"Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość."
"Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość."
Są ludzie, którzy nie tylko słuchają, ale przede wszystkim rozumieją.
Sympatyczna lektura przy której czas przestaje mieć znaczenie, pięknie poruszająca w czytelniku najczulsze struny. Jakub Bączykowski po raz kolejny otwiera przed nami drzwi do historii, której nie mamy ochoty opuszczać.
Autor snuje opowieść podnoszącą na duchu, niosącą nadzieje oraz pokazującą, że po każdej burzy wychodzi słońce. Sięga po to co nas otacza, jego książka jest bowiem wiarygodna i dojrzała a bohaterowie pojawiający się na pierwszym i drugim planie przypominają nas samych. Tutaj czas płynie swoim rytmem, nikt nigdzie się nie spieszy, szczególnie, gdy przyjdzie mu wyjawić troski z jakimi walczy a my z przyjemnością przerzucamy kolejne strony, by na własnej skórze poczuć, że nie jesteśmy sami. W dodatku sprawę uławia nam niezwykła plastyczność stylu, czułość z jaką oddawane są problemy bohaterów oraz bystre postrzeganie prozy życia w przełożeniu na fabułę.
Czytamy o losach Rity, która w samym sercu Krakowa prowadzi salon fryzjerski. Jednak zainteresowani nie przychodzą tutaj po piękne fryzury a po spokój jaki oferuje kobieta poprzez wypowiedzenie na głos lęków i problemów. Oraz po zrozumienie i ulgę, które są w pakiecie usług.
To wyjątkowa książka, ponieważ bardzo emocjonalna i szczera w tym co oferuje. Z jednej strony obserwujemy Ritę, jej charakter, ogromną dawkę empatii, pocieszenie kierowane w stronę innych ludzi. Wydaje się, że niewiele osób jest obdarzonych aż tak wymownymi cechami charakteru i brakuje nam tego na co dzień. Z drugiej czytamy o klientach, o różnych bohaterach mierzących się z własnymi demonami, którzy potrzebują mentalnego wsparcia i poczucia, że nie są w tym wszystkim sami. Wielka empatia wisi w powietrzu, która w połączeniu z wrażliwością fabuły koi nasze serce, porusza czułe struny, sprawia, że nie przestajemy rozmyślać o bohaterach na długo po zamknięciu ostatniej strony. Rozumiemy to wszystko, ponieważ sami byliśmy lub nawet jesteśmy w podobnej sytuacji. Autor prowadząc banalną w swojej prostocie fabułę przemienił ją w coś nadzwyczajnego, udowadniając, że nic nie dzieje się bez przyczyny a jeden drobny gest może odmienić czyjeś życie na zawsze.
"Wszystko na mojej głowie" to przepiękna, nastrojowa, jedyna w swoim rodzaju książka niosąca wiele silnych emocji. Jedna z tych, po którą sięgniecie nie jeden raz a ona zawsze nauczy Was czegoś nowego. Nie spodziewałam się tak wielu emocji a jednak Jakub Bączykowski bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Historia z wyczuciem, z inteligencją, z inspiracją naszym zwykłym otoczeniem pokazująca jak łatwo wyciągnąć dłoń do drugiego człowieka i zrobić tym samym dobry uczynek.
Takie były kiedyś kryminały!
Klimatyczna powieść pełna drugoplanowych wątków, idealna do poczytania późnym wieczorem, w pełni angażująca wyobraźnię.
Wydana pierwszy raz wiele lat temu przywołuje na myśl wszystko co niebywałe w dawnych kryminałach. Niby nieskomplikowana, niby banalna pod względem prowadzonej akcji a jednak na swój sposób niepowtarzalna, zmuszająca czytelnika do zatrzymania się oraz głębszej analizy. Wszystkie książki autora mają w sobie wyjątkowy klimat tego co już nie wróci, ponieważ dziś szukamy suspensu, natomiast Wallace niespiesznie koncentrował się wokół wszechobecnej zabawy w kotka i myszkę.
Przenosimy się do lat 20. ubiegłego wieku. Czujemy na własnej skórze ścisk brytyjskich uliczek. Przemykamy, tak jak szpieg, niezauważani. Obserwujemy bohaterów z bliska, znamy ich mroczne sekrety, donosimy na nich na policję. Próbujemy wyrównać rachunki a oni próbują nas pochwycić. Nikt jednak nie zna naszej tożsamości. Do czasu, gdy Scotland Yard podejmuje wyzwanie.
Fabuła liczy sobie niewiele stron, ale każdą czyta się z przyjemnością. To typowy retro kryminał na miarę ówczesnych czasów, który może nie jest specjalnie skomplikowany, ale na pewno może się pochwalić złożoną sylwetką postaci idealną do głębszej analizy. Sam motyw tajemniczego bohatera dodaje całości smaku, pozwala popuścić wodzę fantazji i nawet jeśli łatwo nam przewidzieć przebieg wypadków, nie chodzi o to, by ścigać się z czasem a po prostu delektować klimatem, atmosferą czy pomysłowością akcji.
"Demon-szpieg" to przyjemna przygoda w klasycznych ramach, która podsyca apetyt na więcej. Dobrze napisana, ciekawie poprowadzona, błyskotliwa oraz wielowymiarowa. Krótka, owszem, ale w swojej formie idealnie sprawdzi się jako wybór tuż przed snem, pozwalając nam odreagować dzień oraz wskoczyć w wir emocjonujących zdarzeń.
"Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej."
Wspomnienia, które leczą. Magia, która przynosi zrozumienie.
Nastrojowa, nietuzinkowa, pokazująca życie w zupełnie innej odsłonie. Propozycja od Thei Weiss bardzo miło mnie zaskoczyła, poruszając w moim sercu najczulsze struny.
To opowieść o bohaterach na miejscu których mogliśmy stanąć my sami. Proza obyczajowa, subtelnie romantyczna, momentami nasiąknięta magią. Wszystko jednak od pierwszej do ostatniej strony było na swoim miejscu, jakby autorka od początku miała jasny plan, który zrealizowała z podziwu godną precyzją. Sięgając po lekturę spodziewałam się opowieści podobnej do innych, przyjemnej dla wyobraźni, ale jednocześnie szybkiej do zapomnienia. A jednak styl Weiss, jej umiejętność żonglowania emocjami oraz budowania złożonych sylwetek bohaterów zatrzymały mnie myślami przy fabule na długo po zamknięciu ostatniej strony.
Ellie i Drake mieli jasny plan na przyszłość i widzieli siebie na ślubnym kobiercu. Jednak pewnej nocy trafili do starego kina a tam ujrzeli film z ich udziałem. Jak to możliwe, że na wielkim ekranie pojawiły się wspomnienia z ich dzieciństwa? Każdy seans ujawnia pewne tajemnice, każdy nowy film zbliża bohaterów do teraźniejszości. Nie wiedzą jednak co odkryją przed zakończeniem spektaklu i czy ujawniona prawda pozwoli im przetrwać.
Trudno opisać słowami wyjątkowość fabuły, ponieważ główną rolę odgrywają tutaj silne emocje. Kameralna przestrzeń ciemnego kina, nawiązanie do wspomnień, które nie każdemu się podobają oraz mocna analiza bohaterów, ich myśli, zachowań oraz podejmowanych decyzji, budują obraz związku opartego na pewnych kłamstwach. A jak wiadomo, nie tak powinna wyglądać droga do budowania wspólnej przyszłości. Autorka w ciekawy sposób pokazała różnorodność charakterów, skonfrontowała ze sobą inne światy, uchwyciła momenty strachu, niepewności oraz poczucia, że być może Ellie i Drake nie znali siebie tak dobrze jak podejrzewali. Gdy oni mierzli się z własnymi demonami, my z zachwytem przerzucaliśmy kolejne strony, wraz z nimi siedzieliśmy na kinowych fotelach i zajadając popcorn z zapartym tchem obserwowaliśmy bieg wypadków.
Napisać, że jestem zachwycona powyższą powieścią to jakby nie napisać nic. Dawno nie czytałam tak inteligentnej książki na miarę współczesnych czasów o ponadczasowym wydźwięku. Trzymałam kciuki za bohaterów, zżyłam się z ich opowieścią, na własnej skórze odczuwałam wszystkie zmiany zachodzące w nich zależnie od obejrzanego seansu. Thea Weiss stworzyła akcję z niezwykle osobistym wydźwiękiem, mądrą, dojrzałą i tak smaczną, że pozostaje apetyt na więcej.
"Bo nic się tak nie przyczynia do uspokojenia umysłu jak zdecydowany cel- najlepszy punkt zaczepienia dla duszy i niczym nie zaślepionego intelektu."
Fiodor Dostojewski – mistrz zaglądania do duszy.
Dostojewski niezawodnie wyrywa nas z zadumy i otwiera oczy na to co niewidoczne w pędzie życia. Jego proza pełna ukrytych znaczeń, wytycznych oraz moralizatorskiej treści tym razem zmienia się z rozległej fabuły w krótką nowelkę, która mimo swojej niewielkiej objętości i tak pięknie pokazuje kunszt autora.
Rozbrajająco szczera, silnie psychologiczna, plastyczna i z niezmiernie złożonymi kreacjami bohaterów. Taka jest powyższa opowieść, pełna skrajnych emocji, często tych bardziej negatywnych, które pokazują ludzkie życie w codziennym, niekoniecznie dobrym świetle. A jednak na swój sposób depresyjne podejście Dostojewskiego przemieniło się w bodziec do działania, ponieważ czytający potrafi wyciągnąć logiczne wnioski z poczynań bohaterów i przełożyć je na własne doświadczenia.
Białe noce to historia pełna pasji, intensywności oraz motywacji do zmian. Poznajemy bohaterów pogrążonych w smutku, niepewnych wobec własnego jutra, którzy odmieniają swój stan pod wpływem jednej cudownej chwili. On samotnik nie potrafiący pokonać bariery marzeń, ona zatracona we własnych niespełnionych oczekiwaniach. Spotykają się pewnej białej nocy na moście w Petersburgu i tak rodzi się opowieść, która zaczaruje wszystkich dookoła.
Taka jest proza Dostojewskiego, na każdego wpływa indywidualnie. Jeden skupi się na sylwetce postaci, inny będzie wyciągał wnioski z otoczenia. Mnóstwo bodźców oraz ukrytych sygnałów umożliwia nam pełne delektowanie się wydarzeniami a to, co zostaje w naszych umysłach po zamknięciu ostatniej strony wydaje się lekcją jakiej nikt inny by nam nie ofiarował.
Jeśli obawiacie się ciężkiej treści czy historii, która Was nie wciągnie - niepotrzebnie. Autor ma dobre pióro, które pobudza wyobraźnię i nawet jeśli stosuje silne zabiegi psychologiczne to i tak robi wszystko w sposób uczciwy, nie pozostawiając czytelnika w niewyjaśnionej konsternacji. "Białe noce"dzięki swojej krótkiej formie maksymalnie ukazuje niepodważalny talent Dostojewskiego w roli mistrza przenikliwości.
Ćpun to surowa, przejmująca, autobiograficzna relacja...
Czytasz i nie dowierzasz, więc wracasz i czytasz jeszcze raz. A później wciąż od nowa wszystko analizujesz, ponieważ proza Burroughs'a jest pełna ukrytych znaczeń.
Trudna, wymagająca czasu historia, pisana z pasją i oddaniem. Nie każdemu przypadnie do gustu, ponieważ nie każdy lubi taką literaturę, ale jeśli się odpowiednio przygotujecie i pozwolicie jej płynąć swoim rytmem - autobiograficzne losy bohatera na pewno nie pozostaną dla Was obojętne. Autor postawił na wiele sprzecznych emocji, które raz za razem przejmują władzę nad postaciami a sama akcja płynie powoli, niespiesznie, pozwalając nam w pełni skoncentrować uwagę na tym co dzieje się tu i teraz.
Heroinista, homoseksualista, człowiek przekraczający granice. Autor prowadzi nas przez świat powojennego podziemia, sięga po trasę do Meksyku, Nowego Orleanu czy Nowego Jorku. Nie boi się tematów tabu, twardo stąpa po ziemi a my wraz z nim przyjmujemy na siebie ciężkie, często trudne opisy miejsc czy zdarzeń. Jednak właśnie o to w tym chodziło, by sięgnąć dna i pokazać jak do tego doszło.
Mocny język, slangi, miejsca, do których nikt o zdrowych zmysłach nie chce wchodzić. Szpital odwykowy z metodami, które można poddać w dużą wątpliwość oraz ucieczka przed policją, która próbowała zwalczyć zło na różne sposoby. Niby nic się nie dzieje, niby przytłacza nas duszna, kameralna atmosfera a jednak całość widziana z góry wydaje się bardzo złożona, bogata w uniwersalne wartości, trudna do przyjęcia, ale przez to doskonale wiarygodna. Szczery, prosty język fabuły dopełnia dzieła, pokazując jak ewoluuje na przestrzeni wydarzeń (słowniczek na końcu ułatwia czytanie) natomiast samo poczucie, że wszystkie informacje mają swoje podłoże w realnych wydarzeniach stopowało czytelnika, by lepiej przyglądał się całej opowieści.
Na pewno jest to książka, która wytycza własne szlaki. Porusza tematy o których nie mówi się dużo i sięga po mocną treść uderzającą w naszą wyobraźnię. A jednak uważam, że czytelnicy o mocnych nerwach powinni spróbować się z nią zmierzyć, ponieważ bardzo dobrze oddaje ponurą prozę życia. Inteligentna, błyskotliwa treść w konfrontacji z wielkim umysłem autora zaowocowały fabułą na swój sposób przerażającą, na swój sposób fascynującą.
Polowanie dopiero się zaczyna.
Mroczna, uzależniająca, bogata w emocjonalne doświadczenia. Jesteście gotowi na krok w nieznane?
Joanna Maziarek próbując napisać książkę inną niż wszystkie stworzyła nietuzinkową opowieść dla tych, którzy szukają ekscytacji. Trochę romans, trochę erotyk a trochę prawda o nas samych w połączeniu z przyjemnym dla wyobraźni językiem zaowocowały lekturą wartą uwagi. Nie spodziewałam się, że dam się porwać opowieści, ponieważ początek szedł mi trochę topornie, ale im lepiej poznawałam główną bohaterkę tym łatwiej było mi zrozumieć jej wybory. Ponadto w jej historii kryła się pewnego rodzaju nostalgia, która pokazała, że droga do odnalezienia siebie potrafi być bardzo kręta.
Alicja za dnia pracuje w przedszkolu, wieczorem natomiast zakłada maskę króliczka i pozwala sobie na szalone ekscesy. Gdy na jednej z imprez poznaje Leona przeczuwa, że w końcu znalazła odpowiednią osobę. Ich romans płonie silnymi emocjami, ale zostaje sprowadzony na ziemię wraz z problemami, które czekają tuż za rogiem. On ma swoje zasady. Ona zrobi wszystko, by uratować brata. Czy uda im się to połączyć?
Fabuła rozkłada się na zaskakującą ilość stron, ale wszystkie wypełnione są dynamiczną akcją. Dużo wątków splata się ze sobą a my chętnie poznajemy je wszystkie, ponieważ to one kształtują bohaterów oraz ich przyszłość. Wystawieni na wielką próbę będą musieli przejść przez wiele moralnych kwestii a trudne tematy w tle podbiją stawkę. Przeczytamy o chorobie zagrażającej życiu, o brutalnych aktach na niewinnych, o przełamywaniu barier dla tych, których kochamy. Całości dopełnią emocje, momenty zbliżeń Alicji i Leona oraz miłość w wielu odcieniach, także tych niekoniecznie przyjemnych.
Spore kłopoty czekają na nas podczas lektury, ale zdecydowanie warto wkroczyć w sam ich środek. "Sezon na króliczka" zaskakuje nie tylko pomysłowością, ale także ilością wątków, ciekawą kreacją bohaterów aż w końcu szczerymi momentami śmiechu oraz wzruszenia. Łapiąc wspólny język z bohaterami podążamy wyboistą drogą niebezpieczeństw, by odnaleźć odpowiednie miejsce w świecie i uratować miłość jedyną w swoim rodzaju.
Kobieta, która igra z ogniem. Mężczyzna, który na co dzień z nim walczy.
Każdy z nas potrzebuje wytchnienia od trudnych życiowych momentów oraz ukojenia w ramionach bliskiej osoby. Jednak nie zawsze możemy na to liczyć, szczególnie gdy sami odrzucimy szansę od życia.
Powieści romantyczne zawsze mają jeden cel - ukazać piękno miłości we własnym świetle. Dlatego często sięgam po ten gatunek i szukam połączenia z tym co sam uważam. Jedni autorzy przekonują mnie do siebie bardziej, inni mniej. A Sloane St. James, jak poradziła sobie z wyzwaniem? Całkiem nie najgorzej. Jej historia okazała się lekka i pisana emocjami, mocno koncentrowała się na wewnętrznych przeżyciach postaci i ukazywała walkę między sercem a rozumem. Swobodnie prowadzona akcja zaprezentowała połączenie dwóch silnych światów i tak mogliśmy przeczytać o uczuciu, które nie powinno mieć miejsca.
Callahan Woods od zawsze walczył z ogniem. Gdy pięć lat temu w jednej z akcji ratowniczych stracił swojego przyjaciela nauczył się, że nie można angażować się emocjonalnie. Odciął się więc od zaangażowania na rzecz profesjonalizmu. Niestety na jego drodze stanęła Prescott Timmons, która szybko zaczęła burzyć mury. Jednak i ona miała swoje demony z którymi próbowała sobie poradzić.
Nie będę ukrywać, nie jest to lektura przełomowa, nie znalazłam w niej nic odkrywczego ani świeżego, ale jednocześnie nie mogę napisać, że czuję się rozczarowana. Właściwie spędziłam przy niej bardzo miłe chwile, polubiłam bohaterów i chociaż z góry wiedziałam jak potoczą się ich losy - kibicowałam do samego końca. To prosta opowieść o trudnych doświadczeniach, pokazująca prywatne dramaty i demony z jakimi przyszło się na co dzień mierzyć bohaterom, a w ich konsekwencji - podejmowali decyzje nie zawsze zgodne z ich naturą. Łatwo to zrozumieć, łatwo postawić się na ich miejscu i przyjemnie przyjąć na siebie solidną dawkę różnorodnych emocji związanych z lękiem przed zaangażowaniem czy próbą zrozumienia miłości mającej swój wyjątkowy wydźwięk. Romans pomiędzy bohaterami rozkręca się powoli, pozwala na to spora ilość stron a przez to nie czujemy się przytłoczeniu szybkim tempem czy niezrozumiałymi decyzjami. Mimo schematów autorka obronną ręką wybrnęła z tłumu podobnych książek i złożyła na nasze dłonie sympatyczną opowieść.
"Walka" to ciekawe ujęcie romantyczności w obliczu realnego zagrożenia. Pożary lasów są tematem aktualnym i świadomym, cieszę się więc, że znalazły swoje miejsce w tej książce. To nadało jej mocniejszego wydźwięku, gdy czytelnik na własnej skórze mógł poczuć wszechobecne niebezpieczeństwo. Całość jednak niepodważalnie była nastawiona na miłość, nie taką naiwną, pojawiającą się na chwilę, ale długodystansową, ukazującą blaski i cienie podejmowania trudnych decyzji. To książka idealna do poczytania późnym popołudniem, która pięknie wpływa na wyobraźnię.
Co tak naprawdę wydarzyło się w starym schronie?
Niebezpieczne rozgrywki w rękach Marcela Mossa to historie dedykowane przede wszystkim czytelnikom o mocnych nerwach. Zawsze bowiem na pierwszym planie pojawia się namacalny strach.
I właśnie dlatego przepadam za jego twórczością. Lęk przed nieznanym oraz mocna baza w postaci zdarzeń czerpiących inspirację z prawdziwego życia od samego początku budują historię od której trudno się oderwać. Autor wyróżnia się wielką wyobraźnią, za każdym razem zaskakuje treścią po brzegi wypełnioną emocjami oraz wyróżniającą się własną oryginalnością a trzeci tom serii Komisarz Sambor Malczewski tylko udowadnia, że nowa książka to nowa, wielka przygoda pisana ze swobodą, ale jednocześnie potrafiąca tupnąć nogą w odpowiednim momencie.
Słowiańskie wierzenia podburzą wyobraźnię. Piękna relacja człowieka z psem chwyci za serce. Zagadka zaginięcia pewnej rodziny przyprawi o dreszcz przerażenia. Akcja powieści sięgnie wydarzeń sprzed dwudziestu lat, by dopiero w teraźniejszości odnaleźć elementy zagadki i tym sposobem zaangażuje czytelnika w szaleńczy ciąg przyczynowo-skutkowy.
Fabuła z każdą kolejną stroną rozkręcała się na całego. Autor zadbał o odpowiednie napięcie, mrok oraz wszechobecne tajemnice i to one napędzały dalsze wydarzenia. Nie spodziewając się takiego obrotu sytuacji wkroczyłam do świata ludzkiej bezwzględności, oczami głównego bohatera obserwowałam strach mieszkańców małej wsi, podążałam po nitce do kłębka, by odkryć szokującą prawdę. To kryminał w typowych dla gatunku ramach, pisany silnymi emocjami, podszeptami, skłaniający nas do czytania pomiędzy wierszami oraz odpalenia wyobraźni na wyższy bieg. Skutecznie jednak wymyka się schematom, nic nie jest tutaj bowiem oczywiste, sylwetki postaci aż proszą się, by rozłożyć je na czynniki pierwsze a sam motyw przewodni pięknie udowadnia jak przewrotne potrafi być życie, zmienne w ułamku sekundy, momentami przerażające i nieodwrotnie oparte na podejmowanych decyzjach. Tytułowy schron skrywał niejedne kłamstwo, próbował zatrzymać dla siebie wiele tajemnic, ale na całe szczęście Marcel Moss stworzył komisarza Sambora, który swoim charakterem pokonał wszystkie przeciwności.
"Schron" to kolejny popisowy numer autora, czyli lawina kryminalnych wyzwań dedykowana czytelnikom wymagającym od książki pełnego zaangażowania. Mroczna, nieprzewidywalna, uzależniająca historia, którą czyta się z zapartym tchem i która do samego końca trzyma nas w napięciu. Trudno przejść obojętnie obok postaci Sambora, ponieważ to bohater inny niż wszyscy, posiadający własne demony idealnie dopełniające całości. Nie pozostaje mi więc nic innego, niż cały cykl mocno Wam polecić.
Niektórzy potrzebują więcej czasu, by znów nauczyć się kochać.
Lubię książki Eweliny Dobosz, ponieważ mimo swojej niepozornej treści kryją wiele serdecznych emocji. Zawsze potrafię utożsamić się z bohaterami jej książce, więc i tym razem nie miałam z tym problemu.
Proza życia z zabarwieniem obyczajowym opisuje otoczenie, które towarzyszy nam na co dzień. Wewnętrzne dylematy głównej bohaterki nie są nam obce a pojawiające się wątki pokazują przewrotny bieg prawdziwego życia. Dobosz pisze bardzo przyjemnie, jej fabuła jest lekka i jednocześnie płynna, ale kwintesencją wydają się być trafne opisy, które nie tylko zbliżają nas do postaci, ale ukazują ich wewnętrzną walkę dążącą do akceptacji oraz zrozumienia.
Oliwia nie chciała się wiązać. Doświadczyła już bólu po stracie wielkiej miłości, więc nie miała ochoty na powtórkę. A jednak spotykając Lucasa wiedziała, że to uczucie warte zaangażowania. On zniknął na rok a gdy ich drogi ponownie się skrzyżowały, pierwsze skrzypce zagrały tajemnicę. To była trudna znajomość. Tylko czy takie nie są najlepsze?
Przyjemna dla wyobraźni opowieść o demonach każdego człowieka. Trochę romantyczna, kiedy indziej życiowa. Przede wszystkim jednak zmuszająca do zatrzymania się i refleksji, ale nie w sposób natarczywy, bardziej nostalgiczny. Dostrzegamy wewnętrzny smutek bohaterów, wraz z nimi szukamy odpowiedniej drogi, mierzymy się z tajemnicą, która wydaje się motorem napędowym wydarzeń. I chociaż to los odpowiada za całą akcję, to odniosłam wrażenie, że nic nie działo się tutaj bez przyczyny, nie tylko kształtując na nowo charaktery Oliwii i Lucasa, ale i pokazując im, że to co trudne smakuje lepiej. Akcja obejmuje dużą przestrzeń, ale to Zielona Góra zwieńczy ostatecznie to co zaczęło się rok temu, by pokazać siłę przywiązania.
Spokojna, swobodna a jednak w pełni świadoma i bardzo inteligentna powieść zaskakuje podjętymi tematami oraz dużą dozą wiarygodności. Ciekawa kreacja bohaterów, lawina silnych emocji oraz wpływająca na wyobraźnię czytającego treść łączą się w spójną całość od której ciężko się oderwać. Książka pozwala czytać to co ukryte między wierszami, ukazuje swoją głębie oraz zachwyca romantycznym motywem, który pokazuje, że czasami warto dać drugą szansę.