czwartek, 3 listopada 2016

"Dom na skraju nocy" Catherine Banner

"Dom na skraju nocy" Catherine Banner, Tyt. oryg. The House at the Edge of Night, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 536

Nie ma dla mnie lepszej historii od dobrej sagi rodzinnej. Dlatego wciąż szukam, wybieram te najbardziej intrygujące i na nowo zatracam się w nieznanych mi powieściach. Zawsze urzeka mnie klimat, więc i tym razem dałam namówić się na lekturę przez okładkę, która - nie ma co ukrywać - jest po prostu zjawiskowa. Więc zaczęłam czytać - i przepadłam.

Powieść sięga naprawdę daleko, bo obejmuje aż cztery pokolenia. I co najważniejsze - fantastycznie pokazuje rozwój wydarzeń na przestrzeni lat. Ładny zarys historyczny dotyka wojny, recesji i prawdziwego życia, tak że czytelnikowi bardzo łatwo jest odnaleźć się w rozgrywanych wydarzeniach i utożsamić z bohaterami.

Tłem wydarzeń jest niewielka wyspa, która wręcz czaruje swoim urokiem i zapewnia ten klimat, jakiego zawsze szukam. Życie rodziny poznawanych krok po kroku głównych bohaterów jest najistotniejsze, ale bez odpowiedniej atmosfery nie jest łatwo wczuć się w fabułę całkowicie. Catherine Banner wiedziała doskonale co robi tworząc tak malowniczą scenerię, że na moment sama zamarzyłam by znaleźć się tam, gdzie moi bohaterowie. 

Castellamare jest pięknym miejscem, ale nie mogę zapomnieć o postaciach, które również spisały się na medal. Amedeo Esposito przyjechał na wyspę żeby odbudować swoje życie, ale nie spodziewał się, że znajdzie tutaj tak liczne grono przyjaciół i serdecznych ludzi. Zbudował dom w obcym sobie miejscu i zrozumiał znaczenie słów, że dom jest tam, gdzie ludzie którzy go tworzą. Rozpoczyna się od przybycia Amedeo a kończy na życiu jego prawnucząt - jesteście gotowi na podróż życia? Znajdziecie się w samym środku zmian, burzliwych zwrotów akcji, zdrad i uniesień: prawdziwego życia czterech pokoleń.

Szukacie pięknej, subtelnej i bardzo delikatnej sagi rodzinnej, w której cztery pokolenia budują jedną historię? "Dom na skraju nocy" kryje w sobie wszystkie te atuty, ale ma też w zanadrzu coś znacznie lepszego: opowieść pełną wzlotów i upadków, emocji i uniesień. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

środa, 2 listopada 2016

"Liliowe dziewczyny" Martha Hall Kelly

"Liliowe dziewczyny" Martha Hall Kelly, Tyt. oryg. Lilac Girls, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 664

Trzy bohaterki. Amerykanka Caroline, Polka Kasia i Niemka Herta. Trzy życia. Jedna historia. 

Życie obu kobiet łączy się w jedno, gdy spotykają się w czasie II wojny światowej. Każda z nich jest inna, na swój sposób wyjątkowa, o własnych celach i determinacji, która pozwoli ocalić własne życie. Łączy je jednak jedno miejsce - Ravensbrück, obóz koncentracyjny. Herta pracuje jako lekarz i chociaż jej praca nie jest doceniana przez innych, robi co może. Kasia należy do Szarych Szeregów i walczy o wolność swojego narodu. Niestety niebezpieczne misje zsyłają na nią i jej rodzinę groźbę śmierci w obozie. Caroline, niegdyś bywalczyni salonów, musi bardzo szybko przewartościować swoje życia. 

Każda z tych kobiet to różne światy i zupełnie różne charaktery. Bardzo łatwo można to poznać dzięki rozdziałom poświęconym każdej bohaterce. Nie wiem, którą polubiłam bardziej, bo wszystkie trzy miały w sobie coś, co warto było poznać. Bez wątpienia jednak wszystkie znalazły się w potwornej sytuacji, która skupiła na sobie całą uwagę czytelnika i aż trudno dobrać mi odpowiednie słowa, by opisać Wam klimat tej książki.

Nie wiem co pojawiło się najpierw: szok czy niedowierzanie, a przecież mam świadomość rozgrywanych wydarzeń i realiów ówczesnego życia. Wiele mówi się na ten temat, ale zaglądanie wgłąb piekła zawsze grozi poparzeniem. Ale choćby nie wiem jak było trudno, żadna z tych kobiet nie zatraciła w sobie człowieczeństwa. A świat wokół nich właśnie to zrobił. Z dumą patrzy się na kobiety, które przyjmując na swoje barki siłę mężczyzn próbowały przegonić od siebie cały ból wojennych wydarzeń.

To książka, która wywołuje lawinę emocji. Zabicie jednego człowieka wydaje się bestialstwem, więc jak nazwać masowe morderstwa? Jak podejść do fabuły, która przecież opowiada o czymś zupełnie prawdziwym i może Caroline, Kasia i Herta powstały na rzecz fikcji literackiej, to kto może wiedzieć, czy gdzieś w przeszłości te kobiety nie miały swoich rzeczywistych odpowiedników? To co działo się w ich życiu, każde kolejno opisywane przez nich wydarzenia mroziły mi krew w żyłach - przez okrucieństwo ludzi, które nie znało granic i przez determinację, która kazała żyć mimo wszystko. 

Przygotowałam się, że książka mnie wzruszy a mimo tego "Liliowe dziewczyny" wycisnęły z moich oczu kilka łez. Ale najbardziej bolało mnie serce. Dla mnie takie historie są obowiązkowe, szczególnie takie jak napisana przez Kelly, która budzi masę emocji, skłania do myślenia i daje solidnego, mentalnego kopa. Historia więźnia i jego kata liczy grubo ponad sześćset stron i, wierzcie mi na słowo, pozostanie z Wami na długo po zamknięciu ostatniej strony.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.