poniedziałek, 9 lutego 2026

"Portret Doriana Graya" Oscar Wilde

 
"Portret Doriana Graya" Oscar Wilde, Tyt. oryg. The Picture of Dorian Gray, Wyd. Filia, Str. 304


"Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej."

Jak to jest trzymać w rękach powieść, która jeszcze przed przeczytaniem zobowiązuje nas do zaprzyjaźnienia się z jej treścią? Czy to możliwe, by klasyka literatury zmuszała czytelników do tego, by doceniali jej piękno mimo tego, że jednak nie czują się w tym gatunku dobrze? Czy w przypadku tych historii indywidualizmy schodzi na plan dalszy?

Oczywiście, że nie. Nie ma takiej książki, która zmusiłaby nas do ocenienia jej pozytywnie, mimo tego, że nie okazała się dla nas w najmniejszym stopniu wartościowa. Jednak "Portret Doriana Graya" jest dla mnie historią, która przez wiele lat wabiła mnie do siebie przymusem przeczytania - dookoła wszyscy zapewniali mnie jak cudowna jest to powieść i że na pewno mi się spodoba. Nie ma innego wyjścia. Więc po latach zdecydowałam się w końcu na indywidualna ocenę powieści Oscara Wilde'a i bardzo się cieszę, że zrobiłam to dopiero teraz, bo myślę, że to idealny czas, by wyciągnąć z tej historii jak najwięcej wartości.

Tak, przyznaję na wstępie, że i ja poddałam się tej lekturze i już pierwsze strony przekonały mnie do tego, że czeka mnie lektura co najmniej zaskakująca i na pewno nie byle jaka. Przede wszystkim nie mam tutaj na myśli samej fabuły, ale masy złotych myśli. Wywołały one we mnie sporo przemyśleń, szturmem podbiły moje myśli i nie wyszły nawet do teraz, już po skończonej lekturze. Warto o nich pamiętać, ale co najważniejsze - warto je poznać samemu, bo choć "Portret Doriana Graya" nie jest łatwą lekturą, do każdego trafi z innym przesłaniem. Właśnie za to cenię ją najbardziej - za indywidualizmy, możliwość własnej, nie narzuconej z góry interpretacji.

Nie jest tak, że powieść Wilde jest w każdym calu idealna, bo niektóre z wywodów Henryka Wottona chętnie skróciłabym do minimum. Henryk jest jednym z tych bohaterów, który w ówczesnych dla siebie czasach przyjął na barki napiętnowanie przez społeczeństwo. Nie zaakceptowano tej powieści w czasie, gdy ona powstała i wcale się nie dziwię, bo przykład deprawującego mężczyzny bez żadnych zasad moralnych co poniektórych może zgorszyć nawet i dziś. Ale jednocześnie jest to niesamowicie inteligentny, błyskotliwy człowiek, który czyta w innych jak w otwartej księdze. A co za tym idzie - jest trochę przerażający. Dlatego, gdy los postawił na jego drodze naszego tytułowego Doriana, nie mógł przegapić takiej okazji. Zaczarował go słowem, zmusił do intensywnego myślenia i sprowadził Doriana na drogę z której nie było już powrotu. Przykro było mi czytać jak niewinna dusza Doriana zostaje zaprzedana na rzecz wiecznej młodości dla kogoś, kto być może nawet tego do końca nie do ceni zaślepiony rządzą posiadania tego, co dla zwykłego człowieka nie jest możliwe.

Niewątpliwie ta historia miesza w głowie i zmusza do wielu przemyśleń. Jednocześnie "Portret Doriana Graya" wkrada się do grona tych lektur, obok których absolutnie nie można przejść obojętnie. Już rozumiem fenomen tej powieści - to otwarta księga, zapisana masą słów, a jednak niczym biała kartka, na której możemy zapisać własną historię. Każdy w tej powieści znajdzie coś innego, co pozwoli mu odnaleźć odpowiedzi na własne pytania. A zakończenie? Zwala z nóg!

niedziela, 8 lutego 2026

"Kino drugich szans" Thea Weiss

 
"Kino drugich szans" Thea Weiss, Tyt. oryg. The Second Chance Cinema, Wyd. Czwarta Strona, Str. 416

 

Wspomnienia, które leczą. Magia, która przynosi zrozumienie. 

 

Nastrojowa, nietuzinkowa, pokazująca życie w zupełnie innej odsłonie. Propozycja od Thei Weiss bardzo miło mnie zaskoczyła, poruszając w moim sercu najczulsze struny.

To opowieść o bohaterach na miejscu których mogliśmy stanąć my sami. Proza obyczajowa, subtelnie romantyczna, momentami nasiąknięta magią. Wszystko jednak od pierwszej do ostatniej strony było na swoim miejscu, jakby autorka od początku miała jasny plan, który zrealizowała z podziwu godną precyzją. Sięgając po lekturę spodziewałam się opowieści podobnej do innych, przyjemnej dla wyobraźni, ale jednocześnie szybkiej do zapomnienia. A jednak styl Weiss, jej umiejętność żonglowania emocjami oraz budowania złożonych sylwetek bohaterów zatrzymały mnie myślami przy fabule na długo po zamknięciu ostatniej strony. 

Ellie i Drake mieli jasny plan na przyszłość i widzieli siebie na ślubnym kobiercu. Jednak pewnej nocy trafili do starego kina a tam ujrzeli film z ich udziałem. Jak to możliwe, że na wielkim ekranie pojawiły się wspomnienia z ich dzieciństwa? Każdy seans ujawnia pewne tajemnice, każdy nowy film zbliża bohaterów do teraźniejszości. Nie wiedzą jednak co odkryją przed zakończeniem spektaklu i czy ujawniona prawda pozwoli im przetrwać. 

Trudno opisać słowami wyjątkowość fabuły, ponieważ główną rolę odgrywają tutaj silne emocje. Kameralna przestrzeń ciemnego kina, nawiązanie do wspomnień, które nie każdemu się podobają oraz mocna analiza bohaterów, ich myśli, zachowań oraz podejmowanych decyzji, budują obraz związku opartego na pewnych kłamstwach. A jak wiadomo, nie tak powinna wyglądać droga do budowania wspólnej przyszłości. Autorka w ciekawy sposób pokazała różnorodność charakterów, skonfrontowała ze sobą inne światy, uchwyciła momenty strachu, niepewności oraz poczucia, że być może Ellie i Drake nie znali siebie tak dobrze jak podejrzewali. Gdy oni mierzli się z własnymi demonami, my z zachwytem przerzucaliśmy kolejne strony, wraz z nimi siedzieliśmy na kinowych fotelach i zajadając popcorn z zapartym tchem obserwowaliśmy bieg wypadków.

Napisać, że jestem zachwycona powyższą powieścią to jakby nie napisać nic. Dawno nie czytałam tak inteligentnej książki na miarę współczesnych czasów o ponadczasowym wydźwięku. Trzymałam kciuki za bohaterów, zżyłam się z ich opowieścią, na własnej skórze odczuwałam wszystkie zmiany zachodzące w nich zależnie od obejrzanego seansu. Thea Weiss stworzyła akcję z niezwykle osobistym wydźwiękiem, mądrą, dojrzałą i tak smaczną, że pozostaje apetyt na więcej.