"Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość."
"Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość."
Są ludzie, którzy nie tylko słuchają, ale przede wszystkim rozumieją.
Sympatyczna lektura przy której czas przestaje mieć znaczenie, pięknie poruszająca w czytelniku najczulsze struny. Jakub Bączykowski po raz kolejny otwiera przed nami drzwi do historii, której nie mamy ochoty opuszczać.
Autor snuje opowieść podnoszącą na duchu, niosącą nadzieje oraz pokazującą, że po każdej burzy wychodzi słońce. Sięga po to co nas otacza, jego książka jest bowiem wiarygodna i dojrzała a bohaterowie pojawiający się na pierwszym i drugim planie przypominają nas samych. Tutaj czas płynie swoim rytmem, nikt nigdzie się nie spieszy, szczególnie, gdy przyjdzie mu wyjawić troski z jakimi walczy a my z przyjemnością przerzucamy kolejne strony, by na własnej skórze poczuć, że nie jesteśmy sami. W dodatku sprawę uławia nam niezwykła plastyczność stylu, czułość z jaką oddawane są problemy bohaterów oraz bystre postrzeganie prozy życia w przełożeniu na fabułę.
Czytamy o losach Rity, która w samym sercu Krakowa prowadzi salon fryzjerski. Jednak zainteresowani nie przychodzą tutaj po piękne fryzury a po spokój jaki oferuje kobieta poprzez wypowiedzenie na głos lęków i problemów. Oraz po zrozumienie i ulgę, które są w pakiecie usług.
To wyjątkowa książka, ponieważ bardzo emocjonalna i szczera w tym co oferuje. Z jednej strony obserwujemy Ritę, jej charakter, ogromną dawkę empatii, pocieszenie kierowane w stronę innych ludzi. Wydaje się, że niewiele osób jest obdarzonych aż tak wymownymi cechami charakteru i brakuje nam tego na co dzień. Z drugiej czytamy o klientach, o różnych bohaterach mierzących się z własnymi demonami, którzy potrzebują mentalnego wsparcia i poczucia, że nie są w tym wszystkim sami. Wielka empatia wisi w powietrzu, która w połączeniu z wrażliwością fabuły koi nasze serce, porusza czułe struny, sprawia, że nie przestajemy rozmyślać o bohaterach na długo po zamknięciu ostatniej strony. Rozumiemy to wszystko, ponieważ sami byliśmy lub nawet jesteśmy w podobnej sytuacji. Autor prowadząc banalną w swojej prostocie fabułę przemienił ją w coś nadzwyczajnego, udowadniając, że nic nie dzieje się bez przyczyny a jeden drobny gest może odmienić czyjeś życie na zawsze.
"Wszystko na mojej głowie" to przepiękna, nastrojowa, jedyna w swoim rodzaju książka niosąca wiele silnych emocji. Jedna z tych, po którą sięgniecie nie jeden raz a ona zawsze nauczy Was czegoś nowego. Nie spodziewałam się tak wielu emocji a jednak Jakub Bączykowski bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Historia z wyczuciem, z inteligencją, z inspiracją naszym zwykłym otoczeniem pokazująca jak łatwo wyciągnąć dłoń do drugiego człowieka i zrobić tym samym dobry uczynek.
Takie były kiedyś kryminały!
Klimatyczna powieść pełna drugoplanowych wątków, idealna do poczytania późnym wieczorem, w pełni angażująca wyobraźnię.
Wydana pierwszy raz wiele lat temu przywołuje na myśl wszystko co niebywałe w dawnych kryminałach. Niby nieskomplikowana, niby banalna pod względem prowadzonej akcji a jednak na swój sposób niepowtarzalna, zmuszająca czytelnika do zatrzymania się oraz głębszej analizy. Wszystkie książki autora mają w sobie wyjątkowy klimat tego co już nie wróci, ponieważ dziś szukamy suspensu, natomiast Wallace niespiesznie koncentrował się wokół wszechobecnej zabawy w kotka i myszkę.
Przenosimy się do lat 20. ubiegłego wieku. Czujemy na własnej skórze ścisk brytyjskich uliczek. Przemykamy, tak jak szpieg, niezauważani. Obserwujemy bohaterów z bliska, znamy ich mroczne sekrety, donosimy na nich na policję. Próbujemy wyrównać rachunki a oni próbują nas pochwycić. Nikt jednak nie zna naszej tożsamości. Do czasu, gdy Scotland Yard podejmuje wyzwanie.
Fabuła liczy sobie niewiele stron, ale każdą czyta się z przyjemnością. To typowy retro kryminał na miarę ówczesnych czasów, który może nie jest specjalnie skomplikowany, ale na pewno może się pochwalić złożoną sylwetką postaci idealną do głębszej analizy. Sam motyw tajemniczego bohatera dodaje całości smaku, pozwala popuścić wodzę fantazji i nawet jeśli łatwo nam przewidzieć przebieg wypadków, nie chodzi o to, by ścigać się z czasem a po prostu delektować klimatem, atmosferą czy pomysłowością akcji.
"Demon-szpieg" to przyjemna przygoda w klasycznych ramach, która podsyca apetyt na więcej. Dobrze napisana, ciekawie poprowadzona, błyskotliwa oraz wielowymiarowa. Krótka, owszem, ale w swojej formie idealnie sprawdzi się jako wybór tuż przed snem, pozwalając nam odreagować dzień oraz wskoczyć w wir emocjonujących zdarzeń.
"Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej."
Wspomnienia, które leczą. Magia, która przynosi zrozumienie.
Nastrojowa, nietuzinkowa, pokazująca życie w zupełnie innej odsłonie. Propozycja od Thei Weiss bardzo miło mnie zaskoczyła, poruszając w moim sercu najczulsze struny.
To opowieść o bohaterach na miejscu których mogliśmy stanąć my sami. Proza obyczajowa, subtelnie romantyczna, momentami nasiąknięta magią. Wszystko jednak od pierwszej do ostatniej strony było na swoim miejscu, jakby autorka od początku miała jasny plan, który zrealizowała z podziwu godną precyzją. Sięgając po lekturę spodziewałam się opowieści podobnej do innych, przyjemnej dla wyobraźni, ale jednocześnie szybkiej do zapomnienia. A jednak styl Weiss, jej umiejętność żonglowania emocjami oraz budowania złożonych sylwetek bohaterów zatrzymały mnie myślami przy fabule na długo po zamknięciu ostatniej strony.
Ellie i Drake mieli jasny plan na przyszłość i widzieli siebie na ślubnym kobiercu. Jednak pewnej nocy trafili do starego kina a tam ujrzeli film z ich udziałem. Jak to możliwe, że na wielkim ekranie pojawiły się wspomnienia z ich dzieciństwa? Każdy seans ujawnia pewne tajemnice, każdy nowy film zbliża bohaterów do teraźniejszości. Nie wiedzą jednak co odkryją przed zakończeniem spektaklu i czy ujawniona prawda pozwoli im przetrwać.
Trudno opisać słowami wyjątkowość fabuły, ponieważ główną rolę odgrywają tutaj silne emocje. Kameralna przestrzeń ciemnego kina, nawiązanie do wspomnień, które nie każdemu się podobają oraz mocna analiza bohaterów, ich myśli, zachowań oraz podejmowanych decyzji, budują obraz związku opartego na pewnych kłamstwach. A jak wiadomo, nie tak powinna wyglądać droga do budowania wspólnej przyszłości. Autorka w ciekawy sposób pokazała różnorodność charakterów, skonfrontowała ze sobą inne światy, uchwyciła momenty strachu, niepewności oraz poczucia, że być może Ellie i Drake nie znali siebie tak dobrze jak podejrzewali. Gdy oni mierzli się z własnymi demonami, my z zachwytem przerzucaliśmy kolejne strony, wraz z nimi siedzieliśmy na kinowych fotelach i zajadając popcorn z zapartym tchem obserwowaliśmy bieg wypadków.
Napisać, że jestem zachwycona powyższą powieścią to jakby nie napisać nic. Dawno nie czytałam tak inteligentnej książki na miarę współczesnych czasów o ponadczasowym wydźwięku. Trzymałam kciuki za bohaterów, zżyłam się z ich opowieścią, na własnej skórze odczuwałam wszystkie zmiany zachodzące w nich zależnie od obejrzanego seansu. Thea Weiss stworzyła akcję z niezwykle osobistym wydźwiękiem, mądrą, dojrzałą i tak smaczną, że pozostaje apetyt na więcej.
"Bo nic się tak nie przyczynia do uspokojenia umysłu jak zdecydowany cel- najlepszy punkt zaczepienia dla duszy i niczym nie zaślepionego intelektu."
Fiodor Dostojewski – mistrz zaglądania do duszy.
Dostojewski niezawodnie wyrywa nas z zadumy i otwiera oczy na to co niewidoczne w pędzie życia. Jego proza pełna ukrytych znaczeń, wytycznych oraz moralizatorskiej treści tym razem zmienia się z rozległej fabuły w krótką nowelkę, która mimo swojej niewielkiej objętości i tak pięknie pokazuje kunszt autora.
Rozbrajająco szczera, silnie psychologiczna, plastyczna i z niezmiernie złożonymi kreacjami bohaterów. Taka jest powyższa opowieść, pełna skrajnych emocji, często tych bardziej negatywnych, które pokazują ludzkie życie w codziennym, niekoniecznie dobrym świetle. A jednak na swój sposób depresyjne podejście Dostojewskiego przemieniło się w bodziec do działania, ponieważ czytający potrafi wyciągnąć logiczne wnioski z poczynań bohaterów i przełożyć je na własne doświadczenia.
Białe noce to historia pełna pasji, intensywności oraz motywacji do zmian. Poznajemy bohaterów pogrążonych w smutku, niepewnych wobec własnego jutra, którzy odmieniają swój stan pod wpływem jednej cudownej chwili. On samotnik nie potrafiący pokonać bariery marzeń, ona zatracona we własnych niespełnionych oczekiwaniach. Spotykają się pewnej białej nocy na moście w Petersburgu i tak rodzi się opowieść, która zaczaruje wszystkich dookoła.
Taka jest proza Dostojewskiego, na każdego wpływa indywidualnie. Jeden skupi się na sylwetce postaci, inny będzie wyciągał wnioski z otoczenia. Mnóstwo bodźców oraz ukrytych sygnałów umożliwia nam pełne delektowanie się wydarzeniami a to, co zostaje w naszych umysłach po zamknięciu ostatniej strony wydaje się lekcją jakiej nikt inny by nam nie ofiarował.
Jeśli obawiacie się ciężkiej treści czy historii, która Was nie wciągnie - niepotrzebnie. Autor ma dobre pióro, które pobudza wyobraźnię i nawet jeśli stosuje silne zabiegi psychologiczne to i tak robi wszystko w sposób uczciwy, nie pozostawiając czytelnika w niewyjaśnionej konsternacji. "Białe noce"dzięki swojej krótkiej formie maksymalnie ukazuje niepodważalny talent Dostojewskiego w roli mistrza przenikliwości.
Ćpun to surowa, przejmująca, autobiograficzna relacja...
Czytasz i nie dowierzasz, więc wracasz i czytasz jeszcze raz. A później wciąż od nowa wszystko analizujesz, ponieważ proza Burroughs'a jest pełna ukrytych znaczeń.
Trudna, wymagająca czasu historia, pisana z pasją i oddaniem. Nie każdemu przypadnie do gustu, ponieważ nie każdy lubi taką literaturę, ale jeśli się odpowiednio przygotujecie i pozwolicie jej płynąć swoim rytmem - autobiograficzne losy bohatera na pewno nie pozostaną dla Was obojętne. Autor postawił na wiele sprzecznych emocji, które raz za razem przejmują władzę nad postaciami a sama akcja płynie powoli, niespiesznie, pozwalając nam w pełni skoncentrować uwagę na tym co dzieje się tu i teraz.
Heroinista, homoseksualista, człowiek przekraczający granice. Autor prowadzi nas przez świat powojennego podziemia, sięga po trasę do Meksyku, Nowego Orleanu czy Nowego Jorku. Nie boi się tematów tabu, twardo stąpa po ziemi a my wraz z nim przyjmujemy na siebie ciężkie, często trudne opisy miejsc czy zdarzeń. Jednak właśnie o to w tym chodziło, by sięgnąć dna i pokazać jak do tego doszło.
Mocny język, slangi, miejsca, do których nikt o zdrowych zmysłach nie chce wchodzić. Szpital odwykowy z metodami, które można poddać w dużą wątpliwość oraz ucieczka przed policją, która próbowała zwalczyć zło na różne sposoby. Niby nic się nie dzieje, niby przytłacza nas duszna, kameralna atmosfera a jednak całość widziana z góry wydaje się bardzo złożona, bogata w uniwersalne wartości, trudna do przyjęcia, ale przez to doskonale wiarygodna. Szczery, prosty język fabuły dopełnia dzieła, pokazując jak ewoluuje na przestrzeni wydarzeń (słowniczek na końcu ułatwia czytanie) natomiast samo poczucie, że wszystkie informacje mają swoje podłoże w realnych wydarzeniach stopowało czytelnika, by lepiej przyglądał się całej opowieści.
Na pewno jest to książka, która wytycza własne szlaki. Porusza tematy o których nie mówi się dużo i sięga po mocną treść uderzającą w naszą wyobraźnię. A jednak uważam, że czytelnicy o mocnych nerwach powinni spróbować się z nią zmierzyć, ponieważ bardzo dobrze oddaje ponurą prozę życia. Inteligentna, błyskotliwa treść w konfrontacji z wielkim umysłem autora zaowocowały fabułą na swój sposób przerażającą, na swój sposób fascynującą.
Polowanie dopiero się zaczyna.
Mroczna, uzależniająca, bogata w emocjonalne doświadczenia. Jesteście gotowi na krok w nieznane?
Joanna Maziarek próbując napisać książkę inną niż wszystkie stworzyła nietuzinkową opowieść dla tych, którzy szukają ekscytacji. Trochę romans, trochę erotyk a trochę prawda o nas samych w połączeniu z przyjemnym dla wyobraźni językiem zaowocowały lekturą wartą uwagi. Nie spodziewałam się, że dam się porwać opowieści, ponieważ początek szedł mi trochę topornie, ale im lepiej poznawałam główną bohaterkę tym łatwiej było mi zrozumieć jej wybory. Ponadto w jej historii kryła się pewnego rodzaju nostalgia, która pokazała, że droga do odnalezienia siebie potrafi być bardzo kręta.
Alicja za dnia pracuje w przedszkolu, wieczorem natomiast zakłada maskę króliczka i pozwala sobie na szalone ekscesy. Gdy na jednej z imprez poznaje Leona przeczuwa, że w końcu znalazła odpowiednią osobę. Ich romans płonie silnymi emocjami, ale zostaje sprowadzony na ziemię wraz z problemami, które czekają tuż za rogiem. On ma swoje zasady. Ona zrobi wszystko, by uratować brata. Czy uda im się to połączyć?
Fabuła rozkłada się na zaskakującą ilość stron, ale wszystkie wypełnione są dynamiczną akcją. Dużo wątków splata się ze sobą a my chętnie poznajemy je wszystkie, ponieważ to one kształtują bohaterów oraz ich przyszłość. Wystawieni na wielką próbę będą musieli przejść przez wiele moralnych kwestii a trudne tematy w tle podbiją stawkę. Przeczytamy o chorobie zagrażającej życiu, o brutalnych aktach na niewinnych, o przełamywaniu barier dla tych, których kochamy. Całości dopełnią emocje, momenty zbliżeń Alicji i Leona oraz miłość w wielu odcieniach, także tych niekoniecznie przyjemnych.
Spore kłopoty czekają na nas podczas lektury, ale zdecydowanie warto wkroczyć w sam ich środek. "Sezon na króliczka" zaskakuje nie tylko pomysłowością, ale także ilością wątków, ciekawą kreacją bohaterów aż w końcu szczerymi momentami śmiechu oraz wzruszenia. Łapiąc wspólny język z bohaterami podążamy wyboistą drogą niebezpieczeństw, by odnaleźć odpowiednie miejsce w świecie i uratować miłość jedyną w swoim rodzaju.
Kobieta, która igra z ogniem. Mężczyzna, który na co dzień z nim walczy.
Każdy z nas potrzebuje wytchnienia od trudnych życiowych momentów oraz ukojenia w ramionach bliskiej osoby. Jednak nie zawsze możemy na to liczyć, szczególnie gdy sami odrzucimy szansę od życia.
Powieści romantyczne zawsze mają jeden cel - ukazać piękno miłości we własnym świetle. Dlatego często sięgam po ten gatunek i szukam połączenia z tym co sam uważam. Jedni autorzy przekonują mnie do siebie bardziej, inni mniej. A Sloane St. James, jak poradziła sobie z wyzwaniem? Całkiem nie najgorzej. Jej historia okazała się lekka i pisana emocjami, mocno koncentrowała się na wewnętrznych przeżyciach postaci i ukazywała walkę między sercem a rozumem. Swobodnie prowadzona akcja zaprezentowała połączenie dwóch silnych światów i tak mogliśmy przeczytać o uczuciu, które nie powinno mieć miejsca.
Callahan Woods od zawsze walczył z ogniem. Gdy pięć lat temu w jednej z akcji ratowniczych stracił swojego przyjaciela nauczył się, że nie można angażować się emocjonalnie. Odciął się więc od zaangażowania na rzecz profesjonalizmu. Niestety na jego drodze stanęła Prescott Timmons, która szybko zaczęła burzyć mury. Jednak i ona miała swoje demony z którymi próbowała sobie poradzić.
Nie będę ukrywać, nie jest to lektura przełomowa, nie znalazłam w niej nic odkrywczego ani świeżego, ale jednocześnie nie mogę napisać, że czuję się rozczarowana. Właściwie spędziłam przy niej bardzo miłe chwile, polubiłam bohaterów i chociaż z góry wiedziałam jak potoczą się ich losy - kibicowałam do samego końca. To prosta opowieść o trudnych doświadczeniach, pokazująca prywatne dramaty i demony z jakimi przyszło się na co dzień mierzyć bohaterom, a w ich konsekwencji - podejmowali decyzje nie zawsze zgodne z ich naturą. Łatwo to zrozumieć, łatwo postawić się na ich miejscu i przyjemnie przyjąć na siebie solidną dawkę różnorodnych emocji związanych z lękiem przed zaangażowaniem czy próbą zrozumienia miłości mającej swój wyjątkowy wydźwięk. Romans pomiędzy bohaterami rozkręca się powoli, pozwala na to spora ilość stron a przez to nie czujemy się przytłoczeniu szybkim tempem czy niezrozumiałymi decyzjami. Mimo schematów autorka obronną ręką wybrnęła z tłumu podobnych książek i złożyła na nasze dłonie sympatyczną opowieść.
"Walka" to ciekawe ujęcie romantyczności w obliczu realnego zagrożenia. Pożary lasów są tematem aktualnym i świadomym, cieszę się więc, że znalazły swoje miejsce w tej książce. To nadało jej mocniejszego wydźwięku, gdy czytelnik na własnej skórze mógł poczuć wszechobecne niebezpieczeństwo. Całość jednak niepodważalnie była nastawiona na miłość, nie taką naiwną, pojawiającą się na chwilę, ale długodystansową, ukazującą blaski i cienie podejmowania trudnych decyzji. To książka idealna do poczytania późnym popołudniem, która pięknie wpływa na wyobraźnię.
Co tak naprawdę wydarzyło się w starym schronie?
Niebezpieczne rozgrywki w rękach Marcela Mossa to historie dedykowane przede wszystkim czytelnikom o mocnych nerwach. Zawsze bowiem na pierwszym planie pojawia się namacalny strach.
I właśnie dlatego przepadam za jego twórczością. Lęk przed nieznanym oraz mocna baza w postaci zdarzeń czerpiących inspirację z prawdziwego życia od samego początku budują historię od której trudno się oderwać. Autor wyróżnia się wielką wyobraźnią, za każdym razem zaskakuje treścią po brzegi wypełnioną emocjami oraz wyróżniającą się własną oryginalnością a trzeci tom serii Komisarz Sambor Malczewski tylko udowadnia, że nowa książka to nowa, wielka przygoda pisana ze swobodą, ale jednocześnie potrafiąca tupnąć nogą w odpowiednim momencie.
Słowiańskie wierzenia podburzą wyobraźnię. Piękna relacja człowieka z psem chwyci za serce. Zagadka zaginięcia pewnej rodziny przyprawi o dreszcz przerażenia. Akcja powieści sięgnie wydarzeń sprzed dwudziestu lat, by dopiero w teraźniejszości odnaleźć elementy zagadki i tym sposobem zaangażuje czytelnika w szaleńczy ciąg przyczynowo-skutkowy.
Fabuła z każdą kolejną stroną rozkręcała się na całego. Autor zadbał o odpowiednie napięcie, mrok oraz wszechobecne tajemnice i to one napędzały dalsze wydarzenia. Nie spodziewając się takiego obrotu sytuacji wkroczyłam do świata ludzkiej bezwzględności, oczami głównego bohatera obserwowałam strach mieszkańców małej wsi, podążałam po nitce do kłębka, by odkryć szokującą prawdę. To kryminał w typowych dla gatunku ramach, pisany silnymi emocjami, podszeptami, skłaniający nas do czytania pomiędzy wierszami oraz odpalenia wyobraźni na wyższy bieg. Skutecznie jednak wymyka się schematom, nic nie jest tutaj bowiem oczywiste, sylwetki postaci aż proszą się, by rozłożyć je na czynniki pierwsze a sam motyw przewodni pięknie udowadnia jak przewrotne potrafi być życie, zmienne w ułamku sekundy, momentami przerażające i nieodwrotnie oparte na podejmowanych decyzjach. Tytułowy schron skrywał niejedne kłamstwo, próbował zatrzymać dla siebie wiele tajemnic, ale na całe szczęście Marcel Moss stworzył komisarza Sambora, który swoim charakterem pokonał wszystkie przeciwności.
"Schron" to kolejny popisowy numer autora, czyli lawina kryminalnych wyzwań dedykowana czytelnikom wymagającym od książki pełnego zaangażowania. Mroczna, nieprzewidywalna, uzależniająca historia, którą czyta się z zapartym tchem i która do samego końca trzyma nas w napięciu. Trudno przejść obojętnie obok postaci Sambora, ponieważ to bohater inny niż wszyscy, posiadający własne demony idealnie dopełniające całości. Nie pozostaje mi więc nic innego, niż cały cykl mocno Wam polecić.
Niektórzy potrzebują więcej czasu, by znów nauczyć się kochać.
Lubię książki Eweliny Dobosz, ponieważ mimo swojej niepozornej treści kryją wiele serdecznych emocji. Zawsze potrafię utożsamić się z bohaterami jej książce, więc i tym razem nie miałam z tym problemu.
Proza życia z zabarwieniem obyczajowym opisuje otoczenie, które towarzyszy nam na co dzień. Wewnętrzne dylematy głównej bohaterki nie są nam obce a pojawiające się wątki pokazują przewrotny bieg prawdziwego życia. Dobosz pisze bardzo przyjemnie, jej fabuła jest lekka i jednocześnie płynna, ale kwintesencją wydają się być trafne opisy, które nie tylko zbliżają nas do postaci, ale ukazują ich wewnętrzną walkę dążącą do akceptacji oraz zrozumienia.
Oliwia nie chciała się wiązać. Doświadczyła już bólu po stracie wielkiej miłości, więc nie miała ochoty na powtórkę. A jednak spotykając Lucasa wiedziała, że to uczucie warte zaangażowania. On zniknął na rok a gdy ich drogi ponownie się skrzyżowały, pierwsze skrzypce zagrały tajemnicę. To była trudna znajomość. Tylko czy takie nie są najlepsze?
Przyjemna dla wyobraźni opowieść o demonach każdego człowieka. Trochę romantyczna, kiedy indziej życiowa. Przede wszystkim jednak zmuszająca do zatrzymania się i refleksji, ale nie w sposób natarczywy, bardziej nostalgiczny. Dostrzegamy wewnętrzny smutek bohaterów, wraz z nimi szukamy odpowiedniej drogi, mierzymy się z tajemnicą, która wydaje się motorem napędowym wydarzeń. I chociaż to los odpowiada za całą akcję, to odniosłam wrażenie, że nic nie działo się tutaj bez przyczyny, nie tylko kształtując na nowo charaktery Oliwii i Lucasa, ale i pokazując im, że to co trudne smakuje lepiej. Akcja obejmuje dużą przestrzeń, ale to Zielona Góra zwieńczy ostatecznie to co zaczęło się rok temu, by pokazać siłę przywiązania.
Spokojna, swobodna a jednak w pełni świadoma i bardzo inteligentna powieść zaskakuje podjętymi tematami oraz dużą dozą wiarygodności. Ciekawa kreacja bohaterów, lawina silnych emocji oraz wpływająca na wyobraźnię czytającego treść łączą się w spójną całość od której ciężko się oderwać. Książka pozwala czytać to co ukryte między wierszami, ukazuje swoją głębie oraz zachwyca romantycznym motywem, który pokazuje, że czasami warto dać drugą szansę.
Czy Mallory odnajdzie w sobie zabójczynię… czy ofiarę?
Tylko dla odważnych, tylko dla pełnoletnich. I przede wszystkim: tylko dla tych, którzy wybierają mrok oraz wszechobecne niebezpieczeństwo.
Ależ to była dobra historia! Sięgając po nią nie spodziewałam się tylu wrażeń oraz pomysłowych zwrotów akcji, które tętniły życiem oraz zaskakiwały mnie na każdym kroku. Ta książka jest sporym wyzwaniem dla wyobraźni, więc przygotujcie dla niej spokojny wieczór a może nawet i dwa, jeśli tak jak ja, będziecie mieli ochotę specjalnie przedłużać czytanie. Autorka zdecydowała się na połączenie kilku wątków, więc odnajdziemy tutaj elementy romansu, thrillera, powieści erotycznej a nawet pewne kwestie społeczne czy moralne, które wyróżniają ją spośród tłumu oraz nadają wiarygodnych, realnych kształtów.
Mallory zaczęła nowe życie z dniem swoich osiemnastych urodzin. Jako płatna zabójczyni zdecydowała, że musi lepiej poznać miasto, w którym będzie pracować. Nowej roli nauczy ją ojciec, który od lat zdobywał doświadczenie na własną rękę. Nie spodziewa się jednak, że znajomości jej opiekuna doprowadzą do szeregu wydarzeń, które całkowicie wywrócą jej świat do góry nogami.
Fabuła na początku może wydawać się chaotyczna, ale to przemyślany zabieg kontrolowany przez autorkę. Chodzi o to, by skoncentrować naszą uwagę i zaznaczyć jak trudne, inne od naszego, było i jest życie głównej bohaterki. Warto czytać pomiędzy wierszami, wyłapywać detale oraz snuć własne przypuszczenia, ponieważ Kryspin (co podobało mi się najbardziej) nie widzi potrzeby, aby informować nas o wszystkim, nie zarzuca czytelnika przegadanymi wyjaśnieniami idąc obraną drogą, ukazując trudny świat morderców oraz dziewczynę pełną sprzeczności, ani pozytywną, ani negatywną w świetle rozgrywanych zdarzeń. Z jednej strony czytamy o tajemniczym prześladowcy, który chce skrzywdzić Mallory, z drugiej niewiele tajemnic wychodzi na światło dnia, co może sugerować nadchodzącą kontynuację, a dzieła dopełnia mężczyzna mający własną mroczną przeszłość, od pierwszego spotkania wykazując na punkcie dziewczyny silną obsesję. Konfrontacja tych dwóch charakterów zaowocuje więc wybuchową, ekscytującą akcją, którą koniecznie musicie poznać na własnej skórze.
Opowieść o mrokach ludzkiej duszy, pokazująca w ponurym świetle jak wydarzenia z przeszłości ukształtowały charaktery bohaterów. Ciekawa historia miłosna, pomysłowo wymykająca się schematom. Idealna lektura do poczytania późnym popołudniem, angażująca zmysły, odrywająca myśli od prozy życia, pozwalająca wkroczyć do niebezpiecznego świata tajemnic oraz porachunków. Bardzo udana przygoda, która pozostawia jeszcze wiele kwestii do wyjaśnienia dla planowanej kontynuacji. Dużo tajemnic, scen tylko dla dorosłych, gęstego od niepewności napięcia, czyli mieszanka iście wybuchowa!
Dziewczynka, chłopiec i serce, które ich połączyło.
Wiele hałasu pojawiło się wraz z pierwszymi zapowiedziami tej książki, więc na własnej skórze postanowiłam sprawdzić o co z tym wszystkim chodzi. Przecież jak wiadomo, reklama dźwignią handlu.
Ale nie tym razem.
Mocna tematyka transplantologii szybko łapie kontakt z czytelnikiem za sprawą stylu autorki. Clarke pisze emocjonalnie, wie jak odwołać się do naszej podświadomości i trafić w czułe struny nawet najtwardszego serca. Z resztą, niewiele tutaj trzeba, by w oczach pojawiły się łzy wzruszenia, ponieważ już na wstępie przemawia do nas fakt realności zdarzeń. Bohaterowie okazali się prawdziwymi osobami, ich historia wydarzyła się naprawdę i nie była jedynie inspiracją dla książki, ale przede wszystkim ogromną prywatną tragedią. Na szczęście autorka uchwyciła całość ze smakiem i delikatnością, wiedząc, że pisze o dzieciach, o bólu, stracie oraz przeżywanej żałobie, co jeszcze bardziej przekonało mnie do jej twórczości.
Keira miała zaledwie dziewięć lat, gdy pod wpływem wypadku doznała śmierci klinicznej. Mimo ogromnego bólu rodzina zdecydowała się na oddanie jej organów. Serce dziewczynki pojedzie do Maxa, który od dawna walczy z wirusem. I tak rozpoczyna się wędrówka serca, którą autorka opisuje z dbałością o szczegóły, zapewnia spojrzenie na wydarzenia z wielu perspektyw i nie pomija niczego, nawet jeśli dla wszystkich będzie to boleśnie trudne.
Rachel Clarke łączy literaturę faktu z prozą piękną, opisując coś co wydarzyło się naprawdę, sięgając po konkretne fakty, zagadnienia medyczne, daty czy wspomnienia, jednocześnie snując fabułę z dialogami. Dzięki temu jej historia jest płynna, dynamiczna i - nie inaczej - piekielnie emocjonalna, więc na czas czytania polecam zarezerwować sobie kilka wolnych od codziennych obowiązków chwil, ponieważ trudno odłożyć lekturę choćby na moment. Wszystko pisane jest z delikatnością, ale nie nostalgicznie czy ze smutnym wydźwiękiem. Dużo jest tutaj ulotnej nadziei, dużo chwil wzajemnego pocieszania, siły rodziny, potrzeby bliskości i akceptacji. Droga bohaterów była trudna, ale stała się wstępem do czegoś wyjątkowego, nie dziwi więc fakt powstania tej książki, o takich wydarzeniach bowiem musimy czytać. To one kształtują nasze charaktery.
Smutna, szczera, inteligentna, dojrzała, uniwersalna, przejmująca do szpiku kości. Mogłabym tak wymieniać bez końca, ale najlepiej będzie jeśli sami zdecydujecie się na lekturę. Wówczas dostrzeżecie jej niepowtarzalne piękno oraz głębię obok której nie sposób przejść obojętnie. W prozie zwykłych dni i w otoczeniu problemów, które wydają się dla nas wyjątkowo trudne nagle zaczyna nam się zmieniać sposób rozumowania, gdy zderzymy się z tak trudną tematyką pokazującą losy ludzi takich samych jak my.
Obserwuje ją na każdym kroku. Nie przestanie, dopóki nie będzie należeć do niego.
Nigdy nie możemy być pewni tego co przygotowuje dla nas los. Wszystkie nasze plany bowiem mogą zniknąć w jednym momencie.
Właśnie o tym pisze Jedersafe w swojej najnowszej książce. O kłopotach nie z winy bohaterki, o całkowicie odmienionym biegu wydarzeń. Z pomysłem, opierając się na tematach, które otaczają nas na co dzień autorka snuje intrygującą historię pełną podszeptów. Warto czytać między wierszami, warto skupiać się na detalach, ponieważ króluje tutaj silny wątek psychologiczny, które swoje pełne oblicze ujawni dopiero w ekscytującym finale. Na pierwszy rzut oka książka, wydaje się niepozorna, ale im więcej stron przerzucimy, tym pewniej poczujemy na skórze niepewność nadchodzących zdarzeń.
April nie spodziewała się, że wieczorny powrót do akademika zmieni się w koszmar. Przyłapała zamaskowanego mężczyznę na ukrywaniu dowodów zbrodni i tak ściągnęła na siebie jego gniew. Niebawem zaczną ginąć młode kobiety a dziewczyna zrozumie, że być może będzie następna. Czy zatem uda jej się wymknąć śmierci i czy utrzyma znajomość z chłopakiem, który w najmniej spodziewanym momencie podbił jej serce?
Sięgając po książkę nie spodziewałam się, że będzie tak wciągająca. Wydawało się, że przede mną romans jakich wiele a jednak autorka pozytywnie zaskoczyła mnie wspomnianą wcześniej stroną psychologiczną. Podróż przez fabułę pozwoliła mi na łączenie kropek, wyciąganie własnych wniosków aż w końcu szok związany z pomysłowym rozegraniem ostatecznych scen. To nie jest prosta historyjka na jeden wieczór a w pełni angażująca akcja, dynamiczna, płynna, ciekawie zmieniająca swój bieg, która wprowadza na scenę wiele silnych emocji. Bohaterowie budzą zainteresowanie, tajemnicza postać intryguje równie mocno co budzi lęk a perspektywa pisana obliczem kilku postaci idealnie dopełniła dzieła.
Szykując się na romans zaskoczyła mnie obecność elementów thrillera. I to napisanych na wysokim poziomie! Wiele sekretów wisiało w powietrzu a ja z przyjemnością odkrywałam każdy z nich. Bawiłam się wybornie podczas przewracania kolejnych stron, snułam własne wnioski i cieszyłam się ze wszystkich plot twistów. Płynny styl autorki poprowadził mnie przez skomplikowane międzyludzkie relacje, sięgnął po elementy romansu, zagroził niebezpieczeństwem i zagwarantował kilka wieczorów przygody wartej zapamiętania.
Rodowy skarb, małżeńskie problemy i odwaga, aby zacząć od nowa.
Sagi rodzinne mają to do siebie, że czyta się je niczym angażujący film. Dostrzegamy w nich bowiem cząstkę nas samych i nie mamy ochotę na więcej.
Proza Edyty Świętek jest tego idealnym przykładem, ponieważ towarzysz mi od dłuższego czasu a ja wciąż z niecierpliwością wypatruję kolejnych części. Saga Sandomierskie wzgórza opowiada o postaciach takich jak my, przeżywających własne dramaty, dążących do realizacji marzeń, czasami mierząc się z porażką, kiedy indziej chwytając ulotne momenty szczęścia. Całość opisana z perspektywy złożonych postaci pięknie podkreśla motywy psychologiczne uchwycone na drugim planie a odpowiednia realność zdarzeń dopełnia całości.
Dwa napady i próba rabunku rodowych pamiątek staje się dla Eustachego wstępem do wyciągnięcia zaskakujących wniosków. Michał chyli się ku upadkowi, co raz mocniej pogrążając w świecie alkoholizmu. Weronika chcąc dla swoich dzieci jak najlepiej tkwi w małżeństwie bez przyszłości. Wszyscy szukają własnej drogi, każdy pragnie jedynie zaznać poczucia bezpieczeństwa.
Bohaterowie nie mają łatwo. Autorka raz za razem pakuje ich w solidne kłopoty, by napędzić akcję i przywołać silne emocje. Dla nas to wspaniale, dla nich już trochę gorzej. Nie mniej nie możemy przez to narzekać na brak wypadków, których jest tutaj cała masa, problemy, które potrafimy zrozumieć, dylematy serca i rozumu czy same budowanie charakterów na bazie nabytych doświadczeń. A droga ku temu była długa i wyboista, tutaj więc odeślę Was do przeczytania wcześniejszych tomów serii, jeśli jednak tak jak ja jesteście fanami gatunku i sagi rodzinne to Wasza domena - to lektura wręcz obowiązkowa. Tutaj czas płynie swoim rytmem, skupia się na detalach, pięknie kształtuje postacie, nadaje im konkretnych rys i zmienia ich na naszych oczach. Żyjemy u ich boku, nawiązujemy przyjaźnie, czujemy smak niepewnego jutra.
Aż trudno uwierzyć, że to już finał wszystkich wydarzeń. Na szczęście autorka z rozmachem zamknęła zapoczątkowane wątki nadając im bieg jakiego oczekiwaliśmy. W pełni świadoma, słusznie poprowadzona akcja sprawia, że czyta się ją z wypiekami na twarzy a jedyną przeszkodą do pokonania jest pożegnanie się z postaciami, które odnalazły w sercu czytelnika wyjątkowe miejsce. Z nostalgią czytamy o utraconej miłości, walce o swoje miejsce w świecie a także próbie odgonienia demonów, by po raz kolejny zachwycić się piórem autorki.
To uczucie miało zgasnąć. Ale jego płomień spopielił wszystkie reguły.
Mroczna, niebezpieczna, ekscytująca. Karina Majsterek wkracza na scenę i ponownie zachwyca!
Czasami myślę, że w romansach mafijnych nic mnie już nie zaskoczy. Następnie trafiam na autorkę, która mimo wszystko potrafi manewrować między schematami i całkowicie odmienia moje podejście. Z prozą Majsterek poznałam się już jakiś czas temu, ale w międzyczasie zdążyłam nadrobić wszystkie jej książki i przyznaję - zawsze dobrze się to czyta. Lekki przekaz, dynamiczne dialogi oraz bombardujące nas uczucia łączą się w opowieść z krwi i kości, która pięknie wpływa na wyobraźnię.
Kontynuacja serii opowiada o losach innych bohaterów, więc jeśli chodzi o czytanie, możecie wybrać tą fabułę, która bardziej Was zaciekawi. I tak po jednej książce zaostrzycie sobie apetyt na więcej (wiem z doświadczenia). W najnowszym dziele autorka pisze o przygodach Marissy i Lotaria, którzy wystawieni na ogromną próbę musieli zmierzyć się z żalem oraz rozgoryczeniem. Chociaż ich drogi rozeszły się na jakiś czas to wzajemne przyciąganie wydaje się być silniejsze. Tylko czy można jeszcze zaufać komuś, kto dopuścił się oszustwa?
Fabuła opiera się na sprzecznościach i wcale nie jest tak do końca oczywista. Bohaterowie nie są przekonani co do uczuć z jakimi się mierzą, więc ich relacja rozwija się bardzo powoli. Dzięki temu możemy przyjrzeć się każdemu z bliska, spróbować zrozumieć podejmowane decyzje czy poczytać o wewnętrznych rozterkach oraz zdecydować kogo lubimy bardziej. Jednocześnie rozmywa się banalny romans na rzecz fabuły składającej się z wielu wątków pobocznych, ponieważ czytamy o wszechobecnym niebezpieczeństwie raz za razem koncentrującym uwagę postaci. Dzieje się naprawdę dużo, akcja jest dynamiczna a całość pomysłowo poprowadzona, więc nawet spora ilość stron w finale pozostawia apetyt na więcej.
To opowieść o próbie sił, o walce serca z rozumem. Lektura angażująca, pełna silnych emocji, zgrabnie wymykająca się schematom gatunku. Więcej tutaj motywów z życia mafijnego półświatka co wywołuje sporo ekscytacji w czytelnikach poszukujących mocniejszych wrażeń. "Piękna i Egzekutor" pozytywnie wypada na tle konkurencji, dorównuje poziomem swojej poprzedniczce i pozostawia nadzieję, że autorka pokusi się o kolejne tomy. Jest na co czekać!
Sielanka jednak nie trwa długo.
Są takie autorki, po których prozę sięgam w ciemno i bez wątpienia do tego ścisłego grona należy Magdalena Zimniak. Niezawodna, błyskotliwa, pełna nieszablonowych pomysłów zawsze potrafi pozytywnie mnie zaskoczyć.
Nie inaczej było w przypadku jej najnowszej książki będącej kontynuacją serii Nadkomisarz Krystyna Farkas. Druga część przygód charyzmatycznej bohaterki na nowo wprowadziła mnie do niebezpiecznego świata, w którym wszystko mogło się wydarzyć. Autorka sprawnie manewrując między tym co ukryte na drugim planie a podszeptami, tajemnicami i wiedzą skrywaną przez bohaterów stworzyła realne sceny, które przywoływały wiele emocji. Trudno oderwać się od książki, która angażuje już od pierwszych strona a jeszcze trudniej przestać rozmyślać o fabule, gdy ta tak mocno utkwiła w naszej głowie.
Czytać możecie dowolnie, z niekoniecznym zachowaniem chronologii, chociaż osobiście polecam zacząć od początku dla samego klimatu i lepszego poznania Krystyny. To złożona bohaterka, która pięknie rozwija się z książki na książkę i - tak mi się wydaje - jeszcze nie jeden raz nas zadziwi. Walcząc z własnymi demonami jednocześnie próbuje ścigać się z czasem, ponieważ ponownie zostaje wrzucona w sam środek trudnej do rozwiązania zagadki. Jej otoczeniem jest dynamiczny kryminał, który ma wiele niewiadomych, z gęstniejącą atmosferą oraz mylnymi tropami, które czasami przyniosą więcej szkody niż pożytku. Wisienką na torcie będzie dla wszystkich motyw psychologiczny, który pięknie dopełni całości i pokaże jak banalnie można manipulować otoczeniem, gdy jest ku temu odpowiednie podłoże.
Czytamy o losach Adrianny, popularnej pisarki, której pewnego dnia życie przewraca się do góry nogami. Nagle świat, który uważała za prawdziwy, zmienił swoje oblicze, gdy trudna prawda o jej przeszłości ujrzała światło dnia. Wyprowadza się więc w nowe miejsce i próbuje zacząć od nowa. Jednak pewnego dnia jej ciało zostaje odnalezione na placu budowy a córka przepada bez wieści. Krystyna Farkas wyrusza tropem demonów przeszłości, by dowiedzieć się komu zależało na śmierci pisarki.
"Ostatni upadek" zaprasza nas w podróż ku odkrywaniu tajemnic, żonglując nowymi faktami i pozwalając snuć własne podejrzenia. Książka pisana z pełnym zaangażowaniem co wyczuć można od pierwszych strona, błyskotliwa i oparta na inteligentnych dialogach. Sama zagadka kryminalna natomiast broni się już samym klimatem a im więcej faktów z życia zamordowanej odkrywamy, tym więcej dreszczy niepewności pojawia się na naszej skórze. Innymi słowy kryminał, któremu zdecydowanie warto dać szansę!
Cisza bywa głośniejsza niż krzyk.
Kto nie mógł się doczekać nowej książki Ryszarda Ćwirleja, ręka w górę? Czekałam i ja, z niecierpliwością, z potrzebą nowej dawki adrenaliny, z przekonaniem, że autor na pewno mnie nie zawiedzie.
I nie minęłam się z własnymi założeniami, ponieważ po raz kolejny, już przy pierwszych stronach, zderzyłam się z tętniącą życiem historią od której nie mogłam się oderwać. Autor sprawnie manewruje pomiędzy realnymi opisami zwykłej codzienności, inspiruje się tym co nas otacza i płynnie przechodzi do wątków kryminalnych, które napędzają całość, budują atmosferę niepewności oraz wprowadzają na pierwszy plan mnóstwo zagadek do rozwiązania. Lekki styl Ćwirleja oraz bogate (nie nużące!) opisy łatwo pozwalają nam wkroczyć do tego niebezpiecznego świata i na własnej skórze odczuwać przyjemność całej przygody.
Przenosimy się do roku 1992 i odkrywamy w leśnej głuszy niedaleko Poznania zwłoki mężczyzny. Tak rozpoczyna się przejmujący wyścig z czasem. Czy padł ofiarą ostatniego polowania? Nikt nie zna jego tożsamości, brakuje dokumentów a żadna z rodzin nie zgłasza zaginięcia. W międzyczasie niemiecką granicę przekraczają tiry ze spirytusem spędzając sen z powiek policji. W Poznaniu znika bez śladu dziennikarz zajmujący się grubą aferą i tak napędza się koło zdarzeń, które na pierwszy rzut oka wydaje się składać z trzech osobnych opowieści....
Bardzo dużo się dzieje, akcja goni akcję, pojawiają się nowe postacie warte głębszej analizy oraz wyzwania, zagadki, intrygi, niedomówienia, które łączą ze sobą wątki, wprowadzają w ślepe zaułki, pozwalają snuć własne domysły. Zabawa podczas przerzucania kolejny stron jest utrzymana na najwyższym poziomie, z jeden strony uderzają w nas skrajne emocje, z drugiej szereg powiązań pomiędzy szajką przestępczą, która nie cofnie się przed niczym w drodze do osiągnięcia celu. Autor nie bawiąc się w półśrodki na równi prowadzi wiele zdarzeń, jego książka jest złożona, treściwa i wielomotywowa a tym samym tak ciekawie skonstruowana, że każdy odnajdzie w niej coś dla siebie.
"Grobowa cisza" zadaje wiele pytań na które odpowiedzi musimy odnaleźć sami. Zawiłe motywy łączą się w spójną całość, budując angażującą fabułę i opisując losy bohaterów z którymi bez problemu potrafimy się utożsamić. Autor po raz kolejny zaskakuje wyobraźnią oraz sztuką umiejętnego pisania fabularnej treści na bazie otaczającego nas świata. Kiedy zakładasz, że nic gorszego już się nie wydarzy, fabuła zmienia swój bieg i szokuje od nowa!
Miłość matki nie zna granic. Nawet tych, których nigdy nie powinno się przekraczać.
Serdeczne powitanie okazało się wstępem do makabrycznych zdarzeń. Bohaterowie nieprzygotowani na to co ich czeka wpadli w sam środek niebezpieczeństwa serwując czytelnikom fabułę od której trudno się oderwać.
Klaudia Muniak wie jak tupnąć nogą, żeby z czegoś banalnego zrobiło się coś ponad normę ekscytującego. Szukacie thrillera przywołującego ciarki na plecach, szok i niedowierzanie? Doskonale! Tutaj znajdziecie wszystko co wymienione w połączeniu z dobrze poprowadzonym wątkiem obyczajowym, który odpowiada za pełną wiarygodność. Przerzucamy więc strony w zawrotnym tempie, snujemy domysły, które czasami się spełniają a kiedy indziej ustępują miejsca interpretacji autorki i doceniamy jej pomysłowość, bystre przełożenie na fabułę świata, który nas otacza a także plastyczność dopełniającą dzieła.
Bogna wydawała się idealną kandydatką na opiekunkę dla trzyletniej Rozalii. I Tymona, starszego brata, który wydawał się pominięty w rodzinie Maliszewskich. Dlaczego? Jakie demony przeszłości zamknięte były w luksusowej rezydencji? Na równi czytamy o prowadzonym dziennikarskim śledztwie, które ma wyjaśnić tajemniczą śmierć matki pogrążonej w bólu po stracie dziecka. Jak połączą się te dwa motywy? I ile zagadek przyjdzie nam ostatecznie rozwiązać?
Dużo trudnych momentów przewinie się przez tą powieść, ponieważ autorka zdecydowała się na silne emocje związane z rodzicielstwem, tym spełnionym, niepewnym a także zbyt szybko przerwanym. Obserwujemy zatem kilka perspektyw wychowywania dzieci oraz definicji miłości wobec nich w połączeniu z rosnącym napięciem wywołanym wkraczającymi na scenę elementami thrillera. Bohaterki prowadzące prywatne śledztwo zostaną wystawione na nie małą próbę, gdy ktoś będzie robił wszystko, by zapobiec odkryciu prawdy. Muniak kontrolując wszystkie aspekty swojej fabuły stworzyła nieszablonową, wielowymiarową akcję po brzegi naszpikowaną silnymi emocjami, zaskakiwała na każdym kroku oraz wywoływała wszechobecny niepokój zapewniając nam atrakcję na wysokim poziomie.
Trudno postawić się na miejscu bohaterów wystawionych na tak dużą próbę, ale Klaudia Muniak robi wszystko, by ułatwić nam to zadanie. Plastyczny język, złożone sylwetki postaci a także mocna tematyka w kontraście z potęgującym się niebezpieczeństwem to gwarancja historii, która nie zawiedzie nawet najbardziej wymagającego czytelnika. Bez wątpienia największym atutem książki są piętrzące się tajemnice i intrygi, ale gwarantuję, że nie tylko to Was zaskoczy. Polecam!
Syn, jakiego każdy chciałby mieć.
Freida McFadden skrupulatnie pnie się po szczeblach literackich osiągnięć a każda jej nowa powieść wydaje się jeszcze lepsza od wcześniejszych. To wyczyn godny pochwały oraz zapewnienie, że trafiliśmy na autorkę doskonale odnajdującą się w sztuce psychologicznego thrillera.
Nie zawiodłam się ani razu, zawsze wyczekuję z niecierpliwością nowego tytułu i wiem, że czeka mnie przygoda, której szybko nie zapomnę. McFadden pisze w gatunku, który jest mi najbliższy, więc wymagam od niego naprawdę dużo, a tutaj, niezależnie od podjętych tematów, zawsze mogę liczyć na dopracowanie nawet najmniejszego detalu. Na wstępie wita nas atmosfera niepewności, piętrzą się sekrety i pojawiają intrygi, później koncentrujemy naszą uwagę na złożonej sylwetce bohaterów idealnej do głębszej analizy, by na koniec z niedowierzaniem smakować emocjonalny finał. Czy można chcieć czegoś więcej?
Liam Cass wydawał się idealny. Wzorowy uczeń. sportowiec, mistrz każdej debaty. Ale czy nie tak zaczynają się najgorsze historie? Od gry pozorów, która skrywa makabryczne treści? Ginie jedna z koleżanek chłopaka a kolejne przesłuchania sugerują, że wcale nie był tak przyjacielski jak uważano. Krok po kroku zostanie ujawniona prawda, która wyjawi zaskakującą sieć powiązań pomiędzy życiem na pokaz oraz tym prowadzonym w domowym zaciszu.
Autorka pisze swoje fabuły na bazie prozy obyczajowej, kształtuje przestrzeń dla postaci, tworzy ich konkretną historię, którą poznajemy krok po kroku. Wszystko ma swój cel, uzasadnienie lub jest wynikiem podjętych decyzji, więc otrzymujemy maksymalną wiarygodność w połączeniu z solidną dawką różnorodnych emocji. To prowadzi do zżycia się z bohaterami, utożsamieniem się z ich historią, trzymania kciuków za wydobycie się z trudnej sytuacji, która będzie się komplikować ze strony na stronę. Na scenę szybko wskoczy motyw psychologiczny, który zasieje zamęt w naszej wyobraźni, zmusi nas do wyciągnięcia własnych wniosków i niejednokrotnie pozytywnie zaskoczy. Na własnej skórze odczułam przyspieszone bicie serca wywołane pomysłowością zdarzeń, zderzyłam się z całą masą przemyśleń wobec postępowań głównych postaci a także nie mogłam wyjść z zachwytu nad całym zamysłem, który zbudował spójną całość w niepokojącym wydaniu. Wisienką na torcie okazały się rozdziały pisane z perspektywy kilku osób, by pozwolić na szerszy pogląd akcji.
W poszukiwaniu silnych emocji niezawodnie sięgam po prozę Freidy McFadden, bo wiem, że nigdy mnie nie rozczaruje. "Idealny syn" od samego początku prowadzi nas przez labirynt niepewności, które wywołują szok oraz niedowierzanie, by w finale całkowicie odmienić bieg zdarzeń. Solidna konstrukcja thrillera psychologicznego zapewnia kilka wieczorów wspaniałej przygody a sam styl autorki wtapia się w naszą wyobraźnie podsyłając barwne sceny. Innymi słowy: nie mogło być lepiej!
Wciągająca opowieść o jednym z najbardziej niezwykłych krajów świata.
Japonia zawsze wydawała się wyjątkowa, zarówno pod względem reprezentowanych wartości jak i samych zasad, innych niż te które znamy. Dla wielu podróż ku odkryciu tego miejsca to spełnienie marzeń a powyższa publikacja jest do tego idealnym wstępem.
Jestem laikiem w tej tematyce, ale nie ukrywam, że i mnie fascynuje klimat japońskich anime przez które zdecydowałam się na lekturę. Ciekawa jaką wiedzę otrzymam, dałam się porwać autorowi, który pisał z pasją i oddaniem a jednocześnie jego książka okazała się bardzo lekka, otwarta na każdego kto zdecyduje się sięgnąć po wszelkie japońskie smaczki. Pojawiło się ich bowiem całkiem sporo na niewielkiej ilości stron, Kraj Kwitnącej Wiśni stanął przede mną w pełnej krasie a dynamicznie poprowadzona treść nieustannie zachęcała moją wyobraźnię do popuszczenia wodzy fantazji.
Odniosłam wrażenie, że to bardziej prywatny pamiętnik podróży przez Japonię niż czysta kulturoznawcza forma, co dla mnie okazało się strzałem w dziesiątkę. Wraz z autorem wyruszyłam w drogę ku odkrywaniu nowych faktów opartych na rozwoju miejsca, jego historycznym wydźwięku oraz kształtowaniu przez lata wojen, dominacji władców czy realizacji ich różnorodnych pomysłów. Szereg zmian z silnym przywiązaniem do podtrzymania tradycji zaowocował powstaniem oryginalnego, nietuzinkowego, oddychającego własnym rytmem odłamka świata, który we wszystkich budzi nie mały respekt.
Chociaż przewracając kolejne strony bawiłam się naprawdę dobrze, żałuję, że Harding nie pokusił się o mocniejsze rozbudowanie swojej książki. Miał dobry pomysł, realizował go jednak zbyt szybko, by pewne istotne kwestie potraktować jedynie wspominkowo. A szkoda, ponieważ chętnie dowiedziałabym się więcej o rozwoju Japonii w XX wieku, podobnie jak o popkulturowym wzroście napędzającym społeczeństwo, tutaj zaprezentowanym dość minimalistycznie, jako obecne we wpływie na jednostkę, ale nie oddając całego ogromu skali. Nie oznacza to natomiast, że historia nic ze sobą nie niesie, wręcz przeciwnie - pobudza apetyt na więcej co może oznaczać, że autor pokusi się o rozwinięcie podjętych tematów.
To dobry wstęp dla tych, którzy szukają informacji na temat Japonii i chcą poczuć na własnej skórze jej klimat. Dla tych, którzy posiadają już jakąś wiedzę, będzie to droga ku odkryciu historycznych faktów oraz konkretnych nazwisk. Tym sposobem każdy odnajdzie coś dla siebie, przeniesie się w wyobraźni do Kraju Kwitnących Wiśni i porzuci prozę zwykłego dnia na potrzeby wyobraźni, która powinna być regularnie karmiona. Lekka forma przekazu oraz osobiste zabarwienie nadały tej książce charakteru oraz przyjemnego, emocjonalnego wydźwięku.
Przed tobą rok życia sztuką na co dzień. Jak go wykorzystasz?
Początek roku wywołuje zawsze wiele skrajnych emocji. Potrzeba zmian, wyznaczanie nowych celów, realizacja tego co nie wykonane wcześniej. Jednak część z nas potrzebuje odpowiednich bodźców, by sztuka lepszego życia wyprowadziła nas na prostą. Czy zatem powyższa publikacja okaże się w tym pomocna?
Szczerze przyznam, że nie jestem fanką podobnych publikacji. Nigdy nie potrafiłam znaleźć z nimi wspólnego rytmu, ale sumienie, każdego roku, sięgam po nowe propozycje, żeby przekonać się czy w końcu trafię na coś co mnie przekona. I tutaj mam miłe zaskoczenie, dla Was i dla siebie, ponieważ powyższy tytuł bardzo przypadł mi do gustu. To intrygująca lekcja dla tych, którzy szukają wzbogacenia swojej wiedzy na przestrzeni prostej formy, za sprawą prozy życia, dzięki swobodnym inspiracją z którymi bez problemu potrafimy się utożsamić.
Każdy miesiąc dedykowany jest innej tematyce i pokazuje wpływ sztuki na człowieka. Obserwujemy kształtowanie przyszłym marzeń bądź realizację założonych celów i sami wyznaczamy własne kwestie, które chcemy w tym roku zrealizować. Szukając wsparcia u tych, którym się udało, potrafimy lepiej motywować się na co dzień a tutaj osiągamy to za sprawą kreatywności, popuszczenia wodzy fantazji, wejrzenia w głąb własnego ja. I chociaż brzmi to silnie moralizatorsko czy z podtekstem psychologicznym - nic bardziej mylnego, to bowiem prosta forma prowadząca do konkretnych wniosków.
Tyle ile dni w roku, tyle inspiracji mających na celu zmusić nas do potencjalnych zmian czy przeanalizowania priorytetów. Sięgając po podobną publikację liczymy się z tym, że będzie ona miała na nas konkretny wpływ lub nawet tego potrzebujemy i tutaj nie mijamy się z wizją autorki, ponieważ serwuje nam ona wiele refleksji do zatrzymania się oraz przełożenia na nasze życie. Ta książka wydaje się mieć realny wpływ na kształtowanie naszego charakteru a przy tym jest zupełnie nienachalna oraz pozbawiona moralizatorskiego wydźwięku.
To wspomagająco-motywująca książka idealna jako towarzysz każdego dnia. Na pozór banalna, ale im częściej do niej zaglądam, tym więcej z niej wyciągam. Przyjemny organizer wyobraźni, która poszerza swoje granice z każdym dniem, wzbogacona o nową wiedzę, przekonana o swoich możliwościach. Hessel sięga po najczulszą tematykę dla ludzkiej duszy, pisze o sztuce, literaturze, malarstwie czy rzeźbie pozwalając nam dostrzec jak jeszcze wiele jest do odkrycia i jak bogatsi wyjdziemy z roku podążającego drogą inspiracji.
Światowy bestseller, miliony sprzedanych egzemplarzy. Historia tak mocna, że musiała trafić do kin.
Szukając mocnych, czytelniczych wrażeń, nie możecie przejść obojętnie obok twórczości Freidy McFadden. To autorka z nieograniczoną wyobraźnią, która nie ma sobie równych jeśli chodzi o fabularne twisty.
Nie dziwi fakt ekranizacji, gdy historia aż prosi się o przeniesienie na duży ekran. Czytałam ją dwa lata temu, przy pierwszym wydaniu, zachwycona pomysłem oraz wykonaniem. Bałam się tego co przyniesie mi powrót, czy odżyją wcześniejsze pozytywne wspomnienia, czy być może rozczaruję się niespełnionymi oczekiwaniami, ale niepotrzebnie wątpiłam w autorkę - poniekąd znana mi już opowieść ponownie przywołała wiele zaskoczeń, emocji oraz spotkań z bohaterami, których kreacja już na starcie zachęcała do głębszej analizy. McFadden po mistrzowsku buduje napięcie, knuje, spiskuje i mąci, by poruszyć nasze szare komórki do intensywnej pracy i nie jeden raz zmienić bieg wydarzeń.
Oferta pracy w posiadłości Winchesterów miała być dla Millie nowym startem. Sprzątanie, gotowanie oraz odbieranie córki pracodawców nie wydawało się trudnym zadaniem a propozycja zarobków budziła spore niedowierzanie. Niestety początkowa sielanka szybko zmieniła się w grę pozorów oraz kłamstw dyktowanych przez Ninę, kobietę o kilku obliczach. Czy zatem ucieczka od przeszłości będzie warta podjętej ceny?
Mocny thriller o kilku obliczach, który skutecznie wprawia w osłupienie oraz pozostaje w naszej wyobraźni na długo po zamknięciu ostatniej strony. Autorka żonglując faktami, bawiąc się z czytelnikiem na bazie tylko sobie znanych zasad, pozwala snuć domysły i wyciągać własne wnioski. Czasami będą one trafne, kiedy indziej całkowicie rozmyją się z wizją McFadden, ale zawsze na korzyść adrenaliny, pozostawiając po sobie pozytywny posmak. Fabuła niespiesznie oprowadza nas po scenie, zaznajamia z bohaterami, podrzuca tropy sugerujące o przekłamanej rzeczywistości, buduje efekt niepewności wobec tego co może wydarzyć się tuż za rogiem. To historia w pełni przemyślana, inteligenta i dojrzała, czyli będąca idealną definicją thrillera na wysokim poziomie.
"Pomoc domowa" budzi wiele silnych emocji, ale wydaje się, że jej największym atutem jest zaostrzenie apetyty na więcej. Przerzucamy kolejne strony w zawrotnym tempie, by jak najszybciej dowiedzieć się prawdy na temat bohaterów, doszukujemy się tego co ukryte pod powierzchnią i nie możemy przestać rozmyślać o fabule, gdy na moment odłożymy książkę. To właśnie wyróżnia Freidę McFadden spośród tłumu - nieprzeciętny umysł, bystre pióro, sekrety derzające w czytelnika w najmniej spodziewanym momencie.