wtorek, 17 marca 2026

"Equalibrum. Zwiastun Śmierci" Andrzej Dąbroś

 
"Equalibrum. Zwiastun Śmierci" Andrzej Dąbroś, Wyd. Novae Res, Str. 456

 

Śmierć nadciąga. Wypełznie z ciemności i zbierze żniwo. 

 

Miałam nosa! Od początku czułam, że to będzie dobra książka, więc zarezerwowałam sobie dla niej wolny wieczór. I to wystarczyło, ponieważ od pierwszej do ostatniej strony nie mogłam się od niej oderwać. 

Na wstępie pochwalmy autora za pomysł, który wydaje się wymykać schematom i budować własny obraz fantastycznego świata. Bez większych wyjaśnień otwierają się przed nami drzwi do dynamicznych zdarzeń i dopiero z czasem wychwytujemy detale rozjaśniające nam w głowie. Bardzo lubię taki zabieg, ponieważ mogę doświadczać wszystkiego wraz z bohaterami a tutaj, w tym przypadku, było to podwójnie przyjemne, ponieważ główne postacie intrygowały swoją przeszłością, przyciągały uwagę sposobem bycia a także poddawały w wątpliwość podejmowane decyzje. A na przestrzeni ponad czterystu stron było mnóstwo trudnych wyborów. 

Pożeracz Światów dawno temu zapragnął przejść władzę nad żywymi. Wówczas został pokonany i zepchnięty ku zapomnieniu. Czekał jednak w ukryciu na dzień swojego odrodzenia. Wiele stuleci później Alex zostanie powołany do odkrycia prawdy o tajemniczym świecie. Mając u boku Anastazję stanie naprzeciw niebezpieczeństwom, by przegonić wszechobecne cienie. Tylko czy zdąży na czas? I czy odnajdzie w tym swoje prawdziwe przeznaczenie?

Nie tylko motyw magicznego świata zawita na pierwszym planie, ponieważ tuż pod powierzchnią czaić się będą tematy polityczne, społeczne i kwestie moralne. Autor rozbudował swoją krainę na każdej płaszczyźnie, pokazał panujące w niej zasady a także w subtelny sposób skonfrontował to z naszą codziennością. Czytając o pokonywaniu kolejnych przeszkód, wraz z Alexem szukałam własnego miejsca oraz odpowiedzi na wiszące w powietrzu pytania i bawiłam się lepiej niż dobrze, gdy surowe otoczenie było zamknięte na moje prośby. 

To powieść pisana męską ręką, dojrzała, błyskotliwa, ale także bezlitosna. Dużo skrajnych emocji łączy się w spójną opowieść naszpikowaną niebezpieczeństwem oraz podstępnym losem. Andrzej Dąbroś pozytywnie mnie zaskoczył w pełni wykorzystując potencjał swojego pomysłu, zmieniając go w grę pełną pułapek, z odpowiednim klimatem, gęstą atmosferą oraz mylnymi tropami prowadzącymi nas do wybuchowego finału. Polecam!

poniedziałek, 16 marca 2026

"Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień" Yuta Takahashi

 
"Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień" Yuta Takahashi, Tyt. oryg. Chibinekotei no omoidegohan, Wyd. Rebis, Str. 208

 

Wzruszające historie i proste przepisy na podnoszące na duchu dania.

 

Japońska literatura wkrada się do serc czytelników w zaskakującym tempie. Patrząc jednak na książkę Yuty Takahashi trudno się temu dziwić, ponieważ jego lektura czaruje już od pierwszych stron. 

Szukając przyjemnej odskoczni od codziennych obowiązków sięgnęłam po propozycję bardzo niepozorną. Dwieście stron na jeden wieczór wydawało się kuszącą ofertą. A jednak z każdym kolejnym słowem dawkowałam sobie lekturę, próbowałam ją przedłużać czytając dokładniej niż potrzeba to co ukryte pomiędzy wierszami. Nie miałam ochoty opuszczać miejsca wykreowanego przez autora, chciałam natomiast jak najbliżej poznać bohaterów, ich troski, nadzieje oraz wraz z nimi zatopić się w tym wyjątkowym, serdecznym, roztapiającym serce klimacie. 

Wielu bohaterów, liczne problemy, wewnętrzne demony z którymi trudno sobie poradzić. Jedno miejsce, które wydaje się nieść ukojenie. W Chibineko każdy może liczyć na zrozumienie oraz wsparcie, na jeszcze jedną, ostatnią próbę kontaktu z bliskimi. Kai wraz z matką przygotowują posiłki o wyjątkowych właściwościach, które nie tylko wypełniają kubki smakowe, ale i leczą złamane serca. Jak to możliwe? Sami się przekonajcie! 

Urocza fabuła kryje w sobie coś znacznie głębszego, coś, co trafia w nasze najczulsze struny. Pokazuje ból po stracie w zupełnie nowej odsłonie, łagodząc rozstanie i pozwalając wziąć głębszy oddech. Traci przy tym subtelnie na wiarygodności, ponieważ jest bardziej mrzonką niż realnymi wydarzeniami, ale jednocześnie nie umniejsza to książce w żaden sposób. Właściwie pozwala czytelnikowi stanąć tuż obok bohaterów, wysłuchać ich dramatów, zrozumieć wszystkie problemy, ponieważ wielu z nas chciałoby wejść do podobnej restauracji i na własnej skórze doświadczyć tych wyjątkowych cudów. Lekkie pióro autora oraz swoboda z jaką tworzył przełożyły się na cztery krótkie opowiadania zwieńczone przepisami, które wystarczyły na poruszenie wyobraźni, choć przyznaję, że zaostrzyły również apetyt na więcej i nie miałabym nic przeciwko, gdyby książka liczyła sobie więcej stron.

Złożone postacie oraz ich trudne doświadczenia prowadzą nas przez opowieść pełną silnych emocji. Różnorodność tragedii sprawi, że każdy odnajdzie w tej lekturze cząstkę siebie a na pewno zauroczy się stylem autora oraz jego wyobraźnią. "Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień" to odpowiedź na traumę, trochę nostalgiczna, momentami smutna, ale od początku do końca przepełniona nadzieją, że po buzy zawsze wychodzi słońce. Zdecydowanie polecam.