Syn, jakiego każdy chciałby mieć.
Freida McFadden skrupulatnie pnie się po szczeblach literackich osiągnięć a każda jej nowa powieść wydaje się jeszcze lepsza od wcześniejszych. To wyczyn godny pochwały oraz zapewnienie, że trafiliśmy na autorkę doskonale odnajdującą się w sztuce psychologicznego thrillera.
Nie zawiodłam się ani razu, zawsze wyczekuję z niecierpliwością nowego tytułu i wiem, że czeka mnie przygoda, której szybko nie zapomnę. McFadden pisze w gatunku, który jest mi najbliższy, więc wymagam od niego naprawdę dużo, a tutaj, niezależnie od podjętych tematów, zawsze mogę liczyć na dopracowanie nawet najmniejszego detalu. Na wstępie wita nas atmosfera niepewności, piętrzą się sekrety i pojawiają intrygi, później koncentrujemy naszą uwagę na złożonej sylwetce bohaterów idealnej do głębszej analizy, by na koniec z niedowierzaniem smakować emocjonalny finał. Czy można chcieć czegoś więcej?
Liam Cass wydawał się idealny. Wzorowy uczeń. sportowiec, mistrz każdej debaty. Ale czy nie tak zaczynają się najgorsze historie? Od gry pozorów, która skrywa makabryczne treści? Ginie jedna z koleżanek chłopaka a kolejne przesłuchania sugerują, że wcale nie był tak przyjacielski jak uważano. Krok po kroku zostanie ujawniona prawda, która wyjawi zaskakującą sieć powiązań pomiędzy życiem na pokaz oraz tym prowadzonym w domowym zaciszu.
Autorka pisze swoje fabuły na bazie prozy obyczajowej, kształtuje przestrzeń dla postaci, tworzy ich konkretną historię, którą poznajemy krok po kroku. Wszystko ma swój cel, uzasadnienie lub jest wynikiem podjętych decyzji, więc otrzymujemy maksymalną wiarygodność w połączeniu z solidną dawką różnorodnych emocji. To prowadzi do zżycia się z bohaterami, utożsamieniem się z ich historią, trzymania kciuków za wydobycie się z trudnej sytuacji, która będzie się komplikować ze strony na stronę. Na scenę szybko wskoczy motyw psychologiczny, który zasieje zamęt w naszej wyobraźni, zmusi nas do wyciągnięcia własnych wniosków i niejednokrotnie pozytywnie zaskoczy. Na własnej skórze odczułam przyspieszone bicie serca wywołane pomysłowością zdarzeń, zderzyłam się z całą masą przemyśleń wobec postępowań głównych postaci a także nie mogłam wyjść z zachwytu nad całym zamysłem, który zbudował spójną całość w niepokojącym wydaniu. Wisienką na torcie okazały się rozdziały pisane z perspektywy kilku osób, by pozwolić na szerszy pogląd akcji.
W poszukiwaniu silnych emocji niezawodnie sięgam po prozę Freidy McFadden, bo wiem, że nigdy mnie nie rozczaruje. "Idealny syn" od samego początku prowadzi nas przez labirynt niepewności, które wywołują szok oraz niedowierzanie, by w finale całkowicie odmienić bieg zdarzeń. Solidna konstrukcja thrillera psychologicznego zapewnia kilka wieczorów wspaniałej przygody a sam styl autorki wtapia się w naszą wyobraźnie podsyłając barwne sceny. Innymi słowy: nie mogło być lepiej!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz