czwartek, 24 września 2026

"Pępek świata" Alek Rogoziński

 
"Pępek świata" Alek Rogoziński, Wyd. Filia, Str. 336

 

Przyjaciół poznaje się… po zbrodni.

 

Nie ma nic przyjemniejszego niż nowa lektura ulubionego autora, szczególnie w piątkowy wieczór, gdy nie mamy już żadnych obowiązków. Idealna jako zamiennik snu, ponieważ gwarantuję, że zarwiecie dla niej noc. Wiem z własnego doświadczenia!

Alek Rogoziński pisze w charakterystyczny sposób, dzięki czemu jego opowieści są zawsze barwne i pełne temperamentu. Króluje w nich przede wszystkim moc silnych emocji, kontrolowany przez autora chaos a także pomysłowa intryga, która porusza nasze szare komórki do intensywnej pracy. Powyższy tytuł doskonale pokazuje najlepszą odsłonę Rogozińskiego, gdzie przewrotność fabuły konkuruje o uwagę z barwną, nieszablonową kreacją postaci, które do samego końca nieźle mącą we własnej opowieści.

Piątka przyjaciół ze studiów spotyka się wspólnie każdego roku. To ich zwyczaj, by celebrować znajomość nawet jeśli mają być to wizyty online. Jednak tym razem dzieje się coś nietypowego. Jedna z dziewczyn wysyła tajemnicze znaki i wydaje się, że dzieje się coś złego. Niestety policja wydaje się bezradna, sąsiedzi myśleli, że dawno się wyprowadziła a w mieszkaniu pozostał tylko kciuk...  

Przepadam za nieograniczoną wyobraźnią autora i każdą jego powieść doceniam indywidualnie. Zawsze mam wrażenie, że nowe dzieło podbija wyżej poprzeczkę, ale przysięgam, że w przypadku "Pępek świata" poszła ona w górę wyżej niż mogłam się spodziewać! Co to była za historia! Wszystko miało swoje miejsce, od napięcia wiszącego w powietrzu, przez pomysłowe działania bohaterów, na czarnym humorze oraz ironii kończąc. Elementy kryminału płynnie połączyły się z motywami komedii pomyłek i sprawnie wymknęły się wszelkim potencjalnym schematom, budując własną, barwną, odrębną przygodę podczas której wszystko mogło się wydarzyć. Charyzmatyczne postacie prowadziły śledztwo na własną rękę, nie zawsze działając według zasad logiki i właściwie nawet sama tajemnica nie była dla mnie tak istotna (choć w pełni przemyślana i warta uwagi!) niż czas spędzony w ich towarzystwie. Nie mogę jednak nie zauważyć głębi samej fabuły, która śmieszna, przewrotna i sarkastyczna, na drugim planie odwoływała się do ważnych treści. O tym jednak musicie przekonać się sami.

Idealna jako rozgrywka po ciężkim dniu, angażująca na całego i przywołująca na twarzy szczery uśmiech. Alek Rogoziński niezawodnie pokazuje jak barwne potrafi być życie, ponieważ jego scenariusze nie odbiegają daleko od realnego świata. Czasami po prostu nie dostrzegamy tego co jest a wyciągnięcie ręki a jak się okazuje każdą sytuację, nawet tą najtrudniejszą, w odpowiednim towarzystwie możemy przepracować na coś pozytywnego. Książka, która nie ma sobie równych, historia idealna dla każdego. Zdecydowanie polecam. 

wtorek, 15 września 2026

"Mąż, którego zabiła" Mina Sakurai

 
"Mąż, którego zabiła" Mina Sakurai, Wyd. Czwarta Strona, Str. 216

 

Zepchnęłam męża z klifu. Pięć lat później on wrócił. I twierdzi, że niczego nie pamięta.

 

Nie trzeba mnie długo namawiać na żaden dobrze rokujący thriller. Odpowiednie napięcie i nietuzinkowe sylwetki bohaterów to najchętniej poszukiwane przeze mnie motywy. Czy Mina Sakurai zaserwowała mi zatem właściwą przygodę?

Tak, chociaż przyznaję, że trochę zbyt krótką. Lubię, gdy fabuła rozwija się bazując na detalach ujawnianych wraz z możliwością co raz lepszego poznawania postaci a na przestrzeni niewielu ponad dwustu stron trudno było uchwycić całość opisywanej tragedii. Autorka jednak robiła co mogła, by koncentrować moją uwagę na prezentowanej zagadce i powoli budowała atmosferę niepewności wobec pojawiających się faktów. Natomiast zabrakło mi w tym wszystkim trochę pazura, ponieważ o ile ważne treści obroniły się swoim wydźwiękiem, o tyle pewne momenty były za bardzo przegadane. 

Mana mieszka w Tokio i próbuje odciąć się od zdarzeń z dawnych czasów. Długo pracowała na to, by być w aktualnym miejscu. Zostawiła za sobą mężczyznę, który był jej przekleństwem. A jednak niespodziewanie martwy mąż stanął na progu jej drzwi i wszystko skomplikował. Czy to możliwe, by zapomniał jaki był, co go spotkało i sam dążył do lepszego życia? 

Fabuła ujawnia nam wiele już na początku. Znamy przeszłość bohaterki, widzimy również, że ma ona swoje mroczne sekrety. Jednak to co działo się kiedyś zostawiamy w tyle i koncentrujemy uwagę na teraźniejszości. Obserwujemy bohaterkę, mierzymy się z jej wewnętrznymi przeżyciami i wraz z nią czujemy się wstrząśnięci pojawieniem dawno uśmierconego męża. Mam jednak wrażenie, że nie chodziło tutaj o pokazanie tragedii i jej wpływu na bohaterów przez co motywy thrillera rozmysły się na rzecz prozy obyczajowej, gdy czytałam o trudach dorosłego życia, o rodzinnej patologii mającej wpływ na nieodstępujące Manę demony, czy po prostu, o człowieka ukształtowanego przez bardzo wyboiste drogi przeszłości, ponieważ dzieciństwo kobiety dalekie było od ideału. I chyba właśnie tutaj warto się zatrzymać, ponieważ największym atutem tej historii jest sama sylwetka bohaterki, jej problemy, jej walka z własnymi słabościami oraz cała ciekawie przedstawiona linia poszukiwania siebie. 

Prosta, niekoniecznie skomplikowana, mniej skupiająca się na promowanych motywach a bardziej szukająca człowieka w człowieku. "Mąż, którego zabiła" to książka inna niż oczekiwałam, ale nie żałuję swojego wyboru. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że proza japońska pojawiła się na mojej półce, wprowadzając mnie w motywy zmuszające moją wyobraźnię do silniejszej analizy. Mina Sakurai zaintrygowała mnie w sposób inny niż oczekiwałam, ale chyba właśnie dlatego polecam Wam osobiście zmierzyć się z jej propozycją.