piątek, 11 września 2026

"Lokatorka Wildfell Hall" Anne Brontë

 
"Lokatorka Wildfell Hall" Anne Brontë, Tyt. oryg. The Tenant of Wildfell Hall, Wyd. MG, Str. 528



"- Czy jest pani tak szczęśliwa, jak by sobie tego życzyła?
- Po tej stronie wieczności nikt nie może być doskonale szczęśliwy."


Z klasyką literatury jest tak, że trzeba ją lubić by w pełni zaakceptować. Każda powieść czytana na siłę wzbudzi w nas więcej niechęci niż potrzeba. A szkoda, bo czasami niesłuszne uwagi kierowane w stronę takich powieści sprawiają, że obok nosa przechodzą nam wyjątkowe historie. Takie jak choćby "Lokatorka Wildfell Hall" Anne Brontë, moja ulubiona lektura sióstr obok "Wichrowych wzgórz" oraz "Jane Eyre".

Główną bohaterką powieści jest Helen Graham, tytułowa lokatorka, która wraz z pięcioletnim synkiem i służącą wynajmuje część posiadłości. Zamknięta w sobie kobieta żyje na uboczu i nie brata się z sąsiadami. Tym samym staje się jedną z najczęściej wytykanych tajemnic przez okolicznych mieszkańców - osobowością nie tylko niemiłą w obyciu, ale i do głębi tajemniczą.Wszystko potęguje się wraz z pojawieniem się Gilberta Markhama, właściciela pobliskiego majątku, który wyciąga do niej przyjacielską dłoń. Plotki nie mają końca, powstają nowe teorie na temat życia Helen a ona sama nie jest skłonna do tego, by choć połowę z nich skutecznie uciąć. Czy wyjdzie jej na dobre milczenie w stosunku do pobliskich mieszkańców? I jak wyjdzie na tym jej nowa przyjaźń?

Fabuła opiera się na tajemnicy wciąż otaczającej tajemniczą postać Helen, która stopniowo zaczyna się wyjaśniać poprzez zajmujący niemal połowę powieści dziennik kobiety. To w nim ujawnia swoje wszystkie mroczne wydarzenia z przeszłości, które jednocześnie nadają jej osobie nieopisanego zachwytu - była bowiem kiedyś zupełnie inna niż teraz. Muszę przyznać, że to największy atut tej powieści: autorka fantastycznie ukazała rozłam jednej osobowości na dwa skrajne światy i przedstawiła je jakby w roli dwóch oddzielnych bohaterów, by następnie w finale połączyć je w jedną kompletną całość. To przemawia na korzyść kreacji bohaterów: intrygujących i zmuszających czytelnika by na moment przystopował i przyjrzał się im bliżej.

Pamiętajcie, że to powieść pisana w czasach, kiedy prym wiodły długie opisy miejsc i wewnętrznych przeżyć, więc na tej zasadzie poznajemy wszystkie kłębiące się w Helen nastroje. Jednak absolutnie nie umniejsza to powieści, ponieważ styl Anne Brontë jest przejrzysty i obrazowy. Autorka na bazie wiktoriańskich zasad stworzyła społeczeństwo, które łatwo można przełożyć na współczesne czasy - nieprzyjemne dla siebie nawzajem, wciąż knujące za plecami i życzące drugiemu wszystkiego co złe. A jednak jest w tym pewien urok, ponieważ nie przez czyny przemawiają bohaterowie a słowem: subtelnym i dostojnym, które czasem bywa ostrzejsze niż nóż. To właśnie lubię w powieściach sióstr Brontë - ich elegancję i klasę widoczną w każdym zdaniu, jednocześnie odkrywającą ludzką naturę w każdym możliwym aspekcie.

Powyższa historia to ukłon w stronę kobiecości, które została wystawiona na ciężką próbę. Anne Brontë stworzyła postać Helen, która musiała samodzielnie, bez męża u boku, walczyć o dobro swoje i własnego dziecka. Tym sposobem "Lokatorka Wildfell Hall" staje się powieścią ponadczasową, głoszącą prawdy o których nie wolno nam zapominać. Powieść jest doskonałym studium ludzkiej psychiki i nie jeden raz zaskakuje nawet nie przekonanego do klasyki literatury czytelnika. Ze swojej strony potwierdzam - to jedna z najlepszych powieści w dorobku sióstr Brontë.

środa, 9 września 2026

"Przeszłość woła moje imię" Agata Przybyłek

 
"Przeszłość woła moje imię" Agata Przybyłek, Wyd. Czwarta Strona, Str. 368

 

Niektóre historie czekają całe dekady, by zostać opowiedziane. 

 

Nic nie cieszy tak bardzo jak pierwszy tom nowej serii ulubionej autorki. Agata Przybyłek od lat gości na mojej półce i niezawodnie otula moją wyobraźnię obrazami, których nie da się zapomnieć. 

Nowa historia to nostalgiczna opowieść o życiu, jego wzlotach i upadkach a także o losie, który dyktuje własne warunki. Pisana plastycznym stylem, uderzająca w odpowiednie emocje a także przywołująca w głowie wiarygodne sceny. Strony przewracają się same, główna bohaterka z miejsca zjednuje naszą sympatię a my pozwalamy porwać się w sam wir zaskakujących wydarzeń, gdy wszystko co przez lata budowała runęło niczym domek z kart. Autorka od początku miała konkretny pomysł na swoją książkę, który skrupulatnie zrealizowała, składając na nasze dłonie kompletną opowieść obyczajowo-romantyczną.

Kamila, konserwatorka zabytków, została zmuszona do szybkiego przewartościowania swojego życia. Bolesne rozstanie wyznaczyło dla niej nową drogę. Nie czuje również wsparcia ze strony ojca, który wydaje się nie rozumieć ogromu tragedii. Dziewczyna ucieka od wszystkiego i pogrąża się w pracy, by przy renowacji zapomnianej palicy w pięknym, malowniczym miasteczku, odnaleźć w końcu sens swojej historii. 

Fabuła jest niesłychanie klimatyczna. Z jednej strony zachwycamy się przygodami Kamili i doskonale rozumiemy jej niełatwą sytuację, z drugiej cieszymy wyobraźnię pięknymi opisami, przyrodą, ciszą oraz spokojem jakie otrzymujemy dzięki pobytowi w Jelenich Łęgach. To miejsce wydaje się przejmować rolę jednego z bohaterów i tworzyć podwaliny do dalszych zdarzeń. To dzięki niemu również dostrzegamy piękno chwili, ulotne szczęście i tak jak bohaterka, odnajdujemy siebie. Taka jest właśnie ta książka: angażująca, otwarta na czytelnika, zapewniająca miejsce u swojego boku każdemu z nas, ponieważ to naturalny talent autorki, by pisać opowieści inspirowane prozą zwykłych dni, szczere, w pełni realne i zawsze piekielnie emocjonalne. 

Wydarzenia z przeszłości odegrają tutaj nie małą rolę, miłość będzie nie tylko cierpieniem, ale także początkiem lepszego życia a stary zamek na nowo odzyska swój blask. Agata Przybyłek sięga po uniwersalne motywy zamykając je w charakterystycznym dla siebie stylu, snując własną wariację na temat demonów przeszłości oraz ich wpływu na teraźniejszość. "Przeszłość woła moje imię" rozgrzewa serce i udowadnia, że z pozoru proste powieści potrafią skrywać w sobie ogromne pokłady zaangażowania, życiowych mądrości oraz świadomości, że po każdej burzy w końcu pojawi się słońce.