Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo: Galeria książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo: Galeria książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 lipca 2020

"Zdradziecka królowa" Danielle L. Jensen

"Zdradziecka królowa"
Danielle L. Jensen, Tyt. oryg. The Traitor Queen, Wyd. Galeria Książki, Str. 360

"Zrobię wszystko, co konieczne, by cię uwolnić."

Zapierająca dech w piersi akcja, niesamowici bohaterowie oraz emocje, które nie mają końca. Danielle L. Jensen z przytupem kontynuuje swoją serię zapewniając nas, że jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa.

Z fantastyką jako gatunkiem literackim jest u mnie różnie i zazwyczaj wolę sięgać po inne powieści, ale mam kilku sprawdzonych autorów, po których sięgam w ciemno i Jensen bez wątpienia do nich należy. Ona doskonale wie jak zachwycić czytelnika, jak wprawić go w osłupienie i zaskoczyć nie jeden raz, ale to co cenię najbardziej to jej nieograniczona wyobraźnia, której obrazy umiejętnie potrafi przelać na papier. Dowodem na to jest seria Królestwo Mostu, w której wielkie krainy nie mają granic a malownicze miejsca dodają fabule odpowiedniego klimatu.

Wyczekiwałam tej kontynuacji z niepewnością, ponieważ nie wiedziałam co czeka bohaterów, których tak bardzo polubiłam. Finał pierwszej części pozostawił mnie w konsternacji a drugi tom od razu rzucił w wir przygody nie przygotowując na tyle dramatów rzucanych pod nogi bohaterom. Od samego początku więc przyszło mi się zmierzyć z emocjami Lary po porwaniu jej męża oraz z samą historią Arena torturowanego nie tyle fizycznie co psychicznie.

To bardzo dojrzała opowieść i w pełni dopracowana. Od początku mamy wgląd w życie i doświadczenia wszystkich bohaterów oraz równocześnie śledzimy przebieg wydarzeń związany z losem Ithicany. Lara jako zdrajczyni i królowa na wygnaniu może nie ma szczególnie dobrej opinii w królestwie, ale walczy o męża i świadomie pozwala wabić się przez ojca, by uratować ukochanego. Zaopatrzona więc w wielką determinacją i mając u swego boku uratowane siostry nie spocznie, póki nie wyzwoli Arena oraz całego Królestwa Mostu spod władania swojego ojca spodziewając się, że będzie to droga trudna i pełna niebezpieczeństw.

Kontynuacja dorównuje poprzedniczce a może nawet przerasta ją pod względem akcji i dopracowania bohaterów. Kłamstwa, intrygi, tajemnice i bezwzględność przybocznych króla nie pozwolą zbyt łatwo opuścić dworu a przez to "Zdradziecka królowa" staje się lekturą pełną wyzwań, zaskakującą, pomysłową, z dynamiczną akcją. Doskonale bawiłam się podczas lektury a to co zapadło mi w pamięć najbardziej to oblicza miłości i najtrudniejsze wybory w życiu głównej bohaterki.

niedziela, 19 kwietnia 2020

"Strażnik Ognia" J.C. Cervantes

"Strażnik Ognia" J.C. Cervantes, Tyt. oryg. The Fire Keeper, Wyd. Galeria Książki, Str. 464

Nowe życie Zane’a Obispo na pięknej, ustronnej wyspie tropikalnej, wśród rodziny i przyjaciół, wydaje się sielanką.

Co dzieje się dalej u naszych bohaterów? Jakie kolejne przygody czekają na ich drodze? Wracamy do serii Posłaniec Burzy od J.C. Cervantes z nastawieniem na solidną porcję dobrej zabawy.

Po powieści fantastyczne sięgam rzadziej niż po inne gatunki, ale już dawno porzuciłam stwierdzenie, że to nie są książki dla mnie. Wiem, że jak trafię na coś dobrego to wciągam się na całego i mam kilku sprawdzonych autorów po których mogę sięgać w ciemno. Niedawno odkryta twórczość Cervantesa należy właśnie do tej grupy, ponieważ autor nie tylko ciekawie pisze, ale i sięga do uniwersum Ricka Riordana, czyli pojawiają się greccy bogowie, ciekawe istoty i ogólnie przygoda przy której można spędzić miłe chwile.

"Posłaniec burz" czyli pierwsza część serii jest lekturą obowiązkową nim sięgniecie po "Strażnika ognia". Cała opowieść to ciąg przyczynowo skutkowy, więc nie ma szans, żeby coś Wam umknęło, bo najzwyczajniej w świecie szkoda tych detali, które idealnie dopełniają całości. Nie martwcie się też, czy to lektura wiekowo dla Was - osobiście zaczytuję się już w drugim tomie i nie widzę przeciwwskazań, śmiało mogą ją czytać zarówno dorośli jak i nastolatkowie, ponieważ autor sprawnie przemyca wartości między wierszami:  starszy czytelnik na pewno dostrzeże analogie pomiędzy aktualnym światem a młodszy po prostu będzie czerpał radość z tak mądrze poprowadzonej historii.

W drugiej części ponownie obserwujemy zmagania Zane’a Obispo, który z dala od świata, na malowniczej wyspie, w gronie rodziny i przyjaciół spędza spokojnie czas. Niestety sen z powiek spędzają mu niedawno odkryte moce, których niestety nie potrafi kontrolować. I oczywiście pojawia się też problematyczna kwestia uczucia do do zmiennokształtnej Brooks. Nic jednak nie wydaje się tak ważne jak uratowanie Hurakana. Choć narażenie dzieci półboskiego pochodzenia też nie należy do przyjemnych kwestii. Dlatego przed Zane'm maluje się kolejna niebezpieczna przygoda, której przyjdzie stawić czoła.

Swoją kwestię odgrywają tu niewątpliwie kreacje bohaterów. Każda z postaci jest inna, wyróżnia się na tle pozostałych, zaskakuje, pozwala się lubić i wprowadza poczucie przyjaźni. Miło jest śledzić losy bohaterów, których od razu się lubi. Całości dopełnia malowniczy styl autora, który nie szczędzi nam różnorodnych opisów miejsc oraz emocji a przy tym wplata w historię subtelne poczucie humoru, które rozładowuje napięcie.

J.C. Cervantes snuje opowieść o przyjaźni i poświęceniu bez uprzedzeń czy przekonań. Tutaj przyjaźń jest przyjaźnią czystą i nieprzerwaną, nie ma znaczenia pomiędzy jakimi istotami. Tutaj miłość rodzi się po prostu, od uczucia a nie oczekiwań. A przygoda... tak ona potrafi wciągnąć na całego! Bez wątpienia "Strażnik ognia" dorównuje poprzedniczce i zachęca do poznania losów dzieci greckich bogów.

wtorek, 25 lutego 2020

"Dziedziczka jeziora" Maria Dahvana Headley

"Dziedziczka jeziora" Maria Dahvana Headley, Tyt. oryg. The Mere Wife, Wyd. Galeria Książki, Str. 352

W scenerii amerykańskiego miasteczka dwie matki – gospodyni domowa i zaprawiona w bojach weteranka – starają się chronić tych, których kochają.

Dwie światy, dwie historie, dwa odrębne cele. Nikt nie spodziewa się, że już niebawem los dwóch kobiet połączy się ze sobą we wspólną choć niechcianą całość.

Maria Dahvana Headley była dla mnie zagadką aż do przeczytania "Magonii", dziwnej i jednocześnie bardzo interesującej powieści fantasty. Specyficzny styl, nietypowe podejście do fabuły, stworzenie oryginalnych bohaterów - to wszystko przekonało mnie do jej pisania właśnie przez ucieczkę od schematów. Gdy pojawiła się zapowiedź jej nowego dzieła, wiedziałam że nie będę mogła przejść obok niego obojętnie i sumiennie przygotowałam się do lektury "Dziedziczki jeziora". W jaki sposób? O tym poniżej.

Nowa książka Headley opiera się na historii Beowulfa przełożonej na współczesne czasy. Jako, że nigdy wcześniej nie zagłębiałam się w tą opowieść przed czytaniem najpierw zapoznałam się z treścią legendy. Sądzę, że to niezbędne do tego, by w pełni cieszyć się tą bardzo nietypową książką. W dodatku nieźle musiałam się skupić, żeby połączyć wszystkie fakty i na początku czytanie szło mi powoli (choć nie opornie!) a wyszukiwanie elementów fantastycznych we współczesnych realiach było jak zabawa w chowanego. Potrzeba chwili, by odnaleźć się w lekturze, ale ze strony na stronę wszystko się rozjaśnia a przyjemność jest tym większa im większą świadomość mamy losów i znaczeń w danym motywie poszczególnych postaci.

Akcja jest dynamiczna, zwrotów w fabule jest więcej niż podejrzewałam a sama historia zmusza do myślenia. Nie spodziewałam się, że będę bawiła się aż tak dobrze podczas lektury a jednak trudno było mi się oderwać od historii bogatego, nietuzinkowego miasteczka Herot Hall, w którym żyła Willi, żona dziedzica miasteczka wraz z synem i mężem. Jednak nie tylko ona pojawiła się w centrum uwagi, ponieważ mimo usilnych starań Rogera Herota, by odgraniczyć miasteczko przed światem zewnętrznym, na pierwszym planie pojawiła się również weteranka wojenna Dana i jej syn Gren, którego nigdy nie chciała. Po prostu się pojawił. Jednak gdy Gren ucieka wraz z synem Willi Dany'm, obie kobiety muszą zawiązać sojusz by odnaleźć się tej niecodziennej dla nich sytuacji.

Fabuła wydaje się zagmatwana, prawda? Tak jest w rzeczywistości, jednak całość nabiera konkretnych kształtów wraz z kontynuowaniem czytania a im więcej stron za nami tym szybciej zdajemy sobie sprawę, że nie chcemy by ta powieść jeszcze się kończyła. To pełnokrwista, mądrze napisana, pomysłowa, wciągająca na całego powieść w której gołym oka można dostrzec całą masę różnorodnych wartości w tym zatarcie granic między głównymi bohaterkami czy ich synami - nie można było połączyć bardziej  kontrastowych postaci a jednak udało się to perfekcyjnie. Smaku dodają rozdziały z różnych perspektyw wprowadzając wiele skrajnych emocji: od matczynych trosk po wojenne realia.

Pisząc o "Dziedziczce jeziora" w jednym zdaniu mogę stwierdzić tylko jedno: rewelacja! Mądra, rzetelna, cudownie napisana fantastyka na bazie silnie zakorzenionej legendy o potworze i jego matce przełożona w racjonalny sposób na współczesne czasy. Jestem zachwycona i mam nadzieję, że i Wy podzielicie moją opinię - ta książka ma wielki potencjał, w pełni wykorzystany, który koniecznie sami musicie odkryć.

środa, 22 stycznia 2020

"Królestwo Mostu" Danielle L. Jensen

"Królestwo Mostu" Danielle L. Jensen, Tyt. oryg. The Bridge Kingdom, Wyd. Galeria Książki, Str. 400

A gdybyście zakochali się w tej jednej osobie, którą przysięgaliście zniszczyć?

Przyrzeczenie dla ocalenia ludu, oddanie się w ręce wroga dla zawarcia pokoju. Czy faktycznie to poświecenie będzie warte swojej ceny? 

Są takie książki, które czyta się dla samej przyjemności poznawania kolejnych wydarzeń i bez wątpienia "Królestwo Mostu" należy do takich historii. Danielle L. Jensen i jej twórczość znam nie od dziś, ponieważ miałam tą przyjemność zachwycać się serią "Trylogia klątwy" czy pierwszym tomem "Mroczne wybrzeża", ale z perspektywy czasu widzę w jak dobrym kierunku podąża kariera tej pisarki - każda kolejna historia jest znacznie lepsza od swojej poprzedniczki i chociaż jeszcze do niedawna sądziłam, że to własnie "Mroczne wybrzeża" będą tą najlepszą to dziś już wiem, że otrzymały godnego rywala. 

Dobrze skonstruowana, ciekawie poprowadzona historia fantastyczna przede wszystkim imponuje światem przedstawionym. Autorka mocno zaangażowała się w stworzenie wiarygodnych zasad, wartości ludu czy działań podejmowanych przez królestwa na tle imponujących zamkowych komnat czy rozległych lasów otaczających pałacowe tereny. Z przyjemnością chłonęłam wcale nie tak liczne opisy, które oddawały w punkt potrzebny przy tej przygodzie klimat i skupiałam się na losach głównych bohaterów, których najpierw poznajemy jako postacie zupełnie odmienne niż te widziane na samym końcu. 

Lare i Arena połączyło przyrzeczenie złączenia zwaśnionych ludów, zapewnienie pokoju i zakończenie konfliktu. Jednak nie to było prawdziwym celem dziewczyny. Przybyła tutaj bowiem nie po to, by wychodzić za władcę a osłabić jego rządy oraz całe Królestwo Mostu. I to naprawdę imponuje. Lara jest waleczna, zdeterminowana i bardzo inteligentna za co całą zasługę przypisuję Danielle L. Jensen, która wie jak wykreować bohaterów tak, by ich postacie były rzeczywiste choć cele nieoczywiste do samego końca. Tym sposobem stworzyła wspaniałą bohaterkę oraz bohatera, który dorównuje jej charyzmą. Aren nie jest bowiem tym za kogo bierzemy go na samym początku i wcale nie wydaje się tak straszny jak sądzono. Walczy o to co jego, nie dla siebie samego a dla poddanych i to w oczach czytelnika maluje go jako kogoś ludzkiego, pełnego sprzecznych emocji, z sercem na dłoni. Polubiłam tą dwójkę ogromnie i już nie mogę doczekać się poznania ich dalszych losów. 

Czytając o losach tej dwójki czułam się wystawiona na ciosy ze strony wielu emocji. Wszystko przez to, że dość mocno zaangażowałam się w historię a ona wcale nie należy do kolorowych. Chociaż jest tutaj uczucie, które rodzi się powoli i wydaje się, że zmierza w dobrą stronę to jednocześnie wydaje się być konfliktem interesów. W końcu chodziło o wyzwolenie ludu a nie bratanie się z wrogiem. Tylko nie jest to wszystko takie zero jedynkowe o czym przekonacie się sięgając po tą powieść do czego naprawdę mocno Was zachęcam. 

Już nie słodko-gorzkie New Adult a pełnowymiarowa historia dla starszego czytelnika, czyli oto Danielle L. Jensen w bardzo dojrzałym wydaniu. Zachwyca wszystko dookoła i właściwie trudno wytknąć tej historii jakieś mankamenty. "Królestwo Mostu" ma wiele stron, wiele motywów i niesie ze sobą wiele obietnic spełnionych w kolejnych tomach, ale już dziś mogę Was zapewnić, że jestem oczarowana tą lekturą i uważam, że w pełni zasługuje na wszelkie słowa uznania. Ciężko się od niej oderwać a po zamknięciu ostatniej strony pozostaje żal, że finał nadszedł zdecydowanie zbyt szybko.

poniedziałek, 7 października 2019

"Posłaniec burzy" J.C Cervantes

"Posłaniec burzy" J.C Cervantes, Tyt. oryg. The Storm Runner, Wyd. Galeria Książki, Str. 480

Oparta na mitologii Majów, pełna przygód opowieść z serii "Rick Riordan Przedstawia"!

Dziecięca zabawa zmienia się w wielką przygodę, gdy tylko odważymy się poszerzyć granice wyobraźni. I wierzyć.

"Posłaniec burzy" to moje pierwsze spotkanie ze światem Rick Riordan Przedstawia. Wstyd przyznać, ale nigdy nie miałam także przyjemności sięgać po książki pióra samego Riordana. Doceniam jednak jego talent z daleka, dostrzegam jak grono jego fanów wciąż rośnie w siłę i jestem pod wrażeniem, że ustępuje miejsca innym autorom, by wraz z nimi tworzyć światy uniwersum dla swojej pierwszej serii. Powyższa książka jest bowiem historią J.C Cervantesa, który zna się na mitologii Majów i prowadzi nas przez ten wątek w pierwszym tomie serii.

Trzynastoletni Zane Obispo postawił sobie za punkt honoru przeprowadzenie badań nad wulkanem, który skrywa się za jego domem. To tam spędza większość swojego czasu uciekając od rówieśników, którzy nie rozumieją, że jest inny. Wystarczyły problemy z chodzeniem i laska na której wciąż musiał się podpierać, by dzieci okrutnie szydziły z jego problemów. Jednak to właśnie Zane okazał się wyjątkowy gdy Brooks, tajemnicza dziewczyna wyjawiła mu że jego los ściśle powiązany jest z wulkanem i bogiem śmierci Majów. I to właśnie chłopiec został wytypowany do wielkiej przygody, która właśnie się rozpoczęła.

Nie wiem jaki jest styl Riordana, poznałam jednak ten Cervantesa i przypadł mi do gustu. W bardzo przygodowym stylu, z domieszką fantastyki i subtelnym poczuciem humoru zabrał mnie w sam środek nastoletniej wyprawy, gdzie główny bohater już dawno nie należy do mojej kategorii wiekowej. A jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało, bawiłam się dobrze, chętnie przyglądałam się poczynaniom młodych bohaterów i wraz z nim odkrywałam tajniki mitologii Majów na której przecież zbudowano całą fabułę. To ciekawy wstęp do serii, która na pewno rozwinie się w kolejnych tomach, ale już teraz widać w niej silny potencjał.

Płynna akcja co prawda potrzebuje chwili, by nabrać tempa, w pełni rozkręca się wraz z pierwszą wzmianką o bogu śmierci. Stworzony na wzór prawdziwego antybohatera ma budzić w czytelniku jedynie negatywne emocje. Jego postać to solidny fundament dla całej historii, jednak nie jest jedynym interesującym zjawiskiem, które fascynuje Zane'a. Demony, olbrzymi i mitologiczni bogowie to coś zupełnie nowego a jednak wydaje się, że chłopak szybko odnajduje się w nowej rzeczywistości prowadząc czytelnika ku nowym przygodom.

"Posłaniec burzy" to sympatyczna lektura fantasy, która znajdzie swoje poparcie nie tylko wśród fanów Riordana. Osobiście przeskoczyłam wiele etapów i wydaje się, że zaczęłam czytać od końca a jednak odnalazłam się w historii i cieszę się, że dałam jej szansę. Wielka przygoda, sympatyczni bohaterowie, nuta humoru i spora dawka mitologii to w tym przypadku przepis na młodzieżowy sukces, który mnie osobiście skłonił do oczekiwania na drugi tom perypetii młodego Zane'a.

poniedziałek, 26 marca 2018

"Ostatni król Teksasu" Rick Riordan

"Ostatni król Teksasu" Rick Riordan, Tyt. oryg. The Last King of Texas, Wyd. Galeria Książki, Str. 438


"-Pani nie życzy sobie w jakikolwiek sposób uczestniczyć w śledztwie. [...]
-Świadczy to niewątpliwie o jej inteligencji."

Jeśli tak jak ja tęskniliście za jedynym w swoim rodzaju prywatnym detektywem Tres'em Navarre, śmiało możecie szukać najnowszego tomu z serii od Rick'a Riordana. To trzecia część przygód człowieka, który nie cofnie się przed niczym i którego nie omijają kłopoty.

Rick Riordan najpierw przekonał do siebie czytelników mitologiczną serią dla młodzieży, w której przygoda mieszała się z wieloma ponadczasowymi wartościami. Wypadł w tym podobno dobrze, ale ja zdecydowanie stawiam na jego doroślejszą wersję, czyli cykl Tres Navarre, który intryguje, śmieszy i wciąga w wir wciąż odnawiającej się przygody.

Autor ma lekkie pióro dzięki czemu otrzymaliśmy postać prywatnego detektywa wykreowaną z dystansem i przekorą wobec świata. Tres to amator tequili, mistrz tai-chi i człowiek o stu twarzach. Z ciętym językiem śmiało idzie przez życie raz za razem pakując się w kłopoty a czytelnik z zapartym tchem śledzi jego kolejne perypetie, bo po protu inaczej nie można. Tres to jedna z tych osobowości, które przyciągając całą uwagę czytelnika i w pewnym momencie nawet fabuła nie wydaje się tak kolorowa jak główny bohater ze swoją pierwszoosobową, kąśliwą narracją. To przez niego zaprzyjaźniłam się z całą serią i dla niego będę kontynuowała serię.

Jednak nie mogę zapomnieć, że to wciąż sensacja i kryminał w jednym, więc jakby nie patrzeć - jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Dlatego z całym uwielbieniem dla głównego bohatera zagadka była dla mnie równie ważna. Z tą jednak autor radzi sobie różnie: raz dopracowuje wydarzenia tak, że ciężko rozgryźć intrygę, innym razem natomiast prowadzi czytelnika przez bardziej spokojne wody morderstwa. W najnowszym tomie otrzymujemy zastrzelonego profesora anglistyki, który dookoła budził wiele kontrowersji. Jego miejsce na Uniwersytecie Teksańskim zajmuje sam Tres, który wydaje się jedyną kompetentną osobą. Wszystko wydaje się więc banalne: mało wciągające morderstwo, sprawdzanie prac studentów i naśladowanie zmarłego profesora. Jednak kiedy już ma się świadomość, że nic ciekawszego się nie wydarzy autor zaskakuje i wprowadza zwrot akcji sprawiający, że "Ostatni król Teksasu" zmienia się w najciekawszą część serii. Dlaczego? Za sprawą Tresa, którego skłonność do pakowania się w kłopoty ratuje intrygę i dynamikę akcji. Tak więc, gdy dowody wydają się zbyt idealnie do siebie pasować bohater postanawia zabrać głos w sprawie i pakuje się w sam środek niebezpiecznej rozgrywki o gangsterki honor.

Dobra zabawa, poczucie humoru i sarkastyczne nastawienie wobec świata to zalety najnowszej książki z przygodami osobliwego detektywa. Rick Riordan podołał wyzwaniu i nakreślił subtelną intrygę, która wciąga na całego w wir pościgów, nieoczekiwanych zwrotów akcji i niebezpieczeństw, które jak się okazuje są nierozerwalnie powiązane z naturą głównego bohatera. Doskonale bawiłam się podczas lektury "Ostatniego króla Teksasu" i zaczynam dostrzegać pewien schemat, którym kieruje się autor: najpierw próbuje uśpić uwagę czytelnika i kiedy już wszyscy myślimy, że nic ciekawszego się nie wydarzy - bum! - i akcja nabiera rozpędu. Za to właśnie lubię twórczość Ricka Riordana - dzięki niemu zawsze oczekuję nieoczekiwanego.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

"Losy Tearlingu" Erika Johansen

"Losy Tearlingu" Erika Johansen, Tyt. oryg. The Fate of the Tearling, Wyd. Galeria Książki, Str. 520

"Ci ludzie są tak piekielnie dumni ze swojej nienawiści! Nienawiść jest wygodna i przychodzi z łatwością."

Nadszedł czas poznania finału serii Eriki Johansen, na który osobiście czekałam od niedawna, ale wiem, że wielu z Was nie mogło się już go doczekać od dnia ukazania się pierwszej części. Wcale się nie dziwie, bo takie książki do siebie przyciągają - dopracowane, wciągające, dojrzałe.

Autorka zdobyła moje uznanie przede wszystkim przez świadomość, z jaką stworzyła wizję Tearlingu. To świat daleki i głęboki jak wzrok nie sięga i dopracowany w każdym detalu. Tearling otworzył przede mną wizję dojrzałej fantastyki, w której dylematy głównych bohaterów z czystym sumieniem mogę nazwać mianem wartościowych i ważnych. To przeświadczyło moje zaangażowanie w cykl i dwa pierwsze tomy udało mi się przeczytać ciągiem w zaledwie kilka dni - a po tym przyszło czekać mi tylko na finał.

Główna bohaterka, która skupia na sobie całą uwagę czytelnika - Kelsea Glynn w zaledwie rok przemieniła się ze zwykłej nastolatki w królową Tearlingu, która z dumą piastuje to stanowisko. To zaskakujące jak dynamicznie rozwinęła się jej postać i jak wiele pracy włożyła w jej kreację autorka, co widać i co można docenić właśnie na przestrzeni trzech tomów. Kelsea przeszła długą drogę - najpierw została koronowana, później uwięziona a teraz oddała się w ręce wroga. Można by pomyśleć, że to absurdalny krok dziewczyny, która przecież świeciła przykładem determinacji i miłości do swojego królestwa. Ale jedno trzeba jej oddać - ma nie tylko zdolności przywódcze, ale potrafi chłodno kalkulować i logicznie myśleć. Dzięki temu wie, co jest najważniejsze dla jej poddanych. To godne podziwu, bo nie często zdarza się postać tak dojrzała i silna, na której można by wzorować się w codziennym życiu.

Erika Johansen stworzyła serię bardzo dojrzałą, osadzoną mocno w ramach powieści fantasy, ale jednocześnie ukazującą wiele życiowych prawd. Dzięki temu zarówno fabuła jak i wszyscy bohaterowie nabrali znaczenia, pełnowymiarowości, gdzie w skali historii wartych uwagi uplasowali się na czołowym miejscu. Dlatego miałam wielkie oczekiwania jeśli chodzi o finał wszelkich wydarzeń, ale - przyznaję - tego co otrzymałam kompletnie się nie spodziewałam. Autorka z pełną świadomością wyszła naprzeciw oczekiwań swoich fanów i stworzyła zakończenie, które na długo zapada w pamięć a jednocześnie wywołuje lawinę sprzecznych emocji - pęka serce, z oczu płyną łzy, pojawia się uśmiech, bo wszystko jest tak strasznie oczywiste, a jednak nie sposób tego pojąć. Tak właśnie kończą się przygody Tearlignu - angażując czytelnika do samego końca. Pierwszy tom był zaledwie preludium, drugi - zaangażowaniem w bezkres stworzonego świata, ale to trzeci zasługuje na wielkie brawa: za kontynuację wszystkich niedomkniętych wątków, za wyjaśnienie spraw, które od dawna nie dawały czytelnikowi spokoju i za sam finał, niemal rozrywający serce na kawałki.

"Losy Teralingu" to idealne zakończenie ulubionej serii. Mocne, z przytupem, warte każdej wylanej łzy czy uśmiechu zrozumienia, choć odrobinę gorzkiego. Myślę, że nikt z nas nie myślał, w jakim kierunku podążają myśli autorki aż do momentu, gdy w finalnym tomie zaczęliśmy dostrzegać kierunek fabuły. Takich książek, takich serii absolutnie się nie zapomina, dlatego tym, którzy serii jeszcze nie znają polecam wrócić do pierwszego tomu i jednocześnie zaopatrzyć się we wszystkie tomy, bo z doświadczenia wiem, że nie będziecie mogli oderwać się od lektury do samego końca. A znając już finał - przez pewien czas nie będziecie mieli ochoty zaglądać do innych powieści.

wtorek, 11 kwietnia 2017

"Inwazja na Tearling" Erika Johansen

"Inwazja na Tearling" Erika Johansen, Tyt. oryg. The Invasion of the Tearling, Wyd. Galeria Książki, Str. 560

"Szaleństwa młodości nie są mi obce. Ale żal potrafi ciągnąć się za człowiekiem długo po tym, jak młodość przeminie."

Pierwszy tom serii Johansen ("Królowa Tearlingu") ogromnie mnie zaskoczył. Oczywiście pozytywnie. Nie spodziewałam się, że taka niepozorna lektura wywoła u mnie lawinę emocji. A jednak. Dlatego sięgnięcie po kontynuację losów Kelsei było dla mnie czymś oczywistym - nie mogłam się już doczekać co wydarzyło się zaraz po wydarzeniach z pierwszego tomu.

Jak się okazało - pierwsza część mimo swojej szybkiej akcji i wielowątkowej fabuły była jedynie wprowadzeniem do kontynuacji, w której wszystko przybrało na sile. Uwielbiam, gdy w grę wchodzi dynamiczne tempo, pędząca fabuła i zaskakujące zwroty akcji, dlatego przy lekturze "Inwazji na Tearling" bawiłam się wyśmienicie. Fabuła także tym razem została oparta na królewskiej intrydze, która pozwoliła mi na zagłębienie się w świecie pełnym knowań i ludzkiej bezwzględności, z czym przyszło sobie radzić głównej bohaterce.

Bez wątpienia Tearling to nie jest świat dla każdego. Autorka wykreowała miejsce, które nie ma granic, za to które ma zasady. I są one bardzo mocno zakorzenione w historii Tearlingu, na czym bazuje cała fabuła. Dlatego należy wczytać się w jej przebieg i poświęcić więcej czasu, by móc zrozumieć rozgrywane wydarzenia. To wielki atut powieści, bo oznacza, że kierowana jest ona do starszego czytelnika, który wyniesie z powieści mnóstwo wartości. W dodatku drugi tom jest bardziej dojrzalszym, co można zauważyć w każdej dziedzinie - dynamicznej zmianie bohaterów czy samej akcji dotykającej polityczno-wojennych rozgrywek na tle walki o tron.

Powieść mocno osadzona w ramach walki o zwycięstwo skupia się na losach Kelsea Glynn, obecnej królowie Tearlingu, która idąc przez życie wykorzystując własne zasady nacisnęła na odcisk nieodpowiednim osobom. Szkarłatna Królowa nie jest zwolenniczką sprzeciwiania się jej rozkazom, dlatego planuje natarcie na królestwo i samą królową, która nie jest jej przychylna. Tym samym rozpoczyna się tytułowa inwazja, której przyjdzie stawić czoła nie tylko Kelsey, ale i jej przyjaciołom, którzy stoją za nią murem. Tutaj też pojawia się ponadczasowy, cudownie wykreowany motyw przyjaźni która nie zna granic. Często zatrzymywałam się przy momentach rozmowy królowej ze swoimi towarzyszami, bo w dialogach i opisach widoczna była wielka, szczera relacja między nimi. 

Drugi tom serii różni się od pierwszej części jedynie dojrzałością. Nie spodziewałam się, że autorka może mnie jeszcze czymś zaskoczyć a jednak - jej warsztat literacki został wzbogacony o nowe doświadczenia co przelała na strony swojej książki. Każde zdanie to przykład dojrzałości i mądrości autorki, dzięki czemu tekst stanowi nie tylko wielką przygodę dla czytelnika, ale również lekcje, które można czerpać garściami - o przyjaźni, odwadze, sile decyzji i nieprzemyślanych wyborów. Mogłabym tak wymieniać bez końca, ale jestem pewna, że więcej zrozumiecie, gdy sami zdecydujecie się na lekturę.

"Inwazja na Tearling" jest idealną kontynuacją serii. Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego rozwoju fabuły. Pojawiło się jeszcze więcej wątków (które już w pierwszym tomie zaskoczyły mnie swoją liczbą), przemyślane rzecz jasna w każdym detalu i bardzo pomysłowe! Główna bohaterka wpada po uszy w kłopoty, które mogą okazać się tragiczne w skutkach, a jednak podejmuje działania, których nie sposób nie poprzeć. Tą historią żyje się od pierwszej strony, od pierwszego zdania, które zmienia postrzeganie powieści fantastycznej - jako wiarygodną, pełnowymiarową przygodę z rzeczywistymi, ukochanymi bohaterami, którzy chwytają za serce. Przed Wami nieograniczony świat pełen przygód, strachu i wyzwań od których nie da się oderwać!

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

"Królowa Tearlingu" Erika Johansen

"Królowa Tearlingu" Erika Johansen, Tyt. oryg. The Queen of the Tearling, Wyd. Galeria Książki, Str. 496

"Prawdziwego bohatera poznaje się po tym, że najbardziej heroicznych czynów dokonuje w tajemnicy. Nigdy o nich nie słyszymy. A jednak, moi przyjaciele, jakimś cudem o nich wiemy."

Seria Eriki Johansen od dawna była moim czytelniczym wyzwaniem. Mnóstwo pozytywnych recenzji, niewiele słów krytyki - czy można przejść obojętnie obok książki, która zbiera takie opinie?

Fantastyka nie jest moją mocną stroną, więc zawsze mam poczucie niepewności w momencie rozpoczynania serii z tego gatunku. Nie wiem na co mogę liczyć, nie wiem czy przypadnie mi do gustu i czy - przede wszystkim - będę miała odwagę kontynuować lekturę mimo niepewnego początku. W przypadku serii Królowa Tearlingu nie miałam takiego problemu - wciągnęłam się do wykreowanego przez autorkę świata od pierwszych stron i zaczęłam dostrzegać same zalety fabuły. Przyznaję, że mimo dystansu do fantastyki cenię sobie mnóstwo powieści z gatunku, dlatego mam pewne wytyczne, którymi się kieruje, a ta powieść zakwalifikowała się w każdym aspekcie - dobrej fabuły, intrygującej akcji i zdecydowanie wartej polubienia głównej bohaterki.

Kelsea Raleigh - dziewczyna, która otrzymała rolę wiodącej postaci spisała się na medal. Została stworzona od samego początku, z całym bagażem życiowych doświadczeń, charyzmą i paletą niezłych cech charakteru, które stworzyły z niej pewną siebie dziewiętnastolatkę. Jej postać bardzo szybko przypadła mi do gustu, bo pierwsze strony przywołują jej smutną rzeczywistość - dorastającej w oddali od rówieśników dziewczynki bez wiedzy o otaczającym ją świecie. Nic dziwnego, że czuje strach w momencie, gdy Królewska Straż przybywa by zabrać ją na koronowanie jej jako królową Tearlingu. Dziewczyna nie ma łatwo a jednak nie poddaje się, nie popada w skrajną rozpacz - zaczyna próbować poukładać sobie życie na swój sposób. A jeśli bohaterka, w dodatku ta, która skupia na sobie całą uwagę, jest dynamiczna, szczera, rządna przygód - czy można jej nie polubić?

Erika Johansen wykreowała świat bez granic, który porywa czytelnika w wir przygody. Autorka z każdym najmniejszym detalem stworzyła swoją rzeczywistość od podstaw, gdzie otrzymałam wszystko co najważniejsze - historię Tearlingu, głęboki świat przedstawiony i bohaterów: szczerych, rzeczywistych, pełnowymiarowych. Widać w tym wszystkim lekkość i swobodę, które zachęcają do kontynuowania lektury i przez to nie ma się najmniejszej ochoty opuszczać nowo poznany Tearling. Historia tego świata, z zasadami, legendami, wartościami moralnymi mocno konkuruje z samą kreacją bohaterów, bo trudno jednoznacznie stwierdzić co jest lepiej dopracowane - tło czy same postacie. Oparta na fantastycznej historii opowieść o mieście, w którym niemal wszystko może się wydarzyć wplata również żywy przykład palety charakterów, w której każdy otrzymał ściśle określoną rolę - czarnego charakteru lub pozytywnej postaci. Ale nie zawsze można to rozpoznać na pierwszy rzut oka, bo w grę wchodzi także gra pozorów, przemiana, dynamiczny rozwój czy wewnętrzne rozterki bohaterów.

Moje obawy wobec tej serii zupełnie nie znalazły poparcia, a teraz - już po skończonej lekturze mogę śmiało napisać: to naprawdę zaskakująco dobra powieść. Najbardziej podoba mi się sam fakt, że to absolutnie nie jest lektura młodzieżowa! Jest w niej zbyt dużo domysłów, zaangażowania, działania, by móc zakwalifikować ją do lekkich historii dla młodzieży. To zdecydowanie pełnowymiarowa powieść o stu twarzach, która zaskakuje na każdym kroku, wciąga do rozgrywek o władze i własną walkę o przetrwanie. Głęboka, ponadczasowa, o wielkiej sile przebicia. Nie można przejść obok niej obojętnie!

środa, 22 lutego 2017

"Taniec wdowca" Rick Riordan

"Taniec wdowca" Rick Riordan, Tyt. oryg. The Widower's Two-Step, Wyd. Galeria Książki, Str. 464

"Są takie dni, kiedy człowiek nie może się opędzić od innych."

Ostatnio mam szczęście do rozpoczynania serii sensacyjno-kryminalnych od pierwszego tomu. Staram się je sukcesywnie kontynuować, a najczęściej sięgam właśnie po te, które znam od samego początku. Nie ma jednak co się oszukiwać - po kolejny tom przygód Tresa sięgnęłabym bez względu na kolejność. Jednak w tym cyklu pojawił się jak na razie dopiero drugi tom, ale ja już tęsknię za kolejnymi przygodami bohatera.

Nie czytałam młodzieżowej serii Riordana i mogę tylko polegać na opiniach innych, że napisał ją naprawdę dobrze. Dla mnie jednak ważniejszy jest ten cykl - kryminalny, bez żadnych nawiązani do fantastyki. I - nie często to wspominam - uwielbiam autora za kreację głównego bohatera. Zazwyczaj jest to dla mnie najmniej ciekawy motyw w powieściach tego gatunku, ale Tres jest tak pokręcony, dziwny i nieoczywisty, że mogłabym czytać o jego perypetiach i czytać - po części przez wzgląd na jego naprawdę ciekawą kreację, a po części dla samego szczerego poczucia humoru wywołanego jego osobą i komizmem sytuacji. Dlatego rozumiem dlaczego autor stał się jednym z ulubionych autorów czytelników - bez wątpienia ma talent do kreowania indywidualnych postaci, o specyficznym sposobie bycia i potwierdził to w kontynuacji przygód Tresa. A przecież takich bohaterów ceni się najbardziej.

Kolejna część niesie ze sobą jeszcze więcej przygód. Nie ma mowy tutaj o monotonii, nudzie czy przestoju w fabule. Nie ma nawet na to czasu, bo jeśli można byłoby chwilę odpocząć od wydarzeń w których akcja pędzi na złamanie karku, to Tres pakuje się w kolejne kłopoty (przez przypadek oczywiście) i przez to prowokuje kolejne akcje. Obecnie stara się zdobyć licencję prywatnego detektywa, żeby jego działania można śmiało nazywać profesjonalnymi. Jednak nie jest to łatwe, kiedy problemy same się proszą o ich rozwiązanie. Brakuje mu wyłącznie kilku godzin praktyki do zatwierdzenia licencji, ale kiedy jego zadanie zmienia się w problem dla policji Tres nie zamierza się wycofać. Jakim prawem ktoś strzela do jego obserwowanej kobiety? I dlaczego wszystko skupia się na Mirandzie Daniels, piosenkarce która najwyraźniej ma coś do ukrycia?

Bez wątpienia Rick Riordan ma pomysł na swój cykl. Co rusz popycha głównego bohatera w sidła przestępczych machlojek, zdrady, knowań, śmierci i generalnie wszelkich możliwych problemów, których detektyw bez licencji powinien wystrzegać się jak ognia. Szczególnie taki, któremu brakuje kondycji i pomysłu na siebie. A jednak na bazie tego wszystkiego autor wzniósł niebanalny cykl kryminalny, który fabułą przypomina najlepsze powieści tego gatunku i gna na złamanie karku z akcją, która wprowadza co raz to nowsze i pokręcone wątki. A przez to od tej książki nie da się oderwać.

Tres Navarre sypie żartami z rękawa, rozbawia czytelnika niemal do łez, przekonuje do siebie sarkazmem i stylem bycia, a na końcu wrzuca w wir wielkiej, niebezpiecznej przygody. Jestem pod wrażeniem, bo autor posunął się o krok dalej i nie tylko utrzymał poziom pierwszej części, ale pozostawił po sobie obietnicę na jeszcze lepszą kontynuację. Mam nadzieję, że pojawi się już niebawem, bo przy tych książkach nie da się nudzić a fabuła wciąga jak narkotyk. Polecam!

sobota, 1 października 2016

"Ukryta łowczyni" Danielle L. Jensen

"Ukryta łowczyni" Hidden Huntress, Wyd. Galeria Książki, Str. 500

Wydarzenia ostatniego tomu na pewno zapadły w pamięć głównym bohaterom. Rozdzieleni zaczęli znowu żyć własnym życiem. Cecile wróciła do swojej matki i podjęła się schwytania wiążącej trolle czarownicy. Realizuje przy tym swoją pasję. Niestety kiedy Cecile wróciła na dobrą drogę, Tristan stanął przed sądem za zamach na własnym ojcu. I choć stracił poparcie wśród ludzi - nie zamierza poddać się tak łatwo.

Znając już głównych bohaterów nie spodziewałam się niczego nowego. Chętnie wróciłam do ich świata i na nowo stanęłam oko w oko z tymi postaciami, ale muszę przyznać szczerze, że wydarzenia kontynuacji mile mnie zaskoczyły. Odniosłam wrażenie, że bohaterowie wydali się bardziej dopracowani, mądrzejsi, bystrzejsi, jakby bardziej ludzcy i przyjemniejsi w odbiorze. Ich postacie nabrały na znaczeniu, przestały odrobinę irytować a bardziej wzbudzać zainteresowanie czytelnika. Cecila goniąc za marzeniami jednocześnie podjęła się dokończenia misji i przy tym wydoroślała a Tristan nabrał w końcu męskich rys i zamiast irytować swoją męską dumą pokazał, że wewnątrz ma coś bardziej wartościowego.

Jak sami widzicie, są książki które rozwijają się w dobrym kierunku i bez wątpienia "Ukryta łowczyni" właśnie do nich należy. To książka z gatunku fantasy, gdzie pierwszy tom przypominał bajkę, ale ten rozwinął się bardziej w kierunku mrocznej baśni. Klimat jakby zgęstniał, w powietrzu można było wyczuć mrok a i sama akcja zaczęła zmierzać w bardziej tajemniczym kierunku. To mocno podziałało na wyobraźnię, wyostrzyło zmysły i zaprosiło czytelnika do zupełnie innego świata niż znany mu do tej pory. Trianon to kraina, która otwiera się przed nami otworem w kontynuacji i niesie więcej intrygujących scen: to tutaj rozgrywa się większość akcji, trolle w końcu przestają być takie obce a i styl autorki ułatwia odkrywanie kolejnych zakamarków tej krainy i jej mieszkańców.

Na nowo otwiera się przed Wami świat dworskich intryg, knować i złowrogich myśli, gdzie każdy myśli wyłącznie o sobie i własnym szczęściu. Gdzieś w środku tej zawiłej historii wylądowali głowni bohaterowie - niby sobie przeznaczeni, a jednak tak bardzo odlegli. I choć "Ukryta łowczyni" skupia uwagę klimatem to zatrzymuje przy lekturze przede wszystkim dobrą akcją, której tutaj nie brakuje.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

"Porwana pieśniarka" Danielle L. Jensen

"Porwana pieśniarka" Danielle L. Jensen, Tyt. oryg. Stolen Songbird, Wyd. Galeria Książki, Str. 432

"- Trolle nie są brzydkie. - Zagryzłam wargi, szukając właściwych słów. - Bardziej przypominają piękne rzeczy, które miały pecha i zostały uszkodzone."

Niestety nie zawsze to co dobre zostaje z nami na zawsze. Z wiekiem zauważyłam, że nie wszystkie powieści fantasy cieszą mnie tak jak kiedyś. Zdarzają się wyjątki, które potrafią mnie zaintrygować z miejsca, ale to poszczególne lektury, za którymi naprawdę tęsknie. Dlatego z determinacją szukam książek z tego gatunku, które na nowo rozbudzą moją ciekawość.

Tak właśnie trafiłam na historię Jensen - opisywaną w samych superlatywach. Z jednej strony chciałam wierzyć wszystkim tym zapewnieniom, że to książka jedyna i niepowtarzalna, ale z drugiej, mając na uwadze swoje doświadczenia z gatunkiem fantasy podchodziłam do fabuły naprawdę sceptycznie. Przede wszystkim świat przedstawiony wydał mi się typowo bajkowy - trolle, baśniowe stwory i życie, jakby za leśną granicą, gdzie dzieją się cuda, do których zakazano wstępu ludziom z rzeczywistości. Ale nie mogłam przejść obojętnie obok tego wszystkiego przede wszystkim z dwóch powodów - uwielbiam wszystkie powieści pisane w perspektywie bajki dla dorosłych i też dlatego, że trollem okazał się główny bohater oraz książę w jednym.

Tak więc wstępny opis fabuły już macie i możecie być pewni, że to trochę pokręcona baśń dla starszych czytelników. A ja sama muszę przyznać, że autorka zapunktowała u mnie fantastycznie wykreowanym światem przedstawionym - bajeczne opisy miejsc i społeczne wierzenia, które całkiem dobrze wpasowały się w całą ramę tej powieści. To chyba największy atut tej książki, bo zaangażowany czytelnik może na moment oderwać się od ponurej rzeczywistości i przenieść do zupełnie innego świata.

Pojawiło się też małe "ale", które nie opuszczało mnie przez całą lekturę. Chociaż polubiłam głównych bohaterów i chętnie śledziłam ich dalsze losy, to nie byłam przekonana do całego obrotu sprawy i kreacji tej dwójki. Cecile jako ludzka kobieta stanęła z wierzeniami społeczeństwa trolli, jakoby miała zerwać klątwę i wyjść za Tristana - króla trolla. Brzmi intrygująco? Tak faktycznie jest, tylko nie ma w nich żadnego pazura. Cecile jest bardzo sympatyczna i przy tym naprawdę odważna, a Tristan to typowy macho z wypisaną na twarzy pogardą. Właśnie ten schemat kompletnie mi tutaj nie pasował, bo liczyłam na powieść zupełnie nową i nie znaną mi do tej pory. Nie mogę jednak napisać, że relacja pomiędzy tą dwójką nie przypadła mi do gustu - właściwie to trochę żałuję, że historia była taka krótka, bo chętnie poczytałabym o kłótniach i wymianie zdań tej dwójki jeszcze więcej. To niweluje wszystkie pomniejsze niedoskonałości książki - humor i poczucie radości, kiedy czytelnik nie może przestać uśmiechać się do książki.

Lektura "Porwanej pieśniarki" to pokręcony świat miłości, zdrady i knowań typowy dla średniowiecznego dworu i taka też jest atmosfera tej książki. Przyjemnie czyta się historię w której nie brakuje radości, ale i trosk - a to wszystko mądrze wymieszane, tak by nie dręczyć czytelnika a kusić go dalszą przygodą. Nawet bohaterowie, choć może z początku nie do końca idealni intrygująco i sprawiają, że po prostu nie da się ich nie lubić. Polecam zatem fanom gatunku i nie tylko.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

"Big Red Tequila" Rick Riordan

"Big Red Tequila" Rick Riordan, Tyt. oryg. Big Red Tequila, Wyd. Galeria Książki, Str. 464

"Byłem jeszcze zaspany, prawdopodobnie wciąż lekko nawalony i zdecydowanie zbyt wiele rozmyślałem o różnych sprawach, i pewnie dlatego głos mężczyzny wydał mi się znajomy."

Rick Riordan to autor znany chyba wszystkim czytelnikom świata, przynajmniej ze słyszenia. Przyznaję - jestem tym drugim: o jego twórczości czytałam same pochlebne recenzje, ale nigdy nie było mi po drodze, żeby sięgnąć po jedną z jego młodzieżowych historii. Jednak gdy nadarzyła się okazja i okrzyknięty przez recenzentów mistrzem, Riordan napisał kryminał - po prostu nie mogłam z niej nie skorzystać.

Jackson "Tres" Navarre to bohater, który potrafi tylko dwie rzeczy: rozkochać w sobie czytelnika, albo sprawić, że znienawidzimy go od pierwszych stron. Na całe szczęście ja przepadłam do reszty i dałam się porwać nieokrzesanemu urokowi tego naprawdę zaskakująco denerwującego bohatera - i po prostu zapisałam go na listę czołówki ulubionych postaci. Przepadam za takimi kreacjami - Tres wie czego chce, a jeśli akurat tego nie wie, to chociaż udaje. Uwielbia tequilę, jest mistrzem tai-chi, nie posiada licencji prywatnego detektywa a jednak nim jest i przez cały czas pakuje się w kłopoty.

Rick Riordan zachwycił mnie swoim stylem - wmieszał w historię uwielbiany przeze mnie sarkazm, a ponadto poprowadził fabułę do samego końca tak, że ani na moment nie miałam ochoty przerywać akcji. Wydarzenie goni wydarzenie, akcja goni akcję i zaskakujących scen ciągle przybywa. A w tym wszystkim Tres, który właściwie sam nie wie czego szuka. Dziesięć lat temu bohater opuścił rodzinne miasto, by zapomnieć o morderstwie, którego ofiarą padł jego ojciec. Jednak San Antonio wciąż go przyzywa i wraca tam, by w końcu poznać odpowiedzi na wszystkie wiszące w powietrzu pytania. Wydaje się, że to tylko kwestia czasu, żeby dokopać się do przeszłości, ale im dłużej Navarre drąży temat tym więcej pojawia się sekretów i właściwie z czasem już nie jesteśmy pewni, czy zagadka sprzed lat miała kiedykolwiek swoje zakończenie. Może przeszłość wciąż jest aktualna?

Wszyscy w mieście sprzysięgają się, by pozbawić głównego bohatera prawa głosu i tak oto wszyscy: mafia, łapówkarska firma budowlana, politycy o niecnych myślach, łączą siły by razem pozbyć się niechcianego gościa. Nikt nie wie, że takie akcje Tres uwielbia najbardziej. Tylko czy jeden człowiek jest w stanie postawić się całemu społeczeństwu? Napaść, strzelanina, nawet potrącenie przez samochód nie są w stanie zatrzymać go przed odkryciem prawdy o ojcu i uratowaniem byłej dziewczyny, która jak na złość w między czasie znika bez śladu. I może zagadka kryminalna nie należy do aż tak skomplikowanych jakby się chciało to całość komponuje się naprawdę rewelacyjnie.

Podsumowując, Rick Riordan razem z Navarre trafiają na listę postaci nietypowych i zdecydowanie wartych uwagi. "Big Red Tequila" to gratka dla wszystkich czytelników, którzy poszukują czegoś niebanalnego, zabawnego i przy tym z naprawdę szybką akcją. Dla mnie - powieść doskonała na obecny letni wypoczynek. Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki.

niedziela, 26 czerwca 2016

"Magonia" Maria Dahvana Headley

"Magonia" Maria Dahvana Headley, Tyt. oryg. Magonia, Wyd. Galeria Książki, Str. 320

"Dorośli dużo mniej mówią o śmierci niż ludzie w moim wieku. Śmierć to taki Święty Mikołaj w świecie dorosłych, tyle że na odwrót. Gość, który zabiera wszystkie prezenty. Z dużym workiem włazi do komina i ze wszystkim, co wydrze człowiekowi z jego życia, odlatuje ciągnięty przez renifery. Jego sanie są wyładowane wspomnieniami."

Aza Ray od najmłodszych rad musi stawiać czoła nieznanej chorobie, która zaatakowała jej płuca. Lekarze bezradnie rozkładają ręce i nikt nie jest w stanie jej pomóc. Lecz pewnego dnia dziewczyna dostrzega na niebie wyłaniający się z chmur statek. Nikt nie daje jej wiary i każdy przypisuje to skutkom ubocznym leków.  Jednak Aza doskonale zdaje sobie sprawę z tego co widziała. I że było to bardziej rzeczywiste niż wszystko co ją do tej pory otaczało. Zanim udaje jej się wyjaśnić tajemnicze zjawisko - umiera. Jednak czy na pewno?

Dawno nie czytałam tak przejmującej historii. W gruncie rzeczy opowieść jest banalna, przewidywalna i typowo młodzieżowa, ale jest coś takiego co wyróżnia ją na tle innych - cudowny język jakim operuje autorka. Miałam wrażenie, że razem z Azą przeniosłam się do nowego świata, gdzie w poetyckim stylu zmierzyłam się z historią tak niesamowitą, że niemal z miejsca chwytającą za serce. Niemal wszystkie rozdziały poświęcone są narracji Azy, która prowadziła mnie przez swoje naprawdę skomplikowane życia, ale pojawiły się też osobne momenty, w których to Jason zabierał głos - przyjaciel dziewczyny, który jako jedyny naprawdę daje wiarę w to co mówi Aza. To chyba w tej sytuacji najlepsze rozwiązanie, bo poznałam wszystkie interesujące mnie aspekty książki z każdej możliwej strony.

Aza chociaż odchodzi z rzeczywistego świata budzi się w miejscu, gdzie wszystko wydaje się jakby lepsze. I przede wszystkim - tu może naprawdę oddychać. W dodatku zdobyła moc, która zaczyna kształtować jej nową osobowość. Jednak to tylko ulotne chwile szczęścia, ponieważ w powietrzu wisi wojna między Magonią a Ziemią, a Azie przyjdzie opowiedzieć się po jednej ze stron. Magiczny świat w którym znalazła się główna bohaterka to interpretacja tej utopijnej wersji alternatywnej rzeczywistości, w której sami chcielibyśmy się znaleźć. Nie da się tej historii w żaden sposób oprzeć, bo niemal mistyczny świat Magonii hipnotyzuje czytelnika już od pierwszych stron. Autorka wykreowała niesamowitą rzeczywistość za sprawą barwnego języka i doskonałej ręki do przedstawienia plastyczności scen - mnóstwo w tej książce szczegółów malowniczych miejsc i  opisów bohaterów jakich do tej pory nie znaliście. Takich książek powinno być więcej: zrywających ze schematami, magicznych i przenoszących do świata, którego za nic nie chce się opuszczać. 

"Magonia" to jedna z piękniejszych historii jakie czytałam. Wyjątkowo lekka, subtelna powieść pisana cudownym językiem skupiła na sobie moją uwagę od samego początku i nawet po skończonej lekturze nie chciała wyjść z mojej głowy. Zupełnie nie spodziewałam się historii, która na mnie czekała i żałuję ogromnie, że dopiero dziś mogę pochwalić się znajomością lektury. To pozycja obowiązkowa dla każdego fana historii barwnych i magicznych, ale przede wszystkich - cudownie napisanych.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki.

wtorek, 30 grudnia 2014

"Na co ci to wygląda?"

 Autor: Alex Flinn
Tytuł: Bestia
Tytuł oryginału: Beastly
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 352

Kyle Kingsbury ma wszystko o czym marzy nastolatek: perfekcyjną urodę, wielkie pieniądze i szkolną sławę. Każda dziewczyna za nim szaleje, a każdy chłopak chce się z nim przyjaźnić. Kyle doskonale zdaje sobie z tego sprawę i bezwzględnie to wykorzystuje. Kiedy zaprasza na bal, według niego, najbrzydszą dziewczynę w szkole tylko po to, by ośmieszyć ją w tym ważnym dniu nie wie, jakie poniesie przez to konsekwencje. Kendra rzuca na chłopaka czar, który odwrócić może jedynie pocałunek prawdziwej miłości.

"Piękna rzecz jest cenna, nieważne, ile kosztowała. Ci, którzy nie potrafią dostrzec w swoim życiu wartościowych rzeczy, nigdy nie będą szczęśliwi." 

Kyle dzięki wpływowemu tacie może pozwolić sobie na wszystko i w pełni to wykorzystuje. Od pierwszych stron przedstawia się jako bohater potwornie egoistyczny, zapatrzony w siebie, przepadający za dręczeniem innych i bezczelnie wykorzystujący własną pozycję. Kiedy Kendra rzuca na niego czar i zmienia w bestię chłopak traci wszystko - urodę, która była dla niego wszystkim, rodzinę, przyjaciół i nawet dom. I choć dostrzega priorytety, jakimi kierował się przez życie wcale ich nie zmienia. Nawet w próbach zdjęcia zaklęcia i zdobyciu Lindy - miłości życia, która może zdjąć klątwę, bezustannie posługuje się pieniędzmi. Zmiana Kyle'a dostrzegalna jest wyłącznie w słowach - sam chłopak wspomina o tym nieustannie, bywały momenty, że miałam ochotę solidnie nim potrząsnąć i krzyknąć, żeby w końcu udowodnił tą swoją przemianę czynami. Niestety, nie doczekałam się tego.

Uwielbiam książki interpretujące znane baśnie, więc w tym przypadku czuję się trochę oszukana. Dostrzegłam co prawda podobieństwo do "Pięknej i bestii", ale bardzo naciągane i mało wiarygodne, nawet jak na baśń. Lektura okazała się bardzo powierzchowna, przerysowana, a miejscami nawet absurdalna i w dodatku przesłodzona. Największym absurdem są przerywniki rozdziałów - każdy kończy się spotkaniem, osób zmienionych w potwory przez złe wiedźmy, na forum internetowym. A moja wyobraźnia zaśmiewa się do rozpuku w marnych próbach wyobrażenia sobie żaby i syreny z dostępem do komputera.

"Obróciła się i poszła na górę. Patrzyłem jak wchodzi po schodach, potem słuchałem jej kroków na korytarzu. Dopiero kiedy usłyszałem, że drzwi do jej sypialni się zamykają, dałem się ponieść mojemu zwierzęcemu instynktowi i odtańczyłem dziki, zwierzęcy taniec dookoła pokoju." 

"Bestia" miała być współczesną interpretacją baśni Piękna i bestia. I chociaż pojawiły się nawiązania do pierwowzoru - zaklęcie zmieniające w bestię, białe płatki róż odmierzające czas, wielka miłość mająca pokonać klątwę - to zabrakło mi tego charakterystycznego bajkowego klimatu. Bohaterowie okazali się powierzchowni, język książki zbyt prosty a całość groteskowa. A co najważniejsze nie doszukałam się przemiany głównego bohatera, ani też tej wielkiej miłości o której się wspomina. Liczyłam na piękną interpretacje wspaniałej przecież bajki, a otrzymałam bardzo naiwną historię. 

Ocena: 2/6