Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Do czasu.
Jak to dobrze, że możemy pochwalić się przeróżną paletą charyzmatycznych polskich autorów, których powieści wybijają się spośród tłumu. Autorów pomysłowych, błyskotliwych i piszących tak, że nie można się oderwać! Do tej elity bez wątpienia należy Grzegorz Brudnik a swoją najnowszą książką podbija stawkę.
Zazwyczaj wybieram powieści kryminalne, w których prowadzącymi sprawę są zwykli ludzie. A jednak w tym przypadku komisarz postawiony na pierwszym planie koncentruje pełną uwagę czytającego. Jego wiarygodnie wykreowana, złożona postać zachęca do głębszej analizy a emocje z nią związane szybko pozwalają nam nawiązać nić porozumienia. W takim towarzystwie zostajemy wprowadzeni w sam środek nieprzewidywalnej gry potęgowanej mrocznym klimatem oraz gęstniejącym napięciem, więc z zachwytem przerzucamy kolejne strony, by w końcu odnaleźć prawdę.
Trudno jest opisać fabułę, aby nie zdradzić podstawowych informacji. W tej rozgrywce wszystko ma bowiem swoje znaczenie. Podążając po nitce do kłębka obserwujemy bogaty, wielowątkowy proces w pełni angażujący naszą wyobraźnię i ukazujący jak przeszłość oraz wiejskie wierzenia potrafią wpłynąć na proces myślenia. Co z tym wszystkim będą miały przekazywane miejskie legendy oraz wspominane po cichu czarownice? O tym musicie przekonać się sami!
Trzeba przyznać, że autor ma doskonałe wyczucie i wie gdzie oraz kiedy tupnąć nogą, żeby wywołać największe zamieszanie. Czytasz sobie spokojnie o wszystkich wypadkach, łączysz fakty, doszukujesz się tego co ukryta pomiędzy wierszami a tu bum!, ni z tego, ni z owego akcja zmienia bieg, bohaterowie nagle wylewnie ujawniają nowe informacje i niby z zachwytem podejmujesz ten trop, by za moment trafić na ślepy zaułek. Uwielbiam takie kręte fabuły! Jednak tylko autor o odpowiednim literackim wyczuciu potrafi wszystko posklejać w sposób tworzący spójną, ekscytującą, emocjonalną całość. Brudnik robi to rewelacyjnie, bawi się z czytelnikiem w grę, której zasady zna tylko on i podsyca nasz apetyt na więcej. Z jednej strony delektujemy się dynamiczną fabułą, z drugiej analizujemy decyzje bohaterów, z trzeciej pocieramy ramiona, gdy zimne mazurskie powietrze dostaje nam się pod ubrania. Autor stawia na podszepty, pokazuje sytuacje z różnych perspektyw i udowadnia ile człowieka jest w człowieku, gdy stanie on oko w oko z prawdziwym zagrożeniem.
To niepokojąca opowieść, w której wszystko może się wydarzyć. Polecam wcześniejszej sięgnąć po pozostałe książki z komisarzem Lichym, ponieważ jego postać budowana jest jako całokształt (chociaż pojedyncze tomy w postaci samej kryminalnej przygody również warte są uwagi). Fani gatunku nie poczują się rozczarowani, docenią natomiast styl i pomysłowość autora, który z książki na książkę wydaje się wypadać (o ile to tylko możliwe) jeszcze lepiej. Bardzo dobra historia, bardzo dobry klimat, bardzo dobra podstawa do tego, by zaszyć się z lekturą gdzieś poza codzienne obowiązki i pozwolić wciągnąć się w wir wydarzeń.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz