czwartek, 30 lipca 2015

"Lato drugiej szansy" Mrogan Matson

"Lato drugiej szansy" Morgan Matson, Tyt. oryg. Second Chance Summer, Wyd. Jaguar, Str. 413

Wiele książek skierowanych do młodzieży ma radosny wydźwięk, który ma sugerować, że życie jest wyłącznie pełne szczęśliwych chwil, a o tych złych nie warto pamiętać. "Lato drugiej szansy" to książka, która jest tego całkowitym przeciwieństwem.

Każdy żyje w pędzie dnia codziennego i gdy słyszy o tragedii, która dotknęła jakąś rodzinę nie bierze pod uwagę, że nieszczęście czeka na każdym kroku i macha na to ręką ze zdecydowanym "mnie to nie dotyczy". 

"[...] uświadomiłam sobie, jak cenne były te wspomnienia. Tysiące chwil, które traktowałam jako coś oczywistego, przede wszystkim dlatego, że zawsze zakładałam, że będą ich jeszcze kolejne tysiące."

Przekonała się o tym Taylor, bohaterka książki, która z trójki swojego rodzeństwa okazała się najbardziej niewyróżniającą się dziewczyną. Najstarszy Warren to chodząca encyklopedia i wielka ambicja, a najmłodsza Gelsey już wykazuje zadatki na słynną primabalerinę. Niestety Taylor została ulokowana pośrodku i nie wykazała się żadnym szczególnym talentem. Kiedy dowiaduje się, że jej ojciec jest ciężko chory a rodzina decyduje się na spędzenie wspólnego lata w domku letniskowym nad jeziorem dziewczyna wyczuwa kłopoty, od których chętnie by uciekła jak najdalej. Tylko czy to coś zmieni?

Taylor jest nie tylko główną bohaterką, ale i narratorką opowieści, która w swojej roli odnalazła się bardzo dobrze. Bohaterka zawsze znalazła się w kluczowych miejscach dla fabuły dzięki czemu zrelacjonowała wszystko co tylko było możliwe i nie ograniczała się do swoich wewnętrznych rozterek. Jedyny problem Taylor to strach przed problemami, który każe jej uciekać jak najdalej, zostawiając wszystko to z czym trzeba się zmierzyć. Robiła tak od zawsze, dlatego te wakacje okazały się dla niej złe nie tylko ze względu na chorobę ojca, bo przyszło jej się zmierzyć z błędami popełnionymi pięć lat wcześniej. Jednak niezależnie od tego jak bardzo Taylor się boi lub jak źle czuje się w danej sytuacji prezentuje sobą ludzkie zachowania, które można zrozumieć, bez histerii czy użalania się nad samym sobą. 

"Lato drugiej szansy" to książka, która na pierwszy rzut oka skojarzyła mi się z "Ostatnią piosenką" Sparksa. Motyw przewodni jest bardzo podobny i można by zarzucić tym dwóm książką dużą zbieżność, ale w gruncie rzeczy obie książki idą zupełnie innym torem. Matson nie postawiła tragedii jako motywu przewodniego a jedynie sprawiła, że starła się ona z mocniej zarysowanym tematem wydarzeń związanych z życiem Taylor. Kilka rozdziałów książki zostało poświęconych retrospekcji z pięciu wakacji wstecz i wydarzeniom, które nadały bieg obecnej sytuacji pomiędzy Taylor a Lucy, jej dawną przyjaciółką i Henrym, pierwszym chłopakiem. To co dzieje się obecnie, to próba odbudowy tego co się wydarzyło, a - co bardzo mi się podobało - bez zapominania błędów, które mogły zostać jedynie wybaczone.

"Miłość nie jest jedynym, czego potrzebujemy - miłość jest wszystkim co istnieje.

Jedyne co mogę zarzucić tej książce to powolność, z jaką toczyła się fabuła. Wydarzenia są ciekawe, chce się o nich czytać, ale autorka skutecznie to uniemożliwiała swoim stylem. Zabrakło tutaj dynamizmu, który nadał by historii życia. Jest wiele wątków - romantyczny pomiędzy Taylor a Henrym, przyjacielski między Taylor a Lucy oraz ten dramatyczny pomiędzy kochającą się rodziną a tragedią, jaka ich dotknęła. I wszystkie z nich wykreowane zostały fachowo i z pomysłem, ale gdyby dodać do tego odrobinę żwawszej akcji całość prezentowałaby się znacznie lepiej.

"Lato drugiej szansy" to niesamowicie piękna i jednocześnie wzruszająca historia o tym jak cenne są chwile. Matson dobitnie przekazała znaczenie przyjaźni i prawdziwej miłości, ale to sposób ukazania mocy, jaka kryje się w rodzinie najbardziej mnie poruszył. I chociaż obiecałam sobie, że nie będę płakać, ostatnie strony nie pomogły mi zrealizować mojego postanowienia. Cudowna opowieść nie tylko na lato, która uświadamia, że zawsze warto dać drugą szansę.

wtorek, 28 lipca 2015

"Cudowne tu i teraz" Tim Tharp

"Cudowne tu i teraz" Tim Tharp, Tyt. oryg. The Spectacular Now, Wyd. Bukowy Las, Str. 366

"Cudowne tu i teraz" to kolejna książka po "Will Grayson, Will Grayson" z zaproponowanej przez wydawnictwo Bukowy Las serii Myślnik - jak sama nazwa mówi, mającej poruszyć czytelnicze szare komórki. Czy skutecznie? Chyba nie do końca.

Dla Suttera liczy się wyłącznie dobra zabawa, żyje w zgodzie ze wszystkimi i czerpie szczęście w każdej minucie swojego typowego życia. Pracuje w sklepie z męską odzieżą, nie rozstaje się z kubkiem ulubionego napoju doprawionego whisky oraz nie zamierza planować swojej przyszłości nie dalej, niż do końca tygodnia. Kończy się liceum, ale wizja studiów nie jest czymś co sprowadza go na ziemię. Zupełnie inaczej jest z Aimiee, która żyje dla dobrych ocen. Kiedy ich drogi się przecinają, a bohaterski Sutterman próbuje wyrwać dziewczynę z rąk nudy i typowości okazuje się, że po raz pierwszy w życiu jakaś dziewczyna jest dla niego wyzwaniem.

"Jeśli naprawdę się czegoś chce, trzeba o to zawalczyć."

Sutter miał być z założenia postacią, która zmienia się wraz z płynącą fabułą i przekazuje czytelnikowi pewne życiowe mądrości. W rezultacie dynamizm postaci padł ze śmiechu obserwując te marne próby. Owszem, na początku było trochę zabawnie, kiedy bohater porywał się do robienia rzeczy, które normalnemu człowiekowi nawet nie przyszłyby do głowy i w połączeniu z jego poczuciem humoru oraz lekką ironią można było wyczuć dobrze zapowiadającą się postać. I na tym pozytywne aspekty Suttera się kończą. Jego postać to jedna wielka, chodząca celebracja życia szczęśliwego alkoholika bez zasad i zahamowań. Luzacki styl głównego bohatera, jego lekkie podejście do każdego, a w szczególności poważnego tematu nawet mnie nie drażniły, Sutter po prostu budził moje politowanie.

Książka nie jest zła pod względem stylu, bo napisana jest lekko i całkiem przyjemnie, ale to nie zmienia faktu, że całość dłuży się niemiłosiernie. A gdyby tego było mało wątki jakby same się zapętlały - w kółko pojawiają się te same problemy, te same błędy głównego bohatera i te same mało interesujące pomysły, które im częściej się pojawiały tym bardziej nudziły. Właściwie to nie znalazłam tutaj nic konkretnego, bo wątek miłosny wzbudził raczej mój żal niż większe zainteresowanie. Aimee to zamknięta w sobie, poturbowana przez los dziewczyna, która trafia na błazna i zmienia swoje życie jak tylko się da, żeby dostosować do jego stylu. Dzięki temu wątek miłosny przelany został litrami whisky i totalną kompromitacją, o wypadku nie wspominając. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w fabule nie doszukałam się żadnych życiowych mądrości a jedynie fakt, że przyjaciele odchodzą bez słowa, kiedy coś im nie pasuje, lub to, że albo dostosowujesz się do systemu, albo wylatujesz z wielkim hukiem.

Sutter żyje w przekonaniu, że jest niezastąpionym elementem każdej dobrej imprezy i nie dostrzega, że w oczach innych jest tylko pozerem. Idzie w ślady swojego ojca, nie dba o nic ani o nikogo i nie robi przez całą fabułę nic żeby to zmienić. Rzekomi przyjaciele podejmują jedną marną inicjatywę zmiany jego nastawiania po czym zajmują się własnym życiem i zapominają o cudownym dziecku dobrej zabawy. Morał z tej historii jest taki, że jeśli jesteś życiowym nieudacznikiem, to nim pozostaniesz a ambitniejsi znajomi przeżyją życie za ciebie.

"Jest tylko tu i teraz. Nie chcę myśleć o niczym innym."

Myślę, że "Cudowne tu i teraz" to książka, która osiągnęła jeden konkretny sukces - zanudziła mnie tak, jak już dawno żadna książka. W połowie lektury przeżyłam kryzys i lekkie załamanie, ale dzielnie brnęłam dalej dzięki czemu po skończonej lekturze byłam z siebie niesamowicie dumna. Całość to jednak nie tylko nuda, bo wychwyciłam jeszcze niesmak, irytację a na dokładkę czystą i oryginalną bzdurę. A szkoda, bo tak dobrze się zapowiadało.