"Prawda o świcie" to coś więcej niż opowieść o polowaniu i miłości.
Nigdy nie możemy być pewni co czai się w zakamarkach wyobraźni cenionych pisarzy. Ernest Hemingway zawsze był swojego rodzaju wyzwaniem, ale z gatunku tych pozytywnych, uczących czegoś wyjątkowego a dziś jego książki wydawana na nowo przypominają o ogromie tej ponadprzeciętności.
Miałam okazję przeczytać wiele dzieł autora i bez wątpienia to jest inne niż pozostałe lektury. Książka została skompletowana przez syna, który złożył zapiski ojca w całość, w setną rocznicę jego urodzin. Czy słusznie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ to kwestia bardzo subiektywna i chociaż uważam, że nie czuć tutaj typowego klimatu autora, jego momentami surowej, kiedy indziej gawędziarskiej ręki, ale sama opowieść jest intrygująca, wiele wnosząca dla wiedzy o życiu Hemingway'a a przede wszystkim pozwalająca wraz z nim odbyć ostatnią podróż do Hiszpanii czy Paryża a także podebatować w kwestii twórczości innych pisarzy.
Przenosimy się do Keni roku 1953, ostatniego safari Hemingway'a, który wraz ze swoją czwartą już żoną osiada tuż obok Kilimandżaro. Afryka staje się jego domem, inspiracją oraz możliwością spojrzenia na życie z nowej perspektywy. Wydaje się jednak, że mimo wspólnego mieszkania drogi małżeństwa biegną w zupełnie innych kierunkach.
Fabuła bardziej przypomina dziennik niż pełnowymiarową powieść. Owszem, pisana jest w sposób ciekawy, ale wydaje się, że sam Hemingway nadałby tej historii własnych kształtów. Jego syn starał się pośmiertnie oddać na nasze dłonie dziedzictwo ojca, które czytamy z niemałą ciekawością, ale gdzieś w powietrzu można wyczuć, że to już nie jest to samo. Nie uważam jednak tej książki za niepotrzebną, wręcz przeciwnie - dla fanów autora będzie to ciekawe kompendium jego postrzegania świata, które jak wiemy było dość nieoczywiste. Afryka z czasem odchodzi na drugi plan, pojawia się wiele dygresji, wspomnień, analizy podjętych decyzji oraz ich konsekwencji a także braku reakcji czy utraconych możliwości. Wiele mądrego można wyciągnąć z tej książki, która niespiesznie, ale za to bardzo plastycznie prowadzi nas przez autobiografię w luźnej formie. Pamiętajmy, że Patrick, syn pisarza, również uczestniczył we wspominanym safari, więc jego relacja nie jest jedynie czystym przypuszczeniem.
Bez wątpienia fajni Ernesta Hemingway'a nie powinni przejść obojętnie obok tej książki. Wymaga czasu, zaangażowania, pozwala rozłożyć na czynniki pierwsze twórczość i życie autora, ale jest też lekturą dość trudną, która na pewno nie przypadnie do gustu każdemu. Dla mnie była to przygoda inna niż się spodziewałam, ale pełna ciekawych lekcji i wniosków do wyciągnięcia, pokazująca, że na pewne sprawy warto spojrzeć z dystansem. Wpisuje się w typowo jesienny klimat, więc to odpowiedni czas, by dać jej szansę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz