poniedziałek, 2 lutego 2026

"Walka" Sloane St. James

 
"Walka" Sloane St. James, Tyt. oryg. Fight, Wyd. Czwarta Strona, Str. 456
 

Kobieta, która igra z ogniem. Mężczyzna, który na co dzień z nim walczy. 

 

Każdy z nas potrzebuje wytchnienia od trudnych życiowych momentów oraz ukojenia w ramionach bliskiej osoby. Jednak nie zawsze możemy na to liczyć, szczególnie gdy sami odrzucimy szansę od życia.

Powieści romantyczne zawsze mają jeden cel - ukazać piękno miłości we własnym świetle. Dlatego często sięgam po ten gatunek i szukam połączenia z tym co sam uważam. Jedni autorzy przekonują mnie do siebie bardziej, inni mniej. A Sloane St. James, jak poradziła sobie z wyzwaniem? Całkiem nie najgorzej. Jej historia okazała się lekka i pisana emocjami, mocno koncentrowała się na wewnętrznych przeżyciach postaci i ukazywała walkę między sercem a rozumem. Swobodnie prowadzona akcja zaprezentowała połączenie dwóch silnych światów i tak mogliśmy przeczytać o uczuciu, które nie powinno mieć miejsca.

Callahan Woods od zawsze walczył z ogniem. Gdy pięć lat temu w jednej z akcji ratowniczych stracił swojego przyjaciela nauczył się, że nie można angażować się emocjonalnie. Odciął się więc od zaangażowania na rzecz profesjonalizmu. Niestety na jego drodze stanęła Prescott Timmons, która szybko zaczęła burzyć mury. Jednak i ona miała swoje demony z którymi próbowała sobie poradzić.  

Nie będę ukrywać, nie jest to lektura przełomowa, nie znalazłam w niej nic odkrywczego ani świeżego, ale jednocześnie nie mogę napisać, że czuję się rozczarowana. Właściwie spędziłam przy niej bardzo miłe chwile, polubiłam bohaterów i chociaż z góry wiedziałam jak potoczą się ich losy - kibicowałam do samego końca. To prosta opowieść o trudnych doświadczeniach, pokazująca prywatne dramaty i demony z jakimi przyszło się na co dzień mierzyć bohaterom, a w ich konsekwencji - podejmowali decyzje nie zawsze zgodne z ich naturą. Łatwo to zrozumieć, łatwo postawić się na ich miejscu i przyjemnie przyjąć na siebie solidną dawkę różnorodnych emocji związanych z lękiem przed zaangażowaniem czy próbą zrozumienia miłości mającej swój wyjątkowy wydźwięk. Romans pomiędzy bohaterami rozkręca się powoli, pozwala na to spora ilość stron a przez to nie czujemy się przytłoczeniu szybkim tempem czy niezrozumiałymi decyzjami. Mimo schematów autorka obronną ręką wybrnęła z tłumu podobnych książek i złożyła na nasze dłonie sympatyczną opowieść. 

"Walka" to ciekawe ujęcie romantyczności w obliczu realnego zagrożenia. Pożary lasów są tematem aktualnym i świadomym, cieszę się więc, że znalazły swoje miejsce w  tej książce. To nadało jej mocniejszego wydźwięku, gdy czytelnik na własnej skórze mógł poczuć wszechobecne niebezpieczeństwo. Całość jednak niepodważalnie była nastawiona na miłość, nie taką naiwną, pojawiającą się na chwilę, ale długodystansową, ukazującą blaski i cienie podejmowania trudnych decyzji. To książka idealna do poczytania późnym popołudniem, która pięknie wpływa na wyobraźnię.  

"Schron" Marcel Moss

 
"Schron" Marcel Moss"Schron" Marcel Moss, Wyd. Filia, Str. 384

 

Co tak naprawdę wydarzyło się w starym schronie?

 

Niebezpieczne rozgrywki w rękach Marcela Mossa to historie dedykowane przede wszystkim czytelnikom o mocnych nerwach. Zawsze bowiem na pierwszym planie pojawia się namacalny strach. 

I właśnie dlatego przepadam za jego twórczością. Lęk przed nieznanym oraz mocna baza w postaci zdarzeń czerpiących inspirację z prawdziwego życia od samego początku budują historię od której trudno się oderwać. Autor wyróżnia się wielką wyobraźnią, za każdym razem zaskakuje treścią po brzegi wypełnioną emocjami oraz wyróżniającą się własną oryginalnością a trzeci tom serii Komisarz Sambor Malczewski tylko udowadnia, że nowa książka to nowa, wielka przygoda pisana ze swobodą, ale jednocześnie potrafiąca tupnąć nogą w odpowiednim momencie. 

Słowiańskie wierzenia podburzą wyobraźnię. Piękna relacja człowieka z psem chwyci za serce. Zagadka zaginięcia pewnej rodziny przyprawi o dreszcz przerażenia. Akcja powieści sięgnie wydarzeń sprzed dwudziestu lat, by dopiero w teraźniejszości odnaleźć elementy zagadki i tym sposobem zaangażuje czytelnika w szaleńczy ciąg przyczynowo-skutkowy.  

Fabuła z każdą kolejną stroną rozkręcała się na całego. Autor zadbał o odpowiednie napięcie, mrok oraz wszechobecne tajemnice i to one napędzały dalsze wydarzenia. Nie spodziewając się takiego obrotu sytuacji wkroczyłam do świata ludzkiej bezwzględności, oczami głównego bohatera obserwowałam strach mieszkańców małej wsi, podążałam po nitce do kłębka, by odkryć szokującą prawdę. To kryminał w typowych dla gatunku ramach, pisany silnymi emocjami, podszeptami, skłaniający nas do czytania pomiędzy wierszami oraz odpalenia wyobraźni na wyższy bieg. Skutecznie jednak wymyka się schematom, nic nie jest tutaj bowiem oczywiste, sylwetki postaci aż proszą się, by rozłożyć je na czynniki pierwsze a sam motyw przewodni pięknie udowadnia jak przewrotne potrafi być życie, zmienne w ułamku sekundy, momentami przerażające i nieodwrotnie oparte na podejmowanych decyzjach. Tytułowy schron skrywał niejedne kłamstwo, próbował zatrzymać dla siebie wiele tajemnic, ale na całe szczęście Marcel Moss stworzył komisarza Sambora, który swoim charakterem pokonał wszystkie przeciwności. 

"Schron" to kolejny popisowy numer autora, czyli lawina kryminalnych wyzwań dedykowana czytelnikom wymagającym od książki pełnego zaangażowania. Mroczna, nieprzewidywalna, uzależniająca historia, którą czyta się z zapartym tchem i która do samego końca trzyma nas w napięciu. Trudno przejść obojętnie obok postaci Sambora, ponieważ to bohater inny niż wszyscy, posiadający własne demony idealnie dopełniające całości. Nie pozostaje mi więc nic innego, niż cały cykl mocno Wam polecić.