"Frankenstein" Mary Shelley, Tyt. oryg. Frankenstein or The Modern Prometheus, Wyd. Filia, Str. 288
"Bo nic się tak nie przyczynia do uspokojenia umysłu jak zdecydowany cel- najlepszy punkt zaczepienia dla duszy i niczym nie zaślepionego intelektu."
Dawno temu, kiedy nikt jeszcze nie miał pojęcia o wampirach
podbijających serca nastolatek, o wilkołakach toczących bój o swoje
miejsce w życiu niewinnych dziewcząt, Mary Shelley powołała do życia
jedną z istot, która potrafi zmrozić krew w żyłach samych swoim
istnieniem. I wcale nie zamierzała podbijać niczyich serc, ale kto wie -
może chętnie by je zjadła?
Nie ma nic dziwnego w tym, że "Frankenstein" trafił do kanonu
klasyki, o której wspomina się przez lata. Trudno mi jednak określić w
jaki tak właściwie gatunek mogłabym wpleść tą powieść. Po części jest to
historia fantastyczna, czego idealnym przykładem jest sam tytułowy
bohater. Jednak wszystko to jest również trochę straszne, więc czy
mogłabym zaliczyć tekst do powieści grozy? A może zakwalifikować tą
lekturę jako idealny przykład dawnej powieści społecznej, trochę
przerysowanej (bo co tu robi ten Frankenstein?), ale jednak trafnie
rozkładającej na czynniki pierwsze ludzką psychikę? Nie mam pojęcia,
który z tych motywów przewodnich jest odpowiedzialny za przydzielenie
tej powieści do jednego konkretnego gatunku, ale wiem jedno - całość
wypadła naprawdę wzorowo.
Jak to już bywa z klasykami pisanymi dawien dawno - nie jest to książka
łatwa, a czasami nawet męcząca. Trudno przebrnąć przez pierwsze strony
historii, w której narrator zwraca się w swoim liście do siostry i
opisuje swoją przygodę. Robi to trochę niefortunnie, bo właściwie nie
zainteresował mnie ani jednym zdaniem i gdybym nie liczyła na dobre
rozwinięcie, istniała duża szansa porzucenia przeze mnie lektury już na
wstępie. Ale im dalej w fabułę, tym wszystko zaczynało się rozwijać,
pojawiła się pierwsza wzmianka o Frankensteinie, później druga i
kolejna, a każda następna wydawała się co raz bardziej intrygująca.
Narrator słowami tytułowego bohatera opisuje postępowanie oszalałego z
ambicji naukowca i jego historię. Victor Frankenstein nie wyjawił jednak
zbyt wiele z samego procesu powstawania jego dzieła i owiał nutą
tajemnicy sam akt tworzenia. To wzbudziło moją ciekawość i popuściłam
wodzę wyobraźni, szczególnie że sam wygląd Frankensteina też nie został
konkretnie przedstawiony. Może poza tym, że okazał się istotą silniejszą
od człowieka i budzącą wstręt od jednego spojrzenia.
Można tutaj zaangażować swoją wyobraźnię, by ta podsuwała nam co raz to
okrutniejsze obrazy. To najlepszy aspekt tej książki - fabuła jest
zaskakująca i intrygująca, ale jednocześnie nie podaje wszystkiego na
tacy. Czytelnik zaczytuje się w każdej kolejnej stronie i wciąż ma
ochotę na więcej, ale to powieść o trochę innym znaczeniu - niesie ze
sobą przesłanie społeczne, w której natura człowieka staje na pierwszym
planie. Myślę, że każdy z Was odczuję tą lekturę inaczej, bo właśnie tak
została napisana - by pobudzać ludzkie odruchy i emocje o których dawno
zapomnieliśmy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz