na to co dzieje się dookoła. Donato Carrisi jak zawsze w pierwszej kolejności skupia się na emocjach, ale istotą jego powieści jest całokształt, który wciąga, intryguje i budzi napięcie od pierwszej do ostatniej strony.

sobota, 14 maja 2022

"Ostatnia na imprezie" Bethany Clift

"Ostatnia na imprezie" Bethany Clift, Tyt. oryg. Last One at the Party, Wyd. Rebis, Str. 440


Jest grudzień 2023 roku i nasz świat właśnie przestaje istnieć.


Brzmi intrygująco? Mnie również zaciekawiły te słowa i to one skłoniły mnie do sięgnięcia po lekturę. W końcu to przyszłość, która jest na wyciągnięcie ręki. Kto nie ma ochoty poznać potencjalnie nadchodzących wydarzeń? Niestety w wykonaniu Bethany Clift są one bardzo mroczne i nieprzewidywalne, więc miejmy nadzieję, że jej wizja przyszłego roku nie będzie dla nas tak nieubłagana. Jednocześnie delektujmy się powieścią, która może pochwalić się w pełni wykorzystanym potencjałem.

Ziemia stała się pożywką dla śmiertelnego wirusa, który zniszczył ludzkość. Zarażeni mogli przeżyć jedynie sześć dni i nie było dla nich żadnego ratunku. Mroczna wizja? Kiedyś śmialibyśmy się w twarz autorce za tak śmiałe posunięcie, ale dziś wcale nie mamy ochoty z niej drwić, bo Clift pomysłowo, ale i dosadnie udowadnia nam, że jesteśmy o krok przed potencjalną tragedią. Celem jej powieści nie jest jednak pokazanie zmian zachodzących w naszym świecie a wstrząs związany z niecodzienną sytuacją w której znalazła się główna bohaterka, a na miejscu której każdy z nas widzi siebie.

W całym Londynie przetrwała tylko jedna kobieta. Kiedyś uległa i poddająca się presji innych osób, dziś musi nauczyć się żyć sama ze sobą i walczyć o przetrwanie. Wydaje się lekkomyślna i nazbyt naiwna, ale to poza, która rozmywa się wraz z kolejnymi wydarzeniami. Bohaterka bowiem zmienia się na naszych oczach pod ciężarem nowego życia i płynnie przechodzi od niepewnej swego do silnej kobiety, której jedynym kompanem wydaje się dorównujący jej dzielnością pies. Bardzo podobała mi się ta wewnętrza zmiana silnie zarysowana na przestrzeni całej fabuły, która pozwoliła mi w zupełnie innym świetle spojrzeć na kobietę z którą przecież utożsamiałam się od samego początku.

To nietypowa historia, napisana w oryginalny sposób. Główna bohaterka walcząc o życie przemierza Londyn jedynie w towarzystwie psa, więc mamy tu znacznie więcej opisów niż w innych książkach. Wydają się jednak one na miejscu, potrzebne, by oddać ogrom tragedii i z dbałością o szczegóły wprowadzić czytelnika w thriller żywcem wyciągnięty z naszego świata. Skupiamy się na naszej bohaterce, poznajemy jej aktualną codzienność oraz zagłębiamy się we wspomnieniach sprzed pandemii i to ujawnia wiele smakowitych kąsków, które wprowadzają do fabuły potrzebne emocje.

Sięgając po lekturę Bethany Clift nie spodziewałam się, że aż tak przypadnie mi ona do gustu. Zazwyczaj sięgam po bardziej dynamiczne historie w których nie ma aż tak dużo opisów, ale tutaj wszystko wydawało się być na swoim miejscu. "Ostatnia na imprezie" to opowieść o trudnych czasach, o człowieczeństwie, niecodziennych wyzwaniach, o wartościach jakimi powinniśmy się w życiu kierować a jakie uciekają nam w codziennym pędzie. Lektura odważna, ale i aktualna, taka, która trzyma nas w napięciu do ostatniej strony.

"Motocyklista bez uczuć" I.M. Darkss

"Motocyklista bez uczuć" I.M. Darkss, Wyd. Muza, Str. 320


Jak potoczą się losy tych dwojga? Co zwycięży: brak zasad rządzących przestępczym światem czy miłość, która – być może – zaczęła kiełkować przed laty?


I.M. Darkss serwuje nam powieść w typowym stylu rollercoastera sięgając po liczne emocje i mieszając motyw gangów motocyklowych z mafią w tle. Zagrożenie więc pojawia się z każdej możliwej strony a niepewna przyszłość bohaterów sprawia, że od lektury trudno się oderwać. "Motocyklista bez uczuć" zabiera nas w niebezpieczną przygodę z intrygującym finałem.

Autorkę poznałam już w wielu romantycznych odsłonach i zawsze uważam, że ma dryg do przedstawiania zawiłych emocji rozrywających serce bohaterów. A przecież w romantycznych opowieściach zawsze chodzi przede wszystkim o uczucia i to one muszą być dla mnie najbardziej wiarygodne. Na całe szczęście jednak I.M. Darkss może pochwalić się talentem do pozostałych szczegółów, ponieważ w jej najnowszej książce każdy element jest na swoim miejscu: od wiarygodnej kreacji bohaterów po możliwe do wyciągnięcia wartości.

Fabuła składa się z licznych motywów przez co dynamizm i tempo akcji otrzymują najwyższą notę. Z jednej strony mamy gang motocyklowy, z drugiej mafię, pośrodku sensację a dookoła motyw romantyczny, więc autorka postawiła sobie naprawdę wysoko poprzeczkę, ale przeskoczyła ją z zapasem. Jednak najważniejsza w tym wszystkim jest opowieść Sedricka i Kiry, którzy poznali się już wcześniej a dziś los na nowo ich połączył. Pierwsze rozstanie było bolesne a słowa Sedricka zaskakujące, więc nie mogę powiedzieć, by od początku zdobył moją sympatię. Inaczej rzecz ma się z Kirą, której kibicowałam od samego początku i doceniam zachodzące w niej zmiany nabyte przez wszystkie lata. Dziewczyna, która poznałam na początku była kimś zupełnie innym przy finałowych stronach.

To opowieść o miłości, która pojawiła się w najmniej potrzebnym momencie. O wyzwaniach, trudach życia, o niespełnionych ambicjach, które zaowocowały ciężkimi konsekwencjami. Autorka zabiera nas w podróż ku pokrzepieniu serc, by pokazać, że największe mury są możliwe do zburzenia czy przeskoczenia, ale droga ku temu jest trudna a czasami również bolesna. Dużo było więc emocji, dużo przepychanek oraz niedomówień, intryg oraz zasadzek co spotęgowało odbiór fabuły i trzymało mnie w nieustannym napięciu.

"Motocyklista bez uczuć" to lektura dla dorosłych. Scen erotycznych jest tutaj mnóstwo a autorka niekoniecznie chce się bawić w grzeczne słówka, ale to typowy element tego gatunku. Na szczęście znalazło się również miejsce dla dobrej zabawy, poczucia humoru a nawet poważnych chwil, więc wydaje się, że wszystko zostało dobrze zrównoważone. I.M. Darkss zaprasza nas do poznania mrocznego świata niebezpiecznych mężczyzn i kibicowania kobiecie z silnym charakterem. Będzie więc gorąco! Książkę znajdziecie pośród innych nowości w księgarni Taniaksiazka.pl.

piątek, 13 maja 2022

"Płoń dla mnie" Ilona Andrews

 "Płoń dla mnie" Ilona Andrews, Tyt. oryg. Burn for me, Wyd. Fabryka Słów, Str. 480


Najnowsze zlecenie może się okazać dla rodzinnego biznesu przełomem, albo ostateczną katastrofą.


Każdy z nas ma wybrane grono autorów, którym ufa w ciemno i których powieści zawsze są dla nas porywające. Kiedyś nie sądziłam, że w moim gronie odnajdą się pisarze z gatunku fantasy a jednak małżeński duet kryjący się pod pseudonimem Ilona Andrews już lata temu zaskarbił sobie moją ogromną sympatię. "Płoń dla mnie" to ich nowy projekt, pierwszy tom serii, ale już na starcie zapowiada się lepiej niż dobrze.

Wydaje się, że nowy cykl mimo pewnych subtelnych znaków odnoszących się do charakterystycznego stylu autorów jest jednak czymś niezależnym i całkowicie nowym. Nie szukajmy więc podobieństwa z wcześniejszymi historiami a pozwólmy porwać się niecodziennym wydarzeniom z pogranicza codzienności oraz wyjątkowości, ponieważ tutaj realny świat mocno konkuruje z bohaterami władającymi pewnymi oryginalnymi mocami.

Główna bohaterka, Nevada Baylor, to postać charyzmatyczna i zdecydowanie warta poznania. Silnia bohaterka, która przed niczym się nie cofa udowadnia, że tylko odwaga ma szansę pokonać wszelkie przeciwności. Nim jednak w pełni zaangażujemy się w przygodę, która czeka na Nevadę, warto wcześniej przyjrzeć się jej osobliwej, cudownej rodzinie. Autorzy pokusili się o silne kreacje damskie oraz mocne odniesienie do wartości związanych z silną rodzinną więzią przez co wszelkie zmianki o mamie, babci czy nawet rodzeństwie bohaterki zawsze przywoływały na mojej twarzy uśmiech. Choć muszę przyznać, że ich osobisty urok oraz tendencja do bycia zawsze sobą również się do tego przyczyniły.

Nevada żyje w świecie, w którym magia jest zakazana. Kiedyś była blaskiem nowego świata, dziś jest dziedziczona z pokolenia na pokolenie a ci, którzy władają mocami nie chcą przyznawać się do ich posiadania. Każdy bohater wyróżnia się inną mocą co zdecydowanie wpływa na różnorodność wydarzeń a agencja detektywistyczna w której pracuje główna bohaterka jest wyznacznikiem niebezpiecznych i pełnych emocji przygód. W tym tomie Nevadzie przyjdzie bowiem pojmać nieprzewidywalnego maga o specyficznym poczuciu humoru, ale kto powiedział, że w czasie zagrażającego życiu pościgu nie można jednocześnie dobrze się bawić?

"Płoń dla mnie" przywołuje na ustach ogromny, szczery uśmiech. To powieść pełna pozytywnej energii, dobrej zabawy i smacznego poczucia humoru. Wszystko wydaje się być tutaj na swoim miejscu od dobrze skonstruowanej fabuły po wspaniałą kreację bohaterów z którymi już na samym początku poczułam się silnie związana. Cieszę się, że to dopiero pierwszy tom nowej serii autorów, ponieważ mogę liczyć na kolejną porcję przygód idealnych na oderwanie się od codziennych trosk.

czwartek, 12 maja 2022

"Orkan. Depresja" Ewa Nowak

"Orkan. Depresja" Ewa Nowak, Wyd. Harper Collins, Str. 336


Udręczony chorobą, nie widzi już dla siebie wyjścia...


Lubię styl Ewy Nowak i chętnie sięgam po jej młodzieżowe książki, które zawsze niosą ze sobą jakieś przesłanie. Autorka stara się w inteligentny sposób trafić do młodego czytelnika jednocześnie pamiętając, by i ci starci odnaleźli się w jej fabułach. Książki Nowak się więc wielowymiarowe i nacechowane licznymi emocjami a każda nowa lektura dostarcza niezapomnianych, życiowych wrażeń.

"Orkan. Depresja" to książka bardzo ciężka emocjonalnie. Myślę, że jedna z najcięższych w dorobku autorki. Liczyła sobie trochę ponad trzysta stron a jednak nie dałam rady przebrnąć przez nią w jedne wieczór. Nie dlatego, że mi się nie podobała, o nie! Po prostu nadmiar negatywnych uczuć otulających ciasno głównego bohatera wpływał na mnie niezwykle przygnębiająco przez co dawkowałam sobie jego historię jak tylko mogłam.

Borys Orkan ma zaledwie szesnaście lat a już zmaga się z depresją. Dopadło chłopka naprawdę poważnie, ponieważ jego myśli oscylują jedynie w okolicy tematów śmierci i beznadziei. Negatywne myślenie popycha go w czarną otchłań z której nie widzi wyjścia a nieprzyjemne sytuacje dookoła tylko potęgują jego stan. Ciężko się na to patrzy, bo czytelnik ma poczucie ogromnej bezsilności wobec tego wszystkiego i tylko może patrzeć jak Borys stacza się w bezmiar smutku ze strony na stronę. 

Chociaż uważam, że powieść porusza bardzo ważny temat to negatywnych wrażeń było w pewnym momencie aż za dużo. Sam Borys dawał mi nieźle popalić swoim negatywnym nastawieniem i nie było w nim nawet cienia nadziei na poprawę, bo on nie chciał spróbować, nie chciał myśleć pozytywnie. Książka uczy, żeby szukać pomocy, nie zostawiać osób sam na sam ze swoim problemem i interweniować, gdy tylko wyczujemy, że dzieje się źle, ale jak na mój gust przydałby się również motywacyjny bodziec dla samych pogrążonych w depresji a tego niestety nie było, bo Borys robił wszystko, by przeciągnąć czytelnika na swoją stronę.

Ewa Nowak składa na nasze dłonie bardzo trudną powieść. Potrzeba czasu i zrozumienia, by przebrnąć przez fabułę a finał i tak wyciśnie z nas resztki emocji. "Orkan. Depresja" na pewno zaintryguje tych, którzy interesują się tematem, ale jak dla mnie lektura jest trochę za ciężka, trochę zbyt naciskająca na to, by pochylić się w stronę depresji a nie robić wszystko, by się od niej odciąć. Nie mniej nie żałuję wyboru i uważam, że to wartościowa lektura choćby dla rodziców, którzy mogą w ten sposób spróbować spojrzeć na podjęty temat.

"Don't Leave Me" Lena Kiefer

"Don't Leave Me" Lena Kiefer, Tyt. oryg. Don't Leave Me, Wyd. Jaguar, Str. 424


Trzymający w napięciu finał trylogii Don’t Love Me!


Wszyscy z napięciem wyczekiwaliśmy finałowego tomu powieści Leny Kiefer. Wszystko w tej historii mogło się wydarzyć, bo przecież los był dla bohaterów ogromnie nieprzychylny. Miałam cichą nadzieję, że autorka z przytupem zaserwuje nam ostateczną opowieść po brzegi wypełnioną emocjami, ale nie spodziewałam się, że część trzecia okaże się tak dobra, tak pomysłowa i tak idealnie zamykająca losy moich ulubionych bohaterów.

Na początku muszę zaznaczyć, że najważniejsza jest tutaj chronologia. To seria, której tomy są ze sobą ściśle powiązane, więc bez znajomości początku odradzam sięganie od razu po finał. Zapewniam jednak, że żadna romantyczka nie pożałuje czasu poświęconego tej trylogii, ponieważ to piękna, piekielnie wciągająca historia z masą różnorodnych emocji, która nie tylko zaskakuje na każdym kroku, ale i zmusza czytelnika do nieustannego myślenia o tym co wydarzy się na kolejnym zakręcie.

Wszystko było możliwe w tej historii a jednak Kiefer i tak nas zaskoczyła. Od samego początku mieszała gatunki, nie pozwalała, by jej romans był nijaki i typowy, sięgała po oryginalność oraz nietypowość co ostatecznie zaowocowało serią jakiej jeszcze nie było. W wielkim napięciu czekałam więc na to co wydarzy się w finale, bo przecież los Kenzie i Lyall wcale nie był taki pewny. Nawet jeśli mogliśmy mówić o ich wspólnym szczęściu to i tak wciąż wydawało się jedynie pozornym oddechem od trudnych chwil. Czy dziewczynie wystarczy zaufania, by obdarzyć chłopaka oskarżonego o okrutne czyny? Czy Lyall jest naprawdę niewinny?

Intrygi, niedomówienia, domysły oraz liczne przeciwieństwa ponownie staną na drodze bohaterów, by ostatecznie udowodnić czy siła ich miłości jest w stanie stawić czoła niepowodzeniom. Wielowątkowa fabuła oraz nietuzinkowe postacie pozwolą nam przeżywać skrajne emocje i drżeć o ich wątpliwe szczęście, ponieważ ta historia wkrada się do serca i umysłu czytelnika nie pozostawiając go biernym ani przez moment. Autorka zaserwowała nam jazdę bez trzymanki, opowieść wiarygodną i rewelacyjnie dopracowaną, która jednocześnie może pochwalić się bardzo dobrze poprowadzoną przemianą bohaterów, którzy dojrzewali na naszych oczach wraz z kolejnymi pokonywanymi barierami.

Przygotujcie się na niespodziewane, ponieważ Lena Kiefer nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Uwielbiam całą jej serię, ale muszę przyznać, że to finałowy tom, czyli "Don't Leave Me" przywołał najwięcej sprzecznych emocji. Zarwałam nos dla Kenzie i Lyalla, by w końcu dowiedzieć się jak zakończy się ich przygoda i jestem dumna z autorki, ponieważ wykorzystała w pełni potencjał swojej powieści i stanęła na wysokości zadania. Otrzymałam lekturę pełną zwrotów akcji, zaskoczeń oraz silnych emocji przez co wiem, że szybko nie zapomnę tej wyjątkowej przygody.

środa, 11 maja 2022

"Żelazna zdrada" Agata Polte

"Żelazna zdrada" Agata Polte, Wyd. Niezwykłe, Str. 316


Piąty tom bestsellerowej serii nowej królowej romansów mafijnych!


Agata Polte bardzo szybko podbiła serca polskich czytelników. Pamiętam doskonale jej pierwszy debiut, który już zwiastował spore umiejętności autorki a dziś z dumą obserwuję jak hartuje się jej styl a każda kolejna powieść wypada lepiej od poprzedniczki. Polte zdobyła moje serce powyższą serią mafijną, ale prawda jest taka, że każda jej historia bije na głowę konkurencję. 

Piąty tom cyklu Żelazne serca utrzymuje poziom poprzedniczek i ponownie wprowadza nas do niebezpiecznego mafijnego świata, w którym rozum konkuruje z sercem. Na podstawie wcześniejszych wydarzeń dowiedzieliśmy się, że w tej historii wszystko może się wydarzyć, więc z rosnącym zainteresowaniem obserwowałam przebieg nowej fabuły, która również postawiła na dynamiczną akcję, liczne fabularne zwroty oraz oczywiście miłość, która nie powinna się wydarzyć.

Na pierwszym planie staje Cheryl Vale, silna i niezależna kobieta, która udowadnia czytelniczkom, że determinacją można pokonać wszystkie przeciwności. Nie było jej w życiu łatwo a jednak pokonała wszelkie niepowodzenia, skończyła studia i znalazła dobrą pracę. Niestety bycie panią swojego czasu nie oznacza również, że Cheryl nie czuje się samotna. Są momenty, w których wzdycha do brata swojej przyjaciółki, bo tak jak każdy z nas potrzebuje poczucia zrozumienia, bezpieczeństwa oraz bliskości. Niestety Archer Russell wydaje się nie zwracać na nią uwagi. Aż do pewnego dnia, który zmienia wszystko.

Ona jest silna, on jest bezwzględny. Ona nie wie w co się pakuje, on zrobi wszystko, by nie wymknęła mu się z rąk. Przyznaję, że historia z ich udziałem pełna była emocji i zaskoczeń, ale najciekawszym motywem okazał się sam pościg za uciekinierką, ponieważ Cheryl zdając sobie sprawę w jakie tarapaty wpadła, postanowiła zmienić otoczenie. Archer okazał się jednak mężczyzną świadomym i konkretnym, który stając na wysokości zadania pokazał wszystkim romantyczką, że o prawdziwą miłość walczy się do samego końca. Choćby w otoczeniu prawdziwego niebezpieczeństwa.

Agata Polte po raz kolejny składa na nasze dłonie historię od której ciężko się oderwać. W morzu powieści romantyczno-mafijnych, bardzo do siebie podobnych i już mało oryginalnych ta autorka zawsze potrafi stworzyć coś co wybija się z tłumu i znajduje pełne uznanie czytelnika. "Żelazna zdrada" to wulkan emocji, niedopowiedzeń oraz walki z przeciwnościami losu w stylu charyzmatycznych bohaterów i historii zagrażającej życiu.

"Sanctuary" V.V. James

 "Sanctuary" V.V. James, Tyt. oryg. Sanctuary, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 476


Opowieść o mrocznej tajemnicy czterech kobiet i śledztwie, które wstrząsnęło pozornie spokojnym miasteczkiem.


Nie trzeba długo mnie namawiać, żebym sięgnęła po lekturę, której motywem przewodnim są sekrety małego miasteczka. Uwielbiam ten klimat, ten dreszcz niepewności związany z wiszącą w powietrzu tajemnicą. Przyznaję jednak, że zupełnie nie spodziewałam się efektu jaki wywrze na mnie powieść "Sanctuary", która nie tylko pozytywnie mnie zaskoczyła, ale i porwała w sam środek przygody, której nie miałam ochoty opuszczać.

Autorka snuje opowieść, która wydaje się niepokojąca już od pierwszych stron. Dziwna, intrygująca, pobudzająca szare komórki do myślenia. Każdy szczegół nabiera innego znaczenia w obliczu powieści o wielu znaczeniach, ponieważ im lepiej przypatrujemy się wydarzeniom, tym łatwiej potrafimy dostrzec, że nie wszystko jest tym co wydaje się na pierwszy rzut oka. Fabuła składa się z licznych wątków, nawiązuje do kilku gatunków i jednocześnie tworzy spójną całość od której nie sposób się oderwać.

Wszystko zaczyna się od imprezy i jej tragicznych konsekwencji. Ginie licealista Daniel Whitman a pozostali obecni nabierają wody w ustach. Fabułę poznajemy więc z perspektywy wielu bohaterów a ich wkład w opowieść początkowo wydaje się mało spójny. To jednak celowy zabieg, który ma zmylić czytelnika, bo im więcej relacji pojawia się na pierwszym planie, tym łatwiej jesteśmy w stanie połączyć kropki. Kluczymy między faktami, próbujemy podzielić co jest prawdą a co jedynie wymysłem mieszkańców i obserwujemy Harper Fenn, byłą dziewczynę Daniela, o której mieszkańcy szepczą zaskakujące plotki. Czy faktycznie jest wiedźmą? Czy wpłynęła w jakiś sposób na przebieg wydarzeń?

Lektura tej powieści przypomina składanie puzzli. Musimy dobrze się skupić, żeby odnaleźć odpowiednie elementy, ale kiedy już jesteśmy co raz bliżej końca, ekscytacja niemalże sięga zenitu. To piekielnie klimatyczna opowieść, mroczna i dosadna, która skrywa wiele pomniejszych sekretów szokujących nas na każdym kroku. Wszystko w tej książce jest możliwe i uważam to za największy atut, ale nie mogę bagatelizować również charyzmatycznych bohaterów, których kreacja wypadła bardzo wiarygodnie czy samego stylu autorki, ponieważ pisze ona nie tylko obrazowo, ale i w pełni świadomie.

"Sanctuary" to książka oryginalna i świeża. Lektura jakiej jeszcze nie było. Z ogromnym zainteresowaniem śledziłam przebieg wydarzeń i do samego końca trudno było mi przewidzieć jak to wszystko ostatecznie się potoczy. To thriller pełen skrajnych emocji, utrzymany w mrocznej atmosferze niedomówień, zamknięty w ciasnych granicach małego miasteczka. Autorka w pełni wykorzystała potencjał swojej historii i z klasą przedstawiła nam opowieść o czarownicach, ludzkich ograniczeniach oraz krzywdzących uprzedzeniach prowadzących do tragedii. Bardzo, bardzo polecam!