niedziela, 5 kwietnia 2015

"Aż po horyzont" Morgan Matson

Autor: Morgan Matson
Tytuł: Aż po horyzont
Tytuł oryginału: Amy & Roger Epic Detour
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron:  455

Uwielbiam książki w motywem drogi. Niezależnie od tego czy mam do czynienia ze szkolną lekturą, powieścią z listy bestsellerów czy zapomnianą historią - wszystkie czytam z równym zaangażowaniem. Dlatego historia Matson była na czołowej liście książek, które musiałam przeczytać. Jakie zrobiła na mnie wrażenie?

Amy Curry jeszcze do niedawna wiodła życie typowej nastolatki. Wszystko zmieniło się trzy miesiące temu, kiedy doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Od tamtej pory jest co raz gorzej. Matka Amy, chcąc rozpocząć nowe życie przeprowadziła się z Kalifornii do Connecticut i oczekuje, że dziewczyna po zakończeniu roku szkolnego do niej dołączy. Amy musi przejechać niemal cały kraj, pożegnać się z rodzinną miejscowością i rozpocząć nowy etap. W podróży do nowego życia towarzyszy jej Roger, syn znajomej rodziców. Mimo, że się nie znają szybko znajdują wspólny język i zbaczają z trasy, by poczuć zew wolności.

"Bo może to następne jutro będzie lepsze. Skąd możesz wiedzieć? A prędzej czy później nadejdzie taki dzień, po którym jutro naprawdę będzie lepsze."

Amy jest dręczona demonami nie tak dawnej przeszłości. Widmo wypadku sprzed trzech miesięcy nie daje o sobie zapomnieć. Wyjazd z ukochanej miejscowości, oddalenie się od przyjaciół, pierwszej miłości i domu, który skrywa w sobie tyle wspomnień jest dla niej naprawdę trudnym posunięciem. W dodatku zaplanowana przez jej matkę trasa nie przypomina interesującej wyprawy a jedynie prostą drogę z punkt A do punktu B rozplanowaną co do minuty. Kiedy pojawia się Roger, znajomy z dziecinnych lat - teraz nieziemsko przystojny - w Amy coś pęka i postanawia pierwszy raz w życiu dać upust swojej frustracji i zbuntować się matce. Decyduje się na trasę, która całkowicie odbiega od tej wyznaczonej i razem z chłopakiem podróżują samochodem zwiedzając kraj. Roger jest starszy od Amy o kilka lat, jest zabawny i radosny, przez co bardzo szybko bohaterowie łapią wspólny język. Jednak jest coś, co dręczy chłopaka i nie daje mu spokoju. Amy decyduje się pomóc mu w uporaniu się z problemem i wspólny cel zbliża ich do siebie. Jako bohaterowie są zbliżeni do naturalnych, rzeczywistych postaci, z którymi łatwo się utożsamić a ich historie nie są na tyle wyolbrzymione by mogły wydawać się nierealne czy przerysowane. To niestety psuje styl autorki - chociaż prosty i lekki, to płaski i jednocześnie nie do końca oddający wszystkie emocje.

Nie ma jednak tego złego, bo chociaż styl jest jaki jest to obecny wątek drogi w całości skupił moją uwagę i przymknęłam oko na niedociągnięcia. Pierwszy raz trafiłam na książkę, w której ten motyw okazał się aż tak rozbudowany. W końcu pojawiła się wielka przygoda! Wielkim plusem jest fakt, że autorka sama pokonała drogę, którą przemierzyli jej bohaterowie co urzeczywistniło fabułę a w połączeniu z autorskimi zdjęciami nadało książce pewnej odrębności. Pojawiły się ciekawostki na temat przemierzanych stanów - ich dewizy, cytaty, informacje - wszystko to okazało się naprawdę spójną całością. Ale tak naprawdę to opis miejsc i tras, które były pokonywane przez bohaterów wypadły w tym wszystkim najlepiej - plastyczność miejsc i klimat sprawiły, że zatęskniłam za podobną przygodą. Autorka zredukowała za to wątek miłosny do całkowitego minimum z minimum, naprawdę. W czasie czytania królowała przygoda, informacje i zew wolności a reszta potoczyła się sama.

"Kiedy z kimś się żegnamy, to jakbyśmy komuś mówili, że już nigdy więcej się nie zobaczymy. To jakbyśmy się zgadzali, że to jest nasza ostatnia rozmowa. Więc jeżeli nie mówimy sobie "do widzenia", jeżeli rozmowy nie skończyliśmy, to znaczy, że będziemy musieli spotkać się znowu."

"Aż po horyzont" okazała się książką zupełnie inną niż przypuszczałam. Podróż Amy i Rogera była wielką przygodą także dla mnie. W czasie czytania bawiłam się fantastycznie, chociaż żałuję, że styl autorki jest jaki jest. To zdecydowanie wakacyjna książka, która fantastycznie motywuje do przeżycia własnej przygody. Dacie się namówić?

Ocena: 4/6

piątek, 3 kwietnia 2015

"Legenda. Patriota" Marie Lu

Autor: Marie Lu
Tytuł: Legenda. Patriota
Tytuł oryginału: Champion
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 350

"Patriota" to trzeci a zarazem ostatni tom serii Legenda, wobec którego miałam spore wymagania - nie chodziło mi tylko o sam finał, ale godne rozwinięcie akcji. W końcu żegnanie się z ulubionymi bohaterami nie należy do łatwych decyzji. Na szczęście mój smutek rozstania został trochę ułaskawiony przez panujące w lekturze wielkie emocje.

Po ostatnich wydarzeniach Day i June oddalili się od siebie. Każde z nich wybrało inną drogę w życiu, chociaż decyzja rozstania okazała się trudna dla obojga. June nie zna prawdziwych powodów Daya, który ukrywa przed nią swój obecny stan. Niestety już niebawem wszystko ma się zmienić - na Republikę pada cień wojny, która wisi w powietrzu. Kolonie tym razem mogą wygrać. June musi pomóc w obronie kraju i przekonać Daya, by ten poświęcił to, co dla niego najcenniejsze. Czy jej się uda?

"Czasami słońce zachodzi wcześniej. Nie ma dnia, który trwałby wiecznie"

Day i June zyskali moją sympatię nie tylko dzięki swoim nietuzinkowym postawą, ale przede wszystkim brakiem destrukcyjnych myśli. Bałam się, że finał zgotuje mi roztrzęsionych bohaterów, czego na pewno bym nie zniosła po dwóch tomach obserwacji ich racjonalnego myślenia i wielkiej determinacji, którą się kierowali. Na szczęście moje obawy okazały się niesłuszne, bo chociaż u June pojawiły się silne wyrzuty sumienia były one całkowicie uzasadnione. Day i June ponownie stanęli przed trudnymi decyzjami i na nowo wykazali się wielką odwagą. Nie zgasła w nich waleczność, siła i zdolność do poświęceń, których wymagały od nich wydarzenia obecnego tomu.

Marie Lu przygotowała serię, która rozwijała się z każdym tomem. Tym razem pojawiło się  nie tylko więcej wydarzeń, ale do lektury zawitało więcej emocji. Pojawiły się łzy, żal, rozgoryczenie i ogromne nadzieje, które kierowałam w stronę rozwinięcia motywu June i Daya. Od początku serii stanowili nietypową parę, a ich związek balansował na krawędzie pomiędzy pierwszym a drugim planem. W finałowym tomie pojawiło się naprawdę sporo szybkiej akcji - problemy Republiki, wyjazd na Antarktydę, szukanie antidotum, które zwalczy nową odmianę wirusa, wojna i walka z Kolonią, a w tym wszystkim problematyczny związek June i Daya.

"Musisz podejmować decyzje, które złamią ci serce. Musisz wygłaszać słowa, które ranią i oszukują. Musisz robić rzeczy, których nikt nie rozumie. To twój obowiązek."

"Legenda. Patriota" to doskonałe zakończenie przygód bohaterów. Właściwie to uważam, że finałowy tom okazał się najlepszą częścią serii, chociaż jestem trochę rozczarowana zakończeniem - nie było złe, ale nie obraziłabym się gdyby jednak okazało się odrobinę lepsze. Jednak patrząc z perspektywy czasu, po przeczytaniu wszystkich tomów, jestem pewna, że seria Marie Lu to wyjątkowy odłam historii dystopijnej i zdecydowanie godna polecenie lektura wszystkich trzech tomów.

Ocena: 5/6