niedziela, 25 maja 2014

Konkurs w angielskim klimacie!

Macie ochotę na nową zdobycz w Waszej biblioteczce? Lubicie przygarniać nowe książki? Teraz macie okazję! Przed Wami do wygrania wspaniała i klimatyczna książka "Ruth" Elizabeth Gaskell ufundowana przez Wydawnictwo MG.

REGULAMIN:
1. Organizatorką konkursu jest blog: thievingbooks.blogspot.com
2. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo MG.
4. Nagrodą w konkursie jest nowy egzemplarz książki "Ruth" Elizabeth Gaskell.
3. Udział w konkursie może wziąć każdy, kto posiada adres korespondencyjny na terenie Polski.
4. Zadaniem konkursu jest udzielenie odpowiedzi na niżej wymienione pytanie i podanie adresu e-mail.
5. Odpowiedzi konkursowe wraz z adresem e-mail umieszczacie w komentarzu pod tym postem.
6. Spośród przesłanych zgłoszeń zostanie wyłoniony zwycięzca, którego odpowiedź będzie najciekawsza.
7. Konkurs trwa od 25.05.2014r. do 10.06.2014r. (do godziny 23.59).
8. Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu.
9. Zwycięzca o wygranej zostanie powiadomiony przeze mnie drogą e-mail.
10. Zwycięzca jest zobowiązany w terminie 3 dni od ogłoszenia wyników do przesłania swoich danych adresowych na terenie Polski na adres: morus1@vp.pl, w przypadku nie dotrzymania terminu nagroda przypadnie innej osobie.
11. Nagroda wysłana zostanie w przeciągu 7 dni od otrzymania adresu zwycięzcy listem poleconym.
12. Zgłoszenie do konkursu oznacza akceptację regulaminu. 
13. Regulamin może ulec niewielkiej zmianie.

Będzie mi niezmiernie miło jeśli dodacie mój blog do obserwowanych, a baner konkursowy zawita na Waszych blogach - jednak w żadnym wypadku nie jest to wymóg konieczny.


wydawnictwomg.plPYTANIE KONKURSOWE:
Jak wyobrażasz sobie postać prawdziwego kochanka, rodem z XIX - wiecznej Anglii?

Długość wypowiedzi pozostawiam do przeanalizowania przez Waszą twórczość. Piszcie śmiało ile macie ochotę, bądź pochwalcie się tylko jednym zdaniem. Wszystkie chwyty dozwolone! Tylko pamiętajcie - wygrywa najciekawszy i najbardziej kreatywny tekst! POWODZENIA!

12 komentarzy:

  1. Jak wymyślę coś kreatywnego to się zgłoszę ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, pytanie jak dla mnie mocne kreatywne, więc chyba spasuje, ale życzę innym uczestnikom konkursu powodzenia i dużo weny twórczej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Banerek już dodaję, a nad odpowiedzią muszę troszkę pomyśleć!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgłaszam się!
    Mój e-mail : olabaranska@poczta.fm
    Jak wyobrażam sobie mojego kochanka z XIX - wiecznej Anglii? Szarmanckiego, trzymającego się etykiety tamtejszych czasów, może romantycznego, czystego ( nie zapominajmy, że w tamtych czasach nadal był problem z kąpielą...), przystojnego, z wszystkimi zębami ( prawdziwymi) i zadbanymi ( z czym też było ciężko). Przystojnego, o dobrej posturze. Wiernego oraz ambitnego, żeby nie walczył codziennie ze złem... na kanapie. Ach! I przede wszystkim inteligentnego a zarazem rozrywkowego. Tak, tak. Oto moje wyobrażenie XIX-wiecznego kochanka. Albo też raczej ideału faceta. Zależy jak na to spojrzeć. xD
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyobrażam go sobie jako mężczyznę niezwykle szarmanckiego, zmysłowego, nienagannie ubranego :) Powinien podnosić mi ciśnienie po każdym spojrzeniu na jego powalającą urodę, choć mógłby być w niej też jakiś defekt - byłoby ciekawiej :) Taki kochanek kojarzy mi się z Clarkiem Gable, czyli Rhettem Butlerem z "Przeminęło z wiatrem" - ach wspaniały facet, teraz takich nie ma :D
    Email: Beatka_beti1@wp.pl
    banerek w zakładce konkursy :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyobrażam go sobie jako wysokiego, szczupłego, ciemnowłosego mężczyzne, dobrze zbudowanego, o chłopięcej nieco twarzy. O lekko przydługich ciemnych włosach i równie ciemnych oczach. Nosi się skromnie, ale ta skromność jego jest niebywale czarująca. Niedopięty guzik koszuli, rozmierzwone włosy, papieros.
    Widze go jak stoi podczas bankietu, w kącie salonu i obserwuje. Milczy. Raz po raz zaciąga się papierosem. Jego spojrzenie jest śmiałe. Uwodzi tym spojrzeniem każdą z kobiet, którą zobaczy. Nigdy nie wiadomo, która tak naprawdę zrobiła na nim wrażenie.

    Deliratio@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak wyobrażasz sobie postać prawdziwego kochanka, rodem z XIX - wiecznej Anglii?

    Hmmm ostatnio przeczytałam książkę pani Viktorii Gische " Lucyfer-moja historia" i jestem pod całkowitym urokiem jej Lucyfera który , całkowicie odbiega od wyobrażenia jakie o nim mamy :)
    I właśnie tak wyobrażam sobie postać prawdziwego kochanka, rodem z XIX - wiecznej Anglii :)
    Chciałabym by ,był tak samo piękny i uparty w miłości do mnie jak tenże oto Lucyfer ,który mimo kary jaka została na niego narzucona
    ( Otóż, wedle legendy Lucyfer na początku istnienia świata zakochał się w pewnej kobiecie, ale za te piękne uczucie poniósł okrutną karę. Został uwięziony. Inne anioły widząc wielką tęsknotę swojego brata błagały Boga by wypuścił Lucyfera i pozwolił mu żyć z ukochaną. Decyzja Pana nie była jednak taka, na jaką liczono. Upadły anioł mógł opuścić swoją samotnię tylko raz na sto lat, gdy ukochana kobieta dawno już umarła) nigdy nie ustał w poszukiwaniu swojej Nefretete . Przez wieki i z uporem szukał nowego wcielenia swojej królowej, gdy udało mu się ją w końcu odnaleźć stał się człowiekiem ,by spędzić z nią życie do końca swoich dni w szczęściu i miłości.
    Niestety znów mu przeszkodzono i musi walczyć ponownie zawalczyć o swoją miłość ...jednak znów się nie poddał...
    Właśnie tak sobie wyobrażam mojego XIXwiecznego kochanka z Anglii... który by mnie kochał... do utraty tchu , do utraty zmysłów i nigdy się nie poddał nawet gdyby ,musiał o tę miłość walczyć do końca... :)

    mazur.laura@gmail.com

    Udostępnia i obserwuje jako Laura Mazur :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję, że mogłem napisać ze swojej perspektywy :D.

    Jak wyobrażasz sobie postać prawdziwego kochanka, rodem z XIX - wiecznej Anglii?
    I
    Jaki mógłbym być? Cóż… przyjdę do niej w garniturze. Będę czuł pot spływający po skroniach, słyszał szybkie bicie serca. Nie może żaden błogi powiew wiatru. Ba. Nawet jakby lało jak z cebra, a każdy bóg wiatru – Eol, Boreasz, Zefir, Notos i Euros spotkaliby się właśnie tutaj, przed drzwiami jej kawalerki, ja nadal rozpaczliwie rozglądałbym się za czymś co ukoi moje nerwy. A może moją duszę? Kto wie.
    Ostatnie poprawki. Mam nawet niecałą minutę, kiedy jej tato zejdzie z poddasza (zwykł tam właśnie reperować stare rowery) i łypnie na mnie swoimi groźnymi, brązowymi oczyma. Waham się przed dzwonkiem. Może ona woli innego mężczyznę. Nie chce kogoś takiego.
    Naciskam. Coś w środku krzyczy do mnie: Uciekaj! Zachowałem się jak kretyn! Teraz NIKT nie chodzi w surdutach, na Boga! Dzisiejsze czasy to epoka gdzie faceci noszą rurki i jeden tylko Zeus wie co jeszcze.
    Odchrząkam. Już wciągam powietrze, prostuję się i przygotowuję na serię pytań, gdy drzwi otwiera… ona. Wtem czuję się zamurowany. No fakt. Koniec końców oboje jesteśmy dorośli, więc dlaczego drzwi miałby otwierać jej ojciec. Ona… doskonale wiedziała, że przyjdę.
    Delikatnie ujmuję jej dłoń. Całuję. Kłaniam się nisko i pytam: „Miałabyś ochotę udać się ze mną na randkę, milady?”. Ona tylko śmieje się do rozpuku, urzeczona cała sytuacją. Rumieni się. Porywa tylko kurtkę i zaczynamy naszą podróż w nieznane.

    Mam w głowie .To właśnie jego czytałem, przygotowując się na tą randkę. Jegomość twierdzi, że kobieta to przeciwieństwo mężczyzny – jest ona ucieleśnieniem „fizycznych” udręk i przyjemności. Mężczyzna to symbol szerokiej równowagi emocjonalnej. A przynajmniej tak twierdził jakiś gościu, który parę razy widział się z królową Wiktorią.
    W tamtym momencie o ile ona była jak najbardziej znakiem XiX wiecznych przekonań, tak ja za nic w świecie nie mogłem znaleźć w sobie równowagi emocjonalnej.
    Najpierw idziemy na konną przejażdżkę. Jestem konserwatystą. Nie znoszę kina, dyskotek. To nie moja epoka. Właśnie. TO NIE MOJA EPOKA.
    Jestem od niej starszy. To ja daję jej ochronę, oparcie. Czuję, że dla tamtej osoby zrobię wszystko. Rzucę się pod pociąg, obiję komuś… twarz… To ona sprawia, że czuję się sobą.
    Kochankiem nie może być każdy. A raczej „dobrym”. Potrzeba delikatności, wyrafinowania. To nie wyścig, to nie gra jakichś barbarzyńców, ale cywilizowanych ludzi.

    Alexander Cata.
    Pozdrawiam. :)
    longbottomundbelatrix@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej, każdy jest mile widziany, więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć powodzenia :)

      Usuń
  9. Podczas mrocznej nocy otaczała mnie jedynie przerażająca melodia ciszy, którą zakłócałam stukotem obcasów i przyśpieszonym oddechem. Falbany mojej sukni powiewały zamaszyście na zimnym wietrze, jakby chciały uciec przed ciemnością i pustką szybciej niż ja. Próbowałam znaleźć bezpieczną przystań, jednak wiedziałam, że w tej okolicy najlepiej ufać własnemu rozsądkowi. Kiedy przebiegałam obok starego teatru, spostrzegłam po drugiej stronie ponurej ulicy postać wysokiego mężczyzny, na którego twarz sączyły się złociste promienie światła padającego z samotnej latarni... Czy zabłądził tak samo jak ja? Nawet jeśli mój trop był właściwy, jego wyprostowane plecy i dumnie uniesiona głowa symbolizowały coś zupełnie innego. Pewnym krokiem połączonym z dworską elegancją, zaczął podążać w moim kierunku. Nie byłam pewna, jak powinnam zareagować. Oczyma wyobraźni ujrzałam jednocześnie krwawe sceny oraz sentymentalne spotkanie. Zamrugałam szybko, by pozbyć się natrętnych myśli i dostrzegłam postać z bliska. Naprzeciw mnie stał uśmiechnięty mężczyzna o zatroskanym spojrzeniu. Mimo wszechogarniającej ciemności nie trudno było dostrzec jego zadbany strój, a w szczególności kapelusz, który zamaszyście podniósł uprzejmie się ze mną witając. Zapytał także o moje samopoczucie oraz zaoferował pomoc w znalezieniu schronienia. Bałam się, iż pod słowem „schronienie” skrywa się słynny trójkąt „ty, ja i łóżko”, jednak porzuciłam tę kwestię w momencie, gdy wyciągnął w moją stronę zwinięte banknoty i zaczął tłumaczyć, gdzie znajduje się najbliższa kamienica. Zaczęłam uporczywie zastanawiać się czy nie jest on może zbyt nachalny, jednak jego serdeczne gesty sprawiły, że uważałam go jedynie za niezwykle otwartego i towarzyskiego człowieka. Miałam okropne wyrzuty sumienia, że zbyt szybko i nietrafnie próbowałam oceniać nieznanego mi człowieka, poczułam jak rumienią mi się policzki. Po krótkim czasie zorientowałam się, że moje zawstydzenie zostało zinterpretowane jako skrępowanie przed przyjęciem gotówki, dlatego mężczyzna tłumaczył mi, że jego finansowe wsparcie nie jest przecież czymś wyjątkowym. Kiedy już miałam kierować się w wyznaczonym kierunku, poczułam przypływającą nostalgię i ciepło, które mieszało się z krwią w moich żyłach. Mężczyzna ujął moją dłoń i złożył na niej pocałunek, potem powtórzył czyn pieszcząc moje usta. Zapragnęłam, aby nie przestawał i wyswobodził mnie z jedwabnych tkanin. Zamiast wyznać mu swoje emocje, pognałam przed siebie wściekła, że nie potrafię się przeciwstawić zasadzie trapiącej moralności tak jak on.

    Jaki jest więc kochanek XIX wieku? Oczywiście to osoba, która grzeszy swą urodą, jednak nie brakuje jej przy tym dobrych manier. Potrafi połączyć serdeczność z delikatną namiętnością, którą zdobywa serca nieznanych mu kobiet. Nie mówi on o sobie zbyt wiele i zjawia się w najmniej oczekiwanym momencie, owiany nutką tajemniczości i elegancji. Jego uśmiech sprawia, że niewiasta jest w stanie rozszarpać swe szaty nawet na zimnej i ciemnej ulicy. Wydawać by się mogło, iż całkowicie zrywa on z powszechną zasadą moralności, jednak jego sekret polega na tym, że tak naprawdę subtelnie nakłania on do tego swą partnerkę. Mężczyzna pieści tak, by zawsze zostawić uczucie niedosytu... Kochanka XIX wieku nie interesuje pozycja społeczna kobiety czy też jej majętność. Liczy się tylko jej sylwetka, która działa jak alarm na jego zatroskane spojrzenie. W końcu i tak ją porzuci, by następnym razem zbliżyć się być może do ciebie...

    variegated.soul@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Prawdziwy kochanek? W tamtych czasach lub z tamtych czasów? Nie chcę tutaj niczego ani nikogo odzierać ze złudzeń, ale… mówimy tu o epoce wiktoriańskiej - jednej z najbardziej fascynujących, ale i najbardziej zakłamanych. Mieć wtedy kochanka – to ogromna nieczystość dla kobiety. Choćby podejrzenie o zdradę mogło obniżyć jej opinię do poziomu – niemalże - zepsutej ladacznicy. Kochankiem mógł być jedynie mąż. A i to często – w ciemności i pod kołdrą, albo na siłę i bez słowa sprzeciwu.

    Wiktoriańska moralność była nieco dziurawa i zalatywała hipokryzją. Jaką? – oczywiście wycelowaną w kobiety. Miały być one aniołami domu, cieniem swojego mężczyzny, bladolicymi damami, które im mniej się udzielały – tym lepiej.

    Takiego kochanka mogłabym sobie, oczywiście, wyobrazić jako Doriana Greya – wiecznie pięknego, zniewalającego… o zepsutym wnętrzu. Mogłabym też pomyśleć o Panu Rochesterze – tajemniczym, przystojnym i inteligentnym… trzymającym psychicznie niestabilną żonę zamkniętą pod kluczem. Mogłabym też próbować wyobrazić sobie Heathcliffa – cóż to byłby za kochanek! Mroczny, tajemniczy, kochający na śmierć… groźny i pociągający.

    Mogłabym, i właściwie kobietom XIX wieku też pozostawały takie wyobrażenia. Musiałaby być chyba samotną kobietą z ogromnym (własnym!) majątkiem, by takie marzenia przeistoczyć w czyny. Moralność tamtych czasów była do tego stopnia „podzielona”, a kobieta do tego stopnia stawała się własnością męża, że chyba nie chciałabym spotkać takiego kochanka z XIX wieku.


    ...
    aguedka@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Prawdziwy kochanek? W tamtych czasach lub z tamtych czasów? Nie chcę tutaj niczego ani nikogo odzierać ze złudzeń, ale… mówimy tu o epoce wiktoriańskiej - jednej z najbardziej fascynujących, ale i najbardziej zakłamanych epok w dziejach. Mieć wtedy kochanka – to ogromna nieczystość dla kobiety. Choćby podejrzenie o zdradę mogło obniżyć jej opinię do poziomu – niemalże - zepsutej ladacznicy. Kochankiem mógł być jedynie mąż. A i to często – w ciemności i pod kołdrą, albo na siłę i bez słowa sprzeciwu.

    Wiktoriańska moralność była nieco dziurawa i zalatywała hipokryzją. Jaką? – oczywiście wycelowaną w kobiety. Miały być one aniołami domu, cieniem swojego mężczyzny, bladolicymi damami, które im mniej się udzielały – tym lepiej.

    Takiego kochanka mogłabym sobie, oczywiście, wyobrazić jako Doriana Greya – wiecznie pięknego, zniewalającego… o zepsutym wnętrzu. Mogłabym też pomyśleć o Panu Rochesterze – tajemniczym, przystojnym i inteligentnym… trzymającym psychicznie niestabilną żonę zamkniętą pod kluczem. Mogłabym próbować wyobrazić też sobie Heathcliffa – co to byłby za kochanek! Mroczny, tajemniczy, kochający na śmierć… groźny i pociągający.

    Mogłabym, i właściwie kobietom XIX wieku też pozostawały takie wyobrażenia. Musiałaby być samotną kobietą z ogromnym (własnym!) majątkiem, by takie marzenia przeistoczyć w czyny. Moralność tamtych czasów była do tego stopnia „podzielona”, a kobietę starano się do tego stopnia stworzyć wedle własnych potrzeb, że chyba nie chciałabym spotkać takiego kochanka z XIX wieku.

    OdpowiedzUsuń