poniedziałek, 16 sierpnia 2021

"Sto lat Lenni i Margot" Marianne Cronin

"Sto lat Lenni i Margot" Marianne Cronin, Tyt. oryg. A Hundred Years of Lenny and Margot, Wyd. Harper Collins, Str. 400


Historia niezwykłej przyjaźni wykraczającej poza czas. 


Lubicie powieści przy których obecność stosu chusteczek jest obowiązkowa? Zapiszcie więc sobie koniecznie tytuł "Sto lat Lenni i Margot", bo ta historia wyciśnie z Was morze łez, rozbawi i przyniesie ukojenie, ale przede wszystkim porządnie zachwyci.

Uwielbiam powieści opowiadające przełamujące granice. Te ważne, ludzkie, zakorzenione wewnątrz nas. Uwielbiam również powieści pisane samym życiem, troszkę nostalgiczne, wzruszające i przede wszystkim dające do myślenia. Taka właśnie jest powyższa lektura - niezwykle dojrzała, niosąca wielkie pokłady radości, szczerości oraz dobrej zabawy. Książka, która zapada w pamięci czytelnika na długi, długi czas i zmienia go wewnętrznie czy tego chce, czy nie.

Tytułowe Lenni i Margot razem mają sto lat, z podziałem na siedemnaście Leni oraz osiemdziesiąt trzy Margot. Obie spotykają się na szpitalnym oddziale, ponieważ to miejsce stało się dla nich domem. Nastoletnia
Lenni nie ma przed sobą przyszłości, wie to doskonale, ale jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, bo ma wiele do zrobienia na tym świecie. A to wszystko za sprawą Margot, która pokazała jej, że świat może być pięknym miejscem. Razem zdecydowały się namalować sto obrazów upamiętniających wydarzenia z ich przeszłości i będących jednocześnie zwieńczeniem ich życia.

Trudno jest mi pisać o tej książce, ponieważ to jedna z piękniejszych historii jakie w życiu przeczytałam. Mimo trudnego finału do którego cały czas zmierzamy autorka utrzymuje atmosferę dobrej zabawy, pozwala by bohaterki uczyły czytelnika jak piękne potrafi być życie a sama ich opowieść zamknięta w barwnych obrazach to kwintesencja miłości, straty, zrozumienia czy pojednania, które towarzyszyły Lennie czy Margot na przestrzeni lat. Ta ich nietypowa, międzypokoleniowa przyjaźń zdziałała cuda w moim sercu, ponieważ otrzymałam solidną lekcję życia, taką której na pewno nigdy nie zapomnę, a która otoczona lawiną skrajnych emocji wycisnęła z moich oczu morze łez. 

Nie możecie przejść obok tej powieści obojętnie. "Sto lat Lenni i Margot" jest obowiązkową lekturą dla każdego, ponieważ wpływa na czytelnika indywidualnie i uczy postrzegania świata. Zaczyna się lekko, ale nie należy do łatwych historii, choć podczas czytania śmiałam się z niektórych momentów czy przeżywałam romantyczne chwile wraz z bohaterkami. To jednak emocjonalnie trudna powieść, bardzo błyskotliwa i życiowa, ale przez to jeszcze trudniejsza do przyswojenia w finale. Nie spieszcie się więc z jej czytaniem, delektujcie się każdym podjętym wątkiem, każdym przeczytanym słowem, bo to powieść, która warta jest każdej poświęconej jej chwili.

niedziela, 15 sierpnia 2021

"Każdy nowy dzień" Ewelina Miśkiewicz

"Każdy nowy dzień" Ewelina Miśkiewicz, Wyd. Czwarta Strona, Str. 328


W najtrudniejszych chwilach wszystko, co mamy, to przyjaźń.


Ewelina Miśkiewicz to autorka, której książki obyczajowe podbijają serca polskich czytelniczek. U mnie bywa jednak różnie, ponieważ jedne jej książki bardzo lubię, inne moim zdaniem wymagają jeszcze trochę dopracowania. Nie mniej śledzę karierę autorki od samego początku i niewątpliwie mogę pochwalić ją za bardzo dobry, wciąż rozwijający się warsztat czego potwierdzeniem jest "Każdy nowy dzień", najnowsza lektura wciągająca bez reszty.

To kolejna życiowa, świadoma książka, w której uderza w czytelnika proza życia. Poznajemy bohaterów, a przede wszystkim bohaterki, których życie wcale nie jest kolorowe a z którymi potrafimy się utożsamić na podstawie przeżytych doświadczeń czy zrozumienia kierowanego wobec ich problemów. Króluje tutaj wiarygodność, która robi swoje oraz w pełni zrozumiane emocje.

Poznajemy losy Ewy, która może pochwalić się stabilnym, poukładanym życiem. Utalentowana matka i żona, z gronem cudownych, szczerych oraz lojalnych przyjaciółek pod ręką. Niestety. Ewa mimo dobrego życia wpada w rutynę i zatraca się w pustce, która - jak sama uważa - ją otacza. I to właśnie ją zgubiło. Z jednej strony rozumiem działania Ewy oraz towarzyszące jej skrajne emocje, z drugiej byłam trochę zła na jej pączkujący egoizm. Zamiast doceniać to co ma i włożyć w to wszystko jakieś starania, wolała załamać ręce i stoczyć się w przepaść. Nie jest jednak tak, że jej nie polubiłam - po prostu czasami miałam ochotę nią trochę potrząsnąć.

Otrzymujemy zatem lekturę o życiu a także otaczającej nas codzienności, o problemach w związku, o wypaleniu miłosnym, zawodowym, o staraniach i nie staraniu się o nic, o cudownej przyjaźni, wypalającej się miłości a także o uzależnieniu, które w końcu prowadzi do tragedii. Autorka podejmuje wiarygodne, codzienne tematy w powieści, która w pełni angażuje czytelnika poprzez masę przeróżnych emocji.

"Każdy nowy dzień" to moim zdaniem jedna z najciekawszych lektur Eweliny Miśkiewicz. Dużo w niej codziennych trosk, ale też otaczającej nas prawdy. Bardzo podoba mi się podejście autorki do tematu, podobały mi się również emocje towarzyszące mi podczas czytania. Widać, że autorka rozwija się literacko, że wie o czym pisze a jej proza jest przekonująca oraz wciągająca. Polecam Wam zatem lekturę jako nie tylko przyjemną obyczajówkę na leniwe popołudnie, ale i lekcję na temat uzależnienia oraz ciągnących się za tym konsekwencji, ponieważ ten motyw wywarł na mnie największe wrażenie.