Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Marginesy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Marginesy. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2026

"Król tanga" Sylwia Trojanowska

 
"Król tanga" Sylwia Trojanowska, Wyd. Marginesy, Str. 336

 

Wtedy jednak los postanowił odwrócić kartę. 

 

Sylwia Trojanowska nawet biografię potrafi napisać w niezwykle szczery, wiarygodny sposób. W jej rękach losy zwykłych ludzi zmieniają się w niezwykłą opowieść.

Kto by pomyślał, że historia Tadeusza Millera tak bardzo przypadnie mi do gustu. Do tej pory słyszałam o nim jedynie wzmiankowo, mając świadomość istnienia a jednak nie znając żadnych kluczowych faktów. Dziś bogaty obraz losów piosenkarza na zawsze wyrył się w mojej podświadomości, ponieważ przedstawiony w realny, szczery, niezwykle emocjonalny sposób ujął mnie do głębi. Autorka zdecydowała się przedstawić losy człowieka, którego życiorys na to zasługiwał, więc mam nadzieję, że i Wy nie przejdziecie obok tej książki obojętnie. 

Tadeusz Miller przyjechał do Szczecina tak jak inni, szukać nowego startu. Marzył o wokalnej scenie, ale bał się zaryzykować. W dodatku 1946 rok nie był przychylny karierom. Wówczas walczyło się o jedzenie, o życie, o lepsze miejsce. Powojenna rzeczywistość nie była łatwa. Jednak z uporem szedł przed siebie a mają u boku kochającą żonę czuł, że może wszystko. Do czasu, gdy wielkie osiągnięcia przykryła ponura rzeczywistość.  

To biografia, ale w pełni sfabularyzowana. Pisana, by uświadomić, powiedzieć to co przemilczane, nadać przeszłości kogoś wyjątkowego nowych ram. Gdyby nie ta książka, być może nigdy nie zagłębiłabym się w losy piosenkarza a dziś jestem ogromnie wdzięczna, że miałam taką możliwość. Sylwia Trojanowska płynie poprzez jego życie, w bardzo malowniczy, ale jednocześnie wiarygodny i przyziemny sposób opowiada jego losy i sprawia, że serce czytelnika pęka na pół. Tadeusz był definicją człowieka realizującego swoje marzenia, do którego los się uśmiechnął i który wykorzystał swoją szansę. Chociaż krótko, jego kariera tętniła życiem a prywatne problemy nie ułatwiały obranej drogi. Tym sposobem jego opowieść stała się nie tylko wartą poznania przygodą, ale także wielką motywacją dla każdego kto szuka własnego miejsca w świecie. 

Jestem wdzięczna autorce za otworzenie drzwi do historii, która być może przeszłaby obok mnie. A jednak Sylwia Trojanowska zdecydowała się dać drugie życie karierze Tadeusza Millera z zaznaczeniem intensywności sytuacji, uszczerbku życia prywatnego czy trudności w łączeniu dwóch światów.  To bogata w życiową wiedzę książka, której stawkę podbija sama historia piosenkarza. Coś wyjątkowego, coś co przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającemu czytelnikowi. 

sobota, 25 kwietnia 2026

"Zieleniak" Anna Augustyniak

 
"Zieleniak" Anna Augustyniak, Wyd. Marginesy, Str. 200
 

Bo nawet jedno spojrzenie, drobny gest czy ładna sukienka może doprowadzić je do zguby.

 

Trudne czasy wciąż opisywane są w wielu książkach. I chociaż każda z nich jest na swój sposób ważna oraz wyjątkowa, te opisujące losy zwykłych bohaterów wydają się najmocniej trafiać do serca czytelnika.

Tytułowy Zieleniak to miejsce, które po dziś dzień budzi grozę. To co działo się tam w okresie wojennym nigdy nie powinno się wydarzyć. Jednak mimo wszechobecnej tragedii wydaje się, że nie możemy milczeć w tej sprawie i głos obecnych tam wówczas ludzi niesie się współcześnie do tych, którzy nigdy nie doświadczyli podobnych krzywd. Anna Augustyniak niespiesznie, skupiając się na detalach i wewnętrznych przeżyciach postaci, pokazuje nam pełen obraz zdarzeń z perspektywy prostej jednostki, ludzi takich jak my, którzy nie prosili się o to co ich spotkało. 

Podczas Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 roku Niemcy zmienili teren hali targowej w Warszawie na obóz przejściowy. Zieleniak otoczony murem był świadkiem obecności kilkudziesięciu tysięcy cywilów pozbawionych dachu nad głową. Jedną z nich była Alicja, młoda służąca w mieszkaniu na Ochocie, która trafiła w ręce Niemców wcale nie mówiących w swoim języku oraz Rosjan szukających po zmroku kobiet dla ich niepohamowanych uciech.  

Autorka nadaje bohaterom wiarygodności, pisze o nich jak o ludziach stojących tuż na przeciw nas, więc jej opowieść staje się niezwykle bliska i osobista. Moc realności pokrywa się z ogromem silnych emocji tworząc wyjątkowy obraz o którym trudno zapomnieć. Na początku obawiałam się czy mała liczba stron udźwignie wszystkie potrzebne informacje, ale teraz po lekturze wiem, że więcej byłoby zbyt przytłaczające. Anna Augustyniak czerpiąc inspiracje z różnych źródeł napisała książkę kompletną, która w pełni wywiązała się ze swojej roli, ale jednocześnie bardzo mocną, skłaniającą do refleksji i licznych przemyśleń. W roli bohaterów zaangażowano uczucia, które wyznaczały rytm i często pokazywały jak w świecie bestialstwa czy walki o własne przetrwanie rodzi się bolesna obojętność. 

Mocna, intensywna, ale co istotne - bardzo potrzebna. Mimo niewielkiej ilości stron na pewno nie przeczytacie jej w jeden wieczór, ponieważ pojawi się po drodze wiele przystanków na przemyślenia. To opowieść o zatraconym człowieczeństwie, o bezprawiu i byciu ponad w konfrontacji do opisów poniżanych, maltretowanych kobiet. Książka jest trudna za sprawą samej historii mającej swoje uzasadnienie w prawdziwym życiu, ale bez wątpienia stawkę podbija precyzyjny, emocjonalny styl autorki. Myślę, że to obowiązkowa lektura dla tych, którzy czują, że są na nią gotowi.

środa, 22 kwietnia 2026

"Zagadka Gogol" Sylwia Frołow

 
"Zagadka Gogol" Sylwia Frołow, Wyd. Marginesy, Str. 448
 

Człowiek zagadka.

 

Im jestem starsza, tym chętniej sięgam po książki, które mnie czegoś nauczą. Szukam inspiracji, mądrości, ponadczasowych prawd. Tak trafiłam na biografię Gogola, człowieka, którego nieodkryte cechy intrygują po dziś dzień. 

Zacznę od informacji, że naprawdę niewiele wiedziałam o tej postaci. Jedynie wzmianki, które dotknęły chyba każdego czytelnika zainteresowanego prozą rosyjską. Wszystkie postacie z tego świata są inspirujące i złożone, ale częściej słyszymy o Dostojewskim niż o powyższym autorze. A szkoda, bo to postać równie, o ile nie bardziej intrygująca, nieszablonowa, pełna zagadek oraz niedomówień, tym mocniej zajmująca, że w biografii Frołow przedstawiona w niesamowicie wiarygodny, szczery sposób. 

Zasłynął z Rewizora i Martwych dusz, pozostawił po sobie ślad jako celebryta swoich czasów. Odważny, niezależny, przełamujący granice, ale przede wszystkim skrywający tajemnice, które nie są wyjaśnione do dziś. Niestety nie potrafił sobie poradzić z własnymi słabościami, ze sobą samym, z tym co czuł. Problemy natury psychicznej oraz z seksualną orientacją doprowadziły go na skraj a przebywający z nim ludzie nie raz natknęli się na jego liczne osobowości. Był zarówno uroczy jak i odstręczający, uciekał przed światem oraz sobą samym. 

Autorka przeprowadziła podziwu godny research i złożyła na nasze dłonie książką kompletną. Przede wszystkim warto pochwalić jej styl, lekkość pisania, łatwy przekaz, który trafi do każdego czytelnika. Niby same fakty a jednak żadnej suchej formy, która ustępuje miejsca niemal lirycznemu zaprezentowaniu postaci. Myślę, że dużym ułatwieniem była sama historia Gogogla, która przypominała nie jedną dramatyczną powieść i całe jego życie wydawało się pisane pod fabułę. Dzięki temu dziś otrzymujemy barwny obraz człowieka, który żył krótko, ale pozostawił po sobie wiele wartych bliższego poznania faktów. Jego wielki talent podziwiany po dziś dzień pozwala na nieprzerwane odgrywanie napisanych komedii, ale to osoba samego autora, jego nieprzeciętny umysł, inteligencja oraz złożoność przyciągają naszą uwagę co w tej książce zaprezentowane jest z pasją i odpowiednimi detalami, obok których trudno przejść obojętnie. 

Podzielony między Ukrainę i Rosję, pełen sprzeczności, pokazujący tylko to co chciał, sprawnie ukrywając własne demony, okazał się dla mnie zagadką niemożliwą do rozszyfrowania. Chociaż Sylwia Frołow bardzo miło zaskoczyła mnie swoją publikacją i dowiedziałam się wielu ciekawych, pasjonujących faktów to wciąż mam wrażenie, że nie wiem nawet połowy tego co powinnam. Ogromnie polecam Wam powyższą biografię jako start do tego gatunku, ale i jako obraz człowieka, który wywołuje lawinę niewiadomych, dzięki czemu czas spędzony przy lekturze będzie cudownie owocny.

czwartek, 2 kwietnia 2026

"Emily ze Srebrnego Nowiu" Lucy Maud Montgomery

 
"Emily ze Srebrnego Nowiu" Lucy Maud Montgomery, Tyt. oryg. Emily of New Moon, Wyd. Marginesy, Str. 416

 

Przyjaźnie, które uczą ją zaufania i odwagi. 

 

Są takie powieści, przy których czas się zatrzymuje. Istotne dla każdego czytelnika, przywołujące wspomnienia, pozwalające wracać do siebie w każdej możliwej chwili. Dla mnie taka jest właśnie proza Lucy Maud Montgomery - jedyna w swoim rodzaju.

Cieszę się, że powstają wznowienia, które najpewniej przyciągną do siebie nowych fanów. To historia, która łączy pokolenia, nawiązuje do ponadczasowych treści i pozwala nie tylko utożsamić się z główną bohaterką, ale i na własnej skórze odczuwać wszelkie przygody z jej udziałem. Niezawodna lekkość stylu Montgomery, plastyczny przekaz a także pełnowymiarowa wiarygodność w każdej jej powieści gwarantują moc atrakcji, więc i tym razem otrzymujemy lawinę silnych emocji, nieszablonową kreację postaci oraz - nie inaczej - wiele ważnych kwestii do indywidualnych przemyśleń. 

Emily ma zaledwie dziesięć lat, gdy po śmierci ojca trafia do Srebrnego Nowiu. Rodzinny dom matki jest dla niej pełen sprzeczności, ponieważ poznaje tam ciotkę o surowych zasadach, wujka o duszy poety oraz Laurę otwartą na drugiego człowieka. Dziewczynka uczy się więc nowych zasad pod bacznym okiem zastępczej rodziny, a szkolne rozczarowania, smutne myśli czy nazbyt wybujała wyobraźnia odnajdą zrozumienie w zaskakującej formie.  

To pierwsza część przygód Emily, którą każdy z nas będzie (świadomie lub też nie) porównywał z Anią. Czy słusznie? Pewnie po części tak, ale każdy autor chciałby wyróżniać się nie tylko jednym dziełem, więc analizując powieść pod kątem jej odrębności potwierdzam, że utrzymana jest w tym samym stylu, nadaje na podobnych falach, wciąż zaskarbia sympatię, rozgrzewa serce i pozwala mocno wgryźć się w akcję, ale Emily jest nową bohaterką i tak polecam ją traktować. Inny charakter, natomiast na pewno równie ciekawie wykreowany, inna rola w życiu, chociaż nie mniej ważna a także - niepodważalnie, pokazująca siłę przyjaźni, rodziny, potrzebę akceptacji, zrozumienia oraz obecności życzliwych nam ludzi wokół. To opowieść o prozie życia, nieustannych wyzwaniach czekających na każdym kroku a także o sile, determinacji, o harcie ducha, będących wspaniałą inspiracją do walki z własnymi demonami. 

Możliwe, że nie jestem obiektywna, ponieważ dorastałam z prozą Montgomery pod pachą, ale uważam, że to kolejna wyjątkowa odsłona autorki. Nieograniczona wyobraźnia w połączeniu z niepodważalnym talentem tworzą w naszej głowie plejadę barwnych scen, które chcemy odgrywać wciąż na nowo. Nie zawsze było kolorowo, ponieważ młoda bohaterka mierzyła się z licznymi trudnościami, ale znalazła własny sposób, by je pokonywać i udowodniła tym samym jak ważna jest droga ku odnalezieniu własnego miejsca. Dlatego jeśli szukacie książki mądrej, dojrzałej, wrażliwej - zdecydowanie polecam.

sobota, 10 stycznia 2026

"Sztuka twórczego życia. 366 inspiracji od artystek i artystów, by żyć kreatywnie każdego dnia" Katy Hessel

 
"Sztuka twórczego życia. 366 inspiracji od artystek i artystów, by żyć kreatywnie każdego dnia" Katy Hessel, Tyt. oryg. How To Live An Artful Life: A Year of Creativity and Inspiration, Wyd. Marginesy, Str. 488
 
Przed tobą rok życia sztuką na co dzień. Jak go wykorzystasz?
 

Początek roku wywołuje zawsze wiele skrajnych emocji. Potrzeba zmian, wyznaczanie nowych celów, realizacja tego co nie wykonane wcześniej. Jednak część z nas potrzebuje odpowiednich bodźców, by sztuka lepszego życia wyprowadziła nas na prostą. Czy zatem powyższa publikacja okaże się w tym pomocna?  

Szczerze przyznam, że nie jestem fanką podobnych publikacji. Nigdy nie potrafiłam znaleźć z nimi wspólnego  rytmu, ale sumienie, każdego roku, sięgam po nowe propozycje, żeby przekonać się czy w końcu trafię na coś co mnie przekona. I tutaj mam miłe zaskoczenie, dla Was i dla siebie, ponieważ powyższy tytuł bardzo przypadł mi do gustu. To intrygująca lekcja dla tych, którzy szukają wzbogacenia swojej wiedzy na przestrzeni prostej formy, za sprawą prozy życia, dzięki swobodnym inspiracją z którymi bez problemu potrafimy się utożsamić. 

Każdy miesiąc dedykowany jest innej tematyce i pokazuje wpływ sztuki na człowieka. Obserwujemy kształtowanie przyszłym marzeń bądź realizację założonych celów i sami wyznaczamy własne kwestie, które chcemy w tym roku zrealizować. Szukając wsparcia u tych, którym się udało, potrafimy lepiej motywować się na co dzień a tutaj osiągamy to za sprawą kreatywności, popuszczenia wodzy fantazji, wejrzenia w głąb własnego ja. I chociaż brzmi to silnie moralizatorsko czy z podtekstem psychologicznym - nic bardziej mylnego, to bowiem prosta forma prowadząca do konkretnych wniosków.  

Tyle ile dni w roku, tyle inspiracji mających na celu zmusić nas do potencjalnych zmian czy przeanalizowania priorytetów. Sięgając po podobną publikację liczymy się z tym, że będzie ona miała na nas konkretny wpływ lub nawet tego potrzebujemy i tutaj nie mijamy się z wizją autorki, ponieważ serwuje nam ona wiele refleksji do zatrzymania się oraz przełożenia na nasze życie. Ta książka wydaje się mieć realny wpływ na kształtowanie naszego charakteru a przy tym jest zupełnie nienachalna oraz pozbawiona moralizatorskiego wydźwięku.

To wspomagająco-motywująca książka idealna jako towarzysz każdego dnia. Na pozór banalna, ale im częściej do niej zaglądam, tym więcej z niej wyciągam. Przyjemny organizer wyobraźni, która poszerza swoje granice z każdym dniem, wzbogacona o nową wiedzę, przekonana o swoich możliwościach. Hessel sięga po najczulszą tematykę dla ludzkiej duszy, pisze o sztuce, literaturze, malarstwie czy rzeźbie pozwalając nam dostrzec jak jeszcze wiele jest do odkrycia i jak bogatsi wyjdziemy z roku podążającego drogą inspiracji. 

środa, 5 listopada 2025

"Na skraju wielkiego lasu" Leo Vardiashvili

 
"Na skraju wielkiego lasu" Leo Vardiashvili, Tyt. oryg. Hard by a Great Forest, Wyd. Marginesy, Str. 384

 

„Zostawiłem tropy nie do usunięcia. Nie idźcie nimi”.

 

Trzeba przyznać, że Leo Vardiashvili wie jak uderzyć w czułe struny, aby jego powieść pozostała w sercach i głowach czytelników na długo po zamknięciu ostatniej strony. Sięgając po "Na skraju wielkiego lasu" zupełnie nie spodziewałam się aż tak intensywnych emocji.

To jedna z tych książek, które na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo niepozornie i nawet można przejść obok bez większego zainteresowania, niestety. Sama zwróciłam na nią uwagę zupełnie przypadkowo i zaintrygowana opisem z okładki zdecydowałam się na lekturę. Później zadziała się magia. Autor dysponując bajecznie plastycznym stylem zaprezentował przede mną historię bogatą w życiowe doświadczenia, mądrą, błyskotliwą, z bohaterami, którzy ani przez moment nie byli mi obojętni. I piekielnie bolesną. Jednak jest w tej książce coś więcej, jakiś silny indywidualny wydźwięk, coś, co jest wyłącznie wynikiem charyzmy pisarza, który w szczery sposób przywołuje rodzinne wartości.

Saba jest jeszcze dzieckiem, gdy wraz z bratem i ojcem uciekają z Gruzji do Anglii. Tam ma czekać na nich lepsze, bezpieczniejsze życie. Niestety ta decyzja będzie ich słono kosztować, ponieważ demony uderzać będą ze zdwojoną siłą w najmniej spodziewanym momencie, pod postacią twarzy pozostawionych w strefie zagrożenia. Po wielu latach tęsknota za ojczyzną wygrywa i przyciąga do siebie zrozpaczonego ojca rodziny, który przepada bez wieści. Pozostawia jednak wiadomość, by nie wyruszać jego drogą. Saba ignoruje przestrogi, wie bowiem, że bez odpowiedzi nie zazna spokoju.

Jedna z najpiękniejszych powieści jakie miałam okazje przeczytać, uniwersalna, ponadczasowa, piekielnie dojrzała i w wielu momentach wyciskająca z oczu łzy. Sam motyw przewodni jest trudny do zaakceptowania, widmo wojny nieustannie wisi w powietrzu, ale to indywidualne przemyślenia wszystkich bohaterów najbardziej uderzają w czytelnika. Autor w bardzo wiarygodny sposób oddał całą tragedię, mimo upływu lat zaznaczył wciąż powracające bolesne wspomnienia i na przestrzeni pokoleniowej przedstawił jak każda z postaci radziła sobie z problemem. Saba jest tu przodownikiem, najlepszym punktem powieści, ale nie zapominajmy o jego bracie, głośno mówmy o ojcu, ponieważ oni również pozwolili nam spojrzeć na motywy utraty tożsamości, walki z zapomnieniem, tęsknotą za ojczyzną w licznych, emocjonalnych barwach.

"Na skraju wielkiego lasu" to przepełniona licznymi wartościami książka, której nie da się odłożyć choćby na moment. Przepięknie napisana, niezwykle bolesna, ale w pewnych momentach potrafiąca rozgrzać serce. Leo Vardiashvili w prostych słowach, kameralnej atmosferze, koncentrując się na rozmysłach wybranych bohaterów, zabrał nas w podróż na linii Gruzja - Anglia, podróż życia, podróż będąca wyjątkową, konieczną do zapamiętania lekcją. Nie możecie przejść obok niej obojętnie!

poniedziałek, 22 września 2025

"Zielone wzgórza Afryki" Ernest Hemingway

 
"Zielone wzgórza Afryki" Ernest Hemingway, Tyt. oryg. Grenn Hils of Africa, Wyd. Marginesy, Str. 280

 

"Chciałbym spróbować napisać coś o tym kraju, o zwierzętach, o tym, jak tu jest, dla kogoś, kto nie ma o tym pojęcia." 

 

Ernest Hemingway to pisarzy wyjątkowy a jego proza po dziś dzień zjednuje sobie nowych fanów. Intrygujące spojrzenie na otaczający nas świat uwydatnia się w każdej jego powieści a "Zielone wzgórza Afryki" wydają się tego idealnym przykładem. 

Chociaż książka liczy sobie niecałe trzysta stron, sądzę, że nie przeczytacie jej w jeden wieczór. Wymaga zaangażowania, głębszej analizy, rozłożenia na czynniki pierwsze wszystkiego, począwszy od emocji, przez bohaterów, na miejscu akcji kończąc. Autor uwielbiał budować drugie tło dla swoich książek, nieść przekaz podprogowy dla czytelników lubiących doszukiwać się ponadczasowych wartości i wszystko zostało tu spełnione z nawiązką. Z każdej strony otacza nas wyjątkowy klimat, smak promieni afrykańskiego słońca, ale i okrucieństwo prowadzenia kilkumiesięcznych polowań. 

W fabule znajdzie się pewien portret autora oraz próba oddania prawdy w połączeniu z budowaniem fabularnej treści. Nietypowa, ale jednak ciekawa forma udokumentowania wysiłków samozwańczych myśliwych. Sięgamy do grudnia 1933 i obserwujemy całą otoczkę safari, od związanych z nim emocji po relacje osób towarzyszących bohaterowi w jego zmaganiach. 

Dużo momentów przegadanych, dużo refleksji o innych tematach niż polowanie, próba przemycenia analizy pisarza w nienaturalnym dla niego środowisku. Trudna książka, wymagająca refleksji i złapania wspólnego rytmu z językiem Hemingway'a. Jednocześnie książka wydaje się bardzo dojrzała, na pół surowa, na pół moralizatorska. Zdaniem autora prawda popłynie wyłącznie z nabytych samodzielnie doświadczeń i trudno się z tym nie zgodzić, wręcz chwalebne wydaje się właśnie takie nastawienie, które uwypukla w książce nie tylko przebieg hobby bohatera, ale i jego budowanie międzyludzkich relacji. 

"Zielone wzgórza Afryki" to intrygujące oddanie miejsca nie tylko jako nieznanej przestrzeni, ale i wpływu na wybrane osoby. Osobliwy autoportret, ironiczna relacja safari, książka bardzo w stylu autora. Na pewno nie dla każdego, ale fani docenią pióro oraz zaangażowanie a ci, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z twórczością Hemingway'a być może odnajdą wspólny język za sprawą tajemniczej, hipnotyzującej przygody. 

środa, 3 września 2025

"Błękitny zamek" Lucy Maud Montgomery

 
"Błękitny zamek" Lucy Maud Montgomery, Tyt. oryg. The Blue Castle, Wyd. Marginesy, Str. 280


"Błękitny Zamek" to historia o samopoznaniu, wolności, miłości i odwadze, by żyć na własnych zasadach. 

 

Myślę, że nie ma czytelnika, który choćby nie słyszał o Ani z Zielonego Wzgórza. Na tej serii dorastały pokolenia a dziś sława rudowłosej bohaterki odżywa na nowo. Jednak autorka, która powołała ją do życia miała inne, fascynujące książki do których należy również "Błękitny zamek".

To jedna z tych lektur, które - mam takie wrażenie - nie doczekały się właściwego docenienia. Sama czytałam ją pierwszy raz wiele lat temu, kiedy znalazłam jedno z pierwszych wydań w rodzinnej biblioteczce. Nie spodziewałam się wtedy, że tak mocno oczaruje mnie główna bohaterka oraz jej wyjątkowa charyzma. Od tamtej pory powracam systematycznie do fabuły, która za każdym razem uczy mnie czegoś nowego, ale zawsze jest tak samo nieoceniona pod względem emocji, plastyczności czy jakości przekazu. Ogromnie się ciesze, że dziś doczekała się wznowienia w cudownej szacie graficznej, by na nowo zjednać sobie czytelników.

Valancy Stirling ma dwadzieścia dziewięć lat i żadnych perspektyw na przyszłość. Wydaje się, że pisane jej jest staropanieństwo co skrupulatnie wypominane jest przez prowincjonalną rodzinę. Jednak szokująca diagnoza lekarza sprawia, że Valancy zaczyna zupełnie inaczej patrzeć na świat. W końcu pozostał jej zaledwie rok życia. Nadszedł więc czas, by robić i mówić to na co ma się ochotę. Kto zabroni umierającej być sobą?  

To opowieść o sile charakteru a także walce o własne miejsce w świecie. Fascynująca w swojej prostocie, niezwykle złożona w działaniach. Pisana z przekąsem, z dosadną ironią wywołującą u czytającego szczery uśmiech na ustach, udowadniająca, że lektura romantyczno-obyczajowa, pisana w przeszłości, ma więcej do powiedzenia niż nie jedno współczesne dzieło. Uważam jednak, że nie każdy odnajdzie się w fabule, ponieważ ma ona w sobie dużo romantyczno-nostalgicznych nut. Czasami namawia, by zatrzymać się w biegu, by docenić piękno przyrody, czasami udowadnia, że warto przestać walczyć o względy innych ludzi. Wbrew pozorom na ponad dwustu stronach zamkniętych jest wiele ponadczasowych wartości, które solidarnie stanowią wartą zapamiętania lekcję życia. To historia o odwadze w różnym znaczeniu, piękna, przejmująca, trafiająca wprost do serca.

Nie wiem ile razy czytałam już "Błękitny zamek". Niektóre fragmenty znam nawet na pamięć. To dla mnie wyjątkowa powieść, sentymentalna, w jakiś sposób osobista, napisana niezwykle malowniczo, barwnie i uczuciowo. Lekka jak piórko a jednak mająca w sobie moc burzenia murów, obowiązkowa dla wszystkich otwartych na nauk, która z niej płynie. Pamiętajcie jednak, że to nie jest żadna moralizatorska proza. To po prostu historia dziewczyny takiej samej jak my. To promyk słońca po burzowym dniu. 

sobota, 26 lipca 2025

"Siedem skór Esther Wilding" Holly Ringland

 
"Siedem skór Esther Wilding" Holly Ringland, Tyt. oryg. The Seven Skins of Esther Wilding, Wyd. Marginesy, Str. 600

 

Teraz, pod wieczór, światło było boleśnie złote.

 

Sięgając po powyższą lekturę od początku czułam, że to historia dedykowana dla mnie. Nie spodziewałam się jednak, że Holly Ringland tak mocno mną wstrząśnie, pozostają w mojej głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony. 

Autora posługuje się pięknym stylem, stawia na głębokie emocje i dużą plastyczność. Ze swoboda prowadzi nas przez trudne tematy, ukazuje piękno chwili, zmusza do zatrzymania się i postawienia na miejscy głównej bohaterki. Nie będzie to łatwa przygoda, czasami potrzebowałam złapać oddech pomiędzy stronami, ponieważ łzy wzruszenia przesłaniały obraz, ale właśnie to uważam za największy atut Ringland. Potrafi bowiem jak mało kto w prostych słowach stworzyć wyjątkową treść od której nie sposób się oderwać i która wpływa na czytelnika mimo braku moralizatorskich treści. 

Esther wyrusza z Tasmanii do Kopenhagi, by odkryć tajemnice skrywane przez jej nieżyjącą siostrę. W pamiętniku Aury odnalazła bowiem tajemnicze ilustracje, które zachęciły ją do opuszczenia wypracowanej rutyny. Tak dotarła na Wyspy Owcze, gdzie poznała wiele wyjątkowych postaci mających wpływ na jej dalsze życie. Tak również odnalazła siebie i sens dalszego działania. Poznała siostrę jakiej nie znała za życia i zrozumiała sekret będący na wyciągnięcie ręki. 

Przepiękna narracja i jeszcze lepsze przedstawienie miejsc odwiedzanych przez Esther. Cudownie było odkrywać wszystkie detale podróży, której celem były także elementy wierzeń, miejscowego folkloru czy pamiętanych przez pokolenia mitów. Tuż za tym stały kreacje postaci, nietuzinkowe, złożone, idealne do głębszej analizy. Na sześciuset stronach autorka rozłożyła tak wiele istotnych kwestii, którym warto było przyjrzeć się z bliska, że nawet nie wiem kiedy zleciał  mi czas jaki poświęciłam na lekturę. Przyglądałam się poetycko przedstawionej formie legend, nie pomijałam prozy życia i chwil zatrzymania doceniając jak wielką opowieść zbudowała autorka na bazie tego co otacza nas na co dzień. Trudno jednak opisać to w jakichkolwiek słowach - trzeba to po prostu doświadczyć na własnej skórze, popuszczając wodze wyobraźni, wraz z zrozpaczoną kobietą podążając śladami ukochanej siostry w drodze do ukojenia, zrozumienia, zabliźnienia ran. 

"Siedem skór Esther Wilding" to jedna z tych powieści o których się nie zapomina i do których się wraca. Piękna, wyjątkowa, uniwersalna, pisana tak plastycznym językiem, że w naszej głowie odgrywają się obrazy niczym z najbardziej efektownych filmów. Holly Ringland sięgnęła po wszystkie fascynujące motywy: podróż zmieniającą charakter, siłę siostrzanych więzi, poczucie zagubienia, straty, poszukiwanie rozwiązania zagadki - tworząc przy tym spójną, ekscytującą całość, która przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającemu czytelnikowi.

piątek, 18 lipca 2025

"Orlando" Virginia Woolf

 
"Orlando" Virginia Woolf, Tyt. oryg. Orlando, Wyd. Marginesy, Str. 320

 

Jedno z najbardziej oryginalnych i brawurowych dzieł w literaturze XX wieku w nowym – pierwszym od 30 lat – przekładzie Agi Zano. 

 

Klasyka literatury to najlepsza forma rozrywki dla dojrzałego czytelnika. Kryje się w niej bowiem wiele ponadczasowych prawd a za każdym razem czytana na nowo inspiruje innymi wartościami. Nie inaczej jest z "Orlando", opowieścią, która od pierwszych stron porwała mnie w swoje ramiona. 

Nie jest to lektura prosta, do przeczytania w jeden wieczór. Skłania do licznych refleksji, do zatrzymania się, przeanalizowania. Czasami wracałam kilka stron, by odpowiednio zrozumieć przekaz, innym razem odkładałam ją na chwilę, by w mojej głowie wszystko odpowiednio się poukładało. I właśnie za ten wewnętrzny monolog doceniam prozę Woolf, za jej nieszablonowość, budowanie niesłychanie złożonych kreacji postaci. Za mnogość prawd płynących z ich wyborów oraz pojawiających się konsekwencji i zupełną nienachalność w prezentowanej treści. Jedyny warunek jest taki, że naprawdę musicie lubić trudniejsze, wymagające książki, ponieważ przystanków po drodze na własne przemyślenia jest naprawdę sporo. 

Zaczynamy w elżbietańskiej Anglii, poznając bliżej postać tytułowego Orlando. Niestety chłopak nie czuje się w pełni sobą. Wyrusza w podróż trwającą lata, która zaczyna kształtować go na nowo. Gdzieś po drodze staje się kobietą. Wówczas dostrzegamy wielki proces wpływający na kulturę a także psychikę nie tylko głównej postaci, ale również jej otoczenia. Obserwujemy jak z dystansem wobec świata oraz niekłamaną błyskotliwością autorka przełamuje tabu, by intrygować po dziś dzień.

Temat początkowo wydaje się banalnie prosty i nic nie wskazuje na wiele nawiązań, które spotkamy po drodze. Dzięki temu mamy czas na odnalezienie się w wydarzeniach oraz nawiązanie relacji z postacią Orlando. Autorka balansuje jednak na granicy fikcji, nie zawsze koncentruje się w pełni na dosadności, ponieważ niektórzy bohaterowie wydają się żyć dłużej niż powinni a sama zmiana płci nie wywołuje wielkiego poruszenia patrząc na czasy, w których toczy się akcja. Nie to jednak jest kwintesencją fabuły a jej przekaz psychologiczny, jej nastawienie na jednostkę, przedstawienie wolności wyboru, działań oraz swobody bycia tym kim chcemy być. Bez uprzedzeń, bez walki z otoczeniem czy nawet całym światem.

Niewątpliwie "Orlando" wpłynie na każdego z nas bardzo indywidualnie, ale cała proza Virginii Woolf wydaje się być właśnie takim uderzeniem w czytającego - by zatrzymał się na moment, wczytał w treść, podjął próbę analizy oraz zrozumienia. Nie pozostajemy obojętni na to co dzieje się dookoła, mało tego! Przekładamy akcję na współczesne czasy. Dostrzegamy płeć jako namacalną siłę uderzającą w społeczeństwo oraz jego chwiejące się zasady. Wszystko to utrzymane  w błyskotliwej, zabawnej, subtelnie ironicznej formie sprawia, że podczas czytania nie brakuje emocji. 

niedziela, 25 maja 2025

"Kobieta o białych oczach" Sylwia Trojanowska

 
"Kobieta o białych oczach" Sylwia Trojanowska, Wyd. Marginesy, Str. 304

 

Dobra nigdy się nie zapomina, a na każde zło odpowiedzią jest miłość. Nawet w obliczu wojny.

Pamiętam, jak wiele lat temu sięgnęłam po debiutancką powieść Sylwii Trojanowskiej i z zaskoczeniem zauważyłam, że proza polska również może być dobra. Autorka oczarowała mnie swoim stylem i po dziś dzień zachwyca nowymi historiami. 

Zacznijmy od ręki, która prowadzi nas przez niezwykle wiarygodnie przedstawione sceny, plastycznie oraz silnie emocjonalnie. Już od pierwszych stron uderz a w nas indywidualny klimat tej powieści, która żyje własnym życiem. Nie ma mowy o płaskich postaciach czy przegadanych momentach, gdy wszystko ma tutaj swój konkretny cel i uzasadnienie a przewijające się na drugim planie współczesne wartości potęgują silny wydźwięk. Utrzymana w typie powieści obyczajowej nigdzie się nie spieszy, powoli zaznajamiając nas z problemami bohaterów, ich marzeniami, nadziejami oraz konfrontacją z ponurą prozą życia. 

Gaja trafiła na zagubioną w lesie dziewczynkę i zabrała ją do domu. Troszczyła się o nią i ukrywała przed niebezpiecznym światem. Ktoś wyznaczył jej drogę a ona podążała za jego radą. Nie uciekła jednak przed tym co ją czekało. W międzyczasie Hanna i Roman próbowali cieszyć się odzyskaną wolnością, ale żal po stracie córki wytyczył inne ścieżki. Wszystko zamknęło pojawienie się białej wilczycy, która okazała się kluczową postacią całej akcji.

Co prawda powyższa historia jest domknięciem "Córek czarnego munduru", ale wydaje się odrębnym dziełem (choć chronologia jest istotna, by znać całość). Mocno koncentrując się na losach bohaterów pokazując zachodzące w nich zmiany nabyte podczas trudnych czasów autorka snuje fabułę po brzegi wypełnioną silnymi emocjami. Widzimy jak kształtują się ich charaktery, zmieniają priorytety oraz - co istotne - nie zatraca się dobro, mimo że zostało wystawione na ciężką próbę. Autorka przedstawia niełatwą drogę odnalezienia szczęścia i własnego miejsca w świecie, który rządzi się wojennymi prawami. I chociaż ten motyw jest silnie nakreślony, nadaje bieg akcji to my wciąż skupiamy się na losach zwykłych ludzi. Nawarstwiają się wątki, pojawiają tajemnice, mnożą pytania na które odpowiedzi otrzymujemy dopiero na finalnych stronach. Nieustannie towarzyszy nam klimat niepewności, bowiem za każdym rogiem kryje się nowe wyzwanie i jest to niewątpliwy atut dla historii, która trafia w sam środek serca czytelnika związując go z bohaterami na długo po zamknięciu ostatniej strony. 

"Kobieta o białych oczach" na pierwszy rzut oka wydaje się lekturą niepozorną, ale jej silny wydźwięk wyróżnia ją z tłumu. Sylwia Trojanowska pisze w niezwykły sposób, bardzo osobisty, jakby tworzony wyłącznie dla jednego czytelnika. Zjednuje nas z fabułą, przywołuje ciarki na skórze, nie pozostawia obojętnymi na to co dzieje się dookoła. Lawina emocji uderza w nas z ogromną siłą, szokując, zmuszając do myślenia, uzależniając. Dawno nie czytałam tak pięknej książki. Polecam!

środa, 19 marca 2025

"Ogród nad brzegiem morza" Mercè Rodoreda

 
"Ogród nad brzegiem morza" Mercè Rodoreda, Tyt. oryg. Jardí vora el mar, Wyd. Marginesy, Str. 232

 

Stary ogrodnik mieszkający na tyłach posiadłości obserwuje życie bogatej rodziny w willi nad morzem.

 

A gdyby tak spokój i zbudowane przez lata sielankowe szczęście zburzyła jedna decyzja, na którą niewielu miało wpływ? A gdyby tak coś nieoczywistego pojawiło się w miejscu na to nieprzeznaczonym?

Mercè Rodoreda po raz kolejny zaprasza nas w emocjonalną podróż utrzymaną w odrobinę melancholijnym nastroju. Nigdzie się nie spiesząc dokładnie opowiada perypetie bohaterów, pozwala nam rozłożyć wszystkich na czynniki pierwsze a tym samym zrozumieć podejmowane przez nich decyzje a także zatracić się w ich elitarności, w przepychu budowanym od lat, który miał być beztroską a zmienił się w spory problem. Autorka poruszając się na plastycznej przestrzeni stworzyła wszystko z detalami, wiarygodnie przedstawiła czas oraz miejsce a także stopniowo zagęściła akcję, by w odpowiednim momencie pozytywnie nas zaskoczyć.

Wydaje się, że nic nie zmąci spokoju pewnej rodziny. Obserwujemy ich z perspektywy ogrodnika, który na tyłach posiadłości zauważa to co niewidoczne na pierwszy rzut oka. Lata płyną a rodzinny ogród rozkwita. Sercowe rozterki, nic nie znaczące romanse, wielkie imprezy i spokojne wieczory. Wszystko to zmienia się nie do poznania z dniem przyjazdu nowego sąsiada i wdrożenia w życie jego planów. Wówczas budowa nowej willi przywołuje wspomnienia a także demony przeszłości. Nie wszyscy będą na to gotowi. 

Chociaż można oczekiwać od tej książki prostoty i klasy, zachowane zostało jedynie to drugie. Rodoreda z dumą prowadzi nas przez rodzinne niuanse, ale na pewno nie spłaszcza fabuły a nadaje jej rys charakteru za sprawą tego co się wydarzy. Na niewielu ponad dwustu stronach rozegra się bowiem prywatny dramat, który na każdego z bohaterów wpłynie inaczej, zmąci spokój, zmusi do podjęcia trudnych decyzji a czytelnikowi pozwoli wyciągnąć własne wnioski oraz spróbować postawić się na miejscu wybranych postaci. Przeczytamy o miłości, która nie powinna mieć miejsca, o żałobie, ślubie, o wzlotach i upadkach a także poczujemy zapach kwiatów, który wszystko dopełni. Niewiele mogę zdradzić, by nie popsuć Wam radości z czytania, natomiast zapewnię, że powyższa historia to wyjątkowa uczta dla wyobraźni tych, którzy lubią czytać pomiędzy wierszami. 

"Ogród nad brzegiem morza" to niezwykle klimatyczna powieść, w której przewrotność odgrywa kluczową rolę. Intrygująca, podążająca własną drogą, pisana pięknym stylem, z klimatem, który wydaje się przybierać znamion bohatera. Mercè Rodoreda niezawodnie pokazuje swój talent, który na niewielu stronach wybucha feerią kolorów, zdarzeń, uczuć czy lekcji życia, a te połączone ze współczesnymi wartościami budują całość od której nie sposób się oderwać.

poniedziałek, 3 lutego 2025

"Rilla ze Złotych Iskier" Lucy Maud Montgomery

 
"Rilla ze Złotych Iskier" Lucy Maud Montgomery, Wyd. Marginesy, Str. 392


Ósma część przygód rudowłosej Anne i jej rodziny w nowym – najbliższym oryginałowi – tłumaczeniu Anny Bańkowskiej. 

 

Najpiękniejsze są te powieści, które dorastają wraz z czytelnikiem. Lucy Maud Montgomery towarzyszyła mi na każdym kroku mojej czytelniczej kariery i uważam, że to jedna z najbystrzejszych autorek kształtujących naszą wyobraźnię. Jej książki są pełne mądrości oraz bohaterów, którzy przywołują na twarzy szczery uśmiech.

Powyższa książka to ósmy tom wpisany w cykl Ani z Zielonego Wzgórza czy też Anne jak wypada w nowym przekładzie. Tłumaczenie jest subtelnie inne, natomiast sama historia tak samo piękna i mądra jak czytana za dziecinnych lat. Daleko w tyle pozostawiamy znaną nam rudowłosą dziewczynę i koncentrujemy uwagę na tym co dzieje się teraz, w czasach, gdy Anne jest już dorosłą kobietą wychowującą własne potomstwo. Autorka pisząc z pasją, plastycznym przekazem, szczerymi emocjami oraz dynamiką idealnie dopasowaną do prozy przygodowo-obyczajowej łączy pokolenia, ponieważ pozwala cieszyć się tym co na pierwszym planie oraz ukrytym pomiędzy wierszami. 

Tytułowa Rilla ma piętnaście lat i jest najmłodszą z rodzeństwa. Córka Anne i Gilberta właśnie szykuje się na pierwszą taneczną zabawę. Martwiąc się o to czy zostanie poproszona do tańca nie wie, że niebawem pojawią się znacznie większe problemy.W Europie wybucha wojna, arcyksiążę Ferdynand pada ofiarą zamachu a chłopcy z Wyspy Księcia Edwarda zaciągają się do wojska. To nie koniec wyzwań, jednak o reszcie musicie przeczytać już sami.

Powieść ukazuje człowieka w jego prostocie. Opisuje troski dnia codziennego, prywatne małe dramaty, które często wyolbrzymiamy, zapominając, że dookoła nas dzieją się większe tragedie. Autorka w błyskotliwy sposób przedstawiła kreację młodej Rilly, która była w idealnym wieku do kształtowania swojego charakteru, zaczynała doskonale rozumieć to co ją otacza oraz bezwzględność pędzącego świata. Jednocześnie otrzymujemy bardzo sympatyczny obraz młodej postaci, nie ma w nim dramatów, nie ma łez i depersyjności, jest za to charyzma po matce oraz zdolność do nabierania nowych kształtów. Wojna na horyzoncie, które dotyka również bliskich po części jednoczy, po części wyznacza nowe drogi. I to w tym wszystkim jest piękne, ponieważ fabuła bogata w życiowe doświadczenia dotrze do czytelnika w każdym wieku poprzez ważne tematy a także intensywność wrażeń zamkniętych na prawie czterystu stronach.

"Rilla ze Złotych Iskier" mówi o wojnie, o dorastaniu w cieniu nieuchronnych zmian, o przeznaczeniu, które czeka na nas za rogiem oraz o zwykłej beztrosce, której nie doceniamy nim jej nie stracimy. Piękna powieść utrzymująca poziom wcześniejszych historii o Anne, magiczna, nastrojowa, pozostająca w naszej głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony. Cieszę się, że cały cykl doczekał się wznowienia, ponieważ na nowo dotrze do odbiorców, którzy dalej w świat będą nieść wieści o jednej z najlepszych autorek wszech czasów.

sobota, 30 listopada 2024

"Tristan 1946" Maria Kuncewiczowa

 
"Tristan 1946" Maria Kuncewiczowa, Wyd. Marginesy, Str. 384

 

Poruszająca reinterpretacja celtyckiej legendy o Tristanie i Izoldzie.

 

Uwielbiam nowe interpretacje wszystkich baśni i legend. Uwielbiam autorów z nieograniczoną wyobraźnia, którzy nadają nowe tchnienie przeszłym opowieściom. Dlatego z ogromną przyjemnością sięgnęłam po powyższą lekturę, mając nadzieję, że spełnią się wszystkie moje oczekiwania.

Z tym "nowym" może przesadziłam, ponieważ Maria Kuncewiczowa wydała swoją powieść w 1967 roku, ale z kolei "Tristan i Izolda" mają swoje źródła w XII wieku. Sama autorka prowadzi nas również przez dość luźną interpretację, nadając jej nowych barw oraz współczesnych kształtów, więc nie kłócąc się o detale zaznaczam - oto powieść fabularna, oparta na przykładzie losów bohaterów celtyckiej legendy, pisana z pasją i oddaniem, nastawiona na plastyczny styl, piękny język oraz ponadczasowy przekaz. Kuncewiczowa zaskoczyła możliwością czytania pomiędzy wierszami, pokazała akcję opartą na znanych wszystkim niełatwych doświadczeniach i tym sposobem przełożyła coś dawnego na historię bardziej uniwersalną. 

Michał próbując zapomnieć o koszmarnych realiach drugiej wojny światowej wyjeżdża do Anglii, gdzie mieszka jego mama. Tam poznaje Kathleen, której pomaga ułożyć sobie życie. Jednak pewnego wieczoru dźwięki muzyki zbliżają tą dwójkę ku sobie w uścisku zakazanego uczucia. I tak rozpoczyna się trudna przygoda, pełna wzlotów i upadków, która naznaczy ich swoim piętnem wszystkich dookoła.

Autorka poruszyła wiele ważnych kwestii, nawiązywała nie tylko do uczucia, które nigdy nie powinno mieć miejsca, ale także analizowała wpływ wojny na pojedynczą jednostkę. Pozwoliła nam rozłożyć na czynniki pierwsze profile psychologiczne wszystkich bohaterów, choć nie ułatwiła sprawy narzucając własne osądy. Wolę fabuły wolne od interpretacji autorów, ale w tym przypadku silny wpływ miało same pokłosie legendy a sylwetki niegdysiejszych Tristana i Izoldy mocno angażowały działania bohaterów nadając bieg ich wyborom. Nie czuję jednak rozczarowania takim postawieniem sprawy,  wręcz przeciwnie, cieszę się, że otrzymałam lekturę trudną, bardzo angażującą, intensywną w przekazie i zmuszają nasze szare komórki do silnej pracy. Dzięki temu proza autorki wciągnęła mnie na kilka niezapomnianych wieczorów. 

"Tristan 1946" to lektura, która nie przypadnie każdemu do gustu. Jest jedyna w swoim rodzaju, ciężka i skłaniająca do osądów. Jednak jeśli lubicie reinterpretacje legend, myślę że nie powinniście przejść obok niej obojętnie, ponieważ po pierwsze jest naprawdę ciekawą formą zakazanego związku, po drugie styl autorki zdecydowanie zasługuje na uwagę. Cieszę się, że miałam okazję zmierzyć się z powyższą propozycją a nawet więcej - chętnie poznam inne powieści Marii Kuncewiczowej, ponieważ bardzo podoba mi się tok rozumowania i bieg myśli autorki. Dlatego tym, którzy nie boją się trudnych lektur, polecam.

sobota, 19 października 2024

"Komu bije dzwon" Ernest Hemingway

 
"Komu bije dzwon" Ernest Hemingway, Tyt. oryg. For Whom The Bell Tolls, Wyd. Marginesy, Str. 656

 

"Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie."

Fani prozy autora będą zachwyceni nowym wydaniem. Raz, że w takiej formie z dumą można postawić je na półce pośród innych powieści, ponieważ wizualnie od razu wpada w oko. Dwa - wnętrze wypada jeszcze lepiej, bowiem autor składa na dłonie czytelnika niezwykle złożoną a jednak w pełni doprecyzowaną merytorycznie czy emocjonalnie powieść. 

To trudna historia, której trzeba poświęcić wiele wieczorów. Oparta na bogatej fabule składa się na ponad sześćset stron życiowych doświadczeń, analiz zachowań, wydarzeń w większym lub mniejszym stopniu wpływających na nasze postrzeganie rzeczywistości. Ernest Hemingway zawsze potrafił pisać w wyjątkowy sposób, jego książki były przepełnione ponadczasowymi wartościami a powyższy tytuł wydaje się kwintesencją jego literackiej odsłony. Przygotujcie się jednak na długi czas w towarzystwie wewnętrznych przeżyć, próby rozłożenia na czynniki pierwsze wszystkich pojawiających się w tekście postaci czy analizy sensu świata, wojny oraz podjętych działań czy związanych z nimi konsekwencji. Dużo kwestii moralnych, prawnych, społecznych czy ludzkich zostanie poruszonych na przestrzeni całej fabuły, ale ani przez moment nie będziemy czuli narzucania nam tego co powinniśmy myśleć.

Robert Jordan, młody amerykański ochotnik, zostaje wysłany do grupy republikańskich partyzantów. Przenosimy się więc do Hiszpanii i obserwujemy tereny kontrolowane przez faszystów. Nasz bohater będzie zobowiązany wysadzić most, by ułatwić atak republikanów na miasto Segowia. Jednak nie tylko ta misja wpłynie na niego w nieodwracalny sposób. Zaledwie trzy dni spędzone wysoko w górach Jordan wyznaczą mu nowe wartości, pozwolą zawiązać braterskie sojusze a także poznać wyjątkowy smak miłości pokonującej wszelkie granice. 

Fabuła koncentruje się wokół jednego bohatera, ale tuż na drugim planie nawiązuje do innych postaci, równie istotnych dla całej fabuł. Warto zatem być czujnym, analizować wszystko co autor chce nam przekazać, dobrze się bawić podczas czytania a także wyciągać własne wnioski. To historia bogata w życiowe refleksje, próbująca zrozumieć oblicze wojny, jej sens oraz całokształt, która jednocześnie odwołuje się do tego co znane nam od lat: wartości przyjaźni, miłości czy po prostu obecności drugiego człowieka w naszym życiu, która podnosi morale, potęguje odwagę, nadaje sens. Książka nie jest łatwa, ale dorosły czytelnik doceni jej wielkość, która zamknięta w nostalgii i swojego rodzaju minimalizmie nie chce wyjść z głowy nawet długo po zamknięciu ostatniej strony. 

"Komu bije dzwon" opowiada o tym co doświadczył Ernest Hemingway. Akcja jest głęboko zakorzeniona w prywatnym obliczu autora co przekłada się na odbiór treści - bardziej emocjonalnej, osobistej, koncentrującej się wokół człowieka, z którym bez problemu potrafimy się utożsamić. Skrajne uczucia jakie towarzyszyły mi podczas czytania na zawsze pozostaną ze mną i jestem pewna, że jeszcze nie jeden raz wrócę do tej wyjątkowej opowieści o lojalności, niepodważalnej odwadze czy nawet miłości naznaczonych piętnem wojny.

poniedziałek, 14 października 2024

"Dolina Tęczy" Lucy Maud Montgomery

 
"Dolina Tęczy" Lucy Maud Montgomery, Tyt. oryg. Rainbow Valley, Wyd. Marginesy, Str. 320

 

Siódma część przygód rudowłosej Anne i jej rodziny w nowym – najbliższym oryginałowi – tłumaczeniu Anny Bańkowskiej.

 

Mój ogromny sentyment do serii o Anne (Ani) wiąże się zarówno z literaturą oraz niezapomnianą ekranizacją. Wracam do każdego nowego wznowienia, by porównać je z moimi ulubionymi wersjami i przyznaję, że przekład Anny Bańkowskiej warty jest bliższego poznania.

Myślę, że nikomu nie muszę przybliżać obrazu Ani z Zielonego Wzgórza czy jak w powyższym przykładzie: Anne z Zielonych Szczytów. To opowieść o niesfornej, pełnej pasji i cudownego nastawienia wobec życia dziewczynce, która inspiruje pokolenia po dziś dzień. Dorastałam na opowieściach z nią związanych, doceniałam pióro Maud Montgomery i uważam, że nikt nigdy jej nie dorówna. Dlatego ogromnie cieszę się, że świat nie zapomniał o prozie autorki i pojawiają się kolejne wznowienia serii, prześcigające się w przekładach, wizualnych oprawach czy innych cudach, ale za każdym razem oferując nam tą samą wyjątkową opowieść, która porusza serca czytelników w każdym wieku.

Jestem zdania, że całość powinniście czytać z zachowaniem chronologii, ponieważ tak wszystko lepiej smakuje. Obserwując kształtowanie charakteru tytułowej bohaterki, jej wybory, konsekwencje działań czy kolejne nawiązywane przyjaźnie czułam się obecna w jej życiu a także świadoma wszystkich podejmowanych kroków. Od pierwszych stron żyłam fabułą, angażowałam się w kolejne przygody, odczuwałam na własnej skórze wszystkie emocje i może nie będę obiektywna, ponieważ uwielbiam historie Anne, ale napiszę, że nigdy nie miałam do czynienia z tak prostą opowieścią a jednocześnie głęboką pod względem przesłania, podejmowanych wartości czy analizy prozy życia. Lucy Maud Montgomery zaskakuje bystrością, inteligencją a także nieograniczoną wyobraźnią. W tej książce dzieje się wszystko a my chwytamy każde słowo i wciąż mało nam atrakcji.

Malownicze tło, które otula naszą wyobraźnię wspaniałymi opisami jest miejscem, w którym żyje główna bohaterka. Nasza uwaga skupia się jednak na dzieciach Blythe’ów, które w Dolinie Tęczy odnalazły swoje ulubione miejsce zabaw. Jem, Walter, Nan i Di wraz z dziećmi pastora Jerrym, Carlą, Unę i Faith oraz niedługo później zbłąkaną sierotą Mary Vance będą przeżywać wyjątkowe przygody. A w tle pastor przeżywać będzie miłosne wzloty i upadki, Anne doglądać będzie rodziny i pielęgnować własne tradycje a cała wioska zaprosi nas do wspólnego życia, traktując czytelnika jak jednego ze swoich.

"Dolina Tęczy" to kolejna powieść, w której główną rolę odgrywają silne, pozytywne emocje. Serdeczne uczucia otulają nas z każdej strony, przywołują na ustach szczery uśmiech i przywłaszczają naszą wyobraźnię. Lucy Maud Montgomery nieustannie zachwyca, inspiruje do działania, sprawia, że próbujemy być lepszymi ludźmi tuż po zamknięciu ostatniej stron jej wyjątkowej powieści a wysoki poziom historii, jej analiza zachowań bohaterów czy wspaniale opisana proza życia motywują do działania. To książka, która nie traci na wartości a dojrzewa z każdym kolejnym dniem. Niezapomniana i dedykowana każdemu, bez względu na wiek czy literackie upodobania.

czwartek, 26 września 2024

"Paradis City" Jens Lapidus

 
"Paradis City" Jens Lapidus, Tyt. oryg. Paradis City, Wyd. Marginesy, Str. 472

 

Walka z czasem w ogarniętym zamieszkami mieście.

 

Ten kto poszukuje dynamicznej literatury akcji powinien przyjrzeć się prozie autora. Wydaje się, że Lapidus czuje się jak ryba w wodzie w świecie sensacji i z wprawą prowadzi nas przez niebezpieczne momenty ku zaskakującemu finałowi.

Zacznijmy od fabuły, która pochwalić się może dużą ilością wątków. To na jej filarach opierają się dalsze pozytywne aspekty książki, ponieważ gdyby nie wyraźna dynamika i zwodzenie czytelnika nowymi faktami, całość nie wypadłaby tak intrygująco. A jednak podążamy drogą wyznaczoną przez autora, wyboistą, niepewną i bogatą w różnorodne emocje co cieszy naszą wyobraźnię. Lapidus stawia na konkrety, wykazuje się sporą wyobraźnią oraz umiejętnością przelania na papier tego co siedzi w jego głowie z odpowiednią plastycznością. To w połączeniu z przerażającą wizją miasta wystawionego na najcięższą próbę gwarantuje kilka godzin niezaprzeczalnie dobrej zabawy.

Obserwujemy wydarzenia rozgrywane w Szwecji, w potencjalnej, niedalekiej przyszłości. Wykształciło się społeczeństwo, zawiązały konkretne poglądy. Miasto otoczono murem, aby chronić uprzywilejowanych. Mimo związanego z tym ryzyka jeden z polityków decyduje się zorganizować wiec. Mimo zachowania wszelkich środków bezpieczeństwa, dochodzi do strzelaniny a minister zostaje porwana. Policja bezradnie rozkłada ręce i próbuje nowatorskie rozwiązanie, wysyłając na poszukiwania Emira, jednego z więźniów, który bez dializy umrze w przeciągu kilki dni. On nie ma nic do stracenia a może zyskać resztki wolności. Tylko czy na pewno jest gotowy na to co go czeka?

Dobry pomysł, dobre wykonanie. Autor zaskakuje plejadą barwnych, indywidualnych postaci, którzy w osiągnięciu celu mają własne satysfakcje. Z jednej strony obserwujemy poczynania chorego więźnia, dawnego zawodnika MMA, który godzi się na pomoc, bo niewiele ma do powiedzenia. Z drugiej śledztwo na własną rękę prowadzi policjantka obarczona winą za całą sytuację, która łączy fakty i zbiera dowody. Każdy z bohaterów odegra w tym wszystkim ważną rolę, ale do samego końca ani oni, ani czytelnik nie będą znać jej wagi co wydaje się wisienką na torcie tej zakręconej fabuły. Autor łączy wiele motywów, nawiązuje do ponadczasowych treści, pisze o polityce, władzy, podziale na lepszych i gorszych, o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie a także udowadnianiu własnej wartości. Na prawie pięciuset stronach rozgrywa się zatem fabuła, która ma nie tylko coś do powiedzenia, ale konkretne uzasadnienie.

Myślę, że "Paradis City" nie przypadnie do gustu każdemu, ale jeśli jesteście gotowi na dojrzałą historię pełną ukrytych znaczeń, w której czytanie pomiędzy wierszami jest priorytetem - polecam. Osobiście bawiłam się wybornie podczas lektury i pasowało mi wszystko, od samej tematyki, przez nieszablonową kreację bohaterów na odpowiednim dla szwedzkich powieści klimacie kończąc. Jens Lapidus spisał się na medal, więc z przyjemnością sięgnę po jego pozostałe powieści.

środa, 28 sierpnia 2024

"Córki czarnego munduru" Sylwia Trojanowska

 
"Córki czarnego munduru" Sylwia Trojanowska, Wyd. Marginesy, Str. 304

 

Miasto czarnych mundurów, mrocznych myśli, odrażających czynów. Miasto honorowych ludzi, gestów poświęcenia, odruchów dobra.

 

Niełatwa powieść o trudnych czasach napisana ręką doświadczonej autorki. Trafiłam na ten tytuł w poszukiwaniu głębokich emocji i nie zawiodłam się, bowiem wewnątrz czekała na mnie opowieść silnie wpływająca na serce i rozum czytelnika.

Często sięgam po prozę Trojanowskiej, ponieważ bardzo ją lubię. Autorka porusza się na plastycznej płaszczyźnie, doskonale wie jak przekazać temat czytelnikowi, bawi się emocjami i koncentruje wokół prawdy płynącej z wydarzeń. Nie inaczej odnosi się to do jej najnowszego dzieła, które nosi znamiona silnej historii wojennej, w której każdy czyn, każda decyzja, mają swoje konsekwencje. To książka pełna ponadczasowych wartości a jednak wymykająca się schematom, pokazująca rzeczywistość zmieniającą się w ułamku sekundy a także ujawniająca ludzkie cechy w obliczu prawdziwego zagrożenia. Kreśląc wprawną ręką obraz nieuchronnej tragedii autorka nie tylko udowadnia swój talent, ale składa na nasze dłonie książkę mocno dającą do myślenia.

Akcja powieści rozgrywa się w latach 30-tych, XX wieku. Ingrid wydaje się, że cały świat przed nią. Młoda i pełna energii dziewczyna nie spodziewa się, że już niebawem jej życie wywróci się do góry nogami. Wychowywana w zgodzie z drugim człowiekiem, nauczona dostrzegać krzywdy i nie przechodzić obojętnie obok nikogo nie rozumie nazistowskiej doktryny ani działań Trzeciej Rzeszy. Po śmierci ukochanej babci Ingrid przyjdzie szybko wydorośleć, założy rodzinę i stanie w obliczu wojny. Wówczas zrozumie, że zachowanie szczerego człowieczeństwa okaże się niezwykle trudne.

To historia pełna ukrytych znaczeń, wielopłaszczyznowa i rozkładająca wartości na czynniki pierwsze. Zmusza nas do czytania między wierszami, analizowania sylwetek i zachowań bohaterów a także wyznaczania własnych granic człowieczeństwa czy moralności w obliczu potencjalnej wojny. To nie jest spokojna historia obyczajowa, ani tym bardziej romans na tle wojennych wydarzeń tylko proza życia, z której warto wyciągnąć konkretne wnioski. Autorka podjęła próbę ukazania człowieka w różnym świetle, pokazania czarno-białych ram wychodzących na szare pola i udowodnienia błędów popełnianych na przestrzeni historycznych wydarzeń. Książka trudna, ale jednocześnie tak pięknie napisana, szczera, otwarta i świadoma, że każda strona uderza w czytelnika z podwójną siłą. Przyznaję, że spośród wszystkich książek autorki ta spodobała mi się najbardziej, ponieważ wykazała się niezwykłą paletą barw, zarówno emocjonalnych jak i pod względem ludzkich zachowań, nie narzucając własnych osądów, ale jednocześnie obierając konkretną drogę. 

"Córki czarnego munduru" to opowieść z silnym zabarwieniem emocjonalnym. Opowiada o zgubionym gdzieś po drodze dzieciństwie a także o zbyt szybko nadchodzącej dorosłości. Pokazuje trudy wojny, wiszącą w powietrzu tragedię a także obrazuje człowieka, który w obliczu władzy oraz zagrożenia przyjmuje zaskakujące postawy. Lektura nie łatwa, ale jednocześnie pisana w taki sposób, że trafi do każdego dorosłego czytelnika, urzeknie go piórem autorki i zaskoczy bystrością przekazu. Sylwia Trojanowska na trzystu stronach rozegrała bowiem niezwykle imponujący, naznaczony bólem i nadzieją na lepsze jutro spektakl.

wtorek, 23 lipca 2024

"Hotel Portofino" J.P. O'Connell

 
"Hotel Portofino" J.P. O'Connell, Tyt. oryg. Hotel Portofino, Wyd. Marginesy, Str. 384

 

Porywający dramat historyczny z intrygą i faszystowskimi rozgrywkami w tle.

Nie sądziłam, że lektura "Hotel Portofino" okaże się takimi literackim przysmakiem. A jednak z zapartym tchem przerzucałam kolejne strony, by jak najszybciej dowiedzieć się co jeszcze wydarzy się w życiu bohaterów. 

Autor snuje opowieść, która składa się z wielu barw. Nakłada na siebie motywy, wprowadza na scenę licznych bohaterów i nie traci przy tym rytmu – świadomie buduje gęstą atmosferę, uzależnioną od podejmowanych wyborów. Powieść obyczajowa łączy się z sensacją, dramatem, motywami politycznymi, historycznymi, społecznymi a nawet historią detektywistyczną. Na ponad 380 stronach panuje zatem intensywny ruch przedstawiony w niezwykle plastyczny i wiarygodny sposób, dzięki czemu nie możemy oderwać się od lektury a otaczający nas klimat oraz gęste emocje pięknie dopełniają dzieła. Wszystko wydaje się być w tej książce na swoim miejscu, akcja toczy się odpowiednim rytmem a fabularne twisty pojawiały się w przemyślanych momentach. 

Spoiwem łączącym wydarzenia jest tytułowy hotel. Działa zaledwie od kilku tygodni a już cieszy się dużym powodzeniem. Jego lokalizacja na włoskiej riwierze ma w tym nie mały udział. Bella Ainsworth, właścicielka hotelu, robi wszystko, aby jej goście czuli się jak u siebie, jednak z każdym dniem będzie to coraz trudniejsze. Plejada barwnych, charyzmatycznych osobowości okaże się nie do opanowania a sprawę skomplikuje zaginięcie cennego obrazu Rubensa. Wówczas wszyscy zostaną zamknięci w hotelu aż do rozwiązania zagadki. 

Fabuła przypomina powieści pisane przez Agatę Christie, czyli wszyscy są podejrzani, każdy ma coś do powiedzenia a wraz z rozwojem wydarzeń bohaterowie ujawniają swoje prawdziwe charaktery oraz intencje. Jest tego mnóstwo, autor zatroszczył się o pokaźne grono hotelowych gości, abyśmy mogli przyglądać się im z bliska, rozkładać ich osobowości na czynniki pierwsze a także doszukiwać się pomiędzy nimi powiązań niewidocznych na pierwszy rzut oka. Czytać będziemy o dawnych, niekoniecznie w pełni zapomnianych uczuciach, traumie związanej z I Wojną Światową, politycznych, nieczystych zagrywkach czy faszystowskich wyzwaniach budzących moralne wątpliwości. Autor zaprasza nas do interakcji z fabułą, skłania do analizy zachowań a także podjętych wartości, pozwala zaangażować się w śledztwo a także - po prostu – zaprzyjaźnić się z wybranymi bohaterami i śledzić ich życiowe zawirowania. J.P. O'Connell rewelacyjnie poradził sobie z potencjałem fabuły, połączył w spójną całość ciekawe wydarzenia, historyczne aspekty a także ponadczasowe wartości, dzięki czemu jego książka okazała się dojrzała i pomysłowa. Pisana jest założenia dla dojrzałego, świadomego odbiorcy, więcej nie zapomnijcie czytać także między wierszami. 

"Hotel Portofino" to lektura pełna intryg i pułapek dla wyobraźni. Pięknie prezentująca prozę życia, odnosząca się do znanych nam problemów a jednocześnie wplatająca w to coś więcej, aby podgrzewać atmosferę i zagęszczać akcję. Autor wykazał się sporym literackim talentem zamykają w spójną całość ogrom motywów, niczego przy tym nie pomijając, uciekając od przegadanych scen czy łącząc historię z fabularną opowieścią. Lektura przypadnie zatem do gustu czytelnikom nastawionym na różne literackie gatunki, bowiem każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

środa, 10 lipca 2024

"Małe kobietki" Louisa May Alcott

 
"Małe kobietki" Louisa May Alcott, Tyt. oryg. Little Women, Wyd. Marginesy, Str. 340

 

Najsłynniejsza powieść z gatunku coming-of-age należąca do kanonu literatury światowej w tłumaczeniu Anny Bańkowskiej.

 
Wznowienie wspaniałej, klasycznej powieści Louisy May Alcott doczekało się pięknego, wzbogaconego o ilustrację wydania!

Poznajcie cztery panny March: Meg, Jo, Beth i Amy. Mieszkają w posiadłości Orchard House, która należy do ich rodziny od pokoleń. Niestety chociaż wszystko na to wskazuje, rodzina nie należy do najbogatszych, a patrząc prawdzie prosto w oczy - ich ostatnim członkiem rodziny jest niezmienna bieda. Walcząc z brakiem pieniędzy i tęsknotą za ojcem, który jako kapelan bierze udział w wojnie secesyjnej, dziewczyny nie poddają się rutynie i starają sobie urozmaicić wolny czas na wszystkie możliwe sposoby. Ich chęć życia i entuzjazm nie pozostają niezauważone. Czy uda im się zarazić żywiołowością innych?

Meg, Jo, Beth i Amy to bohaterki, o jakich chce się czytać zawsze i wszędzie. Chociaż połączone siostrzanymi więzami krwi skrajnie się od siebie różnią, nadając książce przyjemnego urozmaicenia. Autorka w bardzo ciekawy sposób zaznaczyła każdą postać z osobna i całkowicie się jej oddała, przywołując do swojej książki bohaterów przemyślanych i w żaden sposób nie przerysowanych. Nawet towarzyszący pannom March Laurie, samotny chłopiec z sąsiedniego domu miał w sobie jakiś urok. Lekki, ale dobitny styl autorki sprawił, że bohaterowie zajaśnieli typowym, charyzmatycznym blaskiem. Co rusz postacie wzbudzały we mnie śmiech, zainteresowanie, czy nawet złość, kiedy swoim uporem stawiały na swoim. Nie mogłam się oderwać od lektury, ciekawa tego, jakie przygody czekają rezolutne dziewczyny na następnych stronach.

Historia dziewcząt osadzona jest w latach sześćdziesiątych XIXw. A jak wiadomo był to czasy ciężkie dla każdego, szczególnie dla samotnej kobiety, nie tylko tęskniącej za oddanym wojnie mężem, ale i wychowującej czwórkę córek. Autorka starała się jak mogła by oddalić ciężar historii i przekazać czytelnikowi, że nawet w najtrudniejszych chwilach warto przywołać uśmiech, który czasami potrafi zdziałać cuda. Takie cuda właśnie zawarte są w lekturze Louisy May Alcott, pełnej swobodnego humoru. Dlatego historia sióstr staje się jeszcze piękniejsza. W obliczu tragedii jaka je spotkała potrafią w zupełnie zwyczajny sposób odnaleźć się w swoim świecie i oddać wymyślnym zabawom, które tak naprawdę wymagają jedynie zaangażowania wyobraźni i dużego nakładu pozytywnej, wbrew pozorom, energii. 

"Małe kobietki" to książka o wyszukanym stylu i przepełniona całą masą moralizatorskich wyznań. Jest w tej lekturze coś magnetycznego, co nie pozwala się od niej oderwać, a bohaterki wywołują lawinę sprzecznych emocji. Przez cały czas czytania nie mogłam pozbyć się wrażenia, że powinnam oddać się lekturze w zimowy, weekendowy wieczór, ponieważ ta książka jest niezwykle klimatyczna. Miłośnicy klasyki i książek zabarwionych czymś więcej niż tylko przyjemną historią będą zachwyceni. Ja byłam i ciągle jestem - gorąco polecam.