poniedziałek, 17 lutego 2020

"Selekcjoner" Dorian Zawadzki

"Selekcjoner" Dorian Zawadzki, Wyd. Replika, Str. 400

"Wiedziała, że ma na imię Faith. I że musi podążać za swoim wewnętrznym głosem."

Dziwne zjawiska, nietypowi bohaterowie i trudna do przewidzenia akcja. Tak zapowiadała się debiutancka powieści Doriana Zawadzkiego.

Nie ukrywam, że bardzo zaciekawiła mnie fabuła. Po przeczytaniu opisu na okładce wiedziałam mniej niżbym chciała, a że kryminały i wszelakie nietypowe thriller bardzo lubię - zdecydowałam się zaryzykować. Miałam przed sobą obietnicę licznych zagadek, trudnych do zrozumienia zwrotów w fabule oraz pędzącej na złamanie akcji - tak przynajmniej głosiła zapowiedź. Czy miało to pokrycie w rzeczywistości? Właściwie to tak, bo chociaż książka jest debiutem autora i ma pomniejsze wady to generalnie jest lekturą, która wciąga.

Akcja rozpoczyna się od szoku, gdy na przedmieściach Londynu pojawia się naga kobieta. Faith nie ma pojęcia kim jest, ale wie jaką misje musi spełnić. W zaledwie czterdzieści osiem godzin musi spełnić swoje zadanie. Rozpoczyna się więc krwawa zemsta a ofiarami padają ci zaangażowani w gangsterski świat. Dlaczego oni? I kto wyznaczył Faith właśnie takie zadanie? Na scenę, ku wyjaśnieniu zagadki wkracza Nell Palicki, dość oryginalna postać policjantki, która zaprasza czytelnika w kryminalną podróż.

Nell to postać przy której warto się zatrzymać. Ciekawie wykreowana, mocna w swoich osądach, zaskakująca i nieprzewidywalna. Zasłynęła, gdy pojmała brutalnego Rzeźnika z Greenwich, ale teraz wydaje się, że stanęła w obliczu zupełnie nowego wyzwania. Nell ma charyzmę, lubi niebezpieczeństwo i nie boi się wyzwań a przez to, że jest w tym wszystkim szczera oraz wiarygodna - naprawdę ją polubiłam. Rzecz miała się inaczej z Faith, która mimo cech moich ulubionych osobowości w tego typu książkach - bezwzględności, brutalności, braku uczuć - jakoś do mnie nie przemówiła. Była płaska, mniej realna a jej działania papierowe, przez co mimo wciąż siejącej rozróby niekoniecznie się polubiłyśmy.

Sama fabuła jest wciągająca. Akcja płynnie porusza się do przodu, są zaskakujące zwroty, autor proponuje ciekawe rozwiązania (chociaż czasami za dużo tego na raz), jest kilka motywów - ogólnie na plus. Czyta się dobrze, szybko, strzelaniny, pościgi i starcia wciągną każdego fana sensacji a elementy kryminału dopełniają dzieła. Dorian Zawadzki buduje też interesujący, ciężki klimat dla swojej historii co na pewno potęguje mieszaninę sprzecznych emocji. Jedynie ten motyw nadprzyrodzony, który próbuje się wkraść do historii jakoś mi przeszkadza. Nie jest do końca wyjaśniony, więc możliwe że w kontynuacji będzie lepiej, ale na ten moment wolałabym bardziej przyziemną akcję. Szczególnie, że Londyn roku 1985 to świetne tło dla całej tej historii.

"Selekcjoner" to lektura, która na pewno sprawdzi się u tego czytelnika, który poszukuje mocnych wrażeń, brutalności, rozlewu krwi i sensacji. W debiutanckiej powieści autora akcja goni akcję a charakterni bohaterowie skupiają na sobie niemal całą uwagę. Nawet mimo wspomnianych wcześniej wad jestem bardzo ciekawa kontynuacji, więc nie mówię nie, czekam na premierę i aktualnie zachęcam do lektury tych, którzy czują się w gatunku. Miłośnikom romansów czy obyczajówek raczej odradzam.

niedziela, 16 lutego 2020

"Nieodpowiednia dziewczyna" J. Harrow

"Nieodpowiednia dziewczyna" J. Harrow, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 328

"Im wyżej mierzysz, tym boleśniejszy jest upadek. Nie pytaj o przeszłość i nie planuj przyszłości."

Przeznaczenie, podstępny los i przeszłość w kontrataku. Czy losy bohaterów faktycznie opierają się na aktualnej znajomości? A może wszystko miało miejsce już wcześniej?

Lubię odkrywać nowe, lubię też gdy od pierwszej zapowiedzi pojawia się potencjał związany z daną książką. J. Harrow, polska autorka kryjąca się pod pseudonimem, skusiła mnie obietnicą historii romantycznej a nawet współczesnego mezaliansu. Czy książka faktycznie okazała się tak dobra jak obiecywano? O tym poniżej.

Prosta fabuła opowiada tym razem odwróconą historię. To nie bohater a bohaterka otrzymuje piętno zbuntowanej dziewczyny, on natomiast ma być tym grzecznym, ułożonym chłopcem z dobrego domu. Daniel jest więc kompletnym przeciwieństwem Eve, pracownicy studia tatuażu, dziewczyny z problemami na koncie. Poznają się przez przypadek, gdy on i jego dziewczyna Alice decydują się na wspólny miłosny tatuaż. Gdy Daniel dostrzega Eve czuje, że coś o czym dawno zapomniał, budzi się w nim na nowo. Brzmi to wszystko ciekawie i jest tak w rezultacie, chociaż mimo odwrócenia ról fabuła jest dość schematyczna - jakaś tajemnica sprzed lat, wielkie uczucia które nie powinny mieć miejsca i problemy młodych dorosłych, czyli coś co dobrze znamy z gatunku New Adult.

Nie lubię, gdy polscy autorzy sięgają po zagraniczne imiona. Wiem, że akcja rozgrywa się w Anglii, że jest obcy kraj, ale równie dobrze historia mogłaby się rozegrać w Polsce i nic by na tym nie straciła. To jednak moja subiektywna ocena i nie będę tego zaliczać jako minus dla samej książki. Inaczej rzecz się ma z kreacją bohaterów, która niekoniecznie mnie do siebie przekonała. Daniel to grzeczny chłopiec, chociaż autorka próbowała z niego zrobić dorosłego mężczyznę, nie żaden bad boy a prosty i nieskomplikowany bohater. Nie polubiłam się z nim za bardzo, zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu zadziorna Eve ze swoją nieufnością do ludzi i wszelkich uczuć. Jej losy były mi bliższe, ale i tak mniej było tej chemii pomiędzy nami niżbym tego chciała.

Styl autorki jest lekki, prosty, nie ma w nim zawiłości co też przekłada się na fabułę z zaledwie kilkoma motywami. Podobało mi się odniesienie do trudnego życia, do realnych problemów i trudności z jakimi trzeba sobie w codziennym życiu radzić. Mniej podobała mi się sama nić romantyczna pomiędzy głównymi bohaterami, ale to już chyba zasługa braku wspomnianej wcześniej chemii. Emocji też nie było za wiele, tyle tylko co niezbędne, więc nie wczułam się za mocno w czytaną treść i chociaż współczułam Eve jej losów to za mało, by móc nazwać tą książkę wiarygodną.

"Nieodpowiednia dziewczyna" to lektura z potencjałem, który nie został w niej w pełni wykorzystany. Ma dobre strony, ale nie na tyle, by przekonać mnie do siebie. Gusta są jednak różne, każdy z nas szuka w historiach czegoś innego, więc nie skreślam i jednocześnie nie namawiam, ale pamiętajcie, że przekonać się o skali danej książki można tylko czytając ją samą. Jeśli macie ochotę poznać historię zbuntowanej dziewczyny i prostego chłopaka, śmiało - bardzo chętnie dowiem się co Wy sądzicie o ich losach. Ja jednak do lektury już nie wrócę, ale może zdecyduję się na inne książki J. Harrow jeśli się ukażą.

sobota, 15 lutego 2020

"Dobry chłopak" Sarina Bowen, Elle Kennedy

"Dobry chłopak" Sarina Bowen, Elle Kennedy, Tyt. oryg. Good Boy, Wyd. Niezwykłe, Str. 294

Niesamowita Elle Kennedy w duecie z Sariną Bowen w pierwszym tomie serii o zawodowych hokeistach!

Kiedy masz na głowie skomplikowane zadanie nie myślisz o seksownym mężczyźnie, który zrobi wszystko by cię zdobyć. Prawda?

Książki Elle Kennedy znam bardzo dobrze. To autorka, która specjalizuje się w słodko-gorzkim, zmysłowym, romantycznym i pełnym poczucia humoru New Adult. Uwielbiam jej powieści i z przyjemnością czytam wszystko co się pojawia. Jednak Sarina Bowen do tej pory była mi kompletnie nieznana i nie miałam pojęcia jak wypadnie akurat to połączenie, ale muszę przyznać, że pierwszy tom serii Hokeiści wciąga na całego!

Fabuła okazała się dokładnie taka jaką lubię - przebojowa, bardzo romantyczna, mocno życiowa i zabawna w odpowiednich momentach. Już od pierwszych scen, gdy poznałam główną bohaterkę, wiedziałam, że odnajdę się w historii, ale to nie jedyna zaleta tej książki. Na jej korzyść przemawia dobry styl obu autorek, trafność opisów czy dobra zabawa, która towarzyszyła mi od początku do końca. Pojawiły się jakieś elementy charakterystyczne dla stylu Kennedy, były nawiązania do New Adult, ale przede wszystkim widoczna była relacja damsko-męska od nienawiści do płomiennego uczucia, która w pełni mnie do siebie przekonała.

Myślę, że gdyby nie tak dobrze dobrane charaktery dla Jess i Blake'a historia nie wypadłaby tak dobrze. A jednak bohaterowie okazali się przesympatyczni, zabawni i w pełni wiarygodni, przez co trudno mi ocenić kogo polubiłam bardziej. Z Jess czułam się związana od początku, jej los nie był mi obojętny, czułam pewnego rodzaju rozczarowanie tak samo jak ona, gdy rodzina wciąż złośliwie wytykała jej popełnione błędy. Uchodziła za czarną owcę w rodzinie a to nigdy nie jest przyjemne. A jednak nie poddawała się, z uśmiechem na ustach walczyła, by wszystkim udowodnić, że wcale nie jest taka zła i właśnie za to zdobyła mój szacunek. Z Blake'm było na początku inaczej, on najpierw był tylko chwilą słabości Jess, kimś na kim nie skupiałam większej uwagi. Zwykłym podrywaczem, hokeistą jednym z wielu. Szybko jednak okazało się, że i on otrzymał takie cechy osobowości, że na pewno nie zginie w tłumie, idealnie wypełnił obraz Jess i gdy ich słowne przepychanki nie miały końca - byłam zachwycona!

To romans, w którym miłość nie przychodzi od razu. Najpierw jest przelotna noc, nieprzemyślana decyzja a później ślub brata od którego wszystko się zaczyna. Ona ma być druhną, on jego drużbą i cieszy się, że w końcu zapoluje na uroczą blondynkę. Jess jednak wymyka mu się z rąk, wcale nie poddaje się tak łatwo jego urokowi i ta gra w kotka i myszkę gra ku radości czytelnika, który może zrelaksować się przy takiej książce, wczuć w rolę bohaterów, pośmiać wraz z nimi oraz po prosu poczuć na własnej skórze siłę prawdziwej, przeznaczonej komuś miłości.

"Dobry chłopak" to lektura obowiązkowa dla wszystkich romantyczek. Słodka, urocza, przesympatyczna i przywołująca na usta szczery uśmiech. Uwielbiam ją! Jedyne czego żałuję, to jej krótkiej treści. Chętnie czytałabym więcej i więcej o losach tej dwójki. Każdy bohater otrzymał rolę, którą odegrał idealnie i nawet dość schematyczny tor, który obrały autorki wcale mi nie przeszkadzał. Liczyła się dobra zabawa, która podczas lektury nie miała końca.

piątek, 14 lutego 2020

"Bezwład" Jessica Barry

"Bezwład" Jessica Barry, Tyt. oryg. Freefall, Wyd. Rebis, Str. 416

  Czasami lepiej nie odkrywać prawdy…

Przeżyła katastrofę, by ponownie walczyć o życie. Tylko czy i tym razem uda jej się wygrać z przeznaczeniem?

Wszyscy czekali na ten thriller z wielkim zainteresowaniem, czekałam i ja. Co począć, kiedy ten gatunek jest mi niesłychanie bliski i czasami potrzebuję coś mocno wstrząsającego i zaskakującego. Pojawiły się oczywiście obawy czy czasami opinia nie wyprzedza samej powieści, ale odważyłam się zaryzykować i wcale nie żałuję, chociaż musicie wiedzieć, że to debiut autorki, więc nie obeszło się bez niewielkich potknięć.

Zacznę od pozytywów. Zdecydowanie główna bohaterka zasługuje na kilka słów uznania. To dziewczyna wykreowana w sposób trochę przerysowany, ale ja to kupuję: ma siłę, determinację i wielką odwagę, by stawić czoła potężnym przeciwnością losu a ja sama nie mam pojęcia jak zachowałabym się na jej miejscu. Allison Carpenter o której mowa, przeżywa katastrofę lotniczą w Górach Skalistych i przemierza nieznany sobie szlak, by dotrzeć do kogoś i wezwać pomoc. Wpływowi ludzie wiedzą jednak, że zna ona wielką tajemnicę i zrobią wszystko, by kobieta nie przeżyła. 

Tuż obok losów Allison poznajemy drugą narrację, ze strony jej matki Maggie Carpenter. Chociaż ma wielką nadzieję, że jej córka wciąż żyje - nie jest wcale idealną rodzicielką. Ma swoje za uszami, ich wspólne życie potoczyło się tak a nie inaczej i przez to nie miały ze sobą kontaktu przez kilka lat. Dziś Maggie wyszukuje informacje o Allison przez co poznaje na nowo swoją córkę, ale czy faktycznie podoba jej się to co widzi? Obie te bohaterki mają własne tajemnice, indywidualne charaktery i inne podejście do życia, dzięki czemu te dwa punkty widzenia budują dwie odrębne a jednak spójne historie, które poznaje się z rosnącymi zaciekawieniem.

Inaczej rzecz ma się z fabułą, która jest ciekawa, ma odpowiednie napięcie i dynamizm, ale czasami wydawała się trochę naciągana. Za dużo było tych niemożliwych scen, za dużo kinowych motywów rodem z kaskaderskich scen akcji i tej survivalowej przygody. Nie zawsze dawałam wiarę w to co czytam, a jednak przerzucałam kolejne strony w oczekiwaniu na rozwiązanie obiecanych zagadek i nie nudziłam się czy też nie żałuję poświęconego lekturze czasu - są mankamenty, owszem, ale plusów jest znacznie więcej. Nie zapominajmy o dobrze skonstruowanych kreacjach bohaterów, o relacji na linii rodzic-dziecko, społecznych problemach, wartości pieniądza czy ludzkie relacje na odpowiedź żalu, bólu i braku poczucia bezpieczeństwa.

"Bezwład" jest lekturą, której warto dać szansę. Nosi w sobie wszystkie cechy książki, która toruje sobie drogę do miejsca książek wciągających i zaskakujących a mnie przekonuje taka wizja autorki nawet jeśli gdzieś po drodze pojawiły się pomniejsze potknięcia. Wybaczam, ponieważ to debiut i chętnie zdecyduję się na więcej jeśli pojawi się taka okazja. A samą powieść polecam fanom sensacji czy miłośnikom rozkładania na czynniki pierwsze ludzkich emocji, bo tego tutaj na pewno nie brakuje. Oto przygoda na ładnych kilka godzin, kiedy rozum domaga się nowych wrażeń po ciężkim dniu.

czwartek, 13 lutego 2020

"Tylko tu i teraz" Nina Majewska-Brown

"Tylko tu i teraz" Nina Majewska-Brown, Wyd. Burda Książki, Str. 288

Czy można żyć i kochać w dwóch epokach jednocześnie? 

Nie spodziewała się, że los rzuci ją do innej epoki a jednak to tam znalazła miłość. Czy główna bohaterka powieści Niny Majewskiej-Brown odnajdzie zatem szczęście?

Z książkami tej autorki nie miałam wcześniej styczności aż do czasu pierwszego tomu serii i lektury "Tylko dla dorosłych". Książka jednak wydała się ciekawa i wciągająca, więc chętnie dałam szansę kontynuacji: przekonała mnie do tego przede wszystkim mała objętość i przekonanie, że jest to idealna lektura na leniwy wieczór.

Wcześniej mieliśmy okazję poznać losy głównej bohaterki, która nieoczekiwanie przeskoczyła do innego epoki. Tam poznała Konstantego, zakochała się i odnalazła spokój. Jednak XXI wiek upomniał się o swoją bohaterkę i zmusił do powrotu przez co Klara na powrót czuje się nieszczęśliwa i niezrozumiana. Jednak pewnego dnia pada ofiarą wypadku samochodowego i zbiegiem okoliczności lekarz, który ją opatruje jest zadziwiająco podobny do Kostka. Czy to możliwe, by Kosma był tym samym człowiekiem w innej epoce? Czy szansa na miłość nie została ostatecznie stracona?

Bohaterowie powracają a główny bohater dodatkowo w nowej odsłonie. Klara, jej rodzina oraz irytujące przyjaciółki niczym się nie różnią od postaci, które wcześniej poznaliśmy, więc jeśli znacie pierwszy tom - wiecie czego możecie się spodziewać. Towarzystwo kobiety potrafi zajść za skórę swoimi kąśliwymi i nieprzyjemnymi uwagami, ale plus jest tego taki, że Klara wydaje się na to bardziej odporna. Nie jest już taką rozmytą postacią jak wcześniej a wie czego chce szczególnie, gdy poznaje Kosmę. Robi wszystko, by dowiedzieć się czy to nie ten sam mężczyzna, o podobnym charakterze i oddaniu wciąż wspominając Kostka. Czy będzie jej dane go jeszcze zobaczyć? O tym musicie przekonać się sami.

Lekka powieść napisana bez większego angażowania emocji to obyczajowa lektura, która sprawdzi się w duecie z kubkiem gorącej herbaty. Nie liczy sobie dużo stron, więc śmiało można przeczytać ją w jeden wieczór a dzięki losom Klary dowiecie się gdzie tkwi sedno prawdziwej miłości. Ciekawi choć nie tak, by odrywać od rzeczywistości jest po prostu zwykłą opowieścią wypełniającą nasz wolny czas. "Tylko tu i teraz" to książka, która pozwala się zrelaksować i pomarzyć o idealnym mężczyźnie zapisanym nam w gwiazdach.

środa, 12 lutego 2020

"Żywica" Ane Riel

"Żywica" Ane Riel, Tyt. oryg. Harpiks, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 280

Co się dzieje, jeśli kochasz kogoś tak bardzo, że chcesz go zatrzymać przy sobie za wszelką cenę, w bezpiecznym miejscu?

Co wydarzy się w zamkniętej przestrzeni, gdy do głosu zostaną dopuszczone ludzkie pragnienia? Czy nadszedł już czas, by zacząć się bać?

Ane Riel, autorka pochodząca z Dani, zaprasza nas do poznania przygody innej niż wszystkie. Kompletnie nie wiedziałam czego mogę spodziewać się po jej lekturze chociaż to właśnie opis zachęcił mnie do sięgnięcia po książkę. Wszystko wydawało się owiane pewną dozą tajemnicy a obietnica zaskakującej historii wisiała w powietrzu. Miało być groźnie, szokująco i ciekawie a to mieszanka, która zawsze mnie kusi.

Niby thriller, niby historia wzruszająca a przede wszystkim saga rodzinna. Trudno jednoznacznie zakwalifikować tą powieść do jednego gatunku, ale niezależnie od tego w jakie ramy chcemy ją wpasować (choć coś czuję, że wymknie się budując własną odrębną historię) jest ona przede wszystkim po mistrzowsku poprowadzona. Niesłychanie trudno oderwać się od czytania, gdy kompletnie nie wiemy co wydarzy się na kolejnych stronach a duszna, mroczna atmosfera grozy co raz bardziej się zacieśnia. To powieść zagadka, ale w najlepszym znaczeniu tego słowa.

Gdy głównym bohaterem jest dziecko, szczególnie w thrillerach, atmosfera strachu wydaje się jeszcze większa. Tutaj zaledwie dziewięcioletnia Liv mieszka wraz z rodzicami na niemal dzikiej wyspie odizolowanej od świata. I choć kocha swoich rodziców to zaczyna dostrzegać zachodzące w nich zmiany. Czuje się osamotniona i mimo przyjaciela, który zawsze stoi u jej boki pragnie żyć jak swoi rówieśnicy. Pewnego dnia jednak po najbliższym miasteczku rozchodzi się wieść o śmierci dziewczynki. Tylko czy to prawda?

Wyobraźnia działa na najwyższych obrotach, wciąż analizuje się nowe fakty, wciąż próbuje się zrozumieć o co w tym wszystkim w ogóle chodzić. Wszystko wydaje się żyć na naszych oczach, ponieważ autorka wspaniale oddała kreacje bohaterów oraz opisy otaczającej ich przyrody. I właśnie ta realność, wiarygodność widoczna na każdym kroku wciąga nas w wir tej historii przekonując, że być może wszystko wydarzyło się naprawdę. To opowieść o ludziach, którzy zatracili się w miłości oraz strachu przed stratą ukochanej osoby, świetnie skonstruowane przemyślenia i trafne analizy oraz możliwość potencjalnej traumy po tym wszystkim czego doświadczyło dziecko.

"Żywica" to idealny start w nowym roku. Mamy dopiero początek lutego a już tak dobra książka wkrada się na półki w księgarniach. Nie możecie przejść obok niej obojętnie, nie możecie tego przegapić. To nie jest zwykły thriller jakich wiele a złożona historia zmuszająca do myślenia od początku do końca. Jestem nią zachwycona.

wtorek, 11 lutego 2020

"Totalna Magia" Alice Hoffman

"Totalna Magia" Alice Hoffman, Tyt. oryg. Practical Magic, Wyd. Albatros, Str. 320

Zawsze rzucaj rozsypaną sól przez lewe ramię. Posadź rozmaryn przy furtce ogrodowej. Hoduj róże i lawendę, na szczęście.

Przeznaczenie zawsze upomni się o swoje, szczególnie gdy ingeruje się w jego przebieg. I niestety nie zawsze niesie ze sobą dobre rozwiązania.

W przypadku książek Alice Hoffman zasada: najpierw książka, później film, nie obowiązywała. Przynajmniej nie tak do końca. Wszystko przez to, że w Polsce najpierw pojawiła się ekranizacja "Totalnej magii" a dopiero wiele lat później przetłumaczono książkę. Film był cudowny, nastrojowy i magiczny w każdym aspekcie tego słowa a wyjątkowe role Nicole Kidman i Sandry Bullock sprawiły, że do ekranizacji wracałam wiele razy. Byłam zatem ogromnie ciekawa jak wypadła na tle tego wszystkiego książka, czyli pierwowzór, druga część "Zasad magii". 

Pierwszy tom był ciekawy i mnie osobiście pochłonął na kilka dobrze spędzonych godzin, ale to kontynuacja budziła we mnie większe emocje. Czy dorówna ulubionemu filmowi? A może będzie jeszcze lepsza? Co jeśli okaże się kompletną porażką? Myślę, że wielu z nas przechodzi przez taki konflikt wewnętrzny, gdy ukochane dzieło doczeka się nowej wersji, ale w tym przypadku właściwie takie pytania pozostały bez odpowiedzi, ponieważ trudno porównać mi ekranizację z książką, gdy dwie te wersje bardzo się od siebie różnią. I to uważam za wielki plus!

O ile film przede wszystkim skupia się na wątku romantycznym i praktykowaniu magii przez główne postacie, o tyle książka to szereg złożonych motywów wszelakiej treści. Lektura niesie ze sobą więcej szczegółów, detali i nieznanych mi do tej pory faktów, przez co wciąga równie mocno co ekranizacja. Zagłębiamy się w życie Sally i Gillian, które na początku się rozdzielają i prowadzą odrębne historie, widzimy jak radzą sobie z przeznaczeniem na własny sposób i wracamy do punktu wyjścia, gdy wydarza się tragedia. W tle przewijają się motywy niespełnionej miłości, utraconych szans, relacji w nietypowej rodzinie, siostrzanej więzi czy postrzeganiu prawdziwego życia zależnie od punktu w jakim aktualnie się znajdujemy. Autorka poprowadziła wszystkie te wątki w bardzo szczegółowy, dobrze rozbudowany sposób i nic nie potraktowała z góry, przez co cały czas mamy przed sobą w pełni wiarygodny obraz tej niebanalnej sagi rodzinnej.

Alice Hoffman w swojej książce rozbudowuje także wyraźnie sylwetki poszczególnych postaci. To bardziej kobieca książka, ponieważ płeć piękna przeważa w gronie bohaterów, ale to tylko pokazuje jak nieobliczalne mogą być kobiety, ile emocji i ukrytych pragnień w nich buzuje oraz jaka siła drzemie w tych niby bardziej delikatnych istotach. Uwielbiam autorkę właśnie za ten czas poświęcony Sally i Gillian, dwóm siostrom osieroconym przez rodziców, które trafiły pod opiekę bardzo oryginalnych ciotek. To tam nauczyły się władać magią, ważyć eliksiry i pod naporem klątwy postrzegać życie w inny sposób. Nie było im łatwo co widać przez niemal całą fabułę, ale ich losy stały się też dla mnie w jakiś sposób inspiracją, gdy wkraczałam w fabułę skupiającą się na detalach z ich życia.

"Totalna magia" to interesująca, subtelnie magiczna i bardzo obyczajowa powieść. Jest zupełnie różna od swojej ekranizacji, więc polecam nie nastawiać się w konkretny sposób na lekturę. Być może niektórych czytelników nie przekona do siebie powolnym tempem akcji, ale ja pozostaję pod jej urokiem, cieszę się, że mogłam poznać nowe fakty na temat bohaterek o których myślałam, że wiem już wszystko i na moment zapomnieć się w świecie, w którym magia dla tych pań jest czymś zupełnie naturalnym. Klimat zdecydowanie robi tu swoje i dlatego ze swojej strony lekturę Alice Hoffman bardzo polecam.

poniedziałek, 10 lutego 2020

"Miejsce dla nas" Fatima Farheen Mirza

"Miejsce dla nas" Fatima Farheen Mirza, Tyt. oryg. A Place for Us, Wyd. Niezwykłe, Str. 440

Debiut wydawniczy Sarah Jessiki Parker znanej z głównej roli w serialu "Seks w wielkim mieście".

Powoli snuta historia owiewa nas niczym delikatna mgiełka. Opowiada o losach bohaterów, którzy od pierwszych stron wydają się nam niesłychanie bliscy.

Fatima Farheen Mirza debiutuje powyższa powieścią i robi to naprawdę porządnie. Jej historia jest szczera, otwarta i ponadczasowa chociaż najlepiej wpisuje się w aktualne wydarzenia. Początkowo nie do końca byłam pewna na co mogę liczyć sięgając po powieść tej autorki, ale okazało się, że to historia obyczajowa, bliska sadze rodzinnej, opowiadająca o życiu i jego trudach.

Lubię intensywną dynamikę w powieściach, więc pierwsze strony "Miejsca dla nas" niekoniecznie mnie przekonały pod tym względem. Fabuła snuta jest powoli, zagłębia się w zakamarki wszelkich uczuć i myśli głównych bohaterów co bardzo szybko przeradza się w wielki atut tej książki i po kilkunastu stronach z marzenia o szybszym tempie przeskoczyłam na prośby, by ta historia jeszcze bardziej zwolniła. Chętnie poznawałam wszystko co otacza głównych bohaterów, ich troski, problemy oraz istotne kwestie, którymi kierowali się w swoich wyborach.

Mirza pisze przepięknie i na pewno tym podbije serca wielu czytelników. Mnie przekonała do siebie właśnie stylem, bliskością z jaką kreowała poszczególne postacie i sceny, przez co widać, że włożyła w to całe swoje serce. To się czuje, to się widzi, gdy w powieści wiarygodność i emocje wychodzą na pierwszy plan. A historia nie jest łatwa, nawet jeśli zaczyna się niepozornie. Amar powraca do rodziny, z którą nie widział się od trzech lat, by towarzyszyć na ślubie jednej ze swoich sióstr. I tak rozpoczyna się ta opowieść: od dziecko po rodzica, którzy splatają swoje wspomnienia z teraźniejszością i pokazują jak życie hindusko-amerykańskiej rodziny widziane jest z perspektywy dzieci oraz najbliższych im krewnych.

Na pierwszym planie jako podstawowe motywy pojawiają się wartości rodzinne, później wiara, tradycja w oparciu o kulturę, która jest sprzeczna z zasadami rodziny Amara. Autorka bardzo mądrze ujęła wszelkie zawahania, pokazała że nie zawsze coś oczywistego może takie być, gdy rozchodzi się o wieloletnią tradycję rodzinną i czasami potrzeba czasu, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Bohaterowie Mirzy byli w pełni prawdziwi, pełnowymiarowi przez co ich emocje żyły na kartach tej powieści budując piękny obraz, ale to co urzekło mnie najbardziej to struktura wartości rodzinnych, gdzie Rafi i Layla, rodzice stanowią wyjątkowe podparcie dla swoich dzieci.

"Miejsce dla nas" być może na pierwszy rzut oka nie wydaje się lekturą dla każdego, ale uważam, że powinniście dać jej szanse bez względu na literackie upodobania. To piękna, głęboka i bardzo poruszająca historia rodziny narażonej na nowy świat, która mogłaby dotknąć każdego z nas. W dodatku zyskuje w oczach z każdą kolejno przerzuconą stroną, ponieważ zatacza intrygujące koło, które być może zaskoczy Was w finale. Ja czuje się bardzo poruszona losami tej rodziny i cieszę się, że miałam przyjemność poznać tak wyjątkową lekturę.

niedziela, 9 lutego 2020

"Amnezja" Federico Axat

"Amnezja" Federico Axat, Tyt. oryg. Amnesia, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 464

"Martwa dziewczyna z dziurą w piersi leżała w moim salonie.''

Obudził się nieświadomy, nie pamiętając nic z ubiegłej nocy. Okazało się, że doszło do morderstwa. Czy zatem to on zawinił?

Lubię odkrywać prawdę, przemierzać ślepe zaułki i stopniowo odkrywać sekrety. Właśnie dlatego tak ciągnie mnie do thrillerów. "Amnezja" wydawała mi się niepozorną książką, taką lekturą na jeden wieczór, która być może zaciekawi, ale pozwoli jednocześnie szybko o sobie zapomnieć. Pomyliłam się i to bardzo! Okazało się, że przeżywałam fabułę niemal od pierwszych stron do samego ekscytującego finału i nie mogłam przestać o niej rozmyślać nawet na drugi dzień po poznaniu całej prawdy. 

Dwudziestosiedmioletni John Brenner żył sobie do tej pory nieświadomy faktu, że los zgotował dla niego wielką i niekoniecznie przyjemną przygodę. Mężczyzna bowiem obudził się pewnego dnia zupełnie nie pamiętając ostatnich godzin, w towarzystwie pustej butelki po alkoholu i pięknej, choć martwej dziewczyny leżącej tuż obok. Czy to nałóg sprzed lat kazał mu popełnić taki czyn? Czy John okazał się skrywanym mordercą? Coś tu jednak nie pasuje a powracające sny powoli odkrywają lukę w pamięci.

Kreacja Johna to tuż obok nieźle zakręconej fabuły, porządny atut powieści. Otrzymujemy bohatera z krwi i kości, świadomego swoich ułomności i walczącego z nałogiem dla ukochanego dziecka. Nie jest łatwo wytrwać w trzeźwości, szczególnie gdy wszystko wydaje się być przeciwko niemu, ale pokazuje czytelnikom jak twardy ma charakter. Polubiłam go od samego początku za wiarygodność i głębię jaką sobą reprezentował, ponieważ poza ludzkimi i zrozumiałymi wadami autorka dodała także bardzo szczegółowy opis jego życia obecnie i w przeszłości.

Wracając jednak do struktury powieści - jest o czym czytać. Akcja gna na złamanie karku, wciąż otrzymujemy nowe dowody prowadzące do rozwiązania zagadki, jednak zrozumienie wydaje się przeciekać między palcami. Kluczymy między jawą a snem, gdy w wyobraźni głównego bohatera pojawia się tajemnicza nieznajoma i przyznam szczerze, w połowie książki czułam się zagubiona dokładnie tak samo jak John i nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Doszły do tego emocje, poczucie lęku i nieznanej przyszłości co zbudowało fenomenalny obraz thrillera, który ma w sobie wszystko co potrzebne, by trafić na półkę tych najlepszych.

"Amnezja" to książka lepiej niż dobra. Zachwyca, intryguje i trzyma w napięciu do samego końca. Federico Axat przekonuje wiarygodnymi bohaterami, dopracowanymi detalami i przyjemnym stylem a ja sama przyznaję, że to jedna z lepszych historii swojego gatunku jaką czytałam. Czytajcie zatem, bo naprawdę warto i nie pozwólcie zamydlić sobie oczu.

sobota, 8 lutego 2020

"Ukryte ciała" Caroline Kepnes

"Ukryte ciała" Caroline Kepnes, Tyt. oryg. Hidden bodies, Wyd. Niezwykłe, Str. 448

Powraca budzący skrajne emocje i urzekająco socjopatyczny Joe Goldberg!

A co Ty byś zrobił, by odnaleźć prawdziwą miłość? Do jakich czynów posunąłbyś się, by zdobyć to co jest Ci przeznaczone?

Najpierw książka, później serial a obie te historie łączy jedno - postać bardzo nietuzinkowego głównego bohatera. Sięgając po "Ty", czyli pierwszy tom Caroline Kepnes nie do końca wiedziałam jaki mam przed sobą gatunek: romans, kryminał czy może sensację? A jednak mimo tego zagmatwania fabularnego całkiem nieźle bawiłam się czytając, szczególnie że kilka razy pojawił się dreszczyk niepewności co też ten specyficzny Joe teraz wymyśli.

Osobiście bardzo lubię nietypowych głównych bohaterów a bez wątpienia Joe Goldberg właśnie do takich należy. Autorka powołała do życia postać, która budzi wiele, wiele wątpliwości a jednak z rosnącą ciekawością śledzimy jego losy i zastanawiamy się co wydarzy się za kolejnym zakrętem. A przecież to pewny swego morderca, więc skąd te emocje? Możliwe, że Joe przypomina w jakimś stopniu każdego z nas, dąży do znalezienia miłości, szczęścia i równowagi, chociaż w bardzo brutalny i radykalny sposób, przez co nasze uczucia do głównego bohatera przeczą same sobie, ale jednocześnie przemawiają na plus tej lektury.

Druga część nie odbiega dopracowaniem od poprzedniczki. Właściwie otrzymujemy ten sam poziom - na początku akcja ciężko się rozkręca i pierwsza połowa historii jest mniej intensywna niż ta druga, kiedy akcja zdecydowanie nabiera tempa. Pamiętajcie jednak, że to nie jest taki typowy kryminał czy thriller a bardziej powieść obyczajowo-romantyczna (wiem, dziwnie to brzmi w tym przypadku), w której zbrodnie po prostu się dzieją, jakby naturalnie, jak gdyby nigdy nic, bo Joe akurat znudził się swoją kandydatką na dziewczynę czy też ona odkryła jego mroczny sekret.

Jest w tym wszystkim sporo ironii i ukrytego sarkazmu, ale historia sama w sobie nie jest śmieszna. To powolnie podążający do przodu thriller, w którym otrzymujemy różne oblicza miłości, w tym przede wszystkim tej upragnionej i jedynej choć wciąż nieuchwytnej. Joe powraca na pierwszy plan tym razem trafiając do Los Angeles i żyje jak gdyby nigdy nic, choć wydarzenia z przeszłości nie dają mu o sobie zapomnieć. Flirtuje, pracuje i ponownie obiera sobie na cel piękną nieznajomą. Co wyniknie z tego tym razem?

"Ukryte ciała" to lektura dla tych, którym pierwsza część przypadła do gustu. Trzeba poznać wcześniejsze losy bohatera, by wejść od nowa w jego skórę i spróbować zrozumieć jego postępowania. Caroline Kepnes stworzyła interesującą i bardzo nietypową historię, która mi osobiście przypadła do gustu, chociaż nie narzekałabym gdyby została trochę lepiej dopracowana pod względem fabularnym. Kupuję jednak postać głównego bohatera i mam nadzieję, że to nie koniec jego dziwnej przygody.

czwartek, 6 lutego 2020

"Serce gangstera" Anna Wolf

"Serce gangstera" Anna Wolf, Wyd. Niezwykłe, Str. 247

" – Ile jestem warta? Spójrz mi w oczy i powiedz to – rozkazuję mu chłodnym tonem, na który Nick się wzdryga. – Milion – odpowiada przez zaciśnięte zęby".

Gangsterskie porachunki, władza i wielkie uczucia. Czy w świecie mroku i zła znajdzie się miejsce na odrobinę człowieczeństwa?

Ostatnio pojawia się co raz więcej powieści z motywem mafijnym - jedne lepsze, drugie gorsze a ja staram się czytać wszystkie, ponieważ tematyka bardzo mi odpowiada i chętnie poznaję nowe oblicza gangsterskiego świata. Tak trafiłam na debiutancką powieść Anny Wolf, króciutką, ale treściwą.

Akcja rozgrywa się w rzeczywistym świecie, w znanej nam codzienności, która zostaje przerwana przez wkroczenie na scenę nałogów i brutalnych mężczyzn. Dwudziestodwuletnia Chloe żyła sobie spokojnie jako menadżerka restauracji i nie spodziewała się, że jej brat odda ją w zastaw za własne długi. A jednak wylądowała w bagażniku swojego oprawcy i zamknięta w rezydencji Aleksieja poznała inny świat niż do tej pory. Tylko czy na pewno taki zły jak sądzono?

To prosta książka bazująca na znanych nam schematach i podobnej narracji. Pierwszoosobowa relacja dwójki bohaterów przybliża nam ich postacie i pokazuje jak relacja od nienawiści ponownie prowadzi do głębokiego uczucia. Z jednej strony mamy Aleksieja - wielkiego i brutalnego mafioso, który zmienia się w potulnego misia, gdy na horyzoncie pojawia się Chloe. Ona natomiast jest prostą dziewczyną, której nie wyróżnia jakiś zarys charyzmy a zwykła osobowość: z lękami, obawami i niezrozumiałym uczuciem do porywacza. Kreacja tych postaci jest zatem prosta i nie ma w niej nic skomplikowanego. Bohaterów da się lubić, chociaż z przymrużeniem oka, bo bezwzględny gangster wydaje się zbyt łatwo roztapiać pod słodkim wzrokiem potulnej dziewczyny i traci swoją zaciętość.

Sporo emocji, w dużej mierze tych sprzecznych, wewnętrzna walka Chloe czy oddać swoje serce mordercy i bardzo uproszczone scen zbliżenia sprawiają, że jest to bardziej powieść obyczajowo-romantyczna niż mroczny romans. Uznaję to za plus, ponieważ chociaż nie ma tutaj żadnej oryginalności autorka nie zrzuca na nas wulgarnych scen, który aktualnie czuję przesyt. Wydaje się, że w tej powieści każdy zna swoje miejsce i ukazuje swoje ludzkie, dobre oblicze nawet jeśli przeszłość rysuje się w czarnych barwach. Podoba mi się też fakt, że mimo krótkiej treści otrzymałam wystarczająco dużo faktów na temat wydarzeń, by móc sobie to wszystko poukładać w głowie.

Historia jest krótka, więc niewiele więcej można o niej powiedzieć. Czyta się szybko, chętnie poznaje losy bohaterów, chociaż jak dla mnie nie jest to jedna z tych lektur, którą zapamiętam na długo. Co nie zmienia faktu, że na pewno zdecyduję się na kontynuację. "Serce gangstera" to tytuł idealny dla tej fabuły: główny bohater bowiem wydaje się mieć serce dwa razy większe niż każdy przypuszczał. Co więc z tego wyniknie i jak potoczy się los tej dwójki? O tym przekonajcie się już sami.

"Przebudzona" Agnieszka Lis

"Przebudzona" Agnieszka Lis, Wyd. Czwarta Strona, Str. 352

Podróż pełna pożądania właśnie się rozpoczęła.

Wielkie namiętności i ludzkie pragnienia w nowej powieści Agnieszki Lis zaskoczą wszystkich jej fanów.

Takiej książki ta autorka jeszcze nie napisała. Śledzę przebieg jej kariery od początku, mimo że nie wszystkie powieści spod pióra pani Lis były dla mnie ciekawe i widzę, że ogólnie zmierza w dobrym kierunku. Jednak dziś pokazała się z zupełnie innej strony, odsłoniła przed swoimi czytelnikami historię inną niż do tej pory, więc chętnie przyjrzałam się "Przebudzonej".

Do tej pory Agnieszka Lis znana była z życiowych powieści obyczajowych. Opisywała wydarzenia dnia codziennego, wplatała to trochę dramatów i ogólnie starała się nakreślić fabułę w której to wiarygodność i zrozumienie stają na pierwszym planie. Swoją najnowszą książką postanowiła jednak zaryzykować i do tego czym wcześniej się posługiwała wplotła coś jeszcze - mocną dawkę erotyzmu sprawiając, że historia stała się bardziej zmysłowa oraz pojawiło się w niej więcej emocji. Wszystkie sceny w fantazji bohaterki czy łóżkowe nie były jednak przesadzone a spójne i zrównoważone, więc myślę, że to ciekawy krok autorki w nowym gatunku.

To nie jest jednak tak, że autorka jednoznacznie porzuciła historie, które wcześniej pisała. Powiedziałabym, że raczej wzbogaciła swoją obyczajową opowieść o dodatkową pikanterię. Niektóre sceny były bardziej inne mniej śmiałe, więc to wszystko zależało od chwili, jednak na pierwszym planie wciąż pojawiały się ludzkie emocje i codzienne problemy. Tym razem to siostrzana więź została wystawiona na próbę a wraz z nią dwie bohaterki: Lilianna i Honorata, które opowiedziały swoją historię z własnej perspektywy przekonując czytelnika, że to o czym aktualnie czyta mogłoby mieć swoje podłoże w rzeczywistości.

Nie zawsze jest kolorowo, więc przejdźmy do kilku wad, które rzuciły mi się w oczy. Jeśli chodzi o sam styl autorki to zdecydowanie poprawił się od jej debiutanckiej powieści. Jest łagodniejszy, plastyczny, lepiej się czyta historię, gdy język nie jest toporny. Jednak wciąż nie zawsze mnie przekonywał, czasami miałam wrażenie, że postacie się rozmywają, są bardziej papierowe niż rzeczywiste a sama historia przesadzona, gdy Lilka zaczynała opowiadać o swoich fantazjach. Naprawdę jeden mężczyzna aż tak mocno namieszał jej w głowie? Była jakaś sprzeczność w kreacji tej bohaterki, która mnie do siebie nie przekonała chociaż ogólnie sam zamysł na historię okazał się ciekawy, nić porozumienia (nawet nadszarpnięta) pomiędzy siostrami ładnie rysowała się na drugim planie a tło obyczajowe wciągnęło mnie bardziej niż seksualne podboje Lilki.

"Przebudzona" to opowieść o siostrach, których więź została wystawiona na próbę. Nie tylko przez narzeczonego jednej z kobiet a ogólnie, przez rodzinne problemy i doświadczenia. Książkę czyta się szybko, jak na powieść obyczajowo-romantyczną przystało i nie sądzę, żeby fani autorki poczuli się zawiedzeni jej nowym stylem. Mnie on ostatecznie nie przekonał, ale nie zapominajmy, że gusta są różne i by ocenić książkę trzeba sięgnąć po nią osobiście.

środa, 5 lutego 2020

"Stacja miłość" Zoë Folbigg

"Stacja miłość" Zoë Folbigg, Tyt. oryg. The Note, Wyd. W.A.B., Str. 400

"Żałuję, że nie siedzę naprzeciwko niego, żeby sprawdzić, czy jego dusza jest równie piękna z tej perspektywy."

Poszukujesz szczęścia i wciąż czujesz, że wymyka ci się między placami? Przeczytaj czatem historię Mai i dowiedz się jak ona zawalczyła o swoje.

Oparta na prawdziwych wydarzeniach historia napisana przez Zoë Folbigg przyciąga do siebie piękną okładką i obietnicą wspaniałej opowieści o wielkiej miłości. Kto nie skusiłby się na taką lekturę? Na pewno nie romantyk, który drzemie i we mnie, więc czym prędzej zabrałam się do czytania, czytałam i czytałam, ale z każdą kolejną stroną rozwiewała się moja nadzieja na przejmujący romans. Książka nie jest zła, ale przyznam, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego.

Oto książka obyczajowa (!), nie romans, ponieważ motyw miłości przewija się gdzieś daleko na drugim planie a my przede wszystkim skupiamy się na losach głównej bohaterki, która przez cały czas zastanawia się jak zmienić swoje życie, by było jej dobrze. Patrzymy więc jak przez rok obserwuje nieznajomego mężczyznę w pociągu, wyobraża sobie wiele możliwych scen z jego udziałem, ale wciąż waha się podejść i porozmawiać. Zdążyła jednak w międzyczasie się w nim zakochać i już wie, że to mężczyzna jej życia. Trochę to wszystko naciągane muszę przyznać i przez to nie kupiłam tej historii.

Maya to główna postać, która właściwie przewija się przez pierwszy plan aż do ostatnich stron książki, na których dopiero decyduje się na rozpoczęcie znajomości z Jamesem. Mieszka sama, w pracy jej się jakoś układa a ogólnie jest mało wiarygodna, irytująca i ogólnie jakaś taka papierowa. Ciągle rozpowiada o swojej wielkiej miłości, której ja nigdzie nie widziałam, bo chemii w tej historii za grosz i nie miałabym nic przeciwko, gdyby wcieliła w życie swój plan i zaczęła działać zamiast tylko o nim opowiadać.

Są w tej powieści też pewne atuty. Motyw zmiany życia, odwagi na nowe i determinacji w dążeniu do celu przemawia na plus. Jednak zabrakło mi w tym wszystkim głębszych emocji, dramatyzmu czy oddania. Więcej było nudnej, trzecioosobowej paplaniny, która w połączeniu ze stylem autorki okazała się lekka, przyjemna i na tym koniec. Całość wypada przy tym poprawnie i jako lektura na jedno popołudnie sprawdzi się nie najgorzej, jednak od takiej zapowiedzi i obietnicy romansu osobiście oczekiwałam więcej.

"Stacja miłość" to historia o życiu oraz problemach jakie nam towarzyszą. O odwadze by działać i przeznaczeniu, któremu sami nadajemy swój kierunek. Ale bardzo trudno się tego wszystkiego domyślić, przynajmniej przez pierwszą połowę książki. Innymi słowy nie żałuję czasu poświęconego książce, ale wiem też że nie wrócę już do niej a wybór czy Wy się na nią zdecydujecie pozostawiam do otwartej kwestii.

wtorek, 4 lutego 2020

"Nero" Sarah Brianne

"Nero" Sarah Brianne, Tyt. oryg. Nero, Wyd. Niezwykłe, Str. 400

Pierwszy tom jednej z najbardziej wyczekiwanych zagranicznych serii mafijnych!

Pierwszy tom jednej z najbardziej wyczekiwanych zagranicznych serii mafijnych! Niebezpieczne uczucie, które nie powinno się pojawić kontra rodzinne interesy to połączenie, które w nowej mafijnej serii zaowocuje ciekawą historią. 

Znacie Sarah Brianne? Za granicą podobno fani New Adult szepczą między sobą o jej wielkim talencie jednak ja odkryłam autorkę dopiero przy pierwszej zapowiedzi "Nero". Obietnica kolejnej historii z mafią w tle, tym razem bardziej młodzieżowej choć wciąż kuszącej wszechobecnym mrokiem, nie pozwoliła mi przejść obojętnie obok pierwszego tomu serii Made Men

Zawsze obiecuję sobie, że będę omijać dalekim łukiem opisy na okładce, które najczęściej psują całą przyjemność poznawania lektury, ale bardzo rzadko faktycznie mi się tu udaje. Ciekawość bierze górę i albo zderzam się z jednym wielkim streszczeniem, ale ostatecznie otrzymuję inną książkę niż zapowiadano. W tym przypadku skłaniam się bardziej ku tej drugiej opcji. Zapoznając się wstępnie z tym co mnie czeka pierwsze co przyszło mi do głowy to to, że właśnie trzymam w swoich rękach mafijną wersję "Zmierzchu", wiecie - taką bez wampirów, ale jednak utrzymaną w charakterystycznym stylu. Może to zabrzmi śmiesznie, ale dalej utrzymuję takie przekonanie. 

To historia, która podążą znanymi schematami, ale napisana jest w taki sposób, że akcja wciąga, emocje są zrozumiałe, bohaterów da się lubić i całość ogólnie prezentuje się tak, że nie ma znacznie mniej oryginalna fabuła. Czyta się szybko (mi wystarczył zaledwie jeden wieczór) przede wszystkim dzięki przestrzeni w fabule, która jest nam bardzo dobrze znana: z jednej strony mamy szkołę, środowisko bardzo toksyczne i wywołujące w młodych bohaterach wiele negatywnych emocji, z drugiej życie rodzinne: mniej lub bardziej drastyczne zależnie od tego, który główny bohater aktualnie pojawia się na pierwszym planie, ale mimo wszystko mogę Was zapewnić, ze nie jest to tak mroczna książka jak pozostałe utrzymane w mafijnej tematyce. Tutaj jednak wiek bohaterów robi swoje, bo licealne wydarzenia odsuwają ich jeszcze od naprawdę nieprzyjemnych dramatów czy wulgarnych scen a to uważam za spory plus, ponieważ autorka decydując się na bardziej dostępną dla każdego czytelnika historię. 

Sami bohaterowie bardzo szybko przyciągają uwagę, chociaż ich kreacja nie zawsze była spójna. Z jednej strony pojawił się tytułowy Nero, młody chłopak wystawiony na życie w rodzinie przesiąkniętej konkretną tradycją oraz wartościami, więc kierował się tym co wpajano mu od dziecka. Polubiłam go najbardziej ze wszystkich, ponieważ wydawał się zupełnie inny od swojego ojca: nie uciekał od brudów mafijnego życia, lubił łóżkowe przygody i otwarcie sięgał po broń, jednak wykazał się też wielką wrażliwością oraz uczuciami, które autorce udało się bardzo trafnie ująć. Inaczej rzecz miała się z Elle, która miała swoje słabsze momenty. Mądra i rezolutna dziewczyna broniąc swojej przyjaciółki stawała się w oka mgnieniu bezbarwną ofiarą, którą miałam ochotę porządnie potrząsnąć. Dziewczyna nie mogła się zdecydować kim ma być a już tym bardziej kim sobą reprezentować, więc jak dla mnie trochę szkoda jej dla Nero, ale kto wie? Może przemawia przeze mnie po prostu zazdrość? 

Płynne uczucie kiełkuje między dwójką bohaterów, chociaż każdy wie, że nie powinno mieć miejsca. Dobrze się o tym czyta, chętnie poznaje dalsze losy Nero i Elle a w tle nieustannie pojawiają się nawiązania do gangsterskich porachunków, które wydają się zatrważająco podobne do brutalnej, szkolnej rzeczywistości. Sarah Brianne sięga zatem po konkretne motywy, nie boi się otwarcie mówić o trudach dorastania i chociaż próbuje przemycić wiele szczęścia i miłości, nękania fizyczne i psychiczne dodają historii wiarygodności. 

"Nero" to dobre wprowadzenie do serii, chociaż po drodze pojawiło się kilka potknięć. Pamiętajcie, że to historia inna niż te do których jesteśmy aktualnie przyzwyczajeni: w morzu licznych gangsterskich książek ta ma bardziej subtelny przebieg, mniej w niej przemocy a więcej słodkiego romansu. Chętnie poznam dalsze tomy cyklu i zobaczę w którą stronę podążyła twórczość autorki a tymczasem powyższą lekturę polecam fanom New Adult i tym, którzy po prostu szukają książki z dużą dawką emocji.

poniedziałek, 3 lutego 2020

"Nic o mnie nie wiesz" E.G. Scott

"Nic o mnie nie wiesz" E.G. Scott, Tyt. oryg. The Woman Inside, Wyd. Muza, Str. 488

Wciągający thriller psychologiczny dla fanów "Wielkich kłamstewek" i "Zaginionej dziewczyny".

A gdyby tak ktoś złośliwie niszczył ci życie, dla czystej satysfakcji? Jak poradziłbyś sobie z takim problem? 

Dwójka pisarzy kryjąca się pod jednym pseudonimem zabiera nas w podróż, której na pewno szybko nie zapomnimy. Jeśli lubicie tak jak ja thrillery psychologiczne z nieobliczalnymi bohaterami na pierwszym planie, koniecznie zdecydujcie się na "Nic o mnie nie wiesz". Nie miałam obaw przed lekturą, od samego początku wiedziałam, że to coś dla mnie i nie pomyliłam się ani odrobinę - bawiłam się wyśmienicie podczas czytania, obgryzając paznokcie przez wciąż rosnące napięcie. 

To co od razu rzuca się w oczy, to idealnie poprowadzony klimat. W tym gatunku sądzę, że podstawą jest odpowiednia atmosfera, która w przypadku tej książki została idealnie utrzymana: udane małżeństwo zmierza do destrukcji samoczynnie kopiąc pod sobą dołki. Najpierw pięknie i niczym w bajce, później zmierzamy do katastrofy i wielkiego zagrożenia o którym nie mogę więcej pisać a które sami koniecznie musicie poznać. 

Rebbeca i Paul są małżeństwem od dwudziestu lat. I wydaje się, że to już koniec ich szczęśliwych dni. Zniknęło poczucie bezpieczeństwa i zaufania, narodziło się rozgoryczenie oraz niechęć. Paul znalazł ukojenie w ramionach kochanki nie spodziewając się, że trafił na kompletną wariatkę. A może to właśnie on był szalony? Kobieta z którą spędzał wolny czas zaczyna osaczać jego rujnującą się rodzinę a Rebbeca obmyśla plan jak pozbyć się konkurentki. Nadszedł czas na prawdziwe porachunki. 

Na początku polubiłam głównych bohaterów, chociaż byli oni bardziej "anty" i niewiele było w nich pozytywów. Teraz jednak z perspektywy całej lektury sądzę, że nie o sympatię chodziło a o mnóstwo emocji im towarzyszących, które po prostu złapały mnie w swoje szpony i omamiły. Powiedzie sami, jak można polubić kobietę zatraconą we własnym uzależnieniu i mężczyznę, który widzi tylko czubek własnego nosa? A jednak trudno odwrócić się od nich czy przejść obojętnie obok, gdy ich losy są tak życiowo i umiejętnie poprowadzone. 

Fabuła skupia się na tajemnicach, którym obydwoje się otaczają. Najpierw jest delikatnie, powolnie, ale ze strony na stronę rośnie napięcie, bohaterowie pakują się w co raz gorsze tarapaty a czytelnik już sam nie wie czego może spodziewać się na kolejnej stronie. Przypadła mi do gustu ta dezorientacja, brak możliwości przypisania konkretnej winy czy nawet impet rozwoju prowadzący do mądrze zaplanowanego finału. To zatem jedna z tych historii, które świadomie działają na psychikę całą masą przeróżnych emocji. 

Zastanów się dobrze czy znasz osobę u boku której żyjesz a następnie dowiedz się jakie sekrety skrywa. Dołóż do tego porcję niepewności, zaskoczeń i dezorientacji a mniej więcej zrozumiesz losu bohaterów z "Nic o mnie nie wiesz". To dobrze napisany, zaskakujący kryminał przy którym spędziłam jedną mądrze straconą a czytanie noc i mam nadzieję, że ten duet autorski jeszcze nie raz mnie zaskoczy.

niedziela, 2 lutego 2020

"Vengeful. Mściwi" Victoria Schwab

"Vengeful. Mściwi" Victoria Schwab, Tyt. oryg. Vengeful, Wyd. We need YA, Str. 544

Przed wami przesycona supermocami konfrontacja niezwykłych umysłów opanowanych niepohamowaną żądzą zemsty.

Powrócili, jeszcze bardziej okrutni i żądni zemsty. Walczą o swoje, by nie dać się zrzucić z przyjętej pozycji. Tylko czy nie za dużo w nich tych negatywnych emocji?

Fanom fantastyki nie muszę przedstawiać Victorii Schwab, ale tym którzy jeszcze nie miel okazji się z nią zapoznać napiszę, że ta autorka ma w sobie jakieś wewnętrzne przyciąganie. I pisze bardzo dobre książki. Przyznam jednak, że na początku niekoniecznie ciągnęło mnie do jej twórczości i przez to ominęłam serię Odcienie magii (mam w planach nadrobienie zaległości) decydując się najpierw na dylogię Świat Verity a następnie na wspaniały cykl Złoczyńcy. Uprzedzam Was jednak, że książki tej autorki są bardzo oryginalne, świeże i przy tym nietypowe, więc warto mieć otwarty umysł.

Pierwszy tom był intrygujący i w pełni dopracowany przez co trudno było oderwać się od lektury. Drugi natomiast to widoczne podniesienie poprzeczki o kilka szczebli, ponieważ wszystkiego było więcej: wątków, bohaterów, akcji, dynamiki. I emocji, które stanowią tutaj kluczowy atut. V. Schwab bardzo umiejętnie potrafi oddać to o czym aktualnie myślą jej bohaterowie, sięga głęboko do skrywanych uczuć i czasami niemalże przytłacza natłokiem tego wszystkiego, ale w bardzo pozytywny sposób. Dzięki temu od samego początku przesiąknęłam tym wokół czego krążyły losy bohaterów i wkroczyłam na scenę tuż za nimi, by u ich boku walczyć z przeciwnościami, które właściwie nie są tak do końca jasne.

Akcja płynie bardzo podobnym torem do tej z pierwszego tomu. Są rozdziały podzielone na teraźniejszość i przeszłość a w tych drugich autorka uchyla rąbka tajemnicy w znacznie większym stopniu niż robiła to wcześniej. Kusi więc czytelnika, wodzi za nos, wprowadza nowych (wspaniałych!) bohaterów i buduje imponujący całokształt przy którym spędza się kilka dobrych godzin biorąc pod uwagę objętość treści. Widać jak na dłoni przemyślany tor podążania tej fabuły oraz rozmyślne napoczynanie czy kończenie wątków, które zawsze w finale wydają się być szokujące i zaskakujące. Nie jest powiedziane czy będzie kontynuacja, ale po cichu liczę na to, że zgodnie z zakończeniem, mamy jeszcze szansę dowiedzieć się tego co będzie dalej.

Zdradzać konkretnie fabuły nie będę, ponieważ musiałabym chyba napisać całą rozprawkę na temat tego co tam się działo a i tak pewnie w pełni bym tego dnie oddała. To po prostu trzeba poczuć! Przejmujący klimat mściwości, zemsty i walki o swoje towarzyszy nam na każdym kroku będąc motorem napędowym dla tej historii a wszystkie wątki gnają na złamanie karku, więc strony przerzucają się same i nawet nie wiadomo kiedy nadchodzi finał. Muszę przyznać, że tak dobrej i dopracowanej fantastyki z motywem paranormalnym dawno nie czytałam i być może właśnie przez to całość tak bardzo przypada mi do gustu.

W tej książce jest wszystko co potrzebne: inteligentni i wiarygodni bohaterowie, silne emocje oraz intrygująca fabuła. Są oczywiście także Victor Vale i Eli Ever, czyli dwójka najlepszych PonadPrzeciętnych jakich znam. "Vengeful. Mściwi" to niebezpieczeństwo, zaskoczenia i niepohamowana żądza zemsty w połączeniu z bardzo dobrą zabawą, którą serdecznie Wam polecam!

sobota, 1 lutego 2020

"Corrupt" Penelope Douglas

"Corrupt" Penelope Douglas, Tyt. oryg. Corrupt, Wyd. Niezwykłe, Str. 460

"Strach to nie słabość – ale pozwolenie, by zgiął mi kark i zdławił mój głos już owszem. Lęk nie był moim wrogiem, lecz nauczycielem." 

Mroczni bohaterowie, zaskakujące wydarzenia i liczne potyczki na linii między głównymi bohaterami nie pozwalają na moment wytchnąć od emocji przepełniających fabułę! 

Ten kto nie słyszał jeszcze o twórczości Penelope Douglas koniecznie powinien nadrobić zaległości. Ta autorka uwielbia mrok, przygodę i nie straszne są jej wielkie pokłady namiętności. Jej nieoczywista proza wpisuje się gdzieś pomiędzy tematykę młodzieżową a książki dla bardziej dojrzałego czytelnika, chociaż nie wrzucałabym jej do żadnego worka - Douglas wyróżnia świeżość, oryginalność i wielka świadomość pisania, dzięki czemu każda jej nowa książka to nowy, nie odkryty ląd, po który sięgam z wielką przyjemnością. 

Fani Penelope Douglas - uważajcie! To zupełnie nowa odsłona autorki, inna niż ta z której dała się poznać przy wcześniejszych książkach. Już nie słodki romans czy zakazane uczucie, nie delikatność, zmysłowość oraz naturalne piękno a mrok, bezwzględność i przejmujące okrucieństwo pojawiają się na pierwszym planie lektury "Corrupt". Przyznam, że na początku czułam się zaskoczona tym co czytałam a historia sama w sobie nie okazała się tak wciągająca jak wspaniała "Birthday girl" czy "Punk 57" choć mimo wszystko trudno było mi odłożyć na bok lekturę. Sądzę, że potrzebowałam czasu, by wczuć się w inny klimat, tą wszechobecną bezwzględność i obojętność oraz skrajne uczucia, których jest tutaj cała masa. 

Znacie książkę Amo Jones "Srebrny łabędź"? "Corrupt" mocno z nią konkuruje tematycznie, jednak bije na głowę w kwestii dopracowania czy kreacji bohaterów. Motyw jest jednak mniej więcej podobny: rozkapryszeni bohaterowie uważają, że świat należy do nich, robią więc co chcą, biorą co ich zdaniem im się należy i nie zważają na uczucia innych. Nazywają się Jeźdźcami i przyprawiali mnie o zawrót głowy, bynajmniej nie przez zachwyt. Cała ta grupa wywoływała u mnie bardziej negatywne emocje co - jak się domyślam - było zamysłem autorki. Miałam ochotę porządnie potrząsnąć tymi rozpuszczonymi do szpiku kości chłopcami, którzy uważali się za dorosłych chociaż w głowie mieli większy chaos niż pięcioletnie dziecko. Ich dziecinne zagrywki i zabawa w kotka i myszkę z ofiarami, które obierali sobie za cel doprowadzały mnie do szału! A jednak czytałam dalej, chyba przez fakt, że mimo skrajnych emocji, które towarzyszą lekturze nieustannie, a może właśnie przez nie, ta nowa historia autorki jest bardzo uzależniająca. 

Michael wyciągnięty przed szereg jako główny bohater należy do Jeźdźców i cieszy się wielką sławą tego, który uwielbia sobie pogrywać. Erika wydaje się początkowo paść jego ofiarą jako niewinna dziewczyna, która pojawiła się w złym czasie i złym miejscu. Ale to tylko pozory, odzywa się tutaj bowiem przeszłość, która pozwoliła by Jeźdźcy obmyślili swój przerażający plan zemsty na bohaterce wcale nie naiwnej a silnej, zdecydowanej i dorównującej im charakterom. Chociaż wątpliwość budzi fakt, dlaczego Erika w ogóle chce się z nimi zadawać i skąd pojawia się tak namiętne uczucie do Michaela, który przecież wcale na to nie zasługuje to muszę przyznać, że dziewczyna zdecydowanie wygrywa konkurencje o ulubioną postać w całej tej zakręconej lekturze. 

Mnie się to podobało i to nawet bardzo, ale ja ogólnie jestem fanką takich dziwnych, zakręconych historii. Jeźdźcy sami w sobie okrutnie mnie denerwowali, ale taki był tego zamysł, więc godzę się tymi emocjami i ocenami "Corrupt" pozytywnie, chociaż odgradzam tą powieść grubą linią od pozostałych lektur Penelope Douglas. To propozycja dla bardziej odważnych czytelników, którym nie straszne są mroczne romanse, okrutne zagrywki i sceny przyprawiające o zawrót głowy. Silna w odbiorze, ale dająca jednocześnie sporo radości z czytania.

piątek, 31 stycznia 2020

"Królowa niczego" Holly Black

"Królowa niczego" Holly Black, Tyt. oryg. The Queen of Nothing, Wyd. Jaguar, Str. 360 

"Wiem, że w przeszłości prosiłem cię o kłamstwa, nawet w tym samym pokoju, ale błagam, teraz mnie nie okłamuj." 

Wszystko stanęło na głowie przez finał poprzedniego tomu a dziś nadszedł czas, by poznać ostateczne losy bohaterów. Tylko czy na pewno jesteśmy przygotowani na to co nadchodzi?

Polubiłam się z książkami Holly Black właśnie przy serii Okrutny książę. Okazało się, że pierwszy tom wciągnął mnie na całego a drugi całkowicie rozbroił zaskakującym zakończeniem. Nie mogłam więc doczekać się obiecanego, mocnego finału tej trylogii, który na szczęście nadszedł szybciej niż sądziłam. W swojej fantastycznej historii Black zawarła wszystko co istotne: wielką przygodę, sporą dawkę niebezpieczeństwa, trochę magii, cudownych bohaterów oraz idealnie oddający ducha tej historii subtelny humor. 

Trzecia część to przede wszystkim akcja, która pędzi na złamanie karku. Nagle wszystko nabiera tempa, w towarzystwie nowych wątków pojawiają się te rozpoczęte już wcześniej a wszystko dąży do spójnego finału i konkretnego wyjaśnienia. Strony praktycznie przerzucają się same i nie ma miejsca na złapanie oddechu - ponownie wkraczamy do mrocznego, okrutnego świata w którym dobra zabawa to nic w porównaniu z prawdziwym niebezpieczeństwem. Chociaż czasami odnosiłam wrażenie, że autorka traktowała losy niektórych bohaterów z przymrużeniem oka to nigdy nie balansowała na granicy wiarygodności - wszystko było zawsze szczere i wiarygodne a jedynie potraktowane lekko, by do trudnych wydarzeń dopuścić odrobinę lekkości i zabawy. A tych ciężkich chwil jest naprawdę sporo, ponieważ autorka zamyka wątki, wyjaśnia relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami i nie rzadko zmusza główną bohaterkę do podejmowania ciężkich decyzji. 

Jude Duarte została wygnana, jednak splot wydarzeń szybko ponownie kieruje ją ku dworowi. Trudno jej się odnaleźć pośród ludzi, gdy elfie rodzeństwo nie pozwala zapomnieć o prawdziwym pochodzeniu. W dodatku Jude trudni się do na pewno mało przyziemnych spraw, zupełnie obcych zwykłym ludziom. Świat elfów otwiera ponownie drzwi przed dziewczyną, która musi stanąć w obliczu niełatwego zadania pomocy swojej siostrze bliźniaczce. kłopoty więc same lgną do głównej bohaterki a czytelnik ma samą przyjemność z śledzenia jej losów. Co zatem wydarzy się w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło? Jak potoczą się ostateczne losy Jude oraz jej przyjaciół? O tym musicie dowiedzieć się sami. 

Jeśli szukacie lektury, która oderwie Was na moment od ponurej rzeczywistości i zrelaksuje po ciężkim dniu - uważam, że ta historia będzie do tego idealna. W dodatku seria jest już zamknięta co zawsze jest dla mnie sporym plusem, ponieważ można czytać całość bez wyczekiwania na wydanie kolejnych tomów. Jednak to co wyróżnia ją na tle innych książek to oryginalność oraz to poczucie świeżości, które pozwala myśleć o niej jako i historii, która nigdy wcześniej nie wpadła żadnemu autorowi do głowy. Zaskakuje pomysłem, trzyma przy sobie świetną kreacją bohaterów a przy tym całą plejadą różnorodnych charakterów a także chwyta za serce wieloma, nie rzadko skrajnymi emocjami. 

"Królowa niczego" to zakończenie jakiego oczekiwałam. Holly Black stanęła na wysokości zadania kończąc losu ulubionych postaci w sposób niekoniecznie łatwy do przewidzenia. Zawsze pozostaje żal po tym, gdy zamkniemy ostatnią stronę serii, przy której dobrze się bawiliśmy jednak tutaj na pierwszym planie pojawia się przede wszystkim satysfakcja z tak dobrze poprowadzonej historii. Jeśli do tej pory historia Holly Black była Wam obca - mam nadzieję, że zdecydujecie się na przygodę, która jest tego warta.

czwartek, 30 stycznia 2020

"Nikomu nie powiem" Catherine McKenzie

"Nikomu nie powiem" Catherine McKenzie, Tyt. oryg. I'll Never Tell, Wyd. Niezwykłe, Str. 350

Drugi tom znakomitej powieści o problemach młodych ludzi, o tym, jak trauma i stres potrafią złamać najtwardsze charaktery. 

Powrócili do przeszłości, by zamknąć to co już przeminęło. Nie spodziewali się, że to wydarzenia sprzed lat decydują ile należy poświęcić im uwagi.

Lubicie ekscytujące thrillery psychologiczne od których trudno się oderwać? Jeśli tak, to "Nikomu nie powiem" jest lekturą po którą koniecznie musicie sięgnąć. Tym razem z zaskoczeniem przyznaję, że wszelkie slogany opisujące akurat tą książkę nie kłamią, ponieważ to jedna z tych lektur, która wciąga na całego, zaskakuje treścią, zmusza do myślenia i sprawia, że bohaterowie stają się nam bardzo bliscy. Catherine McKenzie stworzyła wiarygodny obraz rodziny zmagającej się z wielką tragedią wplątując w to bardzo smaczną zagadkę.

Akcja rozgrywa się współcześnie chociaż kluczowym punktem są wydarzenia sprzed lat. Chodzi bowiem o rodzinę MacAllisterów, która prowadziła cieszący się sławą letni obóz Camp Macaw na którego spadła klątwa tajemniczej śmierci jednej z obozowiczek. Co tak naprawdę stało się z Amandą nikt nie potrafił wyjaśnić, więc sprawę odłożono na drugi plan. Po dwudziestu latach, gdy rodzeństwo MacAllisterów ponownie spotkało się wspólnie, by omówić kwestie dziedziczenia pięknej posiadłości dowiedzieli się tylko jednego: kwestie majątku rozpatrzone zostaną dopiero, gdy wyjaśni się tajemnicza śmierć obozowiczki sprzed lat.

Plusem tej lektury jest jej powolna akcja. Zdziwieni? Również wolę dynamikę, szybkie zwroty i pęd, ale w tym przypadku przyznaję, że wszystko działoby się zbyt szybko. Powoli zatem, krok za krokiem, odkrywamy wszystkie karty, pobudzamy do działania szare komórki, łączymy znaki i tropy oraz pozornie nieważne (a jednak później kluczowe) wzmianki. Nie ma co się spieszyć, warto delektować się lekturą i podziwiać misternie skonstruowany profil psychologiczny tej powieści. Catherine McKenzie świetnie rozkłada na czynniki pierwsze to co dzieje się dookoła i z perspektywy różnych bohaterów prześwietla całą akcję.

Ile bohaterów, tyle tajemnic. Ile tajemnic, tyle przyjemności z czytania. Jeden brat, cztery siostry i dawny przyjaciel rodziny pojawiają się na spotkaniu, które rozpoczyna wstęp do ich głębokiej analizy. Powoli dowiadujemy się o demonach z jakimi się zmagają, wyłapujemy jaką rolę odegrali w wydarzeniach sprzed lat i obserwujemy jak to co było wpływa na to co jest teraz. Każdy ma więc wady, które odkrywa stopniowo lecz skrupulatnie co prowadzi nas nie tylko do dobrze skonstruowanego thrillera, ale otwiera jednocześnie mądrze poprowadzony, logiczny i wiarygodny wątek społeczno-obyczajowy. 

Ja, wielka fanka thrillerów i kryminałów, piszę: czytajcie a nie będziecie żałować! Ależ to smaczny i dobrze napisany kawał wartościowej literatury. "Nikomu nie powiem" rozgrywa się w malowniczym miejscu będącym jednocześnie klaustrofobiczną klatką dla tych, którzy boją się stawić czoła własnym demonom i stanowi niezapomnianą przygodę dla czytelnika. Historia zmusza do myślenia a finał zaskakuje na całego!

środa, 29 stycznia 2020

"Tylko bądź przy mnie" Laura Kneidl

"Tylko bądź przy mnie" Laura Kneidl, Tyt. oryg. Verliere mich. Nicht, Wyd. Jaguar, Str. 440

Drugi tom znakomitej powieści o problemach młodych ludzi, o tym, jak trauma i stres potrafią złamać najtwardsze charaktery. 

Marzyła tylko o spokoju i poczuciu bezpieczeństwa. Otrzymała zderzenie z rzeczywistością, która nie pozwoliła jej złapać oddechu.

Laura Kneidl to odkrycie tamtego roku, czyli autorka, która podbiła moje serce pierwszym tomem serii Jednak mnie kochaj. Szukając dobrej, mądrze napisanej i zaskakującej lektury zdecydowałam się po raz kolejny sięgnąć po niemiecką prozę, która już wielokrotnie utwierdziła mnie w fakcie, że tamtejsi autorzy potrafią pisać jak mało kto. Nie zawiodłam się a wręcz utonęłam w morzu emocji jakie zaserwowała mi Kneidl i po bardziej niż ekscytującym finale nie mogłam doczekać się kontynuacji. 

"Tylko bądź przy mnie" odpowiada na wiele pytań zadanych w poprzednim tomie, więc odradzam czytanie bez znajomości tego co było wcześniej. Raz, że ominie Was naprawdę piękna historia a dwa, że jest to cykl jak na razie dedykowany wciąż tym samym bohaterom, więc warto być na bieżąco. W historii wyczuwa się od początku charakterystyczną nutę New Adult, ale to także opowieść romantyczna, społeczna i obyczajowa, ponieważ autorka sięga po wiele aktualnych tematów i w przejmujący sposób pisze otwarcie o tym co nęka głównych bohaterów.

Jeśli mieliście tą przyjemność poznać wcześniejsze losy Sage i Luki, wiecie jak dramatycznie skończył się pierwszy tom. Emocji było więcej niż mogłam się spodziewać. Autorka silnie mną wstrząsnęła i chociaż byłam zachwycona takim obrotem sprawy - trudno było mi się pogodzić z własnie takim finałem. Przyszedł jednak czas na tom drugi a wraz z nim jeszcze lepsza kreacja bohaterów, jeszcze więcej emocji, nowe motywy, głębsze wejście w poprzednie wątki i towarzysząca temu wszystkiemu wszechobecna wiarygodność będąca największym atutem dla tej serii.

Nie będę zdradzać wiele jeśli chodzi o fabułę, ponieważ popsuję Wam całą zabawę podczas czytania, ale zapewniam, że będzie do czego wracać po poprzednich wydarzeniach. Autorka ponownie wprowadziła nas do świata Sage, której problemy od razu stają się bliskie sercu czytelnika i zrozumiałe w każdym kroku walki z prywatnymi demonami tej dziewczyny. Kneidl świadomie ujęła wszelkie trudności jakie bohaterka spotykała na swojej drodze, pokazała jak wykonując krok do przodu czasami cofa się o trzy do tyłu i własnie to przekonało mnie najbardziej: ludzie podejście do tematu przesiąknięte jednocześnie całą masą przeróżnych emocji od łez wzruszenia po szczery śmiech.

Wiem, że czekacie najbardziej na wzmiankę o wątku romantycznym, ale napiszę tylko jedno: to było niesamowite! Mądrze poprowadzony, w pełni przemyślany wątek dostał skrzydeł i zachwycił mnie rozwojem wypadków. "Tylko bądź przy mnie" reprezentuje sobą zatem cały wachlarz umiejętności autorki i przekonuje, że w historiach o młodych dorosłych każdy z nas odnajdzie cząstkę siebie. Osobiście wciąż pozostaję pod urokiem tej książki i liczę, że kolejny tom pojawi się niebawem.

wtorek, 28 stycznia 2020

"Nieujarzmiona przeszłość" Tillie Cole

"Nieujarzmiona przeszłość" Tillie Cole, Tyt. oryg. Crux Untamed, Wyd. Editio, Str. 336

Tylko bezgraniczna miłość może uciszyć szepty przeszłości...

Mroczna i niepokojąca seria przedstawia kolejne przygody bohaterów. Czy i tym razem Tillie Cole przyspieszy bicie naszego serca? 

Wiele razy powtarzałam, ale chętnie zrobię to jeszcze raz: bardzo lubię książki tej autorki i trudno mi jednoznacznie ocenić, w którym wydaniu jej do twarzy. Gdy pisze słodko i uroczo, rozpływam się nad wszechobecną miłością chwytającą za serce. Gdy sięga po wulgarne tematy i nie boi się drastycznych scen - czytam o kolejnych wydarzeniach zapominając o otaczającej mnie rzeczywistości. Seria Kaci Hadesa to ta druga odsłona autorki, tylko dla dorosłych, ale jeśli nie straszne Wam są dramatyczne zwroty akcji ani silny dark romance - koniecznie przeczytajcie. 

Jeśli chodzi o samą chronologię to trudno mi powiedzieć czy odnajdziecie się w lekturze jeśli pominiecie wcześniejsze wydarzenia. Osobiście czytam wszystko od początku i uważam to za najrozsądniejsze rozwiązanie, ponieważ cała społeczność Hadesa jest przeogromna, wciąż przewijają się przez fabułę różni bohaterowie, więc trzeba nadążać za rozwojem wypadków i znać przeszłość czy teraźniejszość każdego z nich. To jednak nie powinien być kłopot dla tych, którzy lubią ten gatunek, bo chociaż tomów jest sporo to cała seria jest bardzo uzależniająca. 

Fabuła jest bardzo przejmująca, w każdym tomie zawsze na pierwszym planie pojawia się jakiś dramat, który przywołuje na pierwszy plan mnóstwo skrajnych emocji. Znana już wcześniej Elysia "Sia" Willis opowiada swoją historię po tym jak przeniosła się na farmę, gdy jej życiu zagrażało niebezpieczeństwo. Wychowywana przez matkę, w sekrecie przed ojcem, dziś musi radzić sobie zupełnie sama. Dlatego przez zaistniałą sytuację będzie już niebawem miała przy sobie dwóch ochroniarzy, jeden aż nazbyt chętny do pilnowania pięknej blondynki, drugi wycofany i zamknięty. I właśnie to on rozpali jej serce do czerwoności. 

Romans, sensacja, thriller i bezwzględność na pograniczy z prawdziwą brutalnością. W dodatku erotyk, który aż piecze w oczy. Oto połączenie, w którym zagustować może tylko pełnoletni miłośnik literatury. To nie jest łatwa książka, czasami jest okrutna, czasami podła i nawet ja czułam się już zmęczona tym wszystkim i trochę zdegustowana a jednak czytałam z wypiekami na twarzy i trudno mi argumentować skąd te skrajne emocje. Tillie Cole po prostu tak pisze, że historie żyją na naszych oczach, wciągają nas w sam środek przygody, której nie chce się opuszczać. 

"Nieujarzmiona przeszłość" jest historią szóstą w całym cyklu a jednak nic się w niej nie zmienia, poziom zachowany, bohaterowie znani, tylko zmieniający się rolami, emocje, niebezpieczeństwo, ostateczne rozgrywki. Jest na czym zawiesić oko i jest o czym czytać, ale uprzedzam po raz kolejny i ostatni - ta lektura jest jak jazda bez trzymanki i dedykowana tylko zagorzałym fanom mrocznego romansu. Nie mniej ze swojej strony - polecam.