"Lokatorka Wildfell Hall" Anne Brontë, Tyt. oryg. The Tenant of Wildfell Hall, Wyd. MG, Str. 528
"- Czy jest pani tak szczęśliwa, jak by sobie tego życzyła?- Po tej stronie wieczności nikt nie może być doskonale szczęśliwy."
Z
klasyką literatury jest tak, że trzeba ją lubić by w pełni
zaakceptować. Każda powieść czytana na siłę wzbudzi w nas więcej
niechęci niż potrzeba. A szkoda, bo czasami niesłuszne uwagi kierowane w
stronę takich powieści sprawiają, że obok nosa przechodzą nam wyjątkowe
historie. Takie jak choćby "Lokatorka Wildfell Hall" Anne Brontë, moja ulubiona lektura sióstr obok "Wichrowych wzgórz" oraz "Jane Eyre".
Główną
bohaterką powieści jest Helen Graham, tytułowa lokatorka, która wraz z
pięcioletnim synkiem i służącą wynajmuje część posiadłości. Zamknięta w
sobie kobieta żyje na uboczu i nie brata się z sąsiadami. Tym samym
staje się jedną z najczęściej wytykanych tajemnic przez okolicznych
mieszkańców - osobowością nie tylko niemiłą w obyciu, ale i do głębi
tajemniczą.Wszystko potęguje się wraz z pojawieniem się Gilberta
Markhama, właściciela pobliskiego majątku, który wyciąga do niej
przyjacielską dłoń. Plotki nie mają końca, powstają nowe teorie na temat
życia Helen a ona sama nie jest skłonna do tego, by choć połowę z nich
skutecznie uciąć. Czy wyjdzie jej na dobre milczenie w stosunku do
pobliskich mieszkańców? I jak wyjdzie na tym jej nowa przyjaźń?
Fabuła
opiera się na tajemnicy wciąż otaczającej tajemniczą postać Helen,
która stopniowo zaczyna się wyjaśniać poprzez zajmujący niemal połowę
powieści dziennik kobiety. To w nim ujawnia swoje wszystkie mroczne
wydarzenia z przeszłości, które jednocześnie nadają jej osobie
nieopisanego zachwytu - była bowiem kiedyś zupełnie inna niż teraz.
Muszę przyznać, że to największy atut tej powieści: autorka
fantastycznie ukazała rozłam jednej osobowości na dwa skrajne światy i
przedstawiła je jakby w roli dwóch oddzielnych bohaterów, by następnie w
finale połączyć je w jedną kompletną całość. To przemawia na korzyść
kreacji bohaterów: intrygujących i zmuszających czytelnika by na moment
przystopował i przyjrzał się im bliżej.
Pamiętajcie,
że to powieść pisana w czasach, kiedy prym wiodły długie opisy miejsc i
wewnętrznych przeżyć, więc na tej zasadzie poznajemy wszystkie kłębiące
się w Helen nastroje. Jednak absolutnie nie umniejsza to powieści,
ponieważ styl Anne Brontë jest przejrzysty i obrazowy. Autorka na bazie
wiktoriańskich zasad stworzyła społeczeństwo, które łatwo można
przełożyć na współczesne czasy - nieprzyjemne dla siebie nawzajem, wciąż
knujące za plecami i życzące drugiemu wszystkiego co złe. A jednak jest
w tym pewien urok, ponieważ nie przez czyny przemawiają bohaterowie a
słowem: subtelnym i dostojnym, które czasem bywa ostrzejsze niż nóż. To
właśnie lubię w powieściach sióstr Brontë - ich elegancję i klasę
widoczną w każdym zdaniu, jednocześnie odkrywającą ludzką naturę w
każdym możliwym aspekcie.
Powyższa
historia to ukłon w stronę kobiecości, które została wystawiona na
ciężką próbę. Anne Brontë stworzyła postać Helen, która musiała
samodzielnie, bez męża u boku, walczyć o dobro swoje i własnego dziecka.
Tym sposobem "Lokatorka Wildfell Hall" staje się powieścią
ponadczasową, głoszącą prawdy o których nie wolno nam zapominać. Powieść
jest doskonałym studium ludzkiej psychiki i nie jeden raz zaskakuje
nawet nie przekonanego do klasyki literatury czytelnika. Ze swojej
strony potwierdzam - to jedna z najlepszych powieści w dorobku sióstr
Brontë.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz