piątek, 20 lutego 2026

"Lalka. Wydanie warszawskie ilustrowane" Bolesław Prus

 
"Lalka. Wydanie warszawskie ilustrowane" Bolesław Prus, Wyd. MG, Str. 900

 

"Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość." 

 
 
Podzielona na trzydzieści osiem rozdziałów, z trzecioosobowym narratorem i wielowarstwową fabułą - "Lalka" Bolesława Prusa w najnowszym, odświeżonym wydaniu, wzbogaconym o pobudzające wyobraźnię ilustracje. 

Stanisław Wokulski, główny bohater lektury, to człowiek o dwóch obliczach - z jednej strony mocno stąpający po ziemi racjonalista, z drugiej wielki romantyk. Wokulski zna swoje miejsce w świecie i usilnie stara się przełamać granice warstw społecznych, które nie pozwalają mu na własny rozwój. Jest też inna bariera - miłosna. Na drodze Stanisława staje Izabela Łęcka, piękna panna z dobrego domu, która walczy z własnymi uczuciami, nieustannie zamartwiając się zdaniem innych. I nie boi się igrać z uczuciami Wokulskiego, zwodząc go na każdym kroku. Nie od dziś wiadomo, że serce i rozum to dwie różne sprawy.

"Lalkę" poznałam w niefortunnym czasie. Moja szkoła preferowała wolny dobór lektury i zamęczała nas wykopanymi z podziemia książkami. O połowie z nich słyszałam pierwszy raz w życiu. Nie zrozumcie mnie źle, czytałam je wszystkie, ale z godnym pożałowania zainteresowaniem. Więc kiedy na liście pomiędzy tymi wszystkimi absurdalnymi książkami zawitała "Lalka" byłam pewna, że ktoś kto dobrał lektury trzymał się jednego schematu. Dlatego zwlekałam z czytaniem do samego końca. A później czytałam po nocach, bo nie mogłam się oderwać.

Prus zawarł w swojej książce wszystko co możliwe i - zdecydowanie - jeszcze trochę więcej. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak dogłębną i kontrastową analizą społeczeństwa. Nie jest to łatwa książka - ani jej język, ani złożoność fabuły nie przemawiają na korzyść szybkiego czytania. Wiele wartości, które można wyciągnąć z tej lektury ukryte jest pomiędzy wierszami. Prus warstwa po warstwie ujawniał zawiłość ludzkich charakterów, ich nastawienia i oczekiwania oraz nie bał się podkreślić, że człowiek ma zapędy egoistyczne. Sięgając różnych postaci - nie bojąc się igrać z granicami społecznymi - powołał do życia na tej samej płaszczyźnie bogatych i biednych, ambitnych i głupców na których można zajść wysoko bez własnego wkładu i wielu innych, wzajemnie ze sobą kontrastujących. Ale nie tylko bohaterowie mają tutaj swój cel, jest i fabuła, która wiele wnosi. Kiedy czytałam ją pierwszy raz, widziałam tylko arogancką i bezwstydnie wykorzystującą Wokulskiego pannę Łęcką. Za drugim razem, już trochę starsza, zaczęłam dostrzegać więcej i więcej rozumieć, ale o tym mam nadzieję, przekonacie się sami, wraz z postaciami wędrując po meandrach ludzkiego umysłu.
 
Książka Prusa najpierw ukazała się na łamach "Kuriera Codziennego" budząc wiele sprzecznych emocji. Później stopniowo sięgała znacznie dalej, do serc wielu czytelników. Z czasem zawitała do księgarń i polskich domów. Dziś stanowi nieodzowny element wykształcenia wkradając się do szkół. Moja przygoda z "Lalką" rozpoczęła się od zadanej lektury a trwa do dziś, niezmiennie ucząc mnie czegoś nowego oraz pozwalając wyciągnąć zaskakujące wnioski. Ponadczasowa, uniwersalna, jedyna w swoim rodzaju. 

środa, 11 lutego 2026

"Wszystko na mojej głowie" Jakub Bączykowski

 
"Wszystko na mojej głowie" Jakub Bączykowski, Wyd. Czwarta Strona, Str. 288

 

Są ludzie, którzy nie tylko słuchają, ale przede wszystkim rozumieją. 

 

Sympatyczna lektura przy której czas przestaje mieć znaczenie, pięknie poruszająca w czytelniku najczulsze struny. Jakub Bączykowski po raz kolejny otwiera przed nami drzwi do historii, której nie mamy ochoty opuszczać. 

Autor snuje opowieść podnoszącą na duchu, niosącą nadzieje oraz pokazującą, że po każdej burzy wychodzi słońce. Sięga po to co nas otacza, jego książka jest bowiem wiarygodna i dojrzała a bohaterowie pojawiający się na pierwszym i drugim planie przypominają nas samych. Tutaj czas płynie swoim rytmem, nikt nigdzie się nie spieszy, szczególnie, gdy przyjdzie mu wyjawić troski z jakimi walczy a my z przyjemnością przerzucamy kolejne strony, by na własnej skórze poczuć, że nie jesteśmy sami. W dodatku sprawę uławia nam niezwykła plastyczność stylu, czułość z jaką oddawane są problemy bohaterów oraz bystre postrzeganie prozy życia w przełożeniu na fabułę.

Czytamy o losach Rity, która w samym sercu Krakowa prowadzi salon fryzjerski. Jednak zainteresowani nie przychodzą tutaj po piękne fryzury a po spokój jaki oferuje kobieta poprzez wypowiedzenie na głos lęków i problemów. Oraz po zrozumienie i ulgę, które są w pakiecie usług. 

To wyjątkowa książka, ponieważ bardzo emocjonalna i szczera w tym co oferuje. Z jednej strony obserwujemy Ritę, jej charakter, ogromną dawkę empatii, pocieszenie kierowane w stronę innych ludzi. Wydaje się, że niewiele osób jest obdarzonych aż tak wymownymi cechami charakteru i brakuje nam tego na co dzień. Z drugiej czytamy o klientach, o różnych bohaterach mierzących się z własnymi demonami, którzy potrzebują mentalnego wsparcia i poczucia, że nie są w tym wszystkim sami. Wielka empatia wisi w powietrzu, która w połączeniu z wrażliwością fabuły koi nasze serce, porusza czułe struny, sprawia, że nie przestajemy rozmyślać o bohaterach na długo po zamknięciu ostatniej strony. Rozumiemy to wszystko, ponieważ sami byliśmy lub nawet jesteśmy w podobnej sytuacji. Autor prowadząc banalną w swojej prostocie fabułę przemienił ją w coś nadzwyczajnego, udowadniając, że nic nie dzieje się bez przyczyny a jeden drobny gest może odmienić czyjeś życie na zawsze.

"Wszystko na mojej głowie" to przepiękna, nastrojowa, jedyna w swoim rodzaju książka niosąca wiele silnych emocji. Jedna z tych, po którą sięgniecie nie jeden raz a ona zawsze nauczy Was czegoś nowego. Nie spodziewałam się tak wielu emocji a jednak Jakub Bączykowski bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Historia z wyczuciem, z inteligencją, z inspiracją naszym zwykłym otoczeniem pokazująca jak łatwo wyciągnąć dłoń do drugiego człowieka i zrobić tym samym dobry uczynek. 

wtorek, 10 lutego 2026

"Demon-szpieg" Edgar Wallace

 
"Demon-szpieg" Edgar Wallace, Tyt. oryg. The Squeaker, Wyd. MG, Str. 208

 

Takie były kiedyś kryminały! 

 

Klimatyczna powieść pełna drugoplanowych wątków, idealna do poczytania późnym wieczorem, w pełni angażująca wyobraźnię. 

Wydana pierwszy raz wiele lat temu przywołuje na myśl wszystko co niebywałe w dawnych kryminałach. Niby nieskomplikowana, niby banalna pod względem prowadzonej akcji a jednak na swój sposób niepowtarzalna, zmuszająca czytelnika do zatrzymania się oraz głębszej analizy. Wszystkie książki autora mają w sobie wyjątkowy klimat tego co już nie wróci, ponieważ dziś szukamy suspensu, natomiast Wallace niespiesznie koncentrował się wokół wszechobecnej zabawy w kotka i myszkę.

Przenosimy się do lat 20. ubiegłego wieku. Czujemy na własnej skórze ścisk brytyjskich uliczek. Przemykamy, tak jak szpieg, niezauważani. Obserwujemy bohaterów z bliska, znamy ich mroczne sekrety, donosimy na nich na policję. Próbujemy wyrównać rachunki a oni próbują nas pochwycić. Nikt jednak nie zna naszej tożsamości. Do czasu, gdy Scotland Yard podejmuje wyzwanie. 

Fabuła liczy sobie niewiele stron, ale każdą czyta się z przyjemnością. To typowy retro kryminał na miarę ówczesnych czasów, który może nie jest specjalnie skomplikowany, ale na pewno może się pochwalić złożoną sylwetką postaci idealną do głębszej analizy. Sam motyw tajemniczego bohatera dodaje całości smaku, pozwala popuścić wodzę fantazji i nawet jeśli łatwo nam przewidzieć przebieg wypadków, nie chodzi o to, by ścigać się z czasem a po prostu delektować klimatem, atmosferą czy pomysłowością akcji. 

"Demon-szpieg" to przyjemna przygoda w klasycznych ramach, która podsyca apetyt na więcej. Dobrze napisana, ciekawie poprowadzona, błyskotliwa oraz wielowymiarowa. Krótka, owszem, ale w swojej formie idealnie sprawdzi się jako wybór tuż przed snem, pozwalając nam odreagować dzień oraz wskoczyć w wir emocjonujących zdarzeń. 

poniedziałek, 9 lutego 2026

"Portret Doriana Graya" Oscar Wilde

 
"Portret Doriana Graya" Oscar Wilde, Tyt. oryg. The Picture of Dorian Gray, Wyd. Filia, Str. 304


"Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej."

Jak to jest trzymać w rękach powieść, która jeszcze przed przeczytaniem zobowiązuje nas do zaprzyjaźnienia się z jej treścią? Czy to możliwe, by klasyka literatury zmuszała czytelników do tego, by doceniali jej piękno mimo tego, że jednak nie czują się w tym gatunku dobrze? Czy w przypadku tych historii indywidualizmy schodzi na plan dalszy?

Oczywiście, że nie. Nie ma takiej książki, która zmusiłaby nas do ocenienia jej pozytywnie, mimo tego, że nie okazała się dla nas w najmniejszym stopniu wartościowa. Jednak "Portret Doriana Graya" jest dla mnie historią, która przez wiele lat wabiła mnie do siebie przymusem przeczytania - dookoła wszyscy zapewniali mnie jak cudowna jest to powieść i że na pewno mi się spodoba. Nie ma innego wyjścia. Więc po latach zdecydowałam się w końcu na indywidualna ocenę powieści Oscara Wilde'a i bardzo się cieszę, że zrobiłam to dopiero teraz, bo myślę, że to idealny czas, by wyciągnąć z tej historii jak najwięcej wartości.

Tak, przyznaję na wstępie, że i ja poddałam się tej lekturze i już pierwsze strony przekonały mnie do tego, że czeka mnie lektura co najmniej zaskakująca i na pewno nie byle jaka. Przede wszystkim nie mam tutaj na myśli samej fabuły, ale masy złotych myśli. Wywołały one we mnie sporo przemyśleń, szturmem podbiły moje myśli i nie wyszły nawet do teraz, już po skończonej lekturze. Warto o nich pamiętać, ale co najważniejsze - warto je poznać samemu, bo choć "Portret Doriana Graya" nie jest łatwą lekturą, do każdego trafi z innym przesłaniem. Właśnie za to cenię ją najbardziej - za indywidualizmy, możliwość własnej, nie narzuconej z góry interpretacji.

Nie jest tak, że powieść Wilde jest w każdym calu idealna, bo niektóre z wywodów Henryka Wottona chętnie skróciłabym do minimum. Henryk jest jednym z tych bohaterów, który w ówczesnych dla siebie czasach przyjął na barki napiętnowanie przez społeczeństwo. Nie zaakceptowano tej powieści w czasie, gdy ona powstała i wcale się nie dziwię, bo przykład deprawującego mężczyzny bez żadnych zasad moralnych co poniektórych może zgorszyć nawet i dziś. Ale jednocześnie jest to niesamowicie inteligentny, błyskotliwy człowiek, który czyta w innych jak w otwartej księdze. A co za tym idzie - jest trochę przerażający. Dlatego, gdy los postawił na jego drodze naszego tytułowego Doriana, nie mógł przegapić takiej okazji. Zaczarował go słowem, zmusił do intensywnego myślenia i sprowadził Doriana na drogę z której nie było już powrotu. Przykro było mi czytać jak niewinna dusza Doriana zostaje zaprzedana na rzecz wiecznej młodości dla kogoś, kto być może nawet tego do końca nie do ceni zaślepiony rządzą posiadania tego, co dla zwykłego człowieka nie jest możliwe.

Niewątpliwie ta historia miesza w głowie i zmusza do wielu przemyśleń. Jednocześnie "Portret Doriana Graya" wkrada się do grona tych lektur, obok których absolutnie nie można przejść obojętnie. Już rozumiem fenomen tej powieści - to otwarta księga, zapisana masą słów, a jednak niczym biała kartka, na której możemy zapisać własną historię. Każdy w tej powieści znajdzie coś innego, co pozwoli mu odnaleźć odpowiedzi na własne pytania. A zakończenie? Zwala z nóg!

niedziela, 8 lutego 2026

"Kino drugich szans" Thea Weiss

 
"Kino drugich szans" Thea Weiss, Tyt. oryg. The Second Chance Cinema, Wyd. Czwarta Strona, Str. 416

 

Wspomnienia, które leczą. Magia, która przynosi zrozumienie. 

 

Nastrojowa, nietuzinkowa, pokazująca życie w zupełnie innej odsłonie. Propozycja od Thei Weiss bardzo miło mnie zaskoczyła, poruszając w moim sercu najczulsze struny.

To opowieść o bohaterach na miejscu których mogliśmy stanąć my sami. Proza obyczajowa, subtelnie romantyczna, momentami nasiąknięta magią. Wszystko jednak od pierwszej do ostatniej strony było na swoim miejscu, jakby autorka od początku miała jasny plan, który zrealizowała z podziwu godną precyzją. Sięgając po lekturę spodziewałam się opowieści podobnej do innych, przyjemnej dla wyobraźni, ale jednocześnie szybkiej do zapomnienia. A jednak styl Weiss, jej umiejętność żonglowania emocjami oraz budowania złożonych sylwetek bohaterów zatrzymały mnie myślami przy fabule na długo po zamknięciu ostatniej strony. 

Ellie i Drake mieli jasny plan na przyszłość i widzieli siebie na ślubnym kobiercu. Jednak pewnej nocy trafili do starego kina a tam ujrzeli film z ich udziałem. Jak to możliwe, że na wielkim ekranie pojawiły się wspomnienia z ich dzieciństwa? Każdy seans ujawnia pewne tajemnice, każdy nowy film zbliża bohaterów do teraźniejszości. Nie wiedzą jednak co odkryją przed zakończeniem spektaklu i czy ujawniona prawda pozwoli im przetrwać. 

Trudno opisać słowami wyjątkowość fabuły, ponieważ główną rolę odgrywają tutaj silne emocje. Kameralna przestrzeń ciemnego kina, nawiązanie do wspomnień, które nie każdemu się podobają oraz mocna analiza bohaterów, ich myśli, zachowań oraz podejmowanych decyzji, budują obraz związku opartego na pewnych kłamstwach. A jak wiadomo, nie tak powinna wyglądać droga do budowania wspólnej przyszłości. Autorka w ciekawy sposób pokazała różnorodność charakterów, skonfrontowała ze sobą inne światy, uchwyciła momenty strachu, niepewności oraz poczucia, że być może Ellie i Drake nie znali siebie tak dobrze jak podejrzewali. Gdy oni mierzli się z własnymi demonami, my z zachwytem przerzucaliśmy kolejne strony, wraz z nimi siedzieliśmy na kinowych fotelach i zajadając popcorn z zapartym tchem obserwowaliśmy bieg wypadków.

Napisać, że jestem zachwycona powyższą powieścią to jakby nie napisać nic. Dawno nie czytałam tak inteligentnej książki na miarę współczesnych czasów o ponadczasowym wydźwięku. Trzymałam kciuki za bohaterów, zżyłam się z ich opowieścią, na własnej skórze odczuwałam wszystkie zmiany zachodzące w nich zależnie od obejrzanego seansu. Thea Weiss stworzyła akcję z niezwykle osobistym wydźwiękiem, mądrą, dojrzałą i tak smaczną, że pozostaje apetyt na więcej. 

sobota, 7 lutego 2026

"Frankenstein" Mary Shelley

 
"Frankenstein" Mary Shelley, Tyt. oryg. Frankenstein or The Modern Prometheus, Wyd. Filia, Str. 288

"Bo nic się tak nie przyczynia do uspokojenia umysłu jak zdecydowany cel- najlepszy punkt zaczepienia dla duszy i niczym nie zaślepionego intelektu."

Dawno temu, kiedy nikt jeszcze nie miał pojęcia o wampirach podbijających serca nastolatek, o wilkołakach toczących bój o swoje miejsce w życiu niewinnych dziewcząt, Mary Shelley powołała do życia jedną z istot, która potrafi zmrozić krew w żyłach samych swoim istnieniem. I wcale nie zamierzała podbijać niczyich serc, ale kto wie - może chętnie by je zjadła?

Nie ma nic dziwnego w tym, że "Frankenstein" trafił do kanonu klasyki, o której wspomina się przez lata. Trudno mi jednak określić w jaki tak właściwie gatunek mogłabym wpleść tą powieść. Po części jest to historia fantastyczna, czego idealnym przykładem jest sam tytułowy bohater. Jednak wszystko to jest również trochę straszne, więc czy mogłabym zaliczyć tekst do powieści grozy? A może zakwalifikować tą lekturę jako idealny przykład dawnej powieści społecznej, trochę przerysowanej (bo co tu robi ten Frankenstein?), ale jednak trafnie rozkładającej na czynniki pierwsze ludzką psychikę? Nie mam pojęcia, który z tych motywów przewodnich jest odpowiedzialny za przydzielenie tej powieści do jednego konkretnego gatunku, ale wiem jedno - całość wypadła naprawdę wzorowo.

Jak to już bywa z klasykami pisanymi dawien dawno - nie jest to książka łatwa, a czasami nawet męcząca. Trudno przebrnąć przez pierwsze strony historii, w której narrator zwraca się w swoim liście do siostry i opisuje swoją przygodę. Robi to trochę niefortunnie, bo właściwie nie zainteresował mnie ani jednym zdaniem i gdybym nie liczyła na dobre rozwinięcie, istniała duża szansa porzucenia przeze mnie lektury już na wstępie. Ale im dalej w fabułę, tym wszystko zaczynało się rozwijać, pojawiła się pierwsza wzmianka o Frankensteinie, później druga i kolejna, a każda następna wydawała się co raz bardziej intrygująca. Narrator słowami tytułowego bohatera opisuje postępowanie oszalałego z ambicji naukowca i jego historię. Victor Frankenstein nie wyjawił jednak zbyt wiele z samego procesu powstawania jego dzieła i owiał nutą tajemnicy sam akt tworzenia. To wzbudziło moją ciekawość i popuściłam wodzę wyobraźni, szczególnie że sam wygląd Frankensteina też nie został konkretnie przedstawiony. Może poza tym, że okazał się istotą silniejszą od człowieka i budzącą wstręt od jednego spojrzenia.

Można tutaj zaangażować swoją wyobraźnię, by ta podsuwała nam co raz to okrutniejsze obrazy. To najlepszy aspekt tej książki - fabuła jest zaskakująca i intrygująca, ale jednocześnie nie podaje wszystkiego na tacy. Czytelnik zaczytuje się w każdej kolejnej stronie i wciąż ma ochotę na więcej, ale to powieść o trochę innym znaczeniu - niesie ze sobą przesłanie społeczne, w której natura człowieka staje na pierwszym planie. Myślę, że każdy z Was odczuję tą lekturę inaczej, bo właśnie tak została napisana - by pobudzać ludzkie odruchy i emocje o których dawno zapomnieliśmy.

piątek, 6 lutego 2026

"Białe noce" Fiodor Dostojewski

 
"Białe noce" Fiodor Dostojewski, Wyd. Filia, Str. 80


Fiodor Dostojewski – mistrz zaglądania do duszy.


Dostojewski niezawodnie wyrywa nas z zadumy i otwiera oczy na to co niewidoczne w pędzie życia. Jego proza pełna ukrytych znaczeń, wytycznych oraz moralizatorskiej treści tym razem zmienia się z rozległej fabuły w krótką nowelkę, która mimo swojej niewielkiej objętości i tak pięknie pokazuje kunszt autora.

Rozbrajająco szczera, silnie psychologiczna, plastyczna i z niezmiernie złożonymi kreacjami bohaterów. Taka jest powyższa opowieść, pełna skrajnych emocji, często tych bardziej negatywnych, które pokazują ludzkie życie w codziennym, niekoniecznie dobrym świetle. A jednak na swój sposób depresyjne podejście Dostojewskiego przemieniło się w bodziec do działania, ponieważ czytający potrafi wyciągnąć logiczne wnioski z poczynań bohaterów i przełożyć je na własne doświadczenia.

Białe noce to historia pełna pasji, intensywności oraz motywacji do zmian. Poznajemy bohaterów pogrążonych w smutku, niepewnych wobec własnego jutra, którzy odmieniają swój stan pod wpływem jednej cudownej chwili. On samotnik nie potrafiący pokonać bariery marzeń, ona zatracona we własnych niespełnionych oczekiwaniach. Spotykają się pewnej białej nocy na moście w Petersburgu i tak rodzi się opowieść, która zaczaruje wszystkich dookoła. 

Taka jest proza Dostojewskiego, na każdego wpływa indywidualnie. Jeden skupi się na sylwetce postaci, inny będzie wyciągał wnioski z otoczenia. Mnóstwo bodźców oraz ukrytych sygnałów umożliwia nam pełne delektowanie się wydarzeniami a to, co zostaje w naszych umysłach po zamknięciu ostatniej strony wydaje się lekcją jakiej nikt inny by nam nie ofiarował. 

Jeśli obawiacie się ciężkiej treści czy historii, która Was nie wciągnie - niepotrzebnie. Autor ma dobre pióro, które pobudza wyobraźnię i nawet jeśli stosuje silne zabiegi psychologiczne to i tak robi wszystko w sposób uczciwy, nie pozostawiając czytelnika w niewyjaśnionej konsternacji. "Białe noce"dzięki swojej krótkiej formie maksymalnie ukazuje niepodważalny talent Dostojewskiego w roli mistrza przenikliwości. 

czwartek, 5 lutego 2026

"Ćpun" William S. Burroughs

 
"Ćpun" William S. Burroughs, Tyt. oryg. Junky, Wyd. Filia, Str. 224

 

Ćpun to surowa, przejmująca, autobiograficzna relacja...

 

Czytasz i nie dowierzasz, więc wracasz i czytasz jeszcze raz. A później wciąż od nowa wszystko analizujesz, ponieważ proza Burroughs'a jest pełna ukrytych znaczeń. 

Trudna, wymagająca czasu historia, pisana z pasją i oddaniem. Nie każdemu przypadnie do gustu, ponieważ nie każdy lubi taką literaturę, ale jeśli się odpowiednio przygotujecie i pozwolicie jej płynąć swoim rytmem - autobiograficzne losy bohatera na pewno nie pozostaną dla Was obojętne. Autor postawił na wiele sprzecznych emocji, które raz za razem przejmują władzę nad postaciami a sama akcja płynie powoli, niespiesznie, pozwalając nam w pełni skoncentrować uwagę na tym co dzieje się tu i teraz. 

Heroinista, homoseksualista, człowiek przekraczający granice. Autor prowadzi nas przez świat powojennego podziemia, sięga po trasę do Meksyku, Nowego Orleanu czy Nowego Jorku. Nie boi się tematów tabu, twardo stąpa po ziemi a my wraz z nim przyjmujemy na siebie ciężkie, często trudne opisy miejsc czy zdarzeń. Jednak właśnie o to w tym chodziło, by sięgnąć dna i pokazać jak do tego doszło.

Mocny język, slangi, miejsca, do których nikt o zdrowych zmysłach nie chce wchodzić. Szpital odwykowy z metodami, które można poddać w dużą wątpliwość oraz ucieczka przed policją, która próbowała zwalczyć zło na różne sposoby. Niby nic się nie dzieje, niby przytłacza nas duszna, kameralna atmosfera a jednak całość widziana z góry wydaje się bardzo złożona, bogata w uniwersalne wartości, trudna do przyjęcia, ale przez to doskonale wiarygodna. Szczery, prosty język fabuły dopełnia dzieła, pokazując jak ewoluuje na przestrzeni wydarzeń (słowniczek na końcu ułatwia czytanie) natomiast samo poczucie, że wszystkie informacje mają swoje podłoże w realnych wydarzeniach stopowało czytelnika, by lepiej przyglądał się całej opowieści. 

Na pewno jest to książka, która wytycza własne szlaki. Porusza tematy o których nie mówi się dużo i sięga po mocną treść uderzającą w naszą wyobraźnię. A jednak uważam, że czytelnicy o mocnych nerwach powinni spróbować się z nią zmierzyć, ponieważ bardzo dobrze oddaje ponurą prozę życia. Inteligentna, błyskotliwa treść w konfrontacji z wielkim umysłem autora zaowocowały fabułą na swój sposób przerażającą, na swój sposób fascynującą.  

środa, 4 lutego 2026

"Sezon na króliczka" Joanna Maziarek

 
"Sezon na króliczka" Joanna Maziarek, Wyd. Amare, Str. 544

 

Polowanie dopiero się zaczyna. 

 

Mroczna, uzależniająca, bogata w emocjonalne doświadczenia. Jesteście gotowi na krok w nieznane?

Joanna Maziarek próbując napisać książkę inną niż wszystkie stworzyła nietuzinkową opowieść dla tych, którzy szukają ekscytacji. Trochę romans, trochę erotyk a trochę prawda o nas samych w połączeniu z przyjemnym dla wyobraźni językiem zaowocowały lekturą wartą uwagi. Nie spodziewałam się, że dam się porwać opowieści, ponieważ początek szedł mi trochę topornie, ale im lepiej poznawałam główną bohaterkę tym łatwiej było mi zrozumieć jej wybory. Ponadto w jej historii kryła się pewnego rodzaju nostalgia, która pokazała, że droga do odnalezienia siebie potrafi być bardzo kręta. 

Alicja za dnia pracuje w przedszkolu, wieczorem natomiast zakłada maskę króliczka i pozwala sobie na szalone ekscesy. Gdy na jednej z imprez poznaje Leona przeczuwa, że w końcu znalazła odpowiednią osobę. Ich romans płonie silnymi emocjami, ale zostaje sprowadzony na ziemię wraz z problemami, które czekają tuż za rogiem. On ma swoje zasady. Ona zrobi wszystko, by uratować brata. Czy uda im się to połączyć?

Fabuła rozkłada się na zaskakującą ilość stron, ale wszystkie wypełnione są dynamiczną akcją. Dużo wątków splata się ze sobą a my chętnie poznajemy je wszystkie, ponieważ to one kształtują bohaterów oraz ich przyszłość. Wystawieni na wielką próbę będą musieli przejść przez wiele moralnych kwestii a trudne tematy w tle podbiją stawkę. Przeczytamy o chorobie zagrażającej życiu, o brutalnych aktach na niewinnych, o przełamywaniu barier dla tych, których kochamy. Całości dopełnią emocje, momenty zbliżeń Alicji i Leona oraz miłość w wielu odcieniach, także tych niekoniecznie przyjemnych. 

Spore kłopoty czekają na nas podczas lektury, ale zdecydowanie warto wkroczyć w sam ich środek. "Sezon na króliczka" zaskakuje nie tylko pomysłowością, ale także ilością wątków, ciekawą kreacją bohaterów aż w końcu szczerymi momentami śmiechu oraz wzruszenia. Łapiąc wspólny język z bohaterami podążamy wyboistą drogą niebezpieczeństw, by odnaleźć odpowiednie miejsce w świecie i uratować miłość jedyną w swoim rodzaju. 

poniedziałek, 2 lutego 2026

"Walka" Sloane St. James

 
"Walka" Sloane St. James, Tyt. oryg. Fight, Wyd. Czwarta Strona, Str. 456
 

Kobieta, która igra z ogniem. Mężczyzna, który na co dzień z nim walczy. 

 

Każdy z nas potrzebuje wytchnienia od trudnych życiowych momentów oraz ukojenia w ramionach bliskiej osoby. Jednak nie zawsze możemy na to liczyć, szczególnie gdy sami odrzucimy szansę od życia.

Powieści romantyczne zawsze mają jeden cel - ukazać piękno miłości we własnym świetle. Dlatego często sięgam po ten gatunek i szukam połączenia z tym co sam uważam. Jedni autorzy przekonują mnie do siebie bardziej, inni mniej. A Sloane St. James, jak poradziła sobie z wyzwaniem? Całkiem nie najgorzej. Jej historia okazała się lekka i pisana emocjami, mocno koncentrowała się na wewnętrznych przeżyciach postaci i ukazywała walkę między sercem a rozumem. Swobodnie prowadzona akcja zaprezentowała połączenie dwóch silnych światów i tak mogliśmy przeczytać o uczuciu, które nie powinno mieć miejsca.

Callahan Woods od zawsze walczył z ogniem. Gdy pięć lat temu w jednej z akcji ratowniczych stracił swojego przyjaciela nauczył się, że nie można angażować się emocjonalnie. Odciął się więc od zaangażowania na rzecz profesjonalizmu. Niestety na jego drodze stanęła Prescott Timmons, która szybko zaczęła burzyć mury. Jednak i ona miała swoje demony z którymi próbowała sobie poradzić.  

Nie będę ukrywać, nie jest to lektura przełomowa, nie znalazłam w niej nic odkrywczego ani świeżego, ale jednocześnie nie mogę napisać, że czuję się rozczarowana. Właściwie spędziłam przy niej bardzo miłe chwile, polubiłam bohaterów i chociaż z góry wiedziałam jak potoczą się ich losy - kibicowałam do samego końca. To prosta opowieść o trudnych doświadczeniach, pokazująca prywatne dramaty i demony z jakimi przyszło się na co dzień mierzyć bohaterom, a w ich konsekwencji - podejmowali decyzje nie zawsze zgodne z ich naturą. Łatwo to zrozumieć, łatwo postawić się na ich miejscu i przyjemnie przyjąć na siebie solidną dawkę różnorodnych emocji związanych z lękiem przed zaangażowaniem czy próbą zrozumienia miłości mającej swój wyjątkowy wydźwięk. Romans pomiędzy bohaterami rozkręca się powoli, pozwala na to spora ilość stron a przez to nie czujemy się przytłoczeniu szybkim tempem czy niezrozumiałymi decyzjami. Mimo schematów autorka obronną ręką wybrnęła z tłumu podobnych książek i złożyła na nasze dłonie sympatyczną opowieść. 

"Walka" to ciekawe ujęcie romantyczności w obliczu realnego zagrożenia. Pożary lasów są tematem aktualnym i świadomym, cieszę się więc, że znalazły swoje miejsce w  tej książce. To nadało jej mocniejszego wydźwięku, gdy czytelnik na własnej skórze mógł poczuć wszechobecne niebezpieczeństwo. Całość jednak niepodważalnie była nastawiona na miłość, nie taką naiwną, pojawiającą się na chwilę, ale długodystansową, ukazującą blaski i cienie podejmowania trudnych decyzji. To książka idealna do poczytania późnym popołudniem, która pięknie wpływa na wyobraźnię.  

"Schron" Marcel Moss

 
"Schron" Marcel Moss"Schron" Marcel Moss, Wyd. Filia, Str. 384

 

Co tak naprawdę wydarzyło się w starym schronie?

 

Niebezpieczne rozgrywki w rękach Marcela Mossa to historie dedykowane przede wszystkim czytelnikom o mocnych nerwach. Zawsze bowiem na pierwszym planie pojawia się namacalny strach. 

I właśnie dlatego przepadam za jego twórczością. Lęk przed nieznanym oraz mocna baza w postaci zdarzeń czerpiących inspirację z prawdziwego życia od samego początku budują historię od której trudno się oderwać. Autor wyróżnia się wielką wyobraźnią, za każdym razem zaskakuje treścią po brzegi wypełnioną emocjami oraz wyróżniającą się własną oryginalnością a trzeci tom serii Komisarz Sambor Malczewski tylko udowadnia, że nowa książka to nowa, wielka przygoda pisana ze swobodą, ale jednocześnie potrafiąca tupnąć nogą w odpowiednim momencie. 

Słowiańskie wierzenia podburzą wyobraźnię. Piękna relacja człowieka z psem chwyci za serce. Zagadka zaginięcia pewnej rodziny przyprawi o dreszcz przerażenia. Akcja powieści sięgnie wydarzeń sprzed dwudziestu lat, by dopiero w teraźniejszości odnaleźć elementy zagadki i tym sposobem zaangażuje czytelnika w szaleńczy ciąg przyczynowo-skutkowy.  

Fabuła z każdą kolejną stroną rozkręcała się na całego. Autor zadbał o odpowiednie napięcie, mrok oraz wszechobecne tajemnice i to one napędzały dalsze wydarzenia. Nie spodziewając się takiego obrotu sytuacji wkroczyłam do świata ludzkiej bezwzględności, oczami głównego bohatera obserwowałam strach mieszkańców małej wsi, podążałam po nitce do kłębka, by odkryć szokującą prawdę. To kryminał w typowych dla gatunku ramach, pisany silnymi emocjami, podszeptami, skłaniający nas do czytania pomiędzy wierszami oraz odpalenia wyobraźni na wyższy bieg. Skutecznie jednak wymyka się schematom, nic nie jest tutaj bowiem oczywiste, sylwetki postaci aż proszą się, by rozłożyć je na czynniki pierwsze a sam motyw przewodni pięknie udowadnia jak przewrotne potrafi być życie, zmienne w ułamku sekundy, momentami przerażające i nieodwrotnie oparte na podejmowanych decyzjach. Tytułowy schron skrywał niejedne kłamstwo, próbował zatrzymać dla siebie wiele tajemnic, ale na całe szczęście Marcel Moss stworzył komisarza Sambora, który swoim charakterem pokonał wszystkie przeciwności. 

"Schron" to kolejny popisowy numer autora, czyli lawina kryminalnych wyzwań dedykowana czytelnikom wymagającym od książki pełnego zaangażowania. Mroczna, nieprzewidywalna, uzależniająca historia, którą czyta się z zapartym tchem i która do samego końca trzyma nas w napięciu. Trudno przejść obojętnie obok postaci Sambora, ponieważ to bohater inny niż wszyscy, posiadający własne demony idealnie dopełniające całości. Nie pozostaje mi więc nic innego, niż cały cykl mocno Wam polecić. 

niedziela, 1 lutego 2026

"Miałeś się nigdy nie pojawić" Ewelina Dobosz

 
"Miałeś się nigdy nie pojawić" Ewelina Dobosz, Wyd. Amare, Str. 360

 

Niektórzy potrzebują więcej czasu, by znów nauczyć się kochać.

 

Lubię książki Eweliny Dobosz, ponieważ mimo swojej niepozornej treści kryją wiele serdecznych emocji. Zawsze potrafię utożsamić się z bohaterami jej książce, więc i tym razem nie miałam z tym problemu. 

Proza życia z zabarwieniem obyczajowym opisuje otoczenie, które towarzyszy nam na co dzień. Wewnętrzne dylematy głównej bohaterki nie są nam obce a pojawiające się wątki pokazują przewrotny bieg prawdziwego życia. Dobosz pisze bardzo przyjemnie, jej fabuła jest lekka i jednocześnie płynna, ale kwintesencją wydają się być trafne opisy, które nie tylko zbliżają nas do postaci, ale ukazują ich wewnętrzną walkę dążącą do akceptacji oraz zrozumienia.

Oliwia nie chciała się wiązać. Doświadczyła już bólu po stracie wielkiej miłości, więc nie miała ochoty na powtórkę. A jednak spotykając Lucasa wiedziała, że to uczucie warte zaangażowania. On zniknął na rok a gdy ich drogi ponownie się skrzyżowały, pierwsze skrzypce zagrały tajemnicę. To była trudna znajomość. Tylko czy takie nie są najlepsze? 

Przyjemna dla wyobraźni opowieść o demonach każdego człowieka. Trochę romantyczna, kiedy indziej życiowa. Przede wszystkim jednak zmuszająca do zatrzymania się i refleksji, ale nie w sposób natarczywy, bardziej nostalgiczny. Dostrzegamy wewnętrzny smutek bohaterów, wraz z nimi szukamy odpowiedniej drogi, mierzymy się z tajemnicą, która wydaje się motorem napędowym wydarzeń. I chociaż to los odpowiada za całą akcję, to odniosłam wrażenie, że nic nie działo się tutaj bez przyczyny, nie tylko kształtując na nowo charaktery Oliwii i Lucasa, ale i pokazując im, że to co trudne smakuje lepiej. Akcja obejmuje dużą przestrzeń, ale to Zielona Góra zwieńczy ostatecznie to co zaczęło się rok temu, by pokazać siłę przywiązania.

Spokojna, swobodna a jednak w pełni świadoma i bardzo inteligentna powieść zaskakuje podjętymi tematami oraz dużą dozą wiarygodności. Ciekawa kreacja bohaterów, lawina silnych emocji oraz wpływająca na wyobraźnię czytającego treść łączą się w spójną całość od której ciężko się oderwać. Książka pozwala czytać to co ukryte między wierszami, ukazuje swoją głębie oraz zachwyca romantycznym motywem, który pokazuje, że czasami warto dać drugą szansę.