sobota, 1 czerwca 2019

Przedpremierowo: "Wyśniłam cię, córeczko" Diane Chamberlain

"Wyśniłam cię, córeczko" Diane Chamberlain, Tyt. oryg. The Dream Daughter, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 
PREMIERA: 11 czerwca 2019r.

"Strach i niewiedza prowadzą do nienawiści wobec innych."

Trudne tematy, trudne decyzje. Matka zawsze ochroni swoje dziecko. Prawda? Diane Chamberlain po raz kolejny ukazuje rodzicielstwo w wyjątkowej odsłonie.

Ten kto lubi zatracić się na moment w powieści obyczajowej może sięgnąć po jedną z dwóch autorek, które absolutnie nigdy nie zawodzą: Jodie Picoult lub Diane Chamberlain. Obie uwielbiam i chociaż każda z nich pisze w innym stylu, zawsze nawiązują do ważnych wartości, ponadczasowych tematów oraz historii, która chwyta za serca. Dziś ta druga powraca z nową powieścią, która dorównuje poprzednim i wciąż wywołuje lawinę skrajnych emocji.

Nie po raz pierwszy autorka w swojej powieści podejmuje się tematu rodzicielstwa, ale zawsze robi to w wyjątkowy sposób. Wielokrotnie dylematy matek, które były głównymi bohaterkami powieści Chamberlain, zmuszały mnie do zastanowienia się nad podjętymi tematami, ich losami oraz przełożeniem historii na prawdziwe życie. W "Wyśniłam cię, córeczko" pojawiły się te same rozterki oraz pytania. Jak silna jest więź łącząca matkę ze swoim dzieckiem?Ile jest w stanie poświęcić każda kobieta, by ratować swoje nienarodzone szczęście? Emocjonalnie, dogłębnie i nieustannie wzruszająco autorka wyjaśnia tą kwestię na podstawie poruszającej fabuły, która wciąż pozostaje w mojej głowie, na długo po skończonej lekturze.

Carly Sears przeżyła wielką tragedię. W młodym wieku straciła ukochanego męża, żołnierza, który zginął w Wietnamie. Nie spodziewała się jednak, że to nie koniec jej problemów. Wkrótce bowiem dowiaduje się, że jej nienarodzona jeszcze córeczka cierpi na nieuleczalną wadę serca. W roku 1970, w którym żyje kobieta lekarze wydają się być bezradni. Jest jednak ktoś, kto uważa, że może pomóc kobiecie. Tylko czy nie jest to sposób zbyt ryzykowny?

Wiele pytań pojawiło się w mojej głowie podczas lektury, szczególnie że autorka nie szczęściła mi mnóstwa emocji. Carly bardzo szybko stała mi się bliska i wyjątkowa a jej losy od samego początku nie były jej obojętne. Jako bohaterka w pełni wiarygodna i pełnowymiarowa przekonała mnie świadomością swoich decyzji, w tym obawą czy na pewno słusznie postępuje. Jednak rozdarta pomiędzy większym i mniejszym złem postanowiła zaryzykować, by ocalić dziecko, które w niej rosło. Wielokrotnie ze łzami wzruszenia śledziłam jej przygodę, gdy w jednym momencie zdecydowała się porzucić wszystko co miała na rzecz niepewnego szczęścia. Ta walka była niepewna do samego końca, ale zawsze zachwycająca i piękna.

"Wyśniłam cię, córeczko" to kolejny dowód na to, że w Diane Chamberlain drzemie wielki talent. Jej powieści są wyjątkowe, piękne, poruszające ważne tematy i przy tym niesamowicie życiowe. Śmiałam się i płakałam wciąż zachwycając się nad stylem i głębią przedstawionych scen. To opowieść o sile matczynej miłości, o walce, oddaniu, poświęceniu. Okazuje się bowiem, że nie zawsze to co pewne musi być skuteczne. Czasami należy postąpić o krok dalej.

"Znak kukułki" Anna Bichalska

"Znak kukułki" Anna Bichalska, Wyd. Zysk i S-ka, Str. 420

"Jeśli czytasz tak dużo, słowa są jak pożywienie, wchłaniasz je i stajesz się nimi. Słowa cię tworzą i przeobrażają."

Przeszłość, której nie pamięta. Przyszłość, która wydaje się niepewna. Jak dowiedzieć się prawdy na temat swojego pochodzenia?

Thriller połączony z elementami baśniowymi to oryginalny pomysł od Anny Bichalskiej, która zaprezentowała mi powieść porywającą już od pierwszej strony. Przyznaję, że początkowo obawiałam się tej lektury jako fanka historii z pazurem, tych krwawych i przerażających. Jednak odważyłam się zaryzykować i nie żałuję! Okazało się, że to naprawdę zaskakująca książka z fantastycznym klimatem, której poświęcenie wolnego czasu to naprawdę dobra inwestycja.

Główną bohaterką powieści jest Alina i to jej historię poznajemy podczas lektury. Jako dziecko porzucona na skraju lasu do dziś nie wie nic na temat swojej przeszłości. Zbudowała jednak teraźniejszość na której czuje się pozornie bezpiecznie. Cierpi na zaburzenia snu, wie że została adoptowana i próbuje sobie radzić z tym na swój sposób, jednak wszystko burzy wiadomość pozostawiona przez jej przybranego ojca. Przed śmiercią bowiem pozostawił list, w którym uwzględnił nietypowe zaginięcia dzieci sprzed lat. Czy to alizja do pochodzenia Aliny? Czy to cicha prośba, by kobieta w końcu dowiedziała się kim jest?

Tajemnica, niepewność oraz poszukiwanie prawdy to główne motywy powieści, w której nie brakuje ciekawych zwrotów akcji, zaskoczeń oraz niebanalnych bohaterów. Wszystko nabiera tempa wraz z pojawieniem się w historii listu a wraz z nim - wszystkich dziennikarskich notatek odnośnie niewyjaśnionych zaginięć dzieci. Cała sprawa miała miejsce przed dwudziestu laty a jednak wciąż wydaje się żywa i - niestety - nierozwiązana. To intrygujący motyw, miałam ochotę jak najszybciej poznać prawdę kryjącą się za wydarzeniami i z przyjemnością towarzyszyłam Alinie w powrocie do przeszłości oraz pościgu za prawdę.

Drugim plusem historii są bohaterowie. Adopcyjny ojciec, który wydaje się mieć więcej do powiedzenia po swojej śmierci. Niepewne życie Aliny, która nie ma pojęcia kim tak naprawdę jest. I w końcu Greta, tajemnicza lokatorka głównej bohaterki, która ochoczo angażuje się w pomoc koleżance. Coś je łączy, ale na początku nie miałam kompletnie pojęcia jak połączyć te dwie kobiety. Dopiero z czasem, gdy odkrywałam kolejne tajemnice, dowiadywałam się prawd i śledziłam przebieg wydarzeń zrozumiałam, że prawda potrafi być zaskakująca. Autorka bardzo pomysłowo podeszła do tematu i połączyła go z pograniczem jawy oraz snu wprowadzając niewyjaśnione zjawiska, które nie zawsze miały swoje pokrycie. Tak powstał baśniowy klimat, który bardziej przypominał historię obyczajową niż thriller, ale nie ujmuje to powieści w żaden sposób.

"Znak kukułki" to lektura przy której spędziłam miłe chwile. Senna, baśniowa, fantastyczna opowiada o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie, tożsamości oraz zrozumienia. Nie jest intensywna w odbiorze, ale za to lekka i przeskakująca w różne strefy czasowe. Opowieść o zaginionej dziewczynce, która w końcu odnalazła ścieżkę do domu ujęła mnie swoim wykonaniem a także - co najważniejsze - zakończeniem.