Kiedy mówią ci, że jesteś sam przeciw wszystkim, uważasz, że masz jeszcze szansę.
Seria z kriminalinspektorem Eilhardem Kurtzem zaczęła się z przytupem. Zastanawiałam się więc jak dalej potoczą się jego losy i czy kolejne przygody będą równie ekscytujące. Okazało się, że niezawodny Marek Stelar nie tylko podwyższył poprzeczkę, ale i przeskoczył ją z zapasem.
To nie jest taki typowy kryminał a powieść mocno rozbudowana, wielowątkowa, intensywna w swojej formie i jednocześnie bardzo inteligentna. Sięga dalej poza zbrodnię, mocno kombinuje w zagadce, by jej rozwiązanie nie przyszło nam zbyt łatwo, bawi się retro formą a wszechobecny mroczny, gęsty klimat pięknie dopełniał dzieła. Autor snuje fabułę na bazie domysłów, pozostawia tropy, którymi podążamy i jednocześnie kreuje bohaterów, których z przyjemnością rozkładamy na czynniki pierwsze. Czterysta stron w ten sposób czyta się w oka mgnieniu a jedynym mankamentem wydaje się apetyt na więcej i potrzeba kontynuacji serii.
Przenosimy się do roku 1938, obserwujemy poczynania III Rzeszy, czujemy na sobie nadchodzącą powoli zimę. Nazistowska ideologia narzuca własne zasady co utrudni prowadzenie śledztwa w sprawie zamordowanego emerytowanego generała. Gwiazda Dawida wydrapana na ścianie ofiary będzie sygnałem do niełatwych działań a tajemnicza organizacja całkowicie przewartościuje wstępne założenia. Berlin stanie w obliczu rytualnych morderstw a nad mieszkańcami wisieć będzie widmo wielkiego przerażenia.
Fabuła bazuje na dwóch kluczowych wątkach: pościgu za mordercą oraz historii dodającej całości wiarygodności oraz potrzebnych detali. Autor opisuje wiele ważnych kwestii inspirowanych prozą życia, pisze o polityce, sprawach społecznych, o zmianach zachodzących na przestrzeni lat. To pomaga mu postawić bohatera na skraju trudnych wyborów, opowiedzenia się po stronie tego co wypada lub tego co czuje, gdy system narzuca odgórnie trudne do zaakceptowania wartości. Pamiętajmy, że akcja rozgrywa się w czasach III Rzeszy, gdzie wolność indywidualnej jednostki nie była tak szeroko rozumiana jak w dzisiejszych czasach a sam Eilhard powinien reprezentować sobą prawidłowe przykłady. My natomiast z zachwytem czytamy o przełamywaniu barier, o podążaniu własną drogą, o pościgu za sprawcą z przekonaniem, że należy pytać tam gdzie nie wolno a każdy błędny krok doprowadzi do zguby. Stelar po mistrzowsku zbudowało napięcie i równie wybitnie przebił je w najmniej spodziewanym momencie.
Bogate tło historyczne, mnogość wątków oraz skrajne, silne emocje, przełożyły się na adrenalinę podsycaną nieustannymi mylnymi tropami. Zabawa była przednia podczas przerzucania kolejnych stron, bohaterowie intrygowali swoimi zachowaniami a styl autora pobudzał w mojej wyobraźni barwne, żywe sceny. Pierwszy tom serii bardzo miło mnie zaskoczył, natomiast kontynuacja podbiła znacznie poziom, pokazując niekwestionowany talent Stelara oraz jego bystre postrzeganie świata.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz