Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Szósty Zmysł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Szósty Zmysł. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lutego 2022

"Potwory pod moją skórą" Maddie Pawłowska

"Potwory pod moją skórą" Maddie Pawłowska, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 368


Współlokatorzy – pogrążona w rozpaczy studentka oraz tajemniczy model. Wstrząsające Warszawą zbrodnie i emocje utrudniające trzeźwy osąd...


Przepadam za małymi, dusznymi, kameralnymi thrillerami, które po brzegi wypełnione są tajemnicami oraz zagadkami do rozwiązania. Ten gatunek wydaje mi się najbliższy i zawsze dana historia trafia w mój gust, więc wobec "Potwory pod moją skórą" miałam wielkie oczekiwania i zabrałam się za lekturę, gdy tylko wpadła w moje ręce.

To historia bardzo nieoczywista, nietypowa i wydaje się inna niż wszystkie już przy pierwszych stronach. Sięga po różne gatunki, wykorzystuje umiejętnie zarówno elementy powieści obyczajowej jak i thrillera, tym samym otrzymujemy fabułę wielowymiarową, dopracowaną i drobiazgową jednocześnie, która przekonuje do siebie równie mocno pomysłem co samym wykonaniem. Autorka umiejętnie prowadzi fabułę w nieznaną niemal do samego końca stronę, pozwalając nam snuć liczne domysły, opierać się na założeniach bohaterki, która sama nie wie jak ocenić całą sytuację a w dodatku historia jest tak intensywna, że rozmyślamy o niej nawet, gdy na moment przyjdzie czas, by odłożyć lekturę na półkę.

Lana po stracie siostry nie potrafi pogodzić się z sytuacją i sięga po drastyczne rozwiązania. Nałóg przepełnia jej krew a żałoba wydaje się być jej nieodzowną towarzyszką. Niestety wszechobecny smutek nie wystarczy, by dobrze żyć, więc Lana decyduje się przyjąć pod swój dach współlokatora. Robert jest uroczy, charyzmatyczny i również bardzo tajemniczy przez co niebawem dziewczyna stanie w wielkim niebezpieczeństwie. Czy to tylko pozory, czy może chłopak powiązany jest z aktualnymi zaginięciami?

Ależ ja się dobrze bawiłam podczas lektury! Historia opowiedziana jest powoli, sięga po szczegóły, więc jest bardzo realistyczna a przez to, że nie wychodzi na liczne sceny, mamy do czynienia z dość kameralną atmosferą co bardzo służy opowieści. Cały czas zastanawiamy się o co w tym wszystkim chodzi, czy autorka pójdzie bardziej w stronę romansu, czy może postawi na zaskakujący i przewrotny thriller a w dodatku cały czas śledzimy przebieg śledztwa w sprawie tajemniczego mordercy. Pojawiają się założenia, że może to właśnie Robert stoi za wszystkim, ale zapewniam, że prawda wcale nie jest taka oczywista.

"Potwory pod moją skórą" to lektura, która idealnie sprawdziła się jako thriller psychologiczny. Wzbudziła we mnie liczne pytania, nie od razu pozwoliła sięgnąć po odpowiedzi a w dodatku zaskoczyła mnie trasą jaką obrała fabuła. Bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury i aż trudno mi uwierzyć, że to debiut autorki. Brawo! Mam nadzieję, że w podobnym stylu zaskoczą mnie jej kolejne historie, ponieważ to zdecydowanie mój klimat. Wszystkim, którzy uwielbiają w thrillerach popuszczać wodze wyobraźni - polecam!

niedziela, 20 lutego 2022

"Zatraceni w sobie" K.M. Dyga

 "Zatraceni w sobie" K.M. Dyga, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 342


Jedno niepokorne serce. Dwaj mężczyźni gotowi je zdobyć.


Trudne doświadczenia, bolesne rozczarowania i miłość, która dyktuje warunki, czyli wracamy do serii K.M. Dygii Zatraceni w sobie. Czy tym razem możemy liczyć na szczęśliwe zakończenie? A może w tej historii nie ma dobrego rozwiązania?

Przede wszystkim przestrzegam, że lektura dedykowana jest tym, którzy poznali wcześniejsze wydarzenia. Bez znajomości pierwszego tomu ani rusz, ponieważ autorka ściśle kontynuuje podjęty wątek i opowiada o losach bohaterów, którzy przyjmują na siebie pierwszoplanowe role od samego początku. Wracamy więc do historii Idy i jej niecodziennych sercowych wyzwań a także życiowych problemów, które przekładają się na intensywną fabułę.

Dziewczyna została zraniona w najokrutniejszy sposób. Oszukana i zdradzona postanowiła postawić na pełen profesjonalizm. Wcieliła się w rolę idealnej asystentki i nie dopuściła do głosu towarzyszących jej emocji. Tylko jak prawidłowo funkcjonować, gdy serce wyrywa się nie do jednego a do dwóch mężczyzn jednocześnie? W dodatku obydwoje są gotowi zapewnić dziewczynie bezpieczeństwo i bezgraniczną miłość. Katastrofa zbliża się wielkimi krokami i pociągnie za sobą bolesne konsekwencje.

Historia jest emocjonalna, zaskakująca i bardzo wciągająca. Znając wcześniejsze wydarzenia byłam ogromnie ciekawa jak tym razem autorka rozegra fabułę i muszę przyznać, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam! Było intensywnie, dynamicznie i niemal obgryzałam paznokcie z nerwów drżąc nad losem Idy oraz kibicując jej w tej niełatwej drodze. Na pewno ułatwiła mi to bardzo wiarygodna kreacja bohaterów, którzy zostali przedstawieni jak normalni ludzie z prywatnymi problemami, popełniający błędy i wyciągający z tego konsekwencje. 

I chociaż motywy przewodnie nie są typowo życiowe, bo przecież na co dzień nie spotykamy członków mafii to sama historia wydaje się bardzo rzeczywista. Myślę, że to za sprawą wprawnej ręki autorki, która umiejętnie oddaje wszelkie detale oraz licznym emocjom towarzyszącym czytelnikowi podczas czytania. Drugim tom "Zatraceni w sobie" to historia o miłości pełnej wyzwań, o niepowodzeniach, niebezpieczeństwie a także wielkich, niełatwych wyborach, czyli propozycja dla wszystkich romantyczek.

środa, 9 lutego 2022

"W cieniu dobrych drzew" Ewa Pruchnik

 "W cieniu dobrych drzew" Ewa Pruchnik, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 336

Dwadzieścia dni eterycznej, chwytającej za serce miłości. Dwadzieścia dni otulonych zapachem deszczu i muzyką płynącą spod palców niewidomej dziewczyny.


Czasami dobrą powieść odkrywamy przez przypadek, sięgając po prozę autora, którego twórczości wcześniej nie czytaliśmy. Wiele dobrego czytałam o "Samolot z papieru" Ewy Pruchnik, ale nie miałam okazji samemu ocenić stylu autorki aż do premiery jej najnowszej książki, która bardzo szybko pojawiła się na mojej półce. Z wielkimi oczekiwaniami pozwoliłam więc porwać się historii, która nie tylko bardzo miło mnie zaskoczyła, ale również oczarowała wyjątkowym klimatem. 

To powieść obyczajowa utrzymana w klasycznych ramach gatunku - opowiada o trudach życia, pozwala czytelnikowi utożsamić się z losami bohaterów oraz rozgrywanymi wydarzeniami a także udowadnia, że na przestrzeni zaledwie jednej krótkiej fabuły dana historia może obrać zupełnie inny bieg. Tyle bowiem czasu potrzebują bohaterowie, by zrozumieć gdzie są i czego od siebie oczekują i tyle trwa powieść - zaledwie trochę ponad trzysta stron a jednak jest to czas wypełniony mnóstwem oczekiwań, emocji oraz rosnących nadziei a także uchwycony skrót całego życia bohaterów.

Autorka bardzo umiejętnie do prostej fabuły przemyca skomplikowaną prawdę na temat przeszłości. Kilka ważnych tajemnic, niedomówień oraz skrywanych od lat sekretów odegra tutaj kluczową rolę choć prawda jest taka, że najważniejsza w tej historii okaże się miłość oraz przyjaźń - dwie wartości bardzo szczerze i ciekawie uchwycone na przestrzeni rozgrywanych wydarzeń. W ten sposób poznajemy dziewczynę z Polski i chłopaka z Ameryki, którzy niespodziewanie znajdą wspólną drogę.

Joanna zmaga się z wieloma przeciwnościami. Strata matki daje się jej we znaki, mimo że obok siebie ma ojca i babcię a także ukochanego kota, ale jest także coś co wyróżnia ją w rodzinie. Dziewczyna bowiem straciła wzrok i chociaż rodzina bardzo ją kocha to ograniczają jej możliwość normalnego życia z uwagi na jej niepełnosprawność. Pewnego dnia wszystko jednak zmienia bieg, ponieważ w domu Joanny pojawia się tajemniczy nieznajomy i chociaż nie wypowiada ani słowa a jedynie słucha jej pięknej gry na fortepianie to już tego dnia nawiązuje się pomiędzy nimi nić porozumienia. Czy będzie to wstęp do nowego rozdziału w jej życiu?

Powieść podzielona na dwie części opowiada najpierw o losach Joanny, późnej historię Heraklesa, cenionego uczelnianego wykładowcy. Pozornie ich historie nie mają ze sobą wiele wspólnego, ale jak to często bywa - łączą się w najmniej oczekiwanym momencie. Od podstaw, od najmłodszych lat poznajemy wszystko co istotne w życiu tej dwójki i niemal znamy ich na wylot choć intrygujący finał i tak zaskakuje. "W cieniu dobrych drzew" to książka przewrotna, zupełnie inna niż wszystkie znane nam do tej pory lektury obyczajowe, głęboka i dojrzała, niosąca ze sobą pewne wartości. Finał zaskakuje, subtelna i nietuzinkowa relacja miłosna daje do myślenia a całość prezentuje się w bardzo oryginalny, ale jednocześnie trafiony sposób. Jeśli więc szukacie książki, która zrywa z przyjętymi schematami - polecam!

czwartek, 11 listopada 2021

"Speedlove" Julita Dziekańska

 "Speedlove" Julita Dziekańska, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 372

Nieskończona skala emocji oraz akcja, która nie ma ograniczenia prędkości!


Jeśli ktoś macha mi przed nosem dobrze zapowiadającym się romansem - nie mogę się oprzeć! Dlatego od razu porwałam w swoje objęcia "Speedlove", która zapowiadała się lepiej niż dobrze, szczególnie pod względem emocji. Czy zatem Julita Dziekańska spełniła moje oczekiwania? Zdecydowanie!

Muszę przyznać, że autorka zaskoczyła mnie kreatywnością. Ugryzła motyw romantyczny w zupełnie nowy, bardzo oryginalny sposób i w dodatku postawiła na pierwszym planie silną, pewną siebie bohaterkę. Jej lektura początkowo przypominała mi trochę "Trzy metry nad niebem" nie tyle pod względem fabularnym co samym klimatem. W tej historii Włochy odgrywają również główną rolę a w połączeniu z uczuciem rodzącym się w najmniej oczekiwanym momencie wszystko staje się smaczną mieszanką wybuchową. 

Nie często zdarza się historia, w której wyścigi motocyklowe odgrywają główną rolę i nie mówimy tutaj o gangach a o szczerym sporcie. Alex, główna bohaterka, udowodni nam jednak jak wyjątkowa jest to dyscyplina, jak ważna dla niej samej oraz jej rodziny oraz jak niebezpieczna potrafi być, gdy będziemy obserwować zmagania zdrowotne ojca dziewczyny po przebytym wypadku. Całość okaże się więc emocjonalną mieszanką opowiadającą o pasji, sporcie, wyzwaniach i rywalizacji, gdy Alex otrzyma propozycję startu w zawodach. Do wszystkiego oczywiście z czasem dołączy wątek romantyczny, ale będzie on jedynie smacznym uzupełnieniem (choć będzie sporo scen, które przyspieszą bicie serca!), ponieważ najważniejsze w tym wszystkim będą ponadczasowe wartości, które autorka umiejętnie pielęgnuje w swojej fabule.

Lekki styl, obrazowe przełożenie wydarzeń na wyobraźnię czytelnika oraz bohaterowie, których nie da się nie lubić składają się na opowieść pełną nieoczekiwanych wyzwań. Cudownie bawiłam się podczas lektury, trzymałam kciuki za Alex, której kreacja bardzo przypadła mi do gustu oraz z zapartym tchem śledziłam pasję dziewczyny będącą właściwie centralnym punktem powieści. Istotnym elementem fabuły okazała się dla mnie również odskocznia od słodkiej i lukrowej historyjki a szczere przedstawienie sportu jako niesprawiedliwego wobec kobiet, niekoniecznie stawiającego na równouprawnienie, czasami wręcz krytycznego a przecież niebezpiecznego w równym stopniu dla każdego. Nie obyło się więc bez skrajnych emocji, które idealnie połączyły się ze wszystkimi wydarzeniami i dla wszystkich motywów znalazły miejsce.

Wiarygodna, odważna, pełna pasji i oddania powieść Julity Dziekańskiej zabiera nas w niezwykle klimatyczną podróż. Nie spodziewałam się, że "Speedlove" tak bardzo przypadnie mi do gustu a jednak całe wykonanie z naciskiem na kreację bohaterów okazało się jedną z ciekawszych tegorocznych lektur. To książka bardzo dobrze dopracowana, błyskotliwa oraz oryginalna a przy tym słodko-gorzka jeśli chodzi o romans idealnie dopełniający dzieła. Nie pozostaje mi więc nic innego jak szczerze polecić Wam lekturę, która na pewno spełni Wasze oczekiwania.

wtorek, 12 października 2021

"Zatraceni w sobie" K.M. Dyga

"Zatraceni w sobie" K.M. Dyga, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 320


Jak dokonać wyboru, gdy rozum musi walczyć z sercem?


Jak czytać kryminały i thrillery w jesiennej atmosferze, gdy w tym roku miesiące przypadające na moją ulubioną porę roku obfitują w same dobre powieści romantyczne i obyczajowe? Powinnam być zła na taki zwrot akcji czy jednak dumna, że pojawia się tyle cudownych historii? Nie będę Was oszukiwać - absolutnie nie marudzę, bo dobrych książek nigdy za wiele.

Szczególnie w wydaniu tak sympatycznym jak propozycja od K.M. Dyga. Na początku dość sceptycznie podeszłam do lektury, która z opisy wydawała się aż po brzegi wypełniona licznymi schematami, ale skusiły mnie pozytywne opinie i cieszę się, że jednak się przełamałam, ponieważ lektura przyniosła mi kilka godzin przyjemnej, pełnej emocji zabawy.

Na plus przemawia przede wszystkim rozbudowana fabuła. Poza typowym romansem biurowym otrzymujemy się więcej, ponieważ autorka sięga po ważniejsze tematy, które z czasem przejmują panowanie nad rozgrywanymi wydarzeniami. Liczy się historia głównej bohaterki, skrywany przez nią sekret oraz wiążące się z tym późniejsze konsekwencje a dopiero później rozwijający się między Idą a prezesem korporacji w której pracuje dziewczyna, romans. 

Bohaterowie zostali ciekawie wykreowani, są wiarygodni w swoich działaniach oraz sympatyczni i miejscami nawet zabawni. Jednak początkowy humoru szybko przysłaniają ponure chmury, gdy na scenę wkraczają groźby zwiastujące prawdziwe niebezpieczeństwo. Z zaskoczeniem przyjmuję obrót sytuacji, który bardzo przypadł mi do gustu i w pełni akceptuję pomysł autorki, jej poczucie stylu, humor oraz wyczucie sytuacji. Bardzo podobały mi się również towarzyszące mi podczas czytania emocje i właściwie po zamknięciu ostatniej strony od razu poczułam chęć na kontynuację, która niestety jest dopiero w planach.

"Zatraceni w sobie" to romans, który czyta się z przyjemnością, ponieważ zrywa z głupiutką i nawiną bohaterką stawiając na pierwszym planie Idę. Dziewczyna przeszła w życiu niemało a to pozwoliło jej dorosnąć i patrzeć na świat w zupełnie inny sposób. To książka zagadka, która przekonuje do siebie klimatem i zaskakuje czytelnika w najmniej oczekiwanym momencie, pozostawiając po sobie apetyt na więcej. Będzie romantycznie, niebezpiecznie oraz czasami nawet sensacyjnie, więc przygotujcie się na powieść pełną wrażeń.

środa, 29 września 2021

"A ty będziesz dumna" Monika Sygo

 "A ty będziesz dumna"
Monika Sygo, Wyd. Szósty Zmysł


Debiutancka powieść "A ty będziesz dumna" to historia o rodzinie, tej z wyboru i takiej, do której czasami zmusza nas życie.


Nie będę ukrywać, że do lektury powieści zachęciły mnie liczne słowa pochwały innej autorki (Anna Dan "Solo"), która jeszcze przed oficjalną premierą książki zapewniała swoich czytelników, że jest to historia, obok której nie możemy przejść obojętnie. Wierzę w szczerość tej autorki, więc od razu złapałam za lekturę i przyznaję - lepiej trafić nie mogłam.

Aż trudno mówić tutaj o debiucie, ponieważ prezentowana historia jest lepsza od niejednej książki pisanej przez doświadczonych literatów. Monika Sygo porywa nas bowiem w wir piekielnie emocjonalnej, w pełni dojrzałej oraz wiarygodnej historii, która odbija się w sercu i umyśle czytelnika. To historia wyjęta z życia, pisana wydarzeniami z którymi mógłby zderzyć się każdy z nas i chyba właśnie to ujęło mnie najmocniej - ta siła przekazu prawdy wynikającej z codziennej prozy życia.

Śmierć mamy Kuby to tragedia, która jednocześnie otwiera przed chłopakiem drzwi do nowej historii. Z fotografii stojącej przy łóżku rodzicielki zaczyna wychodzić na jaw prawda o której nie mówiło się przez lata. Jest też pudełko zamknięte w pokoju do którego tak ciężko wejść chłopakowi, które skrywa w swoim wnętrzu wszystkie odpowiedzi. Jednak nie tylko Kuba odegra kluczową rolę w tej opowieści, ponieważ autorka postawiła na motyw, który uwielbiam - połączyła pozornie różne losy kilku bohaterów w jedną całość, by powoli, niespiesznie, połączyć wszystko w spójną historię i nie tylko odpowiedzieć na wiele zadanych pytań, ale i ukoić ból po stracie. 

Wiele bohaterów, mnóstwo emocji, lektura niejednoznaczna oraz nieoczywista. Nie jest to typowa powieść obyczajowa, nie jest to również żadne konkretny gatunek literacki, ponieważ autorka w swojej powieści gromadzi po prostu prozę życia, którą każdy z nas odbierze inaczej, zależnie od etapu na jakim się znajduje. Dla mnie była to książka o etapach żałoby, o stracie i zrozumieniu, o wielkiej i bezinteresownej przyjaźni oraz o rodzinie, która nie zawsze musi być jak z obrazka. 

Przyznaję, że jestem zachwycona po lekturze "A ty będziesz dumna" i myślę, że jest to jedna z najpiękniejszych premier tego roku. Cudowna, dojrzała, wielowarstwowa opowieść o stracie i odkupieniu, która wzrusza, zachwyca i nie pozostawia obojętnym. To jedna z tych książek do których warto wrócić po latach, ponieważ czytana na nowo wniesie do naszego życia kolejne wartości a na pewno ponownie zaskoczy i wywoła szczere łzy.

niedziela, 19 września 2021

"Szukając nadziei" Adrianna Klara Kłosińska

"Szukając nadziei" Adrianna Klara Kłosińska, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 346


Adrianna Klara Kłosińska powraca z ciepłą i wzruszającą opowieścią, która pozostaje w sercach na dłużej!


Nie miałam przyjemności poznać pierwszą powieść autorki, ale słyszałam za to wiele pochlebnych opinii na temat jej twórczości. Postanowiłam więc nadrobić zaległości i od razu zdecydowałam się na drugą książkę Adrianny Kłosińskiej "Szukając nadziei"

Podobał mi się fakt, że autorka ugryzła temat od strony obyczajowej a nie typowo romantycznej. Prowadzi czytelnika przez życie głównej bohaterki, zagłębia się w niuanse, bawi nas szczegółami (zero nudy!) i maluje obraz szczerej codzienności, takiej z którą mierzy się każdy z nas przez co bez problemu potrafimy utożsamić się z postaciami oraz zrozumieć ich troski czy podejmowane decyzje.

Na początku poznajemy oddzielą opowieść Basi oraz Konrada. Wiodą oni spokojne życie chociaż nie pozbawione zawirowań. Ona pracuje w biurze projektowym, on prowadzi wieczorne audycje radiowe. Wydaje się więc, że niewiele ich łączy. Jednak jedno spotkanie na urokliwej wsi całkowicie odmieni ich życie i wpłynie na wspólną przeszłość, która okaże się zaskoczeniem dla obojga.

Autorka snuje prostą, spokojną, malowniczą opowieść, która idealnie relaksuje po ciężkim dniu. Z miejsca polubiłam głównych bohaterów i zaciekawiona ich wspólna przygodą z wielką przyjemnością udałam się wraz z nimi na podpoznańską wieś. Tam jednak nie było tak spokojnie jak można przypuszczać, ponieważ pojawiły się sekrety do rozwiązania i sprzeczne uczucia do zrozumienia, więc przygoda była stonowana, ale za to nieustannie ciekawa. Ciągle coś się działo, wydarzenia były spójne a motywy otrzymały ciekawe zamknięcia, tajemnica w tle dodała historii koloru a skupiony na drugim planie romans jedynie podsycał atmosferę.

Wcale się nie dziwię, że tak często spotykałam się z poleceniem prozy Adrianny Klary Kłosińskiej. Autorka pisze lekko, przyjemnie, bawi się uczuciami i skupia na konkretnych szczegółach, które uwiarygadniają rozgrywane wydarzenia. "Szukając nadziei" składa się z kilku pojedynczych motywów, które razem tworzą spójną fabularnie, uroczą obyczajowo całość. Oto lektura idealna na jesienne wieczory.

piątek, 3 września 2021

"Ukryte w ciszy" Karolina Klimkiewicz

"Ukryte w ciszy" Karolina Klimkiewicz, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 298


Głęboko poruszająca powieść o dorastaniu, zmaganiu się z własnymi demonami i przeszłością, która nie daje o sobie zapomnieć.


Nazwisko Karoliny Klimkiewicz wydaje się Wam znajome? Słusznie! Autorka wydała już kilka naprawdę dobrych książek, ale tak się złożyło, że niewiele mówi się o jej talencie. Szkoda, ponieważ pisze lekko, przyjemnie i bardzo emocjonalnie, nie rzadko obdarzając czytelnika wyjątkowymi romantycznymi opowieściami.

Najnowsza książka autorki to lektura odważna, szczera i inteligentna. Opowiada o współczesnych problemach, pozwala czytelnikowi utożsamić się z podjętymi wątkami i w bardzo realny sposób mówi o problemach dorastania, które przez wielu bywają bagatelizowane.

Tak poznajemy historię siedemnastoletniej Felicji, na pozór zwykłej nastolatki. Zawsze uśmiechnięta, lubiana i dobrze ucząca się dziewczyna wydaje się wieść życie idealne. Jednak pewnego dnia poznaje zbuntowanego chłopca, syna dyrektora, który walczy z otaczającymi go zasadami. Nikodem jest całkowitym przeciwieństwem Felicji i może właśnie ta dwójka szybko znajduje ze sobą wspólny język. Ich opowieść okaże się słodka, ale wypełniona gorzkim wydźwiękiem, który ujawni się wraz z rozwojem fabuły i udowodni, że każdy z nas zmaga się z prywatnymi demonami oraz mrocznymi tajemnicami.

Karolina Klimkiewicz napisała piękną powieść. Lekki styl wprowadza nas w głęboką fabułę naznaczoną wartościami oraz problemami towarzyszącymi nam na co dzień. W niespełna trzystu stronach autorka zamyka opowieść przesiąkniętą  bólem, ale nie zapomina o nadziei na lepsze jutro, pozwalają czytelnikowi wierzyć, że po każdej burzy w końcu wychodzi słońce. To powieść o wszelakich emocjach - od tych złych po dobre, nawiązująca do trudów życia, potrzeby zrozumienia, akceptacji czy odkrycia swojej wewnętrznej siły.

Nie spodziewałam się, że ta książka będzie aż taka dobra, ale faktycznie "Ukryte w ciszy" to kawał przejmującej, dobrze napisanej powieści. Myślę, że najwięcej wyciągną z niej czytelnicy wchodzący dopiero w dorosłość, bo najłatwiej będzie im utożsamić się z bohaterami, ale bezsprzecznie jest to książka, w której każdy znajdzie coś dla siebie. O subtelnym, niepewnym uczuciu, o własnych demonach oraz o walce z uprzedzeniami w pięknej, delikatnej niczym piórko formie. Jestem pewna, że się nie rozczarujecie. 

wtorek, 7 stycznia 2020

"Następnym razem" Karolina Winiarska

"Następnym razem" Karolina Winiarska, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 320

"Ale ja nie chcę zdobywać świata, chcę być dla kogoś całym światem."

Połączyło ich wspólne lato, rozdzieliło życie. Czy uda im się odbudować to co zapoczątkowali lata temu?

Lubię debiuty i nie boję się po nie sięgać, chociaż im więcej ich czytam tym bardziej czuję się uprzedzona do potencjalnie niedociągniętej treści. Może to już zbyt wiele przeczytanych książek wychodzi ze mnie w takich momentach, a może po prostu szukam co raz lepszych i lepszych historii, ale prawda była taka, że sięgając po pierwsza powieść Karoliny Winiarskiej miałam pewne obawy. Czy rozczarowałam się zatem po lekturze? Niekoniecznie, chociaż przyznaję, że czuję pewien niedosyt.

Sam zarys fabularny jest bardzo prosty i nie mam się do czego przyczepić. To opowieść dwójki bohaterów, których marzenia i pragnienia zderzyły się z ponurą rzeczywistością jak to często niestety bywa. Jako nastolatkowie poznali się na obozie we Włoszech, zakochali się w sobie i byli przekonani, że to wielka, spełniona miłość. Szybko jednak zweryfikowali swoje plany, gdy okazało się, że powrót do Polski rozdzieli ich na wiele lat. Spotkali się ze sobą ponownie jako dojrzali ludzie i gdy uczucie odrodziło się na nowo ich przygoda nabrała tempa. Ale czy można tak łatwo porzucić to co się zbudowało przez lata na rzecz przeszłości? No właśnie, to wcale takie pewne nie jest, więc bohaterka zaserwowała swoim bohaterom wzloty i upadki, które chętnie śledziłam, ponieważ tempo akcji było odpowiednie, ciągle coś się działo i nie mogę powiedzieć, by gdzieś do tej historii zakradła się nuda.

Inaczej jest z samymi emocjami. Czegoś mi zabrało, gdzieś rozmyła się ta wiarygodność a Olga i Michał częściej przypominali papierowe postacie niż pełnowymiarowych bohaterów. Szkoda, bo to w nich tkwił największy potencjał i to oni swoją osobą mieli przekonać mnie do wiarygodności swoich uczuć oraz samego pomysłu na związek. Niekoniecznie im się to udało, ponieważ chociaż śledziłam ich losy i nie miałam większej potrzeby odłożenia książki przed poznaniem finału, to ani przez moment nie poczułam tej obiecanej chemii między bohaterami, nie uroniłam łez wzruszenia nad ich losem ani nie zżyłam się z nimi jakoś szczególnie a szkoda.

Styl pisania autorki jest prosty, miejscami aż nazbyt prosty, opisy scen banalne a życie przedstawione w powieści stosunkowo schematyczne. Wiedziałam zatem czego się spodziewać oraz jak mniej więcej rozegra się powieść i nie byłam zaskoczona dość standardowym finałem. Innymi słowy: chociaż przeczytałam tą historię od deski do deski to nie wciągnęła mnie, nie przekonała do siebie i raczej nie poleciłabym jej tym, którzy tęsknią za prawdziwym, szczerym romansem, choć jak głosi zapowiedź na pewno będzie to lektura, która znajdzie swoje miejsce podczas leniwej niedzieli, w duecie z kubkiem gorącej herbaty.

Trochę uroku, trochę codzienności i mamy "Następnym razem". Oto prosta, nieskomplikowana lektura obyczajowo-romantyczna, która chociaż mnie nie kupiła być może Wam przypadnie do gustu. Autorki nie skreślam, chętnie zobaczę jej dalszy rozwój i to, w jaką stronę podąży jej literacka droga. Tymczasem nie odradzam, nie polecam a wybór powyższej książki pozostawiam Wam.

wtorek, 26 listopada 2019

"Z całego serca" R.S. Grey

"Z całego serca" R.S. Grey, Tyt. oryg. With This Heart, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 308

"Miłość odbiera rozum. Potrafi wyciągnąć ciebie to, co rozsadek i strach zwykle powstrzymują w ryzach."

Jej życie było spisane na straty. Śmierć pukała do drzwi. Później poznała jego i wszystko się zmieniło. Tylko czy to nie jest za późno, by chwytać ulotne chwile szczęścia?

Piękna okładka, intrygujący opis i wiele pozytywnych opinii skłoniło mnie do sięgnięcia po "Z całego serca". I to był bardzo dobry wybór. W morzu podobnych do siebie powieści młodzieżowych z silnie zaznaczonym wątkiem romantycznym odnalazłam tą najlepszą z najlepszych, przejmującą i zaskakującą, której warto poświęcić każdą wolną chwilę. Wydaje się niepozorną lekturą, która może zginąć w morzu bardziej obiecujących a wierzcie mi - nie powinna.

R.S. Grey w swojej powieści podjęła wszystkie te motywy, które cenię sobie najbardziej. Najpierw lakonicznie nawiązała do choroby głównej bohaterki, by nie robić z niej mięczaka i nie zanudzać nas faktami. Następnie porwała w ramiona wielkiej, pięknej miłości i pozwoliła wyruszyć w podróż, nie tylko tą emocjonalną, ale i realną - pełną nowych doświadczeń i emocji, przez co nie mogłam oderwać się od lektury do ostatniej stronie a po zamknięciu czuję nawet niedosyt, bo chętnie poznałabym dalszą część niewypowiedzianej historii.

Domem Abby Mae przez większość życia był szpital. Przez wadę serca nie mogła czerpać z życia tak jak jej rówieśnicy. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło. Abby otrzymała nowe serce a wraz z nim nową nadzieję. Postanowiła więc wyruszyć w podróż, do której przyłączył się niespodziewanie także Beck, nieziemsko przystojny i pełen uroku chłopak, który już niebawem nauczy Abby prawdziwego znaczenia miłości. Tylko czy chwila szczęścia może być lekiem na wszelkie zło jakie spotyka nas w życiu?

Pełna humoru, nadziei, szczera i odważna powieść o życiu pełnym przeciwności. Tak w skrócie mogę podsumować tą opowieść. Jednak, żeby w pełni docenić jej treść i urok należy samemu sięgnąć po książkę i przekonać się, że piękna okładka skrywa równie piękne wnętrze. Bawiłam się wspaniale wraz z bohaterami, których kreacja była szczera i świadoma - popełniali błędy dokładnie jak my, czuli skrajne emocje i niekoniecznie byli pewni swoich decyzji, ale realizowali je, by udowodnić nam, że życie ma się jedno. Przyznaję, że to przesłanie dzięki nim stało się dla mnie nie tylko oklepanym frazesem, ale motywacją do działania. 

Do końca nie byłam pewna finału, chociaż trzymałam kciuki za bohaterów tak mocno, ze trudno było mi przewracać strony. R.S. Grey napisała piękną powieść o miłości, drugich szansach oraz o stracie, która wydaje się być jedynie motywatorem do dalszego działania. W atmosferze uroku, śmiechu i dobrej zabawy kryje się coś głębokiego i pięknego, dzięki czemu "Z całego serca" jest obowiązkową lekturą dla wszystkich romantyczek.

piątek, 10 maja 2019

"Zapisane w bliznach" Adriana Locke

"Zapisane w bliznach" Adriana Locke, Tyt. oryg. Written in the Scars, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 380

"Życie nie dba o uczucia. Nie obchodzi go, kogo kochasz i z kim chcesz być. Wciąż rzuca ci kłody pod nogi, starając się złamać ciebie, dopóki nie otoczy cię sam chaos."

Poszukiwali miłości, jednak nie spodziewali się, że okaże się dla nich zgubna. Czy można odkochać się na zawołanie? Czy można zapomnieć o sensie swojego życia? 

Muszę przyznać, że Adriana Locke miło mnie zaskoczyła swoją wcześniejsza powieścią. Pięknie pisała o miłości i idąc za ciosem zdecydowałam się na jej kolejną lekturę. Okazało się, że to nie przypadek i autorka ma wielki dar do wiarygodnego prezentowania całej palety emocji oraz wydarzeń, które chwytają za serce. W nurcie New Adult pomieszanym ze zwykłym romansem stworzyła zawiłą opowieść, w której przeszłość raz za razem zderzała się z teraźniejszością.

Elin i Ty poznali się przez przypadek, ale połączyło ich silne uczucie. Niemal od pierwszego widzenia ona widziała w nim wszystko co najlepsze. Lokalna gwiazda koszykówki szybko ją w sobie rozkochała, jednak nie było to najlepsze posuniecie. Później bowiem było co raz gorzej. Jednak z czasem Ty staje na nogi i robi wszystko, by odzyskać rodzinę. Tylko czy nie jest już na to za późno? Elin wie do kogo należy jej serce, zdaje sobie także sprawę jak bolesny może być ten powrót. Czy zaufa na nowo? Czy odważy się zaryzykować dla miłości swojego życia?

Druga szansa, odkupienie win, zepchnięcie trudnej przeszłości na drugi plan. Oto co proponuje nam autorka w swojej najnowszej powieści. I wzorowo na przykładzie swoich bohaterów ujmuje kwestie moralne, trudny zrozumienia drugiego człowieka, które nie ułatwiają wielkie pokłady miłości. Owszem Elin i Ty byli sobie pisani, ale nawet ich pokonało prawdziwe życie. Wieczne kłótnie, starcia, problemy z którymi radzili sobie każdy z osobna sprawiły, że ta dwójka rozdzieliła się na pewien czas. Sądzę jednak, że to była słuszna decyzja. Przyglądałam się jak radzą sobie w momencie rozłąki, jak każdy z nich na nowo uczy się żyć i walczy z poczuciem winy i wiedziałam, że będąc sobie pisanym w końcu odnajdą drogę do siebie. Potrzebowali czasu, dystansu, solidnego starcia z życiem by zrozumieć co jest dla nich najważniejsze. Wszystkie te emocje widoczne były jak na dłoni niemal od pierwszej strony i uwierzyłam w każde słowo wypowiedziane przez bohaterów, ponieważ autorka postawiła na dużą wiarygodność.

Także w samej kreacji bohaterów można dostrzec prawdę. Ich losy nie pozostawały mi obojętne, ponieważ bez problemu mogły zaistnieć w realnym świecie. Nie widziałam w tej powieści żadnego przekłamania, żadnego odejścia od prawdy. Owszem, dramaty bohaterów były wielkie, ale nigdy nie przesadzone. Kto powiedział, że na jednego człowieka nie może spaść kilka problemów jednocześnie? W atmosferze życiowych dramatów, gdy wzruszenia nie mają końca a łzy same cisną się do oczu autorka snuje piękną opowieść o miłości i stracie, o bólu, cierpieniu i drugich szansach.

"Zapisane w bliznach" to poruszająca i pięknie napisana powieść. Po raz kolejny Adriana Locke zabrała mnie w sam środek miłosnych rozgrywek, w których emocje nie mają końca. Wiarygodnie, świadomie i szczerze pisze o małżeństwie, które napotkało na swojej drodze zbyt dużo tragedii. Jestem zachwycona tą powieścią i pozostaję pod wrażeniem twórczości autorki. Tak pięknie o miłości nie pisze wielu autorów. Mam nadzieję, że to dopiero początek jej kariery i już niebawem przygotuje dla nas równie dobrą lekturę. 

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

"Pucked up" Helena Hunting

"Pucked up" Helena Hunting, Tyt. oryg. Pucked Up, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 450

"- Nadal mogę uciec.
- Możesz spróbować. Jestem całkiem szybki, kiedy gonię coś, czego pragnę."

Niegrzeczni chłopcy, przebojowe życie, kobiety które nie potrafią się temu oprzeć. Czy w świecie sportowców jest miejsce na głębokie emocje?

Helena Hunting wróciła a wraz z nią druga część kobiece serii z mocnym przytupem romantycznym. Przyznaję, że jej pierwsza książka niekoniecznie przypadła mi do gustu. Z jednej strony otrzymałam ciekawą choć schematyczną historię dwójki pokręconych bohaterów, z drugiej opisy scen łóżkowych i dziwaczne porównania nie przemówiły do mnie. Nie zmieniło to jednak faktu, że chętnie zdecydowałam się na ciąg dalszy i nie wiem czy to świadomość tego co mnie czeka a może lepsze podejście autorki, ale ta część okazała się ciekawsza.

Jeśli lubicie serie o sportowcach oto propozycja dla Was. Pucked podzielony na bohaterów różnych w każdym tomie zawsze łączy jeden element - siłę sportowego ducha zamkniętego w męskim, seksownym ciele. Autorka faktycznie stara się by jej bohaterowie byli sympatyczni i aroganccy jednocześnie co lubię najbardziej, więc polubiłam Bucka, który stanął na pierwszym planie. Chętnie towarzyszyłam mu w próbuje poskładania serca, które pierwszy raz się zakochało. A to niespodzianka, prawda? Jednak jak się okazuje nie jest to takie łatwe, by przekonać dziewczynę, że zależy mu na czymś więcej niż zwykłe zabawy.

Miller "Buck" Butterson ma na swoim koncie wiele podbojów. Wszystkie jednorazowe, każde nieważne. Tylko sport się liczył w życiu hokeisty, cele wyznaczone meczami i chęcią wygranej. Jednak pewnego dnia postanowił, że nastał czas zmian. I zapragnął mieć dziewczynę, taką prawdziwą, nie seksownego króliczka-maskotkę. Znalazł więc Sunshine "Sunny" Weters, ale podbicie jej serca i rozkochanie je w sobie okaże się największym wyzwaniem w jego życiu.

Do fabuły oraz bohaterów musicie podejść z dużym dystansem. To lekki erotyk, w którym króluje przede wszystkim romans na pierwszym planie. Nie doszukujmy się więc na siłę ukrytych znaczeń, nie czytajmy między wierszami tylko po prostu rozpocznijmy przygodę z perypetiami Bucka oraz Sunny, którzy mają się ku sobie, choć nie okazują tego szczególnie. Dzięki temu pojawiają się liczne przepychanki - te słowne i nie tylko - które wywołują uśmiech oraz bawią. Chociaż słownictwo czasami nie zachwyca, opisy wciąż pozostawiają sporo do życzenia to bohaterowie są przesympatyczni i to dla nich warto dać szansę lekturze.

"Pucked up" to książka, którą należy traktować z dystansem i przymrużeniem oka. Lekka, śmiała, czasami z przytupem jeśli chodzi o płomienne uczucie bohaterów. To wybór w sam raz na leniwe popołudnie, relaks oraz dla czystej dobrej zabawy. Nie żałuję swojego wyboru i chętnie zdecyduję się na kolejne książki spod pióra Heleny Hunting. Zabawne dialogi, pomysłowe podboje i bohaterowie, których nie sposób nie polubić to przepis na sympatyczną lekturę. 


poniedziałek, 2 lipca 2018

Przedpremierowo: "Poświęcenie" Adriana Locke

"Poświęcenie" Adriana Locke, Tyt. oryg. Sacrifice, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 445
PREMIERA: 11 lipca 2018r.

"Odwracam się, dotykam jej twarzy i patrzę w jej oczy. Mam nadzieję, że widzi w nich to co czuję. Mam nadzieję, że widzi, że kochałem ją od dnia kiedy ją kurwa zobaczyłem. Mam nadzieję, że widzi, że będę ją kochał aż do dnia w którym umrę."

Porwane nadzieje, zapomniane uczucia, ból po stracie i niepewność związana z nowym uczuciem. "Poświęcenie" to obietnica wielu niezapomnianych emocji i historii dwójki bohaterów, którzy zostaną z nami na długo. Czy Adriana Locke spełni oczekiwania czytelników?

Śmiało mogę napisać, że to powieść z masą sprzecznych emocji, która naprawdę może konkurować z najlepszymi w swoim gatunku. To romans z połączeniem nurtu New Adult, jednak z bardziej dojrzalszymi bohaterami i tragedią w tle, która nabiera konkretnego wydźwięku. Opowiada o ludzkiej tragedii i tytułowym poświeceniu, które wymaga od nas zaangażowania całej siły woli, a które niesie ze sobą smak prawdziwego szczęścia.

Wszystko rozpoczęło się od dramatu. Świat Julii legł w gruzach, gdy zginął jej mąż. Została sama z córeczką i nie miała nic, nawet domu. Niespodziewanie znalazła oparcie w bracie swojego zmarłego męża, tym samym mężczyźnie który kiedyś złamał jej serce. Czy Crew Gentry jest odpowiednim kandydatem na pocieszyciela? Czy można mu zaufać?

Na pierwszym planie pojawiają się emocje o których należy mówić. To one kształtują głównych bohaterów, wyznaczają im kierunek dalszej drogi i zmuszają do podejmowania trudnych decyzji. To one również wpływają na czytelnika, który wraz z biegiem fabuły ociera łzy wzruszenia i cieszy się z pierwszych odważnych kroków. Julia nie znosi Crew'a i jawnie pokazuje mu swoją niechęć. Obwinia dawnego ukochanego za śmierć męża i nie potrafi pogodzić się ze sprzecznymi emocjami, które wciąż powracają do niej z siłą pocisku. Jednak nie można w tym wszystkim zapomnieć o pięcioletniej Everleigh, która wprost uwielbia swojego wujka i w nim doszukuje się utraconego szczęścia po stracie ojca.

Trudne relacje między bohaterami jedynie podburzają sytuację wymuszając na nich przewartościowanie swoich decyzji. Wrogość miesza się z niepewnością, dystans z lękiem przed nieznanym a miłość... ona wciąż jest wyznacznikiem prywatnego szczęścia. Tylko czy ktoś tutaj jeszcze na nią zasługuje? Autorka prowadzi swoich czytelników przez miłosną rozgrywkę w której nie ma przegranych i zwycięzców, są jedynie ci którzy mają odwagę by walczyć o swoje. Adriana Locke lekkim stylem, z ładnymi porównaniami i siłą słowa przekazuje nam jak ważne jest w życiu poczucie bezpieczeństwa i świadomość tej drugiej osoby tuż obok, która zawsze służy pomocną dłonią.

Crew niczym książę z bajki trwa przy ukochanej i skrywa własne uczucia. Nie ujawnia pragnień, decydując się na przyjmowanie ciosów od zrozpaczonej Julii. Tym samym staje przed czytelnikiem prawdziwy bohater, człowiek o super mocy, który dla dobra bliskich sobie osób zrobi wszystko co tylko możliwe. "Poświęcenie" staje się zatem nie tylko piękną powieścią o bólu, stracie i odnajdywanie nowego sensu w życiu, ale i wielopoziomową definicją prawdziwego poświęcenia, które wzbudza jednocześnie lawinę niezapomnianych emocji.

niedziela, 3 czerwca 2018

"Pucked" Helena Hunting

"Pucked" Helena Hunting, Tyt. oryg. Pucked, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 456

"Co, do cholery sprawia, że przemoc jest taka seksowna?"

Czas rozpocząć grę. Jesteście gotowi na miłosne ekscesy dwójki skrajnych charakterów? Lubicie kobiecą literaturę, w której wątek miłosno-erotyczny gra pierwsze skrzypce? W takim razie "Pucked" to lektura dla Was!

Nie jest łatwo napisać opinię o tej książce. W końcu to gatunek, który lubię i to nawet bardzo - miłosne przepychanki, słowne docinki, wielkie uczucia i jeszcze większe nadzieje. Jak tu tego nie kochać? Jednak powyższa lektura jest książką, która chociaż bazuje na tych schematach, nie zawsze idealnie się w nie wpasowała i czasami - nie ukrywajmy - pojawiły się pewne... zgrzyty.

Fabuła sama w sobie to przyjemna historia dwójki nieznajomych, którzy początkowo darzą się typową relacją nienawistnych spojrzeń i zaciętych docinków. Ona, przyrodnia siostra cenionego hokeisty, wie jak to jest, gdy mężczyzna puszy się od chwały. On, wygraną ma w jednym palcu, ale nie jest przekonany do kobiet, które widzą w nim tylko seksowne ciało. Jednak spotkanie Alexa i Violet szybko przełamie ich wewnętrzne rozterki i postawi tą dwójkę w zupełnie nowej sytuacji - także dla czytelnika. W końcu kto by pomyślał, że wielkie ciacho może okazać się łóżkowym słabeuszem i oddaje pieczę nad sprawą w ręce Violet?

Tutaj właśnie pojawia się problem. Dominacja głównej bohaterki nad rozczulającą miejscami (nie zawsze pozytywnie) kreacją drugiego głównego bohatera przyprawia o zawrót głowy. Poznajemy silnego, odważnego mężczyznę, który jednocześnie skory jest do sporej dozy romantyzmu, a następnie sami pchamy go w ręce Violet - dziewczyny, której charakter pozostawia wiele do życzenia. Irytująca i dająca w kość dziewczyna przysłania cały obraz wątku romantycznego, który powoli kiełkuje między tą dwójką choć jednocześnie budzi wątpliwości, czy aby na pewno są sobie pisani. On nagle zmienia się pod wpływem jednej nocy, obiera sobie Violet za cel i nie daje jej spokoju, ona cieszy się z adoracji, jednocześnie narzekając na jego obcesowość. I jak tu z nimi nie zwariować?

Autorka próbowała wpleść do fabuły poza miłosnymi ekscesami tej dwójki coś więcej - trochę nawiązania do tego, że w życiu liczy się coś więcej niż kariera, że warto spojrzeć poza wyznaczone granice, że czasami człowiek niewiele ma do powiedzenia gdy los bierze sprawy w swoje ręce. Jednak chociaż całość prezentuje się naprawdę nieźle i gdy przymknie się oko na postać głównej bohaterki, dostrzega się jedną kluczową wadę - humor, który albo się zrozumie, albo... No cóż. Violet myślała, że jest zabawna w swojej gapowatej formie, ale czasami po prostu nie powinna się odzywać. O ile dialogi i sam styl autorki okazał się całkiem niezły, o tyle dopuszczenie do głosu Vi znów burzyło całą atmosferę dobrej historii. Więc, gdyby wymazać ją całkowicie - "Pucked" byłby naprawdę niezłą lekturą!

Helena Hunting postawiła na typowo kobiecą literaturę i udało się ociągnąć cel. Liczne łóżkowe kwestie, wątki tylko dla dorosłych, nawet miejscami dialogi - wszystko to przekonuje, że mamy do czynienia z książką typowo miłosną, w której bohaterowie ciągną do siebie niczym magnes. Wszystko się zgadza i potwierdzam - czyta się szybko i całkiem przyjemnie. Tylko ta Violet - zwariować z nią można! Czuję się jednak w obowiązku trochę ochronić tą książkę przed falą krytyki: jako niewymagający romans, historia z jednym wątkiem główny, powieść prosta i nieskomplikowana znajdzie swoje uznanie wśród czytelników, którzy szukają czegoś lekkiego i zawsze stawiają przede wszystkim na miłość. Z dużą dawką dystansu i jeszcze większym przymrużeniem oka na dialogi otrzymacie prosty romans idealny na letnie popołudnie.

środa, 6 grudnia 2017

"Conviction" Corinne Michaels

"Conviction" Corinne Michaels, Tyt. oryg. Conviction, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 359

"Czasami ból jest tak dominujący, że żadne słowa nie uleczą zadanych ran." 

Pierwsza część serii, czyli "Consolation" w finale zaskoczyła wielu czytelników. Sporo cierpliwości wymagało ode mnie wyczekanie drugiego tomu i poznania dalszych losów bohaterów. Ale kiedy już miałam taką okazję - lektura najnowszej książki Corinne Michaels była dla mnie czystą przyjemnością.

Autorka walcząc o uwagę swoich czytelników napisała serię bardzo emocjonalną. Wrzuciła swoich bohaterów w wir skrajnych uczuć od których ani oni, ani tym bardziej czytający nie mieli możliwości się wyplątać. Ci z Was, którzy mieli przyjemność czytać pierwszą część wiedzą o czym mówię - dawno nie trzymałam w sowich rękach książki, która tak intensywnie grałaby na moich emocjach. Podobnie jest z kontynuacją: to ciąg dalszy walki o uznanie, odkupienie, odnalezienie się we własnej głowie. Wiele zależało od finały pierwszego tomu, bo autorka w dość perfidny sposób zakończyła losy swoich bohaterów i właściwie nie pozostawiła miejsca na dyskusję. Koniecznym zatem było jak najszybsze rozpoczęcie przygody z "Conviction".

Fabuła tej serii nie jest skomplikowana. Mała liczba wątków pobocznych nie przeszkadza czytelnikowi w podróżowaniu przez emocjonalne morze rozterek głównych bohaterów. Liam i Natalie ponownie będą musieli zmierzyć się z własnymi demonami i na nowo rozpocząć budowanie tego co utracone. A ich droga nie będzie łatwa, bo do głosu został dopuszczony podstępny los - problemy, dramatyczne wybory, zmartwienia i podstępne wspomnienia. W całym tym chaosie pozostali starzy, dobrzy bohaterowie, których kreacja nie uległa zmianie. Natalie pełna trosk i obaw budziła moje uznanie podejściem do rozgrywanych wydarzeń, bo chociaż bała się tego co ją czeka: walczyła o własne szczęście. Trudno jest odnaleźć równie waleczną bohaterkę patrząc na problemy z jakimi musiała się zmierzyć. Natomiast Liam pozostał tym samym, dobrym chłopakiem z którego bije męskość i wiarygodność.

Chociaż seria jest mocno nacechowana emocjonalnie i to uczucia wiodą prym w historii - wydarzenia nie są męczące, przytłaczające czy wyolbrzymione. To samo życie, w którym rozgrywane wydarzenia są wiarygodnie i rzetelnie przedstawione przez Corinne Michaels, która wykazała się nie tylko pomysłem na swoje książki, ale również dużym warsztatem pisarskim. Stworzyła pełnowymiarowych bohaterów w obliczu tragicznych wydarzeń, którzy śmiali się przez łzy i zaciskali zęby kiedy naprawdę było ciężko. Cały ten kalejdoskop emocji odbijał się na czytelniku - wraz z Natalie i Liamem walczyłam o ich szczęście mimo, że uczucia które ich połączyły nie były łatwe a czasami także trudne do zrozumienia. 

To jedna z tych serii, które chwytają serca swoich czytelniczek o romantycznych duszach w ramiona i nie wypuszczają ich na długo po skończonej lekturze. "Conviction" hipnotyzuje, intryguje i kusi. To irracjonalne, bo historia sama w sobie jest łatwa do przewidzenia, nawet schematyczna. Ale emocje płynące z każdego przeczytanego zdania wpływają na czytelnika w nieodwracalny sposób. Corinne Michaels napisała powieść o sile miłości, przewrotności życia i konsekwencjom wypowiedzianych kłamstw. Czas leczy rany a życie uczy akceptacji, wystarczy tylko poukładać swój świat na nowo. Odważycie się podążyć emocjonalną drogą Natalie i Liama? Jestem pewna, że nie zapomnicie o niej przez długi czas.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Przedpremierowo: "Cinder" Marissa Meyer

"Cinder" Marissa Meyer, Tyt. oryg. Cinder, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 420
PREMIERA: 24 listopada 2017r.

"Łatwiej jest przekonać innych o swojej urodzie, jeśli samemu nie ma się co do niej wątpliwości. Lustra mają jednak nieprzyjemny zwyczaj przekazywania prawdy."

Saga Księżycowa to jedna z najpiękniejszych serii jakie mogłam czytać. Mam na swojej półce niewiele książek, które mogłabym w stu procentach nazwać najlepszymi i niepowtarzalnymi, ale powieść Meyer stoi na honorowym miejscu. To jedna z tych powieści, które chwytają za serce, zapadają w pamięć i pozostają w głowie czytelnika nawet na długo po skończonej lekturze.

Interpretacje różnych bajek w literaturze to jeden z moich ulubionych motywów. Marissa Meyer wykorzystała go by w nieoczywisty i zupełnie pozbawiony schematów sposób przedstawić historię Kopciuszka. Opowiedziana na nowo stała się dla mnie inspiracją i zapomniałam na moment o pierwowzorze - zdecydowanie lepiej wypadła współczesna interpretacja baśni o wielkiej miłości i niespełnionych marzeniach. 

Pomysł na fabułę to jedno, a wykonanie - drugie. Autorka w wielkim stylu stworzyła pełen zachwytu świat, w którym przyszło żyć nietypowym bohaterom. Na pół mechaniczni ludzie, odrzuceni przez społeczeństwo wiedli marny żywot gdzieś poza granicami królestwa, w którym żył piękny, ludzki książę. Nowy Pekin okazał się inspirującym miejscem, w którym rozpoczęła się cała historia. Cinder, dziewczyna cyborg mieszkająca wraz z podstępną macochą i jej dwiema córkami, prowadziła mały warsztat na uboczu. Nigdy nie pomyślałaby, że to miejsce odmieni jej życie aż do czasu, gdy zjawił się u niej Kaito - książę, z prośbą o pomoc. Tak rozpoczęła się nowa interpretacja bajki o Kopciuszku, w której Cinder: dziewczyna tak dobra i szczera, że od razu chwytająca czytelnika za serce otrzymała rolę samotnej sieroty, a Kai - książę o dwóch twarzach nie musiał niczego odgrywać.

Pokochałam bohaterów całym sercem - tak barwnej palety osobowości dawno nie spotkałam. Cinder zerwała ze schematycznością naiwnej dziewczynki i zawalczyła o własną godność dobrocią oraz pewnością siebie. Silna i odważna przeżyła chwile zawahania, ale nie pozwoliła się złamać. Kai z  kolei budził we mnie mnóstwo sprzecznych emocji: czasami kibicowałam mu ile sił, innym razem miałam ochotę zepchnąć go na bok i zapomnieć o jego istnieniu przez wybory, które nie zawsze były przez niego przemyślane. Jednak jak mogłabym zrobić to Cinder, która trafiła na prawdziwą miłość? W bajce o Kopciuszku przychodzi ona niespodziewanie i pozostaje na zawsze wraz z happy endem. W przypadku powieści Meyer nie jest to takie oczywiste - pięknie poprowadzony wątek romantyczny niemal rozrywa serce, bo losy tej dwójki są niepewne a ich rozwiązanie leży wyłącznie w rękach autorki, która nie cofnie się przed niczym.

Fabuła, postacie i pomysł to jedynie pomniejsze atuty tej powieści. Jest w niej wszystko a ona sama jest idealna. Nie wiem czy jestem w pełni obiektywna, bo kocham tę książkę całym sercem, ale dystansując się widzę mądrość płynącą z fabuły, wartką akcję, która niespodziewanie zmienia bieg i zaskakuje czytelnika oraz emocje: prawdziwe i chwytające za serce, które budują obraz jednej z piękniejszych powieści. "Cinder" to kunszt i klasa, bajka dla dzieci opowiedziana w całkowicie nowej interpretacji. Marissa Meyer spisała się na medal!

piątek, 3 listopada 2017

"Arsen" Mia Asher

"Arsen" Mia Asher, Tyt. oryg. Arsen. A broken love story, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 450

"Każde działanie ma konsekwencje. Nie ma znaczenia, jak bardzo chcesz uciec, czy się ukryć. Prędzej czy później to Cię dopada. Nazwij to karmą, jeśli musisz, ale wiedz, że karma jest suką."

Marzycie o książce pełnej emocji? Wzbudzającej śmiech, łzy i prawdziwą nienawiść? Oto propozycja dla Was - "Arsen" to pierwsza książka od lat, przy której napsułam sobie mnóstwo nerwów.

Nie oznacza to jednak, że powieść była zła. Wręcz przeciwnie! O lepszą nie mogłabym prosić. Bywa jednak tak, że działania bohaterów wpływają na nas w sposób bardzo emocjonalny, szczególnie gdy nie działają oni po naszej myśli. Cathy, główna bohaterka niemal co stronę wyprowadzała mnie z równowagi i dałabym wszystko by móc nią nieźle potrząsnąć. Mimo dojrzałego wieku w głowie miała mniej niż najbardziej niedojrzała nastolatka i chciałabym obrazić się na autorkę za wykreowanie tak negatywnej postaci, ale gdyby nie Cathy - ta powieść nie byłaby taka dobra.

Historia rozpoczyna się miłością jak z bajki. Dziewczyna wpada na chłopaka, który szybko skrada jej serce. Razem z Benem decydują się na stworzenie rodziny i po latach wzajemnej znajomości biorą ślub. Ben to cudowny człowiek, całkowite przeciwieństwo Cathy. Jedna z lepszych męskich kreacji trafiła pechowo w sam środek chorej relacji z kobietą rozchwianą emocjonalnie. Decydując się na powiększenie rodziny nie mają szczęścia - kolejne poronienia jednoznacznie sygnalizują, że nie jest im dane szczęście w większym gronie. Tylko czy to powód do decyzji jaką podejmuje Cathy?

Powieść Mii Asher to romans z trójkątem miłosnym. Cathy i Ben odchodzą w niepamięć gdy na horyzoncie pojawia się Arsen. Młody, piękny i bogaty wydaje się ideałem mężczyzny. Nic więc dziwnego, że rozgoryczona przez życie Cathy decyduje się na przyjaźń z nim a w późniejszym efekcie - związek. Tylko w tym wszystkim pokrzywdzony jest Ben, który z miejsca łapie kontakt z czytelnikiem i szybko do siebie przekonuje. Nic więc dziwnego, że już od pierwszych stron powieść naszpikowana jest emocjami gotowymi do wybuchu. Śmiech miesza się ze łzami, a nadzieja - z gorzkim rozczarowaniem, ale to nie jedyne uczucie kłębiące się w czytelniku podczas lektury. Trudno wymienić je wszystkie, bo od tego niemal kręci się w głowie. Nigdy nie przypuszczałabym, że typowa kobieca powieść o miłości może tak mocno namieszać w głowie czytelnika.

Nie mam zarzutów wobec twórczości autorki. Jestem zła, że powołała do życia Cathy, ale widząc kreację wszystkich bohaterów wiem, że było to konieczne. W dodatku zestaw indywidualnych cech jakimi obdarzyła wszystkie swoje postacie mówi jasno: wiem co robię, a kontrast musiał pozostać dla zachowania równowagi w przyrodzie. Przygotujcie się zatem na powieść wyjątkową, mocną i bardzo zaskakującą. Pod ręką warto przygotować pudełko chusteczek, bo będą one na pewno potrzebne. Szczególnie w przypadku finału jakiego kompletnie się nie spodziewałam!

wtorek, 3 października 2017

PRZEDPREMIEROWO: "Consolation" Corinne Michaels

"Consolation" Corinne Michaels, Tyt. oryg. Consolation, Wyd. Szósty Zmysł, Str. 302
PREMIERA: 11 października 2017r.

"Obiecał, że do mnie wróci. Kłamał."

Natalie, żona komandosa marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych jest jedną z najbardziej szczęśliwych dziewczyn na świecie. Do czasu, gdy otrzymuje tragiczną wiadomość - Aaron zginął podczas ostatniej akcji. Pozostawiona sama, wdowa i samotna matka jeszcze nienarodzonego dziecka walczy z dramatem jaki ją dotknął. Tęskniąc każdego dnia za utraconym mężem powoli dostrzega starania ich wspólnego przyjaciela - Liama, który stał się dla niej opoką w tych najtrudniejszych chwilach. Wzajemna próba poradzenia sobie z bólem i walka o każdą ulotną chwilę złudnego szczęścia zmienia się w nieoczekiwane uczucie, które nie miało racji bytu. A jednak pojawiło się z dnia na dzień, w najmniej oczekiwanym momencie. 

To jedna z najbardziej emocjonalnych powieści jakie przeczytałam do tej pory. Nigdy wcześniej nie podejrzewałam, że jakakolwiek książka zaleje mnie falą tak potężnych uczuć, w których śmiech na przemian mieszał się z gorzkimi łzami. Może to za sprawą stylu autorki, która nie bała się pisać otwarcie o uczuciach głównej bohaterki i tworzyć wiarygodne obrazy rozpaczy i wszystkich trudnych chwil. A może to pierwszoosobowa narracja leżąca w rękach Natalie tak na mnie podziała. Trudno stwierdzić jednoznacznie co przelało czarę wszystkich kłębiących się emocji, bo faktem jest, że "Consolation" jest idealną, spójną całością składającą się z pomniejszych, przemyślanych i dopracowanych elementów. 

Nie jest trudno stanąć twarzą w twarz z główną bohaterką i wcielić się w jej postać, chociaż faktycznie jej problemy nie leżą w naturze tych typowych i schematycznych. Kto jednak nie rozumie prawdziwej miłości i utraty gruntu pod stopami? Natalie prowadzi czytelnika przez swoją tragedię w zaskakująco konkretny sposób - spodziewałam się, że początkowo będę musiała przebrnąć przez lawinę przytłaczającej depresji i niezatamowanego potoku łez, ale nie ma na to miejsca, nie ma też potrzeby. Bohaterka poprzez skoki w czasie pokazała etapy radzenia sobie z tragedią i chwała jej za to, bo to nie powieść o bólu i stracie - choć te emocje widoczne są w historii jak na dłoni. 

Motywem przewodnim wbrew pozorom nie jest także romans. Króluje tutaj bowiem coś cenniejszego: próba odnalezienia się w świecie pozbawionym kolorów. Do tej pory Natalie wiązała swoją przyszłość z Aaronem i nigdy nie brała pod uwagę, mimo jego śmiertelnie niebezpiecznego zawodu, że któregoś dnia może go stracić. To czarny scenariusz, który każdy z nas z łatwością odsunąłby na dalszy plan, bo kto ma ochotę myśleć o zbliżającej się tragedii? Więc gdy mąż dziewczyny ginie pojawia się apatia i nieskończona tęsknota powoli ustępująca miejsca roli Liama. To bohater w pewien sposób kontrowersyjny: przyjaciel, który zaczął zajmować miejsce zmarłego męża. Bierny obserwator mógłby z niesmakiem powiedzieć: "tak się nie robi!", ale w tej książce nie ma miejsca na żadne wątpliwości. Autorka w mądry sposób zgrała ze sobą uczucia bohaterów i pokazała, że nic na świecie nie jest ani czarne, ani białe.

Może Was zaskoczę, ale "Consolation" nie jest książką oryginalną. W pewnym sensie podziela schemat znanych nam powieści, ale jest jedna rzecz, która wyróżnia ją na tle innych - emocje, tak intensywne, wgryzające się w czytelnika i płynące mu we krwi, których nie sposób przypisać do żadnej znanej do tej pory historii. Uczucie łączące Natalie i Liama wcale nie jest takie oczywiste jak każdy mógł przypuszczać - obydwoje doskonale zdają sobie sprawę ze swojej pozycji i wciąż kręcą się dookoła własnych niepewnych decyzji. A jednak - los przygotował dla nich scenariusz życiowy i logiczny, pokazujący etapy prawdziwej tragedii. I choć cała powieść zasługuje na uwagę i podziw - to zakończenie całkowicie zwala z nóg. Jestem pewna, że nikt z Was nie spodziewa się takiego finału.