poniedziałek, 20 listopada 2017

"Dziesięć tysięcy żyć" Michael Poore

"Dziesięć tysięcy żyć" Michael Poore, Tyt. oryg. Reincarnation Blues, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 512

"Nie był przystojnym mężczyzną. Czasami widziała ryby z jego twarzą."

Spoglądając na powyższą powieść pojawiło się w mojej głowie tylko jedno pytanie - czy tak piękna okładka skrywa równą jej treść? Wiem, nie powinno się oceniać... ale czy jesteśmy w stanie wizualnie odrzucić tak wyjątkowe zalety?

Nie wiedziałam czego spodziewać się po tej historii. Przygotowałam się na słodko-gorzki romans, a okazało się, że to nie takie proste. Pierwsze strony historii skutecznie rozwiały wszelkie moje podejrzenia i przestałam już zadawać pytania - zajęłam się tylko czytaniem. To wyszło mi na dobre, bo kiedy wczytałam się w treść otrzymałam książkę niebywałą, trochę inną niż wszystkie i na pewno wciągającą.

Fabuła nawiązuje do życia, które daje nam drugą szansę. A właściwie dziesięć tysięcy szans. Wszystko po to, by przeżyć życie dokładnie tak jak należy.  To pozwoli na to by osiągnąć pełnię mądrości i stać się Jednym ze Wszystkich. Milo - główny bohater powieści - miał do tej pory dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt pięć takich szans. Teraz pozostało mu jedynie pięć żywotów na to, by zrobić wszystko idealnie. Nie udało mu się tak wiele razy, więc pojawia się pytanie czy te kilka cokolwiek zmieni? To bohater specyficzny, trochę niepewny swego a przy bliższym spotkaniu niemal indywidualista. A jednak śledzenie jego historii przychodzi bardzo łatwo - czytelnik ma nieopisaną chęć poznania tej wielkiej nagrody czekającej na szczęśliwców.

Problem polega na tym, że jeśli Milo nie spełni wyznaczonych oczekiwań, zamieni się w nicość. Zatem rozgrywka warta jest swojej ceny. Tylko, że panujące zasady w świecie bohatera nie są dla niego tak ważne jak dla pozostałych rywali. Pragnie on jedynie wytchnienia, odpoczynku w ramionach Śmierci - lub Suzie, jak woli ją nazywać. Każde kolejne życie stanowi rozłąkę z ukochaną, do której wraca po zakończeniu danego życia i jedyne czego oczekuje - to w końcu zatrzymanie się w miejscu i możliwość spędzenia czasu z ukochaną. Nie jest to jednak motyw łatwy, bo kto by pomyślał, że kosmiczna przestrzeń może wyglądać na nietypowo - do tej pory malowała się w zupełnie innych kategoriach a Michael Poore postanowił to zmienić. Stworzył świat niebanalny, pozbawiony granic, w którym niemal wszystko jest możliwe. Włożył w o ogrom pracy, ale wyszło mu to na dobre, bo powieść dzięki temu nabrała głębi i ważnego przesłania.

Przed Milo i czytelnikiem pojawia się ważne zadanie - zrozumienie czym jest "coś wielkiego" i z czego jest to zbudowane. Każde życie rozpoczęte od narodzin do śmierci to inny zbiór doświadczeń, wartości z których warto czerpać odpowiednie lekcje. "Dziesięć tysięcy żyć" to nietypowa lektura, utrzymana w stylu nostalgicznym, niemal magicznym, opisuje wydarzenia pełne emocji i ukrytych znaczeń. To głęboka powieść z ukrytym dnem, którego odkrywanie stanowi największą zagadkę. Jeśli liczycie na historię o miłości - nie tym razem, to coś znacznie ważniejszego.

niedziela, 19 listopada 2017

"Pocałunek zdrajcy" Erin Beaty

"Pocałunek zdrajcy" Erin Beaty, Tyt. oryg. The Traitor Kiss, Wyd. Jaguar, Str. 472

"Czy tak właśnie wygląda śmierć - nic się nie widzi, nie słyszy i nie czuje, po wieczność błądzi się w ciemności?"

Z reguły staram się unikać porównać, ale nie ukrywam, że daję się czasami na nie złapać. W przypadku powieści Erin Beaty byłam ciekawa nawiązania do serii Rywalki, której nigdy nie czytałam, ale płynące z każdej strony pozytywne opinie umacniały mnie w przekonaniu, że to jedna z ciekawszych serii. Dlatego postanowiłam osobiście przekonać się, bez większych uprzedzeń, skoro nie znałam porównywalnej serii, czy "Pocałunek zdrajcy" przekona mnie do siebie.

Pisarski debiut Erin Beaty rozpoczyna trylogię Zdrajcy. Przyznaję, że autorka weszła z przytupem na salony powieści młodzieżowej, bo zanim się obejrzałam byłam zachwycona rozgrywającą się w powieści akcją. Szczególnie główna bohaterka przyciągnęła moją uwagę swoją zadziorną postawą wobec zamążpójścia. Dawniej wychowywała dzieci swojego wuja, ale dziś porzuciła naiwny zawód by pomóc innym jej podobnym odnaleźć szczęście w małżeństwie. Została prawą ręką najwybitniejszej swatki Darnessy i wraz z nią decydowała o dobrym zamążpójściu wybranych kandydatek. Ich zadanie było banalnie proste - odnaleźć najwybitniejsze panny na organizowane co pięć lat Concordium, gdzie zawierane są najpotężniejsze małżeństwa. Muszą zatem wyruszyć w podróż, pełną przygód i niebezpieczeństw, by odnaleźć najbardziej godne swojego miejsca kandydatki.

Motyw swatek w tej powieści osiągnął rangę najważniejszego zawodu. Traktowany z szacunkiem i należnym mu dystansem pełnił honory w wiecie najpotężniejszych władców. W rękach swatek leżały losy całego królestwa i to od nich zależało kto zasiądzie na tronie. Autorka w fantastyczny sposób przedstawiła w najdrobniejszych szczegółach zawód Sage i niebezpieczeństwa jakie były z nim związane. Narażona na działania dworu i wplątana w afery polityczne musiała nie rzadko wychodzić obronną ręką z trudnych sytuacji. To jeden z lepszych aspektów tej powieści - mnogość wątków, które logicznie się ze sobą przeplatają i ujawniają krok po kroku największą tajemnicę historii. 

Akcja chociaż nie gna do utraty tchu nie zwalnia tempa ani na moment. Sage pod przykrywką zawodu swatki wciela się w rolę szpiega, który zrobi wszystko by osiągnąć zamierzony cel. A jest to słuszny kierunek przede wszystkim przez wzgląd na jej osobowość. To barwna, zaskakująca i piekielnie charyzmatyczna bohaterka, która dzięki wpojonym przez ojca zasadom jest odważna i niesamowicie inteligentna. Autorka stworzyła niebanalną postać zamieszaną w zaskakującą akcję i nie oszczędziła jej trudów niebezpiecznej wyprawy. Chociaż była szpiegiem najlepszym ze wszystkich i rozkładała na łopatki potencjalnych kandydatów dla wpływowych panien nie pomyślała, że jej niechęć do małżeństwa będzie musiała zmierzyć się z nieoczekiwanym uczuciem. Spotkała na swojej drodze księcia, który bez pytania wkroczył w jej życie i rozpoczął tym samym szereg niebezpiecznych wydarzeń.

"Pocałunek zdrajcy" to doskonała powieść. Smaczna, przemyślana, dopracowana w każdym drobiazgu. Erin Beaty zapewniła mi wielką przyjemność czytania oraz dostarczyła mnóstwa emocji - szybsze bicie serca związane było z zaskakującymi obrotami sprawy i tajemnicami, które na dworach przepełnionych intrygami nie miały sobie równych. To wciągająca powieść, od której nie można się oderwać, pełna akcji i emocji, których nikt się nie spodziewał.