piątek, 5 czerwca 2020

"Kolacja z Tiffany'm" Agnieszka Lingas-Łoniewska

"Kolacja z Tiffany'm" Agnieszka Lingas-Łoniewska, Wyd. Burda Książki, Str. 264

Komedie romantyczne są do bani – twierdzi Natalia Lisek.

Kiedy szukam czegoś na poprawę humoru i poszukuję lekkiej powieści romantycznej zawsze chętnie sięgam po książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.

Kolejna propozycja tej autorki to prosta opowieść utrzymana w stylu romantycznej komedii, która wydaje się spędzać sen z powiek głównej bohaterki. Natalia Lisek nigdy nie była ich fanką, zawsze wolała twardo stąpać po ziemi, ale kiedy jej życie niepokojąco zaczyna przypominać jedną z takich historii, nagle zaczyna jej się to podobać. Bo w końcu kto nie ma ochoty poznać uroczego bad boy'a i zapolować na jego serce?

To jedna z tych książek przy których czytaniu uśmiech nie schodzi z twarzy. Postawa głównej bohaterki nie raz i nie dwa wywoływała u mnie szczery śmiech a charyzma jej anty-wybranka sprawiała, że kibicowałam im ile sił. I choć historia okazała się krótka a przy tym nie miała drugiego dna czy wielu pobocznych wątków, to wszystko wystarczyło by zapewnić mi kilka godzin dobrej zabawy.

Natalia Lisek jest pełna uroku. Nosi grube okulary, jest raczej troszkę nieporadna i przypomina bardziej parodię losu niż silną dziewczynę. Właśnie straciła pracę i chociaż szuka już nowej to nie jest przekonana czy udowodni rodzicom swoją niezależność. Jest jednak pewna swego, odważna i inteligentna, więc wiara w nią przychodzi bardzo łatwo. Pech chce, że los wplątuje ją w pewną intrygę i chociaż śmiechu jest przy tym co nie miara to ona sama nie jest pewna czy to dobry pomysł pakować się w kolejne problemy. Bądźmy jednak szczerzy, czy ktoś pytał ją o zdanie? Nadszedł czas polowania na pewnego tajemniczego złodzieja, który być może nieoczekiwanie odmieni życie Natalii.

Jeśli szukacie czegoś lekkiego, niezobowiązującego a przy tym przyjemnego w odbiorze to śmiało - "Kolacja z Tiffany'm" jest właśnie dla Was. Fanów autorki zachęcać nie muszę do jej najnowszej książki a tym, którzy nie mieli jeszcze okazji przeczytać nic pióra Pani Agnieszki powiem tylko, że w duecie z kubkiem gorącej herbaty ta historia wydaje się lekiem na ciężki dzień.

czwartek, 4 czerwca 2020

"Spójrz mi w oczy, Audrey" Sophie Kinsella

"Spójrz mi w oczy, Audrey"
Sophie Kinsella, Tyt. oryg. Finding Audrey, Wyd. Media Rodzina, Str. 320

"Oczy to tylko nieszkodliwa galaretowata tkanka. Stanowią bardzo mały element organizmu. Wszyscy je mają. Co więc tak bardzo mi w nich przeszkadza? Miałam jednak dużo czasu, żeby się nad tym zastanowić, i jeżeli chcesz wiedzieć, to ludzie nie doceniają oczu. Przede wszystkim jest w nich wielka moc."

Audrey nie potrafi spojrzeć nikomu w oczy. Nie szuka kontaktu wzrokowego, szuka ucieczki od innych, chowając się za ciemnymi okularami. To jak choroba, a nawet gorzej, bo nie da się łatwo wyleczyć lęku przed innymi. Przyznaję, że wbrew temu, że nie było mi łatwo utożsamić się z główną bohaterką, starałam się obiektywnie ocenić jej sytuację i zrozumieć co się dzieje. Nie było to łatwe, ale też nie było to niemożliwe. Tym samym Audrey zaprezentowała typ nowej bohaterki - nie takiej, którą wystawiamy na piedestał, która walczy ze złem i staje na czele grupy. To zupełnie inna historia. Tutaj dziewczyna jest zagubiona, zamknięta w sobie, wycofana w sposób najgorszy z możliwych. Jest też przy tym bardzo inteligentna i nad wyraz dojrzała, co niestety nie zjednuje sobie sympatii innych. Nie każdy chce znać wszystkowiedzące nastolatkach, które wiedzą lepiej i mają w swoich słowach cyniczne zabarwienie. Ale wbrew wszystkiemu - ja ją polubiłam. I to bardzo.

Wiem, że postać głównej bohaterki jest trochę przekorna. Nie każdy ją polubi czy zrozumie, ale musicie dać jej szansę. Sama również nie byłam przekonana do jej stylu bycia, ale też nigdy nie znalazłam się w takiej samej sytuacji. Wiem doskonale, że książki z serii NA są trudne i to ich znak rozpoznawczy - dobry temat przewodni, który skłania do myślenia buduje całą fabułę. "Spójrz mi w oczy, Audrey" to coś świeżego w tym nurcie - były trudne miłości, dramaty, śmierć, ale nigdy nie było społecznego wyobcowania. 

Autorka tak naprawdę nie zagłębia się w przeszłość. Nie wyjaśnia dlaczego główna bohaterka zachowuje się tak a nie inaczej. Pokazuje jednak, jakie konsekwencje będzie miał jej wybór. Nie mogę też nie zauważyć, że Audrey ma dopiero czternaście lat i choć jest troszkę przemądrzała, to wciąż pozostaje dzieckiem. Pojawia się zatem pytanie, dlaczego ktoś z natury ufny jednak nie ufa nikomu? Mogłabym to zrzucić na rodzinę dziewczyny, gdyby nie to, że chociaż irytująca - dbała o swoje dziecko. To wewnętrzny problem samej głównej bohaterki, który należy zrozumieć na swój własny sposób.

Autorka swobodnym językiem i bardzo lekkim stylem nakreśliła powieść wbrew pozorom banalną, ale w gruncie rzeczy - bardzo wartościową. Fobia społeczna to temat trudny i warty zainteresowania, a na przykładzie głównej bohaterki został przedstawiony w zaskakująco dobry sposób. Myślę, że to spora zasługa kreacji głównych bohaterów. Każdy z nich jest indywidualny, ma swój świat i własne zasady, ale przy tym nie zapomina jak ważna jest rodzina. Pamiętajcie, że chociaż temat jest trudny to całość została napisana w bardzo sympatycznym stylu. Udało mi się wychwycić wiele momentów z dobrym poczuciem humoru, co rozładowywało trudniejsze momenty, a sama historia napisana jest trochę z przymrużeniem oka. "Spójrz mi w oczy, Audrey" to subtelna saga rodzina, z nastoletnimi problemami i bardzo dużą dawką rodzinnej miłości. Nie pozostaje mi nic innego, jak szczerze Wam ją polecić.