wtorek, 10 lutego 2026

"Demon-szpieg" Edgar Wallace

 
"Demon-szpieg" Edgar Wallace, Tyt. oryg. The Squeaker, Wyd. MG, Str. 208

 

Takie były kiedyś kryminały! 

 

Klimatyczna powieść pełna drugoplanowych wątków, idealna do poczytania późnym wieczorem, w pełni angażująca wyobraźnię. 

Wydana pierwszy raz wiele lat temu przywołuje na myśl wszystko co niebywałe w dawnych kryminałach. Niby nieskomplikowana, niby banalna pod względem prowadzonej akcji a jednak na swój sposób niepowtarzalna, zmuszająca czytelnika do zatrzymania się oraz głębszej analizy. Wszystkie książki autora mają w sobie wyjątkowy klimat tego co już nie wróci, ponieważ dziś szukamy suspensu, natomiast Wallace niespiesznie koncentrował się wokół wszechobecnej zabawy w kotka i myszkę.

Przenosimy się do lat 20. ubiegłego wieku. Czujemy na własnej skórze ścisk brytyjskich uliczek. Przemykamy, tak jak szpieg, niezauważani. Obserwujemy bohaterów z bliska, znamy ich mroczne sekrety, donosimy na nich na policję. Próbujemy wyrównać rachunki a oni próbują nas pochwycić. Nikt jednak nie zna naszej tożsamości. Do czasu, gdy Scotland Yard podejmuje wyzwanie. 

Fabuła liczy sobie niewiele stron, ale każdą czyta się z przyjemnością. To typowy retro kryminał na miarę ówczesnych czasów, który może nie jest specjalnie skomplikowany, ale na pewno może się pochwalić złożoną sylwetką postaci idealną do głębszej analizy. Sam motyw tajemniczego bohatera dodaje całości smaku, pozwala popuścić wodzę fantazji i nawet jeśli łatwo nam przewidzieć przebieg wypadków, nie chodzi o to, by ścigać się z czasem a po prostu delektować klimatem, atmosferą czy pomysłowością akcji. 

"Demon-szpieg" to przyjemna przygoda w klasycznych ramach, która podsyca apetyt na więcej. Dobrze napisana, ciekawie poprowadzona, błyskotliwa oraz wielowymiarowa. Krótka, owszem, ale w swojej formie idealnie sprawdzi się jako wybór tuż przed snem, pozwalając nam odreagować dzień oraz wskoczyć w wir emocjonujących zdarzeń. 

poniedziałek, 9 lutego 2026

"Portret Doriana Graya" Oscar Wilde

 
"Portret Doriana Graya" Oscar Wilde, Tyt. oryg. The Picture of Dorian Gray, Wyd. Filia, Str. 304


"Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej."

Jak to jest trzymać w rękach powieść, która jeszcze przed przeczytaniem zobowiązuje nas do zaprzyjaźnienia się z jej treścią? Czy to możliwe, by klasyka literatury zmuszała czytelników do tego, by doceniali jej piękno mimo tego, że jednak nie czują się w tym gatunku dobrze? Czy w przypadku tych historii indywidualizmy schodzi na plan dalszy?

Oczywiście, że nie. Nie ma takiej książki, która zmusiłaby nas do ocenienia jej pozytywnie, mimo tego, że nie okazała się dla nas w najmniejszym stopniu wartościowa. Jednak "Portret Doriana Graya" jest dla mnie historią, która przez wiele lat wabiła mnie do siebie przymusem przeczytania - dookoła wszyscy zapewniali mnie jak cudowna jest to powieść i że na pewno mi się spodoba. Nie ma innego wyjścia. Więc po latach zdecydowałam się w końcu na indywidualna ocenę powieści Oscara Wilde'a i bardzo się cieszę, że zrobiłam to dopiero teraz, bo myślę, że to idealny czas, by wyciągnąć z tej historii jak najwięcej wartości.

Tak, przyznaję na wstępie, że i ja poddałam się tej lekturze i już pierwsze strony przekonały mnie do tego, że czeka mnie lektura co najmniej zaskakująca i na pewno nie byle jaka. Przede wszystkim nie mam tutaj na myśli samej fabuły, ale masy złotych myśli. Wywołały one we mnie sporo przemyśleń, szturmem podbiły moje myśli i nie wyszły nawet do teraz, już po skończonej lekturze. Warto o nich pamiętać, ale co najważniejsze - warto je poznać samemu, bo choć "Portret Doriana Graya" nie jest łatwą lekturą, do każdego trafi z innym przesłaniem. Właśnie za to cenię ją najbardziej - za indywidualizmy, możliwość własnej, nie narzuconej z góry interpretacji.

Nie jest tak, że powieść Wilde jest w każdym calu idealna, bo niektóre z wywodów Henryka Wottona chętnie skróciłabym do minimum. Henryk jest jednym z tych bohaterów, który w ówczesnych dla siebie czasach przyjął na barki napiętnowanie przez społeczeństwo. Nie zaakceptowano tej powieści w czasie, gdy ona powstała i wcale się nie dziwię, bo przykład deprawującego mężczyzny bez żadnych zasad moralnych co poniektórych może zgorszyć nawet i dziś. Ale jednocześnie jest to niesamowicie inteligentny, błyskotliwy człowiek, który czyta w innych jak w otwartej księdze. A co za tym idzie - jest trochę przerażający. Dlatego, gdy los postawił na jego drodze naszego tytułowego Doriana, nie mógł przegapić takiej okazji. Zaczarował go słowem, zmusił do intensywnego myślenia i sprowadził Doriana na drogę z której nie było już powrotu. Przykro było mi czytać jak niewinna dusza Doriana zostaje zaprzedana na rzecz wiecznej młodości dla kogoś, kto być może nawet tego do końca nie do ceni zaślepiony rządzą posiadania tego, co dla zwykłego człowieka nie jest możliwe.

Niewątpliwie ta historia miesza w głowie i zmusza do wielu przemyśleń. Jednocześnie "Portret Doriana Graya" wkrada się do grona tych lektur, obok których absolutnie nie można przejść obojętnie. Już rozumiem fenomen tej powieści - to otwarta księga, zapisana masą słów, a jednak niczym biała kartka, na której możemy zapisać własną historię. Każdy w tej powieści znajdzie coś innego, co pozwoli mu odnaleźć odpowiedzi na własne pytania. A zakończenie? Zwala z nóg!