Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ocena 4/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ocena 4/6. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 maja 2015

"Angielskie lato" Małgorzata Mroczkowska

"Angielskie lato" Małgorzata Mroczkowska, Wyd. Czwarta Strona, Str. 356

Pierwsze co przykuwa wzrok książki pani Mroczkowskiej to niezwykle klimatyczna okładka, obok której chyba nie mogłabym przejść obojętnie. Wobec tego pojawia się standardowe pytanie: czy pod wizualną ucztą kryje się apetyczne wnętrze?

Anna wyjechała z Polski dwadzieścia lat temu w poszukiwaniu lepszego życia i osiedliła się na stałe w Londynie. Jej mąż Walter pozwala jej odczuwać spokój i harmonię do której dążyła. Ale gdy pewnego dnia kobieta odbiera telefon od przyjaciółki i zgadza się zatrudnić jej syna Wojtka do pomocy przy remoncie starego domu nikt nie wie, że to początek życiowych zmian.

"Nie odczytywać znaków. Nie ma żadnych znaków, nic się nie dzieje."

Anna jest postacią, która budzi sympatię od pierwszych stron mimo, że pojawiła się trzecioosobowa narracja. Jednak bardzo łatwo utożsamić się z kobietą, która marzy o porządku w życiu, buduje sobie pewien schemat, którego się trzyma i żyje spokojnie z dnia na dzień. Łatwo też się zorientować, że chociaż Anna próbuje samą siebie przekonać, że tak właśnie powinno być, sama nie może tego zaakceptować i szuka zmian. Kiedy w jej życiu pojawiają się dwie obce osoby - syn przyjaciółki i jego dziewczyna już pojawia się wyczuwalne widmo katastrofy, które zawisło nad angielskim latem jak burzowa chmura. Przykro było mi patrzeć jak jej ustalony porządek rzeczy rozpada się na kawałki. Wszyscy obecni tutaj bohaterowie mają w książce wyznaczone pewne role  w których odgrywaniu nieustannie miesza przypadek i tym samym trudno było mi się oderwać od lektury, nie wspominając już, że nieustannie zastanawiałam się nad tym jak jeszcze może się wszystko skomplikować. I - to trzeba oddać autorce - na podstawie tego wszystkiego do książki zawitał wybuchowy nastrój.

Tłem historii jest Wielka Brytania, w powietrzu wisi klimat Londynu i deszczowej pogody, a w centrum typowo ludzkie rozterki bohaterów. Anna ma prawo do błędów, Wojtek ma prawo do smakowania życia, to zwykli bohaterowie, którzy próbują się odnaleźć w tym co ich spotkało. Jedynie Walter wydaje się postacią płaską i nudnawą, jakby pozbawioną własnego zdania.

"Czyż nie tak kończą opuszczone przez wszystkich wojowniczki?"

Pierwsze zdanie opisu książki głosi, że "życie pełne jest niespodziewanych zbiegów okoliczności" i chyba idealnie oddaje temat tej lektury. Pani Mroczkowska świetnie zabrała się za igranie z losem, postawiła swoich bohaterów często w trudnych sytuacjach na które nie mieli szans się przygotować a z którymi musieli podjąć pełną konfrontację. To w tej książce jest najlepsze - fabuła, która - jak na książkę obyczajową przystało - nie do końca powinna zaskakiwać, a jednak pojawiły się momenty, które wzbudzały solidne zainteresowanie. W mojej głowie rodziło się mnóstwo pytań o to jak bohaterowie poradzą sobie w danej sytuacji, o to co czeka ich za rogiem i czy ich charaktery są na tyle silne, by mogli stanąć oko w oko z problemami. Historia sama w sobie nie jest skomplikowana, ale jest płynna, przez co śledzenie losów postaci przychodzi z łatwością, podobnie jak pojawianie się co raz to nowszych wątków, które - nie inaczej - zostały skończone i rozwiązane. 

"Angielskie lato" to książka lekka, łatwa i przyjemna, idealnie nadająca się na każde lato, nie tylko to angielskie. Lektura tej książki bardzo przypadła mi do gustu, chociaż nie mogę się oprzeć wrażeniu, że czegoś jednak mi zabrakło, został posmak pewnego niedosytu, który niestety nie jest bliżej sprecyzowany. Niezależnie od wrażenia, jestem pewna, że książka przypadnie do gustu wielu z Was, czy to preferujecie powieści obyczajowe czy niecodziennie historie o miłości. Pod fabułą kryje się wiele emocji, które odkryć może wyłącznie sam czytelnik podczas indywidualnej przygody.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

poniedziałek, 18 maja 2015

"Anna i pocałunek w Paryżu" Stephanie Perkins

Autor: Stephanie Perkins
Tytuł: Anna i pocałunek w Paryżu
Tytuł oryginału: Anna and the French Kiss
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 320

Już dawno temu nauczyłam się, że opisom z okładki nie można wierzyć. W przypadku książki Perkins można by sądzić, że to powieść najwyższych lotów, a przecież upłynęło sporo czasu od dnia jej premiery i dziś już niewielu czytelników o niej pamięta. Postanowiłam sprawdzić czym zasłynęła w czasach swojej świetności.

Anna wyjeżdża na rok do Paryża za sprawą swojego ojca, który wymarzył sobie, by jego córka uczęszczała do szkoły o wysokich standardach a on sam mógł się tym chwalić wśród znajomych. Dziewczyna nie jest przychylnie nastawiona do decyzji swojego ojca, nie chce zostawiać przyjaciół i rodziny. Paryż budzi w niej strach - nowe miejsce, nieznany język i obcy ludzie. Jednak już pierwszego dnia poznaje Meredith, która szybko przedstawia ją swoim przyjaciołom, również nieziemsko przystojnemu Etienne, który swoją drogą, ma już dziewczynę.

"Nie zawsze musisz sam rozwiązywać swoje problemy, wiesz? Właśnie po to ludzie zwierzają się przyjaciołom."

Anna czuje się zagubiona w nowym miejscu, daleko od domu, ale to bariera językowa najbardziej daje się jej we znaki. Nie pozwala czuć się komfortowo w towarzystwie i utrudnia proste zadania, chociażby takie jak zamówienie śniadania czy wyjście do kina i kupienie biletu. Na szczęście dziewczyna szybko zdobyła sympatię grupy znajomych, którzy starają się wybawiać ją z opresji. Anna poznała Mer, St. Clair (Etienne), Josha oraz Rashmi w trudnym dla siebie momencie a oni z miejsca przyjęli ją do swojego grona i sympatia pomiędzy nimi jest naprawdę wyczuwalna. Jednak to z St. Clairem dziewczyna spędza najwięcej czasu i pod jego czujnym okiem zwiedza Paryż. Jak to w takich przypadkach bywa przyjaźń przeistacza się w silniejsze uczucie, ale jest jeden, dość poważny problem - Ellie, dziewczyna Etienne'a. Obydwoje zdają sobie sprawę ze swojego uczucia, ciągnie ich do siebie w naturalny sposób, ale żadne z nich nie chce się do tego przyznać. W książce to jedna wielka, samonapędzająca się machina. Bohaterowie są przyjemni w odbiorze, błyskotliwi, dialogi pomiędzy nimi nie raz wywołały mój śmiech, ale ich rozterki wydawały się banalne, a miłość, która miała otoczyć Paryż wisiała w powietrzu na tyle wysoko, że mnie nie udało się jej wyczuć.

Bohaterowie okazali się ciekawym elementem historii - dobrze zarysowani, zabawni i pomysłowi, ale nie tylko oni mieli wieść prym. Autorka nie bez powodu umieściła akcję w Paryżu, w końcu to miasto miłości, prawda? Ale ile tak naprawdę jest Paryża w Paryżu? Zgoda, bohaterowie udali się na wycieczkę, zwiedzili Notre Dame, wieżę Eiffla, nawet jeden z paryskich cmentarzy, ale tylko przy wędrówce przez Panteon poczułam ten niezastąpiony klimat. A to dla mnie zdecydowanie za mało, jeśli akcja biegnie w mieście świateł. Sam wątek miłosny nie okazał się tak mocny jak przypuszczałam - przez znaczną część fabuły bohaterowie walczyli ze swoimi uczuciami i na siłę tkwili w niewygodnych sytuacjach, które skutkowały jedynie katastrofami. Tutaj schemat goni schemat - jest bohaterka, która przyjeżdża do obcego miejsca i nikogo nie zna, są przyjaciele, którzy pojawiają się znikąd, jest przystojniak z problemami i trudna miłość. Wiecie co mi to przypomina? Ugładzoną wersję książki "Jedno małe kłamstwo" Tucker - oczywiście musimy pamiętać, że Perkins pierwsza wydała swoją książkę, ale to dowód na to, że schematyczność pośród książek młodzieżowych jest nieustannie obecna. 

"Im lepiej wiesz, kim jesteś i czego chcesz, tym rzadziej pozwalasz, żeby coś wytrąciło cię z równowagi."

"Anna i pocałunek w Paryżu" to urokliwa, słodka, lekka i niewinna historia miłosna. Ma swoje minusy, ale ratuje ją błyskotliwy humor. W czasie czytania wcale źle się nie bawiłam - czytało się szybko i przyjemnie, ale niestety to nie jest książka, która zostaje na długo w pamięci. Dobrze nada się na leniwy wieczór, bo rozbawi i zrelaksuje. Gdzieś w niej kryje się urok, lukrowo-różowy, ale myślę, że warty poznania.

Ocena: 4/6

wtorek, 5 maja 2015

"Plotka, czyli oparte na faktach" Elizabeth Renzetti

Autor: Elizabeth Renzetti
Tytuł: Plotka, czyli oparte na faktach
Tytuł oryginału: Based on True Story
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 360

Specyficzne, łamiące wszelkie zasady - nawet te związane z własną godnością - moralne i etyczne, podchodzące do świata na własny sposób bohaterki zawsze zapadają w pamięć.

Augusta Rice zasłynęła w Anglii jako serialowa kelnerka, której osobowość pozostawia wiele do życzenia. Wielu kojarzy ją również z nieprzyjemnych alkoholowych wpadek. Jednak tym razem szczęście uśmiechnęło się do Augusty i za sprawą przypadku kobieta publikuje swoją luźną biografię - a ta osiąga sukces! Jednak ile prawdy w autobiografii wie jedynie ona sama. Więc gdy były kochanek kobiety stanowi zagrożenie i zamierza zdemaskować Augustę czas podjąć radykalne środki. Zatem witaj szeroki świecie! Augusta wyrusza w drogę ku zemście.

"– Chciałabym, ale już tam nie pracuję. Zwolnili mnie.
– Bo nazwałaś mnie starą wiedźmą"

Augusta Price to bohatera której, podejrzewam, boi się sama autorka. Rozbrajająca, pełna nieprzewidywalnych pomysłów, w dodatku z nieustannie towarzyszącym jej pechem. Trzeba przyznać, że jest bohaterką bardzo przebojową i nie boi się świata, ten z kolei doskonale się bawi co krok rzucając jej kłody pod nogi. To świetna zabawa śledzić zmagania Augusta i jej wiecznych problemów. Niesamowite jest to, jak szybko kobieta się podnosi, otrząsa niczym mokry pies i zalicza kolejną druzgocącą klęskę. Determinacja to zdecydowanie jej główna zaleta. Renzetti powołując do życia Augustę, która swoją osobowością zawstydza niejednego cenionego bohatera. Zestawienie Price w duecie z Frances - trzeźwo myślącą, rozsądną kobietą podziałało kontrastowo, ale siła ich przyjaźni jest w stanie burzyć mury. Miło czyta się o dwóch przeciwieństwach, które razem zmieniają się w małe tornado, ale w chwili tego wymagającej stanowią dla siebie solidne podparcie.

Elizabeth Renzetti ma swój specyficzny styl, którym pisze - jednym się spodoba innym nie. Sama znalazłam się gdzieś pomiędzy, ponieważ szczególnie na początku trudno było mi się odnaleźć w jej stylu. Szczególnie, że książka rozkręca się wraz z upływem stron i początek bynajmniej nie zachęca do kontynuowania historii. Na szczęście im dalej w książkę, tym lepiej a im więcej Augusty tym w ogóle nie mogłam się od historii oderwać i nudnawy wstęp odszedł w zapomnienie a styl nagle zaczął mi odpowiadać. I o ile bohaterka wiedzie prym w powieści, to również fabuła jest mocną stroną książki. Główną część stanowią przygody bohaterki, która wyrusza w podróż z Londynu do Kalifornii gotowa zemsty i ciągnie za sobą biedną Frances, ale pojawiają się w tym wszystkim mocniejsze tematy - o tym, jak działa rodzina w chwili uzależnienia, jak straszna bywa bezsilność, jak ważne jest posiadanie przyjaciół. Autorka nawiązuje też do współczesnego tematu świata celebrytów i plotki, która z prędkością światła dociera zawsze w niepowołane ręce. Jak wygląda prawda, ta prawdziwa i wmawiana samemu sobie? O tym wszystkim opowie Wam autorka, ukazując różne podejścia, bez osądu i subiektywizmu.

"– Na litość boską, kochany! – Frances usłyszała jej pisk. – Jest pan całkiem nieźle wytapicerowany."

"Plotka, czyli oparte na faktach" to przyjemna, zabawna i wciągająca historia o szalonej pani Price - której życie zawsze podstawia nogę. Ale to również historia dla osób, które lubią czytać między wierszami, bo pod postacią żartów i dobrej zabawy kryje się prawda o świecie i ludziach. W czasie czytania bawiłam się doskonale, śmiałam w głos i próbowałam rozgryźć jakim cudem bohaterka ma w życiu takiego pecha. Wielka szkoda, że początek okazał się tak mało wciągający. Dlatego niecierpliwych czytelników przestrzegam - książka z czasem się rozkręca, więc bądźcie cierpliwi.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 2 maja 2015

Przedpremierowo: "Upalne lato Gabrieli" Katarzyna Zyskowska - Ignaciak

"Upalne lato Gabrieli" Katarzyna Zyskowska - Ignaciak
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 270
Premiera: 6 maja 2015r.

Z rodzinną sagą autorki znam się od pierwszego tomu. Najpierw pojawiło się "Upalne lato Marianny", następnie "Upalne lato Kaliny" aż a końcu wyczekiwane przeze mnie kolejne Lato Gabrieli. Książki obyczajowe to dla mnie wciąż odkrywany gatunek, który lubię i do którego chętnie wracam, ale to właśnie rodzinne historie najczęściej przyciągają moją uwagę.

Była historia Marianny, Kaliny i siłą rzeczy musiała powstać historia Gabrieli, bo bez niej ciągle czegoś by brakowało. Chociaż wszystkie trzy książki można ze spokojnym sumieniem czytać oddzielnie i nikt na tym nie ucierpi to przy znajomości wszystkich tomów wiem, że miło znać pewne fakty przy czytaniu kolejnych książek.

"Pojawiła się potrzeba, musiał więc znaleźć się ktoś, kto by ją zaspokoił."

Tym razem nie musimy zaglądać w oczy przeszłości, ponieważ akcja dzieje się w obecnym 2015r. Gabriela Kern to uznana pisarka, która doskonale spełnia się w roli matki i zamieszkuje urokliwy zakątek Mazur. Nie lubi wracać do przeszłości i woli pozostawić zabliźnione rany w spokoju. Lecz kiedy wydaje swoją najnowszą i jednocześnie kontrowersyjną powieść o swoim ojcu - znanym opozycjoniście okresu przemian demony przeszłości zaczynają pukać do jej drzwi. Czy zadawnione krzywdy wciąż bolą tak samo?

Gaba ma swój nieoceniony charakter - żyje w stylu hic et nunc i nie tęskni za nikim ani za niczym. Wiedzie spokojną egzystencję, o którą zabiegała od dłuższego czasu i dobrze jej tak jak jest. Ale jak wiadomo pozorny spokój zawsze zwiastuje burze. Gabriela powoli wraca do życia z problemami  i musi uporać się z przeszłością, która chociaż zamieciona pod dywan wie jak powrócić z zaświatów. Walka będzie trudna, ale główna bohaterka nie jest wcale taka bezradna. Niewątpliwie przemawia to na jej korzyść, ale największą radość sprawił mi fakt, że w porównaniu do swoich poprzedniczek (Marianny i Kaliny) Gaba nie jest taka autodestrukcyjna. Negatywne cechy bohaterki nie biorą góry nad pozytywnymi, mogłam śmiało kibicować Gabrieli w jej walce z zadawnionymi krzywdami i nie irytował mnie fakt, że ta sama siebie pogrąża. Jak dla mnie to najlepsza, najbardziej rozważna i kierująca się logiką bohaterka rodzinnej sagi - choć i nie bez wad, bo czasami potrafiła postąpić naprawdę irracjonalnie.

"Wszystko się ułoży. Tylko daj sobie czas."

To, że pani Zyskowska - Ignaciak ma rękę do tworzenia niesamowitego klimatu w swoich książkach wie ten, kto przeczytał choćby jedną z nich. Piękny, obrazowo - plastyczny styl szybko wprowadza do historii przyjemną atmosferę. Niestety wyczuwałam schematy powielane z pierwszych dwóch historii sięgających Upalnego Lata i pojawiły się te same błędy - chociaż Gaba to najlepsza bohaterka, wciąż nie idealna jako postać i momentami dająca się we znaki. Co jednak najważniejsze autorka zgrabnie uniknęła ciągnących się w nieskończoność zbędnych opisów, dialogi nie są wymuszone a rozpoczęte wątki wyjaśnione. Historia ponownie odbija się na psychice głównej bohaterki i sięga traumatycznych przeżyć związanych z rodzinnymi sekretami. Każdy dom skrywa jakieś tajemnice - mniej lub bardziej szokujące, ale z każdymi trzeba w końcu stanąć twarzą w twarz i zmierzyć się z tym co nas czeka. Gaba podejmuje taką walkę i uwalnia temat, który zawsze wywołuje wzburzenie.

"Upalne lato Gabrieli" to dla mnie najlepsza część z Upalnej sagi. Współczesność przeplata się z przeszłością a błędy rodzinne zostają wyciągnięte na światło dzienne. Mimo pojawiających się wad książka ma swój urok i to trzeba jej oddać. Prawdziwa, żywa i warta przeczytania historia o ponadczasowych problemach.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MG.

czwartek, 30 kwietnia 2015

"Ród" J. D. Horn

Autor: J. D. Horn
Tytuł: Ród. Wiedźmy z Savannah 1
Tytuł oryginału: Witching Savannah. The Line
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 335

Połączenia magii i miłosnych rozterek w świecie czarownic to niekoniecznie nowy, ale ciągle nie do końca odkryty temat. Co powiecie na świeżynkę w nowym, męskim punkcie widzenia - nie bohatera, a autora?

Historia ma swój początek w Savannah, urokliwym miasteczku w którym magia splata się z rzeczywistością. Tutaj Mercy Taylor oraz jej siostra Maisie żyją w rodzinie czarownic i cieszą się dużym uznaniem. Jednak to Maisie może pochwalić się mocą, którą otrzymała, a która tak bezwzględnie ominęła Mercy - jedyną w swojej rodzinie bez grama magii. Jednak to nie jedyne problemy dziewczyny, nadciąga coś co wywróci jej świat do góry nogami. Jak silna jest siostrzana miłość?

"Widzisz jedno ciało [...] ale jest w nim dziewięć inteligencji."

Mercy jest rozżalona i nie ma właściwie co się dziwić, bo przypadł jej w udziale gorszy skrawek życia w przeciwieństwie do Maisie - jej siostry bliźniaczki, uwielbianej przez rodzinę, szkolonej przez cenioną wiedźmę i oczko w głowie perfekcyjnego chłopaka. W dodatku jak na złość Mercy czuje do chłopaka swojej siostry coś znacznie silniejszego niż zwykłą przyjaźń. Tu zaczyna się kluczowy aspekty książki - wyraźni i różniący się od siebie jak woda i ogień bohaterowie. Fantastycznie czyta się o ich przygodach, jednym kibicując, innym złorzecząc, ale wszystkich doceniając pod kątem dopracowania.

Do tej pory podobne historie znałam jedynie z damskiego punktu widzenia (nie bohaterki, a autorki). A to niestety wiąże się z pewnymi schematami. I o ile w przypadku "Rodu" schematy również się pojawiają to wyłącznie te, których uniknięcie jest trudniejsze - nie ma co ukrywać, ile wersji podobnych historii można napisać, żeby się od siebie zupełnie różniły? W przypadku tej książki widać męską rękę: Hoo doo, magia i wiedźmy w temacie wypadają konkretnie i budują na tym większą całość. W Savannah istnieją prawa normalnych ludzi, czarownic o których wszyscy wiedzą i demonów, których nie wolno uwalniać - a granic pilnują kotwiczące, specjalnie do tego szkolone wiedźmy. Kiedy ginie jedna z nich już zaczyna uwidaczniać się męska ingerencja w fabułę - morderstwo to brutalny (może niekoniecznie w opisie) i kluczowy aspekt fabuły. Autor rewelacyjnie poradził sobie również z wątkiem miłosnym, który chyba okazał się dla mnie najlepszą częścią historii. Nareszcie pojawiło się coś całkowicie łamiącego przyjęte do tej pory schematy a uczucie odnalazło inne tory.

"Ród" to książka na jeden wieczór - historia jest bardzo płynna, nie ma postojów w fabule a liczba wydarzeń niweluje nudę - wciągająca fabuła niezobowiązująco zatrzymuje przy sobie czytelnika do ostatnich stron. W połączeniu ze swobodą narracji i lekkim stylem autora naprawdę można zatracić się w historii, która o dziwo wprowadziła mnóstwo wątków i dość szybkiej akcji.

"Kłamstwo jest całkiem proste. To prawda jest taka skomplikowana. Jest jak cebula, zawsze znajdziesz kolejną warstwę, jeśli będziesz obierać dalej."

Autor pozytywnie mnie zaskoczył tworząc historię, która miejscami solidnie się rozgałęzia, błądzi wątkami od jednych wydarzeń do drugich i kiedy już byłam niemal pewna, że wiem o co w tym wszystkim chodzi okazywało się, że daleko mi było do poprawnego rozwiązania. To zaskakujące jak taka przyjemna i niezobowiązująca fabuła potrafi wciągnąć na kilka godzin. Świat czarownic otwiera się przed czytelnikiem z perspektywy Mercy znającej go od podszewki, która w nim dorastała i zna możliwie jak najwięcej tajemnic, a następnie krok po kroku odsłania je czytelnikowi. Co ciekawe nie ma tutaj większych odwołań do wyjaśnień dlaczego dzieje się tak a nie inaczej - po prostu wszystko ma swoje miejsce i uzasadnienie, czy to się komuś podoba czy nie. Magia przeplata się z tajemnicami, sekretami i sporymi problemami, a wszystko to wydaje się naturalną koleją rzeczy, która zaprasza czytelnika do kolejnej przygody.

"Ród" to niezobowiązująca historia dla każdego, kto lubi sięgać po fantastykę. Chociaż książka nie wywołuje lawiny emocji to idealnie sprawdza się jako miły towarzysz w duecie z kubkiem gorącej herbaty. Dzięki przyjemnemu i swobodnemu stylowi autora czyta się niezwykle szybko a fabuła kryje w sobie spory potencjał. Wiem, że kontynuacja na pewno mnie nie ominie.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Feeria.

środa, 29 kwietnia 2015

"Upalne lato Kaliny" Katarzyna Zyskowska - Ignaciak

"Upalne lato Kaliny" Katarzyna Zyskowska - Ignaciak
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 280

"Upalne lato Kaliny" to powieść obyczajowa z lekkim zabarwieniem psychologicznym po części zapoczątkowana tomem "Upalne lato Mariann". Książki łączą bohaterowie, ale śmiało można czytać je jako całkowicie odrębne historie.

Lato roku 1969 XX wieku, góry, Zakopane i problemy z którymi przyjdzie się zmierzyć Kalinie - głównej bohaterce i córce Marianny. Kalina to cicha, samotna i zamknięta w sobie dziewczyna, która zapomniała o swojej kobiecości a życie miłosne skreśliła z listy priorytetów angażując się w mało znaczący związek ze starszym od siebie mężczyzną. Pewnego dnia Kalina otrzymuje list od swojej starej opiekunki, w której ta odsłania wstydliwe sekrety jej matki i pozwala dziewczynie spojrzeć na własne życie pod zupełnie innym kątem.

"O szczęście warto walczyć. Nie wolno się godzić na bylejakość, bo kiedy życie przemija, starość można wypełnić dobrymi wspomnieniami."

Kalina to bohaterka, której osobowość pozostawia wiele do życzenia. Odnoszę wrażenie, że autorka chętnie kieruje kobiece role na tory nierozwagi, niechęci i czegoś na kształt egoizmu. Głównej bohaterce życie nie wyszło, tak jak powinno - matka zostawią ją ze starą opiekunką, a Kalina dziś nie potrafi stworzyć prawdziwej rodziny zaniedbując siebie, dom i dziecko. Ma to też pozytywną stronę, bo chociaż miałam ochotę powiedzieć dziewczynie kilka nieprzyjemnych słów to jednocześnie się do niej zbliżyłam i zaangażowałam mocno w jej historie próbując rozszyfrować jej zachowanie i zrozumiałam w końcu o co, w tym wszystkim naprawdę chodzi. Przynajmniej mam taką nadzieję. Bez wątpienia autorka wie, jak wykreować postać realną i mocną, której Kalina a wcześniej Marianna jest przykładem.

Klimat w książce jest naprawdę wyjątkowy. Plastyczność opisywanych miejsc przyniosła mi wizję słonecznych wakacji, górskich wędrówek i tęsknotę za tym okresem. Autorka zgrabnie wplątała w to ludzką mentalność, obyczaje i kulturę lat sześćdziesiątych. Pojawiły się odniesienia do losów powojennej arystokracji i komunistycznej rzeczywistości. W tej niepozornej książce kryje się bardzo dużo emocji, nie tylko za sprawą klimatycznych opisów i wpływu panującego okresu - które bardzo dobrze wypełniają całość - ale to emocje, ludzkie dylematy, problemy i demony przeszłości zderzają się z rzeczywistością od której trudno uciec i chociaż może nas to nie dotyczy, to utożsamienie przyszło mi zaskakująco łatwo.

"Nie ma też takich przeciwności, których przy odrobinie dobrej woli nie dałoby się pokonać. Tylko śmierć może dać kres pragnieniom. Tylko ona jest w stanie wszystko zaprzepaścić. Dlatego tak ważne jest, by się spieszyć."

Kiedyś często uciekałam od rodzimych autorów. Nie pytajcie mnie dlaczego, bo nie mam najmniejszego pojęcia. Ale co raz częściej nie widzę przeszkód, by gościć na mojej półce polskie książki a w dodatku wiele z nich sprawia mi ogromną radość. Pani Zyskowska - Ignaciak zalicza się do grona autorek, które wysoko cenię za fantastyczny, przyjemny i bardzo obrazowy styl, świetną kreację bohaterów oraz tworzenie historii na długo zapadających w pamięć. W "Upalne lato Kaliny" nie brakuje wszystkich tych wyróżniających cech - historia jest spokojna, miejscami nawet melancholijna, ale przez plastyczny język i swobodę z jaką pisze autorka wszystko wydaje się na swoim miejscu. 

"Upalne lato Kaliny" to książka, z którą nie łatwo się rozstać. Kiedy już raz pozwoliłam historii popłynąć nie mogłam, ani nie chciałam jej zatrzymać. Nawet powielone schematy i błędy nie przeszkadzały mi aż tak bardzo. Przemyślane zakończenie pozostawia posmak na więcej a dopracowanie ucieszy każdego wymagającego czytelnika. Chociaż historia pozostawia po sobie lekki smutek, to jest całkowicie warta poznania.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MG.

środa, 22 kwietnia 2015

Premierowo: "Mężczyzna ze Stumilowego Lasu" Douglas Lain

Autor: Douglas Lain
Tytuł: Mężczyzna ze Stumilowego Lasu
Tytuł oryginału: Billy Moon
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 322
Premiera: 22 kwietnia 2015r.

Kubuś Puchatek był zmorą mojego dzieciństwa - mały, pozbawiony rozumu miś, który nigdy nie wie czego chce. Nigdy nie rozumiałam sensu tej bajki, nigdy nawet nie próbowałam go wyłapać, ale kiedy dowiedziałam się o książce Laina, wiedziałam, że będę chciała się z nią zamierzyć. Nie dla historii Kubusia Puchatka - dla historii człowieka, który go stworzył i dla jego syna, bo właśnie o tym jest ta książka. 

"Ta gra dotyczy czasu [...] To gra w sny."

Bohaterem sfabularyzowanej opowieści jest Christopher Robin Milne - syn człowieka, który powołał do życia postać Kubusia Puchatka. Obecnie prowadzi niewielką księgarnie, w której jest miejsce dla wszystkich książek, za wyjątkiem tych pisanych przez jego ojca. Prowadzi spokojnie życie u boku żony, do czasu, gdy znajduje plakat z Kubusiem Puchatkiem zapraszający na wiec Protestacyjny w Paryżu. Wówczas jego życie zaczyna się zmieniać. Christopher przeżył w swoim życiu wiele - walczył na frontach II wojny światowej i był maltretowany przez sławnego ojca. Dziś jako dorosły człowiek próbuje stawić czoła bajkowej rzeczywistości, która go otaczała i zbudować prawdziwe życie.

Christopher to także Billy Moon - stąd oryginalny tytuł powieści. Tak nazywał go ojciec, bo tak chciał być nazywany bohater. W dzieciństwie nie miał łatwo, żył w rzeczywistości, która zawsze naznaczona była bajką, dlatego po latach próbuje się wyrwać z sideł własnego, niedoskonałego ojca i zbudować własną, prawdziwą rzeczywistość. Marzeniem Christophera jest zrzucenie miana bohatera czyjejś opowieści, zdefiniowanie siebie i zamknięcie rozdziału, który pozostawił po sobie solidny ślad na psychice.  Jego postać jest inspirująca, a podjęta walka ciężka, więc śledzenie poczynań bohatera siłą rzeczy zaczyna intrygować, ale czasami ciężko pogodzić się z faktem, że życie nigdy nie idzie w parze z baśniowym światem.

Połączenie fikcji literackiej z prawdą ma to do siebie, że zawsze pozostawia w mojej głowie jakieś - choćby szczątkowe - wiadomości na temat bohatera. Jak już wspominałam Kubuś Puchatek był dla mnie nieznośnym niedźwiadkiem z brakiem samokontroli w objadaniu się miodkiem, więc o jego historii a już o samym autorze nie wiem zupełnie nic. Kiedy pojawiła się pierwsza zapowiedź książki "Mężczyzna ze Stumilowego Lasu" pojawiła się w mojej głowie tylko jedna myśl - warto. I rzeczywiście, naprawdę warto było sięgnąć po tą książkę i przeczytać ją od deski do deski. Jest w niej coś niesamowitego, bo każde zdanie, czy każde słowo można interpretować na wiele znaczeń. W czasie czytania musiałam otworzyć swój umysł i pozwolić słowom przez niego przepływać, bo zmuszając się do dosłownego zrozumienia tekstu nic bym nie osiągnęła. Książka płynie po części nurtem filozoficznym, więc to co napisane, nie zawsze musi dokładnie to oznaczać. Bez wątpienia to mądra książka na bazie biografii. Niestety sam fakt biograficzny i nastawienie na przełożenie fikcji rzeczywistością sprawił, że książka nie do końca osiągnęła płynność i tempo czytania zmieniało się jak w kalejdoskopie. W dodatku nurt filozoficzny w książce nie sprzyja fabule - nuży, wprowadza ospałość i zbyt wiele chaosu.

"To nie jest normalne, więc nie możemy udawać, że da się utrzymać bez końca to, co się właśnie dzieje. Ludzie się w końcu obudzą i sen się skończy."

"Mężczyzna ze Stumilowego Lasu" to pomieszanie z poplątaniem wszystkiego jednocześnie - prawdy z fikcją, bajki z rzeczywistością, radość z bólem. Piękne wydanie łączy się z intrygującym wnętrzem, jednak to nie jest książka dla każdego. Autor - filozof z wykształcenia i najwidoczniej natury, wplata do swojej historii wiele filozoficznych odniesień. W czasie czytania musicie uzbroić się w cierpliwość - bo początek wprowadza mały chaos a zakończenie nie przynosi ze sobą całkowitego rozwiązania. Jeśli jesteście jednak gotowi na starcie baśni z rzeczywistością i otwarcie umysłu to książka Douglasa Laina jest dla Was.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

wtorek, 21 kwietnia 2015

"Skinner" Charlie Huston

"Skinner" Charlie Huston, Wyd. Akurat, str. 526, tytuł oryg. Skinner

Nigdy nie odmówię dobrze zapowiadającemu się thrillerowi. Szczególnie, gdy zapowiada się na historię mrożącą krew w żyłach i uzewnętrzniającą w bohaterach wszystkie  zwierzęce instynkty.

Skinner był trzymany w zamknięciu przez dwanaście lat. Jego rodzice - szaleni naukowcy uważali, że tak będzie najlepiej. Zapewnili mu szkołę o której nigdy nie zapomni i sprawili, że wyrósł na doskonałego zabójcę. Wyłączył wszystkie emocje, zapomniał o uczuciach i oddał się w ręce CIA. Jednak pewnego dnia otrzymał misję nie do wykonania - misję samobójczą. Czy i tym razem podda się systemowi?

"Żal i skrupuły znikają, gdy jego ciało opada na posadzkę."

Skinner został obdarzony wszystkimi możliwymi cechami, które typują go na zabójcę doskonałego. Wychowany w ekstremalnych warunkach nauczył się, że najlepszym sposobem na życie jest wyłączenie emocji i to da się wyczuć. Główny bohater potrafi przejąć kontrolę nad sobą w każdej sytuacji i przez to staję się trochę pozbawiony wyrazu. Nie przeczę, jego gruboskórność robi wrażenie a niezachwiana precyzja wciska w fotel, ale brakuje tutaj większego zaangażowania i to nie tylko ze względu na fakt wyłączenia emocji. Skinner miał być bohaterem okrutnym, bezwzględnym i pozbawionym wszelkich zasad moralnych, a nie wyszło to do końca poprawnie, bo najlepiej pasująca do niego cecha to bierność - wykonuje polecenia, robi co należy i się wyłącza. Dopiero w momencie pojawienia się misji samobójczej jego postać zaczyna nabierać kolorytu.

Muszę przyznać, że Huston całkiem dobrze oddał klimat historii i w powietrzu wisi nieznośne napięcie, które tylko czeka na jakiś wybuch ze strony Skinnera. Niekoniecznie za to pasował mi styl autora, który przypominał mi bardziej relację z niezwykle interesującego wyścigu chmur po bezwietrznym niebie niż emocjonujący wyścig z czasem. W końcu cała fabuła odwołuje się do walki Skinnera o własne życie, rozumem, że został wyprany z emocji, ale czy autor tak bardzo wczuł się w rolę, że sam zapomniał o własnych odczuciach? Trzeba mu jednak przyznać, że ma rękę do tworzenia zawiłych historii, gdzie akcja goni akcję. Autor postawił na wielowątkowość - nie zapominajmy, że mamy tutaj do czynienia z thrillerem - szpiegowski świat w świecie nowoczesnych technologii wypadł naprawdę dobrze i poruszenie się po nim okazało się dla mnie wielką przygodą. Huston zakreślił system, w którym główny bohater nie ma najmniejszych szans a mimo to podejmuje się walki i ujawnia tajemnice, o których wolałby nie wiedzieć. Walka o własne życie pomogła tej książce zdobyć mocny wydźwięk, ale to połączenie z prawdziwymi faktami jak afera Edwarda Snowdena nadała jej realności.

"-Ludzie się ciebie boją.
-Owszem [...]
-Podoba mi się to."

"Skinner" to książka mocno pokręcona. Autor odsłonił najciemniejsze strony ludzkiej natury i sprawił, że przewidzenie kolejnych wydarzeń nie było takie proste. Pojawiło się też krępujące pytanie: "czy coś ze mną nie tak, jeśli zachwycam się poczynaniami zabójcy doskonałego?". Niestety pojawiły się błędy i niedociągnięcia, które umniejszają książce, ale mimo wszystko, uważam że nie była zła.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Akurat.

sobota, 18 kwietnia 2015

"Barwy miłości" Kathryn Taylor

Autor: Kathryn Taylor
Tytuł: Barwy miłości
Tytuł oryginału: Colours of Love - Entfesselt
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 350

Od czasów "50 twarzy Greya" powieść erotyczna stała się bardzo popularnym gatunkiem. Do niedawna jeszcze sama sceptycznie podchodziłam do podobnych historii, ale im częściej je czytałam tym większego przeświadczenia nabierałam, że chociaż nie są to historie z najwyższej półki to pisane ręką naprawdę dobrego autora, mogą porządnie zaskoczyć. 

Grace Lawson trafia na praktyki studenckie do brytyjskiej firmy, której właścicielem jest Jonathan - swoją drogą niezwykle bogaty i szaleńczo przystojny. Jonathan ma w sobie urok, któremu trudno się oprzeć, ale sama Grace nie zamierza z tym walczyć. Niestety już przy pierwszym spotkaniu na lotnisku błędnie ocenia swojego nowego szefa i obdarza go cechami o których istnieniu on nawet nie wie. Świat Jonathana rządzi się swoimi prawami, pytanie tylko czy namiętność i żądza idą w parze z zaangażowaniem?

"Nie należę do ciebie ani nie chcę, żebyś była moja."

Nie było trudno przewidzieć, że Grace poza rolą głównej bohaterki otrzyma również pierwszoosobową narrację. Nie wiem czym kierowała się autorka w castingu na swoich bohaterów, ale dziewczynie ofiarowała wszystkie możliwie irytujące cechy. Jej wewnętrzne monologi i rozwodzenie się nad pozbawionymi sensu sprawami sprawiały, że załamywałam ręce. Czy to już tradycja, by obdarzać główne bohaterki erotyków sieczką w głowie? Grace nie grzeszy rozumem, inteligencja dopiero w niej kiełkuje a przez powieść wędruje jak dziecko we mgle naiwne do granic możliwości. Co widzi w niej Jonathan jest dla mnie nierozwiązalną zagadką, bo ten bohater okazał się spełnieniem moich czytelniczych oczekiwań. Konkretny, zdecydowany, ba! nawet logicznie myślący (choć może to wynik silnego kontrastu z głupiutką Grace). Doskonale wie czego chce od życia i nie boi się po to sięgać, w dodatku jest pozbawiony jakichkolwiek skrupułów a zaciętość i skrywanie się za twardą postawą i tajemniczą przeszłością dodają mu uroku.

Przeszłość głównej bohaterki nie była kolorowa, więc kilka z jej irracjonalnych zachowań można jeszcze jakoś wytłumaczyć. Historia jej życia nie miała na celu jednak wyjaśnienie dlaczego Grace jest jaka jest, ale pokazanie, że autorka nie bała się posunąć o krok dalej. Rozbudowała swoją fabułę i wyszła poza granice schematycznej opowieści erotycznej. Autorka nadała swoim bohaterom pełnowymiarowe role, obdarzyła ich życiem "przed" i "poza", w dodatku wplątała liczne wątki i sprawiła, że powieść nabrała na znaczeniu. Jeśli chodzi o sam wątek erotyczny w końcu mogę śmiało napisać, że przestał balansować na granicy dobrego smaku - był, owszem nawet całkiem pikantny, ale ograniczony w subtelny sposób by umożliwić czytanie wszystkim - tym którzy lubią gatunek i tym, którzy dopiero się przełamują. 

"Powinnaś bardzo uważać, czego sobie życzysz Grace. Bo twoje życzenie może się spełnić. A wtedy może być zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażasz."

Taylor przez pewien czas walczyła ze schematami - wprowadziła naiwną bohaterkę, tajemniczego i brutalnego bohatera a sam początek wydawał się żywcem wyjęty z powieści E. L. James, ale z czasem wszystko się uporządkowało na tyle, że schematyczność rozpłynęła się w powietrzu a na plan pierwszy wysunęła się świeża, wciągająca historia o znaczącym potencjale sugerującym, że kolejne tomy mogą być jeszcze lepsze. Styl autorki jest lekki i przyjemny, nie gryzie się z intensywna i rozbudowaną fabułą a bohaterowie realni i do zaakceptowania. Samo zakończenie pozostawia nadzieję na całkiem interesującą kontynuację.

"Barwy miłości" to jedna z lepszych książek tego gatunku. Napisana z pazurem i bez ograniczeń chociaż z widocznymi schematami. Broni się jednak całkiem dobrze głównym bohaterem i rozbudowaną fabułą. Nawet główna bohaterka, przez którą skusiłam się kilka razy na przewrócenie oczami w czasie czytania ma jakiś swoisty urok. W dodatku w czasie czytania towarzyszyło mi sporo emocji, a to dla mnie najważniejsze. Ale najbardziej w tym wszystkim podoba mi się fakt, że książka skierowana jest do każdego - stonowana na tyle by nie drażnić a jednocześnie ostra w sposób całkowicie zadowalający.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Akurat.
http://muza.com.pl/erotyka/1977-barwy-milosci-9788377589649.html?thievingbooks.blogspot.com

niedziela, 5 kwietnia 2015

"Aż po horyzont" Morgan Matson

Autor: Morgan Matson
Tytuł: Aż po horyzont
Tytuł oryginału: Amy & Roger Epic Detour
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron:  455

Uwielbiam książki w motywem drogi. Niezależnie od tego czy mam do czynienia ze szkolną lekturą, powieścią z listy bestsellerów czy zapomnianą historią - wszystkie czytam z równym zaangażowaniem. Dlatego historia Matson była na czołowej liście książek, które musiałam przeczytać. Jakie zrobiła na mnie wrażenie?

Amy Curry jeszcze do niedawna wiodła życie typowej nastolatki. Wszystko zmieniło się trzy miesiące temu, kiedy doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Od tamtej pory jest co raz gorzej. Matka Amy, chcąc rozpocząć nowe życie przeprowadziła się z Kalifornii do Connecticut i oczekuje, że dziewczyna po zakończeniu roku szkolnego do niej dołączy. Amy musi przejechać niemal cały kraj, pożegnać się z rodzinną miejscowością i rozpocząć nowy etap. W podróży do nowego życia towarzyszy jej Roger, syn znajomej rodziców. Mimo, że się nie znają szybko znajdują wspólny język i zbaczają z trasy, by poczuć zew wolności.

"Bo może to następne jutro będzie lepsze. Skąd możesz wiedzieć? A prędzej czy później nadejdzie taki dzień, po którym jutro naprawdę będzie lepsze."

Amy jest dręczona demonami nie tak dawnej przeszłości. Widmo wypadku sprzed trzech miesięcy nie daje o sobie zapomnieć. Wyjazd z ukochanej miejscowości, oddalenie się od przyjaciół, pierwszej miłości i domu, który skrywa w sobie tyle wspomnień jest dla niej naprawdę trudnym posunięciem. W dodatku zaplanowana przez jej matkę trasa nie przypomina interesującej wyprawy a jedynie prostą drogę z punkt A do punktu B rozplanowaną co do minuty. Kiedy pojawia się Roger, znajomy z dziecinnych lat - teraz nieziemsko przystojny - w Amy coś pęka i postanawia pierwszy raz w życiu dać upust swojej frustracji i zbuntować się matce. Decyduje się na trasę, która całkowicie odbiega od tej wyznaczonej i razem z chłopakiem podróżują samochodem zwiedzając kraj. Roger jest starszy od Amy o kilka lat, jest zabawny i radosny, przez co bardzo szybko bohaterowie łapią wspólny język. Jednak jest coś, co dręczy chłopaka i nie daje mu spokoju. Amy decyduje się pomóc mu w uporaniu się z problemem i wspólny cel zbliża ich do siebie. Jako bohaterowie są zbliżeni do naturalnych, rzeczywistych postaci, z którymi łatwo się utożsamić a ich historie nie są na tyle wyolbrzymione by mogły wydawać się nierealne czy przerysowane. To niestety psuje styl autorki - chociaż prosty i lekki, to płaski i jednocześnie nie do końca oddający wszystkie emocje.

Nie ma jednak tego złego, bo chociaż styl jest jaki jest to obecny wątek drogi w całości skupił moją uwagę i przymknęłam oko na niedociągnięcia. Pierwszy raz trafiłam na książkę, w której ten motyw okazał się aż tak rozbudowany. W końcu pojawiła się wielka przygoda! Wielkim plusem jest fakt, że autorka sama pokonała drogę, którą przemierzyli jej bohaterowie co urzeczywistniło fabułę a w połączeniu z autorskimi zdjęciami nadało książce pewnej odrębności. Pojawiły się ciekawostki na temat przemierzanych stanów - ich dewizy, cytaty, informacje - wszystko to okazało się naprawdę spójną całością. Ale tak naprawdę to opis miejsc i tras, które były pokonywane przez bohaterów wypadły w tym wszystkim najlepiej - plastyczność miejsc i klimat sprawiły, że zatęskniłam za podobną przygodą. Autorka zredukowała za to wątek miłosny do całkowitego minimum z minimum, naprawdę. W czasie czytania królowała przygoda, informacje i zew wolności a reszta potoczyła się sama.

"Kiedy z kimś się żegnamy, to jakbyśmy komuś mówili, że już nigdy więcej się nie zobaczymy. To jakbyśmy się zgadzali, że to jest nasza ostatnia rozmowa. Więc jeżeli nie mówimy sobie "do widzenia", jeżeli rozmowy nie skończyliśmy, to znaczy, że będziemy musieli spotkać się znowu."

"Aż po horyzont" okazała się książką zupełnie inną niż przypuszczałam. Podróż Amy i Rogera była wielką przygodą także dla mnie. W czasie czytania bawiłam się fantastycznie, chociaż żałuję, że styl autorki jest jaki jest. To zdecydowanie wakacyjna książka, która fantastycznie motywuje do przeżycia własnej przygody. Dacie się namówić?

Ocena: 4/6

środa, 25 marca 2015

"Prawdziwa miłość" Jude Deveraux

Autor: Jude Deveraux
Tytuł: Prawdziwa miłość. Trylogia panien młodych z Nantucket
Tytuł oryginału: True Love
Wydawnictwo: Black Publishing
Liczba stron: 470

Po niezobowiązujące historie miłosne sięgam z wielką przyjemnością. Byłam pewna, że "Prawdziwa miłość" należy do takich właśnie opowieści. Szczególnie, że twórczość autorki nie jest mi obca, a wiele jej romansów zawitało kiedyś do mojej biblioteczki. Postawiłam dlatego na typowość, ale czy ją dostałam?

"Rzeczywiście, bardzo zabawne. Wybacz, że się nie śmieję."

Alix Madsen, świeżo upieczona studentka architektury pewnego dnia dowiaduje się, że daleka znajoma jej matki uwzględniła ją w swoim testamencie. Adelaide Kingsley chciała, by Alix spędziła rok w jej domu, położonym na pięknej wyspie Nantucket i odkryła pewną tajemnicę. Zaskoczona Alix nie jest przekonana do pomysłu i odmawia prośbie Adelaide, jednak kiedy jej życie całkowicie wywraca się do góry nogami i zostaje porzucona przez chłopaka, decyduje się zrobić krok w nieznane. Nie spodziewa się, że już pierwszego dnia na wyspie spotka swojego idola - słynnego architekta Jareda Montgomery'ego. Co łączy go z wyspą? I jaką tajemnicę kryje stary dom?

Na początku dałam się zwieść prologowi, w którym autorka zawarła wszystkie podstawowe triki mające skusić czytelnika - tajemnice, rodzinne powiązania i sekrety, długowieczną legendę i zapowiadający się całkiem interesująco romans. Od razu powiązałam to z szybką akcją, co trochę mnie rozczarowało, bo historia płynie swoim rytmem. Rekompensatą jest za to przyjazny, naturalny język i swobodne dialogi. Nie dajcie się jednak zwieść - mimo, że akcja nie pędzi w szalonym tempie dzieje się naprawdę dużo - wielowątkowa fabuła nie zapomniała zagościć do książki. Autorka zgrabnie poprzeplatała ze sobą liczne wydarzenia uzależniając je od siebie, jedno wiązało się z drugimi i chociaż tajemnic jest w książce co nie miara, rozplątanie tego wszystkiego było dla mnie fantastyczną zabawą. W fabule zagościł obiecany wątek miłosny, który wcale nie zderzył się z murem ckliwości i nie zmienił mojego mózgu w różową landrynkę, za co jestem ogromnie wdzięczna. Wręcz przeciwnie - miłość w tej książce jest, ale lekka, swobodna i sympatyczna, bez uniesień i szaleństwa, co bardzo mi odpowiadało, bo znudziła mnie cała ta nadintensywność wszystkich lektur. W dodatku pojawiła się ponad dwustuletnia rodzinna legenda, która fantastycznie wtopiła się w całość i wprowadziła do lektury niesamowitego bohatera - ducha, który zazna spokoju dopiero, gdy dowie się co stało się z jego ukochaną. Bohaterów jest wielu, mniej lub bardziej ciekawych, chociaż wszyscy wykreowani na naturalne, życiowe postacie, to właśnie metafizyczny przybysz - który całkowicie zburzył moje przekonanie na temat typowej historii - zdobył moje największe uznanie.

"- A Ty nie czekasz na swojego Kopciuszka?
- Prawdę powiedziawszy [...] wolałbym poznać złą królową z bajki o Królewnie Śnieżce. Z nią byłoby zabawniej."

Książka Deveraux zapewniła mi chwile wypełnione naprawdę dobrą zabawą. Pojawiło się wszystko to co uwielbiam - rodzinne sekrety, niezobowiązujący wątek romantyczny i burzący nietypowość, metafizyczny bohater. I chociaż nie jest to lektura wysokich lotów a na fabułę patrzy się z przymrużeniem oka, to czyta się niezwykle przyjemnie. "Prawdziwa miłość" to nic innego jak opowieść o sile przyjaźni, rodziny i miłości, a także o odnajdywaniu samego siebie. Niby nic, a jednak wciąga. Dlatego poszukiwaczom doskonałych wypełniaczy czasu - polecam.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Black Publishing.

środa, 18 marca 2015

Premierowo: "Talon" Julie Kagawa

Autor: Julie Kagawa
Tytuł: Talon
Tytuł oryginału: Talon
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 415
Dziś premiera! 18 marca 2015r.

Julie Kagawa zaskarbiła sobie serca czytelników serią o Żelaznym Dworze, której - przyznaję szczerze - jeszcze nie poznałam. Swoją przygodę z twórczością autorki rozpoczęłam od najnowszej, smoczej serii, której tomem startowym okazał się właśnie "Talon". Rozpoczynając czytanie nie miałam pojęcia co mnie czeka, ale od pierwszego wejrzenia zakochałam się w cudownej okładce - imitacji smoka także w dotyku!

Ember i Dante są niezwykłym smoczym przypadkiem - bliźniakami, których w smoczym świecie nie ma zbyt wielu. Swoje szkolenie przechodzą na pustyni i marzą o chwili wytchnienia, aż do momentu, kiedy mogą w końcu udać się na zasłużone wakacje do samej słonecznej Kalifornii. Tam, obserwując swoich rówieśników mają nauczyć się żyć pomiędzy nimi w ludzkim ciele i poznać ich zwyczaje. Nie wiedzą jednak, że ich tropem podążają wysłannicy z Zakonu Świętego Jerzego i liczą na udane smocze łowy.

"[...] mam przeczucie, że nasza misja teraz zacznie się już tak naprawdę."

Książka przedstawia dwie strony dawno rozpoczętej cichej wojny: Ember, smoczycę, której marzy się wolność, zabawa i szaleństwo i Garreta, członka Zakonu walczącego o świat wolny od smoków. Jak to w typowych młodzieżówkach bywa biorą również na swoje barki pierwszoosobową narrację. Ember w swojej narracji czasami wypada niespójnie, nie skupia się na ważnych rzeczach, bo ciągnie ją do ludzkiego świata, odkrywania typowych zachowań i dobrej zabawy. Bywała irytująca, naprawdę. Z kolei Garret w swoich wypowiedziach trzyma się formy, istotnych wydarzeń i nieustannie ma oczy szeroko otwarte, lustrując każdy możliwy szczegół. Skrajność pomiędzy bohaterami wyczuwalna jest od razu; chociaż ich postacie nie wykazują się mocno skomplikowaną naturą.

Klimatycznie książka idealnie nadaje się na ciepłe, słoneczne dni - Kalifornia, palmy, plaża, słońce - wszystko to bardzo skutecznie wpływało na moją tęsknotę za wakacjami. Sam motyw smoków też nie wypadł najgorzej - Ember i Dante jak przystało na smoki mają porywczą naturę i bywały chwile, kiedy ich prawdziwe ja wyrywało się na zewnątrz, chociaż to Ember przejawiała największe oznaki nieopanowania. Dzięki temu książka nie zapomniała o swoim przesłaniu i chociaż bohaterowie przyjęli ludzką postać - smoków w książce nie zabrakło. Autorka zmyślnie uchwyciła pragnienia smoków, które nie mogą być jak zwykli ludzie, ich próbę dostosowania się do otaczjącego świata i poznania ludzkich zachowań, jednocześnie wplątując w to smoczą naturę - nie tylko porywczość czy siłę, ale fantastycznie opisała tęsknotę za wzbiciem się w powietrze i odczuciami towarzyszącymi lataniu. 

"To było cudowne. Może i podobne do surfingu, ale na pewno cudowniejsze. Przecież teraz - latałam!"

"Talon" to ciekawa książka młodzieżowa o intrygująco wykreowanej smoczej tematyce. Jedyne zastrzeżenia kieruję w stronę stylu autorki, który wydał mi się aż za prosty - chociaż czyta się naprawdę szybko, to nie opuszczało mnie wrażenie, że autorka usilnie próbuje mi wyjaśnić sytuację, które przecież rozumiem. Historia Kagawy to przyjemna, lekka opowieść fantastyczna, której trzeba pozwolić się rozkręcić, żeby wciągnąć się do świata bohaterów. Niemniej jestem ciekawa tego, co przyniesie kontynuacja losów Ember i Garreta.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Harlequin/Mira.

poniedziałek, 9 marca 2015

"Piękny drań" Christina Lauren

Autor: Christina Lauren
Tytuł: Piękny drań
Tytuł oryginału: Beautiful Bastard
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 320

Powieść erotyczna pisana w duecie dwóch kobiet, o pierwszoosobowej narracji podzielonej na dwóch bohaterów miała okazać się typowym erotykiem porównywanym do słynnej trylogii "50 twarzy Greya". Na szczęście okazała się zupełnym jej przeciwieństwem.

Chloe Mills to uzdolniona i bardzo pracowita studentka MBA, która ma tylko jeden problem: swojego szefa. Wymagający, pozbawiony empatii a w dodatku zabójczo przystojny. Bennett docenia starania Chloe i pozwala jej pracować przy niezwykle ważnym projekcie. Obydwoje ledwo się znoszą, jednak cenią swoje wzajemne zaangażowanie i ambicje. Tylko jedno z nich wyczuwa wiszące w powietrzu pragnienie, które już niebawem przeistoczy się we wzajemne pożądanie.

"Ciało, zachowuj się. Teraz rządzi mózg."

Bennett i Chloe jako dwójka głównych bohaterów wypadła w całej książce najlepiej. Informacje o ich życiu prywatnym zepchnięte zostały do minimum, ale za to na intensywności zyskały charaktery obojga. Autorki zatroszczyły się o to, żeby stworzyć bohaterów charyzmatycznych, mocnych i inteligentnych, którzy wiedzą czego chcą. Fakt, że nie zepchnięto Chloe do roli niewinnej dziewczynki, która boi się własnego cienia mówi sam za siebie. W rezultacie przepychanki słowne między tą dwójką zyskały na intensywności, pojawił się uwielbiany przeze mnie sarkazm co po linii prostej poprowadziło do zabawnych sytuacji.

Jak na gatunek przystało książka zawiera liczne sceny erotyczne i nie ma tutaj mowy o balansowaniu na krawędzi - autorki poszły o krok dalej i przekroczyły niepisaną granicę - pojawiły się liczne i intensywne sceny erotyczne, a pierwsza z nich ujawniła się zaledwie po kilkunastu stronach. Na tym oparta została fabuła, która praktycznie nie została specjalnie rozwinięta. Pojawiły się dwa motywy - wspomniany już erotyczny i miłosny a miejsce akcji objęło firmę, rodzinny dom Bennetta i hotel w San Diego. Spłaszczenie fabuły do minimum mogłoby w przypadku wielu książek okazać się zabójcze, ale tutaj podziałało na korzyść - podkreśliło charakternych bohaterów, nie zarzuciło czytelnika masą niepotrzebnych wątków i pozwoliło na swobodne poznanie rozwinięcia ich znajomości. Jedyne zastrzeżenie kieruję w stronę zakończenia, które jak dla mnie było za bardzo poplątane i przerysowane.

"- Dzień dobry, panno Mills. Chyba jest pani w wyjątkowo serdecznym nastroju. Czy ktoś umarł."

"Piękny drań" to nic innego jak lekka, zabawna opowieść erotyczna z miłosnym zabarwieniem. Momentami przyłapywałam się na tym, że śmieję się serdecznie z dialogów bohaterów. W dodatku czyta się błyskawicznie, dobrze się przy tym bawiąc. Sięgając pamięcią wstecz wydaje mi się, że to najlepszy erotyk jaki do tej pory czytałam. I chociaż zakończenie okazało się aż nazbyt banalne jestem ciekawa dalszych losów bohaterów. Dlatego miłośnikom gatunku naprawdę polecam.

Ocena: 4/6

poniedziałek, 23 lutego 2015

"W blasku gwiazd" Lydia Netzer

Autor: Lydia Netzer
Tytuł: W blasku gwiazd
Tytuł oryginału: Shine Shine Shine
Wydawnictwo: Black Publishing
Liczba stron: 340

"W blasku gwiazd" to opowieść o miłości, nadziei i potrzebie wtopienia się w tłum oraz o namacalnej samotności, mimo wielu ludzi dookoła.

Sunny żyje w świecie, o którego perfekcje zabiegała od dawna. Jest piękna i szczęśliwa, mieszka na spokojnym przedmieściu wraz z mężem i synem, czteroletnim Bubberem cierpiącym na autyzm, jednak doskonale radzi sobie z jego chorobą i niedługo znowu zostanie mamą. Mąż kobiety, Maxon, pracuje dla NASA i leci w kosmos z misją próby kolonizacji Księżyca. Dzień po starcie Maxona, Sunny, ma wypadek samochodowy w którym nie odnosi poważnych obrażeń, jednak spada jej peruka. Zbiegowisko sąsiadów dostrzega ją teraz taką jaka jest naprawdę. Jak poradzi sobie sama, bez męża?

"Będzie to opowieść o astronaucie, który zagubił się w kosmosie, i o żonie, którą zostawił na Ziemi. To również opowieść o odważnym człowieku [...]. To opowieść o planie, który miał rozkwitnąć, tak jak kwiat rozwijający się z pąka." s. 10

Bohaterowie tej książki są bardzo specyficznymi postaciami. Maxon jest człowiekiem na wskroś przesiąkniętym nauką. Bez wątpienia kocha to co robi i oddaje się temu z godnym podziwu zaangażowaniem, jednak w między czasie zapomina o tym, że jego żona nie jest jak roboty, które zostały wysłane na Księżyc. Jego postać jest bardzo egoistyczna i chociaż wspomina o wielkiej miłości do żony, niekoniecznie można to dostrzec. Z kolei Sunny ma swoje problemy z którymi musi radzić sobie sama. Ona również nie jest bez winy jeśli chodzi o egocentryzm, ale można jej wybaczyć, ponieważ w pewien sposób została pozbawiona godność i pogodzenie się z tym jest dla niej bardzo trudne. Chociaż moje odczucia wobec bohaterów zmieniały się jak w kalejdoskopie bez wątpienia są to bardzo dobrze wykreowane postacie.

Głównym tematem książki jest życie Sunny, która zmaga się z własną odmiennością. Autorka bez problemu oddała problem inności i muszę przyznać, że bardzo ciekawie go poprowadziła. Sunny nie ma włosów i chociaż w dzieciństwie doprowadzało to do wielu przykrych sytuacji, zdobyła się na akceptację samej siebie. Jednak kiedy zachodzi w ciąże uważa, że tylko jako normalna kobieta jest w stanie być matką. Zakłada zatem perukę, przykleja sztuczne brwi i rzęsy, po czym zmienia się w perfekcyjną żonę, matkę i panią domu - wywracając cały swój świat do góry nogami. Ale kiedy w wypadku spada jej peruka i sąsiedzi odkrywają prawdę, wyuczona perfekcja znika. I o tym właśnie jest ta książka  - jak na nowo nauczyć się akceptacji prawdziwej siebie. Tematycznie autorka przedstawiła to w fantastyczny, ciekawy i realistyczny sposób, a jednocześnie niezwykle inteligentnie.

"Mózg człowieka niczym się nie różni od mózgu robota. Absolutnie niczym." s. 69

Na początku miałam problem z odnalezieniem się w fabule. Często obecne wydarzenia przeplatają się z przeszłymi wspomnieniami. Język powieści też nie należy do łatwych, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać, ponieważ całość jest bardzo płynna, a akcja szybka. Jednak autorka wykazała się tendencją do powtarzania faktów, a przemyśleniom bohaterów dodała lekkiego powiewu zadumy i momentów nostalgii. W pierwszej chwili nie byłam przekonana do takiej formy, ale im dalej czytałam tym bardziej się przekonywałam, aż w końcu przestałam to zauważać.

"W blasku gwiazd" to powieść bezwarunkowo dobra, a co istotne - całkowicie nietypowa. Zaskakiwała mnie na każdym kroku, a próba przewidzenia dalszych kroków bohaterów okazała się bardzo przyjemną zabawą. To bardzo inteligentna książka na bazie nietypowej historii. Myślę, że zaskoczy i zauroczy wielu czytelników.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Black Publishing.

czwartek, 29 stycznia 2015

"O krok za daleko" Christian Plowman

Autor: Christian Plowman
Tytuł: O krok za daleko
Tytuł oryginału: Crossing the Line. Losing Your Minds as an Undercover Cop
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 316

"O krok za daleko" to napisana swobodnym, trochę fabularnym stylem historia w pierwszoosobowej narracji autora - Christiana Plowmana - zasłużonego, wielokrotnie odznaczonego policjanta z szesnastoletnim doświadczeniem w operacjach specjalnych. Swoim czytelnikom opowiedział historię życia, którą przeżył w czasie wielu lat pracy. Jesteście ciekawi jak wygląda życie tajnego agenta?

"Opanowanie strachu było dla mnie nieustannym wyzwaniem."

Nic nie wskazywało na to, że Christian Plowman zostanie kiedyś cenionym policjantem. Wychowywany przez samotną, ledwo wiążącą koniec z końcem matkę doceniał własne życie takim jakie jest. Był tylko jeden problem - Christian szybko się nudził. Zmieniał pracę kiedy tylko czuł w powietrzu nadchodzącą monotonie. Kierowany nagłym impulsem i przeświadczeniem, że praca policjanta zapewni mu rozrywkę do jakiej nieustannie dążył podjął wyzwanie i zapisał się na kurs. Nie spodziewał się, że jego policyjna droga okaże się wypełniona licznymi doświadczeniami i groźnymi sytuacjami, na które sam wyrazi zgodę. Najpierw patrolował ulicę, później łapał przestępców, z czasem zaczął wcielać się w rolę i zapuszczać się w najciemniejsze rejony narkotykowego handlu. I - jak sam o sobie pisze - był naprawdę dobry, w tym co robił.

Wstępując w szeregi Metropolian Police marzył o byciu tajnym agentem i powoli piął się po szczeblach kariery, by zdobyć wymarzoną posadę. Wielokrotnie został postawiony w sytuacji, gdzie mocne nerwy odgrywały czołową rolę - trzymany na muszce przez własnych kolegów, wcielający się w rolę narkomana czy bogatego inwestora. Książka wypełniona jest po brzegi podobnymi historiami, które towarzyszyły autorowi na każdym kroku. Chociaż muszę przyznać, że plastyczny, swobodny i lekki język Plowmana sprawia, że czyta się naprawdę dobrze, to sama akcja nie wprowadza większego napięcia. Prowadzona jest od konkretu do konkretu co wpływa dobrze na narrację, ale czasami brakowało mi płynności przejść.

"Wpadki były tylko kwestią czasu."

Christian Plowman raz pisze o sobie jako silnym agencie, który niczego się nie boi, a raz uzewnętrznia wszystkie swoje obawy i towarzyszący mu strach. Czasami trudno było mi nadążyć za jego postawą, miałam wrażenie, że sam nie do końca wie kim jest. Niewątpliwie to waleczny i pewny siebie człowiek, ale odniosłam wrażenie, że pisząc tą książkę nie tylko chciał przekazać czytelnikom jak naprawdę wygląda praca tajnego agenta, ale jednocześnie przekazać całą złość na swoich współpracowników, obwiniając ich o swój obecny stan psychiczny.

Przyznam, że wobec tej książki miałam zupełnie inne oczekiwania. Byłam pewna, że stanę oko w oko z porywającą i niebezpieczną akcją wywołującą napięcie na każdym kroku. "O krok za daleko" rozwiała wszystkie moje filmowe oczekiwania i pozwoliła mi zajrzeć za kulisy pracy tajnego agenta. To lektura, która przedstawia prawdę, jaka by ona nie była. Gdzieś tam jest świat, który jest szczelnie zamknięty przed zwykłymi śmiertelnikami. Odkrywanie jego sekretów zawsze stanowi przyjemne wyzwanie.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Muza.
http://muza.com.pl/literatura-faktu-i-reportaz/1887-o-krok-za-daleko-christian-plowman-9788377588239.html?thievingbooks.blogspot.com

poniedziałek, 19 stycznia 2015

"Nie pozwól mi odejść" Catherine Ryan Hyde

 Autor: Catherine Ryan Hyde
Tytuł: Nie pozwól mi odejść
Tytuł oryginału: Don't Let Me Go
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 344

Wielu bohaterów, wiele problemów, jeden główny wątek i kilka mniejszych, pobocznych. Jedno spoiwo łączące to wszystko - dziewięcioletnia Grace. Tak właśnie zapowiadał się dramat obyczajowy w trzecioosobowej narracji z podziałem na rozdziały przyglądające się dwóm bohaterom: Billy'emu i Grace, który niedawno zaczęłam czytać.

"Jeśli będę siedzieć w środku, nikt nie zauważy, że mam kłopoty. I nikt mi nie pomoże."

Kiedy Grace zaczyna przesiadywać na schodach prowadzących do wielorodzinnego domu nikt nie spodziewa się, że to początek licznych zmian. Dziewczynka zaprzyjaźnia się ze wszystkimi mieszkańcami: Billy'm Shine cierpiącym na agorafobię tancerzem z Broadwayu, manikiurzystką Rayleen, starszą panią Hinman, Felipe i złym panem Lafferty'ego, a z czasem do grona przyjaciół dołącza się Jesse. Wszyscy ci ludzie ledwo zdają sobie sprawę ze swojego istnienia aż do czasu, gdy w ich życiu pojawia się pewna dziewięciolatka. Jej matka nie może wyjść z nałogu narkotykowego i całe dnie przesypia, nie interesując się własną córką. Sąsiedzi podejmują trudne wyzwanie przechytrzenia opieki społecznej i sami ustalają harmonogram opieki nad Grace.

Chociaż nie wszyscy sąsiedzi podchodzą z entuzjazmem do pomysłu opieki nad dziewczynką czas szybko ich obłaskawia. Grace nie ma oporu przed tym by poznawać swoich sąsiadów i przedstawiać ich sobie nawzajem. Poznawanie bohaterów w tej książce wraz z Grace to wielka przyjemność. Każdy z nich jest różny i każdego z nich dręczą inne demony przeszłości. Ich mobilizacja i przełamanie własnych zasad są poruszające. Działanie jakie podjęli nie tylko w stosunku do Grace, ale i cierpiącego na agorafobię Billy'ego, zasługują na wielkie brawa. Nikt się z niego nie śmiał, nikt nie porzucił na pastwę losu, ale za to każdy starał się pomagać mu zwalczyć strach, który pętał go na każdym kroku. Każdy z nich potrafił odnaleźć się w trudnej sytuacji. Sama Grace okazała się dojrzalsza niż można było przypuszczać i zupełnie zerwała ze schematem cichej dziewczynki z trudnego domu.

"-Bóg- powiedział na głos. - To pojęcie równie abstrakcyjne jak blask. Pamiętamy to, ale teraz wydaje się takie odległe."

Autorka bez wątpienia powołała do życia bogatych wewnętrznie bohaterów, jednak  miejscami miałam wrażenie, że nie do końca ich dopracowała. Były momenty, kiedy ich postawy z realnych postaci zmieniały się w płaskie i pozbawione emocji masy. To zaskakujące, szczególnie ze względu na fakt, że poświęciła swojej książce dużo uwagi - nie tylko sięgnęła po trudny temat (który swoją drogą wcale nie jest moralizatorski), ale poprowadziła dialogi w sposób, który nie zawsze otwarcie wyjaśniał sytuację. Wiele rzeczy należało domyślić się samemu, a jeszcze więcej wyłapać pomiędzy wierszami. To wzbudziło moją ciekawość i większe zaangażowanie. Niestety pojawiły się przeszkody. Autorka wykazała się tendencją do tworzenia kolosalnych zdań, kolidujących z krótkimi dialogami. Miejscami fabuła dłużyła się w nieskończoność, by zaraz po tym ruszyć z kopyta i znowu zatrzymać się w nużącym momencie. Skoki dobrych i złych chwil, zarówno pod kątem kreacji bohaterów jak i interesującej fabuły, towarzyszyły mi od pierwszej do ostatniej strony.

 Po tej lekturze jestem pełna sprzecznych emocji - jestem pod wrażeniem losów i zachowań bohaterów, ale cała otoczka i forma stylistyczna całkowicie mnie nie przekonały. Czytałam i czytałam, nie widząc końca a w czasie lektury nudząc się momentami okropnie. Ale co zaskakujące, kiedy tylko odkładałam książkę uciekałam myślami do historii bohaterów i zastanawiałam się co może ich spotkać za rogiem. Dosłownie, myślałam, że oszaleję z tą lekturą! Dlatego mimo wad, których się dopatrzyłam uważam, że książka jest warta uwagi. I chociaż w dużej mierze swojego odbiorcę znajdzie wśród grona starszych czytelników, to nie jest powiedziane, że tym młodszym się nie spodoba.

Ocena: 4/6

wtorek, 13 stycznia 2015

"Krew i piękno" Sarah Dunant

Autor: Sarah Dunant
Tytuł: Krew i piękno
Tytuł oryginału: Blood and Beauty
Wydawnictwo: Black Publishing
Liczba stron: 622

"Krew i piękno" to sfabularyzowana powieść historyczna o mrocznej rodzinie Borgiów, która ma swój początek w renesansowej Italii 1492r. Historia tej rodziny nie jest nikomu obca - powstały liczne filmy, seriale, książki fabularne i naukowe, a także liczne fakty i spekulacje. Granica prawdy i fikcji powoli zaczęła się zacierać przez mijające stulecia, a podobne publikacje pomagają utrzymać w pamięci obraz rodu, który nie cofnie się przed niczym, by dojść do władzy.

"Co było niegdyś językiem dyskrecji, jest teraz językiem władzy."

Rodzina Borgiów znana jest ze swojego upodobania do zabierania głosu w sprawach Kościoła i polityki w każdym możliwym momencie. To oni w czasach swej świetności plasowali się na czołowych miejscach w hierarchii rządzących. Korupcja, okrucieństwo, pięcie się do sławy po trupach i wszechogarniające zło w ludzkiej postaci - a wszystko to w samym sercu Rzymu. W 1492r. Rodrigo Borgia zostaje papieżem i jako Aleksander VI musi poradzić sobie z wrogami czyhającymi na jego upadek. Jednak Aleksander nie cofnie się przed niczym i wykorzysta w dojściu do celu wszystko, nawet własną rodzinę. 

Pojawiają się nieślubne dzieci papieża - Cezary i Lukrezja i zawłaszczają w dużej mierze uwagę czytelnika, wysuwając się na plan pierwszy. Autorka skrupulatnie podeszła do przedstawienia tych postaci i śledząc ich losy przedstawiła misterną grę intryg dworu papieskiego. Cezary nie ma obiekcji przed użyciem fizycznych tortur, a Lukrezja znalazła się w samym środku pola bitwy o władzę i stanowisko, przez co doskonale przekonała się na własnej skórze jak ciężka jest przymusowa miłość i małżeństwo. Losy tych bohaterów wzajemnie się przeplatają i stanowią kompletną całość. Niestety skrupulatność autorki w kreacji bohaterów odbiła się na fabule, w której miejscami pojawiło się zbyt dużo pobocznych wątków. Wszystkie zostały skończone, ale ciągnięte zbyt długo odbiegały od tematu i spowalniały akcję. Gdyby nie to, książka według mnie nie miałaby wad.

"Krew i piękno" to idealny tytuł w całości odzwierciedlający tematykę książki. Jest krew - bo, dojście do celu po trupach, jest piękno - ale w najgorszym znaczeniu tego słowa zaczynając od dumy, a kończąc na szlachetnej wyniosłości. Lektura liczy wiele stron, ale sposób przedstawionych wydarzeń pochłania na tyle, że czas miedzy stronami ucieka w szybkim tempie, a lektura zdecydowanie za szybko ma się ku końcowi.

"Słychać tylko płacz i narzekanie. Nigdy za ludzkiej pamięci Kościół nie znajdował się w tak rozpaczliwym położeniu."

Sarah Dunant potrafi oczarować słowem. W czasie czytania nie mogłam oprzeć się wrażeniu realności opisywanych miejscy czy bohaterów. Chyba najbardziej podobała mi się w fabule świadomość, że autorka niczego przede mną nie ukrywa, nic nie zataja. Otwarcie opisywała każde sceny, nie miała oporu przed zajrzeniem w nieproszone miejsca i ujawniała wszystko to o czym chciałam widzieć.

"Krew i piękno" to książka, która wzbudza zaufanie już od pierwszych stron. Każda minuta poświęcona lekturze staje się nie tylko przyjemną lekcją historii, ale i przygodą o której nie można zapomnieć. Napisana w doskonałym stylu i z wielkim zaangażowaniem przekona do siebie nie tylko fana powieści historycznych, ale każdego czytelnika szukającego wrażeń. To jedna z lepszych książek tego gatunku jakie czytałam. Po tej lekturze zdecydowanie sięgnę po pozostałe książki autorki.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Black Publishing.

niedziela, 21 grudnia 2014

"Oczy twoje widzę wszędzie"

 Autor:

Lato 1939r. jest dla Marianny przełomowe. To jej ostatnie wakacje przed wejściem w dorosłość, przed rozpoczęciem prawniczych studiów w Warszawie. Dziewczyna nie zgadza się z panującymi zasadami na temat statusu kobiety w czasach, w których żyje i widzi się w zupełnie innej roli. Jednak jest coś jeszcze, co ciągnie Mariannę do Warszawy - dziewczyna pragnie się wyrwać z rodzinnego Kamieńczyka marząc o aktywnym, wolnym życiu przepełnionym zabawom. W dodatku marzy o wielkiej miłości. Kiedy w Kamieńczyku pojawia się mężczyzna wprost z marzeń Marianny, jej świat wywraca się do góry nogami.

"I ze skrzypcami  niezmordowanego świerszcza, który pod ścianą domu postanowił ulokować swą malutką, utkaną z trwa scenę. Dźwięk wielkiego świata i mazowieckiego pustkowia stapia się w jedno."
Marianna doskonale wie, czego chce od życia. Doskonale wyróżnia się tym na tle powieści, szczególnie, że otoczona jest bohaterami wyciągniętymi rodem z ówczesnych im czasów. Wiele postaci w książce to ciepłe, miłe osoby, o których losach naprawdę chce się czytać. Marianna z kolei nie zalicza się do tego grona. Cechuje ją duży egoizm, który nie pozwala jej dostosować się do panujących obyczajów. Ciężko jej również przywołać szczerą empatię, co sprawia, że nie do końca polubiłam jej postać. To oczywiście podstawowy zarys fabuły, której wcale za to nie winię - wręcz przeciwnie, cieszę się, że postać głównej bohaterki wywoływała u mnie przeróżne emocje. 

Kiedy w życiu dziewczyny pojawia się Zygmunt, letnik, który zawitał do jej rodzinnej miejscowości wszystko nabiera tempa. Pomiędzy dwojgiem bohaterów rodzi się uczucie, które nie jest wskazane. Zygmunt w niedalekiej przecież przyszłości będzie wykładowcą Marianny. Sprawy się komplikują a nad miłością pojawia się znak zapytania. To trudne dla dziewczyny, która dopiero wchodzi w dorosłość, poznaje smak wielkiej miłości i wszystkich wspaniałych uniesień.

"Choć w jego środku lawa już wrze. A wkrótce się wyleje."
Chyba żadna letnia książka nie jest tak klimatyczna jak "Upalne lato Marianny". Oczywiście tytuł można rozumieć dwojako, w końcu to powieść o miłości, ale akcja toczy się w cudowne wakacje dziewczyny, a autorka ich klimat ukazała z dużą wprawą i oddaniem. Na moment odpłynęłam w wakacje 1939r. i poczułam na skórze ciepłe promienie słońca. Podobnie jest z główną bohaterką, która zajęta własnymi sprawami nie dostrzega wiszącej w powietrzu wojny. Gdzieś w oddali pojawiają się głosy przesądzające sprawę, ale to ostatnie lato Marianny pozostaje jeszcze nienaruszone, niewinne.

"Upalne lato Marianny" to bardzo dobra książka. Napisana jest pięknym językiem, zmuszającym do chwili refleksji i zastanowienia nad losami Marianny. Jednak jest w niej wiele innych, pozytywnych aspektów - poglądy ludzi, wielkie uniesienia i nadzieje, wisząca w powietrzu wojna. Wszystko to składa się na wartościową lekturę. Największą przyjemność sprawia wiedza, że autorka bazowała na historii opowiedzianej przez własnych dziadków. Dlatego śmiało można oddać się lekturze wyobrażając sobie, że to historia, która ma swój prawdziwy początek gdzieś tam, w przeszłych czasach i naprawdę mocno zaangażować się w fabułę.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.